środa, 5 sierpnia 2026



„Rosja swoim terrorem faktycznie zablokowała korytarz zbożowy, czy też szlak morski do transportowania ukraińskiej produkcji za granicę. Zwróciliśmy się już do naszch partnerów i sojuszników, by pomogli nam w odblokowaniu eksportu morskiego poprzeć naciski na Moskwę” – powiedział Sybiha na konferencji prasowej w Kijowie z szefową MSZ Łotwy Baibą Braże.

„Prowadzimy obecnie intensywne konsultacje ze wszystkimi naszymi sąsiadami – Mołdawią, Rumunią, Słowacją, Węgrami i Polską – na temat tego, w jaki sposób rozbudować infrastrukturę i stworzyć odpowiednie warunki, aby pomóc Ukrainie transportować zboże na rynki państw trzecich. Chciałbym podkreślić, że mówimy o tranzycie przez te kraje” – zastrzegł szef ukraińskiej dyplomacji.

/Ta sytuacja - węziej - jest skutkiem ukraińskich ataków na statki na Morzu Azowskim - red./

Wyjaśnił, że chodzi o rozwiązania podobne do tych z 2022 roku z wykorzystaniem lądowych korytarzy transportowych. „Tam, gdzie będzie to możliwe, chcemy również wykorzystywać porty tych państw, aby ukraińskie produkty mogły dotrzeć do odbiorców” – dodał Sybiha.

Temat transportu ukraińskiego zboża do portów państw sąsiednich nie jest nowy. W wyniku zniesienia unijnych ceł do Polski sprowadzono miliony ton, które - jak się okazało - zamiast trafić do państw docelowych, zostało u nas. Dodatkowo jakość tego zboża pozostawiała wiele do życzenia, a część określana była wprost jako "techniczne", a więc nie było przeznaczone do spożycia. Mimo to, na polskie stoły, o czym pisaliśmy jako pierwsi, trafiło około 300 tys., bochenków chleba z tejże mąki.

W tej sprawie prokuratura postawiła już zarzuty szeregowi osób, a Ministerstwo Rolnictwa udostępniło listę firm, zamieszanych w eksport. 

PAP


Pierwsze trzy lata pełnoskalowej inwazji na Ukrainę nie przełożyły się na ogólną kondycję rosyjskich finansów regionalnych. Rok 2022 skonsolidowane budżety podmiotów federacji zakończyły nawet z nadwyżką, choć znacznie niższą niż rok wcześniej. W 2023 i 2024 r. odnotowano stosunkowo niewielki deficyt.

Sytuacja znacząco pogorszyła się w 2025 r., gdy łączny deficyt regionalny osiągnął rekordowe 1,5 bln rubli (ok. 5,5% wydatków; 20 mld dolarów), tym samym znacznie przekraczając wcześniejsze prognozy rządu federalnego, zakładające ujemne saldo w wysokości ok. 300 mld rubli. Wydatki przewyższyły dochody w 74 z 89 regionów (wliczając w to ukraińskie terytoria okupowane – 6 podmiotów). Jednocześnie wyraźnie wzrosło zadłużenie podmiotów federacji.

Problemy, z jakimi mierzą się obecnie regiony, wypływają częściowo z samej architektury relacji finansowych między nimi a Kremlem. Model ten odzwierciedla politykę centralizacji, prowadzoną przez reżim Władimira Putina w ostatnim ćwierćwieczu.

Budżety regionalne opierają się na trzech głównych filarach – podatkach dochodowych od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT) oraz na transferach międzybudżetowych. Te ostatnie, przyznawane przez centrum federalne, dzielą się na subsydia i subwencje – przeznaczane na (współ)finansowanie określonych zobowiązań – oraz dotacje, bez uściślonego celu wydatkowania. Do pozostałych źródeł regionalnych dochodów należą m.in. podatki akcyzowe, od nieruchomości, transportowe etc.

W latach bezpośrednio poprzedzających inwazję na Ukrainę, transfery międzybudżetowe stanowiły przeciętnie ok. 20% dochodów skonsolidowanych budżetów regionalnych, co wskazuje na istotną rolę centrum federalnego w ich finansach (aczkolwiek udział środków przyznawanych z Moskwy różni się znacząco w zależności od podmiotu; w 2025 r. tylko 26 regionów – tzw. donatorów – przekazywało do centrum więcej środków, niż z niego otrzymywało).

W ramach centralizacyjnej polityki Kremla zwiększył się ponadto udział władz centralnych w redystrybucji dochodów podatkowych regionów. W ostatniej dekadzie do budżetu federalnego trafiało średnio powyżej 50% (najwięcej w 2025 r. – 57%) z nich.

Co więcej, Ministerstwo Finansów FR od początku drugiej dekady XXI wieku stopniowo zastępowało ponadto zadłużenie podmiotów federacji w bankach komercyjnych tańszymi pożyczkami budżetowymi. Obniżyło to wprawdzie koszty obsługi długu ponoszone przez regiony, jednak za cenę większej kontroli politycznej ze strony centrum.

Powyższy model relacji finansowych dostarczył Kremlowi dodatkowe narzędzia politycznego oddziaływania na regiony. Z drugiej strony jednak centrum odgrywało coraz większą rolę w stabilizacji ich budżetów. Po 2022 r., z każdym kolejnym rokiem pełnoskalowej wojny, okazywało się to coraz trudniejszym zadaniem.

Sytuacja stała się szczególnie poważna w 2025 r., gdy rosyjska gospodarka znalazła się w stagnacji (oficjalnie wzrost PKB wyniósł zaledwie 1%), a deficyt w budżecie federalnym osiągnął 5,65 bln rubli (ok. 70 mld dolarów, 2,6% PKB). W tych warunkach możliwości Kremla w zakresie pomocy regionom okazały się bardzo ograniczone.

Znaczne powiększenie się deficytu skonsolidowanych budżetów regionów w 2025 r. było wynikiem przede wszystkim niekorzystnej różnicy między tempem wzrostu ich wydatków (o 8,9%; odnotowany w 79 regionach) a dochodów własnych (o 4,1%; odnotowany w 71 regionach). Przy uwzględnieniu inflacji (5,6%) w ujęciu realnym te ostatnie wręcz się zmniejszyły.

