poniedziałek, 23 lutego 2026



— Mamy bardzo jasną linię, którą możemy wytyczyć między [wyborcami] walczącymi o przetrwanie a działaniami, które Trump świadomie podejmuje — podkreśla Matt Bennett, dyrektor wykonawczy Third Way, centrolewicowego think tanku. — Jest to wyjątkowo łatwa historia do opowiedzenia dla Demokratów.

Partia zdaje sobie również sprawę, że stany, których gospodarki najbardziej ucierpiały z powodu ceł, są areną najbardziej zaciętych wyborów do Senatu, które mogą zadecydować o utrzymaniu lub utracie większości przez Partię Republikańską.

— Nie tylko straciliśmy nasze rynki i uzyskaliśmy niższe ceny sprzedaży kukurydzy i soi, zwłaszcza soi, ale jednocześnie mamy teraz pecha, ponieważ ponosimy bardzo wysokie koszty produkcji i borykamy się z dużą niepewnością — mówi POLITICO przewodnicząca Partii Demokratycznej w stanie Iowa, Rita Hart. — Mówimy o prawdziwych trudnościach, które będą miały bardzo negatywny wpływ na sytuację finansową ludzi.

Trump oczywiście nie startuje w listopadowych wyborach, ale wielu działaczy Partii Demokratycznej podkreśla w rozmowie z POLITICO, że planują zaatakować każdego republikanina, który bronił jego ceł. — To bardzo łatwe do zrozumienia działanie, które podjął prezydent i które poparli republikańscy kongresmeni — mówi strateg Partii Demokratycznej pracujący przy wyborach do Senatu. — Linia dla kandydatów Demokratów będzie więc jasna: "W tym obszarze mój przeciwnik nie walczy o was" — dodaje.

Komitet Krajowy Partii Republikańskiej (RNC) jest w pełni przygotowany do obrony przed wszelkimi atakami Demokratów. "Orzeczenie Sądu Najwyższego nie zmienia rzeczywistości: agenda handlowa prezydenta Trumpa działa, a Republikanie są zjednoczeni w umacnianiu gospodarki z korzyścią dla amerykańskich rodzin" — podkreśliła w oświadczeniu rzeczniczka RNC Kiersten Pels.

"Jego cła pomogły obniżyć inflację, podnieść płace i przyciągnąć historyczne inwestycje do amerykańskiego przemysłu i energetyki. W miarę zbliżania się wyborów śródokresowych Republikanie koncentrują się na wykorzystaniu tych osiągnięć i stawianiu pracowników na pierwszym miejscu, podczas gdy Demokraci sprzeciwiają się polityce przywracającej miejsca pracy do kraju" — dodała.

"Prezydent Trump skutecznie wykorzystał cła, aby renegocjować niekorzystne umowy handlowe, obniżyć ceny leków i zapewnić amerykańskim pracownikom biliony dolarów inwestycji w produkcję — wszystko to, co Demokraci obiecują od dziesięcioleci" — stwierdził w oświadczeniu zastępca rzeczniczki Białego Domu Kush Desai. "Nie jest zaskakujące, że Demokraci bardziej dbają o fałszywe hasła niż o te namacalne zwycięstwa dla Amerykanów, ponieważ gadanie to wszystko, co kiedykolwiek potrafili robić".

Jednak sytuacja gospodarcza w ciągu ostatniego roku uległa pogorszeniu, a kluczowe wskaźniki opublikowane w piątek wskazują na spowolnienie wzrostu gospodarczego i wzrost inflacji.

Ostatnie sondaże pokazują, że koszty życia i gospodarka pozostają głównym przedmiotem zainteresowania przed listopadowymi wyborami. I chociaż Trump odwiedza stany, w których toczy się walka wyborcza, aby przedstawić swoje przesłanie gospodarcze, jak dotąd nie potrafił uwzględnić obaw wyborców. W czwartek, dzień przed ogłoszeniem orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stwierdził w Georgii, że "wygrał walkę o przystępne ceny" i powiedział wyborcom, że jego cła są "najlepszą rzeczą, jaka spotkała ten kraj".

onet.pl\Politico

niedziela, 22 lutego 2026



"Współpracując z fantastycznym gubernatorem Luizjany, Jeffem Landrym, wyślemy wspaniały statek szpitalny na Grenlandię, aby zaopiekować się wieloma chorymi, którzy nie otrzymują tam opieki. Jest w drodze!!!" - napisał Trump we wpisie na platformie Truth Social. 

