piątek, 15 maja 2026

 

Otrzymaliśmy instrukcję redukcji sił i uznaliśmy, że anulowanie wysłania brygady do Polski było najsensowniejszą opcją - powiedział w piątek szef sztabu US Army gen. Christopher LaNeve. Przyznał, że nie wie, czy brygada zostanie zastąpiona i czy polskie władze zostały o tym poinformowane.

LaNeve i występujący obok niego minister (sekretarz) ds. sił lądowych Dan Driscoll mierzyli się w piątek z lawiną pytań kongresmenów na temat nagłego odwołania planowanego przesunięcia 2. pancernej brygadowej grupy bojowej (ABCT) do Polski podczas wysłuchania w komisji sił zbrojnych Izby Reprezentantów na temat budżetu wojska.

Generał tłumaczył, że był to skutek otrzymanych instrukcji redukcji sił w Europie, a anulowanie planowanego rozmieszczenia brygady było "najsensowniejszym" sposobem, by to zrobić.

- My, szef dowództwa bojowego (Dowództwa Europejskiego - PAP), generał (Alexus) Grynkewich otrzymaliśmy instrukcje dotyczące redukcji sił. Współpracowałem z nimi, ściśle konsultując się (...) i uznaliśmy, że najbardziej sensowne byłoby, aby ta brygada nie wysyłała swoich sił na teatr działań - powiedział LaNeve. - Będziemy nadal ściśle współpracować z generałem Grynkewichem i jego zespołem, aby zapewnić mu odpowiednie siły od nas - dodał.

Generał potwierdził, że część przerzucanej brygady była już w Polsce, a jej sprzęt był w tranzycie. Pytani o termin podjęcia decyzji LaNeve i Driscoll odpowiadali, że decyzja została podjęta w ciągu ostatnich dwóch tygodni, a dowiedzieli się o niej kilka dni temu. Pytany o to, czy wstrzymana brygada zostanie zastąpiona innymi siłami wysłanymi do Polski, odesłał kongresmenów do gen. Grynkewicha. Przyznał też, że "nie wie", czy polskie władze zostały poinformowane o tym ruchu.

LaNeve i Driscoll sugerowali, że byli jedynie wykonawcami poleceń od szefa Pentagonu Pete'a Hegsetha i nie próbowali uzasadnić stojącej za nimi decyzji - ku irytacji szeregu kongresmenów.

Decyzja była niemal powszechnie krytykowana przez członków komisji z obydwu partii. Najostrzejszy w potępieniu był republikański kongresmen Don Bacon, były generał Sił Powietrznych USA. Jak stwierdził, Polska nie została poinformowana o decyzji Pentagonu, co uznał za "hańbę" dla Stanów Zjednoczonych i policzek wymierzony sojusznikowi.

- Cóż, ja już znam odpowiedź, bo dzwonili do mnie wczoraj. Nie wiedzieli. Zostali zaskoczeni. To jedni z naszych najlepszych sojuszników i nie mieli pojęcia - irytował się kongresmen. - Nadal nie wiedzą, dlaczego brygada została wstrzymana. Nie wiedzą, czy to tylko zawieszenie, czy na stałe. Jesteśmy winni Polsce i naszym bałtyckim przyjaciołom, którzy są bardzo narażeni przez tę decyzję, lepsze wyjaśnienie - dodał.
Polityk ocenił, że jest to też policzek wymierzony Kongresowi, bo decyzja sprzeczna jest z przepisami nakładającymi restrykcje dotyczące wycofania wojsk USA z Europy.

Chodzi o uchwalone przez Kongres na początku roku przepisy zabraniające redukcji amerykańskich sił zbrojnych w Europie poniżej poziomu 76 tys. na więcej niż 45 dni, dopóki szef Pentagonu i szef Dowództwa Europejskiego (EUCOM) nie przedstawią Kongresowi oddzielnych raportów uzasadniających podjęcie takiej decyzji. Prawo nakłada również obowiązek konsultacji z Kongresem, innymi instytucjami państwa oraz sojusznikami.

Bacon wyraził też przekonanie, powołując się na własne doświadczenie, że decyzja została podjęta wbrew opinii dowódcy sił USA w Europie. Zaznaczył, że sama decyzja oraz sposób jej podjęcia podważa zaufanie sojuszników do Stanów Zjednoczonych. W istocie jeszcze w marcu gen. Grynkewich zapewniał tę samą komisję, że obecność dwóch brygad pancernych w Polsce jest kluczowa dla odstraszania Rosji.

Zarówno Bacon, jak i inni kongresmeni wspominali, że analogiczna sytuacja miała miejsce w ub.r., kiedy Pentagon nagle i bez konsultacji zdecydował o wycofaniu brygady z Rumunii. Politycy wypominali, że urzędnicy resortu obiecywali potem, że podobna sytuacja się nie powtórzy.

Inny Republikanin, Austin Scott z Georgii, sugerował, że resort kłamał, twierdząc, że decyzja o wstrzymaniu ruchu brygady "nie została podjęta w ostatniej chwili", biorąc pod uwagę, że doszło do niej w trakcie przerzutu wojsk.

- Poza szerszymi szczegółami, o których mówi generał LaNeve, jesteśmy w stałym kontakcie z OSW (biurem ministra wojny) i dowódcami polowymi (...), tego typu rozmowy trwają przez cały rok, każdego roku, a armia jest zawsze gotowa do przesunięć ludzi i rzeczy w oparciu o preferencje dowódców polowych i ministra wojny - odparł Driscoll.

Irytację wyrażał też przewodniczący komisji Mike Rogers, który już wcześniej krytykował wycofanie wojsk z Rumunii i z Niemiec.

