piątek, 22 sierpnia 2025



Prezydent Rosji Władimir Putin i minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow spotkali się 21 sierpnia z ministrem spraw zagranicznych Indii Subrahmanyamem Jaishankarem, aby omówić stosunki rosyjsko-indyjskie oraz zwiększenie inwestycji gospodarczych w sektorze energetycznym, w tym dostawy ropy naftowej, węglowodorów i energii jądrowej. Wiceminister energii Rosji Roman Marshavin spotkał się 20 sierpnia z wiceministrem ropy naftowej i gazu ziemnego Indii Pankajem Jainem, aby omówić rozszerzenie współpracy w handlu energią. Ławrow zorganizował wspólną konferencję z Jaishankarem po spotkaniu i ogłosił, że Putin prawdopodobnie odwiedzi Indie przed końcem 2025 roku. Jaishankar stwierdził, że Indie „wierzą, że stosunki między Indiami a Rosją należą do najstabilniejszych spośród głównych relacji na świecie po II wojnie światowej”. Putin i inni wysoko postawieni rosyjscy urzędnicy poświęcają znaczną ilość czasu i energii na stabilizację i zacieśnianie relacji z Indiami, co wskazuje, że Rosja postrzega Indie jako kluczowe źródło dochodów. ISW nadal ocenia, że ​​sankcje wtórne prawdopodobnie wpłyną dodatkowo na rosyjską gospodarkę, podważając rosyjskie dochody z ropy naftowej, które są niezbędne do finansowania przez Kreml wojny z Ukrainą. Intensywne działania Rosji wobec Indii sugerują, że Moskwa stara się zapewnić, aby Nowe Delhi nie ograniczyło zakupów energii z Rosji z powodu tych potencjalnych sankcji wtórnych.

(...)

Ukraiński Sztab Generalny poinformował 21 sierpnia, że ​​elementy ukraińskich Sił Bezzałogowych Systemów (USF) wraz z innymi nieokreślonymi siłami ukraińskimi przeprowadziły dalekosiężne ataki dronów na rafinerię ropy naftowej Nowoszachtyńską w Nowoszachtyńsku w obwodzie rostowskim, która zaopatruje siły rosyjskie działające na Ukrainie i jest jednym z największych producentów produktów naftowych w południowej Rosji. Ukraiński portal Militarnyi poinformował 21 sierpnia, że ​​rafineria ropy naftowej Nowoszachtyńska może przetwarzać 7,5 miliona ton ropy rocznie. Ukraiński Sztab Generalny poinformował również, że siły ukraińskie zaatakowały nieokreśloną bazę paliw i środków smarnych w obwodzie woroneskim w nocy z 20 na 21 sierpnia.

understandingwar.org


Zdaniem redakcji "Hessische/Niedersächsische Allgemeine" z Kassel obrazy, które w ostatnich dniach obiegły świat, są wystarczająco niepokojące i nie dają powodów do optymizmu. "Donald Trump, klaszczący rosyjskiemu dyktatorowi na czerwonym dywanie i pozwalający mu podczas konferencji prasowej na długi monolog bez sprzeciwu, to kolejny dowód jego przerażającego zachwytu wobec autokratów wszelkiej maści. Luźne uwagi w Gabinecie Owalnym na temat garnituru Zełenskiego czy wakacyjnej opalenizny Friedricha Merza są w obliczu dramatycznej sytuacji w Ukrainie całkowicie nie na miejscu. Gadanina Trumpa o tym, że kocha Ukraińców, Rosjan i wszystkich ludzi, przypominała bezradne stękania szefa Stasi, Ericha Mielkego, w 1989 roku w Volkskammer ('Ja przecież kocham wszystkich ludzi'), a nie wypowiedź dojrzałego polityka. Trzeba to powiedzieć wprost: w swoim bezwzględnym egomańskim show Trumpowi mniej zależy na dramacie ludzi w okopach i schronach, a bardziej na złudzeniu zdobycia Pokojowej Nagrody Nobla" - czytamy.

"Nawet jeśli Europie udało się dokonać dyplomatycznych akrobacji, miłe gesty nie mogą zakryć głębokiego rozdźwięku między Stanami Zjednoczonymi a Europą w podejściu do Rosji" - wskazuje dziennik "Nürnberger Zeitung". Jak długo jeszcze Europa zamierza pozostawać zależna od nieprzewidywalnego człowieka w Białym Domu, który traktuje geopolitykę jak biznesowe transakcje? "Stało się jasne, jak bezbronna jest Europa i jak pilna jest potrzeba samodzielnego budowania zdolności obronnych" - pisze komentator i dodaje: "Chodzi już nie tylko o Ukrainę, lecz stawką jest bezpieczeństwo całej Europy".

gazeta.pl


Reporter Al Jazeery w mieście Gaza informuje, że siły okupacyjne zintensyfikowały swoje działania. Miastem wstrząsają wybuchy wyburzanych domów i budynków użyteczności publicznej - w ten sposób Izrael chce pozbyć się mieszkańców Gazy. "Coraz więcej osób otrzymuje telefony od izraelskiego wojska z ostrzeżeniem, by nie przebywali na terenach, na których mieszkali całe życie i groźbami, że jeśli tam zostaną, to znajdą się na linii ognia. Żąda się od nich jak najszybszego opuszczenia tych terenów i daje się im tylko chwilę na przygotowanie. Ludzie zostawiają cały swój dobytek i zapasy żywności, które zdołali uzbierać w ostatnich tygodniach" - pisze Hani Mahmoud.

Izrael przeprowadza ataki z powietrza na całą Strefę Gazy, w tym na obozy namiotowe dla przesiedleńców. Jednocześnie kolejni Palestyńczycy umierają z głodu - według informacji ministerstwa zdrowia Gazy obecny tragiczny bilans to 296 śmierci głodowych, 112 zagłodzonych to dzieci.

gazeta.pl

czwartek, 21 sierpnia 2025



- Gdybyśmy mieli zrobić bilans wojny rosyjsko-ukraińskiej, czy ona się Federacji Rosyjskiej opłaciła?

Zacznijmy od celów, które Rosja stawiała sobie na początku 2022 roku. Czy demilitaryzacja Ukrainy się udała? Raczej nie, Ukraina rozwinęła swoje siły zbrojne. Usunięcie „reżimu” w Kijowie? Też się nie udało usunąć Wołodymyra Zełenskiego i jego ludzi. Czy udało się zablokować wejście Ukrainy do NATO i Unii Europejskiej? Oceńmy to na 50/50, bo tak naprawdę nie wiemy, czy Ukraina wejdzie do struktur zachodnich czy nie, oficjalnie nie ma zabronienia akcesji, oczywiście są państwa sprzeciwiające się temu, ale to nie jest to, czego chciał Putin. Kolejna sprawa: odbicie całego Donbasu oraz korytarz lądowy na Krym. To Putinowi się udało, aczkolwiek nie w pełni, ponieważ Ukraińcy wciąż mają w rękach duże miasta-twierdze w Donbasie. Ten bilans, po przeszło trzech i pół roku wojny, nie jest zbyt dobry dla Federacji Rosyjskiej. A do tego należy dodać, że Rosja co prawda zwiększyła liczebność swoich Sił Zbrojnych, ale jej skuteczność spadła – ponieważ wojsko rosyjskie nie potrafi zrealizować celów, które stawiają przed nim politycy na Kremlu.

- Posłużę się cytatem, którego użyłeś w mediach. „Po stronie wroga jest sztuka wojenna i możliwości techniczne, a po naszej stronie wiara we własną słuszność i osobista odwaga żołnierzy”. To wypowiedź anonimowego oficera 51. Armii, Grupa „Centrum” Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Czy nie jest tak, że wojna rosyjsko-ukraińska potwierdziła jednak cechy rosyjskiego żołnierza, który może nie jest zbyt lotny, ale za to bardzo wytrwały, a wiele wojen z udziałem Rosji właśnie tak wyglądało, że uporem i wytrwałością zaczęli oni przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Kto ocenia przysłowiową skórkę po wyprawce, to źle ocenia. Badam skuteczność i ułomności armii rosyjskiej, by wiedzieć, jak z nią walczyć. Pod tym względem najmocniejszym elementem rosyjskiej projekcji siły jest zasób ludzki i to, kim ten żołnierz jest. On nie ma nic do stracenia. Widzimy to na filmach ukraińskich operatorów dronów. Gdy podlatują, na twarzy przeciętnego rosyjskiego żołnierza nie ma przerażenia, a jest walka z tym dronem do ostatniej sekundy. Widać, że są w beznadziejnej sytuacji, ale nie odpuszczają. Jak zapytasz Rosjanina czy on chce wojny? – odpowie, że nie. Ale jeśli już Rosja toczy wojnę, to ten sam Rosjanin chce, by tę wojnę wygrała.

- Nie widzieliśmy jednak Trumpa dociskającego Zełenskiego, jak wcześniej w Gabinecie Owalnym, nie wyglądały te rozmowy źle, aczkolwiek wcześniej Trump konferował z Putinem i coś z nim ustalał – co dokładnie, zapewne dowiemy się w przyszłości. Czy w ogóle widzisz tę szansę na zawarcie rozejmu?

Federacja Rosyjska nie osiąga swoich celów politycznych krokami militarnymi. Co dzieje się na froncie, czyli zdobywana jedna wioska w tą, a jedna, w tamtą, to nie jest osiąganie celów Kremla. Rosjanie od paru miesięcy wysyłają sygnały, że „Ukrainy nie wygramy na Ukrainie”. Co to oznacza? Że chcą szukać rozwiązania ponad głowami Ukraińców, co widzimy w formacie tych rozmów. Rosja chce przekonać inne państwa, by te narzuciły Ukrainie ustalenia zgodne z celami politycznymi Kremla. To jest scenariusz Putina.