PAP

sobota, 21 lutego 2026



Po tym jak Donald Trump wprowadził wczoraj globalne cła na poziomie 10%, dzisiaj podniósł je do 15%. To maksymalny poziom na jaki pozwala sekcja 122. Zapowiedział, że w następnych miesiącach poszukiwana będzie nowa droga prawna do nałożenia kolejnych ceł. Przy okazji napisał parę gorzkich słów na temat orzeczenia Sądu Najwyższego nazywając go "antyamerykańskim".

Z kronikarskiego obowiązku przypomnę to, co pisałem wczoraj. Sekcja 122 zostanie najpewniej bardzo szybko zakwestionowana jako podstawa, ze względu na odniesienie do deficytów płatniczych, wątpliwości interpretacyjnych w stosunku do zapisów powstałych w środowisku sztywnych kursów walutowych (dzisiaj są one płynne). Tak czy siak, sprawa trafi na wokandę a w między czasie będzie można pobierać cła, po to by móc spłacić te wcześniejsze pobrane nielegalnie.

Zwracam jednak uwagę fakt, że nie minęły nawet 24 godziny od konferencji, na której Trump wprowadził opłaty 10%... po czym napisał, że jednak podnosi je do maksymalnych 15%. Czemu nie mógł tak od razu?

Dla mnie jest to oczywisty dowód, że administracja działa impulsywnie i po omacku, mimo że miała wiele miesięcy na przygotowanie "planu B". Powoływanie się przez komentujących na zdanie odrębne sędziego Bretta Kavanaugha, który wspomina o s. 122 niczego tutaj nie zmienia. Jego interpretacja nie została przyjęta przez większość (6:3), jest więc niewiążącą opinią. Cła pobrane na podstawie IEEPA są do zwrotu z mocy prawa, podstawa ich pobrania przestała istnieć. Co później zrobią z tym faktem sądy stanowe, czy importerzy zwrócą w następstwie różnicę konsumentom, to są sprawy wtórne.

W każdym razie, podejrzewam że s. 122 będzie sobie wisieć, a w tym czasie administracja zacznie mocniej eksploatować działającą sekcję 301, która pewnie będzie miała przejąć rolę głównego źródła opłat.

Odnosi się ona do nieuczciwych praktyk handlowych, wymaga też wszczęcia dochodzenia, przesłuchań itp. więc cały proces jest dość długi przez co nie wpisuje się w politykę "gwałtownych" uderzeń celnych Trumpa. Brak odpowiedniej argumentacji i materiału dowodowego, wszelkie nadużycia, mogą być kwestionowane w sądzie, więc trzeba przy tam uważać, żeby nie skończyło się jak z IEEPA.

A morał z tego jest jeszcze jeden. Zbliżają się midtermy i Trupowi może zabraknąć czasu na poważniejsze ruchy. A jeśli utraci Kongres, jego pole manewru zostanie bardzo szybko zawężone. To matnia, bo dochody z ceł miały posłużyć do transferów społecznych i poprawić słabe notowania. Sprawy się więc komplikują.

x.com/FilippDM


Proukraińskie grupy hakerów ogłosiły 20 lutego, że hakerzy przeprowadzili sześciomiesięczną operację cybernetyczną, wykorzystując dziesiątki zhakowanych kont rosyjskiego personelu wojskowego, aby uzyskać dostęp do rosyjskich systemów monitorowania dronów. Grupy hakerów poinformowały, że siły rosyjskie wykorzystały infrastrukturę cywilną na Białorusi, w tym wieże komórkowe, do wytyczenia tras i zapewnienia stabilnych sygnałów dla ataków rosyjskich dronów na cele w północnej i zachodniej Ukrainie, w tym infrastrukturę energetyczną i kolejową. Grupy hakerskie poinformowały, że rosyjskie ataki w nocy z 9 na 10 września 2025 r., podczas których rosyjskie drony przedostały się przez Białoruś w przestrzeń powietrzną NATO w Polsce, były w rzeczywistości sprawdzianem białoruskiej infrastruktury cywilnej i komórkowej pod kątem rosyjskich ataków dronów. Grupy hakerów zauważyły, że siły rosyjskie wykorzystywały wtargnięcia w przestrzeń powietrzną NATO do planowania ataków na szlaki logistyczne zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, aby ograniczyć napływ zachodniej pomocy wojskowej na Ukrainę.

understandingwar.org

piątek, 20 lutego 2026



Sędziowie Sądu Najwyższego mnie zawiedli i są hańbą dla narodu - oświadczył w piątek prezydent USA Donald Trump, komentując decyzję unieważniającą większość nałożonych przez niego ceł. Oskarżył większość sędziów o to, że "ulegli wpływom zagranicznych interesów".

- Orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie ceł jest głęboko rozczarowujące i wstydzę się niektórych członków sądu, absolutnie wstydzę się, że nie mieli odwagi zrobić tego, co słuszne dla naszego kraju - powiedział Trump. Ocenił, że choć spodziewał się głosowania liberalnych sędzi - które nazwał "hańbą dla narodu" - przeciwko cłom, to był głęboko zawiedziony postawą trojga konserwatystów, którzy się do nich przyłączyli.

- Są bardzo niepatriotyczni i nielojalni wobec naszej Konstytucji. Moim zdaniem Sąd Najwyższy uległ wpływom zagranicznych interesów i ruchu politycznego, który jest znacznie mniejszy, niż ludzie mogliby przypuszczać - powiedział Trump.

- Kraje zagraniczne, które oszukiwały nas przez lata, były wniebowzięte. Są tacy szczęśliwi i tańczą na ulicach, ale nie będą tańczyć zbyt długo - dodał Trump.

PAP


Polska zdecydowała o wystąpieniu z Konwencji Ottawskiej, ratyfikowanej w 1997 roku i podpisanej w 2012 roku, latem 2025 roku. Pod koniec lipca weszła w życie odpowiednia ustawa, po uprzednim zaakceptowaniu przez parlament i podpisaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Dziś natomiast formalnie upłynął termin wypowiedzenia konwencji.

Dlaczego jednak zdecydowano się na powrót do stosowania klasycznych min przeciwpiechotnych? Konwencja Ottawska dopuszczała pewne rozwiązania, na przykład miny aktywowane przez operatora, jednak uznano je za niewystarczające. Doświadczenia z wojny na Ukrainie pokazały jednak w sposób jednoznaczny, że na współczesnym polu walki – paradoksalnie – niezbędne są także miny „przeznaczone do wybuchu wskutek obecności, bliskości lub zetknięcia się z nią osób”, czyli takie, jakich zabraniały te przepisy.

Powód jest prosty: Rosja w większym zakresie, niż wcześniej zakładano, stosuje działania piechoty i są one dużo bardziej niebezpieczne niż oczekiwano. Pierwszy powód, widoczny co najmniej od 2023 roku, jest taki, że straty w piechocie jest dużo łatwiej uzupełnić niż w sprzęcie pancernym. Paradoksalnie, upowszechnienie bezzałogowców, taniej broni precyzyjnej dla każdego żołnierza, oznacza że do zwalczania piechoty, a przede wszystkim spowalniania/utrudniania działań jej i wspieranych przez nią elementów czy stosowanej masowo, czy zwłaszcza – jak dziś – działającej w małych grupach – trzeba przykładać dużo większą wagę.

Wcześniej mogło się wydawać, że samo zniszczenie rosyjskich kolumn pancernych (w ramach NATO także przy pomocy artylerii dalekiego zasięgu, szeroko stosowanego lotnictwa, a niekoniecznie tylko w bezpośredniej walce) wystarczy do tego, by uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Teraz już wiadomo, że to nie wystarczy. Oczywiście miny same nie likwidują zagrożenia ze strony rosyjskiej piechoty (chyba najbardziej doświadczonej w warunkach wojny minowej obok ukraińskiej), ale są niezbędnym narzędziem by spowolnić ją na tyle, by móc zwalczać innymi środkami.

(...)

