poniedziałek, 24 listopada 2025



Wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Serhij Kysłycia, obecny na sali jako członek ukraińskiej delegacji podczas ważnych rozmów w Genewie, stwierdził, że spotkanie było „napięte”, ale „produktywne”, czego efektem był starannie zrewidowany projekt dokumentu, który wzbudził „pozytywne” odczucia po obu stronach. Według niego po kilku godzinach żmudnych negocjacji, które omal nie zakończyły się fiaskiem jeszcze przed ich rozpoczęciem, przedstawiciele USA i Ukrainy osiągnęli porozumienie w szeregu kwestii, ale „odrzucili” najbardziej sporne kwestie, w tym kwestie terytorialne i relacje między NATO, Rosją i USA, które zostały pozostawione do rozstrzygnięcia Donaldowi Trumpowi i Wołodymyrowi Zełenskiemu.

Ukraińcy mieli oświadczyć, że „nie są upoważnieni” do podejmowania decyzji w kwestiach terytorialnych, a w szczególności w sprawie cesji ziem, jak przewidziano w pierwotnym projekcie planu, który zgodnie z konstytucją ich kraju wymagałby referendum ogólnokrajowego. Jak powiedział Kysłycia, nowy projekt jedynie w niewielkim stopniu przypomina wcześniejszą wersję propozycji pokojowej, która wywołała oburzenie w Kijowie. 

– Z pierwotnej wersji pozostało bardzo niewiele. Opracowaliśmy solidny zestaw założeń i kilka punktów, w których możemy pójść na kompromis. Reszta będzie wymagała decyzji kierownictwa – stwierdził.

Co ważne, projekty planu przekazane szefom delegacji USA i Ukrainy były jedynymi dokumentami, które opuściły salę negocjacyjną. Kysłycia poinformował, że wszystkie pozostałe egzemplarze zostały zwrócone po zakończeniu spotkania. Zauważy też, że Amerykanie byli uważni, starali się wysłuchać punktu widzenia Ukraińców i byli otwarci na sugestie. Stwierdził też, że “prawie wszystkie” propozycje Ukraińców zostały uwzględnione.

W materiale zwrócono uwagę, że chociaż negocjacje zakończyły się pozytywnie, początkowo sytuacja była “bardzo napięta”.  Amerykanie przybyli na spotkanie sfrustrowani przeciekami medialnymi, które pojawiły się kilka dni wcześniej, oraz publiczną debatą na temat genezy pierwszego projektu propozycji.

Według informatorów FT potrzeba było prawie dwugodzinnej rozmowy między Andrijem Jermakiem - szefem gabinetu Zełenskiego a sekretarzem stanu USA Markiem Rubio, zanim napięcie zostało złagodzone i sytuacja wróciła do normy.

(...)

Według amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) rosyjska opinia publiczna jest ukształtowana przez prowojenną propagandę, a rosyjscy urzędnicy i ultranacjonaliści w internecie w ostatnich dniach odrzucają wszelkie plany pokojowe, w tym 28-punktowy plan pierwotnie zaproponowany przez Stany Zjednoczone, wskazując jednocześnie na cele maksymalistyczne. Analitycy przytoczyli wypowiedź wiceministra spraw zagranicznych Rosji Siergieja Riabkowa, który 22 listopada stwierdził, że Kreml nie może wycofać się z żądań Władimira Putina.

belsat.eu


Przed wojną ocenia się, że zapasy strategiczne Rosji wynosiły około 2620 czołgów T-72 Ural/Ural-1, T-72A, T-72B i T-72B1. Dziś te zapasy to ponad 600 wozów rodziny T-72, przynajmniej jeśli chodzi o pojazdy przechowywane na placach, które są widoczne na zdjęciach satelitarnych i mogą być z grubsza policzone. Nie wiadomo, ile pojazdów znajdowało lub znajduje się w garażach lub hangarach. Ogólnie w zapasach pozostało 40% czołgów T-72 Ural/T-72A i 13% czołgów T-72B.

Do zakładów UralWagonZawod trafiło już około 482 czołgów T-72 Ural/Ural-1 i T-72A, które widoczne są na zdjęciach satelitarnych na terenie zakładów. Więcej wozów znajduje się zapewne wewnątrz budynków. Działania te są szerszym planem mającym na celu odbudowę i rozbudowę wojsk pancernych i zmechanizowanych Federacji Rosyjskiej. Zakłady UralWagonZawod zajmują się zarówno remontami, modernizacją starszych maszyn, jak również produkcją nowych czołgów od podstaw.

