poniedziałek, 27 lipca 2026



Białoruskie służby od 2021 roku były oskarżane o przerzucanie przez granicę migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki do państw takich jak: Łotwa, Litwa oraz Polska. Zdaniem służb Mińsk chciał w ten sposób zdestabilizować wschodnią flankę NATO. "Tworząc sztuczny szlak migracyjny, wykorzystując cynicznie migrantów, Łukaszenka stara się destabilizować Polskę, Litwę i Łotwę, a także zmusić Unię Europejską do zniesienia sankcji nałożonych na reżim w Mińsku" - informowały polskie służby specjalne. 

Gwałtowny napływ ludności miała powstrzymać stalowa bariera o długości około 186 km i 5,5 metra wysokości, która została wybudowana w 2022 roku na granicy polsko-białoruskiej. Nie spodobała się Mińskowi, który argumentuje, że znajduje się ona na terenie Puszczy Białowieskiej.

Temat ten poruszył zastępca szefa Wydziału Współpracy Międzynarodowej Ministerstwa Zasobów Naturalnych i Ochrony Środowiska Białorusi, Jewgienij Korzun, który był obecny na 48. sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO w Korei Południowej - przekazała agencja BiełTa. Jego zdaniem zbudowane przez Polskę zabezpieczenie stanowi "zagrożenie dla całego ekosystemu Puszczy Białoruskiej". 

Korzun stwierdził, że Polska i Białoruś powinny podjąć dialog w tej sprawie. - Białoruś potwierdza niezmienną gotowość do wznowienia konstruktywnego dialogu na każdym forum i w każdym formacie w sprawie ochrony ekosystemów Puszczy. Uważamy, że współpraca na szczeblu technicznym powinna zostać niezwłocznie wznowiona - powiedział Korzun, cytowany przez BiełTa. 

Następnie zwrócił się do Komitetu i Sekretariatu z prośbą o wystąpienie w roli mediatora między Białorusią a Polską. - Jesteśmy przekonani, że pomoc Centrum Światowego Dziedzictwa pomoże wznowić kontakty eksperckie - powiedział Korzun. Na koniec białoruski przedstawiciel podkreślił, że "przyroda nie zna granic".

gazeta.pl


Magda pracowała jeszcze mniej, gdy zatrudniła się w dziale księgowym w dużej firmie, ale to dlatego, że żadnych obowiązków nigdy nie dostała. Miała ją wdrażać koleżanka, ale nie chciała. Wolała wszystkim zajmować się sama. Przez prawie dwa lata praca zajmowała więc Magdzie pięć minut dziennie. Rano sprawdzała kilka faktur, co mogłyby robić młodsze, mniej kompetentne od niej księgowe, a potem szła do pracy w ogrodzie. Zastrzeżenie do jej pracy zgłosił ktoś tylko raz, po dziewięciu miesiącach, gdy zostało zauważone, że od dwóch godziny miała status "nieaktywna". Magda zainwestowała więc 25 zł w sticka, który wsadzony do portu USB przez cały dzień delikatnie symuluje ruchy myszką. Więc uwag co do wykonywania pracy nie było.

— Są ludzie, którym taka nie-praca nie przeszkadza przez całe życie, ale dla mnie było to frustrujące. Byłam po trzydziestce i wciąż zastanawiałam się, co będzie ze mną dalej — mówi. Czuła się źle nie rozwijając się, odstając, biorąc pieniądze za nic, kiedy inni pracują.

Czy jej przełożeni wiedzieli, że Magda nic nie robi? Oczywiście. Ale dawali jej do zrozumienia, by lepiej cieszyła się, że może bimbać. Dla Magdy było to jednak toksyczne, w końcu zmieniła więc pracę.

W innej pracy widziała, że dzieje się to samo. Ona sama miała wtedy zajęć nawet za dużo, ale widziała wokół osoby, dla których pracy nie było. To było przed pandemią, wszyscy przychodzili do biura, więc musieli nauczyć się jak wyglądać na zajętych. Chodzili z segregatorami pod pachą albo wpychali się na nie swoje zebrania, z których w końcu ktoś ich wyganiał. Jej własna szefowa wciąż znikała na tajemnicze spotkania, przesiadywała na stołówce albo zamykała się w łazience. Inny szef produkował prezentacje, z których wynikało, że nie rozumiał, czym zajmuje się zespół. — Co ciekawe, ci najlepiej symulujący pracę najczęściej awansowali. Pozory wygrywają — mówi. Z jej obserwacji wynika, że w korporacjach pracownicy albo pracę udają albo są wyzyskiwani. Managerowie nie potrafią bowiem właściwie rozdzielić pracy, ponieważ sami często dostali stanowisko z przypadku.

onet.pl\Forbes


Wojska rosyjskie zniszczyły wszystkie stacje benzynowe na trasie między miastami Połtawa i Charków na północnym wschodzie Ukrainy - powiadomił w poniedziałek deputowany do charkowskiej rady obwodowej Ołeksandr Skoryk.

