środa, 3 grudnia 2025



W środę 3 grudnia połączone izby Sądu Najwyższego zebrały się, by obradować nad prymatem prawa polskiego nad europejskim. "Żaden sąd lub inny organ władzy publicznej nie jest uprawniony do uznania orzeczenia Sądu Najwyższego za niebyłe i pominięcia jego skutków, nawet jeśli miałoby to nastąpić z odwołaniem się do prawa Unii Europejskiej" - czytamy w uchwale. Jak stwierdzono, Polska nie dała europejskim sądom ani instytucjom prawa do ustalania zasad w związku z działaniem polskich sądów. Izba Pracy oraz Kontroli Nadzwyczajnej SN przyjęły uchwałę w sprawie ważności powołań tak zwanych neosędziów do Izby Kontroli Nadzwyczajnej SN. "W posiedzeniu uczestniczyło 23 sędziów, głównie powołanych po 2017 roku" - zauważa PAP.

Jak donosi serwis prawo.pl, posiedzenie rozpoczęło się od sprzeczki między prokuratorem delegowanym do Prokuratury Krajowej Mariuszem Kowalem a przewodniczącym składu orzekającego sędzią Krzysztofem Wiakiem. "Prokurator zakwestionował prawidłowy wybór składu orzekającego. Prosił o odstąpienie od podjęcia uchwały, gdyż zagadnienie dotyczące legalności Izby Kontroli Nadzwyczajnej zostało już wyjaśnione w orzecznictwie europejskim i polskim" - czytamy. - Chcemy powstrzymać chaos prawny, który może nastąpić po przyjęciu uchwały, dlatego przyszliśmy do Sądu Najwyższego i uczestniczymy w posiedzeniu - mówił dziennikarzom Mariusz Kowal. 

gazeta.pl


Podczas rozmów, które odbyły się we wtorek w Moskwie, Wang oświadczył, że Chiny i Rosja, jako stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, będą koordynować swoje działania, aby "zdecydowanie powstrzymywać prowokacyjne działania japońskich sił skrajnie prawicowych, dążących do zakłócenia regionalnego pokoju i stabilności oraz próby remilitaryzacji".

Jak podano, osiągnięto "wysoki stopień konsensusu". Obaj ministrowie podkreślili konieczność "obrony rezultatów II wojny światowej".

Tego dnia Wang spotkał się również z sekretarzem rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Siergiejem Szojgu. Ławrow, cytowany przez rosyjskie media, ostrzegł przed "militarystyczną hydrą, która ponownie podnosi głowę" i stwierdził, że Moskwa i Pekin "mają wspólne zrozumienie niedopuszczalności prób fałszowania historii".

Jest to reakcja na wypowiedź japońskiej premierki Sanae Takaichi sprzed miesiąca, w której stwierdziła ona, że ewentualny atak Chin na Tajwan mógłby stanowić "zagrożenie egzystencjalne" dla Japonii, co uzasadniałoby reakcję jej Sił Samoobrony.

Rosja, ustami Ławrowa, potwierdziła poparcie dla zasady "jednych Chin" i w kwestii Tajwanu, który według komunistycznych władz ChRL jest "niezbywalną" częścią terytorium Chin.

W rozmowie z Wangiem Ławrow przedstawił również rosyjskie stanowisko w sprawie "kryzysu na Ukrainie", jak Chiny nazywają rozpętaną przez Rosję wojnę na pełną skalę. Chiński minister zapewnił, że Pekin podtrzymuje "obiektywne i bezstronne stanowisko" i będzie nadal odgrywał "konstruktywną rolę" w poszukiwaniu politycznego rozwiązania. Ławrow - jak podkreśla chińskie MSZ - wyraził aprobatę dla stanowiska Pekinu.

Chiny, mimo deklaracji o neutralnej postawie wobec rosyjskiej inwazji, nie potępiły agresji na Ukrainę ani zaangażowania północnokoreańskich żołnierzy do walki na froncie, a także sprzeciwiają się sankcjom nakładanym na Rosję przez Zachód. Między mocarstwami doszło także do zacieśnienia współpracy w wielu dziedzinach, a w poniedziałek rosyjski przywódca Władimir Putin podpisał dekret o ruchu bezwizowym dla obywateli ChRL.

Spotkania Wanga z Szojgu i Ławrowem odbyły się na kilka godzin przed przylotem do Moskwy amerykańskiej delegacji ze specjalnym wysłannikiem prezydenta USA Steve’em Witkoffem, która rozmawiała z Putinem na temat zakończenia wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

PAP

wtorek, 2 grudnia 2025



Dymisja Jermaka nastąpiła wbrew intencjom Zełenskiego, który długo opierał się rosnącej presji społecznej i politycznej. Odejścia szefa BP, skupiającego w swoich rękach bezprecedensową władzę (zob. Zełenski, Jermak i wojenny mechanizm władzy na Ukrainie) i będącego najdłużej urzędującym kierownikiem administracji prezydenckiej po 1991 r., domagali się aktywiści społeczni i znaczna część sceny politycznej, w tym deputowani proprezydenckiej frakcji Sługa Narodu (na czele z Dawydem Arachamiją) – grozili oni odejściem i zerwaniem większości w parlamencie. 20 listopada na spotkaniu z przedstawicielami ugrupowania Zełenski stanął jednoznacznie po stronie Jermaka, dając do zrozumienia, że nie chce jego rezygnacji. Co więcej, ten drugi został mianowany szefem delegacji na rozmowy pokojowe w Waszyngtonie w dniach 29–30 listopada.

