środa, 22 kwietnia 2026



Irański proces decyzyjny pozostaje fragmentaryczny i pogrążony w chaosie, co wyjaśnia niezdolność Iranu do sformułowania i przekazania spójnego stanowiska negocjacyjnego. ISW-CTP oceniła wcześniej 15 kwietnia, że Stany Zjednoczone prowadzą negocjacje z podzielonym komitetem twardogłowych i pragmatyków, któremu brakuje spójnego i jednolitego stanowiska. Ten wewnątrzreżimowy podział był kontynuowany w ostatnich dniach, ponieważ wyżsi rangą urzędnicy irańscy publicznie rozeszli się w sprawie negocjacji. Niektóre doniesienia wskazują, że kluczowym podmiotom, w tym przewodniczącemu parlamentu Mohammadowi Bagherowi Ghalibafowi i ministrowi spraw zagranicznych Abbasowi Araghchi, brakuje uprawnień do reprezentowania stanowiska reżimu. Irańscy urzędnicy nie podjęli w ostatnich dniach jednolitej decyzji co do tego, czy powrócić do negocjacji, a konkurencyjne ośrodki władzy reżimu wydają się blokować konsensus w zasadniczych kwestiach. Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Esmaeil Baghaei powiedział 21 kwietnia BBC, że Iran nie podjął żadnej decyzji “w sprawie wysłania delegacji do Islamabadu i powiedział, że urzędnicy w dalszym ciągu omawiają warunki powrotu do negocjacji. CNN poinformowało 22 kwietnia, że urzędnicy amerykańscy uważają, że wewnątrzreżimowe frakcje uniemożliwiły reakcję na amerykańską listę ”zawierającą szerokie punkty”. Nieokreślony urzędnik amerykański powiedział 22 kwietnia Axios, że pomiędzy zespołem negocjacyjnym a wojskiem doszło do absolutnego złamania i ocenił, że żadna ze stron nie ma dostępu do najwyższego przywódcy. Axios dodał, że kierownictwo IRGC odrzuciło wiele z tego, co irańscy negocjatorzy omawiali ze Stanami Zjednoczonymi po pierwszej rundzie rozmów, co wskazuje, że zespołowi negocjacyjnemu brakowało uprawnień do reprezentowania stanowiska reżimu.

Formalne mechanizmy podejmowania decyzji i koordynacji reżimu również nie funkcjonują skutecznie, zamiast tego wzmacniają fragmentację. Nieokreślony urzędnik amerykański powiedział 22 kwietnia Axios, że sekretarz Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu (SNSC) Mohammad Bagher Zolghadr nie koordynuje skutecznie działań IRGC, przywódców cywilnych i najwyższego przywódcy, co sugeruje, że nakładające się władze i spory frakcyjne opóźniają irańskie decyzje - tworzenie i uniemożliwianie reżimowi przedstawienia jednolitego stanowiska negocjacyjnego. Według doniesień Vahidi wywierał presję na prezydenta Masouda Pezeshkiana, aby mianował Zolghadra, co mogło zwiększyć wyzwania stojące przed Zolghadrem w wypełnianiu jego obowiązków jako kluczowego koordynatora między Vahidim a innymi przywódcami. SNSC jest formalnie odpowiedzialna za dostosowanie procesu decyzyjnego w zakresie bezpieczeństwa narodowego i polityki zagranicznej w całym systemie irańskim oraz za generowanie konsensusu wśród kluczowych zainteresowanych stron reżimu, w tym przywódców cywilnych i dowódców wojskowych. Widoczna niezdolność SNSC do wypracowania jednolitego stanowiska negocjacyjnego lub koordynacji między konkurującymi podmiotami sugeruje, że główny mechanizm decyzyjny reżimu nie funkcjonuje skutecznie.

Urzędnicy amerykańscy zwiększają jednak presję na Iran, aby przedstawił jednolitą reakcję. Nieokreśleni urzędnicy amerykańscy powiedzieli Axios 22 kwietnia, że prezydent USA Donald Trump daje Iranowi ograniczone kilka dni na przedstawienie spójnej kontroferty przed ponownym rozważeniem działań wojskowych. Według Associated Press pakistańscy urzędnicy i pośrednicy jednocześnie pracowali nad utrzymaniem rozmów “przy życiu” i próbowali uzyskać odpowiedź ze strony Iranu. Jednakże irańscy urzędnicy w dalszym ciągu postrzegali działania USA, zwłaszcza blokadę morską, jako główną przeszkodę w negocjacjach. Wysokie rangą osobistości z Iranu, w tym prezydent Masoud Pezeshkian, podkreślili, że “naruszenie zobowiązań, środki blokujące i groźby uniemożliwiają prawdziwe negocjacje”. Doradca Ghalibafa oświadczył 22 kwietnia, że przedłużenie zawieszenia broni ”nie ma żadnego znaczenia” i wezwał do militarnej reakcji na blokadę USA.

understandingwar.org


Podczas rozmowy powrócił temat tego, jak z energetyką jądrową pożegnali się Niemcy. Andrzej Domański przypomniał, że protestował przed zamykaniem elektrowni jądrowych w Niemczech "dawno, dawno temu, zanim to było modne".

– Nie mam cienia wątpliwości, że to był błąd gospodarczy i geopolityczny. To, że Niemcy tak uzależnili się od gazu, ośmieliło Putina – powiedział.

– Energia, ropa, gaz to zawsze są elementy ewentualnego szantażu – oznajmił.

W kontekście wyzwań na styku gospodarki i klimatu oraz aktualnej polityki Brukseli w tym zakresie, Domański podkreślił, że uznaje istnienie kryzysu klimatycznego, ale wyraźnie dał do zrozumienia, że przez decyzje mające na celu ochronę klimatu nie mogą cierpieć przemysł i konkurencyjność UE.

– Nie widzę żadnej korzyści dla klimatu z tego, że przenosimy fabrykę z Polski, Niemiec czy Francji do państw azjatyckich. A niestety, przeregulowanie i zbyt restrykcyjne normy sprawiają, że tracimy miejsca pracy, konkurencyjność gospodarki. To jest coś, co zaczęło docierać do urzędników w Brukseli – powiedział.

wnp.pl


22 kwietnia Ministerstwo Obrony RFN opublikowało skróconą publiczną wersję dwóch niejawnych dokumentów – Strategii militarnej oraz Profilu zdolności Bundeswehry. Pierwszy dokument definiuje środowisko bezpieczeństwa Niemiec, charakter współczesnych konfliktów oraz cele i priorytety Bundeswehry, drugi wyznacza cele w zakresie rozwoju zdolności wojskowych.