- Obecnie wszystkie stacje benzynowe na trasie (...) od Charkowa do Połtawy zostały całkowicie zniszczone - powiedział przedstawiciel regionalnych władz na antenie stacji telewizyjnej Espreso.tv.

Długość trasy samochodowej między tymi dwoma miastami wynosi 143 km. Polityk zaapelował do kierowców, którzy się tam wybierają, by jechali z zapasem paliwa.

Zapewnił jednocześnie, że mimo zniszczeń infrastruktury paliwowej nie można dziś mówić o kryzysie w tej branży.

- W Ukrainie zniszczonych zostało ponad 200 stacji benzynowych, z czego ponad 80 w Charkowie i obwodzie charkowskim. Ale kryzysu nie ma. Żyjemy, walczymy, wojujemy - oznajmił Skoryk. 

PAP


MSZ Iranu oskarżyło Kijów o chęć rozszerzenia wojny po tym, jak w piątek ukraiński dron trafił w statek na Morzu Kaspijskim - podał Reuters. Iran twierdzi, że jednostka była cywilna i w ataku zginęła jedna osoba. Szef irańskiej dyplomacji ostrzegł w niedzielę, że ten atak nie może pozostać bez odpowiedzi.

"Zełenski zaatakował irański okręt handlowy, zabijając marynarza" - napisał minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi na platformie X. Oskarżył też ukraińskiego przywódcę o działanie na rozkaz Izraela.

Aragczi podkreślił, że "ten atak nie może pozostać bez odpowiedzi". Dodał, że takie stanowisko przedstawił też w rozmowach telefonicznych z szefową unijnej dyplomacji Kają Kallas i rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Siergiejem Ławrowem.

MSZ Iranu wezwało w sobotę w następstwie tego ataku charge d'affaires Ukrainy w Teheranie. To zdarzenie irańskie MSZ określiło mianem "wrogiego i przestępczego ataku".

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał w sobotę, że siły ukraińskie uderzyły w cele na Morzu Kaspijskim, w tym "jednostki transportujące sprzęt wojskowy z Iranu i okręt wojenny".

Reuters zwrócił uwagę, że ostra reakcja irańskich władz zbiegła się w czasie z kolejną wypowiedzią Zełenskiego. W opublikowanym w sobotę wieczorem nagraniu wideo prezydent Ukrainy oznajmił, że Rosja pomaga Iranowi w atakowaniu amerykańskich obiektów wojskowych na Bliskim Wschodzie i państw Zatoki Perskiej. Według ukraińskiego prezydenta, Rosja ma przekazywać Iranowi zdjęcia satelitarne, które mogą służyć m.in. do oceny irańskich uderzeń.

PAP

niedziela, 26 lipca 2026



Uporządkujmy zatem fakty:

1. W PiS nastąpił rozłam na zlecenie Donalda Tuska.
2. Partia Brauna jest na rękę Tuskowi, Braunem można straszyć - czyli też jakby na zlecenie Tuska.
3. Hołownia politycznie zdezintegrowany - wiadomo, Tusk.
4. Lewica słaba. Kto za tym stoi? Tak, też on.
5. PSL pod progiem - Tusk.
6. Konfederacja - tu chyba najmniej, ale pamiętajmy, że wg Zandberga to przez rządy Tuska Polacy głosują na skrajną prawicę.

Proszę Państwa, 
przedstawiam nowego Genialnego Stratega. 
Jarosław zdetronizowany.

x.com/Vojtekus

sobota, 25 lipca 2026



Według oficjalnego stanowiska Waszyngtonu naloty są karą za złamanie rozejmu przez Iran, po tym jak na początku lipca siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej ostrzelały trzy tankowce przepływające cieśniną Ormuz. Ich kapitanowie nie uzyskali autoryzacji irańskiej administracji i pomimo licznych wezwań nie zaprzestali tranzytu. Na dwóch z trzech trafionych jednostek wybuchły pożary. Był to najbardziej brutalny z serii incydentów, jakie miały miejsce od końca czerwca. Korpus pokazał, że bez jego zgody o bezpiecznej żegludze nie ma mowy.

