W dniu 23 lutego 1917 r., w związku z obchodami Międzynarodowego Dnia Kobiet, w nękanym konsekwencjami wojny Piotrogrodzie odbyły się masowe demonstracje, w czasie których wybrzmiewały hasła dotyczące polepszenia sytuacji aprowizacyjno-ekonomicznej. Nowoczesna wojna, wyniszczająca dopiero co rozwijającą się rosyjską gospodarkę kapitalistyczną, doprowadziła m.in. do zaburzenia łańcuchów dostaw, drożyzny, spekulacji i ogólnego spadku dochodów. Na początku 1917 r. w stolicy Imperium Rosyjskiego wystąpiły braki w dostarczaniu mąki i chleba, co jak stwierdził Aleksander W. Szubin, stwarzało podstawy do „zaopatrzeniowej paniki”. W maju 1915 r. rosyjski ekonomista Władymir G. Groman, wyliczał, że wzrost cen „produktów chlebowych” w stosunku do poprzedniego roku wyniósł 170%. Do tego doszło obniżenie poziomu produkcji i wynagrodzeń w fabrykach. Dlatego też robotnicy tworzyli „niebezpiecznie wybuchowe środowisko”, któremu brakowało tylko „detonatora”.
W związku z wojną załamywały się również finanse publiczne państwa. W publikacji napisanej w latach 1915–1916 r., a wydanej rok później, rosyjski ekonomista i minister w Rządzie Tymczasowym Siergiej M. Prokopowicz twierdził, że rzeczywiste wydatki na wojnę znacznie przekroczyły szacunki rosyjskich ekonomistów. W opracowaniu z 1917 r. pt. Wojna i finansowo-ekonomiczne położenie Rosji autorstwa ekonomisty i prawnika Zacharija S. Kacenelenbauma określono, że Rosja na cele wojenne do dnia 1 września 1917 r., a więc w okresie obejmującym 3 lata i półtora miesiąca od wybuchu wojny, wydała blisko 40 miliardów rubli. Była to suma gigantyczna, dwunastokrotnie przekraczająca wydatki budżetowe z 1913 r. Z.S. Kacenelenbaum szacował, że po wojnie Rosja pozostanie z długiem państwowym w granicach 65–70 miliardów rubli, gdzie same procenty wyniosą w skali rocznej blisko 3 miliardy rubli. Ówcześnie pojawiły się również ogólne oceny makroekonomiczne, jak np. ekonomisty Wasilija A. Mukosiejewa, który wskazał, że w ostatnich 200 latach Rosja poświęciła na wojny 129 lat i skupiła się przede wszystkim na rozroście terytorialnym. W związku z tym państwo rosyjskie, przede wszystkim rolnicze, nie zdążyło zbudować nowoczesnej gospodarki i finansów bazujących na stosunkach kapitalistycznych, które pozwoliłyby efektywnie rywalizować z innymi mocarstwami w globalnej polityce. Z kolei wojna jeszcze bardziej wyostrzyła te niekorzystne dla Rosji zależności. Wyliczenia te, dokonane jeszcze w czasie rewolucyjnej burzy, wskazują na skalę problemów gospodarczych, przed którymi stanęła Rosja w 1917 r.
Co jednak charakterystyczne dla początków rewolucji lutowej, wydarzeń z 23 lutego 1917 r. wielu współczesnych obserwatorów nie odebrało jako preludium do wielkiego buntu, w wyniku którego nastąpi radykalna zmiana polityczna lub ustrojowa. Strajki połączone ze starciami ze służbami porządkowymi, zwłaszcza w początku XX w. w carskiej Rosji, były bowiem czymś częstym. W tym kontekście historyk rewolucji 1917 r. W.I. Starcew stwierdził, że 24 lutego deputowani Dumy Państwowej „nie zobaczyli w rozpoczynającym się ruchu czegoś większego od zwykłych zaopatrzeniowych rozruchów”, podobnie zresztą jak piotrogrodzcy bolszewicy. Świadek tych wydarzeń Nikołaj N. Suchanow napisał, że żadna z partii nie brała jeszcze kursu na rewolucję w związku z rozruchami społecznymi w Piotrogrodzie, wykorzystując je jedynie w celach agitacyjnych. W tym kontekście ważne są również słowa Rozy G. Winawer, żony jednego z liderów partii kadeckiej, która napisała o atmosferze tego czasu: „Niezależnie od niezadowolenia z rządu i od wszelkich śmiałych dumskich przemówień, wyrażających oburzenie z powodu jego poczynań, IV Duma bała się rewolucji, szczególnie w czasie działań wojennych”.