Dokumenty te zostały opracowane po raz pierwszy w historii zjednoczonych Niemiec – do tej pory publiczną strategią zawierającą wytyczne dotyczące planowania rozwoju i modernizacji Bundeswehry była Koncepcja Bundeswehry (ostatnia z 2018 r.). Niejawne Strategia i Profil zdolności są pochodną przede wszystkim procesu planowania obronnego NATO i znaczącego rozszerzenia w 2025 r. na szczycie w Hadze celów zdolnościowych dla europejskich sojuszników (w tym Niemiec), czemu towarzyszyło zobowiązanie do wydawania 3,5% PKB na obronność oraz 1,5% na przedsięwzięcia okołoobronne. W RFN przełożyło się to na zasadnicze zwiększenie obecnych i planowanych wydatków na obronność poprzez ich wyjęcie z tzw. hamulca długu (86 mld euro w 2025 r., planowane 108 mld euro w 2026 r., 120 mld euro w 2027 r., 136 mld euro w 2028 r., 152 mld euro w 2029 r.), przyspieszenie procesu modernizacji Bundeswehry, reformę służby wojskowej oraz rezerwy.

Strategia militarna i Profil zdolności stawiają przed Bundeswehrą wysokie ambicje rozwijania najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie. Znaczące zmiany, jeśli chodzi o zwiększenie jej liczebności i zdolności, mają jednak nastąpić dopiero po 2029 r., czyli po kolejnych wyborach parlamentarnych. Z jednej strony jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę ograniczoną możliwość wprowadzania skokowych zmian zarówno w zakresie werbunku żołnierzy, jak i zakupu oraz wdrażania nowego uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ciężar realizacji ambitnych zamierzeń i ich finansowanie przechodzi jednak na kolejne rządy. Tradycyjnie piętą achillesową reformy i modernizacji Bundeswehry są jej nadmierna biurokracja utrudniająca wprowadzanie szybkich zmian, niska atrakcyjność służby w siłach zbrojnych oraz przeciągające się terminy realizacji zamówień w niemieckim przemyśle zbrojeniowym, którego zwiększanie zdolności produkcyjnych dopiero następuje.

Komentarz
  • Strategia militarna definiuje Rosję jako największe bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa RFN i obszaru euroatlantyckiego. (...)
  • Niemiecki MON wyciągnął wnioski z wojny na Ukrainie co do charakteru przyszłych działań wojennych. Widzi przyszły konflikt zbrojny jako rozmywający granice pomiędzy działaniami wojskowymi przeciwko siłom zbrojnym i ludnością cywilną czy między bezpieczeństwem zewnętrznym i wewnętrznym. Wojnę przyszłości mają charakteryzować transparencja działań militarnych, rażenie celów na dalekie odległości, autonomizacja i automatyzacja pola walki oraz przewaga tańszych rozwiązań ilościowych nad droższymi jakościowymi. Odpowiedzią na to ma być według Niemiec całościowa obrona, polegająca na wzroście społecznej odporności i współpracy cywilno-wojskowej, stała adaptacja i innowacje, przewaga informacyjna i rozpoznawcza, zdolności do operacji wielodomenowych, do rażenia celów na dalekie odległości przy wzmocnieniu własnej obrony powietrznej, zwiększenie tempa operacyjnego oraz miks wysokich technologii i tańszych rozwiązań masowych.
  • Wobec reorientacji Waszyngtonu na Indo-Pacyfik Niemcy widzą konieczność przejęcia wraz z innymi sojusznikami większej odpowiedzialności za obronę i odstraszanie w NATO i podkreślają swoją strategiczną rolę w wymiarze konwencjonalnym. (...)
  • Profil zdolności Bundeswehry powtarza narrację rządu Merza o budowie najsilniejszej konwencjonalnej armii w Europie – proces ten ma przebiegać w trzech etapach. Do 2029 r. planowane jest jak najszybsze zwiększenie zdolności odstraszania i obrony przy wykorzystaniu dostępnych zasobów. Między 2029 a około 2035 r. projektowane jest znaczące zwiększenie zdolności, co wiązać się będzie z wdrażaniem zamawianego obecnie uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ma to pozwolić na objęcie europejskiej roli przywódczej w Sojuszu. Pomiędzy 2035 a około 2039 r. Bundeswehra ma się stać technologicznie najsilniejszą konwencjonalną armią w Europie. Osiągnięcie tego celu zależy jednak od podtrzymania tempa wzrostu wydatków obronnych po kolejnych wyborach parlamentarnych w 2029 r.
  • (...)
  • Niemiecki resort obrony chce stopniowo zwiększać liczebność Bundeswehry do 260 tys. żołnierzy w 2035 r. z 200-tysięczną rezerwą, lecz do 2029 r. zmiany będą niewielkie. (...)
osw.waw.pl






Torpeda "wbiła się w sam środek maszynowni" — prezydent USA Donald Trump ogłosił tę wiadomość jako wielki sukces. Amerykańska marynarka wojenna przejęła statek towarowy pływający pod irańską banderą po tym, jak wysadziła jego maszynownię, gdy próbował przełamać blokadę cieśniny Ormuz. Niszczyciel USS Spruance przechwycił irański tankowiec Touska w Zatoce Omańskiej i zatrzymał go po tym, jak ten odmówił zastosowania się do wezwań do zatrzymania się, o czym poinformował sam prezydent w niedzielę wieczorem na Truth Social.

Ostatnia eskalacja w cieśninie Ormuz pokazuje, jak kruche jest uzgodnione zawieszenie broni w wojnie z Iranem i jak niestabilne pozostają rynki. Cena ropy w USA poszybowała w poniedziałek do 96 dol. (345 zł) za baryłkę po tym, jak rozeszła się wiadomość o ostrzelaniu (tankowca). Zaledwie kilka dni wcześniej dało się zauważyć chwilowe złagodzenie napięć. W środę, po ogłoszeniu przedłużenia dwutygodniowego rozejmu przez prezydenta Donalda Trumpa, znów są obserwowane spadki.

Niezależnie od tego, czy i jak wojna będzie się teraz toczyć, według prognozy Grupy Bankowej Australii i Nowej Zelandii (ANZ) ożywienie podaży do połowy 2026 r. będzie prawdopodobnie przebiegało powoli, niekompletnie i nierównomiernie. 

— Iran zdał sobie sprawę ze swojej siły i będzie ją nadal wykorzystywał — mówi Cyrus de la Rubia, główny ekonomista w Hamburg Commercial Bank (HCOB), w rozmowie z WELT-em. Nawet gdyby w najbliższym czasie osiągnięto "nie do końca dopracowane porozumienie" (we wtorek, kilka godzin przed wygaśnięciem dwutygodniowego zawieszenia broni prezydent Donald Trump obwieścił, że przedłuża je na nieokreślony czas, podobnie jak amerykańską blokadę cieśniny Ormuz. Nie wiadomo też, kiedy odbędzie się kolejna runda negocjacji zaplanowana pierwotnie na środę 22 kwietnia w Pakistanie), należy raczej spodziewać się "częściowego otwarcia" cieśniny Ormuz, a nie ruchu handlowego na poziomie sprzed kryzysu, "ponieważ wiele zakładów i rafinerii zostało uszkodzonych i zniszczonych" — twierdzi de la Rubia.