Do zdolności zaminowania pasa granicznego w 48 godzin, zapowiadanej przez premiera Donalda Tuska, jeszcze długa droga, choć nieco szybciej może zostać ona osiągnięta dla systemów minowania przeciwpancernego, rozwijanych już wcześniej. Pojazdy Baobab, które mają tę zdolność zapewnić, jak i odpowiednia ilość min, muszą zostać dostarczone, a miny przeciwpiechotne – dopiero wdrożone. I oczywiście obok jednego, wspomnianego „ciężkiego” systemu minowania narzutowego, jakim jest Baobab, niezbędne jest też wiele innych, przeznaczonych do wykorzystania w trakcie operacji. Trzeba na nowo szkolić żołnierzy w walce minowej, uwzględniając nowe techniki (drony powietrzne i lądowe, które mogą stanowić większość środków minowania), ale i te klasyczne, włącznie z minowaniem bezpośrednio przez żołnierzy piechoty. 

defence24.pl

czwartek, 19 lutego 2026



Znalazłem ten tekst na FB. Pięknie wyjaśnione, nawet dla tych co ledwo ogarniają dwie czynności na raz:

JAK DZIAŁA PROPAGANDA W POLSCE 

Na przykład: MLEKO

Mleczarze:
"Nie da się zrobić mleka, które by nie zawierało śladowych ilości bakterii kałowych. 
Fizjologia krowy jest taka, jaka jest".

Naukowcy: 
"Nie uda się zaprojektować takiego procesu technologicznego, który w nie-UHT-ym mleku zabiłby wszystkie bakterie. 
Niestety, dotyczy to również pałeczek okrężnicy".

Unia Europejska: 
"Określmy w takim takim razie, ile może być dopuszczalnie pałeczek okrężnicy w mleku".

Kreml: 
- Pasłuszajcie tawariszcze, nieskolka liet nazad Ewropejskij Sojuz wydumał skolko możjet byc fekalnych bakterij w karowym małakie.
- Kakaich bakterij?
- Nie kakaich, tolka dupnych.

Kremlowska propaganda:
"Unia Europejska postanowiła właśnie po cichu wprowadzić prawo, zezwalające na dodawanie krowich odchodów do mleka".

Polski internet:
"Przez nierobów z Brukseli będziemy teraz pić maślankę z odchodami i żreć gówno z twarogiem".

Polski prawicowy internet:
"Tylko Polexit może zatrzymać próbę zatruwania nas i naszych dzieci kałem".

Polski ultraprawicowy internet:
"Po robieniu mac z krwi katolickich niemowląt, przyszedł czas na karmienie naszych polskich krów chanukowymi odchodami, celem depopulacji naszego narodu. 
Śmierć wrogom ojczyzny".

Pani Irenka do pani Jadwigi:
"Ja już tej całej polityki mam dość i na nikogo nie będę głosować. 
A już na pewno nie za tą Unią. Słyszała pani, że zmuszać nas będą do jedzenia krowich placków? 
Pani to sobie wyobraża?".

Autor tekstu: Tomasz Borowski

x.com/mr_tomashshelby

środa, 18 lutego 2026



Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS) rozpoczął działania mające na celu ustalenie tożsamości anonimowych użytkowników mediów społecznościowych, którzy w sieci krytykowali działania ICE – o sprawie informuje „The New York Times”.

W ostatnich miesiącach departament wysłał setki administracyjnych wezwań do firm technologicznych m.in. Google i Meta, do której należy Facebook i Instagram. Wnioskowano o przekazanie danych pozwalających zidentyfikować właścicieli konkretnych kont, w tym nazwisk, adresów email i numerów telefonów. Chodziło o profile, które w ostry sposób krytykowały działania ICE.

Administracyjne wezwania koncentrują się głównie na danych identyfikujących użytkowników, takich jak godziny logowania, używane urządzenia czy adresy e-mail. Nie obejmują one dostępu do treści komunikacji ani danych lokalizacyjnych.

Platformy społecznościowe, według NYT, zadeklarowały, że analizują wnioski rządowe przed ich spełnieniem. Niektóre z nich powiadomiły swoich użytkowników, dając im od 10 do 14 dni na odwołanie się od wezwania do sądu.

Steve Loney z American Civil Liberties Union – jednej z najważniejszych organizacji broniących praw obywatelskich, skomentował dla NYT, że amerykański rząd coraz śmielej sięga po dane użytkowników, a skala i częstotliwość działań jest bezprecedensowa i pozbawiona realnej kontroli.

Departament Bezpieczeństwa tłumaczy, że dane użytkowników są potrzebne, ponieważ chodzi o bezpieczeństwo funkcjonariuszy ICE.

