piątek, 22 maja 2026



Sprawa amerykańskich żołnierzy w Polsce to najważniejszy polityczny temat tygodnia. Donald Trump ogłosił w czwartek wieczorem - w wpisie na platformie X: "W związku z sukcesem wyborczym prezydenta Polski, Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz naszymi relacjami z nim, z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy".

Jak komentowała w "Pierwszym programie" w TOK FM politolożka dr Ewa Pietrzyk-Zieniewicz, prezydent USA: "Dał nam trochę na uspokojenie". Od razu też dodała, że sama czeka na konkrety. - Po czynach go poznacie. Jak ci żołnierze przyjadą, to będę pewna, że są - mówiła ekspertka. z Uniwersytetu Warszawskiego.

tokfm.pl


Podczas piątkowej rozmowy z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte szef dyplomacji USA Marco Rubio mówił o sprzeciwie wobec "protekcjonistycznych środków" w kwestii zakupów uzbrojenia - podał Departament Stanu.

Jak podano w komunikacie rzecznika resortu dyplomacji, Rubio i Rutte omówili w Helsingborgu "sprzeciw Stanów Zjednoczonych wobec środków protekcjonistycznych, które zagrażają interoperacyjności i gotowości NATO, osłabiają transatlantycką bazę przemysłową w dziedzinie obronności i uniemożliwiają dostarczanie sprzętu naszym żołnierzom".

Poza tym tematem, obaj urzędnicy mieli rozmawiać o zwiększaniu wydatków na obronę państw NATO, zbliżający się szczyt NATO w Ankarze oraz "zwiększenie transatlantyckiej produkcji obronnej", a także odblokowaniu cieśniny Ormuz.

Sam Rubio nie wspominał o wątku "protekcjonistycznych środków" podczas oświadczenia po spotkaniu z szefem NATO na marginesie zebrania szefów dyplomacji NATO w Helsingborgu. Jest to odniesienie do dążeń przede wszystkim w Unii Europejskiej do przyjęcia przepisów faworyzujących europejskich producentów uzbrojenia w zakupach sprzętu w UE. Wśród nich jest planowana unijna dyrektywa na ten temat oraz program pożyczek na zakup uzbrojenia SAFE. Przedstawiciele polskiego rządu twierdzą jednak, że administracja USA nie jest przeciwna SAFE. Podczas marcowej wizyty w Waszyngtonie wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że przedstawiciele Pentagonu nie są mu przeciwni, bo środki z niego zostaną przeznaczone też na zakup amerykańskiego uzbrojenia.

Jak pisał portal Politico w lutym br. Pentagon groził UE odwetem, jeśli przepisy "buy European" zostaną przyjęte. Wcześniej z kolei zastępca sekretarza stanu Christopher Landau, podczas zamkniętego spotkania ministrów spraw zagranicznych NATO w grudniu ub.r. zaatakował europejskie kraje NATO za chęć postawienia na dostawy europejskie i zastąpienia nimi amerykańskich producentów.

Ten sam temat miał być poruszony podczas niedawnej wizyty w Polsce podsekretarza stanu ds. kontroli zbrojeń i bezpieczeństwa międzynarodowego Thomasa DiNanno.

/Mało, że USA produkują za mało swojej broni i trzeba na nią długo czekać, mało że jest to broń najdroższa - na koniec USA wymuszają na UE brak radzenia sobie z tymi problemami; cynizm, upadek pozycji i wiarygodności, chciwość - red./

PAP


Siły izraelskie od początku marca zniszczyły bądź uszkodziły 45 proc. zabudowy libańskich miast i wsi w obrębie "żółtej linii" - wynika z opublikowanej w piątek analizy dziennika "Le Monde". Tzw. żółta linia jest granicą okupowanej przez Izrael części południowego Libanu.

Zniszczono miejscowości, które zostały oszczędzone w trakcie poprzednich ofensyw Izraela w latach 2024-25 - zaznaczyła gazeta. Wśród nich m.in. liczący przed wojną ok. 30 tys. mieszkańców Bint Dżubajl. 75 proc. miasta zostało zrównane z ziemią bądź znacząco zniszczone.

