piątek, 27 lutego 2026



Siły rosyjskie ostrzelały Bilenke, około 14 kilometrów od linii frontu i bezpośrednio na północny wschód od Kramatorska, północnego krańca Pasa Twierdz (szeregu ufortyfikowanych miast, które od 2014 r. stanowią kręgosłup ukraińskiej obrony w obwodzie donieckim) w dniach 26 i 27 lutego — po raz pierwszy siły rosyjskie uderzyły artylerią rurową w Kramatorsk lub jego przedmieścia. Ataki artyleryjskie na Bilenke prawdopodobnie wyznaczają początek przygotowań rosyjskiej artylerii przed oczekiwaną rosyjską ofensywą wiosna-lato 2026 roku. Siły rosyjskie prawdopodobnie rozpoczną fazę szturmu naziemnego tej ofensywy w najbliższej przyszłości, po fazie przygotowania artylerii. Siły rosyjskie prowadzą także kampanię przechwytywania powietrza na polu bitwy (BAI) przeciwko południowemu krańcowi Pasa Twierdz. BAI to wykorzystanie sił powietrznych do uderzania w cele na operacyjnych tyłach linii frontu (około 20 do 100 kilometrów od linii styku) w celu wywarcia wpływu na taktyczne operacje na polu bitwy, a Rosja w dużej mierze prowadzi kampanię BAI atakami dronów.

(...)

Władze rosyjskie po raz pierwszy w czasie wojny wydały ostrzeżenie przed masowym atakiem rakietowym. Władze rosyjskie ogłosiły 27 lutego alarm rakietowy w co najmniej 13 rosyjskich podmiotach federalnych, w tym w republikach: Tatarstanu, Baszkortostanu, Udmurcji i Czuwaszji, Kraju Permskiego; oraz w obwodach: rostowskim, kurskim, uljanowskim, saratowskim, penzańskim, samarskim, orenburskim i swierdłowskim.

understandingwar.org

czwartek, 26 lutego 2026



Główni doradcy Władimira Putina chichoczą za plecami Donalda Trumpa, ponieważ uważają, że rosyjski tyran gra przywódcą MAGA jak na skrzypcach.

Brytyjscy szpiedzy wielokrotnie dzielili się ze swoimi amerykańskimi odpowiednikami przechwytywanymi telefonami i SMS-ami pomiędzy wysokimi rangą urzędnikami Kremla, uśmianymi tym, co postrzegają jako gotowość Trumpa do uwierzenia Putinowi na słowo w sprawie jego inwazji na Ukrainę.

“Nieustannie pokazywaliśmy im informacje wywiadowcze, które dowodzą, że Rosjanie kłamią” - powiedział The Spectator wyższy rangą urzędnik bezpieczeństwa Wielkiej Brytanii. “Rosjanie prywatnie kpią z Trumpa z powodu jego naiwności co do zamiarów Putina. Putin nie chce kończyć wojny.”

(...)

Trump zadzwonił do swojego odpowiednika w Moskwie 12 lutego 2025 r., wkrótce po objęciu urzędu po raz drugi. Wyszedł z tej wymiany, twierdząc, że obie strony trwającego konfliktu “chcą pokoju”.

Tego samego dnia siły rosyjskie przeprowadziły cztery ataki rakietowe, 110 nalotów, 45 ataków rakietowych i 17 ataków dronów na cele ukraińskie. Tylko w jednym z tych ataków zginęło siedem osób.

Ponownie zadzwonił do Putina 18 marca i powiedział, że rosyjski prezydent zgodził się wstrzymać ataki na ukraińską infrastrukturę energetyczną.

Jednak 2 kwietnia siły rosyjskie zbombardowały stację energetyczną w północno-wschodnim obwodzie sumskim na Ukrainie i uszkodziły linie energetyczne poza wschodnim obwodem dniepropietrowskim.

W sierpniu Trump powitał Putina przyjęciem na czerwonym dywanie i paradą wojskową na historycznym szczycie na Alasce. Z wyprzedzeniem powiedział reporterom, że porozumienie o zawieszeniu broni jest “blisko”.

Nie wspomniał o tym już więcej na mroźnej konferencji prasowej zorganizowanej po zakończeniu tych rozmów.

Następnie w październiku Trump ogłosił, że Putin zgodził się ponownie spotkać z nim w Budapeszcie, aby omówić warunki zakończenia wojny.

Stany Zjednoczone później wycofały się z tego szczytu. Urzędnicy stwierdzili, że są sfrustrowani niechęcią Moskwy do ustąpienia od swoich twardogłowych żądań zawieszenia broni.

