poniedziałek, 26 października 2026



Cykl inwestycyjny AI wszedł w swoją kolejną fazę: bezpośrednie finansowanie dostawców (vendor financing) oraz gwałtowny drenaż rynku akcji poprzez masowe rozwodnienie (equity dilution).

System wygląda tak: Meta kupuje od producentów chipów procesory za dziesiątki miliardów dolarów. Producenci chipów raportują rekordowe marże i zyski netto, po czym biorą część tej wygenerowanej gotówki i... kupują za nią nowe akcje Mety, dostarczając jej kapitału na sfinansowanie kolejnych zamówień na ich własne chipy.

Ekosystem fakturował się wzajemnie, a teraz zaczyna bezpośrednio dokapitalizowywać własnych klientów, by utrzymać iluzję niegasnącego popytu.

Przejście Mety do oferty akcyjnej o wartości 95 mld USD (35 mld USD natychmiast i 60 mld USD w programie ATM) dowodzi, że rynek długu przestał absorbować kolejne biliony zobowiązań technologicznych.

Rynek akcji kocha narracje, rynek długu kocha twarde dane i liczby.

x.com/Maciej__Czajka

niedziela, 25 października 2026



Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec poinformował 25 października, że siły ukraińskie wyzwoliły Perebudową (na wschód od Ołeksandriwki), Komar (na południe od Perebudowej na przeciwległym brzegu rzeki Mokri Jały) i Fiodoriwkę (na południe od Komaru). Maszowiec poinformował, że siły ukraińskie posuwały się na południowy zachód od Vesele (na południowy zachód od Fiodoriwki) aż do Skudne (na południowy wschód od Fiodoriwki). Doniesienia Maszowca wskazują, że siły ukraińskie prawdopodobnie wypchnęły siły rosyjskie z wystającego na północny zachód miejsca od linii Fiodoriwka-Burłackie. Maszowiec poinformował jednak, że siły rosyjskie utrzymują pozycje na północno-wschodnich obrzeżach Perebudowej. Maszowiec poinformował, że ciągłe ukraińskie kontrataki w kierunku Ołeksandriwki zmusiły rosyjskie dowództwo wojskowe do ponownego rozmieszczenia elementów rosyjskiej 120. Dywizji Piechoty Morskiej (Flota Bałtycka) i 40. Oddzielnej Brygady Piechoty Morskiej (Flota Pacyfiku) bronić się w kierunku Oleksandrivki zamiast wspierać operacje ofensywne w kierunku Hulyaipola. Rosyjskie jednostki i formacje piechoty morskiej są stosunkowo elitarne i bardziej zdolne do walki niż inne części rosyjskiej armii, a rosyjskie dowództwo wojskowe zwykle wysyła piechotę morską do priorytetowych sektorów. Elementy 120. Dywizji Piechoty Morskiej i 40. Oddzielnej Brygady Piechoty Morskiej działały w kierunku Dobropillya przed ich przeniesieniem na kierunek Oleksandrivki w marcu 2026 r. Maszowiec poinformował, że rosyjskie dowództwo wojskowe przeniosło także elementy 90. Dywizji Pancernej (41. Armia Połączonych Broni [CAA], Centralny Okręg Wojskowy [CMD]) w kierunku Ołeksandriwki, mimo że początkowo miały one wspierać rosyjską ofensywę w kierunku Drużkiwki. (...) Siły ukraińskie prowadzą kontrataki w kierunku Ołeksandriwki od początku lutego 2026 r. i obok innych kontrataków taktycznych kwestionują rosyjską inicjatywę obejmującą cały teatr działań. Velyka Novosilka leży na krytycznym skrzyżowaniu dróg, wspierając rosyjską ofensywę mającą na celu natarcie na zachód od Hulyaipola w celu podwójnego okrążenia Orichowa, a dalsze postępy Ukrainy zagroziłyby tyłom tych sił rosyjskich.

(...)

Siły rosyjskie znacznie zintensyfikowały ataki na statki handlowe na Morzu Czarnym w 2026 roku. Firma zajmująca się bezpieczeństwem morskim Ambrey i Międzynarodowa Organizacja Morska poinformowały Financial Times 25 października strajki dotknęły ponad 570 statków na Morzu Czarnym w 2026 r., w tym 387 statków w okresie od lipca do września, zabijając co najmniej 40 marynarzy. Ambrey stwierdził, że siły rosyjskie znacznie zintensyfikowały ataki na statki w ukraińskich portach, podczas gdy ogólne ataki ukraińskie uległy spowolnieniu. Ambrey stwierdził, że siły rosyjskie odpowiadają za około 90 procent ataków na żeglugę cywilną od 10 września 2026 r. Największy prywatny operator portowy Ukrainy, TIS, powiedział Financial Times że groźba strajków zmniejszyła ruch w ukraińskich portach - we wrześniu 2026 r. przez ukraińskie porty w Wielkim Mieście Odessa przepłynęło mniej niż 10 statków w porównaniu z około 400 w lipcu 2026 r.

understandingwar.org


Niemal 4 lata od startu ChatGPT, a „sprzedawcy łopat” nadal dominują we wkładzie sektora technologicznego do wzrostu zysków S&P 500.

W czołówce beneficjentów nie ma firm sprzedających gotowe produkty AI dla biznesu czy konsumentów.

Przypomina to niekontrolowany wyścig w budowie fabryk, zanim sprawdzimy, czy będzie odpowiedni popyt na ich produkcję.

Spowolnienie capex może znacząco zmienić dynamikę zysków indeksu. Nie potrzeba załamania wykorzystania AI. Wystarczy, że nakłady będą rosły wolniej od oczekiwań.

Teraz widzimy wzrosty indeksów przy spadającym fwd P/E i wielu twierdzi że to okazja, bo jest "tanio" jak nigdy. To iluzja.
To zjawisko to klasyczny, podręcznikowy mechanizm pułapki szczytu zysków, który regularnie zamyka się nad inwestorami w późnych fazach supercykli inwestycyjnych.

