sobota, 28 września 2024



Hassan Nasrallah nie żyje: "Hassan Nasrallah, sekretarz generalny Hezbollahu, dołączył do swoich wielkich, nieśmiertelnych towarzyszy-męczenników, którym przewodził przez około 30 lat" - przekazał Hezbollah w sobotnim oświadczeniu. Wcześniej Siły Obronne Izraela podały na portalu X, że "Hassan Nasrallah nie będzie już mógł terroryzować świata". 64-letni libański polityk był przywódcą Hezbollahu od 1992 r. Został liderem organizacji po tym, jak jej poprzedni lider Abbas al-Musawi zginął w izraelskim ataku helikopterowym. 

(...)

W piątek Izrael przeprowadził atak na Bejrut, którego celem był właśnie m.in. przywódca Hezbollahu. Ze wstępnych doniesień medialnych wynikało, że polityk nie zginął, później jednak pojawiły się informacje, że z przywódcą Hezbollahu nie można było się skontaktować. W piątkowym ataku zginęło co najmniej sześć osób, 91 zostało rannych. Izrael kontynuował też naloty w nocy z piątku na sobotę. Izraelskie siły przekazały również w sobotę, że zginęli m.in. Muhammad Ali Ismail (dowódca jednostki rakietowej Hezbollahu w południowym Libanie) oraz jego zastępca Hussein Ahmad Ismail.

gazeta.pl/IAR


Co wydarzyło się w ONZ? Netanjahu mówił, że nie planował wizyty w siedzibie ONZ, ale zdecydował się na przyjazd, by sprostować "kłamstwa i oszczerstwa", które jego zdaniem padały podczas obrad organizacji. - A prawda jest taka: Izrael szuka pokoju. Izrael pragnie pokoju. Izrael zaprowadzał pokój i zaprowadzi go ponownie. Ale mierzymy się z okrutnymi wrogami, którzy chcą naszego unicestwienia i musimy się przed nimi bronić - mówił. Jeszcze zanim Netanjahu rozpoczął przemówienie sala w znacznej mierze opustoszała, delegacje demonstracyjnie wychodziły z obrad. Owacje zgotowała mu natomiast zasiadająca na galerii izraelska grupa z żoną premiera na czele.

Netanjahu o Strefie Gazy: Polityk przekonywał, że Izrael jest "niesłusznie oskarżany o ludobójstwo, kiedy broni się przed wrogami, którzy chcą dokonać ludobójstwa" Izraelczyków. Powtarzał również tezy ze swojego wywiadu dla "Time" o tym, że żadna armia świata nie robiła tyle, co armia Izraela, by ograniczyć liczbę cywilnych ofiar. - Nie szczędzimy wysiłków w tym szlachetnym dążeniu - mówił. Tymczasem dotychczas Izrael zabił ok. 41,5 tysiąca Palestyńczyków w Strefie Gazy (ok. 12 tys. ofiar to dzieci), ok. 96 tys. osób zostało rannych.

Oskarżenia w stosunku do ONZ: Netanjahu oskarżał ONZ, że stała się "godna pogardy w oczach porządnych ludzi na całym świecie", "domem ciemności" i "bagnem antysemickiej żółci".

Premier Izraela o ataku na Liban: Netanjahu twierdził, że Izrael "został zmuszony, by się bronić" na siedmiu frontach. Przekonywał zebranych, że Hezbollah wystrzeliwuje rakiety ze szkół, szpitali i prywatnych domów. To właśnie z siedziby ONZ w Nowym Jorku Netanjahu autoryzował atak na Bejrut. Polityk przedstawił ponadto dwie mapy. "Błogosławieństwo" zakłada, że "Izrael i jego arabscy partnerzy stworzą most lądowy, łączący Azję z Europą". A "Przekleństwo" to "mapa terroru, który Iran stworzył i narzucił od Oceanu Indyjskiego do Morza Śródziemnego"

gazeta.pl


Kryterium zgody pasywnej (nie to nie – no means no) zastąpiła zgoda afirmatywna (tak to tak). Regulaminy większości uczelni definiują ją jako "zezwolenie wyrażone zdaniem lub gestem jednoznacznie twierdzącym przez partnera trzeźwego, przytomnego i świadomego sytuacji". Pierwsze "tak" to dopiero początek. "Spółkujący muszą osiągać obustronne porozumienie co do kolejnych etapów zbliżenia, zaś aprobata może zostać cofnięta przez jedną ze stron bez podania przyczyny w dowolnym momencie" – rozstrzyga standardowy uniwersytecki regulamin. Dotyczy on zarówno osób spółkujących spontanicznie, po raz pierwszy, jak i żyjących w stałym związku.

Jak ktoś nie chce zgłębiać przepisów, może ściągnąć apkę, która pozwala wyszczególnić oczekiwania, ustalić, czy partner jest trzeźwy za pomocą testu matematycznego, zadeklarować wiek, odhaczyć dopuszczalne pozycje oraz techniki, zrobić wspólne zdjęcie, elektronicznie parafować umowę o stosunku, zapisać bez możliwości późniejszego skasowania lub modyfikacji i przystąpić do rzeczy. Jednak, gdy dojdzie do pozwu o przemoc seksualną, aplikacje zaciemniają sprawę, bo partner ma przecież prawo rozmyślić się w trakcie zbliżenia. – Program rejestruje stan zaistniały przed nawiązaniem kontaktu fizycznego, tymczasem zgoda jest kryterium dynamicznym – tłumaczy adwokatka Sandra Park.

Dawniej licealiści przechodzili kursy bezpieczeństwa i higieny seksu. Zdobywali wiedzę o biologicznym mechanizmie kopulacji, oczekiwaniach płci przeciwnej, antykoncepcji, chorobach wenerycznych. Nakładali prezerwatywy na plastikowe penisy, słuchając tłumaczeń, że kalendarzyk czy stosunek przerywany nie dają pewności, lepsza pigułka. Teraz dowiadują się, że niechciana ciąża to pestka. Zbliżenie grozi głębokim rozczarowaniem, dezorientacją, żalem, bólem, wstydem, poczuciem winy, utratą szacunku do samego siebie, długotrwałym urazem psychicznym, stanami lękowymi, depresją. Nie lepiej odpalić pornosa? Przedstawiciele pokoleń Y i Z dużo dyskutują zatem o seksie na portalach społecznościowych, ale teoretycznie. Dwie dekady temu mężczyzn poszczących rok lub dłużej było trzy razy mniej niż dziś. 60 proc. pań i panów w wieku 18-34 lata nie ma stałego partnera. Zalecający abstynencję konserwatyści nie wpadli na myśl, że stopniowo staje się ona drugą naturą i odbiera chęć do zawierania małżeństw. Broniący kobiet przed wszelkimi formami molestowania liberałowie nie sądzili, że sporo mężczyzn okaże się cenić wygodę bardziej niż stosunek obwarowany uciążliwymi restrykcjami.

Kulturoznawca Roland Kelts pisze: "Młoda generacja odkryła, że seks wirtualny uwalnia od obowiązków, które niosą relacje nawiązywane w świecie realnym". Wedle sondażu produkującej erotyczne zabawki firmy Tenga masturbuje się 91 proc. panów i 78 proc. pań, zaś prym wiodą milenialsi ze średnią 88 proc. dla obu płci. Pogłębione badania wykazały, że najpierw traktują internetową pornografię jako namiastkę, z czasem odechciewa im się wypraw do realu. Zwłaszcza że w sieci mogą natychmiast zaspokoić każdą, najbardziej perwersyjną żądzę.

"Młodzi ludzie zostali okradzeni ze zmysłowości" – narzekała publicystka konserwatywnego "The Spectator" Joanna Williams. "Szkoła uczy, że pożądanie nieujęte w biurokratyczne karby jest groźne, spontaniczność grozi więzieniem, wzajemne zaufanie to mrzonka" – pisała. Wtóruje jej Heather Mac Donald z prawicowego think tanku Manhattan Institute: "Erotyka stanowi domenę irracjonalnych zachowań, niewypowiedzianych potrzeb, dwuznaczności. Właśnie niepewność, co będzie dalej, oznacza, że się kochasz, a nie myjesz zęby".

onet.pl


Bardziej powszechny pogląd jest taki, że drony rzeczywiście zrewolucjonizują działania wojenne — ale razem z artylerią, nie zastąpią jej. Artyleria może wystrzeliwać dwa lub trzy pociski na minutę przez całą godzinę; każdy z nich dostarcza 10 kg materiału wybuchowego o sile rażenia śmiertelnej w promieniu 50 m. Aby osiągnąć taki sam efekt przy użyciu FPV, trzeba byłoby użyć dziesiątek dronów — każdego z jego własnym pilotem.

Oprócz tego dron i operator muszą znajdować się w tzw. linii wzroku (czyli nie mogą zniknąć za horyzontem, bo przerwana zostanie łączność; to oczywiście zmniejsza ich realny zasięg — red.). O ile w bardziej płaskich częściach Ukrainy, tj. Chersoń i Zaporoże jest to mniejszy problem, o tyle w górzystych, jak Donieck, staje się już problematyczne. Dla artylerii nie ma to znaczenia. Co więcej, może ona również prowadzić ostrzał przy silnym wietrze lub ulewnym deszczu, a nawet w zimnie.

Achilles, ukraiński dowódca dronów w pobliżu Bachmutu, twierdzi, że jego drony FPV — kosztujące 300-500 dol. (ok. 1,2 tys. zł — ok. 2 tys. zł) za sztukę — zniszczyły rosyjski sprzęt wart miliony dolarów. Podkreśla jednak, że to nie tylko ich zasługa, uważając, że to połączona siła ognia artylerii i dronów ma potężną moc. FPV — podobnie jak konwencjonalne miny lub ogień z pojazdów opancerzonych — mogą zostać użyte do sparaliżowania pojazdu i zmuszenia załogi do opuszczenia go. Następnie artyleria uderza w pozycję i albo zabija żołnierzy, albo zmusza ich do schronienia się.

Jeśli żołnierze zdołają się ukryć, drony wracają do pracy. Wykwalifikowani piloci mogą kierować je do podziemnych schronów, do których artyleria nie jest w stanie dotrzeć. — Nawet jeśli wróg przeżyje eksplozję, nie będzie miał wystarczającej ilości powietrza do oddychania — mówi Achilles. — Zaczynają więc wychodzić. A gdy tylko to zrobią, uderzamy w nich moździerzem, artylerią lub pociskami odłamkowymi — dodaje.

onet.pl

piątek, 27 września 2024



23-letnia Plummer i o rok młodsza Holland, wyposażone w puszki zup pomidorowych, zaatakowały dzieło słynnego malarza, które szczęśliwie uchroniła przed trwałym uszkodzeniem ochronna szyba.

Jednak to, co wydawało się symbolicznym protestem, przyniosło poważne konsekwencje – uszkodzona została rama obrazu, a straty oszacowano na kwotę 10 tys. funtów. Mimo że arcydzieło van Gogha nie ucierpiało i jeszcze tego samego dnia powróciło na ściany galerii, działania aktywistek nie pozostały bez echa.

Sędzia, nie znajdując uzasadnienia dla tak radykalnego sposobu wyrażania swoich poglądów, podkreślił w swojej decyzji, że aktywistki "były o grubość szyby od nieodwracalnego uszkodzenia lub nawet zniszczenia" bezcennego dzieła. Wyrok jest surowy – Plummer spędzi za kratami dwa lata, a Holland – 20 miesięcy.

Działająca w Wielkiej Brytanii od lutego 2022 r. grupa Just Stop Oil, która domaga się rezygnacji z paliw kopalnych, zyskała rozgłos szeregiem protestów, podczas których aktywiści przyklejali się do dróg, blokując ruch, zakłócali wydarzenia sportowe i kulturalne, a także oblewali pomarańczową farbą witryny banków, obrazy w muzeach i zabytki.

PAP


Xi Jinping zaostrzył cenzurę. Konta w mediach społecznościowych są coraz ściślej kontrolowane. Urzędnicy obawiają się szczerej debaty z osobami z zewnątrz. Naukowcy czują, że są obserwowani, a ludzie biznesu wypowiadają slogany partii komunistycznej.

Dane dotyczące bezrobocia wśród młodzieży, które jest ogromnym problemem, zostały "poprawione i zoptymalizowane" — i obniżone. Statystyki dotyczące bilansu płatniczego stały się tak niejasne, że nawet amerykański Departament Skarbu jest zaskoczony.

19 sierpnia br. giełdy przestały publikować codzienne dane dotyczące malejących napływów inwestycji zagranicznych. Wraz ze słabnącymi wskaźnikami gospodarczymi sektorowi prywatnemu coraz trudniej jest podejmować dobre decyzje. Urzędnikom prawdopodobnie również.

(...)

Gdy Chiny stawały się coraz bardziej otwarte pod koniec lat 90. i na początku tego wieku, przywódcy Państwa Środka mieli nadzieję na utrzymanie kontroli przy jednoczesnym uniknięciu błędów Związku Radzieckiego. Przez wiele lat pozwalali na swobodniejszy przepływ informacji w biznesie, gospodarce i nauce. Pomyślmy teraz o chińskich firmach, ujawniających informacje inwestorom w Nowym Jorku lub naukowcach, którzy dzielili się nowymi badaniami z naukowcami za granicą.

Wydawało się, że technologia oferuje bardziej "chirurgiczny" sposób cenzurowania opinii masowej. Internet był intensywnie kontrolowany, ale nie został zakazany.

Najwyższe kierownictwo Chin również podwoiło wysiłki, aby wiedzieć, co się dzieje. Przez dziesięciolecia prowadzili system znany jako "neican". To wewnętrzne raporty o ograniczonym nakładzie, przygotowane przez dziennikarzy i urzędników dla wysokich przedstawicieli Komunistycznej Partii Chin. Na przykład podczas protestów na placu Tiananmen przywódcy otrzymywali ciągłe aktualizacje sytuacji.

Utopijni i technokratyczni lojaliści partii uważali, że duże zbiory danych i sztuczna inteligencja mogą ulepszyć ten system, tworząc zaawansowane technologicznie rozwiązanie dla najwyższego przywódcy, który pozwoliłby na rodzaj oświeconego centralnego planowania — coś, co nie udało się Sowietom.

(...)

Dokumenty dotyczące polityki pieniężnej i raporty roczne chińskich megabanków odwołują się teraz do myśli Xi Jinpinga. Śmiertelnie nudni zagraniczni konsultanci do spraw zarządzania są traktowani jak szpiedzy. Dzieje się tak pomimo faktu, że coraz bardziej wyrafinowana gospodarka Chin wymaga bardziej płynnego i złożonego procesu decyzyjnego.

(...)

Inne skutki pustki informacyjnej stanowią jeszcze większe zagrożenie. Gdy sygnały cenowe słabną, alokacja kapitału staje się coraz trudniejsza. Dzieje się to w delikatnym momencie. W miarę kurczenia się siły roboczej Chiny muszą w większym stopniu polegać na zwiększaniu produktywności. Chodzi o dobre wykorzystanie zasobów.

Kraj musi odejść od tanich kredytów i budownictwa na rzecz innowacyjnych gałęzi przemysłu i zaopatrywania konsumentów. Właśnie dlatego wydatki kapitałowe są przeznaczane na pojazdy elektryczne, półprzewodniki i inne.

Jeśli jednak inwestycje opierają się na błędnych obliczeniach dotyczących popytu i podaży, szanse na udaną transformację są niskie.

Wielbiciele Chin mogą odpowiedzieć, że kluczowi decydenci w tym kraju nadal dysponują dobrymi informacjami, dzięki którym mogą kierować gospodarką. Ale nikt tak naprawdę nie wie, jakie dane i raporty widzi Xi. Co więcej, można założyć, że przepływ prywatnych informacji staje się coraz bardziej zniekształcony i podlega mniejszej kontroli. Nikt oficjalnie nie chce się podpisać pod tezą, według której kluczowa polityka Xi zawodzi.

onet.pl/The Economist


Wykorzystywane w ostatnich miesiącach przez Waszyngton sankcje wtórne są jednym z głównych instrumentów odstraszających państwa trzecie od wspierania Rosji w procesie obchodzenia zachodnich restrykcji. Szczególnie efektywnym narzędziem okazała się groźba odcięcia banków z Chin, Turcji czy państw Zatoki Perskiej od amerykańskiego rynku finansowego, który nadal pozostaje dla nich kluczowy przy rozliczeniach handlowych bądź inwestycyjnych. W rezultacie duże, renomowane instytucje wolą ograniczać ryzyko wynikające ze współpracy z FR, czasem wręcz na wyrost rezygnując z kooperacji z podmiotami z nią powiązanymi. I choć tworzone są alternatywne mechanizmy rozliczeń, to i tak koszty tych operacji rosną, a czas dostaw do Rosji się wydłuża.

Wprawdzie ze względu na znaczenie juana w rosyjskiej gospodarce sankcje silnie dotknęły chińskie podmioty globalne, niemniej w dłuższym okresie na trudnościach Rosji najbardziej może zyskać właśnie ChRL. W przypadku tego państwa nasilenie restrykcji nie przełożyło się na trwałe spadki w handlu, co wskazuje na rozwój odpornych na nie mechanizmów finansowych. Duże firmy z Chin lub powiązane z nimi będą zapewne zastępować drobnych rosyjskich importerów. Zmniejszanie się konkurencji przekładać się będzie natomiast na coraz wyższe ceny sprowadzanych towarów.

Rosnące koszty importu napędzają inflację, z którą Centralny Bank Rosji bezskutecznie walczy od ubiegłego roku (obecnie bazowa stopa procentowa wynosi już 19%). Oficjalnie roczna inflacja w FR pod koniec sierpnia przekroczyła 9%, jednak z badań instytutu Romir (który prowadzi je na bazie znacznie szerszego koszyka towarów niż Rosstat) wynika, że realny wzrost cen w tym czasie to ponad 21%.

Dalsze zacieśnianie sankcji finansowych, wpisywanie na listy kolejnych rosyjskich banków (w tym Gazprombanku), także przez UE (w tym wymuszenie wycofania się europejskich banków z FR), oraz monitorowanie przestrzegania restrykcji i nakładanie ich na partnerów z państw trzecich negatywnie wpłyną na stabilność finansową Rosji. Stanie się tak zwłaszcza wtedy, gdy ograniczenia te w coraz większym stopniu dotyczyć będą płatności za rosyjski eksport surowców energetycznych.

osw.waw.pl

czwartek, 26 września 2024



Przez następny rok front w tym rejonie praktycznie stał, nie licząc pomniejszych ataków i kontrataków, które kończyły się niewielkimi zmianami w kontroli terenu. Dopiero na początku lata, po zajęciu położonej 20 kilometrów na północny wschód od Wuhłedaru wsi Nowomychailiwka (co Rosjanie okupili kilkoma miesiącami walk i poważnymi stratami rzędu 200 pojazdów opancerzonych), rosyjskie wojsko zyskało możliwość swobodniejszego atakowania polami pomiędzy obiema miejscowościami. Od lipca to robiło ze znaczną intensywnością. Używając do tego znacznych ilości ciężkiego sprzętu, czego już od dawna nie robiło na innych odcinkach frontu. Początkowo było wiele ukraińskich nagrań odpierania tego rodzaju ataków i zadawania Rosjanom ciężkich strat, ale z tygodnia na tydzień zajmowali oni coraz więcej pozycji. Trend ten z czasem przyśpieszał, zapewne wraz z wyczerpywaniem się ukraińskiej obrony.

Dodatkowo na początku września Rosjanie po długich przygotowaniach mocno uderzyli z drugiej strony Wuhłedaru, zajmując położoną 10 kilometrów na zachód wieś Preczistiwka. Kleszcze wokół miasta-fortecy zaczęły się wyraźnie zaciskać. W połowie miesiąca Rosjanie zajęli już wieś Wodziane na północny wschód od miasta i część zabudowań kopalni. Od tego czasu sytuacja już wyraźnie zaczęła zmierzać ku temu, co widzimy teraz, czyli ostatecznemu upadkowi Wuhłedaru. Ukraińcy ewidentnie nie mają dość sił, aby powstrzymać natarcie na skrzydłach miasta. Stracili najdogodniejsze pozycje obronne rozbudowywane miesiącami i latami, ponieśli spore straty w ludziach, znaleźli się w odwrocie, nie mogąc oprzeć się o żadną nową dobrą linię obrony czy teren, bo wszystko wokół to płaskie pola. Jedyna droga do Wuhłedaru jest 2-4 kilometry od rosyjskich pozycji, co oznacza, że jej przejechanie to ruletka.

Właściwie przesądzony upadek miasta ma istotne konsekwencje dla całego odcinka ukraińskiej obrony. Od dwóch lat Wuhłedar był kotwicą dla południowego skraju frontu w rejonie Doniecka. Jego utrata oznacza jego znaczne osłabienie w momencie, kiedy właściwie cały się chwieje i trzeszczy. Sytuacja w rejonie wielokrotnie i często opisywanego Pokrowska (50 km na północ od Wuhłedaru) to jedno. Ukraińcy zdołali ją względnie ustabilizować, rzucając tam posiłki pod koniec sierpnia, choć Rosjanie nadal powoli idą naprzód. Druga sprawa to jednak to, co się dzieje pomiędzy Pokrowskiem a właśnie Wuhłedarem. Rejon miast Hirnyk, Kurachowe i ciągnących się dalej na południe wsi oraz pól. Ostatnie dwa tygodnie to wyjątkowa presja Rosjan na tym odcinku. Ukraińcy notują tam najwięcej ataków na całym froncie. Więcej niż na do niedawna absolutnie priorytetowym dla Rosjan kierunku pokrowskim. W tygodniu 16-22 września było to 305 ataków względem 277. W poprzednim 286 względem 244.

Duża presja i wykorzystanie wcześniejszych sukcesów w rejonie Pokrowska do atakowania ukraińskich linii obronnych od boku przekładają się na duże postępy. Na niektórych odcinkach Rosjanie posunęli się już blisko 10 kilometrów w linii prostej od początku miesiąca. Ukraińcy są wyczerpani i zmuszani do porzucania pozycji, które zostają zagrożone okrążeniem oraz odcięciem od zaplecza. Jest jak najbardziej możliwe, że w najbliższych tygodniach to tempo postępów Rosjan się utrzyma, aż uda im się wyrównać linię frontu i dociągną ją w tym rejonie do poziomu, który osiągnęli w sierpniu na kierunku pokrowskim. W całej tej okolicy nie ma jakichś większych przeszkód naturalnych, które mogłyby istotnie pomóc Ukraińcom w obronie. Niemal wyłącznie płaskie pola bez większych miast.

Rosjanie na pewno też są wyczerpani. Nie brakuje relacji z ich strony frontu, o posyłaniu do szturmów kogo się tylko da, nawet doświadczonych specjalistów czy lżej rannych. Straty ciągle są wysokie. Nie brakuje im jednak amunicji, a bombowce nieniepokojone zrzucają po 3 tysiące bomb szybujących miesięcznie. Ciągle nie widać stabilizacji frontu, którą właśnie na ten okres zapowiadali kilka miesięcy temu specjaliści. Nie widać istotnego wpływu zwiększonej ukraińskiej mobilizacji, czy większego napływu amunicji artyleryjskiej z zachodu. Ukraińcy ciągle piszą i mówią o tym, że na froncie dramatycznie brakuje ludzi oraz broni, a oddziały trzymające obronę są wyczerpane.

gazeta.pl


Na początku września, gdy cena ropy Brent zaczęła gwałtownie spadać z sierpniowego szczytu na poziomie 82 dol. za baryłkę, kraje OPEC+ zdecydowały się odłożyć o dwa miesiące wzrost produkcji zaplanowany na początek października. Uczestnicy rynku zignorowali tę decyzję i cena spadła poniżej 70 dol. do najniższego poziomu od grudnia 2021 r.

Choć cena następnie nieznacznie się podniosła, pojawiło się pytanie, czy OPEC+ będzie w stanie chociażby rozpocząć planowane zwiększenie produkcji. Globalny popyt znajduje się bowiem w stagnacji z powodu spowolnienia światowej gospodarki i gospodarki Chin, głównego konsumenta ropy naftowej.

Do lipca chiński popyt spadał przez cztery kolejne miesiące, a "jego spadek stał się trwałym trendem" — stwierdziła niedawno Międzynarodowa Agencja Energii.

Arabia Saudyjska, największy producent ropy naftowej w OPEC+, zamierza rozpocząć zwiększanie produkcji od 1 grudnia, nawet jeśli doprowadzi to do przedłużającego się okresu niższych cen, powiedziały w rozmowie z "The Financial Times" osoby zaznajomione ze stanowiskiem kierownictwa kraju.

Aby zrównoważyć budżet, Rijad chce, aby cena ropy ustabilizowała się na poziomie 100 dol. za baryłkę. Przywódcy kraju zdecydowali, że nie chcą już oddawać udziału w rynku innym producentom.

Począwszy od grudnia Arabia Saudyjska zamierza zwiększyć średnią dzienną produkcję o 83 tys. baryłek każdego miesiąca, co spowoduje wzrost produkcji o 1 mln baryłek do grudnia 2025 r.

Średnia cena ropy Brent wynosiła 99 dol za baryłkę w 2022 r. — wzrosła ona z powodu inwazji Rosji na Ukrainę. Od listopada tego roku OPEC+ ograniczał produkcję, aby utrzymać wysoką cenę. Ropa naftowa jest jednak coraz tańsza, a jej średnia cena za baryłkę we wrześniu 2024 r. wyniosła już tylko 73 dol. W czwartek 26 września koszt baryłki Brent spadł o ponad 2 proc. do 71,9 dol.

Ceny te można już uznać za krytyczne dla budżetu Rosji, której ropa sprzedawana jest z dyskontem. Tegoroczny rosyjski budżet opiera się na założeniu, że ropa Urals będzie kosztować przynajmniej 70 dol. za baryłkę. Ministerstwo rozwoju gospodarczego Rosji umieściło mniej więcej taką samą cenę — 69,7 dol. — w swoich prognozach na 2025 r.

Kiedy cena za baryłkę ropy Brent spadła poniżej 70 dol. w pierwszej połowie miesiąca, ropa Urals była sprzedawany po 57-60 dol. za baryłkę w portach bałtyckich i czarnomorskich. Takie poziomy "są zdecydowanie niewygodne dla budżetu federalnego", stwierdził rosyjski bank Rosbank.

Ceny te są nawet niższe niż pułap cenowy 60 dol. ustalony przez kraje zachodnie, który prawie przestał być przestrzegany, ponieważ ropa jest obecnie eksportowana głównie przez tankowce z floty cienia.

Tymczasem projekt rosyjskiego budżetu na 2025 r. przewiduje wzrost wydatków w pozycji "obrona narodowa" do rekordowych 13,2 bln rubli (ok. 140 mld dol. lub ok. 540 mln zł po obecnym kursie). To o 22 proc. więcej niż w bieżącym roku i prawie 4 razy więcej niż w przedwojennym 2021 r., kiedy wydatki wyniosły 3,5 bln rubli (ok. 140 mld zł po obecnym kursie).

W rezultacie budżet wojskowy Rosji będzie równy ok. 6,2 proc. PKB Rosji.

onet.pl


Z dokumentu sporządzonego przez ukraiński rząd, który widziała redakcja POLITICO, wynika, że chiński rząd przybył na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ do Nowego Jorku z konkretnym planem. Chce zdobyć poparcie krajów Ameryki Łacińskiej, Azji i Afryki dla swojego pomysłu zamrożenia walk w Ukrainie na obecnym etapie.

Stany Zjednoczone są przeciwne takiemu rozwiązaniu, a ukraińscy urzędnicy są nim mocno zaniepokojeni — do tego stopnia, że stworzyli odpowiedni dokument, w którym opisują ów plan i przedstawiają go dyplomatom zgromadzonym w Nowym Jorku.

Wynika z niego, że Chiny starają się przekonać urzędników do poparcia rozmów pokojowych skoncentrowanych na "uwzględnieniu interesów bezpieczeństwa każdego kraju", by "zapobiec przegraniu" wojny przez Rosję. W dokumencie ukraiński rząd nie precyzje, jak dokładnie zna strategię Chin. Niemniej prowadzi dyplomatyczną ofensywę na wielu frontach — stara się odwieść sojuszników od poparcia chińskiego planu. Ukraińskie przedstawicielstwo ONZ w Nowym Jorku nie odpowiedziało na prośbę o komentarz w tej sprawie.

Chiny szukają poparcia dla swojego planu zainicjowania rozmów pokojowych między Rosją a Ukrainą. Ich punktem wyjściowym miałby być sześciopunktowy plan pokojowy Chin i Brazylii opublikowany w maju po wizycie Celso Amorima — głównego doradcy brazylijskiego prezydenta — w Pekinie. Plan ten wzywa do natychmiastowego zakończenia działań wojennych, deeskalacji i rozpoczęcia rozmów pokojowych między Kijowem a Moskwą — ale nie zobowiązuje Rosji do wycofania żołnierzy z okupowanych przez nią terytoriów Ukrainy.

(...)