Prace naprawcze mogą trwać miesiące lub lata. — Nie zobaczymy tak szybko poziomu cen wynoszącego 65 dol. (233 zł) za baryłkę, jaki był przed wojną — mówi ekonomista. (...)

Dotychczasowe działania dyplomatyczne obu stron mające na celu zawarcie porozumienia pokojowego zakończyły się niepowodzeniem. Tymczasem w Białym Domu urzędnicy klepią się po plecach z uznaniem za "zdecydowaną blokadę morską USA", która jest "majstersztykiem amerykańskiego przywództwa" prezydenta Trumpa. W oficjalnym komunikacie prasowym napisano, że prezydent "zademonstrował taką siłę i potęgę, jakiej świat jeszcze nigdy nie widział".

(...)

W komunikacie Białego Domu czytamy konkretnie: "Do wczoraj 167 tankowców z ropą naftową podało jako cel USA, w tym 103 puste statki, które były w drodze do amerykańskich portów, aby tam załadować amerykańską ropę". Prawie połowa z nich może przewieźć około dwóch milionów baryłek. "Wiele z nich niedawno rozładowało się gdzie indziej i teraz kieruje się do Zatoki Meksykańskiej — w tym 20 pustych tankowców pod banderą europejską i 20 pod banderą azjatycką" — pisze Biały Dom.

A popyt na dużą skalę wydaje się zapewniony w dłuższej perspektywie. Obecnie produkcja ropy naftowej osiąga nowy rekord, wynoszący 13 mln 600 tys. baryłek na dobę. Również w przypadku gazu ziemnego Amerykanom idzie świetnie. Administracja Trumpa mówi o rekordowej wartości 118 mld 500 mln stóp sześc. dziennie (3 mld 355 mln m sześc.).

W 2027 r. też zostaną osiągnięte nowe rekordowe poziomy, co nie jest zaskoczeniem, biorąc pod uwagę konsekwentną realizację motta Trumpa, który na początku swojej kadencji ogłosił "Drill Baby, Drill" (ang. wierć, kochanie wierć). W 2025 r. w USA wydano prawie 6000 nowych zezwoleń na odwierty w celu wydobycia ropy, gazu i węgla, co stanowi wzrost o 55 proc. w porównaniu z ostatnim rokiem urzędowania Joego Bidena.

"Obecnie Stany Zjednoczone produkują więcej ropy niż Arabia Saudyjska i Rosja łącznie oraz więcej gazu ziemnego niż Rosja, Iran i Chiny łącznie" — głosi radosna wiadomość z Waszyngtonu. W ten sposób rola "niekwestionowanego światowego lidera energetycznego" zostanie jeszcze bardziej ugruntowana.

onet.pl\Die Welt


Trudniejsza jest sytuacja irańskiej gospodarki. Według najnowszego raportu Banku Światowego konflikt doprowadził już do recesji na poziomie 2,7 proc. Przy stopie inflacji przekraczającej 62 proc. import stał się niezwykle kosztowny, a Iran jest od niego uzależniony, jeśli chodzi o zapewnienie zaopatrzenia w żywność.

W związku z tym, że w wyniku sankcji rząd nie ma dostępu do części swoich zagranicznych aktywów, zapewnienie zaopatrzenia ludności może stać się jeszcze bardziej skomplikowane.

(...)

Jednak konsekwencje spowodowanego przez Teheran wstrzymania handlu ropą naftową mocno uderzają także w irańską gospodarkę. W rezultacie reżim nie może wywieźć nawet 2 mln baryłek dziennie. Magazyny na wyspie Chark, gdzie ładuje się ok. 90 proc. wysyłanej z Iranu ropy, muszą być na bieżąco rozładowywane, aby uniknąć uszkodzenia instalacji. Najwyraźniej właśnie dlatego irańska ropa jest obecnie pompowana na tankowce zakotwiczone na Chark, jak pokazuje analiza zdjęć satelitarnych przeprowadzona przez "Washington Post".

Jednak dopóki tankowce nie przedrą się przez blokadę USA i nie będą mogły dostarczyć ropy do klientów, na przykład w Indiach czy Chinach, kosztowny problem Iranu pozostaje jedynie odłożony w czasie. W końcu ostatni irański tankowiec też się zapełni. Ale to może jeszcze trochę potrwać.

Według danych organizacji pozarządowej United Against Nuclear Iran irańska flota tankowców ma łączną pojemność 350 mln baryłek. Nie jest jednak jasne, ile z tych tankowców może obecnie zacumować na wyspie Chark, a ile znajduje się poza linią amerykańskiej blokady.

onet.pl\Die Welt

wtorek, 21 kwietnia 2026


Zapasy złota w rezerwach Federacji Rosyjskiej na dzień 1 kwietnia 2026 r. zmniejszyły się o 0,7 mln uncji trojańskich (czyli ok. 22 tony złota) i wyniosły ok. 74 mln uncji trojańskich (ok. 2304 tony), z czego sam marzec przyniósł spadek o 0,2 mln uncji (ponad 6 ton) — poinformował w poniedziałek rosyjski bank centralny.

(...)

Moskiewska Giełda podała, że w marcu 2026 r. wolumen obrotu złotem na rynku metali szlachetnych wzrósł ponad 3,5-krotnie w porównaniu z marcem ubiegłego roku i sięgnął ponad 42 ton (ponad 28 ton w transakcjach swapowych oraz 14 ton w transakcjach spot).

(...)

Sprzedaż złota w celu finansowania deficytu budżetowego może być kontynuowana, biorąc pod uwagę gwałtowny wzrost wydatków państwowych względem poziomów zapisanych w budżecie. Tego rodzaju sprzedaż złota z rezerw przez Bank Rosji jest całkowicie zgodna z praktyką stosowaną przez inne banki centralne, zwłaszcza w krajach rozwijających się — cytuje Reuters główną analityczkę Freedom Finance Global Natalię Milczakową.

Od jesieni 2025 r. Bank Rosji prowadzi operacje kupna i sprzedaży złota na rynku krajowym, którego płynność wyraźnie wzrosła, odzwierciedlając podobne działania Ministerstwa Finansów dotyczące środków Funduszu Dobrobytu Narodowego.

Sprzedaż złota pozwala również bankowi centralnemu utrzymywać pożądany poziom dywersyfikacji walutowej rezerw o łącznej wartości niemal 775 mld dol. (ok. 2 bln 790 mld zł), w których udział złota znacząco wzrósł w ostatnich latach wskutek wzrostu jego ceny.