Analitycy rosyjscy, których możemy nazwać tzw. rozsądnymi patriotami piszą otwarcie, że wojna długofalowo się Rosji nie opłaca. Piszą oni, że z powodu wojny Rosja straci możliwość konkurowania z Chinami, USA, oraz innymi mocarstwami – czyli wojna Rosję degraduje. Analizy ekonomiczne pokazują, że środki przeznaczane na wojnę zredukują się w 2026 roku. Z moich obliczeń wynika, że już w lecie tego roku Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej zaczną tracić zdolności operacyjne na poziomie sprzed lutego 2022 roku. A zatem także degradacja. Letnia ofensywa w 2025 roku ograniczyła się to zaledwie kilkudziesięciu kilometrowych odcinków frontu. Rosjanie nie uderzyli nawet na przestrzeni 100 kilometrów. Nie walczy cały front z taką intensywnością jakby Kreml chciał. Pokrowsk jest w pewnym sensie wyjątkiem.

- To wskazuje na zawieszenie broni?

Ukraina jest niemiłosiernie zmordowana wojną, ale Rosja także bierze pod uwagę czynniki, które wskazują na słabości ich strony. Sukcesy rosyjskie są osiągane wyłącznie słabościami Sił Zbrojnych Ukrainy. To nie jest tak, że wojsko rosyjskie się rozwija, stosuje nowatorską taktykę, która nagle daje przewagę na froncie – nie, to skutek tego, że Ukraina słabnie.

- W polskiej infosferze była spora debata – by nie powiedzieć kłótnia – o to czy na północ od Pokrowska Rosjanie dokonali przełamania frontu. Co sądzisz o tym odcinku walk? To był przypadek czy większa operacja?

W wielu symulacjach, w których brałem udział jako OPFOR, starałem się wykonywać uderzenia, które zmusiłyby drugą stronę do rzucenia rezerw do walki, a wtedy mógłbym te rezerwy razić ogniowo. Rosjanom nie udawały się takie operacje, tam gdzie ukraińska obrona była silnie i dobrze zorganizowana. Ale nie jest to możliwe wszędzie. Więc tam udało im się przebić. Z drugiej jednak strony to pułapka. Co prawda, Rosjanie mogą przeciąć jedną z dróg, ale umówmy się, ukraiński sztab i tak zakładał, że kiedyś to może nastąpić.

Jest to więc bardziej atrakcyjny teren dla Ukraińców, by zdławić Rosjan, niż na odwrót. Gen. Syrski ostrzegał przed tym już 6 sierpnia, że Rosjanie robią ataki infiltracyjne. Obecnie Ukraińcy rozcięli ten wyłom. Zauważmy także, że Rosjanie pod Kurskiem reagowali tygodniami na operację Sił Zbrojnych Ukrainy, natomiast Ukraińcy rzucili odwody na wyłom pokrowski już w 24 godziny, więc zareagowali bardzo szybko. Syrski liczył się z tym i moim zdaniem mógł wpuścić Rosjan w pułapkę, a oni w nią weszli.

- Pułapka, czy nie, trzeba przyznać, że dowódcy rosyjscy na tym odcinku frontu są zdolni. Patrząc od bitwy awdijiwskiej do pokrowskiej, to jedyne miejsce tej wojny, gdzie wojska rosyjskie notują spore postępy terytorialne. To jest zasługa tych oficerów, że akurat tam mają taktyczne sukcesy?

Tym odcinkiem frontu dowodził gen. Andriej Mordwiczew, wywodzący się z grupy którą nazywam „młodym Arbatem”. Mordwiczew odpowiadał za zdobywanie Mariupola, był dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego. To rocznik 1979, czyli względnie młody oficer jak na ten szczebel dowodzenia. To „młody Arbat” dochodzi do władzy w rosyjskiej armii, bo starsi oficerowie są wymieniani np. gen. Aleksandr Łapin – rocznik 1964.

- Który zasłynął tym, że wycelował pistoletem oficerowi w głowę, by ten wracał na front.

Jest to różnica generacyjna między tymi oficerami. Łapin jest prosto myślącym oficerem starej daty. Mordwiczew dowodził Zgrupowaniem Centrum, z którego wykrojono zgrupowanie uderzeniowe „Odważni”. To było o tyle ciekawe zgrupowanie, że podlegały mu wszystkie rodzaje sił – lądowe, specjalne, lotnicze. Mordwiczew nie musiał pytać Sztabu Generalnego o pozwolenie czego i jak ma używać. Ten eksperyment się Rosjanom udał – zdobyli Awdijiwkę i maszerowali dalej. Co ważne, pod Pokrowskiem Mordwiczew miał do dyspozycji pełne armie – 51. Armię oraz 3. Armię. Walczą pełnym ugrupowaniem, nie rozgarnizowanym w różnych miejscach, nie prowadzą po całej Rosji szkoleń zasadniczej służby wojskowej. Był też wsparty siłami 8. Armii, która w 70 proc. jest na froncie. Ale jest też ułomność w tym eksperymencie, bo te armie ponoszą ogromne straty, które bardzo trudno odtwarzać. Ale takie uderzenia dają efekty, którymi można się pochwalić Putinowi. Dlatego też zdjęto gen. Łapina po tym jak nieudolnie prowadził walki pod Kurskiem i na kierunku sumskim. Zastąpił go gen. Jewgienij Nikiforow.

- Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

defence24.pl

środa, 20 sierpnia 2025



W wywiadzie telewizyjnym z 19 sierpnia Ławrow stwierdził, że Kreml „nigdy nie mówił o potrzebie przejmowania jakichkolwiek terytoriów” od Ukrainy i że celem Rosji nie było zajęcie Krymu, Donbasu ani innych obszarów Ukrainy. Twierdzenie to wydaje się dziwaczne w kontekście wielokrotnych żądań Rosji, aby Ukraina i Zachód uznały aneksję przez Rosję terytorium Ukrainy, w tym terytorium, nad którym siły rosyjskie nie sprawują kontroli. Jednakże, dość trafnie odzwierciedla ono głębsze rosyjskie cele na Ukrainie. Ławrow powtórzył, że cele wojenne Rosji dotyczą „ochrony” ludności Ukrainy przed ukraińskim rządem, który Kreml błędnie przedstawia jako nielegalny i opresyjny. Opis Ławrowa dotyczący dążenia Kremla do „ochrony” Ukraińców przed ich własnym rządem odzwierciedla fakt, że Kreml dąży do usunięcia demokratycznie wybranego rządu ukraińskiego i zastąpienia go rządem prorosyjskim, który pozwoliłby Kremlowi kontrolować Ukrainę bez konieczności walki o fizyczną kontrolę nad terytorium lub jego aneksji. Ławrow w trakcie wywiadu wysunął żądania podważające suwerenność Ukrainy, w tym żądanie uchylenia przez Ukrainę przepisów dotyczących języka i religii, które są właściwym przedmiotem zainteresowania wyłącznie rządu suwerennego państwa. Ławrow stwierdził wprost, że „nie można mówić o żadnych długoterminowych porozumieniach [pokojowych]” z Ukrainą „bez poszanowania” bezpieczeństwa Rosji i praw osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie, ponieważ „są to powody, które muszą zostać pilnie wyeliminowane w kontekście rozwiązania”. Ciągłe naleganie Kremla na kontrolowanie ukraińskich spraw wewnętrznych odzwierciedla argumenty prezydenta Rosji Władimira Putina zawarte w jego eseju z 2021 roku, w którym dowodził, że Ukraina nie powinna istnieć niezależnie od Rosji.

(...)

Oficer ukraińskiej brygady operującej w kierunku Kupiańska poinformował 19 sierpnia, że siły rosyjskie zaopatrują jednostki wysunięte działające w tym kierunku za pomocą zrzutów dronów oraz poszczególnych osób przewożących amunicję i prowiant. Oficer poinformował, że siły rosyjskie coraz częściej wykorzystują płaszcze termowizyjne chroniące przed dronami, aby unikać ukraińskich dronów podczas ataków, a rosyjska piechota zatrzymuje się okresowo w schronach i okopach, aby płaszcze mogły się schłodzić i uniknąć wykrycia przez drony.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Lyman poinformował, że siły rosyjskie skoncentrowały tam znaczną liczbę ludzi i stale prowadzą bardzo wyniszczające ataki małych grup piechoty, liczących od dwóch do czterech ludzi, wykorzystując dużą liczbę dronów typu Lancet, Molniya i Cube (lub „Kub”). Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują dużą liczbę ludzi do ataków i prób infiltracji ukraińskich linii obronnych, ale że ten personel to często słabo wyszkoleni, zmotywowani finansowo rekruci. Rzecznik przypisał zdolność sił rosyjskich do utrzymania pozycji wzdłuż linii frontu na kierunku Lyman przewadze liczebnej, a nie jakościowej w sile roboczej. Rzecznik zauważył również, że siły rosyjskie próbują koncentrować pojazdy opancerzone na ukrytych pozycjach, prawdopodobnie w ramach przygotowań do ponownych prób zmechanizowanego ataku na kierunku Lyman.

understandingwar.org


Siły ukraińskie częściowo ustabilizowały sytuację w rejonie wyłomu na północ od Pokrowska. Odzyskały kontrolę nad miejscowością Zołotyj Kołodiaź i obsadziły sąsiadujące z nią Wesełe i Hruźke, blokując w ten sposób dalsze przemieszczanie się wrogich pododdziałów na północ. Wzmocniły też obronę węzłowego Dobropola, wypierając z jego obrzeży rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Większość terenów wyłomu na wschód od niego nie jest obecnie kontrolowana przez żadną ze stron, jednak większą swobodę przemieszczania przez nie mają wojska agresora.

