sobota, 5 marca 2022


- Naszą rozmowę zacznijmy od przedstawienia kontekstu – jest Pan niemieckim ekspertem od spraw wschodnich, mieszkającym na stałe w Kijowie. Jak długo?

Dr. Andreas Umland, analityk Sztokholmskiego Centrum Studiów nad Europą Wschodnią: W ciągu ostatnich dwudziestu lat siedemnaście z nich spędziłem na Ukrainie, która stała się moją drugą ojczyzną. Gdy wybuchła wojna byłem w Niemczech, gdzie odwiedzałem swoich rodziców. Tu też jestem także i teraz, ale liczę, że wkrótce wrócę do Kijowa.

- Na pewno ma Pan stały kontakt z przyjaciółmi na Ukrainie. Jakie są nastroje?

Każdy ma własne podejście do toczących się obecnie spraw, ale większość oczekuje zwycięstwa, a nie kapitulacji. Ludzie boją się, ale są dzielni. To walka o życie i wolność. Zasadniczy problem działań Putina polega na tym, że nie wiadomo, do czego mają one prowadzić. Nawet jeśli zajmą Kijów, to co wtedy? Albo jeśli pochwycą Zełeńskiego, to co dalej? Nie sadzę, że gdyby nawet do tego doszło to podejście Ukraińców do walki uległoby zmianie. Taki scenariusz może sprawdzić się w Rosji – można zająć Kreml i stacje telewizyjne, a potem ogłosić narodowi nowego przywódcę. Rosjanie to zaakceptują. W przypadku Ukrainy jest inaczej. Nawet jeśli Rosjanie wygrają militarnie i będą w stanie zainstalować marionetkowy rząd to nie będą mogli kontrolować Ukrainy. Takiego rządu nikt by nie słuchał, a przywódca byłby celem ataku.

- Co Putin chce osiągnąć?

Zapewne chce osiągnąć coś, co będzie mógł zaprezentować jako sukces. Nie wiemy jednak, co mógłby uznać w obecnej sytuacji za zadowalający efekt. Osiągnięcie porozumienia będzie jednak niezwykle trudne. Rosjanie musieliby wycofać wszystkie swoje siły, ale w zamian za co? Jak wiele Zełeński jest gotów i może dać? Jakiekolwiek ustępstwa będą trudne polityczne, bowiem na Ukrainie pojawią się głosy sprzeciwu, mówiące, że trzeba walczyć do końca, aż do zwycięstwa, a ustępstwa do porażka. Osobiście nie mam dobrej rady, jak wyjść z impasu.

- Wielu zachodnich ekspertów, w tym niemieckich, teraz zmieniło zdanie na temat Rosji i tego, jaką należy prowadzić wobec Kremla politykę. Pan od dawna był zwolennikiem twardszego, bardziej realistycznego podejścia. W styczniu był Pan inicjatorem listu otwartego niemieckich naukowców i ekspertów, w którym wezwano niemiecki rząd do rewizji polityki wobec Rosji – wyrażono oczekiwanie aktywnego przeciwstawienia się ekspansjonistycznym zamierzeniom Putina.

Na początku stycznia stało się jasne, że jesteśmy świadkami fundamentalnych zmian zarówno w polityce rosyjskiej jak i rosyjsko-niemieckich relacjach. Napięcie rosło każdego dnia. Niemcy nie reagowały na pogarszającą się sytuację. Stąd też pomysł listu otwartego, wzywającego do działań, który został podpisany przez 73 niemieckich ekspertów. Zaapelowaliśmy o rewizję niemieckiej polityki wobec Rosji. Do gruntownego przemyślenia powinno było dojść wcześniej – w 2008 roku, a może i wcześniej. List był jednym z przejawów pojawiającej się wówczas w Niemczech dyskusji – w kraju nie brakowało już wówczas podobnych opinii i artykułów.

- Jaka była reakcja na list?

Większość reakcji była pozytywna. List był dyskutowany. Pojawił się list w odpowiedzi – naukowców związanych z Uniwersytetem w Poczdamie i niektórych wojskowych. Co ciekawe, nasz list został przetłumaczony na język rosyjski i opublikowany przez „Rossijskają gazietę", a więc rosyjską gazetę państwową.

- Czemu uważaliście, że Niemcy muszą zmienić kurs?

Nowa „Ostpolitik", nastawiona na szukanie porozumienia i kompromisu, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Coś, co nazwać można „partnerstwem modernizacyjnym", nie zmodernizowało ani rosyjskiej sceny politycznej, ani rosyjskiego społeczeństwa, ani relacji pomiędzy ludźmi a władzą. Jedyna zmiana to modernizacja rosyjskiej armii, która jest teraz na Ukrainie.

- W którym momencie Niemcy weszły na drogę szkodliwej polityki wobec Rosji?

To dobre pytanie. Grzechem pierworodnym było zaproszenie Putina do Bundestagu we wrześniu 2001 roku. To wyjątkowa sytuacja, bowiem przed Bundestagiem w całej historii przemawiała tylko garstka ludzi. Już wtedy było widać, że Rosja politycznie nie zmierza w dobrym kierunku. To chociażby sprawa eksplozji domów mieszkalnych w Moskwie i Wołgodońsku dwa lata wcześniej. Wydarzenia te od początku były bardzo śmierdzące.

- Dlaczego akurat to Putin został zaproszony, a wcześniej nie uczyniono tego względem Gorbaczowa, gdy ten kierował Związkiem Sowieckim? W 1999 roku był on co prawda w Bundestagu, ale już jako osoba prywatna, a nie przywódca państwa. Czemu nigdy nie zaproszono Jelcyna? W obu tych przypadkach były lepsze powody do ich zaproszenia niż Putina.

W momencie, w którym Putin przemawiał w Bundestagu, Rosja – pomimo protestów rządu Mołdawii – utrzymywała wojska na terytorium tego państwa. Na terytorium, które Rosja uznawała za mołdawskie. Podczas wizyty Putina w Berlinie nikt tego tematu nie poruszył. Był to wyraźny sygnał, jaki wówczas wysłano do Putina – na posowieckim obszarze możesz robić, co tylko chcesz, a my i tak będziemy z tobą rozmawiać.

- Potem Niemcy popełniły kolejne błędy....

Tak, potem były kolejne, w tym Nord Stream 1, partnerstwo modernizacyjne, Nord Stream 2. Działania były kontynuowane niemal do poprzedniego tygodnia, gdy ostatecznie Niemcy zrezygnowały z Nord Stream 2 i poparły sankcje. Nową politykę zapowiedział kanclerz Olaf Scholz. W podobnym duchu wypowiedziało się w ostatnich dniach wielu niemieckich polityków. Niemieckie podejście do Rosji uległo ostatecznie zmianie – lepiej późno, niż wcale.

- Czy zmiana w niemieckim podejściu wobec Rosji, którą obecnie obserwujemy, jest trwała?

Myślę, że to głęboka zmiana – widać w tej sprawie konsensus wszystkich, poza skrajną prawicą – ta do tej pory powtarza rosyjską propagandę. Nawet niemiecka lewica stała się bardziej realistyczna w podejściu do Rosji. W różnych miastach Niemiec dochodzi do antyrosyjskich demonstracji. Panuje powszechne przekonanie, że skończyła się pewna epoka. Dlatego też stoję na stanowisku, że jesteśmy świadkami fundamentalnej zmiany.

defence24.pl

Jak te sankcje będą wyglądać i oddziaływać? Ich wspólnym mianownikiem jest na pewno ograniczenie dostępu do systemu SWIFT oraz zamrożenie rosyjskich aktywów w innych bankach centralnych. Pierwsze uderzają w sektor prywatny, drugie – w rosyjski sektor oficjalny.

Poniedziałkowa sesja na rynkach walutowych na Dalekim Wschodzie wskazywała na to, że analitycy się nie mylili. Wartość dolara zbliżała się do progu 120 rubli. Następnie rubel zaczął odzyskiwać wcześniej poniesione straty. Były nawet długie momenty, kiedy za jednego dolara dostawało się mniej niż 100 rubli. Jak to możliwe?

Prezes Banku Rosji, Elvira Nabiullina przyznała się do tego, że prowadzony przez nią bank interweniował jedynie w czwartek, sprzedając jeden miliard dolarów. W piątek bank centralny również interweniował, jednak tym razem bez podawania kwot. Natomiast od poniedziałku prezes Nabiullina nie mogła już interweniować za sprawą wcześniej wspomnianych sankcji.