W optyce Teheranu działanie to było uprawnione, a wynikało bezpośrednio z postanowień punktu piątego memorandum o porozumieniu (MoU), przekazującego kontrolę administracyjną nad Ormuzem Iranowi i Omanowi. Biały Dom widział sprawy inaczej: Ormuz miał pozostać otwarty, a żegluga nim nieograniczona. Ostrzelane jednostki płynęły południową trasą, tzw. omańską, będącą poza irańską jurysdykcją. Ta różnica interpretacyjna stała się pierwotną przyczyną wznowienia nalotów. Jednakże im dłużej one trwają, tym bardziej skomplikowana staje się sytuacja. 

Po celach wojskowych zlokalizowanych w rejonie cieśniny, Amerykanie przenieśli uwagę na infrastrukturę krytyczną i transportową. Zniszczono mosty i trasy kolejowe w pobliżu portowego Bandar Abbas, rażono instalacje energetyczne, a według agencji Tasnim nawet stację odsalania wody. Iran odpowiadał symetrycznie, najpierw atakiem na amerykańskie bazy wojskowe, następnie na infrastrukturę państw Zatoki, a wreszcie zamknął cieśninę. Reakcją USA była nie tylko blokada irańskich statków, ale także wszystkich, które chciałyby zawinąć do irańskich portów.

Mamy więc klasyczny przykład wymiany ciosów, wet za wet. Wydaje się jednak, że taktyka ta nie przynosi rozstrzygnięcia. Waszyngton twierdzi, że naloty miały zdegradować irańskie zdolności ofensywne, a przede wszystkim uniemożliwić nękanie statków w cieśninie. Iran nadal jednak atakuje, szukając kolejnych płaszczyzn nacisku. Amerykańskie dowództwo utrzymuje, że Ormuz jest otwarty, jednakże armatorzy nie chcą podejmować ryzyka. Przyjęta przez Teheran taktyka skupia się na spowodowaniu jak największej liczby ofiar wśród amerykańskiego personelu wojskowego, przy jednoczesnej presji ekonomicznej na resztę świata.

(...)

Według niepotwierdzonych doniesień agencji Reuters, kolejnym celem po bazach wojskowych stały się bliskowschodnie placówki CIA. Analitycy podejrzewają, że ich lokalizacje przekazane zostały przez Rosjan, którzy mieli także pomagać w modyfikacjach irańskich dronów Szahid. Z kolei jemeńscy Huti wprowadzili blokadę cieśniny Bab al-Mandab, za cel biorąc wyłącznie statki saudyjskie. Równoległa blokada obydwu regionalnych „wąskich gardeł” transportowych to as w rękawie Teheranu, którego dotąd jeszcze nie używał. Pojawiają się doniesienia, że irańskie pociski balistyczne mają dzisiaj znacznie lepszą celność niż w pierwszej fazie konfliktu. Podejrzewa się, że ich modernizacja mogła odbyć się dzięki pomocy Chin.

Na razie z tej fazy konfliktu wyłączeni pozostają Izraelczycy. Biały Dom kategorycznie wykluczył możliwość udziału izraelskich sił zbrojnych w bombardowaniach Iranu, a sam Teheran unika prowokowania Izraela. Punktem spornym Jerozolimy i Waszyngtonu pozostaje wojna w Libanie. Przy okazji wizyty prezydenta Libanu Josepha Aouna w Białym Domu, Donald Trump zapewnił swego gościa o trwającym wycofywaniu się sił izraelskich z południa kraju. W dniu spotkania IDF miały przekazać armii libańskiej kontrolę nad terenem tzw. strefy pilotażowej, pierwszego z uzgodnionych sektorów. Gdy jednak jej jednostki zbliżyły się do pozycji izraelskich, zostały ostrzelane. Rząd Benjamina Netanjahu próbuje za wszelką cenę nie dopuścić do wygaszenia konfliktu. Mówił o tym wiceprezydent J.D. Vance w jednym z wywiadów.

(...)

