czwartek, 21 sierpnia 2025



- Gdybyśmy mieli zrobić bilans wojny rosyjsko-ukraińskiej, czy ona się Federacji Rosyjskiej opłaciła?

Zacznijmy od celów, które Rosja stawiała sobie na początku 2022 roku. Czy demilitaryzacja Ukrainy się udała? Raczej nie, Ukraina rozwinęła swoje siły zbrojne. Usunięcie „reżimu” w Kijowie? Też się nie udało usunąć Wołodymyra Zełenskiego i jego ludzi. Czy udało się zablokować wejście Ukrainy do NATO i Unii Europejskiej? Oceńmy to na 50/50, bo tak naprawdę nie wiemy, czy Ukraina wejdzie do struktur zachodnich czy nie, oficjalnie nie ma zabronienia akcesji, oczywiście są państwa sprzeciwiające się temu, ale to nie jest to, czego chciał Putin. Kolejna sprawa: odbicie całego Donbasu oraz korytarz lądowy na Krym. To Putinowi się udało, aczkolwiek nie w pełni, ponieważ Ukraińcy wciąż mają w rękach duże miasta-twierdze w Donbasie. Ten bilans, po przeszło trzech i pół roku wojny, nie jest zbyt dobry dla Federacji Rosyjskiej. A do tego należy dodać, że Rosja co prawda zwiększyła liczebność swoich Sił Zbrojnych, ale jej skuteczność spadła – ponieważ wojsko rosyjskie nie potrafi zrealizować celów, które stawiają przed nim politycy na Kremlu.

- Posłużę się cytatem, którego użyłeś w mediach. „Po stronie wroga jest sztuka wojenna i możliwości techniczne, a po naszej stronie wiara we własną słuszność i osobista odwaga żołnierzy”. To wypowiedź anonimowego oficera 51. Armii, Grupa „Centrum” Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Czy nie jest tak, że wojna rosyjsko-ukraińska potwierdziła jednak cechy rosyjskiego żołnierza, który może nie jest zbyt lotny, ale za to bardzo wytrwały, a wiele wojen z udziałem Rosji właśnie tak wyglądało, że uporem i wytrwałością zaczęli oni przechylać szalę zwycięstwa na swoją stronę?

Kto ocenia przysłowiową skórkę po wyprawce, to źle ocenia. Badam skuteczność i ułomności armii rosyjskiej, by wiedzieć, jak z nią walczyć. Pod tym względem najmocniejszym elementem rosyjskiej projekcji siły jest zasób ludzki i to, kim ten żołnierz jest. On nie ma nic do stracenia. Widzimy to na filmach ukraińskich operatorów dronów. Gdy podlatują, na twarzy przeciętnego rosyjskiego żołnierza nie ma przerażenia, a jest walka z tym dronem do ostatniej sekundy. Widać, że są w beznadziejnej sytuacji, ale nie odpuszczają. Jak zapytasz Rosjanina czy on chce wojny? – odpowie, że nie. Ale jeśli już Rosja toczy wojnę, to ten sam Rosjanin chce, by tę wojnę wygrała.

- Nie widzieliśmy jednak Trumpa dociskającego Zełenskiego, jak wcześniej w Gabinecie Owalnym, nie wyglądały te rozmowy źle, aczkolwiek wcześniej Trump konferował z Putinem i coś z nim ustalał – co dokładnie, zapewne dowiemy się w przyszłości. Czy w ogóle widzisz tę szansę na zawarcie rozejmu?

Federacja Rosyjska nie osiąga swoich celów politycznych krokami militarnymi. Co dzieje się na froncie, czyli zdobywana jedna wioska w tą, a jedna, w tamtą, to nie jest osiąganie celów Kremla. Rosjanie od paru miesięcy wysyłają sygnały, że „Ukrainy nie wygramy na Ukrainie”. Co to oznacza? Że chcą szukać rozwiązania ponad głowami Ukraińców, co widzimy w formacie tych rozmów. Rosja chce przekonać inne państwa, by te narzuciły Ukrainie ustalenia zgodne z celami politycznymi Kremla. To jest scenariusz Putina.

Analitycy rosyjscy, których możemy nazwać tzw. rozsądnymi patriotami piszą otwarcie, że wojna długofalowo się Rosji nie opłaca. Piszą oni, że z powodu wojny Rosja straci możliwość konkurowania z Chinami, USA, oraz innymi mocarstwami – czyli wojna Rosję degraduje. Analizy ekonomiczne pokazują, że środki przeznaczane na wojnę zredukują się w 2026 roku. Z moich obliczeń wynika, że już w lecie tego roku Siły Zbrojne Federacji Rosyjskiej zaczną tracić zdolności operacyjne na poziomie sprzed lutego 2022 roku. A zatem także degradacja. Letnia ofensywa w 2025 roku ograniczyła się to zaledwie kilkudziesięciu kilometrowych odcinków frontu. Rosjanie nie uderzyli nawet na przestrzeni 100 kilometrów. Nie walczy cały front z taką intensywnością jakby Kreml chciał. Pokrowsk jest w pewnym sensie wyjątkiem.

- To wskazuje na zawieszenie broni?

Ukraina jest niemiłosiernie zmordowana wojną, ale Rosja także bierze pod uwagę czynniki, które wskazują na słabości ich strony. Sukcesy rosyjskie są osiągane wyłącznie słabościami Sił Zbrojnych Ukrainy. To nie jest tak, że wojsko rosyjskie się rozwija, stosuje nowatorską taktykę, która nagle daje przewagę na froncie – nie, to skutek tego, że Ukraina słabnie.

- W polskiej infosferze była spora debata – by nie powiedzieć kłótnia – o to czy na północ od Pokrowska Rosjanie dokonali przełamania frontu. Co sądzisz o tym odcinku walk? To był przypadek czy większa operacja?

