czwartek, 5 czerwca 2025



W ubiegły piątek amerykański prezydent stwierdził, że Chiny "totalnie pogwałciły" umowę w sprawie ceł z USA Jednak nawet jeśli rozmowa odbędzie się w tym tygodniu, co według Białego Domu jest "prawdopodobne", wątpliwe jest, aby przyniosła ona przełom, na który liczy Trump.

Stany Zjednoczone znalazły się w trudnej sytuacji. Waszyngton nieskutecznie próbuje wywrzeć presję na Chiny, aby Pekin zasadniczo zmienił stosunki handlowe z USA, których wartość wynosi ok. 600 mld dol. (ok. 2 bln 200 mld zł).

Osoba zaznajomiona z rozmowami handlowymi, która zachowała anonimowość, powiedziała, że administracja znajduje się pod "dużą presją" z powodu blokady Chin na dostawy kluczowych minerałów, niezbędnych do produkcji wszystkiego, od samochodów i elektroniki po amunicję.

— Nie sądzę, aby Xi był zbyt zainteresowany dalszym eksportem metali ziem rzadkich lub magnesów do Stanów Zjednoczonych, jasno wyraził swoje stanowisko — dodała ta osoba, choć przewiduje, że istnieje "duże prawdopodobieństwo", że Xi przyjmie zaproszenie, aby przynajmniej wysłuchać Trumpa. — Prezydent ma pewną przewagę i pytanie brzmi, kiedy będzie gotowy wywrzeć maksymalną presję na chiński rząd — dodało źródło POLITICO.

Były urzędnik Trumpa blisko związany z Białym Domem, który pod warunkiem zachowania anonimowości zgodził się otwarcie omówić strategię prezydenta, powiedział: Trump uważa, że rozmowa między przywódcami kierującymi się zasadami jest sposobem na przebicie się przez ten szum i dotarcie do sedna sprawy.

Inni zewnętrzni obserwatorzy pozostają sceptyczni co do tego, czy Trump rzeczywiście będzie w stanie dodzwonić się do Xi. Od początku drugiej kadencji prezydenta urzędnicy Białego Domu publicznie obiecują, że rozmowa między przywódcami jest nieuchronna. Trump próbował nawet zasugerować poprzez niedawne komentarze w kwietniu, że obaj rozmawiali od czasu inauguracji Trumpa.

Chiński rząd jest wstrząśnięty publicznymi wystąpieniami Trumpa w Gabinecie Owalnym — w tym głośnymi spotkaniami z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i prezydentem RPA Cyrilem Ramaphosą. Te ekscesy sprawiły, że Pekin stał się ostrożny w prowadzeniu dyplomacji z USA.

— Chiny postrzegają prezydenta Trumpa jako nieprzewidywalnego, co stanowi zagrożenie dla reputacji Xi Jinpinga — powiedział Rush Doshi, były zastępca dyrektora ds. Chin i Tajwanu w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego w administracji Joego Bidena. — Nie jest w zwyczaju dyplomatów Chińskiej Republiki Ludowej narażanie przywódcy na potencjalnie krępujące lub nieprzewidywalne spotkanie — dodał.

(...)

Amerykańscy producenci samochodów zaczęli ostrzegać, że nadchodzący niedobór metali ziem rzadkich może zmusić ich do wstrzymania produkcji i zamknięcia fabryk w ciągu kilku tygodni. Surowce te mają kluczowe znaczenie dla produkcji samochodów, od skrzyń biegów i pomp paliwowych po czujniki kierownicze i siłowniki poduszek powietrznych.

Oba kraje nadal nie mogą dojść do porozumienia w sprawie kwestii, która rzekomo skłoniła Trumpa do rozpoczęcia wojny handlowej — fentanylu. Chiny przedstawiły Białemu Domowi dwie propozycje, w tym jedną w lutym, po tym jak Trump nałożył pierwsze cła na Chiny, Kanadę i Meksyk.

— Wszyscy zgadzają się, że kluczem do dalszych postępów w sprawie ceł jest fentanyl — powiedział przedstawiciel biznesu, który chciał zachować anonimowość, aby móc omówić delikatne kwestie.

