sobota, 12 września 2026



Stratedzy Deutsche Banku uważają, że inwestorzy zbytnio lekceważą to, ilu podwyżek stóp procentowych będzie potrzeba do ostatecznego opanowania inflacji. Zauważają „fundamentalną rozbieżność” między rynkowymi prognozami dotyczącymi działań Fedu i EBC a rosnącą presją inflacyjną. Zwracają przy tym uwagę na wskaźniki amerykańskiego sektora usług, które pokazują, że koszty firm rosną w tempie nienotowanym od początku pandemii, kiedy to inflacja w USA rosła w tempie 5 proc.

– Albo inflacja musi wyhamować, albo presja na wzrost stóp procentowych będzie się utrzymywać – ostrzegają analitycy Deutsche Banku, zaznaczając, że inwestorzy nie doceniają tego, jak agresywne mogą być działania banków centralnych w ciągu najbliższych 4–5 lat.

– Rynki nadal wyceniają płaski cykl podwyżek stóp przez Fed, co niewiele ma wspólnego z zachowaniem amerykańskiego banku centralnego podczas poprzednich cykli – dodają specjaliści banku.

(...)

Kolejny wpływowy głos z Wall Street ostrzega, że obecne stopy procentowe w USA są oderwane od rzeczywistości. Koszty pożyczek w USA pozostają nieco zbyt niskie, a ci członkowie banku centralnego, którzy uważają obecną politykę za restrykcyjną, są w błędzie. Takie stanowisko przedstawił w tym tygodniu weteran rynków finansowych Stanley Druckenmiller.

– Twierdzenia tych członków Fedu, którzy wciąż tłumaczą, że stopy procentowe są restrykcyjne, są po prostu śmieszne. Kieruję się zdrowym rozsądkiem, a wystarczy tylko spojrzeć na ceny aktywów na całym świecie – komentuje Stanley Druckenmiller.

W tym tygodniu rentowność amerykańskich papierów skarbowych osiągnęła poziomy niewidziane od dawna. Rentowność 30-letnich obligacji podskoczyła do najwyższego poziomu od 2007 roku, sięgając 5,35 proc., a 10-letnich zbliżyła się do 5 proc., co jest najwyższym odczytem od 2023 roku.

– Biorąc pod uwagę to, co dzieje się z gospodarką, nakładami inwestycyjnymi i konkurencją o kapitał dłużny, rentowności obligacji wydają się nieco za niskie. Mamy do czynienia z powolnym, wynikającym z fundamentów wzrostem rentowności. Nie uważam jednak, by poziomy te były niepokojące – deklaruje Stanley Druckenmiller, który w przeszłości z sukcesami zarządzał funduszem George'a Sorosa.

Jego firma inwestycyjna (typu „family office”) Duquesne Capital w ostatnich latach z powodzeniem inwestowała w akcje spółek z sektora sztucznej inteligencji, jednak w minionych miesiącach zredukowała inwestycje w tym obszarze do zaledwie około jednej piątej portfela.

– Myślę, że osiągnęliśmy już taki etap rozwoju sztucznej inteligencji, że można już zacząć się nieco niepokoić – dodaje weteran Wall Street.

Stanley Druckenmiller w tym roku gra na spadki euro i funta szterlinga, jednak unika shortowania amerykańskiego dolara, ponieważ USA mają gigantyczną przewagę w rozwoju sztucznej inteligencji, do której Europa nie zbliżyła się nawet w minimalnym stopniu. 

W ostatnich latach inwestorzy wykazują zbytnią pewność siebie, ignorując narastające wokół nich czynniki ryzyka geopolitycznego i gospodarczego – ostrzega Sergio Ermotti, prezes szwajcarskiego giganta bankowego UBS.

Ermotti zauważa jednak, że mimo drobnych wstrząsów wzrost gospodarczy i rynkowy jest nadal wspierany przez silne inwestycje w sztuczną inteligencję, centra danych i inne nowe technologie. Jednak na tych zbyt pewnych siebie inwestorów czeka coraz bardziej złożone otoczenie, gdyż na horyzoncie rysują się nowe zagrożenia.

(...)

Szef UBS zauważa, że ​​niepewność skłania inwestorów do szerokiego rozpraszania kapitału, zamiast stawiania na kilka dużych, skoncentrowanych inwestycji.

– W obecnych warunkach dość trudno – a wręcz nie jest to wskazane – kurczowo trzymać się wielu silnych przekonań – stwierdza Ermotti, zaznaczając, że w ostatnich kwartałach klienci jego grupy bankowej dywersyfikowali portfele, lokując środki w różnych sektorach i regionach, a jednocześnie kontynuowali inwestycje w sztuczną inteligencję i technologie. Wyższe stopy procentowe również zachęcają inwestorów do bardziej zrównoważonego podejścia. Utrzymująca się inflacja będzie wywierać presję na banki centralne, by w nadchodzących miesiącach kontynuowały podwyżki stóp procentowych.

– EBC może rozpocząć cykl podwyżek. W ślad za nim pójdzie Fed. Spodziewamy się kilku podwyżek w najbliższych miesiącach. Inflacja nadal wywiera presję – nie słabnie – dlatego uważam, że zasadne jest oczekiwanie wyższych stóp procentowych w niedalekiej przyszłości – twierdzi Sergio Ermotti.

Ropa szybująca powyżej 100 USD przedłużyła wzrostowy trend rentowności obligacji. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA podskoczyła do 4,95 proc. – najwyższego poziomu od 2023 roku. W tym tygodniu, na fali obaw przed inflacją, w górę szły również rentowności innych głównych obligacji rządowych, m.in. w strefie euro, Japonii i Wielkiej Brytanii.

Analitycy banku UBS – kierowanego przez wspomnianego wcześniej Sergio Ermottiego – ostrzegają, że amerykański rynek akcji jest najbardziej narażony na ryzyko spośród wszystkich rynków rozwiniętych. Wynika to z wyjątkowo wysokiego poziomu zadłużenia rządu USA.

– Historia pokazuje, że „strażników rynku obligacji” (ang. bond vigilantes) rzadko udaje się okiełznać, biorąc pod uwagę wyzwania związane z próbą redukcji deficytów budżetowych, bez hamowania wzrostu gospodarczego czy napędzania inflacji – piszą analitycy UBS w komunikacie do klientów.

Kolejnym argumentem przemawiającym za podatnością amerykańskich akcji na spadki są wyśrubowane wyceny spółek z sektora sztucznej inteligencji. Odzwierciedlają one oczekiwania, że firmy te będą w przyszłości generować gigantyczne przepływy pieniężne, co z kolei czyni je niezwykle wrażliwymi na rosnące koszty kapitału.

Obserwowane w ostatnich latach na światowych rynkach akcji pewność siebie i brak obaw inwestorów zaczynają słabnąć, o czym świadczą pogarszające się przepływy kapitału oraz malejący apetyt na ryzyko – wynika z analizy pozycjonowania inwestorów na świecie przeprowadzonej przez specjalistów Citigroup.

Na razie nastawienie inwestorów w USA wciąż pozostaje umiarkowanie optymistyczne, choć pod powierzchnią widać rodzącą się ostrożność. W Europie można zaobserwować znacznie silniejszy spadek przepływów kapitałowych, a na rynkach azjatyckich, szczególnie w przypadku południowokoreańskiego indeksu KOSPI oraz japońskiego Nikkei, gwałtownie przybywa pozycji na spadki.

bankier.pl


"WELT AM SONNTAG" zapoznał się z poufnymi aktami śledztwa, które wcześniej nie były publicznie dostępne, oraz rozmawiał z przedstawicielami służb bezpieczeństwa wysokiej rangi.

Redakcja gazety zna pełne nazwiska podejrzanych oraz szczegóły dotyczące ich wjazdu i wyjazdu z Niemiec. Zgromadzone dowody pozwoliły ministrowi spraw zagranicznych Johannowi Wadephulowi (CDU) i ministrowi spraw wewnętrznych Aleksandrowi Dobrindtowi (CSU) podczas wspólnej konferencji prasowej oficjalnie obarczyć Rosję odpowiedzialnością za ten atak. Rosja odrzuciła wszelkie oskarżenia o udział w incydencie.

Wieczorem 4 sierpnia lotnisko Lipsk/Halle zostało zaatakowane przez drona z materiałami wybuchowymi. Urządzenie odnaleziono w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow i bezpiecznie je rozbrojono. Śledczy znaleźli również szczątki dwóch kolejnych dronów w okolicach lotniska.

