niedziela, 15 czerwca 2025



Izraelskie ataki zabiły dotychczas wielu starszych oficerów wojskowych. Osoby te, takie jak Mohammad Bagheri i Amir Ali Hajji Zadeh, zajmowały jedne z najwyższych stanowisk w irańskich siłach zbrojnych przez lata, a w niektórych przypadkach przez dekady. Wielu z tych oficerów miało bliskie więzi osobiste ze sobą, nawiązując braterskie więzi w młodości podczas wojny iracko-irańskiej i utrzymując te relacje, gdy wspólnie awansowali w szeregach wojskowych w kolejnych dekadach. Te relacje stworzyły nieformalną sieć wpływów na najwyższych szczeblach irańskiego establishmentu wojskowego. Oficerowie ci mieli ogromny wpływ na kształtowanie irańskiej strategii ze względu na swoje pozycje na szczycie hierarchii wojskowej i bezpośredni dostęp do Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego. Oficerowie ci interweniowali w wewnętrzne sprawy Iranu przy kilku okazjach, aby potwierdzić swoje wspólne preferencje polityczne i przeprowadzić reżim przez wewnętrzne kryzysy. ISW zidentyfikowało tę sieć w raporcie z 2013 r., nazywając ją Siecią Dowódczą IRGC. Fakt, że Izrael zabił tak wielu członków w obrębie i na orbicie Sieci Dowódczej w ostatnich dniach, oznacza, że ​​Izrael nie tylko usunął kluczową kadrę kierowniczą — ale także zdegradował jedną z najbardziej stabilnych i wpływowych frakcji w Republice Islamskiej. Sieć Dowódcza jest od dziesięcioleci trwale obecna w irańskich kręgach decyzyjnych — jest jedną z niewielu frakcji, które pozostały tak dominujące poza samym Chameneim. Jest za wcześnie, aby ocenić, jakie implikacje dla zachowania i strategii Iranu będzie miało rozwiązanie Sieci Dowódczej.

understandingwar.org


Władze Izraela deklarują, że pierwszą fazę operacji uzasadnia zagrożenie egzystencjalne ze strony reżimu i programu nuklearnego Iranu. Według Sztabu Generalnego Izraela zbombardowano kilkanaście celów wojskowych oraz nuklearnych w zachodniej i środkowej części kraju. Z dotychczasowych doniesień wynika, że Izrael uderzył na sztaby Sił Zbrojnych i Korpusu Strażników Rewolucji w Teheranie i jego sąsiedztwie, główny ośrodek wzbogacania uranu w Natanzie, miejsce budowy reaktora na ciężką wodę w Araku, ośrodek konwersji uranu w Isfahanie oraz bazy rakietowe w zachodniej części kraju. Sugeruje to, że Izrael chce w pierwszej kolejności sparaliżować dowództwo wojskowe Iranu i ograniczyć jego zdolności odwetowe. Eliminuje jednocześnie te ośrodki nuklearne, które mają najsłabsze zabezpieczenia i obronę przeciwlotniczą. Pierwsze naloty Izraela ominęły najlepiej chroniony ośrodek wzbogacania uranu w Fordow (jest on ukryty w skalnych tunelach) oraz reaktor badawczy w Teheranie i reaktor na lekką wodę elektrowni cywilnej w Buszehrze (skąd zużyte paliwo jest odbierane przez Rosję). Wystąpienie premiera Izraela i kryptonim operacji (,,Powstający Lew” – lew odnosi się zarówno do Lwa Judy, jak i do symbolu dynastii Pahlawich) świadczy o nastawieniu na dłuższą kampanię uderzeń lotniczych, które mają nie tylko ograniczyć zdolności Iranu do budowy arsenału nuklearnego, ale być może też zdestabilizować wewnętrznie władze Republiki Islamskiej. Potwierdzeniem tego może okazać się poszerzenie listy celów kolejnych nalotów Izraela o siedziby sił i służb bezpieczeństwa wewnętrznego oraz ośrodki sektora naftowego Iranu.

(...)

