niedziela, 5 października 2025



Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) po raz kolejny zaapelował w piątek o natychmiastową pomoc dla dzieci w Strefie Gazy. Rzecznik organizacji James Elder podkreślił, że w enklawie nie ma miejsca, o którym można by powiedzieć, że jest bezpieczne.

Na spotkaniu z dziennikarzami w Genewie Elder przypomniał, że w piątek izraelskie władze wydały nakaz opuszczenia miasta Gaza przez kolejnych 200 tys. osób. Podkreślił, że do przesiedlenia na południe enklawy zmuszono już łącznie ok. 600 tys. cywilów.

- Jeden ze szpitali w Gazie, w którym byłem, codziennie przyjmuje od 60 do 80 dzieci z niedożywieniem i innymi chorobami. Oddział intensywnej opieki medycznej dla niemowląt i noworodków w szpitalu Al-Helou jest przepełniony, a w zeszłym tygodniu placówka została ostrzelana - relacjonował rzecznik UNICEF.

Elder zarzucił też izraelskim władzom brak logiki w podejmowanych działaniach. Zwrócił uwagę, że z jednej strony północ Strefy Gazy ogłoszono "wrogim terytorium", a ci, którzy tam pozostają, "mają być traktowani jak podejrzani" i stąd nakazy ewakuacji. Z drugiej jednak strony - podkreślił rzecznik UNICEF - wbrew zapewnieniom Izraela na południu enklawy, gdzie utworzono tak zwane strefy bezpieczne, sytuacja nie różni się w istotny sposób.

- Sama koncepcja "stref bezpiecznych" na południu jest farsą; bomby spadają z przerażającą regularnością. Szkoły wyznaczone jako tymczasowe schronienia regularnie zamieniają się w gruzy. Namioty rozstawiane na pustych placach nie dają żadnej ochrony przed odłamkami. Często stają w płomieniach podczas nalotów - powiedział Elder.
Podkreślił, że z formalnego punktu widzenia Izrael nie ma prawa z automatu pozbawiać statusu cywilów tych osób, które nie zastosują się do nakazów ewakuacji. Dodał, że region Al-Mawasi na południu enklawy jest obecnie "jednym z najbardziej zaludnionych miejsc na ziemi".

- Jest groteskowo przeludnione i pozbawione podstawowych warunków do przeżycia. 85 proc. rodzin mieszka w odległości mniejszej niż dziesięć metrów od otwartych ścieków, odchodów zwierzęcych, stert śmieci, stojącej wody lub plag gryzoni. Dwie trzecie rodzin nie ma dostępu do mydła. Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi w Gazie, którzy mówili to samo: nie mają pieniędzy, aby się przenieść; nie mają miejsca ani namiotu, do którego mogliby się przeprowadzić - podkreślił rzecznik UNICEF.

- Dwa dni temu widziałem dzieci w szpitalu Nasser; sparaliżowane, poparzone lub pozbawione kończyn w wyniku bezpośrednich trafień. Kilka dni wcześniej w szpitalu Al-Aksa spotkałem wiele dzieci, które zostały postrzelone przez drony - poinformował Elder.

PAP


Sędzia federalna Karin J. Immergut tymczasowo zablokowała decyzję administracji Donalda Trumpa dotyczącą wysłania wojsk do miasta Portland w stanie Oregon. Swoją decyzję argumentuje naruszeniem prawa stanu do kontroli nad Gwardią Narodową, które jest gwarantowane przez Dziesiątą Poprawkę do Konstytucji USA. Orzeczenie ma obowiązywać do 18 października.

— Ten kraj ma długotrwałą i fundamentalną tradycję oporu wobec nadużyć władzy, zwłaszcza w formie ingerencji wojska w sprawy cywilne. To kraj prawa konstytucyjnego, a nie stanu wojennego — orzekła sędzia okręgowa Karin J. Immergut, nominowana przez prezydenta Donalda Trumpa.

Jej nakaz obowiązuje tymczasowo i ma wygasnąć 18 października. Rozprawa dotycząca ewentualnego przedłużenia decyzji została wyznaczona na dzień wcześniej, 17 października. Immergut ostro skrytykowała uzasadnienie prezydenta Trumpa, określając je jako "po prostu oderwane od faktów".

Prokurator generalny Oregonu, Dan Rayfield, nazwał orzeczenie "sygnałem alarmowym".

— Żaden prezydent nie może zmyślać faktów ani opierać się na trollingu w mediach społecznościowych lub straszyć rozmieszczaniem wojsk Stanów Zjednoczonych w naszych miastach — podkreślił prokurator.

Po ogłoszeniu przez Trumpa decyzji o wysłaniu 200 żołnierzy Gwardii Narodowej do stanu Oregon, stan ten wniósł sprzeciw do sądu. Nakaz rozmieszczenia żołnierzy na 60 dni wydał sekretarz obrony Pete Hegseth.

Według "Washington Post" administracja Trumpa planuje odwołać się od nakazu sędzi Immergut, argumentując, że prezydent działał legalnie, chcąc chronić federalne aktywa w obliczu gwałtownych zamieszek. Władze stanu Oregon określiły jednak ten ruch jako "oczywiście bezprawny" i starają się zablokować federalizację Gwardii Narodowej.

W dokumentach przedstawionych przez stan ostrzegano, że decyzja Waszyngtonu może wywołać "większe i potencjalnie bardziej brutalne protesty", utrudniając działania organów ścigania. Tymczasem w Portland demonstracje pod ośrodkiem Urzędu do spraw Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) trwają od połowy czerwca, ale mają charakter niewielki i pokojowy.

Administracja Trumpa uzasadniała swoje działania koniecznością ochrony federalnych agentów i placówek imigracyjnych, wskazując na groźby i szkody wyrządzone przez "okrutnych aktywistów".

onet.pl\PAP

sobota, 4 października 2025



Każde zdanie Putina z wystąpienia w Soczi trzeba by dekonstruować, bo nawet w terminach przez niego użytych zawarte są kłamstwa - powiedział PAP dr Witold Rodkiewicz, analityk OSW. (...)

W 4-godzinnym wystąpieniu na konferencji Klubu Wałdajskiego w Soczi, głównej platformie propagandowej Kremla służącej kształtowaniu międzynarodowej opinii, Putin skupił się na kontynuacji kłamliwej narracji przedstawiającej Rosję jako "ofiarę zbrojącego się Zachodu". W opinii dr. Witolda Rodkiewicza, głównego specjalisty w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich, nowością było to, że w przemówieniu rosyjskiego przywódcy pojawiło się kilka polskich wątków.