W grudniu Trump powiedział, że przed spotkaniem z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w Mar-a-Lago odbył “dobre i bardzo produktywne spotkanie z Putinem. Po tym spotkaniu wykorzystał konferencję prasową, aby powtórzyć twierdzenia Putina, że ukraińskie strajki wymierzone były w jedną z rezydencji rosyjskiego prezydenta.

Kijów zaprzeczył tym zarzutom. Rosja nie przedstawiła żadnych dowodów na to, że ataki te faktycznie miały miejsce.

29 stycznia Trump oświadczył, że Putin zgodził się nie strzelać przez tydzień do stolicy Ukrainy, Kijowa, z powodu ekstremalnego zimna w całym mieście.

Kreml zawęził później to okno do 1 lutego i wznowił ataki natychmiast po jego minięciu.

thedailybeast.com

środa, 25 lutego 2026



W 2025 r. funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej odkryli cztery tunele prowadzące pod granicą z Białorusią. Jeden z największych tuneli został zlokalizowany w pobliżu wsi Narewka na wschodzie Polski. W połowie grudnia przez ten tunel przedostało się nielegalnie 180 migrantów, głównie z Afganistanu i Pakistanu. Większość z nich została zatrzymana tuż po przekroczeniu granicy.

Według informacji przekazanych przez polskie służby tunel miał długość kilkudziesięciu metrów i wysokość 1,5 metra. Wejście po stronie białoruskiej zostało ukryte w lesie. Około 50 metrów tunelu znajdowało się po stronie białoruskiej, a 10 metrów po stronie polskiej. Na nagraniach z zatrzymania migrantów przez polską policję widać wąski korytarz tunelu, którego ściany zostały wzmocnione betonowymi podporami.

onet.pl


- Wygrywamy tak bardzo, że już nie wiemy, co z tym zrobić. Ludzie mówią mi: "Prezydencie, prosimy, prosimy, nie możemy tyle wygrywać, już nie możemy wytrzymać". A ja mówię: "Nie, nie, będziemy dalej wygrywać". A żeby to udowodnić, jest dziś z nami zwycięska męska drużyna w hokeja - wykrzykuje prezydent. 

(...)

Przed orędziem Trump zdążył jeszcze spotkać się z męską drużyną hokeja. Drużyna kobiet odmówiła pojawienia się w Białym Domu po tym, jak Trump kpił z niej w rozmowie z drużyną mężczyzn. 

onet.pl

wtorek, 24 lutego 2026



Celem trzydniowej "wojskowej operacji specjalnej" z 24 lutego 2022 r. miało być, jak wiadomo, podporządkowanie Ukrainy Rosji. Putin zakładał, że wystarczy wymienić w Kijowie władze na promoskiewskie i zredukować ukraińską armię. Nazywało się to "denazyfikacją i demilitaryzacją" Ukrainy. Reszta miała załatwić się sama.

Mimo porażki rosyjskiej ofensywy w 2022 r. Putin dalej wierzył, że kluczem do powodzenia jest wymiana władz Ukrainy. Zatem jego propaganda opowiadała, że:
  • Władze Ukrainy są "nazistowskie". Obelga, która na nasze tłumaczy się "władze niepodporządkowane Moskwie", miała uzasadniać najazd Ukrainy i nadać mu znaczenie przez porównanie z II wojną światową.
  • Poza tym władze ukraińskie miały być nielegalne, bo te "prawdziwie" legalne, promoskiewskie, zmuszone były uciec do Rosji w wyniku rewolucji Majdanu w 2014 r.
Ta propagandowa konstrukcja okazała się jednak szybko bezużyteczna. Nadawała się bowiem do uzasadnienia najazdu po jego zakończeniu. Tymczasem najazd ciągle trwa i końca nie widać.

Kremlowska opowieść lekko się więc zmieniła: Ukraina jako państwo nadal nie istniała (była "państwem 404", jak w kółko powtarza były prezydent i premier Miedwiediew), ale była upiorem ożywianym przez ciemne siły: Waszyngton i podległe mu kraje Zachodu.

Od 2023 do końca 2024 r. wojna w Ukrainie toczyła się z owymi ciemnymi siłami, a sama Ukraina nie miała tu nic do gadania.

Aż nastał w USA Donald Trump i Putin wrócił do argumentu "nielegalnych władz Ukrainy". Tylko że inaczej. Nie chodziło już o Majdan, ale o to, że w maju 2024 r. skończyła się kadencja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wyborów rzeczywiście nie można przeprowadzać w czasie wojny, ale brak wyborów wedle konstytucjonalisty Putina nie przedłuża kadencji prezydenckiej.