W wielu symulacjach, w których brałem udział jako OPFOR, starałem się wykonywać uderzenia, które zmusiłyby drugą stronę do rzucenia rezerw do walki, a wtedy mógłbym te rezerwy razić ogniowo. Rosjanom nie udawały się takie operacje, tam gdzie ukraińska obrona była silnie i dobrze zorganizowana. Ale nie jest to możliwe wszędzie. Więc tam udało im się przebić. Z drugiej jednak strony to pułapka. Co prawda, Rosjanie mogą przeciąć jedną z dróg, ale umówmy się, ukraiński sztab i tak zakładał, że kiedyś to może nastąpić.

Jest to więc bardziej atrakcyjny teren dla Ukraińców, by zdławić Rosjan, niż na odwrót. Gen. Syrski ostrzegał przed tym już 6 sierpnia, że Rosjanie robią ataki infiltracyjne. Obecnie Ukraińcy rozcięli ten wyłom. Zauważmy także, że Rosjanie pod Kurskiem reagowali tygodniami na operację Sił Zbrojnych Ukrainy, natomiast Ukraińcy rzucili odwody na wyłom pokrowski już w 24 godziny, więc zareagowali bardzo szybko. Syrski liczył się z tym i moim zdaniem mógł wpuścić Rosjan w pułapkę, a oni w nią weszli.

- Pułapka, czy nie, trzeba przyznać, że dowódcy rosyjscy na tym odcinku frontu są zdolni. Patrząc od bitwy awdijiwskiej do pokrowskiej, to jedyne miejsce tej wojny, gdzie wojska rosyjskie notują spore postępy terytorialne. To jest zasługa tych oficerów, że akurat tam mają taktyczne sukcesy?

Tym odcinkiem frontu dowodził gen. Andriej Mordwiczew, wywodzący się z grupy którą nazywam „młodym Arbatem”. Mordwiczew odpowiadał za zdobywanie Mariupola, był dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego. To rocznik 1979, czyli względnie młody oficer jak na ten szczebel dowodzenia. To „młody Arbat” dochodzi do władzy w rosyjskiej armii, bo starsi oficerowie są wymieniani np. gen. Aleksandr Łapin – rocznik 1964.

- Który zasłynął tym, że wycelował pistoletem oficerowi w głowę, by ten wracał na front.

Jest to różnica generacyjna między tymi oficerami. Łapin jest prosto myślącym oficerem starej daty. Mordwiczew dowodził Zgrupowaniem Centrum, z którego wykrojono zgrupowanie uderzeniowe „Odważni”. To było o tyle ciekawe zgrupowanie, że podlegały mu wszystkie rodzaje sił – lądowe, specjalne, lotnicze. Mordwiczew nie musiał pytać Sztabu Generalnego o pozwolenie czego i jak ma używać. Ten eksperyment się Rosjanom udał – zdobyli Awdijiwkę i maszerowali dalej. Co ważne, pod Pokrowskiem Mordwiczew miał do dyspozycji pełne armie – 51. Armię oraz 3. Armię. Walczą pełnym ugrupowaniem, nie rozgarnizowanym w różnych miejscach, nie prowadzą po całej Rosji szkoleń zasadniczej służby wojskowej. Był też wsparty siłami 8. Armii, która w 70 proc. jest na froncie. Ale jest też ułomność w tym eksperymencie, bo te armie ponoszą ogromne straty, które bardzo trudno odtwarzać. Ale takie uderzenia dają efekty, którymi można się pochwalić Putinowi. Dlatego też zdjęto gen. Łapina po tym jak nieudolnie prowadził walki pod Kurskiem i na kierunku sumskim. Zastąpił go gen. Jewgienij Nikiforow.

- Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

defence24.pl

środa, 20 sierpnia 2025



W wywiadzie telewizyjnym z 19 sierpnia Ławrow stwierdził, że Kreml „nigdy nie mówił o potrzebie przejmowania jakichkolwiek terytoriów” od Ukrainy i że celem Rosji nie było zajęcie Krymu, Donbasu ani innych obszarów Ukrainy. Twierdzenie to wydaje się dziwaczne w kontekście wielokrotnych żądań Rosji, aby Ukraina i Zachód uznały aneksję przez Rosję terytorium Ukrainy, w tym terytorium, nad którym siły rosyjskie nie sprawują kontroli. Jednakże, dość trafnie odzwierciedla ono głębsze rosyjskie cele na Ukrainie. Ławrow powtórzył, że cele wojenne Rosji dotyczą „ochrony” ludności Ukrainy przed ukraińskim rządem, który Kreml błędnie przedstawia jako nielegalny i opresyjny. Opis Ławrowa dotyczący dążenia Kremla do „ochrony” Ukraińców przed ich własnym rządem odzwierciedla fakt, że Kreml dąży do usunięcia demokratycznie wybranego rządu ukraińskiego i zastąpienia go rządem prorosyjskim, który pozwoliłby Kremlowi kontrolować Ukrainę bez konieczności walki o fizyczną kontrolę nad terytorium lub jego aneksji. Ławrow w trakcie wywiadu wysunął żądania podważające suwerenność Ukrainy, w tym żądanie uchylenia przez Ukrainę przepisów dotyczących języka i religii, które są właściwym przedmiotem zainteresowania wyłącznie rządu suwerennego państwa. Ławrow stwierdził wprost, że „nie można mówić o żadnych długoterminowych porozumieniach [pokojowych]” z Ukrainą „bez poszanowania” bezpieczeństwa Rosji i praw osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie, ponieważ „są to powody, które muszą zostać pilnie wyeliminowane w kontekście rozwiązania”. Ciągłe naleganie Kremla na kontrolowanie ukraińskich spraw wewnętrznych odzwierciedla argumenty prezydenta Rosji Władimira Putina zawarte w jego eseju z 2021 roku, w którym dowodził, że Ukraina nie powinna istnieć niezależnie od Rosji.