- To nie był przypadek. Kreml dotąd dążył do izolowania "konfliktu ukraińskiego", a obecnie być może Rosjanie uznali, że należy zwiększyć nacisk na państwa wspierające Ukrainę, abyśmy od niej się odcięli, w tym przede wszystkim państwa "frontowe", wśród których Polskę postrzegają (Rosjanie - PAP) jako najważniejszego aktora - ocenił Rodkiewicz.

Putin - nawiązując do wywiadu prezydenta Polski Karola Nawrockiego dla Radia Zet, w którym wspomniał on Józefa Piłsudskiego - stwierdził, że marszałek był wrogo nastawiony do Rosji oraz że "Polska popełniła bardzo wiele błędów przed II wojną światową". Rosyjski przywódca pominął przy tym fakt, że Nawrocki mówił o Piłsudskim w kontekście wojny polsko-bolszewickiej z 1920 r. oraz obecnej agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, a nie II wojny światowej.

Według Putina Polska popełniła też błąd, odrzucając "pokojowe rozwiązanie" kwestii Gdańska i korytarza gdańskiego, w wyniku czego "Polska padła pierwszą ofiarą nazistowskiej agresji".

Przywódca Rosji stwierdził także, że Polska popełniła inny błąd, który uczynił z niej ofiarę nazistowskiej agresji. Powiedział, że w 1938 r. Polska nie "pozwoliła wojskom rosyjskim na pomoc Czechosłowacji", ostrzegając, że zestrzeli nadlatujące sowieckie samoloty.

- Proszę zwrócić uwagę na ten paradoks: z jednej strony Putin zarzuca Polsce, że nie prowadziła polityki ustępstw wobec Niemiec, a z drugiej strony nie chciała przeciwstawić się hitlerowskim Niemcom w sprawie Czechosłowacji - zwrócił uwagę Rodkiewicz. Ekspert przypomniał, że w rzeczywistości ZSRR nie zamierzał wysłać żadnych samolotów na pomoc Czechosłowacji, a Polska deklarowała jedynie, że jeśli sowieckie samoloty wlecą bez pozwolenia w jej przestrzeń powietrzną, to będzie je zestrzeliwać.

- To było więc nieprzypadkowe i bezpośrednie nawiązanie Putina do wypowiedzi wicepremiera Radosława Sikorskiego na forum ONZ - ocenił Rodkiewicz.

(...)

Ekspert zwrócił uwagę, że Putin wspomniał o Polsce jeszcze raz, dając do zrozumienia, że Rosja widzi polskie aspiracje do bycia jednym z liderów Unii Europejskiej.

Rodkiewicz powiedział PAP, że kiedy połączy się polskie wątki, przesłanie Putina jest bardzo proste: według Putina Polska ma wysokie aspiracje, ale nic z tego nie wyniknie, bo nie ma na to potencjału. Putin uważa ponadto, że Polska powinna zachowywać się tak jak Orban i Fico, i wtedy "być może zdoła w tym całym chaosie rozkładającej się Europy się ocalić".

Zdaniem eksperta polskie wydatki na zbrojenia oraz aktywność na polu dyplomatycznym, "przede wszystkim aktywne wspieranie sankcji oraz stanowisko w sprawie konfiskaty zamrożonych rosyjskich aktywów", zrobiły na Kremlu wrażenie i dlatego "Polska staje się jednym z priorytetów polityki rosyjskiej".

Większość wystąpienia w Soczi Putin poświęcił kreowaniu Rosji na ofiarę zachodnich zbrojeń i na tłumaczeniu, że Zachód niesłusznie traktuje Rosję jako wroga. "Rosja tylko się broni i nigdy sama z siebie nie wszczęła zbrojnej konfrontacji" - powiedział Putin.

- Każde zdanie Putina z tego wystąpienia trzeba by dekonstruować, bo nawet w terminach przez niego użytych jest zawarte fundamentalne kłamstwo - ocenił Rodkiewicz.

Putin powiedział np., że w Donbasie doszło do "eksterminacji narodu rosyjskiego na naszej własnej historycznej ziemi" i że ten proces rozpoczął się w 2014 r., po "krwawym zamachu stanu na Ukrainie".

- To kompletne odwrócenie pojęć i manipulacja faktami. W rzeczywistości mieliśmy tam do czynienia z puczem separatystów, a krew polała się na Ukrainie w tym sensie, że upadek prezydenta Janukowycza został spowodowany krwawym tłumieniem protestów na kijowskim Majdanie przez policję - przypomniał ekspert i podkreślił, że w Donbasie Ukraińcy zaatakowali nie ludność cywilną, ale separatystów, którzy zostali wysłani z Rosji i powstali zbrojnie przeciwko władzy uznanej przez ukraiński parlament.

Putin stwierdził także, że wojnę na Ukrainie sprowokował Zachód i winni są ci, którzy ją "podburzali i uzbrajali" i antagonizowali z Rosją. Nie byłoby według niego wojny "gdyby Ukraina nie stała się niszczycielską bronią w cudzych rękach i gdyby NATO nie zbliżało się do naszych granic".

- Słowa Putina o zagrożeniu przez Zachód są zmyśleniem, kompletnym zakłamaniem rzeczywistości. Przecież do września 2021 roku Zachód nie chciał Ukrainie dawać broni - przypomniał ekspert i dodał, że dopiero jesienią 2021 r. Amerykanie zaczęli wysyłać do Kijowa Stingery i Javeliny, zakładając, że będzie to broń dla partyzantów, "bo Ukraina upadnie".

W opinii Rodkiewicza w 2014 r. nie chodziło o NATO "pod rosyjską granicą", ale o to, że Rosjanie próbowali zapobiec podpisaniu przez Ukrainę porozumienia o strefie wolnego handlu z Unią Europejską.

- Przecież Rosja terroryzowała wtedy Janukowycza, groziła mu i zamknęła granicę z Ukrainą - powiedział ekspert. - Na Zachodzie, niestety, nawet w środowiskach ludzi wykształconych brakuje znajomości podstawowych faktów i wciąż można manipulować, tak jak robi to Putin - dodał Rodkiewicz.

Putin skrytykował także kraje Zachodu i zachodni liberalizm za to, że "demonizują" Rosję zamiast zająć się problemami obywateli i "dbaniem o jakość ich życia". Powiedział, że zachodni politycy zamieniają demokratyczne procedury w "farsę" i wprowadzają coraz to nowe zakazy, sugerując, że na Zachodzie jest jak w czasach Sowietów.

W opinii rozmówcy PAP to bardzo sprytny zabieg Putina i należałoby na niego odpowiedzieć, tak jak to robiono w trakcie zimnej wojny.