Wobec czego, by zachować władze państwowe, Ukraina musiałaby się poddać, zawrzeć pokój z Putinem i zrobić wybory. A jeśli się nie poddaje, to dlatego, że Wołodymyr Zełenski boi się utracić władzę ("Obecne władze ukraińskie nie są zainteresowane zakończeniem działań wojennych, ponieważ nie są gotowe do przeprowadzenia wyborów prezydenckich").

Tę wersję Putin sprzedał Donaldowi Trumpowi — a efekty oglądaliśmy w czasie niesławnego spotkania Trump-Zełenski w Gabinecie Owalnym 28 lutego 2025 r. /Ukraina "nie miała kart", bo wsparcie Europy dopiero rosło, by przejąć ciężar finansowy wojny - red./ Jak pamiętamy, Trumpa zainteresowało wtedy to, że można rządzić nie przeprowadzając wyborów. Jednak Moskwie chodziło ewidentnie o coś innego. O to, że skoro Ukraina nie ma legalnych — tym razem wedle zachodnich standardów — władz, to o jej losach mogą zdecydować inni.

W marcu 2025 r. Putin ogłosił, że Ukraina powinna przejść pod zarząd ONZ.

Uznał wtedy prawa USA do Grenlandii, a potem oświadczył, że można by wdrożyć zarząd komisaryczny w Ukrainie — tak jak "w Timorze Wschodnim, Nowej Gwinei i częściach byłej Jugosławii".

"W zasadzie, oczywiście, byłoby możliwe, pod auspicjami ONZ , ze Stanami Zjednoczonymi, a nawet z krajami europejskimi, oczywiście, z naszymi partnerami i przyjaciółmi, omówić możliwość wprowadzenia tymczasowego zarządzania na Ukrainie".

Jak podkreślił Putin, jest to tylko "jedna z opcji".

Tę ofertę Moskwa następnie ponawiała:

"Rosja, Stany Zjednoczone i inne kraje, zgodnie z propozycją prezydenta Rosji, mogą zawrzeć porozumienie i utworzyć tymczasową administrację".

"Praktyka międzynarodowa i specyfika sytuacji na Ukrainie są podstawą do tego, aby taka administracja obejmowała na zasadzie parytetu komponenty cywilne i wojskowe oraz była wyposażona we wszystkie uprawnienia prezydenckie, ustawodawcze i wykonawcze, uprawnienia organów samorządu terytorialnego, a także uprawnienia w zakresie wymiaru sprawiedliwości. Władza przechodzi w ręce tymczasowego rządu, który przygotowuje warunki do przeprowadzenia wyborów" — ogłosił ukraiński zdrajca i kum Putina Wiktor Medwedczuk.

Amerykanie jednak takiego "nieistnienia Ukrainy" wtedy nie kupili. Rzecznik amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego stwierdził, że "rządy w Ukrainie są określane przez konstytucję i mieszkańców kraju".

Moskwa uparcie jednak powtarzała, że o Ukrainie należy rozmawiać bez Ukrainy. Lato 2025 r. poświęcone było idei paktu Trump-Putin, który miałby zakończyć wojnę i oddać Ukrainę Rosji. Uznanie, że Ukraina ma coś do powiedzenia w swoich sprawach, było dla Moskwy zaprzeczeniem idei samej "specjalnej operacji wojskowej".

Trump, (...), spotkał się z Putinem na Alasce 15 sierpnia. Wcześniej wysłannik Trumpa Witkoff usłyszał na Kremlu o gotowości Moskwy do pokoju i do "wycofania wojsk z okupowanych terytoriów" — tylko nie zrozumiał, że wedle Moskwy wycofać ma się nie Rosja, a Ukraina, bo to ona "okupuje" swoje ziemie, a Moskwa jej tylko "wyzwala".

Dla Putina spotkanie z Trumpem musiało być dowodem powodzenia tej strategii o Ukrainie bez Ukrainy.

"Spotkanie z Wołodymyrem Zełenskim, biorąc pod uwagę jego obecny status, to »droga donikąd«" — powtórzył Putin 3 września 2025 r. Dodał, że Ukraina nie ma już żadnych legalnych władz w zachodnim rozumieniu, bo "w ostatnich latach wygasły uprawnienia niektórych członków Sądu Konstytucyjnego Ukrainy i Sąd Konstytucyjny Ukrainy nie ma kworum, aby podjąć decyzję w sprawie wyborów prezydenckich na Ukrainie i statusu Zełenskiego".

Po kilku miesiącach od spotkania na Alasce Moskwa zaczęła też opowiadać, że w Anchorage doszło już do porozumienia z USA i że obejmowało ono także coś w rodzaju tajnego protokołu. Jak powtarza Kreml, choć strony porozumiały się na Alasce co do Ukrainy, treść tego porozumienia jest tajna, ale powinno ono zostać wprowadzone w życie.

