środa, 21 stycznia 2026


Wojska rosyjskie kontynuują próby przeniknięcia poza linie obrony na południowych przedmieściach Konstantynówki. Kilkuosobowe grupy wroga starają się zająć dogodne pozycje na wzgórzach położonych na północny wschód od Jabłuniwki, aby następnie podejmować próby zdobycia zachodniej części Konstantynówki wzdłuż zachodniego brzegu rzeki Krywyj Toreć. Jednocześnie prowadzą natarcie po wschodniej stronie miasta – z kierunku Czasiw Jaru i wsi Ołeksandro-Szultyne. Nadrzędnym celem jest przejęcie kontroli nad obszarem rozciągającym się od Konstantynówki po Drużkiwkę, co ma umożliwić natarcie od południa i południowego wschodu na Kramatorsk i Słowiańsk – najważniejsze miasta w obwodzie donieckim pozostające w rękach Ukraińców.

Rosjanom udało się uzyskać kontrolę nad całością Hulajpola, a obecnie walki toczą się o położoną na zachód od niego wieś Zaliznyczne. Agresor najprawdopodobniej przejął także Pryłuky na północny zachód od miasta. Coraz trudniejsza sytuacja panuje również na południe od Zaporoża, gdzie Rosjanie próbują wyprzeć obrońców ze Stepnohirśka, zdobywając przyczółki w położonych nad wyschniętym Zbiornikiem Kachowskim miejscowościach Pławni i Prymorśke. Przejęcie Stepnohirśka będzie skutkowało objęciem południa aglomeracji zaporoskiej ogniem artylerii oraz zasięgiem dronów i bomb lotniczych. W dalszej perspektywie należy się spodziewać prób przecięcia szlaków logistycznych z Zaporoża na wschód – do Hulajpola i Orichiwa.

W nocy z 13 na 14 stycznia wojska rosyjskie przeprowadziły zmasowany atak na infrastrukturę w obwodach zaporoskim i dniepropetrowskim, pozbawiając prądu ponad 45 tys. abonentów w Krzywym Rogu. Z kolei w nocnym bombardowaniu Odessy uszkodzono budynek polskiego konsulatu (nikt nie został ranny).

Szczególnie intensywnym atakom poddawana jest stolica Ukrainy. 20 stycznia doszło do zmasowanego uderzenia na Kijów, podczas którego użyto pocisku Cyrkon, 18 pocisków balistycznych Iskander-M/S-300, 15 rakiet Ch-101, a także 339 dronów uderzeniowych. Ponad 5,5 tys. wielopiętrowych budynków mieszkalnych pozbawionych zostało ogrzewania, zaś niemal cała lewobrzeżna część miasta odcięta od dostaw wody, a w pozostałej ciśnienie wody jest obniżone (wody nie ma również w niektórych budynkach administracji państwowej, w tym w Radzie Najwyższej). Ogółem w wyniku ataku ponad 335 tys. mieszkańców Kijowa zostało pozbawionych prądu.

15 stycznia rosyjskie drony uderzyły w centrum Lwowa, uszkadzając jedną z cerkwi oraz plac zabaw. Tego samego dnia w obwodach charkowskim, żytomierskim i odeskim doszło do ataków na infrastrukturę energetyczną, skutkujących przerwami w przesyle prądu. Szczególnie intensywne uderzenia odnotowano w Charkowie (ponawiano je 17, 19 i 20 stycznia), Zaporożu (18 i 19 stycznia), Odessie (19 stycznia) oraz Dnieprze (20 stycznia).

W ciągu ostatniego tygodnia armia rosyjska kontynuowała ataki na obiekty infrastruktury krytycznej w wielu obwodach. W charkowskim i chersońskim odnotowano kilka ofiar śmiertelnych, a ranni zostali mieszkańcy obwodów czernihowskiego, dniepropetrowskiego, sumskiego, donieckiego i zaporoskiego. Zgodnie z szacunkami Dowództwa Sił Powietrznych od 13 do 20 stycznia wojska rosyjskie użyły 1017 dronów (z czego 715 „szahedów”), 36 pocisków balistycznych i manewrujących oraz jednego pocisku przeciwokrętowego Cyrkon. Obrońcy zadeklarowali unieszkodliwienie 807 bezzałogowych statków powietrznych oraz 18 rakiet.

Wskutek ataków 15 stycznia Ministerstwo Energetyki wprowadziło harmonogramy wyłączeń dostaw prądu we wszystkich regionach Ukrainy dla wszystkich kategorii odbiorców. Podkreślono przy tym, że najtrudniejsza sytuacja panuje w Kijowie, gdzie mieszkańcom umożliwiono przemieszczanie się w czasie obowiązującej godziny policyjnej do tzw. punktów odporności – specjalnych miejsc, w których zapewniono awaryjne ogrzewane i zasilanie prądem (generatory) oraz dostęp do internetu i wody.

(...)

