sobota, 31 października 2026



Panuje przekonanie, że wtorek 3 listopada (tego dnia odbędą się wybory uzupełniające do Kongresu USA) amerykańscy wyborcy wyślą bardzo jasny sygnał, że chcą, aby Stany Zjednoczone zaprzestały prowadzenia wojen — zarówno na froncie militarnym, jak i gospodarczym. Prezydent Donald Trump raczej ich nie wysłucha.

Według dziewięciu obecnych i byłych urzędników, asystentów kongresmenów oraz przedstawicieli branży Trump nadal chce przywrócić cła do poziomu zbliżonego do tego sprzed lutego, kiedy to Sąd Najwyższy uchylił znaczną część z nich. Przygotował już środki handlowe, które mogą doprowadzić do nałożenia nowych ceł w tygodniach po wyborach. Równocześnie Pentagon wysyła kolejne siły na Bliski Wschód, a Trump sugeruje, że w Iranie szykują się dalsze działania.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej i branży nie wierzą, że prezydent spowolni realizację swojego programu z powodu słabych wyników swojej partii w wyborach śródokresowych. Jeśli już, to może go nawet przyspieszyć.

(...)

Z drugiej strony niektórzy republikanie uważają, że Trump — i Kongres — powinni pójść jeszcze dalej.

— Prezydent wykonał niesamowitą pracę, korzystając z narzędzi, które ma do dyspozycji, ale nie dysponował wszystkimi [możliwymi] narzędziami — mówi senator Bernie Moreno (republikanin z Ohio). — Mamy je w Kongresie, więc mam nadzieję, że wprowadzimy cła jako stały element naszego prawa.

Wydaje się, że administracja przygotowuje się do podjęcia działań niezależnie od tego, czy uzyska poparcie ustawodawców, czy nie.

— Prezydent ma szerokie uprawnienia, nawet jeśli stracimy większość w Izbie Reprezentantów lub Senacie — mówi wysoki rangą urzędnik administracji.

(...)

Administracja opóźniła również tego lata i jesienią szereg działań handlowych, które może wprowadzić w życie w dowolnym momencie po wyborach 3 listopada.

Przedstawiciel handlowy USA Jamieson Greer przygotowuje się do opublikowania wyników dochodzenia w sprawie nadmiernych mocy produkcyjnych u 16 partnerów handlowych, torując drogę do nałożenia nowych ceł na główne gospodarki, w tym Chiny i Unię Europejską. Raport był wielokrotnie opóźniany, częściowo z powodu wyborów, jak twierdzą cztery osoby zaznajomione z planami.

Zapytany o plany wprowadzenia kolejnych ceł urzędnik USTR (United States Trade Representative — Przedstawicielstwa Stanów Zjednoczonych ds. Handlu) odniósł się do tego dochodzenia, mówiąc: — Administracja będzie nadal wdrażać politykę, która zapewni równe warunki konkurencji dla amerykańskich pracowników, hodowców bydła i przedsiębiorstw oraz zabezpieczy źródła utrzymania wszystkich Amerykanów.

Tymczasem Departament Handlu wstrzymuje się z zakończeniem dochodzenia handlowego dotyczącego sprzętu medycznego i urządzeń medycznych, które miało zostać zakończone we wrześniu i mogłoby skutkować wyższymi cłami. Administracja odłożyła na później dwa inne dochodzenia — jedno dotyczące maszyn przemysłowych i robotyki, a drugie dotyczące turbin wiatrowych — na początku tego miesiąca, ale może wrócić do nich i podnieść cła w ciągu kilku miesięcy. Urzędnicy są zobowiązani do złożenia prezydentowi sprawozdania w ciągu 180 dni na temat wszelkich nowych wydarzeń.

Administracja dysponuje innymi uprawnieniami celnymi, nad wykorzystaniem których wciąż się zastanawia. Ustawa o sankcjach wobec Rosji, przyjęta przez Kongres we wrześniu, również nadała prezydentowi szerokie nowe uprawnienia celne, z których zrezygnował w połowie października, zachowując jednak możliwość nakładania ceł w wysokości do 100 proc. w przyszłości. Były doradca Partii Republikańskiej argumentuje, że to, czy administracja skorzysta ze swoich nowych uprawnień celnych, zależy w dużej mierze od stanu negocjacji handlowych z Indiami, które mogą ucierpieć w wyniku nowej ustawy, ponieważ są one głównym nabywcą rosyjskiej ropy.

— Zachowają je na później — mówi były doradca o uprawnieniach celnych. — Jeśli uda im się zawrzeć porozumienie z Indiami, myślę, że prawdopodobnie wstrzymają się z ich wykorzystaniem — dodaje.

(...)

— Producenci wykorzystali ostatnie miesiące względnej stabilności polityki handlowej do zgromadzenia zapasów — mówi Kip Eideberg, starszy wiceprezes ds. relacji z rządem i przemysłem w Stowarzyszeniu Producentów Sprzętu (Association of Equipment Manufacturers), reprezentującym producentów sprzętu budowlanego i rolniczego.

— To pokazuje, że ludzie są zaniepokojeni — podsumowuje.

onet.pl\Politico


Kiriłł Dmitriew, jeden z głównych doradców i negocjatorów Władimira Putina i szef Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich napisał na portalu społecznościowym X, że „Europa nie jest w porządku: migranci, podżeganie do wojny, niepokoje i zamachy stanu" i zaapelował do europejskich polityków: 

– Odpokutujcie za swoje winy.

Nawiązał do zamieszek w zachodniej Europie, stanowczej polityki państw europejskich wobec Rosji oraz do sytuacji w Polsce, gdzie obóz rządzący i opozycja toczą walkę prawno-polityczną o skład Trybunału Konstytucyjnego.

Z kolei były rosyjski premier i prezydent, a obecnie znany z prowokujących wypowiedzi wiceszef Rady Bezpieczeństwa Dmitrij Miedwiediew porównał sytuację w Polsce do… Ukrainy. Stwierdził na państwowym portalu społecznościowym Max, że obecny kryzys wokół systemu sądownictwa w Polsce jest repliką metod stosowanych przez władze ukraińskie. Przekonywał, że rząd w Warszaw stosuje dokładnie te same metody co obóz rządzący w Kijowie, który według urzędnika Kremla dokonał całkowitej czystki wymiaru sprawiedliwości. 

– W Polsce doszło do zamachu stanu. Liberałowie brukselskiego protegowanego Tuska uciskają konserwatystów z PiS – napisał wiceprzewodniczący.

Zasugerował, że jednym z powodów nacisków może być też negatywny stosunek polskiej prawicy do ukraińskiego nacjonalizmu i postaci Stepana Bandery. Oskarżył Europę o stosowanie podwójnych standardów.

Jeszcze wczoraj do sytuacji w Polsce odniosła się rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa. Moskiewski resort dyplomaci, w tym sam minister Siergiej Ławrow, protestują przeciwko zaproszeniu Polski na posiedzenie grupy G20 w Atlancie w USA (spotykają się szefowie dyplomacji). Amerykanie nie zaprosili bowiem RPA, parntera Rosji.

Zacharowa wykorzystała sytuację w Polsce, by jeszcze raz podważyć to zaproszenie dla Warszawy. Nawiązała do wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Polski. Radosław Sikorski mówił, że obecność jego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa na szczycie w Atlancie jest trudna do akceptacji. 

— A to mówi minister spraw zagranicznych kraju, który nie jest członkiem G20 i zajmuje na tym spotkaniu miejsce kogoś innego – RPA. Trudno przypomnieć sobie bardziej niezręczny moment w historii Sikorskiego. Wydaje się, że wieczorem w Polsce, panie Sikorski, nadeszła »niezręczna chwila«, ta, o której wspominał pan dziś rano w Atlancie — oświadczyła Zacharowa.

Konflikt w Polsce kremlowskie i łukaszenkowskie media propagandowe relacjonują bardzo obszernie i na czołówkach. Dzieje się tak za każdym razem, gdy na Zachodzie występuje jakiś kryzys czy problem. Służby to propagandzie do odwracania uwagi społeczeństwa od sytuacji w kraju i wojny oraz budowaniu obrazu pogrążonego w zapaści i chaosie Zachodu.

Polsko-białorusko dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, były więzień polityczny Andrzej Poczobut napisał w swoim wpisie na Facebooku:

– Przejrzałem sobie reakcje białoruskiej i rosyjskiej propagandy na wydarzenia wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wybuch radości i satysfakcji był łatwy do przewidzenia. Mechanizm jest od lat ten sam: im większy polityczny chaos i awantura w Polsce, tym większe zadowolenie w Mińsku i Moskwie. Nie kibicują żadnej ze stron sporu wokół TK. Ich interes jest zupełnie inny: podsycać konflikt, pogłębiać podziały, eskalować emocje i doprowadzić do destabilizacji Polski. Im bardziej skłócone i podzielone jest polskie społeczeństwo, tym lepiej dla nich.

centrumeuropy.pl