- Sowieci wykorzystywali wtedy rzeczywiście istniejące realne problemy kapitalistycznego świata, przede wszystkim wyzysk robotników, przekonując, że system sowiecki oznacza wyzwolenie robotników - przypomniał Rodkiewicz. Według eksperta odpowiedź Zachodu była prosta - rozwiązano kwestię robotniczą.

- Zachód zrozumiał, że to realny problem i trzeba go rozwiązać, i wytrącić argument z rąk Sowietów. Obecnie także zachodni politycy powinni zrozumieć, że zamiast np. wprowadzać cenzurę internetu, trzeba rozwiązać realne problemy, oczywiście nie upodabniając się do drugiej strony - ocenił Rodkiewicz.

PAP


Rzecznik ukraińskiego 2. Korpusu Gwardii Narodowej Wołodymyr Dehtiarew poinformował, że siły rosyjskie w północnym obwodzie charkowskim zazwyczaj odzyskują ciała rosyjskich żołnierzy poległych w akcji (KIA) tylko wtedy, gdy zmarły żołnierz miał stopień wyższy od kapitana lub krewni zmarłych żołnierzy płacą rosyjskiemu dowództwu wojskowemu. Dehtyarev poinformował, że rosyjskie małe grupy piechoty próbują zająć pozycje w pobliżu międzynarodowej granicy między Hlyboke i Łukjantsi (oba na północ od miasta Charków) ale kończą się niepowodzeniem, ponieważ siły ukraińskie rozszerzyły strefę śmierci (obszar bezpośrednio w pobliżu linii frontu, gdzie masa dronów taktycznych i rozpoznawczych stwarza zwiększone ryzyko dla jakiegokolwiek sprzętu lub personelu, który przedostanie się na ten obszar). Rzecznik Ukraińskiej Północnej Grupy Sił Wadym Mysnyk poinformował, że słabo wyszkoleni rosyjscy piechurzy w dalszym ciągu codziennie przeprowadzają ataki w północnym obwodzie charkowskim. Mysnyk poinformował, że siły rosyjskie mają zadania często tak proste, jak zajęcie pojedynczego budynku lub strefy przemysłowej w celu zdobycia przyczółków lub wyprodukowania materiału filmowego wyolbrzymiającego rosyjskie postępy.

(...)

Rzecznik Ukraińskiej Północnej Grupy Sił Wadym Mysnyk stwierdził, że rosyjscy jeńcy wojenni schwytani w Kupiańsku twierdzą, że rosyjskie dowództwo wojskowe nakazało siłom rosyjskim zabijanie wszystkich cywilnych mężczyzn i wykorzystywanie kobiet, dzieci i starszych mieszkańców jako “ludzkich tarcz”. Mysnyk stwierdził również, że siły ukraińskie obserwowały w Kupiańsku siły rosyjskie noszące cywilne ubrania, co prawdopodobnie jest równoznaczne z perfidią, zbrodnią wojenną w rozumieniu Konwencji Genewskiej, której Rosja jest sygnatariuszem. Rzecznik ukraińskiego 10. Korpusu Armii (AC) Tetiana Branycka stwierdziła, że siły rosyjskie w dalszym ciągu stosują taktykę infiltracji małych grup w kierunku Kupiańska. Branycka dodała, że rosyjscy jeńcy wojenni donieśli, że siły rosyjskie nie odzyskują ciał żołnierzy poległych w akcji (KIA) ani nie ewakuują rannych żołnierzy. Branycka poinformowała, że siły rosyjskie poniosły znaczne straty podczas niedawnej próby infiltracji, podczas której 12 września siły rosyjskie wkroczyły do Kupiańska podziemnym gazociągiem.

(...)

Podoficer ukraińskiej brygady działającej w kierunku Lymanu poinformował, że siły rosyjskie od lata 2025 r. zmniejszyły tempo działań ofensywnych, ale rosyjskie operacje dronowe i powietrzne pozostają intensywne. Podoficer oświadczył, że siły rosyjskie używają dronów uderzeniowych Shahed, Molniya i Lancet do namierzania ukraińskich pozycji i logistyki w kierunku Lymanu.

(...)

/Ukraiński obserwator wojskowy Kostantyn - red./ Maszowiec stwierdził, że siły rosyjskie skoncentrowały około 80.000 do 90.000 pracowników, 240 do 320 czołgów, około 600 pojazdów opancerzonych, 350 do 360 systemów artylerii wyrzutni i do 220 systemów rakiet wielokrotnego startu (MLRS) w kierunku Lymanu. Maszowiec stwierdził, że ta liczba sił jest w przybliżeniu równa liczbie sił rosyjskich skoncentrowanych w kierunku Pokrowska.

(...)

Białoruś rozważa zwiększenie krajowych mocy produkcyjnych w zakresie rafinacji ropy naftowej, co prawdopodobnie uzupełni Rosję w obliczu pogłębiających się niedoborów gazu w Rosji i okupowanej Ukrainie. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka odbył 2 października spotkania za zamkniętymi drzwiami z nieokreślonymi stronami, aby omówić zwiększenie białoruskich mocy rafinacji ropy naftowej.

understandingwar.org


Maciek Kucharczyk: - Gdyby zadzwonił kolega z Polski i powiedział, że boi się wojny, bo niedawne wtargnięcie rosyjskich dronów, bo incydenty nad Bałtykiem, to co by Pan mu powiedział?

Michael Kofman: Że choć rosyjskie prowokacje zbrojne są powodem do niepokoju, to wojna jest mało prawdopodobna. Nawet kiedy dochodzi do incydentów zbrojnych, należy pamiętać, że to nie incydenty same w sobie zaczynają wojny. Te wybuchają z powodów politycznych. Państwa wszczynają wojny, ponieważ chcą w ten sposób zrealizować jakieś swoje cele. Nie z powodu incydentu, na przykład zestrzelenia jednego samolotu.

- A czy Rosja nie ma celów prowadzących do wojny z NATO?

Jestem bardzo sceptyczny co do tego, żeby rosyjskie przywództwo chciało otwartej wojny z Sojuszem, bo ten byłby w stanie zdecydowanie wygrać. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek mógł wątpić w wiarygodność i zdolność NATO do odstraszania. Tak konwencjonalnego, jak i jądrowego. Niezależnie od tego, przygotowywanie się, pokazywanie swojego potencjału i woli jego użycia, jest bardzo ważne w zapobieganiu wojnie.

- A czy Rosja nie ma celów prowadzących do wojny z NATO?

