czwartek, 16 października 2025



Kupiańsk, leżący na skrzyżowaniu ważnych szlaków komunikacyjnych, jest strategicznym punktem oporu wojsk ukraińskich. Jego potencjalny upadek spowoduje ostateczną utratę kontroli sił ukraińskich nad wschodnim brzegiem rzeki Oskił oraz otworzy Rosjanom ponownie drogę w kierunku Izium i Charkowa.

Opisywane miasto zostało odbite przez Ukraińców podczas pamiętnej kontrofensywy charkowskiej sprzed trzech lat. Rosyjska klęska w Kupiańsku umożliwiła przeprawę ukraińskich wojsk przez Oskił. O ile w dolnym biegu rzeki Oskił efekty wspomnianej kontrofensywy były okazałe (zajęto choćby Borową i Łyman), to impetu kontrofensywy pod samym Kupiańskiem nie wystarczyło na znaczne dalsze postępy. Linia frontu zatrzymała się na długie miesiące i lata pod Synkiwką, tworząc charakterystyczny łuk sięgający na przedpole Swatowego.

Pogranicze obwodu charkowskiego i ługańskiego zamieniło się więc w arenę wojny pozycyjnej. Sytuacja zaczęła się zmieniać latem 2024 r. kiedy siły rosyjskie postanowiły całkowicie zająć wschodni (lewy) brzeg rzeki Oskił. Atak prowadzony był dwutorowo, ruszając spod drogi H-26 i miejscowości Berestowe oraz Tabajiwka, siły napastnika chciały osiągnąć rzekę Oskił (co udało się jesienią 2024 r.). Drugi kierunek ataku nastąpił na Synkiwkę, okrzykniętą już wcześniej „wuhłedarem północnym”, gdzie w walkach pozycyjnych Rosjanie, bez żadnego efektu, tracili kilotony sprzętu i setki ludzi.

Synkiwka ostatecznie została zdobyta w dniu 30 sierpnia 2024 r. Stanowiło to bezpośrednie zagrożenie dla Kupiańska, gdyż Rosjanie, idąc za ciosem, podeszli bezpośrednio pod jego wschodnią bramę. Ukraińcy, którzy ryzykowali fizycznym odcięciem na lewym brzegu Oskiłu (most łączący lewo i prawobrzeżną część miasta został zniszczony jeszcze w 2023 r.) nie dali za wygraną i po serii ciężkich walk w marcu 2025 r. odepchnęli Rosjan spod Kupiańska i zatrzymali linię frontu ponownie pod Synkiwką. Flanka wschodnia została więc zabezpieczona.

W międzyczasie, gdy jeszcze w listopadzie 2024 r. Rosjanie, zdając sobie już sprawę z niemożności wykonania frontalnego ataku na Kupiańsk od wschodu, przeprawili się przez Oskił na północ od Kupiańska, rozbudowując tam przyczółki. Skutkiem tego było zajęcie w styczniu 2025 r. Dworicznej. Upadek miasteczka w kolejnych miesiącach skutkował zajęciem drogi P-79, która stanowiła północny wlot do Kupiańska. W okresie maj-lipiec 2025 r. Rosjanie zintensyfikowali swoje działania na północnej osi, walcząc na linii Zapadne - Kałynowe – Kindrasziwka. Umożliwiły one pod koniec lipca 2025 r. siłom rosyjskim, składającym się z 25. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych i 69. Dywizji Strzelców Zmotoryzowanychpodejście bezpośrednio pod administracyjne granice Kupiańska Jednakże wkroczenie na teren miasta na tym etapie okazało się niemożliwe.

Co więcej, Ukraińcy byli zdolni do odpychania sił wroga i przecinania drogi P-79. Głównym problemem Rosjan było skuteczne utrzymanie prowizorycznych mostów pontonowych na rzece Oskił, systematycznie niszczonych przez ukraińskie środki napadu powietrznego. Skutkowało to ospałym tempem rosyjskiego natarcia.

Doszło do tego że Rosjanie na początku września 2025 r. w celu aprowizacji i przerzucenia kolejnych żołnierzy bezpośrednio pod północną granicę Kupiańska, wykorzystali rurociąg. Mianowicie żołnierze wroga wchodzili do rurociągu w zalesionym terenie w pobliżu Łymana Perszyjego pod Synkiwką i przemieszczali się nim aż do Radkiwki, graniczącej od północy z Kupiańskiem. Wedle oświadczeń Ukraińskiego Sztabu Generalnego, po kilku dniach tego procederu, rurociąg miał zostać zniszczony. Nie był to pierwszy przypadek, kiedy siły rosyjskie wykorzystywały podziemne rurociągi do przemieszczania się w terenie. Działo się tak też podczas natarcia na ukraińskie pozycje obronne w Awdijiwce w obwodzie donieckim w styczniu 2024 r. oraz w Sudży w obwodzie kurskim w marcu 2025 r.