Według informacji pozyskanych przez "WELT AM SONNTAG" ze źródeł w służbach bezpieczeństwa głównymi podejrzanymi są obywatel Rosji Oleg Le. oraz obywatel Białorusi Andriej Ka. Z ustaleń niemieckich służb wynika, że Le. odpowiadał za planowanie i logistykę ataku. Jest on powiązany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Jak informują służby, Rosjanin Le. wjechał do Niemiec przez Turcję, lądując na lotnisku Berlin-Brandenburg. Następnie odleciał z lotniska w stolicy do Serbii. Obecnie Le. przebywa z powrotem w Rosji. Z informacji zdobytych przez "WELT AM SONNTAG" wynika, że już w momencie wjazdu śledczy wiedzieli o jego powiązaniach z GRU. Mimo to nie objęto go obserwacją po przyjeździe.

Białorusin Ka. przekroczył granicę strefy Schengen przez Łotwę 28 lipca, około tygodnia przed zdarzeniem. Służby uważają go za tzw. "jednorazowego agenta", czyli przestępcę wynajętego do przeprowadzenia aktu sabotażu. Agent GRU Le. miał zorganizować materiały wybuchowe i kierować działaniami Ka.

Według ustaleń służb do ataku miało zostać użyte około 1,8 kg materiału wybuchowego Semtex. Samolot Antonow, będący celem ataku, miał na pokładzie około 25 tys. litrów paliwa lotniczego. Źródła znające kulisy śledztwa twierdzą, że w przypadku detonacji ładunku doszłoby do potężnej eksplozji i zniszczenia części lotniska. Nagrania z monitoringu, do których dotarł "WELT AM SONNTAG", pokazują drona leżącego tuż obok samolotu Antonow. Według służb materiał wybuchowy ukryto w puszce po warzywach. Do wybuchu nie doszło, bo zapalnik się oderwał.

Ustalenia dziennikarzy "WELT AM SONNTAG" pokazują też, jak służby wpadły na trop podejrzanego. Dzień po nieudanym zamachu policjanci znaleźli w koronie drzewa nieopodal lotniska konstrukcję antenową przytwierdzoną taśmą. Uważa się, że służyła do sterowania dronami. Na konstrukcji technicy kryminalistyki znaleźli fragment rękawiczki ze śladami DNA. Te ślady pojawiały się wcześniej w bazach danych Finlandii i Litwy. Ka. był już notowany w tych krajach za przestępstwa pospolite. W Finlandii ciąży na nim między innymi zarzut kradzieży.

Polskie służby wiążą Ka. również z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi latem 2024 r., który łódzka prokuratura również zakwalifikowała jako sabotaż. Według polskich śledczych także w tej sprawie trop prowadzi do Rosji. Fakt, że Ka. brał udział również w ataku w Lipsku, uznawany jest za kolejny dowód na rosyjskie zaangażowanie.

Z ustaleń służb wynika, że materiały wybuchowe wykorzystane w Lipsku trafiły do Niemiec przez Bułgarię i Serbię. Według śledczych przewożono je w ukrytych schowkach ciężarówek, a następnie magazynowano w podziemnych skrytkach. Po analizie danych z samochodu wynajętego przez podejrzanych policja odnalazła kilka możliwych miejsc ukrycia materiałów w okolicach lotniska w Lipsku.

Poufne dokumenty, które widział "WELT AM SONNTAG", opisują betonową płytę z dwoma uchwytami, odkrytą w pobliżu kładki dla pieszych w Schkeuditz, bezpośrednio na południe od lotniska. Służby uważają, że prowadziła ona do kryjówki. Wkrótce potem policja odkryła kolejną podejrzaną skrytkę na północ od mostu. Oba miejsca były puste. Śledczy zlokalizowali także schowek w Merseburgu, należącym do aglomeracji Halle/Lipsk. Według służb Le. mógł tymczasowo przechowywać tam materiały wybuchowe.

Analiza drona, który wylądował na pasie startowym, wykazała, że był to samodzielnie skonstruowany sprzęt z łatwo dostępnych części, z których część wyprodukowano przy użyciu drukarki 3D. Cztery silniki pochodzą od chińskiej marki, sprzedawanej również w rosyjskich sklepach internetowych specjalizujących się w "technologiach bojowych". Puszka po warzywach wypełniona Semtexem została przymocowana do drona specjalnym uchwytem.

onet.pl\Die Welt

piątek, 11 września 2026



Jak podały źródła wojskowe Jemenu, Huti uzyskali większą przewagę nad cieśniną dzięki zdobyciu portowego miasta Mokka. Bojownicy mieli nacierać z trzech odrębnych kierunków już od 3 września. Po zaciętych walkach siły rządowe wycofały się z miasta. Rebelianci dotarli również do wysp Hanisz na Morzu Czerwonym. Gdyby udało im się zdobyć kontrolę nad tym szlakiem wodnym, to ich główny sojusznik – Iran – zyskałby przewagę w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi, a globalne ceny ropy jeszcze by wzrosły. To właśnie irańska Gwardia Rewolucyjna miała bezpośrednio nadzorować atak.

– To punkt zwrotny w wojnie. Może to doprowadzić do rozpadu sił rządowych w południowej części Jemenu. Port Mokka był ostatnim portem pozostającym pod pełną kontrolą międzynarodową – wyjaśnił analityk Instytutu Bliskiego Wschodu (MEI) Wolfgang Pusztai, cytowany przez "Al Dżazirę".

Tymczasem zarządzane przez Huti jemeńskie centrum koordynacji działań humanitarnych oświadczyło, że żegluga na Morzu Czerwonym jest bezpieczna dla wszystkich jednostek poza saudyjskimi.

W czwartek Hans Grundberg, specjalny wysłannik ONZ ds. Jemenu, stwierdził na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, że społeczność międzynarodowa musi działać, aby zająć się "nową i bardziej niebezpieczną fazą" wojny. Zaznaczył, że przejęcie portu przez rebeliantów budzi poważne obawy dotyczące wolności żeglugi.

Z kolei reprezentująca USA Jenifer Neidhart de Ortiz oskarżyła Huti o działanie jako "agenci i narzędzia Iranu". – Ta eskalacja jest nie do przyjęcia. A ci, którzy ją umożliwiają, ponoszą odpowiedzialność za jej konsekwencje – podkreśliła.

Irańskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że konfliktu nie uda się rozwiązać przez blokadę ani działania militarne przeciwko bojownikom i wezwało do dialogu. W odpowiedzi na saudyjskie ostrzeżenie, wystosowane za pośrednictwem Pakistanu, aby Iran powstrzymał działania rebeliantów i eskalację konfliktu, Teheran stwierdził, że nie kontroluje Huti.

Efektem wzmożonych wrogich działań obu stron jest gwałtowny wzrost cen ropy naftowej. Już na początku tygodnia ceny przekroczyły 100 dolarów. Brent osiągnął nawet poziom 109,97 dol. za baryłkę, co było najwyższą wartością od początku maja. Kontrakty terminowe na Brent wzrosły w tym tygodniu o 12,4 proc. i jest to najwyższy skok od początku lipca. Amerykańska WTI wzrosła z kolei o 12,7 proc.

W piątek ok. godz. 8:10 cena surowca Brent wynosiła 105,61 dolara za baryłkę (z otwarciem 109,37 dol.), natomiast WTI kosztowała 100,96 dolara (otwarcie 104,10 dol.).

gazeta.pl


Gospodarka rosyjska doświadcza rosnącej inflacji płac wynikającej ze znacznych niedoborów siły roboczej i systemu premii Kremla w ramach dobrowolnej kampanii poborowej, który był niezbędny do podtrzymania wojny Rosji na Ukrainie bez uciekania się do przymusowego powołania do rezerwy. Długoterminowe kampanie uderzeniowe Ukrainy przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej —których skutki przyznała Nabiullina— oraz niedawne ataki na rosyjskie obiekty logistyczne generują dodatkową presję inflacyjną na i tak już napiętą rosyjską gospodarkę. Putin dopiero niedawno zaczął priorytetowo traktować walkę z inflacją kosztem wzrostu gospodarczego i inwestycji, a decyzja Banku Centralnego o utrzymaniu stopy kluczowej na poziomie 14 procent jest prawdopodobnie odzwierciedleniem obaw Putina, a także jego nadziei, że nowa polityka obrony powietrznej Kremla może zmniejszyć skuteczność ataków Ukrainy i złagodzić jedną z presji inflacyjnych na rosyjską gospodarkę.

(...)

Carney oświadczył, że Kanada wyśle na Ukrainę jedną trzecią dronów wyprodukowanych w Kanadzie w ciągu najbliższych dwóch lat i że Kanada jest gotowa przyłączyć się do europejsko-ukraińskiego projektu rozwoju przechwytywacza rakiet przeciwbalistycznych Freyja.

(...)