(...)

Wiele wskazuje na to, że przeszukania u szefa BP mogły stanowić uderzenie wyprzedzające NABU i SAP. Zgodnie z doniesieniami medialnymi z inicjatywy Jermaka Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) zbierała materiały mające skompromitować i doprowadzić do dymisji m.in. szefa SAP Ołeksandra Kłymenkę. Od lipca w areszcie przebywa także jeden z detektywów badających aferę, Rusłan Mahamedrasułow, któremu SBU zarzuciła rzekome związki z Rosją. Jego zatrzymanie było elementem walki służb o kontrolę nad procesem antykorupcyjnym w kraju (zob. Służby kontra służby: walka o kontrolę nad zwalczaniem korupcji na Ukrainie). Podjęcie działań operacyjnych wobec Jermaka miało stanowić dla prezydenta przekonujący wyraźny sygnał o determinacji organów antykorupcyjnych w bronieniu swojej niezależności.

osw.waw.pl


1 grudnia Rosjanie ogłosili zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim i Wołczańska w obwodzie charkowskim. Oficjalny meldunek o tym miał przyjąć Władimir Putin dzień wcześniej na jednym ze stanowisk dowodzenia Połączonej Grupy Wojsk, tzn. zgrupowania Sił Zbrojnych FR i tzw. innych wojsk (głównie Rosgwardii) działających na Ukrainie. W odróżnieniu od wcześniejszych deklaracji Moskwy o zdobyciu Kupiańska w obwodzie charkowskim informacja o opanowaniu przez agresora Pokrowska i Wołczańska znajduje przynajmniej częściowe potwierdzenie w doniesieniach z frontu. Ukraińskie dowództwo zaprzecza utracie obu miast, ale siły obrońców operują już tylko na północnych obrzeżach pierwszego z nich i południowo-wschodnich drugiego, poza obszarem zwartej zabudowy miejskiej. Zgodnie ze źródłami ukraińskimi w północnej części Pokrowska wciąż mają trwać walki, a południowy wschód Wołczańska (przeważnie zalesiony) nadal może pozostawać de facto w szarej strefie (pod koniec listopada najeźdźcy mieli realnie kontrolować około połowy obszaru miasta).

Siły ukraińskie utrzymują się w północnej części Myrnohradu, lecz nadzorowany przez nie obszar uległ zmniejszeniu. Według niektórych źródeł ciągle możliwe jest ich zaopatrywanie (zgodnie z deklaracjami dowództwa zorganizowano połączenia alternatywne), a w obu kierunkach – z miasta i do niego – przemieszczają się pieszo nieduże grupy ukraińskich żołnierzy, permanentnie zagrożone wrogim ostrzałem i atakami dronów.

Wojska rosyjskie uchwyciły przyczółki w południowo-wschodniej części Konstantynówki i w Siewiersku. Według niektórych doniesień walki dotarły do centrum drugiego z tych miast (jest ono stosunkowo nieduże – przed wojną liczyło 12 tys. mieszkańców). Agresor poszerzył również obszar kontrolowany na południe od Konstantynówki oraz na północ i południe od Siewierska. Obrońcy odparli natomiast próby uchwycenia przezeń przyczółku w Łymanie. Oskrzydlenie tego miasta pogłębiło się – najeźdźcy operują na południe od głównej drogi łączącej go z Siewierskiem (w kierunku wschodnim) i obwodem charkowskim (w zachodnim).

Rosjanie wyprowadzili natarcie na południe od Wołczańska, gdzie dotarli do wsi Łyman (według części źródeł już ją zajęli) i Wilcza. Zaktywizowali się także w południowo-wschodniej części obwodu charkowskiego, gdzie nacierają w kierunku Borowej – drugiego po Kupiańsku ważnego węzła komunikacyjnego nad rzeką Oskoł. Zgodnie z niektórymi źródłami osiągnęli miejscowość Boriwśka Andrijiwka, niespełna 5 km na północny wschód od Borowej. Nie uległa natomiast znaczącym zmianom sytuacja w rejonie Kupiańska, gdzie agresorowi wciąż nie udało się opanować południowo-wschodniej części miasta, a utrzymanie stabilnej kontroli nad zachodnią utrudnia Oskoł.

Najeźdźcy wkroczyli do Hulajpola, na którego północy trwają walki. Od centrum miasta oddziela Rosjan rzeka Hajczur, na której siły ukraińskie oprą najpewniej jego zasadniczą obronę. Pod kontrolę agresora przeszły kolejne tereny na północ od Hulajpola i na wschód od Hajczuru. Obrońcy utrzymują się tam w Warwariwce i Dobropilli (według części źródeł druga z wymienionych miejscowości została już zdobyta przez najeźdźców).

Po opanowaniu przez Rosjan dalszych miejscowości na drodze z Hulajpola do Pokrowśkego w obwodzie dniepropetrowskim sytuacja z zaopatrzeniem obrońców w pierwszym z wymienionych miast skomplikowała się. Obecnie muszą oni korzystać z dróg lokalnych (trasa na zachód znajduje się w zasięgu stałego oddziaływania wrogich dronów). Wojskom ukraińskim udało się natomiast przywrócić kontrolę nad miejscowością Iwaniwka w obwodzie dniepropetrowskim.