Tymczasem amerykańskie zasoby przeciwlotnicze nie zostały odbudowane po poprzednim etapie wojny i wkrótce po raz kolejny staną się krytycznie niskie. Chodzi tutaj głównie o efektory do systemów Patriot. Z tego powodu, po raz pierwszy od wielu lat, armia złożyła zamówienie na pociski PAC-2 GEM-T. To wersja uboższa w stosunku do nowocześniejszych PAC-3 MSE, ale zwiększająca pulę dostępnych środków. Problemem pozostają też zbliżający się termin wyborów połówkowych w USA, tzw. midterms, i rosnące ceny ropy. Brak szybkiego rozstrzygnięcia wojny pozbawi Republikanów szans na zwycięstwo, a to oznacza wzrost prawdopodobieństwa kolejnego impeachmentu Donalda Trumpa. Iran o tym wie, przekonany jest więc, że przetrzyma tę próbę sił nie idąc na jakiekolwiek ustępstwa. 

ukladsil.pl

piątek, 24 lipca 2026



🚨🚨🚨Ekspresowa ocena aktualnej sytuacji w sprawie rozłamu w PiS (model RFIM SoMe).

To zdarzenie ma asymetryczne skutki: krótkoterminowo silniej szkodzi PiS, natomiast dla Morawieckiego jest jednocześnie wyzwaniem i szansą na polityczne usamodzielnienie. Model opiera ocenę na fakcie odejścia ponad 30 parlamentarzystów, publicznym oskarżeniu Morawieckiego o przygotowywanie podziału partii oraz zapowiedzi jego odrębnej konferencji.

⏩Konsekwencje dla PiS
Łączny impakt sieciowy: –78/100

1️⃣ Utrwalenie obrazu partii w fazie rozpadu
W sieci samo odejście tak licznej grupy będzie interpretowane nie jako zwykły konflikt personalny, ale jako dowód utraty zdolności do utrzymania organizacji. 

Najsilniejszą narracją będzie:
🔴„Kaczyński nie dominuje już na prawicy”.
Prawdopodobieństwo dominacji tej interpretacji: 72%.

2️⃣Przesunięcie debaty z programu na sukcesję
Przez najbliższe dni PiS będzie przedstawiany przede wszystkim jako partia walczących frakcji. Tematy programowe zostaną wyparte przez pytania:
kto przejmie schedę po Kaczyńskim,
ilu kolejnych polityków odejdzie,
czy klub parlamentarny się rozpadnie,
kto zachowa struktury terenowe.

🔴 RFIM ocenia prawdopodobieństwo zdominowania przekazu PiS przez temat konfliktu na 87%.

3️⃣ Osłabienie marki „silnej i zdyscyplinowanej partii”
Jednym z podstawowych zasobów wizerunkowych PiS była zdolność utrzymywania dyscypliny. Publiczne ultimatum zakończone odejściem ponad 30 osób tworzy obraz decyzji, która nie przywróciła jedności, lecz potwierdziła rozłam. Jarosław Kaczyński przedstawił niepodpisanie deklaracji jako świadomą decyzję posłów i oskarżył środowisko Morawieckiego o udział w planie podziału partii.

4️⃣Konsolidacja twardego elektoratu
PiS może częściowo ograniczyć straty narracją:
„partia została oczyszczona”,
„Morawiecki od dawna budował konkurencję”,
„lojalność wobec ugrupowania była ważniejsza niż ambicje jednostek”.
Ta narracja będzie skuteczna głównie wśród najbardziej lojalnych sympatyków. W całej dyskusji RFIM szacuje jej udział na około 21–27%.

⚖️Bilans dla PiS

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ bardzo silnie negatywny
1–4 tygodnie ➡️negatywny, zależny od kolejnych odejść
2–6 miesięcy ➡️od umiarkowanie negatywnego do krytycznego

Największym zagrożeniem nie jest samo odejście posłów, lecz powstanie trwałej alternatywy politycznej po prawej stronie. Jeżeli grupa Morawieckiego pozostanie spójna i utworzy rozpoznawalny projekt, długoterminowy wpływ negatywny na PiS wzrośnie znacząco.

⏩Konsekwencje dla Mateusza Morawieckiego
Łączny impakt sieciowy: +12/100
To wynik mieszany: wzrost podmiotowości i widoczności, ale jednocześnie bardzo wysokie ryzyko przypisania mu odpowiedzialności za rozbicie partii.

Dominujące skutki

1️⃣ Morawiecki staje się pełnoprawnym liderem własnego obozu.
Do tej pory mógł być przedstawiany jako jedna z frakcji wewnątrz PiS. Po odejściu kilkudziesięciu posłów sieć zacznie traktować go jako samodzielny ośrodek polityczny.