O obawach opozycyjnych polityków przed „ludowym wystąpieniem”, które mogło zniweczyć plan usunięcia Mikołaja II z tronu na rzecz innego przedstawiciela dynastii Romanowów, pisał też Władymir B. Stankiewicz. Z kolei Prezes IV Dumy Państwowej Michaił W. Rodzianko, który dość szczegółowo opisał w swoich wspomnieniach ten okres, stwierdził, że mimo niezadowolenia i marazmu opozycji „Duma nie dążyła do otwartego zerwania z rządem”. W podobnym tonie wydarzenia z końca lutego 1917 r. opisywał współpracownik i biograf księcia Lwowa, Tichon I. Polner:
(…) mało kto myślał o rewolucji. Dla wielu wydawała się ona nieunikniona w bardziej lub mniej odległej przyszłości. Teraz (do zakończenia wojny) rewolucję uważano za katastrofę.
Również Władymir M. Kokowcow, były carski premier i minister finansów, stwierdzał w swoich wspomnieniach, że w ówczesnych warunkach dało się wyczuć pewien niepokój, co mogło być przejawem zbliżającego się przewrotu pałacowego, ograniczenia wpływu imperatorowej lub zmiany formy zarządzania państwem. Nie było natomiast mowy o rewolucji, która zniszczy wszelkie dotychczasowe formy państwa rosyjskiego. W.M. Kokowcow stwierdził kategorycznie:„Powiem tylko jedno: kto by się chwalił, że przewidział wszystko, co zaszło, powiedziałby jawną nieprawdę”.
(...)
Świadek tych wydarzeń, członek władz partii kadeckiej, książę Władymir A. Oboleńskij napisał w swoich wspomnieniach, że gdyby carski rząd uporządkował sprawy aprowizacyjne i umiejętnie wprowadził system kartkowy na chleb, może nie doszłoby do „zaopatrzeniowego buntu”, który zrodził bunt żołnierski. Z kolei działacz partii kadetów i prawnik Walerij Lewickij, który na przełomie lutego i marca 1917 r. znajdował się w Kijowie, o początkach rewolucji lutowej napisał w ten sposób:
Rewolucja spadła jak śnieg na głowę. Piersi dowiedzieli się o niej pracownicy kolei z telegramu komisarza Bublikowa. W Kijowie było całkowicie spokojnie. Przecież nie było u nas żadnych fabryk i zakładów. Na obrzeżach syto i bezpiecznie mieszkali drobni kupcy, ogrodnicy i sadownicy. Wojna przyniosła im górę pieniędzy.
Natomiast nieco inaczej o wydarzeniach z przełomu lutego i marca 1917 r. napisał Roman Dmowski:
Na kilka tygodni przed wybuchem rewolucji pewien cudzoziemiec, biorący żywy udział w sprawach rosyjskich, powiedział mi, że rewolucja jest pewna i że wkrótce wybuchnie. Nie wierzyłem temu. O ile moje wiadomości sięgały, organizacje rewolucyjne w Rosji nie przedstawiały wielkiej siły, co zresztą było prawdą; nadto nie sądziłem, żeby rewolucja była możliwa podczas wojny w państwie mającym tylu ludzi pod bronią.
Dmowski dodał, że cudzoziemiec ten był „wielkim przyjacielem Rosji, a jednocześnie zwolennikiem rewolucji”. Miał on być przekonany, że po rewolucji Rosja stanie się liberalnym państwem konstytucyjnym. Tym samym polski polityk chciał zapewne zwrócić uwagę na nadzieje części zachodnich elit na pozytywne zmiany w Rosji. Dmowski sam zresztą okres od 1905 r. w Rosji nazwał „ewolucją konstytucyjną”, stwierdzając, że państwo rosyjskie „miało widoki przekształcenia się w duchu zachodnioeuropejskim na drodze ewolucyjnej, z niewielkimi może wstrząśnieniami”.