(...)

Oficer ukraińskiej brygady operującej w kierunku Kupiańska poinformował 19 sierpnia, że siły rosyjskie zaopatrują jednostki wysunięte działające w tym kierunku za pomocą zrzutów dronów oraz poszczególnych osób przewożących amunicję i prowiant. Oficer poinformował, że siły rosyjskie coraz częściej wykorzystują płaszcze termowizyjne chroniące przed dronami, aby unikać ukraińskich dronów podczas ataków, a rosyjska piechota zatrzymuje się okresowo w schronach i okopach, aby płaszcze mogły się schłodzić i uniknąć wykrycia przez drony.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Lyman poinformował, że siły rosyjskie skoncentrowały tam znaczną liczbę ludzi i stale prowadzą bardzo wyniszczające ataki małych grup piechoty, liczących od dwóch do czterech ludzi, wykorzystując dużą liczbę dronów typu Lancet, Molniya i Cube (lub „Kub”). Rzecznik stwierdził, że siły rosyjskie wykorzystują dużą liczbę ludzi do ataków i prób infiltracji ukraińskich linii obronnych, ale że ten personel to często słabo wyszkoleni, zmotywowani finansowo rekruci. Rzecznik przypisał zdolność sił rosyjskich do utrzymania pozycji wzdłuż linii frontu na kierunku Lyman przewadze liczebnej, a nie jakościowej w sile roboczej. Rzecznik zauważył również, że siły rosyjskie próbują koncentrować pojazdy opancerzone na ukrytych pozycjach, prawdopodobnie w ramach przygotowań do ponownych prób zmechanizowanego ataku na kierunku Lyman.

understandingwar.org


Siły ukraińskie częściowo ustabilizowały sytuację w rejonie wyłomu na północ od Pokrowska. Odzyskały kontrolę nad miejscowością Zołotyj Kołodiaź i obsadziły sąsiadujące z nią Wesełe i Hruźke, blokując w ten sposób dalsze przemieszczanie się wrogich pododdziałów na północ. Wzmocniły też obronę węzłowego Dobropola, wypierając z jego obrzeży rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Większość terenów wyłomu na wschód od niego nie jest obecnie kontrolowana przez żadną ze stron, jednak większą swobodę przemieszczania przez nie mają wojska agresora.

W celu powstrzymania wyjścia najeźdźców w przestrzeń operacyjną, co groziło oskrzydleniem Kramatorska od zachodu, ukraińskie dowództwo ściągnęło znaczne siły, w dużej mierze z innych odcinków frontu (według DeepState zaangażowano pododdziały z 10 brygad i pułków). Na wykorzystanie powodzenia nie byli gotowi najeźdźcy, którzy do przerwania linii obrony przeciwnika użyli relatywnie niewielkich sił. Dalszy postęp agresora utrudniła także sytuacja logistyczna – pod ukraińską kontrolą wciąż pozostaje lokalny węzeł komunikacyjny Szachowe, będący obecnie głównym celem wrogich ataków w omawianym rejonie.

Rosyjskie działania dywersyjno-rozpoznawcze sięgnęły wschodnich granic Konstantynówki. Zgodnie z niektórymi źródłami agresor zajął graniczące z nią Predteczyne na południowy zachód od Czasiw Jaru. Poczynił również kolejne postępy na południe od Konstantynówki, na południe i zachód od Pokrowska oraz na pograniczu obwodów donieckiego i dniepropetrowskiego. Pod nadzorem obrońców bezspornie pozostaje już tylko jedna przygraniczna miejscowość po stronie pierwszego z wymienionych obwodów – Komyszuwacha. Do nieznacznych zmian terenowych na korzyść najeźdźców doszło też na północny wschód od Siewierska, na północ od Łymanu i na północny zachód od Kupiańska.

(...)

Według informacji przekazanych 13 sierpnia przez ukraiński wywiad wojskowy (HUR) armia rosyjska utrzymuje wysokie ukompletowanie jednostek wojskowych, a 98% stanowisk oficerskich jest obsadzonych. Agresor rekrutuje ok. 30–35 tys. ludzi miesięcznie, co wystarcza na uzupełnianie strat. Około 25% nowych żołnierzy stanowią zwolnieni z zakładów karnych lub objęci postępowaniami karnymi. Do początku sierpnia 2025 r. najeźdźcy wcielili już ponad 290 tys. z planowanych 343 tys. osób. Jednocześnie HUR podaje, że w związku z rosnącym deficytem rosyjskiego budżetu federalnego i problemami finansowymi w regionach w wielu częściach kraju obniżono wypłaty dla nowych rekrutów. Przykładowo w Baszkirii wysokość „premii” spadła z 1,6 mln rubli (ok. 20 tys. dolarów) do 1 mln (ok. 12,5 tys. dolarów).

HUR podkreśla, że przemysł zbrojeniowy wroga kontynuuje intensywny rozwój wytwarzania bezzałogowych statków powietrznych, w tym dronów szturmowych typu Shahed, których do końca roku ma powstać 79 tys. W tym celu Rosja uruchomiła dodatkowe linie produkcyjne, m.in. w zakładach w Iżewsku i Jełabudze. Równolegle dąży do całkowitego uniezależnienia się od importu komponentów – płatowce, silniki i systemy nawigacyjne (z wyjątkiem mikroelektroniki) są już produkowane lokalnie. Zdaniem HUR samowystarczalność w tej dziedzinie stanowi poważne wyzwanie dla Ukrainy, która planuje mu przeciwdziałać poprzez uderzenia rakietowe i sabotaż.