🔴Najbardziej korzystna narracja:
„Morawiecki jako pierwszy realnie przeciwstawił się Kaczyńskiemu”.
Szacowany udział tej narracji: 29–35%.

2️⃣Wysokie ryzyko etykiety „zdrajcy”.
Wśród sympatyków PiS dominować będzie interpretacja, że Morawiecki przedłożył osobiste ambicje nad jedność ugrupowania. Wypowiedzi polityków PiS już wzmacniają przekaz, że jego środowisko przygotowywało odejście wcześniej, a spór był prezentem dla przeciwników partii. (WP Wiadomości)
Prawdopodobieństwo dominacji negatywnej oceny Morawieckiego w elektoracie PiS: 76%.

3️⃣Krótkoterminowy skok zainteresowania.
Morawiecki będzie przez kilka dni centralną postacią polskiej dyskusji politycznej. Każdy element jego odpowiedzi — nazwa nowego projektu, lista nazwisk, stosunek do Kaczyńskiego — będzie generował osobną falę komentarzy.

RFIM przewiduje: wzrost obecności Morawieckiego w dyskusji: +150–250% względem typowego dnia, bardzo wysoką viralność jego pierwszego wystąpienia: 91/100, utrzymanie podwyższonego zainteresowania: 5–10 dni.

4️⃣Test wiarygodności przywódczej
Sieć szybko przejdzie od emocji związanych z buntem do pytań:
🟠czy ma nazwiska i struktury,
🟠czy posiada własny program,
🟠czy odejście było przygotowane,
🟠czy potrafi przyciągnąć wyborców spoza PiS.

Brak natychmiastowej, spójnej narracji obniży jego impakt w ciągu kilku dni. Samo stowarzyszenie podkreślało wcześniej brak planu budowy alternatywnej partii, a Morawiecki przedstawiał Kaczyńskiemu propozycje kompromisu. To tworzy ryzyko niespójności: sieć może pytać, czy rozłam był zamierzony, czy wymuszony.

⚖️Bilans dla Morawieckiego

Prognozowany efekt:
24–72 godziny ➡️ wzrost widoczności, bilans lekko dodatni,
1–4 tygodnie ➡️ silnie zależny od komunikacji i jedności grupy,
2–6 miesięcy ➡️ bardzo wysoka wariancja: sukces albo marginalizacja.

Najbardziej prawdopodobny rozkład ocen Morawieckiego:
Ambitny polityk odpowiedzialny za rozłam ➡️34%
Lider nowej, bardziej umiarkowanej prawicy ➡️27%
Ofiara walki frakcyjnej i decyzji Kaczyńskiego ➡️22%
Polityk bez realnej przyszłości poza PiS ➡️17%

‼️Wniosek końcowy
PiS ponosi natychmiastową i jednoznaczną stratę wizerunkową. Morawiecki otrzymuje szansę, ale jeszcze nie odnosi zwycięstwa.

Model RFIM ocenia prawdopodobieństwo następujących scenariuszy:

🔴PiS pozostaje główną partią prawicy, ale jest trwale osłabione ➡️43%
🟠Powstają dwa konkurencyjne, średniej wielkości ośrodki ➡️31%
🟡Projekt Morawieckiego szybko traci znaczenie ➡️19%
⚪️Morawiecki przejmuje dominację na prawicy ➡️7%

Pewność oceny RFIM: 66%. Jest to prognoza reakcji i narracji sieciowych, a nie pomiar bieżących publikacji ani prognoza wyniku wyborczego.

x.com/MarcinDuma


Demografowie od dawna opisują transformację demograficzną jako proces, w którym modernizacja najpierw obniża śmiertelność, a następnie płodność. Schemat ten, wywiedziony głównie z obserwacji krajów zachodnich, uchodził za uniwersalny, choć nigdy nie sprawdzono go w skali globalnej. Nowe badanie Kenjiego Itao z Uniwersytetu Tohoku, opublikowane w Evolutionary Human Sciences, wypełnia tę lukę i odsłania strukturę prostszą, niż można się było spodziewać.

Autor przeanalizował dane z 237 krajów i terytoriów z lat 1800–2020. Pobrał je z Human Mortality Database oraz Wydziału Statystyki ONZ. Zamiast współczynnika dzietności skupił się na współczynniku urodzeń (liczbie urodzeń na tysiąc osób rocznie) oraz oczekiwanej długości życia przy urodzeniu. Gdy naniósł obie wielkości na wspólny wykres dla wszystkich krajów i lat, punkty ułożyły się wzdłuż dwóch wyraźnych krzywych.

