poniedziałek, 4 maja 2026



W kwietniu przywóz ropy ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich do Tajlandii spadł w porównaniu z lutym o ponad połowę — do 160 tys. baryłek na dobę. Natomiast import z Arabii Saudyjskiej zmniejszył się w marcu o 43 proc. Żeby nadrobić braki, Tajlandia szybko zwiększyła import z alternatywnych źródeł. Dostawy z Brunei do tego kraju wzrosły z zera w lutym do 71 tys. baryłek dziennie. To najwyższy poziom od 2018 r. Przywóz z Libii osiągnął 113 tys. baryłek dziennie, co oznacza wzrost o 28 proc. względem lutego i o 54 proc. rok do roku.

Minister spraw zagranicznych i wicepremier Tajlandii Sihasak Phuangketkeow powiedział, że kraj aktywnie dywersyfikuje dostawców. — Tajlandia poszukuje również ropy z kilku źródeł, w tym Brazylii, Nigerii i Kazachstanu, i spotykamy się z dobrym odzewem — powiedział.

W najtrudniejszej sytuacji znalazł się Wietnam. Przed wybuchem wojny aż 80 proc. całego importu ropy do tego państwa pochodziło z Kuwejtu. Po zablokowaniu cieśniny Ormuz eksport z tego kraju praktycznie ustał. Wietnamski import ropy znacząco spadł w porównaniu z ubiegłym rokiem — z 375 tys. baryłek na dobę w lutym do 159 tys. w kwietniu. W odpowiedzi Wietnam zaczął sprowadzać surowiec z Angoli, Argentyny, Wybrzeża Kości Słoniowej, a od kwietnia także ze Stanów Zjednoczonych.

Według analityczki z firmy Kpler Muyu Xu rafinerie w regionie będą także "aktywnie poszukiwać rosyjskiej ropy jako najłatwiej dostępnej alternatywy".

businessinsider.com.pl


By to zrozumieć, trzeba się cofnąć do 25 listopada 2006 r., kiedy został zatrzymany na Litwie prowadzący działania wywiadowcze przeciwko Polsce obywatel Białorusi Siergiej Monicz. Po przekazaniu Polsce został on skazany w naszym kraju na 5,5 roku więzienia.

W praktyce tajnych służb zasadą jest, że doprowadza się do wymian szpiegów, przy czym nie zawsze są to wymiany jednych agentów na drugich. Czasem w zamian za osobę idzie się na ustępstwa natury politycznej. Praktyka ta ma na celu zmniejszenie ceny, którą płacą współpracownicy własnych służb w razie złapania na terytorium przeciwnika.

Zgodnie z tą zasadą białoruskie władze bardzo intensywnie starały się doprowadzić do wymiany Monicza. Oferty składane przez Mińsk były bardzo hojne. Więcej na ten temat niestety nie mogę napisać, gdyż w tamtym okresie nie byłem jeszcze dziennikarzem, a dyplomatą i pełniłem funkcję chargé d’affaires RP na Białorusi. Wiąże mnie więc tajemnica państwowa.

Mogę natomiast napisać, tajemnicy nie łamiąc, że gdy Polska nie zgodziła się na proponowane przez stronę białoruską rozwiązania, ówczesny szef administracji prezydenta Białorusi, czyli tak naprawdę człowiek numer dwa w państwie, Władimir Makiej, powiedział mi, że Białorusini zapamiętają to, że Polska nie zgodziła się na wymianę i w swoim czasie się zemszczą.

Siergiej Monicz postanowieniem Sądu Okręgowego w Warszawie został warunkowo zwolniony z więzienia 28 grudnia 2011 r. Postanowienie sądu publikujemy dzięki uprzejmości dziennikarza śledczego Jarosława Jakimczyka, który zdjęcie postanowienia sądu udostępnił redakcji Onetu.

Siergiej Monicz w polskim więzieniu spędził dokładnie 1859 dni. To bardzo ważny fakt.

Andrzej Poczobut, który w odróżnieniu od Monicza szpiegiem nie był, został aresztowany 25 marca 2021 r. Wolność odzyskał 28 kwietnia 2026 r. W więzieniu spędził więc… 1859 dni.