Google deklaruje, że sprzeciwia się zbyt szerokim żądaniem – każde takie wezwanie analizuje oraz informuje o tym swoich użytkowników, o ile pozwala na to prawo.

oko.press


Kyiv Post: - Rosyjskie drony naruszyły przestrzeń powietrzną NATO — Rumunii, Polski, Skandynawii. Jaka jest jedna lekcja, którą Europa powinna wyciągnąć z Ukrainy, zanim będzie za późno? Czy Europa jest przygotowana na niskokosztową wojnę z użyciem dronów o dużej masie?

Jewhen Lesin, zastępca dowódcy kompanii Darknode: Nie ma jednej lekcji ani rozwiązania. Wymaga to złożonego, zintegrowanego podejścia. To, co mówimy naszym partnerom w Europie — tutaj, w Monachium i wszędzie indziej — jest proste: uczcie się od nas. Skorzystajcie z naszego doświadczenia. Zmieńcie swoją doktrynę.

Nie chodzi tylko o drony, ale o strategię i taktykę. Drony Szahid i FPV są stosunkowo tanie, ale mają ogromną siłę rażenia. Tylko w 2025 r. Rosja wystrzeliła w przestrzeń powietrzną Ukrainy co najmniej 56 tys. Szahidów.

Zanim opracowaliśmy drony przechwytujące, które przeciwdziałają bezzałogowym statkom powietrznym, przeszliśmy już przez fazę wykorzystywania samolotów odrzutowych, rakiet, broni palnej — wszystkiego. Nasi sojusznicy mogą albo sami przejść przez ten bolesny proces, kiedy będzie już za późno, albo uczyć się na naszych doświadczeniach i dostosować się szybciej i taniej.

- Wstąpiłeś do Sił Powietrznych Ukrainy w 2024 r., porzucając życie programisty i poety. Czy takie nastawienie pomaga w wysoce technicznym świecie wojny z wykorzystaniem bezzałogowych statków powietrznych?

Pracowałem w branży IT, a poezja i literatura były moimi hobby. Nie mogę powiedzieć, że te konkretne umiejętności bezpośrednio pomogły mi w rozmieszczeniu baterii lub utworzeniu batalionu.

Pomogło mi posiadanie szerokiego zakresu umiejętności — relacji międzyludzkich, empatii w połączeniu z myśleniem technicznym, taktycznym i doktrynalnym. Ta wojna wprowadziła technologie i taktyki, które wcześniej nie istniały. Wcześniej nie było dronów.

Wojna zmieniła się na zawsze. To wojna nowej generacji, a my wciąż się do niej dostosowujemy.

Różnorodne doświadczenia mogły pomóc mi szybciej się dostosować i zachować elastyczność.

onet.pl\Kyiv Post

wtorek, 17 lutego 2026



Poszczególni chanowie (tj. pomniejsi władcy) i sam wielki chan formułą czöjön wiązali się z różnymi szkołami tybetańskiego buddyzmu, np. Möngke z Drigungpa/’Bri-gung-pa i Cang Karmapa, Kubilaj – z Celpa/mTshal-pa, Arik Böge – z Taglungpa/sTag-lung-pa, a Hülegü – z Phagmodrupa/Phag--mo-gru-pa. Dopiero w 1252 roku wielki chan Möngke wydał edykt (tyb. dżasa sangpo / ’ja’-sa bzang-po), który podporządkowywał wszystkie szkoły tybetańskiego buddyzmu administracji klasztoru Sakja. Ze względu na rywalizację i niesnaski między arystokracją świecką a duchowną namiestnik z Sakja nie był jednoznacznie akceptowany jako „władca Tybetu”. Bardzo silny był bowiem opór ze strony innych szkół, które wysyłały poselstwa do Pekinu, domagając się dla siebie takich samych benefi cjów, z jakich korzystała szkoła Kargjupa. Szkoła Drigungpa, po śmierci Möngkego wspierająca Hülegü, zwróciła się nawet do cesarza z prośbą o pomoc militarną przeciwko Sakjapa, uzyskała ją w 1285 roku, ale dwa lata później to Sakjapa zażądała od cesarza przysłania wojsk do Tybetu, a konsekwencją tego było zrównanie z ziemią klasztoru Drigung w 1290 roku.