Operacja Izraela może rozstrzygnąć o skali i przeznaczeniu programu nuklearnego Iranu, który dotychczas dawał mu status tzw. państwa progowego. W krótkiej perspektywie może przekreślić sens i szanse powodzenia prowadzonych od kwietnia br. negocjacji w tej sprawie między Iranem a USA. Pierwsze uderzenia Izraela nie wyeliminowały ośrodka w Fordow, w którym gromadzony jest uran wzbogacony do poziomu 60% (do głowic niezbędny jest uran bojowy na poziomie 90%), oraz pełnego zaplecza i wiedzy niezbędnych do budowy arsenału nuklearnego Iranu. Posiada on obecnie kilka ton uranu w różnych formach, które po dalszym wzbogacaniu mogłyby posłużyć do budowy kilkunastu głowic implozyjnych z rdzeniem uranowym. Biorąc pod uwagę, że Iran od 2003 r. wstrzymał prace nad głowicami, ale wciąż zachowuje zdolności do wzbogacania uranu, trudno uznać naloty Izraela za skuteczne uderzenia prewencyjne, analogiczne do jego nalotów na reaktory w Iraku w 1981 r. i Syrii w 2007 r. Prawdopodobna dalsza eskalacja nalotów Izraela i względy prestiżowe mogą jednak wymusić na władzach Iranu decyzje o wyjściu z Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT) oraz o wejściu na ścieżkę prowadzącą do uzyskania mniejszego arsenału jądrowego, np. przy wykorzystaniu uranu z Fordow lub z nowych, lepiej ukrytych i chronionych ośrodków nuklearnych. Oznaczałoby to więc konieczność powtarzania kampanii nalotów na zaplecze nuklearne i rakietowe Iranu.

pism.pl

sobota, 14 czerwca 2025



Iran użył znacznie mniej amunicji w odpowiedzi na Izrael niż pierwotnie planowano, ponieważ IDF zniszczyło i uszkodziło wyrzutnie rakiet i silosy, których Iran planował użyć do odwetu przeciwko Izraelowi. Jest to zgodne z obserwacją CTP-ISW, że osłabienie zdolności odwetowych Iranu było jednym z celów początkowych ataków izraelskich 12 czerwca. Dwóch członków IRGC rozmawiających z New York Times stwierdziło, że Iran pierwotnie planował wystrzelić 1000 rakiet balistycznych w kierunku Izraela w odpowiedzi na izraelskie ataki na Iran. Jednak Iran wystrzelił tylko około 200 rakiet balistycznych w kierunku Izraela w sześciu falach ataków. Członkowie IRGC stwierdzili, że izraelskie ataki na irańskie bazy rakietowe „uniemożliwiły szybkie przenoszenie rakiet z magazynów i umieszczanie ich na wyrzutniach”. Zdjęcia satelitarne pokazują, że IDF uszkodziło bazy rakietowe Amand i Southwest Tabriz. Baza rakietowa Amand, która znajduje się na północ od Tabriz, podobno przechowuje rakiety balistyczne średniego zasięgu Ghadr. Iran wcześniej użył pocisków Ghadr podczas ataków na Izrael w kwietniu i październiku 2024 r. Według doniesień baza rakietowa Southwest Tabriz Missile Base przechowuje pociski wariantu Shahab. Siły Obronne Izraela osobno potwierdziły, że zaatakowały 2. taktyczną bazę lotniczą Artesh Air Force w Tebrizie. Siły Obronne Izraela poinformowały, że zniszczyły bazę lotniczą Tabriz Artesh. Baza lotnicza Artesh przechowywała według doniesień pociski ziemia-powietrze SA-6 Gainful, co sugeruje, że Izrael zniszczył bazę, aby Artesh nie mógł bronić baz rakietowych w pobliżu bazy przed izraelskimi atakami. Baza rakietowa Amand Missile Base znajduje się około 11 mil od 2. taktycznej bazy lotniczej Artesh Air Force.

Zdjęcia satelitarne pokazują również, że izraelskie ataki uszkodziły podziemną bazę rakietową Bakhtaran (Panj Pelleh) w Kermanszah i bazę IRGC Ghadir w Teheranie. Podziemna baza rakietowa Bakhtaran (Panj Pelleh) podobno przechowuje rakiety balistyczne Qiam-1 i Fateh-110. Ekspert ds. rozprzestrzeniania rakiet stwierdził, że baza Ghadir może być powiązana z integracją rakiet Kheibar Shekan i Fattah. Iran wcześniej użył rakiet Kheybar Shekan podczas ataków na Izrael w kwietniu i październiku 2024 r.