Obecnie produkowane są wozy T-90M Proryw-3, trwają prace nad nowym wariantem T-90M2 Rywok-1. Remontowane i modernizowane są czołgi T-72B i T-72B1 do standardu T-72B3, czołgi T-90 i T-90A modernizowane są do standardu T-90M. Niewykluczone, że część T-90, T-90A, T-72B, T-72B1 i T-72B3 zostanie zmodernizowanych i przebudowanych do standardu T-90M2. W latach 2027-2029 Rosjanie planują wyprodukować 765 nowych czołgów oraz wyremontować i zmodernizować 353 starsze czołgi. Są to liczby, których nie można bagatelizować!

defence24.pl


Warto mieć świadomość w jakim kontekście wewnątrzamerykańskim powstał ostatni plan zakończenia wojny na Ukrainie. My take 👇

1) W Białym Domu istnieją frakcje o odmiennym nastawieniu co do zakończenia tej wojny, walczące o wpływy, uwagę Trumpa i swoje interesy. Wygląda na to, że ostatni sprzedawany przez Witkoffa i Vance’a plan zakończenia wojny nie był szerzej konsultowany w Białym Domu (WH), a Rubio został poinformowany na późnym etapie. 

👉 Witkoff (wysłannik prezydenta ds. Bliskiego Wschodu), który został chwilowo odsunięty po nieudanym szczycie w Anchorage z Putinem, jest jego spiritus movens. Jest jasno zainteresowany zakończeniem wojny i biznesowymi dealami z Rosjanami, którzy w niego mocno inwestują i zapewne wiele mu już obiecali.

👉 Rubio (nie tylko sekretarz stanu, ale i szef Narodowej Rady Bezpieczeństwa, przez to obecny stale w WH) dużo bardziej rozumie Rosję i odsunął kolejny szczyt Trump-Putin w Budapeszcie. Jego rola ostatnio wzrosła i ewidentnie chciał przejąć i kształtować ten kierunek polityki, jednocześnie będąc odpowiedzialny za politykę wobec Ameryki Płd. i obecną presję na Wenezuelę.

👉 Vance, wiceprezydent, który ma poglądy bardziej izolacjonistyczne, do tej pory nie był zbyt aktywny w negocjacjach. Wejście we współpracę z Witkoffem nie tylko odzwierciedla jego poglądy, ale daje mu możliwość wzmocnienia swojej pozycji w WH. To jego człowiek - sekretarz armii Driscoll - przywiózł do Kijowa plan zakończenia wojny, i to Vance rozmawiał z Zelenskim przed jego piątkowym orędziem.

Co z Trumpem? - ten chce jak najszybszego zakończenia wojny, chce odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych (afera Epsteina, konsekwencje shutdownu, wygrana demokratów w wyborach stanowych), ale jest podatny na wpływ ze strony współpracowników, ale też Europy. Jego ostatnie wypowiedzi wskazują na to, że według niego „plan” jest negocjowalny. 

2) Oprócz różnych frakcji w WH w szerszej administracji Trumpa nie ma obecnie żadnego procesu koordynacji działań poszczególnych departamentów, bo nie ma też jednej polityki Waszyngtonu, a formalne procesy koordynacji działań nie istnieją. Mamy Pentagon, który dopiero co zaakceptował pakiet modernizacji systemów Patriot na Ukrainie, czy Departament Skarbu, który wdraża październikowe sankcje na Łukoil. 

Poza tym wszystkim mamy jeszcze Europę, która do tej pory jednak wpływała na działania Trumpa w miarę efektywnie. Zobaczymy jak pójdzie teraz, tym razem nie tylko przeciwko reprezentującemu rosyjskie interesy Witkofowi, ale przede wszystkim przeciwko JD Vance’owi, który gra w swoją grę o wpływy w Białym Domu i szerzej w MAGA. Jego zaangażowanie jest bardzo niepokojące, bo przesuwa środek ciężkości z uregulowania zewnętrznego problemu jakim jest wojna na Ukrainę na wewnętrzne rozgrywki w Białym Domu. Ale ostatecznie zadecyduje sam prezydent Trump.

x.com/jgotkowska


Pochodzenie planu rodzi nowe pytania o to, w jaki sposób Kreml znalazł nowy przyczółek wpływów w otoczeniu Trumpa.

Według urzędników zaznajomionych z wewnętrznymi dyskusjami dokument ten bardzo przypomina rosyjski projekt, który w zeszłym miesiącu zniweczył planowane spotkania w Budapeszcie — i ten, który Rubio odrzucił bez wahania.

Potajemny plan ludzi Putina i Donalda Trumpa jest niebezpieczny nie tylko dla Ukrainy. Cztery wnioski dla Polski i całej Europy
Tym razem Rosja podobno przedstawiła go Witkoffowi, który okazał się znacznie bardziej otwarty.