Za panowania mongolskiej dynastii Yuan w Chinach niepomiernie wzrosła rola tybetańskich duchownych, z których wielu sprawowało funkcje urzędowe w nadzorowanym przez Mongołów aparacie władzy. Wielu mnichów przebywało na dworze, niektórzy nawet w najbliższym otoczeniu cesarza, nie tylko udzielając nauk i objaśnień religijnych, lecz także dbając o cesarską dietę. Powszechne stało się nadużywanie przez mnichów prerogatyw, przejawy arogancji, rozszerzanie przywilejów, korupcja, nepotyzm, sprzeniewierzanie funduszy, wymuszanie świadczeń (prowiant, kwatery, transport), okrucieństwo i rozwiązłość. Przysparzało to duchownym krytyków i wrogów wśród ludności chińskiej. Znane jest też przekonanie, zgodnie z którym to właśnie „degeneracja i rozpasanie mnichów tybetańskich” przyczyniły się do wzrostu nastrojów antymongolskich w Chinach86. Niemniej jednak to właśnie na epokę dynastii Yuan przypada rozpowszechnienie w północnych Chinach tybetańskiej wersji buddyzmu, której symbolem jest charakterystyczna biała pagoda (chiń. báită), wzorowana na tybetańskim czörten/mchod-rten. Liczba buddyjskich obiektów religijnych sięgnęła 42 tys., a mnichów i mniszek było ok. 250 tys.

W 1260 roku, po śmierci chana Möngkego, na tronie mongolskim jako Wielki Chan zasiadł Kubilaj, otrzymując z tej okazji od Phagba Lamy inicjację w obrządku tybetańskim oraz status boddhisattvy Mańdżuśriego (tj. ucieleśnienia mądrości Buddy). Chan z kolei nadał Phagba Lamie tytuł Państwowego Nauczyciela (guóshī), plasujący go w strukturze administracyjnej imperium. Ulegając namowom swoich chińskich doradców, Kubilaj wystąpił w zmaganiach o tron przeciwko własnemu bratu, Arikowi Böge (wojna domowa w latach 1261–1264), którego wcześniej obwołano chanem na kurułtaju (zjeździe starszyzny) w ówczesnej stolicy imperium, Karakorum. Chińscy historycy traktują jednak Kubilaja jako cesarza od momentu objęcia przezeń godności chana, chociaż – z perspektywy tradycji mongolskiej – był on uzurpatorem, chińska dynastia Song jeszcze istniała (do 1279 roku), a dynastię Yuan formalnie założył Kubilaj dopiero w 1271 roku. Wyjątkiem wśród opracowań chińskich jest praca Xizang jianming tongshi, faktograficznie przedstawiająca mongolską narodowość chana i wstąpienie „na tron chiński”, a nie – jak pozostałe opracowania – rozciągające panowanie dynastii Yuan w Chinach na całe imperium mongolskie.

W 1260 roku Wielki Chan przyznał swemu przewodnikowi duchowemu tytuł Cesarskiego Nauczyciela (dìshī, tyb. tiszi/ti-shri) z tytularną siedzibą w pekińskim klasztorze Metog Rawa / Me-tog Ra-ba i przekazał dar należny nauczycielowi od ucznia: władzę nad trzema regionami Tybetu (tyb. czölkha sum / Chol-kha-gsum). Na mocy Edyktu Perłowego (tyb. dżasa mudigma / ’ja’-sa mu-tig-ma) Kubilaja z 28 maja 1264 roku całe terytorium Tybetu znalazło się pod rządami Phagba Lamy, który przybrał tytuł drogön czögje phagba / ’gro-mgon chos-rgyal’phags-ba – Obrońca Żywych Istot) i zapoczątkował dynastię Sakja/Sa-skya (od nazwy klasztoru, w którym miał swoją siedzibę). Edykt nadawał Phagba Lamie zwierzchnictwo i władzę nad wszystkimi klasztorami, a także zwalniał mnichów od płacenia podatków i obdzielał ich wieloma przywilejami. Ukształtował się wówczas hierokratyczny model władzy w Tybecie, z lamą jako głową państwa, uzależnionym jednak od „patronatu zewnętrznego” w kwestiach bezpieczeństwa militarnego oraz gwarancji własnych rządów. 

Godność dishi była novum w chińskiej tytulaturze urzędniczej. Po śmierci Phagba Lamy w 1280 roku rozdzielono funkcję dishi i opata klasztoru Sakja, co oznaczało, że ten ostatni nie był już świeckim władcą całego centralnego Tybetu. Jednak wbrew intencjom Phagba Lamy jego szkoła nie zyskała w Chinach zwolenników, przegrywając ze szkołą chán (jap. zen).

Phagba przez pewien czas przebywał w cesarskiej – od 1264 roku – stolicy Dadu (Dàdū – Wielka Stolica, mong. Chanbałyk, stara nazwa chińska: Yanjing – Yànjīng, tj. dzisiejszy Pekin), gdzie opracował uniwersalne, fonetyczne pismo typu abugida dla języków używanych na terytorium państwa mongolskiego (łącznie z samym mongolskim, tybetańskim i chińskim), oparte na alfabecie tybetańskim. Kubilaj, zlecając mu takie zadanie i wprowadzając to pismo edyktem z lutego 1269 roku, kierował się – mimo korzystania z wielu tradycyjnych elementów chińskiej państwowości – dążeniem do ograniczenia wpływów kultury chińskiej na swój dwór i państwo, chociaż sam był z Chinami mocno związany emocjonalnie. Wprawdzie po śmierci Kubilaja, który usilnie propagował to pismo, poszło ono w zapomnienie, to jednak uderzające wydaje się podobieństwo znaków do powstałego później alfabetu koreańskiego, co wskazuje, że alfabet ten ma źródło w piśmie Phagba Lamy.

(...)
 
Władza dynastii Yuan nie była zatem ani całkowicie polityczna, ani militarna, bowiem sprowadzała się – zdaniem Dawa Norbu – do wymiaru strukturalnego, który obejmował aspekt instytucjonalny poprzez powołanie Rady Politycznej i wyznaczenie świeckiego wielkorządcy Tybetu (tyb. pönczen/dpon-chen lub pönpo/dpon-po), a także aspekt organizacyjny, tzn. wspomniany podział terytorialny i ustanowienie 15 (później 27) stacji pocztowych. Na rozkaz Kubilaja niewielkie garnizony mongolskie zostały wycofane z większości rejonów Tybetu. W ten sposób Tybet jako jedyny z podległych Mongołom krajów zdołał zachować faktyczną niezależność, chociaż formalnie godził się na ich zwierzchność, która wszakże pozostawała dość luźna. Realną władzę w Tybecie sprawowały klasztory, wspomagane przez arystokrację. Jedynie niezależny autor chiński – Wang Lixiong – zwraca uwagę, że „Tybetańczycy w rzeczywistości rządzili się sami”, a „odwoływanie się do mongolskiego najazdu na Tybet jako argumentu na rzecz chińskiej [nad nim] suwerenności nie odpowiada faktom” i „stanowi przejaw dziwnej logiki”, bowiem to „Mongołowie i Tybetańczycy władali Chinami”.

W politycznie poprawnej chińskiej interpretacji każde posunięcie imperium mongolskiego wobec Tybetu – ustanowienie godności dishi, powołanie pönczena, urzędy, tytuły, nominacje dla urzędników zarządzających trzynastoma wanhu, utworzenie Rady Politycznej i trzech komandorii, nadanie przez Kubilaja Tybetu jako lenna siódmemu synowi, przeprowadzanie spisów ludności w latach 1260, 1268, 1287 i 1334 (podobnie jak w całym imperium mongolskim), a także założenie stacji pocztowych, w tym czterech w Ü i siedem w Cangu, a od 1281 roku dodatkowych czterech w Ngari) i posterunków wojskowych (tyb. mangdżam/dmag-’jams) w 1287 roku – świadczy o podporządkowaniu Tybetu nie Mongołom, lecz Chinom. Sami Mongołowie – w myśl propagandowo-sinocentrycznego rozumowania – stanowili „jedną z narodowości Chin”, a „twierdzenie jakoby kampania Mongołów, mająca na celu zjednoczenie Chin, była w zasadzie narzuceniem władzy przez obce państwo, jest błędne, ponieważ pomija podstawowy element historii – to, że Chiny są krajem wielonarodowym”. W myśl takiego rozumowania, jeśli Phagba Lama w 1267 roku pomagał chanowi w tłumieniu rewolty w Tybecie, to nie czynił tego w celu umocnienia tam swojej władzy oraz pozycji na dworze Kubilaja, lecz na rzecz jedności Chin.

O tym, że taka wersja dziejów jest stosunkowo nowym wytworem chińskiej propagandy, świadczy fakt, że w starszych publikacjach historycznych nie wspomina się o panowaniu mongolskim inaczej niż o agresji, inwazji, rzezi i ucisku narodowym. W późniejszych opracowaniach chińskich aspekt agresji, przemocy, brutalności w rządach mongolskich zszedł na dalszy plan lub w ogóle zanikł na korzyść eksponowanego argumentu propagandowego w postaci „programu jednoczenia narodu” (tj. Chin), a o ubocznych skutkach – np. o „represjonowaniu mas tybetańskich” za panowania dynastii Yuan – pobieżnie wspomina tylko jedna chińska publikacja.

Jerzy Bayer Waldemar J. Dziak - Tybet

poniedziałek, 16 lutego 2026



W Norwegii o korupcję oskarżony został były premier Thorbjørn Jagland, a rodzina królewska – ze względu na korespondencję małżonki następcy tronu ze skompromitowanym finansistą - znalazła się w poważnym kryzysie wizerunkowym. W Słowacji ustąpić musiał doradca premiera Fico Miroslav Lajčák, a we Francji były minister kultury Jack Lang pożegnać się ze stanowiskiem dyrektora Instytutu Świata Arabskiego.

Tymczasem w państwie stanowiącym centrum afery, Stanach Zjednoczonych, jak dotąd rewelacje z akt Epsteina nie przyniosły ani spektakularnych dymisji, ani zarzutów. Ze stanowiska głównej prawniczki banku Goldman Sachs musiała co prawda odejść Kathryn Ruemmler - obficie korespondująca z Epsteinem i nazywająca go "wujkiem". Już sekretarz handlu Howard Lutnick, który, jak pokazały maile, wprowadził wcześniej w błąd Kongres na temat czasowego zakresu swoich relacji z Epsteinem, a nawet odwiedził niesławną karaibską wyspę finansisty już po tym, gdy został on po raz pierwszy skazany za przestępstwa seksualne, nigdzie się nie wybiera i ma pełne wsparcie prezydenta Trumpa. Nie widać też, by Departament Sprawiedliwości chciał komuś postawić zarzuty.

Jednocześnie sprawa Epsteina budzi potężne emocje amerykańskiej opinii publicznej i będzie miała znaczenie dla amerykańskiej polityki. Przynajmniej na razie bardziej wydaje się ona szkodzić obecnej administracji, która wyraźnie nie potrafi zapanować nad narracją w sprawie Epsteina.

Ten brak kontroli najlepiej było widać w środę, gdy przed Komisją ds. Sądownictwa Izby Reprezentantów w sprawie Epsteina zeznawała prokuratorka generalna, Pam Bondi. Jej przesłuchanie było zupełną polityczną katastrofą, bardziej niż z parlamentarną polityką kojarzyć się mogło z show Jerry’ego Springera. Springer, ikona amerykańskiej śmieciowej telewizji, sadzał w studio osoby z dołów społecznych, których toczone przed kamerami kłótnie o pieniądze, zdrady i inne sprawy często przeradzały się w rękoczyny.

W trakcie przesłuchania Bondi do rękoczynów co prawda nie doszło, ale czasem wyglądało, jakby niewiele brakowało. Na pytania kongresmenów Bondi reagowała agresją, osobistymi zniewagami pod adresem pytających, w wielu momentach wyglądała jakby była na granicy zupełnego załamania. W jednym z najbardziej absurdalnych fragmentów przesłuchania zaatakowała kongresmenów za to, że nie doceniają gospodarczych sukcesów Trumpa i zaczęła recytować, jak dzięki prezydentowi rośnie amerykańska giełda.

Bondi nie odpowiedziała przy tym na kluczowe pytania, na czele z tym, czemu ofiary Epsteina - obecne w trakcie przesłuchania - miały takie problemy z kontaktem z nią, a dane niektórych z nich zostały ujawnione. Prokuratorka nie wyjaśniła też, czemu dane niektórych osób z niebanalnym prawdopodobieństwem uczestniczących w przestępczych działaniach finansisty zostały zaczernione w ujawnionych przez rząd plikach ani dlaczego nikomu jak dotąd nie postawiono zarzutów.

Jeśli występ Bondi przed kongresową komisją miał rozwiać wątpliwości Amerykanów, czy rząd w sprawie Epsteina działa transparentnie i kompetentnie i robi wszystko, by odpowiedzialni ponieśli karę, to odniósł przeciwny skutek. Kongres przy tym nie odpuści sprawy i będzie zadawać dalsze pytania.

wp.pl