niedziela, 13 września 2026



Zachodni urzędnicy regularnie korzystają z linii kolejowej z Polski na Ukrainę, aby podróżować do Kijowa od czasu zamknięcia ukraińskiej przestrzeni powietrznej w wyniku inwazji Rosji na pełną skalę. Ukrzaliznycia potwierdziła 13 września, że europejscy funkcjonariusze bezpieczeństwa podróżowali do Polski z Ukrainy przez przejście graniczne Jahodyn oraz że Ukraińska Centralna Grupa Monitorująca ewakuowała pociąg dyplomatyczny 15 minut przed uderzeniem sił rosyjskich w lokomotywę na granicy polskiej. Ukrzaliznytsia stwierdziła, że jest całkiem prawdopodobne, że celem rosyjskiego ataku był pociąg z europejskimi urzędnikami na pokładzie, który odjechał ze stacji wcześniej niż planowano ze względu na zagrożenie ze strony dronów.


(...)

Były starszy doradca prezydenta USA Jared Kushner oświadczył 12 września, że Rosja, Ukraina i Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie w sprawie zakończenia wojny we wszystkich kwestiach z wyjątkiem terytorialnych. Kushner oświadczył, że prezydent Rosji Władimir Putin przedstawił swoje żądania terytorialne i że jeśli Ukraina chce wycofać się do tej linii, to reszta porozumienia jest już rozwinięta i uzgodniona. Kushner przyznał, że sytuacja na polu bitwy, która jest dość dynamiczna, w pewnym stopniu zadecyduje o kwestiach terytorialnych. Doradca prezydenta Rosji Jurij Uszakow zaprzeczył Kusznerowi, stwierdzając 13 września, że w negocjacjach jest wiele nierozwiązanych kwestii, w tym terytorialnych, i że w przypadku “zmiany” stanowisk terytorialnych negocjacje staną się łatwiejsze — a nie, że w przeciwnym razie porozumienie byłoby w toku. Urzędnicy Kremla często twierdzili, że wycofanie się Ukrainy z obwodu donieckiego jest warunkiem koniecznym, ale niewystarczającym do osiągnięcia porozumienia pokojowego, a Putin powtórzył, że pozostaje zaangażowany w swoje żądanie z czerwca 2024 r., aby Ukraina oddała terytoria, których Rosja nie okupuje, a o które od 2014 i 2022 r. walczy, i nie udało mu się przejąć.


(...)

Ukraiński obserwator wojskowy Kostyantyn Maszowiec poinformował 13 września, że siły rosyjskie prowadzą jednoczesne operacje na lewym skrzydle Orichowa, aby dotrzeć do obszaru Mahdanylivka-Zapasne-Pavlivka-Lukyanivske (cały na północny zachód od Orichowa) oraz na bezpośrednich zachodnich i południowo-zachodnich obrzeżach Orichowa. Maszowiec oświadczył, że siły rosyjskie najprawdopodobniej zajęły Szczerbaki i Mali Szczerbaki (oba na zachód od Szczerbaka), zanim podjęły próbę natarcia w kierunku Nowopawliwki i Nowoandriiwki (na północny wschód i wschód od Szczerbaka), prawdopodobnie zajmując wysokie pozycje w celu uzyskania lepszych pozycji ogniowych, aby zablokować ukraińską logistykę i wesprzeć okrążenie Orichowa od zachodu. Maszowiec oświadczył, że siły rosyjskie przedostały się na skrzyżowanie autostrad T-0408 Orichiv-Tokmak i T-0803 Mariupol-Orichiv w południowej Nowodanyliwce (na południe od Orichiwa), do samego Orichiwa oraz między Orichiwem a Małą Tokmachką (na południowy wschód od Orichiwa); oraz w pobliżu Nowobojkowskiego, Pawliwki i Nowojakowliwki (wszystkie na północny wschód od Orichiwa). Jak wynika z geolokalizowanych nagrań opublikowanych 12 i 13 września, siły rosyjskie dodatkowo przedostały się do południowej Preobrazhenki (bezpośrednio na północ od Orichiwa), środkowej Mały Tokmachki i północnej Czerwony Krynyckiej (na północny wschód od Orichiwa).

Maszowiec wskazał, że siły rosyjskie poczyniły te taktycznie znaczące zdobycze w kierunku Orichowa przed 1 września, stwierdził jednak, że od tego czasu siłom rosyjskim nie udało się wykorzystać tych zdobyczy. Maszowiec zauważył, że siły ukraińskie ograniczyły siły rosyjskie na zachód i północny zachód od Orichowa, blokując dostawy zaopatrzenia dla tych grup infiltracyjnych na kilka tygodni, po czym przeprowadziły ciężkie ataki dronów i operacje oczyszczające w celu wyeliminowania obecności Rosji. Maszowiec zauważył, że siły ukraińskie wyparły siły rosyjskie z północnej i środkowej Nowodanyliwki oraz że ukraińskie postępy na zachód od Orichowa ograniczają rosyjskie wysiłki na rzecz natarcia na miasto Zaporoże. Siły ukraińskie przeprowadzają kontrataki na północny zachód i zachód od Orichowa od wiosny 2026 r. i poczyniły znaczące postępy taktyczne, utrudniając siłom rosyjskim działającym na zachód i południowy zachód od Orichowa przeprowadzenie planowanego podwójnego okrążenia Orichowa od zachodu i wschodu. Siły rosyjskie prawdopodobnie będą nadal miały trudności z nacieraniem na flanki Orichowa lub bezpośrednio na niego, podczas gdy Ukraina będzie kontynuować takie kontrataki.