Iran przeprowadził sześć fal ataków rakietowych na Izrael z terytorium Iranu od czasu pierwszych ataków izraelskich 12 czerwca. Iran wystrzelił również co najmniej dwie fale jednokierunkowych dronów atakujących na Izrael. Większość uderzeń irańskich rakiet balistycznych lub izraelskich przechwytujących miała miejsce w dystrykcie Tel Awiwu. Co najmniej 10 przechwytujących, odłamków lub pocisków balistycznych uderzyło w obszar Tel Awiwu, powodując uszkodzenia wysokich budynków, ponad 60 obrażeń i jedną śmierć. Uderzenie rakiety balistycznej na południe od Tel Awiwu w Rishon le-Zion zabiło dwóch izraelskich cywilów, zraniło 20 i uszkodziło domy. IDF poinformowało, że izraelska obrona przeciwlotnicza nie przechwyciła co najmniej 10 z 200 rakiet balistycznych, które były na trajektorii uderzenia w obszary zamieszkane. CTP-ISW nie zaobserwowało żadnych uderzeń dronów w momencie pisania tego tekstu. Siły Obronne Izraela oświadczyły 14 czerwca, że ​​ataki irańskie nie naruszyły „zdolności i ciągłości funkcjonalnej” baz sił zbrojnych Izraela. Irańskie media państwowe mają motywację do wyolbrzymiania sukcesu ataku i mogą rozpowszechniać wprowadzające w błąd informacje, w tym twierdzenia, że ​​w wyniku ataków rakietowych zginęli wysoko postawieni członkowie izraelskiej struktury dowodzenia wojskowego lub uderzyli w ważne obiekty wojskowe w Tel Awiwie. CTP-ISW nie zaobserwowało dowodów potwierdzających te twierdzenia.

understandingwar.org


Warto przy tym podkreślić, że założenie Izraela, że Iran chce dokonać nuklearnego ataku na Izrael jest błędne. Dla Islamskiej Republiki, gdyby posiadała ona kilkanaście ładunków nuklearnych, byłoby to samobójstwo, gdyż odwet w postaci międzynarodowej koalicji mającej na celu obalenie reżimu byłby oczywisty i nie spotkałby się z oporem ze strony żadnego państwa, łącznie z Rosją czy Chinami. Tymczasem rzeczywistość pokazuje, że Islamska Republika wykazuje się daleko idącym instynktem samozachowawczym, na którym przez długi czas oparta była taktyka tzw. „strategicznej cierpliwości”. Pokazuje to więc, że działania Izraela są irracjonalne z punktu widzenia jego własnego bezpieczeństwa. Torpedowanie porozumienia nuklearnego doprowadziło do tego, że Iran jest państwem progowym, a dążenie do konfrontacji militarnej z Iranem prowadzi do antagonizowania arabskich państw regionu i utraty sojuszników, a także narażania swoich obiektów na całym świecie na potencjalne działania asymetryczne ze strony Iranu. Ponadto zwiększa ona, a nie zmniejsza, prawdopodobieństwo podjęcia przez Iran decyzji o weponizacji programu nuklearnego tj. przejścia do fazy uzyskania bomb nuklearnych (Chamenei może wobec nowych okoliczności zmienić swoją fatwę uznającą broń masowego rażenia za haram, czyli zakazaną przez islam).

Inną kwestią, którą również należy brać pod uwagę, jest jednak korzyść osobista Netanjahu z tego ataku. Na tym etapie decyzja ta powoduje przekierowanie uwagi izraelskiej opinii publicznej. Rosnące niezadowolenie z rządów Netanjahu i sposobu prowadzenia przez niego wojny w Gazie zostanie stłumione przez jednoczące wsparcie dla działań wymierzonych w Iran. Jeśli dojdzie do eskalacji to, póki trwać będzie wojna z Iranem to Netanjahu nie będą też groziły nowe wybory. A choć Izrael deklaruje, że operacja Wschodzący Lew ma potrwać 2 tygodnie, to warto pamiętać, że również wojna w Libanie miała być krótka. 

(...)

Atak Izraela był ciosem dla USA i Trumpa osobiście. Przede wszystkim był kolejnym aktem „machania psem przez ogon”. Netanjahu nieustannie robił to za Bidena, ale wówczas wykorzystywał to, że trwała kampania wyborcza i mógł liczyć na wsparcie Republikanów. Teraz nie może liczyć na analogiczne wsparcie Demokratów przeciwko Trumpowi i dlatego amerykański prezydent, teoretycznie, ma wszystkie karty. Izrael nie jest bowiem w stanie prowadzić swoich wojen bez wsparcia USA, a głowa Netanjahu mogłaby łatwo spaść pod naciskiem Trumpa. Tymczasem Netanjahu zdecydował się na storpedowanie planów Trumpa wobec Izraela i postawienie USA przed faktami dokonanymi. To również cios wizerunkowy, który Trump postanowił złagodzić twierdząc, że został uprzedzony o ataku. Tyle, że stoi to w sprzeczności z deklaracjami, że USA nie mają nic wspólnego z atakiem i chcą dalej negocjować. Można oczywiście spekulować, że jest to gra w „dobrego i złego policjanta” ale byłoby to prawdopodobne, gdyby izraelskie uderzenie było jednorazowe i nastąpiłaby po nim gotowość do eskalacji. A jest inaczej. Trump liczy przy tym na ziszczenie się racjonalnego scenariusza tj., że Iran zmiękczy swoje stanowisko i szybko zawrze porozumienie by uniknąć kolejnych ciosów i rozkwitnąć gospodarczo. Niestety jest to mało prawdopodobne.

Warto też wskazać, że ten rozwój sytuacji pokazuje absurdalność kalkulacji Trumpa, że Rosja skłoni Iran do uległości. Z drugiej strony jest to też dowód na prawdziwe intencje Rosji wobec Iranu. Gdyby bowiem Rosja chciała Iranowi pomóc to dawno zgodziłaby się na sprzedaż Iranowi S-400 i SU-35 o co Iran od lat zabiega. Wówczas Iran nie znalazłby się w takiej sytuacji jak dziś i miałby znacznie większe zdolności obrony powietrznej. To jasno pokazuje też, że Rosja jest beneficjentką eskalacji. Po pierwsze wyłączenie Iranu z rynku węglowodorów i wzrost cen ropy służy zdolnościom Rosji do odbudowy własnego potencjału niezbędnego do wojny w Ukrainie. Po drugie, ewentualna wojna regionalna całkowicie odciągnie uwagę USA od Ukrainy i flanki wschodniej. Niewielką stratą dla Rosji będzie w tym kontekście kwestia dostaw dronów z Iranu, gdyż uzyskała ona własne zdolności ich produkcji. Zresztą, gdyby się Rosja o to martwiła to by dała Iranowi S400.

defence24.pl


Amerykański prezydent Donald Trump obchodzi w sobotę 79. urodziny. 

(...)

Departament Stanu USA dziękował prezydentowi za "uczynienie Ameryki ponownie wielką", a minister ds. zasobów wewnętrznych Doug Burgum za przewodzenie "najbardziej historycznej administracji" i wprowadzenie "złotego wieku Ameryki".

PAP

piątek, 13 czerwca 2025



Izrael i Iran są najpotężniejszymi państwami w regionie Bliskiego Wschodu, które rywalizują o wpływy i dominację w regionie, ale w ostatnich miesiącach to Izraelowi udało się osiągnąć przewagę.

Najpierw w odpowiedzi na brutalny atak Hamasu z 7 października 2023 r. Izrael dokonał czystki etnicznej i zrównał z ziemią Strefę Gazy, którą zarządzał wspierany przez Iran Hamas. Następnie, w październiku 2024 r. wyeliminował lub unieszkodliwił tysiące bojowników libańskiego Hezbollahu, również blisko współpracującego z Teheranem. Z kolei w grudniu 2024 r. w Syrii upadł reżim Baszszara al-Asada, co jeszcze bardziej osłabiło irańskie wpływy na Bliskim Wschodzie.

Iran utracił wiele możliwości prowadzenia dotychczasowej antyizraelskiej polityki, a regionalna równowaga sił przechyliła się zdecydowanie na korzyść Izraela — jedynego państwa atomowego w regionie, dysponującego najnowocześniejszą i najbardziej zaprawioną w bojach armią. Z tej zmiany nie do końca były jednak zadowolone ani najważniejsze państwa arabskie, ani — co istotne — administracja Donalda Trumpa, które podjęły działania równoważące politykę Izraela.

Mogłoby się wydawać, że druga administracja Trumpa — podobnie jak wcześniej administracja Bidena, pierwsza administracja Trumpa i wiele poprzednich amerykańskich administracji — będzie twardo stała murem za Izraelem w jego polityce przeciwko Iranowi. Jeszcze w styczniu nie było to nielogiczne założenie. USA od dekad wspierają bowiem Izrael, a sam Trump w swojej pierwszej kadencji zrobił bardzo wiele, by wzmocnić Tel Awiw.

U progu 2025 r. okazało się jednak, że wszystkie dotychczasowe przewidywania się nie sprawdziły. Po pierwsze, Trump zapowiedział, że wróci do rozmów atomowych z Iranem (z poprzedniego dealu wycofał się w 2018 r.). Po drugie, bez wahania uznał nowy reżim w Syrii i za namową Arabii Saudyjskiej oraz Turcji zniósł sankcje na Damaszek. Po trzecie, zawarł porozumienie z jemeńskimi Huti, mimo że w tym samym czasie ostrzeliwali oni Izrael. Po czwarte, wybrał się w podróż na Bliski Wschód, ostentacyjnie pomijając przy tym Tel Awiw i załatwiając interesy z państwami arabskimi.

Wszystkie te kroki można wytłumaczyć na trzy sposoby.

Po pierwsze, Trump uważa się za człowieka, który potrafi dobić targu i rozwiązać każdy konflikt. Nie jest to oczywiście prawda, niemniej jego polityka wobec Syrii, porozumienie z jemeńskimi Huti oraz podjęcie tematu porozumienia z Iranem należało uznać za pozytywne kroki, które w istocie prowadziły do regionalnej stabilizacji.

Po drugie, w drugiej administracji Trumpa prym wiodą dziś ludzie — jak np. J.D. Vance czy Steve Witkoff — którzy uważają, że celem USA na Bliskim Wschodzie powinno być doprowadzenie do względnej stabilności, by Waszyngton mógł w jak największym stopniu korzystać ze współpracy gospodarczej z państwami regionu. To duża różnica w porównaniu ze sztywną ideologicznie pierwszą administracją Trumpa, w której najbardziej eksponowane stanowiska zajmowali politycy i wojskowi jednoznacznie antyirańscy i proizraelscy, jak John Bolton, Mike Pompeo czy Jim Mattis.

Po trzecie, działania administracji Trumpa zaczęły współgrać z oczekiwaniami wielu państw arabskich: Arabii Saudyjskiej, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Jordanii czy Omanu, które w ostatnich miesiącach stały się orędownikami poprawy relacji z Iranem, nawiązały z nim lepsze relacje albo — jak w przypadku Omanu — pomagały w rozmowach irańsko-amerykańskich.

Stało się tak, ponieważ państwa arabskie najwidoczniej uznały, że Izrael tak mocno urósł w siłę, że dziś to jego potęga i działania stanowią największe zagrożenie dla regionalnej równowagi sił. Dlatego zaczęły coraz bardziej dystansować się od Tel Awiwu i przekonywać do normalizacji relacji z Iranem oraz do porozumienia atomowego. Ich faktycznym celem stało się zatem zrównoważenie regionalnego układu sił, który — jak sądziły — w zbyt dużym stopniu zaczął sprzyjać Izraelowi.

Dlatego też Trump, który jest zainteresowany dobrymi relacjami i wielomiliardowymi kontraktami z państwami arabskimi, podjął ich grę i nie chciał pozwolić Izraelowi na zbyt wiele. Jeszcze we wtorek — jak informował portal Axios — Trump rozmawiał z Binjaminem Netanjahu i sprzeciwiał się planowanemu atakowi Izraela na Iran, tłumacząc to tym, że porozumienie atomowe z Iranem jest możliwe do osiągnięcia.

Wszystko wskazuje na to, że Izrael doskonale zdaje sobie sprawę ze zmiany, jaka nastąpiła zarówno w Waszyngtonie, jak i w stolicach państw arabskich. Niemniej usiłuje przekonać, że to on jest obecnie w słabszej pozycji strategicznej i że to Iran jest największym zagrożeniem dla stabilności regionu.

Dlatego też swój piątkowy atak Tel Awiw określił mianem "wojny prewencyjnej", która ma zapobiec uzyskaniu przez Iran broni atomowej, a tym samym przechyleniu wahadła równowagi regionalnej na jego korzyść. Na marginesie należy odnotować, że argumentu o wojnie prewencyjnej użył również Władimir Putin w przededniu inwazji na Ukrainę. Rosyjski prezydent twierdził wówczas, że jeśli Rosja będzie bezczynnie stała i patrzyła, jak Kijów coraz bardziej zbliża się do Zachodu, to równowaga sił nieuchronnie przechyli się na jej niekorzyść.

Argument Izraela o wojnie prewencyjnej — naturalnie zabronionej w prawie międzynarodowym — jest jednak chybiony z dwóch powodów.

Po pierwsze, ewentualne porozumienie atomowe USA z Teheranem sprawiłoby, że irański program nuklearny byłby poddany kontroli. Sam Iran — jako akceptowany element regionalnego układu sił — miałby zaś mniejszą motywację, by zabiegać o broń atomową.

Po drugie, to Izrael ma dziś zdecydowaną przewagę strategiczną na Bliskim Wschodzie, a nie Iran. Piątkowy atak na irańskie dowództwo i irańskie obiekty nuklearne to nie wojna prewencyjna, lecz uderzenie, które ma ugruntować uzyskaną w ostatnich miesiącach przewagę Izraela i zmusić Teheran do odwetu, w wyniku którego zerwane zostaną rozmowy atomowe z USA i w wyniku którego Amerykanie oraz państwa arabskie staną jednoznacznie po stronie Tel Awiwu.

onet.pl

czwartek, 12 czerwca 2025



Doprowadzenie do wyginięcia mamutów wskutek polowań to jedno, ale nie sposób porównywać prędkości i skali współczesnych zniszczeń z działaniami naszych przodków z epoki kamienia łupanego. Obecna działalność ludzka nie polega na eksterminacji mamutów poprzez ciągnące się przez całe stulecia polowania. Niektórzy ludzie zabijają dzisiaj wszystko, od megafauny po mikroorganizmy, w tempie stukrotnie przewyższającym naturalne tempo wymierania. Twierdzimy, że tym, co się zmieniło, jest kapitalizm, że historia nowożytna od XV wieku toczyła się w ramach tego, co należałoby nazwać raczej kapitałocenem. Użycie tego terminu oznacza poważne potraktowanie kapitalizmu, zrozumienie, że nie jest on tylko systemem gospodarczym, ale sposobem organizacji relacji miedzy ludźmi a resztą natury.

(...)

Na początek wróćmy do kurczęcych kości obecnych w zapisie geologicznym; jest to kapitalistyczny ślad relacji między ludźmi i najczęściej występującym na świecie ptakiem, Gallus gallus domesticus. Kurczaki, które dziś jemy, bardzo różnią się od tych konsumowanych przed stuleciem. Współczesne ptaki są wytworem podejmowanych po drugiej wojnie światowej intensywnych wysiłków na rzecz wyhodowania przynoszącego jak największe zyski drobiu, powstałego wskutek wykorzystania materiału genetycznego pozyskanego za darmo w azjatyckich dżunglach, który ludzie poddali rekombinacji. Ptaki te ledwie mogą chodzić, osiągają dojrzałość w kilka tygodni, mają nadmiernie rozrośniętą pierś i są hodowane oraz zarzynane w ilościach istotnych geologicznie (ponad 60 miliardów rocznie). Związek ten można ująć jako oznakę Taniej Natury. Kurczak, najpopularniejsze mięso w Stanach Zjednoczonych, ma według prognoz stać się najpopularniejszym mięsem na Ziemi do roku 2020. Będzie to wymagało  ogromnych nakładów pracy. Pracownicy przemysłu drobiowego otrzymują niskie wynagrodzenia: w Stanach Zjednoczonych tylko dwa centy z każdego dolara wydanego na kurczaka w fast foodzie trafia do pracowników, a niektórzy producenci wykorzystują pracę więźniów, którym płaci się dwadzieścia pięć centów za godzinę. Oto Tania Praca. W amerykańskim przemyśle drobiowym 86 procent pracowników zajmujących się odcinaniem skrzydełek cierpi na nieustanny ból z powodu konieczności ciągłego rąbania i obracania się przy taśmie produkcyjnej. Niektórzy pracodawcy wyśmiewają pracowników, którzy zgłaszają urazy, a podważanie prawdziwości zgłoszonych kontuzji jest powszechne. Skutkiem kontuzji dla pracownika jest spadek dochodów o 15 procent w ciągu dziesięciu lat po jej wystąpieniu. Podczas rekonwalescencji jest on zależny od rodziny i innych sieci wsparcia; jest to czynnik zewnętrzny wobec obiegu produkcyjnego, ale stanowiący kluczowy warunek dalszego udziału w rynku pracy. Oto Tania Opieka. Żywność produkowana przez przemysł drobiowy zapełnia ludziom brzuchy i łagodzi ich  niezadowolenie dzięki swoim niskim cenom i łatwej dostępności. Oto strategia Taniej Żywności. Same kurczaki we względnie niewielkim stopniu przyczyniają się do zmiany klimatu – mają tylko po jednym żołądku i nie wydzielają metanu jak krowy – są jednak hodowane na taką skalę, że do ogrzania ferm potrzeba znacznych ilości paliwa. To ono stanowi największą część śladu węglowego amerykańskiego przemysłu drobiowego. Nie sposób wyhodować tanich kurczaków bez obfitości propanu: oto Tania Energia. Sprzedaż wysoce przetworzonego mięsa tych ptaków wiąże się z pewnym ryzykiem, jednak jest ono łagodzone przez liczne franczyzy i subsydia – od łatwego dostępu finansowego i fizycznego do ziemi, na której uprawia się soję, którą karmione są kurczaki, głównie w Chinach, Brazylii i Stanach Zjednoczonych, po kredyty dla małych przedsiębiorstw umożliwiające zdobywanie prywatnych zysków kosztem publicznych wydatków. Oto jeden z aspektów Taniego Pieniądza. W końcu stałe i częste akty szowinizmu wymierzone w kategorie życia zwierzęcego i ludzkiego – kobiety, skolonizowanych, ubogich, osoby Kolorowe i imigrantów – sprawiają, że każda z tych sześciu rzeczy może pozostać tania. Opis tej ekologii wymaga jeszcze ostatniego elementu – zasady Taniości Życia. A jednak na każdym etapie tego procesu ludzie stawiają opór – od Ludów Rdzennych, których ptactwo posłużyło jako źródło materiału genetycznego wykorzystanego do hodowli przemysłowej drobiu – przez pracownice opieki domagające się uznania i wytchnienia, po ludzi walczących ze zmianą klimatu i Wall Street. Społeczne batalie o naturę, pieniądz, pracę, opiekę, żywność, energię i życie, które zapisuje w sobie ten ślad, jakim są kurczęce kości kapitałocenu, ukazują, że ikoną nowoczesności nie jest wcale samochód lub smartfon, ale kurczak McNuggets.

Raj Patel Jason W. Moore - Historia świata w siedmiu tanich rzeczach

środa, 11 czerwca 2025



Nie ma wątpliwości: Rosjanie rozpoczęli zapowiadaną letnią ofensywę. Chociaż 1 czerwca Kijów zadał im cios, przeprowadzając sprytny atak na rosyjskie lotniska, lato będzie dla Ukrainy bardzo ciężkie — może ono doprowadzić do rozstrzygnięcia wojny.

Według ukraińskich służb specjalnych i ekspertów wojskowych Rosja przygotowuje decydującą fazę wojny na wyniszczenie: zakrojoną na szeroką skalę letnią ofensywę, która ma być "ostatnią próbą" złamania morale Ukrainy. Obecne ataki dronów są jedynie "przełomem przed zbliżającym się głównym wydarzeniem".

Jak pisze "The Independent", prezydent Rosji Władimir Putin dąży do "symbolicznego zwycięstwa za niemal każdą cenę". Sukces tej ofensywy może mieć decydujące znaczenie dla dalszego rozwoju wojny i szans na zawieszenie broni.

onet.pl/Blick


Następnie senator Mitch McConnell zapytał sekretarza o to, zwycięstwo której z walczących stron chciałby zobaczyć. — Tak jak mówiliśmy wiele razy: obecny prezydent jest zaangażowany na rzecz pokoju w tym konflikcie. Ostatecznie pokój służy naszym interesom narodowym i interesom obu stron, nawet jeśli ten wynik nie będzie najbardziej pożądany dla wielu na tej sali i w naszym kraju — odpowiedział szef Pentagonu.

(...)

Senator Lindsey Graham zapytał ministra oraz przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Dana Caine'a, czy uważają, że Putin zatrzyma się na Ukrainie. Caine odpowiedział: "nie sądzę, że się zatrzyma", natomiast minister obrony odparł: "to się okaże w przyszłości".

Senator podkreślił, że sam Putin zapowiada, że się nie zatrzyma. — To powtórka lat 30. To nie jest sytuacja: okaże się w przyszłości — oświadczył Graham. — Rosja podzieli Ukrainę i pójdzie dalej, jeśli ich nie powstrzymamy — ostrzegł.

Dzień wcześniej Hegseth poinformował, że w amerykańskim budżecie obronnym na 2026 r. środki na wsparcie wojskowe dla Ukrainy będą pomniejszone. "— Jest redukcja w tym budżecie — przyznał, odpowiadając w Kongresie na pytanie dotyczące wsparcia dla Kijowa. — Obecna administracja ma zdecydowanie inne spojrzenie na ten konflikt — podkreślił.

PAP

wtorek, 10 czerwca 2025



Protesty w Los Angeles przerodziły się w walki z siłami bezpieczeństwa, gdy tysiące ludzi wyszły na ulice w sprzeciwie wobec decyzji prezydenta Donalda Trumpa o wysłaniu do LA Gwardii Narodowej dla stłumienia demonstracji wywołanych antyimigracyjną polityką administracji USA - podała agencja AP.

Demonstracje trwają od piątku. Ich epicentrum jest hrabstwo Los Angeles - miasto i przedmieścia, ale do starć doszło również w San Francisco, gdzie aresztowano 60 osób.

Konsulat ChRL w Los Angeles wydał komunikat przeznaczony do swoich obywateli, aby zachowali ostrożność i śledzili na bieżąco informacje o rozwoju sytuacji.

Siły bezpieczeństwa tłumaczą, że reagowały agresją na agresję podczas demonstracji - podała Associated Press. W niedzielę demonstranci zablokowali główne arterie Los Angeles. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, pocisków gumowych i granatów hukowych. Demonstranci podpalali samochody autonomiczne i inne pojazdy.

Do najpoważniejszych starć doszło ostatniej nocy przy autostradzie 101, gdzie wzniesiono barykady, a w funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa poleciały fajerwerki. Policjanci musieli schować się pod jednym z wiaduktów przed demonstrantami.