Dziennik zwrócił uwagę, że ze zweryfikowanych nagrań wynika, iż siły izraelskie niszczą domy za pomocą materiałów wybuchowych, bombardowań bądź przy pomocy buldożerów.

Izrael wyznaczył żółtą linię w połowie marca, oddzielając w ten sposób zajęte przez siebie tereny południa Libanu. Władze w Jerozolimie utworzyły tam strefę buforową, która ma ochronić północ Izraela przed atakami Hezbollahu.

Analiza "Le Monde" i firmy Masae Analytics opiera się na zdjęciach satelitarnych. Francuscy dziennikarze porównywali obrazy z listopada 2025 r. i 29 kwietnia 2026 r. i weryfikowali je przy pomocy narzędzi białego wywiadu

Autorzy raportu tłumaczą, że ich wyliczenia skupiają się na centrach tych niewielkich ośrodków i nie obejmują ich obrzeży.

Od 2 marca Izrael prowadzi operację przeciwko Hezbollahowi, który w wojnie Izraela i USA przeciwko Iranowi, stanął po stronie Teheranu, pełniącego od zawsze rolę kluczowego partnera tej organizacji.

Mimo zawarcia 16 kwietnia zawieszenia broni, miejscowości w obrębie żółtej linii są wciąż niszczone - podkreślił "Le Monde".

W nocy z 23 na 24 kwietnia prezydent USA Donald Trump ogłosił kolejne przedłużenie rozejmu. Od jego ogłoszenia niemal codziennie informowano jednak o izraelskich ostrzałach południowego Libanu. 

PAP


Chińczycy od dawna samodzielnie rozwijają swoje własne rozwiązania, a niektóre ich osiągnięcia mogą budzić podziw. Szkoda tylko, że nie mamy zbyt wielu okazji do ich szczegółowego omówienia - w końcu nie da się ukryć, że trudno je dostać i przetestować w porządnych warunkach. Ale niektórym czasem się to udaje. Ekipa Phoronix sprawdziła 12-rdzeniowy procesor Loongson 3B6000 w licznych testach wydajnościowych opartych na Linuksie.

Model 3B6000 posiada 12 rdzeni obsługujących symultaniczną wielowątkowość (SMT2), co przekłada się na 24 wątki. Procesor pracuje z częstotliwością bazową 2,4/2,5 GHz. Chip ten został ulokowany ma platformie micro-ATX 3B6000x1-7A2000x1-EVB z dwoma gniazdami DIMM, jednym gniazdem M.2, dwoma gniazdami PCIe x16 i zaledwie kilkoma portami USB. Taki zestaw został przetestowany przez zespół Phoronix w dziesiątkach testów, w tym w aplikacjach obsługujących AVX-512. Ogólnie rzecz biorąc, chiński układ 3B6000 nie wypadł najlepiej. Zazwyczaj osiągał trzy razy gorsze wyniki niż sześciordzeniowy Ryzen 5 9600X firmy AMD. Omawiana jednostka była w stanie regularnie wyprzedzać jedynie czterordzeniowy procesor ARM z Raspberry Pi 500.

Należy jednak podkreślić, że w niektórych zastosowaniach Loongson 3B6000 wcale nie wypadł źle. Na przykład w C-Ray 2.0 chip dorównał wydajnością Ryzenowi 5 9600X, a w OpenSSL 3.6 zbliżył się do poziomu Intela Core Ultra 5 245K. W QuickSilver 20230818, 3B6000 zdołał nawet nieznacznie przewyższyć Core Ultra 5 245K i osiągnąć wynik porównywalny z Core Ultra 9 285K. Były to jednak tylko wyjątki. Według zapewnień producenta, architektura procesora LA664 chińskiego układu podobno oferuje wydajność IPC równą architekturze Zen 3, ale wydaje się, że bardzo niskie taktowania uniemożliwiają "wskoczenie" na odpowiedni poziom mocy obliczeniowej. Być może jednak w przyszłości będzie lepiej - w końcu zeszłym roku dowiedzieliśmy się, że chiński producent procesorów pracuje nad nową architekturą LA864, która według doniesień ma potencjalnie zapewnić wydajność na poziomie modeli Intel Raptor Lake 13./14. generacji. 