- Bardzo skupiamy się w tej komisji, jeśli chodzi o rozmieszczenie sił zbrojnych, a w szczególności w EUCOM (Dowództwie Europejskim), zwłaszcza by nie odbywało się bez wymaganych ustawowo konsultacji z nami. I tego nie otrzymaliśmy, więc nie wiemy, co się tu dzieje, ale mogę powiedzieć, że nie jesteśmy zadowoleni z tego, o czym się mówi - zaznaczył Republikanin.

Wśród krytyków był też Demokrata Joe Courtney z Connecticut, który wspomniał, że jeszcze 1 maja podczas ceremonii zwinięcia sztandaru brygady przed wysłaniem na misję w Polsce, dowódca 1. Dywizji Kawalerii gen. Thomas Feltey podkreślał znaczenie wysłania jednostki.

- Nie dajcie się zwieść, nasi przeciwnicy patrzą, co robimy. Kiedy pancerna brygada bojowa rozmieszcza się naprzód, wysyła jasny i nieomylny sygnał. ABCT jest ucieleśnieniem amerykańskiej siły bojowej - cytował generała polityk. - Szczerze mówiąc, nie tylko nasi przeciwnicy zwracają na to uwagę, ale także nasi sojusznicy. Polska (...), gdzie miały zostać rozmieszczone siły, jest sojusznikiem, który wydaje 4,8 proc. PKB na obronność - dodał od siebie kongresmen.

PAP



Nie zobowiązałem się do niczego w sprawie Tajwanu; przywódca ChRL Xi Jinping pytał mnie, czy będę bronić wyspy, nie chcę o tym rozmawiać - powiedział w piątek prezydent USA Donald Trump w drodze powrotnej po zakończeniu wizyty w Chinach. Dodał też, że nie zdecydował, co zrobi w sprawie sprzedaży broni Tajwanowi.

Pytany przez dziennikarzy na pokładzie Air Force One, czy będzie bronić Tajwanu w razie chińskiej inwazji, Trump odparł, że nie chce odpowiadać.

- Jest tylko jedna osoba, która to wie. Wiecie kim ona jest? To ja, jestem jedyną osobą. Prezydent Xi zadał to pytanie dzisiaj. Powiedziałem, że nie rozmawiam o tym - oświadczył prezydent USA.

- On (Xi) nie chce widzieć ruchu w kierunku niepodległości. Mówi: "Słuchajcie, wiecie, mieliśmy to przez tysiące lat" (...), jeśli chodzi o Tajwan, on jest bardzo zdecydowany. Nie poczyniłem żadnego zobowiązania w tę czy w drugą stronę - powiedział Trump, pytany o rozmowy z Xi na temat wyspy.

Dopytywany o to, czy zdecydował się odblokować wstrzymaną rekordową sprzedaż broni dla Tajwanu, dał do zrozumienia, że nie podjął decyzji. - Podejmę decyzję przy najbliższej okazji (...) muszę porozmawiać z osobą, która teraz, wiecie, która rządzi Tajwanem - powiedział.

Kiedy dziennikarz "New York Timesa" przypomniał, że w 1982 r. USA zobowiązały się wobec Tajwanu, że nie będą konsultować sprzedaży broni dla tego kraju z Chinami, Trump odpowiedział, że 1982 r. był dawno temu.

- Omówiliśmy sprzedaż broni na Tajwan, cała sprawa ze sprzedażą broni była szczegółowo omówiona. Będę podejmował decyzje, ale wiecie, myślę, że ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebujemy, jest wojna, która toczy się 9500 mil stąd - powiedział prezydent.

PAP


Kiedy prezydent Xi bardzo elegancko nazwał Stany Zjednoczone być może krajem w stanie upadku, miał na myśli ogromne szkody, jakie ponieśliśmy w ciągu czterech lat rządów Joe Bidena i jego administracji, i pod tym względem miał 100% racji. Nasz kraj niewyobrażalnie ucierpiał z powodu otwartych granic, wysokich podatków, osób transpłciowych dostępnych dla wszystkich, mężczyzn w kobiecych sportach, równości szans i integracji, fatalnych umów handlowych, szerzącej się przestępczości i wielu innych rzeczy!

Prezydent Xi nie miał na myśli niesamowitego wzrostu, jaki Stany Zjednoczone zademonstrowały światu w ciągu 16 spektakularnych miesięcy administracji Trumpa, na które składają się rekordowe rynki akcji i programy emerytalne 401(k), zwycięstwo militarne i rozwijające się stosunki w Wenezueli, militarne zdziesiątkowanie Iranu (ciąg dalszy nastąpi!) – najsilniejsza armia na świecie, ponownie potęga gospodarcza, z rekordowymi 18 bilionami dolarów zainwestowanymi w Stany Zjednoczone przez innych, najlepszy rynek pracy w USA w historii, z większą liczbą osób pracujących w Stanach Zjednoczonych niż kiedykolwiek wcześniej, zakończenie niszczącego kraj DEI i tak wielu innych rzeczy, których nie sposób wymienić. W rzeczywistości prezydent Xi pogratulował mi tak wielu ogromnych sukcesów w tak krótkim czasie.

Dwa lata temu byliśmy w istocie narodem w kryzysie. W tej kwestii całkowicie zgadzam się z prezydentem Xi! Ale teraz Stany Zjednoczone są najgorętszym narodem na świecie i mam nadzieję, że nasze relacje z Chinami będą silniejsze i lepsze niż kiedykolwiek wcześniej!

truthsocial.com/@realDonaldTrump


Rozłożymy na części co powiedział Xi Jinping do Trumpa: "przyspiesza ewolucja zmian niewidzianych od stu lat, sytuacja międzynarodowa staje się coraz bardziej złożona i burzliwa, a pytanie brzmi: czy Chiny i Stany Zjednoczone zdołają uniknąć pułapki Tukidydesa?"

Te "zmiany nie widziane od stu lat" (百年变局) to niezwykle ważny chiński koncept, używany często przez Xi Jinpinga. Oznacza proces upadku Zachodu i USA, globalnej transformacji, która jest bardzo burzliwa. Dla Chińczyków - głównie z powodu agresywnego "miotania się" upadającego hegemona. Tego oczywiście chiński lider nie wypowie wprost, ale to znaczenie tkwi tam wyraźnie. 

"Pułapka Tukidydesa" to znany koncept, mówiący o wojnie między wschodzącym mocarstwem, a dotychczasowym hegemonem. Jej główny propagator, Graham Allison, jest z resztą osobiście przyjmowany przez liderów Komunistycznej Partii Chin. 

Jeśli więc przetłumaczyć słowa Xi z "chińskiego na nasze", powiedział on nie mniej, nie więcej niż: być może Ameryka powinna zaakceptować nieuchronny proces wzrostu Chin i upadku USA, w ten sposób unikając wojny.

Takie słowa, zawoalowanym językiem, prosto do prezydenta USA, w Wielkiej Hali Ludowej. Dość kunsztowne. Ale i wyrażające poczucie wielkiej siły i pewności siebie Pekinu.

x.com/J_Jakobowski
 
 
 “Przyjaciele! Wróciliśmy. Naród Izraela powraca. Premier miał rację, mówiąc, że udało nam się zjednoczyć całą ziemię Izraela. Jerozolimę i całą ziemię Izraela. Wypełniamy tę jedność treścią. Naszedł czas ostatecznego wymazania linii odróżniających strefy A, B i C. Wszyscy wiedzą, że mój angielski nie jest świetny i nie odróżniam między A, B i C. W tym tygodniu przedłożyłem premierowi i gabinetowi szczegółowy plan razem z dokładnymi mapami. Wzywam premiera, aby zwołał posiedzenie gabinetu i zaakceptował ten plan. Cała ziemia Izraela jest nasza” – powiedział Becalel Smotricz, minister finansów Izraela, podczas obchodów Dnia Jerozolimy 14 maja 2026 r.

Porozumienie pokojowe z Oslo II, zawarte przez Izrael i Organizację Wyzwolenia Palestyny w 1995 r., ustanowiło autonomię na Zachodnim Brzegu Jordanu, okupowanym przez Izrael od 1967 r. Terytorium zostało podzielone na trzy strefy:
A – ok. 18 proc. powierzchni – pełna autonomia obejmująca główne tereny zurbanizowane;
B – ok. 22 proc. powierzchni – cywilna kontrola palestyńska i izraelska kontrola bezpieczeństwa;
C – ok. 60 proc. powierzchni – pełna kontrola izraelska.

Strefy A i B nie mają ciągłości terytorialnej, a rozbudowywane na przestrzeni dekad osiedla żydowskie szatkują Zachodni Brzeg Jordanu. Prawica od początku przeciwstawiała się autonomii, co m.in. doprowadziło do zamordowania premiera Icchaka Rabina przez żydowskiego ekstremistę kilka miesięcy po podpisaniu porozumienia.

W chwili obecnej armia i izraelskie służby bezpieczeństwa bez przeszkód działają na terenie całej autonomii, która zachowała jedynie resztkowe funkcje cywilne. Rząd Izraela prowadzi politykę aneksji de facto Zachodniego Brzegu Jordanu. Służą temu rozbudowywane osiedla oraz przeniesienie jurysdykcji nad nim spod władzy armii na rzecz rządu Państwa Izrael (ministerstwa sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, rejestry gruntów, archeologia itd.). Prowadzone jest również rozszerzanie rezerwatów na tereny stref B i A, co podporządkowuje te obszary Izraelowi. W lutym wprowadzono ustawę wymagającą od Palestyńczyków spełnienia bardzo trudnych wymogów w celu udowodnienia własności gruntów.

W 2025 r. Kneset przyjął uchwałę wspierającą aneksję. W politykę obecnego Izraela, w którym dwaj prawicowi rywale, Becalel Smotricz i Itamar Ben Gwir, odpowiadają za osadnictwo i bezpieczeństwo, wpisuje się także całkowita bezkarność działań ekstremistów żydowskich na terytoriach okupowanych.

Wdrożenie planu Smotricza w praktyce zakończy istnienie Autonomii Palestyńskiej i będzie oznaczać ostateczne, formalne pogrzebanie porozumień z Oslo. W praktyce Autonomia jest dysfunkcyjna, a Izrael podważa jej działanie, wstrzymując przelewy należnych środków z tytułu podatków czy wysyłając armię i służby bezpieczeństwa do strefy A. Ogłoszenie w tej chwili planu Smotricza można uważać za początek kampanii wyborczej w Izraelu, podobnie jak ujawnienie przez premiera Netanjahu podróży do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Ani tego działania, ani samego polityka wywodzącego się ze skrajnej, religijno-nacjonalistycznej prawicy nie można ignorować.

Smotricz jest nie tylko ministrem finansów Izraela, ale także pełni funkcję ministra w ministerstwie obrony (tzw. minister dodatkowy), co daje mu kontrolę nad administracją cywilną (wojskową) na Zachodnim Brzegu Jordanu, COGAT-em (organem koordynującym działania rządowe na terytoriach okupowanych, ze Strefą Gazy włącznie) oraz nadzoruje osadnictwo w ramach utworzonej przez siebie Administracji Osadnictwa.

dnbw.substack.com

czwartek, 14 maja 2026



Kalendarz partyjny jest nieubłagany. Jesienią 2027 roku Xi Jinping musi zwołać XXI Zjazd KPCh. Owszem, to już nie są te czasy, kiedy zjazdy partii były miejscem realnych zmagań. Dzisiaj to dokładnie zaplanowane przedstawienia jedności. Jednak zmagania i gry nie zniknęły, tylko przesunęły się na okres przedzjazdowy. Obecnie, na rok z kawałkiem przed zjazdem, przywódcy KPCh są pogrążeni w machinacjach, gierkach i komponowaniu list potencjalnych delegatów.

Formalnie delegaci na Zjazd KPCh są wybierani przez wyznaczone jednostki wyborcze: prowincje, regiony autonomiczne, miasta wydzielone, organy centralne, państwowy system finansowy, przedsiębiorstwa centralne, uczelnie oraz ALW i ZML, zwykle kilka miesięcy wcześniej. Zjazd następnie zatwierdza ich mandaty przez procedurę kontroli kwalifikacji delegatów. Co ważne, KC KPCh wydaje zawiadomienie o rozpoczęciu wyborów delegatów jesienią roku poprzedzającego zjazd, czyli już za 5–6 miesięcy. Dla XX Zjazdu komunikat wydano w listopadzie 2021 roku, a sam zjazd odbył się w październiku 2022 roku. Oficjalnie wybory delegatów trwają od ogłoszenia komunikatu do końca czerwca w roku zjazdowym. W tej chwili uwaga Xi Jinpinga w 99,99% jest zaprzątnięta układanką przedzjazdową. Moim zdaniem przygotowanie do zjazdu determinuje także czystkę w aparacie i armii — ALW wystawi największą liczebnie delegację na zjazd — ale też kalendarz dyplomatyczny i spotkania z zagranicznymi przywódcami.

Choć jego władza tu i teraz nie jest zagrożona, absolutnym priorytetem dla Xi pozostaje odparcie nacisków ze strony aparatu, by na XXI Zjeździe wyznaczono jego następcę. Kogoś, kto będzie przygotowywany do przejęcia władzy na XXII Zjeździe w 2032 roku. Pojawienie się „delfina” oznacza, że część systemu zacznie się orientować na nowego przywódcę, a cała reszta będzie odliczać czas do odejścia Xi. Gensek chce jeszcze rządzić i mieć decydujący wpływ na wybór następcy, ale w Chinach, jak i w samej partii, odczuwalne jest zmęczenie Xi. Ten więc potrzebuje sukcesów i odwrócenia koniunktury, aby móc opóźnić moment oddania władzy oraz jednoosobowo wyznaczyć następcę. Teraz jest za mało czasu, więc musi odwlec te decyzje do 2032 roku.

Na XXI Zjeździe w przyszłym roku Xi musi jednak pokazać jakieś sukcesy, choćby połowiczne. Stąd też presja na modernizację ALW do końca bieżącego roku. Xi chce zameldować na zjeździe, że armia jest gotowa do „zjednoczenia” Tajwanu z macierzą. To nie oznacza, że zamierza rzucić ją od razu, jeszcze przed XXI Zjazdem, na wojnę, ale że potrzebuje tego sukcesu — i ze wszystkich „reform”, które obiecał, ta jest paradoksalnie najłatwiejsza. Czystka w wojsku pozwoli mu nie tylko na kontrolę nad wyborem wojskowych delegatów na Zjazd, lecz także na „dowiezienie” sukcesu w modernizacji ALW.

(...)

Wreszcie Xi potrzebuje stabilizacji w relacjach z Amerykanami. KPCh wierzy, że czas działa na korzyść Chin, dlatego wystarczy unikać otwartej konfrontacji, a USA same się zniszczą. W ostatnich latach Xi mało podróżował, ale nagle w tym roku wybiera się do USA. W ogóle planowane są w sumie cztery spotkania genseka z Trumpem.1 Prawdopodobieństwo, że dojdzie do jakiegoś realnego, długotrwałego porozumienia, jest niskie. Jednak Xi musi tylko utrzymywać Trumpa w nadziei, iż jeżeli nie teraz, to następnym razem. W międzyczasie Chiny mogą kupić trochę soi, samolotów pasażerskich lub kart graficznych. Dla Xi jest teraz ważne, aby mieć spokój w okresie przedzjazdowym. To też da czas na urabianie Trumpa w sprawie Tajwanu.

zawielkimmurem.net
 
 
Trwa wojna w Ukrainie. Rosyjski filmik z pięknym nagraniem z kabiny bombowego samolotu Su-34 z 2024 r.:

Oglądając film przez moment musieliśmy się zastanowić, w jakich jednostkach podano parametry lotu, ale tak jak myśleliśmy,  normalnie w metrach i w kilometrach na godzinę. Tyle, że to parametry lotu rakiety Patriot, a nie rosyjskiego samolotu. No a zła wiadomość jest taka, że jak rakieta ma cztery razy większą prędkość od samolotu, to tak za daleko, to oni z tym Andriuchą (nawigatorem Su-34) nie uciekną.

A cały film jest niesamowity. Zaczyna się od wejścia załogi Su-34 na kurs do ataku. Następuje włączenie głównego włącznika uzbrojenia, który cały lot jest wyłączony, by przypadkowo nie zrzucić bomb tam gzie nie trzeba. Przy wyłączonym zasilaniu, nawet jak naciśniemy spust, to nic się nie stanie. W tym momencie pojawia się ostrzeżenie urządzenia wykrywającego opromieniowanie radiolokacyjne. Operator uzbrojenia używa określenia „zapaliła lampka drugiego podkanału”. Chodzi albo o sygnalizacje typu, albo odległości do pracującego przeciwlotniczego systemu rakietowego, które też jest pokazywane kolejnymi lampkami. Pilot sygnalizuje odejście w prawo. W tym momencie pojawia się głos nawigatora naprowadzania z samolotu dozoru radiolokacyjnego A-50. Ten potężny latający radar widzi dużo, w tym nadlatujące rakiety. I ten nawigator krzyczy: „Patriot leci w waszą stronę, Patriot leci!” Stop – skąd wiedział, że to Patriot? Ano dlatego, że system rozpoznania elektronicznego samolotu identyfikuje typ zestawu po charakterystycznej pracy jego radaru, chodzi o częstotliwość nośną, sposób kodowania sygnału, częstotliwość powtarzania impulsów i ich długość, itd. 