O tę zbieżność Onet spytał dwóch byłych szefów polskich służb specjalnych, wywodzących się z dwóch całkowicie przeciwnych obozów politycznych. Zarówno były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, gen. Marek Dukaczewski, jak i były szef Agencji Wywiadu, płk Grzegorz Małecki, zgodnie stwierdzili, że zasadą poradzieckich służb specjalnych jest to, że z zemsty nie rezygnują nigdy, ale też że zemsta realizowana jest w tak precyzyjny i wręcz lustrzany sposób, by druga strona wiedziała, że jest to zemsta i za co.

W opinii obydwu rozmówców fakt, iż Białorusini zwolnili Poczobuta po dokładnie tylu dniach pozbawienia wolności, ile spędził w polskim więzieniu Monicz, nie może być przypadkiem.

onet.pl


Prokuratura Generalna złożyła pozew o przejęcie na rzecz państwa pakietu kontrolnego akcji Rusagro — jednego z największych w kraju holdingów agroprzemysłowych, który zajmuje drugie miejsce w produkcji wieprzowiny, trzecie w produkcji cukru i posiada ponad 700 tys. ha ziemi rolnej.

Pozew dotyczący przejęcia 469 mln akcji Rusagro (ok. 49 proc. kapitału) od założyciela i głównego właściciela spółki, Wadima Moszkowicza, trafił do sądu rejonowego w moskiewskiej dzielnicy Chamowniki.

58-letni Moszkowicz, należący do grona 60 najbogatszych ludzi w Rosji z majątkiem szacowanym na 2 mld 900 mln dol. (prawie 12 mld zł), od wiosny ubiegłego roku przebywa w areszcie śledczym pod zarzutami oszustwa i wręczania łapówek.

Sukces ma wielu ojców, ale w Rosji jednego właściciela. Zwłaszcza gdy chodzi o naprawdę duże pieniądze.

Prokuratura domaga się konfiskaty akcji Rusagro należących bezpośrednio do Moszkowicza, a także tych zapisanych na jego żonę, partnerów biznesowych oraz powiązane z nim podmioty.

Ponadto państwo planuje przejąć jego środki finansowe w wysokości 14 mld rubli (ok. 630 mln zł), w tym gotówkę zabezpieczoną podczas przeszukania:
  • 29 mln 300 tys. rubli (ok. 1 mln 320 tys. zł),
  • 1 mln 800 tys. dol. (ok. 7 mln 200 tys. zł)
  • oraz 1 mln 600 tys. euro (prawie 7 mln zł).
Pełniąc funkcję senatora z obwodu biełgorodzkiego w latach 2006–2014, Moszkowicz — jak wynika z pozwu Prokuratury Generalnej — miał w szerokim zakresie wykorzystywać swoje wpływy polityczne oraz dostęp do aparatu administracyjnego państwa, aby wspierać rozwój własnego imperium biznesowego.

Chodziło nie tylko o formalne decyzje, ale również o nieformalne oddziaływanie na urzędników i instytucje publiczne, co pozwalało mu kształtować korzystne dla siebie rozstrzygnięcia. W szczególności miał doprowadzić do przekazania na rzecz powiązanych z nim podmiotów rozległych terenów rolnych w regionie, często na preferencyjnych warunkach lub w trybie budzącym wątpliwości.

W efekcie tych działań zasoby ziemi należące do Rusagro — czyli tzw. bank ziemi spółki — zwiększyły się aż dziesięciokrotnie, co znacząco umocniło jej pozycję na rynku i umożliwiło dynamiczną ekspansję działalności.

Dodatkowo, według materiałów sprawy przywoływanych przez agencję Interfaks, Moszkowicz miał stosować mechanizmy pozwalające na transferowanie znacznej części zysków spółki poza granice kraju. W praktyce oznaczało to korzystanie z sieci podmiotów zarejestrowanych w jurysdykcjach offshore, które służyły jako pośrednicy w przepływie środków finansowych.