Regiony zebrały wprawdzie więcej pieniędzy z tytułu PIT (aż w 88 regionach; m.in. dzięki podwyżce płacy minimalnej i indeksacji wynagrodzeń w sektorze publicznym), jednak dochody z CIT zmniejszyły się (w 55 regionach), nie tylko wskutek złej sytuacji makroekonomicznej. Wpływ na to miało również podniesienie podatku od osób prawnych z 20% do 25%, co skłoniło przedsiębiorstwa do działań na rzecz optymalizacji. Beneficjentem podwyżki był natomiast budżet federalny, do którego trafiły dodatkowe dochody (jego udział w CIT wzrósł z 3% do 8%). Jednocześnie udział transferów międzybudżetowych w dochodach regionów pozostał na tym samym poziomie – 15% (3,95 bln rubli; rok wcześniej – 3,75 bln). Oznacza to ich realny spadek względem poziomu sprzed wojny.

Wzrost zadłużenia skonsolidowanych budżetów regionalnych (odnotowany w 38 podmiotach) do rekordowych 3,5 bln rubli związany jest z kolei z niemal trzykrotnym zwiększeniem się udziału w nim pożyczek komercyjnych między styczniem 2025 a styczniem 2026 r. W tym samym czasie udział pożyczek budżetowych spadł. Większość regionów nie dysponuje dużymi rezerwami finansowymi (ich ogólna suma zmalała w 2025 r. z 2,9 do 1,9 mld rubli). Nagłe powiększenie się deficytu wymusiło zatem zaciągnięcie wysoko oprocentowanych (od 17% do niemal 30%) zobowiązań wobec prywatnych instytucji kredytowych celem pokrycia wydatków bieżących. W efekcie koszt obsługi zadłużenia regionalnego wzrósł w ciągu roku o 39%.

Szybko rosnące wydatki regionów przynajmniej częściowo wiążą się z inwazją na Ukrainę. Koszty te nie wyrażają się przy tym wyłącznie w oficjalnych wydatkach regionalnych na obronność i bezpieczeństwo. Choć wzrosły one znacznie od 2022 r., nadal stanową niewielką część wszystkich wydatków.

(...)

Najprawdopodobniej największym „wojennym” obciążeniem dla budżetów regionów jest współfinansowanie jednorazowych płatności dla ochotników podpisujących kontrakty z Ministerstwem Obrony. Wielkość regionalnych bonusów różni się przy tym znacznie w zależności od miejsca – od 300 tys. rubli (ok. 3,6 tys. dolarów) w Republice Komi do 4,1 mln (50 tys. dolarów) w Petersburgu.

Według niezależnych szacunków w 2023 r. zaciągnęło się do armii ok. 345 tys. Rosjan, w 2024 – 407 tys., w 2025 – 364 tys. Tempo rekrutacji zaczęło spadać w ostatnim kwartale ub.r. (względem analogicznego okresu w 2024 r. – o połowę). Negatywny trend utrzymywał się w pierwszym kwartale 2026 r. (-20%). W związku z tym centrum wywiera na regiony presję na zwiększenie zaciągu, co przekłada się na wzrost średniej wysokości bonusu dla ochotników.

W 2024 r. regiony według niezależnych ocen mogły przeznaczać na jednorazowe płatności średnio 13% swoich wydatków socjalnych, zaś na wszystkie transfery dla żołnierzy, weteranów oraz ich rodzin – blisko jedną czwartą. Oznaczałoby to, że w latach 2024–2025 na samą rekrutację i świadczenia socjalne (np. odszkodowania) związane z wojną budżety regionalne wydawały co najmniej 840 mld rubli (ok. 10 mld dolarów) rocznie. Według innych wyliczeń wydatki podmiotów federacji na ww. cele wyniosły min. bilion rubli.

(...)

Związanemu z wojną obciążeniu finansowemu i szkodom powstałym w wyniku działań zbrojnych towarzyszy pogarszająca się sytuacja makroekonomiczna w Rosji. Pośrednie skutki inwazji – sankcje gospodarcze, odpływ zachodnich firm, zdezorganizowane łańcuchy dostaw, reorientacja kierunków eksportu, wahania kursu rubla wobec dolara, spadek inwestycji czy technologiczny regres – przekładają się na kondycję gospodarczą poszczególnych regionów.

W szczególnie trudnej sytuacji znajdują się obecnie regiony, których gospodarki skoncentrowane są wokół branż objętych sankcjami, jak metalurgia (zatrudniająca 700 tys. pracowników w całej Rosji), przemysł motoryzacyjny (kilkaset tys.) czy górnictwo węglowe (150 tys.). Kryzys w tych sektorach, oznaczający zmniejszone wpływy z podatku CIT, w pełni uderzył w regionalne budżety w 2025 r. Ucierpiały również regiony specjalizujące w wydobyciu ropy naftowej i gazu ziemnego, leśnictwie i związanych z nim przemysłach czy eksporcie dóbr na Zachód.

Największy deficyt budżetowy w 2025 r. w rezultacie odnotowały: specjalizujący się w metalurgii obwód wołogodzki (23%), odpowiadający za połowę rosyjskiego wydobycia węgla obwód kemerowski (22%), wydobywające węglowodory obwody. tiumeński (22%) i sachaliński (20%) oraz Jamalsko-Nieniecki Okręg Autonomiczny (20%). Jednocześnie znaczna część dochodów podatkowych (średnio ok. 70%) regionów z rozwiniętym górnictwem naftowym i gazowym trafia do budżetu federalnego.

(...)

Stosunkowo bezpieczne finansowo są Moskwa (oraz satelicki obwód moskiewski) i Petersburg, korzystające ze znacznej koncentracji płatników CIT na swoim terenie. Paradoksalnie, w sprzyjającej sytuacji znajdują się także najsłabiej rozwinięte regiony (np. Czeczenia), w dużym stopniu zależne od transferów z centrum. Te bowiem stanowią stabilne źródło dochodów budżetowych.

Nie zważając na problemy finansowe regionów, Kreml w coraz większym stopniu angażuje je w wojnę, drenując ich budżety poprzez (formalne i nieformalne) obciążanie ich częścią rosnących kosztów związanych z jej prowadzeniem.

osw.waw.pl




Kathleen Curlee z Center for Security and Emerging Technology na Uniwersytecie Georgetown ocenia sytuację bardziej trzeźwo: branża sztucznej inteligencji pochłania praktycznie wszystkie zyski Starlinka, a to, czy centra danych w kosmosie w ogóle się opłacą, pozostaje całkowicie otwartą kwestią. To ryzykowny zakład. Na początku 2026 r. SpaceX przejęło start-up Muska xAI i od tego czasu łączy technologię rakietową, satelity oraz rozwój sztucznej inteligencji, aby dotrzymać kroku firmom OpenAI i Anthropic.