Ukraińcy stanęli w obliczu utraty do końca roku kilku miast znaczących pod względem militarnym i jako symbol długotrwałej obrony. Do końca 2024 r. Pokrowsk odgrywał rolę głównego hubu logistycznego obrońców w Donbasie. Zdobycie go otwiera Rosjanom możliwość natarcia na północ (w kierunku Kramatorska i Słowiańska) i/lub na zachód (w kierunku Pawłohradu i Dniepru) w zdecydowanie dogodniejszych dla atakujących warunkach terenowych niż dotąd. Walki o Wołczańsk toczyły się od maja 2024 r., a miasto to stanowiło symbol powstrzymania wrogiego natarcia w kierunku Charkowa. Zajęcie tego miasta, wraz z wysoce prawdopodobnym opanowaniem Kupiańska, bardzo utrudni siłom ukraińskim utrzymanie północno-wschodniej części obwodu charkowskiego.

Symboliczne znaczenie ma Siewiersk – zgrupowanie obrońców wokół tego miasta utrzymywało pozycje nieprzerwanie od upadku Bachmutu w połowie 2023 r., a obrona załamała się dopiero w ostatnich miesiącach. Realny upadek w najbliższych tygodniach Hulajpola potwierdzi natomiast utratę przez Ukraińców północno-wschodniej części obwodu zaporoskiego i ułatwi agresorowi natarcie w kierunku Dniepru.

29 listopada najeźdźcy przeprowadzili kolejne zmasowane uderzenie powietrzne na Ukrainę, a jego głównym celem była infrastruktura energetyczna w Kijowie i obwodzie kijowskim. Trafiona została m.in. stołeczna podstacja wysokiego napięcia (750 kV), będąca kluczowym elementem infrastruktury przesyłu energii elektrycznej z Chmielnickiej Elektrowni Jądrowej, a poza Kijowszczyzną – także obiekty w obwodach charkowskim, czernihowskim, połtawskim i sumskim. Od dostaw prądu odciętych zostało ok. 720 tys. abonentów w Kijowie i obwodzie kijowskim. Sytuuje to atak z 29 listopada wśród najbardziej dotkliwych dla stolicy i okolicznych miejscowości, zwłaszcza że uszkodzono również szereg innych obiektów cywilnych. W Kijowie zginęły dwie osoby, a 38 zostało rannych (w tym dziecko). Z kolei w obwodzie kijowskim śmierć poniosła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Wieczorem 29 listopada wrogie drony uderzyły w Wyszogród w obwodzie kijowskim, raniąc 19 osób (w tym czworo dzieci).

Według ukraińskiego Dowództwa Sił Powietrznych w ataku 29 listopada agresor użył 596 dronów uderzeniowych i ich imitatorów (w tym 350 uzbrojonych „szahedów”) oraz 36 rakiet. Obrońcy mieli zneutralizować 558 bezzałogowców i 19 rakiet, w tym po raz drugi z rzędu zniszczone miały zostać wszystkie atakujące stolicę pociski balistyczne Iskander-M, co świadczy o prawdopodobnym wypracowaniu metody przeciwdziałania rosyjskiej taktyce wykorzystywania tych pocisków (jej stosowanie od wiosny br. znacząco utrudniło systemom Patriot niszczenie iskanderów). Zgłosili natomiast zestrzelenie zaledwie jednego z pięciu pocisków hipersonicznych Kindżał.

Najeźdźcy kontynuowali niszczenie infrastruktury energetycznej w regionach tworzących bezpośrednie zaplecze frontu. Nie licząc zmasowanego ataku z 29 listopada, Ministerstwo Energetyki Ukrainy i władze lokalne donosiły o uszkodzeniu obiektów oraz spowodowanych nim przerwach w dostawie prądu, wody i ogrzewania w obwodach charkowskim (26 listopada oraz 1 i 2 grudnia), donieckim (26 listopada i 2 grudnia), odeskim (27 listopada i 2 grudnia), chersońskim (28 listopada i 1 grudnia), sumskim (28 i 30 listopada), dniepropetrowskim (1 i 2 grudnia) oraz czernihowskim (2 grudnia).

Największe problemy wywołało uszkodzenie elektrowni cieplnej TES-5 w Charkowie 26 listopada, w rezultacie czego odcięto ogrzewanie dla 100 tys. abonentów. Ofiary w ludziach przyniosły ataki na Zaporoże wieczorem 25 listopada (rannych zostało 18 osób) i Dniepr 1 grudnia (cztery osoby zginęły, a 45 zostało rannych). Zgodnie z danymi ukraińskimi od wieczora 25 listopada do rana 2 grudnia agresor wykorzystał do ataków łącznie 1173 drony uderzeniowe i ich imitatory (w tym 710 „szahedów”) oraz 44 pociski balistyczne i manewrujące. Obrońcy zadeklarowali zneutralizowanie 991 bezzałogowców i zestrzelenie 19 rakiet.

(...)