Badanie metodą regresji segmentowa wskazało pojedynczy punkt zmiany około 1950 roku. Przed tą datą iloczyn współczynnika urodzeń i długości życia pozostawał w przybliżeniu stały, na poziomie odpowiadającym rocznemu wzrostowi populacji rzędu jednego procenta. To Faza I, której towarzyszy wysoka umieralność dzieci, a mechanizmem sprawczym jest presja zasobowa opisana w klasycznym modelu Malthusa – populacja rośnie w stałym tempie, dopóki nie napotka granic zasobów.

Po 1950 roku wzorzec się zmienia. Współczynnik urodzeń zaczyna maleć wykładniczo wraz ze wzrostem długości życia, a stałą jest inna kombinacja obu zmiennych. Fazę II cechuje niska umieralność dzieci oraz stabilny wzrost PKB per capita, a nie liczebności populacji. Odpowiada to „nowoczesnej fazie wzrostu” z jednolitej teorii wzrostu (Unified Growth Theory) oraz temu, co demografowie nazywają drugą transformacją demograficzną. Inaczej mówiąc, w Fazie I rządzi presja populacyjna i wzrost w stałym tempie dyktowany przez iloczyn współczynnika urodzeń i długości życia (im dłużej ludzie żyją, tym proporcjonalnie mniej dzieci się rodzi). W Fazie II współczynnik urodzeń mnoży się nie przez samą długość życia, a przez funkcję wykładniczą długości życia. Faza ta jest kompromisem między liczbą dzieci a inwestycją w ich edukację, co z natury daje szybszy spadek dzietności niż w Fazie I.

Kraje nie podążają tymi ścieżkami jednakowo. Szwecja i Włochy przebyły całą Fazę I, zanim po osiągnięciu punktu przecięcia obu krzywych przeszły do Fazy II. To wzorzec klasyczny dla Zachodu. Mjanma szła tą samą drogą z opóźnieniem sięgającym niemal stulecia, a Iran czy Kenia – gdy zaczęła spadać u nich dzietność – niemal od razu weszły na ścieżkę Fazy II, z pominięciem etapu maltuzjańskiego, co sugeruje wpływ zachodnich wzorców kulturowych i instytucjonalnych. Interesujący jest tu przykład Iranu, gdzie jeszcze ok. 1979 roku współczynnik dzietności wynosił ponad 6, a kilkanaście lat później spadł do około 2. Nietypowym przykładem jest Finlandia, która przeszła Fazę I, później nastąpił gwałtowny wzrost długości życia i dzietności, a następnie weszła w Fazę II. Ten sam obraz tłumaczy powojenny baby boom: kraje opuszczające Fazę I przejściowo zyskiwały jednocześnie wyższą płodność i dłuższe życie, zanim ustabilizowały się na krzywej Fazy II.

Mechanizm przejścia wyjaśnia prosty model ekonomiczny. Rodzina dzieli ograniczone zasoby między liczbę dzieci a inwestycję w ich edukację, traktowaną jako sposób na wzrost przyszłej produktywności potomstwa. Dopóki długość życia jest niska, optymalna jest rezygnacja z edukacji na rzecz liczby dzieci – tutaj mamy regularność Fazy I. Gdy długość życia przekracza pewien próg, dłuższe życie zawodowe sprawia, że inwestycja w edukację nagle się opłaca, a strategia przesuwa się ku mniejszej liczbie lepiej wykształconych dzieci – co odtwarza spadek płodności właściwy Fazie II. Model podpowiada też, że obniżenie kosztów edukacji, a nie ograniczanie jej zakresu, mogłoby pozwolić rodzinom przeznaczać więcej zasobów na dzieci bez rezygnacji ze standardów kształcenia.

Praca Itao porządkuje teorie transformacji demograficznej. Presja populacyjna, kompromis między liczbą dzieci a ich edukacją oraz transmisja kulturowa wzorców zachodnich okazują się wyjaśnieniami komplementarnymi, z których każde dominuje na innym etapie tego samego procesu.

kopalniawiedzy.pl

czwartek, 23 lipca 2026



Oglądamy właśnie na żywo, jak partia, która przez 8 lat bezwzględnie trzęsła państwem, potyka się o własne nogi i popełnia polityczne seppuku rozłożone na raty. I to za pomocą narzędzia, które w założeniu miało dać jej nieśmiertelność.