(...)

Ukraińska Marynarka Wojenna poinformowała 12 września, że siły ukraińskie z powodzeniem użyły ukraińskiego USV Sargan 3000 wyposażonego w automatyczną wieżę do poszukiwania i niszczenia rosyjskiego USV na Morzu Czarnym, co było pierwszym odnotowanym przypadkiem przechwycenia przez USV innego USV.

understandingwar.org

sobota, 12 września 2026



Akurat w rocznicę zamachów z 11 września wybuchł kolejny kryzys na Bliskim Wschodzie. Huti z Jemenu w ciągu dwóch dni zdobyli portowe miasto Mokka oraz wyspę na Morzu Czerwonym, w kluczowej cieśninie Bab al-Mandab. Dronowe ataki zmusiły w piątek Arabię Saudyjską do wstrzymania pracy strategicznego ropociągu Wschód—Zachód. Niesie to globalne skutki, bo Iran wciąż kontroluje cieśninę Ormuz, a teraz zamknięto także najważniejszy obecnie na świecie ropociąg.

Dla księcia Mohammeda bin Salmana, najpotężniejszego człowieka arabskiego świata, to prawdziwy koszmar. W czwartek dwukrotnie rozmawiał telefonicznie z Trumpem, naciskając na atak przeciwko Hutim. Tak twierdzi dwóch przedstawicieli administracji USA w rozmowie z portalem Axios.

Jednak Trump odmówił! Przedstawiciele USA podkreślili, że obecnie Waszyngton nie planuje bezpośredniej interwencji przeciwko rebeliantom Huti. Oznacza to, że Trump na razie pozostawia Saudów samych sobie, czym po raz kolejny budzi frustrację u bin Salmana.

Już w 2019 r., po ataku Huti, który sparaliżował połowę saudyjskiej produkcji ropy, Waszyngton nie zareagował. W lutym tego roku USA wraz z Izraelem przeprowadziły atak na Iran — nie informując nawet państw Zatoki Perskiej.

Nie tylko nie udało się osiągnąć zamierzonego celu — obalenia znienawidzonego przez Saudów reżimu ajatollahów. Wręcz przeciwnie: Teheran wciągnął Saudów i inne kraje Zatoki w konflikt za pomocą ataków rakietowych i dronowych, a cieśnina Ormuz została praktycznie zablokowana. Arabia Saudyjska próbowała się ratować, kierując ropę naftową rurociągiem nad Morze Czerwone, skąd surowiec trafiał przez Kanał Sueski do Europy lub przez cieśninę Bab al-Mandab do Azji. Nie zrekompensowało to jednak w pełni blokady Ormuzu, choć nieco złagodziło jej skutki. Teraz i ta trasa została zamknięta — cena ropy zareagowała natychmiast, osiągając po raz pierwszy od maja poziom 110 dol. za baryłkę ropy Brent.

onet.pl\BILD


Stratedzy Deutsche Banku uważają, że inwestorzy zbytnio lekceważą to, ilu podwyżek stóp procentowych będzie potrzeba do ostatecznego opanowania inflacji. Zauważają „fundamentalną rozbieżność” między rynkowymi prognozami dotyczącymi działań Fedu i EBC a rosnącą presją inflacyjną. Zwracają przy tym uwagę na wskaźniki amerykańskiego sektora usług, które pokazują, że koszty firm rosną w tempie nienotowanym od początku pandemii, kiedy to inflacja w USA rosła w tempie 5 proc.

– Albo inflacja musi wyhamować, albo presja na wzrost stóp procentowych będzie się utrzymywać – ostrzegają analitycy Deutsche Banku, zaznaczając, że inwestorzy nie doceniają tego, jak agresywne mogą być działania banków centralnych w ciągu najbliższych 4–5 lat.

– Rynki nadal wyceniają płaski cykl podwyżek stóp przez Fed, co niewiele ma wspólnego z zachowaniem amerykańskiego banku centralnego podczas poprzednich cykli – dodają specjaliści banku.

(...)

Kolejny wpływowy głos z Wall Street ostrzega, że obecne stopy procentowe w USA są oderwane od rzeczywistości. Koszty pożyczek w USA pozostają nieco zbyt niskie, a ci członkowie banku centralnego, którzy uważają obecną politykę za restrykcyjną, są w błędzie. Takie stanowisko przedstawił w tym tygodniu weteran rynków finansowych Stanley Druckenmiller.

– Twierdzenia tych członków Fedu, którzy wciąż tłumaczą, że stopy procentowe są restrykcyjne, są po prostu śmieszne. Kieruję się zdrowym rozsądkiem, a wystarczy tylko spojrzeć na ceny aktywów na całym świecie – komentuje Stanley Druckenmiller.

W tym tygodniu rentowność amerykańskich papierów skarbowych osiągnęła poziomy niewidziane od dawna. Rentowność 30-letnich obligacji podskoczyła do najwyższego poziomu od 2007 roku, sięgając 5,35 proc., a 10-letnich zbliżyła się do 5 proc., co jest najwyższym odczytem od 2023 roku.

– Biorąc pod uwagę to, co dzieje się z gospodarką, nakładami inwestycyjnymi i konkurencją o kapitał dłużny, rentowności obligacji wydają się nieco za niskie. Mamy do czynienia z powolnym, wynikającym z fundamentów wzrostem rentowności. Nie uważam jednak, by poziomy te były niepokojące – deklaruje Stanley Druckenmiller, który w przeszłości z sukcesami zarządzał funduszem George'a Sorosa.