purepc.pl

czwartek, 21 maja 2026



Przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka powiedział w czwartek, że jego kraj nie zamierza dać się wciągnąć w wojnę na Ukrainie - podał Reuters, powołując się na państwową białoruska agencję BiełTA. Łukaszenka wyraził też gotowość do spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

Łukaszenka za pośrednictwem wideokonferencji obserwował w czwartek, wraz z przywódcą Rosji Władimirem Putinem, manewry sił nuklearnych, które odbywają się w obu krajach. Testowano gotowość użycia rakiet z głowicami atomowymi m.in. poprzez wystrzelenie międzykontynentalnej rakiety balistycznej Jars oraz hipersonicznych Cyrkon i Kindżał.

Białoruski przywódca oświadczył, że jego kraj nie zamierza z nikim walczyć "jeśli nikt nas nie zaatakuje". "Nie stanowimy dla nikogo zagrożenia. Ale mamy taką broń i jesteśmy gotowi bronić naszej wspólnej ojczyzny od Brześcia do Władywostoku wszelkimi możliwymi sposobami. Jeśli to mamy w rękach, musimy wiedzieć, jak to wykorzystać" - mówił Łukaszenka, cytowany przez agencję BiełTA.

Stwierdził, że Białoruś nie zamierza angażować się w wojnę na Ukrainie, bowiem "nie ma takiej potrzeby, ani cywilnej, ani wojskowej". Dodał jednak, że Mińsk może zostać wciągnięty w ten konflikt tylko w jednym przypadku - "jeśli oni (Ukraina-PAP) dopuściliby się agresji przeciwko nam".

Łukaszenka podkreślił też, że jest gotów rozmawiać z Zełenskim w dowolnym miejscu. "Jeśli chce o czymś porozmawiać, proszę bardzo, jesteśmy na to otwarci - na Ukrainie, na Białorusi, jesteśmy gotowi spotkać się z nim i omówić problemy relacji między naszymi krajami. Z jakiegoś powodu z Amerykanami, Niemcami, Polakami, Litwinami i Łotyszami mamy o czym rozmawiać, a z Ukrainą nie mamy o czym" - mówił przywódca Ukrainy.

Z kolei Putin, cytowany przez Reutersa, który powołuje się na białoruskie ministerstwo obrony, oświadczył iż użycie broni jądrowej jest ostatecznością i że broń ta mu służyć jako gwarancja suwerenności Rosji i Białorusi.

Wcześniej w czwartek rosyjskie ministerstwo obrony przekazało, że w ramach trwających ćwiczeń rozmieszczono ładunki nuklearne w magazynach polowych na terenie Białorusi. Informowano też, że w ramach tych samych ćwiczeń głowice nuklearne zostały zainstalowane na pociskach rakietowych Iskander-M.

Według rosyjskiego ministerstwa obrony ćwiczenia obejmują też m.in. dwa okręgi wojskowe - leningradzki i centralny, a także dwa największe rosyjskie zgrupowania sił morskich - Flotę Północną i Flotę Oceanu Spokojnego. W manewrach bierze udział ponad 64 tys. żołnierzy, ponad 200 wyrzutni rakietowych, 140 samolotów, 73 okręty nawodne i 13 okrętów podwodnych, w tym osiem strategicznych jednostek o napędzie atomowym - wyliczył resort. 

PAP


Wtorkowa /19.05.2026 - red./ wieczorna rozmowa dwóch liderów określana jest przez źródła Axios jako "trudna". Trump miał poinformować Netanjahu o "liście intencyjnym", który zamierzają podpisać Stany Zjednoczone i Iran, aby oficjalnie zakończyć wojnę. List miałby rozpocząć 30-dniowe negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego i otwarcia cieśniny Ormuz.

Po rozmowie premier Izraela miał być wręcz "spanikowany" możliwością porozumienia z Iranem. Ambasador Izraela w Waszyngtonie miał poinformować amerykańskich urzędników, że rozmowa z Trumpem "bardzo zaniepokoiła i zmartwiła" Netanjahu, który chce kontynuować działania militarne.

onet.pl


Pod koniec 2025 r. władze obwodu omskiego zamknęły poradnię ginekologiczną i przeznaczyły prawie 2 mln rubli (ok. 94 tys. zł) na remont budynku, aby przekazać go Ministerstwu Obrony i otworzyć tam przychodnię dla weteranów wojen, przede wszystkim uczestników inwazji na Ukrainę.

Wcześniej podobny los spotkał miejski szpital położniczy nr 5. W kwietniu 2022 r. pracownicy placówki usłyszeli podczas zebrania, że szpital może zostać wkrótce zamknięty. Niedługo później plotki się potwierdziły, a 11 listopada tego samego roku podmiot prawny placówki został oficjalnie zlikwidowany.

Kilka lat później regionalny minister zdrowia Dmitrij Markiełow tłumaczył zamknięcie porodówki problemami demograficznymi regionu i spadkiem zapotrzebowania na opiekę położniczą.

- Kiedy w szpitalu położniczym zaprojektowanym na setki porodów miesięcznie odbywa się ich wielokrotnie mniej, pojawia się systemowy kryzys jakości — tłumaczył urzędnik dziennikarzom.

Według samych pracowników zamkniętej porodówki nr 5 każdego roku odbywało się tam jednak ok. 2500 porodów.

Szpital położniczy rzeczywiście nie był w najlepszym stanie i wymagał remontu. Najpierw zamknięto go z powodu przebudowy, a potem okazało się, że zamiast porodówki powstanie tam szpital dla weteranów »specjalnej operacji wojskowej« — opowiedział "Nowej Gaziecie" założyciel "Omskiego Zrzeszenia Obywatelskiego" Danił Czebykin.

W 2024 r. na przebudowę i wyposażenie budynku przeznaczono 400 mln rubli z budżetu federalnego (ok. 18 mln 800 tys. zł), a kolejne 500 mln rubli (ok. 23 mln 500 tys. zł) wyłożyły władze obwodu omskiego. Następnie, decyzją premiera Rosji Michaiła Miszustina, przekazano jeszcze 385 mln rubli (ok. 18 mln zł) na dodatkowe wyposażenie szpitala w 513 jednostek sprzętu medycznego.

Na końcowym etapie prac elewację budynku pomalowano w kolory rosyjskiej flagi. W regionalnym Ministerstwie Zdrowia wyjaśniono dziennikarzom, że "placówka ma służyć pomocy medycznej weteranom i uczestnikom specjalnej operacji wojskowej". W listopadzie ubiegłego roku lokalne media poinformowały, że jeden z oddziałów zaczął już przyjmować pierwszych pacjentów.

(...)

Zdaniem aktywisty omscy urzędnicy są bardzo zadowoleni z rozwoju szpitali Ministerstwa Obrony w regionie i aktywnie wspierają kolejne podobne projekty, ponieważ wiążą się one z ogromnym potencjałem korupcyjnym. Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę wszczęto kilka głośnych spraw karnych dotyczących defraudacji przy realizacji zamówień wojskowych związanych z remontami, budową i wyposażaniem wojskowych szpitali. Według śledczych przy remoncie wojskowego szpitala garnizonowego w Permie zdefraudowano 35 mln rubli (ok. 1 mln 650 tys. zł).

(...)

Była pielęgniarka z Petersburskiego Instytutu Medycyny Ratunkowej im. Dżanelidzego opowiedziała "Nowej Gaziecie", że w ich placówce funkcjonował specjalny oddział dla rannych uczestników inwazji na Ukrainę.

- Nikt nie chce o tym mówić głośno, ale weteranów »specjalnej operacji« jest tak wielu, że wojskowe szpitale nie są już w stanie ich pomieścić — powiedziała kobieta.

Według niej wielu wojskowych pacjentów przeniesiono obecnie do wojskowego szpitala w Siewieromorsku w obwodzie murmańskim, ponieważ "zużyli praktycznie wszystkie antybiotyki i materiały medyczne", które były potrzebne do leczenia cywilnych pacjentów.

- Formalnie finansowanie leczenia wojskowych w placówkach Ministerstwa Zdrowia powinno być odrębne, ale w praktyce zasoby cywilnej ochrony zdrowia coraz częściej wykorzystywane są na potrzeby wojska — wyjaśniła Waleria Wetoszkina.

Jak twierdzi pielęgniarka z instytutu im. Dżanelidzego, przeniesienie rannych do Siewieromorska zostało przyjęte z ulgą zarówno przez personel, jak i pacjentów.

- Kiedy ich wywieźli, cały oddział odetchnął. Robili straszne awantury. Jasne, PTSD robi swoje, ale to przekraczało wszelkie granice: wykupywali alkohol, bez przerwy przyjeżdżały do nich dostawy, śmietniki były pełne pustych butelek, nie słuchali lekarzy ani pielęgniarek… Na całym oddziale unosił się zapach marihuany — opowiedziała kobieta.

(...)

Występując w Dumie Państwowej w lutym 2025 r., minister zdrowia Michaił Muraszko przyznał, że Rosja zmaga się z ogromnym niedoborem personelu medycznego: w kraju brakuje ponad 23 tys. lekarzy oraz 64 tys. pracowników średniego personelu medycznego.

Z powodu kryzysu kadrowego Rosjanie muszą miesiącami czekać na pomoc medyczną — wszyscy poza uczestnikami wojny, którzy od 2023 r. mają być obsługiwani poza kolejnością.

- Na tle zamykania szpitali w mniejszych miejscowościach i niedoborów kadrowych w systemie ochrony zdrowia władze wprowadzają uprzywilejowaną medycynę dla uczestników "specjalnej operacji wojskowej. Ogromna liczba ludzi zostaje praktycznie bez dostępu do leczenia i musi jeździć po pomoc do innych miejscowości albo nawet do samego Omska — powiedział omski aktywista Danił Czebykin.

onet.pl\Nowa Gazieta


Niektórzy obserwatorzy uważają, że jeśli rosyjski przywódca nie znajdzie odpowiedzi na zastój ofensywy i ataki na własnym terytorium do lata, może to oznaczać punkt zwrotny w wojnie. Jednak Moelling /Christian, ekspert do spraw bezpieczeństwa - red./ nie chce jeszcze posuwać się tak daleko.

- Określenie "punkt zwrotny" brzmi jak tytuł filmu przygodowego. Uważam jednak, że nadal mamy do czynienia z wojną na wyczerpanie, w której postępy są milimetrowe — zaznacza.

onet.pl\BILD


W środę rano w Wilnie (stolicy Litwy) uruchomiony został alarm powietrzny. Parlament został ewakuowany, premier i prezydent zostali przeniesieni do bunkra, a ludzie otrzymali na swoje smartfony ostrzeżenie wzywające do szukania schronienia. W tym samym czasie w powietrze wzbiły się myśliwce NATO.

Powodem był dron, który wkroczył do litewskiej przestrzeni powietrznej i zbliżał się do stolicy. Był to pierwszy alarm tej skali w kraju należącym do UE i NATO od czasu, gdy ponad cztery lata temu Rosja zaatakowała całą Ukrainę.

Jakie interesy ma Rosja i dlaczego to się stało właśnie teraz?

Drony nieustannie spadają na Litwę i pozostałe dwa kraje bałtyckie. We wtorek myśliwiec NATO zestrzelił drona nad estońską przestrzenią powietrzną. Na początku maja na Łotwie w pobliżu granicy z Rosją spadły dwa drony, a jeden z nich uderzył w nieczynny magazyn ropy. Incydent ten wywołał kryzys polityczny, którego skutkiem był upadek łotewskiego rządu.

Władze litewskie zakładają, że dron, który spadł w środę rano, pochodzi z Ukrainy i pierwotnie miał zaatakować cel w Rosji — został jednak zepchnięty z kursu przez rosyjskie środki walki elektronicznej. Państwa bałtyckie oceniają te incydenty jako część rosyjskiej wojny hybrydowej.

Niezależnie od tego, czy były to przypadki, czy celowe działania, incydenty te przynoszą Rosji korzyści. Po pierwsze, Moskwa snuje narrację. Kreml próbuje wykorzystać zbłąkane ukraińskie drony do odwrócenia winy. To nie Rosja zagraża regionowi, ale państwa bałtyckie — tak brzmi twierdzenie. Ponieważ udostępniają one Ukrainie swoją przestrzeń powietrzną do ataków na Rosję. Estonia, Łotwa i Litwa odrzuciły tę narrację jako dezinformację.

