wtorek, 3 maja 2022


Globalizacja jest obecnie na nowo debatowana we wszystkich większych stolicach, a także w wielu centralach korporacji. Ekonomiczny prymat just-in-time (ang. dostawa na czas, czyli zorganizowane dostaw na bieżąco, bez potrzeby składowania materiałów na zapas, co wymaga rozbudowanych, międzynarodowych sieci dostaw) i outsourcingu traci rację bytu w warunkach stałej gotowości wojennej. Jesteśmy świadkami upolitycznienia i radykalizacji stosunków handlowych.

Rozdzielenie handlu nie wywołuje wojny światowej, ale strategicznie ją przygotowuje. Polityka ta uwalnia wielką wojnę potęg gospodarczych z więzienia jej niemożliwości i czyni ją dostępną dla celów politycznych. "Niewygodne zależności w łańcuchach dostaw muszą zostać ponownie ocenione na tle rozwoju sytuacji geopolitycznej" - czytamy w najnowszym opracowaniu Deutsche Bank.

Wniosek: Jeśli wyobrazimy sobie świat jako jedną wielką skrzynkę z bezpiecznikami, to dominujące potęgi gospodarcze są w trakcie wykręcania głównych z nich. W świecie obwodów ekonomicznych rozdzielonych według ideologii politycznych można sobie wyobrazić wiele rzeczy, łącznie ze zwarciem. Niemniej jednak w tej chwili nie ma alternatywy dla tej strategii. Bo nawet współzależność w myśl hasła "zmiana poprzez handel" nie mogła zapobiec wojnie europejskiej. Dlatego teraz następuje zmiana bez handlu.

onet.pl

W rejonie dzielnicy Browary obronę organizował 3. batalion 72. BZmech pod dowództwem majora Romana Darmograja oraz siły obrony terytorialnej, m.in. pododdziały Samodzielnego Pułku Specjalnego Przeznaczenia SZU „Azow" (jednostka początkowo formalnie w ramach kijowskiej OT, potem zyskała status jednostki specjalnej SZU, nie mająca nic wspólnego (poza korzeniami w ruchu azowskim) ze słynnym pułkiem „Azow" Gwardii Narodowej). 9 marca (wg niektórych źródeł 10 marca) od północnego-wschodu, pod kijowską dzielnicę Browary, podeszła pancerna batalionowa grupa taktyczna na bazie 1. batalionu czołgów (de facto raczej pułkowa) rosyjskiej 90. DPanc z 41 Armii, nacierającej z głębi obwodu czernihowskiego. Batalionowe grupy taktyczne rosyjskiej 90. DPanc były po drodze szarpane przez lokalne siły OT i operującą w obwodzie czernihowskim 58. Brygadę Zmotoryzowaną (Motopiechoty), co spowolniało marsz i przyczyniało strat (w tym czołgi T-72B).

1.batalion 72. BZmech (faktycznie raczej batalionowa grupa taktyczna na bazie 3. batalionu) od dłuższego czasu organizował obronę dzielnicy Browary od północnego- wschodu, w oparciu o umocnienione miejscowości Puchówka, Rożewka i Kalinowka. W ryciu okopów pomagali miejscowi, cywile również dostarczali cennych informacji o przemieszczaniu się sił przeciwnika. „Dane napływały nieustannie. Po pierwsze, od miejscowych. Po drugie, również z oddziałów, które stacjonowały w obwodach sumskim i czernihowskim. Przekazywano nam, że kolumna się przemieszcza: Nowy Bychów, Stara Basan, Nowy Basan... Wiedzieliśmy więc, w jakim kierunku idą, prawidłowo określiliśmy ich prawdopodobny charakter działania" – wspominał dowódca 3. batalionu, podpułkownik Roman Darmograj.

Przygotowano się więc do odparcia ataku, który zgodnie z napływającymi danymi, miał wyjść po szerokiej ekspresowej drodze Czernihów-Kijów – rosyjska kolumna nacierać miała przez m. Zalissja, następnie rozwinąć działania na wioski Skybyn i Kalinowka. Przeprowadzono rekonesans w terenie, wybierając dogodne miejsce do zasadzki w m. Zalissja, zaplanowano wsparcie artylerii brygadowej grupy artylerii, przygotowano ostrzał flankowy, wyznaczono pozycje pododdziałom, w tym sekcjom przeciwpancernym z granatnikami i ppk (brygadowe sekcje przeciwpancerne miały na wyposażeniu ppk Stugna-P, natomiast pododdział „Azow-Kijów" niedawno otrzymane granatniki NLAW).

Kolumną 6. pułku pancernego 90. DPanc, nacierającą na Browary, bez odpowiedniego rozpoznania, w zasadzie z marszu, dowodził płk. Andrij Zacharow, który ufał wielkiej sile ognia jaką dowodził i przebywał na pierwszej linii ognia.

Grupa taktyczna 90. DPanc nacierała całą siłą kilkudziesięciu czołgów, niemal bez wsparcia piechoty, mając na przodzie pancerną awangardę, tzw. główny dozór. Szpicę tworzył wzmocniony pluton czołgów (5-6 czołgów), który przeoczył zasadzkę w m. Zalissja. Nie jest to nic dziwnego, bowiem czołgiści z natury rzeczy mają słabą świadomość sytuacyjną, co więcej kolumna przemieszczała się, nie spodziewając się oporu na przedpolu dzielnicy Browary. Zasadzka przepuściła szpicę, po czym zaatakowała główną kolumnę, niszcząc 2-3 pojazdy.

Materiał filmowy dotyczący zasadzki pokazuje szczegóły początkowego fragmentu starcia: prawym, podwójnym pasem, na Browary, sunie kolumna czołgów i wozów piechoty (pojazdy jechały po szosie jeden za drugim, bez żadnego ubezpieczenia bocznego, wsparcia powietrznego, czy rozpoznania bezzałogowego), która otrzymuje z bliskiej odległości dwa strzały z granatnika przeciwpancernego. Jeden pocisk chybia, ale drugi skutecznie poraża z prawego boku T-72.

Kolumna rozprasza się, większość BMP-2 odchodzi od miejsca zasadzki, jeden z czołgów strzela z armaty, po czym otrzymuje niegroźne trafienie z granatnika. Dowódca 3.batalionu swoje straty szacował po starciu na jednego zabitego, jednego rannego (amputacja nogi) i czterech lekko rannych. Ponieważ żołnierze mieli zginąć w zasadzce przeciwpancernej, być może film przedstawia właśnie ten epizod, kiedy rosyjski T-72 z bliskiej odległości trafia w ukraińską pozycję z armaty.

Następna zasadzka zaatakowała kolumnę z ppk Stugna, a potem ogień otwarły siły główne zajmujące obronę w m. Skybyn. Zaatakowana od czoła kolumna 6. pułku, defilująca na wąskiej przestrzeni dwupasmowej drogi ekspresowej, bez miejsca na manewr, dostała się pod celny ogień artylerii 72. BZmech, korygowanej z drona „Azowa". Mimo, że zasłona dymna, świadomie generowana przez załogę jednego z T-72, mocno przysłoniła pole boju, ostrzał czołowy i artyleryjski w zasadzie rozproszył kolumnę.

(...)

W m. Skybyn nacierająca grupa taktyczna natknęła się na pozycje obronne (w tym co najmniej 2 T-64) i od razu poniosła straty, następnie wycofała się pod ogniem, rozproszyła się i straciła de facto zdolność bojową, do czego przyczyniła się zapewne śmierć pułkownika Zacharowa.

Szczegóły starcia uzupełnia przechwycona rozmowa telefoniczna, w której oficer 6. pułku pancernego melduje o wysokich stratach poniesionych przez pułk, w tym bezpowrotnej utracie wozów bojowych, czołgów oraz śmierci dowódcy pułku.

Co ciekawe raportowano również o prowadzonym przez Ukraińców ostrzale artyleryjskim, co nie jest dziwne, bowiem artyleria walnie przyczyniła się do rozbicia i rozproszenia kolumny, oraz użyciu bezzałogowców Bayraktar TB2, o których zastosowaniu w tym boju nie ma żadnych informacji. Mógł to być efekt oceny skuteczności ognia ukraińskiej obrony, ewentualnie wzięcie za Bayraktara bezzałogowca oddziału „Azow".

Po odparciu ataku 90. DPanc, jej grupy bojowe z 6.i 239. pułków wycofały się na pozycje wyjściowe, do m. Bohdaniwka i Wełyka Dymerka, kolejne ataki miały już charakter symboliczny, podejmowane były niewielkimi pododdziałami.

Według wyliczeń ministerstwa obrony Ukrainy, po prawie czterogodzinnej bitwie 9 marca, zniszczono 17 czołgów, 3 bojowe wozy piechoty i zlikwidowano ok. 55 żołnierzy wroga. Ukraińcom udało się przejąć sprawne trzy czołgi i jeden MTLB. Część strat została udokumentowana materiałem foto i wideo. Przykładowo istnieje film ukazujący przejęty przez 3.batalion 72.BZmech sprawny T-72A oraz porzucony MTLB, ten ostatni już w miejscowości Wełyka Dymerka, a więc już po bitwie pod Browarami (Skybynem).

defence24.pl

poniedziałek, 2 maja 2022


Walki oraz rosyjski ostrzał i bombardowania trwają ze zmiennym natężeniem na wszystkich kierunkach we wschodniej i południowej Ukrainie (ostrzał odnotowano także w przygranicznych rejonach obwodów czernihowskiego i sumskiego). Obszarem najbardziej intensywnych zmagań pozostaje styk obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego. Strona ukraińska konsekwentnie informuje o odpieraniu kolejnych natarć agresora i zadawaniu mu dużych strat, przy czym obserwuje się „pewne taktyczne przesunięcia na kilka kilometrów” w kierunku pozycji ukraińskich. Szczegóły działań zostały objęte całkowitym embargiem informacyjnym (rejon pomiędzy Iziumem a Barwinkowem i Słowiańskiem) bądź też doniesienia o nich mają charakter szczątkowy, potwierdzający skuteczny opór ukraiński na większości kierunków i taktyczne sukcesy na obrzeżach Charkowa.

Kontynuowane jest przegrupowanie jednostek rosyjskich do rejonów przygranicznych – sprowadzane są wzmocnienia z Zachodniego, Centralnego i Wschodniego Okręgów Wojskowych oraz Floty Północnej. W gotowości do uderzenia pozostają rosyjskie jednostki rakietowe (z systemami Iskander) oraz lotnictwo na terytorium Białorusi. W przekazie ukraińskim pojawiła się nowa orientacyjna data rozpoczęcia przez agresora wielkiej ofensywy – to 9 maja. Rosjanie konsekwentnie starają się zakłócić logistykę obrońców, kontynuując uderzenia rakietowe, m.in. na lotnisko międzynarodowe w Odessie (zniszczono pas startowy), jak również – ze szczególnym natężeniem – na składy w rejonie synelnykowskim obwodu dniepropetrowskiego (zabezpieczające jednostki w Donbasie i obwodzie zaporoskim).

Dowództwo Operacyjne „Południe”, a następnie głównodowodzący armii ukraińskiej gen. Wałerij Załużny poinformowali o kolejnych uderzeniach ukraińskich w obiekty rosyjskie na Wyspie Wężowej (do pierwszego ataku doszło 27 kwietnia, w jego wyniku miały zostać zniszczone m.in. systemy przeciwlotnicze krótkiego zasięgu Strieła-10). Przeciwnik ma utrzymywać połączenie z wyspą za pomocą śmigłowców i szybkich kutrów desantowych „Raptor”. O zatopieniu dwóch z nich powiadomił gen. Załużny.