Rosja budowała swoje rezerwy złota głównie w latach 2002–2025, skupując ponad 1900 ton kruszcu. Największa część tych zakupów przypadła na lata 2008–2012 (nieco ponad 500 ton) oraz 2014–2019 (ponad 1200 ton). Od 2020 r. saldo netto zakupów złota przez Rosję wyniosło 55,4 tony — wskazuje analityk Finamu Nikołaj Dudczenko.

onet.pl\The Moscow Times


Rosja wielokrotnie deklarowała gotowość do przejęcia irańskiego wysoko wzbogaconego uranu (HEU) od czasu, gdy Stany Zjednoczone i Izrael po raz pierwszy rozpoczęły działania zbrojne przeciwko Islamskiej Republice zeszłego lata.

W piątek, gdy czas odliczał ostatnie chwile kruchego zawieszenia broni między USA a Iranem, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył, że rosyjska propozycja "nie znajduje się obecnie na stole negocjacyjnym". Podkreślił jednak, że Moskwa nadal pozostaje otwarta na takie rozwiązanie, ale — jak stwierdził — Waszyngton "nie jest zainteresowany" tą ofertą.

Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych powiedział w poniedziałek, że Teheran nie omawiał kwestii przekazania swojego uranu podczas wcześniejszych rozmów z Waszyngtonem. Stało się to mimo tego, że prezydent USA Donald Trump stwierdził w piątek, iż Stany Zjednoczone będą współpracować z Iranem, aby odzyskać jego "nuklearny pył" i sprowadzić go z powrotem do USA.

(...)

Aleksiej Lichaczow, szef rosyjskiego państwowego koncernu atomowego Rosatom, powiedział w sobotę, że firma jest gotowa udzielić pomocy, określając Rosję jako "jedyny kraj posiadający pozytywne doświadczenia we współpracy z Iranem".

Zgodnie z propozycją Rosja miałaby przetransportować i przechować irańskie zapasy wzbogaconego uranu. Dmitrij Gorczakow, doradca ds. energetyki jądrowej w ekologicznej organizacji pozarządowej Bellona, powiedział "The Moscow Times", że takie zadanie całkowicie mieści się w możliwościach Moskwy.

Choć transport materiałów jądrowych w warunkach wojennych byłby dużym wyzwaniem, Gorczakow ocenił, że operacja jest wykonalna, zwracając uwagę, że wszystkie zaangażowane strony znają procedury zapobiegania incydentom i konfliktom podczas takich działań.

Jeśli dojdzie do tej umowy, MAEA na pewno będzie w nią zaangażowana. Leży to w interesie wszystkich stron: Iranu, Rosji i oczywiście Stanów Zjednoczonych — powiedział.

Gorczakow dodał, że sama ilość uranu nie stanowiłaby większego problemu logistycznego, pod warunkiem że materiał zachowałby właściwości umożliwiające jego dalsze wykorzystanie.

Stan irańskiego wysoko wzbogaconego uranu pozostaje niejasny.

Międzynarodowi obserwatorzy nie mieli dostępu do części obiektów w kraju od dziesięciu miesięcy, a zniszczenia spowodowane zeszłorocznymi atakami USA i Izraela mogą znacząco utrudnić ewentualną operację jego wywiezienia.

W praktyce oznaczałoby to prawdopodobnie konieczność przeprowadzenia zakrojonej na szeroką skalę akcji oczyszczania terenu.

To byłaby zapewne najbardziej skomplikowana operacja usuwania uranu w historii — powiedział "The Wall Street Journal" Andrew Weber, starszy ekspert Council on Strategic Risks i były urzędnik Pentagonu, który brał udział w podobnych operacjach w przeszłości.

Istnieje mnóstwo niewiadomych związanych z czerwcowymi atakami USA, wymaganiami logistycznymi, zagrożeniami bezpieczeństwa oraz napięciami w polityce zagranicznej — dodał.

Gorczakow ocenił, że zebranie materiału byłoby "trudnym zadaniem", podobnie jak ustalenie, jaka jego część została zniszczona podczas nalotów.
Jednocześnie zaznaczył, że problem nie jest nie do pokonania i można byłoby sobie z nim poradzić przy wsparciu MAEA oraz innych państw trzecich.

Główne pytanie brzmi, jak to zebrać i jak dokładnie ustalić ilość zniszczonego materiału — i to wszystko. To, co zrobić z nim później, nie jest już najważniejsze. Rozwiązania da się znaleźć — powiedział.

(...) amerykańscy urzędnicy wykluczyli możliwość wysłania irańskiego uranu do Rosji (...)

onet.pl\The Moscow Times


15 kwietnia Rosjanie przeprowadzili kolejny zmasowany atak powietrzny za dnia, który łącznie z dwoma atakami nocnymi trwał 37 godzin. Celami były infrastruktura energetyczna, przemysłowa i transportowa. Uszkodzono m.in. obiekty dwóch technicznych uczelni wyższych oraz zakłady Dniepropress w Dnieprze (odpowiednio 15 i 16 kwietnia), zakłady Motor Sicz w Zaporożu (nocą z 14 na 15 kwietnia), zakłady chemiczne i podstację 330 kV w Sumach (15 kwietnia), a także zakłady Kwazar i Majak w Kijowie oraz zakłady Mikron, infrastrukturę portową i kontenerowiec pod banderą Nauru w Odessie (16 kwietnia). Według ukraińskiego MSW zginęło 15 osób, a ponad 100 zostało rannych, jednak ze szczątkowych informacji z najbardziej poszkodowanych miast – Dniepru, Odessy i Kijowa – wynika, że tylko w nich zabitych zostało 20 osób. O zniszczeniach infrastruktury donoszono też z Białej Cerkwi, Charkowa, Czerkas, Czernihowa, Izmaiłu, Sum oraz obwodów mikołajowskiego i połtawskiego. W regionach tych doszło do uszkodzeń przede wszystkim infrastruktury energetycznej. Zgodnie z komunikatem ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych (DSP) w ciągu wspomnianych 37 godzin agresor wykorzystał prawie 1000 dronów i 50 rakiet. Rzecznik ukraińskiej Marynarki Wojennej Dmytro Płetenczuk ocenił liczbę bezzałogowców użytych nocą z 15 na 16 kwietnia w ataku na Odessę jako rekordową. Obrońcy mieli ich unieszkodliwić 87.

Prowadzone przez Rosjan od początku 2026 r. ataki na infrastrukturę portową doprowadziły do dalszego zmniejszenia przeładunku towarów, o czym 20 kwietnia poinformowała Administracja Portów Morskich Ukrainy. W pierwszym kwartale 2026 r. wyniósł on 21 mln ton, podczas gdy w analogicznym okresie 2025 r. sięgnął 23 mln ton, a w 2024 r. – 27,8 mln ton. Od początku br. poszczególne porty mają być atakowane średnio co pięć dni. Uszkodzone zostały 193 instalacje portowe oraz 25 statków. Oprócz zmasowanego ataku w dniach 15–16 kwietnia infrastruktura portowa w rejonie Odessy zaatakowana została również w dwóch kolejnych dobach (poza wyżej wymienionymi celem był port Piwdennyj). Z kolei okres od 19 do 21 kwietnia był jedną z niewielu dłuższych pauz od początku 2026 r., gdy nie odnotowano nowych uderzeń.