osw.waw.pl


18 sierpnia prezydent Wołodymyr Zełenski przybył do Waszyngtonu z prezydentami Francji i Finlandii, premierami Wielkiej Brytanii i Włoch, kanclerzem RFN oraz przewodniczącą Komisji Europejskiej i sekretarzem generalnym NATO. Celem wizyty było przedyskutowanie z prezydentem Donaldem Trumpem warunków zakończenia wojny z Rosją. Rozmowy trwały ponad cztery godziny. Obejmowały część bilateralną (Trump–Zełenski), a następnie konsultacje w szerszym gronie z liderami europejskimi. Amerykański przywódca zadeklarował gotowość USA do udziału w gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa, jednak potem zakomunikował w mediach społecznościowych, że Stany Zjednoczone będą „koordynować” takie gwarancje z państwami europejskimi, które byłyby za nie odpowiedzialne – według niego miał się na to zgodzić Władimir Putin. Wykluczył zarazem możliwość uzyskania przez Ukrainę członkostwa w NATO.

(...)

Sukcesem Kijowa jest koncentracja rozmów na przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa. Choć najważniejsze będą konkretne zapisy – które w ocenie Zełenskiego zostaną sformułowane w ciągu 7–10 dni na bazie ustaleń tzw. koalicji chętnych w koordynacji z USA – to dla Ukrainy stanowiłyby one dobry start do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Według Kijowa gwarancje te składają się z dwóch części: utrzymania silnej armii poprzez inwestycje w produkcję uzbrojenia na Ukrainie i jego zakupy w USA (finansowane przez Europę) oraz politycznych zobowiązań pomocy państw zachodnich, maksymalnie zbliżonych do art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Zełenski ujawnił, że Kijów i europejscy partnerzy zaproponowali Trumpowi m.in. zakup amerykańskiego uzbrojenia o wartości 90 mld dolarów (w tym m.in. samoloty i systemy obrony powietrznej) oraz nabycie przez USA ukraińskich dronów i ich uczestnictwo we wspólnej produkcji.

Wbrew obawom Kijowa kwestie ewentualnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji nie zdominowały publicznej części rozmów. Trump nie poruszył tego tematu w Gabinecie Owalnym, niemniej Zełenski przekazał, że dyskutowano o nim za zamkniętymi drzwiami. W obliczu wcześniejszych nacisków USA na takie ustępstwa kluczowe dla Ukrainy stało się oddalenie tych żądań jako niemożliwych do przyjęcia z powodu ograniczeń konstytucyjnych i braku zgody społeczeństwa. Według Kijowa kwestie terytorialne zostaną podjęte na przygotowywanym szczycie z Putinem. W okolicznościach nieskrywanej dotąd niechęci Kremla do takiego spotkania, a zarazem otwartości na nie Zełenskiego (bez warunków wstępnych) zapowiedź jego organizacji wytwarza presję na lidera Rosji. Słowa Uszakowa należy jednak interpretować jako zawoalowaną formę odmowy, przynajmniej tymczasową. Moskwa uzależnia spotkanie Putina z prezydentem Ukrainy od uprzedniego wymuszenia na niej zgody na fundamentalne rosyjskie warunki.

osw.waw.pl


- Ja to głównie boję się o mamę, bo po oglądaniu telewizji wchodzi na sociale. Jest wtedy zdenerwowana i prowadzi tam walkę z PiS i Konfą. Boi się, że znowu będą rządzić i "zniszczą Polskę". Żeby chociaż została z tym strachem w swojej bańce, ale ona idzie do prawaków i komentuje ich posty. Wiadomo, jak to się kończy... Starsi chcą nas chronić przed hejtem w necie, a sami nie ogarniają, jak on działa - opisuje 17-letnia Dagmara, licealistka z Krakowa.

Wspomina, jak jej matka się popłakała, gdy w sieci została nazwana przez swoich dawnych znajomych "lewacką tępą dzidą, która chce zapraszać gwałcicieli do Polski". - To był jakiś piętrowy trigger. Najpierw mamę podpalił Sławomir Mentzen, który w mediach pojechał po migrantach. Mama zapostowała na Facebooku, że boi się takich „brunatnych Polaków", co wkurzyło obrońców Konfy. Pisali, że oni czują strach z powodu takich "dzid". Teraz każdy się kogoś boi i go złomuje w necie - ocenia licealistka.

- W sumie dopiero niedawno to załapałem - wtrąca Darek, również uczeń ogólniaka w Krakowie. - Zdziwiło mnie, że gdy dorośli jadą ze sobą do spodu w tematach politycznych, to wcale się nie trollują, tylko robią to na serio. To już nie są czasy mojego dziadka, który tylko darł się do telewizora. Teraz dorośli strasznie podpalają się polityką, a potem idą gasić się do innych w sieci. Tylko że tamci też zieją ogniem jak smoki i zaraz wszyscy są zjarani - dodaje 16-latek.

- Dlatego nie oglądam telewizji. Wystarczy, że parę razy kliknąłem w polityczne kanały na YouTube i mam dość. Usłyszałem, że jacyś kolesie wyzywają się od "zdrajców Polski" i straszą się "zdradą stanu". Wyglądało to jak jakieś play off boomerów - wzdycha 17-letni Miłosz.

(...)

"Minęła 19. To jest program 'Dzisiaj'. Zapraszam na prawdziwie polskie wiadomości" - tak 11 sierpnia Danuta Holecka wita widzów Telewizji Republika, po czym zapowiada materiał o "Demokracji walczącej Waldemara Żurka".

- Chyba nie jestem na to gotowy - wpada w popłoch 17-letni Miłosz, dla którego takie programy są "play offami boomerów". Łapie jednak duży haust powietrza i pozwala mi włączyć ciąg dalszy "Dzisiaj".