Ukraińskie bezzałogowce zaatakowały kolejne wrogie rafinerie: Nowokujbyszewską w obwodzie samarskim (27 listopada), Saratowską (28 listopada) oraz zlokalizowane w Kraju Krasnodarskim zakłady w Afipsku (29 listopada), Sławiańsku nad Kubaniem (30 listopada) i Tuapse (2 grudnia). Ukraiński Sztab Generalny powiadomił o trafieniu rafinerii Saratowskiej i Afipskiej, na których terenie doszło do pożarów. W listopadzie odnotowano rekordową liczbę ukraińskich uderzeń na rosyjską infrastrukturę paliwową, o czym 2 grudnia poinformowała agencja Bloomberg, powołując się na źródła w Rosji i na Ukrainie. W rezultacie przerób ropy w FR zmniejszył się do 5 mln baryłek dziennie, podczas gdy „pod koniec jesieni” wynosił zazwyczaj 5,3–5,5 mln baryłek. Obiekty znajdujące się w zasięgu ukraińskich dronów odpowiadały wcześniej za 20% krajowego przetwórstwa ropy.

osw.waw.pl


„Koncepcję niszczenia celów przybrzeżnych za pomocą fal przypominających tsunami analizowano w Związku Radzieckim. Każde badanie kończyło się tym samym wnioskiem: to nie działa. W jednym z raportów cały pomysł określono wręcz jako „absurdalny” – przypomniał Podwig, ekspert pracujący przy ONZ, we wpisie w serwisie X.

Nawet Andriej Sacharow, znany jako ojciec radzieckiej bomby atomowej, interesował się kiedyś takim rozwiązaniem, szukając potencjalnych zastosowań dla ładunków o ogromnej mocy. Jak podkreśla Podwig, sam Sacharow nie przeprowadził jednak żadnych obliczeń. Zrobili to dopiero naukowcy w instytutach marynarki wojennej. I stwierdzili, że fala powstała po eksplozji szybko opada i nie jest w stanie osiągnąć zamierzonego efektu.

Z kolei analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, Marcin Andrzej Piotrowski zwrócił uwagą na brak niezależnego od władz Rosji potwierdzenia podwodnego testu torpedy nuklearnej Posejdon.

Zarówno Posejdon, jak i Burewiestnik należą do tzw. „cudownych broni” Putina, systemów, które rosyjski przywódca po raz pierwszy zaprezentował w przemówieniu w 2018 roku. Kremlowska propaganda przedstawia je jako element rosyjskiej strategii „drugiego uderzenia” w ewentualnej wojnie nuklearnej i jako odpowiedź na zachodnie, zwłaszcza amerykańskie, systemy obrony przeciwrakietowej.

Jak zauważa Piotrowski oficjalnie Buriewiestnik miał na testach pokonać 14 tys. km, a lot trwać 15 godzin. Jednak Norwegia nie odnotowała wyższego promieniowania, jakie powinno towarzyszyć próbie silnika-reaktora w locie. Nie ma też żadnego oświadczenia w tej sprawie ze strony USA, których samoloty do rozpoznania skażeń nuklearnych były obecne w sąsiedztwie poligonów na Nowej Ziemi.

Analityk PISM /podaje - red./, że testy obu systemów zgrano z dorocznymi ćwiczeniami sił strategicznych Rosji, które m.in. sprawdziły sprawność pocisków Buława, Jars i Ch-102. Termin tegorocznej edycji został zsynchronizowany z niedawnymi ćwiczeniami taktycznych sił nuklearnych NATO.

Testy Rosji świadczą o jej postępach w miniaturyzacji napędu obu systemów, jednak pokazują też, że są to konstrukcje kosztowne i technologicznie niedojrzałe. Ich rozwój cieszy się natomiast osobistym poparciem Władimira Putina - wskazuje analityk PISM.

Zdaniem wielu ekspertów, coraz bardziej agresywna retoryka nuklearna Moskwy świadczy przede wszystkim o słabości rosyjskich sił konwencjonalnych i ich słabych wynikach na Ukrainie. W historii Kreml wielokrotnie sięgał po groźby atomowe właśnie wtedy, gdy jego pozycja wojskowa wydawała się chwiejna.

strefaobrony.pl


Do zdarzenia doszło w pobliżu Dakaru, stolicy Senegalu, u zachodnich wybrzeży Afryki. To już trzeci tego typu incydent z udziałem tankowców przewożących rosyjskie produkty naftowe w ciągu tygodnia. Na należącym do Besiktas Shipping tankowcu Mersin doszło do czterech eksplozji zewnętrznych - przekazał agencji Bloomberg przedstawiciel firmy obsługującej statek. Według analityków Kpler statek przewoził olej napędowy i zawijał do rosyjskich portów w tym roku już kilkukrotnie.

Jak wyjaśniło Besiktas Shipping, eksplozje i pęknięcie kadłuba spowodowały przedostanie się wody do maszynowni Mersina. Firma poinformowała, że nie doszło do zanieczyszczenia środowiska. Załoga statku jest bezpieczna. Sama jednostka została ustabilizowana po "znacznym zalaniu" i odholowana do portu. Specjaliści naprawiają obecnie pęknięcia w kadłubie.

W piątek 28 listopada media poinformowały o eksplozjach na tankowcach w okolicy Bosforu w Turcji. Obie jednostki należą do rosyjskiej "floty cieni". Miały to być statki o nazwach Kairo i Virat. Następnego dnia źródła w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowały RBC Ukraina, że oba statki zostały trafione przez drony morskie. Po ataku tankowce, które wcześniej zawinęły do rosyjskich portów, zostały unieruchomione - podała SBU.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan potępił w poniedziałek 1 grudnia ataki dronów, do których przyznała się Ukraina. - Nie możemy pod żadnym pozorem zaakceptować tych ataków, które zagrażają bezpieczeństwu żeglugi, środowisku i życiu w naszej wyłącznej strefie ekonomicznej - powiedział Erdogan. Lider Turcji ocenił, że jest to "niepokojąca eskalacja".  