Projekt Starship również pozostaje w tyle: pod koniec lipca odbył się dopiero 13. lot testowy, a żaden egzemplarz nie osiągnął jeszcze orbity okołoziemskiej. Według Agencji Reutera w marcu w raporcie nadzorczym NASA ostrzegano, że opóźnienia mogą zagrozić lądowaniu na Księżycu, które zostało zaplanowane na 2028 r.

W przypadku SpaceX nieustannie widać ponadto, jak ściśle model biznesowy firmy jest powiązany z Waszyngtonem. Prezes Gwynne Shotwell oszacowała łączną wartość zamówień federalnych na koniec 2024 r. na ok. 22 mld dol. (81 mld zł). "Washington Post" szacuje tę kwotę dla samej firmy SpaceX nawet na ok. 38 mld (141 mld zł). Shotwell stwierdziła, że firma jest "bardzo optymistyczna" w odniesieniu do rządu.

Jednym z największych zleceniodawców jest NASA. Od 2012 r. SpaceX transportuje ładunki, a od 2020 r. również astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). Tylko na loty zaopatrzeniowe do 2030 r. przeznaczonych ma zostać nawet 14 mld dol. (52 mld zł). Obecnie jednak ciężar finansowania przesuwa się w stronę Pentagonu i służb wywiadowczych. Wojsko płaci miliardy za tajną usługę satelitarną Starshield oraz rakiety nośne w ramach programu startów związanych z bezpieczeństwem narodowym. Według Agencji Reutera w maju 2026 r. Space Force przeznaczyła 2,29 mld dol. (8,5 mld zł), a wkrótce potem kolejne 4,16 mld dol. (15 mld zł) na dwa nowe programy satelitarne.

(...)

Opinie ekspertów na temat tego, w jakim stopniu SpaceX utrzyma swoją passę sukcesów, są podzielone. Analityk Goldman Sachs, Eric Sheridan, widzi przewagę SpaceX. W rozmowie z CBS stwierdził, że firma wielokrotnie osiągała cele, które nawet doświadczeni znawcy branży uważali wcześniej za nierealne. To właśnie zdecydowanie odróżnia ją od konkurencji.

Bardziej sceptycznie wypowiedział się analityk Cory Johnson. Ostrzegł, że obecna wycena wynika bardziej z entuzjazmu wobec osoby Muska niż z konkretnych wyników finansowych — a rzeczywistość rynkowa ostatecznie zawsze dogania przewartościowane akcje.

onet.pl\Die Welt


Według dwóch rozmówców Reutersa, wojska lądowe USA zużyły "praktycznie wszystkie" pociski typu ATACMS (Army Tactical Missile System) oraz PrSM (Precision Strike Missile). To broń ziemia-ziemia, kosztująca 1,5-2 milionów dolarów za sztukę. To właśnie ATACMS dostarczone Ukrainie umożliwiły Kijowowi atakowanie celów w głębi terytorium Rosji. Z kolei nowszy PrSM ma docelowo zastąpić ATACMS-y - mają zasięg większy o kilkaset kilometrów.

(...)

Jedno ze źródeł wskazało, że pomimo wysokiego zużycia broni precyzyjnej, Dowództwo Centralne USA (CENTCOM), nadzorujące siły amerykańskie na Bliskim Wschodzie, jest w stanie uzupełniać zapasy z globalnych rezerw wojskowych.


(...)

Problem dotyczy nie tylko uzbrojenia ofensywnego. Jak wynika z raportu Center for Strategic and International Studies (CSIS) opublikowanego w zeszłym tygodniu, między lutym a lipcem zużyto około 65 proc. pocisków przechwytujących systemu Patriot, a zapasy pocisków THAAD, służących do zwalczania rakiet balistycznych, są co najmniej o 38 proc. niższe niż na początku wojny. Dwóch rozmówców agencji Reutera potwierdziło, że choć agencja nie miała bezpośredniego wglądu w te dane, pokrywają się one z wewnętrznymi informacjami USA. Zmniejszyły się również zapasy pocisków manewrujących Tomahawk. 

gazeta.pl


— W Ukrainie wiele osób zadaje sobie pytanie: "a co to było?" — mówi Nowej Gazecie Iwan Stupak, analityk wojskowy i były pracownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). — Nikt nie jest w stanie tego do końca zrozumieć. Ogłoszono jakąś operację. Co się na nią składało, jakie cele przed nią postawiono — nie jest jasne.

Jak dodaje ekspert, uderzenia na rosyjskie rafinerie miały miejsce już wcześniej. — Podobnie jak miały miejsce ostrzały obiektów infrastrukturalnych. Tak, w ostatnich dniach ataki zaczęły skupiać się na magazynach Wildberries. Celem jest nie tylko osłabienie systemu bankowego, który udziela tej firmie kredytów, oraz wyrządzenie szkody budżetowi państwowemu, który nie otrzyma podatków na wojnę, ale także dotarcie do zwykłych Rosjan. W ciągu tych 40 dni ataki rzeczywiście się nasiliły. Nie wykraczają one jednak poza ogólne statystyki — mówi Stupak.

Według niego nie wiadomo jeszcze, jakie skutki przyniosą ataki na magazyny komercyjnych firm w Rosji. Z jednej strony — mogą nasilić się nastroje protestacyjne, a ludzie będą domagać się od Putina zakończenia wojny. Z drugiej strony — zazwyczaj to właśnie w czasie wojny społeczeństwo "jednoczy się wokół flagi", zbliża się do władzy i zaczyna jeszcze mocniej "kibicować" kontynuacji działań. A co najważniejsze — jasne jest, że po 40 dniach ataki się nie zakończą.

Obecnie zniszczono ok. 27 proc. magazynów Wildberries. Aby wyrządzić odczuwalne szkody w działalności tej firmy, trzeba atakować ją na taką samą skalę do końca roku. Nie przyniesie to jednak znaczącego efektu na polu bitwy.

(...)

— Pytanie o znaczenie militarne ogłoszonej przez Zełenskiego operacji mającej na celu zmuszenie Rosji do pokoju należy kierować do strategów politycznych i specjalistów od PR — mówi Nowej Gaziecie ekspert wojskowy i pułkownik sił Ukrainy w stanie spoczynku, Roman Switan. — To przecież czysta autopromocja! Po prostu nie było żadnej operacji. Z wojskowego punktu widzenia przed armią stawia się zadania strategiczne. Na przykład pozbawienie przeciwnika bazy surowcowej i gospodarczej, a także zasobów niezbędnych do kontynuowania wojny, oraz zniszczenie jego zaplecza. Mówienie teraz o jakichkolwiek wynikach ostrzałów rosyjskiego zaplecza jest absolutnie przedwczesne.