Stany Zjednoczone nie zareagowały jednak na propozycje dotyczące fentanylu, które zostały opisane jako celowe posunięcie Chin mające na celu wywołanie dyskusji na temat tego, co Pekin mógłby realnie zrobić, aby powstrzymać przepływ składników fentanylu używanych przez meksykańskie kartele do produkcji tego silnie uzależniającego narkotyku.

(...)

Oczekiwania Trumpa, że rozmowa telefoniczna z Xi może wznowić rozmowy handlowe między USA a Chinami w tych kwestiach i przynieść konkretne rezultaty, są sprzeczne z protokołami dyplomatycznymi i politycznymi rządzącej w Chinach Komunistycznej Partii Chin.

— Trump jest negocjatorem. Xi Jinping nie jest negocjatorem — jest członkiem partii na szczycie administracyjnej superstruktury — powiedział Harry Broadman, były zastępca przedstawiciela handlowego USA w administracji George'a H.W. Busha i Billa Clintona. — Nie wyobrażam sobie, aby Xi wdał się w szczegóły — co najwyżej mogą uzgodnić pewne zasady, ale to raczej nie zadowoli Trumpa — dodał.

Istnieje również ryzyko, że rozmowa między dwoma przywódcami może przynieść Trumpowi efekt odwrotny do zamierzonego, podważając długoterminowe negocjacje handlowe z Chinami.

— Podniesienie rozmów do poziomu przywódców może uniemożliwić zawarcie głębszego i większego porozumienia, które ostatecznie wymaga więcej czasu, więc przejście na poziom przywódców może być ryzykowne — powiedział Rush Doshi, były zastępca dyrektora ds. Chin i Tajwanu w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA.

onet.pl/Politico


Prezydent Donald Trump polecił w środę wszczęcie dochodzenia w sprawie rzekomego łamania prawa przez doradców Joe Bidena, którzy mieli jego zdaniem rzekomo w zmowie potajemnie podpisywać się pod decyzjami prezydenta bez jego wiedzy. Trump twierdzi, że otoczenie Bidena ukrywało rzeczywisty stan zdrowia prezydenta i uznał to za "najniebezpieczniejszy skandal w historii".

W podpisanej w środę proklamacji Trump polecił prokurator generalnej Pam Bondi, prawnikowi Białego Domu oraz szefom odpowiednich agencji zbadanie, "czy pewne osoby spiskowały, aby oszukać opinię publiczną na temat stanu psychicznego Bidena i niezgodnie z konstytucją sprawować władzę i obowiązki prezydenta".

Trump stwierdził w dokumencie - jak robił to wielokrotnie w ciągu ostatnich tygodni - że osoby z otoczenia Bidena ukrywały stan prezydenta i same podejmowały decyzje i podpisywały się za niego pod dokumentami. Dowodem miałoby być użycie przez specjalnej maszyny do składania podpisów (tzw. Autopen), używanej od dekad przez wielu prezydentów. Zdaniem Trumpa, użycie maszyny nasiliło się pod koniec prezydentury jego poprzednika.

"Biorąc pod uwagę wyraźne przesłanki wskazujące na to, że prezydent Biden nie miał zdolności do wykonywania swoich uprawnień prezydenckich, gdyby jego doradcy potajemnie użyli mechanicznego długopisu do podpisania dokumentów, aby ukryć tę niezdolność, podejmując jednocześnie radykalne działania wykonawcze w jego imieniu, stanowiłoby to niekonstytucyjne wykorzystanie uprawnień prezydenckich, a taka okoliczność miałaby wpływ na legalność i ważność licznych działań wykonawczych podejmowanych w imieniu Bidena" - napisał Trump w proklamacji. Stwierdził jednocześnie, że "ten spisek stanowi jeden z najniebezpieczniejszych i najbardziej niepokojących skandali w historii Ameryki".