Rosjanie wyczuli słabość i otwartą furtkę — powiedział zachodni dyplomata.

— Wzięli tę samą listę życzeń, którą odrzucił Rubio, i znaleźli w Waszyngtonie kogoś innego, kto był skłonny ją poprzeć — twierdzi źródło.

onet.pl


Z pozoru niewinna zmiana na platformie X wywołała duże polityczne zamieszanie. Otóż od kilku dni w należącym do Elona Muska serwisie można sprawdzić lokalizację danego konta, datę i sposób dołączenia do platformy, a także to, ile razy zmieniano nazwę użytkownika. W ten sposób zarządzający serwisem chcą zwiększyć weryfikację autentyczności zamieszczanych treści i ograniczyć wpływ dezinformacji. Emocje wzbudziło zwłaszcza pochodzenie kont. 

Zacznijmy od sytuacji w USA, bo tam afera wybuchła jako pierwsza. Szybko okazało się bowiem, że wiele kont tzw. ruchu MAGA, które przedstawiają się jako konta amerykańskich patriotów, w rzeczywistości ma siedzibę za granicą, m.in. w Europie Wschodniej, Tajlandii, Nigerii i Bangladeszu. Mowa tutaj o kontach, które mają milionowe zasięgi i są szalenie popularne, a za tym także mocno wpływowe, w Stanach Zjednoczonych. Podobnie wygląda sytuacja w Polsce.

Na naszym podwórku lokalizacja kont także wywołała niemałe zamieszanie. Okazuje się, że wiele prawicowych kont z Polski zostało założone poza naszym krajem. Przykładowo konto Rodacy Kamraci jest z Holandii. Tak jak konto partii Grzegorza Brauna - Korona Warszawa.

"Wysyp POLEXITowych kont 'polskich Polaków z Polski' (zwykle dodatkowo wspierających rosyjską narrację) z umiejscowieniem w Holandii i ze znaczkiem tarczy z wykrzyknikiem z boku. Co oznacza VPN. Co nie jest niczym dziwnym, ponieważ przez Holandię łączą się VPNy chętnie wykorzystywane przez Rosjan i rosyjskie ośrodki szerzące propagandę. Co od dawna jest znanym faktem" - zauważa politolog specjalizujący się w tematyce obronności Jarosław Wolski. Dodaje, że właśnie te konta szerzą treści krytyczne wobec NATO, POLEXIT-owe oraz antyukraińskie.

gazeta.pl


Już w niedzielę 23 listopada odbyło się w Genewie spotkanie przedstawicieli USA i Ukrainy na temat planu. Delegacjom przewodniczył Rubio i szef administracji Zełenskiego, Andrij Jermak. Obie strony po rozmowach oznajmiły, że były one "bardzo konstruktywne" i prace nad kształtem proponowanego porozumienia pokojowego będą nadal prowadzone. Rosja na razie w żaden istotny sposób nie odniosła się do całego zamieszania. Putin powiedział jedynie ogólnikowo, że ujawniona propozycja porozumienia może być dobrą "bazą", pod warunkiem uwzględnienia rosyjskich oczekiwań. Stwierdził przy tym, że jeśli Ukraina tego nie zaakceptuje, to Rosja i tak osiągnie swoje cele zbrojnie. Na marginesie tego wszystkiego znajduje się Europa, która zupełnie została pominięta w otwarciu tej rundy negocjacji. W niedzielę 23 listopada przedstawiciele Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii opublikowali swoją propozycję planu pokojowego, opartą na tych informacjach, które już trafiły do przestrzeni publicznej, ale zmodyfikowaną bardziej po myśli Europy i Ukrainy.

Wszystko to może wydawać się niepokojące, ale taka jest polityka zagraniczna USA Trumpa. Od początku tej kadencji przynosi ona kolejne okresy wzmożenia w efekcie niepokoju o przyszłość Europy i jej bezpieczeństwo, które po pewnym czasie zostają wygaszone wobec braku konkretnych i przełomowych decyzji. Warto nauczyć się zachowywać dystans wobec tego. Amerykańskie media twierdzą, że w tym konkretnym przypadku wyciek propozycji pokojowej nastąpił z inicjatywy Rosjan, którzy tak chcieli wymusić rozpoczęcie dyskusji na warunkach korzystnych dla siebie. Uruchomili w ten sposób lawinę, po raz kolejny wywołując mocne emocje i rozdźwięki pomiędzy USA, Europą oraz Ukrainą. I jakby tego było mało, także w samej amerykańskiej administracji, demonstrując przy tym ograniczoną kontrolę Rubio nad polityką zagraniczną Waszyngtonu.