gazeta.pl


Na stole zostaje tylko Sarmat. To ta rakieta ma być bezpośrednim następcą Wojewody/Satana. Prace nad pociskiem rozpoczęto na początku minionej dekady. Poważnym wyzwaniem dla Rosjan jest fakt, że większość doświadczenia z zakresu projektowania i produkowania ciężkich rakiet lądowych na paliwo ciekłe pozostało w Ukrainie, w zakładach Piwdenmasz w Dnipro (długo nazywały się Jużmasz i pod tą nazwą są lepiej znane). Prace nad Sarmatem prowadzi rosyjskie biuro konstrukcyjne Makajewa, które w czasach ZSRR specjalizowało się w rakietach balistycznych, odpalanych z okrętów podwodnych (głównie na paliwa płynne). Ciężki pocisk lądowy jest więc czymś nowym. Brak doświadczenia może być jednym z głównych powodów, dla których prace nad Sarmatem idą jak po grudzie.

(...)

Liczne poszlaki wskazują na kolejną porażkę nowej rakiety Rosjan. Tak przypuszcza między innymi wspomniany Plodwig. Oznaczałoby to, że do tej pory Sarmat wykonał udany lot testowy tylko raz, ten pierwszy w 2022 roku. Potem wybuchł w 2024 roku i prawdopodobnie teraz. Delikatnie rzecz ujmując, nie wskazuje to na dopracowanie pocisku i jego gotowość do przyjęcia do służby. Sytuacja zaczyna przypominać tę z pociskiem Buława dla okrętów podwodnych. On też notorycznie Rosjanom wybuchał podczas testów, które w efekcie przeciągnęły się na prawie dwie dekady. Od pierwszego odpalenia w 2004 roku do oficjalnego przyjęcia do normalnej służby trzeba było czekać do roku 2025. Opóźnienie poważnie zaburzyło plany modernizacji morskiego elementu triady jądrowej. 

Problem w tym, że wymiana starszych RS-36M jest bardzo pilna i ma ogromne znaczenie. Rosjanie mają tych ciężkich rakiet w gotowości prawdopodobnie czterdzieści parę w silosach wspomnianej 13. Dywizji oraz 32. Dywizji w pobliżu Użur na Syberii. Każda z tych ciężkich rakiet może przenieść do 10 silnych głowic i po tyle najpewniej mają zamontowanych. Oznacza to, że razem odpowiadają one za 30 - 40 procent całego lądowego arsenału jądrowego Rosjan. Biorąc pod uwagę łączną moc niszczącą to nawet za około połowę (brak oficjalnych i szczegółowy danych pozwala jedynie na szacunki). Wszystko to na starych rakietach, pochodzących z końcowego okresu ZSRR, którym wydłużano okres służby z pomocą Ukraińców w pierwszej dekadzie tego wieku. Założenie było takie, że dzięki temu posłużą do około 2020 roku. Problemy Sarmata wskazują, że będzie to raczej 2030 lub nawet później. Oznacza to spadek wiarygodności rosyjskiego arsenału jądrowego. Nie dlatego, że można zakładać, iż RS-36M to złom, który nie zadziała, ale prawdopodobieństwo usterek, awarii i niesprawności będzie większe, niż w planowo modernizowanym arsenale.

gazeta.pl


Profesor nie ma wątpliwości, że Rosja nie popełniła żadnego błędu negocjacyjnego. - Przez cały tydzień dystansowała się od tego, co świat zachodni uzgadniał. Obawy w Europie powinny zatem wrosnąć. Pierwsza rzecz, która się Rosjanom udała, to rozbicie jedności świata zachodniego. Nie ma jedności, a jeśli widzimy taki efekt, to - moim zdaniem - jest w znaczącym stopniu pozorowany. W ramach braku tej jedności Amerykanie prą do przodu po to, by zawrzeć "jakiś pokój". Amerykanie wycofają swoją pomoc dla Ukrainy, bo chcą naciskać, żeby Ukraina odstąpiła od swoich warunków fundamentalnych, konstytucyjnych. Jednocześnie Europa będzie się starała im pomóc, co spowoduje jeszcze dalszy rozdźwięk w świecie zachodnim - wyjaśnia prof. Nowak-Far i powtarza, że to jest coś, co, już na tym etapie, Rosja wygrała. 

Jednocześnie prawnik i ekonomista z SGH twierdzi jednak, że w Ukrainie Rosja przegrała grę o swoją globalną rolę. - Nie jest i nie będzie mocarstwem. Rosja jest elementem destabilizującym. W tej chwili jest zwasalizowana przez Chiny. Myślę, że prawdziwy układ proponowany przez USA polega na tym, żeby zaproponować Rosji "słodki deal" z jakimiś kosztami dla Ukrainy, żeby przeciągnąć Rosjan na swoją stronę, przeciwko Chinom. To jest tok myślenia Trumpa, który już nieco ugrał w tej kwestii - dodaje Nowak-Far. Tu pada nazwa Wenezueli i tego, że Kreml nie ma w jej sprawie nic istotnego do powiedzenia. 

- Powtórzę: zasadniczy deal to jest taki, żeby przygotować sobie przedpole w jakiejkolwiek konfrontacji z Chinami lub żeby mieć narzędzie nacisku na Pekin. To jest sensowna i racjonalna gra. Trzeba jednak zauważyć, że Rosja już nie jest żadnym pierwszorzędnym mocarstwem, bo ona w każdym wypadku jest tylko i wyłącznie pionkiem w grze innych państw - USA i Chin - mówi profesor. 