Licealista słucha, jak w Republice straszą, że za kadencji nowego ministra sprawiedliwości może przestać obowiązywać prawo, a wtedy zostanie tylko "czysta, żywa, tępa siła". "Demokrację walczącą" Tuska i Żurka eksperci Republiki nazywają "totalitaryzmem" i ostrzegają, że władza może sięgnąć po "rozwiązania siłowe". Przywołują opinię Piotra Schaba - byłego rzecznika dyscyplinarnego sędziów, który był oskarżany o ich masowe represje za rządów PiS - że "demokraci walczący" byli również w hitlerowskich Niemczech. Według niego przywiązani do konstytucji Polacy mogą pokazać Żurkowi, że "również mają pięści".

 Dobra, połowy nie zrozumiałem, ale chyba i tak już wiem, o co chodzi mojej babci. Bardzo ją lubię, ale czasami nie da się z nią dogadać. Głównie wieczorami, gdy wciągnie sobie kreskę Republiki. Wtedy babcia jest jak Dario z serialu "Ślepnąć od świateł". Nie chciałbyś, żeby w takim momencie zaprosiła cię na "herbatkę z cukrem, bez cytrynki". Musi się wyładować, mocno przeorać Tuska i każdego, kto go popiera. Dlatego mama, która jest z uniwersum PO, ucieka jak najdalej. Dobrze, że babcia nie ogarnia, co jest w internecie, bo by go spaliła. Ale tak ogólnie to spokojna i fajna kobieta - podkreśla Miłosz.

- Rozumiesz, dlaczego czasem się tak podpala? - dopytuję.

- No jeśli tak nastraszą ją w Republice, to nie dziwię się, że z babci wychodzi Dario. Polityka to za mocny drag. W dodatku ciężko go nie brać, bo politycy zawsze znajdą coś, czym można ludzi postraszyć. Ja tak mam trochę z tematem migrantów. Nie boję się ich, tylko straszenia nimi. To później kończy się ich biciem na ulicach. Ale nigdy nie gadam o tym z obcymi w necie, bo to nie ma sensu. Czasem rozmawiam z kolegami, zazwyczaj spokojnie. A jeśli już zaczyna rozkręcać się inba, to odpuszczam. Nic od takiej kłótni nie zależy - uważa mój rozmówca.

tokfm.pl


Analizując poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie, Eggert mówi: — Europejscy sojusznicy pokazali wczoraj, że ich wspólnym interesem jest powstrzymanie Rosji. Na razie pokazali w słowach, nie czynach. A Trump? On szuka chwały. Liczy, że uda mu się przekonać Putina do zakończenia tej wojny.

Pytam, jakiego scenariusza najbardziej obawia się teraz Putin. — Wiesz, myślę, że teraz Putin niczego się nie boi. On naprawdę wierzy, że rosyjska ekonomia wytrzyma nawet dodatkowe sankcje. Że Chiny nie zostawią go samego, że mu pomogą — pada odpowiedź.

— Putin zacząłby się bać, gdyby zachodni sojusznicy zdecydowali się naprawdę uzbroić Ukrainę. Gdyby znieśli wszystkie ograniczenia na ukraińskie uderzenia w głąb Rosji — dopowiada analityk.

(...)

— Putin wierzy, że Trump nie chce przyłożyć się do żadnej większej akcji przeciwko Rosji. Putin, tak jak wielu innych, doszedł do wniosku, że ta amerykańska administracja chce "usunąć się ze świata" — mówi, nawiązując do polityki Trumpa, która postrzegana jest często jako izolacjonistyczna.

Eggert poświęca też kilka zdań rosyjskiemu społeczeństwu. Analityk szacuje, że w Rosji większość ludzi (60-70 proc.) nie za bardzo interesuje się sytuacją w Ukrainie. — Rosjanie zaczną poświęcać prawdziwą uwagę na to, co dzieje się w Ukrainie, tylko gdy ich sytuacja ekonomiczna w zdecydowany sposób się pogorszy. Albo jeżeli Rosja poniesie jakieś druzgocące porażki w Ukrainie. Na ten moment nie jesteśmy blisko do żadnej z tych sytuacji — mówi.

— Na Zachodzie ludzie muszą przestać się łudzić, że Rosjanie nie wiedzą, co się dzieje w Ukrainie. Że wystarczy do nich tylko dotrzeć z informacjami i powiedzieć im prawdę. Jeśli spojrzysz na rosyjską telewizję, na kanały Telegramu, to jest oczywiste, że Rosja uczestniczy w pełnoskalowej wojnie. A Rosjanie nie protestują. Spora część z nich udaje, że nic się nie dzieje — zauważa.

onet.pl


Ale Tusk nigdy nie zamierzał ratować Europy, bo nie może nawet uratować Polski. Jego kampania w 2023 r. opierała się na przywróceniu praworządności —, przywróceniu niezależności sądów i odblokowaniu sparaliżowanego Trybunału Konstytucyjnego. Odwrócenie czasu, jakby rewolucja populistyczna nigdy nie miała miejsca, było mrzonką. W polityce podróże w czasie nie działają. Tusk mógł wygrać wybory, ale najwyraźniej nie zauważył, że polskie społeczeństwo zmieniło się ogromnie. Prawo i Sprawiedliwość głęboko przebudowały ramy instytucjonalne państwa, odsuwając je od liberalno-demokratycznego projektu na aparat skupiony wokół silnej władzy wykonawczej, z wypełnionymi sądami, parlamentem zredukowanym do pieczątki, a nadawca państwowy zamieniony w bezwstydnego rzecznika rząd.

