Ekspert podkreślił, że era, w której armia USA miała reagować głównie na wyzwania terrorystyczne „definitywnie dobiegła końca”.
- W Iraku i w Afganistanie bojówki paramilitarne miały swoje miejsca, w których były okopane i które trzeba było zdobywać. Szczególnie wojska amerykańskie i brytyjskie ponosiły znaczące ofiary w tego typu misjach. Siły zbrojne zostały przekształcone w taki sposób, aby być bardziej przystosowane do tego typu zadań – zaznaczył.
Uznano, że nie ma sensu posiadać dużych dywizji czy korpusów, które będą walczyły wzdłuż jednej linii frontu, ponieważ w Afganistanie teatrem działań był cały kraj - wyjaśnił analityk OSW. Dodał, że rozwijano małe oddziały, które miały mieć jak największą samodzielność. – I ten model działał świetnie – ocenił.
Jednak takie podejście w ostatnich latach uległo zmianie wraz z nowymi zagrożeniami, którym muszą stawiać czoła Siły Zbrojne USA. Dla każdego rodzaju sił zbrojnych opracowano dokumenty określające priorytety ich modernizacji. W wypadku US Army jest to „Army 2030” i „Army Transformation Initiative", które określają przemianę podyktowaną potencjalną wojną z Chinami.
Ten zwrot był długo przygotowywany, ale został ogłoszony publicznie dopiero pod koniec pierwszej kadencji Trumpa w 2021 roku - wyjaśnił Tarociński. Uzupełnił, że chodzi tu o powrót do dywizji jako głównej jednostki taktycznej pola walki, odbudowę roli korpusów i przygotowanie do starcia z przeciwnikiem, który nie będzie ukrywał się z karabinami wśród ludności cywilnej, ale będzie dysponował brygadami i dywizjami pancernymi.
Rozmówca PAP zauważył, że zmiany w Siłach Zbrojnych USA rozpoczęły się na poziomie strategicznym już kilka dekad temu, a więc nie można ich przypisać jednej administracji. Niemniej zarówno pierwsza, jak i druga kadencja Trumpa charakteryzuje się przyspieszeniem wdrażania tych zmian.
Amerykanie są więc w niezwykłym momencie: mają wiele sił przystosowanych już do pełnoskalowego konfliktu, ale też te, które wciąż zachowały charakter z dwóch pierwszych dekad XXI wieku - zauważył analityk OSW.
Zaznaczył, że USA nie mają w planach tworzenia nowych formacji, tylko zreformowania istniejących, a ponieważ priorytetem jest region Indo-Pacyfiku, to traci na tym Europa. Dodał, że według analiz amerykańskich strategów, ponieważ teatrem działań będzie region Indo-Pacyfiku, wojsko musi być przygotowane do operacji na wyspach i w rejonach tropikalnych.
- Wojska Lądowe USA zachowają zdolność transferu pododdziałów wsparcia z tego szczebla dywizyjnego do brygadowego, dzięki czemu, jeżeli nie będzie potrzebne zaangażowanie całej dużej dywizji na wielkim froncie, to nadal będzie możliwe delegowanie pojedynczych brygadowych zespołów bojowych właśnie czy to do Polski, państw bałtyckich, Rumunii, Korei Południowej, gdzie to się dzieje przecież też w formie rotacyjnej – powiedział Tarociński.
Amerykańska piechota w ramach nowych założeń ma być mobilna i przystosowana do walki w wymagających warunkach. W tym celu siły lądowe są w trakcie wprowadzania pojazdu ISV, czyli Infantry Squad Vehicle (ang. Wóz Drużyny Piechoty). - Ten pojazd nie ma drzwi, nie ma okien, nie ma dachu, jest czystą ramą z Chevroleta Colorado. Ma to być modyfikowalny pojazd lekki służący żołnierzom jako taksówka, która szybko ich dowiezie w pobliże przeciwnika – wyliczył analityk.
(...)
PAP