Zastępca dowódcy 19. Korpusu Armii Ukrainy, pułkownik Rusłan Tkachuk, oświadczył 11 września, że siły rosyjskie ominęły pozycje ukraińskie i wkroczyły do Kostiantyniwki z flank miasta dopiero po dziewięciu miesiącach prób przełamania ukraińskich pozycji na południe od miasta; wyciągania logistyki, rezerw i pilotów dronów bliżej Kostiantyniwki; i prób ataków na Kostiantyniwkę poprzez frontalne ataki. Tkachuk oświadczył, że siły rosyjskie zajęły część miasta, ale siły ukraińskie ustabilizowały linię kontaktu i nadal utrzymują pozycje w południowej, środkowej i północnej części Kostyantyniwki. Tkachuk dodał, że siły rosyjskie atakują dalej, nie zdobywając wcześniej przyczółka w mieście i nie ustanawiając odpowiednio linii zaopatrzenia i osłony. Tkachuk stwierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe stara się stworzyć wrażenie, że siły rosyjskie posunęły się poza Kostiantynowkę, chociaż wojska rosyjskie jeszcze nie zdobyły miasta.


understandingwar.org

czwartek, 10 września 2026


 
Donald Trump postąpił w zupełnie nietypowy dla siebie sposób. Prezydent USA znany jest ze swojej niepunktualności. Tym razem jednak postąpił zgodnie z planem — o 20.10 czasu lokalnego wyszedł na scenę podczas konwencji Partii Republikańskiej w Dallas w Teksasie.

Przynajmniej część przemówienia miała przypadać na ten okres wieczoru, w którym Amerykanie przełączają kanały telewizyjne — na przerwę w połowie meczu otwierającego sezon NFL. Jak na ironię, właśnie tego wieczoru, na który przypadło wielkie wystąpienie Trumpa, drużyna New England Patriots zmierzyła się z Seattle Seahawks — był to rewanż za Super Bowl i wielka atrakcja dla wszystkich fanów futbolu amerykańskiego.

Dwudniowa konwencja Partii Republikańskiej odbyła się na życzenie Trumpa. Zazwyczaj amerykańskie partie organizują duże zgromadzenia tylko co cztery lata, aby wyłonić swojego kandydata na prezydenta. O programach partyjnych czy innych kwestiach personalnych partie nie decydują w sposób oddolny.

Prezydent USA chciał jednak zgromadzić swoich partyjnych przyjaciół i zwolenników, aby zmobilizować ich do kampanii wyborczej. W sondażach sytuacja Republikanów wygląda bowiem wyjątkowo źle.

Wskaźnik jego poparcia osiągnął historyczne minimum, a Partia Republikańska może stracić większość w Izbie Reprezentantów, a nawet w Senacie.

Aby temu zapobiec, prezydent obiecał Amerykanom nagrodę w przypadku zwycięstwa swojej partii. Powiedział, że jeśli republikanie zdobędą większość w Izbie Reprezentantów i Senacie, każdy dorosły Amerykanin otrzyma "dywidendę Trumpa" w wysokości 5000 dol. (18,5 tys. zł). — Jeśli republikanie wygrają, wy też wygracie — stwierdził. Zasugerował, że pieniądze będą pochodzić z budżetu USA i zostaną sfinansowane z wpływów z ceł. Demokraci nie mogliby złożyć takiej obietnicy, "ponieważ nie znają słowa »cło«" — dodał.

Przy 275 mln dorosłych Amerykanów koszty wyniosłyby 1,3 bln dol. (4,8 bln zł) — to wielokrotność kwoty, jaką Waszyngton obecnie uzyskuje z ceł. Otrzymanie tych pieniędzy wiązałoby się — jak zastrzegł Trump — z jednym warunkiem: musiałyby one zostać wydane w Stanach Zjednoczonych. — Nie chcemy, żebyście wydawali je w Kanadzie, Chinach czy Niemczech — powiedział.

Obiecał ponadto, że sam będzie prowadził kampanię wyborczą w stanach i okręgach wyborczych, w których wyniki są wyrównane. — Przyjeżdżam do Teksasu tak często, że aż mówicie: "zabierzcie go stąd" — zawołał. Sondaże zapowiadają wyrównaną walkę w tym ogromnym stanie — republikanin Ken Paxton i demokrata James Talarico zawalczą o miejsce w Senacie. Gdyby partia Trumpa je straciła, po raz pierwszy od 33 lat stan byłby reprezentowany w Senacie przez demokratę.

Swoją obietnicą finansową Trump chce również odnieść się do największej obawy ludzi. Dla 29 proc. Amerykanów sytuacja gospodarcza jest obecnie największym zmartwieniem i najważniejszym tematem, który zadecyduje o tym, jak oddadzą głos w listopadzie — tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Pew Research pod koniec lipca.

Poza zapowiedzią jednorazowej wypłaty w przypadku zwycięstwa Trump nie obiecał jednak żadnej innej pomocy. Stwierdził, że problem przystępności cenowej to "oszustwo" wymyślone przez Demokratów. Jego administracja już zadbała o to, by ceny spadły, ale prawdziwa ulga nadejdzie dopiero po wyborach. — Wojna z Iranem zakończy się wkrótce po wyborach uzupełniających — zapowiedział. Wtedy bowiem spadną ceny ropy, a wraz z nimi ceny benzyny.

Trump zastrzegł jednak, że do tego czasu wojna z Iranem może ponownie ulec eskalacji. — Zarejestrowaliśmy ruch w górze Pickaxe. Ostrzegam Iran przed igranie w gierki, w przeciwnym razie uderzymy w nich z pełną siłą — powiedział.

Jak donosił w lipcu "The Wall Street Journal", izraelskie służby wywiadowcze zakładają, że Teheran przeniósł do masywu górskiego tysiące wirówek do wzbogacania uranu. Od tego czasu Trump wielokrotnie rozważał zbombardowanie góry, ale jak dotąd tego nie zrobił.

Trump określił wybory śródokresowe mianem "najważniejszych wyborów", które zadecydują o jego prezydenturze. — Zachowujcie się tak, jakby moje nazwisko znalazło się na karcie do głosowania. Jeszcze tylko raz — powiedział. Tą narracją Trump niewątpliwie podjął ryzyko. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez "New York Times", obecnie zaledwie 38 proc. Amerykanów dobrze ocenia jego pracę, 58 proc. ma o niej złe zdanie.

onet.pl\Die Welt

środa, 9 września 2026



Rosyjscy milblogerzy twierdzili 9 września, że sytuacja sił rosyjskich w kierunku Lymanu coraz bardziej się pogarsza i że siły rosyjskie muszą wycofać się z nieokreślonych wysuniętych pozycji na tym obszarze. Rosyjski milbloger twierdził, że siły ukraińskie od miesięcy przeprowadzają kontrataki w tym rejonie, mimo że rosyjskie dowództwo wojskowe donosiło, a mapy innych milblogerów przedstawiały “optymistyczny pogląd” na sytuację. Milbloger argumentował, że “piękne doniesienia” — termin ukuty przez milblogerów w odniesieniu do wszechobecnej kultury kłamstwa w rosyjskich siłach zbrojnych i dezinformacji na temat stanu linii frontu — musi być "absolutnie zabroniony". Siły ukraińskie niedawno zademonstrowały pełną kontrolę nad Światohirskiem (na północny zachód od Lymanu), zaledwie kilka dni po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że siły rosyjskie kontrolują osadę. Rosyjscy milblogerzy w szczególności przyznali, że Ukraina zaprzecza Swiatohirskowi i coraz częściej wyrażają frustrację z powodu fałszywych twierdzeń rosyjskich urzędników o postępie, szczególnie w okolicach Lymanu. Rosyjscy milblogerzy podkreślili również, w jaki sposób te fałszywe doniesienia stwarzają ryzyko operacyjne dla sił rosyjskich, ponieważ siły rosyjskie nie mogą wzywać do misji ogniowych w lokalizacjach, które siły rosyjskie wcześniej twierdziły, że kontrolują, oraz ponieważ jednostki w sąsiednich sektorach mogą planować operacje w oparciu o niedokładne oceny pola bitwy.

(...)

Rosyjskie Ministerstwo Finansów opublikowało 9 września wstępną ocenę budżetu federalnego, z której wynika, że deficyt budżetu federalnego Rosji osiągnął 5,8 biliona rubli (67,87 miliarda $, czyli 2,5 procent rosyjskiego PKB) w okresie od stycznia do sierpnia 2026 r., czyli 1,5 razy więcej niż deficyt budżetu Rosji w tym samym okresie 2025 r. Władze rosyjskie prognozowały w szczególności, że deficyt budżetowy na cały rok 2026 wyniesie 3,8 biliona rubli (44,47 miliarda dolarów, czyli 1,6 procent PKB Rosji) — szacunki te są o około 35 procent niższe od rzeczywistego deficytu budżetowego we wrześniu. Dane ministerstwa wskazują, że dwiema głównymi przyczynami wzrostu deficytu budżetowego są rosnące wydatki w stosunku do całkowitych dochodów oraz spadające dochody z ropy naftowej i gazu. Dane wskazują, że wydatki budżetowe Rosji wzrosły do 31,72 biliona rubli (371,17 miliarda dolarów), co stanowi wzrost o 14,7 procent w porównaniu ze styczniem-sierpniem 2025 r., w szybszym tempie niż dochody budżetowe Rosji, które wzrosły o 9,2 procent do 25.93 biliony rubli (303,42 miliarda dolarów). Rosyjskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że nieprzewidziany wzrost wydatków budżetu federalnego w tym okresie wynikał z zawierania i wypłacania zaliczek na kontrakty rządowe, prawdopodobnie związane z obronnością. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 9 września, że rząd rosyjski nie omawia podniesienia podatków ze względu na rosnący deficyt budżetowy i że sam deficyt nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż gospodarka pozostaje stabilna. Bloomberg poinformował 27 sierpnia, że rząd rosyjski obciął wydatki na pozycje budżetowe niezwiązane z wojną o 35 procent w związku z niedoborem środków pieniężnych w kwietniu 2026 r., co wskazuje, że wydatki Rosji związane z wojną wzrosły na tyle, aby zarówno zrównoważyć redukcje wydatków niezwiązane z wojną, jak i zwiększyć wydatki budżetowe o 48 procent w latach 2025-2026.

understandingwar.org

wtorek, 8 września 2026



Siły rosyjskie ostatecznie wycofały się z terenów na zachód od rzeki Netryus, a według niektórych źródeł także z pozycji pomiędzy nią a rzeką Żerebeć. Potwierdzenie tych informacji będzie oznaczało, że zlikwidowany został wyłom w pozycjach ukraińskich i jednocześnie oskrzydlenie Łymanu i Słowiańska od północy, a pod kontrolę obrońców powróciło co najmniej pięć miejscowości i przynajmniej część Łymanu (Rosjanie wciąż mają się utrzymywać na wschodnich obrzeżach tego miasta). Za powód rezygnacji agresora z utrzymywania wyłomu należy uznać skuteczną dezorganizację przez Ukraińców rosyjskiej logistyki, zwłaszcza przepraw przez rzeki, a także brak sił do poszerzenia oskrzydlenia. W podobnej sytuacji Rosjanie znaleźli się wcześniej dwukrotnie – w listopadzie 2022 r., kiedy wycofali się z prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, oraz w grudniu 2025 r., gdy zostali wyparci z zachodniej części Kupiańska w obwodzie charkowskim.


Rosjanie poczynili znaczące postępy na południe i wschód od aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk. Pogłębili oskrzydlenie Dobropola, o które toczą się walki. Ich grupy dywersyjno-rozpoznawcze (GDR) dotarły do leżącego na północ od tego miasta Biłozerśkego. Obustronne oskrzydlenie zagraża Drużkiwce, a rosyjskie GDR mają operować niespełna kilometr od jej granic. Według niektórych źródeł wojska rosyjskie ostatecznie przejęły kontrolę nad pasmem wzniesień na wschód od Słowiańska i Kramatorska i toczą walki o miejscowości leżące na obrzeżach tych miast. 5 i 6 września rosyjskie kierowane bomby lotnicze po raz pierwszy uderzyły w dwa główne mosty w Kramatorsku, poważnie uszkadzając jeden z nich i zmniejszając przepustowość drugiego.


Pod kontrolę rosyjską przeszły kolejne kwartały w centrum Kupiańska, a walki toczą się w jego południowej i zachodniej części. Mimo regularnie prowadzonych kontrataków obrońcy nie byli dotąd w stanie zakłócić rosyjskiej logistyki przez rzekę Oskoł, co pozwala przyjąć, że Rosjanie wyciągnęli wnioski z nieudanej próby zajęcia miasta w 2025 r. i udało im się zabezpieczyć przeprawy. Najeźdźcy mają także infiltrować Kupjańsk-Wuzłowyj – ostatni duży punkt ukraińskiego oporu po wschodniej stronie rzeki Oskoł. Część źródeł rosyjskich sugerowała zamknięcie kotła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego (na wschód od Wołczańska), jednak nie nastąpiło fizyczne odcięcie znajdujących się tam sił ukraińskich, a odległość pomiędzy pozycjami agresora wynosi co najmniej 10 km. Rosjanie umocnili się na południe od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, a we wschodniej części tego miasta trwają walki.

(...)

6 września The New York Times opublikował artykuł, w którym powołując się na rządowe audyty i dokumenty sądowe, doniósł, że tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów wskutek oszustw, nadużyć i niewłaściwego zarządzania zamówieniami obronnymi. Według dziennika siedmiu z 10 największych ukraińskich kontrahentów wojskowych otrzymywało nowe zamówienia mimo postępowań karnych, niewykonania wcześniejszych umów lub zarzutów korupcyjnych. Jako przykład wskazano Pawłohradzki Zakład Chemiczny, który dostarczył armii tysiące wadliwych pocisków moździerzowych, a pomimo stwierdzonych problemów otrzymał kolejne kontrakty. Audytorzy ustalili również, że 18 firm zawierało nowe umowy, chociaż nie wykonało wcześniejszych zobowiązań, a sześć z nich nie zrealizowało żadnego kontraktu.

osw.waw.pl

poniedziałek, 7 września 2026



W Jakucji coroczną indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, w tym nauczycieli, pracowników służby zdrowia i naukowców, przełożono z powodu „nieprzewidzianych wydatków" związanych ze „Specjalną Operacją Wojskową" (wojną na Ukrainie – red.).

Wynika to z odpowiedzi rządu republiki na wniosek deputowanej Zgromadzenia Ustawodawczego regionu, Niurgujany Zamorszczikowej – poinformował portal 7x7, cytowany przez The Moscow Times. Zgodnie z listem podpisanym przez premiera Kiriłła Byczkowa podwyżka wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej o 5,4 proc. została przełożona z 1 lipca na 1 września br.

Termin przesunięto „w celu pokrycia dodatkowych, nieprzewidzianych wydatków na wypłatę jednorazowych świadczeń pieniężnych obywatelom, którzy podpisali kontrakty na służbę wojskową" w Siłach Zbrojnych Rosji – napisano w dokumencie.

Wynika to częściowo ze wzrostu wypłat dla żołnierzy kontraktowych od 10 maja br. Pensja takich żołnierzy w regionie wzrosła z 2,1 mln do 3 mln rubli (z 89,9 tys. do 128,5 tys. zł – red.), podczas gdy deficyt budżetowy Jakucji na 1 kwietnia br. wynosił już 9,47 mld rubli (405,8 mln zł – red.), przy prognozowanym deficycie na cały rok w wysokości 12,75 mld rubli (546,4 mln zł – red.).

Również w obwodzie rostowskim anulowano zapowiadaną wcześniej czteroprocentową indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, przewidzianą na 1 października br. Władze obwodu nie wyjaśniły przyczyn tej decyzji.

Jednocześnie wydatki i dochody budżetu obwodu rostowskiego na 2026 r. wzrosły o prawie 3,8 mld rubli (162,8 mln zł – red.). Władze rzekomo przeznaczyły dodatkowe środki na wsparcie socjalne obywateli, rozwój opieki zdrowotnej, budowę i modernizację infrastruktury wodociągowej, dróg, budownictwa mieszkaniowego i komunalnego oraz inne programy.

Z kolei na Sachalinie zamrożono podwyżki wynagrodzeń pracowników służby zdrowia na cały 2026 rok. Posunięcie to uzasadniono tym, że pensje w tej kategorii rzekomo rosną szybciej niż oficjalna inflacja.

centrumeuropy.pl

sobota, 5 września 2026



Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do "strategicznego głosowania" na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.

W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.

Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako "potencjalnie historyczne", nazywa także "wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza". Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno - kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.

Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania "głosowania strategicznego". Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.

W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się "strajk migrantów". Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.

Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana "Festiwalem Demokracji". Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. - Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej - ocenia w rozmowie z PAP.

Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. - Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki - podkreśla.

Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

- Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo "czują" - mówi PAP Hajji.

W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku - poczucie, że instytucje i zasady zostały "urządzone przez innych", wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.

Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: "By ratować kraj" czy "By znów można było powiedzieć to, co się myśli". Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.

Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają "wiatr w oczy". Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.

Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik "Der Spiegel" oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w "trybie incognito" i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.

