wtorek, 1 września 2026



Kontrataki prowadzone przez siły ukraińskie na północ od Łymanu oraz spowodowane atakami dronów problemy z zaopatrzeniem skutkowały wycofaniem części sił rosyjskich z terenów na zachód od rzeki Netryus, a w konsekwencji zmniejszeniem oskrzydlenia Słowiańska od północy. Obrońcy odzyskali także kontrolę nad częścią utraconych wcześniej lub pozostających w szarej strefie terenów na północ i wschód od Świętogórska. Rosyjskie skrzydło pozostaje zagrożone rozczłonkowaniem i odcięciem od sił głównych, a w konsekwencji całkowitą likwidacją. Zależnie od źródeł w wyniku działań ukraińskich od lipca br. jego powierzchnia zmniejszyła się nawet o 200 km2, przy czym większość opuszczonych przez Rosjan terenów znalazła się w szarej strefie. Rzecznik ukraińskiej 66. Brygady Zmechanizowanej Wasyl Denysiuk poinformował, że ok. 30% sił rosyjskich w rejonie Łymanu stanowią najemnicy.


Siły rosyjskie kontynuowały natarcie na wschód i południe od aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk. Według niektórych źródeł zajęły Nowoandrijiwkę na drodze biegnącej z Drużkiwki na zachód, co grozi oskrzydleniem tego miasta. Rosjanie osiągnęli także drogę łączącą Dobropole z Kramatorskiem, co znacząco utrudnia zaopatrzenie pierwszego z wymienionych miast (jest to obecnie możliwe drogą okrężną przez Ołeksandriwkę). 


Południowe i wschodnie obrzeża Dobropola są obecnie areną walk, których wynik zadecyduje o utrzymaniu przez siły ukraińskie tego miasta. 


Rosjanie mieli także poszerzyć wyłom na wschód od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, ponownie intensyfikując infiltrację jego wschodniej części. Areną walk stał się cały obszar sąsiadującej z tym miastem Małej Tokmaczki, a siły ukraińskie utrzymują się prawdopodobnie już tylko w północnej jej części.


27 sierpnia Rosjanie rozpoczęli bezprecedensową serię ataków na Kijów i obwód kijowski. Do 1 września dochodziło do nich codziennie, łącznie kilkadziesiąt razy. Rekordową liczbę 13 alarmów lotniczych odnotowano 27 sierpnia, gdy łącznie trwały one ponad pół doby (poprzedni rekord 12 alarmów lotniczych dla Kijowa w ciągu doby utrzymywał się od 1 marca 2022 r.). Dwukrotnie – 27 sierpnia i 1 września – ataki miały charakter zmasowany, z wykorzystaniem rakiet i dronów. Między tymi atakami w Kijów i obwód uderzały najczęściej bezzałogowce z napędem odrzutowym. Jak oceniały źródła OSINT, atak rakietowy 27 sierpnia miał na celu wyczerpanie niedawno otrzymanych przez Ukrainę pocisków do systemów Patriot, a agresor użył w nim wyłącznie tańszych i słabszych, a jednocześnie łatwiejszych do zestrzelenia pocisków RM-48U. Zależnie od źródeł: z ośmiu–dziewięciu tego typu rakiet zestrzelonych zostało siedem–osiem. 1 września Rosjanie użyli głównie pocisków Iskander-M, a z 22 użytych zestrzelono dwie. Do odparcia każdego z ataków Ukraińcy mieli wykorzystać po dziewięć interceptorów PAC-3 MSE. W ciągu kilku dni siłom ukraińskim udało się natomiast ograniczyć skuteczność ataków z wykorzystaniem dronów odrzutowych Gierań-4 i Gierań-5. Aby to osiągnąć, zaangażowano w rejonie Kijowa wszystkie dostępne siły i środki, z myśliwcami F-16 i Mirage-2000 włącznie, co skutkowało osłabieniem obrony powietrznej pozostałych atakowanych regionów.

(...)

Siły rosyjskie znacząco zwiększyły zastosowanie bezzałogowców uderzeniowych z napędem odrzutowym, o czym 31 sierpnia poinformował rzecznik ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) Jurij Ihnat. Z ponad 1500 dronów użytych od 27 do 30 sierpnia 800 stanowiły odrzutowce, znacznie szybsze i trudniejsze do zestrzelenia niż drony z napędem tłokowym. Liczba podana przez Ihnata jest znacząco wyższa, niż wynikałoby to z komunikatów DSP, według których od wieczora 25 sierpnia do rana 1 września Rosjanie mieli wykorzystać łącznie 1797 dronów uderzeniowych i ich imitatorów (w tym 1286 od 27 do 30 sierpnia), a unieszkodliwionych zostało 1537. Zależnie od źródeł agresor wykorzystał 66–69 rakiet, z których zestrzelonych zostało 12–18.

osw.waw.pl

poniedziałek, 31 sierpnia 2026



Ukraina "stopniowo, powoli przegrywa" tę wojnę. Nie są to słowa propagandysty z Kremla, lecz samego Mychajły Fedorowa, niedawno odwołanego ministra obrony Ukrainy /Fedorow opuścił kraj, aby objąć stanowisko doradcy ministra obrony Włoch, jest skonfliktowany z władzami Ukrainy - red./, który wypowiedział się w tej sprawie w rozmowie z agencją Reutera w zeszłym tygodniu. W ciągu kilku dni po tej ponurej prognozie Rosja zintensyfikowała ataki na Ukrainę do niemal apokaliptycznego poziomu.

W ramach diabelsko skutecznego posunięcia Kreml przeszedł od masowych ataków dronami i rakietami do nieustannych, trwających 60 godzin fal bombardowań, podczas których w ciągu jednego dnia Kijów doświadczył 19 nalotów, które wyczerpały zarówno siły obronne, jak i zapasy rakiet przeciwlotniczych.

Atak na magazyn amunicji w Buczy na przedmieściach Kijowa — miejscu, gdzie w kwietniu 2022 r. doszło do jednych z najbardziej znanych masakr ukraińskiej ludności cywilnej podczas tej wojny — spowodował śmierć co najmniej 38 cywilów, w tym większości mieszkańców domu spokojnej starości. Rosja atakowała też magazyny żywności, hipermarkety, magazyny pocztowe, z książkami oraz inne obiekty biznesowe w okolicach stolicy. — Rosja dąży do tego, by Kijów stał się martwym miastem — mówi Siergiej Sumlenny, ukraiński żołnierz i aktywista.

Tymczasem ukraińskie twierdzenia, że odwracają losy wojny na swoją korzyść poprzez głębokie uderzenia na rafinerie i magazyny logistyczne w głębi Rosji, tracą na znaczeniu w obliczu znacznie większych rosyjskich kampanii odwetowych i zemsty.