Według Switana przed wojskami Kijowa stoi zadanie — i jest z powodzeniem realizowane. — Jest to jednak cel na kilka kolejnych lat. A jego realizacja rozpoczęła się wcale nie 40 dni temu — dodaje ekspert.

Switan twierdzi, że operacja mająca na celu odcięcie Krymu i przerwanie rosyjskiej logistyki na okupowanych terytoriach również rozpoczęła się już w sierpniu 2025 r., a w styczniu 2026 r. weszła w fazę aktywną. Nie ma ona związku z oświadczeniem Zełenskiego.

Iwan Stupak potwierdza, że operacja odcięcia Krymu rozpoczęła się znacznie wcześniej niż w czerwcu i przynosi efekty: niszczy radary, systemy obrony powietrznej, lotniska wojskowe i inne cele. Nie dzieje się tu nic zasadniczo nowego.

onet.pl\Nowa Gazieta

wtorek, 4 sierpnia 2026



Rosja przegrała I wojnę światową częściowo z powodu nadmiernej mobilizacji. Ta prawda nie jest dziś oczywista, ale 100 lat temu została jasno sformułowana zarówno przez analityków, jak i bezpośrednich uczestników wydarzeń.

Imperium Rosyjskie zmobilizowało do armii około 15,5 mln mężczyzn, co pozwoliło mu utrzymywać siły liczące w danym momencie około 7 mln żołnierzy. To było zbyt wiele jak na tę wojnę i pozostawiło kraj ze zbyt wieloma nieproduktywnymi ustami do wyżywienia.

I wojna światowa bardzo szybko przekształciła się w to, co Niemcy nazywali "Materialschlacht" — bitwę materiałową — polegającą na tym, kto wystrzelił więcej ładunków wybuchowych w metalowych łuskach w kierunku okopów, a nie na tym, ile "mięsa armatniego" udało się w nich upchnąć. Pod tym względem armia rosyjska przez całą wojnę pozostawała w tyle za Niemcami w stosunku 2:8.

Według radzieckich specjalistów wojskowych idealna liczebność armii na potrzeby tej wojny wynosiłaby 3–3,5 mln żołnierzy. Ówcześni oficerowie szacowali tę liczbę na 4,2 mln, wierząc, że będą w stanie zrekompensować niedobór pocisków i ciężkiej artylerii "materiałem ludzkim".

W związku z mobilizacją tak dużej liczby żołnierzy i pozyskaniem dla armii 5 mln koni w kraju zaczęło brakować siły roboczej i zwierząt pociągowych, a logistyka zaczęła się załamywać. Jednocześnie zawaliła się infrastruktura kolejowa, a wynikający z tego brak transportu doprowadził do niedoborów chleba w Piotrogrodzie, masowych niepokojów i upadku monarchii.

Podpułkownik Werchowski doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na kontynuowanie wojny byłaby częściowa demobilizacja, choć brzmiało to "absurdalnie". W 1917 r. niektórzy wojskowi zaproponowali właśnie to rządowi tymczasowemu.

onet.pl\The Moscow Times

Siły rosyjskie zintensyfikowały natarcie w Donbasie, wypierając obrońców z szeregu pozycji na większości kierunków działań. Pod kontrolę agresora przeszła większa część pasa wzniesień na wschód od aglomeracji Kramatorsk–Słowiańsk. Według części ukraińskich źródeł OSINT do granic obu miast zostało najeźdźcom niespełna 5 km. Jednocześnie Rosjanie zintensyfikowali niszczenie ich infrastruktury wszelkimi dostępnymi środkami. Poważnie uszkodzony został jedyny most łączący obie części Słowiańska (pozostał jeden pas jezdni dla ruchu pieszego i lekkich pojazdów), co znacząco utrudnia zaopatrzenie zgrupowania walczącego na wschód od tego miasta. Równocześnie wojska rosyjskie postępują na południe od aglomeracji, gdzie ich grupy szturmowe zaczęły regularnie przenikać do Ołeksijewa-Drużkiwki na północny zachód od Konstantynówki.

Po 840 dniach walk ostatni ukraińscy żołnierze, zagrożeni odcięciem od sił głównych, wycofali się z Czasiw Jaru (przez ponad rok względnie nie niepokojeni utrzymywali się w jego południowo-zachodniej części). Informacji tej zaprzecza dowództwo ukraińskie, którego zdaniem walki o to miasto wciąż trwają. Pod kontrolę rosyjską przeszły kolejne miejscowości na trasie z Pokrowska do Drużkiwki, a według niektórych źródeł wojsko agresora dotarło na odległość nieco ponad 5 km od niej. Rosjanie zajęli też kolejne pozycje na południe i wschód od Dobropola oraz pomiędzy Pokrowskiem a granicą obwodu dniepropetrowskiego.

(...)

30 lipca Rosjanie przeprowadzili zmasowany atak powietrzny na Kijów i Lwów. W stolicy kraju i jej okolicach trafione zostały co najmniej trzy zakłady produkujące drony uderzeniowe oraz komponenty do nich i do rakiet, przy czym zniszczony miał zostać zakład należący do zarejestrowanej w USA amerykańsko-ukraińskiej firmy Terminal Autonomy. We Lwowie zaatakowano zakłady lotnicze. Ponadto w wyniku uszkodzenia budynków mieszkalnych zginęła tam jedna osoba, a 38 zostało rannych (w Kijowie zginęła jedna osoba i trzy zostały ranne). Celami były także zakłady w obwodach iwanofrankiwskim, rówieńskim i dniepropetrowskim. Użyta przez Rosjan północnokoreańska rakieta KN-23 uderzyła w Raduszne na przedmieściach Krzywego Rogu, zabijając sześć osób, w tym troje dzieci. Z kolei jeden z pocisków manewrujących Ch-101 wszedł w przestrzeń powietrzną Polski i eksplodował nad polem w rejonie Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim, 95 km od granicy z Ukrainą. Rosjanie mieli wykorzystać łącznie 83 rakiety, z których – zależnie od źródeł – zestrzelono od 32 do 55.