Prezydent od miesięcy wielokrotnie powtarzał te teorię, jeszcze we wtorek we wpisie w mediach społecznościowych nazywając go największym skandalem politycznym w historii "z wyjątkiem ukartowanych wyborów prezydenckich w 2020 r.". Już wcześniej prokuratura federalna na polecenie Trumpa wszczęła śledztwo dotyczące aktów łaski podpisanych przez Bidena za pomocą maszyny, lecz teraz dochodzenie ma być szersze i obejmować również rzekomy spisek jego otoczenia. Podobne śledztwo rozpoczęli też Republikanie z komisji ds. nadzoru Izby Reprezentantów, zapowiadając wezwanie do złożenia zeznań szereg bliskich doradców Bidena.

PAP

środa, 4 czerwca 2025



Rosja nadal produkuje i gromadzi rakiety i drony, aby uderzyć na Ukrainę, co pokazuje, że Rosja nadal dąży do wygrania wojny środkami militarnymi. Ukraiński portal New Voice (NV) poinformował 3 czerwca, powołując się na Główny Zarząd Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR), że siły rosyjskie zgromadziły ponad 13.000 pocisków balistycznych, manewrujących i innych (stan na połowę maja 2025 r.), w tym: prawie 600 pocisków balistycznych Iskander-M, ponad 100 hipersonicznych pocisków balistycznych Kinzhal, prawie 300 pocisków manewrujących Ch-101, ponad 400 pocisków manewrujących Kalibr, do 300 pocisków manewrujących Ch-22/32, około 700 pocisków manewrujących Oniks i pocisków przeciwokrętowych Zirkon, około 60 wyprodukowanych w Korei Północnej pocisków balistycznych KN-23 i około 11.000 pocisków przeciwlotniczych S-300/400. NV poinformowało, że GUR oszacowało również, że Rosja może wyprodukować około 150–200 pocisków miesięcznie, w tym: 60–70 Iskander-M, 10–15 Kinzhals, 20–30 Kh-101s, 25–30 Kalibrs, do 10 Kh-32s i łącznie 20–30 pocisków Oniks i Zirkon. Rosja uruchamiała coraz większe pakiety uderzeniowe przeciwko Ukrainie zawierające pociski przed 1 czerwca, a ukraińskie ataki 1 czerwca na rosyjskie lotniska i bombowce obniżą zdolność Rosji do przeprowadzania dalszych dużych ataków pociskami manewrującymi wystrzeliwanymi z powietrza na Ukrainę. Ihnat powiedział Ukraińskiej Prawdzie, że ataki 1 czerwca nie zniszczyły wszystkich rosyjskich bombowców strategicznych i że Rosja zachowuje możliwość atakowania Ukrainy pociskami wystrzeliwanymi z bombowców strategicznych. Ihnat zauważył, że około połowa wszystkich rosyjskich dronów uderzeniowych dalekiego zasięgu wystrzelonych przeciwko Ukrainie to wabiki, podczas gdy druga połowa to prawdziwe drony Shahed. Drony Shahed od dawna dominują w rosyjskich pakietach uderzeniowych , a rosyjskie siły ostatnio używają więcej pocisków balistycznych wystrzeliwanych z ziemi niż pocisków manewrujących wystrzeliwanych z powietrza.

(...)

Rosyjskie Siły Powietrzne podobno testują nowe bomby szybujące z ujednoliconymi modułami planowania i korekcji (UMPK) o zwiększonym zasięgu w obwodzie charkowskim. Szef Prokuratury Obwodu Charkowskiego Spartak Borysenko poinformował 3 czerwca, że ​​31 maja rosyjskie siły wystrzeliły cztery bomby szybujące o zwiększonym zasięgu w obwodzie charkowskim z Tomarówki w obwodzie biełgorodzkim w ramach nowych testów bomb szybujących. Borysenko oświadczył, że zmodernizowane bomby szybujące mają zasięg 95 kilometrów, co stanowi wzrost w porównaniu z poprzednim zasięgiem bomb wynoszącym 60-80 kilometrów. Borysenko oświadczył, że rosyjskie siły mogą uderzyć w dowolne miejsce w mieście Charków i niektóre osady na południe od miasta Charków, używając tych bomb, gdy rosyjskie samoloty będą wykonywać loty bojowe z rosyjskiej bazy lotniczej w Tomarowce. Borysenko poinformował, że rosyjskie siły użyły podobnych bomb szybujących o zwiększonym zasięgu przeciwko obwodowi sumskiemu w maju 2025 roku.

understandingwar.org


Analitycy Deep State obliczyli, że średnio w maju rosyjska armia przeprowadzała na frontach w Ukrainie prawie 184 szturmy dziennie. W poprzednim miesiącu liczba ta wynosiła średnio ok. 155 ataków.

