wtorek, 12 maja 2026



Dane Urzędu Regulacji Energetyki pokazują, że sektor ciepłownictwa systemowego od kilku lat znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, szczególnie w obszarze kogeneracji, czyli jednoczesnej produkcji energii elektrycznej i ciepła. Według raportów URE „Energetyka cieplna w liczbach” rentowność brutto jednostek kogeneracyjnych wyniosła około minus 38% w 2022 r., następnie poprawiła się do minus 17,49% w 2023 r., a w 2024 r. osiągnęła poziom minus 3,67%.  

(...)

Z informacji danych zebranych przez URE wynika, że poprawa wyników była przede wszystkim skutkiem spadku cen paliw i uprawnień do emisji CO₂. W 2024 r. wydatki sektora na zakup uprawnień ETS spadły do około 21,7 mld zł, czyli o blisko 20 mld zł mniej niż rok wcześniej. Mimo tego koszty emisji nadal pozostają jednym z największych obciążeń finansowych dla przedsiębiorstw ciepłowniczych. Szczególnie trudna sytuacja dotyczy przedsiębiorstw pracujących w kogeneracji. URE wskazuje, że przez wiele lat źródła kogeneracyjne funkcjonowały w uproszczonym modelu taryfowym, który nie pozwalał na pełne odzwierciedlenie rzeczywistych kosztów działalności. W praktyce oznaczało to, że taryfy zatwierdzane przez regulatora nie pokrywały pełnych kosztów wytwarzania ciepła, w tym kosztów zakupu uprawnień do emisji CO₂.

Branża ciepłownicza wskazuje, że wiele przedsiębiorstw było zmuszonych finansować zakup uprawnień ETS poprzez zadłużanie się lub ograniczanie inwestycji modernizacyjnych. Są przypadki spółek, których sytuacja spowodowała niemożliwość wywiązania się z obowiązku uiszczenia opłat związanych z rozliczeniem się za emisję CO2, za co na firmę nałożono olbrzymie kary. Gdyby doprowadzono do ich natychmiastowej egzekucji, to firma musiałaby zgodnie z prawem zgłosić upadłość. Skutkiem czego doszłoby do wstrzymania dostaw ciepła dla kilkudziesięciu tysięcy klientów indywidualnych oraz instytucji samorządowych. Problem miałby także lokalne samorządy, bo przy takiej skali działalności nie mogłyby wykonać ustawowego obowiązku wynikającego z art. 7 ust. 1 pkt 3 ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym gmina odpowiada za zapewnienie dostaw energii cieplnej mieszkańcom.

(...)

Największym impulsem zmian jest pakiet Fit for 55, którego celem jest redukcja emisji gazów cieplarnianych w UE o co najmniej 55% do 2030 r. względem 1990 r. W praktyce dla ciepłownictwa oznacza to zaostrzenie wymogów emisyjnych, wzrost znaczenia OZE, poprawę efektywności energetycznej i stopniowe ograniczanie roli paliw kopalnych.  

Analizy Polskiego Towarzystwa Energetyki Cieplnej wskazują, że transformacja sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce wynikająca z Fit for 55 może wymagać nakładów rzędu 70–110 mld euro, czyli około 300–500 mld zł do 2050 r.  Dla przedsiębiorstw oznacza to jednoczesną presję z trzech stron: rosnących kosztów emisji CO₂, konieczności inwestycji w nowe technologie oraz ograniczeń taryfowych, które utrudniają szybkie przenoszenie kosztów na odbiorców. Branża wskazuje więc, że bez wsparcia publicznego i środków unijnych transformacja może prowadzić do wzrostu cen ciepła i pogorszenia kondycji finansowej części przedsiębiorstw.