Skoncentrowany na uregulowaniu rachunków za pomocą Prawa i Sprawiedliwości, rząd zapomniał rządzić. Propozycje projektów ustaw dotyczące kluczowych kwestii —, od związków partnerskich osób tej samej płci po przepisy dotyczące aborcji, od reformy mieszkalnictwa po uwolnienie przedsiębiorstw państwowych od osób mianowanych na stanowiska polityczne — nigdy nie zostały przedstawione. Polakom obiecano nowy początek. Zamiast tego dostali staromodną politykę demokratyczną; kłótnie koalicji, drobne skandale, sprzeczki między przywódcami partii i, co najważniejsze, nieefektywność. Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość wygodnie zasiadały w swoich ławach parlamentarnych, przypominając wszystkim, że być może nie grali według liberalnych zasad, ale faktycznie załatwili sprawę.

Teraz rząd zostanie wplątany w paraliżującą sprzeczkę z nowo wybranym debiutantem politycznym Nawrockim na co najmniej dwa lata, aż do następnych wyborów parlamentarnych. Tymczasem Tusk, z niskimi ocenami akceptacji, ma niewiele opcji. Młodzi wyborcy, którzy wynieśli go do władzy w 2023 roku, zwrócili się przeciwko niemu. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego są równie rozczarowane, ponieważ liberalne reformy nie doszły do skutku. Klasa średnia, tradycyjny rezerwuar wsparcia Tuska, kurczy się, duszona rosnącymi kosztami życia, drogimi mieszkaniami, automatyzacją i zablokowaną mobilnością społeczną.

Podobnie jak inni politycy głównego nurtu, Tusk oferuje spektakl, który nie sprawdza się już na dzisiejszej scenie. Jedyna innowacja, którą udało mu się wyprodukować —, czasami zabiegająca o względy skrajnej prawicy —, tylko złości jego bazę, tak jak ma to miejsce w przypadku Sir Keira Starmera, Ursuli von der Leyen i innych europejskich centrystów. Demokracja, ze swoim bałaganem, opóźnieniami w czasie i powolnymi obradami, nie zadowala już wyborców przyzwyczajonych do siły populistycznej, która przedkłada wyniki nad wszystko inne.

ft.com

wtorek, 19 sierpnia 2025



Dzień po spotkaniu z Donaldem Trumpem na Alasce Władimir Putin wezwał "rosyjskich magnatów" do zbudowanej w czasach carskich sali Orderu Świętej Katarzyny Męczennicy na Kremlu, której splendor miał być odzwierciedleniem potęgi rosyjskiego imperium. Pochwalił "szczerość" amerykańskiego prezydenta i dodał: "zbliża nas to do podjęcia koniecznych decyzji" - relacjonuje we wtorek brytyjski tygodnik.

To spotkanie na Kremlu miało być sygnałem dla rosyjskich elit, że wojna może się skończyć, ale oczywiście na warunkach Rosji. "Taki komunikat jest jednocześnie wyrazem zmęczenia wojną, jak i przekonania Putina, że wygra ją albo poprzez walkę, albo przez korzystne negocjacje" - ocenia "Economist", ale zarazem podkreśla, że Putin nie pojechał na Alaskę, by negocjować, lecz by "dumnie obnosić się" z odzyskaną pozycją człowieka, który może wpływać na losy Europy.

"Publicznością tego show, pośpiesznie zorganizowanego na prośbę Putina, był nie tylko Trump, ale też elity Putina i jego obywatele" - podkreśla tygodnik.

Ocenia dalej, że zorganizowane wkrótce po szczycie spotkanie Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i europejskimi przywódcami raczej nie zaniepokoiło Putina; w odczycie Moskwy nie zdarzyło się tam nic ważnego poza wzajemnym poklepywaniem się po plecach i zapewnieniami o poparciu dla Ukrainy.

A telefon, jaki Trump wykonał do Putina pośrodku rozmów z europejskimi gośćmi utwierdził rosyjskiego dyktatora w przekonaniu, że "Trump nie zrobi nic w sprawie Ukrainy nie konsultując się z Rosją" - zauważa "Economist".

Cały spektakl związany z negocjacjami pokojowymi jest Putinowi potrzebny, ponieważ gospodarka Rosji wkracza w recesję; w ciągu siedmiu pierwszych miesięcy 2025 roku deficyt budżetowy przekroczył limit na cały rok, jako że wydatki rządowe w tym okresie wzrosły o 20 proc. Co więcej, 60 proc. ankietowanych Rosjan popiera rozmowy pokojowe. Zaś dobrze poinformowany rosyjski biznesmen przyznaje w rozmowie z tygodnikiem: "Nikogo nie obchodzi jak to (wojna) się skończy, byle się skończyło. Putin może przedstawić wszystko jako zwycięstwo".

PAP

Na obszarze Donieckiego Zagłębia Węglowego, obejmującego około 50 tys. km kw., udokumentowane zasoby węgla szacuje się na 55 mld ton. Występuje tam 330 pokładów, z czego 185 posiada miąższość przemysłową (grubość warstwy), czyli przekraczającą 45 cm. Co więcej, cała Ukraina zajmuje zaledwie 0,4 proc. powierzchni lądów Ziemi, ale posiada 5 proc. światowego potencjału mineralnego.

Na terenie Donbasu, przed zajęciem Krymu, działało 228 kopalń. Przed 2014 r. eksploatowano 65 pokładów. W 2014 r. wydobyto około 65 mln ton.

Przed 2014 r. Donbas generował 16 proc. PKB Ukrainy. Odpowiadał także za 25 proc. całego eksportu z tego kraju. W obwodach donieckim i ługańskim dominował przemysł wydobywczy, metalurgiczny, maszynowy i lekki. Pod względem logistycznym i strategicznym Donbas posiadał rozwiniętą infrastrukturę transportową — m.in. port w Mariupolu, gęstą sieć kolejową obsługującą 40 proc. krajowego ruchu towarowego oraz specjalne strefy ekonomiczne z ulgami podatkowymi.

Na obszarach Donbasu, które po walkach w 2014 i 2015 r. pozostały pod administracją ukraińską, koncentrowała się znacząca część przemysłu kraju.