W rzeczywistości daleko jednak od tego planu do faktycznego przymuszenia Ukrainy właściwie do kapitulacji na warunkach bliskich oczekiwaniom Rosji. Rozmowy trwają i można się domyślać, że intencją części administracji Trumpa - i być może jego samego - było ponowne zmuszenie do udziału w nich wszystkich zainteresowanych. Po fiasku szczytu z Putinem w Budapeszcie, wstępnie zapowiedzianym przez Trumpa w połowie października, rozmowy praktycznie zamarły. Prezydent USA był zmuszony go odwołać, ponieważ Rosjanie najpewniej nie byli skłonni zejść ze swoich maksymalistycznych żądań wobec Ukrainy. Dodatkowo USA wprowadziły ostrzejsze sankcje na rosyjski eksport ropy. Minęło kilka tygodni i znów jesteśmy w fazie wysokich emocji.

gazeta.pl


"ODZIEDZICZYŁEM WOJNĘ, KTÓRA NIGDY NIE POWINNA SIĘ WYDARZYĆ, WOJNĘ, KTÓRA JEST PORAŻKĄ DLA WSZYSTKICH, SZCZEGÓLNIE DLA MILIONÓW LUDZI, KTÓRZY TAK NIEPOTRZEBNIE ZGINĘLI. "WŁADZE" UKRAINY NIE WYRAZIŁY ŻADNEJ WDZIĘCZNOŚCI ZA NASZE WYSIŁKI, A EUROPA NADAL KUPUJE ROPĘ OD ROSJI" - napisał Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social.

"USA NADAL SPRZEDAJĄ OGROMNE ILOŚCI BRONI NATO, ABY BYŁA DYSTRYBUOWANA NA UKRAINIE (PRZEKRĘT JOE ODDAŁ WSZYSTKO ZA DARMO, DARMO, DARMO ZA DARMO, W TYM "DUŻE" PIENIĄDZE!). NIECH BOŻE BŁOGOSŁAWI WSZYSTKIM ŻYCIOM, KTÓRE ZGINĘŁY W TEJ KATASTROFIE LUDZKIEJ!" - dodał.

Trump ponownie stwierdził, że do rosyjskiej agresji na pełną skalę nigdy by nie doszło przy "silnym i właściwym przywództwie USA i Ukrainy", ponownie bezpodstawnie twierdząc, że wybory 2020 były sfałszowane. 

PAP

niedziela, 23 listopada 2025



W sierpniu, po spotkaniu Donalda Trumpa i Władimira Putina na Alasce, gdy wydawało się, że Amerykanie bez szczególnego oporu przyjęli maksymalistyczne rosyjskie żądania, do Waszyngtonu udali się czołowi europejscy przywódcy.

Ich wizyta, niezależnie od tego, że towarzyszyła jej oprawa sprawiająca wrażenie, iż oto Europa oddaje Trumpowi nieomalże hołd, miała na celu wysłanie jednoznacznego sygnału, że ani Ukraina, ani Europa rosyjskich żądań nie przyjmą.

Mija kilka miesięcy i USA do spółki z Rosjanami przedstawiają Europie to, co Amerykanie jednoznacznie usłyszeli, że jest nie do zaakceptowania. Powstaje zasadnicze pytanie, w jakim celu Moskwa i Waszyngton proponują plan, o którym wiedzą, że nie zostanie zaakceptowany?

onet.pl

sobota, 22 listopada 2025



"Republikanie z Izby Reprezentantów powinni głosować za ujawnieniem akt Epsteina, ponieważ nie mamy nic do ukrycia i nadszedł czas, aby odejść od tej mistyfikacji Demokratów" — napisał w niedzielę wieczorem na Truth Social, dodając: "NIE OBCHODZI MNIE TO! Jedyne, na czym mi zależy, to aby republikanie WRÓCILI DO RZECZY" i zajęli się kwestiami gospodarczymi.

To zwrot Trumpa o 180 stopni po wielu miesiącach walk o projekt ustawy, która zmusiłaby Departament Sprawiedliwości do ujawnienia wszystkich akt dotyczących Epsteina. W zeszłym tygodniu wysiłki Trumpa i spikera Izby Reprezentantów Mike'a Johnsona, aby zapobiec głosowaniu nad projektem, zakończyły się fiaskiem. Stało się tak, mimo że Biały Dom intensywnie na to naciskał, próbując utrzymać republikanów w ryzach. Głosowanie ma się odbyć we wtorek.

Pod koniec ubiegłego tygodnia Trump i Johnson wydawali się bezsilni. Chcieli powstrzymać grupę nawet 100 Republikanów przed złamaniem dyscypliny partyjnej i głosowaniem wraz z Demokratami za ujawnieniem akt.