Kluczową zmianą regulacyjną jest nowa definicja efektywnego systemu ciepłowniczego i chłodniczego w dyrektywie EED. Komisja Europejska podkreśla, że definicja została zmieniona po to, aby doprowadzić do pełnej dekarbonizacji dostaw ciepła i chłodu do 2050 r.  Dotychczas status efektywnego systemu można było uzyskać m.in. dzięki wysokosprawnej kogeneracji. Nowe przepisy stopniowo przesuwają punkt ciężkości w stronę OZE, ciepła odpadowego i niskoemisyjnych źródeł. Przewidziano też ścieżkę emisyjną: 200 g CO₂/kWh do końca 2025 r., 150 g od 2026 r., 100 g od 2035 r., 50 g od 2045 r. i 0 g od 2050 r.  Dla polskich systemów ciepłowniczych to zmiana fundamentalna. Utrata statusu efektywnego systemu może ograniczyć dostęp do finansowania, pogorszyć ocenę inwestycji i utrudnić podłączanie nowych odbiorców.

Szczególnie narażone są małe i średnie systemy oparte na węglu, które nie mają wystarczających zasobów kapitałowych na szybką modernizację.

energetyka24.com


Wiele wskazuje na to, że ogromne zapotrzebowanie na karty graficzne związane z rozwojem sztucznej inteligencji w wielu przypadkach zostało wygenerowane sztucznie i w niepotrzebnym nadmiarze. Tak wynika z najnowszego raportu serwisu The Information.

I tak oto w przypadku xAI — firmy, które opowiada m.in. za rozwój chatbota Grok — aktualne wykorzystanie układów graficznych wynosi zaledwie 11 proc. spośród zapasu aż 550 tysięcy układów graficznych od Nvidii. Cała reszta jest obecnie nieużywana i — jak nietrudno sobie to wyobrazić — sytuacja w najbliższych miesiącach raczej nie ulegnie zasadniczej zmianie.

To efekt zauważalnego wzrostu skali posiadanych serwerów, przez co zastosowanie tysięcy procesorów graficznych przekłada się na spadający stopień wykorzystania GPU. To także kwestia nie do końca zoptymalizowanego oprogramowania AI, które nie jest w stanie zagwarantować odpowiedniej wydajności na tak dużą skalę sprzętową.

Co ciekawe, również i inne koncerny nie wykorzystują całości lub nawet znakomitej większości zdolności sprzętowych serwerowni. W przypadku koncernów Meta i Google ten współczynnik jest obecnie na poziomie 43 oraz 46 proc.

komputerswiat.pl


Marszałek Sejmu nawiązał do swoich wypowiedzi dotyczących ekstradycji Ziobry i relacji Polski z USA. — Nikt racjonalny i rozsądny nie będzie uzależniał polityki wobec USA w oparciu o jedną osobę, taką, jaką jest Zbigniew Ziobro. Nie będziemy oczywiście tego łączyli, ale chcę jasno powiedzieć, że wstydem dla nas wszystkich jest to, że od wielu miesięcy ucieka przed odpowiedzialnością były minister sprawiedliwości. To po prostu wstyd — mówił marszałek Sejmu.

Jak dodał, nie wyobraża sobie "żeby do ekstradycji nie doszło, dlatego że USA są naszym przyjacielem".

onet.pl


Wojna jest destrukcyjna i wiąże się z ogromnymi stratami ludzkimi, a jej skutki ekonomiczne uderzają w ludzi na całym świecie. Jednocześnie część analityków dopuszcza scenariusz, w którym im dłużej konflikt trwa i im mocniej uderza w gospodarkę, tym większa będzie presja, by wprowadzić trwałe zmiany ograniczające podobne ryzyka w przyszłości - czytamy w serwisie internetowym CNN.

Wśród najczęściej wskazywanych efektów są: przebudowa globalnego systemu dostaw ropy i gazu, uniezależnianie się od wrażliwych punktów transportowych oraz przyspieszenie inwestycji w odnawialne źródła energii. Eksperci podkreślają jednak, że nie ma pewności, jak zakończy się wojna ani jak trwałe okażą się wywołane nią przetasowania.