Kiedy zyski z infrastruktury zaczną słabnąć, niska dziś wycena okaże się iluzją, a giełdowe spadki będą szły w parze z rosnącymi, a nie spadającymi mnożnikami.

x.com/Maciej__Czajka

piątek, 23 października 2026



Ukraińska produkcja rolna jest w znacznej części zorientowana na eksport. Konsumpcję wewnętrzną pszenicy i kukurydzy szacuje się na ok. 15 mln ton rocznie, podczas gdy zbiory tych dwóch gatunków w 2025 r. sięgnęły ponad 54 mln ton. Analogiczna sytuacja występowała w przypadku nasion roślin oleistych, z wyjątkiem słonecznika, który w większości jest przerabiany w kraju. Główną bramą eksportową dla większości produktów rolnych były porty tzw. Wielkiej Odessy: Czarnomorsk, Odessa i Piwdennyj. Dotyczyło to w szczególności zboża (ponad 95% eksportu w 2025 r.), niemniej droga morska odgrywała kluczową rolę także w transporcie rzepaku (78%), soi (78%) oraz komponentów do pasz (76%).

Od 22 lipca ruch statków do trzech wymienionych portów pozostaje wstrzymany w związku ze wzmożonymi rosyjskimi atakami. Wskutek faktycznej blokady ukraiński eksport produkcji rolnej znacząco spadł. Największym problemem jest sprzedaż zbóż, która zmniejszyła się z 3,6 mln ton w czerwcu br. do niespełna 1 mln ton w sierpniu. We wrześniu sprzedaż zagraniczna wzrosła co prawda do 1,5 mln ton, lecz był to poziom około dwuipółkrotnie niższy niż przed blokadą.

Alternatywne szlaki – do ukraińskich portów na Dunaju oraz tranzytem koleją do portów bałtyckich i rumuńskiej Konstancy przez lądową granicę z państwami UE – nie są w stanie obsłużyć całego zapotrzebowania. Wiążą się bowiem ze znacznie wyższymi kosztami logistyki i ograniczeniami przepustowości oraz mogą rodzić problemy polityczne. Ponadto transport drogowy towarów masowych, jakimi są zboża, nie jest opłacalny na dłuższych dystansach. Dodatkowym czynnikiem utrudniającym eksport są rosyjskie ostrzały dunajskich portów oraz statków z nich wypływających, co zdarza się także u wybrzeży innych państw – m.in. 6 października doszło do dronowego ataku na dwie jednostki w strefie ekonomicznej Bułgarii, w wyniku którego jedna z nich zatonęła.

(...)

Przy utrudnionym eksporcie kolejnym wyzwaniem stają się z kolei możliwości składowania zboża i nasion roślin oleistych. Żniwa części gatunków w zasadzie się zakończyły, a zbiory są wyższe niż w ubiegłym roku. Według stanu na 1 września zebrano 25,8 mln ton pszenicy (+2,5 mln ton r/r), 6,05 mln ton jęczmienia (+0,8 mln ton) oraz 4 mln ton rzepaku (+0,8 mln ton), a prognozuje się jeszcze ok. 32 mln ton zbiorów kukurydzy i ponad 13 mln ton słonecznika. Oznacza to, że w najbliższych miesiącach może pojawić się poważny problem z dostępnością powierzchni magazynowych do przechowywania urodzaju. Szacunki pojemności elewatorów mieszczą się w przedziale 50–60 mln ton, a według stanu na 1 września znajdowało się w nich już 25 mln ton (o 10 mln ton więcej niż rok wcześniej). Kampania siewna roślin ozimych już się rozpoczęła i na razie nie ma wyraźnych sygnałów świadczących o zmniejszeniu areału upraw, z wyjątkiem regionów przyfrontowych. Jednak przy długotrwałej blokadzie portów powierzchnia zasiewów wiosną przyszłego roku najprawdopodobniej znacząco się skurczy. Możliwa jest wówczas także fala bankructw przedsiębiorstw rolnych, szczególnie małych i średnich, z powodu niskich cen ich produktów.

Początkowo wydawało się, że blokada morska uderzy też w eksport wyrobów hutniczych, który generował pokaźne przychody (4,7 mld dolarów w 2025 r.), a ponad połowę zbytu tej produkcji realizowano przez porty. Istotnie – między czerwcem a sierpniem doszło do poważnego (o 76%) spadku eksportu żeliwa i stali – z 525 tys. ton do 125 tys. ton miesięcznie. Zdecydowanie większym problemem okazała się jednak trwająca od sierpnia kampania rosyjskich ataków powietrznych na największe zakłady metalurgiczne. Była na tyle niszczycielska, że we wrześniu wstrzymały działalność trzy największe wciąż działające huty – Zaporiżstal i Kametstal, należące do Metinvestu Rinata Achmetowa, oraz ArcelorMittal w Krzywym Rogu.

We wszystkich przypadkach miało dojść do rozległych zniszczeń infrastruktury wielkopiecowej oraz obiektów energetycznych i logistycznych. Według Metinvestu w samą Zaporiżstal trafiło 17 pocisków balistycznych – zginęło tam ośmiu pracowników, a 28 zostało rannych. Atakowano również zakłady Interpipe w Dnieprze oraz Dnieprzański Zakład Metalurgiczny, ale nie jest jasne, czy wstrzymały one produkcję. W efekcie w sierpniu produkcja stali zmniejszyła się o 57% r/r, a żeliwa o 66%, natomiast wrześniowy odczyt najprawdopodobniej przekroczy 90%.

Obecnie nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle huty wznowią produkcję. Pojawia się pytanie o zasadność ponoszenia dużych wydatków na odbudowę, skoro nie ma żadnych gwarancji, że wyremontowane obiekty nie zostaną ponownie zniszczone.