(...)

18 kwietnia celem zmasowanego ataku był Krym, a w Sewastopolu trafione zostały rosyjskie okręty desantowe. W dniu ataku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) powiadomiła o trafieniu jednostek „Azow” i „Jamał” (projektu 775) oraz trzeciej niezidentyfikowanej, najprawdopodobniej kutra przeciwdywersyjnego „Graczonok”, a dzień później ukraiński wywiad wojskowy (HUR) o uszkodzeniu okrętów desantowych „Jamał” i „Nikołaj Filczenkow” (projektu 1171). Obie ukraińskie służby przypisały sukces podległym sobie jednostkom, odpowiednio Centrum Operacji Specjalnych „Alfa” i pododdziałowi specjalnemu „Prymary”. Z dostępnych informacji wynika, że okręty nie ucierpiały poważnie, niemniej atak był pierwszym od prawie dwóch lat, w którym doszło do trafienia dużego rosyjskiego okrętu w rejonie Krymu. Potwierdza on też, że baza w Sewastopolu wciąż jest wykorzystywana przez rosyjską flotę (okręty przechodzą tam głównie przeglądy i remonty). Najpoważniejszym skutkiem ataku na półwysep był pożar bazy paliwowej w Sewastopolu. SBU i HUR donosiły także o uszkodzeniu na półwyspie stacji radiolokacyjnych, a 20 kwietnia Sztab Generalny powiadomił o trafieniu bazy paliwowej w Hwardijśkem.

16 i 20 kwietnia ukraińskie drony uderzyły w rafinerię Rosniefti w Tuapse w Kraju Krasnodarskim, wywołując pożar zbiorników z paliwem (ponowny atak nastąpił po ugaszeniu pierwszego). 16 kwietnia doszło również do trafień w porcie, a część jednostek oczekujących na załadunek paliwa została przebazowana do Noworosyjska. 18 kwietnia zaatakowane zostały rafinerie w Nowokujbyszewsku i Syzraniu w obwodzie samarskim, baza paliwowa w Tichoriecku w Kraju Krasnodarskim oraz port Wysock w obwodzie leningradzkim (według ukraińskiego Sztabu Generalnego trafiony został tamtejszy terminal Łukoilu), a dzień później port Jejsk w Kraju Krasnodarskim. Na ich terenie wybuchły pożary, nie potwierdzono jednak znaczących zniszczeń, podobnie jak w przypadku ataku na zakłady chemiczne w Sterlitamaku w Baszkortostanie 15 kwietnia. Do pożaru i uszkodzenia hal fabrycznych doszło w produkujących bezzałogowce zakładach Atłant Aero w Taganrogu, w które ukraińskie drony uderzyły 19 kwietnia. 18 kwietnia w ataku na cele w Rosji i na terenach okupowanych Ukraińcy znów wykorzystali znaczną liczbę bezzałogowców – co najmniej 568 (taką liczbę zneutralizowanych podał resort obrony FR).

(...)

16 kwietnia Ministerstwo Obrony FR zagroziło „nieprzewidywalnymi konsekwencjami” państwom europejskim uczestniczącym w produkcji dronów dla Ukrainy. Oświadczenie odnosiło się do podpisanych w ostatnich tygodniach porozumień dotyczących współpracy europejskich i ukraińskich producentów bezzałogowców. Stwierdzono, że działania te prowadzą do „eskalacji sytuacji wojskowo-politycznej” i przekształcania tych państw w „strategiczne zaplecze Ukrainy”. Ministerstwo opublikowało również adresy i nazwy firm w 11 państwach europejskich, w tym w Polsce, a także w Turcji i Izraelu, które miały być zaangażowane w produkcję dronów lub ich komponentów dla Ukrainy. Oświadczenie, podparte pogróżkami ze strony wiceprzewodniczącego Rady Bezpieczeństwa FR Dmitrija Miedwiediewa, należy intepretować jako rosyjską operację informacyjną mającą powstrzymać państwa partnerskie Ukrainy przed kontynowaniem kooperacji przemysłów zbrojeniowych.

osw.waw.pl


Największą rolę w ograniczaniu generacji energii elektrycznej z węgla ma fotowoltaika. W 2025 r. nastąpił rekordowy wzrost produkcji energii ze słońca – o 636 TWh, czyli o 30 proc. w porównaniu z 2024 r. Według obliczeń analityków Ember to „najszybszy wzrost procentowy od ośmiu lat”. Oznacza to, że wykładnicze tempo wzrostu się utrzymuje. Od 2015 r., gdy ze słońca pochodziło 256 TWh energii elektrycznej, produkcja prądu ze słońca wzrosła ponad dziesięciokrotnie, podwajając się co około trzy lata. Ubiegłoroczny przyrost energii ze słońca (636 TWh) wystarczyłby, aby zastąpić energię elektryczną z gazu odpowiadającą całemu eksportowi LNG przez Cieśninę Ormuz w 2024 roku (550 TWh).

Zgodnie z szacunkami organizacji globalna produkcja energii ze źródeł słonecznych jest obecnie równa całkowitemu zapotrzebowaniu na energię elektryczną w 27 państwach członkowskich Unii Europejskiej. Głobalnym liderem w instalacji nowych mocy w energetyce słonecznej – a także wiatrowej – są Chiny. Pekin odpowiadał w ubiegłym roku za ponad połowę wzrostu zarówno mocy, jak i produkcji energii słonecznej.

W zeszłym roku po raz pierwszy w historii energetyka słoneczna wyprzedziła energetykę wiatrową na świecie i zbliżyła się do poziomu produkcji z atomu. Według prognoz w 2026 r. zarówno energetyka słoneczna, jak i wiatrowa wyprzedzą energetykę jądrową.

(...)

Wiatr i słońce wygrywają z paliwami kopalnymi również w Unii Europejskiej. Zgodnie z raportem Ember European Electricity Review w 2025 r. źródła wiatrowe i słoneczne po raz pierwszy w historii wytworzyły więcej energii elektrycznej niż paliwa kopalne w Unii Europejskiej. OZE dostarczają już niemal połowę energii w UE, a w większości państw członkowskich udział węgla w miksie energetycznym spadł poniżej 5 proc. – i wcale nie jest zastępowany gazem. Od 2020 r. średni udział paliw kopalnych w produkcji energii w państwach UE spadł z 37 proc. do 29 proc., podczas gdy udział słońca i wiatru wzrósł z 20 proc. do 30 proc.

Największy udział w tym sukcesie – podobnie jak na świecie – ma fotowoltaika. Udział źródeł słonecznych w produkcji energii elektrycznej w UE w 2025 r. wzrósł o ponad 20 proc. w porównaniu z rokiem 2024. W roku 2025 fotowoltaika osiągnęła rekordowy, 13 proc. udział w miksie energetycznym UE. W ten sposób tylko to jedno źródło energii odnawialnej przewyższyło produkcję z węgla na poziomie Unii Europejskiej. Był to trend widoczny w całej Unii Europejskiej – wszystkie państwa członkowskie odnotowały wzrost produkcji ze źródeł słonecznych w porównaniu z rokiem 2024 i we wszystkich wystąpił boom na fotowoltaikę.

W Polsce także maleje udział węgla w miksie elektroenergetycznym – w 2025 r. jego udział w produkcji energii elektrycznej spadł do historycznie niskiego poziomu 51 proc.

"Zdecydowanie wkroczyliśmy w erę czystego wzrostu. Czysta energia rozwija się dziś w takim tempie, że jest w stanie zaspokoić rosnące globalne zapotrzebowanie na elektryczność, utrzymując produkcję energii ze źródeł kopalnych na stałym poziomie poprzedzającym jej nieuchronny spadek. Rozmach, który obserwujemy, nie jest już tylko ambitnym celem – staje się namacalną rzeczywistością. (...) Czysta energia na nowo definiuje dziś pojęcie bezpieczeństwa energetycznego w niestabilnym świecie. Już teraz pomaga krajom ograniczać zależność od importu i kosztów paliw kopalnych, jednocześnie zaspokajając rosnące zapotrzebowanie na energię elektryczną. Kolejnym krokiem jest modernizacja sieci i ram regulacyjnych, tak by systemy energetyczne były gotowe na nową rzeczywistość." - Aditya Lolla, Dyrektor zarządzający, Ember, Raport „Globalny przegląd rynku energii elektrycznej 2026"

energetyka24.com


Izabela Albrycht, pełnomocniczka rektora AGH do spraw programu DIANA, zwraca z kolei uwagę, że "przewagę buduje się nie najsilniejszą armią, ale najszybszym systemem innowacji".

Innymi słowy, nowoczesne konflikty wygrywa się szybkością wdrażania technologii – powiedziała.

(...)

– Bardzo istotnym czynnikiem jest fakt, że współczesne pole walki obejmuje również infrastrukturę cywilną – powiedziała Albrycht. Transport wojskowy przykładowo zależy od cywilnych portów, lotnisk, dróg i kolei, a powodzenie operacji militarnych także od sieci energetycznych czy światłowodów. – To wszystko sprawia, że pole walki tak naprawdę rozciąga się na całe państwo, a zatem potrzebna jest budowa odporności państwa i społeczeństwa – podkreśliła.

Taka charakterystyka współczesnych konfliktów zdaniem Albrycht sprawia, że "trzeba inaczej podejść do tworzenia zdolności, które pozwalają nam osiągnąć zwycięstwo". Rozwiązaniem może być nowy model pozyskiwania technologii wojskowych, tym razem oparty na rozwiązaniach podwójnego, cywilnego i wojskowego zastosowania, czyli dual-use.

Według Albrycht mamy do czynienia z systemową zmianą dotyczącą rozwiązań dual-use. Do tej pory to technologie wojskowe zasilały rynek cywilny, czego przykładem jest nawigacja satelitarna – powstała na potrzeby wojska, dziś jest powszechnie wykorzystywana poza nim. – Teraz kierunek dyfuzji technologii się odwraca, czyli w dużej mierze to technologie komercyjne są adaptowane do celów obrony i bezpieczeństwa. Warto też zwrócić uwagę, że takie technologie mogą wrócić z powrotem do zastosowań cywilnych – podkreśliła. Na przykład w Ukrainie drony są coraz częściej wykorzystywane w rolnictwie czy transporcie.

Ekspertka zwraca uwagę, że takie procesy potrafią obniżyć koszt pozyskiwania innowacji przez wojsko. 

(...)

Przykładów firm, które zaczynały w cywilu, a potem trafiły do wojska, jest niemało. Palantir Technologie, który dostarcza analitykę armii Izraela i jesienią 2025 r. podpisał list intencyjny z polskim MON, zaczynał od rozwiązań dla sektora bankowego. ICEYE, polsko-fiński producent satelitów, również dla Wojska Polskiego, startował od rozwiązań, które monitorowałyby pokrywę lodową w Arktyce (ślad tego pozostał w nazwie firmy). Do wojska trafiła też firma Revobeam z Gdańska, która otrzymała wsparcie z programu DIANA i dziś oferuje kierunkowe anteny dla łączności, dzięki którym przeciwnikowi trudniej zatrudnić komunikację. Wcześniej miała na swoim koncie rozwiązania, które lokalizowały wózki na szpitalnym oddziale ratunkowym albo optymalizowały procesy logistyczne w porcie w Gdańsku. Z kolei duńska spółka Robotto, zanim zaczęła pracować dla sił zbrojnych, robiła oprogramowanie dla dronów, które dzięki sygnaturom cieplnym liczyły populację koali. – Dziś też liczą populację, ale nie powiem kogo i gdzie – śmieje się pułkownik Szymański.

Izabela Albrycht z AGH przypomina, że w pierwszych miesiącach po rosyjskiej inwazji to Ukraina miała przewagę wynikającą z szybkości adaptacji nowych technologii na potrzeby wojskowe. Z czasem jednak Rosja także się uczyła i dostosowywała do zmian.

Coraz częściej będziemy widzieć nowoczesne rozwiązania, które w sposób zwinny są wykorzystywane na polu walki. Musimy nasz system innowacji dostosować, żeby każdorazowo na te zmiany odpowiadać – powiedziała.

wnp.pl

poniedziałek, 20 kwietnia 2026



Do Stanów Zjednoczonych trafia więcej towarów z Chin, niż wskazują oficjalne dane, ale dywersyfikacja geograficzna eksportu jest faktem. Sprzedawcy i kupujący omijają podwyższone cła m.in. poprzez fałszowanie kraju pochodzenia produktu, przenoszenie montażu końcowego poza ChRL (np. do państw ASEAN czy Meksyku), zaniżanie deklarowanej ceny towaru, podwójne fakturowanie, zmienianie klasyfikacji celnej czy fasadowe podmioty pełniące rolę importera odpowiedzialnego za opłacenie cła. Nie oznacza to jednak, że wzrost eksportu na innych kierunkach był wyłącznie próbą obejścia amerykańskich ceł bądź poszukiwaniem nowych rynków zbytu wymuszonym przez Waszyngton. Stanowił raczej przejaw widocznej już wcześniej nierównowagi między rosnącą produkcją i niską sprzedażą towarów w Chinach oraz rosnącego popytu na tamtejsze towary na świecie. W minionym roku nadwyżka ChRL w handlu produktami fabrycznymi przekroczyła 2% PKB reszty świata, czyli więcej niż Niemcy i Japonia notowały łącznie w szczycie swojej eksportowej potęgi w latach 70. i 80.

Wzrost nadwyżki handlowej jest wspierany przez zaniżanie wartości renminbi przez Pekin. Mimo że Chiny sprzedały za granicę towary za przeszło 1,2 bln dolarów więcej, niż kupiły, to chińska waluta osłabiła się w 2025 r. w stosunku do euro o blisko 8%. W ujęciu realnym – uwzględniającym różnice w inflacji – skala deprecjacji była jeszcze wyższa, co przełożyło się na zdecydowaną poprawę relatywnej konkurencyjności chińskiego eksportu. Szacunki ekspertów wskazują, że renminbi może być niedowartościowane o 20–30%.

(...)

Na świecie rosną obawy nie tylko przed wykorzystywaniem przez Pekin zależności w łańcuchach dostaw jako instrumentu nacisku politycznego, lecz także przed „chińskim szokiem 2.0”, czyli skutkami ekspansji przemysłowej Chin dla baz wytwórczych innych państw. W warunkach popytu wewnętrznego zbyt słabego, by absorbować szybko rozbudowywane moce produkcyjne, firmy z ChRL coraz agresywniej kierują sprzedaż za granicę, wypierając produkcję z innych gospodarek i utrudniając rozwój nowoczesnych gałęzi przemysłu. Pogarsza to perspektywy wzrostu, destabilizuje rynki pracy i pogłębia zależność od dostaw z Chin. Już dziś ChRL odpowiada za ok. 30% światowej produkcji przemysłowej, a według prognoz ONZ do końca dekady jej udział może wzrosnąć nawet do 45%. W przeciwieństwie do pierwszego „chińskiego szoku” obecna fala ekspansji obejmuje nie tylko tradycyjne branże o niskiej wartości dodanej, lecz także produkty wysokomarżowe oraz sektory kluczowe dla przyszłego wzrostu, bezpieczeństwa technologicznego i transformacji energetycznej.

W odpowiedzi na chińską ekspansję eksportową wiele państw nadal wznosiło bariery protekcjonistyczne, lecz nie wszędzie były one zaostrzane z równą konsekwencją. Krótkoterminowe koszty konfliktu handlowego z USA i zagrożenie retorsjami Pekinu zaczęły równoważyć długoterminowe obawy przed chińską nadprodukcją. W 2025 r. po instrumenty obrony handlu sięgnęły 52 z 70 największych gospodarek świata, ale tylko część z nich bardziej stanowczo zaostrzała kurs wobec Pekinu. Zdecydowane pozostawały przede wszystkim Indie, Brazylia, Turcja i Meksyk. Eskalacja wojny celnej prowadząca do powstania szerokiej „antychińskiej” koalicji stanowiłaby realne zagrożenie dla stabilności chińskiej gospodarki. Na razie jednak świat, uzależniony od szybkich i tanich dostaw z Chin, pozostaje niezdolny do zbudowania szczelnego „muru celnego” wokół ChRL.

Rosnąca nadwyżka w handlu towarami jest pochodną pogłębiającej się dysproporcji pomiędzy lokalnymi możliwościami produkcyjnymi a popytem wewnętrznym. Ambitna polityka przemysłowa władz ChRL prowadzi do przerostu mocy wytwórczych ponad potrzeby miejscowych nabywców. Intensywna konkurencja między firmami podsyca wyniszczające wojny cenowe. W efekcie krajowe dostawy zastępują import, a konkurencyjność chińskich towarów na rynkach zagranicznych rośnie.

Chiny pozostają głównym producentem wielu prostych i niskomarżowych dóbr, ale równocześnie budują przewagi w zaawansowanym przemyśle, który Pekin traktuje jako fundament modernizacji gospodarki oraz źródło bezpieczeństwa i dobrobytu. Władze szczycą się, że w 2025 r. produkcja robotów przemysłowych wzrosła o 28% r/r, obrabiarek do cięcia metalu o 10%, układów scalonych o 27%, inteligentnych dronów o 57%, inteligentnych urządzeń pokładowych do pojazdów o 26%, elementów optoelektronicznych o 19% i urządzeń do druku 3D o 53%, a wartość dodana produkcji wyrobów cyfrowych zwiększyła się o 9%.

Szczególnie dobrze ilustruje to sektor motoryzacyjny, w którym przewagi kosztowe i postęp technologiczny przełożyły się na rosnącą presję konkurencyjną wobec zagranicznych producentów zarówno w ChRL, jak i poza nią. Z szacunków branży wynika, że w 2025 r. sprzedaż aut osobowych za granicę wzrosła o 20%, do blisko 6 mln pojazdów, a Chiny utrzymały pozycję największego eksportera na świecie. Oficjalne dane celne wskazują na jeszcze większą zwyżkę eksportu: o 86%, do przeszło 7 mln sztuk, a także spadek importu o ponad 30%, do niespełna 500 tys. sztuk.

Dostawy z Chin pozostały kluczowe dla globalnej transformacji energetycznej. W 2025 r. eksport komponentów fotowoltaicznych wzrósł o blisko 30%, do przeszło 450 GW, baterii – o ponad 50%, do przeszło 300 GWh, a osobowych samochodów elektrycznych i hybrydowych – o ponad 70%, do 3,8 mln pojazdów. Wartość zagranicznej sprzedaży powyższych towarów, tzw. nowego trio, zwiększyła się o 23%, przekraczając 180 mld dolarów. W krótkim okresie dynamiczny wzrost dostaw z Chin sprzyja „zielonej” transformacji energetycznej dzięki obniżce jej kosztów, jednak w dłuższej perspektywie utrudnia rozwój niezależnej od władz w Pekinie produkcji komponentów i urządzeń niskoemisyjnych technologii na świecie.

Globalna ekspansja chińskiego sektora cleantech to konsekwencja forsowanej przez rządzących transformacji energetycznej, której najważniejszymi celami są poszerzenie samowystarczalności, modernizacja państwa w oparciu o krajowe technologie i źródła energii elektrycznej oraz pobudzanie aktywności gospodarczej. Dostęp do taniego prądu na masową skalę ma wzmocnić konkurencyjność przemysłu i zmniejszyć uzależnienie państwa od importu paliw kopalnych. W okresie, gdy dotychczasowe źródła wzrostu słabną, a nowe pozostają jeszcze niedostatecznie rozwinięte, zielona transformacja podtrzymuje aktywność gospodarczą i wspiera zatrudnienie. Eksperci szacują, że szeroko rozumiany sektor cleantech – obejmujący OZE, energetykę jądrową, sieci elektroenergetyczne, magazyny energii, elektromobilność oraz kolej – stanowił w ubiegłym roku ponad 11% gospodarki, a jego kontrybucja do wzrostu PKB wyniosła 30%.

(...)

Skłonność mieszkańców Chin do zakupów nadal osłabiał pogłębiający się – mimo oznak stabilizacji pod koniec 2024 r. – kryzys na rynku mieszkaniowym. Sprzedaż lokali spadła o 9% pod względem powierzchni i o 13% pod względem wartości. W efekcie była o ponad połowę niższa niż w rekordowym 2021 r. Powierzchnia nowo rozpoczętych inwestycji mieszkaniowych zmniejszyła się o 20%, do najniższego poziomu od 2002 r. Nakłady inwestycyjne ograniczono o kolejne 16%. Podobnie jak rok wcześniej załamanie w sektorze nieruchomości mogło przełożyć się na ograniczenie tempa wzrostu PKB nawet o 2 p.p..

Niski popyt w warunkach silnej rywalizacji rynkowej skutkuje dalszym pogarszaniem się wyników finansowych przedsiębiorstw. W minionym roku zyski dużych firm przemysłowych wzrosły po raz pierwszy od 2021 r., choć o zaledwie 0,6%. Równocześnie odsetek podmiotów notujących straty na koniec roku zwiększył się do 24%, najwyższego poziomu w XXI wieku. Firmy zombie – czyli takie, których zysk operacyjny nie wystarcza na pokrycie kosztów odsetek – stanowiły już ponad 12% wszystkich spółek giełdowych, ponad dwukrotnie więcej niż w 2018 r. i niemal dwa razy więcej niż średnio na świecie. Nieadekwatny poziom konsumpcji w stosunku do możliwości produkcyjnych powoduje, że firmy intensyfikują próby ekspansji zagranicznej, aby poprawić wyniki finansowe.

Słaba kondycja finansowa przedsiębiorstw ogranicza wzrost płac, uszczupla dochody budżetowe, a zarazem – co z punktu widzenia Pekinu najistotniejsze – skłania firmy do wyniszczającej konkurencji cenowej kosztem rozwoju technologicznego. W reakcji na silną presję rynkową wiele podmiotów w pierwszej kolejności ogranicza koszty, w tym nakłady na badania i rozwój. Jest to sprzeczne z wizją „technologicznej ucieczki do przodu” forsowanej przez władze Komunistycznej Partii Chin, w której to innowacje mają prowadzić do wzmocnienia samowystarczalności państwa oraz znalezienia nowych źródeł produktywności.

Narastający problem skłonił Pekin do intensyfikacji kampanii przeciw „wyniszczającej konkurencji” (nèijuǎn). Termin ten pojawiał się w oficjalnym przekazie już od lipca 2024 r. – m.in. w komunikatach po lipcowym posiedzeniu Biura Politycznego KC KPCh i grudniowej Centralnej Konferencji Pracy Gospodarczej. Do rangi jednego z głównych haseł polityki gospodarczej urósł jednak dopiero po przedstawieniu przez premiera Li Qianga w marcu kolejnego roku sprawozdania z prac rządu oraz po wyeksponowaniu na najwyższym szczeblu w czerwcu i lipcu 2025 r., m.in. podczas obrad Centralnej Komisji Finansowo-Gospodarczej i Biura Politycznego KC KPCh, a także w publikacjach partyjnego czasopisma „Qiushi”. Poza samym przekazem politycznym Pekin uruchomił również miękkie, sektorowe naciski administracyjne: od wezwań do „racjonalnej konkurencji” i kontroli cen, kosztów oraz jakości, po wywieranie presji na firmy, by ograniczały nowe inwestycje w branżach z nadwyżkami mocy (w sektorach motoryzacji, fotowoltaiki i baterii, ale też stali, cementu, szkła i metali nieżelaznych).

Jednym ze skutków zaostrzenia retoryki wobec „wyniszczającej konkurencji” był pierwszy w historii całoroczny spadek raportowanych nakładów na środki trwałe. W 2025 r. skurczyły się one o 3,8%. W przeciwieństwie do lat ubiegłych ujemny wynik stał się nie tylko akceptowalny dla Pekinu, lecz także właściwy z perspektywy władz lokalnych i powiązanych z nimi firm, ponieważ potwierdzał ich aktywny udział w kampanii politycznej zaordynowanej przez władze centralne. Nie sposób jednak rozstrzygnąć, w jakiej mierze odzwierciedlał on realne osłabienie aktywności, a w jakiej ograniczenie trwającego od dekad zawyżania statystyk inwestycyjnych w celu osiągania rezultatów zwiększających szanse urzędników na awans w hierarchii partyjno-państwowej. Spadek inwestycji nie ograniczał się bowiem do branż objętych kampanią przeciw „wyniszczającej konkurencji”.

Przyczyn spadku nakładów na środki trwałe należy szukać też m.in. w pogłębiającym się kryzysie na rynku nieruchomości, malejącym uzasadnieniu dla kolejnych inwestycji w obliczu przerostu mocy produkcyjnych oraz ograniczeniu wydatków infrastrukturalnych w związku z nasyceniem Chin tego typu obiektami oraz z przesunięciem środków na spłatę ukrytych zobowiązań władz lokalnych i powiązanych z nimi podmiotów. Nakłady w sektorze nieruchomości skurczyły się aż o 17,5%, wobec 10,8% rok wcześniej i niespełna 9% w 2023 i 2022 r. W poprzednich latach słabość tę kompensowały jeszcze wysokie inwestycje w przemyśle i infrastrukturze, lecz w 2025 r. mechanizm ten przestał działać: pierwsze wzrosły jedynie o 0,6%, a drugie spadły o 2,2%.

Za kampanią przeciw „wyniszczającej konkurencji” stoi zarazem próba odejścia od zdecentralizowanego modelu gospodarczego, opartego na rywalizacji regionów, na rzecz silniejszej centralnej koordynacji i większej kontroli Pekinu nad alokacją zasobów. Aby sprostać oczekiwaniom centrali, władze lokalne od dekad kierują środki do sektorów, które w danym okresie uznawane są za priorytetowe, co prowadzi do dublowania inwestycji, przerostu mocy produkcyjnych, marnowania kapitału, narastania lokalnego protekcjonizmu i intensywnej konkurencji cenowej. Z perspektywy kierownictwa KPCh mechanizm ten słabiej służy dziś rozwojowi technologicznemu, który wymaga specjalizacji, komplementarności i wykorzystania korzyści skali. Priorytetem nie jest szybka ekspansja, lecz wzrost wysokiej jakości. Inną perspektywę mają władze lokalne, dla których ograniczanie mechanizmów podtrzymujących miejscowe firmy oznacza wzrost bezrobocia i osłabienie aktywności gospodarczej, a więc zagrożenie dla stabilności społecznej. Dlatego będą opierać się naciskom centrali tak długo, jak to będzie możliwe.

osw.waw.pl