Wzrasta znaczenie cenzury wojennej jako metody utrudniającej pozyskiwanie wrażliwych informacji przez siły rosyjskie. Ukraiński resort obrony zaapelował po raz kolejny do swoich obywateli, aby powstrzymywali się od publikacji niepotwierdzonych przez Sztab Generalny doniesień o rezultatach działań armii ukraińskiej. Dotyczy to także wiadomości o wyzwoleniu kolejnych miejscowości. Tego rodzaju publikacje powodują nasilenie kontrataków agresora na postępujące do przodu wojsko ukraińskie. Podkreślono, że siły zbrojne potrzebują ciszy informacyjnej. Głównodowodzący gen. Załużny wezwał również blogerów do powstrzymania się od publicznych ocen działań wojennych czy decyzji dowódców. Dodał, że kluczem do skutecznego zniszczenia wroga jest nierozpowszechnianie tego rodzaju informacji. Do zadrażnień doszło między ukraińskim wywiadem wojskowym a administracją obwodu dniepropetrowskiego. Wojskowych skrytykowano za opublikowanie nieprawdziwych – zdaniem władz – lokalnych nagrań, z których wynika, że przeciwnik opanował Zełenodolśk (w mieście znajduje się Elektrociepłownia Krzyworoska) i planuje dalszą ofensywę w głąb obwodu. Tymczasem jeszcze 30 kwietnia lokalna administracja sama przedstawiła informację o okupacji wiosek w okolicy Zełenodolśka i Krzywego Rogu (bez podawania ich nazw) – ich sytuację oceniono jako krytyczną.

Po zdobyciu Chersonia na początku marca Rosja starała się zalegalizować swoją kontrolę nad miastem i pobliskimi terytoriami, instalując tam prorosyjską administrację. Okupant nadal boryka się jednak z problemami związanymi z organizacją władz kolaboranckich, opóźnia się też plan włączenia obwodu chersońskiego do „strefy rublowej” – wycofanie z obiegu hrywny ma potrwać cztery miesiące. W wymiarze militarnym utrzymanie przez najeźdźców Chersonia i przebiegających przez obwód szlaków transportowych ma zwiększyć zdolność Rosji do uzyskiwania dalszych postępów terytorialnych w kierunku północnym i zachodnim oraz zwiększyć bezpieczeństwo utrzymania połączenia z okupowanym Krymem. Jak poinformował Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy, Rosja prowadzi operację wojskową w celu dotarcia do granic administracyjnych obwodu chersońskiego i stworzenia sprzyjających warunków do ataku na Mikołajów i Krzywy Róg.

1 maja odbyła się częściowa ewakuacja z kombinatu Azowstal w Mariupolu, który wciąż jest broniony przez ukraińskie wojsko. W kierunku Zaporoża udało się wyjechać grupie ok. 100 cywilów (kobiety z dziećmi oraz osoby w starszym wieku), nie zdołano natomiast wywieźć rannych żołnierzy przebywających na terenie zakładu. Ewakuację prowadzono przy wsparciu ONZ oraz Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

30 kwietnia w wywiadzie dla chińskiej agencji Xinhua minister spraw zagranicznych FR Siergiej Ławrow odniósł się do sytuacji na Ukrainie. Powtórzył tezy o odpowiedzialności Zachodu za wspieranie „nacjonalistów”, wyszkolenie i uzbrojenie ukraińskiej armii oraz zachęcanie Kijowa do kontynuowania antyrosyjskiej polityki, w tym do przerwania procesu uregulowania kwestii Donbasu w ramach porozumień mińskich. Według Ławrowa w celu zaspokojenia własnych ambicji geopolitycznych Zachód gotów jest zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu i żywnościowemu całych regionów świata. Dodał, że nadal trwają negocjacje dwustronne. Podkreślił, że jednym z warunków zawarcia pokoju jest zniesienie sankcji nałożonych na Rosję. Z kolei w wywiadzie dla włoskich mediów przyznał, że nie oczekuje się zwycięstwa armii rosyjskiej do 9 maja. Dodał, że tempo ofensywy „nie zależy od dat”, a brak postępów na froncie tłumaczył tym, że armia FR „minimalizuje wszelkie ryzyka” dla niej samej oraz dla obywateli Ukrainy. Według niego strona rosyjska nie domaga się kapitulacji Wołodymyra Zełenskiego, ale tego, by wydał on rozkaz wojsku i Ukraińcom, żeby zaniechali oporu. Komentując wypowiedź Ławrowa, reprezentant ukraińskiej grupy negocjacyjnej Mychajło Podolak zaprzeczył, że w negocjacjach z Rosjanami dyskutuje się o zniesieniu nałożonych sankcji. Dodał, że delegacja ukraińska nie może z nimi podejmować tego tematu nawet teoretycznie.

Pod koniec kwietnia na Ukrainie nasiliły się problemy związane z dostępem do paliw, co doprowadziło do powstania wielogodzinnych kolejek na stacjach benzynowych, m.in. w Kijowie. Władze stolicy zaapelowały do mieszkańców o niekorzystanie z prywatnych pojazdów bez pilnej potrzeby. Ministerstwo Gospodarki zapowiedziało, że deficyt uda się przezwyciężyć w ciągu tygodnia dzięki dostawom z państw UE.

Według sondażu agencji Rejtynh badającego popularność zagranicznych przywódców najbardziej pozytywny stosunek Ukraińcy mają do prezydenta RP Andrzeja Dudy (92%), premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona (88%), prezydenta USA Joego Bidena (85%) oraz prezydenta Litwy Gitanasa Nausėdy (76%). Wśród europejskich polityków najmniejszą sympatią cieszą się kanclerz Niemiec Olaf Scholz (31%) oraz prezydent RFN Frank-Walter Steinmeier (26%). Najgorsze oceny otrzymali prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka (negatywny stosunek do niego zadeklarowało 96% ankietowanych) oraz prezydent Władimir Putin (99%).

Komentarz

Siły Zbrojne Ukrainy zaczęły zwracać baczniejszą uwagę na sytuację na Wyspie Wężowej (znanej m.in. z oporu żołnierzy jednostki granicznej w początkowym okresie wojny, a następnie z zatopienia operującego w jej okolicy krążownika rakietowego „Moskwa”, pod którego presją obrońcy oddali się do niewoli). Z punktu widzenia operacji na Ukrainie rosyjska obecność na wyspie nie ma żadnego znaczenia, stanowi jednak potencjalne znaczące zagrożenie dla południowo-wschodniej flanki NATO (wyspa leży 30 mil od wybrzeży Rumunii), zwłaszcza dla amerykańskiego kompleksu logistycznego w Konstancy (170 km od Wyspy Wężowej) i leżącej na północ od niej bazy lotniczej Mihail Kogălniceanu (w mniejszym stopniu dla instalacji systemu obrony przeciwrakietowej w Deveselu). Nie jest wykluczone rozmieszczenie przez Rosję na wyspie systemów rozpoznania radioelektronicznego oraz obrony powietrznej (w zasięgu rakiet systemów S-400 znalazłyby się samoloty nie tylko nad Konstancą, lecz także nad blisko połową Rumunii z Bukaresztem włącznie). Ataki ukraińskie na Wyspę Wężową prowadzą do zakłócania prowadzonych tam przez Rosjan prac.

Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Rosji odnoszące się do tempa ofensywy rosyjskiej świadczą o tym, że jest ona skutecznie opóźniana przez opór armii ukraińskiej. Podkreślenie przez Ławrowa, że „operacja specjalna” nie zakończy się do 9 maja, to przyznanie się do porażki planu szybkiego rozbicia Ukraińców na wschodzie i południu kraju. Wojska rosyjskie starają się minimalizować straty własne, ograniczając ataki na dobrze umocnione punkty oraz kontynuując intensywny ostrzał artyleryjski mający zniszczyć ufortyfikowane pozycje broniących się jednostek. Zarazem nie należy się spodziewać w najbliższych tygodniach postępu w negocjacjach pokojowych – stanowiska ich uczestników są skrajnie odmienne, a strona rosyjska przed zawarciem rozejmu będzie dążyć do opanowania co najmniej całych obwodów donieckiego i ługańskiego, a także zwiększenia kontroli nad obwodami zaporoskim i chersońskim. Czynnikiem utrudniającym osiągnięcie tych celów są coraz większe dostawy zachodniego uzbrojenia na Ukrainę. W tym kontekście kluczowa jest decyzja USA o nowym programie wsparcia dla niej w wysokości 33 mld dolarów.

osw.waw.pl

Dowódca oddziału rosyjskiej Gwardii Narodowej Siergiej Kołocej to pierwszy podejrzany o zbrodnie popełnione w Buczy pod Kijowem – poinformowała dziś prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa. Jak wyjaśniła, prokuratorzy i policja ustalili, że to właśnie on zabił 18 marca czterech nieuzbrojonych mężczyzn w Buczy. 

29 marca miał się znęcać nad jeszcze jednym mężczyzną, próbując zmusić go do przyznania się do działalności przeciwko armii rosyjskiej. "Zabrał tego mieszkańca, który miał poglądy proukraińskie, do piwnicy, gdzie bił go rękami i kolbą karabinu. Mężczyznę wywieziono na miejsce kaźni, gdzie, imitując egzekucję, strzelano mu koło ucha" – napisała prokurator. Mężczyźnie kazano również wąchać zwłoki.

Wenediktowa opublikowała zdjęcia zastrzelonych mieszkańców Buczy, leżących na ziemi ze związanymi rękami, a także zdjęcie rosyjskiego wojskowego z kamery internetowej w punkcie rosyjskiej firmy kurierskiej na Białorusi. "Jego podarunek z Ukrainy (wysłany) do Uljanowska to klapa bagażnika" – napisała prokurator.

PAP

Sankcje ograniczają dostęp Rosji do kluczowej zachodniej technologii i środków finansowych, które są niezbędne do wydobycia ropy z wyeksploatowanych, odległych i niegościnnych złóż syberyjskich i arktycznych. Odejście zachodnich firm osłabia również zdolność Rosji w nadchodzącej dekadzie do produkcji niezwykle lukratywnego skroplonego gazu ziemnego.

Rosja może być również zmuszona do znalezienia nowych miejsc sprzedaży. Unia Europejska w swoim szóstym pakiecie sankcji w tym tygodniu zapowiada działania przeciwko ropie naftowej. Kraje już wyznaczają sobie krótkoterminowe cele, aby zerwać z zależnością od rosyjskiej ropy i gazu.

To sprawia, że Putin ma ból głowy.

– Musimy działać na podstawie założenia, że w przewidywalnej przyszłości dostawy energii na Zachód zostaną ograniczone – powiedział w tym miesiącu rosyjski prezydent, zapowiadając "zwiększenie dostaw energetycznych do innych regionów świata".

Wymaga to jednak budowy rurociągów i terminali LNG, aby przekierować eksport do Azji, a Rosji brakuje zarówno pieniędzy, jak i technologii, aby szybko przeprowadzić taką zmianę. Chiny po prostu nie są w stanie wchłonąć wszystkich ogromnych ilości energii zużywanej w Europie, aby pomóc Kremlowi. Pekin, który już teraz jest największym odbiorcą moskiewskiej ropy, ma własne cele strategiczne związane z utrzymaniem zróżnicowanych dostawców.

Nagłówki gazet skupiły się na wycofywaniu się z Rosji największych koncernów energetycznych, takich jak Shell, BP i ExxonMobil, ale to odejście trójki firm świadczących usługi naftowe – czyli Halliburtona, Schlumbergera i Baker Hughesa – okaże się ostatecznie o wiele bardziej brzemienne w skutkach.

Dzieje się tak dlatego, że po okresie świetności w latach 80. i 90., wiele z rosyjskich pól naftowych w zachodniej Syberii jest na wyczerpaniu.

Techniki opracowane i udoskonalane przez profesjonalistów z Teksasu – takie jak zdalnie sterowane roboty wiercące skały poziomo na wiele kilometrów, kierowane przez najnowocześniejsze oprogramowanie do obrazowania, w celu zlokalizowania i wydobycia ostatnich kropli ropy – opierają się na technologii, która została właśnie obłożona sankcjami.