Długotrwały przestój będzie dotkliwie rzutował na sytuację społeczną oraz miał poważne konsekwencje dla budżetów regionalnych. Huta ArcelorMittal oficjalnie zatrudniała blisko 13 tys. pracowników, a Zaporiżstal 8 tys., jednak realna liczba osób zależnych od zakładów jest o wiele wyższa – w ocenie branżowego stowarzyszenia Ukrmetałurhprom na jedno miejsce pracy w sektorze przypada do ośmiu w przedsiębiorstwach obsługujących. Szef obwodu zaporoskiego oszacował, że bezpośrednio i pośrednio od funkcjonowania huty zależy byt 30 tys. rodzin. Co więcej, zakład był największym płatnikiem podatków w regionie. Podobnie wygląda sytuacja w pozostałych ośrodkach przemysłowych – Dnieprze i Kamieńskiem. Zniszczenie hutnictwa doprowadziło też do wstrzymania bądź znacznego ograniczenia wydobycia rudy żelaza. W Krzywym Rogu przestoje dużych przedsiębiorstw górniczo-metalurgicznych zmusiły podwykonawców do zmniejszenia skali działalności, a władze lokalne – do cięć wydatków.

Nasilone rosyjskie ataki na infrastrukturę nie ograniczyły się do metalurgii. Ich celem są obiekty przemysłowe, handlowe, centra logistyczne, magazyny i sortownie Nowej Poszty (największego operatora przesyłek), a także rynki i stacje benzynowe. (...)

Rosjanie atakują też zakłady farmaceutyczne. Takie przypadki zdarzały się od początku pełnoskalowej wojny, ale od września br. znacząco się nasiliły, szczególnie w Kijowie i obwodzie kijowskim. Między innymi 4 października zniszczono fabrykę KUSUM w Sumach, 7 października zaatakowano zakład BChFZ w Kijowie, a w kijowskie przedsiębiorstwo Darnycia uderzano kilkakrotnie. Agresor ostrzeliwał także centra dystrybucji leków – np. 3 września zniszczono kompleks Biokon w obwodzie kijowskim, jeden z największych magazynów farmaceutycznych w Ukrainie, przechowujący m.in. importowane lekarstwa. Uszkodzono lub zniszczono trzy magazyny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), składujące leki i materiały medyczne dla osób z terenów przyfrontowych. Ataki nie spowodowały dotychczas deficytu tych artykułów w skali całego kraju, niemniej regionalnie występują niedobory poszczególnych preparatów.

Pogarsza się również sytuacja kolei państwowych Ukrzaliznycia.

(...)

Od końca sierpnia Rosjanie zintensyfikowali ataki na Kijów, w coraz większym stopniu wykorzystując do tego drony o napędzie odrzutowym, które okazały się trudnym celem dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej. Uderzenia były na tyle częste, że we wrześniu łączny czas trwania alarmów powietrznych w mieście sięgnął 10 dób – najwięcej od początku wybuchu pełnoskalowej wojny. Jeśli obserwowana obecnie intensywność ataków utrzyma się, to w październiku br. padnie kolejny rekord.

W poprzednich latach alarmy nie tylko były mniej długotrwałe, lecz także zdecydowana większość z nich przypadała na noc. Sytuacja zmieniła się od końca sierpnia – coraz częściej ataki zdarzają się w ciągu dnia, przy czym często trwają kilkanaście godzin na dobę. Utrudnia to znacząco pracę przedsiębiorstw, tym bardziej że Kijów to kluczowe centrum biznesowe Ukrainy. Jest też bardzo uciążliwe dla mieszkańców, gdyż problemem staje się zaplanowanie zakupów bądź załatwienie sprawy w urzędzie.

Sytuacja w sektorze energetycznym jest obecnie stosunkowo dobra. Do początku października praktycznie nie było przypadków planowych wyłączeń prądu dla ludności. Według Ministerstwa Energetyki kraj dysponuje 15 GW dostępnych mocy (z uwzględnieniem importu), do listopada wielkość ta ma się zwiększyć do 19,6 GW, a do końca roku – do 21,4 GW, podczas gdy w szczytowych momentach mrozów poprzedniej zimy zapotrzebowanie sięgało 18 GW.

Podobnie zapasy gazu przewyższają te z poprzednich dwóch lat i powinny zapewnić przetrwanie sezonu grzewczego bez zakłóceń. Paradoksalnie wspomniane wyżej skuteczne rosyjskie ataki na obiekty przemysłowe, w szczególności zakłady metalurgiczne, przełożą się na znacznie mniejsze zużycie zarówno prądu, jak i gazu, a w konsekwencji nie tak duże obciążenie systemu.

Relatywnie dobra sytuacja może się jednak szybko pogorszyć, gdyż w październiku Rosjanie wznowili masowe ostrzały infrastruktury produkującej ciepło i prąd. Według ministra energetyki Denysa Szmyhala agresor przygotował szczegółową strategię ataków na infrastrukturę w sezonie zimowym 2026/2027. Przewiduje ona kompleksowe uderzenia w obiekty wytwarzania energii, ciepłownictwo, wodociągi, kanalizację oraz infrastrukturę przesyłową. Do konkretnych obiektów przypisano rzekomo liczbę i rodzaj środków rażenia potrzebnych do ich zniszczenia, a dla dużych miast (m.in. Kijowa, Charkowa i Odessy) przygotowano odrębne scenariusze mające wywołać lokalne kryzysy humanitarne poprzez jednoczesne ograniczenie dostaw energii elektrycznej, ogrzewania i wody.

Celem Rosjan ma być też zniszczenie linii przesyłowych energii elektrycznej i odcięcie Ukrainy lewobrzeżnej od prawobrzeżnej, gdzie znajduje się większość mocy wytwórczych prądu. Choć takie plany mogą brzmieć groźnie, w rzeczywistości nie ma w nich nic, czego Rosjanie nie próbowaliby w poprzednich latach, zazwyczaj z ograniczonym skutkiem.

osw.waw.pl

środa, 21 października 2026


 
Jak wskazuje w swojej analizie brytyjski dziennik „Financial Times”, sytuacja gospodarcza w Chinach przekłada się na narastający pesymizm obywateli. Przykładem jest 29-letni Xu, inżynier półprzewodników z Szanghaju, który mimo wysokich zarobków w branży obficie subsydiowanej przez państwo ogranicza swoje wydatki w obliczu wysokiego bezrobocia wśród młodych, spadku cen mieszkań oraz słabego systemu zabezpieczeń społecznych. W społeczeństwie rozprzestrzenia się zjawisko konsumpcyjnego „downgradingu” (wyboru tańszych zamienników).

Restauracje w całych Chinach toczą zaciętą walkę cenową o klientów, oferując zestawy posiłków poniżej 10 RMB (ok. 6 zł), gdzie priorytetem staje się zaspokojenie głodu, a nie jakość dań. Zjawisko to przypomina deflacyjne wojny cenowe w Japonii lat 90. Do codziennego języka Chińczyków trafiają zwroty znane z japońskiego kryzysu, takie jak „lodowcowy okres poszukiwania pracy” czy „niszczenie cen”.

Zaktualizowany indeks japonizacji autorstwa Goldman Sachs wskazuje, że od pięciu lat Chiny są pod wieloma względami bardziej „zjaponizowane” niż sama Japonia. Łączne zadłużenie publiczne i prywatne Chin sięga około 300% PKB, a spadek liczby ludności rozpoczęty w 2022 roku ma być jeszcze gwałtowniejszy niż w Japonii, gdzie depopulacja ruszyła w 2009 roku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega dodatkowo przed rosnącą liczbą firm „zombie”, utrzymywanych przy życiu jedynie przez państwowy sektor bankowy.

Skala załamania na chińskim rynku nieruchomości okazuje się rekordowa – od szczytu z 2021 roku liczba nowych budów mieszkań spadła aż o 78% (dla porównania: spadek w USA w latach 2005–2009 wyniósł 73%, a w Japonii po 1996 r. – 65%). Richard Koo, główny ekonomista Nomura Research Institute, diagnozuje w Chinach zjawisko „recesji bilansowej”, w której firmy i gospodarstwa domowe priorytetyzują spłatę długów zamiast nowych inwestycji i konsumpcji.

Twarde dane finansowe potwierdzają głębokość tego zjawiska:
  • w sierpniu zadłużenie bankowe gospodarstw domowych spadło w ujęciu bezwzględnym po raz pierwszy w historii;
  • roczny wzrost wartości kredytów w renminbi zwolnił we wrześniu do rekordowo niskiego poziomu 4,8%;
  • udział dorosłych z zaległymi spłatami kredytów wzrósł do 10,6%, a oficjalne bezrobocie wśród młodych wyniosło w sierpniu 18,9%;
  • rentowność 10-letnich obligacji rządowych spadła do zaledwie 1,7%, co zdaniem Koo świadczy o braku wiary inwestorów w opłacalne alternatywy rynkowe.
Przedstawiciele chińskich władz przekonują, że schłodzenie rynku nieruchomości było działaniem kontrolowanym i przemyślanym, mającym na celu przekierowanie kapitału do kluczowych branż technologicznych, takich jak produkcja półprzewodników czy sztuczna inteligencja. Pekin liczy na to, że wysokie nakłady na nowoczesny przemysł przyniosą efekty, których Japonia nie zdołała osiągnąć.

Udział Chin w światowej produkcji przemysłowej wynosił w 2024 roku 28% (podczas gdy udział Japonii spadł z 23% w 1995 r. do 11% w 2010 r.), a zeszłoroczna nadwyżka handlowa sięgnęła historycznych 1,2 bln USD. Od wybuchu napięć handlowych z USA w 2018 roku chiński eksport wzrósł o około 52%. W przeciwieństwie do Japonii, która w 1985 roku uległa presji Waszyngtonu przy Porozumieniu z Plaza, Chiny nie zamierzają dopuścić do wymuszonej aprecjacji własnej waluty. Eksperci ostrzegają jednak, że dalsza ekspansja eksportowa napotyka bariery protekcjonistyczne ze strony USA i Unii Europejskiej.

Największym wyzwaniem dla chińskiej gospodarki pozostaje psychologiczny „kanał oczekiwań” – kiedy brak wiary w przyszły wzrost napędza dalszy spadek konsumpcji i inwestycji. Od 2022 roku na chiński rynek pracy weszło około 74 mln młodych ludzi, tworząc pokolenie zniechęcone brakiem perspektyw. Jednocześnie ceny mieszkań spadły o 30–40% w ciągu pięciu lat, niszcząc powszechne przekonanie o nieruchomościach jako bezpiecznej lokacie kapitału.

Część ekonomistów, jak Michael Pettis z Carnegie Endowment, uważa, że właściwy proces dostosowawczy w Chinach jeszcze się nie zaczął, gdyż dług wciąż rośnie w szybkim tempie, a wskaźnik akumulacji kapitału sięga aż 40% PKB. Wcześniejsze optymistyczne prognozy zakładające wzrost PKB Chin na poziomie 7–10% ustępują miejsca oczekiwaniom spowolnienia do 3%, a według Adama Slatera z Oxford Economics nawet do 2–2,5% rocznie w najbliższej dekadzie. Jeśli ten scenariusz się sprawdzi, wizja prześcignięcia gospodarki amerykańskiej przez Chiny może oddalić się na czas nieokreślony.

bankier.pl

 
Sektor urządzeń mobilnych znalazł się w III kwartale 2026 roku w punkcie zwrotnym o niespotykanej dotąd skali. Gwałtowne tąpnięcie globalnego popytu połączone ze wstrząsem w łańcuchu dostaw doprowadziło do głębokiej redukcji rynku. Dla branży technologicznej, w której smartfony przez dekadę pełniły rolę głównego motoru wzrostu, tak znacząca korekta oznacza konieczność redefinicji strategii operacyjnych, modelowania marż oraz polityki cenowej.

(...)

Spadek skumulowanego wolumenu dostaw do poziomu 255,3 mln sztuk wyznacza nowy, kryzysowy punkt odniesienia dla dystrybutorów oraz partnerów handlowych. Skala załamania rynkowego ujawnia paraliż tradycyjnych kanałów sprzedaży: rosnące ceny końcowe i drenaż segmentu ekonomicznego zamroziły płynność w sieciach detalicznych. Dystrybutorzy zostali obarczeni ogromnym ryzykiem magazynowym, utrzymując zamrożony kapitał w towarze, podczas gdy tradycyjne programy subsydiowania i finansowania aparatów przez operatorów telekomunikacyjnych straciły zdolność przyciągania klientów i generowania obrotu.