13 stycznia w rejonie terminalu Konsorcjum Rurociągów Kaspijskich (KRK) na Morzu Czarnym najprawdopodobniej ukraińskie drony zaatakowały co najmniej dwa tankowce. Na jednostkach, które miały oczekiwać na załadunek, wybuchły pożary. KRK to kluczowy projekt infrastrukturalny transportujący ropę z Kazachstanu przez Rosję do terminalu w Noworosyjsku, stanowiący ważny szlak eksportowy tego surowca. Pod koniec listopada 2025 r. ukraińskie drony morskie już atakowały terminal KRK, w wyniku czego część infrastruktury czasowo wyłączono z użytku.

Polska przygotowuje 47. pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o wartości 220–230 mln euro, zawierający m.in. amunicję i części zamienne. Poinformował o tym 19 stycznia w wywiadzie dla agencji Ukrinform ambasador Ukrainy w Warszawie Wasyl Bodnar. Jego zdaniem w pierwszym kwartale 2026 r. armia ukraińska ma otrzymać cztery myśliwce MiG-29 z łącznej liczby „blisko 10” obiecanych przez Polskę w ub.r. 15 stycznia wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski podał, że planowane jest przekazanie „do dziewięciu” maszyn tego typu. Ponadto według Bodnara w pierwszej połowie 2026 r. ma zostać podpisane porozumienie o udzieleniu przez Polskę 120 mln euro kredytu na zakup przez Ukrainę polskiego uzbrojenia.

(...)

14 stycznia Komisja Europejska przyjęła pakiet legislacyjny w zakresie wsparcia Ukrainy w latach 2026 i 2027, którego elementem jest pożyczka pomocowa w wysokości 90 mld euro. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen poinformowała, że dwie trzecie tej kwoty zostanie przeznaczone na wsparcie wojskowe. W grudniu 2025 r. na udzielenie takiej pożyczki zgodziła się Rada Europejska. Po zatwierdzeniu wniosków przez Radę i Parlament Europejski w drugim kwartale br. powinno rozpocząć się przekazywanie środków.

Ukraina wstrzymała kolejne zamówienia niemieckiej amunicji krążącej HX-2 ze względu na poważne wady ujawnione w trakcie jej dotychczasowego użytkowania, o czym powiadomiła 19 stycznia agencja Bloomberg. Jest to prawdopodobnie pierwsza podjęta przez Kijów decyzja tego typu (wcześniej zdarzyło się Ukraińcom zrezygnować z przyjęcia wyposażenia bądź amunicji starych i nie w pełni sprawnych). Ukraina otrzymała dotąd połowę z 4 tys. dronów HX-2 i starszego modelu HX-1, zakontraktowanych w 2024 r. na koszt RFN. HX-2, mające stanowić przełomowe rozwiązanie ze względu na oparcie ich działania na algorytmach tzw. sztucznej inteligencji, okazały się niedopracowane pod względem mechanicznym. W trakcie dotychczasowego użytkowania zaledwie co czwarty pomyślnie wystartował. HX-2 okazały się też nieodporne na rosyjskie systemy walki radioelektronicznej (odporność miała im gwarantować sztuczna inteligencja), a po zagłuszeniu traciły łączność z operatorami. Co więcej, w części dostarczonych egzemplarzy w ogóle brakowało komponentów odpowiedzialnych za działanie sztucznej inteligencji.

19 stycznia prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że Pawło Jelizarow ps. Łazar zostanie na wniosek ministra obrony Mychajła Fedorowa nowym zastępcą dowódcy Sił Powietrznych Sił Zbrojnych Ukrainy. Ma być odpowiedzialny m.in. za zmiany w obronie przeciwlotniczej kraju, polegające na większym zastosowaniu mobilnych grup ogniowych, dronów przechwytujących i innych środków tzw. małej obrony powietrznej. Według Fedorowa będzie on odpowiedzialny przede wszystkim za stworzenie „kopuły antydronowej” nad Ukrainą. Jelizarow jest oficerem Sił Powietrznych i dotychczasowym dowódcą Grupy Lazara specjalizującej się w wykorzystaniu dronów na polu walki. Cieszy się dużym autorytetem w armii i jest uważany za pioniera zastosowania bezzałogowych statków powietrznych na froncie.

Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski w wywiadzie z 18 stycznia poinformował, że z końcem 2025 r. zakończył się pierwszy etap przejścia Sił Zbrojnych Ukrainy do systemu korpusowego. Jego zdaniem reforma pozwoliła usprawnić i odciążyć system dowodzenia, a także zwiększyć efektywność wykorzystania oraz zaopatrzenia kadr i personelu wojskowego. „Wcześniej system organów dowodzenia opierał się na tymczasowo tworzonych grupach operacyjno-taktycznych, w których oficerowie byli powoływani rotacyjnie i relokowani ze swoich stanowisk, co negatywnie wpływało na jakość zarządzania” – podkreślił Syrski. Obecnie armia przechodzi do drugiego etapu reformy, która zakończy się do końca tego roku i ma polegać na przenoszeniu brygad do odpowiednich korpusów.

Według dziennikarzy portalu śledczego Slidstvo.Info w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosła liczba Ukraińców w wieku poborowym zatrzymanych podczas nielegalnych prób przekroczenia granicy z Białorusią. Z danych Państwowej Służby Granicznej Ukrainy (PSG) wynika, że w 2025 r. na tej granicy zatrzymano 1424 mężczyzn, w 2024 r. było to 326 osób, natomiast w 2023 r. – zaledwie cztery osoby. Kierunek białoruski znalazł się w pierwszej piątce tras pod względem liczby zatrzymań poborowych, wyprzedzając m.in. Polskę. Najwięcej zatrzymań odnotowano na granicach z Rumunią (10 066 osób), Mołdawią (4937), Słowacją (2265) oraz Węgrami (1841). Najmniej przypadków dotyczyło granic z Rosją (1 osoba) i Polską (511 osób). Według śledztwa przerzut do UE via Białoruś miał kosztować ok. 8 tys. dolarów od osoby.

Występując w parlamencie 14 stycznia, nowo powołany minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow podkreślił, że głównym celem prac resortu będą reforma armii, poprawa infrastruktury na froncie oraz zdecydowana walka z korupcją. Zapowiedział przeprowadzenie kompleksowego audytu w Siłach Zbrojnych Ukrainy, a na jego podstawie konkretne rozwiązania systemowe. Fedorow ujawnił, że ok. 2 mln Ukraińców uchyla się od służby wojskowej, a ok. 200 tys. samowolnie opuściło jednostki wojskowe.

(...)

14 stycznia ukraiński wywiad wojskowy (HUR) opublikował informacje dotyczące zagranicznego sprzętu wykorzystywanego przez rosyjskie przedsiębiorstwa kompleksu wojskowo-przemysłowego. Chodzi o 50 typów urządzeń, takich jak maszyny do cięcia strumieniem wody czeskiej firmy PTV, wykorzystywane przez przedsiębiorstwa produkujące okrętowe i nadbrzeżne stacje radarowe, sprzęt do strategicznych sił rakietowych oraz systemy ochrony obiektów wojskowych, frezarki amerykańskiej firmy JET Tools, używane przez producenta komponentów do rosyjskich pocisków manewrujących Ch-101, oraz chińskie automaty termoplastyczne TAYU TY-200S, eksploatowane przez przedsiębiorstwo produkujące systemy naprowadzania, celowniki i kompleksy rozpoznawcze. HUR zwraca uwagę, że rosyjskie firmy z sektora obronnego korzystają z leasingu sprzętu, co pozwala ukryć faktycznego użytkownika końcowego i stanowi jeden z mechanizmów omijania sankcji.

We wspomnianym wywiadzie Syrski poinformował, że w 2026 r. Rosjanie planują utworzyć co najmniej 11 nowych dywizji i powołać do armii kolejne 409 tys. ludzi. Według niego całkowity potencjał mobilizacyjny agresora przekracza 20 mln ludzi, z których ok. 4,5 mln to wyszkolone rezerwy, mogące być bezpośrednio zaangażowane w uzupełnianie jednostek bojowych. To, jak zauważył generał, daje wrogowi przewagę w rekrutacji wojsk i utrzymaniu liczebności grup ofensywnych. Stwierdził również, że pomimo zrealizowania planów mobilizacyjnych w 2025 r. w ponad 100% i zaangażowania ok. 406 tys. ludzi Rosjanom nie udało się zwiększyć liczebności grupy ofensywnej – przez prawie sześć miesięcy utrzymywała się ona na poziomie ok. 711 tys. żołnierzy. Według Syrskiego rosyjskie władze nie były w stanie zwiększyć liczebności armii na terytorium Ukrainy z powodu strat w ludziach, które według niego w 2025 r. wyniosły ok. 419 tys. żołnierzy.

osw.waw.pl


Około 600 tys. osób opuściło Kijów od 9 stycznia, gdy mer stolicy Ukrainy Witalij Kliczko zaapelował do mieszkańców o tymczasową ewakuację z miasta. Po zmasowanych rosyjskich atakach połowa budynków w Kijowie została pozbawiona ogrzewania - poinformował we wtorek Kliczko w rozmowie z agencją AFP.

"Nie wszyscy mają możliwość opuszczenia miasta, ale obecnie liczba mieszkańców maleje" - relacjonował Kliczko w rozmowie z francuską agencją, podkreślając, że z Kijowa, liczącego około 3,6 mln mieszkańców, wyjechało dotychczas 600 tys. osób.

"Temperatura sięga niemal minus 20 stopni Celsjusza, a Putin wykorzystuje to, by złamać opór (Ukraińców), pogrążyć wszystkich w depresji i wywołać napięcia w społeczeństwie" - zaalarmował mer Kijowa.

Wcześniej we wtorek Kliczko powiadomił w komunikatorze Telegram, że w stolicy bez ogrzewania pozostaje około 4 tys. budynków mieszkalnych. "Służby komunalne dostarczyły ciepło do ponad 1600 z 5635 budynków mieszkalnych, w których nie było (tych dostaw) po intensywnym ostrzale rosyjskim" - poinformował szef miejskiej administracji.

PAP


Ambicje pozyskania Grenlandii przez USA były głównym wątkiem przemówienia Donalda Trumpa na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Prezydent USA po raz pierwszy wykluczył w nim jednak użycie siły.

- Prawdopodobnie nic nie dostaniemy, chyba że zdecyduję się na użycie nadmiernej siły - i siły, gdzie, szczerze mówiąc, bylibyśmy nie do zatrzymania. Ale tego nie zrobię - powiedział Trump. - To chyba najważniejsze oświadczenie, jakie wygłosiłem, bo ludzie myśleli, że użyję siły. Nie muszę używać siły. Nie chcę używać siły. Nie użyję siły - zadeklarował.

Jednocześnie ogłosił, że wnosi o "natychmiastowe" rozpoczęcie negocjacji w sprawie pozyskania Grenlandii przez USA. Przekonywał, że tylko Stany Zjednoczone są w stanie zapewnić wyspie bezpieczeństwo i twierdził, że tylko "tytuł własności" od niej pozwoli na jej obronę. Trump oskarżał przy tym NATO i Danię o niewdzięczność. Wyraził przekonanie, że Ameryka praktycznie nic nie otrzymuje w zamian za ochronę sojuszników, i że nie przyszliby oni z pomocą USA.

- Stany Zjednoczone są traktowane przez NATO bardzo niesprawiedliwie. Chcę wam powiedzieć (...) i nikt nie może tego zakwestionować: dajemy tak wiele, a tak mało otrzymujemy w zamian - ocenił.
- Wszystko, o co prosimy, to pozyskanie Grenlandii, w tym prawa własności, ponieważ prawo własności jest potrzebne do jej obrony - zaznaczył. - Prosimy o kawałek lodu. (...) To bardzo mała prośba w porównaniu z tym, co dawaliśmy im przez wiele, wiele dekad - przekonywał Trump. Zapowiadał, że jeśli USA usłyszą w odpowiedzi "tak", to będą wdzięczne, a jeśli "nie", to zostanie im to zapamiętane.

Trump kilkakrotnie nazwał Grenlandię "Islandią", twierdząc, że sprawa "Islandii" spowodowała w poniedziałek duże spadki na amerykańskiej giełdzie. Przypominał, że Stany Zjednoczone chroniły Grenlandię podczas II wojny światowej "wielkim kosztem", lecz zwróciły ją Danii po wojnie.

- Jak głupio postąpiliśmy. Ale zrobiliśmy to, ale oddaliśmy to. Ale jak niewdzięczni są teraz - powiedział Trump.

Mówiąc o wojnie w Ukrainie, Trump zapowiedział, że w środę spotka się z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, twierdząc, że zarówno on, jak i Władimir Putin "chcą się dogadać".

- Myślę, że są teraz w takim momencie, że mogą dojść do porozumienia, a jeśli im się to nie uda, to są głupi. Dotyczy to ich obu - skwitował.

Mimo słów Trumpa, Zełenski przebywa obecnie w Kijowie, choć - według portalu Axios - może przybyć w czwartek do Davos na spotkanie z amerykańskim prezydentem. Według tego źródła w czwartek Moskwę mają natomiast odwiedzić wysłannicy Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner.

Podczas trwającego ponad godzinę przemówienia prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawiał swój kraj i swoją politykę jako wzór do naśladowania, w tym dla Europy, która - według niego - jest "miejscem nie do poznania".

- Kocham Europę i chcę, żeby Europie się dobrze powodziło, ale nie zmierza ona w dobrym kierunku. W ostatnich dekadach w Waszyngtonie i stolicach europejskich przyjął się pogląd, że jedynym sposobem na rozwój nowoczesnej gospodarki zachodniej są stale rosnące wydatki publiczne, niekontrolowana masowa migracja i niekończący się import z zagranicy - oświadczył Trump, krytykując też "nowy zielony szwindel" i "importowanie nowych i innych populacji z odległych krajów".

- Szczerze mówiąc, wiele części naszego świata ulega zniszczeniu na naszych oczach, a przywódcy nawet nie rozumieją, co się dzieje. A ci, którzy rozumieją, nic z tym nie robią. Praktycznie wszyscy tak zwani eksperci przewidywali, że moje plany zakończenia tego nieudanego modelu doprowadzą do globalnej recesji i galopującej inflacji, ale udowodniliśmy, że się mylili. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie - zapewniał Trump, powołując się m.in. na wzrost PKB w USA, prognozowany w ostatnim kwartale ubiegłego roku na poziomie 5,4 proc.

Trump kierował też groźby pod adresem Kanady, której premier w poniedziałek, podczas głośnego wystąpienia w Davos, ogłosił zapaść dotychczasowego porządku, utrzymywanego przez "hegemonię" Stanów Zjednoczonych.

- Kanada dostaje od nas wiele rzeczy gratis. Powinni być wdzięczni, ale nie są. Oglądałem wczoraj waszego premiera - mówił Trump. - Nie był zbyt wdzięczny. Ale powinni być wdzięczni Stanom Zjednoczonym i Kanadzie. Kanada żyje dzięki Stanom Zjednoczonym. Pamiętaj o tym, Mark, kiedy następnym razem będziesz wygłaszać swoje oświadczenia - ostrzegał.

W podobny sposób Trump mówił o wszystkich państwach reprezentowanych w Davos, twierdząc, że "nie funkcjonowałyby one bez Ameryki" lub zbankrutowałyby. Zapewnił jednak, że "nie dąży do ich zniszczenia". (...)