(...)

Tyle że porozumienia — o ile istnieje — nie udało się wprowadzić w życie.

Osadzona w realiach XIX i XX wieku kremlowska opowieść o nieistnieniu Ukrainy zaczęła się sypać.

Dla wojennej opowieści Moskwy to punkt zwrotny.

Trumpa, jak się okazało, nie słucha Europa. Ta, o której Putin jeszcze rok temu mawiał, że to kundelki, które zaraz przybiegną merdając do nóg pana [Trumpa]. Także Ukrainie nie da się niczego "kazać" — bo wbrew oficjalnym rosyjskim opowieściom, nie jest pachołkiem wykonującym polecenia z Waszyngtonu.

Tak oto po raz pierwszy w tej brutalnej opowieści o podboju Ukraina stała się aktorem, a nie tylko polem bitwy. A dziś nawet — wedle oficjalnego przekazu władz w Moskwie — ma realny wpływ na przebieg kampanii wyborczej na Węgrzech.

Moskiewską narrację cechuje pewien bezwład, więc nadal było w niej o tym, że Ukraina nie ma legalnych władz, bo nie było wyborów. W nowym kontekście, kiedy Putin z Trumpem okazali się niewszechmocni, odpowiedź Ukrainy miała już jednak znaczenie. A Kijów odpowiedział, że wybory zrobi, ale potrzeba do tego rozejmu.

Była to pierwsza pułapka na Putina. Kreml na rozejm nie godzi się cały czas, bo uważa to za swoją klęskę. Odpowiedział więc, że do wyborów nie jest potrzebny rozejm. W Rosji przecież wybory Putina na kolejną prezydencką kadencję w marcu 2024 r. odbyły się już w czasie wojny (czyli w tym momencie SWO można było nazywać wojną). A poparcie dla Putina było rekordowe — 87,28 proc. .

"Rosja również jest w stanie konfliktu zbrojnego z Ukrainą. Ale przeprowadziliśmy wybory — prezydenckie, a ostatnio wybory samorządowe i regionalne. Robimy to wszystko. Ale z jakiegoś powodu oni tego nie robią" — powiedział Putin 27 listopada 2025 r.

Rzeczywiście, jesienią 2024 r. głosowanie na przedstawionego przez Putina kandydata na stanowisko gubernatora obwodu kurskiego odbyło się w czasie ukraińskiej operacji w tym obwodzie. Wyborcy uciekali z domów bez dokumentów, lekarstw i ubrań, a państwo rosyjskie się załamało. Ale gubernator wybory wygrał w cuglach (po trzech miesiącach Putin go odwołał z powodu oskarżeń o gigantyczną korupcję).

Tak oto Kreml pokazał, że przez wybory rozumie co innego niż Ukraina: głosowanie w Rosji to zatwierdzanie podjętych wcześniej decyzji, a nie realny wybór. Więc głosować można pod ostrzałem. Ukraina głośno odpowiedziała, że ona wyborów tak nie przeprowadza.

Jeszcze w listopadzie 2025 r. Putin zakładał, że wybory w Ukrainie po wojnie przebiegną po jego myśli: "Przecież jak tylko zostaną zawarte jakiekolwiek porozumienia pokojowe, a to oznacza zakończenie walk, stan wojenny wprowadzony [przez Kijów] musi zostać natychmiast zniesiony. A jeśli stan wojenny zostanie zniesiony, wybory muszą zostać ogłoszone natychmiast".