Moskwa dąży w ten sposób do jasnego celu. Pod koniec marca Kreml zagroził, że Rosja zareaguje, jeśli inne państwa będą wspierać ukraińskie ataki na rosyjskie porty nad Bałtykiem. W skrajnym przypadku, zgodnie z obawami krajów bałtyckich, można by w ten sposób skonstruować pretekst do rosyjskiego ataku.

onet.pl\Die Welt


Artem, obwód moskiewski

Wojna zdecydowanie stała się bliższa: w nocy z soboty na niedzielę nad naszą dzielnicą latały drony. Wcześniej słyszeliśmy pracę systemów obrony przeciwlotniczej gdzieś w oddali i czuliśmy się nieswojo. Co jeśli nagle przylecą gdzieś w pobliżu? Ale ta właśnie noc była bardzo przerażająca: drony jeden po drugim głośno i nisko przelatywały nad domem, z okien widać było zarówno je, jak i wybuchy towarzyszące ich zestrzeliwaniu. Było strasznie — co jeśli dron spadnie na dom? Jeśli celowo zacznie latać w kierunku domów? A jeśli spadną odłamki z systemu obrony przeciwlotniczej?

Gdzie uciekać, gdzie się schować? W naszej miejscowości nie ma żadnych schronów, a w całym domu są wysokie okna, więc nawet w środku nie ma gdzie się schronić. Wyglądać przez okno — straszne. Nie wyglądać i nie widzieć, dokąd to wszystko leci — jeszcze straszniejsze.

Zawsze współczułem, przeżywałem i smuciłem się wraz z ludźmi po obu stronach, którzy żyją z tym na co dzień. A kiedy sam się z tym zetknąłem, poczułem nowy wymiar złości. Jeszcze bardziej wkurzyłem się na wszystko, co się dzieje, na to, w jakie gó*no nas wciągnęli. Na to, jak bezbronni są ludzie wobec broni.

Nienawidzę wojny, nienawidzę tego, w co zamienia się mój ukochany kraj. Nienawidzę tych, którzy nas w to wszystko wciągnęli. Oby to się jak najszybciej skończyło.

Wiktoria, Rostów nad Donem

Śmieszy mnie czytanie takich nagłówków i podpisów: "Instrukcje Meduzy, które TERAZ są przydatne dla WIELU Rosjan". Co właściwie się zmieniło? Teraz więcej ludzi wie, jak brzmi bezzałogowy statek powietrzny lub rakieta uderzająca w dom w dzielnicy oddalonej o jedną przecznicę od ich o 2.00. No i co z tego? Totalitarny reżim ma to gdzieś. Sąsiedzi, będąc na wczesnym etapie przejścia do autorytaryzmu, nie są już w stanie wpłynąć na władzę. Jakie więc mamy szanse? W najlepszym razie rozłam elit.

Strach już minął. Obudziliśmy się, napisaliśmy, że żyjemy. Przeczytaliśmy, że wszystko w porządku. Dyskutujemy tylko wtedy, gdy ma to realny wpływ na nasze życie.

Oczywiście zmienia się stosunek do wojny. I widzimy w Siłach Zbrojnych Ukrainy tę samą armię z czasów radzieckich, dla której też nie ma nic świętego: ataki przed/w święta, próby pozbawienia ludzi ogrzewania w naprawdę mroźną zimę (grzechem jest narzekać na tle tego, przez co przeszli mieszkańcy Biełgorodu). Niech szlag trafi obie armie.

(...)

Igor, Moskwa

Przez dwa lata się bałem, rozumiałem, że to się stanie. […] 17 maja o 4.00 obudziłem się i od razu zrozumiałem, że słyszę bardzo głośny dźwięk przelatującego drona. I jeszcze. I jeszcze. Strasznie chciało mi się spać, ale nie miałem wątpliwości. To zupełnie nie to samo, co oczekiwanie tego w teorii. Oto, co myślałem, słuchając tego dźwięku ze strachem: wcześniej nie wspierałem finansowo Sił Zbrojnych Ukrainy tylko dlatego, że w Rosji jest to bardzo niebezpieczne. Po takim doświadczeniu nigdy nie będę w stanie tego zrobić. Pamiętam, kto jest agresorem. Ale w środku wszystko się wywraca, kiedy sam jesteś na celowniku.

Znajomy mieszka w Chimkach — słyszał wybuchy przez całą noc, nie spał. Boję się. Chcę po prostu wyjechać żywy. Ale nie da się znacznie przyspieszyć [już zaplanowanego] wyjazdu [z Rosji]. Z całego serca życzę Ukrainie zwycięstwa. Ale jako człowiek się boję. Chcę żyć.

Albert, obwód moskiewski

Zaczęło się o 20.00. Huczało tak, że trzęsła się ziemia, dom i okna. Słychać było, a nawet raz widać było działanie obrony przeciwlotniczej. Córka (10 lat) po raz pierwszy zapytała, co się dzieje. Co jej odpowiedzieć? Powiedzieliśmy jej z żoną, jak jest. Bardzo się bała. Około 2.00 jakby się skończyło, o 3.00 poszliśmy spać, a o 4.00 znowu wybuchy — ups, przepraszam, trzaski. Już nie wytrzymaliśmy, zebraliśmy dzieci i wyjechaliśmy, na szczęście mamy gdzie. Co innego oglądać to wszystko z daleka, a co innego doświadczać tego na własnej skórze. Z jakiegoś powodu nie słychać było dronów, ale i tak jest strasznie, kiedy to wszystko huczy. Myślisz tylko o tym, żeby nic nie spadło ci na głowę. Szczególnie boisz się o dzieci.

Waleria, Rosja

Ostatnio zaczęłam zauważać, że po prostu drżę na dźwięk jakiegoś brzęczenia w oddali, choć mój region nie był atakowany przez drony (ale zdarzało się to w sąsiednich). Czasami nie mogę zasnąć zbyt długo przez myśli, że mogę się nie obudzić.

W moim mieście znajduje się fabryka, w której produkuje się sprzęt wojskowy. Boję się, że drony mogą przylecieć blisko mnie. Dlaczego w pobliżu bunkrów Putina stawia się tak wiele instalacji obrony przeciwlotniczej, a mieszkańców regionów oddalonych od granicy nie potrafią chronić? Nienawidzę tego.

Elena, Moskwa

To jasne, że wojna dotarła do Rosji. Nie mogło być inaczej. Czy to straszne? Tak. Czy to logiczne? Tak. Ale najstraszniejsze rzeczy dzieją się w Ukrainie już piąty rok. Z prawie wszystkimi przyjaciółmi, sąsiadami i kolegami z roku zerwałam kontakt po 24 lutego, kiedy zaczęło się to piekło. Mieszkam w Moskwie całe życie i nie mogłam sobie wyobrazić, że wykształceni i bystrzy ludzie mogą być tak oderwani od rzeczywistości, bezduszni i tępi. Mam nadzieję, że teraz się obudzą.

(...)

Dmitrij, Sankt Petersburg

Przyzwyczaiłem się już do nalotów w regionach, w których mieszkałem i nie boję się ich. Ale tu jest Moskwa, miasto, w którym większość może popierać wojnę, czerpać z niej korzyści i nie ponosić żadnych jej ciężarów. Putin zaproponował Rosjanom wojnę najemniczą na zlecenie, gdzie jeszcze można zarabiać na zbrojeniach. Wojna toczy się gdzieś daleko i nas nie dotyczy, my żyjemy w pokoju i zarabiamy pieniądze. Pierwsza reakcja: a co z nami? Ani ostrzał Kijowa, ani Bucza, ani cmentarz w Mariupolu nikogo nie poruszały. Ale własna koszula okazała się bliższa ciała. Okazuje się, że wszczęcie wojny może wiązać się z odwetem.

Ukraińcy, jesteśmy tu zakładnikami faszystowskiego reżimu. Tylko bombardowaniami Moskwy i strajkami dyplomatycznymi można zmusić agresora do pokoju. Wojna w końcu wraca do rodzinnej przystani. W pełni odczuwam waszą satysfakcję. Jeśli zakończenie wojny wymaga przyjęcia ognia na siebie, to znaczy, że tak trzeba. Zbyt długo patrzyliśmy, jak was zabijają. Dręczyły nas wstyd i poczucie winy, że nie potrafimy tego powstrzymać. Wasze uderzenia są jak znieczulenie, przynoszą ulgę. Sytuacja moralna jest odrażająca, ale jest szansa, że do ludzi coś dotrze. Chciałabym uciec z tej klatki, żeby nie płacić podatków i oszczędzić dzieciom propagandy. To najmniej, co możemy zrobić. Wybaczcie nam.

Galina, Moskwa

Tak, to straszne. Ale przerażające jest to, że z drugiej strony się cieszę. Dla mnie to sprawiedliwa zemsta.

(...)

Maksym, Finlandia (wcześniej Moskwa)

Jest ciężko. W Moskwie mam mnóstwo przyjaciół i mamę. Boję się o nich, ale szczerze mówiąc, mam wrażenie, że to naprawdę pomaga ludziom w Rosji uświadomić sobie pewne rzeczy. To straszne, nie powinno tak być, ale pomaga.

(...)

Roman, Moskwa

Rozczaruję tych, którzy uważają, że te masowe uderzenia na Rosję kogoś do czegoś przekonają. Już od kilku znajomych — od zwolenników wojny, po ludzi wcześniej całkowicie neutralnych — usłyszałem mniej więcej to samo: "dlaczego nie odpowiadamy?".

To ludzie, nad których głowami niemal codziennie latają drony i regularnie uderzają w pobliskie domy. Sam coraz częściej łapię się na myśli, że jeśli teraz się poddamy, to po prostu nas zmiażdżą przy pierwszej okazji. Nienawidzę jednakowo wszystkich polityków we wszystkich krajach, nie wierzę już nikomu i niczemu. Dla nich wszyscy jesteśmy po prostu ubocznymi ofiarami. I chcę jak najdłużej zachować w sobie zdolność do niecieszenia się z tego, gdy gdzieś kogoś bombardują.

onet.pl\meduza.io


— W ostatnich latach Pekin w bardzo ukierunkowany sposób pracował nad tym, by zaprezentować się jako centralna potęga globalna — wyjaśnia Simona A. Grano, ekspertka ds. Chin z Uniwersytetu w Zurychu. Narzędziami do realizacji tego "diabelskiego planu" są gęste powiązania gospodarcze, strategiczne projekty infrastrukturalne, takie jak inicjatywa Jeden pas, jedna droga (nazywana Nowym Jedwabnym Szlakiem), a także wysoce profesjonalna komunikacja międzynarodowa.

Jednocześnie globalny wzrost znaczenia Chin jest retorycznie doskonale inscenizowany przez Komunistyczną Partię Chin. — Pekin świadomie opowiada historię Chin, które uosabiają stabilność, niezawodność i długoterminowe partnerstwa, zwłaszcza w kontraście do Zachodu, który wydaje się coraz bardziej spolaryzowany — mówi Grano.

(...)

W ciągu ostatnich 365 dni w Pekinie pojawiła się rekordowa liczba wysokich rangą przedstawicieli państw. Poniżej znajduje się fragment listy gości Xi oraz ich cele:
  • prezydent Rosji Władimir Putin: pomoc w przetrwaniu gospodarczym poprzez eksport ropy i gazu,
  • prezydent USA Donald Trump: otwarcie cieśniny Ormuz dla handlu ropą,
  • kanclerz Niemiec Friedrich Merz: uczciwe warunki rynkowe dla przemysłu i mediacja w sprawie Ukrainy,
  • prezydent Francji Emmanuel Macron: ochrona europejskiego eksportu przed polityką celną USA,
  • premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer: wznowienie zablokowanego dialogu gospodarczego,
  • premier Kanady Mark Carney: dywersyfikacja eksportu surowców poza USA,
  • premier Kanady Pedro Sanchez: stabilizacja stosunków gospodarczych, nowe inwestycje,
  • przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen: dostęp do rynku, wsparcie w wojnie w Ukrainie,
  • premier Finlandii Petteri Orpo: stosunki handlowe, zielone technologie, porozumienie w sprawie zagrożenia ze strony Rosji.
onet.pl\Blick.ch