W celu powstrzymania wyjścia najeźdźców w przestrzeń operacyjną, co groziło oskrzydleniem Kramatorska od zachodu, ukraińskie dowództwo ściągnęło znaczne siły, w dużej mierze z innych odcinków frontu (według DeepState zaangażowano pododdziały z 10 brygad i pułków). Na wykorzystanie powodzenia nie byli gotowi najeźdźcy, którzy do przerwania linii obrony przeciwnika użyli relatywnie niewielkich sił. Dalszy postęp agresora utrudniła także sytuacja logistyczna – pod ukraińską kontrolą wciąż pozostaje lokalny węzeł komunikacyjny Szachowe, będący obecnie głównym celem wrogich ataków w omawianym rejonie.

Rosyjskie działania dywersyjno-rozpoznawcze sięgnęły wschodnich granic Konstantynówki. Zgodnie z niektórymi źródłami agresor zajął graniczące z nią Predteczyne na południowy zachód od Czasiw Jaru. Poczynił również kolejne postępy na południe od Konstantynówki, na południe i zachód od Pokrowska oraz na pograniczu obwodów donieckiego i dniepropetrowskiego. Pod nadzorem obrońców bezspornie pozostaje już tylko jedna przygraniczna miejscowość po stronie pierwszego z wymienionych obwodów – Komyszuwacha. Do nieznacznych zmian terenowych na korzyść najeźdźców doszło też na północny wschód od Siewierska, na północ od Łymanu i na północny zachód od Kupiańska.

(...)

Według informacji przekazanych 13 sierpnia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) armia rosyjska utrzymuje wysokie ukompletowanie jednostek wojskowych, a 98% stanowisk oficerskich jest obsadzonych. Agresor rekrutuje ok. 30–35 tys. ludzi miesięcznie, co wystarcza na uzupełnianie strat. Około 25% nowych żołnierzy stanowią zwolnieni z zakładów karnych lub objęci postępowaniami karnymi. Do początku sierpnia 2025 r. najeźdźcy wcielili już ponad 290 tys. z planowanych 343 tys. osób. Jednocześnie HUR podaje, że w związku z rosnącym deficytem rosyjskiego budżetu federalnego i problemami finansowymi w regionach w wielu częściach kraju obniżono wypłaty dla nowych rekrutów. Przykładowo w Baszkirii wysokość „premii” spadła z 1,6 mln rubli (ok. 20 tys. dolarów) do 1 mln (ok. 12,5 tys. dolarów).

HUR podkreśla, że przemysł zbrojeniowy wroga kontynuuje intensywny rozwój wytwarzania bezzałogowych statków powietrznych, w tym dronów szturmowych typu Shahed, których do końca roku ma powstać 79 tys. W tym celu Rosja uruchomiła dodatkowe linie produkcyjne, m.in. w zakładach w Iżewsku i Jełabudze. Równolegle dąży do całkowitego uniezależnienia się od importu komponentów – płatowce, silniki i systemy nawigacyjne (z wyjątkiem mikroelektroniki) są już produkowane lokalnie. Zdaniem HUR samowystarczalność w tej dziedzinie stanowi poważne wyzwanie dla Ukrainy, która planuje mu przeciwdziałać poprzez uderzenia rakietowe i sabotaż.

osw.waw.pl


18 sierpnia prezydent Wołodymyr Zełenski przybył do Waszyngtonu z prezydentami Francji i Finlandii, premierami Wielkiej Brytanii i Włoch, kanclerzem RFN oraz przewodniczącą Komisji Europejskiej i sekretarzem generalnym NATO. Celem wizyty było przedyskutowanie z prezydentem Donaldem Trumpem warunków zakończenia wojny z Rosją. Rozmowy trwały ponad cztery godziny. Obejmowały część bilateralną (Trump–Zełenski), a następnie konsultacje w szerszym gronie z liderami europejskimi. Amerykański przywódca zadeklarował gotowość USA do udziału w gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa, jednak potem zakomunikował w mediach społecznościowych, że Stany Zjednoczone będą „koordynować” takie gwarancje z państwami europejskimi, które byłyby za nie odpowiedzialne – według niego miał się na to zgodzić Władimir Putin. Wykluczył zarazem możliwość uzyskania przez Ukrainę członkostwa w NATO.

(...)