Trwający kryzys ujawnił dysproporcję w odporności poszczególnych podmiotów, dzieląc branżę na dwa obozy o odmiennej charakterystyce ekonomicznej. Podmioty zdominowane przez produkty z segmentu premium zdołały obronić pozycję operacyjną, podczas gdy dostawcy uzależnieni od masowego rynku urządzeń budżetowych doświadczyli drastycznej erozji wolumenów handlowych.

(...)

Porównanie wyników ujawnia fundamentalną różnicę w odporności finansowej. Podczas gdy liderzy rynku premium zdołali zamknąć kwartał ze stosunkowo niewielką korektą (Samsung -5,8% r/r, Apple -4,0% r/r), marki chińskie ucierpiały na skalę masową – Xiaomi, Oppo i Vivo zanotowały spadek dostaw przekraczający 30% r/r. Wyjaśnienie tej rozbieżności leży w strukturze marżowości. Giganci segmentu premium operują na wysokich marżach brutto (często przekraczających 40–50%), co zapewnia im bufor finansowy zdolny zaabsorbować wzrost kosztów produkcji. Z kolei producenci opierający skalę na modelach budżetowych poniżej 200 dolarów dysponowali dotąd zminimalizowanymi marżami. Skokowy wzrost cen komponentów błyskawicznie zniszczył opłacalność jednostkową tanich urządzeń, wymuszając ograniczenie ich podaży i podniesienie cen, co zdusiło wolumen sprzedaży.

Załamanie rentowności marek budżetowych nie jest jednak dziełem przypadku, lecz prostą konsekwencją powiązanego z boomem AI wstrząsu cenowego na rynku kluczowych podzespołów.

Eksplozja inwestycji w infrastrukturę sztucznej inteligencji doprowadziła do strukturalnej alokacji mocy przerobowych w globalnym sektorze półprzewodników. Producenci pamięci masowo przekierowują moce produkcyjne wafli krzemowych z konsumenckich kości LPDDR i NAND na rzecz wysoko marżowych pamięci o wysokiej przepustowości (HBM) oraz serwerowych modułów DRAM przeznaczonych dla centrów danych AI. Ta erozja podaży podzespołów konsumenckich uderzyła bezpośrednio w podstawy ekonomiczne rynku smartfonów.

(...)

Konsekwencje biznesowe tego zjawiska sięgają głęboko w strukturę rynku. Wzrost cen pamięci o 350% sprawił, że utrzymanie segmentu najtańszych urządzeń przestało być ekonomicznie uzasadnione. Producenci, opuszczając półki cenowe przeznaczone dla mniej zamożnych konsumentów, tworzą trwałą, niezagospodarowaną lukę rynkową. Klienci poszukujący tanich aparatów nie przechodzą na droższe modele, lecz trwale przenoszą się na rynek urządzeń używanych i odnowionych (refurbished), co bezpowrotnie ucina wolumen dostaw fabrycznie nowych smartfonów w rozwijających się sektorach rynku.

Radykalne podwyżki cen detalicznych zbiegły się w czasie z wyraźnym wyczerpaniem dotychczasowego modelu innowacji. Konsumenci podchodzą do zakupów z rosnącym sceptycyzmem, dostrzegając, że kolejne generacje smartfonów nie oferują wartości dodanej uzasadniającej wydatki.

(...)

Brak przełomowych wyróżników technologicznych połączony ze wzrostem cen w niższych segmentach trwale modyfikuje zachowania nabywców. Smartfon przestał być traktowany jako przedmiot stałej wymiany napędzanej rynkową nowością, a stał się sprzętem użytkowym eksploatowanym do momentu całkowitego zużycia technicznego, co trwale obniża roczną dynamikę sprzedaży.

bankier.pl


Sławomir Matuszak z Ośrodka Studiów Wschodnich ocenia, że kluczowym czynnikiem będzie natura. To ona w największym stopniu przesądzi o tym, jak trudna dla Ukraińców będzie to zima.

- Jedną rzeczą jest znosić przerwy w ogrzewaniu i dostawach prądu przy +5 st. C, a czym innymi przy -20 st. C. To kluczowy czynnik. Choć tak naprawdę poprzednia zima była najmroźniejsza od kilkunastu lat, Rosjanie prowadzili swoją kampanię ataków w system energetyczny, a Ukraińcy to przetrwali - mówi ekspert, który specjalizuje się między innymi w ukraińskiej energetyce.

Pytanie, czy w ogóle Rosja jest w stanie w ten sposób złamać Ukraińców, nawet jeśli dopiszą jej szczęście, działania władz USA wstrzymujących dostawy broni i natura. Historia pokazuje, że nalotami jest właściwie niemożliwe złamać wolę oporu przeciwnika. - Nie wiem, na co liczą Rosjanie, powtarzając te kampanie co zimę. No ale to nie jedyna ich decyzja, którą trudno pojąć - mówi Matuszak.

Pomimo tego nadchodzącej zimie towarzyszy wyjątkowa fala alarmistycznych doniesień. Amerykański dziennik "New York Times" opublikował w minionym tygodniu informacje o rzekomym planie Rosjan na zmuszenia Ukrainy do kapitulacji. Mają zakładać, że osiągnąć ten cel skoordynowaną kampanią ataków na system energetyczny, trwającą około miesiąca, która miałaby doprowadzić do pozbawienia największych ukraińskich miast prądu, ogrzewania i wody.

Rosyjski plan kampanii zimowej miał zostać przechwycony przez Ukraińców i pokazany we wrześniu sojusznikom. Kreml ma liczyć na sukces głównie z powodu wyczerpania ukraińskiej obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej, coraz gorzej radzącej sobie z odpieraniem ataków powietrznych. Spadek skuteczności obrony Ukraińców jest faktem, głównie z powodu wyczerpania zapasów amerykańskich antyrakiet, których dostawy Waszyngton ma dodatkowo celowo opóźniać w ramach wywierania presji dyplomatycznej na Kijów.