Ponadto znacznie wzrosła liczba dni, w których rosyjskie dowództwo wysyłało oddziały do "mięsnych szturmów", czyli ataków, których uczestnicy najczęściej nie mają szansy na przeżycie. W kwietniu odnotowano dwa takie dni, a w maju 13.

Jak informują analitycy Deep State, najcięższym dniem był 4 maja, gdy rosyjskie wojsko przeprowadziło aż 269 akcji szturmowych. Według szacunków ekspertów rosyjscy żołnierze byli najaktywniejsi na początku i pod koniec maja.

onet.pl


Pionierem modelu sklepów klubowych był sprzedawca detaliczny Sol Price, który uruchomił sieć Price Club w południowej Kalifornii w latach 70. ubiegłego wieku. W 1993 r. Price Club połączył się z Costco. Sam Walton, założyciel Walmart, przyznał się do kradzieży koncepcji Price'a, gdy w 1983 r. stworzył Sam's Club. BJ's z siedzibą w Massachusetts powstał rok później.

Wszystkie trzy sieci pobierają opłaty członkowskie. Podstawowe poziomy kosztują 50 dol. [ok. 185 zł] rocznie w Sam's Club, 60 dol. [ok. 220 zł] w BJ's i 65 dol. [ok. 240 zł] w Costco — w zamian za dostęp do sklepów. Dwie ostatnie sieci podniosły opłaty w ubiegłym roku, ale liczba ich członków wciąż rośnie, a dziewięciu na dziesięciu z nich decyduje się na odnowienie członkostwa. Todd Sears, dyrektor finansowy Sam's Club, powiedział inwestorom w zeszłym miesiącu, że 80-90 proc. zysków pochodzi z przychodów z członkostwa.

W zamian klienci otrzymują okrojony asortyment kilku tysięcy artykułów, które, jak ufają, będą najtańsze w okolicy — od paczki 36 rolek papieru toaletowego po skrzynki win Bordeaux dla klientów, którzy są nieco bardziej zamożni niż przeciętnie.

— Zasadniczo wchodzą w proces polowania na okazje, płacą Costco lub Sam's opłatę i przerzucają to na nich — powiedział Bryan Gildenberg, dyrektor zarządzający Retail Cities, firmy konsultingowej.

Kluby wywierają presję na sprzedawców, takich jak Procter & Gamble czy Nestle, aby utrzymywali niskie ceny, sprzedając konkurencyjne marki własne. Marki własne Costco Kirkland Signature i Sam's Club Member's Mark warte są po dziesiątki miliardów dolarów.

Klienci są w stanie znosić opłaty pobierane przez kluby, ale konfrontują się również z mniej wygodnym doświadczeniem zakupowym. Sklepy są od nich oddalone: suma lokalizacji Costco, Sam's Club i BJ's w USA to wciąż mniej niż jedna trzecia z 4600 sklepów Walmart w USA.

— To trochę sklep, w którym liczysz czas. Nie chcecie spędzać sobotniego popołudnia, wędrując po pudełku o powierzchni 100 tys. stóp kwadratowych — powiedział Bob Eddy, dyrektor generalny BJ's, podczas webcastu w kwietniu.

onet.pl/The Financial Times

wtorek, 3 czerwca 2025



Zdaniem eksperta, po reakcjach na rosyjskich kanałach już widać, że to poważna strata dla Rosjan. "Na własne oczy widzieliśmy (na nagraniach – PAP), że rosyjskie bombowce płonęły. Ataki były wymierzone w najbardziej wrażliwe miejsca samolotów – zbiorniki paliwa. Wyraźnie było widać pomarańczowe płomienie i ogromne słupy dymu, co świadczy o spalaniu się paliwa lotniczego" - wyjaśnił.