Sukcesem Kijowa jest koncentracja rozmów na przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa. Choć najważniejsze będą konkretne zapisy – które w ocenie Zełenskiego zostaną sformułowane w ciągu 7–10 dni na bazie ustaleń tzw. koalicji chętnych w koordynacji z USA – to dla Ukrainy stanowiłyby one dobry start do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Według Kijowa gwarancje te składają się z dwóch części: utrzymania silnej armii poprzez inwestycje w produkcję uzbrojenia na Ukrainie i jego zakupy w USA (finansowane przez Europę) oraz politycznych zobowiązań pomocy państw zachodnich, maksymalnie zbliżonych do art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Zełenski ujawnił, że Kijów i europejscy partnerzy zaproponowali Trumpowi m.in. zakup amerykańskiego uzbrojenia o wartości 90 mld dolarów (w tym m.in. samoloty i systemy obrony powietrznej) oraz nabycie przez USA ukraińskich dronów i ich uczestnictwo we wspólnej produkcji.

Wbrew obawom Kijowa kwestie ewentualnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji nie zdominowały publicznej części rozmów. Trump nie poruszył tego tematu w Gabinecie Owalnym, niemniej Zełenski przekazał, że dyskutowano o nim za zamkniętymi drzwiami. W obliczu wcześniejszych nacisków USA na takie ustępstwa kluczowe dla Ukrainy stało się oddalenie tych żądań jako niemożliwych do przyjęcia z powodu ograniczeń konstytucyjnych i braku zgody społeczeństwa. Według Kijowa kwestie terytorialne zostaną podjęte na przygotowywanym szczycie z Putinem. W okolicznościach nieskrywanej dotąd niechęci Kremla do takiego spotkania, a zarazem otwartości na nie Zełenskiego (bez warunków wstępnych) zapowiedź jego organizacji wytwarza presję na lidera Rosji. Słowa Uszakowa należy jednak interpretować jako zawoalowaną formę odmowy, przynajmniej tymczasową. Moskwa uzależnia spotkanie Putina z prezydentem Ukrainy od uprzedniego wymuszenia na niej zgody na fundamentalne rosyjskie warunki.

osw.waw.pl


- Ja to głównie boję się o mamę, bo po oglądaniu telewizji wchodzi na sociale. Jest wtedy zdenerwowana i prowadzi tam walkę z PiS i Konfą. Boi się, że znowu będą rządzić i "zniszczą Polskę". Żeby chociaż została z tym strachem w swojej bańce, ale ona idzie do prawaków i komentuje ich posty. Wiadomo, jak to się kończy... Starsi chcą nas chronić przed hejtem w necie, a sami nie ogarniają, jak on działa - opisuje 17-letnia Dagmara, licealistka z Krakowa.

Wspomina, jak jej matka się popłakała, gdy w sieci została nazwana przez swoich dawnych znajomych "lewacką tępą dzidą, która chce zapraszać gwałcicieli do Polski". - To był jakiś piętrowy trigger. Najpierw mamę podpalił Sławomir Mentzen, który w mediach pojechał po migrantach. Mama zapostowała na Facebooku, że boi się takich „brunatnych Polaków", co wkurzyło obrońców Konfy. Pisali, że oni czują strach z powodu takich "dzid". Teraz każdy się kogoś boi i go złomuje w necie - ocenia licealistka.

- W sumie dopiero niedawno to załapałem - wtrąca Darek, również uczeń ogólniaka w Krakowie. - Zdziwiło mnie, że gdy dorośli jadą ze sobą do spodu w tematach politycznych, to wcale się nie trollują, tylko robią to na serio. To już nie są czasy mojego dziadka, który tylko darł się do telewizora. Teraz dorośli strasznie podpalają się polityką, a potem idą gasić się do innych w sieci. Tylko że tamci też zieją ogniem jak smoki i zaraz wszyscy są zjarani - dodaje 16-latek.

- Dlatego nie oglądam telewizji. Wystarczy, że parę razy kliknąłem w polityczne kanały na YouTube i mam dość. Usłyszałem, że jacyś kolesie wyzywają się od "zdrajców Polski" i straszą się "zdradą stanu". Wyglądało to jak jakieś play off boomerów - wzdycha 17-letni Miłosz.

(...)

"Minęła 19. To jest program 'Dzisiaj'. Zapraszam na prawdziwie polskie wiadomości" - tak 11 sierpnia Danuta Holecka wita widzów Telewizji Republika, po czym zapowiada materiał o "Demokracji walczącej Waldemara Żurka".

- Chyba nie jestem na to gotowy - wpada w popłoch 17-letni Miłosz, dla którego takie programy są "play offami boomerów". Łapie jednak duży haust powietrza i pozwala mi włączyć ciąg dalszy "Dzisiaj".

Licealista słucha, jak w Republice straszą, że za kadencji nowego ministra sprawiedliwości może przestać obowiązywać prawo, a wtedy zostanie tylko "czysta, żywa, tępa siła". "Demokrację walczącą" Tuska i Żurka eksperci Republiki nazywają "totalitaryzmem" i ostrzegają, że władza może sięgnąć po "rozwiązania siłowe". Przywołują opinię Piotra Schaba - byłego rzecznika dyscyplinarnego sędziów, który był oskarżany o ich masowe represje za rządów PiS - że "demokraci walczący" byli również w hitlerowskich Niemczech. Według niego przywiązani do konstytucji Polacy mogą pokazać Żurkowi, że "również mają pięści".