Chwilę później pojawiły się wątpliwości wynikające z tego, że Ukraina to nie Rosja:
  • Przeprowadzenie wyborów na Ukrainie w obecnych warunkach (…) nie wyeliminowałoby głównego zagrożenia, jakie stanowi reżim nazistowski w tym kraju (Aleksander Dudczak, czołowy badacz Instytutu WNP i "ekspert ruchu Inna Ukraina", 17 grudnia).
  • Oświadczenie prezydenta USA Donalda Trumpa o konieczności przeprowadzenia wyborów prezydenckich na Ukrainie rodzi pytanie o to, jak Zachód będzie je »organizował«" (szef MSZ Rosji Ławrow, 18 grudnia).
  • Rosja mogłaby się powstrzymać od ostrzału Ukrainy w dniu wyborów, ale w zamian prawa wyborcze muszą dostać "miliony obywateli Ukrainy znajdujących się w Rosji" (Putin, 19 grudnia).
  • Ukraińcy mieszkający w Rosji i innych krajach muszą również wziąć udział w wyborach na Ukrainie, aby zostały one uznane za legalne (Wiktor Medwedczuk, lider ruchu "Inna Ukraina" i były lider zakazanej partii Platforma Opozycyjna — Za Życie, 20 grudnia).
  • "Bez tymczasowej administracji niemożliwe jest przeprowadzenie uczciwych i demokratycznych wyborów na prezydenta Ukrainy, do Rady Najwyższej Ukrainy, organów samorządu terytorialnego ani utworzenie nowych, legalnych instytucji władzy państwowej. Administracja zewnętrzna pod auspicjami ONZ to jedyne, co uratuje Ukrainę". "Tymczasowa administracja powinna zająć się organizacją i przeprowadzeniem uczciwych i demokratycznych wyborów i utworzeniem nowych, legalnych instytucji władzy państwowej. Ponadto tymczasowa administracja powinna zakazać działalności radykalnych organizacji nacjonalistycznych oraz rozpowszechniania i popularyzacji takiej ideologii. A także zapewnić przywrócenie praw religijnych obywatelom i zaprzestać represji wobec jedynego kanonicznego Kościoła — Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego [Moskwa nie uznaje Cerkwi ukraińskiej]" (Medwedczuk,18 stycznia).
  • Zachód chce za wszelką cenę utrzymać reżim na Ukrainie, aby móc dalej "gryźć" Rosję (Ławow, 6 lutego).
Lutowe przecieki o rozmowach Waszyngtonu i Kijowa o możliwość przeprowadzenia wyborów parlamentarnych na Ukrainie już w maju, a także referendum w sprawie ewentualnych porozumień o rozwiązaniu konfliktu, wywołały w Moskwie panikę.

A kiedy "Financial Times" doniósł, że Ukraina może rozpisać wybory 24 lutego, w rocznicę najazdu, Ukraina poczekała troszkę z oficjalnym dementi ("najpierw rozejm, potem wybory"), dając Moskwie szansę na kolejne komentarze.

I one pokazują zmianę w postrzeganiu Ukrainy i jej społeczeństwa.

Stało się jasne, że wybory w Ukrainie są dla Moskwy niezwykle ryzykowne. Co po prostu jest uznaniem istnienia Ukrainy: /Rosja tak naprawdę idzie dalej i jak jej dać wybory, zażąda więcej i więcej. Cyklicznie wraca do tych samych żądań, chce zmęczyć negocjatora - red./
  • Wybory na Ukrainie muszą się odbyć. ALE dopiero po obaleniu reżimu Wołodymyra Zełenskiego, bez ingerencji Zachodu i pod kontrolą "niepodległych państw". (Siergiej Mironow, lider partii Sprawiedliwa Rosja i szef frakcji w Dumie, 11 lutego).
  • Wybory mogą się odbyć, ale tylko na moskiewską modłę. "Widzimy teraz, jak przebiegają wybory w Rosji i mogę z przekonaniem powiedzieć: to prawdziwa demokracja. Ale to, co dzieje się w pozostałej części Ukrainy, to kpina z demokracji" (gubernator okupowanego obwodu chersońskiego Władymir Saldo, 13 lutego).
  • Samo przeprowadzenie wyborów i referendów "nie wpływa na proces rozwiązywania i kończenia konfliktu. Oznacza to, że musi ono istnieć jedynie jako część ogólnej sekwencji działań, które powinny doprowadzić do rozwiązania" (Rodion Mirosznik, "ambasador w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji ds. Zbrodni Reżimu Kijowskiego", 12 lutego)
A najlepiej, żeby wyborów w Ukrainie nie było:
  • "Zielona mucha jest zaniepokojona po wywiadzie z (byłym dowódcą Sił Zbrojnych Ukrainy Walerijem — red.) Załużnym i nęka Amerykanów kwestią wyborów na Ukrainie , twierdząc, że Rosja chce zmiażdżyć kijowskiego insekta. USA nie przejmują się wyborami, ale ten bezwartościowy klaun to pożyteczny idiota. Im dłużej pozostaje u władzy, tym mniej jest »Ukrainy«" (Miedwiediew, 19 lutego)
  • Zamach stanu na Ukrainie w celu obalenia reżimu Wołodymyra Zełenskiego jest obecnie niemożliwy, ponieważ obecny reżim w Kijowie stał się dyktaturą wojskową. "Istnieje [jednak] dość szeroki wachlarz możliwości zmuszenia go do rezygnacji lub odsunięcia od rządzenia krajem (Mirosznik, 22 lutego).
(...)

W końcu sam Putin — jak gdyby nigdy na posiedzeniu swojej "Rady Bezpieczeństwa" (spotkania najważniejszych ludzi reżimu) 20 lutego "oddał głos członkom delegacji, którzy niedawno pracowali w Genewie i spotkali się z delegacjami amerykańską i ukraińską w celu znalezienia pokojowego rozwiązania".