Konflikt obnażył słabości światowego łańcucha dostaw energii – złożonego systemu, w którym efektywność miesza się z koniecznością posiadania alternatyw. Wskazywanym problemem jest to, że Iran miał możliwość w stosunkowo prosty sposób zagrozić dostępowi do ok. jednej piątej globalnej podaży ropy, używając m.in. min, prowizorycznych dronów i szybkich łodzi.

W ocenie części ekspertów taki wstrząs wymusi poważną korektę podejścia: państwa i firmy nie będą chciały opierać bezpieczeństwa energetycznego na jednym wąskim szlaku morskim.

- Państwa nie są nierozsądne: zbudują rurociągi i ogromnie zwiększą przepustowość. Nikt nie postawi już całej przyszłości na cieśninie Ormuz. To bardzo duży plus - powiedział CNN Jay Hatfield z Infrastructure Capital Advisors.

Najbardziej prawdopodobnym kierunkiem zmian ma być budowa rurociągów dla ropy i gazu na Bliskim Wschodzie tak, by omijały newralgiczny szlak. Wskazywanym wariantem jest poprowadzenie tras przez Arabię Saudyjską oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Zwolennicy tego scenariusza argumentują, że w dłuższym horyzoncie mogłoby to zwiększyć bezpieczeństwo dostaw, a nawet obniżyć koszty. Świat – jak wskazują analitycy – płacił bowiem pośrednio za wysokie koszty ubezpieczeń wliczane w transport surowców przez sporne akweny.

(...)

Część zmian – według analityków – zaczęła się już materializować. Wskazywanym zjawiskiem jest narastające napięcie w OPEC. Zjednoczone Emiraty Arabskie, drugi największy producent ropy wśród członków kartelu, zdecydowały o odejściu z organizacji, co może ograniczyć zdolność kartelu do ustalania limitów produkcji wspierających wysokie ceny.

- Dywersyfikacja produkcji poza OPEC i kierowanie jej do bardziej wiarygodnych dostawców, szczególnie do Stanów Zjednoczonych, powinna poprawić globalne bezpieczeństwo energetyczne i z czasem pomóc stabilizować ceny - powiedział Rob Thummel, starszy zarządzający portfelem w Tortoise Capital.

Równolegle przyspieszać ma przejście na energię słoneczną, powiązane z wstrząsem cen ropy. Think tank Ember wskazał, że w marcu chiński eksport technologii słonecznych, baterii oraz pojazdów elektrycznych osiągnął rekordowe poziomy.

Gospodarka mniej zależna od jednego czy dwóch typów energii byłaby dużym plusem - ocenił Mayfield.

Eksperci zastrzegają jednak, że pozytywny scenariusz nie jest przesądzony. Wskazują m.in. na ryzyko bardziej radykalnych działań nowych władz w Iranie oraz na to, że konflikt może stworzyć wzorzec wykorzystywania infrastruktury energetycznej jako narzędzia nacisku.

money.pl

poniedziałek, 11 maja 2026



— Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że panuje absolutne i totalne wkur***nie — słyszymy od ważnego polityka KO.

Chyba najbardziej charakterystyczne w całej tej historii jest to, że do tej pory nie zabrał głosu premier Donald Tusk. Zrobili to m.in. minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, wicepremier Krzysztof Gawkowski czy szef MSZ Radosław Sikorski.

Ten ostatni jest zresztą przekonany, że przychylność Białego Domu dla Zbigniewa Ziobry załatwił Adam Bielan:

"Gratuluję, @AdamBielan Nie zapomnij o Mejzie, Samerze, Kuczmierowskim i całej reszcie pisowskich aferzystów. Oni też potrzebują się zamelinować" — napisał dziś na "X" szef polskiej dyplomacji.

To, że to właśnie europoseł PiS odegrał kluczową rolę w ułatwieniu byłemu ministrowi sprawiedliwości wjazdu do USA, potwierdzają też nasze źródła po prawej stronie sceny politycznej. Choć nasi rozmówcy nie kryją zaskoczenia takim obrotem spraw:

— Bielan przez lata był skonfliktowany z Ziobrą. Jeżeli mu pomógł, to musiał w tym widzieć swój własny interes. Mógł go też o to poprosić prezes [Kaczyński]. Na to nie mam dowodów — słyszymy od naszego informatora.

Wróćmy jednak do samego premiera, który od wczoraj milczy. — Tusk nie chce zaogniać sytuacji. To bardzo delikatna i poważna sprawa. Zresztą niedawno napsuł Amerykanom krwi wywiadem w "Financial Times", pytając o to, czy ci będą nadal sumiennie wypełniać sojusznicze powinności — słyszymy od naszego rozmówcy z rządu.

Wiadomo, że w sprawie Ziobry w rządzie ma się odbyć dziś narada kilku ministrów. Wpuszczenie Zbigniewa Ziobry do USA wywołało szok, bo jeszcze niedawno ambasador Stanów Zjednoczonych Tom Rose miał zapewniać Radosława Sikorskiego, iż tak się nie stanie.

Zwłaszcza że były minister sprawiedliwości ma unieważniony paszport i posługuje się dokumentem podróży wydanym jeszcze przez rząd Viktora Orbana po tym, gdy Węgrzy udzielili Ziobrze schronienia. Okazuje się jednak, że zdobył amerykańską wizę. Wszystko wskazuje na to, że bez przychylności amerykańskiej administracji nie byłoby to możliwe.

— To oczywiście jest zaskakujące, ale jeśli byśmy się zastanowili nad tym, co działo się w ostatnich tygodniach, zdziwienie nieco ustępuje. Ekipa Trumpa do końca wspierała w kampanii skorumpowany rząd Orbana. W Budapeszcie przed wyborami pojawili się Rubio i Vance. W tym sensie pomoc Ziobrze, na którym ciążą poważne zarzuty, nie jest taka zaskakująca — mówi nam jeden z ministrów.

Zupełnie innym aspektem całej sprawy są zmagania Prokuratury Krajowej, która od miesięcy próbuje ściągnąć Ziobrę do Polski. Wydawało się, że po zmianie rządu na Węgrzech będzie to proste. Jednocześnie im bliżej było przejęcia władzy przez Petera Magyara, tym głośniej mówiło się o scenariuszu ucieczki byłego ministra sprawiedliwości za ocean.

Swoje znaczenie mogło mieć to, że do tej pory polskim sądom nie udało się ostatecznie rozstrzygnąć, czy Ziobro powinien trafić do aresztu i czy powinien wobec niego zostać wydany Europejski Nakaz Aresztowania.

Obydwie sprawy — teoretycznie ze sobą niezwiązane — utknęły na dobrych kilka miesięcy. Zażalenie na areszt dla byłego ministra sprawiedliwości ma zostać rozpatrzone dopiero we wrześniu [siedem miesięcy od wydania pierwotnej decyzji]. Nie wiadomo też, kiedy zostanie rozstrzygnięta sprawa dotycząca ENA. To sprawia, że do dziś formalnie polityk PiS nie jest ścigany międzynarodowo.

A na dodatek okazało się, że sędzia, która ma ją rozpatrzyć, posiada akcje Telewizji Republika, co wynika z jawnego oświadczenia majątkowego. Ten fakt ujrzał światło dzienne już prawie trzy lata temu. Dziś ten wątek powraca. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek zasugerował, że prokuratura może złożyć wniosek o wyłączenie sędzi. Zwłaszcza że Telewizja Republika ogłosiła, iż Zbigniew Ziobro będzie jej komentatorem z USA.