Natomiast jako jedną z głównych przyczyn rewolucji lutowej 1917 r. Dmowski uznał działania rządu carskiego. W tym sensie insynuował on współpracę ministra Protopopowa z Niemcami, którzy tracąc nadzieję na możliwość porozumienia z Rosją, chcieli doprowadzić do rewolucji w Rosji (w pewnym sensie na wzór wydarzeń z 1904–1905). W takiej konstelacji wybuch rewolucji miał zmusić cara Mikołaja II do negocjacji niemiecko-rosyjskich, a nie do upadku rządku i ogólnie, całego systemu państwowo-ustrojowego caratu. Widać więc, że Dmowski przywiązywał zbyt dużą wagę do czynnika zewnętrznego w opisie przyczyn wydarzeń lutowych 1917 r. w Rosji.
/Dmowski żył na Księżycu swych wyobrażeń? - red./W tym kontekście warto przytoczyć opinię historyka Aleksandra Rabinowicza, który w stulecie rewolucji 1917 r. stwierdził, że ówczesne wydarzenia nie były efektem żadnego spisku, gdyż stanowiły zaskoczenie dla rosyjskich partii i grup politycznych. Według niego, „upadek carskiego reżimu był rezultatem głębokiej, w swojej istocie spontanicznej ogólnonarodowej rewolucji”.
Dopiero dzień później, 25 lutego, kiedy sytuacja nie ulegała zmianie, w czasie kolejnych obrad Dumy trwających tylko 46 minut wysunięto postulat, żeby sprawy dotyczące zaopatrzenia miasta, będące przyczyną strajków, przekazać samorządowi miejskiemu, czyli Piotrogrodzkiej Dumie Miejskiej. Występujący na tym posiedzeniu Dumy carski minister rolnictwa Aleksander A. Rittich zgodził się na to, a kolejne posiedzenie parlamentu, mające rozstrzygnąć tę kwestię, wyznaczono na 28 lutego. Co istotne, zgłoszony w czasie posiedzenia przez A.F. Kiereńskiego projekt rewolucyjnej rezolucji, zakładający m.in. wezwanie do dymisji carskiej Rady Ministrów, utworzenie rządu odpowiedzialnego przed narodem i zapewnienie gwarancji takich praw jak wolność słowa i zebrań, nie został przyjęty do głosowania. Dalsze wypadki potoczyły się jednak tak, że było to ostatnie posiedzenie IV Dumy Państwowej carskiej Rosji, która rozpoczęła swoją kadencję w 1912 r.
Strajki i rozruchy obejmowały coraz więcej fabryk i centrum Piotrogrodu zalewały tłumy protestujących. Przestała wychodzić prasa. W dniu 26 lutego, na podstawie rozkazu cara, na ulice wyszło wojsko. Padły strzały, pojawiły się ofiary, ale część żołnierzy pułku pawłowskiego podjęła nieudaną próbę wsparcia protestujących. Jednocześnie Rada Ministrów, czując się pewniej po pacyfikacji, wydała ukaz o zawieszeniu sesji Dumy i wznowieniu jej obrad nie później niż w kwietniu 1917 r., a minister A. Protopopow w nocnym telegramie z 26 na 27 lutego 1917 r. uspokajał cara, że już następnego dnia część robotników powróci do pracy. Tymi działaniami rząd zakończył też wszelkie rozmowy z opozycją skupioną w Dumie na temat możliwości utworzenia odpowiedzialnego przed nią rządu lub rządu, na którego czele stanęłaby osoba ciesząca się popularnością i zdolna opanować sytuację. Celem tych zdecydowanych i zaskakujących dla opozycji działań najwyższych dygnitarzy carskich była chwilowa eliminacja opozycyjnego parlamentu aż do czasu spacyfikowania stolicy.
W dniu 27 lutego 1917 r. nastąpił jednak przełom. Od wczesnego ranka część oddziałów zaczęła przechodzić na stronę protestujących i około godziny 14:00 zajęto Pałac Taurydzki, czyli siedzibę carskiej Dumy Państwowej będącej centrum ówczesnej opozycji. Doszło tym samym do bezprecedensowej sytuacji, gdzie zrewoltowany tłum zajął budynek parlamentu, którego sesję zawiesił carski rząd. Co równie ważne, do budynku Dumy zbuntowane masy przyprowadzały zatrzymanych przez siebie carskich działaczy i urzędników. Deputowani Dumy musieli więc określić swój stosunek wobec zachodzących wydarzeń.
Oznaczało to, że bunt społeczny i wybuchła w jego wyniku rewolucja wtargnęły w gmach Dumy Państwowej, której przedstawiciele w postaci opozycyjnych kadetów i październikowców do końca próbowali nakłonić cara Mikołaja II i rząd do ustępstw. Ustępstw w postaci stworzenia monarchii, gdzie rząd odpowiadałby przed parlamentem, i która miała przecież uchronić państwo rosyjskie przed wyniszczającym buntem, rewolucją i wojną domową. Dlatego też jeszcze wieczorem 26 lutego i rankiem dnia następnego zaniepokojony tym, co się dzieje w Piotrogrodzie, przewodniczący Dumy październikowiec Michaił W. Rodzianko telegraficznie informował cara Mikołaja II o konieczności takiego kompromisu. Car jednak, przekonany w pierwszych dniach rewolucji o możliwości jej siłowego zdławienia, zbył milczeniem tę propozycję. Jest to jeden z największych paradoksów w rosyjskich dziejach, że mimo intencji uratowania monarchii, jej przedstawiciele przyczynili się nie tylko do jej upadku, ale i rewolucji, której następstwa miał odczuć świat. W tym miejscu należy stwierdzić, że wypadki mające miejsce w Pałacu Taurydzkim i podjęte wówczas decyzje miały bezpośredni wpływ na przyszły kształt ustrojowy Rosji i dlatego warto je bliżej przeanalizować.
Z jednej strony, deputowani Dumy częściowo podporządkowali się carskiej decyzji z dnia 26 lutego 1917 r. o zawieszeniu jej obrad, kierując się legalizmem, strachem przed możliwością karnej ekspedycji i perspektywami stłumienia buntu, a być może pewną nadzieją na porozumienie z carem. Dlatego też po porannym wysłuchaniu przez deputowanych decyzji o zawieszeniu obrad Dumy nie zdecydowano się na przyjęcie radykalnych wariantów, np. odrzucenia carskiego ukazu i pełnego kontynuowania prac parlamentu. Z drugiej strony jednak, obradujący od godz. 11:00 27 lutego 1917 r. Konwent Seniorów Dumy przyjął postanowienia o tym, że deputowani nie mogą rozjeżdżać się do domów w związku z zawieszeniem sesji Dumy oraz o tym, że w danym momencie naczelnym hasłem pozostaje zmiana starej władzy, ale przy zachowaniu porządku i spokoju. Zakazano więc rozjeżdżania się deputowanych w prowincję, ale samowolnie obrad parlamentu nie wznowiono. To podporządkowanie z prawnego, ale i politycznego punktu widzenia, należy określić jako częściowe i wyczekujące. Po zajęciu budynku Dumy przez żołnierskie masy nie można już było zwlekać. W tym momencie Duma Państwowa nie mogła być już tylko biernym obserwatorem wypadków w Piotrogrodzie. Jej przewodniczący Michaił W. Rodzianko zwołał tzw. prywatną naradę członków Dumy, czyli nieoficjalne spotkanie, mające na celu zastanowienie się, jaką pozycję zająć wobec wydarzeń w Piotrogrodzie. Po zaciętych dyskusjach54 prezes Dumy poddał pod głosowanie cztery propozycje:
1) przekazać władzę Konwentowi Seniorów Dumy;
2) utworzyć nowy komitet, mający reprezentować Dumę w kontekście zachodzących w Piotrogrodzie wydarzeń;
3) ogłosić Dumę Państwową Zgromadzeniem Konstytucyjnym;
4) wybrać Komisję i powierzyć jej organizację nowej władzy.