Sytuacja pogorszyła się w weekend. W Partii Republikańskiej się gotuje. Ujawniamy kulisy walki prezydenta ze swoimi dawnymi wyznawcami.

Trump ostro zaatakował werbalnie republikańskiego kongresmena Thomasa Massiego z Kentucky. Massi przewodzi bowiem politycznej grupie, która chce wymusić na Izbie Reprezentantów głosowania w sprawie Epsteina. Prezydent USA, jak twierdzą sami republikanie, ma obsesję na punkcie Massiego. Teraz publicznie skrytykował też Marjorie Taylor Greene, niegdyś bliską sojuszniczkę, która ostatnio zerwała sojusz z Trumpem m.in. w sprawie Epsteina.

(...)

Kongresmen Blake Moore z Utah, wiceprzewodniczący konferencji republikańskiej, mówił w zeszłym tygodniu, że zazwyczaj nie rozmawia o tym, jak będzie głosował.

Z kolei Kevin Hern z Oklahomy, przewodniczący komisji politycznej republikanów w Izbie Reprezentantów, przyznał, że w partii panuje "duże poruszenie" w związku z tym, co należy zrobić. Zapytany o swój własny głos, Hern odpowiedział wymijająco, że "podjęcie tej decyzji nastąpi w odpowiednim momencie".

(...)

Jeszcze w piątek prezydent USA publikował wiele postów na Truth Social, w których oskarżał Demokratów o forsowanie "mistyfikacji Epsteina... w celu odwrócenia uwagi od wszystkich swoich złych polityk i porażek". Nakazał prokurator generalnej Pam Bondi zbadanie powiązań Demokratów z Epsteinem. Według trzech republikanów, którzy przyznają anonimowo w rozmowie z POLITICO, że publikacja postów miała konkretny cel — ograniczenie masowego łamania dyscypliny partyjnej w Partii Republikańskiej podczas głosowania w tym tygodniu.

"Niektórzy słabi republikanie wpadli w ich szpony, ponieważ są miękcy i głupi" — napisał, dodając: "Nie traćcie czasu na Trumpa. Mam kraj do rządzenia!".

Trump zazwyczaj cieszy się ogromną popularnością wśród republikanów w Izbie Reprezentantów i utrzymuje kontrolę żelazną ręką. Rzadko nie są posłuszni prezydentowi. Ostatnio jednak amerykański przywódca dostrzegł oznaki sprzeciwu.

W sprawie Epsteina całkowicie stracił jednak kontrolę. Republikanie na Kapitolu coraz bardziej nieufnie podchodzą do obsesji Trumpa na tym punkcie. Tak twierdzi pięć osób, które anonimowo rozmawiają z POLITICO na temat wewnętrznych sporów w Partii Republikańskiej.

Jeden z wysokich rangą republikanów był zdumiony "nieobliczalnymi" i niepokojącymi wysiłkami Trumpa w zeszłym tygodniu, których celem było zniweczenie ponadpartyjnej inicjatywy Massiego i demokraty Ro Khanny z Kalifornii.

Politycy chcieli sprowadzić republikańską kongresmenkę Lauren Boebert z Kolorado do Pokoju Dowodzenia [Situation Room] w Białym Domu, aby spróbować usunąć jej nazwisko z petycji o zwolnienie, którą podpisała wraz z kongresmenkami Partii Republikańskiej Nancy Mace z Karoliny Południowej i Marjorie Taylor Greene z Georgii.

Wysiłki te zakończyły się niepowodzeniem. Urzędnicy administracji Trumpa w prywatnych rozmowach ostrzegli, że bunt Mace prawdopodobnie będzie ją kosztować poparcie w wyborach na stanowisko gubernatora Karoliny Południowej. Nawet jeden z jej republikańskich przeciwników w tej kampanii, kongresman Ralph Norman, zasugerował w zeszłym tygodniu, że sprawa tego, czy i jak zagłosuje, jest otwarta: — Och, nie wiem. Zobaczymy — odpowiedział lakonicznie.

Głównym źródłem obsesji Trumpa na punkcie głosowania w Izbie Reprezentantów jest Massie, który sprzeciwił się szeregowi ważnych ustaw republikańskich, w tym ustawom o wydatkach i megaustawie, która została przyjęta tego lata. Trump jest teraz zdecydowany usunąć Massiego w przyszłorocznych prawyborach, ale republikanin z Kentucky zdołał przechytrzyć prezydenta, mimo że Trump i Johnson przez wiele miesięcy próbowali go powstrzymać.