"Więc nie zostały trafione samoloty stojące gdzieś w rezerwie ze spuszczonym paliwem, lecz faktycznie bojowe maszyny, które są wykorzystywane w działaniach zbrojnych – a takie zawsze stoją na lotniskach z pełnymi zbiornikami. To potwierdza, że uderzenie nastąpiło w sprawne, gotowe do walki samoloty" - stwierdził Romanenko.

Na pytanie, jak szybko Rosja będzie w stanie odrobić poniesione straty, ekspert odpowiedział, że zależy to od zakresu uszkodzeń samolotów. "Jeśli doszło do uderzeń w zbiorniki paliwa, to w takich przypadkach trudno jest przywrócić samolot do działania. Jeśli te drony trafią w cele nieco mniej dokładnie, to odbudowa, jeśli uszkodzenia są poważne, zajmie co najmniej sześć miesięcy" - ocenił.

PAP


Podsumowując aktualny stan prowadzonych spraw Bodnar wymienił: "zarzuty dla byłego premiera (Mateusza Morawieckiego - PAP) - po raz pierwszy w historii, zarzuty dla kilku byłych członków Rady Ministrów, 6 aktów oskarżenia, dziesiątki ujawnionych i ściganych sprawców przestępstw".

Szef MS przedstawił także wybrane sprawy, streszczając ich szczegóły. Odnosząc się do postępowania ws. Funduszu Sprawiedliwości podkreślił, że do sądu został skierowany pierwszy akt oskarżenia wobec 6 osób, a zarzuty łącznie usłyszało 25 osób, w tym byli wiceszefowie MS i posłowie PiS: Marcin Romanowski (w grudniu ub.r. sąd wydał decyzję o jego aresztowaniu, lecz Romanowski otrzymał azyl polityczny na Węgrzech) i Michał Woś (objęty jest m.in. dozorem policji), a także poseł PiS Dariusz Matecki (w drugiej połowie kwietnia opuścił areszt za poręczeniem majątkowym).

Bodnar poinformował, że w związku z nieprawidłowościami w działalności Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych "13 osób usłyszało 36 zarzutów, w tym były prezes agencji (Michał K. - PAP), 3 osoby zostały tymczasowo aresztowane, Paweł Sz. został 'sprowadzony' z Dominikany"; w sprawie "kilometrówek Ryszarda Czarneckiego" do sądu został skierowany akt oskarżenia dot. wyrządzenia szkody na sumę ponad 850 tys. zł; natomiast w procesie dot. tzw. afery hejterskiej Emilia Sz. została skazana na karę 6 tys. zł grzywny, a do Sądu Najwyższego trafiły wnioski o uchylenie immunitetów wobec 4 sędziów.

Ponadto - jak dodał - do sądu został skierowany akt oskarżenia wobec b. Komendanta Głównego Policji Jarosława Szymczyka w sprawie granatnika w KGP; łącznie 27 osób usłyszało zarzuty w związku ze śledztwem dot. Narodowego Centrum Badań i Rozwoju; zarzuty popełnienia 373 przestępstw przedstawiono łącznie 70 podejrzanym i tymczasowo aresztowano 4 osoby w sprawie śledztwa dot. Collegium Humanum; a także w różnych jednostkach prokuratury prowadzonych jest 12 postępowań w związku z nieprawidłowościami w spółkach Orlen. "W postępowaniu dot. OTS Switzerland postawiono zarzuty 3 osobom, jedna z nich jest tymczasowo aresztowana, jedna oczekuje na ekstradycję z ZEA, a jedna jest poszukiwana listem gończym" - napisał.