W każdym razie, zrobiło się dość nerwowo. Dalej nawigator krzyczy: „prawdopodobnie trzy, odchodźcie! Zabraniam pracować, zabraniam pracować!” I znów wyjaśnienie: pracować to tzw. bojewaja rabota, czyli wykonanie ataku na cel naziemny. Załoga ma przerwać atak i odchodzić. Szukać ratunku nagłym odejściem w bok, zejściem na małą wysokość, by radar systemu stracił ich z pola widzenia. Za chwilę pilot krzyczy bardzo szybko: „poniał, poniał, poniał!” (rozumiem, rozumiem, rozumiem!). Mimo to nawigator pyta: „7-5-4, zrozumiałeś?” Pilot krzyczy: „tak zrozumiałem, uciekam!” I znów nawigator: „uciekajcie, uciekajcie spod ostrzału! Startują dwa kolejne na was!” A teraz operator uzbrojenia na samolocie Su-34: „Andriucha, dawaj w prawo!” I znów nawigator z A-50: „odchodź w prawo z manewrem!” Chodzi oczywiście o taki manewr, jaki ma największe szanse zerwać naprowadzenie Patriota na małej wysokości. Czyli stanięcie pod kątem 90 stopni do radaru na kilkanaście sekund, z jednoczesnym zniżaniem. To radar dopplerowski, w takim położeniu samolot zniknie mu na tle odbić fal radarowych od przeszkód naziemnych. Zarówno sam samolot lecący idealnie w bok, jak i te przeszkody, dadzą dokładnie taki sam poziom echa dopplerowskiego (przesunięcia częstotliwości), więc nie sposób odróżnić jedne od drugich. Po zerwaniu śledzenia (kiedy urządzenie ostrzegawcze zasygnalizuje koniec emisji wiązki psuedociągłej z radaru Patriota), samolot na bardzo małej wysokości może skręcić i odejść z zasięgu Patriota na maksymalnej prędkości. 

Pilot krzyczy: „no uchodim, uchodim!” (uciekamy, uciekamy!). I za chwilę pyta: „widzisz coś za nami?” Na co nawigator A-50 odpowiada: niczego nie widzę, jak zobaczę to powiem. I ktoś krzyczy „Patriot pracował!” I znów nawigator, „nic nie widzę, ale na wszelki wypadek kontynuuj manewr!” A za chwilę: „Patriot nadal pracuje, kontynuuj manewr, manewruj, manewruj!” Na co pilot krzyczy: „manewruję!” I znów nawigator: „obserwuje start w twoją stronę, azymut 350, odległość 80!” No i musimy przyznać – czapki z głów! Rosyjski samolot na małej wysokości, a Patriot strzela do niego z 80 km, niezły wynik! I pilot krzyczy: „odchodzimy w prawo, na kurs 240, pod rakurs odchodzimy!” Pilot zdecydował się ustawić samolot na kurs 110 stopni względem rakiety co mieści się w pojęciu „prawie prostopadle do kursu rakiety" (70 do 110 stopni) i co oznacza rosyjskie pojęcie „rakurs” (lot prostopadły do stacji radarowej). Te 110 stopni to dlatego, że troszeczkę ustawił się też do niej tyłem, przy odległości odpalenia 80 km odległość będzie rosła, jest szansa że radar Patriota go zgubi na małej wysokości. Nie dość, że niemal zerowe echa dopplerowskie, to jeszcze rosnąca odległość. Trzeba przyznać, że pilot „podumał” (pomyślał). Na jego miejscu w tym momencie odpalilibyśmy dipole przeciwradiolokacyjne. Przy rakursie to ma sens, bo na stacji pojawi się wiele obiektów o echach dopplerowskich zbliżonych do zera, ale z silnym odbiciem radarowym, zgadnij teraz, który to samolot? Jedno z dwóch: albo zrobił to operator uzbrojenia na pokładzie Su-34 bez komendy, albo załoga o tym zapomniała. Jeśli tak, to ciężki błąd. Załoga melduje wysokość 300 m. I maksymalną prędkość na tej wysokości. Nawigator podaje miejsce pocisku: „azymut 350, odległość 70”. Operator uzbrojenia na Su-34 krzyczy: „Uciekajmy Andriucha, uciekajmy!” A nawigator z A-50 dodaje: „wysokość 25 000, prędkość 4000!” To oczywiście o rakiecie. Jak podejdzie na jakieś 40 km, to wówczas radar rakiety zobaczy rosyjski samolot, z tej wysokości nie będzie z tym problemu. Za chwilę nawigator: „azymut 350, odległość 55!” I to jest właśnie ten ostatni moment, żeby zerwać śledzenie naziemnego radaru Patriota. Pilot krzyczy „manewrujemy, skręcam w lewo, a teraz idziemy w prawo!” I za chwile dodaje całkiem wyprowadzony z równowagi „manewrujemy k…wa, manewrujemy!” To odpowiedź na wołanie nawigatora A-50, by się ustawił z odpowiednim kursem względem nadlatującej rakiety. I w tym momencie znów nawigator „druga leci na was, azymut 350, odległość 60!” Operator uzbrojenia podpowiada: „na kurs 120 Andriusza, kurs 120!” To desperacki ruch, lecą wprost na rakietę. 350 – 120 to 150 stopni między samolotem a rakietą, ustawią się teraz do niej drugim bokiem (lewym), ale będą się szybciej oddalać. 