PAP

wtorek, 20 stycznia 2026



We wtorek pogłębił się kryzys japońskich obligacji, co spowodowało gwałtowny wzrost ich rentowności do rekordowych poziomów. "Inwestorzy odrzucili obietnicę premierki Sanae Takaichi dotyczącą obniżenia podatków od żywności" - komentuje Bloomberg. Oprocentowanie 40-letnich obligacji przekroczyło 4 proc., osiągając nowy rekord od debiutu w 2007 roku. Od października 2025 r., kiedy Takaichi objęła urząd, rentowność 20- i 40-letnich obligacji wzrosła o około 80 punktów bazowych. Jak czytamy, "inwestorzy są czujni na skutki zmian w Japonii, które mogą przenieść się na rynki globalne". Bloomberg przypomina, że 8 lutego w Kraju Kwitnącej Wiśni mają odbyć się przedterminowe wybory. 

Piotr Kuczyński, analityk Xeliona, wskazuje jeszcze na jedno zagrożenie. "Uwaga na rentowności 30. latek USA. Naruszają linię trendu spadkowego rozpoczynającą się w maju '25. Jeśli pokonają 5 proc. (rano 4,90%) to na globalnym rynku długu pojawi się niepokój (tak jak na początku września '25)" - pisze ekspert. 

Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska komentuje we wtorek, że "eskalacja wojny handlowej USA-UE wokół Grenlandii wywołała gwałtowny odwrót od dolara, który stracił status bezpiecznej przystani na rzecz euro". Jak dodano, inwestorzy dyskontują "zapowiedź 10-procentowych ceł Trumpa na osiem państw europejskich oraz widmo unijnego odwetu o wartości ok. 93 mld EUR". Amerykański prezydent we wtorek dorzucił jeszcze nową groźbę - nałożenie 200 proc. ceł na francuskie wina i szampany, bo Francja nie chce przystąpić do jego nowej inicjatywy - Rady Pokoju. W dół idą notowania na europejskich giełdach. W Polsce szeroki indeks WIG traci 1,31 proc, a WIG20 jest na minusie o 1,50 proc. Spadki także na DAX (-1,35 proc.), CAC40 (-1,14 proc.) i FTSE100 (-1,27 proc.). 

gazeta.pl


Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył we wtorek, że Rosji najprawdopodobniej nie uda się dojść do porozumienia z obecnymi przywódcami państw europejskich.

- Jeśli ktoś chce rozmawiać, nigdy nie odmawiamy, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że najprawdopodobniej nie uda nam się osiągnąć porozumienia z obecnymi liderami Europy. Jeśli ktoś chce z nami poważnie rozmawiać, niech nie chwali się tym głośno, a potem nie rozgląda się wyniośle, ale niech po prostu zadzwoni, jak to jest w zwyczaju dyplomatycznym - powiedział Ławrow na konferencji prasowej w Moskwie.

PAP/Reuters/media


Donald Trump złożył tę deklarację w czasie rozmowy z reporterem w Miami. Poproszony o komentarz do słów Emmanuela Macrona, że Francja nie dołączy do budowanej przez niego Rady Pokoju, prezydent USA powiedział: — Czy on to powiedział? Cóż, nikt go nie chce, bo wkrótce odejdzie z urzędu — stwierdził. — Więc wiecie, w porządku. To, co zrobię, to… nałożę 200 proc. cła na jego wina i szampany i on [Macron] dołączy [do Rady Pokoju]. Ale nie musi — dodał.

Źródło bliskie Pałacowi Elizejskiemu poinformowało w poniedziałek, że prezydent Francji na tym etapie nie zamierza przyjąć zaproszenia do przyłączenia się do inicjatywy USA.

Rada Pokoju ma być instytucją, której będą przewodniczyć Stany Zjednoczone. Jej pierwotnym założeniem — według planów prezentowanych przez rząd USA — ma być nadzorowanie odbudowy Strefy Gazy oraz zarządzanie nią. Ciałem kierującym Radą Pokoju ma być zarząd, na którego czele stanąłby amerykański prezydent.

Jak donosi agencja Bloomberga, USA chcą by kraje uczestniczące w Radzie byłyby zobowiązane do zapłaty co najmniej po 1 mld dolarów za stałe członkostwo w niej. W przeciwnym razie, ich kadencja trwałaby trzy lata z możliwością odnowienia za zgodą przewodniczącego Rady.

Zaproszenie do dołączenia do instytucji miało dostać ponad 60 przywódców — w tym prezydent RP Karol Nawrocki oraz przywódcy Rosji, Władimir Putin i Białorusi, Aleksander Łukaszenko.

onet.pl


Sędzia Carl Nichols, mianowany przez Trumpa, stwierdził, że prawnicy administracji Trumpa nie odpowiedzieli na kilka argumentów przedstawionych przez deweloperów projektu Empire Wind w Nowym Jorku i zauważył, że obawy rządu dotyczące bezpieczeństwa narodowego nie są wystarczające, aby przeważyć nad szkodami dla projektu.