PAP


Jeszcze przed rozpoczęciem rokowań strona ukraińska opublikowała swoje propozycje warunków wprowadzenia pełnego zawieszenia broni. Były to żądania zwrotu przez Rosję nielegalnie wywiezionych ukraińskich dzieci (delegacja Ukrainy przekazała listę ich nazwisk), zwolnienia wszystkich cywilnych zakładników i wymiany jeńców w formule „wszyscy za wszystkich”. Ukraina podkreśliła także, że chce wiarygodnych gwarancji bezpieczeństwa i umożliwienia jej samodzielnego decydowania o swojej przynależności do sojuszy politycznych i wojskowych. W dokumencie znalazło się także oczekiwanie, że linia rozgraniczenia będzie jedynie podstawą do negocjacji terytorialnych. Strona ukraińska chce także, aby kolejne rokowania odbyły się z udziałem USA i państw europejskich, by USA odpowiadały za monitoring zawieszenia broni, a ostateczne porozumienie pokojowe zostało wypracowane z udziałem liderów Ukrainy i Rosji. Memorandum składało się głównie z żądań i propozycji, które Ukraina zgłaszała wcześniej, a część – jak powierzenie USA odpowiedzialności za monitoring rozejmu – została doprecyzowana. Większość zaprezentowanych żądań, w tym związanych z przynależnością do sojuszy międzynarodowych oraz obecnością zachodnich wojsk na ukraińskim terytorium, będzie nie do zaakceptowania przez Rosjan, którzy podkreślają, że te kwestie są podstawowymi przyczynami rozpoczęcia tzw. specjalnej operacji wojskowej.

Rosja w Stambule wyraziła oczekiwanie m.in. międzynarodowego uznania Krymu oraz obwodów chersońskiego, donieckiego, ługańskiego i zaporoskiego za część Rosji oraz wycofania z tych terenów wojsk ukraińskich, neutralności Ukrainy i zakazu przystępowania jej do sojuszy wojskowych oraz zakazu stacjonowania na jej terytorium wojsk państw trzecich i istnienia tam baz wojskowych. Rosja chce też potwierdzenia statusu Ukrainy jako państwa niejądrowego, ograniczenia liczebności ukraińskich sił zbrojnych i posiadanego przez nie uzbrojenia. Domaga się również zagwarantowania praw ludności rosyjskojęzycznej i zniesienia ograniczeń obowiązujących Rosyjską Cerkiew Prawosławną, anulowania przez Ukrainę sankcji, rezygnacji z jakichkolwiek roszczeń związanych z działaniami zbrojnymi, a także odbudowy stosunków dwustronnych. Strona rosyjska szczegółowo opisała także kroki zmierzające do ustanowienia pokoju, łącznie z rozpisaniem nowych wyborów na Ukrainie jeszcze przed jego zawarciem. Treść rosyjskich żądań w większości nie będzie mogła być zaakceptowana przez stronę ukraińską, a ich charakter znacząco przypomina porozumienia mińskie oraz propozycje rosyjskie z wiosny 2022 r., za pośrednictwem których Rosja chciała mieć bezpośredni wpływ na kształtowanie sytuacji politycznej na Ukrainie.

pism.pl


Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oświadczyła, że zaatakowała i uszkodziła we wtorek Most Krymski, który prowadzi z okupowanego Krymu nad Cieśniną Kerczeńską na Półwysep Tamański w kontynentalnej części Rosji.

"SBU przeprowadziła nową, unikalną operację specjalną i po raz trzeci zaatakowała Most Krymski, tym razem pod wodą" - przekazała służba na swej stronie internetowej.

W komunikacie wyjaśniono, że operacja trwała kilka miesięcy. "Agenci SBU zaminowali podpory tego nielegalnego obiektu. I dziś, bez żadnych ofiar wśród ludności cywilnej, o godzinie 4:44 rano pierwszy ładunek wybuchowy został zdetonowany!" - ogłosiła SBU.

Zgodnie z komunikatem w wyniku eksplozji poważnie uszkodzone zostały podwodne podpory mostu na poziomie dna morskiego. Do ataku użyto 1100 kg materiałów wybuchowych w ekwiwalencie trotylowym.

"Most znajduje się de facto w stanie awaryjnym" - podkreśliła SBU.

Operację osobiście nadzorował szef SBU, generał Wasyl Maluk.

"Bóg kocha Trójcę, a SBU zawsze doprowadza swoje plany do końca i nigdy się nie powtarza. Wcześniej dwukrotnie uderzyliśmy w Most Krymski - w 2022 i 2023 roku. Dziś kontynuowaliśmy tę tradycję już pod wodą. Nie ma miejsca dla żadnych nielegalnych obiektów Federacji Rosyjskiej na terytorium naszego państwa" - powiedział.