Kluczowym ośrodkiem straconym przez Ukraińców w 2022 r. był Mariupol – miasto portowe, w którym działały druga i trzecia co do wielkości huta stali w państwie. To właśnie strategiczne położenie i przemysłowy potencjał sprawiały, że Mariupol miał największe znaczenie gospodarcze w tej części Donbasu. Przemysł obecny był także w innych miastach, jak Kramatorsk czy Słowiańsk, lecz ich rola była zdecydowanie mniejsza.

(...)

Od podpisania porozumień mińskich w 2015 r. aż do wybuchu pełnoskalowej wojny w 2022 r. Donbas pozostawał podzielony na dwie części. Jedną kontrolowali tymczasowo Rosjanie, a druga znajdowała się pod administracją ukraińską. Na okupowanych terenach Rosja prowadziła gospodarkę rabunkową. Wydobywany tam antracyt trafiał nielegalnie na rynki mimo sankcji nałożonych na przywódców z okupowanej części obwodów ługańskiego i donieckiego.

– Po stronie ukraińskiej były dwa procesy. Z jednej strony trwała eksploatacja surowców – Donbas to jeden z najbogatszych regionów Ukrainy pod względem kopalin: metali, rud, węgla. Z drugiej strony prowadzono prace nad umocnieniami wojskowymi – mówi money.pl kierownik Zespołu Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich Tadeusz Iwański. Jak dodaje, choć obecnie nie mamy dokładnych informacji, co dzieje się w Donbasie za linią frontu, to można stwierdzić, że to teren w dużej mierze wyludniony i niebezpieczny. Operuje tam lotnictwo, drony, grupy dywersyjne oraz armia rosyjska z jednej strony, a ukraińska z drugiej. Mnóstwo ludzi uciekło albo zostało ewakuowanych.

Działalność ekonomiczna jest ograniczona – poza punktową obecnością przemysłu wydobywczego. Usługi niemal zniknęły, bo brakuje ludzi, którzy mogliby z nich korzystać – mówi nam ekspert OSW.

Pod Donbasem znajdują się wciąż nieoszacowane w pełni złoża paliw i minerałów, jednak z rozmów z ekspertami bardziej gospodarczy wyłania się aspekt militarny i polityczny.

Putin chce, aby Ukraina oddała cały obwód doniecki, ale to jest ryzyko, którego Ukraina nie zaakceptuje – i słusznie. Ryzyko polityczne to jedno, ale drugie to konieczność wycofania wojsk z fortyfikacji. Ukraina jest obecnie w bardzo złym stanie gospodarczym. Oddanie fortyfikacji i zmiana granic oznaczałyby konieczność budowy nowych umocnień, co jest bardzo kosztowne – setki milionów dolarów. Ukraina będzie musiała na to zaciągnąć kolejne pożyczki. Tymczasem dług publiczny Ukrainy wynosi już 90 proc. PKB, a prognozy zakładają, że przekroczy w tym roku 100 proc. – mówi money.pl Sergiej Druczin z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego.

Ryzykiem politycznym byłaby – w przypadku zgody na ustępstwa wobec Federacji Rosyjskiej – kwestia przemieszczenia tysięcy ukraińskich żołnierzy nie tylko za front, ale aż na nową granicę państwa.

(...)

Zdaniem Sergieja Druczina dla Kijowa obecnie ekonomicznie najistotniejsza jest Odessa i porty w tym rejonie. Tym bardziej że Ukraińcy stracili port w Mariupolu i tylko tą drogą mogą dalej handlować na morzu.

money.pl

- Dzisiaj ropa naftowa utrzymuje się w granicach 63-66 dol. za baryłkę. Myślę, że poniżej 55 dol. jej cena nie spadnie, bo trzeba pamiętać o kosztach wydobycia, które na przykład w Stanach Zjednoczonych są wysokie. Zresztą, zestawianie dzisiejszych notowań tego surowca z wartościami historycznymi to błąd. Mamy tak wysoką inflację na świecie w ostatnich pięciu latach, że dzisiejsza baryłka za 66-70 dol. jeszcze 10 lat temu kosztowałaby 40 dol. - ocenia Sikorski.

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że ewentualne nastanie pokoju w Ukrainie (o ile rzeczywiście uda się dogadać z Władimirem Putinem) wpłynie na wiele rynków, w tym także na rynek paliw. Może wręcz wywrócić stolik i doprowadzić do nowego rozdania po tym, jak rosyjska ropa znalazła się na cenzurowanym, a wiele gospodarek (nie tylko na Zachodzie, ale również Indie) zaczęło szukać dla niej alternatyw, przede wszystkim w Arabii Saudyjskiej i w USA.

(...)

- Z perspektywy paliw dla nas ważniejsze jest jednak to, co wydarzy się na Białorusi. Mają tam dwie rafinerie - Mozyrz i Nowopołock, które są znacznie bliżej nas niż rafinerie rosyjskie. Przed wybuchem wojny w 2022 r. dla przemysłu paliwowego Białorusi to Ukraina była rynkiem zbytu numer jeden, a Polska - numerem dwa. Zakończenie wojny w Ukrainie i zdjęcie sankcji z Rosji i Białorusi może sprawić, że rynek paliwowy w regionie będzie "ustawiał się" od nowa. A to będzie powodowało presję na spadek cen - dodaje.

(...)