Rosyjska taktyka walki polegała na infiltracji miasta małymi grupami szturmowymi, liczącymi 2-3 żołnierzy, wspieranych dronami i artylerią. Dodatkowo pozycje ukraińskie są bombardowane nieustannie bombami kierowanymi FAB, i atakami dronami Łancet oraz Orlan-10.

Wedle relacji ukraińskiego dowództwa Rosjanie stosują powyższą taktykę, aby wykorzystać luki w ukraińskich liniach obronnych, cierpiących na niedobór żołnierzy. Rosyjscy wojskowi poruszają się w niewielkich grupach i nierzadko noszą cywilne ubrania, skradzione z lokalnych domów. Do połowy września 2025 r. Rosjanie zajęli dzięki tej taktyce północne dzielnice miasta i ruszyli dwutorowym atakiem w kierunku centrum i południa.

Pomimo wyraźnych problemów z zapewnieniem ciągłości logistyki spowodowanych działaniami ukraińskimi polegającymi na niszczeniu mostów pontonowych, Rosjanie budynek po budynku przemieszczali się na południe, w efekcie czego do końca września 2025 r. osiągnęli zarówno miejsce zniszczonego mostu na rzece Oskił, jak i trasę H-26 na zachodniej osi miasta.

Oznaczało to postawienie w trudnym położeniu ukraińskich pozycji, obecnych nadal w centrum Kupiańska, w krytycznym położeniu, zagrożonym fizycznym odcięciem. W kolejnych dniach pojawiły się informacje o wzmożonych walkach w centrum miasta, a 11 października Ukraińcy wycofali się z Kupiańska (3. Brygada Szturmowa).

Niezwykle trudna pozycja wojsk ukraińskich w Kupiańsku nie załamała do końca ich woli walki, gdyż w dniach 11-13 października Ukraińcy przeprowadzili kontruderzenie na północ od Kupiańska na linii Tyszczenkiwka – Radkiwka, podchodząc pod szosę P-79. Manewr ten potwierdzili również rosyjscy milblogerzy. Uderzenie to ma na celu nie tylko przecięcie wspomnianej drogi, która i tak jest w tzw. szarej strefie, ale realnie pozwala myśleć o całkowitym odcięciu Rosjan w Kupiańsku, gdyż ich logistyka oparta jest jedynie o drogi polne usytuowane wzdłuż Oskiłu. Do rzeki siły ukraińskie dzieli dystans 3,5 km.

defence24.pl


9 października Ministerstwo Handlu ChRL ogłosiło rozszerzenie nadzoru nad sprzedażą zagraniczną towarów o podwójnym zastosowaniu cywilno-wojskowym, m.in. metali ziem rzadkich i technologii do ich produkcji oraz zaawansowanych akumulatorów litowo-jonowych i anod z grafitu syntetycznego, a także wybranych materiałów supertwardych. Część regulacji ma charakter eksterytorialny. Od 1 grudnia eksport produktów wytworzonych poza krajem, w których tamtejsze pierwiastki ziem rzadkich stanowią co najmniej 0,1% wartości, bądź powstałych przy użyciu chińskich technologii z tego obszaru będzie możliwy wyłącznie po uzyskaniu licencji. Co do zasady nie będą one przyznawane, jeśli ostateczny odbiorca to firmy zbrojeniowe. Z kolei wnioski dotyczące komponentów zaawansowanych półprzewodników (14 nm i poniżej) oraz sprzętu do ich produkcji mają być rozpatrywane indywidualnie.

Katalog metali objętych restrykcjami poszerzy się o holm, erb, tul, europ i iterb. Na mocy nowych przepisów obywatele ChRL nie będą też mogli bez uprzedniej zgody władz brać udziału w zagranicznych projektach dotyczących poszukiwania, wydobycia i przetwarzania metali ziem rzadkich ani produkcji magnesów. Rządzący uzasadniają zaostrzenie kontroli eksportu wymienionych towarów i technologii względami bezpieczeństwa narodowego i interesem Chin oraz międzynarodowymi zobowiązaniami w zakresie zapobiegania rozprzestrzenianiu broni.

Ruch Pekinu stanowi wyraźną eskalację w wojnie gospodarczej przeciwko Zachodowi, a eksterytorialny wymiar regulacji ma charakter bezprecedensowy dla ChRL. Podobnie jak poprzednia runda restrykcji z wiosny nowe przepisy posłużą jako forma szantażu ekonomicznego wobec cywilnych sektorów przemysłu państw rozwiniętych, a ograniczenia dla zbrojeniówki będą zapewne trwałe.

Komentarz

Posunięcie uderza w globalny, w tym europejski, przemysł zbrojeniowy i plany zwiększenia zdolności obronnych państw UE. Może doprowadzić do spowolnienia rozbudowy zdolności militarnych Stanów Zjednoczonych i europejskich członków NATO, a w krótkim okresie – negatywnie wpłynąć na możliwości zaopatrzenia Ukrainy. Dla Chin to również ostatnia szansa, aby spowolnić proces zwiększania amerykańskiej produkcji zbrojeniowej, ponieważ zgodnie z decyzją Kongresu USA od 1 stycznia 2027 r. w tamtejszych systemach uzbrojenia nie będą wykorzystywane żadne komponenty zawierające metale ziem rzadkich ani magnesy chińskiego pochodzenia.

Działania Pekinu mogą być po części elementem negocjacji z Waszyngtonem przed spotkaniem Xi Jinpinga i Donalda Trumpa na marginesie szczytu APEC na przełomie października i listopada. Władze postanowiły wywrzeć jak największą presję na amerykańską administrację (szczególnie poprzez potencjalne ograniczenie surowców niezbędnych dla sektora procesorów), licząc, że ta się ugnie i pójdzie na daleko idący kompromis. Nie można wykluczyć, że Chiny będą m.in. oczekiwały ustępstw politycznych, w tym deklaracji Trumpa dotyczącej Tajwanu. Niemniej należy uznać, że część regulacji, zwłaszcza te uderzające w przemysł obronny na Zachodzie, zostanie wdrożona bez względu na wynik bilateralnych negocjacji, ponieważ są korzystne strategicznie dla ChRL. Przepisy wprowadzone przez Pekin w obszarze metali ziem rzadkich są analogiczne do ograniczeń amerykańskich w zakresie półprzewodników, lecz w przeciwieństwie do posunięć Waszyngtonu nie są bezpośrednio wymierzone jedynie w głównego rywala, lecz obejmują cały świat. Dzięki temu mogą być bardziej szczelne i skuteczne.

Krok Pekinu ogranicza możliwość rozwijania łańcuchów dostaw metali ziem rzadkich poza Chinami. Władze innych państw oraz niektóre firmy globalne podejmują próby dywersyfikacji źródeł i uniezależnienia się od importu z ChRL. Nowe regulacje utrudnią ten proces, m.in. poprzez zawężenie dostępu do chińskich technologii, know-how i komponentów. Na typ etapie nie wiadomo, jak głęboko w łańcuchy dostaw będą ingerowały przepisy. Konieczność uzyskania chińskich licencji eksportowych przez podmioty wytwarzające za granicą będzie je skłaniało do rekonfiguracji produkcji tak, by ograniczyć obciążenia regulacyjne i uniknąć ewentualnych opóźnień czy zakazów. Może to też zmusić niektóre z nich do przeniesienia większej części produkcji do Chin.

osw.waw.pl


Podczas spotkania Rutte, podobnie jak Hegseth, zażądał dalszych środków na zakup broni dla Ukrainy. Miał ku temu wszelkie powody: według najnowszego raportu "Ukraine Support Tracker" [dotyczącego wsparcia Ukrainy] Instytutu Gospodarki Światowej (IfW) w Kilonii, pomoc wojskowa Europy dla Ukrainy załamała się tego lata: w lipcu i sierpniu średni miesięczny poziom — w tym zakupy broni w USA — spadł o 57 proc. w porównaniu z pierwszą połową 2025 r.

— To krytyczna sytuacja — powiedział szwedzki minister obrony Pal Jonson. — Widzimy, że w kwestii wsparcia dla Ukrainy obrano złą drogę. Sytuacja się pogarsza, ale chcemy, aby się poprawiła — dodał. Do października Zełenski poprosił o zakup broni z USA o łącznej wartości 3,5 mld dol. [12,7 mld zł], ale do sierpnia zebrano tylko 1,9 mld euro [ponad 8 mld zł].

Lista broni, o którą poprosiła Ukraina, jest tajna. Na początku w inicjatywie PURL uczestniczyło tylko sześć krajów NATO. Według Rutte obecnie jest to "ponad połowa członków sojuszu". Nie ujawnił jednak, czy Francja, Wielka Brytania, Hiszpania i Włochy również dołączyły do inicjatywy i ile zamierzają przeznaczyć na ten cel.

Presja wewnętrzna na te cztery kraje była duża, podobnie jak niezadowolenie z powodu ich wielomiesięcznej odmowy okazania solidarności.

Berlin już na początku przeznaczył 500 mln euro [2,12 mld zł] na zakup broni z USA, podobnie jak Holandia. Szwecja, Norwegia i Dania również sfinansowały pakiet o wartości 500 mln euro [2,12 mld zł]. Łączna kwota 1,9 mld euro [ponad 8 mld zł] od lipca jest jednak znacznie niższa od oczekiwań i potrzeb Kijowa. Jednak po spotkaniu ministrów obrony zobowiązania te powinny jeszcze wzrosnąć.

onet.pl


9 października Izrael, Hamas oraz mediatorzy (m.in. Steve Witkoff) podpisali w Egipcie dokument dotyczący zakończenia wojny w Gazie, który przewiduje m.in. cofnięcie (w ramach Strefy) izraelskich wojsk, dopuszczenie pomocy humanitarnej oraz wymianę Izraelczyków przetrzymywanych przez Hamas (ok. 20 żyjących) na część Palestyńczyków więzionych lub przetrzymywanych przez Izrael (niemal 2 tys.). Postanowienia te – stanowiące realizację pierwszej fazy kompleksowego planu zakończenia konfliktu w Strefie Gazy, przedstawionego przez Donalda Trumpa pod koniec września – są od 13 października realizowane przez obie strony. Plan zakłada m.in., że Trump symbolicznie stanie na czele ciała nadzorującego powojenną administrację Gazy.

Również 13 października prezydenci USA, Turcji i Egiptu oraz emir Kataru w obecności przedstawicieli 26 innych państw sygnowali w mieście Szarm el-Szejk w Egipcie deklarację Trumpa na rzecz trwałego pokoju i dobrobytu (premier Izraela zrezygnował z przyjazdu). Dokument popiera wysiłki amerykańskiego przywódcy na rzecz zakończenia wojny w Gazie i zapowiada współpracę na rzecz stabilizacji regionu.

Pomimo stwierdzeń Trumpa, że udało mu się doprowadzić do ostatecznego końca wojny, oraz wstępnych sukcesów planu, czyli wstrzymania większości działań wojennych i wymiany przetrzymywanych ludzi między stronami, perspektywy pokoju w Gazie pozostają niepewne.

Komentarz
  • Porozumienie Izrael–Hamas i szczyt w Egipcie stanowią najpoważniejszą próbę zakończenia wojny od czasu zerwania w marcu przez stronę izraelską zawieszenia broni (wynegocjowanego w styczniu przy wsparciu ustępującej i wstępującej administracji amerykańskiej). To efekt osobistego zaangażowania Trumpa, upublicznionego – pod postacią 20-punktowego kompleksowego planu – w czasie wizyty premiera Binjamina Netanjahu w Waszyngtonie 29 września br. Na determinację prezydenta Stanów Zjednoczonych w dążeniu do zakończenia konfliktu mogło wpłynąć kilka czynników: nadzieje (niespełnione) na Pokojową Nagrodę Nobla, izraelski atak na stolicę Kataru (ważnego sojusznika USA) 9 września br. oraz wzbierająca w amerykańskim społeczeństwie fala krytyki wobec izraelskich działań w Gazie.
  • Obecną próbę doprowadzenia do końca wojny wyróżnia skala zaangażowania autorytetu Trumpa, jak również włączenie w proces państw trzecich. Prezydent firmuje ją swoim nazwiskiem, przemówił w tej sprawie w Knesecie (13 października), wystąpił de facto w roli gospodarza szczytu w Egipcie i ma symbolicznie stanąć na czele gremium nadzorującego powojenną administrację Gazy. Rangę procesu podnosi udział Egiptu, Turcji i Kataru, które są sygnatariuszami deklaracji, uczestniczyły w negocjowaniu porozumienia oraz mają monitorować jego realizację. Rozbudowana oprawa medialna szczytu i wielokrotne zapewnienia przywódcy USA, że to koniec wojny (a nie zawieszenie broni), mają na celu ograniczenie pola manewru Netanjahu – przede wszystkim uniemożliwienie mu wznowienia konfliktu po odzyskaniu przez Izrael swoich obywateli.
  • Starania prezydenta Stanów Zjednoczonych wydają się mieć – krótkoterminowo – szansę powodzenia. Nie dają jednak gwarancji, że plan wyjdzie poza pierwszą fazę, a Izrael – dotąd zainteresowany kontynuowaniem wojny – nie będzie jego dalszych stadiów opóźniał, rozmywał czy jednostronnie reinterpretował (przypisując zarazem winę drugiej stronie). W tym kontekście zwraca uwagę nieobecność Netanjahu w Egipcie oraz fakt, że nie jest on sygnatariuszem przyjętej tam deklaracji. Oznacza to, że Izrael przyjął na siebie zobowiązania wynikające wyłącznie z – wdrażanej aktualnie – „pierwszej fazy” i formalnie zachowuje swobodę dalszych poczynań.
  • Konieczność angażowania przez Trumpa tak rozbudowanych środków (przy niepewności rezultatów) obrazuje ograniczenia USA w zakresie wywierania skutecznej presji na Izrael – i to mimo że jest on pod wieloma względami od nich zależny, a Waszyngton w ciągu ostatnich dwóch lat wydał na jego obronę (bezpośrednio i pośrednio) 31–34 mld dolarów (dane Uniwersytetu Browna).
  • Kolejne etapy planu, mające prowadzić do trwałego pokoju, sformułowane są ogólnikowo i nie zawierają harmonogramu ani mechanizmów wymuszających na stronach ich realizację. Obejmują m.in.: rezygnację przez Hamas z rządzenia Gazą, jego rozbrojenie, amnestię dla bojowników, którzy zrezygnują z walki, oraz prawo opuszczenia Gazy dla pozostałych, otwarcie przejścia granicznego z Egiptem, zniszczenie „całej infrastruktury wojskowej, terrorystycznej i ofensywnej, włącznie z tunelami”, dalsze cofnięcie sił izraelskich (które nadal pozostaną w granicach Strefy), powojenną „przebudowę” Gazy, przejęcie administrowania Strefą przez technokratyczne ciało (złożone z Palestyńczyków), nad którym nadzór sprawować będzie Rada Pokoju z Trumpem na czele i m.in. Tonym Blairem w składzie, wreszcie – czasowe wprowadzenie do Gazy „Międzynarodowych Sił Stabilizujących”, złożonych m.in. z jednostek z państw arabskich. Założeń tych nie skonkretyzowano jednak w żadnym formalnym porozumieniu, więc nie mają mocy wiążącej. Ponadto ustawiają one w znacznie korzystniejszej pozycji Izrael, który będzie miał prawo recenzowania działań Hamasu, sam zaś – w myśl zapisów 20-punktowego planu – ma zobowiązać się wyłącznie do nieokupowania całej Strefy.
osw.waw.pl


Według doniesień portalu Naval News, w Pearl Harbor – miejscu, które pozostaje symbolem amerykańskiej potęgi morskiej i jej najboleśniejszego ciosu – trwa modernizacja na miarę XXI wieku. Nabrzeża M1 i M2, stare doki i infrastruktura z czasów zimnej wojny dostają drugie życie, tym razem dla jednostek o futurystycznych kształtach, takich jak USS Zumwalt (DDG 1000), który zawijał do portu w Pearl Harbor, zanim trafił do stoczni Huntington Ingalls w Pascagoula na przebudowę pod kątem nowego uzbrojenia.

Według planów US Navy, wszystkie trzy niszczyciele typu Zumwalt – które jeszcze kilka lat temu uchodziły za kosztowny eksperyment – oraz dwa do trzech okrętów podwodnych typu Virginia w wersji Block V z modułem VPM mają rozpocząć stałe bazowanie na Hawajach od połowy 2028 r., po zakończeniu rozbudowy infrastruktury w Pearl Harbor.

Tutaj nie chodzi tylko o logistykę. To przestawienie ciężaru całej amerykańskiej obecności na oceanicznym froncie. Nie tyle zmiana portu, co zmiana filozofii. Zamiast czekać, aż chińska flota wyjdzie na otwarte wody, Amerykanie chcą mieć swoje „młoty” już w środku Indo-Pacyfiku. W założeniu ma to skrócić czas reakcji z kilku dni do kilkunastu godzin. Tam, gdzie do tej pory dominowały lotniskowce, pojawi się nowa kategoria okrętów – mniejszych, trudniejszych do wykrycia, lecz zdolnych do uderzenia z prędkością ponad pięciokrotnie większą od dźwięku.

(...)

Okręty typu Zumwalt przez lata były niemal morskim żartem – drogim eksperymentem, który zamiast rewolucji przyniósł tylko kłopoty. Teraz stają się poligonem doświadczalnym dla całej koncepcji broni hipersonicznej.

Dwa z nich już przechodzą modernizację w stoczni Huntington Ingalls w Pascagoula, trzeci dołączy w 2026 roku. Po przebudowie trzy jednostki będą mogły przenosić łącznie 36 pocisków Conventional Prompt Strike (CPS). To broń, której znaczenia wciąż do końca nie zrozumieliśmy – błyskawiczna, trudna do przechwycenia, zaprojektowana do zniszczenia celu na lądzie w czasie krótszym niż jedna reklama w telewizji.

Do tego dochodzą nowe systemy rozpoznania, łączności i obrony powietrznej. Niszczyciele typu Zumwalt mają być samodzielnymi platformami uderzeniowymi, działającymi z dala od wsparcia lotniskowców. W praktyce: miniaturowe „superokręty”, które mogą uderzyć pierwsze i przetrwać kontratak.

Nie mniej istotny jest wątek okrętów podwodnych o napędzie jądrowym. Zespół z Pearl Harbor w tej dekadzie mają tworzyć jednostki typu Virginia, w tym wersja Block V z modułem VPM. Ten fragment kadłuba, dodany w środkowej sekcji, to nic innego jak dodatkowe 28 komór dla pocisków manewrujących Tomahawk; po przezbrojeniu w wariancie z CPS przewiduje się 12 pocisków hipersonicznych na okręt. Pierwszymi jednostkami w tym wariancie mają być USS Arizona (SSN-803) oraz USS Barb (SSN-804) jak podaje US Navy.

(...)

Żeby przyjąć tę nową flotę, US Navy rozbudowuje bazę i stocznię Pearl Harbor do rozmiarów niespotykanych od II wojny światowej. Modernizowane są doki, instalacje elektryczne o mocy 4160 V oraz miejsca do cumowania i napraw. To infrastruktura przygotowywana na długie lata obecności floty. Prace prowadzi NAVFAC – dowództwo inżynieryjne Marynarki Wojennej USA, odpowiedzialne za budowę i utrzymanie obiektów brzegowych. Modernizacja ma potrwać do 2028 roku, równolegle z przebudową nabrzeży M1, M2, B24 i B26. W gruncie rzeczy nie chodzi jednak o samo miejsce, lecz o kierunek: Pacyfik przestaje być oceanem rozległym i pustym. Staje się głównym polem rywalizacji.

portalstoczniowy.pl

środa, 15 października 2025



Dominika Długosz, dziennikarka polityczna "Newsweeka", pytała polityków koalicyjnych partii, w co gra Szymon Hołownia. – Odpowiadali mi: "to jest pełen odlot". I oni chyba nie poczuli się "dopchnięci do ściany". Nie poczuli, że nie mają wyjścia. Poczuli irytację. Mam głębokie przekonanie po tych kilku rozmowach i w rządzie, i w Sejmie, że wszyscy mają już dosyć tego "mirmiłowania". W serii komiksów autorstwa Janusza Christy "Kajko i Kokosz" był Mirmił, kasztelan grodu, który miał żonę Lubawę. Mirmił, za każdym razem, gdy działo się coś strasznego, desperował. I dokładnie to robi Hołownia. Desperuje, urządza dramy, robi rzeczy, które już zaczęły wkurzać wszystkich dookoła – mówiła Długosz.

onet.pl


Według kanału SHOT, Kaszpirowski trafił do szpitala w związku z gwałtownym pogorszeniem stanu zdrowia. Zaraz dołączyły się inne najlepiej poinformowane źródła, które dodały, że to choroba nowotworowa, którą teleuzdrowiciel miał zwalczać u siebie sam sobie tylko znanymi czarodziejskimi metodami. No, ale metody metodami, a rak rakiem i oto przyszła kryska.

Wiadomość podawano z ust do ust z niepokojem lub sarkazmem. Kilka godzin później głos w sprawie „zdrowotnosti” hipnotyzera zabrał jego współpracownik Siergiej Rudych: „Jaki rak, co za rak? Kaszpirowski nie choruje, nawet nie ma kataru. Co to za debil wypisuje takie bzdury?” – pienił się obficie. Przedstawiciel psychoterapeuty przypomniał tym, którzy podają w wątpliwość znakomity stan zdrowia Kaszpirowskiego, że w sierpniu mag został ojcem. Jego trzecia żona Gulizar Czałbaszowa (nazywana przez małżonka „darem niebios”) urodziła córkę Ellinę. I teraz poczciwy ojczulek z radością poświęca większość swojego czasu opiece nad latoroślą. Swoją drogą dla „daru niebios” urodzenie dziecka też musiało być nie lada wyczynem: pani Gulizar ma 66 lat. Ale Kaszpirowski nie takie numery potrafił wykręcać – może uciekł się do znanej i lubianej metody „na odległość”, która lepsza jest od kamasutry i in vitro razem wziętych.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

wtorek, 14 października 2025



– Gdy (rosyjskie elity) zrozumiały, że armia nie jest w stanie w tym roku osiągnąć postawionych jej celów, zaczęły się ostre dyskusje, zarówno w dowództwie armii, jak i w politycznej części rosyjskiej elit. (…) Jednak decyzja o kontynuowaniu wojny została najwyraźniej podjęta – uważa rosyjski ekspert wojskowy Jurij Fiodorow.

– (Wojna będzie trwała) co najmniej do połowy przyszłego roku – dodaje.

Ostateczna decyzja miała zapaść w dniu urodzin Władimira Putina w czasie jego spotkania z generalicją. W trakcie przyjęcia rosyjski lider oświadczył, że „cele »specjalnej operacji wojskowej« powinny zostać osiągnięte”. Oznacza to, że nie zrezygnował z wasalizacji całej Ukrainy i zniszczenia jej sił zbrojnych.

(...)

– Idee Putina są dość prościutkie. Myśli sobie: tak, niełatwo nam obecnie, nawet ciężko, ale to nic, damy sobie radę. I tak wygramy tę wojnę. Trzeba tylko troszkę pocierpieć, zebrać siły, możliwe że zrobić jakąś mobilizację. Możliwe, że trzeba będzie trochę pocisnąć ludność, trochę ograniczyć jej konsumpcję, a to rozpuściła się w ciągu ostatnich 10-15 lat, za dużo konsumuje – Fiodorow usiłuje odtworzyć sposób rozumowania Putina.

rp.pl


Pierwszym sygnałem przełamania lodów było przesłanie przez azerskiego prezydenta życzeń urodzinowych dla Putina (7 października). Dwa dni później w kuluarach szczytu WNP w Tadżykistanie Alijew i Putin spotkali się nos w nos. Usiedli na fotelach naprzeciwko siebie. Alijew pewny siebie, rozparty, z miną mówiącą „no pasaram”. A Putin przysiadłszy na brzeżku, z pochyloną głową, niecierpliwymi rączkami i nóżkami.

– O przyczynach katastrofy dowiedziałem się dopiero dwa dni temu – zaczął niepewnie. Potem swoim zwyczajem nawinął na uszy niewzruszonego Alijewa makaron o tym, że rosyjska obrona przeciwlotnicza [w czasie gdy samolot znajdował się nad Groznym] wystrzeliła dwie rakiety, które eksplodowały w pobliżu samolotu. Rakiety wystrzelono, bo latały ukraińskie drony. Samolot został trafiony, ale najprawdopodobniej odłamkami (więc tak jakby nie samą rakietą). Putin zapewnił, że Rosja wypłaci odszkodowania i dokona oceny prawnej działań wszystkich osób, ponoszących odpowiedzialność za to, co się stało. Wyraził nadzieję, że wszystkie okoliczności zostaną zbadane obiektywnie, by dotrzeć do prawdziwych przyczyn. Bo Rosja właśnie tego od początku chciała – wyjaśnić wszystko od podszewki. Jasne.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

poniedziałek, 13 października 2025



Zróbmy mały eksperyment myślowy: wyobraźmy sobie, że jest rok 2013 lub 2014 i właśnie trwa gwałtowny rozwój generatywnej sztucznej inteligencji, ceny akcji Nvidii szybują pod niebosa, a inwestycje w półprzewodniki są na poziomie, z jakim nie mieliśmy do czynienia w nigdy wcześniej w historii. Głowy kapitalistów z Doliny Krzemowej są rozgrzane do białości tym, co się dzieje w świecie technologii informacyjnych. To oczywiście opis obecnego status quo. Zakładam, że w roku 2013 lub 2014 lwia część tych inwestycji trafiałby do Państwa Środka. Obecna zmiana technologiczna byłaby kolejną trampoliną dla gwałtownego rozwoju Chin.

(...)

Chiny na innowacjach przychodzących z Doliny Krzemowej rosły jak na drożdżach. Okres 2012-2016 to był złoty okres chińskiej technologii. Wówczas urządzenia od Huawei zalały świat, w salonach operatorów sieci telefony Huawei, stanowiły ogromną część oferty. Chińskie firmy mogły budować modele biznesowe analogiczne do tych amerykańskich: układy Kirin były projektowane w Chinach i “wypalane” w TSMC na Tajwanie. Urządzenia z chińskimi Kirinami mogły konkurować z produktami Samsunga i Apple. Laboratoria AI Alibaby, Tencetu i Baidu współpracowały z laboratoriami z zachodnich firm. Jack Ma - założyciel Alibaby - był celebrytą i brylował na konferencjach razem z tuzami z Doliny Krzemowej. Akcje Alibaby były gorącym towarem.

Potem wszystko zaczęło się komplikować. W roku 2015 Xi ogłasza program “Made in China 2025”, jest to w moim przekonaniu największa pomyłka strategiczna Chin, bo jasno dały do zrozumienia, że współpraca w domenie technologii z Zachodem jest dla nich tylko drabiną do zdobycia własnej niezależności i ta drabina później zostanie odrzucona.

W okolicach roku 2015 zarówno Amerykanie jak i Chińczycy coś sobie uświadomili. Wyobrażam sobie to tak: do gabinetów Xi oraz Obamy zaproszono informatyków, inżynierów i naukowców i zadano im pytanie:

Co waszym zdaniem jest obecnie niezbędne, aby być supermocarstwem?

Trzeba dysponować nowoczesną technologią - odpowiedzieli.

(...)