Jego firma inwestycyjna (typu „family office”) Duquesne Capital w ostatnich latach z powodzeniem inwestowała w akcje spółek z sektora sztucznej inteligencji, jednak w minionych miesiącach zredukowała inwestycje w tym obszarze do zaledwie około jednej piątej portfela.

– Myślę, że osiągnęliśmy już taki etap rozwoju sztucznej inteligencji, że można już zacząć się nieco niepokoić – dodaje weteran Wall Street.

Stanley Druckenmiller w tym roku gra na spadki euro i funta szterlinga, jednak unika shortowania amerykańskiego dolara, ponieważ USA mają gigantyczną przewagę w rozwoju sztucznej inteligencji, do której Europa nie zbliżyła się nawet w minimalnym stopniu. 

W ostatnich latach inwestorzy wykazują zbytnią pewność siebie, ignorując narastające wokół nich czynniki ryzyka geopolitycznego i gospodarczego – ostrzega Sergio Ermotti, prezes szwajcarskiego giganta bankowego UBS.

Ermotti zauważa jednak, że mimo drobnych wstrząsów wzrost gospodarczy i rynkowy jest nadal wspierany przez silne inwestycje w sztuczną inteligencję, centra danych i inne nowe technologie. Jednak na tych zbyt pewnych siebie inwestorów czeka coraz bardziej złożone otoczenie, gdyż na horyzoncie rysują się nowe zagrożenia.

(...)

Szef UBS zauważa, że ​​niepewność skłania inwestorów do szerokiego rozpraszania kapitału, zamiast stawiania na kilka dużych, skoncentrowanych inwestycji.

– W obecnych warunkach dość trudno – a wręcz nie jest to wskazane – kurczowo trzymać się wielu silnych przekonań – stwierdza Ermotti, zaznaczając, że w ostatnich kwartałach klienci jego grupy bankowej dywersyfikowali portfele, lokując środki w różnych sektorach i regionach, a jednocześnie kontynuowali inwestycje w sztuczną inteligencję i technologie. Wyższe stopy procentowe również zachęcają inwestorów do bardziej zrównoważonego podejścia. Utrzymująca się inflacja będzie wywierać presję na banki centralne, by w nadchodzących miesiącach kontynuowały podwyżki stóp procentowych.

– EBC może rozpocząć cykl podwyżek. W ślad za nim pójdzie Fed. Spodziewamy się kilku podwyżek w najbliższych miesiącach. Inflacja nadal wywiera presję – nie słabnie – dlatego uważam, że zasadne jest oczekiwanie wyższych stóp procentowych w niedalekiej przyszłości – twierdzi Sergio Ermotti.

Ropa szybująca powyżej 100 USD przedłużyła wzrostowy trend rentowności obligacji. Rentowność 10-letnich papierów skarbowych USA podskoczyła do 4,95 proc. – najwyższego poziomu od 2023 roku. W tym tygodniu, na fali obaw przed inflacją, w górę szły również rentowności innych głównych obligacji rządowych, m.in. w strefie euro, Japonii i Wielkiej Brytanii.

Analitycy banku UBS – kierowanego przez wspomnianego wcześniej Sergio Ermottiego – ostrzegają, że amerykański rynek akcji jest najbardziej narażony na ryzyko spośród wszystkich rynków rozwiniętych. Wynika to z wyjątkowo wysokiego poziomu zadłużenia rządu USA.

– Historia pokazuje, że „strażników rynku obligacji” (ang. bond vigilantes) rzadko udaje się okiełznać, biorąc pod uwagę wyzwania związane z próbą redukcji deficytów budżetowych, bez hamowania wzrostu gospodarczego czy napędzania inflacji – piszą analitycy UBS w komunikacie do klientów.

Kolejnym argumentem przemawiającym za podatnością amerykańskich akcji na spadki są wyśrubowane wyceny spółek z sektora sztucznej inteligencji. Odzwierciedlają one oczekiwania, że firmy te będą w przyszłości generować gigantyczne przepływy pieniężne, co z kolei czyni je niezwykle wrażliwymi na rosnące koszty kapitału.

Obserwowane w ostatnich latach na światowych rynkach akcji pewność siebie i brak obaw inwestorów zaczynają słabnąć, o czym świadczą pogarszające się przepływy kapitału oraz malejący apetyt na ryzyko – wynika z analizy pozycjonowania inwestorów na świecie przeprowadzonej przez specjalistów Citigroup.

Na razie nastawienie inwestorów w USA wciąż pozostaje umiarkowanie optymistyczne, choć pod powierzchnią widać rodzącą się ostrożność. W Europie można zaobserwować znacznie silniejszy spadek przepływów kapitałowych, a na rynkach azjatyckich, szczególnie w przypadku południowokoreańskiego indeksu KOSPI oraz japońskiego Nikkei, gwałtownie przybywa pozycji na spadki.

bankier.pl


"WELT AM SONNTAG" zapoznał się z poufnymi aktami śledztwa, które wcześniej nie były publicznie dostępne, oraz rozmawiał z przedstawicielami służb bezpieczeństwa wysokiej rangi.

Redakcja gazety zna pełne nazwiska podejrzanych oraz szczegóły dotyczące ich wjazdu i wyjazdu z Niemiec. Zgromadzone dowody pozwoliły ministrowi spraw zagranicznych Johannowi Wadephulowi (CDU) i ministrowi spraw wewnętrznych Aleksandrowi Dobrindtowi (CSU) podczas wspólnej konferencji prasowej oficjalnie obarczyć Rosję odpowiedzialnością za ten atak. Rosja odrzuciła wszelkie oskarżenia o udział w incydencie.

Wieczorem 4 sierpnia lotnisko Lipsk/Halle zostało zaatakowane przez drona z materiałami wybuchowymi. Urządzenie odnaleziono w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego Antonow i bezpiecznie je rozbrojono. Śledczy znaleźli również szczątki dwóch kolejnych dronów w okolicach lotniska.

Według informacji pozyskanych przez "WELT AM SONNTAG" ze źródeł w służbach bezpieczeństwa głównymi podejrzanymi są obywatel Rosji Oleg Le. oraz obywatel Białorusi Andriej Ka. Z ustaleń niemieckich służb wynika, że Le. odpowiadał za planowanie i logistykę ataku. Jest on powiązany z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU.

Jak informują służby, Rosjanin Le. wjechał do Niemiec przez Turcję, lądując na lotnisku Berlin-Brandenburg. Następnie odleciał z lotniska w stolicy do Serbii. Obecnie Le. przebywa z powrotem w Rosji. Z informacji zdobytych przez "WELT AM SONNTAG" wynika, że już w momencie wjazdu śledczy wiedzieli o jego powiązaniach z GRU. Mimo to nie objęto go obserwacją po przyjeździe.

Białorusin Ka. przekroczył granicę strefy Schengen przez Łotwę 28 lipca, około tygodnia przed zdarzeniem. Służby uważają go za tzw. "jednorazowego agenta", czyli przestępcę wynajętego do przeprowadzenia aktu sabotażu. Agent GRU Le. miał zorganizować materiały wybuchowe i kierować działaniami Ka.

Według ustaleń służb do ataku miało zostać użyte około 1,8 kg materiału wybuchowego Semtex. Samolot Antonow, będący celem ataku, miał na pokładzie około 25 tys. litrów paliwa lotniczego. Źródła znające kulisy śledztwa twierdzą, że w przypadku detonacji ładunku doszłoby do potężnej eksplozji i zniszczenia części lotniska. Nagrania z monitoringu, do których dotarł "WELT AM SONNTAG", pokazują drona leżącego tuż obok samolotu Antonow. Według służb materiał wybuchowy ukryto w puszce po warzywach. Do wybuchu nie doszło, bo zapalnik się oderwał.

Ustalenia dziennikarzy "WELT AM SONNTAG" pokazują też, jak służby wpadły na trop podejrzanego. Dzień po nieudanym zamachu policjanci znaleźli w koronie drzewa nieopodal lotniska konstrukcję antenową przytwierdzoną taśmą. Uważa się, że służyła do sterowania dronami. Na konstrukcji technicy kryminalistyki znaleźli fragment rękawiczki ze śladami DNA. Te ślady pojawiały się wcześniej w bazach danych Finlandii i Litwy. Ka. był już notowany w tych krajach za przestępstwa pospolite. W Finlandii ciąży na nim między innymi zarzut kradzieży.

Polskie służby wiążą Ka. również z pożarem w markecie budowlanym w Łodzi latem 2024 r., który łódzka prokuratura również zakwalifikowała jako sabotaż. Według polskich śledczych także w tej sprawie trop prowadzi do Rosji. Fakt, że Ka. brał udział również w ataku w Lipsku, uznawany jest za kolejny dowód na rosyjskie zaangażowanie.

Z ustaleń służb wynika, że materiały wybuchowe wykorzystane w Lipsku trafiły do Niemiec przez Bułgarię i Serbię. Według śledczych przewożono je w ukrytych schowkach ciężarówek, a następnie magazynowano w podziemnych skrytkach. Po analizie danych z samochodu wynajętego przez podejrzanych policja odnalazła kilka możliwych miejsc ukrycia materiałów w okolicach lotniska w Lipsku.

Poufne dokumenty, które widział "WELT AM SONNTAG", opisują betonową płytę z dwoma uchwytami, odkrytą w pobliżu kładki dla pieszych w Schkeuditz, bezpośrednio na południe od lotniska. Służby uważają, że prowadziła ona do kryjówki. Wkrótce potem policja odkryła kolejną podejrzaną skrytkę na północ od mostu. Oba miejsca były puste. Śledczy zlokalizowali także schowek w Merseburgu, należącym do aglomeracji Halle/Lipsk. Według służb Le. mógł tymczasowo przechowywać tam materiały wybuchowe.

Analiza drona, który wylądował na pasie startowym, wykazała, że był to samodzielnie skonstruowany sprzęt z łatwo dostępnych części, z których część wyprodukowano przy użyciu drukarki 3D. Cztery silniki pochodzą od chińskiej marki, sprzedawanej również w rosyjskich sklepach internetowych specjalizujących się w "technologiach bojowych". Puszka po warzywach wypełniona Semtexem została przymocowana do drona specjalnym uchwytem.

onet.pl\Die Welt

piątek, 11 września 2026



Jak podały źródła wojskowe Jemenu, Huti uzyskali większą przewagę nad cieśniną dzięki zdobyciu portowego miasta Mokka. Bojownicy mieli nacierać z trzech odrębnych kierunków już od 3 września. Po zaciętych walkach siły rządowe wycofały się z miasta. Rebelianci dotarli również do wysp Hanisz na Morzu Czerwonym. Gdyby udało im się zdobyć kontrolę nad tym szlakiem wodnym, to ich główny sojusznik – Iran – zyskałby przewagę w wojnie ze Stanami Zjednoczonymi, a globalne ceny ropy jeszcze by wzrosły. To właśnie irańska Gwardia Rewolucyjna miała bezpośrednio nadzorować atak.

– To punkt zwrotny w wojnie. Może to doprowadzić do rozpadu sił rządowych w południowej części Jemenu. Port Mokka był ostatnim portem pozostającym pod pełną kontrolą międzynarodową – wyjaśnił analityk Instytutu Bliskiego Wschodu (MEI) Wolfgang Pusztai, cytowany przez "Al Dżazirę".

Tymczasem zarządzane przez Huti jemeńskie centrum koordynacji działań humanitarnych oświadczyło, że żegluga na Morzu Czerwonym jest bezpieczna dla wszystkich jednostek poza saudyjskimi.

W czwartek Hans Grundberg, specjalny wysłannik ONZ ds. Jemenu, stwierdził na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa ONZ, że społeczność międzynarodowa musi działać, aby zająć się "nową i bardziej niebezpieczną fazą" wojny. Zaznaczył, że przejęcie portu przez rebeliantów budzi poważne obawy dotyczące wolności żeglugi.

Z kolei reprezentująca USA Jenifer Neidhart de Ortiz oskarżyła Huti o działanie jako "agenci i narzędzia Iranu". – Ta eskalacja jest nie do przyjęcia. A ci, którzy ją umożliwiają, ponoszą odpowiedzialność za jej konsekwencje – podkreśliła.

Irańskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że konfliktu nie uda się rozwiązać przez blokadę ani działania militarne przeciwko bojownikom i wezwało do dialogu. W odpowiedzi na saudyjskie ostrzeżenie, wystosowane za pośrednictwem Pakistanu, aby Iran powstrzymał działania rebeliantów i eskalację konfliktu, Teheran stwierdził, że nie kontroluje Huti.

Efektem wzmożonych wrogich działań obu stron jest gwałtowny wzrost cen ropy naftowej. Już na początku tygodnia ceny przekroczyły 100 dolarów. Brent osiągnął nawet poziom 109,97 dol. za baryłkę, co było najwyższą wartością od początku maja. Kontrakty terminowe na Brent wzrosły w tym tygodniu o 12,4 proc. i jest to najwyższy skok od początku lipca. Amerykańska WTI wzrosła z kolei o 12,7 proc.

W piątek ok. godz. 8:10 cena surowca Brent wynosiła 105,61 dolara za baryłkę (z otwarciem 109,37 dol.), natomiast WTI kosztowała 100,96 dolara (otwarcie 104,10 dol.).

gazeta.pl


Gospodarka rosyjska doświadcza rosnącej inflacji płac wynikającej ze znacznych niedoborów siły roboczej i systemu premii Kremla w ramach dobrowolnej kampanii poborowej, który był niezbędny do podtrzymania wojny Rosji na Ukrainie bez uciekania się do przymusowego powołania do rezerwy. Długoterminowe kampanie uderzeniowe Ukrainy przeciwko rosyjskiej infrastrukturze energetycznej —których skutki przyznała Nabiullina— oraz niedawne ataki na rosyjskie obiekty logistyczne generują dodatkową presję inflacyjną na i tak już napiętą rosyjską gospodarkę. Putin dopiero niedawno zaczął priorytetowo traktować walkę z inflacją kosztem wzrostu gospodarczego i inwestycji, a decyzja Banku Centralnego o utrzymaniu stopy kluczowej na poziomie 14 procent jest prawdopodobnie odzwierciedleniem obaw Putina, a także jego nadziei, że nowa polityka obrony powietrznej Kremla może zmniejszyć skuteczność ataków Ukrainy i złagodzić jedną z presji inflacyjnych na rosyjską gospodarkę.

(...)

Carney oświadczył, że Kanada wyśle na Ukrainę jedną trzecią dronów wyprodukowanych w Kanadzie w ciągu najbliższych dwóch lat i że Kanada jest gotowa przyłączyć się do europejsko-ukraińskiego projektu rozwoju przechwytywacza rakiet przeciwbalistycznych Freyja.

(...)

Zastępca dowódcy 19. Korpusu Armii Ukrainy, pułkownik Rusłan Tkachuk, oświadczył 11 września, że siły rosyjskie ominęły pozycje ukraińskie i wkroczyły do Kostiantyniwki z flank miasta dopiero po dziewięciu miesiącach prób przełamania ukraińskich pozycji na południe od miasta; wyciągania logistyki, rezerw i pilotów dronów bliżej Kostiantyniwki; i prób ataków na Kostiantyniwkę poprzez frontalne ataki. Tkachuk oświadczył, że siły rosyjskie zajęły część miasta, ale siły ukraińskie ustabilizowały linię kontaktu i nadal utrzymują pozycje w południowej, środkowej i północnej części Kostyantyniwki. Tkachuk dodał, że siły rosyjskie atakują dalej, nie zdobywając wcześniej przyczółka w mieście i nie ustanawiając odpowiednio linii zaopatrzenia i osłony. Tkachuk stwierdził, że rosyjskie dowództwo wojskowe stara się stworzyć wrażenie, że siły rosyjskie posunęły się poza Kostiantynowkę, chociaż wojska rosyjskie jeszcze nie zdobyły miasta.


understandingwar.org

czwartek, 10 września 2026


 
Donald Trump postąpił w zupełnie nietypowy dla siebie sposób. Prezydent USA znany jest ze swojej niepunktualności. Tym razem jednak postąpił zgodnie z planem — o 20.10 czasu lokalnego wyszedł na scenę podczas konwencji Partii Republikańskiej w Dallas w Teksasie.

Przynajmniej część przemówienia miała przypadać na ten okres wieczoru, w którym Amerykanie przełączają kanały telewizyjne — na przerwę w połowie meczu otwierającego sezon NFL. Jak na ironię, właśnie tego wieczoru, na który przypadło wielkie wystąpienie Trumpa, drużyna New England Patriots zmierzyła się z Seattle Seahawks — był to rewanż za Super Bowl i wielka atrakcja dla wszystkich fanów futbolu amerykańskiego.

Dwudniowa konwencja Partii Republikańskiej odbyła się na życzenie Trumpa. Zazwyczaj amerykańskie partie organizują duże zgromadzenia tylko co cztery lata, aby wyłonić swojego kandydata na prezydenta. O programach partyjnych czy innych kwestiach personalnych partie nie decydują w sposób oddolny.

Prezydent USA chciał jednak zgromadzić swoich partyjnych przyjaciół i zwolenników, aby zmobilizować ich do kampanii wyborczej. W sondażach sytuacja Republikanów wygląda bowiem wyjątkowo źle.

Wskaźnik jego poparcia osiągnął historyczne minimum, a Partia Republikańska może stracić większość w Izbie Reprezentantów, a nawet w Senacie.

Aby temu zapobiec, prezydent obiecał Amerykanom nagrodę w przypadku zwycięstwa swojej partii. Powiedział, że jeśli republikanie zdobędą większość w Izbie Reprezentantów i Senacie, każdy dorosły Amerykanin otrzyma "dywidendę Trumpa" w wysokości 5000 dol. (18,5 tys. zł). — Jeśli republikanie wygrają, wy też wygracie — stwierdził. Zasugerował, że pieniądze będą pochodzić z budżetu USA i zostaną sfinansowane z wpływów z ceł. Demokraci nie mogliby złożyć takiej obietnicy, "ponieważ nie znają słowa »cło«" — dodał.

Przy 275 mln dorosłych Amerykanów koszty wyniosłyby 1,3 bln dol. (4,8 bln zł) — to wielokrotność kwoty, jaką Waszyngton obecnie uzyskuje z ceł. Otrzymanie tych pieniędzy wiązałoby się — jak zastrzegł Trump — z jednym warunkiem: musiałyby one zostać wydane w Stanach Zjednoczonych. — Nie chcemy, żebyście wydawali je w Kanadzie, Chinach czy Niemczech — powiedział.

Obiecał ponadto, że sam będzie prowadził kampanię wyborczą w stanach i okręgach wyborczych, w których wyniki są wyrównane. — Przyjeżdżam do Teksasu tak często, że aż mówicie: "zabierzcie go stąd" — zawołał. Sondaże zapowiadają wyrównaną walkę w tym ogromnym stanie — republikanin Ken Paxton i demokrata James Talarico zawalczą o miejsce w Senacie. Gdyby partia Trumpa je straciła, po raz pierwszy od 33 lat stan byłby reprezentowany w Senacie przez demokratę.

Swoją obietnicą finansową Trump chce również odnieść się do największej obawy ludzi. Dla 29 proc. Amerykanów sytuacja gospodarcza jest obecnie największym zmartwieniem i najważniejszym tematem, który zadecyduje o tym, jak oddadzą głos w listopadzie — tak wynika z sondażu przeprowadzonego przez Pew Research pod koniec lipca.

Poza zapowiedzią jednorazowej wypłaty w przypadku zwycięstwa Trump nie obiecał jednak żadnej innej pomocy. Stwierdził, że problem przystępności cenowej to "oszustwo" wymyślone przez Demokratów. Jego administracja już zadbała o to, by ceny spadły, ale prawdziwa ulga nadejdzie dopiero po wyborach. — Wojna z Iranem zakończy się wkrótce po wyborach uzupełniających — zapowiedział. Wtedy bowiem spadną ceny ropy, a wraz z nimi ceny benzyny.

Trump zastrzegł jednak, że do tego czasu wojna z Iranem może ponownie ulec eskalacji. — Zarejestrowaliśmy ruch w górze Pickaxe. Ostrzegam Iran przed igranie w gierki, w przeciwnym razie uderzymy w nich z pełną siłą — powiedział.

Jak donosił w lipcu "The Wall Street Journal", izraelskie służby wywiadowcze zakładają, że Teheran przeniósł do masywu górskiego tysiące wirówek do wzbogacania uranu. Od tego czasu Trump wielokrotnie rozważał zbombardowanie góry, ale jak dotąd tego nie zrobił.

Trump określił wybory śródokresowe mianem "najważniejszych wyborów", które zadecydują o jego prezydenturze. — Zachowujcie się tak, jakby moje nazwisko znalazło się na karcie do głosowania. Jeszcze tylko raz — powiedział. Tą narracją Trump niewątpliwie podjął ryzyko. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez "New York Times", obecnie zaledwie 38 proc. Amerykanów dobrze ocenia jego pracę, 58 proc. ma o niej złe zdanie.

onet.pl\Die Welt

środa, 9 września 2026



Rosyjscy milblogerzy twierdzili 9 września, że sytuacja sił rosyjskich w kierunku Lymanu coraz bardziej się pogarsza i że siły rosyjskie muszą wycofać się z nieokreślonych wysuniętych pozycji na tym obszarze. Rosyjski milbloger twierdził, że siły ukraińskie od miesięcy przeprowadzają kontrataki w tym rejonie, mimo że rosyjskie dowództwo wojskowe donosiło, a mapy innych milblogerów przedstawiały “optymistyczny pogląd” na sytuację. Milbloger argumentował, że “piękne doniesienia” — termin ukuty przez milblogerów w odniesieniu do wszechobecnej kultury kłamstwa w rosyjskich siłach zbrojnych i dezinformacji na temat stanu linii frontu — musi być "absolutnie zabroniony". Siły ukraińskie niedawno zademonstrowały pełną kontrolę nad Światohirskiem (na północny zachód od Lymanu), zaledwie kilka dni po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin oświadczył, że siły rosyjskie kontrolują osadę. Rosyjscy milblogerzy w szczególności przyznali, że Ukraina zaprzecza Swiatohirskowi i coraz częściej wyrażają frustrację z powodu fałszywych twierdzeń rosyjskich urzędników o postępie, szczególnie w okolicach Lymanu. Rosyjscy milblogerzy podkreślili również, w jaki sposób te fałszywe doniesienia stwarzają ryzyko operacyjne dla sił rosyjskich, ponieważ siły rosyjskie nie mogą wzywać do misji ogniowych w lokalizacjach, które siły rosyjskie wcześniej twierdziły, że kontrolują, oraz ponieważ jednostki w sąsiednich sektorach mogą planować operacje w oparciu o niedokładne oceny pola bitwy.

(...)

Rosyjskie Ministerstwo Finansów opublikowało 9 września wstępną ocenę budżetu federalnego, z której wynika, że deficyt budżetu federalnego Rosji osiągnął 5,8 biliona rubli (67,87 miliarda $, czyli 2,5 procent rosyjskiego PKB) w okresie od stycznia do sierpnia 2026 r., czyli 1,5 razy więcej niż deficyt budżetu Rosji w tym samym okresie 2025 r. Władze rosyjskie prognozowały w szczególności, że deficyt budżetowy na cały rok 2026 wyniesie 3,8 biliona rubli (44,47 miliarda dolarów, czyli 1,6 procent PKB Rosji) — szacunki te są o około 35 procent niższe od rzeczywistego deficytu budżetowego we wrześniu. Dane ministerstwa wskazują, że dwiema głównymi przyczynami wzrostu deficytu budżetowego są rosnące wydatki w stosunku do całkowitych dochodów oraz spadające dochody z ropy naftowej i gazu. Dane wskazują, że wydatki budżetowe Rosji wzrosły do 31,72 biliona rubli (371,17 miliarda dolarów), co stanowi wzrost o 14,7 procent w porównaniu ze styczniem-sierpniem 2025 r., w szybszym tempie niż dochody budżetowe Rosji, które wzrosły o 9,2 procent do 25.93 biliony rubli (303,42 miliarda dolarów). Rosyjskie Ministerstwo Finansów poinformowało, że nieprzewidziany wzrost wydatków budżetu federalnego w tym okresie wynikał z zawierania i wypłacania zaliczek na kontrakty rządowe, prawdopodobnie związane z obronnością. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził 9 września, że rząd rosyjski nie omawia podniesienia podatków ze względu na rosnący deficyt budżetowy i że sam deficyt nie powinien być powodem do niepokoju, gdyż gospodarka pozostaje stabilna. Bloomberg poinformował 27 sierpnia, że rząd rosyjski obciął wydatki na pozycje budżetowe niezwiązane z wojną o 35 procent w związku z niedoborem środków pieniężnych w kwietniu 2026 r., co wskazuje, że wydatki Rosji związane z wojną wzrosły na tyle, aby zarówno zrównoważyć redukcje wydatków niezwiązane z wojną, jak i zwiększyć wydatki budżetowe o 48 procent w latach 2025-2026.

understandingwar.org

wtorek, 8 września 2026



Siły rosyjskie ostatecznie wycofały się z terenów na zachód od rzeki Netryus, a według niektórych źródeł także z pozycji pomiędzy nią a rzeką Żerebeć. Potwierdzenie tych informacji będzie oznaczało, że zlikwidowany został wyłom w pozycjach ukraińskich i jednocześnie oskrzydlenie Łymanu i Słowiańska od północy, a pod kontrolę obrońców powróciło co najmniej pięć miejscowości i przynajmniej część Łymanu (Rosjanie wciąż mają się utrzymywać na wschodnich obrzeżach tego miasta). Za powód rezygnacji agresora z utrzymywania wyłomu należy uznać skuteczną dezorganizację przez Ukraińców rosyjskiej logistyki, zwłaszcza przepraw przez rzeki, a także brak sił do poszerzenia oskrzydlenia. W podobnej sytuacji Rosjanie znaleźli się wcześniej dwukrotnie – w listopadzie 2022 r., kiedy wycofali się z prawobrzeżnej części obwodu chersońskiego, oraz w grudniu 2025 r., gdy zostali wyparci z zachodniej części Kupiańska w obwodzie charkowskim.


Rosjanie poczynili znaczące postępy na południe i wschód od aglomeracji Słowiańsk-Kramatorsk. Pogłębili oskrzydlenie Dobropola, o które toczą się walki. Ich grupy dywersyjno-rozpoznawcze (GDR) dotarły do leżącego na północ od tego miasta Biłozerśkego. Obustronne oskrzydlenie zagraża Drużkiwce, a rosyjskie GDR mają operować niespełna kilometr od jej granic. Według niektórych źródeł wojska rosyjskie ostatecznie przejęły kontrolę nad pasmem wzniesień na wschód od Słowiańska i Kramatorska i toczą walki o miejscowości leżące na obrzeżach tych miast. 5 i 6 września rosyjskie kierowane bomby lotnicze po raz pierwszy uderzyły w dwa główne mosty w Kramatorsku, poważnie uszkadzając jeden z nich i zmniejszając przepustowość drugiego.


Pod kontrolę rosyjską przeszły kolejne kwartały w centrum Kupiańska, a walki toczą się w jego południowej i zachodniej części. Mimo regularnie prowadzonych kontrataków obrońcy nie byli dotąd w stanie zakłócić rosyjskiej logistyki przez rzekę Oskoł, co pozwala przyjąć, że Rosjanie wyciągnęli wnioski z nieudanej próby zajęcia miasta w 2025 r. i udało im się zabezpieczyć przeprawy. Najeźdźcy mają także infiltrować Kupjańsk-Wuzłowyj – ostatni duży punkt ukraińskiego oporu po wschodniej stronie rzeki Oskoł. Część źródeł rosyjskich sugerowała zamknięcie kotła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego (na wschód od Wołczańska), jednak nie nastąpiło fizyczne odcięcie znajdujących się tam sił ukraińskich, a odległość pomiędzy pozycjami agresora wynosi co najmniej 10 km. Rosjanie umocnili się na południe od Orichiwa w obwodzie zaporoskim, a we wschodniej części tego miasta trwają walki.

(...)

6 września The New York Times opublikował artykuł, w którym powołując się na rządowe audyty i dokumenty sądowe, doniósł, że tylko w 2024 r. Ukraina straciła ok. 1,2 mld dolarów wskutek oszustw, nadużyć i niewłaściwego zarządzania zamówieniami obronnymi. Według dziennika siedmiu z 10 największych ukraińskich kontrahentów wojskowych otrzymywało nowe zamówienia mimo postępowań karnych, niewykonania wcześniejszych umów lub zarzutów korupcyjnych. Jako przykład wskazano Pawłohradzki Zakład Chemiczny, który dostarczył armii tysiące wadliwych pocisków moździerzowych, a pomimo stwierdzonych problemów otrzymał kolejne kontrakty. Audytorzy ustalili również, że 18 firm zawierało nowe umowy, chociaż nie wykonało wcześniejszych zobowiązań, a sześć z nich nie zrealizowało żadnego kontraktu.

osw.waw.pl

poniedziałek, 7 września 2026



W Jakucji coroczną indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, w tym nauczycieli, pracowników służby zdrowia i naukowców, przełożono z powodu „nieprzewidzianych wydatków" związanych ze „Specjalną Operacją Wojskową" (wojną na Ukrainie – red.).

Wynika to z odpowiedzi rządu republiki na wniosek deputowanej Zgromadzenia Ustawodawczego regionu, Niurgujany Zamorszczikowej – poinformował portal 7x7, cytowany przez The Moscow Times. Zgodnie z listem podpisanym przez premiera Kiriłła Byczkowa podwyżka wynagrodzeń pracowników sfery budżetowej o 5,4 proc. została przełożona z 1 lipca na 1 września br.

Termin przesunięto „w celu pokrycia dodatkowych, nieprzewidzianych wydatków na wypłatę jednorazowych świadczeń pieniężnych obywatelom, którzy podpisali kontrakty na służbę wojskową" w Siłach Zbrojnych Rosji – napisano w dokumencie.

Wynika to częściowo ze wzrostu wypłat dla żołnierzy kontraktowych od 10 maja br. Pensja takich żołnierzy w regionie wzrosła z 2,1 mln do 3 mln rubli (z 89,9 tys. do 128,5 tys. zł – red.), podczas gdy deficyt budżetowy Jakucji na 1 kwietnia br. wynosił już 9,47 mld rubli (405,8 mln zł – red.), przy prognozowanym deficycie na cały rok w wysokości 12,75 mld rubli (546,4 mln zł – red.).

Również w obwodzie rostowskim anulowano zapowiadaną wcześniej czteroprocentową indeksację wynagrodzeń pracowników sektora publicznego, przewidzianą na 1 października br. Władze obwodu nie wyjaśniły przyczyn tej decyzji.

Jednocześnie wydatki i dochody budżetu obwodu rostowskiego na 2026 r. wzrosły o prawie 3,8 mld rubli (162,8 mln zł – red.). Władze rzekomo przeznaczyły dodatkowe środki na wsparcie socjalne obywateli, rozwój opieki zdrowotnej, budowę i modernizację infrastruktury wodociągowej, dróg, budownictwa mieszkaniowego i komunalnego oraz inne programy.

Z kolei na Sachalinie zamrożono podwyżki wynagrodzeń pracowników służby zdrowia na cały 2026 rok. Posunięcie to uzasadniono tym, że pensje w tej kategorii rzekomo rosną szybciej niż oficjalna inflacja.

centrumeuropy.pl

sobota, 5 września 2026



Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do "strategicznego głosowania" na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.

W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.

Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako "potencjalnie historyczne", nazywa także "wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza". Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno - kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.

Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania "głosowania strategicznego". Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.

W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się "strajk migrantów". Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.

Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana "Festiwalem Demokracji". Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. - Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej - ocenia w rozmowie z PAP.

Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. - Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki - podkreśla.

Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

- Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo "czują" - mówi PAP Hajji.

W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku - poczucie, że instytucje i zasady zostały "urządzone przez innych", wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.

Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: "By ratować kraj" czy "By znów można było powiedzieć to, co się myśli". Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.

Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają "wiatr w oczy". Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.

Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik "Der Spiegel" oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w "trybie incognito" i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.

PAP