PAP

czwartek, 3 września 2026



W dniu 23 lutego 1917 r., w związku z obchodami Międzynarodowego Dnia Kobiet, w nękanym konsekwencjami wojny Piotrogrodzie odbyły się masowe demonstracje, w czasie których wybrzmiewały hasła dotyczące polepszenia sytuacji aprowizacyjno-ekonomicznej. Nowoczesna wojna, wyniszczająca dopiero co rozwijającą się rosyjską gospodarkę kapitalistyczną, doprowadziła m.in. do zaburzenia łańcuchów dostaw, drożyzny, spekulacji i ogólnego spadku dochodów. Na początku 1917 r. w stolicy Imperium Rosyjskiego wystąpiły braki w dostarczaniu mąki i chleba, co jak stwierdził Aleksander W. Szubin, stwarzało podstawy do „zaopatrzeniowej paniki”. W maju 1915 r. rosyjski ekonomista Władymir G. Groman, wyliczał, że wzrost cen „produktów chlebowych” w stosunku do poprzedniego roku wyniósł 170%. Do tego doszło obniżenie poziomu produkcji i wynagrodzeń w fabrykach. Dlatego też robotnicy tworzyli „niebezpiecznie wybuchowe środowisko”, któremu brakowało tylko „detonatora”.

W związku z wojną załamywały się również finanse publiczne państwa. W publikacji napisanej w latach 1915–1916 r., a wydanej rok później, rosyjski ekonomista i minister w Rządzie Tymczasowym Siergiej M. Prokopowicz twierdził, że rzeczywiste wydatki na wojnę znacznie przekroczyły szacunki rosyjskich ekonomistów. W opracowaniu z 1917 r. pt. Wojna i finansowo-ekonomiczne położenie Rosji autorstwa ekonomisty i prawnika Zacharija S. Kacenelenbauma określono, że Rosja na cele wojenne do dnia 1 września 1917 r., a więc w okresie obejmującym 3 lata i półtora miesiąca od wybuchu wojny, wydała blisko 40 miliardów rubli. Była to suma gigantyczna, dwunastokrotnie przekraczająca wydatki budżetowe z 1913 r. Z.S. Kacenelenbaum szacował, że po wojnie Rosja pozostanie z długiem państwowym w granicach 65–70 miliardów rubli, gdzie same procenty wyniosą w skali rocznej blisko 3 miliardy rubli. Ówcześnie pojawiły się również ogólne oceny makroekonomiczne, jak np. ekonomisty Wasilija A. Mukosiejewa, który wskazał, że w ostatnich 200 latach Rosja poświęciła na wojny 129 lat i skupiła się przede wszystkim na rozroście terytorialnym. W związku z tym państwo rosyjskie, przede wszystkim rolnicze, nie zdążyło zbudować nowoczesnej gospodarki i finansów bazujących na stosunkach kapitalistycznych, które pozwoliłyby efektywnie rywalizować z innymi mocarstwami w globalnej polityce. Z kolei wojna jeszcze bardziej wyostrzyła te niekorzystne dla Rosji zależności. Wyliczenia te, dokonane jeszcze w czasie rewolucyjnej burzy, wskazują na skalę problemów  gospodarczych, przed którymi stanęła Rosja w 1917 r.

Co jednak charakterystyczne dla początków rewolucji lutowej, wydarzeń z 23 lutego 1917 r. wielu współczesnych obserwatorów nie odebrało jako preludium do wielkiego buntu, w wyniku którego nastąpi radykalna zmiana polityczna lub ustrojowa. Strajki połączone ze starciami ze służbami porządkowymi, zwłaszcza w początku XX w. w carskiej Rosji, były bowiem czymś częstym. W tym kontekście historyk rewolucji 1917 r. W.I. Starcew stwierdził, że 24 lutego deputowani Dumy Państwowej „nie zobaczyli w rozpoczynającym się ruchu czegoś większego od zwykłych zaopatrzeniowych rozruchów”, podobnie zresztą jak piotrogrodzcy bolszewicy. Świadek tych wydarzeń Nikołaj N. Suchanow napisał, że żadna z partii nie brała jeszcze kursu na rewolucję w związku z rozruchami społecznymi w Piotrogrodzie, wykorzystując je jedynie w celach agitacyjnych. W tym kontekście ważne są również słowa Rozy G. Winawer, żony jednego z liderów partii kadeckiej, która napisała o atmosferze tego czasu: „Niezależnie od niezadowolenia z rządu i od wszelkich śmiałych  dumskich przemówień, wyrażających oburzenie z powodu jego poczynań, IV Duma bała się rewolucji, szczególnie w czasie działań wojennych”.

O obawach opozycyjnych polityków przed „ludowym wystąpieniem”, które mogło zniweczyć plan usunięcia Mikołaja II z tronu na rzecz innego przedstawiciela dynastii Romanowów, pisał też Władymir B. Stankiewicz. Z kolei Prezes IV Dumy Państwowej Michaił W. Rodzianko, który dość szczegółowo opisał w swoich wspomnieniach ten okres, stwierdził, że mimo niezadowolenia i marazmu opozycji „Duma nie dążyła do otwartego zerwania z rządem”. W podobnym tonie wydarzenia z końca lutego 1917 r. opisywał współpracownik i biograf księcia Lwowa, Tichon I. Polner: 

(…) mało kto myślał o rewolucji. Dla wielu wydawała się ona nieunikniona w bardziej lub mniej odległej przyszłości. Teraz (do zakończenia wojny) rewolucję uważano za katastrofę.

Również Władymir M. Kokowcow, były carski premier i minister finansów, stwierdzał w swoich wspomnieniach, że w ówczesnych warunkach dało się wyczuć pewien niepokój, co mogło być przejawem zbliżającego się przewrotu pałacowego, ograniczenia wpływu imperatorowej lub zmiany formy zarządzania państwem. Nie było natomiast mowy o rewolucji, która zniszczy wszelkie dotychczasowe formy państwa rosyjskiego. W.M. Kokowcow stwierdził kategorycznie:„Powiem tylko jedno: kto by się chwalił, że przewidział wszystko, co zaszło, powiedziałby jawną nieprawdę”.

(...)

Świadek tych wydarzeń, członek władz partii kadeckiej, książę Władymir A. Oboleńskij napisał w swoich wspomnieniach, że gdyby carski rząd uporządkował sprawy aprowizacyjne i umiejętnie wprowadził system kartkowy na chleb, może nie doszłoby do „zaopatrzeniowego buntu”, który zrodził bunt żołnierski. Z kolei działacz partii kadetów i prawnik Walerij Lewickij, który na przełomie lutego i marca 1917 r. znajdował się w Kijowie, o początkach rewolucji lutowej napisał w ten sposób:

Rewolucja spadła jak śnieg na głowę. Piersi dowiedzieli się o niej pracownicy kolei z telegramu komisarza Bublikowa. W Kijowie było całkowicie spokojnie. Przecież nie było u nas żadnych fabryk i zakładów. Na obrzeżach syto i bezpiecznie mieszkali drobni kupcy, ogrodnicy i sadownicy. Wojna przyniosła im górę pieniędzy.

Natomiast nieco inaczej o wydarzeniach z przełomu lutego i marca 1917 r. napisał Roman Dmowski:

Na kilka tygodni przed wybuchem rewolucji pewien cudzoziemiec, biorący żywy udział w sprawach rosyjskich, powiedział mi, że rewolucja jest pewna i że wkrótce wybuchnie. Nie wierzyłem temu. O ile moje wiadomości sięgały, organizacje rewolucyjne w Rosji nie przedstawiały wielkiej siły, co zresztą było prawdą; nadto nie sądziłem, żeby rewolucja była możliwa podczas wojny w państwie mającym tylu ludzi pod bronią.

Dmowski dodał, że cudzoziemiec ten był „wielkim przyjacielem Rosji, a jednocześnie zwolennikiem rewolucji”. Miał on być przekonany, że po rewolucji Rosja stanie się liberalnym państwem konstytucyjnym. Tym samym polski polityk chciał zapewne zwrócić uwagę na nadzieje części zachodnich elit na pozytywne zmiany w Rosji. Dmowski sam zresztą okres od 1905 r. w Rosji nazwał „ewolucją konstytucyjną”, stwierdzając, że państwo rosyjskie „miało widoki przekształcenia się w duchu zachodnioeuropejskim na drodze ewolucyjnej, z niewielkimi może wstrząśnieniami”.

Natomiast jako jedną z głównych przyczyn rewolucji lutowej 1917 r. Dmowski uznał działania rządu carskiego. W tym sensie insynuował on współpracę ministra Protopopowa z Niemcami, którzy tracąc nadzieję na możliwość porozumienia z Rosją, chcieli doprowadzić do rewolucji w Rosji (w pewnym sensie na wzór wydarzeń z 1904–1905). W takiej konstelacji wybuch rewolucji miał zmusić cara Mikołaja II do negocjacji niemiecko-rosyjskich, a nie do upadku rządku i ogólnie, całego systemu państwowo-ustrojowego caratu. Widać więc, że Dmowski przywiązywał zbyt dużą wagę do czynnika zewnętrznego w opisie przyczyn wydarzeń lutowych 1917 r. w Rosji. /Dmowski żył na Księżycu swych wyobrażeń? - red./

W tym kontekście warto przytoczyć opinię historyka Aleksandra Rabinowicza, który w stulecie rewolucji 1917 r. stwierdził, że ówczesne wydarzenia nie były efektem żadnego spisku,  gdyż stanowiły zaskoczenie dla rosyjskich partii i grup politycznych. Według niego, „upadek carskiego reżimu był rezultatem głębokiej, w swojej istocie spontanicznej ogólnonarodowej rewolucji”. 

Dopiero dzień później, 25 lutego, kiedy sytuacja nie ulegała zmianie, w czasie kolejnych obrad Dumy trwających tylko 46 minut wysunięto postulat, żeby sprawy dotyczące zaopatrzenia miasta, będące przyczyną strajków, przekazać samorządowi miejskiemu, czyli Piotrogrodzkiej Dumie Miejskiej. Występujący na tym posiedzeniu Dumy carski minister rolnictwa Aleksander A. Rittich zgodził się na to, a kolejne posiedzenie parlamentu, mające rozstrzygnąć tę kwestię, wyznaczono na 28 lutego. Co istotne, zgłoszony w czasie posiedzenia przez A.F. Kiereńskiego projekt rewolucyjnej rezolucji, zakładający m.in. wezwanie do dymisji carskiej Rady Ministrów, utworzenie rządu odpowiedzialnego przed narodem i zapewnienie gwarancji takich praw jak wolność słowa i zebrań, nie został przyjęty do głosowania. Dalsze wypadki potoczyły się jednak tak, że było to ostatnie posiedzenie IV Dumy Państwowej carskiej Rosji, która rozpoczęła swoją kadencję w 1912 r.

Strajki i rozruchy obejmowały coraz więcej fabryk i centrum Piotrogrodu zalewały tłumy protestujących. Przestała wychodzić prasa. W dniu 26 lutego, na podstawie rozkazu cara, na ulice wyszło wojsko. Padły strzały, pojawiły się ofiary, ale część żołnierzy pułku pawłowskiego podjęła nieudaną próbę wsparcia protestujących. Jednocześnie Rada Ministrów, czując się pewniej po pacyfikacji, wydała ukaz o zawieszeniu sesji Dumy i wznowieniu jej obrad nie później niż w kwietniu 1917 r., a minister A. Protopopow w nocnym telegramie z 26 na 27 lutego 1917 r. uspokajał cara, że już następnego dnia część robotników powróci do pracy. Tymi działaniami rząd zakończył też wszelkie rozmowy z opozycją skupioną w Dumie na temat możliwości utworzenia odpowiedzialnego przed nią rządu lub rządu, na którego czele stanęłaby osoba ciesząca się popularnością i zdolna opanować sytuację. Celem tych zdecydowanych i zaskakujących dla opozycji działań najwyższych dygnitarzy carskich była chwilowa eliminacja opozycyjnego parlamentu aż do czasu spacyfikowania stolicy.

W dniu 27 lutego 1917 r. nastąpił jednak przełom. Od wczesnego ranka część oddziałów zaczęła przechodzić na stronę protestujących i około godziny 14:00 zajęto Pałac Taurydzki, czyli siedzibę carskiej Dumy Państwowej będącej centrum ówczesnej opozycji. Doszło tym samym do bezprecedensowej sytuacji, gdzie zrewoltowany tłum zajął budynek parlamentu, którego sesję zawiesił carski rząd. Co równie ważne, do budynku Dumy zbuntowane masy przyprowadzały zatrzymanych przez siebie carskich działaczy i urzędników. Deputowani Dumy musieli więc określić swój stosunek wobec zachodzących wydarzeń.

Oznaczało to, że bunt społeczny i wybuchła w jego wyniku rewolucja wtargnęły w gmach Dumy Państwowej, której przedstawiciele w postaci opozycyjnych kadetów i październikowców do końca próbowali nakłonić cara Mikołaja II i rząd do ustępstw. Ustępstw w postaci stworzenia monarchii, gdzie rząd odpowiadałby przed parlamentem, i która miała przecież uchronić państwo rosyjskie przed wyniszczającym buntem, rewolucją i wojną domową. Dlatego też jeszcze wieczorem 26 lutego i rankiem dnia następnego zaniepokojony tym, co się dzieje w Piotrogrodzie, przewodniczący Dumy październikowiec Michaił W. Rodzianko telegraficznie informował cara Mikołaja II o konieczności takiego kompromisu. Car jednak, przekonany w pierwszych dniach rewolucji o możliwości jej siłowego zdławienia, zbył milczeniem tę propozycję. Jest to jeden z największych paradoksów w rosyjskich dziejach, że mimo intencji uratowania monarchii, jej przedstawiciele przyczynili się nie tylko do jej upadku, ale i rewolucji, której następstwa miał odczuć świat. W tym miejscu należy stwierdzić, że wypadki mające miejsce w Pałacu Taurydzkim i podjęte wówczas decyzje miały bezpośredni wpływ na przyszły kształt ustrojowy Rosji i dlatego warto je bliżej przeanalizować.

Z jednej strony, deputowani Dumy częściowo podporządkowali się carskiej decyzji z dnia 26 lutego 1917 r. o zawieszeniu jej obrad, kierując się legalizmem, strachem przed możliwością karnej ekspedycji i perspektywami stłumienia buntu, a być może pewną nadzieją na porozumienie z carem. Dlatego też po porannym wysłuchaniu przez deputowanych decyzji o zawieszeniu obrad Dumy nie zdecydowano się na przyjęcie radykalnych wariantów, np. odrzucenia carskiego ukazu i pełnego kontynuowania prac parlamentu. Z drugiej strony jednak, obradujący od godz. 11:00 27 lutego 1917 r. Konwent Seniorów Dumy przyjął postanowienia o tym, że deputowani nie mogą rozjeżdżać się do domów w związku z zawieszeniem sesji Dumy oraz o tym, że w danym momencie naczelnym hasłem pozostaje zmiana starej władzy, ale przy zachowaniu porządku i spokoju. Zakazano więc rozjeżdżania się deputowanych w prowincję, ale samowolnie obrad parlamentu nie wznowiono. To podporządkowanie z prawnego, ale i politycznego punktu widzenia, należy określić jako częściowe i wyczekujące. Po zajęciu budynku Dumy przez żołnierskie masy nie można już było zwlekać. W tym momencie Duma Państwowa nie mogła być już tylko biernym obserwatorem wypadków w Piotrogrodzie. Jej przewodniczący Michaił W. Rodzianko zwołał tzw. prywatną naradę członków Dumy, czyli nieoficjalne spotkanie, mające na celu zastanowienie się, jaką pozycję zająć wobec wydarzeń w Piotrogrodzie. Po zaciętych dyskusjach54 prezes Dumy poddał pod głosowanie cztery propozycje:

1) przekazać władzę Konwentowi Seniorów Dumy;
2) utworzyć nowy komitet, mający reprezentować Dumę w kontekście zachodzących w Piotrogrodzie wydarzeń;
3) ogłosić Dumę Państwową Zgromadzeniem Konstytucyjnym;
4) wybrać Komisję i powierzyć jej organizację nowej władzy.

Wybrano drugi, najbardziej kompromisowy i wyważony wariant i członkowie prywatnej narady powierzyli Konwentowi Seniorów Dumy powołanie członków nowego podmiotu – Tymczasowego Komitetu Dumy Państwowej (TKDP, pełna nazwa: Komitet Członków Dumy Państwowej dla zaprowadzenia porządków w stolicy i dla kontaktu z urzędami i osobami). W gmachu Dumy powstała więc nieoficjalna struktura, niebędąca żadnym organem państwowym w ramach carskiego systemu władzy, ale składająca się z bardziej lub mniej opozycyjnych parlamentarzystów, traktowanych w przestrzeni publicznej jako alternatywa nie tylko dla obecnej Rady Ministrów, ale wobec całego centrum decyzyjnego państwa, z carem włącznie.
 
Taka percepcja Dumy wynikła z faktu, że od czasu jej powołania w 1905 r., a szczególnie od 1915 r., liberalno-konserwatywna opozycja, skupiona w tzw. Bloku Postępowym, znajdowała się w stałej konfrontacji z carem i Radą Ministrów, domagając się powołania z ich grona rządu odpowiedzialnego przed Dumą. Siły skupione w Bloku Postępowym, a więc głównie kadeci, październikowcy i progresiści, dążyli tym samym do przekształcenia rosyjskiej monarchii, będącej w swojej końcowej fazie syntezą samodzierżawia i monarchii przedstawicielskiej56, w konstytucyjno-parlamentarną i prawną. Stanowiłoby to osiągnięcie zmian ustrojowych, które w ujęciu rosyjskiej liberalnej doktryny prawnej były charakterystyczne dla najbardziej rozwiniętych państw. Dążyli oni do zapewnienia nie tylko wolności cywilnej/obywatelskiej (ros. grażdańskiej), ale i politycznej, co oznaczało możliwość zagwarantowanego prawem udziału jednostki i społeczeństwa we władzy państwowej. W sensie politycznym natomiast te dążenia, jak określił to w swoich wspomnieniach W.D. Nabokow, motywowane były chęcią powołania takiego rządu, który byłby w stanie efektywniej prowadzić wojnę, zwłaszcza w kontekście coraz znaczniejszych klęsk armii rosyjskiej. Poza tym członkami Dumy byli również przedstawiciele radykalniejszych sił politycznych: mienszewików, trudowików oraz eserów i bolszewików. Stąd też, jak słusznie zauważył N.N. Suchanow, uliczny ruch mas w początku rewolucji lutowej nie kierował się żadnym planem ani nie posiadał żadnego kierownictwa i Duma, jako centrum opozycji wobec caratu, stała się naturalnym miejscem, do którego udał się zbuntowany tłum i w którym rozpoczęło się centrum politycznego życia rewolucji. Równie istotny był ten fakt, że Duma Państwowa, którą mimo wszystko, przynajmniej formalnie, należało uznać za jeden z najważniejszych organów w carskim systemie władzy, nie została w przeciwieństwie do innych organów zniszczona przez rewolucyjną falę na przełomie lutego i marca 1917 r. Dlatego też istniejąca w ramach Dumy struktura organizacyjna, mimo zarządzania przerwy w jej działaniach, mogła być i w praktyce została wykorzystana do organizacji nowych władz.

To spowodowało, że zaczęto traktować Komitet wyłoniony w Dumie jako nowy organ władzy lub też po prostu jako organ występujący w imieniu Dumy Państwowej. Natomiast konieczność reakcji na bieżące wydarzenia sprawiła, że działania Komitetu same zaczęły kształtować charakter rozpoczynającej się rewolucji i stawał się on nowym ośrodkiem rewolucyjnych władz. Prezes Dumy M.W. Rodzianko w wydanej już w czasie wojny domowej w 1919 r. w Rostowie nad Donem książce o roli Dumy w tych wydarzeniach, górnolotnie napisał, że musiała ona wówczas stanąć na czele rewolucji, gdyż w przeciwnym wypadku krajowi groziłaby anarchia i klęska. Sama natomiast Duma byłaby aresztowana i wybita przez żołnierzy, co oznaczałoby możliwość przejęcia władzy przez bolszewików64. I, co się tyczy fizycznego zagrożenia, M.W. Rodzianko miał zapewne rację, ale jeszcze za wcześnie było mówić o stanięciu przez Dumę na czele rewolucji. Zwłaszcza że jak sam przyznał w 1922 r., Duma Państwowa: „(…) nie była wewnętrznie przygotowana na wybuch rewolucji i dla jej zneutralizowania nie miała żadnego planu i żadnej przygotowanej struktury”.
 
A.W. Szubin stwierdził, że powołując TKDP, deputowani przyjęli neutralną formułę, która pozwalała im działać w zależności od rozwoju wypadków. W przypadku bowiem stłumienia powstania mieli oni argument, że nie wznowili samowolnie prac Dumy, a jedynie powołali komitet, który miał na celu zaprowadzenie porządku. Podkreśla to A.A. Bublikow, który mówi, że sama długa nazwa Komitetu podkreślała jego nierewolucyjność. Milukow, uznający się za autora pomysłu powołania komitetu z takimi kompetencjami, tak pisał o tym w swoich wspomnieniach:

Ta niezdarna formuła posiadała tę przewagę, że czyniła zadość potrzebom chwili, nie decydując o niczym w przyszłości. Ograniczając się do minimum, powoływała ona organ i nie prowadziła deputowanych do kryminału.
 
W tym kontekście należy wspomnieć, że Rodzianko, po nieudanych próbach porozumienia się z carem w sprawie powołania odpowiedzialnego rządu, chciał rozwiązać Komitet, ale spotkało się to z oporem jego członków. Gdy zadzwoniono z Banku Państwowego z prośbą o pomoc (ochrona banku porzuciła swoje posterunki), Komitet zdecydował się wysłać żołnierzy Preobrażeńskiego Pułku, by zabezpieczyli aktywa instytucji. Działanie takie w sposób jasny świadczyło, że powstała nowa jednostka władzy, chociaż na ten moment działania Komitetu były jeszcze powściągliwe, gdyż odrzucono koncepcję przejęcia władzy, a jego członkowie sondowali sytuację i próbowali pertraktować z caratem w sprawie powołania odpowiedzialnego przed nimi rządu. Dzięki buntowi społecznemu w Piotrogrodzie progresiści mogli zrealizować swój najważniejszy od lat cel, czyli transformację Rosji w monarchię konstytucyjno-parlamentarną. Choć dla autorów koncepcji ewolucyjnej zmiany ustroju Rosji miała ona dokonać się poprzez wymuszenie reform na carze lub w wyniku przewrotu pałacowego, to zbuntowany lud w Piotrogrodzie przyniósł de facto władzę do budynku Dumy, co paradoksalnie komplikowało działania jej liberalno-demokratycznych kręgów. Dość krytycznie, ale zarazem jednostronnie, taką postawę ówczesnej opozycji dumskiej określił R. Pipes, który stwierdził: „Rewolucyjny przewrót, który od tak dawna przewidywali, zaskoczył ich; doświadczeni w pojedynkach z ministrami, nie mieli pojęcia, jak postępować z rozszalałym tłumem”.

Dość dobrze atmosferę tego momentu oddaje relacja W.A. Oboleńskiego, który przebywał wówczas w Pałacu Taurydzkim:

Wszyscy podnieceni, wszyscy odczuwają potrzebę jakiegoś działania… Ale nie ma żadnego centrum kierowniczego. Tam, na ulicach, przewalają się tłumy narodu i zbuntowani żołnierze bez żadnego kierownictwa, a tutaj – snujący się jak cienie deputowani i ich niekończący się naradzać liderzy… Nikt nie stoi na czele rewolucji… Boże, kiedy oni skończą się naradzać!

Z drugiej jednak strony kadet W.A. Oboleńskij przyznaje, że bunt, rewolucja i konieczność objęcia całej władzy zaskoczyła oraz zburzyła koncepcje polityczno-ustrojowe jego środowiska w Dumie:

Dobrze pamiętam, jak trudno było Dumie, w swojej większości składającej się z umiarkowanych i prawicowych deputowanych, podjąć decyzję o utworzeniu władzy rewolucyjnej. My wszyscy, zebrani w kuluarach Dumy, rozumieliśmy to. Ale fakt owego rozumienia powodował, że było jeszcze ciężej na duszy.

Podobną relację i takie same spostrzeżenia opisał w swoich wspomnieniach W.B. Stankiewicz74. Trafnie ujął on paradoks, że „burżuazyjne kręgi Dumy” stworzyły atmosferę rewolucyjną, ale zupełnie nie były przygotowane do wybuchu, który nastąpił w wyniku tej atmosfery. Paweł N. Milukow napisał, że niektórzy opozycyjni członkowie Dumy byli gotowi do działania w przypadku przewrotu pałacowego. Problem polegał jednak na tym, że przewrót wystąpił od dołu, a nie od góry. W sierpniu 1917 r. Milukow twierdził również, że w istocie Duma nie wytworzyła rewolucji, ani też nie zapobiegła jej. Nieco inaczej wydarzenia te określał jeden z głównych liderów ruchu czarnosecinnego, czyli Mikołaj J. Markow. Według niego monarchiści (rosyjska prawica) przed lutym 1917 r. oczekiwali, w przeciwieństwie do Milukowa, rewolucji z dołu, czyli ze strony radykalniejszych socjalistów, rewolucjonistów i robotników. Nie spodziewali się natomiast, że w rewolucyjną zmianę władzy zaangażują się głównie przedstawiciele arystokracji oraz generalicji. W przeciwieństwie do Milukowa lider Związku Narodu Rosyjskiego za głównego sprawcę wydarzeń rewolucyjnych z przełomu lutego i marca 1917 r. uznawał elitę państwa rosyjskiego (biurokrację, arystokrację, generalicję oraz opozycję), czyli „górę”, a nie „doły”. Ci drudzy, czyli „lud” był według Markowa tylko przedmiotem w rękach głównych spiskowców (używał on również terminu „zdrajców”) przeciwko państwu rosyjskiemu. Zgodnie z taką narracją zbuntowani żołnierze na ulicach Piotrgordu byli tylko przedmiotem a nie podmiotem w rozgrywającym się scenariuszu rewolucyjnego obalenia władzy carskiej.

W tym kontekście istotne jest, że w tym samym dniu i praktycznie w tym samym czasie, również w gmachu Dumy, powstała nowa struktura, też nieoficjalna, ale nawiązująca wprost do wydarzeń z 1905 r., czyli składający się z socjalistów Tymczasowy Komitet Wykonawczy Rady Delegatów Robotniczych. Socjaliści jednak, w przeciwieństwie do liberałów i konserwatystów, nie mieli żadnych wątpliwości co do tego, że należy tworzyć nowe struktury władzy. W związku z tym Tymczasowy Komitet wydał odezwę wzywającą robotników do wybrania deputowanych na pierwsze posiedzenie Rady, które miało się odbyć o godz. 19:00. Przed tym posiedzeniem Tymczasowy Komitet Wykonawczy zdołał jeszcze powołać tzw. powstańczy sztab oraz Komisję Zaopatrzeniową. Oznaczało to, że socjaliści przystąpili do organizacji swoich struktur i przejęcia niekontrolowanego buntu pod swoją jurysdykcję. Samo zdecydowanie oraz sukcesy w tworzeniu rad przez socjalistów wynikały również stąd, że o koncepcji powstania Rady Delegatów Robotniczych zaczęli rozmawiać już w dniach 24–25 lutego 1917 r., korzystając z siedziby Piotrogrodzkiego Związku Robotniczych Stowarzyszeń Konsumenckich. Podjęto wtedy również decyzję, żeby swoje działania skoordynować z siłami politycznymi z Dumy Miejskiej Piotrogrodu oraz resztkami Grupy Robotniczej Centralnego Komitetu Wojenno-Przemysłowego. W chwili opanowania budynku Dumy Państwowej przez rewolucję rosyjscy socjaliści byli więc częściowo gotowi do tworzenia swoich struktur w celu forsowania własnej koncepcji państwa rosyjskiego. Na samym starcie rewolucji niejako wyparli siły liberalne i liberalno-konserwatywne z pola walki z caratem.

Zaczęły się tworzyć podstawy układu dwuwładzy, a raczej w tamtym momencie historycznym trójwładzy, bo kiedy powstał Komitet i Rada, car i rząd nadal stanowili główny punkt odniesienia co do potencjalnej zmiany sytuacji politycznej i ustroju. Gdy ten ośrodek władzy zniknął, rozpoczęła się dwuwładza nazwana przez Rodziankę „grzechem pierworodnym” nowej władzy.

Około 16:00 w pałacu Maryjskim zebrała się – na swoje ostatnie w historii posiedzenie – carska Rada Ministrów. Podjęto decyzję o konieczności wysłania do Mikołaja II telegramu, w którym wskazywano, że obecny rząd nie może sprostać pojawiającym się wyzwaniom i car powinien wyznaczyć prezesa cieszącego się społecznym poparciem, który stworzy odpowiedzialny przed parlamentem rząd. Po tej uchwale członkowie rządu rozeszli się. Ostatnie w historii posiedzenie carskiego rządu dotyczyło, jak widać, głównie ustąpienia i przekazania władzy opozycji parlamentarnej, która walczyła o to zaciekle od 1915 r. Ostatni rząd zresztą nie cieszył się poparciem i był raczej nierozpoznawalny, co wynikało z bardzo częstych zmian personalnych w tym organie w czasie wojny. W tym miejscu trzeba wspomnieć, że od momentu wybuchu wojny w 1914 r. nastąpił dualizm administracyjny w sferze zarządzania Rosją. Polegał on na tym, że zgodnie z tzw. Regulaminem o polowym zarządzaniu armią administracja cywilna w sferze frontowej i przyfrontowej podlegała kierownictwu armii, a nie rządowi. Temu zaś podlegała administracja cywilna na reszcie terytorium, czyli na tyłach. Wynikało to m.in. z założeń, że sama wojna może być krótkim konfliktem. Niemniej z czasem zaczęło to generować problemy na linii kierownictwo armii – rząd, zwłaszcza że od 1914 r. głównodowodzącym został wielki książę Mikołaj Mikołajewicz. W praktyce w czasie wojny wystąpiło kilka ośrodków władzy administracyjnej na poziomie centralnym: tzw. Stawka (kierownictwo armii); Rada Ministrów; Duma Państwowa; Ziemgor oraz tzw. specjalne narady (w kluczowych sprawach dla prowadzenia wojny). To wszystko utrudniało efektywne zarządzanie wysiłkami wojennymi państwa rosyjskiego.

Mimo to centralny aparat administracyjny, w tym ministerstwa, pozostał jeszcze nienaruszony, co potencjalnie stwarzało przyszłej władzy możliwość objęcia szybkiej kontroli nad państwem.

(...)

Po rozmowach Rodzianki, prezesa carskiej Dumy oraz prezesa nowego organu, czyli Tymczasowego Komitetu Dumy, z bratem cara Michałem Aleksandrowiczem, ten drugi wezwał Mikołaja II, żeby poszedł na ustępstwa. Ten, nie do końca rozumiejąc sytuację, nie zgodził się na taką propozycję i kazał rządowi trwać na swoich pozycjach. Nie zmieniło to w niczym sytuacji. Tymczasem w budynku Dumy rozpoczęły się już obrady nowo wybranej Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych, a Piotrogród w coraz większym stopniu stawał się strefą poza jakąkolwiek kontrolą aparatu administracji carskiej.
 
Michał Patryk Sadłowski - Między Mikołajem II a Leninem

środa, 2 września 2026



Rosja odpowiada za sierpniowy incydent z dronem z materiałem wybuchowym na lotnisku w Lipsku - ogłosił we wtorek szef niemieckiego MSW Alexander Dobrindt. W ramach odpowiedzi rząd Niemiec zdecydował, że zamknie konsulat generalny Rosji w Bonn oraz Rosyjski Dom w Berlinie.

Przypisanie Rosji odpowiedzialności za incydent Dobrindt uzasadnił wynikami śledztwa, schematem działania sprawców oraz ustaleniami służb wywiadowczych. Jak zaznaczył, przedstawił stanowisko całego niemieckiego rządu.

- Nie znajdujemy się w stanie wojny, ale każdego dnia jesteśmy celem działań w ramach wojny hybrydowej - podkreślił.

Na wspólnej konferencji prasowej z szefem niemieckiej dyplomacji Johannem Wadephulem w Berlinie Dobrindt dodał, że "od dłuższego czasu służby bezpieczeństwa obserwują hybrydowe akcje w Niemczech i europejskim sąsiedztwie". Ostrzegł, że Niemcy w przyszłości pozostaną celem rosyjskich ataków hybrydowych.

W ramach odpowiedzi wobec Rosji 18 września zamknięty zostanie konsulat Rosji w Bonn, a także Rosyjski Dom, ośrodek promujący rosyjską kulturę, z siedzibą w centrum Berlina - poinformował Wadephul. Do siedziby niemieckiego MSZ wezwano rosyjskiego ambasadora.

Zgodnie z informacjami niemieckiego MSZ konsulat generalny w Bonn jest ostatnią taką rosyjską placówką działającą w Niemczech. W Berlinie działa jeszcze ambasada Rosji z wydziałem konsularnym oraz rosyjski konsulat honorowy w Norymberdze.

Rosyjski Dom jest finansowany przez rosyjskie MSZ i uznawany za narzędzie propagandy Kremla. Władze Niemiec nie zadecydowały się na zamknięcie ośrodka po rozpoczęciu przez Rosję inwazji przeciwko Ukrainie na pełną skalę w lutym 2022 roku. Pod Rosyjskim Domem cyklicznie odbywały się demonstracje poparcia Ukrainy.

Wadephul zapewnił we wtorek na konferencji prasowej, że Niemcy nadal będą wspierać zmagającą się z rosyjską agresją Ukrainę. - Nasze przesłanie do rosyjskich władz jest jasne: nie pozwolimy, by rosyjskie ataki podzieliły nasze społeczeństwo ani by nas zastraszyły - powiedział.

W nocy z 4 na 5 sierpnia samolot transportowy zderzył się z niezidentyfikowanym obiektem w pobliżu lotniska w Lipsku na wschodzie Niemiec. Samolot przekierowano do Hanoweru, gdzie stwierdzono jego niewielkie uszkodzenia. Krótko wcześniej lotnisko w Lipsku wstrzymało działalność z powodu znalezienia na płycie, przy ukraińskim samolocie transportowym Antonow, drona z detonatorem oraz materiałów wybuchowych.

Zgodnie z ustaleniami niemieckich służb dron znaleziony na lotnisku celowo uderzył wcześniej w skrzydło zaparkowanego na płycie Antonowa. Materiały wybuchowe nie eksplodowały jednak po zetknięciu z maszyną; według dziennika "Bild" do wybuchu nie doszło z powodu uszkodzonego zapalnika.

Niemieckie służby podejrzewały, że za próbą sabotażu stała Rosja. Kanclerz Friedrich Merz zapowiedział, że odpowiedzialni za ataki hybrydowe "zapłacą za nie". W ostatnich tygodniach w rządzie trwały dyskusje na temat konsekwencji, jakie należy wyciągnąć wobec Rosji po oficjalnym przypisaniu temu państwu próby ataku w Lipsku.

PAP