– Technologie te są produktem rynkowych innowacji i postępu technologicznego, pochodzących głównie z USA – powiedział Władimir Miłow, były wiceminister energetyki Rosji, a obecnie działacz opozycyjny. – W radzieckim przemyśle naftowym ich brakowało, a rosyjski prywatny przemysł naftowy po prostu je kupił, bo po co rozwijać coś we własnym zakresie, skoro można po prostu wynająć Halliburtona i Schlumbergera?

Firmy usługowe oświadczyły, że nie będą podejmować nowych prac w Rosji, a Halliburton powiedział, że planuje zlikwidować swoje dotychczasowe operacje w tym kraju. Wszystkie trzy firmy odmówiły podania szczegółów dotyczących skali i czasu, jaki pozostał do realizacji istniejących kontraktów.

Analitycy rynku wydobywczego z firmy Rystad Energy twierdzą, że w rezultacie rosyjskie wydobycie ropy będzie spadać o 4-7 proc. rocznie.

– Jeśli firmy wycofają się całkowicie, może to spowodować spadek rosyjskiego wydobycia o 10, 15 proc. i nie sądzę, aby to była przesada – powiedział Miłow.

Wiercenie szybów, wydobycie, poszukiwania – to wszystko mogą wykonywać rosyjskie firmy serwisowe, a także oddziały serwisowe największych producentów ropy, takich jak Rosnieft i Surgutnieftiegaz, powiedziała analityczka w norweskiej firmie analitycznej Rystad Energy, Daria Melnik.

Będzie to jednak coraz bardziej kosztowne, ponieważ poszukiwanie nowych źródeł surowca zmusza do eksploracji głębiej pod ziemią lub dalej, np. w Arktyce.

– Walczysz w obronie własnej, starając się utrzymać stare pola wydobywcze tak długo, jak to możliwe, wycofując się krok po kroku, wiercąc cały czas i błagając rząd rosyjski o więcej funduszy w formie tanich kredytów, czy zbudujecie nam port, a przy okazji będziemy potrzebować nowego rurociągu – powiedział Thane Gustafson, profesor polityki rosyjskiej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie. – To wiele miliardów rubli, które są potrzebne, aby państwo pomogło w tym kolejnym etapie rozwoju rosyjskiej ropy.

Zupełnie inną historią jest gaz ziemny.

– Większość rosyjskiego przemysłu gazowego nie jest zależna od firm zachodnich, z wyjątkiem kwestii finansowych – powiedział Jonathan Stern, założyciel programu gazowego w Oxford Institute for Energy Studies.

Rosja jest również bardziej bezpieczna, jeśli chodzi o sprzedaż gazu niż ropy. Na razie Unia wyklucza sankcje przeciwko gazowi ziemnemu – którego duża część dociera do wspólnoty rurociągami – z powodu silnego sprzeciwu takich krajów jak Niemcy i Węgry.

Ale gdy UE rozważa jednak swoje opcje w sprawie gazu, Putin nie ma możliwości szybkiego przeniesienia go na inne rynki. Zamiast skupić się na technologii skroplonego gazu ziemnego, który mógłby być eksportowany na cały świat statkami, rosyjska strategia gazowa polegała na budowie drogich rurociągów na zachód, które zwrócić by się mogły dopiero po dłuższym okresie eksploatacji – Blue Stream, Jamał Europa, TurkStream, Nord Stream i niedawno zamrożony Nord Stream 2.

Putin uruchomił już jeden gazociąg eksportowy do Chin, a rozmowy na temat dwóch kolejnych trwają.

Brakuje jednak kluczowych rurociągów wewnątrz Rosji, które pozwoliłyby państwowemu Gazpromowi kierować gaz ze złóż na zachodzie kraju do nowych odbiorców azjatyckich.

Ich budowa "zajmie trochę czasu, prawdopodobnie większość tej dekady", powiedział Stern.

Putin miał nadzieję, że do 2035 r. Rosja będzie w stanie zdywersyfikować swoją działalność z dala od Europy i zdobyć jedną piątą światowego rynku LNG. Eksperci twierdzą, że bez zachodniej technologii i pieniędzy może pożegnać się z tymi marzeniami.

– LNG napotka największe opóźnienia – powiedziała Melnik. – Nie mają własnej technologii, nie mają własnego sprzętu, nie mają nawet turbin gazowych ani zbiornikowców do przewozu LNG.

Południowokoreańskie stocznie budujące lodołamacze LNG dla rosyjskich firm już teraz mają obawy czy otrzymają zapłatę ze względu na sankcje finansowe nałożone na Rosję.

Rosyjska stocznia Zwiezda, która ma zbudować flotę LNG nowej generacji, opiera się na francuskiej technologii skraplania, która również jest niedostępna ze względu na unijne sankcje.

– Projekty takie jak dalekowschodnie LNG Rosnieftu czy bałtyckie LNG Gazpromu są praktycznie martwe – powiedział Stern.

Jednak w przeciwieństwie do szybów naftowych, które mogą ulec uszkodzeniu, jeśli zostaną zamknięte – co może się zdarzyć, jeśli sankcje spowodują, że Rosja nie będzie mogła łatwo sprzedawać swojej ropy – odwierty gazu ziemnego łatwiej jest wyłączyć, a następnie ponownie włączyć.

– Można zakręcić kurek z gazem i zatrzymać go w złożu, nie niszcząc pola, więc jest to elastyczne – powiedział Thierry Bros, profesor z Sciences Po Paris. – Ryzyko polega na zbyt małej sprzedaży.

onet.pl

niedziela, 1 maja 2022


Kiedy Kreml wykonał swój pierwszy ruch 24 lutego, powszechnie oczekiwano szybkiego i druzgocącego zwycięstwa Rosji. Kiedy ukraiński ambasador w Niemczech poprosił o pomoc, został grzecznie poinformowany, że nie ma sensu wysyłać broni, bo wojna skończy się w ciągu 48 godzin.

Miesiąc po rozpoczęciu wojny sytuacja się odwróciła. Strona ukraińska zadała agresorowi ogromne straty i przejęła inicjatywę w udanej kontrofensywie. Ciężko poturbowane siły rosyjskie wycofały się z północnej Ukrainy. Choć nie doceniono zdolności Ukrainy do stawiania oporu, to jeszcze bardziej przeceniono możliwości rosyjskiej machiny wojennej.

Teraz wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że rosyjską ofensywę w Donbasie spotka ten sam los, co nieudaną próbę zdobycia Kijowa. Jeśli tak się stanie, Ukraina wygra wojnę, choć za straszliwą cenę. Biorąc pod uwagę, że strona rosyjska nie będzie mogła się poddać, dopóki będzie miała czym walczyć, można przewidzieć, że Rosja wyjdzie z wojny z bardzo zniszczonymi siłami zbrojnymi. Taki scenariusz miałby głębokie i długofalowe konsekwencje.

Odwaga i sprawność wojskowa strony ukraińskiej już zapisały się w historii. Pozostaje do wyjaśnienia, jak rosyjski wysiłek wojenny mógł tak fatalnie zawieść w osiągnięciu swoich pierwotnych celów, że masowe bombardowania ludności cywilnej stały się jedyną realną opcją dla Moskwy, by kontynuować agresję.

Nieśmiałą odpowiedzią może być to, że wojna została zaplanowana i rozpoczęta przez Kreml i jego służby bezpieczeństwa, a nie przez profesjonalnych wojskowych. Dodając do tego fakt, że doradcy Kremla prawdopodobnie obawiali się poinformować swoich panów o opłakanym stanie wojska, można pokusić się o stwierdzenie, że ci, którzy rozpoczęli wojnę, padli ofiarą własnej propagandy, co jest typowe dla autorytarnych systemów politycznych.

Choć w takiej analizie jest zapewne wiele prawdy, to jednak nie oddaje ona głównych wniosków płynących z porażki Kremla: załamania podstawowej logistyki, niepowodzenia systemu dowodzenia i kontroli, fatalnego stanu większości sprzętu i słabej celności amunicji podobno precyzyjnie naprowadzanej. Ten katastrofalny test pola walki wskazuje na obecność poważnych błędów systemowych.

W czasie inwazji Rosja zgromadziła blisko 200 tys. ludzi oraz pokaźną kolekcję broni pancernej i ciężkiego sprzętu wzdłuż granic Ukrainy. Jej arsenał rakiet dalekiego zasięgu wydawał się gotowy do tego, by sparaliżować ukraińskie siły powietrzne i obronę przeciwlotniczą. Eksperci uważają, że rosyjskie tajne służby zwerbowały wystarczającą liczbę ukraińskich zdrajców, by utworzyć w podbitym Kijowie prorosyjski rząd.

Być może najbardziej symbolicznym przejawem tej klęski była wczesna utrata kolumny rosyjskiej Gwardii Narodowej, która jechała w kierunku Kijowa w lekko chronionych pojazdach. Jednostka ta, wyposażona w sprzęt do tłumienia zamieszek — hełmy, tarcze, pałki — miała za zadanie patrolować ulice zdobytego Kijowa. Ci ludzie okazali się łatwym celem dla ukraińskich obrońców.

Jakakolwiek próba oceny, czy Rosja może odnieść więcej sukcesów w Donbasie i czy będzie w stanie odbudować po wojnie swoje mocno pokiereszowane wojsko, musi zacząć się od rozwiązania dwóch krytycznych kwestii: co sprawiło, że rosyjska armia znalazła się w tak opłakanym stanie i w jaki sposób rosyjski spin mógł przekonać nas wszystkich, że Rosja stała się poważnym zagrożeniem dla NATO.

Odpowiedź jest dwojaka. Rosyjska próba reformy wojskowej nie zdołała ukształtować nowoczesnej struktury sił zbrojnych, co spowodowało, że nie udało się zatrzymać endemicznej, ogromnej korupcji, która utrudniła próby modernizacji sprzętu wojskowego. Przede wszystkim jednak historia reżimu Putina dostarczyła nam wielu spostrzeżeń, które powinny były dać nam do myślenia, jeśli chodzi o wiarę w powstanie nowoczesnej rosyjskiej machiny wojennej.

Wzorca dla tego, co dzieje się na Ukrainie, dostarczyły dwie wojny, które Rosja stoczyła, by stłumić radykalną rebelię islamską w Czeczenii. Pierwsza wojna czeczeńska, stoczona przez prezydenta Borysa Jelcyna w latach 1994-1996, może być postrzegana jako prekursor pierwszej fazy inwazji na Ukrainę. Opierając się na bezpodstawnej wierze w silne pierwsze uderzenie rosyjskiej armii, została ona rozbita przez zaciekły opór Czeczenów, co doprowadziło do ciężkich strat i wycofania się Rosjan.

Druga wojna czeczeńska, toczona od 1999 do 2009 r. pod rządami Władimira Putina, może być postrzegana jako prekursor drugiej fazy wojny na Ukrainie. Przekonawszy się, że wojna w miastach może przynieść ogromne straty, Rosja uciekła się do ostrego bombardowania artyleryjskiego, które zamieniło stolicę Groznego w gruzy.

Podczas gdy druga wojna w Czeczenii wciąż się toczyła, w 2008 r. Rosja wyruszyła do walki z Gruzją. Również ta wojna była naznaczona logistycznym chaosem i nieudaną próbą przeprowadzenia operacji z użyciem połączonych rodzajów broni. To ostatnie skutkowało incydentami typu friendly fire, w tym zestrzeleniami własnych samolotów. Ta inwazja powiodła się tylko dzięki przewadze liczebnej.

Odpowiedzią Kremla na te porażki była reforma wojskowa zapoczątkowana w 2009 r. przez ministra obrony Anatolija Sierdiukowa. Głównym jej założeniem było pozbycie się starej struktury sił zbrojnych, składającej się z 5 mln ludzi zmobilizowanych do ponad 200 dywizji w stylu II wojny światowej.

Odtworzone siły lądowe miały składać się z 89 brygad. Wszystkie z nich miały być w pełni obsadzone, wyposażone do samodzielnego działania i gotowe do wysłania "w ciągu jednej godziny". Aby mieć pewność, że nowa struktura sił zbrojnych będzie mniejsza, ale za to skuteczniejsza, reformatorzy opracowali program modernizacji armii, który kosztował 600 mld dol.

W ciągu następnej dekady Rosja przeprowadziła dobrze przygotowane ćwiczenia wojskowe na dużą skalę, wystawiając najwyżej oceniane pokazy w Zachodnim Okręgu Wojskowym (czyli w europejskiej części Rosji). W ćwiczeniach tych, odbywających się co cztery lata, brały udział siły rosyjskie na Białorusi, a w 2009 r. odbyła się symulacja uderzenia jądrowego na Warszawę. W przerwach między grami wojennymi Rosja przeprowadza też "niezapowiedziane inspekcje", by sprawdzić gotowość do szybkiego rozmieszczenia wojsk.

Bystrzy rosyjscy obserwatorzy wojskowi ostrzegali, że te spektakularne gry wojenne zawierają elementy charakterystyczne dla klasycznej rosyjskiej fasady potiomkinowskiej. Jednak kompleks wojskowo-przemysłowy na Zachodzie ochoczo chłonął rosyjskie prognozy rozwoju armii, domagając się zwiększenia funduszy.

To, co miało się wydarzyć w Ukrainie, zostało wcześnie zauważone, gdy Rosja przystąpiła do wojny w Syrii. Chcąc wesprzeć słabnący reżim prezydenta Baszira al-Asada, Rosja zorganizowała kampanię masowych bombardowań. Rezultat był taki jak w Groznym, a twierdza rebeliantów Aleppo została zrównana z ziemią. Co brzmi szczególnie groźnie dla Ukrainy, Rosja użyła w Aleppo trującego gazu, by zmusić obrońców do opuszczenia podziemnych pozycji — po to, by można ich było zabić na otwartej przestrzeni.

Poza bezwzględnością rosyjska armia nie zrobiła dużego wrażenia. Lotniskowiec Admirał Kuzniecow, wysłany do wsparcia kampanii powietrznej, okazał się bezużyteczny, gdyż samoloty startujące z jego pokładu nie mogły wrócić i musiały lądować w Syrii. Również budząca postrach grupa najemników Wagnera poniosła ogromne straty, gdy została zaatakowana przez siły amerykańskie.

Połączenie nieudolności i morderczej brutalności, które cechowało kampanie w Czeczenii, Gruzji i Syrii, charakteryzuje także inwazję na Ukrainę. Rosyjskie dowództwo wojskowe nie zdołało zapewnić przewagi powietrznej, nie poradziło sobie z dowodzeniem i kontrolą oraz doświadczyło znacznej utraty wyższych oficerów, w tym generałów i admirałów.

Gdy nowe brygady poniosły sromotną porażkę, dowództwo uciekło się do wypróbowanej taktyki okrążania miast i używania rakiet i artylerii do zamieniania w gruzy cywilnych budynków mieszkalnych.

Słabe wyniki użycia sprzętu, w tym nietrafione użycie rzekomo precyzyjnie naprowadzanej amunicji, mogą być związane z endemiczną korupcją w rosyjskim sektorze wojskowym. Oficjalni audytorzy sugerują, że co roku defraudowana jest jedna piąta rosyjskiego budżetu obronnego; prawdziwa kwota może być jednak wyższa.

Ważnym powodem, dla którego nacierające wojska rosyjskie nie były w stanie poruszać się w terenie w Ukrainie, było to, że kontrahenci, którzy otrzymali fundusze na zakup najlepszych zachodnich opon, zdecydowali się na chińskie produkty niskiej jakości, a różnicę wzięli do kieszeni. Podobnie sprawa się miała z akumulatorami, których żywotność jest bardzo krótka, przez co samochody pozostają bez zasilania w środku kampanii.

Ukraińcy przechwycili też transport rosyjskich racji żywnościowych, których data ważności upłynęła w 2007 r. Również w tym przypadku niektórzy kontrahenci zarobili krocie, pozostawiając załogom rosyjskich czołgów wybór: jeść niejadalne jedzenie, głodować lub kraść.

Symptomatyczne jest to, że kiedy rosyjskie dowództwo wojskowe próbowało zrekompensować straty poniesione na polu bitwy, wyciągając czołgi z magazynów, odkryło, że w wielu przypadkach istotny sprzęt hi-tech, taki jak żyroskopy i celowniki, został rozebrany i zaginął. Znikały całe bloki silników: mp. w Boguczarze w obwodzie woroneskim 40 proc. sprzętu przechowywanego w wojskowych magazynach okazało się niezdatne do użytku.

Co znamienne, agenci Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) wysłani na Ukrainę, by rekrutować prorosyjskie elementy do nowego rządu, mieli kraść przekazane fundusze i składać fałszywe raporty na temat werbowania zdrajców. Działanie tej przerażającej rosyjskiej agencji okazało się więc kolejnym domkiem z kart.

Patrząc w przyszłość, perspektywy odbudowy przez Rosję jej potencjału wojskowego są fatalne. Ograniczenia związane z oprogramowaniem można przezwyciężyć; być może uda się także przywrócić profesjonalne przywództwo i z czasem odbudować morale wśród wojsk, które przeszły piekło. Jednak to, co może okazać się decydujące, czyli odbudowa sprzętu wojskowego, zapowiada się na stromą walkę pod górkę.

onet.pl

Podczas posiedzenia kolegium Prokuratury Generalnej przywódca Rosji stwierdził, że Federalna Służba Bezpieczeństwa udaremniła atak na jednego z czołowych rosyjskich dziennikarzy. Miała go dokonać “grupa terrorystyczna”.

Do zatrzymania miało dość dziś rano. Według Władimira Putina “terroryści” usiłowali zaprzeczać, by planowali zamach, jednak “fakty i dowody są jednoznaczne”. Według niego, to “zagraniczni kuratorzy”, w tym z CIA, doradzają władzom Ukrainy zamachy na rosyjskich dziennikarzy.

Rosyjskie prezydent zażądał przy tym od prokuratury, by aktywniej walczyła z ekstremizmem, szybciej reagowała na fejki w internecie i wezwania na nielegalne protesty.

Biuro prasowe FSB wyjaśniło, że celem zamachu był Władimir Sołowjow – czołowy prokremlowski propagandysta, uważany za człowieka, który mówi to, co myślą władze na Kremlu. Atak miała przepuścić zakazana w Rosji grupa neonazistów National Socialism/White Power na zamówienie Kijowa.

Według rosyjskich służb, nacjonaliści po zamachu planowali ukryć się za granicą. U zatrzymanych FSB miała znaleźć ładunki wybuchowe domowej produkcji, butelki zapalające, pistolety, podrobione ukraińskie paszporty i narkotyki. Jak podał portal Smotrim.ru, zatrzymani są przesłuchiwani i przyznają się do winy.

belsat.eu

sobota, 30 kwietnia 2022


Przede wszystkim, na samym wstępie Watling oraz Reynolds zauważają, że rosyjska agresja była skrojona (przynajmniej w założeniach politycznych) na uzyskanie efektów propagandowych już 9 maja tego roku. Stąd przekonanie na Kremlu, że cele wojskowe będą do zrealizowania w krótkim okresie czasu, bez większej mobilizacji społeczeństwa na potrzeby wojny. Tak, żeby finalnie móc skonsumować zyski z kolejnego etapu swoistej „operacji krymskiej" z 2014 r. Lecz finalnie, twarda rzeczywistość realizacji kampanii na polach bitew zadała cios pierwotnej wizji strony rosyjskiej. Autorzy raportu RUSI podkreślili, że pierwsze godziny to coś w rodzaju klasycznego działania militarnego rosyjskich sił zbrojnych. Ukraina odczuła przede wszystkim spektrum akcji Rosjan w ramach walki radioelektronicznej, a także prób zakłócania systemu obrony powietrznej za pomocą bezzałogowych statków latających. Rosjanie oczywiście wyprowadzili też uderzenia rakietowe na wybrane wcześniej cele po stronie ukraińskiej. I przede wszystkim rozpoczęli coś w rodzaju skoku na Kijów, poprzez operację zajęcia portu lotniczego Hostomel pod stolicą Ukrainy.

Lecz właśnie przygotowanie do tego rajdu zaczęło zmieniać sytuację agresorów. Watling oraz Reynolds podkreślają, że przede wszystkim jednostki powietrznodesantowe otrzymały plany działania na trzy dni przed ich realizacją. Zaś jednostki należące do sił zmechanizowanych oraz Rosgwardii zaledwie w 24 godziny przed inwazją. W sumie, nie uzyskano przede wszystkim odpowiedniego całościowego zgrania działań jednostek, nie mówiąc o wielowariantowym ujęciu na potrzeby wystąpienia problemów z realizacją pierwotnych planów ataku. Finalnie, część rosyjskich jednostek wysforowała się głęboko w awangardzie inwazji, ale utraciła kontakt z resztą sił agresorów. Rosjanie mieli mieć możliwość w 48 godzin osiągnąć przedmieścia Kijowa, ale nie udało się tego wykonać w sposób skoordynowany. Watling oraz Reynolds zauważają, że dochodziło nawet do tego, że siły Rosgwardii mające odpowiadać za pacyfikację tyłów nagle znajdowały się na pierwszej linii walk. Zaś obrona ukraińska szybko zauważyła mankamenty rosyjskiej inwazji i zaczęła izolować poszczególne rosyjskie oddziały oraz je systematycznie niszczyć. Oprócz łamania oporu czysto wojskowego, obrońcom Ukrainy udało się w sposób znaczący podważyć odporność psychologiczną żołnierzy zaangażowanych w zbrojną napaść. Co więcej, kolejne dni walk na kierunku kijowskim wykazały, że Rosjanie nie zgromadzili odpowiednich sił, aby myśleć o zajęciu w toku walk stolicy Ukrainy.

Rosjan zaskoczyło również dobre rozpoznanie sił ukraińskich, które skutkowało zwiększoną precyzją rażenia artylerii. Na rzecz zwiększonej świadomości sytuacyjnej ukraińskich dowódców oddziaływała reakcja ludności na zajmowanych przez Rosjan obszarach. Cywile informowali bowiem masowo o ruchach rosyjskich agresorów. Jednakże, Ukraina sięgała też po efektywny tandem systemów bezzałogowych oraz sił operacji specjalnych. Za sprawą tych czynników Rosjanie byli na terenie sobie wrogim. Ponosząc straty w kolumnach wojskowych za sprawą najbardziej znanych z filmików wojennych (publikowanych w mediach społecznościowych) zasadzek, gdzie główną rolę grały ppk i inne lekkie środki rażenia broni pancernej oraz pojazdów. Lecz zdaniem ekspertów RUSI o wiele efektywniejsze było zastosowanie ukraińskiej artylerii. Rosyjska artyleria miała problem z namierzaniem celów, ale tego samego nie można powiedzieć o ukraińskich artylerzystach. Cytowani dowódcy ukraińscy twierdzą, że pociski przeciwpancerne zwolniły tempo rosyjskich działań, ale ich eliminacja to już sprawa artylerii.

Następujące po sobie problemy z atakiem rosyjskim, doprowadziły rosyjskich dowódców do podejmowania ryzyka w rejonie walk. Lecz co ważne, Rosjanie ograniczyli również przemieszczanie własnych najnowszych systemów walki radioelektronicznej i obrony przeciwlotniczej w głąb zajmowanego terytorium, obawiając się ich utraty. Przez co, ich skuteczność w zakresie oddziaływania na ukraińskich obrońców też spadła. Stąd po pierwszym tygodniu spadła znacząco presja wywierana na ukraińskie systemy radarowe przez rosyjskie WRE.

Ukraina, zdaniem Watlinga oraz Reynoldsa podjęła też strategiczną decyzję o priorytetowym potraktowaniu obrony Kijowa. Stąd też, w ten rejon ściągła dodatkowe siły i środki nawet kosztem innych rejonów walk. Przez co, chociażby obrona na południu czy też w Donbasie miała dać czas na konsolidację działań ukraińskich. Jednakże, wszyscy zdawali sobie sprawę, że Ukraina nie ma wystarczających zasobów, aby w pierwszej fazie dać odpór całościowej inwazji rosyjskiej. Zakładano przy tym, że Rosjanie mogą niestety zająć znaczne obszary Ukrainy. Warto nadmienić, że w walkach z agresją wojska ukraińskie poniosły znaczne straty. Dotyczy to nawet najbardziej zaangażowanych w działania ukraińskich specjalsów. Jednak, starania obrońców dały czas na wymaganą mobilizację rezerw kadrowych. Zwiększyła się również presja na rosyjskie kolumny zaopatrzeniowe, obniżając skuteczność zaopatrywania wojsk agresora. Cytowana jest opinia ukraińskich dowódców, która wskazywała, że rosyjskie wyposażenie zdawało egzamin w walkach z Ukraińcami, ale na szczęście przewagi niwelowało niekompetentne jego zastosowanie.

Jeśli chodzi o obecne przegrupowanie i uderzenie w Donbasie, Watling oraz Reynolds twierdzą, że widać w tym aspekcie walkę między FSB a wojskowymi. Ich hipoteza zakłada, że najprawdopodobniej pierwsze plany były w sposób znaczący kreowane przez ludzi ze służb specjalnych. Jednakże, wraz z wyznaczeniem gen. Dwornikowa nastąpiło przerzucenie odpowiedzialności za dalsze prowadzenie kampanii na siły zbrojne. Generalnie, analitycy RUSI widzą przy tym możliwość zwiększenia mobilizacji zasobów rosyjskich na potrzeby dłuższej kampanii w Ukrainie. Wojsko ma widzieć możliwość prowadzenia inwazji długo, planując już letnie działania zbrojne. Stąd też podjęli ryzyko konsolidacji sił i środków przed uderzeniem na Donbas, nawet jeśli wiadomo było, że da to czas Zachodowi na wsparcie Ukrainy. Rosja może więc już dziś planować systematyczne odrywanie, kawałek po kawałku, ukraińskiego terytorium i to przy uwzględnieniu znacznych strat. Dlatego też, bitwę o Donbas nie należy traktować jako decydującej dla całej wojny. Obie strony szykują się na długotrwały konflikt zbrojny.

defence24.pl

Areną najcięższych walk pozostaje obszar na styku obwodów charkowskiego, donieckiego i ługańskiego, a pozycje stron nie uległy zasadniczej zmianie. Wrogie wojska rozpoczęły szturm na miejscowość Wełyka Komyszuwacha (na styku dróg z Iziumu na zachód i z miasta Barwinkowe na północ), lecz obrońcy utrzymują tam główne obiekty. Żołnierze ukraińscy przywrócili kontrolę nad dwiema kolejnymi wsiami na obrzeżach Charkowa (Ruśka Łozowa i Kutuziwka), z kolei w obwodzie donieckim mieli przejść do obrony manewrowej i lokalnie wyprowadzać kontruderzenia. Drugim pod względem intensywności działań obszarem stała się północna część obwodu zaporoskiego i granicząca z nią część obwodu donieckiego. Według Pentagonu Rosjanie mają wzmacniać zgrupowanie operujące na kierunku Zaporoża jednostkami wycofywanymi z Mariupola (w mieście pozostają siły blokujące kontrolowany przez obrońców kombinat Azowstal). Liczba zaangażowanych na Ukrainie rosyjskich batalionowych grup taktycznych miała w ciągu tygodnia wzrosnąć z 85 do 92. Po kilkunastodniowej przerwie doszło do ostrzału graniczących z terytorium Rosji rejonów obwodu czernihowskiego. Pociski rakietowe spadły na Kijów, Odessę i rejon szepietowski w obwodzie chmielnickim.

W ukraińskich mediach pojawiły się doniesienia o znaczących dostawach ciężkiego uzbrojenia z Polski. Ponad 200 czołgów T-72 ma pozwolić na wyposażenie dwóch brygad. Z zapasów Wojska Polskiego armia ukraińska otrzymała także kilkadziesiąt bojowych wozów piechoty BMP-1, haubice samobieżne 2S1 Goździk, wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych BM-21 Grad oraz rakiety powietrze–powietrze do myśliwców MiG-29 i Su-27. Ponadto polska prywatna spółka WB Electronics ma dostarczać na Ukrainę drony.

Służba Wywiadu Zagranicznego FR (SWZ) kontynuuje operację dezinformacyjną i propagandową wymierzoną przeciwko Polsce i USA. 28 kwietnia jej szef Siergiej Naryszkin stwierdził, że Waszyngton i Warszawa opracowują plan ustanowienia ścisłej kontroli wojskowo-politycznej nad „polskimi historycznymi posiadłościami na Ukrainie”. Według niego pierwszym etapem operacji będzie wkroczenie polskich wojsk do obwodów zachodnioukraińskich pod pretekstem ich ochrony przed rosyjską agresją. Według SWZ Warszawa prowadzi obecnie rozmowy z administracją prezydenta Joego Bidena na temat warunków nadchodzącej misji, która rzekomo ma się odbyć z udziałem zainteresowanych państw NATO.

Władze ukraińskie przeprowadziły kolejną wymianę jeńców. Z niewoli rosyjskiej powróciło 45 osób (13 oficerów, 20 żołnierzy i 12 cywilów). Jeśli chodzi o wojskowych, była to szósta wymiana jeńców odbywająca się formule „1 na 1”. Cywile są zwalniani w wyniku odrębnych negocjacji ze stroną rosyjską. Łączna liczba uwolnionych od końca marca wynosi 175.

Według władz ukraińskich Rosjanie przymusowo deportowali ponad 30 tys. mieszkańców Mariupola. W ten sposób okupant pozbywa się z miasta osób odnoszących się niechętnie lub wrogo do sił rosyjskich. Mieszkańców przewieziono do obozów filtracyjnych zorganizowanych w pobliskich wsiach, gdzie deportowani są dzieleni według kryteriów wiekowych i płci, zabiera się im dokumenty poświadczające obywatelstwo, a po wydaniu tymczasowych certyfikatów tożsamości wywozi się ich do Rosji.

W Chersoniu okupant wciąż napotyka trudności związane z przygotowaniem „referendum” dotyczącego utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Bez poparcia ze strony ludności Rosjanie nie mogą przystąpić do tworzenia lokali wyborczych, mają też problem ze stworzeniem spisu uprawnionych do głosowania. Według władz ukraińskich niewykluczony jest scenariusz zorganizowania „fejkowego” referendum poza obszarem obwodu chersońskiego i przedstawienia takiej inscenizacji jako faktu politycznego. Okupanci z trudem wprowadzają do obiegu rosyjską walutę. Podejmowane są również próby włączenia do „strefy rublowej” miejscowości w obwodzie zaporoskim. W okolicach Melitopola rosyjskie władze wojskowe wymagają od przedsiębiorców otwierania sklepów, kawiarni czy miejsc rekreacji i wypoczynku. Produkty pochodzące z Ukrainy mają być wycofywane ze sprzedaży, prowadzona jest kampania reklamująca towary z okupowanego Krymu, które można nabyć wyłącznie za ruble.

Władze Kijowa ponowiły apel, aby kobiety z dziećmi i osoby starsze nie wracały jeszcze do stolicy ze względu na zagrożenie kolejnymi atakami rakietowymi. Siły rosyjskie nie rezygnują z ostrzału miasta, do uderzenia rakietowego doszło podczas czwartkowej wizyty sekretarza generalnego ONZ António Guterresa. W trakcie jego spotkania z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim omawiano utworzenie korytarza humanitarnego dla ukraińskich żołnierzy i mieszkańców przebywających w zakładach Azowstal w Mariupolu. Guterres oświadczył, że trwają intensywne rozmowy w tej sprawie. Dzień wcześniej, po spotkaniu z prezydentem Władimirem Putinem, Guterres poinformował, że Rosja „w zasadzie” zgadza się na pomoc ONZ i Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w ewakuacji ludności cywilnej z kombinatu w Mariupolu. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaprzeczył jednak, by miało dojść do jakichkolwiek konkretnych ustaleń na ten temat.

Rzecznik szefa Biura Prezydenta Mychajło Podolak wskazał dwie przyczyny, z powodu których negocjacje ze stroną rosyjską wstrzymano. Pierwsza to zbrodnie wojenne agresora, które istotnie wpłynęły na atmosferę rozmów. Druga zaś to potencjał wojskowy FR, pozwalający na kontynuację działań militarnych na wschodzie Ukrainy. Zdaniem Podolaka Rosja dąży do uzyskania taktycznych zwycięstw w celu przekonania międzynarodowej opinii o skuteczności jej armii.

Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych przegłosowała projekt ustawy o przywróceniu programu Lend-Lease z okresu II wojny światowej – ma to ułatwić dostawy amerykańskiego sprzętu wojskowego na Ukrainę. Przyjęcie dokumentu umożliwi natychmiastowe dostarczanie uzbrojenia dla Kijowa i odroczenie uregulowania kosztów tych transakcji. W tym samym dniu prezydent Biden zwrócił się do Kongresu o zatwierdzenie 33 mld dolarów pomocy dla Ukrainy, z czego ponad 20 mld ma zostać przeznaczone na cele wojskowe.

Komentarz

Toczone nieprzerwanie na wszystkich kierunkach działań walki wciąż nie przynoszą zasadniczych rozstrzygnięć, aczkolwiek – według ocen amerykańskich – agresor wyciągnął wnioski z początkowego etapu wojny i postępuje skuteczniej, niemniej nadal jest spowalniany przez siły obrońców. Docierające na Ukrainę uzupełnienia w zakresie ciężkiego uzbrojenia przybrały rozmiary pozwalające na odczuwalne wzmocnienie walczących pododdziałów. Należy podkreślić, że w omawianej sferze Polska stała się obecnie głównym darczyńcą armii ukraińskiej.

Zainicjowana przez rosyjski wywiad operacja dezinformacyjna, propagująca tezę o rzekomym polsko-amerykańskim planie zajęcia zachodniej Ukrainy pod pozorem misji pokojowej, ma utwierdzić rosyjskie społeczeństwo w tym, że celem Zachodu jest przejęcie kontroli nad tym państwem. Stanowi też próbę stworzenia podziałów w społeczeństwie ukraińskim na tle konsekwencji dalszego angażowania się USA i innych państw zachodnich w konflikt z Rosją. Szanse powodzenia rosyjskiej operacji dezinformacyjnej są niewielkie. Służby rosyjskie, wskazując, że Polska jest zainteresowana dezintegracją Ukrainy i odzyskaniem „historycznych terytoriów”, nie dostrzegają anachronizmu w przekazie odwołującym się do rzekomych resentymentów terytorialnych Polaków. Nie uwzględniają również faktu pozytywnego stosunku Ukraińców do Polski jako państwa przyjaznego, które nie stwarza żadnego zagrożenia dla suwerenności i integralności terytorialnej ich kraju.

Przegłosowanie przez Izbę Reprezentantów programu Lend-Lease oraz coraz bardziej zintensyfikowana pomoc wojskowa i polityczna państw zachodnich nie tylko stanowią wzmocnienie ukraińskich sił zbrojnych, lecz przede wszystkim mają istotne znaczenie dla postawy Kijowa w rozmowach z Moskwą. Wyrażane przez kolejnych zachodnich polityków poparcie i nadzieja na zwycięstwo Ukrainy w wojnie (w ciągu ostatnich kilku dni m.in. przez Komisarz UE Ursulę von der Leyen, przewodniczącego Rady Europejskiej Charles’a Michela, premiera Borisa Johnsona) utwierdzają władze w Kijowie w przekonaniu o rosnącej szansie pokonania Rosji i skłaniają je do przyjęcia nieprzejednanej postawy negocjacyjnej wobec okupanta. Ukraina będzie dążyć do wyczerpania zdolności ofensywnych wojsk rosyjskich i rezygnacji Kremla z istotnej części żądań politycznych.

osw.waw.pl

W I kwartale br. PKB Białorusi skurczył się o 0,4% – to pierwszy spadek tego wskaźnika od końca 2020 r. Białoruś, jako najbliższy sojusznik wojskowy Rosji, udostępniła swoje terytorium Siłom Zbrojnym FR i tym samym przyłączyła się do inwazji na Ukrainę, za co została objęta zachodnimi restrykcjami. Nałożone w marcu sankcje, w tym przede wszystkim te dotyczące eksportu drewna, wyrobów drzewnych, metalowych i stalowych, nie tylko uszczelniają, lecz także poszerzają poprzednie pakiety restrykcji wprowadzane w ramach reakcji na zduszenie przez reżim Łukaszenki protestów społecznych po sfałszowaniu wyborów prezydenckich w 2020 r. W konsekwencji Mińsk, coraz bardziej izolowany przez Zachód, utracił w ostatnich tygodniach niemal wszystkie najbardziej dochodowe kategorie eksportu zarówno na rynki państw UE, jak i Ukrainy. Co więcej, obecna sytuacja na Białorusi skłania nadal działających tam zagranicznych inwestorów oraz partnerów biznesowych krajowych firm do opuszczenia tamtejszego rynku. Państwo aktualnie nie jest w stanie refinansować zadłużenia zagranicznego, co nie tylko skutkuje spadkiem rezerw walutowych, lecz także potęguje problemy z wypłacalnością. Podejmowane środki zaradcze mają charakter doraźny, a jedynym zewnętrznym źródłem wsparcia może być Rosja, która jest również obciążona dotkliwym reżimem sankcyjnym i przez to niechętnie udziela pomocy w zakresie oczekiwanym przez Mińsk. W rezultacie w tym roku należy się spodziewać głębokiej recesji białoruskiej gospodarki, sięgającej od 6 do nawet 15%.

Spadek PKB o 3,3%, który odnotowano w marcu br., zakończył trwający od początku 2021 r. trend wzrostowy w białoruskiej gospodarce. Choć wciąż nie opublikowano wyników handlu zagranicznego za I kwartał br., początek zapaści w eksporcie jest niemal pewny. W skali całego roku kryzys w wymianie towarowej przełoży się na znaczące pogłębienie deficytu handlowego – będzie on zapewne większy nie tylko od ubiegłorocznego, lecz także od znacznie gorszych pod tym względem lat poprzednich, gdy jego wartość wahała się od 2 do 4 mld dolarów.

1 lutego – pod wpływem amerykańskich sankcji – Litwa wprowadziła blokadę tranzytu białoruskich nawozów potasowych do portu w Kłajpedzie, a tym samym zamknęła główny szlak eksportowy jednej z kluczowych kategorii towarowych. W rezultacie lutowe wyniki handlu zagranicznego były wyraźnie słabsze od styczniowych. Najbardziej druzgocący dla białoruskiego eksportu był jednak unijny pakiet sankcji ekonomicznych nałożonych 2 marca. Restrykcje te objęły najbardziej dochodowe kategorie towarów, których sprzedaż wygenerowała w 2021 r. wzrost sprzedaży na rynkach unijnych o 74% (do 9,5 mld dolarów), co stanowiło czwartą część całości eksportu. Wartość objętych obostrzeniami produktów szacuje się na co najmniej 5,6 mld dolarów (ok. 9% PKB), a łącznie z innymi – zablokowanymi przez wcześniej wprowadzone sankcje – towarami (w tym paliwami) na ok. 70% dotychczasowego eksportu z Białorusi do UE. Oznacza to de facto niemal pełne załamanie na tym kierunku eksportowym. Warto przy tym nadmienić, że do tej pory w obrocie towarowym sprzedaż na Ukrainę oraz do państw UE przynosiła Mińskowi znaczące zyski, co pozwalało zmniejszyć ujemne saldo w handlu zagranicznym, generowane głównie w wymianie z Rosją i Chinami.

Kolejnym ciosem w eksport był pakiet unijnych sankcji z 8 kwietnia, w którym znalazł się zakaz dostępu dla białoruskich przewoźników drogowych do terytorium UE, również w celu tranzytu. Dla Białorusi jako kraju tranzytowego o rozbudowanej infrastrukturze logistycznej i transportowej (w tym dysponującego w sektorze publicznym i prywatnym liczną flotą pojazdów ciężarowych) jest to dotkliwe ograniczenie, nawet pomimo wielu wyjątków od embarga. W ubiegłym roku, w dużej mierze dzięki dostępowi do rynku UE, transport drogowy wypracował ok. 2 mld dolarów zysku, czyli ok. 3% PKB i zarazem 20% dochodów z całego białoruskiego eksportu usług, stanowiącego do tej pory istotne i – co ważne – stabilne źródło przychodu.

Wprowadzane w II połowie 2021 r. unijne oraz amerykańskie embarga na eksport paliw i nawozów potasowych dopiero od stycznia br. zaczęły realnie przekładać się na spadki w branży petrochemicznej. W marcu kombinat potasowy Biełaruśkalij, który do tej pory przynosił regularny dochód (w ostatnich latach od 2,5 do 3 mld dolarów rocznie), wstrzymał wydobycie w trzech z pięciu użytkowanych wyrobisk i po raz pierwszy zwrócił się do państwa o kredyt na pokrycie bieżących wypłat wynagrodzeń. W kwietniu natomiast pojawiła się informacja o tymczasowym zawieszeniu całości wydobycia, co oficjalnie uzasadniono koniecznością przeprowadzenia remontu. Zablokowanie przez Litwę tranzytu białoruskich nawozów przełożyło się na opóźnienia w zawieraniu kontraktów z głównymi importerami: Chinami, Indiami oraz Brazylią (dotychczas pojawiły się jedynie informacje pośrednio wskazujące na podpisanie nowej umowy z Pekinem). Zaistniała sytuacja sprawiła, że władze białoruskie podejmują działania na rzecz zmiany geografii dostaw. Od lutego sprawdzano możliwości wykorzystania rosyjskich portów (w Petersburgu i Murmańsku), a także rosyjskich kolei w celu tranzytu nawozów do Chin i Indii. Łukaszenka promował zaś ideę budowy nowego terminalu potasowego w obwodzie leningradzkim, na co jakoby uzyskał zgodę władz FR. Trudno jednak spodziewać się realizacji tak wielkiej inwestycji infrastrukturalnej w ciągu najbliższych miesięcy – bardziej prawdopodobna wydaje się perspektywa kilku lat, zwłaszcza że wciąż nie pojawiły się potwierdzone informacje o jej rozpoczęciu.

Problemy dotknęły białoruski przemysł rafineryjny, który jest kluczowy, obok potasu, dla dochodów z eksportu. Obie rafinerie, znajdujące się w Nowopołocku i Mozyrzu, zredukowały w I kwartale dzienny przerób o połowę (w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego), a ich produkcja trafia wyłącznie na znacznie mniej dochodowy rynek wewnętrzny. Rocznie sprzedaż białoruskich paliw na rynkach zagranicznych przynosiła – w zależności od koniunktury cenowej – od 3 do 6 mld dolarów. Poparcie przez Łukaszenkę rosyjskiej agresji doprowadziło do wstrzymania eksportu do drugiego najważniejszego (po Rosji) partnera handlowego Białorusi, czyli Ukrainy – sprzedaż w tym kierunku obejmowała do tej pory ponad 13% handlu zagranicznego. Kluczowe znaczenie miały paliwa, które stanowiły niemal 60% białoruskiego eksportu na ukraiński rynek i były warte w ub.r. 2,9 mld dolarów. Nie można wykluczyć, że wstrzymanie dostaw tej strategicznej kategorii towarowej nastąpiło pod presją Rosji. Warto również wspomnieć o nawozach potasowych – innym ważnym na tym kierunku produkcie eksportowym, którego wartość sięgnęła w 2021 r. niemal 600 mln dolarów. Załamanie handlu z Ukrainą będzie znacząco pogłębiało deficyt handlowy Białorusi. Można tak sądzić, ponieważ niezmiennie od lat Mińsk osiągał w wymianie towarowej z Kijowem wyraźną nadwyżkę, która w minionym roku wyniosła 3 mld dolarów.

Zaostrzany zachodni reżim sankcyjny jeszcze bardziej osłabił wiarygodność białoruskich władz na międzynarodowych rynkach finansowych. Świadczy o tym m.in. spadek rezerw walutowych, które w lutym i marcu zmalały łącznie o 1 mld dolarów, do poziomu 7,5 mld. Był to największy ubytek od sierpnia 2020 r., gdy doszło do załamania relacji Mińska z Zachodem. Tak duża jego skala częściowo jest spowodowana także prewencyjnym przesunięciem środków poza zasoby banku centralnego w celu uniknięcia ich ewentualnego zamrożenia w ramach zachodnich sankcji finansowych, które mogłoby przebiegać analogicznie do restrykcji zastosowanych wobec rosyjskich rezerw. Ponadto regulator przyznał, że był zmuszony do interweniowania na rynku wewnętrznym w związku z podwyższonym popytem ze strony osób fizycznych na waluty obce. W marcu Białorusini wypłacili rekordową w tym roku sumę 270 mln dolarów, co wskazuje na skrajnie niskie zaufanie obywateli zarówno do krajowego pieniądza, jak i systemu bankowego. W tym kontekście należy się spodziewać dalszego wzrostu inflacji, która w marcu (rok do roku) sięgnęła niemal 16%, podczas gdy jeszcze w lutym wyniosła niecałe 10%.

Poważnym wyzwaniem staje się obsługa długu zagranicznego w euro i dolarach. Do tych trudności władze Białorusi publicznie przyznały się już w grudniu ub.r. Problemy pogłębia fakt, że do tej pory, niejako za sprawą restrykcji wymierzonych w Rosję, trzy duże banki państwowe (Bank Rozwoju Republiki Białorusi, Belagroprombank oraz Bank Dabrabyt) oraz białoruskie filie banków rosyjskich zostały odłączone od systemu płatności SWIFT. Jednocześnie nie można wykluczyć, że w ramach kolejnych pakietów sankcji nastąpi odłączenie także innych podmiotów. Dlatego też Mińsk, w ślad za decyzją Moskwy, ogłosił w kwietniu, że część swojego zadłużenia będzie spłacać w białoruskich rublach. Rozwiązanie to dotyczy przede wszystkim Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, Nordyckiego Banku Inwestycyjnego, Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju (agendy Banku Światowego), jak również państw uznanych przez władze Białorusi za nieprzyjazne, wśród których znaleźli się wszyscy członkowie UE oraz 12 innych krajów z USA włącznie. W tegorocznym harmonogramie spłat udział zobowiązań wobec tego typu wierzycieli stanowi wprawdzie jedynie 7% wszystkich należności przypadających na okres do końca 2022 r., wynoszących łącznie 2,8 mld dolarów, jednak sam fakt jednostronnego przejścia Mińska na płatności w rublach może zostać uznany za świadectwo jego niewypłacalności. W rezultacie dojdzie nie tylko do zablokowania dostępu Białorusi do nowych kredytów (de facto jeszcze przed wybuchem wojny nie była ona w stanie refinansować na Zachodzie swojego zadłużenia), lecz być może także do skonfiskowania majątku Białorusi poza granicami kraju (np. partii eksportowanych towarów) w ramach wykonania wyroków sądowych w postępowaniach inicjowanych przez dochodzących swych praw wierzycieli. W tym kontekście zrozumiała jest decyzja trzech największych finansowych agencji ratingowych (Moody’s, Fitch i S&P) o obniżeniu oceny kredytowej Białorusi do poziomu CCC, sygnalizującego poważne problemy z wypłacalnością.

Wskutek współuczestnictwa Łukaszenki w agresji Rosji na Ukrainę część podmiotów zagranicznych działających na białoruskim i zarazem rosyjskim rynku (w tym m.in.: sieć sklepów meblowych JYSK, IKEA, amerykański producent chipów komputerowych Intel, H&M, Booking.com, American Express, Airbnb, duńska firma logistyczna Maersk, niemiecki koncern samochodowy MAN, firmy kurierskie UPS i DHL) zawiesiła swoją działalność. Z kolei na całkowite wyjście z rynku zdecydowała się fińska grupa Olvi, produkująca w Lidzie piwo i napoje bezalkoholowe, oraz litewska firma meblarska SBA, do której należał zakład w Mohylewie. Nieco bardziej zachowawczy okazali się inwestorzy posiadający duże zakłady przemysłowe lub sieci usługowe – austriacki operator sieci komórkowej A1, przedsiębiorstwo Kronospan, wytwarzające panele podłogowe, płyty wiórowe i inne wyroby drzewne, oraz szwajcarski producent wagonów i lokomotyw Stadler Rail. Kontynuują oni swoją działalność, choć informują o trudnościach z importem niezbędnych komponentów oraz utrzymaniem płynności finansowej, a część z nich decyduje się również na redukcję personelu. Problemy związane z zakłóconymi łańcuchami dostaw, zerwaną współpracą z zagranicznymi kooperantami oraz uciążliwościami w rozliczeniach dotyczą nie tylko podmiotów z kapitałem zagranicznym, lecz także białoruskich firm (m.in. w branżach maszynowej, elektronicznej, produkcji sprzętu AGD), które coraz częściej muszą ograniczać lub wręcz zawieszać produkcję.

Odrębnym przypadkiem jest postępujący kryzys w białoruskim sektorze IT, generującym jeszcze w ubiegłym roku 29% całości eksportu usług, co stanowiło 5% PKB. Na skutek presji zachodnich kontrahentów, uzależniających dalszą współpracę od relokacji ich białoruskich partnerów, od końca lutego znacząco przyspieszyła – zapoczątkowana jeszcze w 2020 r. falą represji po wyborach prezydenckich – emigracja informatyków z kraju. Tamtejsi programiści poszukują możliwości dalszej pracy, głównie w Polsce, na Litwie oraz w Gruzji. Nie zawsze są to dla nich miejsca docelowe, często zaś jedynie tranzytowe, gdzie emigrujący mogą szybciej uzyskać wizy do krajów członkowskich UE niż w zredukowanych placówkach tych państw na Białorusi. Exodus pracowników IT dotyczy nie tylko małych, kilkuosobowych firm, lecz także dużych podmiotów, takich jak EPAM czy Wargaming. W przeprowadzonym przez branżowy portal dev.by internetowym badaniu grupy 3 tys. programistów aż 30% ankietowanych przyznało, że opuściło kraj, a kolejne 30% wyraziło gotowość do emigracji w najbliższym czasie. W rezultacie w ciągu najbliższych miesięcy z Białorusi może wyjechać nawet 60 tys. wykształconych informatycznie obywateli, do których należałoby doliczyć – trudną obecnie do oszacowania – liczbę mężczyzn uciekających przed poborem do wojska oraz osób poszukujących zatrudnienia w UE. W samej Polsce liczba pracujących obywateli Białorusi wynosi niemal 70 tys. (dane ZUS z końca 2021 r.).

Mińsk podjął szereg działań mających na celu przynajmniej częściowe złagodzenie skutków nadciągającego kryzysu, a także ukaranie państw lub poszczególnych inwestorów zagranicznych postępujących wbrew polityce reżimu. W pierwszej kolejności władze zwróciły się do sojuszniczej Rosji z prośbą o wsparcie gospodarcze. W rezultacie 14 marca strony porozumiały się w sprawie rezygnacji z rozliczeń w dolarach na rzecz rosyjskiego rubla za dostawy surowców energetycznych oraz co do obsługi białoruskiego długu wobec Rosji (w tym roku to ponad 1 mld dolarów, czyli ok. 30% całości należności). Co istotne, Mińsk uzyskał również odroczenie spłat wierzytelności o pięć do sześciu lat. Zmiany te odsuwają w czasie groźbę całkowitego załamania białoruskich finansów publicznych i należy je traktować jako ustępstwo Rosji w zamian za sojuszniczą lojalność. Białoruś zabiega jednak o większy zakres wsparcia, w tym o udostępnienie rosyjskiej infrastruktury kolejowej, by umożliwić tranzyt nawozów potasowych, a także o realne ułatwienia w eksporcie do Rosji, szczególnie w dotkniętych zachodnimi restrykcjami segmentach rynku (m.in. budownictwo maszynowe, elektronika). W ocenie władz kroki te mogłyby doprowadzić do wzrostu białoruskiej sprzedaży na rynku sąsiada o 30%. Jak dotąd nic nie wskazuje jednak na to, aby Rosja, obarczona bezprecedensowym reżimem sankcyjnym, była gotowa do tak daleko idących preferencji na rzecz Białorusi, tym bardziej że przepustowość rosyjskiej infrastruktury transportowej jest już mocno ograniczona, a w kluczowych dla Mińska sektorach (czyli m.in. paliwowym, potasowym) oba państwa są dla siebie konkurentami w sprzedaży na rynkach światowych.

W wewnętrznej polityce ekonomicznej reżim białoruski sięgnął po instrumenty typowe dla autorytarnego państwa z centralnie planowaną gospodarką. Wprowadzono okresowe ograniczenia wywozu z kraju ponad 200 kategorii towarowych, a wśród nich również podstawowych produktów spożywczych, takich jak sól, cukier, kasza gryczana czy mąka pszenna. Jednocześnie ceny niektórych towarów tzw. pierwszej potrzeby są administracyjnie regulowane. Z kolei we wciąż dochodowych sektorach IT oraz reklam podniesiono podatki, co dla zatrudnionych w tych branżach stanowić będzie zapewne dodatkowy impuls do emigracji. Władze Białorusi poszukują również dodatkowych źródeł walut zagranicznych. Stąd też – dość niespodziewanie i wbrew politycznym realiom – Mińsk podjął decyzję o miesięcznym zniesieniu od 15 kwietnia obowiązku wizowego dla obywateli Litwy i Łotwy. Wydaje się, że główną motywacją reżimu jest ułatwienie wjazdu dla – przybywających głównie w celach zakupowych (m.in. paliwa i używek) – mieszkańców terenów przygranicznych, tak by sprzedawali euro w białoruskich kantorach. Ponadto władze wprowadziły dodatkowe opłaty dla inwestorów zagranicznych zamierzających wycofać się z białoruskiego rynku, zaś Ministerstwo Finansów zastrzegło, że może zablokować relokacje lub zamknięcia firm z obcym kapitałem. Blokady te miałyby obowiązywać przynajmniej do końca 2022 r.

Mińsk podejmuje próby omijania lub zmniejszania skutków sankcji wprowadzonych po 24 lutego. 13 kwietnia w mediach pojawiła się informacja o propozycji Stowarzyszenia Spedytorów i Przewoźników, które w reakcji na uniemożliwienie białoruskim firmom transportowym wjazdu do Unii Europejskiej przedstawiło koncepcję nowego schematu współpracy. Zgodnie z przedstawioną propozycją pojazdy zarejestrowane w UE mogłyby wjechać na Białoruś, aby pobrać lub zostawić ładunki, które następnie byłyby przejmowane lub dostarczane przez podmioty działające na terytorium białoruskim. Jak się wydaje, sugestie te zostały uwzględnione w kontrsankcjach Mińska zakazujących od 16 kwietnia wjazdu unijnym przewoźnikom; zakaz ten nie obejmuje jednak 14 wyznaczonych po białoruskiej stronie granicy punktów logistycznych. W ten sposób Mińsk nie tylko dąży do osłabienia skuteczności sankcji, lecz także stara się zwiększyć własne zyski dzięki ulokowaniu najbardziej dochodowych operacji logistycznych na własnym obszarze.

Współudział w rosyjskiej agresji na Ukrainę, uwarunkowany zależnością polityczną i ścisłym sojuszem wojskowym z Rosją, radykalnie pogorszył sytuację białoruskiej gospodarki. Odnotowany w zeszłym roku dynamiczny wzrost eksportu miał charakter krótkoterminowy, wywołany przede wszystkim popandemicznym odbiciem na rynkach zagranicznych, i nie mógł zostać utrzymany w dłuższej perspektywie. Z początkiem 2022 r. nastąpił dalszy regres w związku z embargami UE i USA na eksport paliw oraz nawozów potasowych, jak również wskutek wprowadzenia kolejnych reżimów sankcyjnych. Przywiązane do administracyjnych metod zarządzania gospodarką i jednocześnie niezdolne do wznowienia dialogu z Zachodem – gdyż wymagałoby to m.in. wycofania wojsk rosyjskich z Białorusi oraz zwolnienia wszystkich więźniów politycznych – władze w Mińsku nie będą w stanie zrekompensować olbrzymich strat finansowych wynikających nie tylko z załamania eksportu do Unii, lecz także z utraty na wiele miesięcy (a być może nawet lat) równie istotnego ukraińskiego rynku zbytu. Zapewnienia o szerokich możliwościach dywersyfikacji w handlu zagranicznym oraz niemal nieograniczonym wsparciu ze strony rosyjskiego sojusznika nie znajdują pokrycia w rzeczywistości. Sytuacji nie poprawia chaotyczna i doraźna polityka antykryzysowa rządu, która de facto obnaża jego bezradność wobec niespotykanych wcześniej problemów ekonomicznych. W rezultacie zasygnalizowany w danych z marca spadek PKB będzie przybierał na sile, otwarte pozostaje jedynie pytanie o skalę recesji. Konserwatywny w swoich ocenach Bank Światowy prognozuje w tym roku obniżenie się białoruskiego PKB o 6,5%, niemniej nie można wykluczyć, że dużo dalej idąca – wskazująca nawet na 15% – ocena prestiżowej agencji S&P będzie bliższa rzeczywistości.

osw.waw.pl

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę ChRL znajduje się w trudnej sytuacji międzynarodowej. Wojna i bezprecedensowe sankcje nałożone na Moskwę przyspieszają polaryzację na świecie. Globalny system sojuszy amerykańskich zadziałał skutecznie i doszło nie tylko do konsolidacji NATO, lecz także do nawiązania współpracy pacyficznych sojuszników USA – jak Japonia i Australia – z partnerami europejskimi. Dostarczyły one również pomoc Ukrainie, co musi budzić obawy w Pekinie, że w wypadku konfliktu na Indo-Pacyfiku będą mogły liczyć na wsparcie członków NATO. Chińska propaganda od początku wojny powiela rosyjską narrację, że odpowiedzialność za nią ponoszą Sojusz i Waszyngton. ChRL nie rezygnuje z dalekosiężnych celów strategicznych w regionie, lecz przebieg agresji na Ukrainę oraz reakcja Zachodu wymagają od niej zaakceptowania nowych realiów. Pekin musi przede wszystkim uznać, że pozostająca jego priorytetem inkorporacja Tajwanu nie nastąpi w przewidywalnej przyszłości za pomocą lokalnej „operacji specjalnej”, ale oznaczałaby duży konflikt międzynarodowy, do którego w najbliższym czasie Armia Ludowo-Wyzwoleńcza (ALW) nie będzie przygotowana. Dostrzeżenie tego faktu już zaowocowało relatywnym zmniejszeniem aktualnej liczby i intensywności incydentów w Cieśninie Tajwańskiej.

Inwazja na Ukrainę to pierwszy poważny test globalnych ambicji ChRL i FR wyłożonych we wspólnej deklaracji z Pekinu 4 lutego br., gdzie strony nie tylko uznały za symetryczne zagrożenie dla wzajemnego bezpieczeństwa istniejące i tworzące się w Europie i Indo-Pacyfiku sojusze, lecz także zgłosiły słabo zawoalowane pretensje do przywództwa w świecie. Dokument sugeruje, że ChRL w regionie Indo-Pacyfiku, a FR na Starym Kontynencie będą dążyć do przebudowy architektury bezpieczeństwa. Na obydwu kierunkach chodzi o: osłabienie istniejących sojuszy regionalnych budowanych po II wojnie światowej przez USA; wypchnięcie wojsk amerykańskich; pozostawienie Europy i Indo-Pacyfiku otwartych na – odpowiednio – rosyjską i chińską presję polityczną i militarną; zapobieżenie ewentualnemu powstaniu wspólnego obozu państw obu regionów świata, który mógłby w przyszłości skierować się przeciwko de facto sojuszowi Pekinu i Moskwy. ChRL, podejmując działania na Indo-Pacyfiku, stosuje na obecnym etapie środki odmienne od rosyjskich, co utrudnia rozpoznanie zbieżności celów na oddalonych od siebie kierunkach geograficznych. Pekin, poza próbami rozwiązania kwestii tajwańskiej, kontynuuje jednak również starania na rzecz osłabiania amerykańskiego systemu sojuszy w regionie oraz budowę zaplecza dla operacji na Pacyfiku, którą miałaby przeprowadzić wciąż rozbudowywana Marynarka ALW.

Większość państw Indo-Pacyfiku patrzy na wojnę na Ukrainie z niepokojem, ponieważ martwi się, że siłowa zmiana granic lub wasalizacja suwerennego państwa może zostać w przyszłości wykorzystana przez ChRL do przebudowy porządku międzynarodowego w regionie. Skutkowało to nie tylko przyłączeniem się kilku z nich do sankcji przeciwko FR, lecz także nasileniem się ich kontaktów z Waszyngtonem, co – jak obawia się Pekin – może zaowocować nowymi porozumieniami obronnymi. W odpowiedzi na rozwój sytuacji politycznej w regionie Chiny zintensyfikowały dyplomację, lecz ich działania są w dużej mierze natury defensywnej i – poza posunięciami względem niektórych państw wyspiarskich południowego Pacyfiku – nie można mówić o poszerzaniu wpływów. W wielu miejscach ChRL spotyka się również z podejrzliwością miejscowych elit politycznych oraz zwiększoną aktywnością Waszyngtonu i jego sojuszników.

Wojna na Ukrainie wywołała kryzys w relacjach japońsko-rosyjskich, ale też zdynamizowała regionalną rywalizację chińsko-japońską. Tokio wysłało Kijowowi pomoc humanitarną i niekoncesjonowany sprzęt wojskowy (niepotwierdzone doniesienia prasowe mówią, że wkrótce przekaże również broń), a także szybko wprowadziło sankcje na Moskwę, która w odpowiedzi zerwała rozmowy dotyczące formalnego traktatu pokojowego. Rosyjskie śmigłowce wojskowe naruszyły japońską przestrzeń powietrzną, przeprowadzano również manewry na administrowanych przez FR Wyspach Kurylskich. Zmiany w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa Japonii zaczęły jednak zachodzić jeszcze przed inwazją na Ukrainę i wynikają z przekonania, że aneksja Tajwanu będzie tylko pierwszym etapem ekspansji ChRL, a jego terytorium stanie się dla Pekinu punktem wyjścia do ataku na sporne wyspy Senkaku (chiń. Diaoyu) i archipelag Riukiu. Dlatego zachowanie przez Tajwan de facto niepodległości to priorytet strategiczny Tokio.

Przyjęty w zeszłym roku projekt budżetu Japonii zakłada skokowy wzrost wydatków na obronę: znacznie przekroczyły one poziom 1% PKB – do tej pory psychologiczną barierę dla społeczeństwa – a Tokio nie ukrywa, że docelowo mają osiągnąć 2% PKB. Tamtejsze elity polityczne zaczęły otwarcie – ustami emerytowanych polityków z byłym premierem Shinzō Abe na czele – twierdzić, że bezpieczeństwo i status quo w Cieśninie Tajwańskiej stanowią żywotny interes Japonii. Pojawiają się także hasła o bezwzględnej potrzebie przyjęcia amerykańskiej broni jądrowej. Mimo dementi z Waszyngtonu i Tokio wciąż słychać opinie o konieczności przyłączenia się do AUKUS (Australia, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone) lub pogłębionej współpracy z tym formatem. Tym samym już w pierwszych tygodniach rosyjskiej napaści na Ukrainę doszło do uruchomienia zaskakujących i dalece niekorzystnych dla Pekinu procesów o strategicznym ciężarze, obejmujących najsilniejszego sąsiada i rywala Chin, tj. Japonię.

Pierwszoplanowym celem ChRL jest przejęcie kontroli na Tajwanem, co pozwoliłoby na osiągnięcie szeregu celów politycznych, strategicznych i gospodarczych. „Zjednoczenie Tajwanu z macierzą” odgrywa nie mniejszą rolę w politycznej mitologii Komunistycznej Partii Chin (KPCh) niż „zbieranie ziem ruskich” w imaginarium Kremla. Odzyskanie terenów utraconych w „wieku upokorzeń” to jeden z głównych postulatów KPCh od początków jej istnienia. Przygotowywanie do zbrojnego – jeżeli zajdzie potrzeba – przejęcia tych terytoriów stanowi również element masowej mobilizacji w kraju oraz źródło legitymizacji wewnętrznej partii. Poza politycznym, Tajwan ma dla ChRL, której granice morskie są zamknięte przez tzw. pierwszy łańcuch wysp[4], kluczowe znaczenie strategiczne. Opanowanie go pozwoliłoby Marynarce ALW na wyjście na otwarty Pacyfik i ocean światowy. Jest też ważnym ośrodkiem gospodarczym (22. gospodarka świata w 2021 r.) i rozwoju nowoczesnych technologii (największy w skali globu przemysł półprzewodników). Przemiany społeczno-polityczne zachodzące na wyspie od końca lat osiemdziesiątych XX wieku zaowocowały przy tym powstaniem odrębnej tożsamości jej mieszkańców, co przekreśla perspektywę pokojowego zjednoczenia i otwiera drogę do zbrojnego rozstrzygnięcia przyszłości Tajwanu.

Dotychczasowy przebieg inwazji FR na Ukrainę i porażka planu szybkiego obalenia tamtejszych władz zmusi kierownictwo KPCh do przeprowadzenia ewaluacji swojej strategii, ale nie zmiany celów wobec Tajwanu. Rosyjscy decydenci w sposób zideologizowany i błędny ocenili postawy społeczeństwa ukraińskiego i jego determinację do obrony niepodległości, co każe przywódcom ChRL przemyśleć, czy ich założenia wobec Tajwańczyków nie są równie chybione. Także sankcje nałożone na Rosję – przerastające oczekiwania jej i Pekinu – z pewnością zmusiły szefostwo KPCh do uznania, że siłowe przejęcie Tajwanu będzie miało szeroki kontekst międzynarodowy.

Determinacja Waszyngtonu do obrony istniejącego porządku międzynarodowego, w tym na Pacyfiku, znalazła swój wyraz w powstaniu porozumienia AUKUS we wrześniu 2021 r., które obejmuje m.in. współpracę przy tworzeniu australijskiej floty okrętów podwodnych z napędem jądrowym. Również aktywność władz japońskich względem Tajwanu oraz wypowiedzi medialne prezydenta Bidena, że Stany Zjednoczone mają obowiązek obrony wyspy[5], pokazały, że ewentualny konflikt z Tajpej prawdopodobnie szybko przekształci się w otwartą wojnę z USA i ich sojusznikami. Ponadto czysto wojskowe doświadczenia z walk na Ukrainie stanowią ostrzeżenie, że modernizowana i szybko adaptująca się do prowadzenia asymetrycznego konfliktu armia tajwańska to poważny przeciwnik, który będzie mógł liczyć na wsparcie z zagranicy. W tej sytuacji priorytetem Pekinu jest rozbicie lub przynajmniej zapobieżenie rozszerzaniu się amerykańskich inicjatyw obronnych w regionie oraz – w ramach antycypacji konfliktu morskiego ze Stanami Zjednoczonymi – uzyskanie baz na zachodnim Pacyfiku, aby skutecznie odizolować Tajwan na wypadek wojny.

ChRL uważa, że każdy sojusz obronny na Indo-Pacyfiku będzie skierowany przeciwko niej i wykorzystany przez USA do ograniczenia jej wzrostu. Od czasu rosyjskiego ataku na Ukrainę działania chińskiej dyplomacji koncentrują się na zapobieganiu angażowaniu się państw i organizacji regionalnych w sankcje przeciwko Moskwie. Pekin obawia się bowiem, że Waszyngton mógłby wykorzystać oburzenie inwazją do zintegrowania i wzmocnienia sieci mniejszych sojuszy w jeden pakt obronny, nazywany w chińskiej propagandzie „indo-pacyficznym NATO”. Przedstawiciele ChRL na każdym kroku powtarzają, że sankcje są nielegalne oraz szkodzą światowej gospodarce i odbudowie po pandemii COVID-19.

(...)

Rosnące zaangażowanie USA na obszarze Indo-Pacyfiku i wynikające z niego zmiany w regionalnym krajobrazie politycznym niepokoją ChRL. Widać też wzrost aktywności Australii i Japonii. Głównym wyzwaniem dla Pekinu pozostaje natomiast ewentualność wypracowania przez Stany Zjednoczone wspólnego frontu z Europą i NATO w sprawie Ukrainy czy wzmocnienia swoich sojuszy na Indo-Pacyfiku. Waszyngton ostrzega, że Chiny „poniosą konsekwencje”, jeśli dostarczą Rosji pomoc w inwazji lub w omijaniu sankcji. Niemniej nawet jeśli deklaracja ta powstrzyma je przed takimi krokami, to nie będzie oznaczać zerwania głębokich więzi strategicznych Pekinu z Moskwą, a w dalszej perspektywie – wręcz pogłębi współpracę dwustronną, ponieważ agresja na Ukrainę tylko uwypukliła strukturalne zależności między zdolnościami Rosji do odbudowy wpływów w Europie i potencjałem ChRL do ekspansji na Indo-Pacyfiku. Dlatego kierownictwo KPCh postrzega działania Zachodu mające na celu osłabienie Kremla lub obalenie Władimira Putina jako nakierowane równocześnie na zdławienie wzrostu i wpływów Chin.

W międzyczasie Pekin koncentruje się na wzmocnieniu relacji z dotychczasowymi partnerami. Jest to podyktowane nie tylko oporem pozostałych państw regionu, lecz także konsternacją KPCh. Ta zaś bierze się stąd, że zarówno dotychczasowy przebieg wojny rosyjsko-ukraińskiej, jak i reakcje USA oraz ich sojuszników drastycznie odbiegają od zakładanych. Zgodnie z narracją propagandową partii „Zachód chyli się ku upadkowi”, a u podstaw polityki zagranicznej „państw kapitalistycznych” leżą krótkowzroczne interesy dużych korporacji, więc silny i kosztowny odzew krajów zachodnich dziwi nie mniej niż słabość armii FR. Ten stan rzeczy sprawia, że niepotrafiący wyjść poza dotychczasowy paradygmat myślenia przywódcy ChRL utracili na jakiś czas pewność siebie. Brak pomysłu na wyjście z trudnej sytuacji międzynarodowej maskuje się aktualnie aktywnością dyplomatyczną, ale nie przynosi ona wymiernych rezultatów, nie licząc sukcesu w postaci umowy z Wyspami Salomona. Próby osłabienia stosunków Filipin czy Korei Południowej, ale też mniejszych państw regionu, z USA są skazane na niepowodzenie. Wynika to z szoku, jaki wywołały napaść Rosji oraz podważanie przez nią suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy, co stanowiło dla tych krajów niebezpieczny precedens. Zmiana sytuacji nie doprowadzi jednak do rewolucji w zakresie chińskich celów, lecz co najwyżej do reewaluacji środków, możliwości i strategii. Obecnie – ze względu na napięty okres polityczny przed planowanym na jesień XX Zjazdem KPCh – w partii nie ma przestrzeni na taką debatę, ponieważ nałożyłaby się na nią rywalizacja frakcji przed najważniejszą w perspektywie najbliższych pięciu lat roszadą personalną w ChRL.

osw.waw.pl