 Dobra, połowy nie zrozumiałem, ale chyba i tak już wiem, o co chodzi mojej babci. Bardzo ją lubię, ale czasami nie da się z nią dogadać. Głównie wieczorami, gdy wciągnie sobie kreskę Republiki. Wtedy babcia jest jak Dario z serialu "Ślepnąć od świateł". Nie chciałbyś, żeby w takim momencie zaprosiła cię na "herbatkę z cukrem, bez cytrynki". Musi się wyładować, mocno przeorać Tuska i każdego, kto go popiera. Dlatego mama, która jest z uniwersum PO, ucieka jak najdalej. Dobrze, że babcia nie ogarnia, co jest w internecie, bo by go spaliła. Ale tak ogólnie to spokojna i fajna kobieta - podkreśla Miłosz.

- Rozumiesz, dlaczego czasem się tak podpala? - dopytuję.

- No jeśli tak nastraszą ją w Republice, to nie dziwię się, że z babci wychodzi Dario. Polityka to za mocny drag. W dodatku ciężko go nie brać, bo politycy zawsze znajdą coś, czym można ludzi postraszyć. Ja tak mam trochę z tematem migrantów. Nie boję się ich, tylko straszenia nimi. To później kończy się ich biciem na ulicach. Ale nigdy nie gadam o tym z obcymi w necie, bo to nie ma sensu. Czasem rozmawiam z kolegami, zazwyczaj spokojnie. A jeśli już zaczyna rozkręcać się inba, to odpuszczam. Nic od takiej kłótni nie zależy - uważa mój rozmówca.

tokfm.pl


Analizując poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie, Eggert mówi: — Europejscy sojusznicy pokazali wczoraj, że ich wspólnym interesem jest powstrzymanie Rosji. Na razie pokazali w słowach, nie czynach. A Trump? On szuka chwały. Liczy, że uda mu się przekonać Putina do zakończenia tej wojny.

Pytam, jakiego scenariusza najbardziej obawia się teraz Putin. — Wiesz, myślę, że teraz Putin niczego się nie boi. On naprawdę wierzy, że rosyjska ekonomia wytrzyma nawet dodatkowe sankcje. Że Chiny nie zostawią go samego, że mu pomogą — pada odpowiedź.

— Putin zacząłby się bać, gdyby zachodni sojusznicy zdecydowali się naprawdę uzbroić Ukrainę. Gdyby znieśli wszystkie ograniczenia na ukraińskie uderzenia w głąb Rosji — dopowiada analityk.

(...)

— Putin wierzy, że Trump nie chce przyłożyć się do żadnej większej akcji przeciwko Rosji. Putin, tak jak wielu innych, doszedł do wniosku, że ta amerykańska administracja chce "usunąć się ze świata" — mówi, nawiązując do polityki Trumpa, która postrzegana jest często jako izolacjonistyczna.

Eggert poświęca też kilka zdań rosyjskiemu społeczeństwu. Analityk szacuje, że w Rosji większość ludzi (60-70 proc.) nie za bardzo interesuje się sytuacją w Ukrainie. — Rosjanie zaczną poświęcać prawdziwą uwagę na to, co dzieje się w Ukrainie, tylko gdy ich sytuacja ekonomiczna w zdecydowany sposób się pogorszy. Albo jeżeli Rosja poniesie jakieś druzgocące porażki w Ukrainie. Na ten moment nie jesteśmy blisko do żadnej z tych sytuacji — mówi.

— Na Zachodzie ludzie muszą przestać się łudzić, że Rosjanie nie wiedzą, co się dzieje w Ukrainie. Że wystarczy do nich tylko dotrzeć z informacjami i powiedzieć im prawdę. Jeśli spojrzysz na rosyjską telewizję, na kanały Telegramu, to jest oczywiste, że Rosja uczestniczy w pełnoskalowej wojnie. A Rosjanie nie protestują. Spora część z nich udaje, że nic się nie dzieje — zauważa.

onet.pl


Ale Tusk nigdy nie zamierzał ratować Europy, bo nie może nawet uratować Polski. Jego kampania w 2023 r. opierała się na przywróceniu praworządności —, przywróceniu niezależności sądów i odblokowaniu sparaliżowanego Trybunału Konstytucyjnego. Odwrócenie czasu, jakby rewolucja populistyczna nigdy nie miała miejsca, było mrzonką. W polityce podróże w czasie nie działają. Tusk mógł wygrać wybory, ale najwyraźniej nie zauważył, że polskie społeczeństwo zmieniło się ogromnie. Prawo i Sprawiedliwość głęboko przebudowały ramy instytucjonalne państwa, odsuwając je od liberalno-demokratycznego projektu na aparat skupiony wokół silnej władzy wykonawczej, z wypełnionymi sądami, parlamentem zredukowanym do pieczątki, a nadawca państwowy zamieniony w bezwstydnego rzecznika rząd.

