czwartek, 22 maja 2025



W obszarach, w których mamy długie tradycje, takich jak najazdy łupieskie, potrafimy przewidzieć rozwój wydarzeń na podstawie oceny rozkładu sił. Ludzie i szympansy umieją błyskawicznie wyczuć, która ze stron ma przewagę, i dokonać analizy kosztów i korzyści, żeby zadecydować, czy warto podjąć atak i odebrać przeciwnikowi jego majątek i samice. Kiedy już zaczniecie go łupić, wprowadzacie się w taki stan umysłu, który sprawia, że ignorujecie wszelkie dodatkowe informacje – lepiej się nie wahać w czasie walki.

Jednocześnie, w odróżnieniu od najazdów, wojny na ogromną skalę nie są elementem naszego dziedzictwa – są dla nas nowością – więc często błędnie szacujemy ich długość i przeceniamy własne siły. Przypomnijcie sobie, ile czasu, zdaniem moich krewnych, miała trwać wojna w Libanie. Żołnierze, którzy walczyli w I wojnie światowej, myśleli, że będzie to dla nich bułka z masłem. Podobnie miała się rzecz z wojną w Wietnamie i tak samo jest z wojną w Iraku, a także z niemal wszystkimi współczesnymi konfliktami zbrojnymi.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

środa, 21 maja 2025



"Tak, może do tego dojść, jeśli faktycznie okaże się, że Rosjanie nie są zainteresowani porozumieniem pokojowym i po prostu chcą dalej prowadzić wojnę, bardzo możliwe, że (wtedy - PAP) do tego dojdzie" - powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. Mówił też, że ostrzegał stronę rosyjską, że administracja nie ma kontroli nad Kongresem i nie może zagwarantować, że nie dojdzie do nałożenia dodatkowych sankcji, jeśli Moskwa nie będzie skora do zakończenia wojny.

W bardziej lakoniczny sposób do pytania odniósł się prezydent USA Donald Trump, który podczas wizyty na Kapitolu we wtorek odpowiedział jedynie: "Zobaczymy".

Podczas wystąpienia przed senacką komisją spraw zagranicznych Rubio odpierał zarzuty Demokratów, że Ameryka pozbyła się środków nacisku na Rosję, a Trump jest "ogrywany jak dziecko" przez Władimira Putina i "wrzucił Ukrainę pod jadący autobus". Szef dyplomacji argumentował, że administracja nie zniosła dotąd żadnych sankcji, nie poczyniła żadnych ustępstw wobec Rosji i kontynuuje wysyłanie pomocy wojskowej Ukrainie. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, czy pomoc ta będzie kontynuowana, gdy obecne środki przeznaczone na ten cel się wyczerpią. Rubio zaznaczył, że pracuje nad dostarczeniem Ukrainie dodatkowych systemów Patriot.

"Szczerze mówiąc, my ich nie mamy, ale ściśle współpracujemy z naszymi sojusznikami z NATO. Są sojusznicy z NATO, którzy mają pewne baterie pocisków Patriot, które mogliby dostarczyć (...) Ukraińcom, aby broniły na przykład przestrzeni powietrznej Kijowa i innych miejsc" - powiedział. Dodał jednak, że żaden z tych krajów nie chce rezygnować ze swoich Patriotów, biorąc pod uwagę, że nowe nie są produkowane wystarczająco szybko.

Ocenił też, że obecnie główny problem negocjacji polega na tym, że "Rosja chce tego, czego nie posiada i co jej się nie należy, a Ukraina chce tego, czego nie może odzyskać militarnie". Stwierdził jednak, że wciąż "otwartym pytaniem" jest, czy Rosja negocjuje w dobrej wierze. Powiedział, że wyzwaniem jest fakt, że cała rosyjska gospodarka oparta jest na produkcji wojennej i Moskwie bardziej opłaca się kontynuować walkę.

Jednocześnie zaznaczył, że Trump chce "jak najdłużej zachować możliwość wpływania na obie strony (wojny - PAP) w kierunku pokoju", sugerując, że to dlatego nie nałożył on dotąd dodatkowych sankcji na Rosję.

"Rozumiemy, że Rosjanie wymienią teraz swoje warunki (...) osiągnięcia zawieszenia broni, co umożliwi szersze negocjacje. Czekamy na te warunki, (...) będę miał znacznie lepsze zrozumienie kalkulacji pana Putina, gdy zobaczymy, jak te warunki wyglądają" - powiedział Rubio.

PAP


Prezydent USA Donald Trump ogłosił we wtorek, że wybrał projekt nowej tarczy antyrakietowej "Złota Kopuła", zakładający umieszczenie czujników i pocisków przechwytujących w kosmosie. Zapowiedział, że system kosztować ma 175 mld dolarów, zostanie ukończony do końca jego kadencji i ma mieć niemal 100-procentową skuteczność.

Podczas uroczystego ogłoszenia w Gabinecie Owalnym w Białym Domu Trump oznajmił, że jego administracja "oficjalnie wybrała architekturę najnowocześniejszego systemu, który będzie wdrażał technologie nowej generacji na lądzie, morzu i w przestrzeni kosmicznej, w tym czujniki i pociski przechwytujące w przestrzeni kosmicznej". Jak stwierdził, ma to być spełnienie pierwotnego zamysłu Ronalda Reagana - nazwanego wówczas "gwiezdnymi wojnami" - który upadł ze względu na brak odpowiednich technologii.

Choć nie przedstawiono szczegółowego planu tarczy, Trump oraz szef Pentagonu Pete Hegseth i wybrany do kierowania projektem generał Sił Kosmicznych Michael Guetlein mówili, że nowa tarcza, nazwana przez Trumpa "Złotą Kopułą", ma być wielowarstwowa, oparta na otwartej architekturze, zintegrowana z istniejącymi systemami i zbudowana przez wiele koncernów. Trump obiecywał, że system będzie miał "niemal 100-procentową skuteczność", kosztować ma 175 mld dolarów - z czego 25 mld ma zostać przeznaczonych w tym roku - a budowa ma zająć do trzech lat i zostać ukończona przed końcem jego kadencji. Według wizji prezydenta, tarcza miałaby chronić przed wszelkimi typami rakiet, w tym pociskami hipersonicznymi. Trump powiedział też, że chęć udziału w projekcie zgłosiła Kanada.

Gen. Guetlein nazwał projekt "śmiałym i agresywnym podejściem, by przyspieszyć ochronę kraju przed przeciwnikami". Trump zbywał natomiast krytyczne głosy na temat jego wykonalności, kosztu i potencjalnego wyścigu zbrojeń w kosmosie, jaki może wywołać. Jak stwierdził, nigdy jeszcze nie było czegoś takiego, jak "Złota Kopuła", a obecne systemy nie są adekwatne.

Mimo to, jeszcze w maju szef grupy parlamentarnej wspierającej projekt, senator Tim Sheehy ocenił, że koszt tarczy prawdopodobnie wyniesie nie miliardy, lecz biliony dolarów. Były dowódca Północnego Dowództwa USA gen. Glen VanHerck szacuje natomiast czas powstania kosmicznego systemu na 5-10 lat.

(...)

PAP


Teza, że lewa półkula kontroluje mowę, może okazać się nieprecyzyjna: dokładniej rzecz biorąc, lewa półkula odpowiada za interpretację wzorców i może kontrolować mowę tylko w takim stopniu, w jakim mowa odnosi się do interpretacji wzorców. Kolejna różnica między półkulami polega na tym, że prawa część mózgu zajmuje się tym, co nowe. Zwykle widzi gestalt (ogół sytuacji albo las) w trybie  równoległym, podczas gdy lewa część mózgu skupia się na drzewach w trybie szeregowym.

(...)

Dlaczego tak trudno jest powstrzymać się od interpretacji? Przede wszystkim dlatego, że, jak przekonaliśmy się z historii o włoskim profesorze, nasz mózg działa w dużej mierze poza naszą świadomością. W gruncie rzeczy za interpretowanie odpowiadają te same mechanizmy, które rządzą innymi automatycznymi czynnościami pozostającymi poza naszą kontrolą, na przykład oddychaniem.

Z jakiego powodu nieteoretyzowanie wymaga znacznie większego nakładu energii niż teoretyzowanie? Po pierwsze, ze względu na hermetyczny charakter tej czynności. Jak już mówiłem, teoretyzowanie odbywa się w dużej mierze poza obrębem naszej świadomości: jeśli nie wiecie, że wyciągacie wnioski z obserwowanych faktów, jak możecie się przed tym powstrzymać? Jedynym wyjściem jest nieustannie mieć się na baczności. A jeśli musicie nieustannie mieć się na baczności, to czy nie wywołuje to w was zmęczenia? Spróbujcie sami, wystarczy jedno popołudnie.

Teoria o interpretującej roli lewej półkuli to nie wszystko – psychologia dostarcza też innych dowodów na naszą wrodzoną skłonność do poszukiwania wzorców dzięki rosnącej wiedzy o znaczeniu neuroprzekaźników, czyli związków chemicznych, które mają przenosić sygnały między różnymi częściami mózgu. Wygląda na to, że postrzeganie wzorców wzmaga się wraz ze stężeniem dopaminy w mózgu. Dopamina reguluje również nasz nastrój i zaopatruje wewnętrzny system nagród w mózgu (nikogo nie zdziwi, że u osób praworęcznych występuje w wyższym stężeniu w lewej części mózgu). Wyższe stężenie dopaminy wydaje się obniżać sceptycyzm i zwiększać skłonność do poszukiwania wzorców; taką reakcję wywołuje zastrzyk lewodopy, aminokwasu używanego w terapii choroby Parkinsona. Pacjent staje się podatny na różnego rodzaju oszustwa, takie jak astrologia, przesądy, ekonomia czy wróżenie z kart tarota.

W chwili, gdy piszę te słowa, pewien pacjent chce pozwać swojego lekarza na ponad 200 tysięcy dolarów – sumę, którą rzekomo przegrał w kasynie. Pacjent twierdzi, że środki, którymi leczono go na parkinsona, obudziły w nim niepohamowaną skłonność do hazardu. Okazało się, że to jeden ze skutków ubocznych lewodopy: niewielka, choć znacząca mniejszość leczonych nią pacjentów staje się nałogowymi hazardzistami. Oddają się hazardowi, ponieważ wydaje im się, że dostrzegają w przypadkowych liczbach wyraźne, powtarzalne wzorce, co ukazuje związek między wiedzą a przypadkowością. Płynie stąd również wniosek, że niektóre aspekty tego, co nazywamy wiedzą (a co ja nazywam narracją), stanowią w rzeczywistości przykrą dolegliwość.

Istnieje jeszcze inna, głębsza przyczyna naszego upodobania do narracji, która nie ma związku z psychologią. Wiąże się z wpływem porządku na przechowywanie i wyszukiwanie informacji w każdym systemie i warto ją w tym miejscu wyjaśnić ze względu na zasadnicze moim zdaniem problemy teorii prawdopodobieństwa i informacji.

Pierwszy problem polega na tym, że zdobywanie informacji dużo kosztuje. 

Drugi, że dużo kosztuje także przechowywanie informacji – podobnie zresztą jak utrzymywanie nieruchomości w Nowym Jorku. Im bardziej uporządkowana i mniej przypadkowa jest seria słów i symboli, im więcej dostrzegamy w niej wzorców i spójnej narracji, tym łatwiej ją zapamiętać albo spisać, żeby kiedyś mogły ją przeczytać wasze wnuki. 

Wreszcie, dużo kosztuje także przetwarzanie i wyszukiwanie informacji. 

Sto miliardów (dotąd policzonych) komórek mózgowych tworzy ogromny strych, więc nasze trudności prawdopodobnie nie wynikają z braku miejsca, tylko z problemów z katalogowaniem danych. Wasza pamięć świadoma albo robocza, która pozwala wam czytać te słowa i rozumieć ich znaczenie, jest znacznie mniejsza od owego strychu. Zwróćcie uwagę, że wasza pamięć robocza ma problem z zapamiętaniem numeru telefonu składającego się z ponad siedmiu cyfr. Posłużmy się nieco inną metaforą: wyobraźcie sobie, że wasza świadomość to jedno z biurek w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych: niezależnie od tego, ile książek znajduje się w bibliotece, ile książek można w niej znaleźć, rozmiar waszego biurka narzuca wam pewne ograniczenia. 

Kompresja danych jest podstawą świadomego myślenia.

(...)

My, przedstawiciele ludzkiej odmiany ssaków z rzędu naczelnych, odczuwamy głód reguł, ponieważ musimy zredukować wielowymiarowość rozmaitych spraw, żeby pomieścić je w naszych głowach. A właściwie, żeby wcisnąć je do naszych głów. Im bardziej przypadkowa informacja, tym więcej ma wymiarów i tym trudniej ją streścić. Im bardziej streszczacie informacje, tym większy nadajecie im porządek, zmniejszając ich przypadkowość. Zatem ten sam impuls, który każe nam upraszczać informacje, sprawia, że świat wydaje się nam mniej przypadkowy, niż jest w rzeczywistości.

A Czarny Łabędź jest tym, co pomijamy w swoich uproszczeniach.

Nasze przedsięwzięcia artystyczne i naukowe wynikają z potrzeby ograniczania wielowymiarowości i narzucania informacjom pewnego porządku. Pomyślcie o otaczającym was świecie, o miliardach najdrobniejszych szczegółów, które się na niego składają. Spróbujcie go opisać, a złapiecie się na tym, że macie ochotę osnuć swoją opowieść wokół konkretnego wątku. Taką funkcję pełnią powieści, opowiadania, mity i bajki: chronią nas przed złożonością świata i przed jego przypadkowością. Mity nadają pewien porządek bezładowi ludzkiej percepcji i postrzeganemu „chaosowi ludzkiego doświadczenia”.

Rzeczywiście, wielu poważnym zaburzeniom psychicznym towarzyszy poczucie utraty kontroli nad własnym otoczeniem. Chory nie potrafi „odnaleźć w nim żadnego sensu”.

(...)

Nasze tendencje do dostrzegania w świecie – a właściwie do narzucania światu – narracji i przyczynowości są symptomami tej samej choroby: redukcji wielowymiarowości. Co więcej, narracyjność, podobnie jak przyczynowość, ma wymiar chronologiczny. Posługuje się perspektywą upływu czasu i tak jak przyczynowość sprawia, że czas płynie w jednym kierunku.

Ale w kwestii wektora czasu pamięć może wprowadzać w błąd. Narracyjność miewa ogromny wpływ na nasze wspomnienia: po pierwsze, łatwiej nam zapamiętać te fakty z naszej przeszłości, które pasują do pewnej narracji, a po drugie, zwykle ignorujemy te zdarzenia, które w naszej ocenie nie odgrywają w narracji roli przyczynowej. Weźcie pod uwagę, że wspominamy przeszłość, wiedząc, co stało się potem. Rozwiązując problem, nie jesteśmy w stanie pominąć informacji a posteriori. Seria zdarzeń, którą pamiętamy, została zrekonstruowana w taki sposób, żeby z perspektywy czasu wydawała się znacznie łatwiejsza do wyjaśnienia, niż była – lub jest – w rzeczywistości.

W powszechnym przekonaniu pamięć przypomina urządzenie rejestrujące w rodzaju dyskietki komputerowej. Tymczasem w rzeczywistości pamięć nie jest statyczna, tylko dynamiczna – jak papier, na którym nieustannie zapisywane są nowe teksty (albo nowe wersje tego samego tekstu) – a to wszystko dzięki potędze informacji a posteriori. (XIX-wieczny paryski poeta Charles Baudelaire wykazał się niezwykłą intuicją, porównując naszą pamięć do palimpsestu, pergaminu, z którego można wytrzeć stary tekst, żeby zastąpić go nowym). Pamięć to raczej egotyczna machina dokonująca dynamicznych rewizji przyszłości: pamiętacie, jak ostatnio pamiętaliście dane zdarzenie, i nie zdając sobie z tego sprawy, za każdym razem zmieniacie rzekomo zapamiętaną historię.

Zatem dopasowujemy wspomnienia do [później zdefiniowanych] związków przyczynowych, mimowolnie i nieświadomie je przy tym korygując. Wciąż opowiadamy minione zdarzenia na nowo z perspektywy, która wydaje się nadawać im sens i logikę po fakcie.

Wspomnienie powstaje dzięki wzmocnieniu połączeń nerwowych, które jest wynikiem wzmożonej aktywności w danej części mózgu – to proces tak zwanej rewerberacji: im większa aktywność mózgu, tym intensywniejsze będzie dane wspomnienie. Chociaż sądzimy, że pamięć jest stała, niezmienna i logicznie uporządkowana, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Silniej odciśnie się w naszej pamięci to, co będzie miało dla nas sens w świetle zdobytych później informacji. Niektóre ze wspomnień wymyślamy, co stanowi problem w sądownictwie – badania wykazały, że pod wpływem teorii sychologicznych wielu ludzi uroiło sobie, iż byli molestowani seksualnie w dzieciństwie.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź


Żaden kontrast w dzisiejszej Ameryce nie jest ostrzejszy niż ten między miastem a wsią. Stany Zjednoczone to państwo z małą gęstością zaludnienia — większość mieszkańców stłoczona jest w nielicznych metropoliach. Na obszarach wiejskich mieszka niecała jedna piąta Amerykanów, głównie biali protestanci. W prawie każdych wyborach głosują na Republikanów. W niektórych regionach w ogóle nie ma opozycji z Partii Demokratycznej.

(...)

Amerykanie z obszarów wiejskich mają nieproporcjonalnie dużą władzę polityczną. W wyborach prezydenckich są faworyzowani przez system Kolegium Elektorskiego. We wszystkich innych — przez gerrymandering okręgów wyborczych (metoda wyznaczania okręgów wyborczych, która w niektórych przypadkach faworyzuje Republikanów — red.). Rażąco niesprawiedliwa jest kwestia reprezentacji w amerykańskim Senacie — każdy stan, nawet najbardziej wyludniony, ma w nim dwóch przedstawicieli.

W amerykańskim folklorze wiejscy biali Amerykanie byli idolami i bohaterami, zgodnie z przekonaniem, że "prawdziwa Ameryka" żyje w małych miasteczkach. (...)

Interesujące jest to, że — wbrew popkulturowemu statusowi i nadreprezentacji obszarów miejskich w senacie — politycy niewiele robią, aby pomóc mieszkańcom amerykańskiej wsi. Republikanie są głównie zajęci cięciem programów społecznych, które przyniosłyby korzyści mieszkańcom obszarów wiejskich. Demokraci robią znacznie więcej, ale nie mają reprezentacji politycznej w mniejszych miejscowościach.

Najbardziej charakterystyczny przykład to tzw. Obamacare — pierwsza próba powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego w Stanach Zjednoczonych. Wielu Amerykanów z obszarów wiejskich jest zależnych od tego systemu — w przeciwnym razie nigdy nie byliby w stanie opłacić swoich rachunków medycznych.

Nie powstrzymuje ich to jednak przed gniewnym odrzuceniem Obamacare. Dlaczego? Z powodu nazwy. (...)

onet.pl/Die Welt 


Sławomir Mentzen zaproponował Rafałowi Trzaskowskiemu i Karolowi Nawrockiemu, pozostałym na placu boju kandydatom na prezydenta RP, podpisanie ośmiopunktowej deklaracji programowej. Wyborcom, którzy w pierwszej turze oddali głos na lidera Konfederacji, ma to ułatwić podjęcie decyzji, komu udzielić poparcia w drugiej turze.

Treść tej deklaracji przypomniała mi propozycję byłego prezesa Rezerwy Federalnej Alana Greenspana. "Od lat bezskutecznie zabiegam o wprowadzenie do konstytucji następującej poprawki: każdej osobie, skłonnej uczynić to, co niezbędne, by zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych, zabrania się niniejszym objęcia tego stanowiska" – pisał w autobiograficznej "Erze zawirowań".

Propozycja była oczywiście żartem, ale dobrze oddawała realia ówczesnych kampanii prezydenckich w USA. A także obecnej kampanii w Polsce. Kandydaci na prezydenta, aby zyskać poparcie, są gotowi oszukiwać wyborców, składając im niemożliwe do spełnienia obietnice. Są też skłonni formułować radykalne poglądy, jeśli z sondaży wychodzi im, że to się opłaci, zapominając, że głowa państwa powinna łączyć społeczeństwo, a nie je dzielić. Krótko mówiąc, kandydaci, którzy chcą naprawdę liczyć się w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, wykazują się cechami, które powinny ich dyskwalifikować.

money.pl


"Ryk silników przetacza się przez ziemię niczyją, zanim chmura kurzu na horyzoncie odsłania grupę rosyjskich żołnierzy na motocyklach." - Tak brytyjski The Telegraph opisuje rosyjski atak motocyklowy na wschodzie Ukrainy.

Bez osłony, ci jeźdźcy mają zaledwie kilka minut, by przejechać przez pola minowe i leje po bombach, by dotrzeć do ukraińskich okopów — zanim zostaną zabici.

Szanse nie są po ich stronie.

Od kiedy ponad rok temu zaczęto testować takie ataki, większość z nich kończy się niepowodzeniem, a większość motocyklistów ginie, zanim osiągną cel.

W takich atakach ginie wielu Rosjan, ale oszczędzane są cenne pojazdy opancerzone — co dla dowództwa wojskowego stanowi sukces, zwłaszcza że dysponują oni stałym dopływem nowych rekrutów, ale są zmuszeni polegać na zardzewiałym zapasie sowieckich czołgów, które okazują się nieprzydatne w realiach wojny w Ukrainie.

Pierwsze doniesienia o oddziałach motocyklowych pojawiły się w kwietniu 2024 roku. Zaczęło się to jako nieformalna odpowiedź na ciągłe ataki dronów, które obecnie odpowiadają za zabicie lub okaleczenie nawet 70% rosyjskich żołnierzy i niszczą więcej pojazdów opancerzonych niż wszystkie inne typy uzbrojenia razem wzięte.

Od jesieni ubiegłego roku liczba ataków motocyklowych znacznie wzrosła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego i w Donbasie, gdzie Rosja w dużej mierze porzuciła użycie ciężkiego sprzętu po zimowych stratach z lat 2023–2024.

Na froncie pojawiają się nie tylko motocykle, ale też inne nietypowe, nieopancerzone środki transportu, jak quady, samochody cywilne, chińskie buggy czy nawet elektryczne hulajnogi.

17 kwietnia, podczas zmasowanego ataku na wschodnioukraińskie miasto-twierdzę Pokrowsk, według ukraińskich źródeł zniszczono 100 motocykli, 240 rosyjskich żołnierzy i 20 pojazdów opancerzonych.

Na początku maja kolejny rosyjski atak na wieś Wylne Pole w południowej części obwodu donieckiego zakończył się podobnie. Według doniesień zniszczono do 70 motocykli, 90 żołnierzy i 60 pojazdów w wyniku eksplozji min, ataków dronów i ostrzału artyleryjskiego.

W odpowiedzi ukraińska 110. brygada zmechanizowana użyła dronów do zniszczenia co najmniej 20 motocykli. „W różne dni — kilka spalonych ‘żelaznych koni’” — szydzili żołnierze jednostki.

Motocykle często stanowią pierwszą fazę zaplanowanego, wielofalowego ataku — są wysyłane bez wsparcia, by rozpoznać i wykorzystać słabe punkty obrony, zanim Rosja wprowadzi cięższy sprzęt.

Motocykle mogą poruszać się z prędkością ok. 70 km/h po trudnym terenie, podczas gdy małe drony FPV są ponad dwa razy szybsze. Ale drony muszą dolecieć z bazy na pole bitwy — w tym czasie motocykliści mogą już dotrzeć do linii okopów.

Ukraiński ekspert wojskowy, Pawło Naróżny, powiedział: „Motocykliści mogą mieć od 5 do 10 minut na szturmowanie ukraińskich pozycji i atak — często przeważając liczebnie obrońców”.

Dodał też, że dzięki szybkiemu poruszaniu się i rozproszeniu motocykle i buggy okazują się „bardzo skuteczne” przeciwko ukraińskiej artylerii i dronom.

„Obecnie stanowią od 20 do 25 procent rosyjskich ataków. Ukrainie coraz trudniej odpierać tak nieustające natarcia” — dodał Naróżny, założyciel organizacji non-profit Reactive Post, wspierającej ukraińskie brygady artyleryjskie.

x.com/PrzemekShura

wtorek, 20 maja 2025



Rosjanie poszerzyli klin w ugrupowaniu obrońców wzdłuż drogi Pokrowsk–Konstantynówka, zajmując kolejne miejscowości po obu jej stronach. W rezultacie tego posunięcia oraz działań prowadzonych od strony aglomeracji torećkiej zgrupowanie ukraińskie na południe od Konstantynówki znalazło się w worku, częściowo rozbitym na dwie części uderzeniem agresora w kierunku miejscowości Zoria. Posunięcia najeźdźców na flankach grożą okrążeniem zgrupowania. Należy się spodziewać, że w razie niemożności przeprowadzenia skutecznego kontrataku Ukraińcy stopniowo zaczną się wycofywać na bezpośrednie przedpola Konstantynówki. Obecnie Rosjanie prowadzą działania w kierunku tego miasta z trzech kierunków – Czasiw Jaru (północnego wschodu), Torećka (południowego wschodu) i Pokrowska (południowego zachodu). Najkrótszy odcinek mają do przebycia od strony pierwszej z tych miejscowości (niespełna 5 km wzdłuż drogi Bachmut–Konstantynówka), jednakże obrona w tym rejonie wciąż pozostaje stosunkowo silna, a postępy agresora są niewielkie.

Siły najeźdźców zagroziły wschodniej flance zgrupowania ukraińskiego w okolicach Pokrowska i Myrnohradu, uderzając na zachód wzdłuż drogi łączącej to miasto z Konstantynówką. Atakują z dwóch stron miejscowości Nowoekonomiczne, której zajęcie pozwoli na wzięcie w półokrążenie Myrnohradu. Istotnych zmian w sytuacji nie przyniosły natomiast dalsze postępy terenowe agresora pomiędzy Pokrowskiem a Wełyką Nowosiłką (obrońcy wycofali się z lokalnego węzła drogowego Bahatyr), na wschód od Siewierska i na północ od Łymanu.

Rosjanie wyparli przeciwnika z leżących bezpośrednio przy granicy pozycji w obwodach kurskim i biełgorodzkim, a jednocześnie zajęli kolejne tereny w obwodzie sumskim. Prawdopodobnie pod kontrolą ukraińską pozostaje liczący ok. 10 km2 fragment terytorium FR na zachód od Tiotkina, w większości podmokły, oddzielony od reszty obwodu kurskiego rozlewiskami rzeki Sejm. Ukraińcy wkroczyli nań jeszcze w sierpniu ub.r., lecz ze względu na warunki terenowe nie stanowił on podstawy dalszego uderzenia i nie toczono tam walk.

18 maja najeźdźcy przeprowadzili zmasowany atak dronami na Kijów i obwód kijowski. Według źródeł ukraińskich wykorzystali w nim łącznie ponad 150 „szahedów”. Do zniszczeń doszło w dwóch rejonach miasta. Stolica była też celem wrogich bezzałogowców 16 maja. Do zmasowanych ataków doszło na zachodniej Ukrainie – 14 maja w obwodach rówieńskim i tarnopolskim, a dzień później – w iwanofrankiwskim i wołyńskim (drony uderzyły m.in. w Iwano-Frankiwsk i Łuck). 14 maja celem agresora był ponadto obwód kirowohradzki ze stołecznym Kropywnyckim.