W rządzie słychać dziś wiele głosów, z których wynika, iż wyjazd byłego ministra sprawiedliwości do USA stanie się poważnym obciążeniem dla Waldemara Żurka.

onet.pl


Pisarz Dmitrij Głuchowski, autor popularnego cyklu fantastycznych powieści „Metro”, uznany przez reżim Putina za wroga, został wpisany na listę „agentów zagranicznych”, za „rozpowszechnianie fejków o armii” otrzymał łagodny wyrok 8 lat łagru. Zaocznie, gdyż od dawna przebywa poza granicami Rosji. Z okazji Dnia Zwycięstwa napisał: 

„Wyobraźcie sobie, że jedziecie z Moskwy samochodem z prędkością 100 kilometrów na godzinę. Na poboczu stoją ludzie, trzymają się za ręce, tworzą łańcuch. Pięć godzin jedziecie wzdłuż tego ludzkiego łańcucha, który nie przerywa się w żadnym miejscu. Jedziecie tak ponad pięćset kilometrów. Do granicy z Ukrainą. Ten łańcuch tworzy 350 tysięcy osób.

To ludzie, zabici na wojnie z Ukrainą. I to tylko po rosyjskiej stronie. To tylko ci, których nazwiska są znane i czyj zgon został potwierdzony.

Wyobraźcie sobie, że możecie zatrzymać się w dowolnym miejscu waszej pięciogodzinnej jazdy w stronę ukraińskiej granicy, poznać każdego z tych ludzi.

Oto prawdziwa parada Putina na 9 maja”.

labuszewska.pl


Departament Stanu dla Polskiego Radia w sprawie ucieczki Zbigniewa Ziobry do USA: 

„Stany Zjednoczone i Polskę łączą bliskie więzi polityczne, gospodarcze i społeczne, zakorzenione w wielowiekowej przyjaźni między naszymi narodami i rządami.
 
Ze względu na poufny charakter danych wizowych nie udzielamy żadnych informacji na ten temat.”

Biały Dom nie chciał wcześniej skomentować sprawy odsyłając mnie właśnie do Departamentu Stanu.

x.com/Marekwalkuski


Według doniesień "Daily Telegraph" Korea Północna wprowadziła kontrowersyjne zmiany w swojej konstytucji. Od tej pory wojsko ma obowiązek przeprowadzić atak nuklearny w odwecie w przypadku, gdyby przywódca Kim Dzong Un został zabity przez "zagranicznego wroga".

Zmiana konstytucji nastąpiła po tym, jak pod koniec lutego Stany Zjednoczone i Izrael zabiły w Iranie najwyższego przywódcę Alego Chameneia i wielu jego najbliższych doradców.

Nowelizacja została uchwalona na pierwszej sesji XV Najwyższego Zgromadzenia Ludowego, która rozpoczęła się w Pjongjangu 22 marca.

O zapisach w czwartek poinformowała członków rządu Korei Południowej południowokoreańska służba wywiadowcza.

onet.pl

niedziela, 10 maja 2026



Paweł Jeżowski: - (...) chodzi mi o to, czy Amerykanie w ogóle mogą sobie pozwolić ze względów logistycznych, geostrategicznych, żeby opuścić bazy hiszpańskie i włoskie.

Marek Meissner: Nie, nie mogą. Nie mogą. I tutaj jest bardzo ciekawy tekst brytyjskiego analityka, byłego, MI6. 

Ekipa MAGA w Waszyngtonie zdecydowała, że skoro Europejczycy nie doceniają Trumpa w wystarczającym stopniu, amerykańskie bazy na kontynencie muszą zniknąć. To strategiczne rozumowanie człowieka, który podpala własną kuchnię.

Amerykańskie bazy w Europie nigdy nie były przysługą. Stanowią logistyczny kręgosłup każdej wojny, którą Stany Zjednoczone toczą na wschód od Gibraltaru. Ramstein przewozi ładunki. Z Aviano startują samoloty. Rota obsługuje okręty i statki. Bez nich Pentagon nie może wpływać na Bliski Wschód. Zamiast tego ktoś w Pentagonie wziął PowerPointa. 

Fantazja zakłada, że alternatywą są lotniskowce majestatycznie pływające po Zatoce Perskiej. Tylko, że ta era się kończy. Nowoczesny lotniskowiec to trofeum warte 13 miliardów dolarów, które Irańczycy bardzo chcą zamienić w złom za pomocą kilkuset tanich pocisków wystrzelonych z własnego wybrzeża. Już nawet Chiny to zauważyły. 

Druga fantazja głosi, że Ameryka po prostu walczy z domu. Wyobraź sobie alternatywę: 20.000 lotów transatlantyckich przewożących części zamienne, amunicję, zbiorniki paliwa, samo paliwo, mechaników i pilotów rezerwowych z Norfolk i Dower do miejsc, gdzie akurat kończy się wojna. C17 zużywa 35.000 dolarów na paliwo na godzinę lotu, a lot w obie strony ze wschodniego wybrzeża Ameryki do Zatoki Perskiej zajmuje 11 godzin. Pomnóż to przez każdą śrubkę, każdy pocisk, każdy zapasowy silnik. Wojna stanie się wtedy nieustającym lotniczym korkiem, a rachunek napłynie z każdą sekundą. Pytanie, czy nam C17 i C5 wystarczy na tego typu fantazje. 

Odpowiedź brzmi: absolutnie nie. 

Potrzebujesz więc lądu, a koniecznie lądu w pobliżu miejsc prowadzenia działań wojennych. Nowoczesne samoloty bojowe to nie Spitfire'y, które tankujesz i odlatujesz z marszu. F35 wymaga całego Walmartu części zamiennych, małego miasta techników, klimatyzowanych hangarów i łańcucha dostaw rozciągającego się na pół globu. Drony potrzebują operatorów, sieci, satelitów i stałego zasilania w komponenty, których żaden przewoźnik nie jest w stanie zmagazynować. Współczesna wojna przybywa kontenerowcami i mieszka w magazynie. Zamknięcie baz oznacza utratę magazynów przez Waszyngton. Utrata magazynów oznacza kolejną konfrontację z Iranem, która odbędzie się albo telefonicznie, albo z Kansas z rozkładem lotów, który doprowadzi do bankructwa cały amerykański budżet, zanim wyląduje pierwszy pocisk. 

MAGA uważa, że zamknięcie bazy Ramstein jest karą dla Europy. To jest kara dla Ameryki. Europa będzie miała utrudnienia. Ameryka pozostanie bezbronna. I tak po tysiącu obelg, tysiącu szyderw, tysiącu nocnych postów o pasożytowaniu na sojusznikach, Europa pisze po cichu najgrzeczniejszy i najbardziej złośliwy list w historii dyplomacji. Dziękuje Ameryce za jej służbę, życzy żołnierzom bezpiecznej podróży do domu. Z wielkim ciepłem sugeruje, że Waszyngton mógłby teraz zwrócić uwagę na sąsiadów w Ameryce Łacińskiej, gdzie słabnące supermocarstwo zająć może zająć się tym, czym zajmuje się słabnące supermocarstwo. Hiszpania miała swoje stulecie, Wielka Brytania miała swoje imperium, Sowieci mieli swoje parady. Każdy z nich kończył tak samo - jako cień samego siebie, a historycy mogli się spierać tom za tomem o to, kiedy dokładnie nastąpiła zgnilizna i dlaczego nikt nie zauważył jej na czas. Ameryka jest mile widziana, by dołączyć do nich na półce.

Transkrypcja z materiału wideo pt. "Czy Trump zniszczy imperium USA jak Neron zniszczył Rzym?" z kanału "KREMLINKA SHOW" na YouTube z 10 maja 2026.

youtube.com


Przełomu nie ma. Pomimo kilku udanych ukraińskich kontrataków Rosjanie nadal utrzymują inicjatywę na większości odcinków frontu. Natomiast jest kilka powodów do optymizmu. Ukraińskie działania na Zaporożu z początku roku wyraźnie pokrzyżowały rosyjskie plany, co nadal wpływa na przebieg obecnej "ofensywy".

Do tego dochodzą ukraińskie uderzenia dronowe (średni zasięg) na rosyjską logistykę i OPL . Wiele wskazuje na to, że będzie ich o wiele więcej. Ukraińskie siły lądowe przestały się kurczyć, co może świadczyć o poprawie sytuacji mobilizacyjnej.

Największa poprawa nastąpiła jednak w organizacji pola walki i zaplecza logistycznego Ukrainy, co przekłada się na bardziej stabilną sytuację na froncie.

Nie zmienia to faktu, że rosyjskim celem na wiosnę i lato pozostaje podejście pod aglomerację Kramatorsk–Słowiańsk. Na tym kierunku Rosjanie nadal powoli, ale jednak posuwają się do przodu.

x.com/konrad_muzyka


Przywódca Rosji Władimir Putin powiedział w sobotę, że sądzi, iż konflikt z Ukrainą zbliża się do końca. Na pytanie o to, czy jest gotów podjąć negocjacje z Europą, odparł, że preferowanym przez niego mediatorem w takich rozmowach powinien być były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder.

Putin oznajmił na konferencji prasowej na Kremlu po sobotnich obchodach Dnia Zwycięstwa, że ewentualne spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim byłoby możliwe tylko po uzgodnieniu trwałego porozumienia pokojowego.

Wyjaśnił, że premier Słowacji Robert Fico, który złożył wizytę w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa, przekazał mu wiadomość od Zełenskiego o gotowości do spotkania. "Ale słyszymy to nie po raz pierwszy" - dodał.

Jak relacjonuje dpa, rosyjski przywódca oznajmił też, że jest gotowy na bezpośrednie rozmowy z Zełenskim, ale w stolicy Rosji. "Każdy, kto chce się ze mną spotkać, musi przyjechać do Moskwy" - powiedział. Z drugiej strony dodał jednak, że możliwe byłoby spotkanie z Zełenskim "w kraju trzecim", gdyby zawarte zostało "długotrwałe porozumienie pokojowe" - podaje dpa.

Niemiecka agencja zwraca uwagę, że Zełenski wykluczył podróż do Moskwy.

Odpowiadając na pytanie o to, czy pomoc Zachodu dla Ukrainy nie idzie za daleko, Putin powiedział: - Zaczęli intensyfikować konfrontację z Rosją, która wciąż dziś trwa. Sądzę, że ta sprawa zbliża się do końca, ale sytuacja jest nadal poważna.

Dodał, że Moskwa jest wdzięczna Stanom Zjednoczonym za ułatwianie podjęcia rozmów, ale negocjacje pokojowe to "sprawa tylko Rosji i Ukrainy".

"Financial Times" napisał w czwartek, cytując szefa Rady Europejskiej Antonio Costę, że UE przygotowuje się na ewentualne rozmowy pokojowe z Putinem, a prezydent Zełenski zaaprobował ten plan.

Zapytany przez dziennikarzy, czy jest skłonny zaangażować się w rokowania z Europejczykami, Putin powiedział: - Dla mnie osobiście były kanclerz RFN Schroeder jest preferowanym (mediatorem).

Dpa przypomina, że Schroeder i Putin są uważani za przyjaciół. Jak jednak komentuje radio Swoboda, Schroeder jest politykiem, który w Niemczech utracił wiarygodność.

Według "Financial Timesa" przywódcy krajów unijnych rozważają podjęcie negocjacji pokojowych z Putinem, ponieważ państwa Wspólnoty są coraz bardziej sfrustrowane rozmowami, jakie w tej sprawie prowadzi administracja prezydenta USA Donalda Trumpa. Ponadto Europa obawia się, że rozmowy prowadzone pod egidą Waszyngtonu niebezpiecznie marginalizują UE i może ona zostać zmuszona do zaakceptowania porozumienia, które uważa za niewłaściwe.

PAP