To bardzo ryzykowne. Innego wyjścia w tym momencie nie ma. Od rakiety jednak nie uciekną, jeśli jest na 25 000 m w odległości 50-60 km, to spadnie na nich z góry, nie tracąc energii, nawet jak jej silnik rakietowy już nie pracuje. I znów nawigator podaje: „azymut 300, odległość 50!” A za chwilę o drugiej rakiecie „azymut 350, odległość 30!” Pilota już nie słychać, tylko jego ciężkie oddechy, widać, że przeciążenia dały mu się we znaki. I nawigator: „jedna przeszła z tyłu za wami”, druga idzie od strony Mariupola!” No tak, pomyśleliśmy sobie – to musiał być kierunek południowy, skoro Patriot strzelał niemal dokładnie z północy (idealna północ była by „azymut 360”). Z podawanym kursem w zakresie od 90 do 120 stopni samolot Su-34 leciał teraz na wschód, lekko na południe, mając rakietę z lewego boku. Na koniec słychać pilota: „yyyy bliaaat’!” (czyli k…wa!). To chyba takie w sumie znane nam pożegnanie ze światem, bowiem za chwilę nawigator z A-50 pyta drugiego Su-34: „813, widzisz 745?” Ale druga załoga potwierdza: „taaak!” I znów „menwruj, uciekaj!” Jakimś cudem udało się 745, ale musiało być blisko, skoro nawigator A-50 nie był pewien, czy doszło do trafienia.

A tu nagle niespodzianka, odzywa się pilot 745. Leci cała soczysta wiązanka, pełny rosyjski repertuar. I za chwilę „Wiktor, 813, słyszysz? Wiktror słyszy k..wa?! No zajebiście!” (ochujenno). Zajmowali się 745 który bardzo umiejętnie manewrował, a tymczasem przepadł im 813. Nie pomogły rozpaczliwe krzyki: „Witia! Wit’ słyszysz mienia? Oh suuukaaa! Witiek!” Za chwilę zgłasza się 745: „ja już brzeg widzę”. Chodzi o Morze Azowskie. I nawigator A-50 do jednego z lotnisk: „przyjmiecie 745? Nu choroszo!”

I tak Rosjanie pozbyli się jednego Su-34. Nagranie ewidentnie pochodziło z samolotu 745, nagrywała się zarówno zewnętrzna korespondencja radiowa, jak i rozmowy między załogą. Więc zapewne podobnie mogło być na pokładzie 813, ale Wiktor miał po prostu gorszy dzień.

x.com/MichaFiszer


11 maja Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) postawiło byłemu szefowi Biura Prezydenta (BP) Ukrainy Andrijowi Jermakowi zarzut legalizacji środków uzyskanych z przestępstwa. Według służb 460 mln hrywien (ok. 45 mln zł) zostało przekazanych na budowę luksusowego kompleksu budynków „Dynastia” pod Kijowem. Dzień później Wyższy Sąd Antykorupcyjny Ukrainy rozpoczął posiedzenie w sprawie wniosku o areszt (z możliwością wpłacenia kaucji w wysokości 180 mln hrywien – ok. 17 mln zł) dla Jermaka.

28 kwietnia portal Ukraińska Prawda opublikował pierwsze transkrypcje nagrań rozmów dokonanych przez służby antykorupcyjne w ramach operacji „Midas” (zob. Operacja „Midas”: największa afera korupcyjna w otoczeniu Zełenskiego). Wynika z nich, że biznesman Timur Mindicz (bliski partner biznesowy Wołodymyra Zełenskiego z okresu sprzed jego prezydentury) był organizatorem pozyskania środków na budowę wspomnianych rezydencji, których właścicielami – oprócz niego – są były wicepremier Ołeksij Czernyszow, a także osoby identyfikowane przez media jako Jermak i Zełenski. W innej nagranej rozmowie Mindicz wywierał naciski na ówczesnego ministra obrony Rustema Umierowa w celu udzielenia kontrolowanej przez siebie firmie Firepoint (odpowiedzialnej za produkcję kluczowego dla ukraińskiej armii uzbrojenia: dronów oraz rakiet średniego i dalekiego zasięgu) zamówień wojskowych.

Kolejne serie nagrań ukazały się 1 i 8 maja. Ich treść sugeruje, że partner biznesowy Mindicza Ołeksandr Cukerman i powiązany z Jermakiem przedsiębiorca Wasyl Wesełyj omawiali sprawę obsadzenia swoimi ludźmi rady nadzorczej znacjonalizowanego w 2023 r. Sense Banku (zob. Ukraina: nacjonalizacja Sense Banku), zaś zastępca szefa Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej (SAP) informował figurantów o przebiegu śledztwa, umożliwiając Cukermanowi i Mindiczowi ucieczkę z kraju zanim doręczono im zarzuty. 2 maja, w związku ze sprawą, Zełenski podpisał dekret o nałożeniu sankcji na byłego kierownika BP Andrija Bohdana za działania stwarzające rzekomo zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego (szczegółów nie ujawniono). Media interpretują tę decyzję jako odwet prezydenta za przekazanie im stenogramów.

(...)

Komentarz

Publikacja przecieków i wniosek o areszt dla Jermaka to mocne uderzenie nie tylko w wizerunek, lecz także w samego prezydenta Zełenskiego. Stenogramy potwierdzają wiele podejrzeń związanych z przebiegiem Mindiczgate. Uwiarygodniają tezę, że z pieniędzy pochodzących z korupcji finansowano podczas pełnoskalowej wojny budowę rezydencji, z których jedna miała należeć do Zełenskiego. Podważa to próby dystansowania się prezydenta, które miały sugerować, iż nie był on świadomy procederu. Służby nie prowadzą jednak śledztwa w sprawie głowy państwa, ponieważ zabrania tego konstytucja – niewykluczone, że odpowiednie zarzuty zostaną mu postawione po odejściu ze stanowiska. Opublikowane rozmowy potwierdzają również podejrzenia dotyczące kontrolowania firmy Firepoint przez Mindicza oraz to, że liczne kontrakty dla tego przedsiębiorstwa na dostawy sprzętu wojskowego i dronów są efektem jego osobistych kontaktów z Umierowem. Wiążą też w jedno kilka pojedynczych afer – związanych z Firepointem, Enerhoatomem czy nieznanym pochodzeniem środków przeznaczonych na budowę „Dynastii”.

osw.waw.pl


Amerykański Senat zatwierdził w środę nominację Kevina Warsha na nowego przewodniczącego Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej. Do głosowania doszło na dwa dni przed końcem kadencji obecnego szefa Fed Jerome'a Powella.