Wzrosła intensywność uderzeń powietrznych Rosjan na bezpośrednim zapleczu frontu w Donbasie. Trzykrotnie (16, 19 i 20 maja) zmasowany atak dronów dotknął rejon przemysłowy w Kramatorsku. Bezzałogowce dwukrotnie uderzyły w Charków (13 i 20 maja), a 19 maja całkowicie zniszczyły przedsiębiorstwo w Szostce w obwodzie sumskim. W infrastrukturę przemysłową Sum i Dniepru uderzyły zaś pociski balistyczne (odpowiednio 14 i 16 maja).

Zgodnie z ukraińskimi danymi od wieczora 13 maja do rana 20 maja najeźdźcy mieli łącznie użyć 922 dronów uderzeniowych i ich imitatorów oraz zaledwie trzech rakiet. Strąconych miało zostać 415 bezzałogowców, a lokacyjnie utraconych – 334. Od 19 maja ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych po raz kolejny zmieniło formułę informowania o atakach – podaje łączną liczbę „unieszkodliwionych” dronów (zestrzelonych oraz lokacyjnie utraconych i/lub obezwładnionych środkami walki radioelektronicznej, które to grupy nadal wyszczególniane są w komunikatach). Należy to wiązać z obserwowanym od kilku tygodni spadkiem skuteczności tamtejszej obrony powietrznej.

(...)

Armia boryka się z przejawami kryzysu w sposobie dowodzenia jednostkami na froncie. 16 maja zdjęto ze stanowiska podpułkownika Bohdana Szewczuka, dowódcę 59 Samodzielnej Brygady Szturmowej Sił Systemów Bezzałogowych. Decyzję tę podjął naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski. Szewczuk dymisję łączy z trudną sytuacją na kierunku pokrowskim i wydanym przez niego samodzielnym rozkazem wycofania personelu z pozycji, aby uniknąć okrążenia, który nie spotkał się z aprobatą zwierzchników.

17 maja dowódca batalionu 47 Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej „Magura” Ołeksandr Szyrszyn publicznie oskarżył dowództwo o zlecanie „głupich zadań” w obwodzie kurskim, co jego zdaniem prowadzi do nieuzasadnionych strat w ludziach. Poinformował, że złożył raport z żądaniem zdjęcia go ze stanowiska. W oświadczeniu poddał krytyce „polityczne gry” i brak zgodności ocen dowództwa z rzeczywistą sytuacją i możliwościami bojowymi brygady. Stwierdził, że dowódcy średniego szczebla „drżą przed głupimi generałami”, a taka postawa prowadzi do porażek, oraz że dochodzi do nadużywania środków dyscyplinarnych w celu wymuszenia wykonania wątpliwego rozkazu. Postawa Szyrszyna spotkała się z dezaprobatą ze strony kilku dowódców jednostek, którzy przyznali, że system dowodzenia ma wady, lecz zarazem oznajmili, że nagłaśnianie tego problemu w mediach wspiera rosyjską propagandę. Dowódca 225 samodzielnego pułku szturmowego major Ołeh Szyriajew, zaapelował do naczelnego dowódcy o nałożenie „surowych ograniczeń” na publiczną dyskusję dotyczącą misji bojowych, przebiegu operacji i oceny dowództwa.

15 maja na głównodowodzącego Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych FR mianowano generała Andrieja Mordwiczowa (ur. w 1976 r.). W trakcie agresji przeciwko Ukrainie dał się on poznać jako jeden z najzdolniejszych dowódców. Kierował m.in. zdobywaniem Mariupola (w 2022 r.) i Awdijiwki (w 2024 r.). Przed objęciem nowego stanowiska był dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego, a w ramach tzw. specjalnej operacji wojskowej – zgrupowania „Centrum”, którego obszarem działań jest Donbas. Poprzednik Mordwiczowa na stanowisku głównodowodzącego Wojsk Lądowych – generał Oleg Salukow – awansował na zastępcę szefa Rady Bezpieczeństwa FR.

osw.waw.pl


Możliwy powód entuzjazmu Trumpa: Putin zaproponował prezydentowi USA szereg kroków, które brzmią jak ruch w kierunku pokoju. Jednak jednym zdaniem na końcu swojego oświadczenia Putin zdradza, że go nie chce.

Rosyjski przywódca zapowiada, że przedstawi stronie ukraińskiej "propozycję memorandum" w celu "pracy nad ewentualnym przyszłym traktatem pokojowym".

Brzmi to dobrze, ale dziennikarze "Bilda" dowiedzieli się z zachodnich źródeł, że Rosja chce grać na czas i przeciągać negocjacje, nie wstrzymując wojny, a tym bardziej jej nie kończąc. Właśnie temu celowi służy prawdopodobnie propozycja Putina w sprawie opracowania memorandum.