Tego rodzaju struktury umożliwiają ograniczenie obciążeń podatkowych, ale w tym przypadku — jak twierdzi prokuratura — ich posiadanie i kontrola nie były ujawniane w oficjalnych deklaracjach podatkowych. W rezultacie część dochodów mogła pozostawać poza rosyjskim systemem fiskalnym, co stanowi jeden z kluczowych zarzutów w toczącym się postępowaniu.

Aktywami Moszkowicza zainteresowany jest klan Patruszewów, który — jak wcześniej informowało źródło "Nowej Gaziety" na rynku rolnym — dąży do przejmowania dużych przedsiębiorstw z sektora spożywczego i rolniczego. Według tego źródła Rusagro, z rocznymi przychodami rzędu 400 mld rubli (ok. 18 mld zł) i kapitalizacją sięgającą niemal 100 mld rubli (ok. 4 mld 500 mln zł), od dawna była celem potencjalnej konfiskaty.

Pod naciskiem władz, które wpisały Rusagro na listę przedsiębiorstw strategicznych i groziły uznaniem samego Moszkowicza za "zagranicznego agenta", biznesmen dobrowolnie przeniósł swoje aktywa z Cypru do Rosji.

Nie uchroniło go to jednak przed konfiskatą, która może stać się jedną z największych od początku wojny.

Łącznie fala nacjonalizacji prywatnego biznesu w latach 2022–2025 objęła przedsiębiorstwa o łącznej wartości 4 bln rubli (ok. 180 mld zł) — informował w marcu prokurator generalny Aleksandr Gucan.

Wśród nich znalazło się około trzydziestu "strategicznych przedsiębiorstw" o wartości 2 bln 500 mld rubli (ok. 112 mld 500 mln zł). Według danych Rosimienia, do połowy marca 2026 r. w Rosji znacjonalizowano łącznie 805 firm.

onet.pl\The Moscow Times


Dowódca systemów bezzałogowych obrony powietrznej płk J.A. Czerewaszenko i rzecznik sił powietrznych, płk Jurij Ihnat dla Reuters.

Skuteczność systemów wojny elektronicznej, które zakłócają nawigację Shahedów, jest różna, ale w niektóre noce są one w stanie zneutralizować niemal połowę dronów wystrzelonych w trakcie. Drony przechwytujące zestrzeliwują obecnie 40 proc. rosyjskich dronów typu Shahed i innych dalekiego zasięgu. To wzrost w porównaniu z około 25 proc. zimą. Ukraińskie myśliwce F-16 również biorą udział w obronie i każdy z nich może zestrzelić nawet 10 Shahedów w ciągu jednej nocy. Jednym z największych wyzwań jest wykorzystywanie przez Rosję sztucznej inteligencji do tworzenia nowych tras lotu i taktyk, co utrudnia Ukrainie nadążanie za zmianami. Zwrócił też uwagę na stosowanie przez Rosjan „sieci mesh”, w których grupa dronów działa jako przekaźniki sygnału dla siebie nawzajem. Dzięki temu tworzą sieć rozciągającą się na ponad 120 km, co pozwala im pokonywać ukraińskie zakłócanie nawigacji. Pozytywnym aspektem jest to, że ukraińskie wysiłki w zakresie przechwytywania dronów zyskały nieoczekiwane wsparcie dzięki pracy zdalnej. Niektórzy z najlepszych pilotów latają teraz dronami-interceptorami zdalnie, przez łącze internetowe, z różnych regionów Ukrainy, błyskawicznie przełączając się między obrazami z kamer. Personel naziemny przygotowuje drony i anteny, ale sam pilot może znajdować się w dowolnym miejscu.

x.com/wojtekfalco


Armia nie radzi sobie z falą grabieży mienia cywilnego przez żołnierzy w Libanie i Strefie Gazy - informuje izraelski portal Ynet. Z relacji rezerwistów wynika, że rabunek opuszczonych domów odbywa się rutynowo, a dowództwo nie podejmuje działań dyscyplinarnych.

Według relacji publikowanych przez izraelskie media - zarówno liberalny i niszowy dziennik "Haarec", jak i najbardziej popularny izraelski portal Ynet - żołnierze wynoszą z libańskich wiosek niemal wszystko.

Na listach skradzionych przedmiotów znajdują się telewizory, motocykle, dywany, obrazy, sofy, pościel, a także sprzęt kuchenny, taki jak lodówki, tostery, czajniki, miksery, a nawet filiżanki. Jeden z żołnierzy rezerwy opisał, że widział jednostki ładujące na pojazdy całe zestawy mebli oraz biżuterię, a w innym wyznaniu pojawiła się informacja o kradzieży sztabek złota, kocy oraz prywatnych zdjęć.

Żołnierze wypowiadający się anonimowo dla izraelskich mediów opisują proceder jako jawny.

"Każdy, kto coś bierze - telewizory, papierosy, narzędzia - po prostu wkłada to do swojego pojazdu. Nikt tego nie ukrywa, wszyscy to widzą i rozumieją" - relacjonuje jeden z mundurowych w "Haarecu".

"W Strefie Gazy ktoś wsiadł do ciężarówki z kanapą, doszło tam do szalonej bójki. (…) Siedem miesięcy temu każda jednostka umeblowała sobie pomieszczenia wspólne sprzętami ze Strefy, całymi kompletami wypoczynkowymi" - powiedział inny żołnierz portalowi Ynet.

Podczas wojny w Strefie Gazy zjawisko grabieży miało osłabnąć - według źródeł Ynetu - jednak nie z powodu zaostrzenia rozkazów, lecz dlatego, że "zostało mało do zabrania".

Szef Sztabu Generalnego, Ejal Zamir, pod koniec kwietnia potępił rabunki, nazywając je "moralną plamą", jednak mimo tych deklaracji, żołnierze twierdzą, że dyscyplina nie jest egzekwowana. Choć niektórzy dowódcy niższego szczebla próbują interweniować - grożąc m.in. usunięciem z jednostki - większość ma przymyka oko na zachowanie podwładnych - wynika z raportu Ynet.

"Haarec" podkreśla, że dowódcy obawiają się wyciągania surowych konsekwencji wobec rezerwistów, by nie zniechęcać ich do służby, w czasie, kiedy armia odczuwa braki kadrowe. W efekcie, punkty kontrolne na granicy z Libanem, które miały zapobiegać wywożeniu łupów do Izraela, w wielu miejscach zostały zlikwidowane lub działają jedynie fasadowo.

Żołnierze tłumaczą swoje zachowanie na kilka sposobów. Wielu uważa, że skoro domy i tak zostaną zburzone lub zbombardowane, zabranie z nich mienia nie stanowi realnej szkody, inni postrzegają grabież jako formę "rekompensaty" za trudy wojny i osobiste koszty, jakie ponoszą jako rezerwiści.

Komentatorzy zauważają, że zjawisko grabieży to nie jest nowe w historii wojen toczonych przez Izrael. Podobne incydenty odnotowywano podczas konfliktów w 1948, 1956, 1967 roku oraz podczas pierwszej wojny libańskiej w 1982 roku. Zdaniem "Haareca" obecny problem wyróżnia się systemową biernością państwa. Rząd, choć oficjalnie nie zachęca do grabieży, nie podejmuje też realnych kroków, by je powstrzymać.

Oficjalne dane wojska mogą budzić wątpliwości co do skuteczności śledztw - w 2024 roku wpłynęło jedynie dziewięć zgłoszeń dotyczących grabieży w Strefie Gazy, z czego tylko jedno zakończyło się aktem oskarżenia - podał Ynet.

(...)

Z kolei trwająca obecnie izraelska inwazja na Liban jest związana z szerszą eskalacją po atakach USA i Izraela na Iran 28 lutego, po których libański Hezbollah włączył się do walk po stronie Teheranu.

PAP

niedziela, 3 maja 2026



Fighterbomber i Alexander Kovalenko o problemach z precyzją rosyjskich rakiet i bomb.

🔹Fighterbomber

Odpalenie rakiet (dowolnego typu) i zrzut bomb kierowanych jest widoczny na radarach.