Skoncentrowany na uregulowaniu rachunków za pomocą Prawa i Sprawiedliwości, rząd zapomniał rządzić. Propozycje projektów ustaw dotyczące kluczowych kwestii —, od związków partnerskich osób tej samej płci po przepisy dotyczące aborcji, od reformy mieszkalnictwa po uwolnienie przedsiębiorstw państwowych od osób mianowanych na stanowiska polityczne — nigdy nie zostały przedstawione. Polakom obiecano nowy początek. Zamiast tego dostali staromodną politykę demokratyczną; kłótnie koalicji, drobne skandale, sprzeczki między przywódcami partii i, co najważniejsze, nieefektywność. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość wygodnie zasiadały w swoich ławach parlamentarnych, przypominając wszystkim, że być może nie grali według liberalnych zasad, ale faktycznie załatwili sprawę.

Teraz rząd zostanie wplątany w paraliżującą sprzeczkę z nowo wybranym debiutantem politycznym Nawrockim na co najmniej dwa lata, aż do następnych wyborów parlamentarnych. Tymczasem Tusk, z niskimi ocenami akceptacji, ma niewiele opcji. Młodzi wyborcy, którzy wynieśli go do władzy w 2023 roku, zwrócili się przeciwko niemu. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego są równie rozczarowane, ponieważ liberalne reformy nie doszły do skutku. Klasa średnia, tradycyjny rezerwuar wsparcia Tuska, kurczy się, duszona rosnącymi kosztami życia, drogimi mieszkaniami, automatyzacją i zablokowaną mobilnością społeczną.

Podobnie jak inni politycy głównego nurtu, Tusk oferuje spektakl, który nie sprawdza się już na dzisiejszej scenie. Jedyna innowacja, którą udało mu się wyprodukować —, czasami zabiegająca o względy skrajnej prawicy —, tylko złości jego bazę, tak jak ma to miejsce w przypadku Sir Keira Starmera, Ursuli von der Leyen i innych europejskich centrystów. Demokracja, ze swoim bałaganem, opóźnieniami w czasie i powolnymi obradami, nie zadowala już wyborców przyzwyczajonych do siły populistycznej, która przedkłada wyniki nad wszystko inne.

ft.com

wtorek, 19 sierpnia 2025



Dzień po spotkaniu z Donaldem Trumpem na Alasce Władimir Putin wezwał "rosyjskich magnatów" do zbudowanej w czasach carskich sali Orderu Świętej Katarzyny Męczennicy na Kremlu, której splendor miał być odzwierciedleniem potęgi rosyjskiego imperium. Pochwalił "szczerość" amerykańskiego prezydenta i dodał: "zbliża nas to do podjęcia koniecznych decyzji" - relacjonuje we wtorek brytyjski tygodnik.

To spotkanie na Kremlu miało być sygnałem dla rosyjskich elit, że wojna może się skończyć, ale oczywiście na warunkach Rosji. "Taki komunikat jest jednocześnie wyrazem zmęczenia wojną, jak i przekonania Putina, że wygra ją albo poprzez walkę, albo przez korzystne negocjacje" - ocenia "Economist", ale zarazem podkreśla, że Putin nie pojechał na Alaskę, by negocjować, lecz by "dumnie obnosić się" z odzyskaną pozycją człowieka, który może wpływać na losy Europy.

"Publicznością tego show, pośpiesznie zorganizowanego na prośbę Putina, był nie tylko Trump, ale też elity Putina i jego obywatele" - podkreśla tygodnik.

Ocenia dalej, że zorganizowane wkrótce po szczycie spotkanie Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i europejskimi przywódcami raczej nie zaniepokoiło Putina; w odczycie Moskwy nie zdarzyło się tam nic ważnego poza wzajemnym poklepywaniem się po plecach i zapewnieniami o poparciu dla Ukrainy.

A telefon, jaki Trump wykonał do Putina pośrodku rozmów z europejskimi gośćmi utwierdził rosyjskiego dyktatora w przekonaniu, że "Trump nie zrobi nic w sprawie Ukrainy nie konsultując się z Rosją" - zauważa "Economist".

Cały spektakl związany z negocjacjami pokojowymi jest Putinowi potrzebny, ponieważ gospodarka Rosji wkracza w recesję; w ciągu siedmiu pierwszych miesięcy 2025 roku deficyt budżetowy przekroczył limit na cały rok, jako że wydatki rządowe w tym okresie wzrosły o 20 proc. Co więcej, 60 proc. ankietowanych Rosjan popiera rozmowy pokojowe. Zaś dobrze poinformowany rosyjski biznesmen przyznaje w rozmowie z tygodnikiem: "Nikogo nie obchodzi jak to (wojna) się skończy, byle się skończyło. Putin może przedstawić wszystko jako zwycięstwo".

PAP