Rozmówca Gazeta.pl ocenia, że Pekinowi w ogóle nie zależy na zakończeniu wojny w Ukrainie z kilku powodów: Rosja ciągle się osłabia, a to dla Chin dobrze. - Po drugie: Rosjanie są gotowi do ustępstw właśnie z powodu tego swojego osłabienia. Trzecia rzecz fundamentalna: Chińczycy wykorzystali okazję, żeby Rosjanie na własny koszt budowali rurociągi gazowe i naftowe i dostarczali te surowce do Chin po bardzo niskich cenach - uzupełnia. 

gazeta.pl

poniedziałek, 1 grudnia 2025



Rosyjskie głosy przestrzeni informacyjnej w dalszym ciągu argumentują, że Kreml prawdopodobnie odrzuci zawieszenie broni lub jakąkolwiek iterację zaproponowanego przez USA planu pokojowego, ponieważ Kreml postrzega te wysiłki jako nieistotne i stanowiące przeszkodę dla celów Rosji na Ukrainie i na świecie. Wybitny rosyjski milblogger argumentował 30 listopada, że prezydent Rosji Władimir Putin “jasno” podkreślił, że jest gotowy osiągnąć cele wojenne Rosji środkami militarnymi; dlatego wszystkie negocjacje pokojowe od negocjacji w Stambule w 2022 r. są “niepraktyczne”. Milbloger dodał, że zaangażowanie Rosji we wszelkie negocjacje pokojowe “wyłącznie” opiera się na postępie Rosji na polu bitwy, który siły rosyjskie osiągają poprzez długotrwałe i kosztowne walki. Bloger argumentował, że wysiłki prezydenta USA Donalda Trumpa mające na celu osiągnięcie zawieszenia broni na linii frontu nie przynoszą Rosji korzyści, ponieważ zawieszenie broni zmusi Rosję do wypowiedzenia dekretu mobilizacyjnego z września 2022 r., który pozwala Kremlowi zatrzymać zmobilizowanych żołnierzy i rekrutów na polu bitwy na czas nieokreślony, co zmniejszy liczebność rosyjskiej armii i uszczupli rosyjski korpus oficerski. ISW oceniło w lutym 2025 r., że Putin obawia się ryzyka i wyzwań związanych z reintegracją weteranów z rosyjskim społeczeństwem i gospodarką, w związku z czym jest mało prawdopodobne, aby całkowicie lub szybko zdemobilizował — nawet w przypadku wynegocjowanego rozwiązania wojny na Ukrainie. Milbloger argumentował również, że zawieszenie broni podważy wysiłki Rosji mające na celu zajęcie nielegalnie zaanektowanych, niezamieszkanych części obwodów zaporoskiego i chersońskiego oraz stworzy nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa wojskowego, którymi Rosja będzie musiała się zająć w najbliższej przyszłości. Obserwacje milbloggera są zgodne z uwagami Putina z 27 listopada, które intensyfikują wysiłki na rzecz ustalenia podstaw prawnych, wykorzystując fałszywe założenie ukraińskich gróźb wobec nielegalnie zaanektowanych terytoriów Ukrainy, aby uzasadnić ponowną inwazję na Ukrainę w odpowiednim czasie.

(...)

Felietonista rosyjskiego dziennika państwowego Rossija Siegodnia stwierdził w wywiadzie opublikowanym 27 listopada, że Rosja nie traktuje poważnie amerykańskiej propozycji pokojowej ani nie spodziewa się, że plan będzie działał w jakiejkolwiek możliwej odmianie, i ocenił, że Kreml jest “zrelaksowany” w sprawie zmian w pierwotnym 28-punktowym planie pokojowym, ponieważ Kreml może omówić dowolny dokument. Felietonista argumentował, że Rosja “udaje”, że jest gotowa zaakceptować Stany Zjednoczone jako mediatora, ale ostatecznie dąży do zawarcia traktatu, który zapewni Rosji zwycięstwo na polu bitwy i że Rosja nie dąży do natychmiastowego pokoju, jak Stany Zjednoczone robią. Felietonista podkreślił, że Rosja nie może podpisywać żadnych porozumień pokojowych z Ukrainą czy Europą; że cele wojenne Rosji obejmują wycofanie się NATO z całej Europy Wschodniej; oraz że żądania Rosji dotyczące zawieszenia broni obejmują także wycofanie się Ukrainy z nieokupowanych części obwodów zaporoskiego i chersońskiego, a nie tylko obwodów donieckiego i ługańskiego. Felietonista sugerował, że Rosja raczej nie pójdzie na dalsze ustępstwa, ponieważ Kreml uważa, że wygrał już wojnę na Ukrainie. Wypowiedzi felietonisty są zgodne z dokonaną przez Putina 27 listopada interpretacją zaproponowanego przez USA planu pokojowego jako zwykłej sugestii do dyskusji i postulatów oddania Rosji przez Ukrainę wszystkich nielegalnie zaanektowanych obwodów. Rosyjscy urzędnicy i ultranacjonaliści konsekwentnie wydają podobne publiczne odrzucenia 28-punktowego planu pokojowego i jego późniejszych wersji, odkąd po raz pierwszy zgłoszono go w połowie listopada 2025 r., ponieważ proponowany plan nie ustąpił wszystkim absolutystycznym żądaniom wojennym Rosji.

(...)