Wybrano drugi, najbardziej kompromisowy i wyważony wariant i członkowie prywatnej narady powierzyli Konwentowi Seniorów Dumy powołanie członków nowego podmiotu – Tymczasowego Komitetu Dumy Państwowej (TKDP, pełna nazwa: Komitet Członków Dumy Państwowej dla zaprowadzenia porządków w stolicy i dla kontaktu z urzędami i osobami). W gmachu Dumy powstała więc nieoficjalna struktura, niebędąca żadnym organem państwowym w ramach carskiego systemu władzy, ale składająca się z bardziej lub mniej opozycyjnych parlamentarzystów, traktowanych w przestrzeni publicznej jako alternatywa nie tylko dla obecnej Rady Ministrów, ale wobec całego centrum decyzyjnego państwa, z carem włącznie.
Taka percepcja Dumy wynikła z faktu, że od czasu jej powołania w 1905 r., a szczególnie od 1915 r., liberalno-konserwatywna opozycja, skupiona w tzw. Bloku Postępowym, znajdowała się w stałej konfrontacji z carem i Radą Ministrów, domagając się powołania z ich grona rządu odpowiedzialnego przed Dumą. Siły skupione w Bloku Postępowym, a więc głównie kadeci, październikowcy i progresiści, dążyli tym samym do przekształcenia rosyjskiej monarchii, będącej w swojej końcowej fazie syntezą samodzierżawia i monarchii przedstawicielskiej56, w konstytucyjno-parlamentarną i prawną. Stanowiłoby to osiągnięcie zmian ustrojowych, które w ujęciu rosyjskiej liberalnej doktryny prawnej były charakterystyczne dla najbardziej rozwiniętych państw. Dążyli oni do zapewnienia nie tylko wolności cywilnej/obywatelskiej (ros. grażdańskiej), ale i politycznej, co oznaczało możliwość zagwarantowanego prawem udziału jednostki i społeczeństwa we władzy państwowej. W sensie politycznym natomiast te dążenia, jak określił to w swoich wspomnieniach W.D. Nabokow, motywowane były chęcią powołania takiego rządu, który byłby w stanie efektywniej prowadzić wojnę, zwłaszcza w kontekście coraz znaczniejszych klęsk armii rosyjskiej. Poza tym członkami Dumy byli również przedstawiciele radykalniejszych sił politycznych: mienszewików, trudowików oraz eserów i bolszewików. Stąd też, jak słusznie zauważył N.N. Suchanow, uliczny ruch mas w początku rewolucji lutowej nie kierował się żadnym planem ani nie posiadał żadnego kierownictwa i Duma, jako centrum opozycji wobec caratu, stała się naturalnym miejscem, do którego udał się zbuntowany tłum i w którym rozpoczęło się centrum politycznego życia rewolucji. Równie istotny był ten fakt, że Duma Państwowa, którą mimo wszystko, przynajmniej formalnie, należało uznać za jeden z najważniejszych organów w carskim systemie władzy, nie została w przeciwieństwie do innych organów zniszczona przez rewolucyjną falę na przełomie lutego i marca 1917 r. Dlatego też istniejąca w ramach Dumy struktura organizacyjna, mimo zarządzania przerwy w jej działaniach, mogła być i w praktyce została wykorzystana do organizacji nowych władz.
To spowodowało, że zaczęto traktować Komitet wyłoniony w Dumie jako nowy organ władzy lub też po prostu jako organ występujący w imieniu Dumy Państwowej. Natomiast konieczność reakcji na bieżące wydarzenia sprawiła, że działania Komitetu same zaczęły kształtować charakter rozpoczynającej się rewolucji i stawał się on nowym ośrodkiem rewolucyjnych władz. Prezes Dumy M.W. Rodzianko w wydanej już w czasie wojny domowej w 1919 r. w Rostowie nad Donem książce o roli Dumy w tych wydarzeniach, górnolotnie napisał, że musiała ona wówczas stanąć na czele rewolucji, gdyż w przeciwnym wypadku krajowi groziłaby anarchia i klęska. Sama natomiast Duma byłaby aresztowana i wybita przez żołnierzy, co oznaczałoby możliwość przejęcia władzy przez bolszewików64. I, co się tyczy fizycznego zagrożenia, M.W. Rodzianko miał zapewne rację, ale jeszcze za wcześnie było mówić o stanięciu przez Dumę na czele rewolucji. Zwłaszcza że jak sam przyznał w 1922 r., Duma Państwowa: „(…) nie była wewnętrznie przygotowana na wybuch rewolucji i dla jej zneutralizowania nie miała żadnego planu i żadnej przygotowanej struktury”.