Od czerwca Ukraina zadaje rosyjskiej gospodarce poważne, choć nie śmiertelne straty, wykorzystując roje prostych dronów oraz pociski manewrujące Flamingo. Wkrótce ma pojawić się również pocisk balistyczny produkcji ukraińskiej. W zeszłym tygodniu premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham przekazał w Kijowie Wołodymyrowi Zełenskiemu technologię dotyczącą lokalnej produkcji anglo-francuskich pocisków manewrujących Storm Shadow.

Jednak według najnowszych raportów NATO zdolności ofensywne Rosji rosną znacznie szybciej niż Ukrainy. Rosjanie montują silniki odrzutowe w wersji startującej z powietrza popularnego drona Gerań (wzorowanego na irańskim Szahidzie), co podwaja jego zasięg i potraja prędkość do 500 km na godz. Zdając sobie sprawę, że masa ma większe znaczenie niż celność, Rosja twierdzi, że jest gotowa wyprodukować w przyszłym roku 10 tys. sztuk nowych, tanich pocisków Dan-T, które mają głowicę bojową i zasięg podobne do pocisku Storm Shadow, ale kosztują jedną szóstą jego ceny.

Kolejną tanią i skuteczną nową rosyjską bronią jest wystrzeliwany z powietrza pocisk manewrujący Banderol, który od momentu rozpoczęcia seryjnej produkcji pod koniec lipca zmienił ukraińskie wybrzeże Morza Czarnego w śmiertelnie niebezpieczną zakazaną strefę dla statków towarowych i stał się głównym elementem kampanii Moskwy przeciwko Odessie.

Ponadto Kreml podobno pozyskał duże pociski balistyczne z Korei Północnej i opracował najwyraźniej skuteczny system zakłócania sieci Starlink — Wołna Kupoł Garant — który mógłby poważnie zakłócić działanie ukraińskich systemów dowodzenia i kontroli na linii frontu.

onet.pl\The Telegraph


Donald Trump we wpisie w mediach społecznościowych stwierdził, że instalacje na wyspie Chark — kluczowe z punktu widzenia irańskiego sektora paliwowego — zostały "zrównane z ziemią". Prawdziwy cel USA, jak wynika z doniesień irańskich mediów, był inny: zaatakowana została wyspa Larak.

Teheran poinformował tymczasem o odwecie i "poważnych zniszczeniach" w amerykańskich bazach w regionie. Najważniejsze jest jednak to, co rozgrywa się za kulisami toczącej się wojny. Przetasowania w amerykańskiej armii to nie wszystko. Zgodnie z najnowszymi doniesieniami dowódcy armii USA wyrażają otwarty sprzeciw wobec sekretarza obrony Pete'a Hegsetha i podważają jego pozycję.

W niedzielę, 30 sierpnia, dziennik "The Telegraph" poinformował o ostrzeżeniu skierowanym do sekretarza obrony USA. Zgodnie z tymi doniesieniami amerykańscy dowódcy sił lądowych, marynarki wojennej i sił powietrznych stwierdzili, że przedłużanie konfliktu krytycznie osłabia zdolność Ameryki do stawiania czoła zagrożeniom w innych częściach świata, w tym na własnym terytorium. Wcześniej media poinformowały o rezygnacji sekretarza armii USA Dana Driscolla.

Trump wielokrotnie powtarzał, że wszystkie opcje pozostają otwarte, w tym powrót do konfliktu na pełną skalę, aby zwiększyć presję na Iran.

Jednak po sześciu miesiącach trwania konfliktu panuje wśród wysoko postawionych dowódców zgoda co do tego, że był on "zbyt intensywny i trwał zbyt długo" — informuje gazeta "The Washington Post".

Zgodnie z tymi doniesieniami generałowie i admirałowie, w tym ci nadzorujący operacje USA w Europie, Azji i Ameryce Łacińskiej, oświadczyli, że nie zgadzają się z rozkazem Hegsetha dotyczącym przedłużenia obecności sił zbrojnych w okolicach Iranu, argumentując, że osłabiło to zdolności operacyjne USA w innych regionach.

(...)

Tymczasem negocjacje z Teheranem utknęły w martwym punkcie. Cieśnina Ormuz pozostaje praktycznie zamknięta, Amerykanie są coraz bardziej sfrustrowani przedłużającym się konfliktem, a przedstawiciele resortu obrony martwią się o wyczerpujące się zapasy.

Pomimo wielokrotnych zapewnień Trumpa, że ta kluczowa droga wodna jest otwarta, sporadyczne ataki ze strony Iranu sprawiają, że ruch pozostaje znacznie poniżej poziomu sprzed wojny.

W czwartek amerykańskie siły zbrojne poinformowały o zakończeniu operacji rozminowywania cieśniny, ogłaszając, że jest ona otwarta dla ruchu.

— Cieśnina Ormuz jest zamknięta — potwierdził w sobotę Kazem Garibabadi, wiceminister spraw zagranicznych Iranu.

Dodał, że Teheran osiągnął porozumienie z Omanem w sprawie tymczasowej trasy morskiej, ale jego wdrożenie zależy od ustępstw ze strony Stanów Zjednoczonych.

W niedzielę Modżtaba Chamenei, najwyższy przywódca Iranu, wezwał w pisemnym oświadczeniu kraje muzułmańskie, zwłaszcza te z regionu Zatoki Perskiej, do zjednoczenia się przeciwko tym, kogo nazwał ich "prawdziwym wrogiem".

onet.pl\The Telegraph


Przyczyny zmiany nastrojów wśród wyborców są oczywiste: wygórowane koszty życia, rosnąca niepopularność Trumpa wśród politycznego centrum oraz ogromna przewaga entuzjazmu, jakim cieszą się Demokraci nad Republikanami.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej mówią mi, że obawiają się, iż te nastroje coraz bardziej utrwalają się wśród wyborców; że ponura sytuacja polityczna — spowodowana gwałtownym wzrostem cen benzyny po załamaniu się zawieszenia broni z Iranem w zeszłym miesiącu — jest niemal nieodwracalna.

Gdy wznowiono działania wojenne z Iranem i stało się jasne, stało się jasne, że Republikanom trudno będzie wyjść z defensywy. O ile nie nastąpi radykalna zmiana nastrojów wyborców, te wybory będą prawdopodobnie odzwierciedlać sytuację z czasów, gdy Republikanie byli osaczani przez niezadowolonych wyborców, oburzonych korupcją, cenami paliwa i niepopularną wojną na Bliskim Wschodzie. W przeszłości oznaczało to całkowite przejęcie władzy przez Demokratów.

To, co daje strategom Partii Republikańskiej pewną nadzieję, to fakt, że 20 lat później mniej wyborców z czerwonych stanów jest skłonnych głosować na Demokratów, a przesunięcie partii w lewo stanowi łatwy temat dla reklam wyborczych.

Demokraci mają jednak także inne argumenty, które mogą wykorzystać w rozgrywce wyborczej. Prezydent Trump skupia się bowiem wyłącznie na zabawie, budowaniu osobistego dziedzictwa i atakowaniu osobistych rywali.

Kiedy Trump nie zachowuje się jak 12-letni chłopiec — organizując walki UFC na trawniku przed Białym Domem i oglądając, jak bolidy Indy Car pędzą przez centrum Waszyngtonu — ma obsesję na punkcie nazywania rzeczy swoim imieniem, przeprowadzania remontów oraz mszczenia się, czy to za pośrednictwem Departamentu Sprawiedliwości, czy poprzez zmianę nazw Wielkich Jezior.

To wszystko jest małostkowe. Nie ma jednak powodu do śmiechu, gdy amerykański wyborca płaci cztery dolary za galon zwykłej benzyny. I choć wojna z Kanadą może brzmieć jak skecz komediowy, narastające napięcia handlowe z Ottawą mogą okazać się politycznie fatalne dla Republikanów ze stanów przygranicznych w dwóch wyborach, które muszą wygrać: w Maine i Michigan.

W przyszłym miesiącu w Dallas Republikanie organizują niedużą konwencję wyborczą. Partia Republikańska przygotowuje filmy i przemówienia mające na celu przedstawienie Demokratów jako skrajnych. Jednak, jak powiedział mi jeden z doradców Trumpa, rzeczywisty przekaz zostanie określony przez "cokolwiek szalonego powie prezydent".

Republikanom towarzyszy uczucie bezradności, które przypomina mi jesień 2023 r. Wóczas Demokraci wpadali w szał z powodu swojego 80-letniego prezydenta i jego determinacji, by ubiegać się o reelekcję.

Zgodnie z ostatnim sondażem Agencji Reutera poparcie dla wojny z Iranem wynosi w USA zaledwie nieco ponad 30 proc. Nie ma oczywistego wyjścia z tej sytuacji, dopóki Teheran ma coś do powiedzenia. /Iran nie odpuści przed wyborami, tak jak zatopił Cartera - red./

onet.pl\Politico


Przyczyny zmiany nastrojów wśród wyborców są oczywiste: wygórowane koszty życia, rosnąca niepopularność Trumpa wśród politycznego centrum oraz ogromna przewaga entuzjazmu, jakim cieszą się Demokraci nad Republikanami.

Przedstawiciele Partii Republikańskiej mówią mi, że obawiają się, iż te nastroje coraz bardziej utrwalają się wśród wyborców; że ponura sytuacja polityczna — spowodowana gwałtownym wzrostem cen benzyny po załamaniu się zawieszenia broni z Iranem w zeszłym miesiącu — jest niemal nieodwracalna.

Gdy wznowiono działania wojenne z Iranem i stało się jasne, stało się jasne, że Republikanom trudno będzie wyjść z defensywy. O ile nie nastąpi radykalna zmiana nastrojów wyborców, te wybory będą prawdopodobnie odzwierciedlać sytuację z czasów, gdy Republikanie byli osaczani przez niezadowolonych wyborców, oburzonych korupcją, cenami paliwa i niepopularną wojną na Bliskim Wschodzie. W przeszłości oznaczało to całkowite przejęcie władzy przez Demokratów.

To, co daje strategom Partii Republikańskiej pewną nadzieję, to fakt, że 20 lat później mniej wyborców z czerwonych stanów jest skłonnych głosować na Demokratów, a przesunięcie partii w lewo stanowi łatwy temat dla reklam wyborczych.

Demokraci mają jednak także inne argumenty, które mogą wykorzystać w rozgrywce wyborczej. Prezydent Trump skupia się bowiem wyłącznie na zabawie, budowaniu osobistego dziedzictwa i atakowaniu osobistych rywali.

Kiedy Trump nie zachowuje się jak 12-letni chłopiec — organizując walki UFC na trawniku przed Białym Domem i oglądając, jak bolidy Indy Car pędzą przez centrum Waszyngtonu — ma obsesję na punkcie nazywania rzeczy swoim imieniem, przeprowadzania remontów oraz mszczenia się, czy to za pośrednictwem Departamentu Sprawiedliwości, czy poprzez zmianę nazw Wielkich Jezior.

To wszystko jest małostkowe. Nie ma jednak powodu do śmiechu, gdy amerykański wyborca płaci cztery dolary za galon zwykłej benzyny. I choć wojna z Kanadą może brzmieć jak skecz komediowy, narastające napięcia handlowe z Ottawą mogą okazać się politycznie fatalne dla Republikanów ze stanów przygranicznych w dwóch wyborach, które muszą wygrać: w Maine i Michigan.

W przyszłym miesiącu w Dallas Republikanie organizują niedużą konwencję wyborczą. Partia Republikańska przygotowuje filmy i przemówienia mające na celu przedstawienie Demokratów jako skrajnych. Jednak, jak powiedział mi jeden z doradców Trumpa, rzeczywisty przekaz zostanie określony przez "cokolwiek szalonego powie prezydent".

Republikanom towarzyszy uczucie bezradności, które przypomina mi jesień 2023 r. Wóczas Demokraci wpadali w szał z powodu swojego 80-letniego prezydenta i jego determinacji, by ubiegać się o reelekcję.

Zgodnie z ostatnim sondażem Agencji Reutera poparcie dla wojny z Iranem wynosi w USA zaledwie nieco ponad 30 proc. Nie ma oczywistego wyjścia z tej sytuacji, dopóki Teheran ma coś do powiedzenia.

onet.pl\Politico


Do ataku doszło w niedzielę 30 sierpnia po południu w sklepie Odessa Market przy ul. Śródka w Poznaniu. 50-letni Polak miał kierować wobec pracującej w sklepie obywatelki Ukrainy niecenzuralne i obraźliwe słowa na tle jej narodowości, a następnie wychodząc ze sklepu, miał zdewastować sprayem witrynę.

Sytuację zrelacjonowała TVN24 właścicielka sklepu. Jedna z pracowniczek miała zauważyć, że mężczyzna maluje coś na szybach. - Ponadto ukradł ze sklepu dwa wina. Zaczął także wyzywać pracownice. Mówił, że powinny wracać na Ukrainę i opluł je - relacjonowała właścicielka. 