- Istotną różnicą w porównaniu do lat poprzednich jest też pojawienie się rosyjskich dronów odrzutowych w istotnych ilościach. Trudniej je Ukraińcom strącać, więc wzrosła skuteczność uderzeń Rosjan - mówi Matuszak. Jak dodaje, istotnym czynnikiem jest fakt, że po ponad czterech latach wojny mamy też do czynienia z kumulacją skutków dotychczasowych ataków Rosjan. 

(...)

Na poziomie rządu główną rolę w przygotowaniach ma odgrywać wicepremier i minister energetyki Denys Szmyhal. - Wiadomo, że wszystkie większe miasta i regiony mają plany odpornościowe, które zakładają, że nawet w przypadku brak dostaw prądu będą awaryjne źródła energii do podtrzymania działania infrastruktury krytycznej - mówi Matuszak. Miały one zostać w większości zatwierdzone jeszcze wiosną. Najważniejsze dla Ukraińców jest to, żeby zapewnić działanie kanalizacji w dużych miastach. - Można sobie wyobrazić, co by oznaczał jej paraliż w na przykład Kijowie - mówi ekspert OSW. Dodaje, że z przerwami w dostawach ciepła czy wody Ukraińcy sobie radzą. Sieci ciepłownicze i wodociągi są więc drugie na liście priorytetów. Po nich jest właściwa sieć energetyczna. - Bez prądu Ukraińcy właściwie nauczyli się już funkcjonować - dodaje Matuszak.

(...)

- Historia wyraźnie uczy, że robiąc to, co robią co zimę Rosjanie, trudno złamać wolę oporu narodu - mówi Matuszak. Opisuje, że w sondażach opinii publicznej nie wydać, aby Ukraińcy jakoś istotnie stracili wolę do walki i chcieli się Rosji poddawać. Ciężka poprzednia zima nie wpłynęła na to w sposób istotny. - Kto mógł i chciał, to już dawno wyjechał. Dla tych, co zostali, to będzie kolejna zima, którą trzeba jakoś przetrwać - mówi ekspert. Dodaje, że w ocenie znajomych ukraińskich specjalistów, najnowsze plany Rosjan na kampanię zimową fundamentalnie nie różnią się od tych poprzednich. - To, co teraz mają rzekomo zamiar zrobić, próbowali osiągnąć już kilka razy - stwierdza. - Można przypuszczać, że te najnowsze rosyjskie plany zostały celowo przekazane przez ukraińskie władze do zachodnich mediów w ramach starań o zwiększenie wsparcia - dodaje.

W ocenie Matuszaka jest właściwie jedno, co Rosjanie mogliby zrobić, aby długotrwałe sparaliżować ukraiński system energetyczny. -To by wymagało ataków na trzy elektrownie jądrowe, które są jego filarem. Ich wyłączenie spowodowałyby katastrofę - mówi ekspert. Rosjanie od początku wojny ich jednak nie atakują. Choć oficjalnie nic o tym nie wiadomo, Matuszak przypuszcza, że jest to efekt presji międzynarodowej lub jakiegoś nieformalnego zakulisowego porozumienia. - Jeśli te elektrownie będą funkcjonować, to cały system przesyłowy jakoś przetrwa. Już tyle razy był na różne sposoby atakowany i ciągle Ukraińcy go podnoszą. Ewidentnie zniszczenie go w sposób trwały jest bardzo trudne - mówi ekspert.

W jego ocenie katastrofy Ukrainy z powodu rosyjskich ataków powietrznych nie należy się więc tej zimy spodziewać. Pomimo dramatycznych narracji i ostrzeżeń. - Mogą być lokalne katastrofy na przykład w poszczególnych dzielnicach dużych miast, czy jakichś mniejszych miejscowościach. Kiedy Rosjanom uda się na przykład całkowicie zniszczyć jakąś dużą elektrociepłownię - opisuje Matuszak. Za przykład podaje Czerkasy, gdzie jeden zakład ogrzewa i zaopatruje w prąd niemal całe miasto. - Jeśli zostanie na dłużej wyłączony z użytku, to lokalnie będzie dramat - mówi.

Ekspert podkreśla jednak, że to nie będzie problem zmuszający Kijów do poddania się. - Podczas ubiegłej ciężkiej zimy Rosjanie zdołali zniszczyć jedną dużą elektrociepłownię w Kijowie, kiedy zabrakło antyrakiet PAC-3 do obrony przed rakietami balistycznymi. Dwie dzielnice pozostały bez ogrzewania do końca zimy. Przy temperaturach rzędu -20 st C. Pomimo tego ludzie tam przetrwali i nie domagano się kapitulacji - opisuje.

gazeta.pl

wtorek, 20 października 2026



Urodzony w 1975 r. Wiktar jest najstarszym synem Łukaszenki i najdłużej towarzyszy ojcu w zarządzaniu państwem. Ukończył stosunki międzynarodowe w stołecznym Białoruskim Uniwersytecie Państwowym (BGU), a po studiach podjął pracę w MSZ. W tym samym czasie odbył również służbę wojskową w wojskach pogranicznych (śladem ojca, co można uznać za pewien rodzaj rodzinnej tradycji). W latach 2003–2005 pracował w jednym z kluczowych państwowych zakładów zbrojeniowych Agat. Zwrotem w karierze Wiktara była nominacja w 2005 r. na doradcę prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego o statusie członka Rady Bezpieczeństwa (od 2007 r.)[5]. Jak przyznał po latach sam Łukaszenka, decyzja o powierzeniu tej funkcji pierworodnemu wynikała z potrzeby „skutecznej kontroli nad strukturami bezpieczeństwa, a to mógł zapewnić jedynie zaufany człowiek, będący w stałym kontakcie z głową państwa”[6].

Wiktar wykonywał swoje obowiązki, unikając rozgłosu medialnego. Jednocześnie w niezależnych kanałach informacyjnych krążyły pogłoski, że zbudował dobrą sieć kontaktów z siłowikami, co miało się jakoby przekładać na istotny głos doradczy w nominacjach kadrowych (mogło tak być np. w przypadku nominowania w 2012 r. na szefa KGB Waleryja Wakulczyka, który pełnił tę funkcję do 2020 r.), a także ułatwiało nawiązywanie znajomości z zamożnymi przedsiębiorcami prywatnymi, powiązanymi z reżimem (np. z Alaksandrem Zajcewem). Budowaniu nieformalnych wpływów Wiktara w elitach polityczno-biznesowych miała również sprzyjać aktywność w stołecznych kręgach miłośników stylowych motocykli.

Szczególna pozycja Wiktara wynika jednak przede wszystkim z jego intensywnych kontaktów z elitami państw arabskich, a zwłaszcza Zjednoczonych Emiratów Arabskich (ZEA). Do tego regionu podróżował on wielokrotnie, zarówno w towarzystwie ojca, jak i samodzielnie. Białoruskie władze długo nie wyjaśniały oficjalnie tego aspektu działalności Wiktara i unikały nagłaśniania jego kontaktów zagranicznych. Dopiero w 2023 r. rzeczniczka prasowa Łukaszenki Natalla Ejsmant poinformowała, że rolę „pełnomocnika” na kierunku bliskowschodnim powierzono najstarszemu synowi Łukaszenki „na skutek prośby ze strony szejków w ZEA, gdzie zgodnie z tamtejszą tradycją dobrze widziane jest, aby państwo reprezentował zaufany członek najbliższej rodziny przywódcy”.

W tej roli Wiktar objął swoją odpowiedzialnością również Oman, z którym od końca ubiegłego roku Mińsk rozwija bliską współpracę (Maskat deklaruje m.in. wsparcie logistyczne w dystrybucji białoruskich towarów w regionie). Rozmowy Łukaszenki z omańskim sułtanem Hajsamem ibn Tarik Al Sa’idem odbyły się w grudniu ub.r. wyłącznie z udziałem Wiktara i najmłodszego syna Mikałaja, bez przedstawicieli białoruskiego MSZ czy resortów gospodarczych. Towarzyszące tym spotkaniom komunikaty są zazwyczaj bardzo ogólnikowe, co tylko potwierdza przypuszczenie, że zadanie pierworodnego polega przede wszystkim na nadzorowaniu co najmniej części majątku, który rodzina Łukaszenków ulokowała w państwach Zatoki.

Najnowszy etap kariery Wiktara to nominacja w 2021 r. na stanowisko przewodniczącego Narodowego Komitetu Olimpijskiego (NOK), gdzie zastąpił ojca. Zarazem utracił status doradcy ds. bezpieczeństwa, lecz zachował newralgiczne portfolio arabskie. Na nowym stanowisku Wiktar nadal rzadko pojawia się publicznie i unika mediów. Ponadto – według ustaleń białoruskich dziennikarzy śledczych – pod kontrolą NOK znajduje się wiele firm, związanych m.in. z handlem i gastronomią, co może być dla najstarszego syna dodatkową „premią” za wieloletnią pracę u boku ojca. Zjawisko wykorzystywania przywilejów przez synów dyktatora ma zresztą szerszy charakter – małżonka Wiktara Lilija jest co najmniej od 2012 r. ściśle związana z firmą Dana Holdings, należącą do serbskich biznesmenów braci Karić, którzy cieszą się szczególnymi względami dyktatora i aktywnie inwestują m.in. w budownictwo mieszkaniowe w Mińsku.

(...)

Dialektyczny styl rozważań Łukaszenki o sukcesji to zabieg celowy, mający zdezorientować nomenklaturę. Najprawdopodobniej dyktator obawia się, że wskazanie konkretnej osoby jeszcze za życia mogłoby skutkować powstaniem alternatywnej, ważnej grupy wpływu, a ponadto – samego procesu przekazania władzy. Jest to charakterystyczne dla niedemokratycznych przywódców z wieloletnim stażem, dla których uzurpacja władzy to już wręcz naturalny sposób na życie. Dlatego deklaruje, że mimo zaawansowanego wieku, uda mu się – m.in. dzięki zdrowemu stylowi życia – rządzić jeszcze przez wiele lat.

Rodzina, choć zajmuje szczególną pozycję w otoczeniu Łukaszenki, stała się nie tyle ośrodkiem wpływów politycznych, co beneficjentem przywilejów. Nic też nie wskazuje na to, aby którykolwiek z synów dyktatora był dziś przygotowywany do zarządzania państwem. Nawet najbardziej zaangażowany w sprawy polityczne Wiktar odpowiada przede wszystkim za zabezpieczanie zaplecza finansowego rodziny i nie uczestniczy w oficjalnej polityce państwa.

osw.waw.pl

sobota, 17 października 2026



Dodatkowe dostawy z Rosji nie mają na celu złagodzenia niedoboru oleju napędowego w Stanach Zjednoczonych — kraj ten produkuje już o około jedną czwartą więcej oleju napędowego niż zużywa. Ceny paliw w USA są jednak kształtowane przez rynki światowe. Im więcej inne kraje są skłonne zapłacić za olej napędowy, tym więcej muszą z kolei zapłacić konsumenci krajowi.

Większa podaż rosyjskiego oleju napędowego na rynku światowym mogłaby zatem pomóc w obniżeniu amerykańskich cen poprzez zmniejszenie luki między podażą a popytem, niezależnie od tego, czy jest on wysyłany bezpośrednio do USA.

Zachęcanie Rosji i producentów z Bliskiego Wschodu do zwiększenia dostaw paliwa jest dla Waszyngtonu najprostszym sposobem na obniżenie cen. Wynika to z faktu, że amerykańskie rafinerie działają już niemal na pełnych obrotach, a ograniczenie eksportu w celu wymuszenia spadku krajowych cen paliwa mogłoby spowodować inne problemy.