Wybitni rosyjscy milblogerzy w dalszym ciągu zaprzeczają jednak wysiłkom Kremla, aby przedstawić rosyjskie zwycięstwo na Ukrainie jako nieuchronne lub nieuniknione. Wybitny rosyjski milblogger przyznał, że taktyczna sytuacja na polu bitwy faworyzuje Rosję, szczególnie w pobliżu Hulyaipole, ale stwierdził, że relacje rosyjskich mediów państwowych na temat rosyjskiego postępu na polu bitwy po raz kolejny przypominają “radośnie idiotyczny, różowy, pobłażliwy nonsens”, który nie wspiera wysiłku wojennego. Milbloger stwierdził, że takie narracje o rychłym zwycięstwie Rosji tworzą w kraju fałszywe przekonanie, że społeczeństwo rosyjskie nie musi już pilnie wspierać wysiłków wojennych przeciwko Ukrainie, kompetentnemu przeciwnikowi korzystającemu ze sprzętu i wywiadu NATO. Milbloger zauważył również, że kontynuowanie działań wojennych na Ukrainie będzie kosztować Rosję dalsze zasoby państwowe w obliczu rosnącego niezadowolenia społecznego z wprowadzenia nowych opłat i rosnących podatków w 2026 r. Milbloger dodał, że Rosja w dalszym ciągu boryka się z niedoborami siły roboczej i że trwająca kampania rekrutacji ochotników nie generuje wystarczającej liczby sił do demobilizacji rosyjskiego personelu, który Kreml mimowolnie wezwał we wrześniu 2022 r. Girkin podobnie ocenił w liście opublikowanym 26 listopada, że Rosja może przekształcić ewentualne przyszłe zajęcia Hulajpola i Orichowa w sukcesy operacyjne tylko wtedy, gdy Rosja będzie miała wystarczające rezerwy, aby wykorzystać te postępy taktyczne. Girkin zauważył, że ostatnia sześciomiesięczna rosyjska ofensywa na Kupiańsk nie zakończyła się “wielkim zwycięstwem” i ocenił, że rosyjskie wysiłki mające na celu przejęcie drugorzędnych celów Pokrowska, Wowczańska, Siwierska i Łymana mają jedynie charakter taktyczny i nie będą szybkie, nie pogorszy skuteczności bojowej ukraińskiego wojska i nie załamie linii frontu. Girkin sugerował, że Rosja ma wystarczającą liczbę żołnierzy, aby wesprzeć postęp taktyczny, ale brakuje jej niezbędnych rezerw i zasobów, aby osiągnąć swoje cele strategiczne, takie jak zajęcie miast Dniepr, Zaporoże i Charków. ISW w dalszym ciągu ocenia, że choć sytuacja w niektórych określonych odcinkach linii frontu jest poważna, szczególnie w kierunku Pokrowska i Hulajpola, wysiłki Kremla mające na celu przedstawienie zwycięstwa Rosji na Ukrainie jako nieuniknionego nie odpowiadają rzeczywistości pola bitwy. Warto zauważyć, że fałszywe przedstawienie sytuacji na miejscu przez Kreml było tak dalekie od rzeczywistości, że wybitni prowojenni milbloggerzy i ultranacjonaliści w dalszym ciągu czują się zmuszeni do wydawania własnych oświadczeń korygujących.

understandingwar.org

niedziela, 30 listopada 2025



Premier Izraela Benjamin Netanjahu złożył oficjalny wniosek o ułaskawienie go przez prezydenta Icchaka Hercoga - przekazała w niedzielę kancelaria szefa państwa. Netanjahu argumentował, że szybkie zakończenie toczącego się przeciw niemu procesu korupcyjnego jest niezbędne dla pojednania narodowego.

W nagraniu opublikowanym wkrótce po złożeniu wniosku Netanjahu powiedział, że zakończenie rozpoczętego kilka lat temu procesu leży w interesie narodowym Izraela. "Minęła prawie dekada od rozpoczęcia śledztwa przeciwko mnie. Proces w tej sprawie trwa już prawie sześć lat i oczekuje się, że będzie trwał jeszcze wiele lat" - powiedział premier, cytowany przez portal Times of Israel.

Przekonywał, że w jego własnym interesie pozostaje doprowadzenie procesu do końca, dopóki nie zostanie oczyszczony ze wszystkich zarzutów, jednak "bezpieczeństwo i interes narodowy wymagają czegoś innego".

"Izrael stoi w obliczu ogromnych wyzwań, a jednocześnie wielkich szans. Aby odeprzeć zagrożenia i wykorzystać szanse, niezbędna jest jedność narodowa" - argumentował Netanjahu. W jego ocenie kontynuowanie procesu "rozdziera nas (naród - PAP) od środka, tworzy podziały i pogłębia rozłamy". "Jestem przekonany, podobnie jak wielu innych w kraju, że natychmiastowe zakończenie procesu znacznie pomogłoby w ugaszeniu płomieni i promowaniu szerokiego pojednania - którego nasz kraj rozpaczliwie potrzebuje" - dodał.

Netanjahu poinformował, że zdecydował się na złożenie wniosku o ułaskawienie, ponieważ sędziowie niedawno zażądali od niego składania zeznań trzy razy w tygodniu.

Przypomniał też, że o zastosowanie wobec niego prawa łaski zaapelował ostatnio prezydent USA Donald Trump. W przypadku ułaskawienia obaj moglibyśmy "z jeszcze większą energią bronić żywotnych interesów Izraela i Stanów Zjednoczonych" - podkreślił Netanjahu.