Gdy na miejsce przyjechała policja, mężczyzna uciekł. Policja zabezpieczyła nagrania ze sklepu i z miasta. Nietrzeźwego sprawcę złapano w poniedziałek o godz. 4. Mężczyznę zamknięto w policyjnym areszcie. 

(...)

W poniedziałek łódzka policja poinformowała, że zatrzymała 17 i 24-latka podejrzanych o napaść na 15-letniego obywatela Ukrainy na Stawach Stefańskiego w Łodzi. Do ataku doszło pod koniec czerwca. 

"Chłopiec, wychodząc z kąpieliska, szedł w stronę pozostawionych przy drzewie rzeczy – wtedy został zaatakowany przez nieznanych mu młodych mężczyzn tylko dlatego, że był innej narodowości. Okoliczni świadkowie zdarzenia natychmiast zaalarmowali służby" - informuje podkom. Kamila Sowińska z KMP Łódź.

W sierpniu policja dotarła do podejrzanych. 17-latek był zdziwiony widokiem policji. "Mężczyzna przyznał się do udziału w zdarzeniu, jednak zaznaczył, że jego przebieg przedstawi dopiero przed prokuratorem prowadzącym sprawę. 28 sierpnia kryminalni zatrzymali drugiego z podejrzanych. Z uwagi na fakt, iż 24-latek działał w warunkach tzw. recydywy, może czekać go surowszy wymiar kary" - podaje łódzka policja. 

gazeta.pl


Bibi z Ben Gvirem pokłócili się i już sondaże zareagowały. Itamar ma mocne 7 mandatów chociaż on to raczej celuje w 10 lub nawet 12. Natomiast Bibiemu spadło do 21 i to jest chyba najsłabszy Bibi w dziejach. Likud Bibiego to miał zawsze 30+ mandaty i dobierał sobie koalicję jakie chciał. Wynalazki i planktony drgnęły do góry i Smotrich jest na granicy Knessetu natomiast główny konkurent Bibiego Eisenkot ma 24 mandaty. Blok Bibiego ma 52 miejsc a koalicja antyBibi ma 55 i Arabowie mają 13 foteli. Bibi w chwili próby będzie chciał połączyć ogień i wodę czyli mieć w jednym rządzie Ben Gvira i Arabów ale ci raczej na to nie pójdą a dla Bibiego to bez różnicy byle aby rządzić. Koalicjantów i tak się niszczy i do kolejnych wyborów szuka się kolejnych łepków. Chociaż o łepków dla Bibiego jest coraz trudniej bo większość polityków bloku antyBibi to są takie łebki zniszczone w poprzednich kadencjach.

x.com/pawelrakowski85


Kurdowie w Syrii oczekiwali, że po tym jak odegrali kluczową rolę w pokonaniu ISIS, świat wesprze ich starania o usankcjonowanie Autonomicznej Administracji Syrii Południowo-Wschodniej. Globalna dynamika geopolityczna okazała się jednak niesprzyjająca i choć może to wywoływać rozgoryczenie Kurdów, to właściwsze było dostosowanie się do niej. Atak Rosji na Ukrainę spowodował, że Europa znów skoncentrowała się na bezpieczeństwie flanki wschodniej, ograniczając swoje zainteresowanie dynamiką wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Ponadto zagrożenie nielegalną migracją, jej instrumentalizacją oraz będący konsekwencją tego wzrost popularności radykalnej prawicy w Europie, sprzyjał narastaniu przekonania, że silne państwa bardziej będą sprzyjać stabilizacji Bliskiego Wschodu. Dotyczyło to w szczególności coraz większego przekonania o kluczowym znaczeniu partnerstwa z Turcją.  

Kurdowie mają też świadomość, iż nie mogą liczyć na wsparcie USA pod przywództwem Donalda Trumpa. Przekonali się o tym bardzo brutalnie w październiku 2019 r., gdy amerykański prezydent dał Turcji zielone światło na atak na Syrię Północno-Wschodnią. Wprawdzie negatywne konsekwencje wycofania sił USA spowodowały, iż po tygodniu podjął decyzję o ich powrocie i wymusił na tureckim prezydencie Recepie Tayyipie Erdoganie wstrzymanie ofensywy, ale Kurdowie dobrze zapamiętali te wydarzenia. Dlatego w ostatnich miesiącach nie dali się wciągnąć w napuszczenie ich na Iran czy Turcję w charakterze proxy. Planom tym towarzyszyły zresztą niezbyt zachęcające, a czasem wręcz obraźliwe dla Kurdów wypowiedzi Trumpa, sprowadzającego ich do roli najemników walczących o broń i pieniądze. 

Warto przy tym podkreślić, że ruch kurdyjski związany z SDF, na którego czele stoją takie osoby jak Mazlum Abdi (dotychczasowy szef SDF), Ilham Ahmed (reprezentująca Syrię Północno-Wschodnią w kontaktach zagranicznych) i Sipan Hemo, wbrew dość powszechnej narracji, nie dążył do oddzielenia się Syrii Północno-Wschodniej od Syrii, lecz do uzyskania autonomii przypominającej status Regionu Kurdystanu. Negocjacje prowadzone jeszcze z Assadem zakończyły się totalnym fiaskiem, gdyż syryjski dyktator nie oferował Kurdom w zasadzie niczego, żądając pełnej integracji ze scentralizowanym państwem.  

Sytuacja uległa zmianie po obaleniu Assada, co Kurdowie przyjęli ze szczerym zadowoleniem, mimo nieufności wobec nowych władz, wywodzących się z afiliowanej przy Al Kaidzie Dżabat al Nusra/HTS. W latach 2013-2014, zanim ISIS wyparło Nusrę/HTS z północnej Syrii, między kurdyjskimi oddziałami YPG/YPJ a tymi dżihadystami dochodziło do walk. Później oddziały dżihadystów, które powstały pod protektoratem Turcji jako Syryjska Armia Narodowa, atakowały SDF w ramach ofensyw tureckich w północnej Syrii. Obie strony dzieliły głębokie różnice ideologiczne, gdyż Kurdowie z SDF/YPG/YPJ odwoływali się do lewicowego apoizmu, demokratycznego konfederalizmu oraz promowali równość kobiet i mężczyzn oraz równouprawnienie wszystkich religii.  