Środowe głosowanie przebiegło podobnie jak dzień wcześniej, kiedy Senat zatwierdził jego 14-letnią kadencję jako jednego z członków Rady Gubernatorów stosunkiem głosów 54-45. Obok rządzących Republikanów, poparł go jeden Demokrata, John Fetterman.

Warsh przejmie rolę przewodniczącego Fed po Jeromie Powellu, który był szefem banku centralnego przez dwie czteroletnie kadencje - pierwotnie jako nominat Donalda Trumpa, a potem Joe Bidena.

Ekonomista obejmie urząd w burzliwym momencie w historii Fed, gdy nie brakuje obaw o utrzymanie niezależności banku centralnego od Białego Domu, a inflacja szybko wzrasta w następstwie wojny z Iranem. Podczas wysłuchania w Senacie Warsh obiecywał, że nie będzie "marionetką" Trumpa, choć jednocześnie nie odpowiedział m.in. na pytanie, czy Trump przegrał wybory 2020 r. oraz nie potrafił wskazać różnic w poglądach z prezydentem.

Trump wielokrotnie sugerował, że Warsh - zgodnie z jego żądaniami - obniży stopy procentowe. Większość ekspertów spodziewa się jednak, że nie będzie w stanie tego zrobić w najbliższym czasie - m.in. z uwagi na szybki wzrost inflacji, która osiągnęła w kwietniu 3,8 proc. w rezultacie blokady cieśniny Ormuz. Warsh jest ponadto tylko jednym z 12 członków Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku (FOMC), który podejmuje decyzje w sprawie stóp.

Członkiem FOMC i Rady Gubernatorów pozostanie - przynajmniej na razie - również Jerome Powell, którego kadencja jako gubernatora (nie przewodniczącego) upływa w 2028 r. Powell, wbrew tradycji, nie ustąpił z Rady z powodu śledztwa prowadzonemu przeciwko niemu przez prokuraturę federalną w sprawie przekroczenia kosztów remontu budynków Fed.

Śledztwo było powszechnie uważane za motywowane politycznie i zarządzone przez samego prezydenta. Prokuratura w Waszyngtonie ogłosiła w kwietniu zamknięcie dochodzenia, lecz Powell zapowiedział, że pozostanie w Fed "tak długo, jak uzna to za stosowne", do definitywnego rozstrzygnięcia sprawy.
Prywatnie Warsh jest zięciem bliskiego Donaldowi Trumpowi miliardera Ronalda Laudera, spadkobiercy koncernu Estee Lauder i przewodniczącego Światowej Rady Żydów.

Warsh i jego żona Jane Lauder zadeklarowali w oświadczeniach finansowych, złożonych w ramach jego nominacji, że posiadają aktywa o wartości co najmniej 192 mln dolarów. Jednak łączny majątek netto przyszłego prezesa Fed jest prawdopodobnie znacznie większy, co czyni go jednym z najbogatszych urzędników banku centralnego w jego historii. Bloomberg oszacował majątek netto jego żony na 2,5 mld dolarów.

PAP


No to lecimy z tematem.

Uwaga: Moce produkcyjne na rok 2027 nie zakładają uzupełnienia zapasów amunicji, która została zużyta na Bliski Wschód. Ten aspekt pojawi się dopiero w planach na rok 2028.

Znamy jednak ilość amunicji, która ma być planowo uzupełniona za 25 mld $.

Mowa tu bowiem o:
- 110 SM-6
- 234 Tomahawkach
- 454 PrSM-ach
- 830 Talonach (THAAD)
- 2554 PAC-3 MSE

Jest również wspomniane, że podane planowane ceny dla Departamentu Armii są znaczące niższe od cen w ramach kontraktów FMS i producenci będą musieli sobie wyrabiać marżę...

na kontraktach zagranicznych.

No to ruszamy:

Talon (pocisk przeciwrakietowy dla systemu THAAD):
- cena za sam pocisk: 11.98 mln $ za sztukę
- brak ujawnionych na ten moment mocy produkcyjnych

PAC-3 MSE:
- cena za sam pocisk: 4.99m $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 5.32m $ za szt
- max. moce produkcyjne: 2000 pocisków / rok
- czas oczekiwania: 31 - 36 miesięcy
- US Army planuje zwiększenie zakładanego zapasu pocisków z 3376 do 13773 sztuk wg decyzji z '25

PrSM:
- cena za sam pocisk: 1.55m $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 1.66m $ za szt
- max. moce produkcyjne: 664 pociski / rok*
- czas oczekiwania: 45 miesięcy

Do tego w 2029 rozpocznie się niskoseryjna produkcja PrSM Increment 2 z nową GSN

AIM-9X do systemu IPFC Increment 2:
- cena za sam pocisk: 507k $ za szt
- cena za wyrzutnię: 3.7m $ za szt
- max. moce produkcyjne: 1100 pocisków + 84 wyrzutnie / rok
- czas oczekiwania: 42 miesiące (pociski) / 30 miesięcy (wyrzutnie)

Tomahawk Block V / Va do systemu Typhon:
- cena za pocisk Block V: 2.18m $ za szt
- cena za pocisk Block Va: 3.82m $ za szt
- cena za kontener Mk14: 204.8k $ za szt
- max. moce produkcyjne: 530 pocisków / rok
- czas oczekiwania: 42 miesiące