Wzywając Hercoga do ułaskawienia szefa izraelskiego rządu, Trump podkreślił, że Netanjahu był "budzącym szacunek i zdecydowanym" premierem czasu wojny, a teraz przewodzi krajowi w czasach pokoju. Zaznaczył, że chociaż "szanuje niezależność izraelskiego sądownictwa", uważa, że ""sprawa" przeciwko Netanjahu (...) to nieuzasadnione, upolitycznione oskarżenia".

Biuro Hercoga odpowiedziało wówczas, że izraelski prezydent darzy swojego amerykańskiego odpowiednika ogromnym szacunkiem, ale osoba biegająca się o ułaskawienie powinna złożyć formalny wniosek zgodnie z obowiązującym prawem.

Według izraelskiego prawa wniosek o ułaskawienie musi złożyć starająca się o nie osoba lub członek najbliższej rodziny.

Prezydent ma prawo ułaskawić osoby skazane przez izraelskimi sądami, a w szczególnych okolicznościach może ułaskawić również jeszcze nieskazaną osobę. W historii kraju zapis ten zastosowano tylko raz. Według krytycznego wobec Netanjahu dziennika "Haarec" ułaskawienie go przed wydaniem wyroku skazującego wiązałoby się z licznymi komplikacjami politycznymi i wątpliwościami natury prawnej.

Netanjahu jest oskarżony o łapówkarstwo, oszustwo i nadużycie zaufania w toczącym się od 2020 r. procesie dotyczącym trzech spraw karnych. Wszystkie trzy sprawy związane są z relacjami między Netanjahu i jego rodziną a wpływowymi i bogatymi właścicielami firm medialnych oraz oskarżeniami o to, że premier wykorzystywał te znajomości dla osobistych i politycznych korzyści.

Premier wielokrotnie odrzucał wszystkie oskarżenia, określając cały proces jako polityczną nagonkę.

PAP


Gazeta donosi też, że po spotkaniu Donalda Trumpa z Władimirem Putinem na Alasce jedna z europejskich agencji wywiadowczych rozesłała do urzędników innych państw Europy raport, który miał ich "zszokować".

"W środku znajdowały się szczegóły planów handlowych i gospodarczych, które administracja Trumpa snuła z Rosją, w tym wspólne wydobycie pierwiastków ziem rzadkich w Arktyce" — czytamy. Obok części urzędników administracji w kontekście rozmów, pomijani mieli być europejscy urzędnicy. "WSJ" przytacza sytuację, kiedy Witkoff odmówił rozmów z nimi za pomocą bezpiecznego łącza, twierdząc, że zbyt często podróżuje, by używać niewygodnego w obsłudze systemu.

Jak zaznacza "WSJ", Witkoff, Kushner, a także szereg amerykańskich biznesmenów uwierzyli w wizję roztaczaną przez Kreml.

— Rosja ma tak wiele ogromnych zasobów, ogromne połacie ziemi — powiedział Witkoff gazecie, opisując swoje nadzieje na to, że Rosja, Ukraina i USA zostaną partnerami w biznesie. — Jeśli zrobimy to wszystko, a wszyscy będą prosperować i będą częścią tego, i wszyscy będą mieli z tego korzyści, to naturalnie stanie się to bastionem przeciwko przyszłym konfliktom. Bo wszyscy będą prosperować — wyjaśnił. "WSJ" opisuje też sytuację, kiedy po odmowie Trumpa przekazania Ukrainie pocisków Tomahawk Witkoff poradził Kijowowi, by zamiast o rakiety zabiegał o 10-letnie zwolnienie z ceł, bo to dałoby impuls ukraińskiej gospodarce.

— Jestem w biznesie zawierania układów. Po to tu jestem — stwierdził wysłannik Trumpa.

Dziennik opisuje zabiegi szeregu amerykańskich firm i biznesmenów, by przygotować się do powrotu do Rosji. Bliscy Putinowi oligarchowie, w tym Giennadij Timczenko, Jurij Kowalczuk i bracia Arkadij i Borys Rotenbergowie, mieli wysłać swoich przedstawicieli na spotkania z amerykańskimi biznesami na temat wydobycia surowców w Rosji. Według cytowanego przez dziennik zachodniego urzędnika struktur bezpieczeństwa oferowali oni koncesje na wydobycie gazu na Morzu Ochockim i w czterech innych miejscach, a także wydobycie metali ziem rzadkich nieopodal Norylska i na Syberii.

Chętnym na przejęcie gazociągu Nord Stream 2 ma być darczyńca na kampanię Trumpa, inwestor Stephen Lynch, który zapłacił 600 tys. dol. lobbyście związanym z synem prezydenta, Donaldem juniorem, by uzyskać licencję na tę transakcję. Inny znajomy Donalda juniora, biznesmen Gentry Beach, ma prowadzić rozmowy na temat zakupu udziałów w projekcie wydobycia gazu w rosyjskiej Arktyce. Z kolei wicedyrektor koncernu ExxonMobil miał negocjować z szefem Rosnieftu Igorem Sieczynem w Katarze powrót do inwestycji w wielki projekt Sachalin 2. Projekt ten został wstrzymany w związku z sankcjami nałożonymi w 2022 r. ExxonMobil, inwestor Todd Boehly i inni mieli też rozmawiać na temat kupna aktywów objętego sankcjami Łukoilu.

onet.pl