W grudniu 2025 r. szef Biura Prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. Projektów Społecznych Siergiej Nowikow poinformował, że z frontu do życia cywilnego powróciło 167 tys. żołnierzy. Zakłada się, że jest to liczba osób posiadających legitymację weterana działań wojennych.
W tym samym czasie Nowikow podał jeszcze jedną liczbę — 250 tys. osób. — Widzimy, że nadal pozostaje u nas dość duża szara strefa: dziesiątki tysięcy osób, które nie zgłosiły się do funduszu, ale też nie znalazły zatrudnienia — wyjaśnił. Chodzi tu o państwowy fundusz Obrońcy Ojczyzny, utworzony w celu wspierania uczestników wojny w Ukrainie.
Logo
Następnie liczba 250 tys. została usunięta z mediów "na polecenie z góry". Pozostaje pytanie, kogo dokładnie obejmują te liczby?
167 tys. osób zwróciło się do funduszu Obrońcy Ojczyzny i uzyskało status weteranów. 250 tys. tego nie zrobiło. — Wrócili, nie pracują, albo wydają pieniądze, które otrzymali, albo w jakiś inny sposób zarabiają na życie — powiedział Nowikow. Jeśli tak, łącznie powróciło 417 tys. osób.
Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew lubi chwalić się tym, ilu Rosjan podpisało kontrakty i trafiło na front. Tylko w zeszłym roku, według jego słów, ministerstwo obrony zwerbowało 422,7 tys. osób. Jeśli potraktować te oświadczenia poważnie i zsumować wszystkie oficjalnie podane liczby — 185-tysięczna armia, 300 tys. zmobilizowanych, kolejne 1,9 mln żołnierzy kontraktowych oraz 164 tys. ochotników zwerbowanych w latach 2023–2026 (według słów Miedwiediewa) — okaże się, że na wojnę w Ukrainie wyruszyło już co najmniej 2,5 mln osób.
Eksperci i dziennikarze sceptycznie podchodzą do oświadczeń Miedwiediewa. Na przykład, jeśli chodzi o wydatki na wypłaty z tytułu zawarcia kontraktu, serwis Ważnyje Istorii oraz ekonomista Janis Kluge obliczyli, że od czwartego kwartału 2022 r. do pierwszego kwartału 2026 r. kontrakty mogło podpisać ponad 1,2 mln osób. W sumie, według minimalnych szacunków, od lutego 2022 r. do maja 2026 r. przez wojnę mogło przejść ok. 1,5–1,6 mln kontraktowców i zmobilizowanych, nie licząc ochotników.
Liczbę ofiar śmiertelnych, w tym osób zaginionych, na koniec 2025 r. dziennikarze Meduzy i Mediazony oszacowali na 352 tys. osób, nie uwzględniając zaginionych od lipca 2025 r. Jednocześnie rosyjska armia w Ukrainie liczy do 700 tys. Rosjan — tak twierdzili zarówno ukraińscy urzędnicy, jak i Władimir Putin.
Z tego wynika, że według bardzo przybliżonych szacunków co najmniej 400 tys. osób mogło już powrócić z frontu do życia cywilnego.
A być może nawet więcej.
Eksperci, z którymi rozmawiała Nowa Gazieta, podają tę samą dolną granicę: od 400 tys. osób. Górny szacunkowy poziom to nawet 800 tys.
(...)
W pierwszej kolejności do życia cywilnego powrócili ciężko ranni. Według szacunków brytyjskiego Międzynarodowego Instytutu Badań Strategicznych (IISS) do początku 2026 r. aż 476 tys. żołnierzy zostało ciężko rannych lub stało się niepełnosprawnymi. Amerykańskie Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) szacuje liczbę rannych nawet na ok. 900 tys. osób.
Istnieją też bardziej ostrożne szacunki. Już od 2023 r. wojna w Ukrainie zaczęła przekształcać się w wojnę dronów. Obecnie na głębokości do 20 km od linii frontu rozciąga się tzw. szara strefa, czyli strefa śmierci, gdzie bezzałogowe statki powietrzne wroga natychmiast wykrywają i zabijają przeciwnika. Ewakuacja rannych jest niezwykle utrudniona, przez co śmiertelność na froncie rośnie.
Dmitrij Kuzniec, obserwator wojskowy serwisu Meduza, uważa, że obecnie szanse na przeżycie ciężko rannych żołnierzy należy porównać do tych z czasów wielkiej wojny ojczyźnianej.
O ile w 2022 r. pisano o stosunku liczby poległych do rannych wynoszącym ok. 1 do 1,7–2, o tyle obecnie wynosi on 1 do 0,5.
Co więcej, nawet z ciężkimi obrażeniami trudno jest odejść z armii. Komisje wojskowo-lekarskie po prostu nie przeprowadzają badań oceniających zdolność do służby, nie rejestrują okaleczeń i wysyłają ocalałych żołnierzy ze szpitali z powrotem na front.
W ten sposób, według najbardziej ostrożnych szacunków, do końca 2025 r. co najmniej 300 tys. żołnierzy zostało zdemobilizowanych z powodu ran.
Dane dotyczące udziału więźniów oraz "niezależnych" najemników z prywatnej firmy wojskowej Grupa Wagnera zostały zbadane dość dokładnie — przede wszystkim dzięki pracy serwisu Mediazona oraz rosyjskiej sekcji BBC, które uzyskały listy wypłat pośmiertnych dla krewnych.
W sumie dziennikarze pisali o co najmniej 48 tys. 366 osobach zwerbowanych z kolonii karnych. 17 tys. 251 z nich zginęło do lipca 2023 r., kiedy to grupa została rozwiązana po buncie Jewgienija Prigożyna. Ponadto od lipca 2022 r. do lipca 2023 r. zginęło ok. 2,4–2,5 tys. wolnych najemników. Przez prywatną firmę wojskową przeszło łącznie ok. 78 tys. osób.
Do normalnego życia mogło powrócić ok. 31 tys. byłych więźniów, zwerbowanych przez Prigożyna, a także do 27 tys. niezależnych najemników.
Jest to szacunek maksymalny, ponieważ po buncie część najemników podpisała kontrakty z ministerstwem obrony i ponownie wyruszyła na wojnę. Władimir Putin mówił o kilku tysiącach takich bojowników. Część byłych członków Grupy Wagnera mogła znowu trafić do kolonii karnej, a stamtąd — na wojnę.
Od września 2023 r. zaprzestano rekrutacji więźniów na półroczne kontrakty, po których można było uzyskać ułaskawienie i wrócić do domu.
Prywatna firma wojskowa Grupa Wagnera była najliczniejszą spośród wszystkich formacji ochotniczych, ale nie jedyną. Ok. 25 tys. umów zostało podpisanych za pośrednictwem czeczeńskiej organizacji Achmat. Liczebność innej, stosunkowo dużej prywatnej firmy wojskowej Redut szacuje się na 7 tys. osób.
Wreszcie, krótkoterminowe kontrakty na kilka miesięcy można do dziś podpisywać z BARS (Bojowy Rezerwowy Oddział Armii Państwowej). Oddziały BARS nie zawsze służą na froncie. Korzystają z tego na przykład urzędnicy, aby budować swoją karierę. Liczbę ochotników walczących na froncie w latach 2022–2023 szacowano na 40 tys. osób.
(...)
Ilu żołnierzy jeszcze powróci? Tempo rekrutacji żołnierzy kontraktowych w ostatnich latach mniej więcej odpowiada poziomowi strat, a nawet go przewyższa. Pozwala to utrzymać stabilną liczebność rosyjskiej armii w Ukrainie (ok. 700 tys. Rosjan). Oznacza to, że jeśli charakter walk nie ulegnie radykalnej zmianie, po zakończeniu wojny z frontu może powrócić jeszcze 700 tys. osób z doświadczeniem bojowym.
Należy do tego dodać ciężko rannych. Według najbardziej konserwatywnych szacunków co miesiąc z frontu wraca ok. 5 tys. rannych, co daje 60 tys. żołnierzy rocznie. Liczba ta może jednak być wyższa.
W 2025 r. IISS szacuje straty Rosji w postaci rannych na ok. 100 tys. osób.
onet.pl\Nowa Gazieta