Ahmed asz-Szara, wcześniej znany jako Abu Mohammad al-Dżulani, dokonał szybkiej metamorfozy z dżihadystycznego rebelianta w męża stanu w garniturze i dzięki korzystnym dla niego czynnikom geopolitycznym dostał kredyt zaufania ze strony USA i Europy, a w Turcji znalazł kluczowego sojusznika. Choć trudno przesądzać, czy ta zmiana okaże się trwała w długiej perspektywie, to póki co Szara stara się utrzymywać ten wizerunek, nie wprowadzając reżimu islamistycznego w Syrii i nie prowadząc dżihadystycznej polityki zagranicznej. Wprawdzie w czasie jego rządów doszło do ataków i mordów dokonywanych na Druzach, alawitach i Kurdach, ale nie były one częścią planowanej polityki państwa. Problem polega na tym, że siły, które obaliły Assada, były zróżnicowane i ich stopień podporządkowania Szarze był zróżnicowany. Obecnie Szara stara się ograniczać tę niezależność, jednak musi robić to ostrożnie, by nie zostać obalonym w jakimś przewrocie dżihadystycznym.

Po obaleniu Assada kontrola sił nowego rządu nad Syrią nie była pełna. W mniejszym stopniu dotyczyło to terenów alawickich (gdzie ostatecznie nie doszło do uzyskania kontroli nad jakimś terytorium przez siły post-assadowskie) i druzyjskich, natomiast przede wszystkim chodziło o Autonomiczną Administrację Syrii Północno-Wschodniej (AANES), czyli tereny kontrolowane przez SDF i obejmujące (do stycznia 2026) niemal całą prowincję Hasaka, połowę prowincji Deir az-Zaur, większość prowincji Rakka i część prowincji Aleppo. W pierwszych miesiącach po przejęciu władzy przez Szarę prowadzone były negocjacje, a jednocześnie dochodziło do starć na ograniczoną skalę między SDF a siłami nowego rządu (zwłaszcza powiązanymi z Turcją oddziałami w prowincji Aleppo, z której SDF musiały się częściowo wycofać). W marcu 2025 zawarto wprawdzie porozumienie, ale jego implementacja napotykała na istotne przeszkody w jego interpretacji. Chodziło przede wszystkim o to, jak SDF ma zostać zintegrowane z armią syryjską (na indywidualnych zasadach czy jako wydzielony komponent), czy integracja ma objąć również kobiety z YPJ, w jakim zakresie nauczanie ma być prowadzone w języku kurdyjskim i jaki ma on mieć status oraz czy zintegrowanie administracji ma nastąpić według modelu irackiego (Region Kurdystanu w Iraku).

Niepowodzenie implementacji marcowego porozumienia doprowadziło do ofensywy sił rządowych na AANES w styczniu 2026 r., w wyniku której zginęło ponad 1000 osób, a oblężonemu Kobane (symbolowi walki z ISIS) groziła zagłada. Ostatecznie, pod naciskiem międzynarodowym (w tym wielu senatorów USA), ofensywa została wstrzymana, ale SDF straciło kontrolę nad większością terytoriów, utrzymując się jedynie na rdzennie kurdyjskich terenach na północ od Hasaki oraz w odizolowanym Kobane. Działania te doprowadziły też do przejęcia przez siły rządowe kontroli nad więźniami ISIS (głównie ze zlikwidowanego po ofensywie styczniowej obozu Al Hawl) oraz ogólnej odpowiedzialności za zwalczanie terrorystów z tej organizacji. W rezultacie aktywność ISIS w Syrii w pierwszej połowie 2026 r. znacznie wzrosła, a Szara zapewne miał świadomość, że choć jest stroną silniejszą, to wznowienie walk z Kurdami prowadzić będzie do destabilizacji Syrii, a przez to sprzyjać będzie ISIS.

Kluczowe znaczenie miały jednak czynniki zewnętrzne związane z dynamiką geopolityczną regionu. Izrael, choć od początku wojny domowej w Syrii miał kanały kontaktu z syryjskimi dżihadystami, postawił na dalszą destabilizację wewnętrzną tego kraju. Zresztą pod koniec swoich rządów Assad, z inicjatywy Rosji, sabotował obecność Iranu w Syrii, akceptował przekazywanie danych dotyczących dyslokacji irańskich celów w Syrii Izraelowi i nie zaangażował się w działania tzw. „osi oporu” po masakrze 7.10.2023 r. i rozpoczęciu działań Izraela przeciw Hamasowi i Hezbollahowi. W zamian liczył na to, że w przypadku kryzysu Izrael nie pozwoli na jego upadek. Tak się jednak nie stało, a od razu po zmianie władzy Izrael rozpoczął bombardowania obiektów militarnych w Syrii oraz zajął pas strategicznego terenu w prowincji Quneitra, w tym górę Hermon. Motywacja Izraela oparta była na dwóch założeniach – po pierwsze, iż w interesie Izraela jest niedopuszczenie do stabilizacji Syrii i utrzymanie w niej stanu wojny domowej, bo słaba Syria nie stanowi zagrożenia; po drugie, iż wpływy Turcji w Syrii są zagrożeniem dla Izraela i trzeba je zwalczać za wszelką cenę. W kwietniu 2025 Izrael zbombardował bazę T-4 w pobliżu Palmyry, gdy Turcja planowała rozmieszczenie tam swoich sił.  

Plan Izraela zakładał, że kluczowym narzędziem destabilizacji Syrii oraz zwalczania wpływów tureckich przez Izrael będzie wykorzystanie mniejszości, w tym w szczególności Kurdów. Dlatego Izrael zintensyfikował prokurdyjską narrację, oskarżając Turcję o ludobójstwo Kurdów. Jednocześnie zaczęły się pojawiać fantastyczne projekty autonomicznego tworu, a nawet nowego państwa, które jakoby miałoby powstać po połączeniu terenów druzyjskich na południu (granicząc z Izraelem) z terenami kurdyjskimi poprzez słabo zaludnioną, ale strategicznie ważną (kontrolowanie granicy z Irakiem) wschodnią Syrię. Oczywiście był to całkowicie nierealny projekt, który miał jednak zachęcić Druzów i Kurdów do stawiania oporu Szarze i jego siłom, bez względu na to jak duże byłyby tego koszty. Tymczasem Izrael nigdy realnie nie był gotów udzielić Kurdom w Syrii jakiejkolwiek pomocy, co zresztą potwierdziły wydarzenia ze stycznia 2026. Natomiast Turcja groziła, że w przypadku niezintegrowania SDF z siłami syryjskimi, może ponownie zaatakować AANES. Warto dodać, że kreowanie się przez Izrael na patrona Kurdów przynosiło im wyłącznie szkody, nakręcając niechęć w świecie arabsko-muzułmańskim. 

Turcja jednak zrozumiała, że samą siłą i groźbami nie rozwiąże sytuacji, a jedynie zwiększy prawdopodobieństwo dogadania się Kurdów z Izraelem. Dlatego jeszcze w końcu 2024 r. rozpoczęły się nowe działania w celu pokojowego rozwiązania kwestii kurdyjskiej. Sprawa przyśpieszyła w lutym 2025, gdy przebywający w tureckim więzieniu lider PKK Abdullah Ocalan wezwał do rozwiązania tej organizacji i złożenia broni. W maju 2025 odbył się kongres PKK, na którym podjęto decyzję o samorozwiązaniu, a w lipcu tego samego roku doszło do symbolicznego złożenia broni przez grupę członków PKK. Wprawdzie w kolejnych miesiącach proces ten spowolnił, to faktem jest, że walka zbrojna z którymkolwiek z państw objętych aktywnością tej organizacji (Turcja, Irak, Iran, Syria) nie ma najmniejszego sensu i nie przyniesie sprawie kurdyjskiej żadnych korzyści. Z drugiej strony Turcja zrozumiała, że przemoc jedynie podsyca kurdyjski opór, a nie go tłamsi. Ponadto, faktem jest również, że pod rządami AKP doszło do istotnej zmiany sytuacji Kurdów w Turcji, których tożsamość przed 2002 r. była całkowicie negowana. Natomiast w sierpniu 2026 r. parlament turecki przyjął ustawę regulującą reintegrację członków PKK po rozbrojeniu (ma to nie dotyczyć wyłącznie przywództwa organizacji). 

Proces pokojowy w Turcji toczył się zatem równolegle do negocjacji Damaszek–SDF, ale oba były ze sobą ściśle związane i Izrael starał się je wykoleić. Kolejnym pomysłem było więc wykorzystanie Kurdów do wojny z Iranem wraz ze stworzeniem mirażu jakiegoś organizmu przypominającego AANES na terenach, które Kurdowie mieliby tam zająć. To mogłoby przekonać PKK do wznowienia aktywności zbrojnej przeciwko Turcji i wykorzystania swoich wpływów in Syrii do przekonania SDF do usztywnienia stanowiska. Erdogan jednak zagroził interwencją zbrojną w takiej sytuacji i Trump odwołał ten plan. Istnieją zresztą głębokie wątpliwości, czy sami Kurdowie poszliby na to bez konkretnych gwarancji, a tych nie otrzymaliby od Trumpa. Realizacji jakiegoś planu wykorzystania Kurdów jako proxy w interesie Izraela nie sprzyja zarówno to, że relacje turecko-irańskie, turecko-irackie i turecko-syryjskie są obecnie bardzo dobre, jak i to, że sytuacja Kurdów w Turcji, Iraku i Syrii uległa ogromnej poprawie w stosunku do czasów gdy PKK była zakładana.

Pod rządami dynastii Assadów znaczną część Kurdów pozbawiono obywatelstwa, a co za tym idzie wszelkich praw. Według nacjonalistycznej narracji byli oni ciałem obcym i mieli do wyboru albo ulec arabizacji albo opuścić kraj. Tymczasem obecnie po raz pierwszy uznano Kurdów za integralny komponent etniczny Syrii. Wkrótce po wydarzeniach ze stycznia 2026 r. wznowione zostały negocjacje, w których tym razem obie strony wykazały się znacznie większą skłonnością do kompromisu. W lutym gubernatorem prowincji Hasaka, zatwierdzonym przez Szarę, został wskazany przez SDF Nureddin Issa Ahmed, a miesiąc później wiceministrem obrony Syrii mianowany został dowódca YPG Sipan Hemo (jednocześnie na wniosek Syrii usunięty przez Turcję z listy ściganych terrorystów). Ostateczne porozumienie zostało zawarte 25 sierpnia w Damaszku, po którym lider SDF Mazlum Abdi ogłosił rozwiązanie tej formacji. Zdementowane (co nie oznacza, że nieprawdziwe), ale mocno cytowane wypowiedzi liderów kurdyjskich w Syrii wskazywały, że Izrael do końca próbował storpedować porozumienie.  

Zgodnie z porozumieniem żołnierze SDF utworzą cztery odrębne brygady w ramach dywizji Hasaki, które mają odpowiednio bronić kluczowych obszarów kurdyjskich: Derik, Hasaka, Kamiszlo i Kobane. Piąta brygada ma powstać w Efrin, z którego SDF zostały wyparte przez Turcję in 2018 r. i wejść do dywizji Aleppo. To ogromny sukces Kurdów, gwarantujący im bezpieczeństwo (i zapewniający możliwość powrotu kurdyjskich uchodźców do swych domów), a jednocześnie ujednolicający strukturalnie armię syryjską. To również wzmacnia Szarę, który wie, że jeżeli kiedyś dojdzie do jakiejś próby przewrotu ze strony bardziej radykalnych formacji, to jednostki kurdyjskie wesprą go. Również kurdyjskie siły bezpieczeństwa (Asaisz) mają zostać zintegrowane, niemniej w tym wypadku nie mają one stanowić odrębnych formacji. Trudno jednak się spodziewać, że syryjskie MSW wyśle do Kamiszlo znaczne siły, gdyż wciąż są one bardziej potrzebne w Damaszku i na południu Syrii. Do sił MSW mają też zostać włączone jednostki kobiece YPJ, których dowódca Nesrin Abdullah uczestniczyła w ostatecznych rozmowach z Szarą. Jeśli chodzi o administrację, to na terenach kurdyjskich oparta będzie ona na dotychczasowych, kurdyjskich zasobach, a jedynie strukturalnie włączona będzie do struktur państwa. Wiele się zatem pod tym względem nie zmieni. 

Natomiast język kurdyjski nie zyskał statusu oficjalnego (czyli równego arabskiemu, tak jak jest to w Iraku), ale został uznany za narodowy, co również jest pierwszym takim przypadkiem w historii nowoczesnej Syrii. Nauczanie wprawdzie będzie po arabsku, ale kurdyjski będzie przedmiotem włączonym do programu edukacji szkolnej wszelkich szczebli z trzema lekcjami tygodniowo. AANES co prawda wprowadziło całą edukację po kurdyjsku, ale konsekwencją było nieuznawanie świadectw i dyplomów przez władze syryjskie (a w konsekwencji również międzynarodowo). Syryjskie władze mają też przejąć kontrolę nad zasobami, w szczególności wydobyciem ropy. Mazlum Abdi, dotąd uznawany przez Turcję za terrorystę, został mianowany doradcą prezydenta ds. kurdyjskich, a Ilham Ahmed otrzymała stanowisko w parlamencie. Choć Abdi planował zostać w Kamiszlo i w dalszym ciągu kierować tamtejszą polityką, to jego obecność na szczeblu centralnym, sprzyjać będzie zabezpieczeniu praw Kurdów oraz rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych, by nie dopuścić do ewentualnych eskalacji. Nie można ich wykluczyć, gdyż strony nadal darzą się nieufnością, po obu stronach są przeciwnicy porozumienia (choćby bardziej radykalni dżihadyści), a do tego dochodzi czynnik zewnętrzny (Izrael).  

defence24.pl

niedziela, 30 sierpnia 2026



Serbowie, cóż. 