Podobnie jak Stany Zjednoczone, Rosja jest eksporterem netto oleju napędowego, co oznacza, że produkuje go więcej niż zużywa, a nadwyżki sprzedaje za granicę.

Sytuacja ta nie uległa zmianie pomimo prowadzonej w ostatnich miesiącach przez Ukrainę kampanii ataków dronów na rosyjskie rafinerie. Chociaż doprowadziły one do niedoborów benzyny, przedwojenna produkcja oleju napędowego w Rosji ponad dwukrotnie przewyższała popyt krajowy, podczas gdy w przypadku benzyny nadwyżka wynosiła zaledwie 15–20 proc.

Rosja nadal więc eksportuje olej napędowy, choć w mniejszych ilościach. Według Agencji Reutera we wrześniu dostawy wyniosły łącznie około 427 tys. ton metrycznych, w porównaniu z około 3 mln ton metrycznych miesiąc przed nasileniem ataków przez Ukrainę. Liczby te obejmują jedynie dostawy do ograniczonej liczby krajów, głównie w Azji Środkowej, zwolnionych z ograniczeń nałożonych przez Rosję w lipcu w celu zapewnienia zaopatrzenia rynku krajowego.

Inne szacunki są wyższe. Firma Kpler oszacowała wrześniowe dostawy Rosji na 584 tys. ton metrycznych. Analityk energetyczny i były dyrektor wykonawczy Gazprom Nieft Siergiej Wakulenko, powołując się na dane dotyczące transportu morskiego, stwierdził, że w okresie od lipca do września Rosja wyeksportowała drogą morską co najmniej 1,6 mln ton metrycznych oleju napędowego, pomimo szerokiego zakazu eksportu, z którego wyłączono dostawy do Mongolii i Azji Środkowej.

Wakulenko, obecnie pracujący w Niemczech w Carnegie Russia Eurasia Center, stwierdził, że rosyjskie władze nie podjęły większych wysiłków, by powstrzymać te "szare" dostawy, ponieważ krajowi brakowało pojemności magazynowej na przechowywanie nadwyżek. Oznacza to, że Rosja mogłaby dostarczyć 500 tys. ton metrycznych, o które poprosił Trump na listopad, bez powodowania niedoborów na rynku krajowym, po prostu legalizując istniejący szary eksport — dodał ekspert.

W następstwie porozumienia z Trumpem Moskwa częściowo zniosła zakaz eksportu oleju napędowego od 10 października. Dostarczanie miliona ton oleju napędowego miesięcznie w okresie zimowym jest również realistyczne, zwłaszcza że popyt krajowy spada po jesiennym sezonie zbiorów — dodał Wakulenko.

Tatiana Mitrowa, analityczka energetyczna mieszkająca w Stanach Zjednoczonych, stwierdziła, że wartości oleju, o które Trump zwrócił się do Rosji, "i tak trafiłyby na rynek światowy bez żadnego dodatkowego wysiłku".

Wolumeny dostaw oleju ogłoszone przez Trumpa są realistyczne, ale mogą okazać się zbyt małe, by znacząco obniżyć ceny.

Dla przykładu — 500 tys. ton rosyjskiego oleju napędowego stanowi około 4 proc. miesięcznego zużycia oleju w USA lub 0,4 proc. miesięcznego zużycia na świecie. Wielkość ta pokryłaby więc około 13 proc. szacowanego miesięcznego globalnego niedoboru oleju napędowego wynoszącego 4 mln ton.

Rosyjskie dostawy mogłyby mieć większy wpływ na globalny rynek oleju, gdyby jego eksport powrócił do poziomów sprzed eskalacji ataków na Ukrainę. Kijów nie zgodził się jednak jeszcze na wstrzymanie ataków, a Moskwa musiałaby naprawić uszkodzone rafinerie i przywrócić utracone moce produkcyjne.

onet.pl\The Moscow Times

piątek, 16 października 2026



Postęp technologiczny jest niesamowity:  
 
1991 rok - Gwiezdne Wojny test Kinetic Kill Vehicle LEAP (Lightweight Exoatmospheric Projectile) czyli to co potem stało się elementem przechwytującym w systemach przeciwbalistycznych dla rakiet średniego zasięgu i ICBM.  

2026 - Elon Musk prezentuje samochód który co do zasady robi to samo ale w atmosferze i przy masie zapewne około 2t. I to że będzie to opcja dostępna tylko  na torach testowych a nie w ruchu ulicznym niczego nie zmienia. Masz kasę - masz taki Kinetic Kill Vehicle tylko w aucie, i z tobą w środku.

35 lat dzieli oba nagrania. Kiedyś absolutnie topowa wojskowa technika. Teraz - możesz to mieć jak masz gruby portfel i jeździsz po torze.
 
Przyszłość jest teraz.

x.com/wolski_jaros


W Teksasie powstał nieformalny front ratowania obozu MAGA. Elon Musk pompuje setki milionów dolarów, a rosyjskie służby odpalają armię botów przeciwko temu samemu kandydatowi Demokratów.

Fakty ze śledztwa Bloomberga (operacja „Matrioszka”): 

*Rosyjska machina dezinformacji porzuciła dawną taktykę polaryzacji obu stron dziś atakuje WYŁĄCZNIE Demokratów (w 20 z 35 wyścigów do Senatu i 29 z 36 na gubernatorów), by chronić prorosyjski kurs Białego Domu. 

*Głównym celem jest m. in. James Talarico w Teksasie (ten sam, przeciwko któremu Musk wyłożył właśnie 168 mln $ na ratowanie Kena Paxtona) oraz Jon Ossoff w Georgii – kluczowe stany, gdzie Republikanie tracą grunt pod nogami. Rosyjskie deepfake’i z podrobionym logo ABC News oskarżają go o opłacanie modelek OnlyFans z publicznych środków.

Analitycy (Antibot4Navalny, Graphika) obnażyli mechanizm działania rosyjskich agentów. Konto z 35 followersami wrzuca fejka, w 20 minut rosyjskie boty nabijają 50-200 tys. „pustych” wyświetleń przy 1 retweecie, po czym wykres umiera.

x.com/Maciej__Czajka