Agencja AP oceniła, że niedziela była najbardziej intensywnym dniem protestów, które ciągnęły się przez noc na poniedziałek. W późnych godzinach wieczornych komenda policji Los Angeles (LAPD) ogłosiła, że wszelkie zgromadzenia są nielegalne i muszą zostać rozwiązane.

Dzień wcześniej prezydent Trump zdecydował o wysłaniu do hrabstwa Los Angeles 2 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej w związku z protestami przeciwko działaniom funkcjonariuszy Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE). Protesty wybuchły w piątek po obławie przeprowadzonej przez agentów ICE na terenie hurtowni odzieży, gdzie aresztowano co najmniej 44 imigrantów.
Gubernator Kalifornii Gavin Newsom, polityk Partii Demokratycznej, ocenił, że prezydent wysłał Gwardię Narodową do Los Angeles, by wywołać kryzys i zasiać chaos. Newsom i burmistrzyni Los Angeles Karen Bass zaznaczyli, że decyzja wysłaniu Gwardii Narodowej ingeruje w niezależność stanu Kalifornia.

W niedzielę po południu protestujący zgromadzili się przed aresztem w Los Angeles i skandowali "Wstydźcie się" pod adresem Gwardii Narodowej, która utworzyła kordon wokół budynku federalnego - podała stacja NBC News. Wykrzykiwano też hasła solidarności z imigrantami. 

PAP


Poziom przemocy ze strony niektórych uczestników protestów w Los Angeles, które wybuchły po zatrzymaniu imigrantów, jest "odrażający", a sytuacja w mieście eskalowała - powiedział szeryf Los Angeles Jim McDonnell na konferencji prasowej. Na poniedziałek zaplanowane są kolejne demonstracje.

Szeryf podkreślił, że sytuacja w mieście pogarsza się, a demonstracje stają się coraz bardziej agresywne. "Przemoc, którą obserwuję, jest odrażająca. (...) Niektóre osoby strzelały komercyjnymi fajerwerkami w naszych policjantów. To może zabić" - powiedział. W mieście aresztowano 27 osób, m.in. w związku z rzuceniem koktajlem Mołotowa w policjanta. W funkcjonariuszy rzucano też kamieniami i innymi przedmiotami. Policja Los Angeles powiadomiła w serwisie X, że nocą z niedzieli na poniedziałek w centrum miasta były doniesienia o przypadkach szabrownictwa.

Stacja NBC News podała, że korespondentka australijskiego Channel Nine Lauren Tomasi została trafiona w niedzielę wieczorem podczas relacjonowania protestów w Los Angeles gumową kulą. Na nagraniu widać, że policjant odwrócił się w stronę Tomasi i jej ekipy, po czym oddał strzał. Również brytyjski fotoreporter Nick Stern powiedział, że został trafiony w udo gąbkową kulą w trakcie relacjonowania konfrontacji między siłami bezpieczeństwa i protestującymi.

Telewizja Fox News zwróciła uwagę, że grupa protestujących napluła na amerykańską flagę i spaliła ją, wykrzykując przy tym hasła przeciwko Donaldowi Trumpowi.

W Los Angeles na mocy decyzji prezydenta USA rozlokowano ok. 300 członków Gwardi Narodowej. W sobotę Donald Trump zarządził wysłanie na ulice miasta 2 tys. gwardzistów w odpowiedzi na protesty. Decyzję skrytykowały władze miasta i stanu Kalifornia.

Gubernator Kalifornii Gavin Newsom zapowiedział, że pozwie Trumpa za wysłanie Gwardii do jego stanu. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt w poniedziałek zarzuciła mu w serwisie X, że "nie zrobił nic", gdy w Los Angeles "wybuchły gwałtowne zamieszki". "Federalni funkcjonariusze organów ścigania zostali zaatakowani przez agresywnych ekstremistów i przestępców wymachujących obcymi flagami, ponieważ gubernator Newsom był zbyt słaby, aby chronić miasto" - dodała. "Nawet szef policji Los Angeles przyznał, że zamieszki wymykają się spod kontroli" - podkreśliła.

Biały Dom stwierdził, że obchodzi prawo, które zazwyczaj wymaga od gubernatora wnioskowania o rozmieszczenie Gwardii, ponieważ "gwałtowne protesty zagrażają bezpieczeństwu i powodują znaczne szkody dla federalnych ośrodków zatrzymań imigrantów i dla innej własności federalnej". Protesty wybuchły w piątek po obławie przeprowadzonej przez agentów federalnych na terenie hurtowni odzieży, gdzie aresztowano co najmniej 44 imigrantów.

PAP