— Szczegóły tej rozmowy zna bardzo wąskie grono ludzi. Powiem tylko tyle, że to nie przypadek, iż przez tyle miesięcy ta historia pozostała w tajemnicy — słyszymy od ważnego urzędnika rządu.
I dalej: — W niczyim interesie nie jest ujawnienie treści. Jest to trudny temat.
(...)
Na sugestie o udziale ludzi prawicy w odwołaniu rozmowy z Hegsethem w końcu zareagował Adam Bielan. Europoseł PiS jest jednym z nieformalnych łączników obozu prezydenta z ekipą Donalda Trumpa.
Bielan 23 września poruszył temat na platformie X. Zapewnił, że nikt nie przeszkadzał w spotkaniu sekretarza obrony USA z polskim wicepremierem. Przekonywał, że pomógł zorganizować spotkanie Kosiniaka-Kamysza z politykiem znacznie ważniejszym od Hegsetha. Nazwiska nie podał.
Kolejny krok zrobił Nikodem Rachoń, doradca Karola Nawrockiego. W Polsat News kilka dni temu potwierdził, że uczestniczył w spotkaniu i zawęził listę możliwych rozmówców do trzech nazwisk, wśród których był Donald Trump. Zagadkę rozwiązał 1 października sam Kosiniak-Kamysz. Wyjaśnił, że rozmawiał z prezydentem USA przy okazji marcowej uroczystości uhonorowania Michaela Ollisa, amerykańskiego żołnierza, który zginął, osłaniając polskiego oficera w Afganistanie.
— Miałem sposobność porozmawiać chwilę z panem prezydentem Trumpem, za co bardzo serdecznie dziękuję — mówił w trakcie jednego z briefingów, wskazując na zaangażowanie Kancelarii Prezydenta.
Bielan później snuł już własną opowieść. Przedstawiał rozmowę jako sposób na odblokowanie negocjacji dotyczących stałej bazy USA i twierdził, że trwała kilkadziesiąt minut. Sam Kosiniak-Kamysz opisywał ją jako krótką. Donald Tusk podważył jednak wersję Bielana:
— Dotyczyła raczej sytuacji wewnętrznej w Polsce, o tak bym powiedział najdelikatniej — stwierdził wczoraj pytany przez TVN24. Zapewnił, że szef MON poinformował go o spotkaniu i jego przebiegu już w marcu.
— To zbyt ciekawa rozmowa, żeby o niej publicznie mówić — dodał premier, powołując się na jej poufność. Nie potwierdził konkretnej propozycji zmiany koalicji przez PSL, o czym informowała w weekend dziennikarka "Gazety Wyborczej" Dominika Wielowieyska.
(...)
— Wiem, o czym panowie rozmawiali, ale grono osób wtajemniczonych w treść rozmowy było na tyle wąskie, że nie mogę nic powiedzieć. Mogę jedynie podkreślić, że Kosiniak-Kamysz o szczegółach informował premiera już wiele miesięcy temu. Z całą pewnością mogę też powiedzieć, że rozmowa z prezydentem Trumpem niczego w konsekwencji nie zmieniła — słyszymy od naszego rozmówcy z rządu.
Inny z naszych rozmówców wskazuje na jeszcze jeden aspekt. — Proszę spojrzeć w kalendarz i zastanowić się, jaki temat związany z obronnością był wtedy na agendzie.
Na początku marca polityczną kwestią numer jeden był unijny program SAFE i ustawa, która wdrażała w Polsce narzędzia do wystąpienia o środki na zakup uzbrojenia u producentów działających na terenie Unii Europejskiej.
11 lutego odbyło się posiedzenie prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego w tej sprawie. Karol Nawrocki dopytywał o szczegóły kontraktów, które miały zostać zawarte w ramach SAFE. Wcześniej ówczesny szef BBN Sławomir Cenckiewicz krytykował program za to, że uniemożliwia zawieranie kontraktów w ramach tego mechanizmu w USA.
Użył nawet argumentu, iż SAFE jest niezgodny z amerykańską Narodową Strategią Obronną. 12 marca, czyli 10 dni po rozmowie Kosiniaka-Kamysza z Trumpem, prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o SAFE. Rząd jednak i tak zaciągnął unijną pożyczkę, wdrażając mechanizmy związane m.in. z Funduszem Wsparcia Sił Zbrojnych.
Departament Stanu USA przekonywał później, że Stany Zjednoczone nie ingerowały w proces decyzyjny w tej sprawie. W komunikacie pojawiły się jednak krytyczne słowa o tym programie UE, w tym zarzut dotyczący "protekcjonizmu".
Zapytaliśmy o tę wersję polityka, który deklaruje, że wie, o czym Trump rozmawiał z wicepremierem: — Nie, nie chodziło o SAFE.
onet.pl