Putin dziękuje Trumpowi "za wsparcie USA we wznowieniu bezpośrednich negocjacji między Rosją a Ukrainą". Podkreśla też, że Moskwa "opowiada się za pokojowym rozwiązaniem kryzysu ukraińskiego". Trzeba tylko znaleźć "najskuteczniejsze sposoby osiągnięcia pokoju".

Wypowiedzi brzmią tak, jakby Rosja i Ukraina były na dobrej drodze do zakończenia wojny. Putin nieustannie podkreśla, że to Trump rozpoczął ten proces — prawdopodobnie po to, aby schlebiać prezydentowi USA. (...)

Ostatnie zdanie Putina pokazuje jednak, że Rosja nie chce iść na żadne kompromisy i pozostaje przy maksymalnych żądaniach, które dyktator przedstawił w dniu inwazji na Ukrainę. "Chciałbym podkreślić, że stanowisko Rosji jest zasadniczo jasne: najważniejsze dla nas jest usunięcie rzeczywistych przyczyn tego kryzysu" — podkreślił rosyjski prezydent.

(...)

Jako cele wojny Putin podał "denazifikację i demilitaryzację" Ukrainy. Oznacza to, że demokratycznie wybrany rząd w Kijowie jego zdaniem musi zostać zastąpiony prorosyjskim reżimem marionetkowym, a armia Ukrainy rozbrojona, aby kraj nie mógł się już bronić przed Rosją.

Kreml nadal dąży do podporządkowania Ukrainy i nie chce pokojowego rozwiązania. Moskwa obstaje przy dwóch kluczowych żądaniach, których Kijów i jego zwolennicy nie są w stanie spełnić.

Po pierwsze, jako warunek zawieszenia broni Kreml żąda całkowitego wycofania wojsk ukraińskich z okupowanych regionów (zwłaszcza Zaporoża i Chersonia), które Rosja nielegalnie zaanektowała.

Po drugie, rząd Putina chce, aby Ukraina nie otrzymywała żadnego militarnego wsparcia od Zachodu w czasie trwania zawieszenia broni, nie mobilizowała ani nie wysyłała na front nowych żołnierzy.

onet.pl/BILD


W ostatnich miesiącach kampanii Bates osiągnął wyżyny komedii swoimi niedorzecznymi zaświadczeniami o niezaprzeczalnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej Bidena. Mój ulubiony wyczyn to post na platformie X podczas konferencji NATO, na której Biden przedstawił Wołodymyra Zełenskiego jako "prezydenta Putina" i pomylił własną wiceprezydentkę z Trumpem: "Odpowiadając na pytanie, które wszyscy mają w głowach: nie, Joe Biden nie ma doktoratu ze stosunków międzynarodowych. On jest po prostu tak zajebiście dobry".

onet.pl


Nie każde zdarzenie w Ekstremistanie jest Czarnym Łabędziem. Niektóre zjawiska mogą być rzadkie i istotne, ale do pewnego stopnia przewidywalne, zwłaszcza dla tych, którzy są na nie przygotowani i zaopatrzyli się w narzędzia pozwalające je zrozumieć (zamiast słuchać statystyków, ekonomistów i szarlatanów opowiadających o rozkładzie normalnym). To prawie Czarne Łabędzie. W pewnej mierze poddają się analizie naukowej – świadomość, że się zdarzają, powinna zmniejszyć wasze zaskoczenie; to wydarzenia rzadkie, lecz oczekiwane. Ten szczególny przypadek szarych łabędzi określam mianem przypadkowości mandelbrotowskiej. Kategoria ta obejmuje przypadkowość, która generuje zjawiska znane pod takimi nazwami, jak: skalowalne, skaloniezmiennicze, prawa potęgowe, zasada Pareta, prawo Zipfa, współczynnik Yule’a, stabilne rozkłady paretowskie, stabilne rozkłady Levy’ego i prawa rządzące fraktalami, (...). Według logiki przedstawionej w niniejszym rozdziale są skalowalne, ale możemy się trochę więcej dowiedzieć o tym, na czym polega ich skalowalność, ponieważ mają wiele wspólnego z prawami przyrody.

W Przeciętnostanie również można doświadczyć gwałtownych Czarnych Łabędzi, chociaż nie jest to proste. Jak do tego dochodzi? Można zapomnieć, że jakieś zjawisko jest przypadkowe, i uznać je za deterministyczne, a potem przeżyć zaskoczenie. Albo przegapić jakieś źródło niepewności, zarówno łagodnej, jak i gwałtownej, ze względu na brak wyobraźni – większość Czarnych Łabędzi bierze się właśnie stąd, że mamy klapki na oczach, (...).

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź