czwartek, 6 lutego 2025



Trwają walki o kontrolę nad szlakami komunikacyjnymi na flankach Pokrowska. Agresor powiększył swój stan posiadania, nie udało mu się jednak posunąć w głąb ugrupowania obrońców. Wojska ukraińskie stopniowo wycofują się z worka na zachód od Kurachowego, starając się nie dopuścić do odcięcia jedynej drogi ewakuacji w kierunku zachodnim. Umożliwiający ją węzeł drogowy Andrijiwka–Kostiantynopil atakowany jest przez Rosjan od północnego wschodu oraz od południa. Resztki sił ukraińskich w rejonie Wełykiej Nowosiłki wycofały się za rzekę Mokri Jały.

Rosjanie poszerzyli obszar kontrolowany na obrzeżach Torećka. Pod kontrolą obrońców pozostaje natomiast część kopalni na północy tego miasta i graniczącej z nim miejscowości Krymśke. Pogłębieniu uległo oskrzydlenie sił ukraińskich w Czasiw Jarze, trwają walki o kontrolę nad centrum. Siły rosyjskie rozbudowują przyczółki na prawym brzegu rzeki Oskoł na północ od Kupiańska oraz na prawym brzegu rzeki Żerebeć na północny wschód od Łymanu.

Według źródeł ukraińskich w celu usprawnienia logistyki Rosjanie przystąpili do remontu dróg na terenach okupowanych. Kwestią otwartą pozostaje, czy ma to jedynie pomóc w prowadzeniu działań w ich obecnej skali, czy też stanowi przygotowanie do ich zintensyfikowania.

1 lutego Rosjanie dokonali kolejnego zmasowanego uderzenia na Ukrainę z wykorzystaniem rakiet i dronów. Jego celem – w odróżnieniu od poprzednich – było bezpośrednie zaplecze obrońców. Potwierdzono zniszczenia infrastruktury energetycznej w Zaporożu i Mirhorodzie, a o podobnych w skutkach donoszono również z Charkowa, Pawłohradu i Połtawy (14 osób zginęło, 20 zostało rannych), a także obwodów kijowskiego i odeskiego. W rezultacie ataku awaryjne odłączenia prądu wprowadzono w siedmiu obwodach. Po raz pierwszy od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji strona ukraińska nie zadeklarowała liczby zestrzelonych rakiet. Według Dowództwa Sił Powietrznych agresor wykorzystał ich łącznie 46, a strącona miała zostać „część pocisków manewrujących” (Rosjanie mieli ich użyć 27). W podsumowaniu dobowym ukraiński Sztab Generalny powiadomił o 40 użytych przez wroga rakietach, lecz nie podał przy tym żadnej informacji o zestrzeleniach. Ze 123 wykorzystanych przez Rosjan dronów strąconych miało zostać 56, a utraconych – 61.

Ponawiane przez agresora ataki z użyciem dronów i pojedynczych rakiet pogłębiły problemy z dostawami prądu w południowych i wschodnich obwodach Ukrainy. 3 lutego spowodowały one awaryjne odłączenia w dziewięciu, a następnego dnia w ośmiu obwodach, podczas gdy jeszcze pod koniec stycznia procedurę tę stosowano w przypadku pojedynczych regionów. Na wyszczególnienie zasługują ataki dronów na infrastrukturę portową Izmaiłu (29 i 30 stycznia) oraz trzy następujące w krótkim odstępie czasu uderzenia rakietowe w Odessę (nocą z 31 stycznia na 1 lutego), których rezultatem były m.in. zniszczenia w zabytkowym centrum miasta. Od wieczora 28 stycznia do rana 4 lutego najeźdźcy mieli użyć łącznie 554 dronów i 57 rakiet. Obrońcy zadeklarowali zestrzelenie 296 bezzałogowców i co najmniej jednej rakiety, a 217 dronów określili jako lokacyjnie utracone.

(...)

W wyniku uderzeń ukraińskich dronów 29 stycznia pracę wstrzymała rafineria SIBUR-Kstowo w obwodzie niżnonowogrodzkim, a 3 lutego – zakład przetwórstwa gazu koło Astrachania. Kijów informował ponadto o uszkodzeniu przepompowni ropociągu Drużba w obwodzie briańskim (30 stycznia) i rafinerii Łukoilu w Wołgogradzie (31 stycznia i ponownie 3 lutego). Według części źródeł 29 stycznia atakowane były także przepompownia ropy naftowej i arsenał amunicyjny w obwodzie twerskim (miało tam dojść do uszkodzenia budynków jednostki wojskowej), a dwa dni później – elektrociepłownia i baza paliwowa w Wołgogradzie.

(...)

Wartość osiemnastego pakietu szwedzkiego wsparcia wojskowego dla Kijowa sięgnie 1,17 mld euro – najwięcej od rozpoczęcia przez Rosję pełnoskalowej agresji. Znalazło się w nim m.in. 16 kutrów desantowo-szturmowych Stridsbåt 90, 1500 przeciwpancernych pocisków kierowanych TOW oraz 200 granatników przeciwpancernych. Ogółem na uzbrojenie i sprzęt wojskowy przeznaczono 290 mln euro, a 87 mln – „na ukraińską produkcję pocisków dalekiego zasięgu i dronów dalekiego zasięgu”. Większość środków – ponad 857 mln euro – Szwedzi przekażą do wielostronnych inicjatyw wsparcia wojskowego.

