Eksperci Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych – Aleksandra Wójtowicz, analityczka zajmująca się nowymi technologiami i cyfryzacją, oraz Filip Bryjka, ekspert ds. zagrożeń hybrydowych – zbadali zasięg najbardziej radykalnych sformułowań antyukraińskich, jak “Bandera” czy “stop ukrainizacji”, a także wulgarnych treści kierowanych pod adresem Ukraińców. Analiza obejmowała publikacje na polskojęzycznych kanałach, przede wszystkim na X, ale też na Facebooku i TikToku, które pojawiły się w sieci od kwietnia do lipca 2026 roku
– W kwietniu i na początku maja antyukraińskich treści było stosunkowo mało. Ich gwałtowny wzrost nastąpił dzień po ogłoszeniu przez Zełenskiego decyzji o nadaniu jednostce imienia “Bohaterów UPA”, co nastąpiło 26 maja. Od tego momentu liczba antyukraińskich komentarzy i reakcji wzrosła o 345 proc. w porównaniu z wcześniejszym kwartałem – powiedziała w rozmowie z PAP Wójtowicz.
Ekspertka przypomina, że wcześniej, w okresie od kwietnia do maja, dziennie pojawiało się mniej niż tysiąc antyukraińskich wzmianek, a od maja do czerwca nastąpił ich wzrost do około 10 tysięcy dziennie. W sumie od maja do lipca opublikowano prawie pół miliona takich treści – wyliczyła ekspertka.
Zapytana o autorów tych narracji analityczka wyjaśniła, że stały za nimi siatki botów i konta trolli powiązanych z Rosją oraz prorosyjskie ruchy polityczne w Polsce. Podkreśliła jednak, że przeważająca część komentarzy należała do prywatnych użytkowników.
(...)
– Decyzja prezydenta Zełenskiego uruchomiła falę antyukraińskich narracji, które tkwią w polskim społeczeństwie od dawna. Rosja wykorzystuje je w swoich działaniach propagandowych i dezinformacyjnych już od 2014 roku. Przypomnijmy, że w ubiegłych latach dochodziło w Polsce m.in. do niszczenia pomników i mogił żołnierzy UPA. [...] Wraz z wybuchem wojny w 2022 roku i wzrostem liczby obywateli Ukrainy żyjących w naszym kraju relacje między obywatelami obu państw zyskały o wiele większy ładunek emocjonalny, co Moskwa skwapliwie instrumentalizuje – stwierdził w rozmowie z PAP Filip Bryjka.
Ekspert podkreśla, że Rosjanie w swoich założeniach strategicznych są bardzo konsekwentni. Jego zdaniem w przypadku relacji polsko-ukraińskich ich celem jest doprowadzenie do jak największego skonfliktowania obu stron, sparaliżowania lub zerwania współpracy politycznej i wojskowej, a w wymiarze społecznym dążą do maksymalnego podsycania nastrojów antyukraińskich w Polsce oraz antypolskich w Ukrainie, wykorzystując do tego trudne i nierozwiązane zaszłości historyczne.
W jego opinii taktyczne działania Rosji opierają się głównie na “wykorzystywaniu nadarzających się okazji do tworzenia chaosu i destabilizacji”.
– Kreml nie musi wszystkiego prowokować. Nie ma takiej potrzeby ani często nawet siły sprawczej, choć oczywiście próbuje to robić. Wiemy przecież, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymała niedawno 11 osób, w tym obywateli Ukrainy i Białorusi. Działając na zlecenie rosyjskiego wywiadu, rekrutowali oni i opłacali uczestników demonstracji organizowanych wśród przebywających w Polsce ukraińskich uchodźców. To, czego powinniśmy się obawiać, to dążenie Rosji, by nienawiść ze sfery informacyjnej została przeniesiona do świata fizycznego, co doprowadziłoby do antypolskich i antyukraińskich protestów – przestrzegł Bryjka.
W jego ocenie Rosja będzie promować narracje antyukraińskie przede wszystkim przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2027 roku i w ich trakcie, by ingerować w ich przebieg. Z kolei po drugiej stronie granicy działania antypolskie pozwalają zdobywać dodatkowe poparcie wśród środowisk prawicowych na Ukrainie.
– W efekcie w obu państwach istnieje podatny grunt do instrumentalnego traktowania tych kwestii, co Rosja wykorzysta do wpływania na ich politykę wewnętrzną – dodał.
Bryjka zwrócił także uwagę, że coraz trudniejsze jest wykrywanie i atrybucja dezinformacji, czyli jednoznaczne wskazanie, czy za danym kontem stoi człowiek, bot czy serwer w Rosji.
– Ciężar walki z tym zjawiskiem spoczywa na wielkich platformach technologicznych, a sam unijny akt o usługach cyfrowych (DSA) nie rozwiązuje tego problemu. Polska zresztą nie jest prymusem we wdrażaniu jego postanowień. Jednocześnie skuteczność zgłaszania nielegalnych treści w serwisach społecznościowych jest niska. Według ubiegłorocznego raportu NASK (Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej) na ponad 46 tysięcy incydentów zgłoszonych do platform zaledwie 12 proc. treści zostało usuniętych, a 68 proc. poddano moderacji. Reszta pozostała bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Co ciekawe, w statystykach moderacji TikTok znacząco dominował nad innymi serwisami – podsumował ekspert z PISM.
(...)
W ocenie eksperta kluczem do walki z tym zjawiskiem jest bezwzględne egzekwowanie prawa.
– Dlatego tak ważna jest zdecydowana reakcja państwa i bezwzględne ściganie takich czynów jako przestępstw z nienawiści na tle etnicznym, które powinny być karane z pełną surowością, dając jasny sygnał, że w państwie prawa nie ma przyzwolenia na ksenofobię i przemoc – podkreślił Bryjka.
centrumeuropy.pl