Po śmierci Ratka Mladića 27 sierpnia 2026 r. władze Serbii nie zaakcentowały jego odpowiedzialności za Srebrenicę ani inne zbrodnie, za które został prawomocnie skazany. Zamiast tego centrum oficjalnej narracji stanowi jego krzywda i sposób potraktowania przez Hagę.

Najmocniejsza jest wypowiedź Aleksandara Vučicia. Prezydent powiedział, że odmowa wypuszczenia ciężko chorego Mladića była zachowaniem „niecywilizowanym, bezprecedensowym i niewybaczalnym”, po czym dodał:

„Teraz widzimy, że chcieli, żeby Mladić umarł za kratami”.

Zapowiedział również, że jeśli rodzina zechce pochować Mladića w Serbii, państwo pomoże zorganizować „godny i przyzwoity” pogrzeb. Serbia wysłała też ludzi do Hagi, żeby pomóc rodzinie przy transporcie ciała.

 A w Republice Serbskiej w Bośni - jeszcze gorzej. Tam reakcja jest znacznie mocniejsza niż w samej Serbii. Tam właściwie można mówić o półoficjalnym/państwowym kulcie Mladića jako obrońcy i współtwórcy RS.

Prezydent RS Siniša Karan, czyli formalnie najwyższy przedstawiciel Republiki, powiedział, że przyjął śmierć Mladića „z głębokim smutkiem” i określił go jako „jedną z najważniejszych postaci wojskowych narodu serbskiego w przełomowym czasie, kiedy Republika Srpska była tworzona i broniona”. Państwowa RTRS zebrała reakcje pod jeszcze mocniejszym nagłówkiem: „Odszedł człowiek, bez którego nie byłoby Republiki Serbskiej i wolności”.

Milorad Dodik poszedł jeszcze dalej. Powiedział, że „Republika Srpska pozostaje wierna temu, kim był Ratko Mladić. Republika Srpska nie zapomni jego roli”.

Nazwę VRS określił jako „honorową armię”, Mladića jako jej dowódcę „w walce o wolność narodu serbskiego”, a odpowiedzialność Mladića za zbrodnie przedstawił jako element narracji narzuconej przez Hagę. Co więcej, zgodził się z określeniem, że Mladić został „zabity w Hadze”.

Tego samego dnia odbył się w soborze Chrystusa Zbawiciela w Banja Luce oficjalny pomen. Przyszli na niego Dodik, minister spraw wewnętrznych RS Željko Budimir, minister ds. kombatantów Radan Ostojić i szef organizacji weteranów VRS. Ministrowie razem z Dodikiem zapalali świece za Mladića.

Minister Radan Ostojić oficjalnie wezwał weteranów, inwalidów wojennych, rodziny poległych i obywateli RS, żeby przyszli na place, pod pomniki i do cerkwi i zapalili świecę Mladićowi. Czyli nie była to tylko spontaniczna żałoba społeczna — władze RS aktywnie organizowały jej publiczną formę.

Staša Košarac, polityk SNSD i minister w rządzie centralnym BiH:

„Generał Mladić był, jest i pozostanie moim dowódcą”.

Nazwał go patriotą i człowiekiem, który w najtrudniejszych czasach dawał narodowi „siłę i otuchę”. Przewodniczący parlamentu RS Nenad Stevandić oskarżył Hagę o przyspieszenie śmierci Mladića przez odmowę wypuszczenia go na leczenie.

I dochodzi do tego reakcja społeczna. Na meczu Boraca Banja Luka po ogłoszeniu śmierci Mladića stadion zareagował głośnymi oklaskami, śpiewano pieśń na jego cześć, a Lešinari rozwinęli transparent określający go jako „największego obrońcę narodu serbskiego”. Dodik później opublikował zdjęcie tego transparentu i pogratulował kibicom.

x.com/ZiemowitSzcze11


"Za to wytchnienie świat może podziękować Chinom" - oznajmił czytelnikom 13 sierpnia "The Economist". Brytyjski tygodnik przyjrzał się bliżej temu, co od początku blokady cieśniny Ormuz zaskakuje nawet specjalistów od lat zajmujących się branżą naftową.

"Wielką niespodzianką ekonomiczną wojny z Iranem stał się fakt, że ceny ropy pozostały względnie niskie, pomimo niemal całkowitego zamknięcia cieśniny Ormuz. Pięć miesięcy po rozpoczęciu wojny cena ropy Brent pozostaje o około 40 dolarów niższa od dziennego maksimum, które osiągnęła 30 kwietnia - 126 dolarów za baryłkę" - zauważano.

Gdy w 1973 r. kraje arabskie ogłosiły embargo na eksport ropy do państw wspierających Izrael, cena jednej baryłki w pół roku wzrosła o ponad 300 proc.

Podczas drugiego kryzysu naftowego w 1979 r., po tym jak Iran zablokował sprzedaż paliw do Stanów Zjednoczonych i innych krajów uznanych za wrogie rewolucji islamskiej, wywindował cenę ropy o ok. 180 proc.

Obecnie maksymalny skok ceny w porównaniu z okresem sprzed blokady Ormuz wyniósł we wspominanym przez "The Economist" kwietniu ok. 55 proc. W sierpniu ropa Brent była droższa już tylko o ok. 20 proc. w porównaniu z miesiącami poprzedzającymi atak USA i Izraela na Iran.

Sukces ten długo przypisywano Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA), która w marcu 2026 r. ogłosiła, że jej kraje członkowskie: "przeprowadzą największe w historii uwolnienie zapasów ropy naftowej w związku z zakłóceniami na rynku spowodowanymi konfliktem na Bliskim Wschodzie".

Wedle doniesienia agencji Reutera z poniedziałku: "Do lipca uwolniono około 290 milionów baryłek - co odpowiada mniej więcej pięciu tygodniom dostaw ośmiu milionów baryłek dziennie z Bliskiego Wschodu".

Trzy dni później ta sama agencja przedstawiła wyliczenie, o ile swą konsumpcję zredukowało Państwo Środka, w czasie gdy IEA pompowała ropę z rezerw strategicznych (głównie amerykańskich) na światowy rynek.

Otóż Chiny kupiły o 400 mln baryłek mniej niż w analogicznym okresie 2025 r. Dzięki temu, choć trwa batalia o panowanie nad cieśniną Ormuz, a ukraińskie drony redukują rosyjski eksport paliw, światowy rynek nie wywrócił się do góry nogami z powodu ich trwałego deficytu.