Dwudziesty siódmy pakiet wsparcia wojskowego z Finlandii będzie opiewał na 200 mln euro, o czym 31 stycznia poinformował tamtejszy resort obrony. Tego samego dnia ukraiński premier Denys Szmyhal ujawnił, że brytyjsko-ukraińskie porozumienie ramowe o wzmocnieniu obronności Ukrainy przewiduje przekazanie 2,4 mld dolarów na zakup systemów obrony powietrznej i rakiet do nich, a także organizację baz remontowych uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Z kolei Tallinn przeznaczy 150 mln euro na pierwszoplanowe potrzeby Marynarki Wojennej Ukrainy, w tym na wsparcie operacji. Fundusze te stanowią część pakietu o wartości 600 mln euro na odbudowę ukraińskiej infrastruktury morskiej, o czym zakomunikował 3 lutego minister infrastruktury Estonii Vladimir Svet.

Ukraina otrzyma też 90 rakiet przechwytujących do systemów Patriot, które USA przetransportowały do Polski z magazynów w Izraelu. Donosił o tym 28 stycznia amerykański serwis informacyjny Axios. Dwa dni później resort obrony Litwy powiadomił o przekazaniu armii ukraińskiej partii przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych wraz z zapasem rakiet.

W 2025 r. Holandia dostarczy Ukrainie kolejne myśliwce F-16, a do końca kwietnia br. zakończy się szkolenie 26 techników mających pełnić funkcje kierowników zespołów obsługi naziemnej. Informacje te ujawniono w trakcie spotkania ministrów obrony Holandii Rubena Brekelmansa i Ukrainy Rustema Umierowa w Hadze.

29 stycznia redaktor naczelny portalu censor.net Jurij Butusow przekazał, że wstrzymano formowanie czterech nowych brygad, oznaczonych numerami 158, 159, 160 i 162. Oznacza to, że dowództwo armii ukraińskiej zdecydowało się ostatecznie wykonać decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z początku br., będącą wynikiem skandali z masowymi dezercjami z nowo utworzonych związków taktycznych, zwłaszcza ze sformowanej przy współudziale Francji 155 Brygady Zmechanizowanej im. Anny Kijowskiej (...). Najprawdopodobniej bataliony powstałe już w ramach ww. brygad wejdą w skład jednostek wcześniej skierowanych na front i borykających się z brakami w ukompletowaniu, powodowanymi – w różnym stopniu – ponoszonymi stratami, dezercjami bądź niedoborem rekrutów.

Wstrzymanie formowania nowych brygad należy traktować jako przyznanie się Kijowa do niemożności dalszej rozbudowy potencjału z powodów wewnętrznych, a nie tylko – jak to wielokrotnie w ubiegłym roku sugerowały władze ukraińskie – niedostatecznego wsparcia ze strony Zachodu. Dziewięć nowych brygad sformowanych w 2024 r. okazało się zdecydowanie słabszych niż te utworzone w latach poprzednich, a główną tego przyczynę stanowi pogarszająca się jakość poborowych – zarówno pod względem poziomu wyszkolenia, jak i motywacji do służby. Nigdy nie osiągnęły one stanu pełnego ukompletowania, a na front kierowano je jeszcze przed ukończeniem pełnego cyklu szkolenia (zgrywania pododdziałów).

Formowanie nowych brygad, niezbędne z uwagi na konieczność zbudowania nowej rezerwy operacyjnej (dotychczasową pochłonęły ukraińska ofensywa w 2023 r. i akcja zbrojna w obwodzie kurskim w 2024 r.), kolidowało z potrzebami uzupełnienia stanów osobowych jednostek na froncie. Systematycznie spadał przez to poziom ukompletowania jednostek, co potwierdził komunikat prezydenta Zełenskiego ze stycznia br. o łącznej liczebności Sił Obrony Ukrainy wynoszącej 880 tys. żołnierzy. Oznaczał on, że przez ostatni rok nie udało się jej zwiększyć (identyczną informację Zełenski przedstawił w styczniu 2024 r.) mimo sformowania kilkunastu nowych jednostek, w tym dziewięciu brygad, z których każda powinna liczyć przynajmniej 5 tys. żołnierzy (z wyłączeniem rezerw i uzupełnień).

(...)

4 lutego portal Ukraińska Prawda ujawnił, powołując się na źródła w Sztabie Generalnym, że ok. 50 tys. żołnierzy innych rodzajów Sił Zbrojnych Ukrainy (SZU) zostanie przeniesionych do Wojsk Lądowych. Ma to się przyczynić do uzupełnienia stanu kadrowego brygad znajdujących się na froncie i pozwolić na częściową rotację żołnierzy. Wcześniej informowano, że zgodnie z wydanym 11 stycznia rozkazem głównodowodzącego SZU Ołeksandra Syrskiego ok. 5 tys. członków personelu Sił Powietrznych zostanie przeniesionych do Sił Lądowych.

Według danych ukraińskiego resortu sprawiedliwości czynnikiem obniżającym dyscyplinę w wojsku jest uzależnienie żołnierzy od alkoholu i narkotyków. W latach 2022–2023 blisko 6 tys. żołnierzy ukarano aresztem garnizonowym w wymiarze 10–15 dni za pełnienie służby w stanie nietrzeźwości bądź pod wpływem środków oszałamiających. Przyłapanych na naruszaniu dyscypliny pozbawia się wypłat pełnego żołdu, nawet jeśli wykonują oni zadania na pierwszej linii frontu.

Zgodnie z ujawnionymi 30 stycznia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) danymi armia rosyjska zamierza zmobilizować w tym roku minimum 280 tys. ludzi. Przynajmniej 126 tys. żołnierzy ma pochodzić z tzw. kontyngentu specjalnego obejmującego więźniów oraz dłużników.

31 stycznia „The New York Times”, powołując się na urzędników ukraińskich i amerykańskich, podał, że żołnierze KRLD walczący w obwodzie kurskim zostali wycofani ze strefy działań bojowych z powodu wysokich strat. Rosjanie wykorzystywali północnokoreańskich żołnierzy sił specjalnych jako piechotę, wysyłając ich falami przez zaminowane pola. Według anonimowych urzędników amerykańskich decyzja o wycofaniu może nie być ostateczna. Informacje te potwierdziło dowództwo ukraińskich Sił Operacji Specjalnych, wskazując, że od trzech tygodni w obwodzie kurskim nie odnotowano obecności wojsk KRLD.

2 lutego brytyjski wywiad wojskowy poinformował, że powszechnie stosowaną w armii rosyjskiej praktyką jest przedwczesne kierowanie na front żołnierzy przechodzących rekonwalescencję po odniesieniu ran. Tamtejsze dowództwo decyduje się na ten krok, chcąc sztucznie poprawić statystykę własnego potencjału bojowego.

osw.waw.pl


Rzecznik ukraińskiej Grupy Sił Chortyca, major Wiktor Trehubow, oświadczył 4 lutego, że rosyjskie siły rzadko używają pojazdów opancerzonych w kierunku Pokrowska i wolą używać szybkich i zwrotnych pojazdów, w tym buggy i motocykli. Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w kierunku Pokrowska podobnie zauważył, że rosyjskie siły transportują piechotę do szturmów przy użyciu cywilnych samochodów i motocykli. Rzecznik oświadczył, że rosyjskie siły wystrzeliwują dziesiątki dronów FPV i przeprowadzają od 10 do 20 małych szturmów piechoty dziennie w tym rejonie, ale zauważył, że ogólne tempo rosyjskich operacji ofensywnych spadło.

(...)

Powiązany z Kremlem rosyjski milbloger twierdził, że rosyjskie siły na kierunku Siversk nadal zmagają się z problemami systemowymi, ponieważ dowódcy polowi składają fałszywe raporty o postępach, pomimo niedawnych zmian w dowództwie. Milbloger skarżył się, że rosyjscy dowódcy polowi na kierunku Siversk nadal tworzą fałszywe raporty, które wyolbrzymiają lub fałszywie przedstawiają rosyjskie sukcesy. Milbloger zauważył, że rosyjskie dowództwo wojskowe zmieniło dowódcę 3. Połączonej Armii ([CAA], dawniej 2. Korpus Armijny Ługańskiej Republiki Ludowej [ŁNR AC]) oraz dowódców 7., 85. i 123. zmotoryzowanej brygady strzelców 3. CAA z powodu niedawnego skandalu dotyczącego fałszywych raportów o rosyjskich postępach. Milbloger twierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe nie zmieniło dowództwa 6. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych 3. Korpusu Strzelców Zmechanizowanych, która – jak twierdził milbloger – nadal prowadzi „samobójcze”, wyniszczające ataki dowodzone przez piechotę, wykorzystując słabo wyszkolony i słabo zaopatrzony personel.

Władze rosyjskie kontynuują militaryzację rządu rosyjskiego poprzez program weteranów „Czas bohaterów”. Program Czas bohaterów ogłosił 4 lutego, że jeden z jego uczestników, weteran Nikołaj Sergienko, został wiceministrem budownictwa obwodu nowogrodzkiego. Rosyjski serwis informacyjny Wiedomosti poinformował 4 lutego, że władze rozważają mianowanie uczestnika i weterana Czasu bohaterów Borysa Dudko dyrektorem Departamentu Polityki Państwowej w Sferze Wychowania, Edukacji Uzupełniającej i Rekreacji Dzieci w Ministerstwie Edukacji.

(...)

Żołnierz rosyjskiego oddziału „Tyen” („Cień”) (Korpus Ochotniczy Rosji), który podobno działa w obwodzie kurskim, twierdził, że jego oddział otrzymał pierwszy pojazd terenowy (ATV) złożony z rosyjskich podzespołów samochodu osobowego Łada.

understandingwar.org

środa, 5 lutego 2025



Administracja Donalda Trumpa i prezydent Salwadoru Nayib Bukele ogłosili, że zawarli umowę pozwalającą USA na wysyłanie zatrzymanych migrantów i uwięzionych obywateli do więzień w Salwadorze. Ma chodzić m.in. o przestępców należących do gangów. - [Prezydent Salwadoru] zgodził się przyjąć każdego nielegalnego cudzoziemca w Stanach Zjednoczonych, który jest przestępcą, niezależnie od jego narodowości i umieścić go w swoich więzieniach - ogłosił sekretarz stanu Marco Rubio. W zamian Salwador pobierałby "stosunkowo niską" opłatę. Od wiosny 2022 roku w Salwadorze aresztowano ponad 84 tys. osób, wielu bez procesów. Tamtejsze więzienia słyną z przemocy i przeludnienia.

- W akcie niezwykłej przyjaźni dla naszego kraju Salwador zgodził się na najbardziej bezprecedensowe i niezwykłe porozumienie migracyjne na świecie. Zaoferował, że umieści w swoich więzieniach niebezpiecznych amerykańskich przestępców przebywających w aresztach w naszym kraju - mówił dalej Rubio. Rząd USA nie może deportować obywateli Ameryki, na co Rubio zwrócił uwagę. Stwierdził jednak, że to "bardzo hojna oferta i administracja oczywiście będzie musiała podjąć decyzję". Aaron Reichlin-Melnick, prawnik z American Immigration Council ocenił, że wysyłanie Amerykanów do więzień w innych krajach jest "tak niewiarygodnie nielegalne, że nie ma nawet cienia możliwości, aby to zrobić". 

Amerykański przywódca stwierdził, że jeśli to byłoby legalne to "zrobi to w mgnieniu oka". - To są chorzy ludzie. Gdybyśmy mogli wydostać ich z naszego kraju... mamy inne kraje, które by ich mogły przyjąć - powiedział dziennikarzom. Jak stwierdził, byłaby to "tania opcja" i "świetny środek odstraszający". - Będziemy musieli zaczerpnąć informacji, jeśli chodzi o kwestie prawne. Gdybyśmy mieli do tego prawo, zrobiłbym to w mgnieniu oka - podkreślił republikanin i dodał, że "przygląda" się takiemu pomysłowi.

gazeta.pl


Niedługo po objęciu urzędu prezydenta USA Donald Trump podpisał szereg rozporządzeń wykonawczych dotyczących kwestii społecznych. Decyzje obejmują między innymi zawieszenie federalnych programów opartych na zasadach "różnorodności, równości i integracji" (DEI), a także zwalczenia "ideologii gender". W związku z tym 28 stycznia Narodowa Fundacja Nauki (NSF) zawiesiła wypłaty grantów oraz zapowiedziała, że projekty badawcze zostaną przeanalizowane pod kątem zgodności z polityką nowej administracji.

W ubiegłą niedzielę (2 lutego) NSF ogłosiła odmrożenie grantów, ale analiza projektów badawczych nie ustaje. Jak donosi "The Washington Post", który dotarł do wewnętrznej dokumentacji agencji, głównym kryterium jest stosowany język. NSF opracowało listę słów kluczowych, na które zwracana jest szczególna uwaga i które przesądzić mogą o dalszych losach projektu. To między innymi na ich podstawie urzędnicy agencji mają zdecydować, czy badania są zgodne z rozporządzeniami wykonawczymi prezydenta Trumpa.

Na liście znajdują się słowa takie jak: "trauma", "nierówność", "antyrasizm", "uprzedzenia", "wykluczenie", "różnorodność", "płeć", "mowa nienawiści", "integracja", "mniejszości", a nawet "kobieta" i "kobiety". "WaPo" informuje, że podczas analizy istotny jest również kontekst, w jakim padają słowa. O ile "dostępność" w kontekście DEI mogłaby negatywnie wpłynąć na ocenę badania, nie stałoby się tak w przypadku "dostępności cyfrowej". Szczegółowe zestawienie opublikowała w mediach społecznościowych Darby Saxbe, profesor psychologii na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Z jej wpisów wynika, że weryfikowane są tytuły, abstrakty, streszczenia i opisy badań.

Więcej na ten temat pisze prestiżowe "Nature", które powołuje się na sześciu urzędników NSF. Według czasopisma weryfikowanych jest obecnie około 10 tysięcy projektów. Analiz  prowadzona jest przez ekspertów zajmujących się innymi dziedzinami - dla przykładu specjaliści w zakresie nauk przyrodniczych sprawdzają badania dotyczące socjologii lub ekonomii. Każdy projekt jest niezależnie weryfikowany przez dwie osoby. Jeśli weryfikacja stwierdzi nieprawidłowości, badanie może zostać zmodyfikowane, tymczasowo zawieszone lub całkowicie anulowane.

gazeta.pl


Newsweek: Wielka antropolog Margaret Mead uważała, że wojna została wynaleziona na pewnym etapie rozwoju ludzkości. A skoro została wynaleziona, możemy ją "odwynaleźć". To rzeczywiście możliwe?

Richard Overy: – Mead czy Bronisław Malinowski mieli poczucie misji – uważali, że musi istnieć sposób na powstrzymanie wojny. Zorganizowana przemoc była dla nich nowoczesnym wynalazkiem i niejako wyborem stylu życia. Ale problem z wojną polega na tym, że stała się ona integralną częścią tego, w jaki sposób społeczności rozwijały się przez tysiące lat. Ludzie wciąż po nią sięgają, gdy tylko pojawia się kryzys, potrzeba lub strach, co widać dziś w Ukrainie czy Gazie. Pragnienie "odwynalezienia" wojny jest nierealistyczne. "Wojna jest normalna" – napisał jakiś czas temu politolog Kenneth Waltz. Normalna w tym sensie, że nie jest aberracją, ale ważnym elementem długiej historii.

Wiemy, jak to się zaczęło? Kiedy ludzie zaczęli toczyć ze sobą wojny?

– Historycy często twierdzą, że dopiero wraz z rozwojem państwa, ponieważ tylko państwo mogło sobie pozwolić na tworzenie armii, dostarczanie broni, organizowanie walk. Trudno się z tym zgodzić. Formy zbiorowej przemocy, które obejmują zabijanie innych ludzi, sięgają bardzo daleko wstecz. W neolitycznych szczątkach w Europie sprzed 20 tys. lat widzimy groty strzał wbite w ludzkie szczątki, zmiażdżone czaszki, rozczłonkowane szkielety.

Badania około 300 "prostszych ludów" pokazują, że tylko 4 proc. tych społeczeństw nie toczyło wojen. W dolinie Cauca w północnej Kolumbii, gdzie kilkadziesiąt wspólnot walczyło jedna z drugą, mieszkańcy napadniętej wioski byli masakrowani, odcinano im głowy, kończyny, serca wycinano i zjadano na miejscu. W epoce nowożytnej plemię Jívaro z dorzecza górnej Amazonki nadal angażowało się w najazdy na sąsiadów, którzy – jak tłumaczyli – "mówili inaczej". I wciąż całe społeczności były masakrowane.

Wojny są zaprogramowane w naszej biologii? Jesteśmy – jak to ktoś ujął – "zabójczą małpą"?

– Żaden biolog nie twierdzi obecnie, że przemoc jest w naszych genach, ale mamy pewność, że wczesne homininy, zorganizowane w małe grupy łowców-zbieraczy lub rybaków, stosowały przemoc w celu ochrony przed intruzami, zdobycia zasobów i żywności, a czasami działały jako drapieżniki w sąsiednich społecznościach. Gdy już raz uciekłeś się do przemocy jako sposobu rozwiązania problemu, naprawdę trudno było wrócić do sytuacji, w której nie używa się siły. Ten wzorzec ewoluował, w społecznościach plemiennych i państwach został utrwalony na dobre. Istnieje biologiczna i ewolucyjna droga do powstania wojny. Choć jej natura bardzo się zmieniła w czasie.

(...)

U Azteków, Spartan czy wikingów wytworzyła się elita wojowników. To częste zjawisko?

– We wczesnych działaniach wojennych prawdopodobnie wszyscy mężczyźni i kobiety byli zaangażowani w walkę. Potem stopniowo rozwinęła się kultura, w której promowano najlepszych, tworzono kastę wojskową – nową strukturę społeczną. I to wydaje się uniwersalne. Niewiele było przypadków, w których działania wojenne nie odgrywały ważnej roli (zazwyczaj centralnej) w życiu społeczności. A już na pewno nie ma ich w historycznym okresie państw od około 6000 lat temu.

W Sparcie tchórzostwo zamieniało mężczyznę w społecznego pariasa, w kulturze wikingów stanowiło dla żony podstawę do rozwodu z "winowajcą". Słynny afrykański król Shaka Zulu kazał mordować kobiety, które zaszły w ciążę z jego żołnierzami, aby ci mogli się skupić na żołnierce.

W badaniach nad ludobójstwem w XX w. próbujemy pojąć, "jak to możliwe, że ludzie robią tak potworne rzeczy". W przeszłości nikt nie zadawał takich pytań. Zwycięzcy rutynowo mordowali całe społeczności, całe miasta, w tym kobiety i dzieci. Gdy rzymscy żołnierze wymordowali mieszkańców Antipatrei w Macedonii, gdy wojska Czyngis-chana wyrżnęły ludność wielkiej Samarkandy, gdy katolicy mordowali protestantów (i odwrotnie) w czasie wojen religijnych w XVI w., nie było poczucia winy. Wręcz przeciwnie. Było "świętowanie" przemocy, którą uważano za całkowicie uzasadnioną.

(...)

Pana książka zwiera niezliczoną ilość teorii przyczyn wojny. Która z nich wydaje się panu najbardziej sensowna?

– Nie ma jednej i prostej odpowiedzi, co właśnie starałem się pokazać w książce. Jednocześnie uważam, że dążenie do bezpieczeństwa jest prawdopodobnie najważniejsze w dłuższej skali czasowej. Wojna z Ukrainą jest również wojną o bezpieczeństwo: chodzi o niepokój Rosji związany z tym, że NATO i Unia Europejska przesuwają się coraz dalej na Wschód. Wojna w Gruzji, okupacja Krymu etc. też były wywołane rosyjskimi lękami o bezpieczeństwo terytorialne. Jak widać na przykładzie Ukrainy, troska o bezpieczeństwo może prowadzić do większego braku bezpieczeństwa. A w takiej sytuacji nigdy nie można wykluczyć uciekania się do broni absolutnej.

Co pan ma na myśli?

– Powszechnym założeniem wśród polityków, dowódców wojskowych i szerszej opinii publicznej – nawet w świecie z dziewięcioma potęgami nuklearnymi – jest to, że broń ta nie zostanie użyta ze względu na duże prawdopodobieństwo wzajemnego masowego zniszczenia. Założenie to rodzi pytanie, po co Indiom, Pakistanowi, Izraelowi i Korei Północnej broń nuklearna, skoro jest ona zasobem, który nigdy nie może zostać wykorzystany. Moim zdaniem we wszystkich tych czterech przypadkach istnieją regionalne kwestie bezpieczeństwa, w których opcja nuklearna może być użyta. Myślę, że prawie nikt nie będzie aktywnie dążył do III wojny światowej. Ale pamiętajmy też, że niewielu chciało dwóch poprzednich.

onet.pl


Filozof Mikołaj Bierdiajew, który po rewolucji bolszewickiej musiał uciekać z Rosji, pisał w Źródłach i sensie komunizmu rosyjskiego, że jego rodacy nie potrafią żyć według kodeksów prawa, ponieważ stało przed nimi nieskończenie trudne zadanie – „ukształtowanie i organizacja swojej nieogarnionej ziemi”. Wytłumaczenie Bierdiajewa ma dla mnie ogromny sens, ponieważ wyraża dokładnie to samo, co Ryszard Kapuściński tłumaczył Polakom na temat Afryki. Niedożywiony i spragniony mieszkaniec Konga lub Czadu, który w ponad 40 stopniach Celsjusza musi uprawiać ziemię, robi to „tylko” kilka godzin dziennie nie dlatego, że jest leniwy – jak mawia rasistowski stereotyp – lecz dlatego, że racjonuje ograniczone zasoby, a klimat wielu państw Afryki tworzy nieludzkie warunki do życia i pracy. Rosjanie zamieszkujący ogromne, często mroźne i niedostępne przestrzenie żyli w warunkach permanentnej walki z naturą. Oczywiście najpierw te przestrzenie podbijali, przez wieki nieustannie poszerzając własne terytorium, ale potem musieli je jakoś zagospodarować. Uprawa ziemi, budowa dróg i kanałów czy zwykłe dostarczanie żywności zmuszało do nadludzkiego wysiłku i składania masowych ofiar z ludzi przez rosyjskich despotów. W tak wrogich warunkach zachodni pomysł na prawo nijak ma się do rzeczywistości. Decydują nieformalne zasady zrodzone z konkretnych ludzkich przeżyć i emocji, bo w warunkach walki z naturą to one chronią zdrowie i życie. Znakomicie ujmuje to bon mot współczesnego rosyjskiego pisarza Jurija Bykowa: „Rosja to piękne krajobrazy i niewiele sensu”.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

wtorek, 4 lutego 2025



Zardzewiały tankowiec zacumował w porcie w Rotterdamie 27 października 2023 r. Statek o długości 184 m nazywał się "Chemtrans Uranus" i pływał pod banderą niemiecką. Dziesiątki podobnych codziennie ładują i rozładowują produkty naftowe w tym ruchliwym porcie w Holandii - pisze portal w materiale opublikowanym we wtorek.

Kilka dni później tankowiec opuścił Rotterdam, tylko już pod inną nazwą - "Coast Buster", a na jego rufie powiewała nie flaga niemiecka, ale niebiesko-biało-czerwona flaga afrykańskiego państwa Liberia. "Coast Buster" obrał kurs na port Murmańsk w Rosji.

Niedługo potem podobną transformację przeszły w tym samym porcie dwa inne tankowce niemieckich właścicieli. Wszystkie po przybyciu do Rotterdamu znajdowały się pod zarządem hamburskiej firmy żeglugowej Chemikalien Seetransport. Gdy później obrały kurs na Rosję, były już własnością Rhine Marine Services. Mimo że nazwa brzmi niemiecko, siedziba firmy mieści się w indyjskim Bombaju.

Za trzy tankowce zapłacono 54 mln dolarów. Unia Europejska zakazała bezpośredniej sprzedaży statków rosyjskim firmom, dlatego kupowane są przez spółki zarejestrowane w takich krajach, jak Indie, Seszele, Hongkong czy Wietnam. W tym przypadku jest to legalne.

Jak powiedział portalowi Benjamin Hilgenstock, główny ekonomista instytutu badawczego Kijowskiej Szkoły Ekonomicznej (KSE), mimo że statki nie są własnością Rosji ani rosyjskich firm, nie ma wątpliwości, kto stoi za tajemniczymi nabywcami z państw trzecich. "Można śmiało założyć, że nabywcy pochodzą z Rosji i że za tymi firmami stoją rosyjskie interesy" – powiedział.

Zdaniem dziennikarzy Follow the Money, trzy tankowce obecnie stanowią część rosyjskiej "floty cieni". To ponad 600 statków zarejestrowanych w krajach na całym świecie, które transportują rosyjską ropę naftową za pośrednictwem nieprzejrzystych struktur własnościowych – i bez odpowiedniego ubezpieczenia na wypadek katastrof ekologicznych.

Dzięki nim Kreml obchodzi sankcje na sprzedaż ropy naftowej nałożone przez Zachód, w tym Unię Europejską. Rosja wykorzystuje statki, aby sprzedawać ropę naftową po cenie wyższej niż pułap cenowy ustalony przez kraje zachodnie w 2022 r. To zapewnia państwu rosyjskiemu dodatkowe miliardy dolarów dochodu, które przeznacza na finansowanie wojny z Ukrainą.

Ze śledztwa Follow the Money wynika, że ponad jedna trzecia floty cieni (230 statków), w większości starych i zużytych tankowców, należała wcześniej do armatorów z krajów zachodnich. Właściciele sprzedali je za wyjątkowo wysokie ceny. Statki, które w przeciwnym razie zostałyby sprzedane na złom, od 2022 roku, gdy rozpoczęła się wojna na Ukrainę, wygenerowały obecnie ponad 6 miliardów dolarów zysku.

Mimo że sankcje przeciwko temu handlowi zostały ostatnio rozszerzone, w przeszłości niewiele zrobiono, aby zapobiec sprzedaży starych tankowców "flocie cieni". Europa zbiera teraz gorzkie owoce tej sytuacji: wojna trwa, przestarzałe statki są wykorzystywane do szpiegostwa i sabotażu, a katastrofy ekologiczne wiszą w powietrzu – czytamy w artykule.

money.pl


Punktem bez powrotu dla Kremla była inwazja na Ukrainę na pełną skalę w lutym 2022 r. Gdy sprawy przybrały zły obrót, starał się zrekompensować straty sprzętowe, opierając się na Białorusi; aby zwiększyć siłę roboczą, rekrutował najemników z wielu innych krajów, a mianowicie z krajów Globalnego Południa. Kiedy stało się oczywiste, że żadne z tych działań nie przyniesie większych zmian, Kreml zawarł umowę z Iranem na dostarczenie dużej liczby osławionych dronów Szahed oraz z Koreą Północną na dostawę amunicji i sprzętu. Chociaż materiały te spowodowały wiele ofiar śmiertelnych i zniszczeń ukraińskiej infrastruktury cywilnej, miały one marginalny wpływ na strategiczny kierunek wojny lądowej.

W lipcu 2024 r. prezydent Rosji Władimir Putin zdecydował się zagrać swoją ostatnią kartą, nie doprowadzając do eskalacji wojny nuklearnej. Podróżując do Pjongjangu, zawarł z Koreą Północną "Traktat o wszechstronnym partnerstwie strategicznym". Można się tylko domyślać, jakie emocje towarzyszyły nacjonalistycznym elitom rosyjskim, które zostały zmuszone do oglądania prezydenta Rosji siedzącego jak równy z równym obok globalnego pariasa, północnokoreańskiego dyktatora Kim Dzong Una. Putin już wcześniej był postrzegany jako petent obok protekcjonalnego chińskiego prezydenta Xi Jinpinga.

To, że takie upokorzenie zostało po cichu zaakceptowane w Moskwie, stanowiło wybitną ilustrację rosyjskiej obsesji na punkcie zniszczenia Ukrainy za wszelką cenę. Wartość północnokoreańskiego wsparcia w wojnie lądowej stanie się jasna z czasem, ale już teraz ma wyraźnie niepokojące implikacje dla globalnej geopolityki. To, co na początku rosyjskiej agresji na Ukrainę było ograniczonym konfliktem na obrzeżach Europy, teraz zostało rozszerzone na Półwysep Koreański.

(...)

Współpraca wojskowo-przemysłowa Moskwy z Iranem trwa i jest ważna, ale jej perspektywy i przydatność porozumienia o bezpieczeństwie między Rosją a Iranem, zawartego 17 stycznia br., są niejasne. Ponadto okrucieństwa popełnione przez Hamas 7 października 2023 r. mogły zmienić amerykańską doktrynę. Wygląda na to, że polityka "zarządzania eskalacją" może ustępować miejsca coraz większemu skupieniu się na wykorzystaniu siły militarnej za pośrednictwem pełnomocników w celu rozwiązywania konfliktów, a nie zarządzania nimi.

Dzięki broni i wsparciu ze strony USA, Izrael wyeliminował irańską obronę powietrzną, poważnie osłabił Hamas i zdekapitował Hezbollah. Siły wspierane przez należącą do NATO Turcję obaliły reżim Asada w Syrii, gdzie zarówno siły rosyjskie, jak i irańskie stały się persona non grata i gdzie Moskwa straciła swoją jedyną bazę morską na Morzu Śródziemnym. W sumie zadało to poważny cios "szyickiemu półksiężycowi", militarnej i strategicznej pozycji Teheranu oraz zdolności Putina do wywierania wpływu za granicą.

onet.pl/gisreportsonline.com


- Czytałam, że wróg ponosi bardzo duże straty w kierunku Pokrowska. Czy to prawda?

Tak, ale według wywiadu obronnego Ukrainy dzienne straty okupantów w sektorze Pokrowskim wynoszą około 300-500 osób dziennie. Oznacza to, że te 1,5 kilometra postępu kosztowało okupantów ogromne straty w zasobach ludzkich — od 10 do 15 tys. osób.

I przyznają to sami Rosjanie. Łączne straty armii rosyjskiej na samym kierunku pokrowskim za cały okres ofensywy, czyli od lata, wynoszą około 150 tys. ludzi.

Dla porównania, jest to wielkość Zachodniego Okręgu Wojskowego Sił Zbrojnych Rosji. Okupanci skutecznie zabili cały okręg wojskowy w pobliżu Pokrowska, a jednocześnie nie rozwiązali kwestii zdobycia samego Pokrowska ani dotarcia do granicy administracyjnej regionu.

Straty w sprzęcie podczas ofensywy wyniosły ponad 1,8 tys. jednostek. A to tylko te potwierdzone. Dane te pokrywają się z informacjami dostarczonymi zarówno przez ukraiński wywiad, jak i zachodnich analityków, którzy liczą tylko udokumentowane straty, tj. ze zdjęć i filmów.

- Powiedział Pan, że tempo natarcia wroga w sektorze pokrowskim spadło. Ale ogólnie, jaka jest tam teraz sytuacja?

W sektorze pokrowskim okupanci zmienili taktykę — starają się unikać bezpośrednich działań wojennych na obszarach miejskich, doskonale wiedząc, że jest to dla nich bardzo niebezpieczne. W końcu Pokrowsk to duże miasto przemysłowe. Główne wysiłki okupantów mają teraz na celu przejęcie kontroli nad szlakami logistycznymi Sił Obronnych Ukrainy. Celem jest uniemożliwienie dostarczania amunicji, przeprowadzania rotacji i ewakuacji rannych.

I w tym zadaniu, niestety, Rosjanie odnieśli pewien sukces taktyczny: przejęli bezpośrednią kontrolę nad dwiema trasami. Jednak możliwości logistyczne pozostają, co oznacza, że nie ma zagrożenia operacyjnego okrążenia ukraińskich wojsk.

(...)

- Powiedział Pan, że tempo rosyjskiego natarcia spadło. Czy wynika to ze strat, jakie ponoszą? Czy możemy powiedzieć, że brakuje im również personelu?

W grudniu Rosja straciła rekordową liczbę 48 tys. ludzi w ciągu zaledwie jednego miesiąca. Poprzedni antyrekord wynosił 42 tys., a następnie 45 tys. Jak widać, liczby te rosną z każdym miesiącem.

Nie ma rezerw operacyjnych, ponieważ mogą rekrutować tylko do 40 tys. osób, a straty wynoszą już 48 tys. Czyli, mówiąc językiem księgowych, bilans jest ujemny, wyszli na minus, a to bardzo poważny wskaźnik.

Dane, które sami Rosjanie udostępniają publicznie, potwierdzają, że do szturmu rzucają nawet rannych.

Istnieją oznaki trudności finansowych. Odmówili płacenia za obrażenia — wcześniej płacili 3 miliony rubli. Nie płacą pieniędzy tak zwanemu "kontyngentowi specjalnemu" [więźniom, którzy podpisali kontrakt z rosyjskim Ministerstwem Obrony].

Ponieśli również bardzo poważne straty w sprzęcie. To również spowalnia ich tempo posuwania się naprzód. Teraz wykorzystują "mięso" i radziecki przemysł samochodowy. Na przykład atakują w samochodach lub na ciężarówkach i motocyklach, tłumacząc to zmianą taktyki — rzekomo w ten sposób unikają trafienia przez drony. Ale, jak pokazuje praktyka, to wcale nie działa. Wręcz przeciwnie, taki sprzęt nie jest chroniony, a ukraińskie wojska są z nim jeszcze skuteczniejsze.

onet.pl


IDF zniszczyło armię Hamasu poprzez systematyczne operacje oczyszczające i ukierunkowane naloty. IDF odizolowało, a następnie zdegradowało jednostki Hamasu, dopóki nie mogły działać bez pełnej odbudowy, co jest doktrynalną definicją zniszczenia sił zbrojnych.Hamas nie mógł przeszkodzić żadnej operacji izraelskiej do końca 2024 r., co pokazało słabość Hamasu. IDF ustanowiło dwa operacyjnie istotne korytarze podczas operacji oczyszczających, które odizolowały siły Hamasu na północy od ich odpowiedników na południu i odizolowały Hamas od zewnętrznych dostaw.

Zajęcie dwóch korytarzy może umożliwić IDF zapobiegnięcie militarnej rekonstrukcji Hamasu. Pierwszy korytarz, który odcinał pas północny od południa, oznaczał, że siły Hamasu na południu nie mogły zaopatrywać tych na północy, uniemożliwiając rekonstrukcję Hamasu na północy. IDF wykorzystało ten korytarz do przeprowadzania powtarzających się nalotów na pas północny i zakłócania wysiłków Hamasu na rzecz rekonstrukcji, ponieważ rekonstrukcja wymaga, aby siły pozostawały poza kontaktem przez znaczne okresy czasu. Te naloty uniemożliwiły Hamasowi materialne korzyści z nowych rekrutów, ponieważ nie mieli oni schronienia, w którym mogliby nauczyć się technik zasadzek lub jak budować improwizowane urządzenia wybuchowe lub rakiety. Powtarzające się naloty IDF zabiły również kluczowych dowódców Hamasu i zniszczyły zapasy broni. Hamas w pasie północnym nie mógł łatwo zastąpić martwych dowódców ani zniszczyć broni. Korytarz Filadelfia, który odciął Hamas od zewnętrznych dostaw, mógłby zapobiec odbudowie Hamasu w dłuższej perspektywie, jeśli Izrael lub jego partnerzy zabezpieczą granicę Strefy Gazy z Egiptem po zawieszeniu broni. Korytarz ten mógłby umożliwić Izraelowi zablokowanie dostaw Hamasu z innych miejsc za granicą i powstrzymanie grupy po wojnie.

(...)

Presja militarna IDF zmusiła Hamas do poszukiwania porozumienia pokojowego w celu uwolnienia zakładników. Celem siły militarnej jest zazwyczaj uczynienie wroga niezdolnym lub niechętnym do walki. Izraelska logika była taka, że ​​presja militarna na Hamas sprawiłaby, że straciłby on zdolność lub chęć do walki, co ostatecznie przełożyłoby się na porozumienie o zawieszeniu broni i zakładnikach. Hamas nie był skłonny zgodzić się na proponowane przez USA, zaakceptowane przez Izrael zawieszenie broni w maju 2024 r. Kampania militarna IDF zmusiła Hamas do przyznania się do porażki militarnej, gdy grupa zgodziła się na zawieszenie broni z maja 2024 r. w styczniu 2025 r.

understandingwar.org

poniedziałek, 3 lutego 2025



Kiedy ludzie w ZSRR stali w kolejkach po papier toaletowy i kaszkę dla dziecka, młody Nikita Michałkow dzięki ojcu podróżował do Japonii, Australii i USA, wizyty w Wenecji były dla niego chlebem powszednim, podobnie jak piękne kobiety. W latach 70. sprowadził sobie mercedesa, których w całym ZSRR było może kilkadziesiąt. Życie młodego księcia konweniowało z jego aparycją i charakterem. Był bardzo wysokim, atletycznym mężczyzną, przez dużą część życia podobnym do Freddiego Mercury’ego – ze względu na epicki wąs, wiewiórczo wysunięte górne zęby i roześmiane oczy, oddające ogromną radość życia. Ci, którzy z nim pracowali, podkreślali jego poczucie humoru i ciągły głód nowych przeżyć.

Nikita Michałkow od dziecka jest nauczony, że z każdą władzą trzeba dobrze żyć, ponieważ pozwala to zachować ciągłość fizycznego bezpieczeństwa rodziny oraz przywilejów. Dlatego był reformatorem za Gorbaczowa, demokratą za Jelcyna i oświeconym konserwatystą za Putina. Jednocześnie sam kocha być władzą. Do tego stopnia, że pod koniec 1998 roku chodziły wiarygodne słuchy o jego kandydaturze na prezydenta Rosji. Możliwe, że tak by się stało, gdyby już wtedy nie zaczęła świecić gwiazda Putina. Liczba stanowisk Michałkowa w ciągu ostatniego ćwierćwiecza przyprawia o zawrót głowy. Zasiadał w organach Ministerstwa Obrony i Komitetu Śledczego (odpowiednik polskiej prokuratury), w radach cerkiewnych, uniwersyteckich i wojskowych, w komitecie zimowej olimpiady Soczi 2014, był członkiem rady fundacji kremlowskiego oligarchy Olega Deripaski i kilkukrotnym mężem zaufania Putina. Łącznie to kilkadziesiąt funkcji, co przekłada się na konkretne pieniądze. Na przykład produkowane przez niego wino podawane jest w samolotach państwowej spółki lotniczej Aerofłot. Poza tym Michałkow został chyba dożywotnio prezesem Związku Filmowców Rosyjskich, dzięki czemu trzęsie rosyjską kinematografią. Nie mówiąc o tym, że otrzymał od Ministerstwa Spraw Wewnętrznych tak zwaną migałkę, czyli niebieskiego koguta na dach samochodu, dzięki któremu jego limuzyna może sobie spokojnie przemierzać zakorkowaną Moskwę niczym karetka na sygnale.

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję