wtorek, 13 stycznia 2026



Niektórzy urzędnicy irańskiego reżimu uznali trwające protesty za kolejną fazę wojny izraelsko-irańskiej. Irański establishment bezpieczeństwa od czerwca 2025 roku wielokrotnie podkreślał, że w jego ocenie wojna izraelsko-irańska trwa, mimo że 12-dniowy konflikt zbrojny zakończył się w czerwcu.

Inne kluczowe wnioski:

Spiker parlamentu Mohammad Bagher Ghalibaf ostrzegł 11 stycznia Stany Zjednoczone przed „błędnymi obliczeniami” i zagroził, że Iran może obrać za cel amerykańskie bazy wojskowe w regionie lub Izrael, jeśli Stany Zjednoczone zaatakują Iran. Groźby Ghalibafa są prawdopodobnie odpowiedzią na niedawne doniesienia zachodnich mediów, że prezydent USA Donald Trump rozważa różne opcje interwencji w trwające protesty.

Reżim może określać irańskich protestujących jako „terrorystów” i łączyć trwające protesty ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, aby w ten sposób zmotywować niezdecydowanych funkcjonariuszy bezpieczeństwa do siłowego stłumienia protestów.

Podczas obecnych protestów zginęło więcej irańskich funkcjonariuszy bezpieczeństwa niż podczas jakiejkolwiek innej fali protestów w Iranie. Media powiązane z IRGC doniosły 11 stycznia, że od rozpoczęcia protestów 28 grudnia co najmniej 114 pracowników ochrony reżimu z Dowództwa ds. egzekwowania prawa (LEC), Basij i IRGC zginęło. Rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych irańskiego personelu bezpieczeństwa jest prawdopodobnie wyższa niż liczba podana przez media powiązane z IRGC, biorąc pod uwagę, że CTP-ISW zaobserwowało doniesienia o ofiarach personelu bezpieczeństwa na obszarach takich jak prowincja Teheran, że Media powiązane z IRGC nie uwzględniły liczby zgonów.

CTP-ISW odnotowało niższy poziom aktywności protestacyjnej w całym Iranie 11 stycznia w porównaniu z ostatnimi dniami. Niższa liczba protestów odnotowana przez CTP-ISW jest prawdopodobnie spowodowana zamknięciem przez reżim ogólnokrajowego Internetu i atakami na satelity Starlink.

(...)

Jak podaje korespondent Fox News cytujący nieokreślone źródła z 11 stycznia, Iran podobno zwrócił się do wspieranych przez Iran bojowników irackich, w tym Kataib Hezbollah, o pomoc w stłumieniu protestów. 6 stycznia antyreżimowe media i użytkownicy mediów społecznościowych twierdzili, że od 2 stycznia około 800 wspieranych przez Iran bojowników irackiej milicji rozlokowało się w Iranie przez przejścia graniczne w prowincjach Diyala, Maysan i Basra. Według doniesień iraccy bojownicy są między innymi członkami Kataib Hezbollah, Harakat Hezbollah al Nujaba, Kataib Sayyid al Shuhada i Organizacji Badr. Według poinformowanych źródeł irackich rozmawiających z regionalnymi mediami 8 stycznia, dowódca sił IRGC Quds, generał brygady Esmail Ghaani, spotkał się z bliżej nieokreślonymi przywódcami irackiej milicji w Bagdadzie. Iran prawdopodobnie będzie starał się wykorzystać wspierane przez Iran irackie bojówki do wzmocnienia liczebności sił, jakie ma do stłumienia obecnych niepokojów. Wykorzystywanie przez Iran wspieranych przez Iran irackich bojówek do stłumienia protestów sugeruje, że irańskie siły bezpieczeństwa mogą napotkać ograniczenia przepustowości i trudności w samodzielnym stłumieniu protestów.

(...)

WIĘCEJ: Podczas obecnych protestów zginęło więcej irańskich funkcjonariuszy bezpieczeństwa niż podczas jakiejkolwiek innej fali protestów w Iranie. 11 stycznia media powiązane z IRGC podały, że od rozpoczęcia protestów 28 grudnia zginęło co najmniej 114 pracowników ochrony reżimu z Dowództwa ds. egzekwowania prawa (LEC), Basij i IRGC.

LEC jest główną służbą bezpieczeństwa wewnętrznego reżimu odpowiedzialną za prowadzenie zwykłych działań policyjnych i utrzymywanie kontroli społecznej. Basij to organizacja paramilitarna, która w dużej mierze koncentruje się na rozpowszechnianiu propagandy reżimu, tłumieniu sprzeciwu w kraju i prowadzeniu działań w zakresie obrony cywilnej.

Podczas obecnej fali protestów reżim rozmieścił także siły lądowe IRGC w niektórych obszarach, chociaż nie jest jasne, czy wszystkie przypadki zgonów w IRGC zgłaszane przez media powiązane z IRGC to śmierć członków sił lądowych IRGC. Irańskie media podały, że w prowincji Esfahan jest najwyższa liczba zgonów LEC i IRGC – 30, a za nią plasuje się 9 zgonów w Basij i IRGC w prowincji Ghazvin.

Dane wskazują, że IRGC była aktywna głównie w zachodnim Iranie, co jest zgodne z najnowszymi raportami o rozmieszczeniu sił lądowych IRGC w prowincjach Kermanszah i Azerbejdżanu Zachodniego. Rzeczywista liczba ofiar śmiertelnych irańskiego personelu bezpieczeństwa jest prawdopodobnie wyższa niż liczba podana przez media powiązane z IRGC, biorąc pod uwagę, że CTP-ISW zaobserwowało doniesienia o ofiarach personelu bezpieczeństwa na obszarach takich jak prowincja Teheran, których media powiązane z IRGC nie uwzględniły w liczbie ofiar śmiertelnych. W ruchu Mahsa Amini w latach 2022–2023 zginęło ponad 70 pracowników ochrony reżimu, co stanowiło najbardziej śmiercionośną falę protestów aż do tej fali.

x.com/TheStudyofWar


Prezydent USA Donald Trump polecił dowódcom sił specjalnych opracowanie planu inwazji na Grenlandię, ale sprzeciwili się temu wysocy rangą wojskowi - podał w niedzielę brytyjski "The Mail on Sunday".

Jak napisała gazeta, jastrzębie w otoczeniu Trumpa, którym przewodzi jego czołowy doradca Stephen Miller, są tak zachęceni sukcesem operacji schwytania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, że chcą szybko zająć wyspę, zanim Chiny lub Rosja podejmą jakieś kroki.

Brytyjscy dyplomaci uważają, że Trump jest motywowany także chęcią odwrócenia uwagi amerykańskich wyborców od sytuacji gospodarczej kraju przed wyborami połowy kadencji w listopadzie tego roku, w których większość może zdobyć Partia Demokratyczna.

Według cytowanych źródeł, Trump zwrócił się do Połączonego Dowództwa Operacji Specjalnych (JSOC) o przygotowanie planu inwazji, ale sprzeciwili się temu wojskowi z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, argumentując, że taka operacja byłaby nielegalna i nie zostałaby poparta przez Kongres.

- Próbowali odwrócić uwagę Trumpa, mówiąc o mniej kontrowersyjnych działaniach, takich jak przechwytywanie rosyjskich statków z floty cieni - tajnej sieci setek statków obsługiwanych przez Moskwę w celu uniknięcia zachodnich sankcji - lub przeprowadzenie ataku na Iran - powiedziało jedno z cytowanych źródeł.

"The Mail on Sunday" napisał, że dyplomaci przeprowadzili symulację scenariuszy amerykańskich działań wobec Grenlandii. W najgorszym z nich doprowadziłyby one do "zniszczenia NATO od wewnątrz". Jak dodano, niektórzy europejscy urzędnicy podejrzewają, że to jest prawdziwy cel skupionej wokół Trumpa frakcji MAGA - ponieważ Kongres nie pozwoliłby prezydentowi na wyprowadzenie USA z NATO, zajęcie Grenlandii doprowadziłoby do faktycznego rozpadu Sojuszu.

Z kolei kompromisowy scenariusz zakłada, że Dania zagwarantowałaby amerykańskim wojskom pełen dostęp do Grenlandii i zapewniłaby, że żadnego dostępu nie będą mieć Chiny i Rosja. Według przywoływanych symulacji, Trump może zacząć od scenariusza eskalacyjnego, aby później przejść do kompromisowego. Europejscy urzędnicy obawiają się jednak, że ze względu na krótkie okno możliwości - które może zostać zamknięte wyborami do Kongresu - Trump podejmie działania raczej szybciej niż później, tak aby zawrzeć porozumienie 7 lipca, podczas szczytu NATO w Ankarze. 

PAP

poniedziałek, 12 stycznia 2026



Prezydent USA Donald Trump ostrzegł w niedzielę władze Kuby, że nie będą już otrzymywać pieniędzy i ropy naftowej z Wenezueli, jak było to przez ostatnie lata, i zasugerował im zawarcie układu z nim, zanim będzie za późno.

"Kuba przez wiele lat żyła dzięki ogromnym ilościom ROPY i PIENIĘDZY z Wenezueli. W zamian Kuba zapewniała "usługi bezpieczeństwa" dla dwóch ostatnich dyktatorów Wenezueli, ALE JUŻ NIE! Większość tych Kubańczyków ZGINĘŁA w wyniku ataku USA w zeszłym tygodniu, a Wenezuela nie potrzebuje już ochrony przed bandytami i szantażystami, którzy przez tyle lat trzymali ją w szachu" - napisał Trump na platformie Truth Social.

"Wenezuela ma teraz Stany Zjednoczone Ameryki, najpotężniejsze siły zbrojne na świecie (zdecydowanie!), aby ją chroniły, i będziemy ją chronić. NIE BĘDZIE JUŻ ŻADNEJ ROPY ANI PIENIĘDZY IDĄCYCH NA KUBĘ - ZERO! Zdecydowanie sugeruję, aby zawarli układ, ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO. Dziękuję za uwagę w tej sprawie. Prezydent DJT" - dodał.

Siły specjalne USA przeprowadziły 3 stycznia operację w Wenezueli i schwytały jej prezydenta Nicolasa Maduro, którego Trump oskarżał o współudział w przemycie narkotyków do USA. Obowiązki dotychczasowego przywódcy przejęła jego zastępczyni Delcy Rodriguez, ale amerykańska administracja zapowiedziała, że w okresie przejściowym, który może potrwać lata, to USA będą sprawować faktyczną kontrolę nad tym krajem. 

PAP


Prezes Rezerwy Federalnej (banku centralnego USA) Jerome Powell poinformował w niedzielę, że otrzymał wezwanie do zeznań w śledztwie karnym prokuratury federalnej. Powell oskarżył administrację Trumpa o atak na niezależność banku, twierdząc, że śledztwo jest tylko pretekstem.

- Departament Sprawiedliwości doręczył Rezerwie Federalnej wezwania do sądu, grożąc postawieniem zarzutów w związku z moimi zeznaniami przed komisją bankową Senatu w czerwcu ubiegłego roku - powiedział Powell w oświadczeniu wideo opublikowanym przez Fed.

Jak dodał, choć śledztwo dotyczy sprawy jego wypowiedzi na temat remontu budynków Fed, w rzeczywistości jest tylko pretekstem do uderzenia w niego i bank centralny za to, że nie prowadzą polityki pieniężnej zgodnie z życzeniami prezydenta.

- To są preteksty. Groźba postawienia zarzutów karnych jest konsekwencją tego, że Rezerwa Federalna ustala stopy procentowe w oparciu o naszą najlepszą ocenę tego, co będzie służyć społeczeństwu, a nie zgodnie z preferencjami prezydenta - powiedział Powell.

- Chodzi o to, czy Fed będzie w stanie nadal ustalać stopy procentowe w oparciu o dowody i warunki gospodarcze, czy też polityka pieniężna będzie kierowana presją polityczną i zastraszaniem - dodał.

Biały Dom, w tym sam Trump, od miesięcy oskarżał Powella o niewłaściwe zarządzanie planowanym wcześniej remontem budynku Rezerwy Federalnej. Przedstawiciele administracji sugerowali, że wprowadził Kongres w błąd w sprawie tego remontu.

Jednak w rozmowie z telewizją NBC, prezydent Trump powiedział, że nic nie wiedział na temat śledztwa prokuratury i odrzucał oskarżenia, że to część presji na Powella w sprawie stóp procentowych.

- Nic o tym nie wiem, ale on na pewno nie jest zbyt dobry w kierowaniu Fed i nie jest zbyt dobry w budowaniu budynków - powiedział prezydent.
Trump wielokrotnie w przeszłości starał się wpływać na decyzję Powella w sprawie stóp procentowych, nieraz uciekając się do obelg pod jego adresem, nazywając go m.in. "kretynem". Otwarcie mówił też, że chciał zwolnić go z jego funkcji, lecz powstrzymali go przed tym jego doradcy zaniepokojeni reakcją rynku.

W grudniu Trump oświadczył jednak, że choć usuwanie Powella na niecałe pół roku przed końcem jego kadencji nie ma sensu, to i tak może to zrobić.

PAP


Co to jest - kosztuje miliardy i nie działa w starciu z sprzętem z zachodu? Rosyjska mityczna "bańka atydostępowa". 

A jej najlepszym przykładem jest filmik na dole na którym widać brytyjski pocisk Storm Shadow który niszczy stanowiska dowodzenia baterii OPL (S300 i Pancyry) na Krymie  nic sobie nie robiąc z mitycznej bańki A2AD. 

Historia sowiecko-rosyjskiego copium*: 

1. Dolina Bekka 1982 - "bo to nie byli Sowieci i sprzęt eksportowy!" 
(Izrael zmiażdżył syryjsko- sowieckie zgrupowanie OPL i lotnictwa strącając ponad 80 maszyn syryjskich i niszcząc kilkanaście dywizjonów OPL - tworzące rzekomo najsilniejsze wówczas zgrupowanie przeciwlotnicze poza ZSRR)  

2. Operacja Pustynna Burza 1991   - "bo to Arabowie i gorszy sprzęt!" 
(koalicja miażdży nalotami Irak i jego ugrupowanie OPL, samoloty Irackie uciekają do Iranu) 

3. Operacja Allied Force  1999 - "ha! zestrzelono F-117! RussiaStornk!" 
(No a prawda taka że NATO samymi nalotami zniszczyło Serbię i zmusiło Serbów do uległości. Naloty na wojska serbskie w Kosowie były całkowicie nieudane co nie zmienia faktu błyskawicznego wywalczenia dominacji w powietrzu a potem zniszczenia infrastruktury Serbii co zmusiło do  przyjęcia żądań NATO

4. Naloty Izraelskie na Syrię "bo Arabowie poza tym dogadani byli" 
(Za czasów Baszszar al-Asada IAF kilkukrotnie latało nad Syrią i niszczyło to co chciało upokarzając dostarczone z ROsji zestawy OPL) 

5. Ukraina 2022-2026 "O-r-e-sz-ni-k supapower Rusia Stronk!" 
)Wojna w której sowiecko-rosyjskie OPL w końcu miało pokazać klasę - obsługiwane najlepsze zestawy przez najlepszych operatorów.  No i opis tego co Ukraińcy za pomocą druciarsko podczepionych pod Su-24  MALDów (wabie) i Storm Shadown robią regularnie RUS antydostępowej bańce powinno mieć kategorię +18 lat. Crusie dostarczone z UK i Francji jak chciałby wlatywały w sztaby, magazyny, bunkry z generałami Korei Płn., Leningradziego OW, dowództwa Floty Czarnomorskiej, okręt podwodny, zgrupowania OPL. lotniska itp. Gdyby nie fakt że się po prostu wyczerpał zapas Scalpów/StormShadown to RUS A2AD dalej byłąby penetrowana bz większych przeszkód przy minimum starannego planowania misji  i używania MALDów. Obecnie rosyjska OPL obrywa od dronów, HARMów podczepianych pod postsowieckie samoloty i starych ATCMS/GMLRS - te ostatnie nawet w najstarszych wersjach i bez wsparcia zakłóceń są w stanie pokonywać ANTYRAKIETOWE baterie S-300W lub też S-400 które rzekomo były projektowane do ich przechwytywania. 
Ale pamiętajcie - Oresznik, S500, copium lvl hard.)

6. Operacja Wschodzący Lew 2025 "a bo OPL Iranu słaba była!" 
(Chyba najbardziej brutalne, szybkie i skuteczne uzyskanie SUPREMACJI w powietrzy nad Techeranem przez IAF. Nie dość że Zydzi latali jak chcieli i bombardowali to co chcieli to jeszcze byli wstanie zredukować ilość odpalanych SRBM/MRBM o ponad 2/3 samym działaniem lotnictwa. Mimo odległości. OPL Iranu - będąca mieszanką rozwiązań rosyjskich, chińskich i własnych Teherenu została całkowicie obezwładniona w pierwszych godzinach operacji

7. Wenezuela 2026  "to teatr, oni się dogadali - OPL była wyłączona!"
(Amerykanie polecieli DELTĄ po Maduro jak po BigMaca do McDonalda. Rzekomo "wyłączna" na skutek  "dogadania się" OPL Wenezueli była tak "wyłączona" że mamy zarejestrowane minimum jedno odpalenie z BUKa, jedno Igły (oba zagłuszone) zaś Amerykanie  zniszczyli 7 lub 8 BUKów na trasie dolotu.   Amerykanie to czego nie mogli zagłuszyć a co posiadało tory optyczne do naprowadzania rakiet profilaktycznie niszczyli. Do tego zagłuszono całość rozwiniętych chińskich i rosyjskich zabawek które były całkowicie nieskuteczne wobec Growlerów (samoloty walki radioelektornicznej). 

Ale pamiętajcie - (copium:) to tylko przypadki, zdrady, wersje eksportowe, słabi operatorzy - prawdziwa RUS A2AD jest świetna i na pewno zadałaby wielkie straty maszynom NATO!  
Oh wait - ukraińskie Su-24 z MALD+ StormShadown łupią ją jak chcą. 
Rosyjska mityczna A2AD jest silna przeciw słabym i słaba wobec silnych. A NATO jest silne w powietrzu. Nie dajcie sobie kłaść onucowego spinu do głowy - Rosja się boi tego co lotnictwo NATO jest w stanie zrobić z OPL Rosji. Stąd idiotyczna propaganda :) 

ps. zachęcam do udostępniania 

* COPIUM - https://miejski.pl/slowo-COPIUM

x.com/wolski_jaros

piątek, 9 stycznia 2026



Według raportu Instytutu Gospodarki Niemieckiej w Kolonii (IW Köln) w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. eksport towarów i usług z RFN wzrósł o 0,25% r/r, mimo spadku sprzedaży do dwóch najważniejszych partnerów handlowych – Chin (-12,3%) i Stanów Zjednoczonych (-7,8%). Łącznie oba te kierunki obniżyły całkowity eksport Niemiec o 1,55 p.p. W przypadku USA kluczową przyczyną pogorszenia wyników była protekcjonistyczna polityka handlowa prezydenta Donalda Trumpa, która szczególnie dotknęła niemiecki przemysł motoryzacyjny, maszynowy oraz, częściowo, chemiczny. Spadek eksportu do ChRL to natomiast rezultat kilku czynników: wzrostu konkurencyjności chińskich producentów na własnym rynku, agresywnej polityki subsydiowania rodzimych przedsiębiorstw przez władze w Pekinie oraz umocnienia się euro w stosunku do juana.

Negatywny wpływ tych tendencji został jednak zrównoważony przez zwiększenie sprzedaży do państw europejskich, cechujących się bliskością geograficzną i silną integracją gospodarczą, przede wszystkim do Polski, Szwajcarii i Hiszpanii. Z dynamicznego wzrostu hiszpańskiego, a także polskiego PKB oraz wyższych nakładów na infrastrukturę w RP, m.in. na kolej, drogi, sieci energetyczne i porty, skorzystali m.in. niemieccy dostawcy.

Słabnąca atrakcyjność USA i Chin jako rynków zbytu zwiększyła nacisk Berlina na finalizację umowy z państwami Mercosur, traktowanej jako strategiczny element dywersyfikacji eksportu RFN. Kraje Europy, ze względu na bliskie położenie i silną integrację gospodarczą, będą umacniać swoją pozycję najważniejszego rynku dla niemieckiego eksportu.

Komentarz
  • Spadek eksportu RFN do ChRL wynika z trwałej zmiany warunków konkurencji. Nie ma szans na odwrócenie tego trendu w długim okresie. W ostatnich latach wiele niemieckich przedsiębiorstw obrało strategię „w Chinach dla Chin”, która nie ogranicza się już jedynie do otwierania zakładów produkcyjnych w ChRL, ale coraz częściej obejmuje rozwój lokalnej działalności badawczo-rozwojowej. Model ten odzwierciedla rosnącą dojrzałość technologiczną chińskich partnerów, z których rozwiązań niemieckie koncerny korzystają coraz chętniej. Oznacza to stopniowe odwrócenie wcześniejszego układu, w którym przewaga innowacyjna pozostawała po stronie przedsiębiorstw z RFN. W konsekwencji sprzedaż towarów z Niemiec na rynek chiński będzie w coraz większym stopniu zastępowana przez dalsze przenoszenie kolejnych elementów łańcuchów wartości bezpośrednio do ChRL. Ponadto część niemieckich firm zaczyna realizować strategię „w Chinach dla świata”, czyniąc z ChRL główną bazę produkcyjną nakierowaną na eksport do państw trzecich, kosztem produkcji w Europie.
  • Konkurencja pomiędzy niemieckimi a chińskimi przedsiębiorstwami coraz wyraźniej przenosi się na rynki trzecie. Poza USA i ChRL spadki eksportu przedsiębiorstwa z RFN odnotowały także w krajach Azji Południowo-Wschodniej i Pacyfiku oraz Brazylii i Chile (zob. wykres 1). Zjawisko to było w dużej mierze spowodowane zamknięciem rynku amerykańskiego dla chińskich nadwyżek produkcyjnych na skutek wysokich ceł wprowadzonych przez administrację Trumpa. W rezultacie towary te przekierowano do innych państw, gdzie stanowią poważną konkurencję dla produktów niemieckich. Presja ta będzie się nasilać, zwłaszcza w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie udział chińskiego eksportu wzrośnie w miarę pogłębiania się efektów regionalnego porozumienia o wolnym handlu RCEP, obowiązującego od 2022 r. W tej sytuacji szczególnie istotne znaczenie dla Berlina miało doprowadzenie do zawarcia umowy handlowej UE–Mercosur, która umożliwi eksport przede wszystkim niemieckich samochodów i maszyn do państw Ameryki Południowej na korzystniejszych warunkach.
(...)

osw.waw.pl


Alaksandr Łukaszenka dopiero dziś zabrał głos w sprawie amerykańskiej operacji specjalnej, która 3 stycznia doprowadziła do aresztowania Nicolasa Madury. Dyktatorzy Wenezueli i Białorusi utrzymywali przyjazne stosunki, a ich państwa współpracowały w różnych dziedzinach gospodarki.

– Co do Wenezueli: to nasz zaprzyjaźniony naród, który w swoim czasie nas wsparł. Może ktoś o tym zapomniał, ale nie ja. W jakimś stopniu, może nie uratowali, ale mocno wsparli nasz kraj – powiedział Łukaszenka, cytowany przez państwową agencję BiełTA.

Chodziło mu prawdopodobnie o dostawy ropy naftowej z Wenezueli po tym, jak Rosja Władimira Putina wstrzymała dostawy w ramach szantażu gospodarczego Białorusi. Rafinacja ropy naftowej w dwóch państwowych zakładach petrochemicznych przynosi znaczny wkład do budżetu kraju.

Łukaszenka podkreślił, że poznał Madurę i jego poprzednika Hugo Cháveza oraz wielokrotnie bywał w Wenezueli. 

– W przededniu powiedziałem, że jeśli wy, Amerykanie, chcecie drugiego Wietnamu, to go dostaniecie. Wydaje mi się, że mnie usłyszeli. A co do tego, że grożą teraz Wenezueli jakąś operacją lądową, to myślę, że świetnie wiedzą, że skończy się ona nie na ich korzyść. Teraz już zginą tysiące. I Amerykanie – ani Donald, ani inni – tego nie chcą – stwierdził.

Dodał przy tym, że polityka amerykańska nie jest tak prosta “jak u nas, czy nawet w Rosji”. Jego zdaniem aresztowanie Madury było ustępstwem Donalda Trumpa w stronę wojskowych. Wspomniał przy tym wycofanie się wojsk koalicji z Afganistanu, ale przekręcił fakty – zasugerował, że dla amerykańskich żołnierzy nie wystarczyło miejsca w samolotach ewakuacyjnych.

– Pamiętacie, jak uciekali z Afganistanu, chwytając podwozia samolotów, spadali na pas startowy? Hańba! Musieli pokazać, że są do czegoś zdolni – wyjaśnił państwowym mediom.

(...)

Stwierdził przy tym, że chociaż Donald Trump otwarcie twierdził, że potrzebuje wenezuelskiej ropy naftowej, to w tym celu nie musiał się uciekać do wywożenia Madury z kraju. 

Po raz pierwszy powiedział też, że podczas negocjacji z Amerykanami przekazał sygnały od władz Wenezueli, że są one gotowe do współpracy. Stwierdzenia tego nie da się jednak potwierdzić, a wiadomo, że Łukaszenka lubi przedstawiać się jako mediator w stosunkach międzynarodowych.

Skrytykował też przebieg operacji specjalnej w Caracas, podczas której, jego zdaniem, ranna została żona dyktatora. Uznał, że wywożąc “bezbronnego człowieka” [najlepiej strzeżonego człowieka w Wenezueli] Amerykanie chcieli pokazać swój “wielki heroizm”. 

Cilii Flores, żonie Nicolasa Madury, poświęcił więcej uwagi. 

– Żonie powiedzieli: “Możesz zostać, nic do ciebie nie mamy”. Ona odpowiedziała: “Nie, ja [lecę] z nim”. Ja znam Flores, to bardzo odważna kobieta. “Lecę ze swoim ukochanym”. Dostarczyli ją do Ameryki i wlepili jej narkobiznes – powiedział Łukaszenka.

(...)

Na koniec podkreślił, że zatrzymanie wenezuelskiego dyktatora nie było po prostu amerykańską operacją wojskową.

– Chcę, żebyście zrozumieli, że tam było wszystko: i porozumienia, i pieniądze zapłacone też ludziom w Wenezuali, wojskowym i cywilom. Tam był spisek i zdrada. Wszystko tam było! – zakończył Łukaszenka, który tak jak Maduro, swoją niedemokratyczną władzę opiera na organach siłowych.

belsat.eu


Prezydent Francji Emmanuel Macron, kanclerz Niemiec Friedrich Merz i premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer uznali w piątek po konsultacjach telefonicznych, że rosyjski atak pociskiem Oriesznik na Ukrainę to "eskalacja nie do zaakceptowania" - przekazał rzecznik Downing Street.

Nieustanne ataki Rosji, w tym "wykorzystanie pocisku balistycznego średniego zasięgu Oriesznik na zachodzie Ukrainy" są nie do zaakceptowania - ocenili przywódcy, cytowani w komunikacie służb prasowych brytyjskiego rządu.

Jak podaje Downing Street, Starmer podkreślił, że "Rosja posłużyła się sfabrykowanymi oskarżeniami, by usprawiedliwić swój atak".

Rosja określiła uderzenie jako odpowiedź na atak z wykorzystaniem dronów, jaki Ukraina miała przeprowadzić 29 grudnia 2025 roku na rezydencję Władimira Putina w obwodzie nowogrodzkim. Strona ukraińska zaprzeczyła, jakoby doszło do takiej operacji. Według oceny CIA rezydencja Putina ani on sam nie byli celami ukraińskiego ataku dronami - podał dziennik "Wall Street Journal".

Oriesznik jest pociskiem średniego lub średnio-dalekiego zasięgu (ang. IRBM - Intermediate Range Ballistic Missile, pocisk balistyczny średnio-dalekiego zasięgu). Teoretycznie pocisk może przenosić głowice jądrowe - łącznie sześć, mających zdolność niezależnego naprowadzania na różne cele - choć w wojnie z Ukrainą stosowane są ładunki konwencjonalne.

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zakwalifikowała atak z użyciem pocisku Oriesznik na infrastrukturę krytyczną w obwodzie lwowskim jako zbrodnię wojenną - poinformowała w piątek agencja Reutera, powołując się na przedstawiciela SBU.

Zgodnie z oceną strony ukraińskiej, atak miał na celu uszkodzenie infrastruktury krytycznej w czasie silnych mrozów. Jak wynika z oświadczeń przedstawicieli ukraińskiej administracji pocisk użyty do ataku był wyposażony w atrapy głowic, które spowodowały "niewielkie uszkodzenia budynków w przedsiębiorstwie państwowym w obwodzie lwowskim". 

PAP


Dziennikarze "New York Times" zapytali Donalda Trumpa o śmiertelne postrzelenie kobiety przez funkcjonariusza urzędu celno-imigracyjnego ICE (Immigration and Customs Enforcement). Polityk stwierdził, że nie chce, aby ktokolwiek zostawał postrzelony. Dodał jednak, że nie chce również, aby ktoś "próbował przejechać policjantów". W reakcji reporterzy ocenili, że w Minneapolis doszło do brutalnych federalnych represji, po czym zapytali Trumpa, czy jego zdaniem takie strzelanie do pojazdu jest dopuszczalne.

- Zachowywała się okropnie - stwierdził polityk. - A potem go przejechała. Nie próbowała go przejechać. Po prostu go przejechała - dodał. Dziennikarze zauważyli jednak, że nagrania udostępnione w mediach społecznościowych są niejasne. W związku z tym prezydent USA poprosił swoją asystentkę o odtworzenie materiału. W międzyczasie przyznał, że strzelanina była tragiczna. - Mimo wszystko nie podoba mi się, że do tego doszło - powiedział Trump. Dziennikarze wciąż jednak podkreślali, że z nagrania nie wynika, żeby funkcjonariusz ICE został potrącony. - Cóż. Ja tak to widzę... To straszna scena - powiedział republikanin. - Myślę, że to okropne. Nie, nienawidzę tego oglądać - stwierdził. "Ale czy ta śmiertelna strzelanina oznaczała, że jego operacja ICE posunęła się za daleko? Trump ominął pytanie, zrzucając winę na politykę imigracyjną swojego poprzednika" - napisał "NYT". 

Według doniesień "NYT" do sytuacji doszło podczas protestów przeciwko obecności ICE w Minneapolis. Jak przekazało NBC News, matka 37-letniej Renee Nicole Good twierdzi jednak, że jej córka nie brała w nich udziału. Zdaniem rzeczniczki Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego Tricii McLaughlin kobieta została postrzelona, gdy ludzie zaczęli utrudniać pracę funkcjonariuszy podczas operacji związanej z kontrolą imigracyjną. Z kolei świadkowie zaprzeczyli, że 37-latka chciała przejechać funkcjonariusza i zrelacjonowali, że próbowała przed nimi uciec.

gazeta.pl


- Amerykańska interwencja w Wenezueli sprawiła, że wiele osób twierdzi, iż Stany Zjednoczone powracają do epoki wielkich mocarstw i stref wpływów, w której duże kraje rzucały się na świat i dzieliły go między siebie. Jednak dwa miesiące temu opublikowaliście artykuł naukowy, w którym stwierdziliście, że nie jest to idealne porównanie. Jak opisalibyście tę nową amerykańską dynamikę, którą nazywacie "neorojalizmem"?

Goddard: Idea rywalizacji między mocarstwami i strefami wpływów, tradycyjny sposób rozumienia tamtej epoki, w rzeczywistości nie ma sensu w kontekście obecnych wydarzeń. Rozumiemy, że istnieje coś takiego jak "doktryna Donroe" i stanowisko zachodniej półkuli. Jednak nie ma to sensu, ponieważ wiele działań podejmowanych przez administrację Trumpa nie jest wcale koniecznych. Są za to kosztowne i podważają bezpieczeństwo Stanów Zjednoczonych.

Weźmy na przykład Grenlandię.

Stany Zjednoczone mają już strefę wpływów w Grenlandii. Mogą mieć tam dowolną bazę. Dania obiecała większy wpływ na to, co się tam dzieje. Twierdzimy, że ma to mniej wspólnego ze zwiększaniem stref wpływów lub rywalizacją z wielkimi mocarstwami, a więcej z administracją Trumpa i małą kliką osób z wewnątrz, które uważają się za wyjątkowe i demonstrują swoją dominację nad podporządkowanymi terytoriami. Jeśli zrozumie się, że tak naprawdę ma to na celu wzmocnienie pozycji wybranej grupy, a nie całych Stanów Zjednoczonych, wszystko staje się o wiele bardziej zrozumiałe.

- Rozłóżmy to na czynniki pierwsze, ponieważ w XIX w., do którego ludzie często się obecnie odwołują, wiele krajów było rządzonych przez członków rodzin królewskich, którzy otaczali się klikami. Jaka jest różnica między tym a tym, o czym mówicie?

Newman: Pierwszą rzeczą, którą staramy się podkreślić, jest to, co dzieje się w polityce światowej, gdy przywódcy najpotężniejszych państw przechodzą od tego, co uważamy za weberowskie państwa biurokratyczne [to termin, który odnosi się do tzw. modelu racjonalnej biurokracji autorstwa niemieckiego socjologa i filozofa Maxa Webera], w których polityka zagraniczna jest prowadzona w oparciu o decyzje oparte na celach krajowych i wiedzy specjalistycznej, do reżimów personalistycznych, w których system ten jest rozbity, a przywódcy mają bardzo niewielką kontrolę nad tym, co robią, i działają w oparciu o frakcje, które na nich naciskają, małych grup elit, które często mają bardzo różne interesy.

W Wenezueli mamy więc obóz [sekretarza stanu Marco] Rubio i obóz [zastępcy szefa sztabu Stephena] Millera oraz ludzi poszukujących zasobów energetycznych lub minerałów o znaczeniu strategicznym. Wszyscy oni mają bardzo różne wpływy i czekają na moment, w którym przywódca zatwierdzi ich konkretne interesy. W rezultacie dochodzi do, powiedziałbym, pochopnego podejmowania decyzji. Prowadzi to do zupełnie innego rodzaju polityki niż ta, którą znamy, a nawet niż ta, którą znaliśmy w XIX w., kiedy to mieliśmy państwo bismarckowskie, które było dość biurokratyczne.

- W epoce wielkich mocarstw byli więc ludzie, którzy nie byli bynajmniej demokratami, ale rządzili tradycyjnymi państwami z biurokracjami, które identyfikowały interesy narodowe i działały zgodnie z nimi. Pisze pan, że obecnie wyłania się "międzynarodowy system zorganizowany przez niewielką grupę hiperelit, które wykorzystują współczesne zależności gospodarcze i militarne do pozyskiwania dla siebie zasobów materialnych i statusu". Czy w takim świecie istnieje coś takiego jak interes narodowy?

Goddard: Nie. Nie ma czegoś takiego jak interes narodowy. To w pewnym sensie najbardziej bezpośrednia odpowiedź. Myślę też, że różni się to od modelu autokracji kontra demokracja, który jest popularny wśród wielu osób. W XIX w., nawet jeśli mówimy o wielkich postaciach, takich jak [były kanclerz Rzeszy Niemieckiej Otto von] Bismarck, nadal mówimy o państwie narodowym, które było zainteresowane mobilizacją. Budowało biurokrację, stałe siły zbrojne, profesjonalną służbę dyplomatyczną. Państwo dysponowało więc całą infrastrukturą niezbędną do przeprowadzenia tej mobilizacji, zarówno w kraju, jak i za granicą. A to, co tutaj obserwujemy, to nie tylko brak interesu narodowego, ale także przejście od mobilizacji do procesów wydobywczych. Nie ma znaczenia, czy robisz coś, aby wykorzystać potęgę państwa. Liczy się to, czy znajdujesz zasoby, które zaspokoją interesy kliki.

- Jak więc działania Trumpa w Wenezueli wpisują się w tę neorojalistyczną strukturę? Administracja może twierdzić, że dostęp amerykańskich koncernów energetycznych do większych zasobów ropy jest korzystny dla Stanów Zjednoczonych jako całości. Jest to dość typowa ocena interesu narodowego.

Newman: Próbujemy argumentować, że klika chce znaleźć się w centrum zarówno statusu, jak i zasobów materialnych. I właśnie to obserwujemy w tym przypadku. Krążą różne historie o tym, jak trudno jest przetwarzać wenezuelską ropę lub jak zniszczona jest infrastruktura. Nie sądzę więc, aby amerykański przemysł naftowy przez cały ten czas czekał tylko na przejęcie Wenezueli. Zamiast tego jest to moment dominacji i niepewności, w którym Trump i jego najbliższe otoczenie kładą wszystkie te łupy na stole, a następnie pytają: "Kto jest skłonny robić interesy, żeby wziąć udział w podziale tych łupów?". I tak się to skupia, niezależnie od tego, czy chodzi o groźby wobec Grenlandii, czy o posunięcie w Wenezueli. Wszystko to sprawia, że ludzie nie są pewni, jaka będzie przyszłość gospodarcza i jak będą się pozycjonować w grze o łupy. Podkreśla to ponownie kluczową rolę, jaką odgrywają w tym wszystkim członkowie tej kliki.

- Idąc dalej, co ta koncepcja neoryjalizmu mówi nam o tym, czego możemy się spodziewać w przyszłości? Jak zauważyliście, w tym, co powiedzieli [członkowie administracji Donalda Trumpa], że zamierzają zrobić w Wenezueli, jest wiele sprzeczności.

Goddard: Myślę, że będą starali się zrobić jak najmniej. Administracja Trumpa nie jest zainteresowana zmianą reżimu. Nie podjęto żadnych prób faktycznego zastąpienia członków administracji, w tym osób, które ściśle współpracowały z [byłym prezydentem Wenezueli Nicolasem] Maduro. Możemy więc spodziewać się serii "zapłat na zachętę" [łapówek] dla członków kliki, czy to w postaci ropy, minerałów, czy też innych dóbr. Są też symboliczne "profity". Rubio może teraz reklamować to jako sukces swojej bardzo głośnej kubańskiej bazie [wyborców w USA]. Myślę więc, że nie zobaczymy wielu istotnych zmian w terenie, ale wiele procesów wydobywania surowców na rzecz małej grupy.

- Jedną z cech twojej koncepcji, jak sam zauważyłeś, jest to, że nie dotyczy ona tylko rodziny królewskiej, jak w dawnych czasach, ale także ludzi, których nazywasz "hiperelitami" w biznesie i polityce, a których określasz mianem kliki. Twierdzisz, że ci ludzie wykorzystują system, aby utrzymać swoją pozycję na szczycie hierarchii finansowej i statusowej. Kim są członkowie tej hiperelity w drugiej kadencji Trumpa?

Newman: Jednym kręgiem jest rodzina. Ale oprócz tego istnieje krąg lojalistów, kadra polityczna. A następnie mamy szereg elit gospodarczych. I tu moim zdaniem ważna jest uwaga Stacie [Goddard] dotycząca wyzysku. Nie jest to kapitalizm głównego nurtu. Nie są to szefowie, nie wiem, Costco, Targetu, Walmartu. Jest to raczej grupa podmiotów, które dostrzegają okazję do stworzenia oligopolistycznej władzy. W centrum tego wszystkiego znajduje się wiele firm technologicznych. Jedną z rzeczy, które bardzo niepokoją Stacie i mnie, jest rozprzestrzenianie się tych podmiotów gospodarczych, które chcą legitymizować tę dziedzinę i działać w niej. Są to podmioty, które dostosowują się do tego porządku i sposobu prowadzenia działalności. Obecnie porządek ten nie jest jeszcze ugruntowany, ale im bardziej rozszerzają się te podmioty gospodarcze, tym trudniej będzie go odwrócić

- Jednak w przypadku Wenezueli, z uwagi na to, że jej gospodarka jest tak zdominowana przez energię, wydaje się ona nieco bardziej oddalona od elit gospodarczych, które są zazwyczaj kojarzone z administracją Trumpa. Exxon lub Chevron to duże, biurokratyczne korporacje, które nie są kierowane przez dynamiczne osoby, takie jak Elon Musk, Mark Zuckerberg czy Jeff Bezos, czyli potentaci technologiczni obecni podczas inauguracji [Trumpa na prezydenta]. Jak więc, według pańskiej wiedzy, te starsze interesy gospodarcze wpływają na podejmowanie decyzji dotyczących Wenezueli?

Newman: [Trump] bardzo jasno stwierdził w swoim oświadczeniu prasowym, że zamierza kontrolować ropę, a następnie wykorzystać ją, aby pomóc Ameryce. Postrzegam to jako koncentrację zasobów gospodarczych, które następnie rozdzieli. Jest to podobne do umowy z firmą NVIDIA, na zasadzie "dam ci dostęp do tego rynku, a za to wezmę część zysków". Albo postawienie siebie w centrum negocjacji dotyczących chipów w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jest to sposób dla niego i jego grupy elit na zdobycie nowej puli zasobów ekonomicznych, które można rozdzielać w systemie przypominającym patronat.

- Według waszego artykułu nie jest to zjawisko charakterystyczne wyłącznie dla Stanów Zjednoczonych. Czy możecie opowiedzieć o tym, jak przejawia się ono w innych miejscach?

Goddard: Myślę, że najwyraźniej przejawia się ono w krajach Zatoki Perskiej i w powiązaniach, które tam powstały. W artykule piszemy: nie jest zaskoczeniem, że pierwszym przystankiem administracji Trumpa w jego drugiej kadencji prezydenckiej były kraje Zatoki Perskiej. Nie było to tylko symboliczne. Chodziło o budowanie tego typu powiązań między venture capitalism, firmami technologicznymi i źródłami bogactwa w krajach Zatoki Perskiej. Widać to wyraźnie w Rosji, na Węgrzech i w Turcji, prawda? Może to zabrzmieć dziwnie, ale powiedzielibyśmy, że w Chinach jest to mniej widoczne, ponieważ uważamy, że chiński reżim tak bardzo oparł swoją legitymizację na walce z korupcją, że nie jest skłonny do bardzo widocznej współpracy z tymi hiperelitami, o których mówiliśmy.

- Jednym z punktów, w którym mam pewne wątpliwości co do waszej koncepcji, jest idea, że rządzący i kliki starają się utrzymać swój status poprzez "kulturowe hołdy". Zastanawiam się, czy nie jest to po prostu zwykłe podlizywanie się, które ma miejsce w każdym systemie politycznym na świecie?

Newman: Myślę, że najwyraźniejszym przykładem jest tutaj konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Indiami w sprawie Pokojowej Nagrody Nobla. W przypadku, gdybyśmy żyli w świecie sfer wpływów lub rywalizujących bloków, można by pomyśleć, że Stany Zjednoczone będą pogłębiać relacje z Indiami, aby stworzyć przeciwwagę dla Chin. Zamiast tego mamy jednak serię naprawdę niezwykłych spotkań, podczas których Trump domaga się, aby [premier Indii Narendra] Modi ogłosił, że to Trump rozwiązał konflikt indyjsko-pakistański. Modi, który również jest przywódcą personalistycznym, nie może tego zrobić, ponieważ oznaczałoby to dla niego polityczne samobójstwo w kraju. W związku z tym Trump nakłada na Indie naprawdę niezwykłe cła, co doprowadziło do załamania stosunków między Stanami Zjednoczonymi a Indiami. Dla nas chodzi o to, że trzeba pokazać, że nie jest to porządek oparty na zasadach. Nie chodzi tu o WTO [Światową Organizację Handlu] ani nic innego. Chodzi o dominację między różnymi postaciami. Choć wydaje się to głupie, tego rodzaju tropy kulturowe zawsze mają ogromną moc.

onet.pl\Politico


Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla "New York Timesa", że może stanąć przed wyborem między przyłączeniem Grenlandii, a zachowaniem NATO. Stwierdził, że pozyskanie Grenlandii na własność jest ważna. Oznajmił też, że uważa własną moralność za jedyne ograniczenie dla swoich działań.

Trump odniósł się w ten sposób do kwestii jego dążenia do przyłączenia Grenlandii do USA i ryzyka rozbicia Sojuszu. Pytany, co jest dla niego większym priorytetem, nie odpowiedział wprost, lecz przyznał, że "to może być wybór", przed którym zostanie postawiony.

"(Trump) wyraźnie dał do zrozumienia, że Sojusz Transatlantycki jest w zasadzie bezużyteczny bez Stanów Zjednoczonych w jego centrum" - skomentował dziennik.

Prezydent sugerował, że nie zadowoli go nic poza objęciem wyspy na własność.

- Własność jest bardzo ważna - powiedział Trump, który według gazety "zdawał się bagatelizować wartość posiadania Grenlandii pod kontrolą bliskiego sojusznika z NATO".

- Uważam, że jest to psychologicznie niezbędne do osiągnięcia sukcesu. Myślę, że posiadanie na własność daje coś, czego nie da się osiągnąć, gdyby chodzi o dzierżawę czy traktat. Posiadanie daje rzeczy i elementy, których nie da się uzyskać po prostu podpisując dokument - wyjaśniał.

Pytany o to, czy uznaje jakieś ograniczenia dotyczące jego działań na arenie międzynarodowej, odparł, że jest nim jedynie jego własne poczucie moralności. Dodał, że "nie potrzebuje prawa międzynarodowego". Miał jednak jednocześnie odrzucać sugestię, że podobną logiką mogą kierować się przywódcy Chin czy Rosji. Pytany o możliwość podobnych działań Pekinu względem Tajwanu, Trump odparł, że to do Xi należy decyzja, co zrobi.

- Ale wiecie, powiedziałem mu, że byłbym bardzo niezadowolony, gdyby to zrobił i nie sądzę, żeby to zrobił. Mam nadzieję, że tego nie zrobi - dodał.

"Temat po temacie (Trump) jasno dawał do zrozumienia, że jego zdaniem decydującym czynnikiem jest potęga Stanów Zjednoczonych, a poprzedni prezydenci byli zbyt ostrożni, by wykorzystywać ją dla osiągnięcia politycznej dominacji lub zysku narodowego" - relacjonowała gazeta.

Do tematu Grenlandii w czwartek odniósł się też wiceprezydent J.D. Vance. Pytany podczas briefingu prasowego w Białym Domu o to, jakie ma przesłanie do Europejczyków w tej kwestii, poradził, by traktować słowa prezydenta Trumpa poważnie, choć sugerował, że priorytetem USA jest bezpieczeństwo Arktyki, a nie posiadanie wyspy.

- Pomijając szalone, przesadzone reakcje, które widziałem ze strony prasy i niektórych osób w Europie, to co powiedział prezydent? Po pierwsze, Grenlandia jest naprawdę ważna, nie tylko dla amerykańskiej obrony przeciwrakietowej, ale dla światowej obrony przeciwrakietowej. Po drugie, wiemy, że istnieją wrodzy przeciwnicy, którzy wykazali duże zainteresowanie tym konkretnym terytorium, tym konkretnym fragmentem świata - powiedział Vance.

- Dlatego prosimy naszych europejskich przyjaciół, aby potraktowali bezpieczeństwo tego lądu poważniej, ponieważ jeśli tego nie zrobią, Stany Zjednoczone będą musiały coś z tym zrobić. A co to będzie, to zostawię już prezydentowi - dodał.

PAP