W 2024 r. Nowogrodzka wymyśliła sprytny manewr. Skoro Mateusz Morawiecki był już politycznie zużyty, wystawiono Karola Nawrockiego z wygodną metką "kandydata obywatelskiego". Plan był cyniczny, ale z ich perspektywy logiczny: wsadzić go do Pałacu, podpiąć pod partyjnego pada (jak A. Dudę w 2015) i z tylnego siedzenia wygodnie dotrwać do wyborów parlamentarnych w 2027 r.

Cóż... Inżynierowie z PiS-u przeliczyli się o kilometry. Nawrocki wygrał o włos, ale z tego zwycięstwa zrozumiał jedną kluczową rzecz - jego mandat pochodzi z bezpośredniego poparcia zradykalizowanych wyborców, a nie z biurka prezesa na Nowogrodzkiej. Więc po wejściu do Pałacu zaczął grać wyłącznie na siebie.

Zamiast łagodzić kurs po wyborach, prezydent drastycznie podkręcił retorykę wojny kulturowej. Przesunął okno Overtona mocno w prawo, kompletnie ignorując polityczne potrzeby dawnego obozu władzy. W ten sposób zaserwował PiS-owi podwójny krwotok, który bezpośrednio doprowadził nas do dzisiejszego nocnego ultimatum i ostatecznego rozłamu partii:

1. Ewakuacja centrum. Radykalizujący prezydent sprawia, że umiarkowany elektorat ucieka, nie chcąc brać udziału w wiecznej, skrajnej wojnie ideologicznej. Skrzydło Morawieckiego nagle traci tlen, argumenty i rację bytu. 

2. Katalizator skrajności. Gdy debata staje się tak radykalna, twardy elektorat szybko orientuje się w sytuacji i zaczyna szukać oryginału, a nie ugładzonej partyjnie, obciążonej 8 latami afer podróbki.

I tu na biało wjeżdża skrajna prawica, ale z ostrym podziałem łupów. Konfederacja wygodnie się rozsiada i poszerza swój własny elektorat, podczas gdy Konfederacja Korony Polskiej z chirurgiczną precyzją odsysa z PiS-u ten najtwardsze sieroty po Macierewiczu z szurskim zabarwieniem. Zgarniają to wszystko ZA DARMO, spijając śmietankę ze sztucznie pompowanego przez Nawrockiego napięcia, bez grama odpowiedzialności za ostatnie 8 lat afer i zużycia władzą.

Eksperyment z "kandydatem obywatelskim" okazał się najbardziej toksycznym produktem w historii PiS. Zamiast zjednoczyć obóz pod parasolem silnego prezydenta, Nawrocki stał się klinem, który uderzył prosto w architekturę partii.  

Implozja partii na własne życzenie, gdzie sterydem przyspieszającym destrukcję okazał się ich własny "zwycięzca".

x.com/widzimysiejutro

środa, 22 lipca 2026



W czerwcu 2017 roku nadawanie rozpoczęła uruchomiona przez Fratrię telewizja wPolsce.pl. Udostępniały ją niektóre sieci kablowe. Nazwa stacji nieprzypadkowo była podobna do nazwy serwisu internetowego. – Wpolityce.pl był internetowym silnikiem dla telewizji wPolsce.pl – tłumaczy Piotr Barełkowski, który pracował przy uruchamianiu wPolsce.pl. – Pierwsze zasięgi i pierwsze rozpoznawalne materiały udało nam się stworzyć dzięki współpracy z serwisem wPolityce.pl – dodaje Barełkowski.

Programy wPolsce.pl to były głównie tzw. gadające głowy. Prowadzący w swoim gronie lub z politykami, głównie PiS, wychwalali tę partię i atakowali jej przeciwników oraz krytyków. Oglądalność szorowała po dnie. Udział w rynku telewizyjnym wahał się w okolicach 0,03 proc. Niska oglądalność nie była jednak problemem, bo w czasach rządów PiS do Fratrii szerokim strumieniem płynęły pieniądze ze spółek skarbu państwa, a Michał i Jacek Karnowscy stawali się ludźmi majętnymi, choć jak mówią ich znajomi – ten drugi bardziej. Ze sprawozdań finansowych składanych do Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że w 2019 roku zysk netto spółki Fratria wyniósł 3,1 mln zł, w 2020 – 7,1 mln zł, w 2021 – 4,6 mln zł, w 2022 – 4 mln zł, w 2023 – 6,8 mln zł. Niemal w całości kwoty te były wypłacone udziałowcom w formie dywidendy. Do 2023 roku z samych tylko dywidend bracia Karnowscy otrzymali łącznie ponad 5 mln zł.

Zmiana władzy pod koniec 2023 roku spowodowała zakręcenie kurka z pieniędzmi od państwowych spółek. Fratria przeżyła tąpnięcie finansowe. Rok 2024 zamknęła bolesną stratą 17,5 mln zł. W porównaniu z 2023 rokiem przychody spółki spadły o 33,7 proc., do 27,4 mln zł. Wpływy z reklam wyniosły 18,5 mln zł i były o 45,4 proc. niższe niż rok wcześniej. Do tego Fratria miała 34,6 mln zł zobowiązań długoterminowych, z czego 14,6 mln zł to kredyty i pożyczki.

(...)

Zmiana władzy miała też jednak dobre strony dla prawicowych telewizji. Po tym, jak propagandyści z czasów rządów PiS musieli zniknąć z TVP, do przejęcia byli widzowie przyzwyczajeni do serwowanej im w mediach publicznych od 2016 roku propagandy. Fratria wystartowała w wyścigu po tych widzów. Zmieniono nazwę telewizji wPolsce.pl na wPolsce24, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wydała koncesję na nadawanie naziemne kanału z multipleksu MUX8. Ściągano też gwiazdy propagandy. Michał Adamczyk, który w TVP był prezenterem „Wiadomości” i szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, został dyrektorem programowym Wpolsce24 oraz prowadzącym codzienny serwis informacyjny tej stacji. Serwis nazwano „Wiadomości”, tak jak główny program propagandowy TVP, z którego nazwy nowe władze telewizji publicznej zrezygnowały. Pora emisji „Wiadomości” – 19.30, tak samo jak w TVP. I propaganda w formie oraz treści przypominająca standardy wprowadzone w TVP w 2016 roku, gdy prezesem telewizji publicznej został Jacek Kurski.

(...)

Fratria w komunikatach chwaliła się, że oglądalność wPolsce24 rośnie nawet o kilkaset proc. Nie dodawano jednak, że są to wzrosty ze śladowych poziomów. Z danych Nielsen Media wynika, że w sierpniu 2025 roku udział w rynku telewizyjnym kanału Fratrii w grupie ogólnej widzów powyżej czwartego roku życia wyniósł 1,67 proc. W porównaniu z tym miesiącem 2014 roku był to wzrost z 0,33 proc. Tylko że wcześniej to Telewizja Republika przejęła znaczną większość widzów TVP. Republika zaliczyła wzrost z 3,78 proc. do 6,67 proc., stając się drugą telewizją pod względem udziału w rynku – wyprzedzał ją tylko TVP 1. Natomiast kanał wPolsce24 w sierpniu był na 12. miejscu w tym rankingu, za TVP Info.

press.pl


Do potajemnego spotkania niemieckich polityków z wysłannikami rosyjskiego przywódcy Władimira Putina doszło 13 lipca w hotelu Four Seasons w stolicy Azerbejdżanu Baku - przekazał tygodnik "Die Zeit". 

W skład nieoficjalnej delegacji niemieckiej weszli były szef sztabu kanclerz Angeli Merkel, Ronald Pofalla, oraz były gubernator Brandenburgii, Matthias Platzek. Z kolei w skład delegacji rosyjskiej wchodzili Walerij Fadiejew, przewodniczący Rady Prezydenckiej ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka, oraz Wiktor Zubkow, prezes zarządu Gazpromu.
 
Tygodnik uznał spotkanie za "szczególnie problematyczną formę podtrzymywania stosunków niemiecko-rosyjskich w czasie wojny w Ukrainie". Redakcja przypomniała, że od 2024 r. w Baku doszło do wielu takich kontaktów. 

Zwrócono uwagę na fakt, że uczestnicy posługują się terminem "Dialog Petersburski", który funkcjonował w przeszłości jako platforma rozmów, ale w 2022 r. został zlikwidowany przez niemiecki rząd. Tę formę stworzył w 2001 r. ówczesny kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder i Putin.

Dodano, że uczestnikami ze strony rosyjskiej są osoby, które znajdują się na liście osób niepożądanych w UE, co oznacza, że Platzeck i Pofalla torpedują politykę Brukseli, zmierzającą do izolowania Rosji. Jak podkreślono, zdaniem niemieckich służb specjalnych celem Rosji jest wpływanie w ten sposób na działania Berlina.

polsatnews.pl