1 sierpnia głównymi celami zmasowanego ataku powietrznego były obiekty przemysłowe i magazyny w Kijowie i obwodzie kijowskim. Zniszczenia odnotowano w siedmiu rejonach miasta, a uszkodzonych zostało m.in. 13 bloków mieszkalnych, stacja pogotowia ratunkowego i ambasada Litwy. Zginęło dziewięcioro cywili, a 33, w tym czworo dzieci, zostało rannych. Ponadto jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne w podkijowskich Browarach, gdzie celem dwukrotnego ataku były główne magazyny największej ukraińskiej firmy e-commerce Rozetka. W co najmniej pięć zakładów zbrojeniowych w Kijowie trafiła rekordowa liczba 26 pocisków balistycznych i hipersonicznych, a obrońcy wykorzystali zaledwie jedną rakietę przechwytującą PAC-3 MSE z systemu Patriot. Zależnie od źródeł nie zestrzelono żadnego pocisku lub najwyżej jeden.

Rosjanie kontynuowali uderzenia w ukraińską infrastrukturę portową, a intensywność ataków na Mikołajów wzrosła. Miasto to nie jest użytkowane jako port pełnomorski od 2022 r., niemniej w dalszym ciągu służy jako istotny węzeł żeglugi śródlądowej, a jego infrastruktura zaczęła być wykorzystywana jako magazyn części zamiennych dla zniszczonych obiektów w portach obwodu odeskiego. Do uderzeń na Mikołajów doszło 28 i 30 lipca, a od 1 sierpnia następowały one już codziennie. Uszkodzonych zostało dziewięć kotwiczących tam statków (a łącznie od rozpoczęcia ataków 15 lipca – 16). Do ataków na Odessę i okoliczne porty dochodziło codziennie z wyjątkiem 2 sierpnia. Zniszczone zostały m.in. zbiorniki z paliwem (1 sierpnia), a uszkodzono co najmniej pięć statków (w większości na otwartym morzu, gdzie oczekiwały na wznowienie ruchu do portów tzw. Wielkiej Odessy). 1 sierpnia celem uderzenia rakietowego po raz kolejny był niedziałający most w Zatoce nad Limanem Dniestru.

(...)

Niedobór interceptorów do systemów Patriot uczynił ukraińską obronę powietrzną nieskuteczną w przypadku użycia przez Rosjan pocisków balistycznych i hipersonicznych. Z co najmniej 50 rakiet obu kategorii wykorzystanych przez agresora od wieczora 28 lipca do rana 4 sierpnia udało się zestrzelić co najwyżej dwie. W omawianym okresie ukraińskie źródła wojskowe wykazały łącznie 128 rakiet, z których zestrzelonych miało zostać 57 (w tym 55, głównie pocisków manewrujących, w zmasowanym ataku 30 lipca). Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych Rosjanie użyli także 1254 dronów uderzeniowych i ich imitatorów, z których unieszkodliwiono 1068.

(...)

Ukraińskie drony uderzyły w kolejne magazyny największego rosyjskiego sprzedawcy internetowego Wildberries. Zaatakowane zostały należące do tej firmy obiekty w Riazaniu (29 lipca), Penzie oraz Sarapule w Udmurcji (30 lipca), Zielenodolsku w Tatarstanie i Wołgogradzie (31 lipca), Nowosiemiejkinie w obwodzie samarskim (2 sierpnia), Chriastowie w obwodzie włodzimierskim (3 sierpnia) oraz Czechowie w obwodzie moskiewskim, Krasnym Borze w obwodzie leningradzkim i miejscowości Emmauss w obwodzie twerskim (4 sierpnia). Zdjęcia satelitarne potwierdziły całkowite zniszczenie magazynu w Chriastowie. 3 sierpnia rosyjska edycja „Forbesa” poinformowała, że od rozpoczęcia ataków (18 lipca) Wildberries utraciło 17% swoich powierzchni magazynowych.

Siły Systemów Bezzałogowych kontynuowały operację „Wyłączenie Krymu”, w coraz większym stopniu obejmującą także pozostałe terytoria okupowane. Według ich dowódcy Roberta Browdiego „Madiara” od 28 lipca do 3 sierpnia ukraińskie drony uszkodziły 33 obiekty infrastruktury energetycznej (187 od początku operacji, tj. od 1 lipca). Najpoważniejsze skutki przyniosło uderzenie w podstację zabezpieczającą Mariupol, w rezultacie którego 2 i 3 sierpnia duża część tego miasta została odcięta od dostaw prądu i wody oraz łączności komórkowej i internetu. Znacząco zmniejszyła się natomiast intensywność i/lub efektywność ataków na rosyjską żeglugę w ramach operacji pod kryptonimem MoŁoCZKa. Według „Madiara” od 23 lipca do 30 lipca trafiono dziewięć statków (łącznie 205 od rozpoczęcia operacji 6 lipca). 1 sierpnia w rejonie Noworosyjska ukraiński dron nawodny zatopił nieduży kontenerowiec „Yanina” pod banderą rosyjską. O kolejnych atakach na logistykę i obronę powietrzną (głównie stacje radiolokacyjne) agresora w rejonie Krymu i w sąsiadującym z nim Kraju Krasnodarskim informowały także Sztab Generalny armii ukraińskiej oraz SBU.

29 lipca ukraińskie bezzałogowce uderzyły w rafinerię Łukoilu w Permie, gdzie w rezultacie uszkodzenia instalacji doszło do częściowego wstrzymania produkcji. Celami były także rafinerie w Riazaniu (29 lipca), Wołgogradzie (31 lipca), Ufie (1 sierpnia), Saratowie (2 sierpnia) i Syzraniu w obwodzie samarskim (4 sierpnia) oraz baza paliwowa w Ludinowie w obwodzie kałuskim (2 sierpnia), na których terenie doszło do pożarów. W rejonach przygranicznych FR i na terenach okupowanych obrońcy przeprowadzili także pojedyncze ataki na stacje paliw. Według ukraińskiego Sztabu Generalnego 2 sierpnia do trafienia i pożaru miało dojść w bazie lotnictwa strategicznego Engels w obwodzie saratowskim. Z danych rosyjskich wynika, że tego dnia Ukraińcy wykorzystali kolejną rekordową liczbę dronów uderzeniowych. W ciągu doby nad Rosją i terenami przez nią okupowanymi miało zostać zneutralizowanych 1158 bezzałogowców.

osw.waw.pl


SBU ogłosiła 4 sierpnia, że jej operatorzy dronów przeprowadzili ponad 100 ataków na strategiczne obiekty rosyjskie, w tym przedsiębiorstwa obronnej bazy przemysłowej (DIB), bazy lotnicze, zasoby obrony powietrznej, stanowiska dowodzenia, okręty wojenne, tankowce, rafinerie ropy naftowej oraz transport i logistykę wojskową od rozpoczęcia kampanii 26 czerwca. SBU podkreśliła, że jej operatorzy uderzyli w Zakłady Lotnicze Jewpatoria i bazy lotnicze w okupowanych Saky, Hvardiiske, Belbek i Baherove na Krymie; uderzyli w bazę lotniczą Engels w obwodzie saratowskim i bazę lotniczą Khanskaya w Republice Adygei; zniszczyli bombowiec strategiczny Tu-95MS, dwa myśliwce Su-35 i dwa bojowe samoloty szkoleniowe L-39; i uderzyli w 14 rosyjskich rafinerii ropy naftowej i inne obiekty infrastruktury naftowej, dwa statki towarowe i dwa tankowce floty cieni. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował 4 sierpnia, że zatwierdził kolejną operację SBU, ale nie określił czasu trwania, rodzaju ani wyznaczonego celu.

Nasilające się kampanie strajkowe Ukrainy przeciwko rosyjskiej armii, logistyce, DIB i aktywom gospodarczym obejmują znacznie więcej niż strajki SBU. Siły ukraińskie uderzyły w co najmniej 19 magazynów Wildberries w całej Rosji od pierwszego ataku na obiekty Wildberries 18 lipca. Według doniesień siły ukraińskie przeprowadziły co najmniej 200 ataków na rosyjskie statki towarowe i tankowce na Morzu Czarnym i Azowskim oraz na co najmniej 24 obiekty infrastruktury naftowej i benzynowej, zmniejszając zdolność rafineryjną Rosji o co najmniej jedną trzecią. Niektórzy rosyjscy milblogerowie przejęci przez Kreml próbowali odrzucić ukraińską kampanię uderzeniową jako nieudaną, ale jeden z milblogerów przyznał, że ukraińskie strajki były “bolesne dla Rosji". Siły ukraińskie przeprowadziły także intensywną kampanię strajkową przeciwko infrastrukturze elektroenergetycznej na Krymie, powodując przedłużające się przerwy w dostawie prądu. Dodatkowe ukraińskie ataki wymierzone były w mosty i inną infrastrukturę transportową na półwyspie i wokół niego.

(...)

Bloomberg poinformował 4 sierpnia, że strajki Ukrainy zmusiły Rosję do eksportu niemal rekordowych ilości ropy naftowej, ponieważ moce rafinacji ropy naftowej w Rosji osiągnęły najniższe wskaźniki od maja 2002 r.[8] Bloomberg podał, powołując się na platformę analizy rynków energii EA Analytics, że w lipcu 2026 r. rosyjskie wskaźniki przerobu ropy naftowej wynosiły średnio 3,6 mln baryłek dziennie, czyli o około jedną trzecią poniżej normy sezonowej.

(...)

Siły rosyjskie w coraz większym stopniu wykorzystują bezzałogowe pojazdy naziemne (UGV) do misji logistycznych w północnym obwodzie sumskim, ale nadal wykorzystują żołnierzy do dostarczania zaopatrzenia pieszo. Oficer ukraińskiej brygady działającej w północnym obwodzie sumskim poinformował 4 sierpnia, że siły rosyjskie coraz częściej korzystają z UGV, ale pojedynczy rosyjscy żołnierze również pieszo dostarczają amunicję i zaopatrzenie bliżej linii frontu. Rzecznik stwierdził, że większość rosyjskich UGV nie dociera na linię frontu, gdyż nie mogą przekraczać rzek.

(...)


Dowódca ukraińskiej kompanii działającej w rejonie Kostyantynówki poinformował 4 sierpnia, że sytuację w mieście kontrolują siły ukraińskie, ale małe rosyjskie grupy szturmowe, w tym dobrze wyszkolony personel i oficerowie, w dalszym ciągu próbują infiltrować Kostyantynówkę. Dowódca poinformował, że siły rosyjskie wysyłają dziennie około trzech małych grup, które przedostają się w głąb miasta zaledwie około 500 metrów. Dowódca dodał, że rosyjskie władze wojskowe wyślą kolejną grupę tą samą drogą, nawet jeśli siły ukraińskie zniszczą pierwszą grupę. Dowódca poinformował, że władze rosyjskie zleciły grupom przeprowadzenie misji podnoszenia flagi w celu uzyskania materiału filmowego przedstawiającego rosyjskie natarcie. Dowódca dodał, że drony FPV zaopatrują żołnierzy w prowiant tylko raz na trzy dni.

understandingwar.org

niedziela, 2 sierpnia 2026



- Rosjanie wyciągnęli wszystko, co mogli. W trakcie poprzedniego ataku na Kijów, 30 lipca, użyli zaledwie dziewięciu pocisków batalistycznych. Dzisiaj to były praktycznie wyłącznie pociski batalistyczne - stwierdził w rozmowie z Espreso TV ekspert ds. lotnictwa Walerij Romanenko.

W ocenie specjalisty tak szerokie zastosowanie rakiet oznacza, że Rosja sięgnęła do zapasów zgromadzonych w odległych bazach. Świadczyć o tym może także obecność bombowców strategicznych Tu-160, które, jak zauważył ekspert, musiały przybyć z Dalekiego Wschodu.
Wojna w Ukrainie. Ekspert o ataku na Kijów

W obecnej sytuacji pociski batalistyczne okazują się być wyjątkowo skuteczną bronią - jak przytoczył rozmówca Espreso, w ostatnim czasie Rosja wystrzeliła 125 pocisków, z czego zestrzelonych zostało tylko 19.

- To wyraźnie świadczy o jednym - brakuje nam systemów przeciwrakietowych, konkretnie pocisków do systemów Patriot, zdolnych do zestrzeliwania rosyjskich rakiet. To gwałtownie wpływa na skuteczność odpierania ataków Rosji - wskazał.

Jak zauważył Ramanenko, w nocy z piątku na sobotę w stronę Kijowa leciało 27 pocisków balistycznych. Zestrzelony został tylko jeden. - Nie chcę używać tego słowa, ale jeżeli miałbym rozwinąć tę myśl, to powiedziałbym wprost - dzisiaj to była egzekucja - stwierdził.

Romanenko ma jednak nadzieję, że w przyszłości sytuacja się poprawi. - Nie sądzę, żeby ta sytuacja trwała długo. Rosjanie po prostu wykorzystują okazję - powiedział, wskazując, że Ukraina czeka obecnie na dostawę pocisków Patriot, które zmienią sytuację.