Szczególnych kłopotów może przysporzyć Ukrainie dążenie Chin do uzyskania poparcia Indii. Kijów ma nadzieję, że New Delhi pomoże w wynegocjowaniu porozumienia pokojowego, które Ukraina będzie w stanie zaakceptować. Ambasada Indii w Waszyngtonie odmówiła komentarza w tej sprawie.

Jeśli Chiny będą w stanie przekonać dużą grupę krajów do poparcia ich propozycji, Pekin będzie mógł przedstawić to jako dowód na to, że "światowa większość" popiera jego warunki dotyczące rosyjsko-ukraińskich rozmów pokojowych. Ukraińcy przewidują, że formalnie plan potencjalnych rozmów pokojowych może zostać ujawniony w przyszłym miesiącu na spotkaniu grupy BRICS zrzeszającej wschodzące gospodarki.

Ambasady Rosji i Brazylii w Waszyngtonie oraz Biały Dom nie odpowiedziały na prośby o komentarz.

onet.pl/Politico


— Ukrainy już nie ma. To już nie jest Ukraina. Niemożliwe będzie zastąpienie tych miast i wsi, martwych ludzi, tak wielu martwych ludzi. Każda umowa, nawet najgorsza, będzie lepsza niż to, co mamy teraz — powiedział Trump, odnosząc się do porozumienia z Rosją w sprawie zakończenia wojny.

(...)

Trump w poniedziałek nazwał Zełenskiego "największym sprzedawcą w historii". — Za każdym razem, gdy przyjeżdża do kraju, wyjeżdża z 60 mld dol. (niemal 230 mld zł) — powiedział. Na środowym wiecu Trump nadal atakował Zełenskiego w tej sprawie, mówiąc: — Nadal dajemy miliardy dolarów człowiekowi, który odmawia zawarcia umowy — Zełenskiemu. Każda umowa, którą mógłby zawrzeć, byłaby lepsza niż sytuacja, którą mamy teraz. A teraz mamy kraj, który jest zniszczony.

Tymczasem Trump nadal twierdzi, że jest w stanie natychmiast zatrzymać wojnę, jeśli wróci do Białego Domu. — Utkniemy w tej wojnie, jeśli nie zostanę prezydentem. Zrobię to, wynegocjuję [pokój]. Wydostanę się stamtąd. Musimy się stamtąd wydostać — powiedział na innym wydarzeniu we wtorek. Dzień wcześniej powiedział: — Jeśli wygram te wybory, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie zadzwonienie do Zełenskiego i prezydenta Putina i powiedzenie: "Musisz negocjować, to szaleństwo".

Trump wydawał się być rozgniewany komentarzami Zełenskiego, który wcześniej podczas swojej wizyty w USA zakwestionował jego zdolność do zrozumienia sytuacji w Ukrainie i doprowadzenia do pokoju, podał "Financial Times". W wywiadzie dla "New Yorkera" ukraiński prezydent zasugerował, że były prezydent nie rozumie złożoności konfliktu: — Mam wrażenie, że Trump tak naprawdę nie wie, jak powstrzymać wojnę, nawet jeśli może mu się tak wydawać.

Trump powiedział jednak na środowym wiecu: — Prezydent Ukrainy jest w naszym kraju i wygłasza małe paskudne inwektywy przeciwko waszemu ulubionemu prezydentowi.

Niektórzy inni Republikanie również zwrócili się przeciwko Zełenskiemu. Marszałek Izby Reprezentantów Mike Johnson wysłał do niego list, w którym nazwał jego wizytę w fabryce broni w Pensylwanii "czysto partyjną kampanią mającą na celu pomoc Demokratom i oczywistą ingerencją w wybory". Johnson wezwał Zełenskiego do podania ukraińskiej ambasador w USA, Oksany Markarowej, która zorganizowała wizytę, do dymisji.

Pensylwania jest jednym z siedmiu tzw. swing states, o których wyborców walczą kandydaci obu partii. Biuro Zełenskiego stwierdziło, że wizyta była wyłącznie "gestem wdzięczności" wobec producenta pocisków, który dostarcza je do Ukrainy. Jednocześnie Harris stara się wykorzystać wsparcie Waszyngtonu dla Ukrainy, aby pozyskać po swojej stronie około 750 tys. mieszkańców Pensylwanii polskiego pochodzenia.

onet.pl