"Dlatego Most Krymski jest całkowicie legalnym celem - zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wróg wykorzystywał go jako logistyczną arterię do zaopatrywania swoich wojsk. Krym to Ukraina, a wszelkie przejawy okupacji spotkają się z naszą stanowczą odpowiedzią" - podkreślił szef SBU.

Most Krymski został zbudowany w latach 2016-2019 przez Rosję, która anektowała Krym w 2014 roku.

PAP


Kandydat PiS wyszedł poza tradycyjny elektorat prawicy, znacznie przekraczając ok. 9,5 mln głosów, które zdobywały łącznie PiS i Konfederacja w ostatnich dwóch elekcjach parlamentarnych. Teraz to aż 10,6 mln głosów – poziom w wyborach parlamentarnych nieosiągalny dla tych ugrupowań.

Na rzecz PiS w wyborach prezydenckich widocznie gra to, że jest dużo łatwiej przyswajalną partią "drugiego wyboru" dla wyborców konserwatywnych, którzy na co dzień na nią nie głosują. To jednocześnie tłumaczy, dlaczego partia Kaczyńskiego ma tak słabą zdolność koalicyjną w każdych innych wyborach – za sprawą jej łatwości do "wchłaniania" elektoratu pokrewnych partii.

Koalicja Obywatelska dla wyborców liberalnych i lewicowych, ale zdystansowanych od tego ugrupowania, nie jest tak "lekkostrawna". Dlatego kandydat KO ma blisko 2 mln głosów mniej niż zdobyła rządząca dziś koalicja, ale to KO znacznie łatwiej nawiązuje parlamentarne sojusze.

(...)

Mapa wyborcza na szczeblu województw nie uległa zmianie – Andrzej Duda również sięgał w drugiej turze po te same sześć obszarów, co jego następca. Na szczeblu gmin również tegoroczne wybory mogą dowodzić, że przekonywanie "niezdecydowanych" w niesprzyjających sobie regionach nie ma sensu.

Zwłaszcza że spektakularne przepływy, jakie znamy w ramach amerykańskich "swing states", praktycznie w tych wyborach nie zaistniały. Jak wyliczał "Puls Biznesu", zaledwie 9 proc. gmin, w których w 2020 r. wygrał Rafał Trzaskowski, zmieniły swoje preferencje na bardziej konserwatywne. Regionalne uwarunkowania pozostały zatem w miarę bez zmian. Tegoroczna kampania pokazała, że nie ma większych szans na zasadniczą zmianę preferencji dużych i "odbicia" ich przez jedną bądź drugą opcję.

Gdy podziały są tak "sztywne", to frekwencja w swoich regionach staje się kluczem do sukcesu. W tych wyborach wyraźnie widać, jak partia Jarosława Kaczyńskiego okazała się silna słabością rywala. Bastiony PiS w większości były tak samo zmobilizowane, jak w wyborach parlamentarnych. PiS utrzymał wysoką mobilizację wyborców z wyborów 2023 r., gdy frekwencja była najwyższa w historii. W porównaniu do nich spadki frekwencji w podkarpackim i lubelskim to zaledwie ok. 1 pkt proc., przy zauważalnie mniejszej frekwencji w całym kraju (przypomnijmy – łączna frekwencja w tegorocznych wyborach prezydenckich to 71,63 proc., przy 74,38 proc. dwa lata temu).

Widać zatem, że do PiS przyłączyli się wyborcy z miejsc, które już wcześniej były "pisowskie", ale w mniejszym stopniu. Teraz gdy poza PiS w drugiej turze nie było już prawicowej alternatywy, a kampania przekonała ich, że stawka wyborów jest wysoka, stały się zauważalnie mocniej propisowskie.

Mobilizacja ściany zachodniej nie wytrzymała tego tempa. Tam spadek zainteresowania wyborami był dużo bardziej dotkliwy. W województwach: wielkopolskim, pomorskim i dolnośląskim frekwencja w porównaniu do 2023 r. spadła kolejno o 4,5; 3,7; 3,4 pkt proc. Tak wielki regres w porównaniu do elekcji parlamentarnej to wyjątek w historii III RP. Dotychczas to wybory prezydenckie z racji swojej plebiscytowości cieszyły się większym zainteresowaniem.