(...)

Rozmowy w Genewie oczywiście do niczego nie doprowadziły, bo Putin nie jest gotów na zakończenie wojny bez przejęcia kontroli nad "Małorosją".

onet.pl\oko.press

poniedziałek, 23 lutego 2026



— Mamy bardzo jasną linię, którą możemy wytyczyć między [wyborcami] walczącymi o przetrwanie a działaniami, które Trump świadomie podejmuje — podkreśla Matt Bennett, dyrektor wykonawczy Third Way, centrolewicowego think tanku. — Jest to wyjątkowo łatwa historia do opowiedzenia dla Demokratów.

Partia zdaje sobie również sprawę, że stany, których gospodarki najbardziej ucierpiały z powodu ceł, są areną najbardziej zaciętych wyborów do Senatu, które mogą zadecydować o utrzymaniu lub utracie większości przez Partię Republikańską.

— Nie tylko straciliśmy nasze rynki i uzyskaliśmy niższe ceny sprzedaży kukurydzy i soi, zwłaszcza soi, ale jednocześnie mamy teraz pecha, ponieważ ponosimy bardzo wysokie koszty produkcji i borykamy się z dużą niepewnością — mówi POLITICO przewodnicząca Partii Demokratycznej w stanie Iowa, Rita Hart. — Mówimy o prawdziwych trudnościach, które będą miały bardzo negatywny wpływ na sytuację finansową ludzi.

Trump oczywiście nie startuje w listopadowych wyborach, ale wielu działaczy Partii Demokratycznej podkreśla w rozmowie z POLITICO, że planują zaatakować każdego republikanina, który bronił jego ceł. — To bardzo łatwe do zrozumienia działanie, które podjął prezydent i które poparli republikańscy kongresmeni — mówi strateg Partii Demokratycznej pracujący przy wyborach do Senatu. — Linia dla kandydatów Demokratów będzie więc jasna: "W tym obszarze mój przeciwnik nie walczy o was" — dodaje.

Komitet Krajowy Partii Republikańskiej (RNC) jest w pełni przygotowany do obrony przed wszelkimi atakami Demokratów. "Orzeczenie Sądu Najwyższego nie zmienia rzeczywistości: agenda handlowa prezydenta Trumpa działa, a Republikanie są zjednoczeni w umacnianiu gospodarki z korzyścią dla amerykańskich rodzin" — podkreśliła w oświadczeniu rzeczniczka RNC Kiersten Pels.

"Jego cła pomogły obniżyć inflację, podnieść płace i przyciągnąć historyczne inwestycje do amerykańskiego przemysłu i energetyki. W miarę zbliżania się wyborów śródokresowych Republikanie koncentrują się na wykorzystaniu tych osiągnięć i stawianiu pracowników na pierwszym miejscu, podczas gdy Demokraci sprzeciwiają się polityce przywracającej miejsca pracy do kraju" — dodała.

"Prezydent Trump skutecznie wykorzystał cła, aby renegocjować niekorzystne umowy handlowe, obniżyć ceny leków i zapewnić amerykańskim pracownikom biliony dolarów inwestycji w produkcję — wszystko to, co Demokraci obiecują od dziesięcioleci" — stwierdził w oświadczeniu zastępca rzeczniczki Białego Domu Kush Desai. "Nie jest zaskakujące, że Demokraci bardziej dbają o fałszywe hasła niż o te namacalne zwycięstwa dla Amerykanów, ponieważ gadanie to wszystko, co kiedykolwiek potrafili robić".

Jednak sytuacja gospodarcza w ciągu ostatniego roku uległa pogorszeniu, a kluczowe wskaźniki opublikowane w piątek wskazują na spowolnienie wzrostu gospodarczego i wzrost inflacji.

Ostatnie sondaże pokazują, że koszty życia i gospodarka pozostają głównym przedmiotem zainteresowania przed listopadowymi wyborami. I chociaż Trump odwiedza stany, w których toczy się walka wyborcza, aby przedstawić swoje przesłanie gospodarcze, jak dotąd nie potrafił uwzględnić obaw wyborców. W czwartek, dzień przed ogłoszeniem orzeczenia Sądu Najwyższego, Trump stwierdził w Georgii, że "wygrał walkę o przystępne ceny" i powiedział wyborcom, że jego cła są "najlepszą rzeczą, jaka spotkała ten kraj".

onet.pl\Politico

niedziela, 22 lutego 2026



"Współpracując z fantastycznym gubernatorem Luizjany, Jeffem Landrym, wyślemy wspaniały statek szpitalny na Grenlandię, aby zaopiekować się wieloma chorymi, którzy nie otrzymują tam opieki. Jest w drodze!!!" - napisał Trump we wpisie na platformie Truth Social. 