M-6 Block Ia do systemu Typhon:
- cena za sam pocisk: 5.5m $ za szt
- cena za sam kontener: 336.5k $ za szt
- max. moce produkcyjne: 250 pocisków / rok
- czas oczekiwania: 42 miesiące

LRHW:
- cena za pocisk z kontenerem: 39.04m $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 150.89m $ za szt
- max. moce produkcyjne: 13 pocisków / rok*
- czas oczekiwania: 33 - 38 miesięcy

Extended Range GMLRS z głowicą Alternative:
- cena za sam pocisk: 558.4k $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 623.6k $ za szt
- max. moce produkcyjne: 2004 pociski / rok*
- czas oczekiwania: 30 miesięcy

GMLRS:
- cena za pocisk AW: 198.1k $ za szt (219.6 z otoczką)
- cena za pocisk UW: 166.3k $ za szt (177.8 z otoczką)
- max. moce produkcyjne: 13002 pociski AW + 7998 pocisków UW / rok*
- czas oczekiwania: 30 miesięcy

AGM-179 JAGM:
- cena za sam pocisk: 241.5k $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 386.8k $ za szt
- max. moce produkcyjne: 1200 pocisków / rok*
- czas oczekiwania: 29 miesięcy

FGM-148 Javelin:
- cena za sam pocisk: 208.5k $ za szt
- cena za samo CLU: 212.9k $ za szt
- cena za pocisk z otoczką: 333.4k $ za szt
- cena za CLU z otoczką: 301.1k $ za szt
- max. moce produkcyjne: 47520 pocisków + 10800 CLU / rok*
- czas oczekiwania: 54 miesiące (pociski)

x.com/Zbiesu


Tomas Lindner: - Jest pan współautorem analizy Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych, która co roku bada poglądy polityczne w 21 krajach świata — 11 europejskich i 10 dużych pozaeuropejskich. Co się zmieniło po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu?

Bułgarski politolog Iwan Krastew: Najbardziej zaintrygowało mnie, jak dramatycznie zmieniło się postrzeganie Chin. Właśnie w tym zakresie nastąpiła największa zmiana opinii. Nagle we wszystkich badanych krajach zapanowała zgoda nie tylko co do tego, że wpływ Chin w nadchodzącej dekadzie będzie rósł, ale — co ważniejsze — ludzie przestali się ich obawiać. Dwa, trzy lata temu ludzie dostrzegali wzrost znaczenia Chin, ale ich to niepokoiło. Tym razem nawet w Indiach, które są tradycyjnym rywalem Pekinu, większość mieszkańców wierzy, że ich stosunki z Chinami będą się poprawiać.

- Czy to konsekwencja zachowania Donalda Trumpa, zwłaszcza wobec sojuszników, czy też do lepszego wizerunku przyczyniły się same Chiny?

Chiny czerpią korzyści z tego, że w ostatnim roku były cichym graczem, podczas gdy Ameryka była bardzo hałaśliwa. Pekin bynajmniej nie zachowuje się jak święty: obserwowaliśmy ostry nacisk polityczny na Japonię, rosnące inwestycje w armię, agresywne promowanie eksportu na świat. Ale ponieważ Trump prowadził tak ostrą politykę, a Rosja robi to, co robi, w porównaniu z nimi Chiny zaczęto postrzegać jako przewidywalne, poważne, stabilne. Jako tego dorosłego w domu. A to będzie miało ogromny wpływ.

- Jaki był główny błąd Trumpa?

Oddzielił amerykańską potęgę od jakiegokolwiek celu moralnego. Zasadniczo mówi, że Ameryka jest bardzo potężna i silna i dlatego inni powinni za nią podążać. Proponuje hierarchię władzy bez oparcia w porządku i prawie. Stany Zjednoczone przestały być postrzegane jako gracz ideologiczny, który stoi za jakąś wizją — wszystko kręci się tylko wokół amerykańskich interesów. W takiej sytuacji innym bardzo trudno jest postrzegać Stany Zjednoczone i Chiny jako odmienne propozycje ideologiczne.
Skłonność ku Chinom była dotychczas przejawem pewnego moralnego i ideologicznego stanowiska — ale to już nie ma zastosowania. Coraz więcej osób zaczęło dostrzegać, że mocarstwa są w zasadzie równorzędne i chodzi im wyłącznie o własną władzę i interes.

- Jaka jest pana osobista opinia: czy powinniśmy obawiać się wzrostu znaczenia Chin, czy też powinniśmy podchodzić do tego spokojnie?

Odpowiedź poznamy oczywiście dopiero za 10 czy 20 lat, ale jedno jest całkowicie jasne: zagrożenie dla europejskiego przemysłu ze strony Chin nie jest wcale mniejsze niż zagrożenie wynikające z odejścia USA od zapewniania bezpieczeństwa europejskiego. Może ono zniszczyć europejskie gospodarki. Wierzę więc, że wszystkie mocarstwa należy uważnie i krytycznie obserwować. Nie wierzę jednak, że chińskie kierownictwo, choć komunistyczne, marzy o przekształceniu reszty świata na swój obraz.

- Radzieccy komuniści mieli takie marzenia. Dlaczego chińscy myślą inaczej?

Mam wrażenie, że wierzą, iż ich system jest zbyt złożony, zbyt skomplikowany i zbyt doskonały, by inni mogli go stosować.
Rosjanie w znacznym stopniu cierpią na kompleks niższości, zwłaszcza w stosunku do Europy. Chińczycy natomiast cierpią na kompleks wyższości: nie wierzą, że inni byliby w stanie ich naśladować. Kierują się zasadą "nie chcemy was zmieniać, wystarczy, że kupujecie nasze produkty".

onet.pl\Respekt