Te obserwacje nasuwają dwa główne wnioski. Po pierwsze — Polska A i Polska B okopują się na swoich pozycjach. Argumenty jednej i drugiej strony najprawdopodobniej coraz słabiej przenikają do drugiej z baniek. A duża frekwencja – choć może świadczyć o aktywności obywatelskiej – daje też do zrozumienia, że coraz większa rzesza Polaków jest czynnie zaangażowana w spór polsko-polski. Rosnąca polaryzacja, zupełnie odmienne postrzeganie rzeczywistości społecznej mogą być poważnym problemem dla poczucia wspólnotowości.

Drugi wniosek może być bardziej optymistyczny. Skoro obaj partyjni giganci są w stanie przyciągnąć do urn tak wielką rzeszę wyborców, to krytykowany często duopol PiS-PO w jakimś stopniu mimo wszystko odpowiada oczekiwaniom i interesom społecznym. Jednocześnie fakt, że poparcie dla obu bloków jest relatywnie stałe i spójne, daje nadzieję, na przewidywalność i pewną stabilność polskiej sceny politycznej. A to – w tak trudnych warunkach geopolitycznych – może okazać się nie do przecenienia.

onet.pl/Business Insider


"Wielu członków Kongresu chce, abyśmy nałożyli sankcje na Rosję tak mocne, jak to możliwe. I ja jestem tego zwolennikiem" — oświadczył w poniedziałek Johnson, zaznaczając jednak, że nie rozmawiał jeszcze na ten temat z prezydentem Donaldem Trumpem. Johnson jest najwyższym rangą Republikaninem, który opowiedział się za nałożeniem dodatkowych sankcji na Rosję. Lider partii w Senacie John Thune również w poniedziałek zadeklarował, że Senat "jest gotowy dać prezydentowi Trumpowi wszelkie narzędzia, których potrzebuje do skłonienia Rosji, aby w końcu w prawdziwy sposób podeszła do negocjacji".

"Prezydent Trump poświęcił sporo czasu na działania mające na celu zakończenie rozlewu krwi w Ukrainie, ale Władimir Putin wydaje się być bardziej zainteresowany przedłużaniem wojny niż dążeniem do pokoju" — powiedział Thune. Polityk zasugerował, że projekt ustawy o sankcjach, zgłoszony jeszcze w kwietniu i podpisany przez 82 ze 100 senatorów, mógłby zostać rozważony jeszcze w tym tygodniu. Dał jednak do zrozumienia, że wciąż czeka na "zielone światło" z Białego Domu.

Projekt ustawy autorstwa Republikanina Lindseya Grahama i Demokraty Richarda Blumenthala — nazwany przez Grahama "łamiącym kości" pakietem i najostrzejszymi sankcjami, jakie kiedykolwiek widziano w Kongresie — nakazuje administracji nałożenie sankcji na podmioty z sektora energetycznego i bankowego Rosji, a także 500-proc. ceł na państwa kupujące od niej ropę naftową.

Na uchwalenie sankcji od dłuższego czasu naciskają kongresmeni obydwu partii w obydwu izbach Kongresu USA. W poniedziałek nowy impuls nadały temu negocjacje delegacji Rosji i Ukrainy w Stambule, gdzie Rosja przedstawiła Ukrainie niemożliwe do spełnienia warunki — w tym m.in. oddanie terytoriów, których Rosja nie zajmuje i ograniczenie liczebności ukraińskiej armii. Rosja kolejny raz odrzuciła tez propozycję zawieszenia broni.

(...)

Jak powiedział PAP dyplomata jednego z państw NATO — którego Graham na bieżąco informuje o postępach projektu — choć prezydent Trump prawdopodobnie nie chce antagonizować stosunków z Putinem, wkrótce może zostać do tego zmuszony przez okoliczności i presję polityczną". "W pewnym momencie zbierze się masa krytyczna, kiedy po prostu nie będzie mógł dłużej tego wstrzymywać. Zresztą on na tym tylko traci politycznie" — powiedział rozmówca.

onet.pl/PAP