Massie mówi, że głosowanie w sprawie Epsteina odzwierciedli sposób, w jaki republikanie zaczynają oceniać świat po Trumpie.

Muszą spojrzeć poza rok 2028 i zastanowić się, czy chcą, aby ta sprawa pozostała w ich aktach przez resztę ich kariery politycznej — tłumaczy.

— W tej chwili można kryć pedofilów, ponieważ prezydent będzie cię bronił, jeśli jesteś w czerwonych [republikańskich] okręgach — taka jest umowa — mówi Massie. — Ale ta umowa działa tylko tak długo, jak długo jest on popularny lub jest prezydentem. [...] Jeśli zastanawiacie się nad tym, co należy zrobić, to jest to dość oczywiste: głosujecie za tym.

Duża grupa republikanów w Izbie Reprezentantów oświadczyła w zeszłym tygodniu, że jest gotowa poprzeć Massiego. Wśród nich są konserwatywni twardogłowi, umiarkowani negocjatorzy i politycy zagrożoneni utratą mandatu, w tym kongresmeni Tom Barrett z Michigan oraz Rob Bresnahan i Ryan Mackenzie z Pensylwanii.

— Jeśli trafi to pod głosowanie, będę za — zaznacza Mackenzie.

Po prawej stronie sceny politycznej Eli Crane z Arizony, Warren Davidson z Ohio, Eric Burlison z Missouri i Tim Burchett z Tennessee oświadczyli, że zamierzają poprzeć projekt. [W zeszłym tygodniu Burchett próbował przegłosować projekt w głosowaniu jawnym, ale Demokraci nalegali na głosowanie imienne].

Bardziej centrowi Jeff Van Drew z New Jersey, Kevin Kiley z Kalifornii i Don Bacon z Nebraski oświadczyli, że zagłosują za przyjęciem projektu. Bacon, który przechodzi na emeryturę, sugeruje, że kampania nacisku ze strony Białego Domu w ostatniej chwili była nieprzemyślana. — Pociąg już odjechał ze stacji, więc powinniśmy iść dalej — przekonuje.

Johnson, argumentując, że republikanie od początku opowiadali się za "maksymalną przejrzystością akt Epsteina", w zeszłym tygodniu dał jasno do zrozumienia, że sam nie zagłosuje za przyjęciem ustawy. Twierdził, że ustawa nie zapewni wystarczającej ochrony ofiarom Epsteina. Massie i Khanna odrzucają taką argumentację.

Khanna już przed zmianą stanowiska Trumpa przekonywał, ustawa prawdopodobnie uzyska powszechne poparcie Demokratów, a także znaczne wsparcie Republikanów.

onet.pl\Politico

piątek, 21 listopada 2025


Zdaniem Kowałenki, okrążenia Pokrowska jest dziś niemożliwe z jednego powodu: 51. armia ogólnowojskowa całkowicie zawiodła w natarciu na Dobropillia.

— Podczas przełamania kilka ich brygad znalazło się w okrążeniu w rejonie Kuczerowego Jaru, Szachowego i Nowego Szachowego. Obecnie istnieje również zagrożenie okrążenia dla ich oddziałów w rejonie Czerwonego Limanu. Wszystko to doprowadziło do załamania się kierunku, który miał odegrać kluczową rolę w okrążeniu Pokrowska. Dowódca 51. armii został odwołany ze stanowiska — najwyraźniej za nieudany przełom. Nie ma więc żadnego okrążenia — uspokaja rozmówca Onetu.

Jednak sytuacja w samym mieście pozostaje bardzo trudna.

— Rosyjskie wojska kontrolują południowe dzielnice. Przez nie do miasta infiltrują się grupy dywersyjne. Nie są to oddziały szturmowe, ale małe grupy składające się z dwóch do czterech osób, przebrane za cywilów. Tych grup jest bardzo dużo. Ich zadaniem nie jest wchodzenie w walkę, ale penetracja jak najgłębiej w głąb miasta. Są praktycznie we wszystkich dzielnicach miasta: Pierwomajka, Sobaczówka, Centralny, Hnatiwka, Róg, Hirnyk — aż do dworca kolejowego. Trudno je wykryć i zneutralizować — wyjaśnia analityk wojskowy.

Rosja ciągle aktywnie wykorzystuje drony uderzeniowe i rozpoznawcze.