(...)

Niedobór pocisków do systemów Patriot, o którym od tygodni mówi strona ukraińska, jest obecnie jednym z głównych tematów podejmowanych przez dyplomację Ukrainy w rozmowach z zachodnimi partnerami.

- To niesamowita broń. Musimy bardzo uważać, komu pozwalamy ją produkować - powiedział Trump w prezydenckiej rezydencji w Camp David, odpowiadając na pytanie o możliwość zezwolenia Ukrainie na wytwarzanie pocisków Patriot. Prezydent USA stwierdził następnie, że Ameryka nie wyraziła zgody na wydanie Kijowowi takiej licencji.

Deklaracja ta stoi w sprzeczności z wcześniejszymi zapewnieniami Wołodymyra Zełenskiego, a także samego Trumpa, który o pozwoleniu na produkcję tej broni dla Ukrainy osobiście mówił podczas szczytu NATO w Ankarze.

- Zgodził się wydać nam licencję, a następnie odbyłem spotkanie z przedstawicielami sektora produkcyjnego, bardzo ważnymi amerykańskimi firmami zbrojeniowymi - zapewniał jeszcze w środę Wołodymyr Zełenski, komentując spotkanie z Trumpem na krótko po zakończeniu rozmowy.

interia.pl


Z kolei ludzie Morawieckiego przypomnieli sobie, że w PiS trwa wewnętrzna dyskusja o wyjściu z Unii — czemu dotąd wszyscy, także oni, zaprzeczali. Dowiedzieliśmy się też, kto w PiS prowadzi farmy trolli i dla kogo one pracują — bo każda frakcja ma swoje trolle, które zwalczają frakcję przeciwną. Otóż część dużych, anonimowych kont w mediach społecznościowych, które dotąd atakowały Tuska, a teraz prowadzą natarcie na rozłamowców, prowadzona jest przez niezawodnych działaczy dawnej Suwerennej Polski — Dariusza Mateckiego i Patryka Jakiego.

Ale to rękodzieło. Bo duże farmy trolli w serwisie X prowadzić mają ludzie Morawieckiego — dlatego na tym portalu rozłam zbiera lepsze opinie niż w innych mediach społecznościowych. Nas to nie dziwi, bo pamiętamy ważny wątek afery RARS — ludzie Morawieckiego dawali zarobić setki milionów dyktatorowi prawicowej mody spod znaku „Red is Bad” Pawłowi Sz., który odwdzięczał się im finansując trolling na ich rzecz w kampanii wyborczej.

Ale nas najbardziej wciągnęła wywołana przez "harcerzy" awantura o to, kto w PiS przygotował raport o ciemnych stronach życiorysu Karola Nawrockiego. Dokument ów ujawniliśmy w "Stanie Wyjątkowym" jesienią 2024 r., tuż przed ogłoszeniem nominacji prezydenckiej PiS dla Nawrockiego, opowiadając o wojnach wewnętrznych wokół tej kandydatury. Jego autorstwo pozostawało tajemnicą — do momentu rozłamu.

Znów samo gęste: "Dobrzy znajomi i współpracownicy Nawrockiego przyjaźnią się z psychopatycznymi hitlerowcami i członkami gangów. Wszyscy bywają w tych samych miejscach, jest mnóstwo okazji, by ich wspólnie sfotografowano czy nagrano. Nawrocki tolerował fakt, że tacy ludzie aktywnie uczestniczyli w animowanym przez niego ruchu wokół upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych w Gdańsku; można więc mu postawić zarzut splamienia pamięci i nadużycia zaufania starych, schorowanych weteranów, którzy nie wiedzieli, że fotografują się z gangsterami i hitlerowcami. Jako pracownik IPN i dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Nawrocki nie przeciwstawiał się obecności na organizowanych przez siebie imprezach patriotycznych bandziorów z gangów motocyklowych i jawnych, wytatuowanych w swastyki neonazistów. Pozwalał im nagrywać filmy na Westerplatte, godził się, żeby powstawały tam teledyski zespołu, którego członków zatrzymywała za propagowanie nazizmu ABW. Głównymi postaciami narracji o uwikłaniach Nawrockiego mogą stać się Olgierd Lipnicki — gangster skazywany m.in. za sutenerstwo i brutalne pobicia, jeden z najbardziej znanych swego czasu polskich neonazistów, a obecnie członek gangów motocyklowych, oraz Grzegorz Horodko, hitlerowiec, członek nielegalnej organizacji Blood and Honour (Blut und Ehre — motto Hitlerjugend), kontaktujący się z najbardziej aktywnymi neonazistami z Europy. Lipnicki i Horodko, a także koledzy Nawrockiego z bokserskiego ringu, powiązani są z gangiem motocyklowym Bad Company, którego trzon stanowią recydywiści, a obecną gwiazdą jest satanista Marcin "Różal" Różalski. Już dzisiaj, w ciągu kilku godzin i tylko korzystając z ogólnodostępnych źródeł, można bez problemu skonstruować przekonującą, spójną, bogato ilustrowaną i świetnie klikającą się w internecie narrację, że kandydat PiS na prezydenta to uwikłany w znajomości z faszystami i gangsterami radykał. Czy, po ogłoszeniu jego kandydatury, pojawią się ludzie z kolejnymi informacjami, zdjęciami, filmami z bliższej i dalszej przeszłości (takie materiały na pewno są, Nawrocki był aktywny w środowisku także w czasach, kiedy zdjęcia czy filmy nie trafiały od razu do internetu, a o mediach społecznościowych nikt nawet nie myślał)? Wydaje się to oczywiste".

onet.pl

sobota, 1 sierpnia 2026



Tematem obszernych materiałów otwierających serwisy informacyjne są też sianokosy. 10-minutowy reportaż w miniony weekend wyjaśniał Białorusinom osobliwości "zielonych żniw" i sprytne sposoby kołochoźników, które pozwalają zachować soczystość i wartości odżywcze ściętej trawy. Ta bowiem będzie pożywieniem dla białoruskich krów, bez których nie byłoby tamtejszej prężnej branży mleczarskiej.

- Zwykły proces pracy zamienia się w cyrk i pokazówkę - mówi Hurniewicz. I zwraca uwagę na kolejne absurdy łukaszenkowskich żniw. Nierzadko główną rolę w nich odgrywają narodowi bohaterowie lata - kombajniści.