I tu wersja chińska i amerykańska rozgałęziają się: Chińczycy dochodzą do wniosku, że muszą się uniezależnić od Jankesów w produkcji podstawowych komponentów niezbędnych do prowadzenia obliczeń. Amerykanie jasno widzą, co może oznaczać program “Made in China 2025”. Uświadamiają sobie, że ich technologia jest obecna na każdym etapie produkcji CPU, SoC i GPU i że każdy laptop, komputer stacjonarny, serwer ma ich układy na pokładzie, również te w Chinach. Wyjątkiem zaczynają być Kiryny (układy SoC do urządzeń mobilnych) od Huawei. Stąd pierwsze uderzenie idzie w tego chińskiego czempiona, bo układy wypalał w TSMC, a w TSMC jest dużo technologii z USA. Jankesi mówią: układy od Intela, Qualcomm’a i Nvidii to nasze nowe lotniskowce, to nowa flota, od której wszyscy są zależni - Europejczycy, Chińczycy, Rosjanie, Japończycy itd. Zostawiamy furtkę dla naszych sojuszników Tajwanu, Korei, Japonii, Holandii itd., ale kontrola łańcuchów związanych z półprzewodnikami staje się dla nas priorytetem.

Później, w roku 2021, pojawia się raport o stanie AI, napisany pod przewodnictwem Ericka Schmidta i uwaga wszystkich zaczyna się skupiać już nie tyle na samych półprzewodnikach, co na półprzewodnikach i AI. Jeżeli nowoczesna technologia musi w sobie mieć komputer, to musi mieć też w sobie software. Dzisiaj maszyny zaczynają pisać software.

x.com/LeszBuk

niedziela, 12 października 2025



Rosja może być w stanie stanowić poważne zagrożenie dla NATO na osi czasu znacznie wcześniej niż w 2036 r. i niekoniecznie odtwarzając swoją flotę czołgów. Trwające działania Rosji w zakresie sabotażu i rozpoznania dronów przeciwko bazom wojskowym i infrastrukturze krytycznej w Europie wskazują, że Rosja weszła już w "fazę zerową", fazę ustalania warunków informacyjnych i psychologicznych, swojej kampanii mającej na celu przygotowanie się na możliwą wojnę NATO-Rosja w przyszłości. Zdolności Rosji w zakresie uderzeń dalekiego zasięgu i zwiększone możliwości produkcji dronów stanowią bezpośrednie zagrożenie dla NATO. Wysiłki Rosji w zakresie generowania sił i doniesienia o wysiłkach mających na celu utworzenie strategicznej rezerwy siły roboczej, którą Rosja mogłaby zdecydować się zatrudnić na Ukrainie lub w przyszłej wojnie lądowej przeciwko NATO, sugerują że Rosja może utrzymać i odtworzyć swoją siłę roboczą pomimo stale ciężkich strat wynikających z trwającej wojny na Ukrainie. Rosja prawdopodobnie będzie dysponować znaczną siłą bojową udostępnioną w ciągu kilku miesięcy po zakończeniu aktywnych walk na Ukrainie, które Rosja prawdopodobnie będzie mogła szybko rozmieścić na wschodniej flance NATO. Rosja opracowuje koncepcje taktyki działania i walki, które pozwalają Rosji na prowadzenie działań bojowych na dużą skalę bez użycia mas czołgów i pojazdów opancerzonych, jednocześnie skutecznie odmawiając przeciwnikowi użycia czołgów lub pojazdów opancerzonych na dużą skalę. Rosja uczy się także, jak osiągnąć skutki zakazu powietrznego na polu bitwy na tyłach przeciwnika, nie ustanawiając przewagi powietrznej ani supremacji powietrznej. ISW nie zaobserwowało żadnych oznak wskazujących, że rosyjskie dowództwo wojskowe będzie musiało poczekać, aż rosyjskie wojsko zrekonstytuuje się do pełnej siły końcowej, zanim zintensyfikuje ataki na państwa członkowskie NATO, a w rzeczywistości Rosja może zaatakować przed tym momentem, jeśli NATO nie ustanowi odstraszania. Rosja zdobywa obecnie znaczące doświadczenie we współczesnych działaniach wojennych w ramach stale zmieniającego się teatru charakteryzującego się niezwykle krótkim cyklem innowacji, tolerując jednocześnie wysoce wyniszczającą wojnę prowadzoną przez piechotę na Ukrainie, w którą Europa nie angażowała się od lat czterdziestych XX wieku. NATO i jego sojusznicy muszą przygotować się do powstrzymania i, w razie potrzeby, pokonania zagrożeń, które Rosja prawdopodobnie będzie stwarzać bezpośrednio po zakończeniu aktywnych walk na Ukrainie, ale także w przyszłości.

understandingwar.org