Wyposaża je w minimalną część bojową, ale za to w potężne baterie. Takie drony wykrywają pozycje ukraińskich żołnierzy, punkty ogniowe i operatorów dronów. Następnie wykorzystują to do przeprowadzania ataków lub aby grupy dywersyjne mogły ominąć nasze pozycje i posuwać się dalej. Nie powiedziałbym jednak, że sytuacja jest tragiczna. Wykorzystujemy obecnie Pokrowsk jako główne miasto do powstrzymywania ogromnych sił i środków przeciwnika. Znacznie bardziej tragiczne byłoby, gdyby te siły i środki zostały przekierowane na inne kierunki w przypadku szybkiego i bezbolesnego dla Rosjan zajęcia Pokrowska — podkreśla.

(...)

Ekspert gwarantuje, że plan na wypadek okupacji Pokrowska istnieje, ale znany jest tylko głównodowodzącemu.

— Myślę, że głównym zadaniem na dziś jest przekształcenie miasta w maszynkę do mięsa i czynnik wyczerpujący dla rosyjskich wojsk. Naszym zadaniem jest przekształcenie całego kierunku w strefę powstrzymywania przynajmniej na okres zimowy dla rosyjskiej grupy skoncentrowanej tutaj, a jest to ponad 160 tys. osób — uważa.

W opinii analityka i blogera, rozejm w Ukrainie na razie nie nastąpi.

onet.pl

Pokrowsk miał znaczenie militarne jako kotwica dla całej okolicznej linii obrony Ukraińców. Zarówno dowództwo rosyjskie jak i ukraińskie, przywiązywały dużą wagę do walki o niego i to w tej okolicy starcia były najintensywniejsze od miesięcy. Przy skromniejszych zasobach Ukraińców, uporczywa obrona miasta musiała mieć konkretne konsekwencje. Sił zabrakło gdzie indziej. Najlepiej widać to na odcinku frontu, który znajduje się niecałe 100 kilometrów na południowy zachód w kierunku Zaporoża. Tam, w cieniu Pokrowska, doszło do czegoś, co niektórzy Ukraińcy określają "załamaniem frontu" i "katastrofą".

Chodzi o rejon niewielkiego miasta Hulajpołe. Front, praktycznie od pierwszej fazy wojny, stoi około 10 kilometrów na południe od niego. Rosjanie i Ukraińcy zbudowali zgodnie z jego przebiegiem linie umocnień, ale byli tam raczej pasywni, nawet podczas nieudanej ukraińskiej kontrofensywy w 2023 roku. Teraz Rosjanie nadchodzą. Od wschodu, z kierunku Doniecka i wzdłuż dotychczasowej wieloletniej linii frontu i pasa umocnień. To efekt ich sukcesów z końca 2024 roku, kiedy zwinęli skuteczną przez długi czas ukraińską obronę w rejonie Wuhłedaru, a na początku 2025 roku w rejonie Wiełykiej Nowosiłki. Właśnie od tego miasta rozlali się na północ i zachód, obecnie już na około 20-30 kilometrów. Jak na prawie rok działań, ich tempo jest zdecydowanie mało imponujące, ale efekt, w realiach tej wojny, istotny.

W ostatnich tygodniach kierunek wschodni ku Hulajpołe stał się problemem. W całym regionie brak większych miast czy przeszkód terenowych w postaci rzek, jezior, terenów podmokłych czy wzgórz. Dominują płaskie pola z niewielkimi wsiami i rzadko rozrzuconymi rzeczkami, płynącymi w niewielkich dolinkach. Pomiędzy polami można zobaczyć klasyczne dla tej części Ukrainy zagajniki, sadzone w celu ochrony gleby, a teraz pełniące głównie rolę osłony przed dronami. Teren jest więc ogólnie nieoptymalny do obrony, kiedy ma się mniejsze siły niż przeciwnik. Jeszcze w końcu września, obserwujący front zakładali, że Ukraińcy będą się starali na jakiś czas zatrzymać Rosjan na dolince rzeki Janczur, płynącej w poprzek kierunku ich natarcia, około 20 kilometrów na wschód od Hulajpołe. Było to najdogodniejsze ku temu miejsce i na zdjęciach satelitarnych widać było pewne prace fortyfikacyjne Ukraińców.

Wystąpił jednak klasyczny problem. Fortyfikacje i plany to jedno. Oddziały dostępne do ich obsadzenia oraz ich realizacji to co innego. Zwłaszcza kiedy 100 kilometrów dalej trwa zacięta bitwa o Pokrowsk, śledzona nie tylko przez całą Ukrainę, ale i obserwatorów tej wojny na całym świecie. To tam od kilku miesięcy trafiały posiłki, które miały gasić kolejne kryzysy wywołane rosyjską presją. Do wzmacniania pozycji w rejonie rzeki Janczur rzucano resztki, a konkretnie 125. Brygadę, eufemistycznie nazwaną "ciężką" - teoretycznie ze znacznymi siłami czołgów i bojowych wozów piechoty. Jej losy i katastrofę opisał szczegółowo po polsku użytkownik platformy X "Thorkill", specjalizujący się w śledzeniu sytuacji na froncie. To na podstawie cytowanych artykułów z ukraińskiej prasy i jego ustaleń powstał poniższy krótki opis zdarzeń.