- Nie wyobrażam sobie, aby cena ropy, zwłaszcza w Stanach, zeszła do poziomu 55 dol. Chyba że rzeczywiście nastąpiłby powrót ropy rosyjskiej i próba odebrania części rynku na przykład Arabii Saudyjskiej. Pamiętamy sprzed kilku lat, jak zagrali mocno, wprowadzając 10-dolarowy dyskont cenowy w stosunku do ropy Brent, żeby wywrzeć presję, zwłaszcza na producentów amerykańskich. Saudyjczycy potrafią grać tak mocno, jeśli widzą taką potrzebę - ocenia Adam Sikorski.

money.pl


Przywódcy zachodni podkreślili znaczenie porozumienia pokojowego i gwarancji bezpieczeństwa, które odstraszą od dalszej agresji na Ukrainę i zapewnią bezpieczeństwo zarówno Ukrainie, jak i Europie. Von der Leyen, Meloni i Starmer wyrazili poparcie dla ukraińskich gwarancji bezpieczeństwa wzorowanych na artykule 5 NATO, który zobowiązuje państwa członkowskie do podjęcia „takich działań, jakie uznają za konieczne, w tym użycia siły zbrojnej” w przypadku agresji na jedno państwo członkowskie. Trump oświadczył, że jego intencją jest, aby nieokreślone gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odstraszyły od przyszłej agresji na Ukrainę. Trump oświadczył również ustnie, że Stany Zjednoczone zapewnią pewne nieokreślone wsparcie dla gwarancji bezpieczeństwa, a państwa europejskie poniosą większość ciężaru tych gwarancji. W relacji Trumpa ze spotkania opublikowanej na Truth Social stwierdzono, że „różne kraje europejskie” zapewnią gwarancje bezpieczeństwa, a Stany Zjednoczone zapewnią „koordynację” tych gwarancji. Stanowisko USA w sprawie amerykańskiego zaangażowania w udzielanie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa pozostaje zatem niejasne. Zełenski oświadczył na wspólnej konferencji prasowej z Trumpem, że Ukraina potrzebuje gwarancji bezpieczeństwa od swoich partnerów, a także zasobów, aby utrzymać siłę swojej armii, w tym broni, szkoleń i wymiany informacji wywiadowczych, a silna armia ukraińska sama w sobie jest gwarancją bezpieczeństwa. Zełenski zauważył, że Ukraina i jej europejscy partnerzy mają obecnie program zakupu broni od Stanów Zjednoczonych i że jest to część gwarancji silnej armii ukraińskiej.

Ukraina podobno zaproponowała umowę na zakup amerykańskiej broni i produkcję ukraińskich dronów w zamian za amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa. Financial Times (FT) poinformował 18 sierpnia, że uzyskał dokument, w którym Ukraina obiecała zakup amerykańskiej broni o wartości 100 miliardów dolarów z finansowaniem europejskim, jeśli Stany Zjednoczone udzielą gwarancji bezpieczeństwa, ale zauważył, że dokument nie precyzuje, jaką broń Ukraina chce kupić. FT poinformował, że Ukraina również zaproponowała umowę o wartości 50 miliardów dolarów na produkcję dronów z ukraińskimi firmami, ale dokumenty nie wskazują, jaka część umowy dotycząca dronów będzie stanowiła zakupy, a jaka inwestycje. FT powołał się na cztery osoby zaznajomione ze sprawą, twierdząc, że propozycje te znalazły się na ukraińskiej liście tematów do rozmów z europejskimi przywódcami przed szczytem 18 sierpnia.

(...)

Rosyjski opozycyjny portal medialny „Ważnyje Istorii” poinformował 18 sierpnia, że dane dotyczące wydatków budżetu federalnego Rosji wskazują, że wskaźnik rekrutacji kontraktowej Ministerstwa Obrony Rosji (MON) spadł w drugim kwartale 2025 roku do najniższego poziomu od dwóch lat. „Ważnyje Istorii” poinformował, że rosyjskie MON dokonało wypłat na rzecz 37.900 osób za podpisanie kontraktu w drugim kwartale 2025 roku, ale że w 2024 roku MON dokonało wypłat na rzecz 92.800 osób, co stanowi znaczny spadek. ISW wcześniej zauważył doniesienia, że Kreml przekroczył 30 miliardów rubli (381,5 miliona dolarów) federalnego budżetu na rok 2025 na płatności kontraktowe do lata 2025 roku i zwiększył swój budżet do 35,8 miliarda rubli (455,3 miliona dolarów). Tempo rekrutacji w Rosji prawdopodobnie nie spadło pomimo wyczerpania federalnego budżetu rekrutacyjnego. Wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew stwierdził 2 lipca, że rosyjskie Ministerstwo Obrony podpisało ponad 210.000 kontraktów z żołnierzami kontraktowymi, co – jak podaje „Ważnyje Istorie” – jest 1,6 razy więcej niż wynika z danych o wydatkach budżetowych. „Ważnyje Istorie” poinformowało, że według innych badań Ministerstwo Obrony Narodowej uzyskało około 191.000 nowych kontraktów, korzystając z regionalnych danych budżetowych, co sugeruje, że Kreml wykorzystuje inne budżety do finansowania rekrutacji. Rosyjscy urzędnicy coraz częściej próbują obejść niedociągnięcia budżetowe, nieformalnie rekrutując poborowych, oferując dodatkowe wynagrodzenia cudzoziemcom i przerzucając ciężar finansowy z budżetów podmiotów federalnych (regionów) zamiast z bezpośredniego budżetu rządu federalnego. Próba Rosji, aby przerzucić ciężar finansowania premii za pobór na podmioty federalne, stanowi kosmetyczną próbę ukrycia faktu, że ograniczony majątek narodowy Rosji nie jest w stanie w nieskończoność utrzymać długoterminowych działań rekrutacyjnych bez uszczuplania innych programów rządowych. Rosnące wyzwania finansowe prawdopodobnie osłabią cały rosyjski aparat generowania sił zbrojnych. Dodatkowe sankcje Zachodu wymierzone w dochody z rosyjskiej ropy naftowej prawdopodobnie zaostrzą poważniejsze problemy gospodarcze, które mogą osłabić długoterminową zdolność Rosji do kontynuowania wojny na Ukrainie.

understandingwar.org