- Gdy mają przerwę obiadową, na polach organizowane są dla nich koncerty. Czasem wygląda to wręcz komicznie: trzech kombajnistów spożywa posiłek, a przed nimi tańczy i śpiewa 10 osób w strojach ludowych. Odwiedzają ich celebryci i urzędnicy, wygłaszane są patetyczne przemówienia - mówi rozmówca Interii.

Każda bitwa potrzebuje jednak generała. W "bitwie o plony" tę rolę odgrywa oczywiście Alaksandr Łukaszenka.

Jak co roku na początku żniw organizuje szeroko relacjonowane spotkania z rządem, na których wyznacza cele, wskazuje odpowiedzialnych za ich wykonanie i dzieli się licznymi mądrościami na temat gospodarki rolnej.

Nie cofa się też przed groźbami.

Dla reżimu kampania żniwna to bowiem śmiertelnie poważna sprawa. Łukaszenka zażądał, by migających się od ciężkiej pracy w polu i "szkodników", którzy sabotują "kampanię żniwną", wcielić armii.

- Każde niewykonanie rozkazu - do wojska. Niech tam służą. Będą siedzieć w lesie. Tam też potrzebna jest siła robocza. Niech tam posłużą w okresie żniw. Zarówno urzędnik, jak i ten, kto nie chce pracować - orzekł.

(...)

Te wszystkie absurdy nie wzięły się znikąd. Alaksandr Łukaszenka pielęgnuje radziecką opowieść o Białorusi jako kraju ciężko pracujących robotników rolnych. Bo miejsca na indywidualne rolnictwo od czasów sowieckich, jak wiadomo, nigdy nie było.

Kiedy Związek Radziecki jeszcze w latach 20. XX w. próbował szukać swojej legitymacji do sprawowania kontroli nad nierosyjskimi republikami, odwoływał się do opowieści narodowych.

Z racji struktury białoruskiego społeczeństwa, które zamieszkiwało głównie wieś, budowano obraz Białoruskiej SRR jako kraju rolniczego o zdrowych chłopskich korzeniach, a białoruskojęzyczna kultura - jeśli istniała - była przede wszystkim wiejskim folklorem. Podstawą tożsamości była praca na roli i zadanie wykarmienia siebie i innych.

Łukaszenka tę wiejską opowieść o Białorusi przejął i dzielnie kultywuje obraz kraju stojącego rolnictwem.

Problem polega jednak na tym, że taka Białoruś już nie istnieje.

- Jeśli w latach 90. miało to jeszcze pewną logikę, ponieważ na Białorusi mieszkało wiele osób związanych z rolnictwem, a ich poparcie było potrzebne władzy, to dziś wywołuje już tylko gorzki uśmiech. Białoruś jest jednym z najbardziej zurbanizowanych krajów Europy - około 80 proc. obywateli mieszka w miastach - tłumaczy Dzmitry Hurniewicz. Dla porównania w Polsce ten współczynnik wynosi 60 proc.

(...)

- W Związku Radzieckim żniwa były ważnym, ale zwyczajnym procesem gospodarczym. Na Białorusi przedstawia się je jako kwestię przetrwania narodu - mówi Interii Hurniewicz.

Dla Łukaszenki produkcja rolna to podstawa białoruskiej suwerenności. Wgląd w to, jak myśli tu aparat państwowy i co Łukaszenka chciałby, żeby myśleli Białorusini, daje niedawny tekst jednego z ideologów postsowieckiej Białorusi Wadima Hihina, opublikowany na łamach rządowego dziennika "SB. Biełarus' Siegodnia", który do 2018 r. nosił dumną radziecką nazwę "Sowietskaja Biełorussija".

"Na białoruskich polach rozgrywa się zupełnie inna bitwa. Bitwa o chleb" - pisze Hihin w swoim liście miłosnym do kołchozów i Łukaszenki, i dodaje: "To nie przesada. Dziś jedzenie to nie tylko kalorie na talerzu. To suwerenność i główna gwarancja pokoju".

Dalej pisze o tym, jak "niewidzialna ręka rynku" nie sprawdza się w rolnictwie i jaki błąd popełniają na Zachodzie, wspierając nie kolektywizację wsi, a rolnictwo indywidualne. "Białoruś poszła inną drogą. Tutaj nie oddano ziemi na zatracenie żywiołowemu rynkowi. Państwo wzięło na siebie rolę głównego dysponenta, stratega i inwestora" - czytamy.

"Białoruski model udowodnił, że państwo może i powinno być efektywnym właścicielem, jeśli u steru stoją profesjonaliści" - przekonuje Hihin i wskazuje, kto jest czołowym profesjonalistą białoruskiego rolnictwa: "Głównym motorem tego procesu jest Głowa Państwa".

A jak jest naprawdę? - Białoruś musi importować zboże. W 2023 roku wydała na zakup zagranicznej pszenicy około 50 mln dolarów - mówi Hurniewicz i dodaje: - Rolnictwo jest głęboko dotowane, a niemal połowa białoruskich rejonów jest deficytowa i utrzymywana z budżetu państwa. Trzykrotnie mniejsza Litwa zbiera więcej zboża niż Białoruś, a jej plony z hektara są wyższe.

Hurniewicz przywołuje też garść statystyk, które pokazują, w jakim stanie jest białoruskie rolnictwo. - Powierzchnia gruntów rolnych na Białorusi stale się zmniejsza. W 1994 roku wynosiła 6,2 mln hektarów, obecnie to około 5,7 mln hektarów. W ciągu ostatnich 20 lat liczba pracowników państwowych przedsiębiorstw rolnych spadła z 380 tysięcy do 250 tysięcy osób. Liczba kołchozów zmniejszyła się w tym czasie o około 500 - z 2000 do 1500. Bez wsparcia państwa aż 60 proc. z nich przynosiłoby straty - wylicza.

O znaczeniu kolektywnego rolnictwa dla białoruskiej gospodarki mówi Interii Wojciech Konończuk - Nie jest ono kluczowe dla gospodarki białoruskiej, bo to sektor, który generuje kilka procent PKB - wskazuje szef OSW.

Jak mówi, w 2020 roku - w roku niedokończonej rewolucji antyłukaszenkowskiej - sektor IT był niemal na poziomie rolnictwa. - Rozwój IT został zahamowany, a wręcz ograniczony w związku z emigracją wielu informatyków, którzy wsparli protesty. Ale to pokazuje priorytety Łukaszenki. Branża IT to mogła być kura, która znosi złote jaja. Łukaszenka, mając do wyboru ograniczenie swojej władzy lub wstrzymanie rozwoju sektora IT, wybrał oczywiście to drugie - wskazuje Konończuk.

interia.pl