Przeciwnik z wyprzedzeniem (do 15 minut przed atakiem w niektórych przypadkach) ukrywa się w bezpiecznym miejscu lub po prostu opuszcza obiekt na czas ataku. To wpływa na skuteczność, ale nie wpływa na raporty, prezentacje i wypłaty za zniszczone cele. A to oznacza, że wszystkich wszystko satysfakcjonuje. Na jednym z wybranych odcinków frontu w ciągu trzech miesięcy zrzucono około 727 bomb FAB różnych typów. W rejon celu dotarło około 419 z nich. Część bomb trafiła bezpośrednio, część w ogóle nie dotarła do celu. Jest to prawdopodobnie związane z wpływem systemów walki radioelektronicznej obu stron, które nauczyły się radzić sobie nawet z najnowszymi „Kometami”. Takie wyniki są na razie niezłe, ale trend nie jest optymistyczny – precyzja spada.

🔹Alexander Kovalenko

Od 2022 roku Rosyjskie Siły Zbrojne zastosowały ponad 1200 pocisków Ch-101, ponad 800 3M14 „Kalibr” oraz ponad 1200 9M723 (Iskander).

Ta liczba jest wystarczająca, aby wyciągnąć podstawowe wnioski dotyczące celności każdego z tych typów rakiet, a mianowicie:

Ch-101 – przy deklarowanym kołowym prawdopodobnym odchyleniu (CEP) od 10 do 20 metrów, rzeczywiste odchylenie od celu przekracza 50 metrów, a w niektórych przypadkach 100 metrów i więcej. Ważnym aspektem jest to, że w latach 2022 i 2023 pociski Ch-101 rzeczywiście charakteryzowały się wysoką celnością, w granicach CEP do 20 metrów, jednak później wskaźnik ten zaczął się pogarszać – wyjaśnienie tego podam poniżej. Znamienne jest to, że w przypadku innych rosyjskich rakiet sytuacja wygląda podobnie – CEP pogarsza się z roku na rok. 3M14 „Kalibr” – kołowe prawdopodobne odchylenie tej rakiety deklarowano na poziomie do 10 metrów, jednak obecnie wynosi ono i nawet przekracza 50 metrów. 9M723 – rakiety balistyczne systemu OTRK „Iskander-M” przez długi czas pozostawały najbardziej precyzyjne, utrzymując CEP na poziomie około 5 metrów. Jednak od 2023 roku wskaźnik ten zaczął gwałtownie spadać. Nawet przy naprowadzaniu z wykorzystaniem dronów rozpoznawczych odchylenie może wynosić 50 metrów i więcej. Obecnie 9M723 to już nie tyle środek rażenia o wysokiej precyzji, co rakieta stosowana przeciwko celom, w które trudno nie trafić, biorąc pod uwagę jej obecny CEP. Spadek celności tych rakiet balistycznych przeciwnik aktywnie próbuje kompensować poprzez stosowanie głowic kasetowych.

Jeśli chodzi o przyczyny spadku celności rosyjskich rakiet, to wynikają one z faktu, że w warunkach produkcji awaryjnej, przy wykorzystaniu jako kluczowych komponentów elektronicznych przemycanych elementów podwójnego zastosowania, spada nie tylko niezawodność, ale również szereg parametrów technicznych. Efekt ten potęgowany jest przez brak odpowiedniej kontroli technicznej – przeprowadzania procedur kontrolno-pomiarowych. W każdym przedsiębiorstwie proces produkcji zawsze wiąże się z czasochłonnym etapem kontroli i pomiarów, które pozwalają diagnozować niezawodność wszystkich komponentów wytwarzanego produktu. W przypadku rakiet oznacza to kontrolę silnika, systemu naprowadzania, układu paliwowego oraz integralności konstrukcji. Pozwalało to unikać (lub przynajmniej minimalizować) defekty, które mogły krytycznie wpływać na charakterystyki i niezawodność wyrobu. Obecnie jednak w rosyjskich zakładach przeprowadzanie takich procedur kontrolno-pomiarowych zostało ograniczone do trybu awaryjnego lub całkowicie zaniechane. W rezultacie pozwoliło to zwiększyć liczbę produkowanych dziennie rakiet, ale jednocześnie obniżyło ich jakość.

x.com/wojtekfalco


Trump decyduje o wycofaniu żołnierzy (10%) z Niemiec i zapowiada dalsze redukcje? Cóż z jednej strony ktoś może napisać że o redukcjach w Europie  akurat ta ekipa mówiła od początku. Z drugiej jednak - moment i jej uzasadnienie budzą poważne wątpliwości i wygląda na to że mamy kolejny incydent "gołębia na szachownicy" /Gołąb przewraca pionki i sra na szachownicę - red./: 

1. USA potrzebuje baz w Niemczech. 
2. Są one jedną z wielu form kontroli RFN wypracowanych po IIWŚ.
3. To przemysł niemiecki łata luki produkcyjne przemysłu USA w dziedzinie uzbrojenia. Patrioty, GMLRSy i parę innych. Niemcy też kupują uzbrojenie  w USA - np. śmigłowce lub F-35. 

Swoją drogą pisanie że powinniśmy zaproponować USA żeby tych żołnierzy przenieść do Polski jest moim zdaniem bardzo nietrafionym pomysłem ponieważ: 

- nie jesteśmy w stanie zbudować dla nich infrastruktury do końca dekady,
- kolejne wojska USA za które płacimy w 100% zamiast płacić na rozwój własnych jednostek - mamy już w PL pokaźną obecność sojuszniczą która gwarantuje umiędzynarodowienie ewentualnej agresji Rosji. Zaś obecnie  wojska USA mają to do siebie że byle kaprys lub urażone ego może zadecydować o ich wycofaniu - co jasno widać,
- już obecnie poligony pękają w szwach.

x.com/wolski_jaros


Podczas pobytu w Szanghaju przyjrzałem się przykładowym cenom w sklepie.

Zupka chińska z makaronem w kubku do zalania gorącą wodą kosztuje od 4,5 do 10,9 CNY, w zależności od smaku i dodatków. Bochenek chleba za 19,99 CNY, bagietka za 15,99 CNY, maślany croissant za 16,99 CNY – takie ceny zobaczyłem na półkach marketu w jednej z galerii handlowych w Szanghaju. Jeden juan (oficjalnie renminbi, RMB) kosztuje 0,53 zł. Oznacza to, że w celu uproszczonego przeliczenia chińskich cen na złotówki wystarczy podzielić je na pół.

Litrowy karton mleka można znaleźć za 9,90 CNY, a napoje roślinne w cenie od 14,90 do 29,9 CNY w zależności od rodzaju i marki. Produkty importowane, jak pełnotłuste mleko krowie z Holandii, są droższe: 25,9 CNY za litrowy karton. Orientalny makaron można kupić za 12,9 CNY, a w postaci dań gotowych (np. z grzybami lub suszonymi krewetkami, porcja dla dwóch lub trzech osób) – od 24,9 do 39,9 CNY.

Puszka Coca-Coli o pojemności 0,33 l kosztuje 6,9 CNY, a butelka napoju typu ice tea od 4 CNY. Duża paczka czipsów ziemniaczanych to koszt około 16,9 CNY, a za produkty importowane i o limitowanych smakach trzeba zapłacić o około 10 CNY więcej. Paczka klasycznych żelków Haribo kosztuje 11,9 RMB; słodycze chińskich producentów można kupić mniej więcej o połowę taniej.

(...)

Chiny z perspektywy polskiego turysty nie są drogim krajem. Wiele cen jest na poziomie porównywalnym do tego, co znamy z Polski. W sieciowych lokalach z chińską kuchnią ceny wynoszą około 20 CNY za rosół z wontonami, a za koszyk sześciu dim sum trzeba zapłacić około 20-30 CNY. Dania główne kosztują około 50-60 CNY i więcej.

(...)

Americano w Starbucksie kosztuje od 27 CNY, a cappuccino od 30 CNY.

Z kolei w McDonald's zestaw BigMac ze średnimi frytkami i napojem kosztuje 37,5 CNY, za lody z polewą trzeba zapłacić 13 CNY, bez polewy w wafelku – 5 CNY. Americano w wersji mrożonej kosztuje 11,9 CNY, a cappuccino – 21 CNY.

money.pl

sobota, 2 maja 2026



Prowadzona przez Sztab Generalny Irańskich Sił Zbrojnych Defa Press argumentowała 2 maja, że wojna między Stanami Zjednoczonymi a Iranem przesunęła się z konfliktu bezpośredniego do konfliktu skupionego na narzuceniu kosztów. Defa Press argumentowała, że “cierpliwość” będzie jednym z “ostatecznych wyznaczników zwycięstwa”, co sugeruje, że niektóre elementy reżimu mogą być skłonne znieść presję gospodarczą i militarną Stanów Zjednoczonych, jednocześnie nakładając koszty gospodarcze i polityczne na Stany Zjednoczone spróbować wywrzeć presję na Stany Zjednoczone, aby złagodziły swoje żądania negocjacyjne.

(...)

Jak poinformował wyższy rangą urzędnik irański przemawiający do Bloomberga 2 maja, Iran zaczął ograniczać wydobycie ropy, gdy jego pojemność magazynowa osiągnęła swoje granice. Iran prawdopodobnie raczej ogranicza wydobycie ropy niż ją wstrzymuje, ponieważ wstrzymanie wydobycia ropy mogłoby spowodować znaczne szkody na irańskich polach naftowych. Urzędnicy Pentagonu powiedzieli 1 maja Axios, że 31 tankowców przewożących około 53 milionów baryłek irańskiej ropy o wartości co najmniej 4,8 miliarda dolarów pozostaje w Zatoce Perskiej z powodu blokady morskiej Stanów Zjednoczonych w irańskich portach. Stany Zjednoczone jednocześnie rozszerzyły sankcje gospodarcze, aby pogłębić izolację Iranu i ograniczyć jego dostęp do rynków energii i kanałów finansowych.

understandingwar.org


Siły rosyjskie w kwietniu 2026 r. po raz pierwszy od wtargnięcia Ukrainy do obwodu kurskiego w sierpniu 2024 r. poniosły stratę netto terytorium kontrolowanego na ukraińskim teatrze działań. ISW zaobserwowało dowody pozwalające ocenić, że siły rosyjskie utraciły kontrolę nad 116 kilometrami kwadratowymi w kwietniu 2026 r., nie licząc obszarów, do których mogły przedostać się wojska rosyjskie. Rosyjskie tempo postępu na polu bitwy stale spada od listopada 2025 r., ponieważ ciągłe ukraińskie kontrataki naziemne, ukraińskie ataki średniego zasięgu, blokada wykorzystania przez Rosję terminali Starlink na Ukrainie w lutym 2026 r. oraz dławienie Telegramu przez Kreml zaostrzyły istniejące problemy w rosyjskiej armii.

(...)

Tempo rosyjskiego postępu spadło w 2026 r. w porównaniu z 2025 r., ale zmieniający się charakter wojny, w szczególności zwiększone stosowanie przez Rosję taktyki infiltracji w 2025 r., utrudnia porównania rok do roku. 

(...)

Kreml stosuje rosyjską taktykę infiltracji, częściowo w celu wyolbrzymienia rosyjskiej kontroli nad terenem. (...) Siły rosyjskie stosują taktykę infiltracji, częściowo po to, aby stworzyć wrażenie ciągłego rosyjskiego postępu na froncie i wesprzeć kremlowskie wysiłki w zakresie wojny poznawczej, mające na celu wyolbrzymienie rosyjskich sukcesów. Siły rosyjskie nie kontrolują jednak tych obszarów infiltracji, które często znajdują się pomiędzy ukraińskimi pozycjami w spornych szarych strefach.

understandingwar.org


Szefowie komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów i Senatu, Republikanie Mike Rogers i Roger Wicker skrytykowali w sobotę decyzję Pentagonu o wycofaniu 5 tys. wojsk USA z Niemiec. Politycy wezwali do przesunięcia ich na wschód NATO i ostrzegli, że podjęta decyzja wysyła zły sygnał Rosji.

We wspólnym oświadczeniu, politycy rządzącej USA partii wyrazili "duży niepokój" ogłoszoną w piątek decyzją Pentagonu. Zwrócili uwagę, że Niemcy zintensyfikowały inwestycje we własną obronność, wzięły na siebie większą odpowiedzialność oraz udostępniają USA bazy do operacji przeciwko Iranowi. Dodali, że wycofanie wojsk jest przedwczesne, bo nawet przy zwiększeniu wydatków na obronność do 5 proc. PKB, sojusznicy potrzebują czasu, by przełożyło się to na realne zdolności.

"Przedwczesne ograniczenie amerykańskiej obecności w Europie, zanim potencjał ten zostanie w pełni wykorzystany, grozi osłabieniem odstraszania i wysłaniem złego sygnału Władimirowi Putinowi" - podkreślili Rogers i Wicker.

"Zamiast całkowicie wycofywać siły z kontynentu, w interesie Ameryki leży utrzymanie silnego odstraszania w Europie poprzez przesunięcie tych 5000 żołnierzy amerykańskich na wschód. Sojusznicy w tym regionie poczynili znaczne inwestycje w warunki do stacjonowania wojsk amerykańskich, zmniejszając koszty dla amerykańskiego podatnika, a jednocześnie wzmacniając linię frontu NATO, aby zapobiec wybuchowi znacznie bardziej kosztownego konfliktu" - dodano w oświadczeniu.

Republikańscy politycy zaznaczyli też, że każde zmiany rozmieszczenia sił USA w Europie wymagają uważnego namysłu i koordynacji z Kongresem i sojusznikami. Zapowiedzieli, że oczekują dyskusji na ten temat w nadchodzących tygodniach.

Stanowisko Rogersa i Wickera jest odpowiedzią na ogłoszone przez Pentagon wycofanie ok. 5 tys. żołnierzy z Niemiec oraz anulowanie planowanego rozmieszczenia tam batalionu artylerii dalekiego zasięgu. Proces wycofania wojsk ma potrwać 6-12 miesięcy, a według źródeł m.in. CBS, żołnierze mają wrócić do USA, a następnie zostać skierowani w region Indo-Pacyfiku. W Niemczech pozostanie wciąż ok. 30 tys. żołnierzy USA.

Ogłoszona w piątek decyzja była reakcją na krytykę niemieckiego rządu dotyczącą amerykańskiej wojny przeciwko Iranowi. Kanclerz Friedrich Merz mówił m.in., że Iran "upokarza Trumpa", który jego zdaniem przystąpił do konfliktu bez odpowiedniego planu. W odpowiedzi prezydent Donald Trump oświadczył, że analizuje wycofanie wojsk USA z Niemiec, czym według Politico zaskoczył urzędników Pentagonu.

Decyzję Trumpa skrytykowali też wiceszefowie komisji sił zbrojnych, Demokraci Adam Smith i Jack Reed oraz część innych polityków Republikanów, w tym emerytowany generał i odchodzący kongresmen Don Bacon.

"Zachowujemy się jak rozkapryszone dzieciaki. Powinniśmy myśleć długoterminowo i strategicznie. Odruchowe reakcje i małostkowość nie służą naszym interesom bezpieczeństwa narodowego. A… Rosja to uwielbia" - napisał Bacon na platformie X. Polityk poparł też zdanie wygłoszone przez premiera Donalda Tuska, który napisał, że największym zagrożeniem dla stosunków transatlantyckich nie jest zagrożenie zewnętrzne, lecz "postępujący rozpad naszego sojuszu".

Rogers i Wicker już w ub.r. krytykowali decyzję Pentagonu w sprawie wycofania brygady wojsk USA z Rumunii, która również była zaskoczeniem zarówno dla Kongresu, jak i sojuszników. W reakcji na to, Kongres uchwalił jako część corocznej ustawy obronnej zapisy utrudniające dalsze znaczące redukcje wojsk w Europie, nakładając obowiązek odpowiedniego uzasadnienia takiego kroku oraz podjęcia konsultacji z Kongresem, sojusznikami i innymi agencjami rządowymi.

PAP