Jestem bardzo sceptyczny co do tego, żeby rosyjskie przywództwo chciało otwartej wojny z Sojuszem, bo ten byłby w stanie zdecydowanie wygrać. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek mógł wątpić w wiarygodność i zdolność NATO do odstraszania. Tak konwencjonalnego, jak i jądrowego. Niezależnie od tego, przygotowywanie się, pokazywanie swojego potencjału i woli jego użycia, jest bardzo ważne w zapobieganiu wojnie.

- Czy w ogóle rosyjskie wojsko mogło się porywać na NATO bez zakończenia wojny w Ukrainie?

Nie wydaje mi się, żeby Moskwa próbowała konfrontacji z NATO bez uporządkowania tej kwestii. Przynajmniej jeszcze przez jakiś czas. Choć trzeba mieć na uwadze, że polityczna decyzja o pójściu na wojnę nie musi być oparta o racjonalną i profesjonalną analizę potencjału militarnego. Wiele zależy od tego, jak skończy się wojna Rosji z Ukrainą, zakładając, że w ogóle skończy się w najbliższej przyszłości. Bezpieczeństwo Europy w pewnym stopniu zależy od jej wyniku. Państwa europejskie stoją przed ważnym wyborem w kwestii przyszłości swojego kontynentu. Czyli czy postarają się zapewnić, aby armia ukraińska pozostała istotną siłą nawet po zakończeniu wojny, czy skupią się głównie na swoim własnym bezpieczeństwie.

Patrząc z dystansu, warto zaznaczyć, że odbudowanie rosyjskiego potencjału wojskowego to nie pytanie "czy", ale "kiedy". Debata w kręgach analitycznych toczy się głównie nad tym, czy będzie to 5, czy 7 lat, zanim Rosja będzie znów zdolna do prowadzenia operacji bojowych na dużą skalę, stanowiących zagrożenie dla członków NATO. W przypadku działań na mniejszą skalę, na przykład wymierzonych w kraje bałtyckie, można mówić o znacznie krótszej perspektywie.

- Zakładając czarny scenariusz, że nie zdołamy jednak odstraszyć Rosji i ta postanowi wykorzystać siłę w swojej polityce wobec NATO, to jakiej właściwie wojny możemy się spodziewać?

Wszystko zależy od tego, jakie cele zostałyby postawione przed rosyjskim wojskiem. To one decydują o późniejszej strategii militarnej i o tym, jak zostają użyte siły zbrojne. Każda wojna ma swój własny kontekst i też toczy się w innych warunkach geograficznych. Tak więc patrzenie na to, jak teraz wygląda wojna Rosji z Ukrainą i wyobrażanie sobie, że coś takiego będzie działo się na przykład w państwach bałtyckich, nie jest pomocne. Co więcej, byłbym ostrożny w wyciąganiu wniosków ze złej fazy konfliktu. Czyli z tej obecnej, a nie na przykład wstępnej, która była znacznie bliższa klasycznej wojnie z użyciem manewru i siły ognia. Ponadto zaczynając konflikt z NATO, Rosja miałaby na pewno inne założenia i plany, niż kiedy zaczynała z Ukrainą. Wobec tego wszystkiego wydaje mi się wątpliwe, aby taka wojna potoczyła się w sposób podobny do tej obecnej.

- Po co w ogóle Kreml miałby chcieć zaczynać wojnę z NATO? W 2022 roku mogło się wydawać, że najazd na Ukrainę nie ma sensu. Teraz podobnie ruszanie na NATO wydaje się nie nieść zysku dla Kremla. Może jednak coś przeoczamy?

Ważne jest, by wyciągać wnioski z tego, co się stało, ale warto jednak mieć pewien dystans. Prawdopodobieństwo wojny pozostaje w mojej ocenie małe, choć wyższe po inwazji na Ukrainę. Warto jednak zastanowić się, dlaczego w 2022 roku Moskwa tak bardzo źle oceniła sytuację oraz dlaczego dysponująca tak dużymi siłami lądowymi Ukraina nie zdołała odstraszyć Rosjan. Można to ująć w ten sposób, że właśnie z powodu tego, co stało się w 2022 roku, nie możemy teraz bagatelizować możliwości pełnoskalowej wojny konwencjonalnej, pomimo względnie małego prawdopodobieństwa jej wybuchu. Właśnie z powodu ryzyka wystąpienia takich konsekwencji, jak te, które widzimy teraz na Ukrainie.

To, co mnie bardziej martwi, to że Rosja może próbować stworzyć kryzys, który będzie testem woli USA do pozostania zaangażowanymi w bezpieczeństwo Europy. To właściwie może się dziać już w tej chwili. Dla Moskwy rozmowa o NATO to głównie kwestia obecności militarnej USA w Europie. Podejrzewam, że nikt nie rozumie tego lepiej niż Polacy, którzy od dawna konsekwentnie pracują nad zwiększeniem amerykańskiej obecności wojskowej w swoim kraju i zobowiązań Waszyngtonu wobec niego. Wobec tego jednym z powodów potencjalnej wojny oraz stojących za nią założeń mogłoby być to, że Moskwa przestanie wierzyć w amerykańskie zaangażowanie w bezpieczeństwo Europy.

Tak czy inaczej, dzisiaj wydaje mi się, że to nie wojna, ale naciski ze strony Rosji poparte groźbą użycia siły, są poważniejszym problemem. Moskwa zdaje się być coraz bardziej bezczelna i podejmująca coraz większe ryzyko. Rosyjskie działania można traktować jako mające na celu zastraszać poszczególnych członków NATO i rzucić wyzwanie całemu sojuszowi.

- Mówił Pan, że chyba nie ma takich, którzy nie wierzą w zdolność odstraszania NATO. Jednak nowa administracja w Waszyngtonie nie pomaga europejskim sojusznikom czuć się pewnie. Wiarygodność USA w tym zakresie istotnie tu spadła.

To, co istotne, to że Europejczycy zdołali na razie utrzymać status quo, czyli zaangażowanie USA w europejskie bezpieczeństwo. Jednak niewątpliwie widzę nadchodzące zmiany. Wiele powiedzą nowe dokumenty strategiczne opracowywane w Waszyngtonie. Jest jednak widoczne, że jesteśmy w trakcie procesu większego skupienia się na obronie naszego własnego terytorium, rywalizacji z Chinami i przeniesienia ciężaru odstraszania oraz obrony w Europie na barki europejskich sojuszników. Tego ciężaru na razie nie jesteście gotowi unieść, biorąc pod uwagę ograniczenia europejskich wojsk oraz przemysłu zbrojeniowego. (...)

- Co w takiej rzeczywistości możemy lepiej robić, żeby jednak tę kwestię udźwignąć i odstraszyć Rosjan?

Wszyscy musimy bardziej się starać w kwestii wspomnianych lekcji z Ukrainy i poprzeć to odpowiednimi inwestycjami. Ogólnie rzecz biorąc, Europa jest na dobrej drodze, zwiększając wydatki na obronność i starając się ograniczać zależność od USA. Jednak jeszcze wiele lat do tego, aby była w stanie prowadzić samodzielnie operacje na dużą skalę. Bez USA pełniących rolę przewodnią i spinających cały wysiłek w całość. Oznacza to, że państwa europejskie muszą czynić największe inwestycje nie tylko w zwiększaniu swoich wojsk, ale też w budowie zdolności do działania z minimalnym wsparciem amerykańskim.

gazeta.pl

piątek, 3 października 2025



Autor artykułu Katsuji Nakazawa, były wieloletni korespondent Nikkei w Chinach, ocenia, że działania te stawiają pod znakiem zapytania stabilność w siłach zbrojnych.

Czystki sprawiły, że Centralna Komisja Wojskowa (CKW), kluczowy organ dowodzenia armią, na którego czele stoi Xi, skurczyła się z siedmiu do zaledwie czterech członków.

W listopadzie 2024 r. zawieszono członka CKW admirała Miao Hua z powodu "poważnych naruszeń dyscypliny", co jest eufemizmem często używanym w odniesieniu do korupcji. Od marca br. nie widziano publicznie generała He Weidonga, jednego z dwóch wiceprzewodniczących CKW, a w 2023 r. zdymisjonowano ministra obrony Li Shangfu.

Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych, sprawujący władzę między sesjami parlamentu, ogłosił 12 września odwołanie czterech wysokich rangą oficerów wojska, w tym generała Wanga Chunninga, ze stanowisk deputowanych. Wang, były dowódca Chińskiej Policji Zbrojnej (PAPF), zniknął po publicznym wystąpieniu w sierpniu.

Ogłoszenie odwołania Wanga, jak zwraca uwagę Nikkei Asia, nastąpiło dopiero dziewięć dni po wielkiej paradzie wojskowej z okazji 80. rocznicy zakończenia II wojny światowej na Dalekim Wschodzie, by uniknąć niezadowolenia w siłach zbrojnych.

Zdaniem Nakazawy oczekuje się, że na IV plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, które odbędzie się 20-23 października w Pekinie, zabraknie zawieszonych członków CKW. Autor publikacji ocenia, że plenum, choć formalnie poświęcone planom gospodarczym, będzie kluczowe dla obsadzenia wakatów i przywrócenia równowagi sił w chińskim wojsku, a decyzje personalne wskażą przyszły kierunek polityczny ChRL.

gazeta.pl


Premier Albanii Edi Rama został sfilmowany, jak żartuje z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem i prezydentem Azerbejdżanu Ilhamem Alijewem podczas spotkania Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Kopenhadze w czwartek.

— Powinieneś nas przeprosić [...]. Nie pogratulowałeś nam porozumienia pokojowego, które prezydent Trump zawarł między Albanią a Azerbejdżanem — powiedział Rama do Macrona, co doprowadziło Alijewa do wybuchu śmiechu.

— Przepraszam — odpowiedział żartobliwie Macron. 

/Ważne: Macron rozmawiał przyjaźnie z Alijewem. - red./

gazeta.pl


Prokurator oskarżył kapitana oraz pierwszego i drugiego oficera tankowca Eagle S o zniszczenie pięciu podmorskich kabli, w tym energetycznego oraz telekomunikacyjnych, w Zatoce Fińskiej w Boże Narodzenie 2024 r. Domagał się dla odpowiedzialnych za to członków załogi co najmniej dwóch i pół roku więzienia.

Według sądu uszkodzenia kabli miały miejsce w wyłącznej strefie ekonomicznej Finlandii, ale czyny te "nie wyczerpały znamion aktu poważnego zniszczenia infrastruktury (sabotażu) dla fińskiego sektora energetycznego lub telekomunikacyjnego".

W ocenie składu sędziowskiego zarzucane przez oskarżyciela "zaniedbania" załogi są związane z ich obowiązkami na statku, dlatego też należy uznać, że "był to wypadek morski w rozumieniu Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza, w przypadku którego jurysdykcja karna należy do sądu w państwie bandery statku lub obywatelstwa oskarżonych".

Według śledczych do przerwania kabli doszło poprzez przeciągnięcie po dnie morza kotwicy statku na odcinku około 90 km. Starsi oficerowie Eagle S, zarejestrowanego wówczas na Wyspach Cooka i płynącego z rosyjskiego portu Ust-Ługa z ładunkiem ropy, odpowiadali za bezpieczne przejście szlakiem morskim w kierunku Egiptu, nawigację i eksploatację jednostki. Zakończone dochodzenie koncentrowało się na tym, w jakim stopniu członkowie załogi powinni byli zauważyć, że kotwica wpadła do morza. Akt oskarżenia opierał się z kolei na założeniu, że podnośnik kotwicy był w tak złym stanie, że załoga statku powinna była to zauważyć, tym samym — jak utrzymywali — był to "czyn umyślny", a nie przypadkowy.

(...)

Sąd uznał w piątek, że państwo fińskie będzie musiało pokryć koszty procesowe w wysokości prawie 200 tys. euro.

onet.pl


— W normalnych okolicznościach nie powinniśmy go wydawać, ale ponieważ ścieżka związana z europejskim nakazem aresztowania została uruchomiona, teraz wszystko zależy od sądu. W sprawach związanych z tą procedurą pole manewru nie jest duże — mówi nam rozmówca związany ze służbami specjalnymi.

Wołodymyr Z. został zatrzymany kilka dni temu pod Warszawą, gdzie mieszkał. Nigdzie się nie ukrywał i wiedział, że został wobec niego w Niemczech wydany europejski nakaz aresztowania (ENA).

Co więcej, już rok temu w związku z ENA w jego miejscu zamieszkania zjawiła się policja, ale Ukraińca nie było. Funkcjonariusze zabrali stamtąd jedynie pewne dokumenty. Później Wołodymyr Z. wrócił do Polski, jednak przez długi czas nie był przez nikogo niepokojony.

To miało się zmienić, jak twierdzi RMF FM, po tym, gdy mężczyzna postanowił kupić nieruchomość w Pruszkowie. Jako cudzoziemiec w takim przypadku podlega specjalnym procedurom kontrolnym. Jego dane trafiły do zajmującej się tym jednostki Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.

— Policjanci zostali postawieni w sytuacji, w której nie mieli wyjścia i musieli go zatrzymać. Jeżeli człowiek wyświetlił się w kilku systemach, to nie ma możliwości, by funkcjonariusze nie zareagowali — słyszymy w resorcie.

(...)

Polska prokuratura ma niewiele możliwości, by próbować blokować wniosek Niemców: — W praktyce chyba tylko raz spotkałem się z sytuacją, gdy prokurator na sali sądowej przedstawił wniosek o wydanie podejrzanego w ramach ENA, a jednocześnie podkreślił, że się z nim nie zgadza. To jednak absolutna rzadkość — słyszymy od jednego ze śledczych.

Nasi rozmówcy w prokuraturze podkreślają, że jej rola jest raczej czysto formalna, a sąd będzie musiał się opierać na przepisach w tym zakresie, a te wskazują obligatoryjne przesłanki, które mogłyby uzasadnić niedopuszczalność wydania Niemcom Wołodymyra Z.

Te są jednak ściśle określone. Nie można wydać danej osoby w ramach ENA m.in. ze względu na prawomocny wyrok zapadły w innym kraju Unii Europejskiej, zagrożenie dla wolności i praw człowieka czy to, że nakaz wydany został w związku z przestępstwem popełnionym bez użycia przemocy z przyczyn politycznych.

Prokurator: — Sąd nie będzie miał łatwego zadania, zwłaszcza że sprawy związane z realizacją ENA są bardzo delikatne. Opieramy się tu na wzajemnym zaufaniu krajów, które należą do tego systemu. Jeśli Niemcy uznają, że Polska celowo i z przyczyn pozaprawnych blokuje wydanie Wołodymyra Z., mogą w przypadku naszych wniosków zachowywać się podobnie. Mogłoby się zdarzyć, że wydanie kogoś takiego jak Łukasz Ż. [sprawca śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie, zatrzymany w Niemczech i wydany Polsce] będzie w przyszłości trudniejsze.

onet.pl


W czwartek (2 października) Władimir Putin wystąpił na corocznym spotkaniu klubu dyskusyjnego "Wałdaj" w Soczi. Jednym z poruszonych przez niego tematów było zwiększanie wydatków na obronność w państwach europejskich. Sugerował, że stanowi to zagrożenie dla Rosji. - Nie możemy ignorować tego, co się dzieje - ze względu na nasze bezpieczeństwo - mówił. - Czy to tylko puste słowa, czy może nadszedł czas, abyśmy podjęli środki zaradcze? (...) Myślę, że nikt nie ma wątpliwości, że takie działania zmuszą Rosję do podjęcia odpowiednich kroków. Wydaje mi się, że odpowiedź na te groźby będzie, delikatnie mówiąc, bardzo przekonująca - kontynuował. Zaapelował także do państw zachodnich: - Nie prowokujcie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się tak, aby prowokator nie skończył źle. Nie będzie tu żadnego wyjątku. 

Prezydent Rosji w swoim wystąpieniu ponownie oskarżył państwa zachodnie o rzekome podżeganie do wojny. - Rządzące elity zjednoczonej Europy wciąż podsycają histerię. Mówią, że wojna z Rosją jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Powtarzają te bzdury jak mantrę w kółko - mówił. Stwierdził następnie, że Zachód mówi, że Rosja zamierza zaatakować w NATO, ale "sam w to nie wierzy". - Albo są niebywale niekompetentni, jeśli naprawdę w to wierzą, bo w te bzdury nie da się wierzyć, albo są po prostu nieuczciwi - dodał. - Chcę po prostu powiedzieć (europejskim przywódcom - red.): Uspokójcie się, śpijcie spokojnie i zajmijcie się w końcu swoimi problemami - powiedział Putin. 

gazeta.pl


Gruzińska gospodarka tak samo jak armeńska oraz azerbejdżańska skorzystała z sytuacji wynikającej z rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Napływ kolejnych fal rosyjskich migrantów przełożył się na zarówno na konsumpcję, jak i na zwiększenie produktywności. Jednak znaczeniu wpływu rosyjskiej migracji oraz napływu rosyjskiego kapitału będzie spadał z roku na rok. Nie oznacza to jednak, że wszyscy Gruzini skorzystali na tym dodatkowym czynniku. Większość z nich nie była też z tego faktu zadowolona, że aż tylu Rosjan przybywa do ich kraju. Dezaprobatę z tego powodu wyrażało w 2022 r. około 78% Gruzinów. Wówczas obawiali się oni wzrostu znaczenia rosyjskiego kapitału w gruzińskiej gospodarce. Jednak gruzińska gospodarka zarabiała i nadal zarabia na procederze omijania zachodnich sankcji nałożonych na Rosję, biorąc udział w procesie reeksportu. Drugim czynnikiem wyrażającym obawy była kwestia inflacji. 

Gruzińska gospodarka była w stanie zachować prawie dwucyfrowy wzrost gospodarczy przy jednoczesnym spadku wskaźnika ogólnego poziomu cen – inflacji. W 2021 r. wynosiła aż 9,6%. Co jednak istotne, napływ dodatkowego kapitału z zagranicy, m.in. rosyjskiego w 2022 r., przełożył się na dalszy wzrost inflacji. W 2022 r. jej poziom wyniósł 11,9%., co było najwyższy wynikiem w XXI w. W 2023 r. zaczęła gwałtownie spadać do poziomu 2,5% Dalszy spadek utrzymał się w 2024 r., a inflacja wyniosła wtedy 1,1%. Tendencja ta odzwierciedla brak znaczących wstrząsów podażowych, które utrzymywały inflację na niskim poziomie pomimo wyższych kosztów transportu i wspomnianego już wzrostu gospodarczego. Inflacja cen żywności spadła z 3,9% do praktycznie zera. W 2024 r. spadły też ceny innych towarów o 0,6% po wzroście o 4% w 2023 r., podczas gdy inflacja w usługach pozostała prawie niezmieniona na poziomie 2,2%. W zaistniałej sytuacji Narodowy Bank Gruzji, czyli gruziński bank centralny obniżył stopy procentowe już w maju 2024 r. do poziomu 8%. W marcu 2022 r. wynosił on przykładowo 11%, a we wrześniu 2023 r. 10%. Pierwotne podnoszenie stóp procentowych przełożyło się na zaostrzenie warunków udzielania kredytów konsumenckich. Przykładowo osoby zarabiające mniej niż 1500 lari (około 550$) nie mogły przeznaczyć na pożyczę kwoty przekraczającej 25% miesięcznego wynagrodzenia. Co więcej, maksymalny okres spłat kredytów konsumenckich skrócono z czterech do trzech lat. Działalność banku centralnego zdołała utrzymać wartość waluty narodowej lari w stosunku do dolar amerykańskiego, szczególnie w latach 2023-2024. W 2025 r. zanotowano odwrócenie tej tendencji na co wpływ ma sytuacja wewnątrz polityczna w kraju. 

(...)

W 2022 r. Gruzję zamieszkiwało 3,689 mln, w 2023 r. 3,736 mln, a w 2024 r. 3,695 mln osób. Widoczny jest diametralny skok za 2023 r., co ma związek z rosyjską migracją do tego kraju. Do Gruzji przybyło w 2022 r. około 100 tys. Rosjan, z czego tylko część z nich została już na stałe. W 2023 r. migracja z Gruzji zaczęła się zwiększać, co widać po spadku ludności za 2024 r. Szczególnie widać to po obywatelach Federacji Rosyjskiej, którzy w większości wracają do swojego kraju.

Jak prezentowała się stopa bezrobocia? W 2021 r. wyniosła ona 20,6%. W kolejnych latach jej poziom zaczął spadać. W 2022 r. stopa bezrobocia wyniosła 17,3%, a w 2023 r. 16,4%. W 2024 r. oscylowała na poziomie 13,9%, ale za pierwszy kwartał 2025 r. zaobserwowano jej wzrost na poziomie 14,7%. Stopa bezrobocia zmalała, ale nie w sposób drastyczny. Na wzrost ilości osób zatrudnionych mogła mieć wpływ migracja Rosjan rejestrujących swoją działalność gospodarczą, a tym samym zasilający gruziński rynek pracy osobami aktywnymi zawodowo. Wzrost stopy bezrobocia może wynikać ze wspominanego powrotu obywateli rosyjskich do swojej ojczyzny. W tym wypadku niezbędne będzie zwiększenie inwestycji publicznych. W szczególności gdy weźmie się pod uwagę, że spada poziom napływu kapitału zagranicznego, co ma też związek z obecną sytuacją polityczną w Gruzji. 

(...)

Perspektywa braku zwiększenia udziału kapitału zagranicznego, w tym wypadku zachodniego, nasuwa jedno pytanie – jak wygląda oraz będzie wyglądać uzależnienie gruzińskiej gospodarki od tej rosyjskiej? Na obecny moment można przypuszczać, że zależność ta będzie się pogłębiać. Tendencja ta była zauważalna już przed inwazją rosyjska na Ukrainę. Gruzja nadal importuje z Rosji energię elektryczną oraz węglowodory, choć te drugie pozyskuje również od Azerbejdżanu. Najistotniejsze w tym profilu są rosyjskie paliwa. Nie będzie to zadziwiające, że większość gruzińskich firm związanych z sektorem energetycznych ma istotny udział rosyjskiego kapitału. Innymi, istotnymi towarami pozyskiwanymi przez Gruzję z rosyjskiego rynku jest tamtejsza żywność, głównie pszenicę. To, co może stanowić zagrożenie dla gruzińskich firm z udziałem rosyjskiego kapitału są zachodnie sankcje. Z takim problemem borykała się m.in. spółka Borjomi, w przypadku której gruzińskie władze musiały stać się większościowym udziałowcem. Mimo to ilość firm zarejestrowanych przez Rosjan od 2022 r. szacuje się na ponad 37,4 tys. To przekłada się też na coraz więcej nieruchomości pozyskiwanych przez rosyjskich obywateli. Rządzące Gruzińskie Marzenie przyjmuje tę sytuację z dużą dozą optymizmu. Każdą formę pozyskania zagranicznego kapitału traktuje w kategoriach potencjalnego zysku. To wyraża się również w relacjach handlowych na linii Tbilisi-Moskwa, które wzmocniły się po rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Gruziński wolumen wymiany handlowej uległ znaczącym zmianom w związku z kolejną odsłoną wojny rosyjsko-ukraińskiej. W 2021 r. całkowity wolumen handlowy wyniósł około 14,34 mld $. Bilans handlowy dla Gruzji pozostawał ujemny. Stosunek eksportu do importu wyniósł 4,24 mld $ do 10,1 mld $. Najważniejszym partnerem handlowym były wtedy kraje Wspólnoty Niepodległych Państwa. Kraje te miały 34% udział w całkowitym wolumenie handlowym Gruzji, co odpowiada 4,84 mld $. Głównym partnerem handlowym wśród krajów WNP była Federacja Rosyjska (11% – 1,63 mld $). Natomiast udział krajów unijnych wynosił 3,03 mld $ (21%). Największy udział wśród nich miała Republika Federalna Niemiec (8% – 1,16 mld $) Dosyć wysoko plasowały się Republika Turecka (15% – 2,15 mld $), Stany Zjednoczone (6% – 0,84 mld $) oraz Chińska Republika Ludowa (10% – 1,49 mld $). W 2022 r. odnotowano już diametralny wzrost całkowitej wymiany handlowej. Ta wyniosła 19,13 mld $. Większy przyrost wartości zanotował import niż eksport. Te wyniosły odpowiednio 13,55 mld $ i 5,58 mld $. Za 2023 r. wolumen wymiany handlowej nadal wzrastał i wyniósł 21,69 mld $, przy imporcie oszacowanym na 15,6 mld $ oraz eksporcie na poziomie 6,09 mld $. Widać znaczący wzrost wolumenu wymiany handlowej w pierwszych dwóch latach od rozpoczęcia inwazji rosyjskiej na Ukrainę. W 2024 r. ten nadal rósł i wyniosła 23,55 mld $. Import osiągnął wartość 16,99 mld $, a eksport 6,56 mld $. W związku z tym poziom wolumenu handlowego z zeszłego roku był o ponad półtora razy większy niż ten w 2021 r. Natomiast największy skok w wartościach bezwzględnych został odnotowany w 2022 r. – o 4,79 mld $ w porównaniu z poziomem wymiany handlowej sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Pozostaje nam przyjrzeć się temu jak zmieniał się w tych latach wolumen handlowy z poszczególnym krajami oraz organizacjami politycznymi.

Pierwszym i najważniejszym partnerem handlowym Gruzji pozostała Wspólnota Niepodległych Państwa na czele z Federacją Rosyjską. Całkowity wolumen wyniósł w 2022 r. 6,41 mld $ (34% udział w całości wymiany handlowej), w 2023 r. 7,32 mld $ (34%), a w 2024 r. 7,83 mld $ (33%). Wzajemna wymiana handlowa w liczba bezwzględnych wzrosła półtora razy w porównaniu z wynikiem sprzed inwazji rosyjskiej na Ukrainę. O ile wartość eksportu wzrosła z poziomu 2,02 mld $ do 4,53 mld $, tak importu diametralnie wzrosła w 2022 r., ale w kolejnych latach zaczęła spadać z 3,72 mld $ w 2022 r. na 3,30 mld $ w 2024 r. Mimo to utrzymała się na wyższym poziomie niż sprzed 2022 r. Wartość wolumenu handlowego z Federacją Rosyjską wyniósł 2,53 mld $ (11%). Co ciekawe, Gruzja notowała większe wartości eksportu z innymi krajami WNP – Kirgistanem, Kazachstanem, Armenią i Azerbejdżanem. Dane te wskazują na udział Gruzji w procesie reeksportu, który pomaga Federacji Rosyjskiej w omijaniu zachodnich sankcji. Rząd w Tbilisi nie przyłączył się do nich, a wręcz przeciwnie – postanowił zarobić na tej sytuacji, co doprowadziło do ochłodzenia relacji z Ukrainą. Porty Gruzji były też istotne dla procederze reeksportu w którym brała i bierze udział Republika Armenii. Były one dosłownym pomostem dla Erywania oraz Moskwy. Zdarzały się jednak sytuacja, gdy gruzińskie władze uginały się pod presją świata zachodniego, co przełożyło się np. na spadek wartości reeksportu aut. Choć śledztwo reporterów Sky News wykazało, że proceder ten jest kontynuowany. Jak widać brak relacji dyplomatycznych nie przeszkadza w pogłębianiu tych handlowych. Gruzja korzysta na takim układzie z Federacją Rosyjską, a przystąpienie do wojny handlowej z tym krajem byłoby katastrofalne dla gruzińskiego sektora rolniczego oraz przetwórczego, który notował do tej pory wzrost. Federacja Rosyjska jest m.in. największym importerem gruzińskich alkoholi, w tym głównie, win. Embargo pomiędzy Rosją a Gruzją trwające od 2006 do 2013 r. bardzo mocno uderzyło w gruzińską gospodarkę. Wznowienie pełnych relacji handlowych było jednym z priorytetów rządów Gruzińskiego Marzenia. Gruzińskie wina po dzień dzisiejszy są głównym towarem eksportowym, zaś w przypadku importu były to węglowodory. W związku z tym rządzące Gruzińskie Marzenie będzie kontynuować proceder pogłębienia relacji handlowych z Rosją. Mimo, że konsekwencją tej praktyki może być dalsze uzależnienia się od tego państwa. 

Drugim, najważniejszym partnerem handlowym pozostała Unia Europejska. Wolumen handlowy z Brukselą osiągnął w 2022 r. 3,96 mld $ (21% udział w całości wymiany handlowej), w 2023 r. 4,53 mld $ (21%), a w 2024 r. 5,19 mld $ (22%). W przypadku wymiany handlowej z UE, całkowity wolumen handlowy zanotował niższy wzrost niż w przypadku tej z krajami WNP. O ile wartość eksportu zanotowała skok do poziomu 0,86 mld $ w 2022 r., tak potem zaczęła ona spadać do 0,57 mld $ w 2024 r. Całkowicie odwrotny trend można zauważyć w przypadku importu. W 2022 r. wyniósł on 3,06 mld $, tak w 2024 r. było to już 4,62 mld $. Jest to wzrost o 150%. Wartość importu wyniosła 1,33 mld $ w 2024 r., przy eksporcie wynoszącym ponad 50 mln $. Jest to ogromna dysproporcja. Gruzja głównie importowała z Niemiec maszyny, auta oraz części do nich. Jest to tylko jeden z przykładów procesu reeksportu, w którym uczestniczą też pozostałe kraje Kaukazu Południowego oraz Azji Centralnej. 

(...)

Jak prezentuje się dalsza perspektywa handlowa Gruzji? Dla rządu w Tbilisi najważniejszymi partnerami pozostaną kraje WNP. Takie stanowisko wprost wyraził przewodniczący gruzińskiego parlamentu Szalwa Papuaszwili. 28 listopada ub. r. Stwierdził na antenie telewizji Rustawi 2, że potencjalne członkostwo w UE oznacza zerwanie wielu umów z krajami WNP oraz Chińską Republiką ludową, a te są istotne dla Gruzji. Warte odnotowania jest to, że praktycznie z każdym istotniejszym partnerem handlowym Gruzja miała ujemny bilans handlowy. Wyjątkiem są właśnie niektóre kraje WNP – Kirgistan, Kazachstan, Armenia i Azerbejdżan. Kluczowe jest też to, że gruziński polityk wspomina współpracę z Chinami obok krajów WNP. Chiński kapitał jest coraz istotniejszym składnikiem w strukturze gruzińskiej gospodarce, ale również handlu. Gruzja, obok Azerbejdżanu, ma się stać istotnym elementem tzw. Korytarza Środkowego biegnącego właśnie z Chin przez kraje Azji środkowej oraz Kaukaz Południowy w kierunku krajów europejskich. Jego rola wzrosła po rosyjskiej inwazji na Ukrainie blokując dalszy rozwój tzw. Korytarza Północnego biegnącego przez terytorium Federacji Rosyjskiej oraz Republiki Białorusi. Jednym z istotnych elementów Korytarza Środkowego będzie budowa portu Anaklia. Przetarg na ten projekt wygrało chińskie konsorcjum. Tym, co najmocniej wyraziło przyszłe pogłębienie współpracy chińsko-gruzińskiej było podpisanie partnerstwa strategicznego przez oba kraje w 2023 r. Stale będzie rosnąć też współpraca z najważniejszym partnerem handlowym jakim nadal pozostaje Republika Turecka. Gruzińskie władze wielokrotnie podkreślały tę współpracę obok tych gospodarczej oraz politycznej. Relacje handlowe z krajami WNP, Chin oraz Turcji mają jedną przewagę nad tymi z krajami Unii Europejskiej czy USA – nie przykładają takiej wagi do kwestii praw człowieka czy demokracji. To natomiast może się negatywnie odbić  współpracy handlowej z Brukselą i Waszyngtonem. Z drugiej strony normy jakie musi spełniać rynek gruziński na tych rynkach, a w szczególności na unijnym, nadal są bardziej wygórowane niż te stawiane przez pozostałych partnerów handlowych. Mimo to znaczenie Gruzji w handlu międzynarodowym będzie stale rosnąć ze względu na wspomniany Korytarz Środkowy oraz współpracę energetyczną Azerbejdżanu z Unią Europejską. Gruzja jest krajem tranzytowym dla azerbejdżańskich węglowodorów, które następnie są transportowane przez terytorium Turcji do krajów unijnych. 

centrumrosja.com