PAP

sobota, 21 lutego 2026



Po tym jak Donald Trump wprowadził wczoraj globalne cła na poziomie 10%, dzisiaj podniósł je do 15%. To maksymalny poziom na jaki pozwala sekcja 122. Zapowiedział, że w następnych miesiącach poszukiwana będzie nowa droga prawna do nałożenia kolejnych ceł. Przy okazji napisał parę gorzkich słów na temat orzeczenia Sądu Najwyższego nazywając go "antyamerykańskim".

Z kronikarskiego obowiązku przypomnę to, co pisałem wczoraj. Sekcja 122 zostanie najpewniej bardzo szybko zakwestionowana jako podstawa, ze względu na odniesienie do deficytów płatniczych, wątpliwości interpretacyjnych w stosunku do zapisów powstałych w środowisku sztywnych kursów walutowych (dzisiaj są one płynne). Tak czy siak, sprawa trafi na wokandę a w między czasie będzie można pobierać cła, po to by móc spłacić te wcześniejsze pobrane nielegalnie.

Zwracam jednak uwagę fakt, że nie minęły nawet 24 godziny od konferencji, na której Trump wprowadził opłaty 10%... po czym napisał, że jednak podnosi je do maksymalnych 15%. Czemu nie mógł tak od razu?

Dla mnie jest to oczywisty dowód, że administracja działa impulsywnie i po omacku, mimo że miała wiele miesięcy na przygotowanie "planu B". Powoływanie się przez komentujących na zdanie odrębne sędziego Bretta Kavanaugha, który wspomina o s. 122 niczego tutaj nie zmienia. Jego interpretacja nie została przyjęta przez większość (6:3), jest więc niewiążącą opinią. Cła pobrane na podstawie IEEPA są do zwrotu z mocy prawa, podstawa ich pobrania przestała istnieć. Co później zrobią z tym faktem sądy stanowe, czy importerzy zwrócą w następstwie różnicę konsumentom, to są sprawy wtórne.

W każdym razie, podejrzewam że s. 122 będzie sobie wisieć, a w tym czasie administracja zacznie mocniej eksploatować działającą sekcję 301, która pewnie będzie miała przejąć rolę głównego źródła opłat.

Odnosi się ona do nieuczciwych praktyk handlowych, wymaga też wszczęcia dochodzenia, przesłuchań itp. więc cały proces jest dość długi przez co nie wpisuje się w politykę "gwałtownych" uderzeń celnych Trumpa. Brak odpowiedniej argumentacji i materiału dowodowego, wszelkie nadużycia, mogą być kwestionowane w sądzie, więc trzeba przy tam uważać, żeby nie skończyło się jak z IEEPA.

A morał z tego jest jeszcze jeden. Zbliżają się midtermy i Trupowi może zabraknąć czasu na poważniejsze ruchy. A jeśli utraci Kongres, jego pole manewru zostanie bardzo szybko zawężone. To matnia, bo dochody z ceł miały posłużyć do transferów społecznych i poprawić słabe notowania. Sprawy się więc komplikują.

x.com/FilippDM


Proukraińskie grupy hakerów ogłosiły 20 lutego, że hakerzy przeprowadzili sześciomiesięczną operację cybernetyczną, wykorzystując dziesiątki zhakowanych kont rosyjskiego personelu wojskowego, aby uzyskać dostęp do rosyjskich systemów monitorowania dronów. Grupy hakerów poinformowały, że siły rosyjskie wykorzystały infrastrukturę cywilną na Białorusi, w tym wieże komórkowe, do wytyczenia tras i zapewnienia stabilnych sygnałów dla ataków rosyjskich dronów na cele w północnej i zachodniej Ukrainie, w tym infrastrukturę energetyczną i kolejową. Grupy hakerskie poinformowały, że rosyjskie ataki w nocy z 9 na 10 września 2025 r., podczas których rosyjskie drony przedostały się przez Białoruś w przestrzeń powietrzną NATO w Polsce, były w rzeczywistości sprawdzianem białoruskiej infrastruktury cywilnej i komórkowej pod kątem rosyjskich ataków dronów. Grupy hakerów zauważyły, że siły rosyjskie wykorzystywały wtargnięcia w przestrzeń powietrzną NATO do planowania ataków na szlaki logistyczne zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, aby ograniczyć napływ zachodniej pomocy wojskowej na Ukrainę.

understandingwar.org

piątek, 20 lutego 2026



Sędziowie Sądu Najwyższego mnie zawiedli i są hańbą dla narodu - oświadczył w piątek prezydent USA Donald Trump, komentując decyzję unieważniającą większość nałożonych przez niego ceł. Oskarżył większość sędziów o to, że "ulegli wpływom zagranicznych interesów".

- Orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie ceł jest głęboko rozczarowujące i wstydzę się niektórych członków sądu, absolutnie wstydzę się, że nie mieli odwagi zrobić tego, co słuszne dla naszego kraju - powiedział Trump. Ocenił, że choć spodziewał się głosowania liberalnych sędzi - które nazwał "hańbą dla narodu" - przeciwko cłom, to był głęboko zawiedziony postawą trojga konserwatystów, którzy się do nich przyłączyli.

- Są bardzo niepatriotyczni i nielojalni wobec naszej Konstytucji. Moim zdaniem Sąd Najwyższy uległ wpływom zagranicznych interesów i ruchu politycznego, który jest znacznie mniejszy, niż ludzie mogliby przypuszczać - powiedział Trump.

- Kraje zagraniczne, które oszukiwały nas przez lata, były wniebowzięte. Są tacy szczęśliwi i tańczą na ulicach, ale nie będą tańczyć zbyt długo - dodał Trump.

PAP


Polska zdecydowała o wystąpieniu z Konwencji Ottawskiej, ratyfikowanej w 1997 roku i podpisanej w 2012 roku, latem 2025 roku. Pod koniec lipca weszła w życie odpowiednia ustawa, po uprzednim zaakceptowaniu przez parlament i podpisaniu przez prezydenta Karola Nawrockiego. Dziś natomiast formalnie upłynął termin wypowiedzenia konwencji.

Dlaczego jednak zdecydowano się na powrót do stosowania klasycznych min przeciwpiechotnych? Konwencja Ottawska dopuszczała pewne rozwiązania, na przykład miny aktywowane przez operatora, jednak uznano je za niewystarczające. Doświadczenia z wojny na Ukrainie pokazały jednak w sposób jednoznaczny, że na współczesnym polu walki – paradoksalnie – niezbędne są także miny „przeznaczone do wybuchu wskutek obecności, bliskości lub zetknięcia się z nią osób”, czyli takie, jakich zabraniały te przepisy.

Powód jest prosty: Rosja w większym zakresie, niż wcześniej zakładano, stosuje działania piechoty i są one dużo bardziej niebezpieczne niż oczekiwano. Pierwszy powód, widoczny co najmniej od 2023 roku, jest taki, że straty w piechocie jest dużo łatwiej uzupełnić niż w sprzęcie pancernym. Paradoksalnie, upowszechnienie bezzałogowców, taniej broni precyzyjnej dla każdego żołnierza, oznacza że do zwalczania piechoty, a przede wszystkim spowalniania/utrudniania działań jej i wspieranych przez nią elementów czy stosowanej masowo, czy zwłaszcza – jak dziś – działającej w małych grupach – trzeba przykładać dużo większą wagę.

Wcześniej mogło się wydawać, że samo zniszczenie rosyjskich kolumn pancernych (w ramach NATO także przy pomocy artylerii dalekiego zasięgu, szeroko stosowanego lotnictwa, a niekoniecznie tylko w bezpośredniej walce) wystarczy do tego, by uzyskać przewagę nad przeciwnikiem. Teraz już wiadomo, że to nie wystarczy. Oczywiście miny same nie likwidują zagrożenia ze strony rosyjskiej piechoty (chyba najbardziej doświadczonej w warunkach wojny minowej obok ukraińskiej), ale są niezbędnym narzędziem by spowolnić ją na tyle, by móc zwalczać innymi środkami.

(...)

Do zdolności zaminowania pasa granicznego w 48 godzin, zapowiadanej przez premiera Donalda Tuska, jeszcze długa droga, choć nieco szybciej może zostać ona osiągnięta dla systemów minowania przeciwpancernego, rozwijanych już wcześniej. Pojazdy Baobab, które mają tę zdolność zapewnić, jak i odpowiednia ilość min, muszą zostać dostarczone, a miny przeciwpiechotne – dopiero wdrożone. I oczywiście obok jednego, wspomnianego „ciężkiego” systemu minowania narzutowego, jakim jest Baobab, niezbędne jest też wiele innych, przeznaczonych do wykorzystania w trakcie operacji. Trzeba na nowo szkolić żołnierzy w walce minowej, uwzględniając nowe techniki (drony powietrzne i lądowe, które mogą stanowić większość środków minowania), ale i te klasyczne, włącznie z minowaniem bezpośrednio przez żołnierzy piechoty. 

defence24.pl