"W rezultacie kierowcy i importerzy ropy nie znaleźli się jeszcze w poważnych tarapatach. I - choć trudno w to uwierzyć - Iran miał mniejszy wpływ na prezydenta Donalda Trumpa, niż mógłby mieć" - trywializował 13 sierpnia "The Economist".

(...)

"Wszystko zaczęło się w kwietniu. W tym miesiącu chiński import nie tylko spadł o 20 proc. rok do roku (o 2,3 mln baryłek dziennie), ale także nieznacznie zwiększyły się zapasy ropy. Co więcej, chińskie rafinerie odsprzedawały ładunki ropy z Afryki Zachodniej zamiast ją importować" - opisują, zajmujące się od lat Państwem Środka analityczki z Oksfordu: dr Michal Meidan i dr Erica Downs.

Chińskie Narodowe Biuro Statystyczne po raz ostatni opublikowało informacje na temat swoich strategicznych rezerw ropy oraz wewnętrznego zapotrzebowania na nią w połowie 2017 r. Od tego czasu jest to wiedza ściśle tajna. To, jakie są zapasy paliw, ich konsumpcja czy wysokość zakupów, zachodni analitycy szacują na podstawie danych pośrednich, obserwując przede wszystkim zawierane przez chińskie rafinerie kontrakty.

(...)

Przez dekady ceny paliw dyktowały kraje OPEC, solidarnie decydując, czy zwiększają, czy też redukują wydobycie. Od pół roku robi to Pekin, bo może wybierać opcje: kupujemy albo nie kupujemy.

(...)

Analityczki Oxford Institute for Energy Studies stawiają tezę, że Pekin zredukował na tak długo zakupy, posługując się dwoma narzędziami. Pierwszym są olbrzymie rezerwy ropy, gromadzone przez lata na taką okazję. Szacuje się je na od 1,2 do około 1,4 miliarda baryłek. Choć nikt głowy za prawdziwość tych wyliczeń nie da. Rezerwy sukcesywnie trafiają obecnie do chińskich rafinerii. Ale jednocześnie zmuszono Chińczyków do sporej redukcji konsumpcji wewnętrznej - i to jest narzędzie numer dwa.

"Chociaż zużycie benzyny w Chinach spada strukturalnie z powodu nasycania rynku pojazdami elektrycznymi, wysokie ceny na stacjach benzynowych prawdopodobnie dodatkowo zniechęcały do jazdy samochodem. Anegdotyczne doniesienia wskazują na wzrost liczby taksówek i wynajmu pojazdów elektrycznych, ponieważ konsumenci uznali, że korzystanie z taksówek lub przejazdów współdzielonych jest tańsze niż płacenie za benzynę" - piszą dr Meidan i dr Downs. Ostrzegając, że Państwo Środka może w pewnym momencie nie być już zdolne do dalszego ograniczania zagranicznych zakupów. Acz nie potrafią podać nawet przybliżonej daty, kiedy ta chwila nadejdzie.

Z kolei analitycy Reutersa uważają, że spadek chińskich zakupów jest trwały i wynika z transformacji energetycznej, jaka zaszła w Państwie Środka. Jako jej główny element wskazują masową elektryfikację transportu drogowego. Dlatego też od pół roku chińskie rafinerie produkują mniej benzyny i oleju napędowego, ponieważ popyt na nie spada.

(...)

Nieco inaczej sprawę widzi indyjski portal informacyjno-publicystyczny "Firstpost". W analizie opublikowanej 11 sierpnia postawiono tezę, że to, co robi Pekin, nie jest niczym nadzwyczajnym. Po prostu Chiny od lat trzymają się strategii, że dużych zakupów ropy dokonują, kiedy ta jest tania, a redukują je w okresach drożyzny, dbając o posiadanie gigantycznych rezerw.

"Chiny mogą sobie pozwolić na tymczasowe wycofanie się z rynków międzynarodowych, ponieważ mają zapasy baryłek. Indie natomiast pozostają silnie uzależnione od ciągłego przepływu tankowców z ropą" - podkreśla "Firstpost". Jednak wizja, że Pekin może sobie robić, co chce, bez oglądania się na resztę świata, ponieważ jest już tak potężny, również nie przekonuje do końca.

Zatem pora sformułować konkurencyjną hipotezę. Mianowicie Państwo Środka musiało ograniczyć zakupy, ponosząc tego koszty, ponieważ po krachu na rynku nieruchomości od pięciu lat głównym kołem zamachowym chińskiej gospodarki jest eksport wyrobów przemysłowych. Przy ich nadprodukcji, całkowitym nasyceniu rynku wewnętrznego i trwającej na nim wojnie cenowej jednym, co chroni chiński przemysł przed załamaniem, jest stały wzrost eksportu.

Zbyt wysokie ceny ropy grożą światową recesją oraz inflacją. A nawet trumpowskie cła są błahostką w porównaniu z momentem, gdy odczuwający recesję zachodni konsumenci przestają konsumować. Zatem Pekin musi ratować skórę Zachodowi, bo inaczej sam pogrąży się w ekonomicznym kryzysie. Acz to też tylko teoria, próbująca przeniknąć chiński mur milczenia. /I mur zdrowego rozsądku? Teza mocno wydumana - red./

interia.pl


W Waszyngtonie rozpoczął się etap, który na rynkach znamy jako masowa realizacja zysków i ewakuacja przed krachem.

Fala rezygnacji w Białym Domu przed wyborami do Kongresu przyspiesza. Odeszli kluczowi zaufani ludzie tj. rzeczniczka K. Leavitt, główny prawnik D. Warrington, dyrektor ds. relacji z Kongresem J. Braid oraz wiceszef doradców ds. bezpieczeństwa A.Baker. 

Mianowanie W. Scharfa na nowego radcę Białego Domu jasno pokazuje priorytety to przygotowanie bunkra prawnego na lawinę wezwań do sądu i komisji śledczych po niemal pewnej utracie większości w Kongresie. 

Pula chętnych do wejścia na tonący pokład jest już właściwie zerowa. Kryterium ślepej lojalności odstrasza ekspertów, a perspektywa statusu "lame duck" i paraliżu legislacyjnego paraliżuje administrację.

Do tego gdy główny sojusznik medialny Tucker Carlson i czołowy głos elektoratu Trumpa wzywa do jego natychmiastowego usunięcia z urzędu, to wiesz, że sprawy wymknęły się spod kontroli.

Kiedy zaplecze polityczne ucieka, a prezydent z rekordowo niskim poparciem zostaje sam z garstką najwierniejszych potakiwaczy, nieprzewidywalność decyzji w polityce zagranicznej staje się dla rynków najwyższym ryzykiem ogona.

x.com/Maciej__Czajka