125. Brygada miała dostać rozkaz przemieszczenia się z rejonu Lwowa nad rzekę Janczur w rejonie wsi Połtawka i Uspieniwka w pierwszej połowie września. Oddział stacjonował wówczas na tyłach od około miesiąca, formalnie przechodząc reorganizację. Z brygady obrony terytorialnej, sformowanej w obwodzie lwowskim, miał się stać brygadą ciężką. Oznacza to, że z lekko uzbrojonej formacji (pięć batalionów lekkiej piechoty), nadającej się głównie do obrony drugorzędnych kierunków, miał się przekształcić w silnie uzbrojoną, która dysponuje znaczną liczbą czołgów (dwa bataliony) i bojowych wozów piechoty (dwa bataliony). Do momentu wysłania na Zaporoże, ani transformacja, ani wzmocnienie brygady, faktycznie nie zaistniały. Pytanie kluczowe brzmi: skąd w ogóle brygada miałaby dostać ciężki sprzęt, którego ciągle brak. Na front pojechała więc de facto słaba jednostka obrony terytorialnej. Na dodatek nie cała brygada, tylko dwa bataliony w niepełnym składzie (około 200 i 350 ludzi), które następnie na miejscu rozdzielono i oddano pod kontrolę dwóm innym formacjom, będącym już na miejscu. To praktyka powszechnie stosowana przez ukraińskie dowództwo, często krytykowana przez komentatorów i oficerów niższego szczebla, jako uniemożliwiająca dobrą współpracę tasowanych na froncie pododdziałów.

Lwowska obrona terytorialna weszła do walki nad rzeką Janczur prawie z marszu, w ciągu 1-2 dni od przybycia na miejsce. Czasu na zapoznanie się z sytuacją i dobre przygotowanie obrony właściwie nie było. Na dodatek umocnienia przyszykowane dla jednego z batalionów miały być kiepsko wykonane. Rosjanie to wykorzystali, bo już 19 września zdołali przebić się na jego skrzydle, wchodząc za plecy głównej linii obrony i rozbijając pozycje moździerzy oraz operatorów dronów. Tym samym pozbawili batalion kluczowego wsparcia. Z informacji wynika, że miał on pójść w rozsypkę, praktycznie uciekając z pozycji i ponosząc ciężkie straty. Jak wyliczyły rodziny żołnierzy, 41 zabitych i zaginionych (co najczęściej oznacza zabitych), w ciągu kilku dób. Doliczyć do tego trzeba nieznaną, ale na pewno co najmniej podobną liczbę rannych. W mniej niż tydzień od trafienia na front, batalion został rozbity i niezdolny do skutecznej walki. Drugi batalion wytrzymał przez trzy następne tygodnie i bronił pozycji, ale wobec postępów Rosjan na północ od niego, w końcu dostał zgodę na wycofanie i zejście z pierwszej linii. Stracił 49 ludzi.

W wyniku opisanego starcia, Rosjanie w szybkim tempie przełamali ukraińską obronę w rejonie rzeki Janczur. Już w połowie października było pewne, że byli na jej zachodnim brzegu, zajmując Połtawkę. Wyrwa w obronie zmusiła Ukraińców w ciągu następnych kilku tygodni do porzucenia też położonej nieco dalej na północ Uspieniwki. Obecnie Rosjanie są już sześć - dziesięć kilometrów na zachód od rzeki Janczur, podchodząc pod Hulajpołe i przecinając prowadzącą do miasteczka z północy ważną drogę z Pokrowskiego (inne miasto niż Pokrowsk). Szybkie tempo ich postępów w tej okolicy (zaledwie sześć tygodni walk) doprowadziło bez większego wysiłku do przełamania obrony na rzece i pojawienia się szeregu alarmistycznych doniesień w ukraińskich mediach. Padły słowa o "katastrofie" i "przełamaniu frontu". Aktualnie w rejon Hulajpołe miały zostać dosłane kolejne posiłki, żeby stabilizować sytuację. Problem w tym, że najdogodniejsze pozycje obronne w okolicy zostały już utracone w wyniku obsadzenia ich kiepsko przygotowanym i słabym oddziałem oraz dyskusyjnych decyzji dotyczących koordynacji i dowodzenia. Łatanie efektów tej porażki będzie kosztowne w ludziach i sprzęcie.

gazeta.pl