W swoim orzeczeniu dotyczącym projektu Revolution Wind sędzia Royce Lamberth również nie przyjął argumentów administracji. Sędzia mianowany przez Ronalda Reagana zwrócił uwagę na wywiady prasowe sekretarza zasobów wewnętrznych USA Douga Burguma, które skupiały się na kosztach morskiej energii wiatrowej, jej wpływie na dziką przyrodę i "różnych powodach niezwiązanych z bezpieczeństwem narodowym".

Sędzia Jamar Walker orzekł w piątek w Wirginii, że prace nad projektem morskiej farmy wiatrowej Dominion Energy w przybrzeżnej części Wirginii mogą być kontynuowane w trakcie trwania postępowania sądowego. Sędzia mianowany przez Bidena również stwierdził, że administracja nie przedstawiła argumentów uzasadniających swoje obawy.

"Zazwyczaj zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego działałoby na zdecydowaną korzyść decyzji rządu" — uzasadnił Walker, dodając jednak, że "dowody nie wskazują, aby zagrożenie dla bezpieczeństwa było tak pilne", aby konieczne było wydanie nakazu wstrzymania prac.

Decyzje sędziów to krótkoterminowe zwycięstwo dla deweloperów projektów i zwolenników morskiej energetyki wiatrowej.

— Jeśli jesteś deweloperem, nauczką [z zaskarżenia decyzji administracji Trumpa o wstrzymaniu prac nad projektami wiatrowymi] jest to, żeby nie chować się w kącie. Musisz być gotowy walczyć o swoje prawa — komentuje senator Martin Heinrich z Nowego Meksyku, czołowy demokratyczny członek Senackiej Komisji ds. Energii i Zasobów Naturalnych.

Jeden z ekspertów prawnych stwierdził, że pogarda Trumpa dla energii wiatrowej wydaje się podważać strategię prawną administracji.

— Niechęć tej administracji do tych projektów zmusiła ją do pójścia na skróty w swoim rozumowaniu — mówi Joel Eisen, profesor prawa na Uniwersytecie w Richmond. — To uniemożliwia im przedstawienie dobrego i uzasadnionego wyjaśnienia, dlaczego chcą wstrzymać prace — dodaje.

Eisen zauważa, że zgodnie z prawem administracyjnym rząd musi przedstawić wystarczające wyjaśnienie poważnych działań, takich jak blokowanie projektów już w trakcie realizacji.

— Rząd ma obowiązek wyjaśnić swoje działania i we wszystkich trzech przypadkach sędziowie są przekonani, że tego nie zrobił — dodaje Eisen, zauważając, że sędziowie zostali mianowani przez trzech różnych prezydentów, ale wszyscy doszli do tego samego wniosku.

(...)

Craig Rucker, prezes Committee For A Constructive Tomorrow, który zakwestionował projekt w Wirginii, wezwał w piątek urzędników departamentu do odwołania się od tej decyzji. — Zamiast okazać szacunek dla dobrze udokumentowanych zastrzeżeń wojskowych, jeden sędzia federalny, nieposiadający żadnej wiedzy specjalistycznej w zakresie bezpieczeństwa narodowego, podjął się zastąpienia przemyślanej opinii profesjonalistów wojskowych własnym osądem — stwierdził.

(...)

Gubernatorzy, zwłaszcza w Nowej Anglii, uznali te projekty za kluczowe dla obniżenia kosztów energii w swoich stanach — niektóre z nich miały rozpocząć wytwarzanie energii w tym roku. Prokuratorzy generalni w Connecticut, Nowym Jorku i Rhode Island — którzy spierali się z administracją w sprawie jej wysiłków na rzecz ograniczenia innych inicjatyw klimatycznych — dołączyli do deweloperów i złożyli własne pozwy, aby zakwestionować wstrzymanie działań przez administrację.

Operator sieci energetycznej w Nowej Anglii stwierdził, że projekty morskich farm wiatrowych są uwzględnione w jego prognozach planistycznych i są potrzebne, aby zaspokoić zapotrzebowanie na energię elektryczną. Prawnicy PJM Interconnection, regionalnej organizacji przesyłowej obejmującej 13 stanów, poparli wniosek CVOW (projektu wiatrowego u wybrzeży Wirginii) i argumentowali, że projekt pomoże zapewnić tak potrzebną energię w regionie, w którym popyt jest już wysoki.

"Biorąc pod uwagę wielkość projektu i długi czas realizacji związany z opracowaniem alternatywnych rozwiązań, dalsze opóźnienie projektu spowoduje nieodwracalne szkody dla 67 mln mieszkańców tego regionu, którzy są uzależnieni od ciągłych i niezawodnych dostaw energii elektrycznej" — stwierdziła RTO w niedawnym wniosku.

W ubiegły piątek przedstawiciele administracji Trumpa spotkali się z ponadpartyjną grupą gubernatorów w sprawie planów nakazania PJM przeprowadzenia specjalnej aukcji dla firm technologicznych w celu sfinansowania budowy nowych elektrowni potrzebnych do zasilania centrów danych — jest to część wysiłków prezydenta mających na celu rozwiązanie rosnących problemów związanych z dostępnością (energii).

Przedstawiciele administracji Trumpa ds. energii wielokrotnie umieszczali podstawowe źródła energii, takie jak gaz ziemny i energia jądrowa, w centrum swojego programu, jednocześnie uznając energię wiatrową za niestabilną i zawodną.

Inni twierdzą, że nakazy wstrzymania prac mogą mieć wpływ wykraczający poza granice stanów.

Senator Lisa Murkowski z Alaski, która w tym tygodniu podróżuje do Kopenhagi w Danii, powiedziała Politico, że ma nadzieję spotkać się z Orstedem, duńskim deweloperem dwóch projektów, na które wpływ mają nakazy wstrzymania prac.

— Mamy projekt, który jest realizowany od lat, kosztował miliony dolarów, jest ukończony w 80 proc., a teraz słyszymy: "Przykro nam, ale nie ma go na naszej liście zatwierdzonych projektów". A później trafia do sądu — mówi Murkowski o projekcie Revolution Wind firmy Orsted.

— OK, teraz wracamy do gry. Ale jaki komunikat wysyła się do Orsteda? Jaki komunikat wysyła się do wszystkich tych firm na temat wiarygodności pracy nad projektem w Stanach Zjednoczonych? Martwię się tym — podsumowuje.

onet.pl


"Szokujące jest to, że nasz »genialny« sojusznik z NATO, Wielka Brytania, planuje obecnie oddać wyspę Diego Garcia, gdzie znajduje się ważna baza wojskowa USA, Mauritiusowi, i to BEZ ŻADNEGO POWODU" — napisał we wtorek na portalu Truth Social Donald Trump.

"Nie ma wątpliwości, że Chiny i Rosja dostrzegły ten akt całkowitej słabości. Są to mocarstwa międzynarodowe, które uznają wyłącznie SIŁĘ, dlatego Stany Zjednoczone Ameryki pod moim przywództwem już po roku cieszą się szacunkiem jak nigdy dotąd. Oddanie przez Wielką Brytanię niezwykle ważnego terytorium jest aktem WIELKIEJ GŁUPOTY i kolejnym z długiej listy powodów związanych z bezpieczeństwem narodowym, dla których należy przejąć Grenlandię. Dania i jej europejscy sojusznicy muszą POSTĄPIĆ SŁUSZNIE. Dziękuję za uwagę poświęconą tej sprawie" — dodał prezydent USA.

22 maja 2025 r. brytyjski premier Keir Starmer podpisał porozumienie, na mocy którego Wielka Brytania przekazała Mauritiusowi archipelag Czagos na Oceanie Indyjskim, którego częścią i największą wyspą jednocześnie, jest Diego Garcia. Od połowy lat 60. XX w. stacjonują tu amerykańskie oraz brytyjskie siły. Zgodnie z założeniami, Brytyjczycy mają płacić Mauritiusowi za dzierżawienie tamtejszej bazy wojskowej przez 99 lat, z opcją przedłużenia o kolejne 40 lat.

W maju ub.r. sekretarz stanu USA Marco Rubio przyjął zawarcie umowy z zadowoleniem. Wydał wówczas oświadczenie, w którym przekonywał, że Donald Trump "wyraził swoje poparcie dla tego monumentalnego osiągnięcia".

— Umowa zabezpiecza funkcjonowanie wspólnej amerykańsko-brytyjskiej bazy na Diego Garcia na pokolenia, zawierając solidne zapisy mające na celu zachowanie jej wyjątkowego potencjału i ochronę przed naszymi przeciwnikami — powiedział rzecznik brytyjskiego rządu Darren Jones, cytowany przez BBC.

W jego ocenie Brytyjczycy byli zmuszeni do zawarcia umowy przez decyzje Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. W 2019 r. sędziowie w opinii doradczej dla Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych uznali, że Wielka Brytania ma obowiązek jak najszybciej zakończyć sprawowanie władzy nad archipelagiem Czagos.

Rzecznik przypomniał, że umowa zawarta w maju 2025 r. zyskała akceptację ze strony Stanów Zjednoczonych, Australii i innych kluczowych partnerów międzynarodowych, w tym Indii, Japonii i Korei Południowej.

onet.pl


Amerykański prezydent ujawnił też treść SMS-a, którego otrzymał od prezydenta Francji Emmanuela Macrona.

"Mój przyjacielu, jesteśmy w pełni zgodni w sprawie Syrii. Możemy zrobić wielkie rzeczy w sprawie Iranu. Nie rozumiem, co robisz w sprawie Grenlandii" — napisał francuski przywódca.

Zaproponował Trumpowi próbę "zbudowania wielkich rzeczy", wskazując dwa konkretne działania. "Mogę zorganizować spotkanie G7 po Davos, w Paryżu, w czwartek po południu. Mogę zaprosić na marginesie Ukraińców, Duńczyków, Syryjczyków i Rosjan" — wskazał Macron w wiadomości, którą opublikował Trump. "Zjedzmy razem kolację w Paryżu, w czwartek, zanim wrócisz do USA" — dodał.

Agencja Reutera, powołując się na źródło zbliżone do Pałacu Elizejskiego, przekazała, że treść SMS-a od Macrona jest autentyczna.

onet.pl


20.01.2026, Hawana (PAP/Media/EFE) - Chiny dostarczyły ostatnio na Kubę blisko 5 tysięcy ton ryżu z 30 tysięcy ton, które zostaną wysłane tam jako część programu pilnej pomocy żywnościowej dla wyspy - ogłosiły w poniedziałek kubańskie media rządowe.

Kubański wicepremier Oscar Perez Oliva oświadczył, że ryż, który ofiaruje Kubie rząd chiński, zostanie przekazany ludności "całkowicie bezpłatnie".

"Ten dar stanowi konkretny gest wzorowej i bezinteresownej współpracy Chin i Kuby; współpracy, która będzie również polegać na udzielaniu nam pomocy w zwiększaniu naszej własnej produkcji ryżu" - podkreślił kubański wicepremier.

"Chiny - dodał Perez Oliva - pomogą nam również w innych dziedzinach, między innymi w energetyce".

Po przejściu nad Kubą huraganu Melissa, który w październiku zaatakował wschodnią część kraju, Chiny dostarczyły na wyspę znaczne ilości artykułów i materiałów budowlanych niezbędnych po klęsce żywiołowej.

Hawana i Pekin utrzymują bliskie stosunki polityczne i gospodarcze, a Chiny stały się dziś jednym z najbliższych sojuszników wyspiarskiego kraju - jak podkreśla hiszpańska agencja EFE w korespondencji z Hawany. (PAP)


20.01.2026, Waszyngton (PAP) - Pod zburzonym w ubiegłym roku wschodnim skrzydłem Białego Domu znajdował się bunkier, służący m.in. jako schron przeciwbombowy dla prezydentów. W poniedziałek CNN podała, że pracując nad nową salą balową, prezydent Donald Trump najpewniej odbudowuje też bunkier. Plany są owiane tajemnicą.

W minionym roku zburzono wschodnie skrzydło Białego Domu, które było historyczną siedzibą pierwszej damy i jej personelu. Powstało ono w 1902 r. za rządów Theodore'a Roosevelta, a nową formę przybrało w 1942 roku decyzją Franklina Roosevelta, który chciał uzyskać dodatkową przestrzeń roboczą na czas wojny i by ukryć podziemny bunkier zbudowany dla prezydenta i jego personelu.

Obecnie trwa budowa nowego wschodniego skrzydła, w którym zgodnie z planem Trumpa ma mieścić się sala balowa. Jak podała CNN, podczas burzenia skrzydła rozebrano też podziemne obiekty.

Stacja zaznaczyła, że nie ma zbyt wielu informacji w przestrzeni publicznej na temat prac budowlanych prowadzonych w miejscu, które kiedyś było tajnym bunkrem.

Źródło zaznajomione ze sprawą utrzymuje, że najprawdopodobniej obiekt jest projektowany na nowo i będzie wyposażony w nowoczesną technologię, odpowiadającą na współczesne zagrożenia. Jedno ze źródeł podkreśliło, że infrastruktura obiektu była z lat 40.

Podczas niedawnego posiedzenia Krajowej Komisji Planowania Stolicy poświęconego budowie sali balowej Joshua Fisher, dyrektor ds. zarządzania i administracji Białego Domu powiedział ogólnie, że projekt sali będzie obejmować "niezbędne ulepszenia bezpieczeństwa" i"(zapewniać) odporną, adaptacyjną infrastrukturę dostosowaną do przyszłych potrzeb misji".

Pytany, dlaczego bez zgody komisji na miejscu rozpoczęto prace rozbiórkowe, Fisher odpowiedział, że wynikało to ze "ściśle tajnych" prac prowadzonych pod ziemią.

- Jest kilka kwestii związanych z tym projektem, które, szczerze mówiąc, są ściśle tajne i nad którymi obecnie pracujemy. (...) - oświadczył.

Biały Dom nie odpowiedział na prośbę CNN o komentarz w tej sprawie. Jednak - jak zaznaczyła telewizja - w złożonym w zeszłym tygodniu pozwie sądowym w sprawie dotyczącej wstrzymania budowy wschodniego skrzydła Biały Dom bronił tych prac, argumentując, że wstrzymanie budowy pod ziemią "zagroziłoby bezpieczeństwu narodowemu, a tym samym zaszkodziłoby interesowi publicznemu". Uzasadnienie tej decyzji zostało opisane w "tajnym oświadczeniu" przekazanym do sądu.

Podziemny obiekt wybudowany przez Roosevelta służył jako schron przeciwbombowy, ale nie tylko. Mieściło się w nim m.in. Prezydenckie Centrum Operacji Kryzysowych, które było umocnione w taki sposób, by przetrwać potencjalny wybuch jądrowy albo inny poważny atak.

W schronie znajdowały się łóżka, żywność o długim terminie przydatności, woda i inne zapasy oraz bezpieczne środki komunikacji ze światem zewnętrznym - przekazało źródło, które było wewnątrz bunkra.

CNN zaznaczyła, że jest to mało prawdopodobne, by plany dotyczące nowego obiektu zostały wkrótce ujawnione. Sam Trump sugerował, że w budowę sali balowej są zaangażowane amerykańskie siły zbrojne.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)