Chcąc ratować kurs rubla, Bank Rosji zdecydował się na drastyczną (ponad dwukrotną) podwyżkę stóp procentowych. Mając mocno ograniczone pole do dalszego działania o charakterze rynkowym, zaczął odwoływać się do narzędzi o charakterze administracyjnym. W ruch poszły ograniczenia (a raczej zakazy) odpływu kapitału oraz wprowadzenie obowiązkowej odprzedaży dewiz, w ramach której eksporterzy muszą zamienić 80 proc. swojego utargu. Zresztą do wspomnianej tutaj obowiązkowej odsprzedaży dewiz odwoływano się pod koniec 2014 r., kiedy spadające ceny ropy naftowej pociągnęły za sobą notowania rubla. Czy te posunięcia mogły powstrzymać dynamikę deprecjacji rubla? Niekoniecznie.

Obserwując notowania rubla od momentu inwazji, widzimy postępującą dywergencję między notowaniami krajowymi (na moskiewskiej giełdzie) oraz notowaniami międzynarodowymi. Do momentu wybuchy wojny, to notowania z Moskwy nadawały ton notowaniom na świecie. Teraz sytuacja uległa drastycznej zmianie. Kwotowania rubla oferowane przez agencję Bloomberg, pokazują, że rubel za dnia (w godzinach funkcjonowania rosyjskiego rynku) oscyluje wokół poziomu 100 rubli za dolara. Natomiast po jego zamknięciu do chwili jego ponownego otwarcia następnego dnia, wartość spada w okolice 115 rubli za dolara. Tę różnicę można wyjaśnić przede wszystkim tym, że ograniczenia wprowadzone przez rosyjskie władze walutowe obowiązują jedynie na terenie Rosji. A kiedy dzień roboczy dobiega końca, kurs rubla ponownie dopadają mechanizmy rynkowe, które ciągną go w dół.

Co ważniejsze, intensyfikacja działań wojennych w środę wygenerowała dalszy spadek rubla na rynku rosyjskim. W chwili pisania tego tekstu 3 marca za jednego dolara trzeba było płacić już ponad 108 rubli. Jest niemal pewne, że od godzin wieczornych dynamika deprecjacji rubla nasili się. Jak szybko będzie postępować deprecjacja rubla w najbliższej przyszłości? Cóż – na to pytanie nie znam odpowiedzi.

Mogę jednak zwrócić uwagę na jeden istotny element: jest mało prawdopodobne, aby scenariusz zarówno z roku 1998 r., jak i 2014 r. został w pełni odtworzony. W obu tych przypadkach mieliśmy do czynienia ze spadkami cen ropy naftowej. O ile w 2014 r. spadek nastąpił ze stosunkowo wysokich poziomów (jeszcze w czerwcu 2014 r. baryłka ropy kosztowała około 115 dolarów), o tyle w 1998 r. cena baryłki była na rekordowo niskim poziomie w ujęciu realnym. Ten fakt pozwala też zrozumieć, dlaczego skala deprecjacji z 1998 r. była znacznie większa niż w 2014 r.

Teraz mamy jednak odwrotną sytuację. Ropa naftowa osiąga najwyższe poziomy od ponad ośmiu lat i ten czynnik na pewno ratuje rubla od załamania się. Dziejąca się tragedia na ziemi ukraińskiej nie miała jak dotąd przełożenia na całkowite wstrzymanie dostaw ropy i zwłaszcza gazu. A tak długo, jak kurka się nie zakręci, tak długo strumień dewiz będzie napływać. Zresztą, nawet jeśli opinia publiczna w Europie dopnie swego i zmusi polityków do zakręcenia kurku z gazem, Rosja i tak znajdzie zapewne rynki zbytu. Wystarczy wskazać na dość ambiwalentną postawę Chin oraz Indii, ale nie tylko.

Rosja czuje wsparcie krajów zatoki Perskiej. Czasy kiedy interesy Arabii Saudyjskiej oraz Rosji różniły się od siebie (tak jak w 2014 r.) minęły. Od tego czasu powstał między innymi OPEC +, gdzie główne skrzypce odgrywały i Rosja, i Arabia Saudyjska. W końcu wydobywana w Ameryce Północnej ropa łupkowa stała się dla obu krajów wspólnym wrogiem. A na dodatek kraje z Zatoki Perskiej mogą zrewanżować się USA (i nie tylko im) za puszczanie oka w kierunku Iranu.

obserwatorfinansowy.pl

piątek, 4 marca 2022


- Rosjanom ewidentnie się nie udaje. Główną przyczyną jest kompletna porażka w ocenie przeciwnika: władzy ukraińskiej, jej sprawności, determinacji ludności i sił zbrojnych. Drugą jest niskie morale rosyjskich żołnierzy. Trzecia: Rosjanie nie przewidzieli reakcji Zachodu. Wybrali strategię, którą przećwiczyli w Czechosłowacji, czyli wejścia za darmochę. Tam wystarczyło wystraszyć Czechosłowację, by osiągnąć swoje cele - mówił w TOK FM prof. Bolesław Balcerowicz, generał w stanie spoczynku i wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego.

W jego ocenie Rosjanie mieli nadzieję na powtórzenie "wojny błyskawicznej" przećwiczonej już na Krymie w 2014 roku. - Tam było zwycięstwo, ale ono jest niebezpieczne, bo ma to do siebie, że zwycięzca chce powtarzać metody, które raz sprawdził. Tutaj to zawiodło - ocenił.

Jak dodał, Władimir Putin musi teraz zmienić swoją strategię i wejść w drugą fazę wojny. - Rosjanie mają jeden atut: są agresorem rozjuszonym niepowodzeniem. A taki może logicznie wyciągać wnioski ze swoich niepowodzeń. Wydaje mi się, że ta opcja będzie miała miejsce - stwierdził.

Prowadzący audycję w TOK FM Cezary Łasiczka zauważył, że Władimir Putin ma na Zachodzie opinię nieprzewidywalnego szaleńca, otoczonego garstką pochlebców, który nie wie, co tak naprawdę wokół niego się dzieje. Czy taki wizerunek Putina osłabia go, czy wzmacnia? - Atutem człowieka nieobliczalnego jest to, że jest nieobliczalny - odpowiedział gen. Balcerowicz, tłumacząc, że Putin może zrobić więcej, niż racjonalni przywódcy, by osiągnąć swoje cele.

- Nie ulega dla mnie wątpliwości, że Putin nigdy się nie podda. Jego podstawowym scenariuszem jest opanowanie całej Ukrainy. To da się zrobić – ocenił ekspert.

Jak wyjaśniał, Rosja "wpuściła" do Ukrainy ok. 100 tys. żołnierzy, jednak cała armia Władimira Putina liczy 800-900 tys. - Więc zasoby Rosji są prawie nieprzebrane w stosunku do tych, które posiada Ukraina. Tam została użyta tylko część sił rosyjskich, Władimir Putin może wprowadzić nowe. Mówi się, że ma przestarzałe uzbrojenie, ale ono jest porównywalne do tego, jakie ma Ukraina - powiedział. 

Ekspert przyznał, że zaangażowanie tak dużych sił w Ukrainie, spowoduje "odsłonięcie" Rosji. - Ale to jest dla niej niegroźne, bo Rosji nie zagraża żadna agresja. Nawet ze strony Chin - mówił.

Zastrzegł jednak, że nawet jeśli Putinowi uda się zająć terytorium Ukrainy, to będzie musiał też złamać "wolę oporu" jej obywateli. - I tu dochodzi szalenie ważny czynnik: czas. Która strona więcej go ma? Ukraina, Rosja, Zachód? To działanie na wyczerpanie, a w ten sposób Amerykanie przegrali w Afganistanie. Afgańczycy mówili do nich: "Wy macie wszystko, a my mamy czas". Jak będzie w tym przypadku, zobaczymy – zakończył gość Cezarego Łasiczki.

tokfm.pl

Trzy największe hollywoodzkie wytwórnie filmowe – Warner Bros., Walt Disney Company i Sony Pictures Entertainment – zdecydowały o wycofaniu pokazów swoich filmów w Rosji. Na filmy tych producentów przypadało ok. 80% przychodów rosyjskiej branży kinowej. Jedne z największych sieci handlowych – IKEA i Jysk – postanowiły zamknąć swoje sklepy w Rosji. Brytyjski koncern OneWeb, realizujący projekt szerokopasmowego Internetu satelitarnego (konkurencyjnego wobec Starlinku Elona Muska), wstrzymał wystrzeliwanie kolejnych Sputników z dzierżawionego przez Rosję kosmodromu Bajkonur w Kazachstanie. Koncern VW Group, producent samochodów marki Škoda i Volkswagen, zawiesił produkcję w Rosji. Poinformował również o planach wstrzymania eksportu części, podzespołów i samochodów do Federacji Rosyjskiej. Taką samą decyzję podjął też japoński koncern Toyota. To jedna z najpopularniejszych marek w Rosji – rocznie produkuje w zakładach w Petersburgu, które zatrudniają 2 tys. osób, ok. 80 tys. aut. Ze względu na niedobór komponentów do zawieszenia produkcji zmuszony był także największy rosyjski producent samochodów marki Łada – koncern AwtoWAZ.

(...)

Rośnie liczba przedstawicieli rosyjskiego biznesu wzywających do pokoju na Ukrainie. Łukoil, drugi co do wielkości (prywatny) koncern naftowy w Rosji, opublikował na swojej stronie internetowej apel o pokój i wyraził poparcie dla rozwiązania konfliktu z Ukrainą środkami dyplomatycznymi. Podobnie jak w innych przypadkach nie został jednak nazwany agresor ani potępione jego działania. Kolejny wpis dotyczący konsekwencji sankcji dla Rosji zamieścił na swoim kanale w komunikatorze Telegram oligarcha Oleg Deripaska. W jego ocenie obecny kryzys gospodarczy będzie znacznie głębszy niż ten, jaki Rosja przeżyła w 1998 r. Szaleństwem nazwał przeciąganie rozmów. Przypomniał, że Ukraina od dawna jest potęgą atomową, a na jej terytorium oprócz zamkniętej elektrowni atomowej w Czarnobylu znajduje się jeszcze 15 bloków jądrowych i trzy magazyny zużytego paliwa. Jeśli zostaną one uszkodzone, kataklizmem dotknięta zostanie europejska część Rosji, Ukraina i Europa.

3 marca w ciągu dnia kurs dolara wobec rubla wzrósł do 116 rubli, na koniec dnia spadł – do 110 rubli. 4 marca rano wynosił ok. 105 rubli. Ceny ropy utrzymują tendencję zwyżkową. 3 marca ropa Brent w kontraktach typu futures wyceniana była na 119 dolarów za baryłkę, co jest wartością najwyższą od lutego 2013 r. Na wysokim poziomie utrzymują się także ceny gazu w Europie. 3 marca w niektórych porach dnia na giełdach europejskich przekraczały one 2200 dolarów za 1000 m3.

osw.waw.pl

Ósmego dnia walk Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły przeciwuderzenie w kierunku Kijowa, wykorzystując do niego odwody (najprawdopodobniej w sile dwóch brygad) stacjonujące dotychczas w zachodniej części kraju i zabezpieczające granicę z Białorusią od strony Wołynia. Zgrupowanie wyparło rosyjskie pododdziały rozpoznawcze i doszło do linii drogi Sarny–Kijów (w rejonach m. Poliśke w obwodzie żytomierskim i Kuchary w obwodzie kijowskim), nie przełamało jednak pozycji obronnych. Największym sukcesem pozostaje odbicie dzień wcześniej Makarowa. Rosjanie mają powstrzymywać ukraińskie natarcie siłami dwóch batalionowych grup taktycznych (BGT).

Większość sił rosyjskich (do 15 BGT) ześrodkowanych w obwodach żytomierskim i kijowskim (kierunek poleski) kontynuuje operację oskrzydlenia Kijowa po prawej stronie Dniepru, prowadząc działania w pasie: Kozarowicze–Wyszogród–Fastów–Obuchów. Nacierające w celu poszerzenia pierścienia okrążenia jednostki rosyjskie osiągnęły Byszów (walki mają się toczyć od tej miejscowości do graniczącej z Kijowem m. Horenicze) i Ukrajinkę. Obrońcy Kijowa po wielogodzinnych walkach wyparli Rosjan z podkijowskich miejscowości Bucza i Worzel (trwa bój o Hostomel), dzięki czemu umożliwili rozpoczęcie ewakuacji ludności z najbardziej zagrożonych rejonów na północny zachód od Kijowa. Pierścień okrążenia zacieśniany jest także na lewym brzegu Dniepru (kierunek siewierski), gdzie siłami 14 BGT Rosjanie prowadzą działania w pasie: Oster–Zazymie–Berezań–Wiszeńky, a główne natarcie skierowane jest na Browary. Po obu stronach Dniepru wojska rosyjskie rozwinęły się w odległości do 50 km od centrum Kijowa.

Na kierunku wschodnim (słobodzkim) siły rosyjskie kontynuują ofensywę siłami do 16 BGT. Zgrupowanie północne operuje z rejonu m. Zinków (w obwodzie połtawskim, 60 km od Mirhorodu), z kolei południowe – z rejonu m. Hadiacz (w obwodzie charkowskim, na południe od Krasnohradu). Główne rosyjskie natarcie prowadzone jest na Nowomoskowsk, leżący na północny wschód od miasta Dniepr. Rosjanie porzucili część dotychczas zajmowanych pozycji w okolicach Charkowa, który ma być blokowany już tylko od północy, po raz pierwszy od wielu dni nie był też bombardowany w godzinach nocnych. Na kierunku pomocniczym na południe od Charkowa wojska rosyjskie zajęły Bałakliję. Podobnie jak na kierunku siewierskim, na kierunku słobodzkim w głębi obszaru operacji rosyjskiej pozostaje wiele miast obleganych i zniszczonych, lecz niezajętych ani przez wojska rosyjskie, ani przez przechodzące do działań nieregularnych ocalałe pododdziały ukraińskie. Po raz pierwszy do początku operacji obronę ukraińską przełamały siły tzw. separatystów wzmocnione jednostkami rosyjskiej 8. Armii Ogólnowojskowej, których pododdziały mają rozwijać powodzenie na kierunkach m. Nowoajdar i Wołnowacha (w obwodzie donieckim osiągnęły m. Nowoołeksandriwka, a łuhańskim – Starobielsk).

Na kierunku taurydzkim po raz pierwszy od rozpoczęcia uderzenia na Ukrainę nie nastąpiły znaczące przesunięcia wojsk. Zgrupowanie wschodnie kontynuuje działania oskrzydlające Zaporoże, a częścią sił wzmacnia oblężenie Mariupola. Minionej nocy pododdział rosyjski, blokujący dotychczas Enerhodar, przejął kontrolę nad Zaporoską Elektrownią Atomową. Obiekt został ostrzelany, w efekcie czego na terenie budynków elektrowni wybuchły pożary (dość sprawnie ugaszone), ale niebezpieczeństwo promieniowania nie występuje. Zgrupowanie zachodnie oblega Mikołajów (ostatniej nocy obrońcy mieli zniszczyć bazę sprzętową na zajętym przez Rosjan lotnisku), a także kontynuuje działania ofensywne z rejonu Wozniesieńska. Połączone zgrupowanie Marynarki Wojennej FR na Morzu Czarnym ma przygotowywać się do przeprowadzenia operacji desantowej w rejonie m. Zatoka i Czarnomorsk, na południowy zachód od Odessy. Rosyjskie lotnictwo miało przystąpić do niszczenia ukraińskich stanowisk ogniowych (głównie obrony przeciwlotniczej) w tym rejonie. Ukraińcy dokonali samozatopienia w Odessie jedynej dużej jednostki bojowej i zarazem okrętu flagowego Marynarki Wojennej Ukrainy – fregaty „Hetman Sahajdaczny”.

Rosyjskie zgrupowanie uderzeniowe wprowadziło do walki większość jednostek drugorzutowych. Na Ukrainie ma się znajdować 111 ze 117 batalionowych grup taktycznych Sił Zbrojnych FR, których obecność wokół granic Ukrainy (w tym na Białorusi) i na terytoriach okupowanych odnotowano przed 24 lutego. Rosja miała też wyczerpać zgromadzony pierwotnie do operacji zapas rakiet Kalibr. Siły Powietrzne Ukrainy poinformowały z kolei o dostarczeniu na Białoruś nowych rakiet do systemów Iskander. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego w Rosji rozpoczęto przygotowania do przerzutu dodatkowych sił i środków z Południowego i Wschodniego Okręgów Wojskowych. USA przedstawiły szczegółową informację o wykorzystaniu przez Rosję rakiet balistycznych i skrzydlatych. Z łącznej liczby 480 wystrzelonych rakiet ponad 160 odpalono z terytorium Rosji, 70 z Białorusi, a 10 z akwenu Morza Czarnego. Aż 230 rakiet wojska rosyjskie miały odpalić z wyrzutni wprowadzonych na terytorium Ukrainy.

4 marca minister obrony Ołeksij Reznikow wydał oświadczenie podsumowujące 196 godzin obrony, w którym – poza przekazaniem informacji o sukcesach armii ukraińskiej, rosyjskich zbrodniach, stratach i demoralizacji w szeregach agresora – odniósł się do sytuacji w rejonach walk. Uznał za konieczne opuszczenie dotychczasowych linii obrony („musieliśmy manewrować, by ratować armię”) i przyznał, że wojsko ukraińskie ponosi znaczne koszty trwających walk, a przed nim nadal trudny okres.

Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy przekazał szacunkowe dane o stratach armii rosyjskiej. Od początku agresji miały one wynieść: 9166 żołnierzy, 251 czołgów, 939 wozów opancerzonych, 105 systemów artyleryjskich, 50 wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych, 18 systemów przeciwlotniczych, 18 samolotów, 37 śmigłowców, 404 pojazdy samochodowe, 60 cystern z paliwem. /Dane częściowo nierealistyczne, podobnie doniesienia Rosjan - red./

Ukraińskie instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo (SBU, MSW) intensywnie działają na rzecz neutralizacji rosyjskich grup dywersyjnych bądź agentury rosyjskiego wywiadu wojskowego. Wyraźnie wzrosła liczba przypadków zatrzymywania osób koordynujących ogień rakietowy czy artyleryjski prowadzony przez wojska FR. Z inicjatywy ukraińskiego resortu obrony, w ramach walki psychologicznej, powstała strona internetowa russoldat.info. Zamieszczane są na niej dane osobowe rosyjskich żołnierzy biorących udział w inwazji na Ukrainę. To kolejna inicjatywa mająca dotrzeć do społeczeństwa rosyjskiego i poszerzać jego wiedzę o prawdziwym obrazie wojny.

Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa 3 marca Władimir Putin stwierdził, że operacja na Ukrainie „idzie zgodnie z planem”, pochwalił bohaterstwo rosyjskich żołnierzy, powtórzył kłamstwo o ukraińskich „neonazistach znęcających się nad jeńcami”. Obiecał wsparcie finansowe rodzinom poległych i rannym oraz uznał, że społeczeństwo ukraińskie jest w znacznej części „otumanione nazistowską propagandą”. Stwierdził ponadto, że na Ukrainie obcy najemnicy używają cywilów i „tysięcy cudzoziemców” jako żywych tarcz. Powtórzył też, że siły rosyjskie „walczą o Rosję”, o „demilitaryzację i denazyfikację Ukrainy”, aby „żadna anty-Rosja nam nie zagrażała – dotyczy to również zagrożenia bronią jądrową”. Putin obiecał wypłaty po 7,4 mln rubli (około 69 tys. dolarów wg kursu z 4 marca) dla rodzin żołnierzy poległych na Ukrainie i po 5 mln (ok. 47 tys. dolarów) dodatkowych świadczeń, a także wsparcie finansowe (rekompensaty, renty) dla rannych i inwalidów wojennych.

3 marca odbyła się druga tura rozmów ukraińsko-rosyjskich na Białorusi. Strona rosyjska nie skorygowała swojego stanowiska co do dalszego kontynuowania ofensywy na Ukrainie, w tym jej „demilitaryzacji i denazyfikacji”. Strona ukraińska po zakończeniu spotkania potwierdziła osiągnięcie zgody ws. stworzenia korytarzy humanitarnych dla ewakuacji ludności cywilnej z miejsc najbardziej zaciekłych walk (resorty obrony obu państw mają ustalić szczegóły). Zapowiedziano, że kolejna runda rozmów odbędzie się na początku przyszłego tygodnia na Białorusi. Ukraina zwróciła się o organizację korytarzy humanitarnych z okrążonych miast do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Prezydent Zełenski ponownie wezwał świat do natychmiastowej reakcji, zmuszenia Rosjan do zaprzestania działań wojennych, zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Ukrainą i przekazania samolotów bojowych przez kraje NATO. Jednocześnie zaapelował do Putina o rozmowę w celu przerwania wojny. Rada Najwyższa przegłosowała ustawę przewidującą nacjonalizację rosyjskich nieruchomości i przejmowanie rachunków bankowych, papierów wartościowych oraz majątków przedsiębiorstw i obywateli Rosji.

Według danych Straży Granicznej RP 3 marca granicę z Polską przekroczyło 99,2 tys. osób, łącznie od początku inwazji – 624,5 tys. osób. Koleje Ukraińskie w dalszym ciągu ewakuują mieszkańców: większość pociągów kursuje ze Lwowa w kierunku Polski – do Przemyśla, Chełma i Hrubieszowa, z kolei z Czopu jadą w kierunku Węgier. Wieczorem 4 marca ma ruszyć pociąg ewakuacyjny relacji Kijów–Warszawa. Komisja Europejska uchwaliła dyrektywę dającą uchodźcom z Ukrainy prawo do przebywania i podejmowania pracy w Unii Europejskiej przez okres do trzech lat oraz pomocy socjalnej, medycznej i uzyskania środków utrzymania do jednego roku. Również USA zapowiedziały złagodzenie przepisów deportacyjnych i pozwoleń na pracę dla obywateli Ukrainy.

Transmisja telewizyjna na Ukrainie notuje okresowe zakłócenia, tymczasowo paraliżowane są też niektóre portale internetowe z uwagi na ataki hakerskie. W zajętym przez Rosjan Chersoniu transmisja ukraińskiej TV została całkowicie wyłączona i zastąpiona rosyjską. W tym mieście agresorzy planują organizację separatystycznego wiecu, który w opinii Kijowa może zostać wykorzystany do ogłoszenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej. Może to doprowadzić do starć z miejscową ludnością. W kraju nie ustają protesty ludności przeciwko agresji rosyjskiej – 3 marca w miasteczku Prymorśk w obw. zaporoskim na ulice wyszło 2–3 tys. mieszkańców, którzy wyparli z miasta oddziały rosyjskie.

osw.waw.pl

- The Times podał kilka dni temu, że w Kijowie znajduje się aż 400 dywersantów z Grupy Wagnera. Sądzisz, że to możliwe?

Zbigniew Parafianowicz: Informacje o tym, że wagnerowcy są w mieście to prawda. Nie sądzę jednak, że w takiej liczbie. Nie da się bez śladu wprowadzić 600 czy nawet 400 żołnierzy tego batalionu lub innej prywatnej formacji wojskowej Putina. W Kijowie też panuje przekonanie, że jest to niemożliwe.

- W jaki sposób można było zainstalować ich w mieście?

Na pewno wagnerowców nie wprowadzono do miasta miesiąc temu. Raczej odbyło się to tak, jak w Donbasie przed 2014 rokiem. Lidera rosyjskich separatystów, Igora Biezlera, głównego dowódcę walk o Gorłówkę i jednego z najbrutalniejszych komendantów, Rosjanie osadzili w tym mieście wiele lat przed separatyzmem. W Gorłówce prowadził firmę pogrzebową. Sprzedając trumny, można było łatwo ukryć i zalegendować fakt dostarczania broni czy amunicji. W ogromnych skrzyniach, w samochodach z zaciemnionymi szybami możliwe było przewożenie różne rzeczy. W Kijowie musiało być podobnie. Dywersanci długi czas gromadzili broń w mieście i teraz próbują robić z niej użytek. Ukraińcom udaje się jakoś nad tym panować, bo w mieście jak do tej pory nie doszło do spektakularnego zamachu wywołanego przez wagnerowców. Wiadomo, że jeśli wpadną w ręce ukraińskiej obrony miasta, to nie ma wobec nich litości, sprawy załatwiane są od razu. Kilka dni temu, ok. 300 m od Besarabki, ukraińskie siły zniszczyły samochód osobowy, w którym było kilku dywersantów. Wszyscy zostali zabici w walce na krótkim dystansie. Byłem w okolicy, słyszałem odgłosy walki, rano oglądałem zgliszcza samochodu.

- Możesz wyjaśnić, co widać zdjęciu głównym?

Obrońcy centrum złapali dywersanta. Wszystko dzieje się na ulicy Wołodymyrskiej, w okolicy stacji metra Zołoti Worota, niedaleko siedziby Służby Bezpieczeństwa Ukrainy. Był podobnie jak Ukraińcy umundurowany, ale jak widać na zdjęciu, udało się go rozpoznać. Przejazd w bagażniku prawdopodobnie będzie ostatnim. By minimalizować ryzyko podszywania się Rosjan pod Ukraińców, wydano rozkaz, że komunikacja odbywa się jedynie po ukraińsku. Prosta reguła, którą niby można łatwo ominąć, ale Rosjanie nie są aż tak dobrzy w posługiwaniu się biegle ukraińskim. Jest wiele słów mocno się różniących się w obu językach. Kluczowe „broń” - to po ukraińsku zbroya (зброя ), a po rosyjsku oruzhiy (оружие). Brzmią jednak nieco inaczej. Temu też służy cały system oznaczeń, które stosują Ukraińcy żeby utrudnić mistyfikację Rosjan.

- Dywersanci to m.in. wagnerowcy. Co to jest za grupa?

Grupa Wagnera to jedna z prywatnych armii. Takie grupy mocno obniżają koszty prowadzenia różnych działań nieregularnych za granicą. To jeden z powodów ich wykorzystywania. Ale nie jedyny. Specjaliści, doradcy Putina, myśleli o powołaniu takiej grupy już po Pomarańczowej rewolucji. To co się wydarzyło w 2004 roku było dla Putina szokiem. Jego plan był prosty: miał wygrać, władzę miał przejąć Janukowycz, wszystko miało iść jak po maśle. Tymczasem okazało się, że Putin utracił wiele wpływów w Kijowie, a władzę objął Juszczenko. Otoczenie prezydenta zaczęło się więc zastanawiać. Skoro wydarzyło się coś takiego jak Pomarańczowa rewolucja, co nas zaskoczyło, zróbmy coś, co zaskoczy Ukraińców. Wymyślono, że np. na Krymie albo w rejonach mocno prorosyjskich w Donbasie, powstaną prorosyjskie NGO-sy i wokół nich stworzy się prywatne formacje wojskowe. Z założenia miały być one niepowiązanym wprost, ale jednak ramieniem zbrojnym, które miało ochronić „rosyjską wiosnę” wywołaną sztucznie przez Rosjan. Taką grupą do pewnego stopnia są właśnie wagnerowcy. Mówię „do pewnego stopnia”, bo oni pełnią też na świecie inne role, czysto wojskowe. Walczą choćby w Syrii o dostęp do złóż surowców, w Afryce Subsaharyjskiej, w Sahelu, Republice Środkowej Afryki, Mali czy w Burkina Faso podobnie. Aż w 24 krajach Afryki odnotowano działalność wagnerowców. Ich pobyt w Afryce określa się mianem „Projekt kontynent”, co nawet poprzez nazwę sugeruje kolonialne konotacje.

- To oni ochraniają też watażków?

Tak. Prezydenta RŚA de facto utrzymują przy władzy. Rosjanie zapewniali też wsparcie wojskowe Assimiemu Goicie, który dokonał zamachu stanu w Mali. Armia Wagnera stworzona została przez Specnaz GRU (instytucja wywiadu wojskowego) z pomocą jego byłych pracowników. Jednym z pierwszych żołnierzy i najbardziej wyrazistym dowódcą jest płk Specnazu GRU Dmitrij Utkin. Zasada działania jest prosta: to taki outsourcing pewnych usług byłych pracowników wojska, byłych pracowników struktur siłowych, pod dowództwem byłych oficerów wywiadu wojskowego, takich jak właśnie Utkin, mający doświadczenie w wojskach spadochronowych. Ich celem jest organizować operacje pod obcą flagą albo operacje dywersyjne, czyli takie jakie są teraz prowadzone w Kijowie. Odbywa się to niskim kosztem, bo nikt się o takich ludzi nie upomni, nikt nie ma pretensji, że czasem wracają w trumnach.

- Więc nie jest prawdą, że ich rodziny dostają wysokie odszkodowania?

Absolutnie nie. Od czasów Syrii wiadomo, że taki szeregowy żołnierz prywatnej armii w Syrii nie mógł liczyć nawet na ubezpieczenie. Oficer wyższy rangą, taki jak np. Marat Gabidulin, autor książki o wagnerowcach , która zresztą nadal się nie ukazała, bo cofnięto ją z druku na polecenie Jewgienija Prigożyna, takie wsparcie mógł uzyskać.

- Prigożyn, czyli „kucharz” Putina?

Tak, „kucharz” Putina, który zbił fortunę dzięki prezydentowi, a dziś jest głównym sponsorem wagnerowców. Kiedy Gabidulin został ranny w bitwie pod Palmyrą, otrzymał leczenie w jednym ze szpitali, należących właśnie do Prigożyna, który jest właścicielem dwóch klinik: w Petersburgu i w Moskwie. W Petersburgu działa też firma ubezpieczeniowa, która wyższym rangą oficerom wagnerowców opłaca ubezpieczenie, ale nie jest to regułą. Właściwie zasada ta dotyczy tylko wierchuszki. Zresztą pamiętajmy, że nawet rodziny żołnierzy regularnych sił zbrojnych nie dostają odszkodowania za ich śmierć.

- A czy wagnerowcy dobrze zarabiają?

Tacy jak Utkin dobrze, ale szeregowi żołnierze czy dowódcy niższej rangi nie.

- To dlaczego tam idą?

Często są to byli kryminaliści, byli wojskowi, których jedynym sensem życia jest funkcjonowanie w klimacie wojenno-mużykowskim.

gazetaprawna.pl

Trwa drugi tydzień wojny w Ukrainie. Jej twarzą i bohaterem stał się ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski. Na początku tygodnia brytyjskie media informowały o grupie 400 najemników z grupy Wagnera, których celem miało być zabójstwo prezydenta Ukrainy oraz innych członków rządu. 

W ciągu minionego tygodnia planowano co najmniej trzy zamachy na Wołodymyra Zełenskiego - podaje "The Times". Portal pisze, że do zabójstwa prezydenta Ukrainy wyznaczono dwie grupy - najemników z Kremla wspieranych przez grupę Wagnera oraz czeczeńskie siły specjalne. 

Wagnerowcy ponieśli porażkę i zaskoczyło ich, jak dobrze poinformowani byli Ukraińcy na temat ataku. Informator bliski grupie najemników przyznał, że było to wręcz dziwne.

Zamach, który mieli przeprowadzić Czeczeni udaremniono na obrzeżach Kijowa w sobotę. Ukraińskie służby bezpieczeństwa potwierdziły, że wyeliminowano oddział czeczeńskich zabójców. 

Ataki zdołano udaremnić dzięki ostrzeżeniom rosyjskich agentów. Informacje przekazali Ukrainie członkowie rosyjskich sił bezpieczeństwa, którzy są niezadowoleni z wojny i byli przeciwni inwazji. 

Ołeksij Daniłow, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, potwierdził, że Ukraińcy dostali sygnał od Federalnych Służba Bezpieczeństwa Rosji, która nie chce brać udziału "w tej krwawej wojnie".

Dzięki temu elitarna grupa Ramzana Kadyrowa, która przybyła wyeliminować naszego prezydenta, została zniszczona - powiedział Daniłow.

gazeta.pl

czwartek, 3 marca 2022


Siódmego dnia rosyjska operacja militarna przeciwko Ukrainie uległa wyhamowaniu. Na większości kierunków jednostki Sił Zbrojnych FR przesunęły się nieznacznie lub toczą boje pozycyjne. Zacieśnia się pierścień okrążenia wokół Kijowa – wojska rosyjskie atakują w rejonie Fastowa na południowo-wschodnich obrzeżach stolicy oraz Obuchowa, bezpośrednio na południe od miasta, na prawym brzegu Dniepru. Pod kontrolą ukraińską pozostała droga z Kijowa do Białej Cerkwi, prowadząca przez zniszczony bombardowaniami Wasylków. Oddziały ukraińskie – sił zbrojnych, Gwardii Narodowej i obrony terytorialnej – toczą walki na wszystkich kierunkach obrony stolicy (najcięższe na linii Kozarowicze–Wyszogród na północ od Kijowa). Po lewej stronie Dniepru jednostki rosyjskie zbliżyły się do Kijowa i Browarów, lecz ich główne siły ześrodkowane są kilkadziesiąt kilometrów od centrum, a grupy dywersyjno-rozpoznawcze operują w rejonie Boryspola. Agresor przystąpił do budowania zaplecza logistycznego na północny zachód od Kijowa (obozowiska i magazyny polowe powstają w rejonie miejscowości Borodzianka, Katiużanka i Hawronszczyna), czemu obrońcy starają się przeciwdziałać. Siły Zbrojne Ukrainy odniosły 2 marca pierwszy taktyczny sukces, wypierając Rosjan z Makarowa – miejscowości ważnej z punktu widzenia kontroli nad autostradą z Kijowa do Żytomierza.

Na kierunkach operacyjnych siewierskim (z Czernihowem) i słobodzkim (z Sumami i Charkowem) dało o sobie znać rozciągnięcie ugrupowania rosyjskiego i pozostawienie praktycznie niezniszczonych pododdziałów ukraińskich, które – częstokroć przy wsparciu mieszkańców – podjęły kroki na rzecz blokowania linii komunikacyjnych agresora. Mimo działań jednostek ukraińskich w głębi rosyjskiego ugrupowania (do największej potyczki miało dojść w miejscowości Kruty w obwodzie czernihowskim) siły najeźdźcy kontynuowały ofensywę w kierunku zachodnim (na Kijów i Dniepr) i południowym (w stronę obwodu ługańskiego), ale nie odniosły większych sukcesów. Również zgrupowanie rosyjskie w obwodzie zaporoskim nie poszerzyło swojego stanu posiadania w okolicach Zaporoża, tocząc walki wzdłuż głównych dróg w południowej części obwodu (otoczyły główny węzeł komunikacyjny – Tokmak, blokują także Enerhodar). W obwodzie ługańskim siły ukraińskie wykorzystały lukę operacyjną pomiędzy zgrupowaniem rosyjskim w obwodzie charkowskim a siłami tzw. separatystów i podeszły do granicy Rosji.

W Konotopie (obwód sumski) doszło do lokalnych negocjacji z Rosjanami, w których strona ukraińska pod groźbą bombardowania miasta zgodziła się nie podejmować działań zbrojnych wobec nich i nie blokować linii komunikacyjnych. W zamian przeciwnik zobowiązał się do niezajmowania miasta.

Dotychczasowe tempo ofensywy armia rosyjska utrzymała w obwodzie mikołajowskim, kontynuując działania w kierunku północnym. Została zatrzymana na wysokości Wozniesieńska nad Bohem, 80 km na północny zachód od Mikołajowa, gdzie toczą się walki. W Chersoniu i okolicach uaktywniła się ukraińska obrona terytorialna, która podważyła rosyjską kontrolę nad stolicą obwodu. W kierunku Zatoka–Odessa zbliża się grupa rosyjskich okrętów (cztery duże jednostki desantowe w eskorcie trzech małych korwet rakietowych), stanowiąca trzecią część sił desantowych, jakie ma do dyspozycji Marynarka Wojenna FR na Morzu Czarnym.

Systematycznie niszczone z powietrza i ogniem artylerii (głównie rakietowej) są Kijów, Czernihów (zbombardowane składy paliwa), Sumy (duże bombardowanie obiektów wojskowych), Charków (wojska agresora miały rozluźnić pierścień okrążenia na 2–3 km, zrywając kontakt ogniowy) i Mariupol, a także mniejsze miejscowości na zapleczu operacji i głównych kierunkach natarcia. Podobnie niszczy się miasta (głównie Lisiczańsk) w strefie oddziaływania tzw. separatystów w Donbasie, którzy kontynuują działania w kierunku Nowego Ajdaru i Wołnowachy. Ograniczono uderzenia rakietowo-powietrzne na cele poza głównym obszarem walk. Według ocen amerykańskich od rozpoczęcia agresji Rosjanie mieli wystrzelić 450 rakiet wszystkich typów.

Siły Zbrojne Ukrainy utworzyły zgrupowanie obronne na Wołyniu, które ma zabezpieczać północno-wschodnie rubieże państwa w przypadku uderzenia z obwodu brzeskiego. Dotychczas nie potwierdzono informacji o przygotowywaniu do wkroczenia do kraju jednostek armii białoruskiej, jednak pozostaje ona w gotowości bojowej. Na Białorusi nadal znajduje się także część rozmieszczonych tam wcześniej wojsk FR. MSW Ukrainy ostrzega, że nie wyklucza rosyjskiej prowokacji wobec Białorusi. W ramach operacji specjalnej oddziały rosyjskie przebrane w ukraińskie mundury mogą zaatakować białoruskie posterunki graniczne, a nawet posunąć się do ostrzału artyleryjskiego i aktów sabotażu w rafinerii w Mozyrzu. Działania te mają zmusić Alaksandra Łukaszenkę do wydania zgody na użycie jednostek armii.

Ukraiński Sztab Generalny podał kolejne dane o stratach rosyjskich. Łącznie od 24 lutego wyniosły one: zabici i ranni – ok. 9000, czołgi – 211, BWP – 900, systemy artyleryjskie – 90, wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet – 42, systemy obrony powietrznej – 11, samoloty – 30, śmigłowce – 31, inne pojazdy – 374, lekkie łodzie motorowe – 2, cysterny z paliwem – 60, bezpilotowce – 3. W komunikacie podkreślono, że dane są szacunkowe.

Według Ministerstwa Obrony FR straty ukraińskie wyniosły 2870 zabitych, ok. 3700 rannych, 572 jeńców. Łącznie podczas operacji zniszczono 1533 cele, w tym: 54 stanowiska dowodzenia i centra łączności Sił Zbrojnych Ukrainy, 39 zestawów rakiet przeciwlotniczych S-300, Buk M-1 i Osa oraz 52 stacje radiolokacyjne. Zniszczono również 47 samolotów na ziemi i 13 w powietrzu, 484 czołgi i inne pojazdy opancerzone, 63 wyrzutnie wieloprowadnicowe, 217 armat i moździerzy polowych, 336 specjalnych pojazdów wojskowych oraz 47 bezzałogowych statków powietrznych. Po raz pierwszy Rosjanie poinformowali także o stratach własnych – wynoszą one 498 zabitych i 1597 rannych. Wśród ofiar śmiertelnych jest gen. mjr Andriej Suchowiecki, zastępca dowódcy 41. Armii.

Władze w Kijowie kontynuują ofensywę informacyjną mającą na celu umocnić opór społeczeństwa – przekonują, że wróg jest zdemoralizowany, nie dysponuje wystarczającymi zapasami żywności i masowo porzuca broń. Minister obrony Ołeksij Reznikow wezwał Ukraińców na terenach zajętych przez wojska wroga do prowadzenia walk partyzanckich i podpalenia tylnych kolumn wsparcia z żywnością i amunicją. Rada Najwyższa zamierza uchwalić zmiany w kodeksie karnym, aby zwiększyć odpowiedzialność za dopuszczenie się aktu zdrady stanu lub dywersji, za co ma grozić kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Prezydent Zełenski wydał dekret o powołaniu Sztabu Koordynacyjnego ds. Humanitarnych i Społecznych, który ma pomagać najmocniej dotkniętym wojną mieszkańcom. Będzie koordynować dostawy pomocy humanitarnej z zagranicy oraz dystrybuować pomoc państwową i przekazaną przez wielki biznes dla administracji wojskowych i społeczności lokalnych. W tym kontekście uproszczono przepisy związane z importem towarów stanowiących pomoc humanitarną, a wiele państw europejskich zgodziło się na przejazd transportów bez zezwoleń międzynarodowych. Rządzący zaapelowali do organizacji międzynarodowych o wsparcie w tworzeniu korytarzy humanitarnych w zajętych miastach, w których Rosjanie dokonują grabieży i mordów, a problemy aprowizacyjne się pogłębiają. Władze dążą do powstrzymania wzrostu cen żywności i opanowania paniki zakupowej. Wprowadzono państwową regulację cen w sieciach handlowych na tzw. ważne społecznie towary. Mimo niedoboru surowców, prądu, siły roboczej oraz problemów logistycznych żywność nadal jest produkowana i rozwożona do sklepów.

Prezydent Zełenski i szef dyplomacji Dmytro Kułeba przeprowadzili szereg rozmów międzynarodowych na temat wzmocnienia zdolności bojowych sił ukraińskich, zwiększania zakresu sankcji i przeciwdziałania próbom ich obchodzenia przez Rosję. Zgromadzenie Ogólne ONZ przegłosowało 141 głosami (przeciw było tylko pięć państw: Rosja, Syria, Korea Północna, Erytrea, Białoruś) rezolucję potępiającą napaść Rosji i wzywającą ją do bezwarunkowego opuszczenia terytorium państwa ukraińskiego w uznanych prawem międzynarodowym granicach.

Według danych Straży Granicznej RP 2 marca granicę polsko-ukraińską przekroczyło 95 tys. osób, a łącznie od początku inwazji – 575,1 tys. Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców poinformowało z kolei, że od 24 lutego Ukrainę opuściło już milion osób. Komisja Europejska rozpoczęła przygotowywanie przepisów, dzięki którym osoby uciekające przed wojną będą mogły uzyskać tymczasowy azyl w UE (zezwolenie na pobyt, dostęp do edukacji i rynku pracy).

osw.waw.pl

— Dzień przed inwazją powiedzieli nam wprost, że będzie wojna — opowiada dziennikarz stacji telewizyjnej Zwiezda, kanału TV należącego do ministerstwa obrony Rosji. — Jesteśmy przyzwyczajeni do przebywania w strefach wojny, zawsze podróżujemy z wojskiem, więc jest względnie bezpiecznie. Ale tym razem było to straszne.

Dziennikarz Zwiezdy przyznaje, że on i większość jego kolegów popierała politykę zagraniczną Putina. Ale teraz, kiedy zobaczyli, co się naprawdę dzieje w Ukrainie, zmieniają zdanie.

Dziennikarz Kanału 2 (programu 2 państwowej telewizji), mówi, że celowo nie śledzi tego, co dzieje się na Ukrainie: — Nie chcę się nad tym zastanawiać. Naprawdę nie rozumiem, co się tam dzieje i nie chcę rozumieć. Mówią nam, że Putin nie miał wyboru, a ja staram się w to wierzyć.

Nie wszyscy jednak starają się zrozumieć Putina. Inny dziennikarz Kanału 2 ujawnia, że reporterzy kilku mediów rosyjskich założyli prywatny chat w sieci, gdzie dyskutują o tym, co się dzieje w Ukrainie. — Wielu z nich boi się, że zostaną wysłani, by relacjonować wojnę. Jeden z naszych kamerzystów z lokalnej stacji przy granicy z Ukrainy zrezygnował z tego powodu z pracy — mówi dziennikarz. — Ludzie są głęboko przygnębieni. Większość z nich zdaje sobie sprawę z tego, co robi, ale nie mają innych możliwości pracy.

Moskiewscy reporterzy Kanału 1 (Programu 1 państwowej telewizji) i rosyjscy korespondenci zagraniczni, którzy nie zgadzają się z oficjalnym stanowiskiem, rozmawiają na prywatnych czatach internetowych. Dwie osoby udzielające się na nich powiedziały nam, że doskonale rozumieją, jaką propagandę robi Kanał 1, ale nie mogą w żaden sposób wpłynąć na politykę redakcji. Obie osoby powiedziały nam, że boją się zwolnienia.

— Wiele osób, które w ostatnich latach odeszły z pracy, bo chciały przestrzegać zasad dziennikarskich, nie mogło potem znaleźć pracy — mówi dziennikarz z 15-letnim stażem w Kanale 1. — Niektórzy potem wrócili. Jeden z tych >opozycjonistów< pracuje teraz w redakcji obsługującej Kreml. Ludzie potrafią przekonać się do wszystkiego.

Dziennikarze powiedzieli, że ich koledzy z państwowych mediów często cierpią na depresję i mają problemy z alkoholem, ale kariera w państwowym wydawnictwie nadal pozostaje bardzo atrakcyjna dla wielu Rosjan. Tylko kilka osób odeszło z pracy — "The Moscow Times" znalazło dwie z nich.

Jedna z dziennikarek Kanału 1, która obecnie kręci materiały krytykujące USA, w 2014 r. była przeciwniczką polityki Putina w 2014 roku. W prywatnych rozmowach mówiła wówczas, że jest przeciwna aneksji Krymu i wsparciu dla separatystycznych regionów Donbasu. Miała jednak na tyle rozsądku, by tego nie okazywać publicznie. Dziś ma świetną pensję i jest uważana za jedną z najlepszych dziennikarek w kraju.

W redakcji dużej i znanej gazety "Izwiestia" zrozpaczona dziennikarka powiedziała nam w tajemnicy, że urodziła się w Ukrainie i jest kategorycznie przeciwna działaniom wojennym: — Ciągle sprawdzam doniesienia. Mam tam krewnych i przyjaciół. Boję się o nich. Ale nie mówię nic moim współpracownikom. Mam do spłacenia kredyt hipoteczny.

Wiele państwowych firm medialnych zaczęło ostatnio sprawdzać posty swoich pracowników w mediach społecznościowych, ale od czasu inwazji na Ukrainę monitorowani są już wszyscy dziennikarze pracujący w mediach państwowych. — Jest osoba, która sprawdza nasze posty. Wiem, kim ona jest, ale nie podam jej nazwiska — mówi dziennikarz Kanału 1. — Ona donosi asystentom szefa dyrekcji programów informacyjnych. Wtedy zaczynają do nas dzwonić z góry z żądaniem, żebyśmy zdjęli nasze wpisy.

Inny dziennikarz opowiada, jak pod koniec lutego dziennikarzom Kanału 1 i 2 kazano nakręcić materiały o uchodźcach z Ukrainy. — Ostatnie cztery materiały, które nakręciliśmy, dotyczyły uchodźców z Donbasu, którzy osiedlili się w różnych częściach kraju — mówi dziennikarz Kanału 2. — Naprawdę im współczuliśmy, wiele przeszli. Ale cały czas myślę o tym, jaka to hipokryzja — teraz w Ukrainie tysiące ludzi są teraz nieustannie ostrzeliwane.

Jednak nie wszyscy pracujący w państwowych mediach milczą. Niektórzy zabierają głos, nawet jeśli szkodzi to ich karierze.

"Strach i ból. NIE DLA WOJNY". Iwan Urgant, bardzo popularny prowadzący nocnego talk-show na Kanale 1, napisał to krótkie oświadczenie na Instagramie. Od tamtej pory nie pojawił się na antenie, choć rzeczniczka stacji twierdzi, że nadal jest pracownikiem Kanału Pierwszego.

Petersburska dziennikarka Anna Zasławska, która pracowała przy programie politycznym "Interwizja", odeszła z Kanału 78 z powodu swojego stanowiska w sprawie Ukrainy. Jelena Czernienko, znana dziennikarka gazety "Kommiersant", została usunięta z listy dziennikarzy współpracujących z Ministerstwem Spraw Zagranicznych po tym, jak podpisała list otwarty, w którym domagała się zaprzestania działań wojennych przeciwko Ukrainie. Czernienko pracowała w tym zespole prasowym od 11 lat.

W ub.r. rosyjski budżet państwa przeznaczył na media państwowe 102,8 mld rubli (4,3 mld zł). Największym beneficjentem funduszy państwowych jest telewizja RT, która w 2020 r. otrzymała 27,4 mld rubli (1,1 mld zł). Kanał 1 otrzymał 6,5 mld rubli (272,2 mln zł) dotacji.

onet.pl

- Schwytałeś rosyjski czołg lub transporter opancerzony i martwisz się, jak to zadeklarować? Zachowaj spokój i kontynuuj obronę Ojczyzny! Nie ma potrzeby zgłaszania zdobytych rosyjskich czołgów i innego sprzętu, ponieważ ich wartość nie przekracza stu-krotności płacy minimalnej (248.100 hrywien) – głosi komunikat służb prasowych Narodowej Agencji ds. Zapobiegania Korupcji.

Jak dodano, w tym przypadku nie ma też obowiązku składania deklaracji o istotnej zmianie stanu majątkowego w ciągu 10 dni.

W komunikacie wyjaśniono, że zdobycze bojowe nie podlegają obowiązkowi ujawnienia ich w oświadczeniach podatkowych z następującego powodu: zostały one zdobyte nie w wyniku zawarcia jakiejkolwiek transakcji, lecz w związku z agresją na pełną skalę Federacji Rosyjskiej 24 lutego 2022 r. przeciwko niepodległemu i suwerennemu państwu ukraińskiemu, która jest kontynuacją podstępnego ataku Federacji Rosyjskiej na Ukrainę rozpoczętego w 2014 r.

rp.pl

środa, 2 marca 2022


Szóstego dnia operacji Siły Zbrojne FR zintensyfikowały działania przeciwko jednostkom armii ukraińskiej, kontynuowały także – szczególnie nocą 1/2 marca – uderzenia powietrzno-rakietowe na miasta położone w rejonach walk, w tym na obiekty cywilne. Ostrzał prowadzony jest również przez artylerię (głównie rakietową) rozmieszczoną na obrzeżach miast. W największym stopniu zniszczony został Charków, coraz większe straty w infrastrukturze odnotowywane są w Czernihowie i Mikołajowie oraz wielu mniejszych miastach na wschodzie Ukrainy (zniszczona została 20-tysięczna Wołnowacha). W Kijowie agresor ostrzelał instalację nadawczą na wieży telewizyjnej, co tymczasowo przerwało rozsyłanie sygnału w trybie naziemnym.

Na północy i północnym wschodzie (w nomenklaturze ukraińskiej – kierunki poleski i siewierski) kontynuowano spychanie jednostek ukraińskich w stronę stolicy. Miasto przygotowuje się do odparcia uderzenia, trwają starcia z rosyjskimi grupami dywersyjno-rozpoznawczymi. Od strony zachodniej siły rosyjskie osiągnęły granice Kijowa, natomiast od północy i wschodu obrońcy powstrzymują agresora w odległości kilkunastu–kilkudziesięciu kilometrów od miasta. Rozciągnięcie sił rosyjskich na kierunku północno-wschodnim umożliwiło pozostającym tam pododdziałom ukraińskim na przejściowe odzyskanie kontroli nad odcinkiem autostrady Kijów–Moskwa. Do odparcia szturmu przygotowuje się Czernihów (obrońcy mieli zaminować wszystkie drogi wjazdowe do miasta). Na kierunku północnym Rosjanie rozpoczęli poszerzanie obszaru działań w kierunku południowo-zachodnim, uderzając na Żytomierz (nocne bombardowanie, na jego obrzeżach trwają walki).

Po przełamaniu ukraińskich linii obrony w okolicach okrążonego Charkowa (kierunek słobodzki) siły rosyjskie kontynuowały ofensywę w kierunku zachodnim – osiągnęły Krasnohrad i wyprowadziły pomocniczy kierunek uderzenia na Izium, gdzie skutecznie powstrzymały je wojska ukraińskie. Utrzymana została linia obrony w obwodzie sumskim. 1 marca po raz pierwszy od momentu rosyjskiego uderzenia na Ukrainę doszło tam do lokalnej wymiany jeńców. Nieznaczne postępy, połączone z dużymi zniszczeniami w infrastrukturze i ewakuacją ludności cywilnej, poczyniły jednostki tzw. separatystów w Donbasie. Głównym obszarem walk jest tam Mariupol, który – podobnie jak Charków – został całkowicie okrążony (również od strony morza).

Po jednodniowej przerwie rozwija się rosyjska ofensywa na południu (kierunek taurydzki). Po nocnych starciach siły rosyjskie miały opanować pierwszą stolicę obwodu – Chersoń. Trwają walki o Mikołajów, rosyjskie wojska podeszły także pod Zaporoże (miasto zostało zbombardowane nocą), okrążając miasto od wschodu. Po okrążeniu Chersonia (jeszcze przed jego zajęciem) i Mikołajowa kolumny rosyjskie zaczęły posuwać się w kierunku północnym, wchodząc w kontakt ogniowy z jednostkami ukraińskimi 50–70 km na północ od obu miast. W kierunku Odessy przemieszcza się zgrupowanie desantowe połączonych flot: Czarnomorskiej, Bałtyckiej i Północnej.

Ukraiński Sztab Generalny Sił Zbrojnych podał informację pozwalającą zobrazować wysiłek armii rosyjskiej na poszczególnych kierunkach. W granicach Ukrainy ma się znajdować 120 tys. rosyjskich żołnierzy (80% potencjału lądowego zgromadzonego przed inwazją). Najsilniejsze zgrupowania nacierają z obwodu czernihowskiego na Kijów (17 batalionowych grup taktycznych, bgt) i obwodu charkowskiego na Dniepr (16 bgt). Na pozostałych kierunkach siły rosyjskie liczą od dwóch do pięciu batalionowych grup taktycznych, co oznacza, że ich zadaniem jest głównie wiązanie i blokowanie ruchów wojsk ukraińskich. Nie ujawniono natomiast informacji o liczebności zgrupowania nacierającego na Kijów z północy i z zachodu.

Strona ukraińska podaje, że w ciągu sześciu dni inwazji agresor stracił 5840 żołnierzy, 30 samolotów, 31 śmigłowców, 211 czołgów, 862 bojowych wozów opancerzonych, 85 systemów artyleryjskich, 40 wieloprowadnicowych wyrzutni pocisków rakietowych, 355 samochodów, 2 kutry, 3 bezzałogowe statki powietrzne i 60 cystern. Podkreślono, że dane nie są precyzyjne, a obliczenia komplikuje duża intensywność działań wojennych. Z kolei według rosyjskiego resortu obrony od początku operacji Siły Zbrojne FR zniszczyły 1502 obiekty infrastruktury Sił Zbrojnych Ukrainy (w tym 51 stanowisk dowodzenia, 51 stacji radiolokacyjnych i 38 systemów rakietowych obrony powietrznej), 47 samolotów na ziemi i 11 w powietrzu, 472 czołgi i inne bojowe wozy opancerzone, 62 wieloprowadnicowe wyrzutnie pocisków rakietowych, 206 dział i moździerzy, 336 specjalistycznych pojazdów wojskowych oraz 46 bezzałogowych statków powietrznych.

Ministerstwo Cyfryzacji uruchomiło portal pozyskiwania funduszy na odbudowę Ukrainy i jej armii. Resort przedstawił także aplikację mobilną „Alarm powietrzny”, która wysyła ostrzeżenia o alarmach powietrznych i in., nawet w trybie wyciszenia lub uśpienia smartfona. Z kolei władze lokalne umacniają łączność internetową, montując nadajniki internetu bezprzewodowego.

Władze ukraińskie zapowiedziały początek cyberofensywy przeciwko Rosji z udziałem agencji rządowych, służb wywiadowczych, hakerów i całej patriotycznej społeczności IT – wezwały do udziału w „wojnie informacyjnej” i włączania się w szeregi „Wojsk Internetowych Ukrainy”, by dementować fake newsy oraz rozpowszechniać wśród Rosjan prawdziwe informacje o agresji. Powiązana z Anonymous grupa hakerów NB65 zablokowała stronę agencji Roskosmos i poinformowała, że naruszyła zabezpieczenia systemu kontrolowania rosyjskich satelitów. Moskwa zdementowała te doniesienia, ale uspokajający komunikat nie osłabił globalnego przekazu hakerów wskazujących na słabość rosyjskich systemów bezpieczeństwa. Skutecznie blokowany jest dostęp do stron internetowych Kremla, MSW, FSB, Ministerstwa Sprawiedliwości i Ministerstwa Obrony FR.

Wystąpienie prezydenta Zełenskiego przed Parlamentem Europejskim, w którym w poruszający sposób zwrócił się o podjęcie wszelkich możliwych kroków, by powstrzymać dalszą agresję, poprzedziło rezolucję tego gremium, rekomendującą przyjęcie Ukrainy do UE. Prezydent nazwał działania Rosji terroryzmem państwowym i powtórzył wezwanie do postawienia rosyjskich decydentów przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym za działania o charakterze ludobójczym (pierwsze przesłuchania 7–8 marca). Kijów uważa, że warunkiem rozpoczęcia drugiej rundy negocjacji jest całkowite zawieszenie broni.

W ciągu ostatnich pięciu dni na Ukrainę wróciło ok. 80 tys. osób, głównie mężczyzn, by stawić opór agresorowi. Jednocześnie trwa exodus ludności cywilnej do Polski i innych państw UE. Od początku inwazji granicę z Polską przekroczyło 453 tys. osób, z czego 1 marca – 98 tys. Przez przejścia graniczne na Zakarpaciu – w kierunku Słowacji, Węgier i Rumunii – wyjechało od początku agresji 140 tys. osób. Obwód lwowski rozlokował 40 tys. uchodźców wewnętrznych (bez wliczania osób, które zatrzymują się u rodziny czy znajomych) i deklaruje przyjęcie w najbliższych dniach kolejnych 20 tys. oraz dalsze zwiększanie możliwości ich rozmieszczania. Równocześnie mer Lwowa wezwał znajdujących się wśród uchodźców mężczyzn w wieku poborowym, którzy wywieźli swoje rodziny z terenów zagrożonych, do wstępowania w szeregi wojsk obrony terytorialnej lub powrotu do swoich miast i włączania się w ich obronę.

W wyniku ostrzałów rakietowo-powietrznych wielu miast 1 marca zginęli kolejni cywile, brakuje jednak aktualnych danych zbiorczych: w Charkowie – 21 osób, w Żytomierzu – 2, w Kijowie – 5. Wśród ofiar nalotu w stolicy znalazły się dwie osoby, które odwiedzały Babi Jar – miejsce zagłady ponad 100 tys. ofiar niemieckich podczas II wojny światowej. Zełenski skierował apel do środowisk żydowskich z całego świata, w którym porównał ostrzał Babiego Jaru czy Humania (miejsc o znaczeniu sakralnym dla Żydów) do działań niemieckich nazistów i oskarżył Rosjan o ponowne mordowanie ofiar Holokaustu.

osw.waw.pl