poniedziałek, 18 sierpnia 2025



Rosnąca liczna tematów uznanych przez władze Chin za "drażliwe" oraz nieprzewidywalne wyznaczanie przez nie granic cenzury znacząco ograniczają przepływ informacji i tworzą coraz większe przeszkody w pracy dziennikarzy - wynika z raportu Klubu Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC).

"W przeciwieństwie do umiarkowanej poprawy sytuacji po pandemii COVID-19 w 2023 r., tegoroczne wyniki badań pokazują, że w obliczu presji gospodarczej i nasilonych napięć geopolitycznych państwo (Chiny - PAP) wprowadza instytucjonalną kontrolę nad niezależnymi mediami" - oceniają autorzy opublikowanego w poniedziałek raportu pod tytułem "Nowe czerwone linie. Rosnące przeszkody dla zagranicznych dziennikarzy w Chinach".

Połowa ankietowanych w lutym i marcu członków FCCC zgłosiła, że w zeszłym roku do tematów tradycyjnie uznawanych przez Pekin za drażliwe, takich jak Sinciang, Tybet, Hongkong i odniesienia do przywódcy Chin Xi Jinpinga, dołączyły inne. Są to m.in.: chińska gospodarka, cła, pojazdy elektryczne, polityka technologiczna, bezrobocie, warunki pracy, demografia, a nawet obchody Halloween.

W ankiecie FCCC 60 proc. respondentów przyznało, że unikało tych tematów z obawy przed utratą wizy lub innymi represjami. To "utrudnia rzetelne relacjonowanie rzeczywistości" - podkreślono w raporcie.

Niemal 90 proc. ankietowanych dziennikarzy podało, że odmówiono im możliwości przeprowadzenia wywiadu lub został on odwołany, a 38 proc. anulowało podróż służbową lub wywiad z powodu presji wywieranej na nich przez urzędników. Blisko 40 proc. zgłosiło, że ich chińscy współpracownicy byli nękani lub zastraszani, a prawie co dziesiąty reporter padł ofiarą przemocy fizycznej.

Niektóre wskaźniki uległy poprawie, np. do 42 proc. spadła w 2024 roku (z 54 proc. rok wcześniej) liczba zgłoszeń o utrudnianiu pracy przez policję, a tylko 2 proc. ankietowanych spotkało się z atakami na portalach społecznościowych. Aż 98 proc. respondentów oceniło jednak swoje warunki pracy jako "rzadko spełniające międzynarodowe standardy" lub "nigdy niespełniające międzynarodowych standardów".

W najnowszym rankingu wolności prasy organizacji Reporterzy Bez Granic (RSF) Chiny znalazły się na 178. miejscu ze 180 państw i zostały określone jako "największe na świecie więzienie dla dziennikarzy".

PAP


"Zakończyłem 6 wojen w ciągu 6 miesięcy, jedna z nich groziła możliwą katastrofą nuklearną, a i tak muszę czytać i słuchać "Wall Street Journal" i wielu innych, którzy naprawdę nie mają pojęcia, jak mówią mi wszystko, co robię źle w sprawie BAŁAGANU wokół Rosji/Ukrainy, czyli wojny śpiącego Joe Bidena, a nie mojej" - napisał Trump w swoim serwisie Truth Social.

"Jestem tu tylko po to, by to zakończyć, nie by ciągnąć to dalej. To by się NIGDY nie wydarzyło, gdybym to ja był prezydentem. Wiem dokładnie, co robię i nie potrzebuję rady od ludzi, którzy pracują nad tymi wszystkimi konfliktami od lat i nigdy nie byli w stanie zrobić nic, by je powstrzymać. To są "GŁUPI" ludzie, bez zdrowego rozsądku, inteligencji, zrozumienia i sprawiają, że obecna R/U (rosyjsko-ukraińska) katastrofa jest tylko coraz trudniejsza do NAPRAWIENIA" - dodał.

"Pomimo moich wszystkich słabych i bardzo zazdrosnych krytyków, dokonam tego - zawsze to robię!!!" - oświadczył prezydent USA.

W niedzielę w artykule redakcyjnym konserwatywny "Wall Street Journal" napisał m.in., że "Trump prowadzi politykę zagraniczną, kierując się osobistym instynktem i taktycznym impulsem, a jego nagły piątkowy zwrot w sprawie Rosji i Ukrainy jest tego klasycznym przykładem". "Nie sposób przewidzieć, czy to początek drogi do pokoju, czy do ustępstw. Nie jesteśmy pewni, czy sam Trump to wie" - podkreśliła redakcja. Dziennik ocenił też, że obietnice dawane przez Władimira Putina są "mniej niż bezwartościowe".

"Trump uczynił rolę rozjemcy głównym tematem swojej drugiej kadencji, co jest ambicją godną podziwu. Pytanie jednak, jak zawsze, brzmi: za jaką cenę? Sprytni przeciwnicy, tacy jak Putin i chiński przywódca Xi Jinping, potrafią wyczuć, kiedy pragnienie Pokojowej Nagrody Nobla można wykorzystać do osiągnięcia znacznie ważniejszych korzyści strategicznych" - oceniła gazeta.

PAP


W dniu 8 sierpnia 2025 roku w Waszyngtonie doszło do spotkania liderów USA, Armenii i Azerbejdżanu – Prezydenta Donalda Trumpa, Premiera Nikola Paszynajana i Prezydenta Ilhama Alijewa.

W mediach okrzyknięto to spotkanie jako „historyczne” i „przełomowe”, mające, poprzez podpisanie „umowy pokojowej” zagwarantować pokój na Kaukazie.

Sprecyzujmy więc, co rzeczywiście miało miejsce w Waszyngtonie, ponieważ „umowy pokojowej”, jako takiej, w stolicy Stanów Zjednoczonych nie zawarto. Generalnie, podpisana deklaracja zawiera kilka elementów wynikająca z tego i innych parafowanych dokumentów:
  • potwierdzenie, że strony dążyć będą do pokoju, wzajemnego zrozumienia, budowania stosunków dobrosąsiedzkich pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem, z zagwarantowaniem nienaruszalności integralności terytorialnej i wzajemnym wyrzeczeniu się wszelkich prób rewanżyzmu
  • apel USA, Armenii i Azerbejdżanu do Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) o zakończenie działalności Grupy Mińskiej ukierunkowanej na rozwiązanie konfliktu w Górskim Karabachu. Tu od razu wyjaśnienie – Grupa Mińska powołana została w 1992 roku z trzema wiceprzewodniczącymi – USA, Rosja i Francja. W skład GM wchodzą Azerbejdżan, Armenia, Białoruś, Niemcy, Włochy, Turcja, Finlandia i Szwecja. Na likwidację grupy naciskał Azerbejdżan (i był to jeden z warunków podpisania umowy zawieszenia ognia w 2022 roku). PO zajęciu całego Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i ucieczkę z niego Ormian w 2023 roku funkcjonowanie Grupy straciło de facto rację bytu.
  • potwierdzenie konieczności utworzenia na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” (TRIPP)
  • Zagwarantowanie Armenii pełnej suwerenności na terytorium planowanego korytarza nazywanego w mediach „korytarza zangezurskiego”.
Kilka uwag i komentarzy:

  • W deklaracji Azerbejdżan i Armenia stwierdzają, że uzgadniają treść umowy pokojowej. Faktycznie – uzgadniają już 3 lata. I pomiędzy tymi państwami jest na tyle dużo nieporozumień, że aby uzgodnić treść porozumienia pokojowego kolejne są następne spotkania, negocjacje i szczyty. Na razie jest zbyt wiele rozbieżności, aby strony (przede wszystkim Armenia) zgodziły się na podpisanie porozumienia pokojowego. Wymieńmy kilka z nich:
    • Azerbejdżan żąda zmiany Konstytucji Armenii, w której są odwołania do Deklaracji Niepodległości, a ta jednoznacznie stwierdza przynależność Górskiego Karabachu do Armenii. Spornym jest również odwołanie w Deklaracji do ludobójstwa Ormian w Imperium Osmańskim na początku XX wieku – Azerbejdżan nie uznaje tego za ludobójstwo, sam ma roszczenia do Armenii, oskarżając Ormian o systemowe zabójstwa Azerbejdżan.
    • Armenia żąda, aby do Ojczyzny wrócili wszyscy żołnierze ormiańscy pozostający od 2022 roku w azerbejdżańskiej niewoli
    • Azerbejdżan lekceważy również żądania Ormian wypuszczenia na wolność wszystkich przywódców i funkcjonariuszy Republiki Górskiego Karabachu (przebywają w areszcie w Azerbejdżanie od 2023 roku, wszczęto przeciwko nim procesy karne, grożą im wieloletnie wyroku pozbawienia wolności)
    • Azerbejdżan nie reaguje na żądania Armenii w kwestii możliwości powrotu do Górskiego Karabachu wszystkich Ormian, którzy opuścili lub zostali wygnani w 2023 roku.
    • Azerbejdżan nie odpowiada również na żądania dotyczące zwrotu pozostawionego w Górskim Karabachu przez Ormian majątku ruchomego i nieruchomego.
  • Biorąc powyższe pod uwagę, należy stwierdzić już teraz, że wygranymi w tej rozgrywce dyplomatycznej są – Donald Trump (Prezydent USA w 7-punktowej deklaracji, wymieniony w dwóch punktach! Wymieniony z podziękowaniem dla niego za zorganizowanie spotkania i doprowadzenia do podpisania deklaracji) oraz Azerbejdżan. Azerbejdżan nie jest zobowiązany w deklaracji do niczego. Jedynym państwem, które jest do czegoś zobowiązane jest Armenia.
  • Deklaracja zakłada utworzenie na terytorium Armenii korytarza transportowo-energetycznego łączącego terytorium Azerbejdżanu z Autonomiczną Republiką Nachiczewanu pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity”. Przypomnę, że taka eksterytorialna droga przewidziana była już w trójstronnym porozumieniu Putin-Alijew-Paszynjan z 2022 roku (przy czym bezpieczeństwa tej drogi mieli pilnować żołnierze rosyjscy). Jest to dla Azerbejdżanu jedna z ważniejszych kwestii – przez ten korytarz zwany „korytarzem zangezurskim” Baku planuje cały transport do Europy, w tym transport, gazociągami oraz liniami energetycznymi, gazu, ropy i energii elektrycznej. Również Turcja jest zainteresowana otwarciem tego korytarza, widząc możliwość swojej ekspansji handlowej (i politycznej) tym korytarzem do państw Azji Centralnej.
W sposób naturalny, przeciwko korytarzowi jest Iran, gdyż może spowodować blokadę magistrali transportowo-energetycznej Północ-Południe (z Iranu, poprzez Armenię, do Rosji i dalej do Europy i Azji Centralnej). Z punktu widzenia samej Armenii, „korytarz zangezurski” może zablokować barter z Iranem – prąd (Ormiański) za gaz (Irański).

Stany Zjednoczone, oprócz kwestii prestiżowych związanych z zamknięciem jednego z pól konfliktu na świecie (Prezydent Trump podobno marzy o Pokojowej Nagrodzie Nobla), widzi tu też właśnie możliwość zablokowania od północy Iranu. Jak nie trudno się domyśleć, aktywnie w tym zakresie oddziaływuje na Donalda Trumpa dyplomacja Izraela.

Zgodnie z porozumieniem, na terytorium Armenii utworzony zostanie 42-kilometrowy korytarz transportowy pod nazwą „Trump Route for International Peace and Prosperity” – linie kolejowe, drogi, linie energetyczne, światłowodowe, gazociągi i rurociągi z Azerbejdżanu do Nachiczewanu.

Wg „przecieków”, wymieniona infrastruktura miałaby być oddana w długoterminowy zarząd amerykańskiej firmie prywatnej (mówi się o 49, ale i o 99 latach). Bezpieczeństwa infrastruktury ma pilnować amerykańska prywatna organizacja militarna (USA nie wprowadzałaby swoich sił zbrojnych na te terytoria).

Stany Zjednoczone gwarantują, że Armenia będzie miała pełnię władz i suwerenność nad całym przedsięwzięciem (dodatkowo ma osiągać 30% zysków z funkcjonowania korytarza; 40% zysku otrzyma amerykańska firma zarządzająca, a pozostałe 30% – ochrona).

Jak wspomniałem, wygranym jest Donald Trumn i Stany Zjednoczone. Kto jednak może być zagrożony?

Bez wątpienia wspomniany już przeze mnie Iran, ale przede wszystkim Rosja, która utraciła pozycję „rozgrywającego” w konflikcie azerbejdżańsko-armeńskim. Moim zdaniem, gdyby nie decyzje Trumpa, Rosja nadal, przez wiele lat przeciągałaby jakiekolwiek rozwiązania w zakresie możliwości podpisania porozumienia pokojowego. 

Rosja od wieków stosuje na Kaukazie zasadę devide et impera – dziel i rządź – i gdyby nie to porozumienie w Waszyngtonie, nadal starałaby się wygrywać (geo)politycznie na konflikcie Baku i Erywania. Teraz to się zmniejszyło, ale nigdy nie zostanie zlikwidowane.

Bo np. warto zauważyć bardzo duży wpływ Rosji na gospodarkę Armenii. I, paradoksalnie, realizacja korytarza w wersji amerykańskiej może uzależnienie Armenii od Rosji zwiększyć! Erywań od lat starał się dywersyfikować dostawy nośników energetycznych, zwiększając ich import z Iranu, kosztem Rosji. Zablokowanie „korytarzem zangezurskim” rozwoju współpracy z Iranem może doprowadzić do zwiększenia się uzależnienia Erywania od dostaw z Rosji. Ale należy liczyć, że realizacja TRIPP może spowodować wzrost amerykańskich inwestycji w innych obszarach, aniżeli tylko w ramach korytarza Zangezur.

Na razie pytań jest zbyt wiele. 

/Pisownia oryginalna - red./

centrumrosja.com

Sekretarz stanu USA Marco Rubio stwierdził w wywiadzie dla „Face the Nation” 17 sierpnia, że zarówno Rosja, jak i Ukraina muszą pójść na ustępstwa, aby osiągnąć porozumienie pokojowe. Rubio zauważył, że każde porozumienie, w którym ustępstwa dotyczą tylko jednej strony, będzie kapitulacją, a nie porozumieniem pokojowym. Rubio stwierdził, że prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował „kilka” nieokreślonych ustępstw podczas szczytu na Alasce 15 sierpnia, ale nie wystarczająco dużo, aby natychmiast osiągnąć sprawiedliwe porozumienie pokojowe. Rubio powtórzył oświadczenie Trumpa z 13 sierpnia, że Stany Zjednoczone nie są w stanie zaakceptować ani odrzucić porozumienia w imieniu Ukrainy i że Ukraina musi sama zdecydować, jakie warunki zaakceptuje w zamian za porozumienie pokojowe. Rubio stwierdził, że administracja Trumpa chce porozumienia, które pozwoli Ukrainie odbudować kraj i „mieć pewność”, że inwazja Rosji „nigdy się nie powtórzy”. Rubio oświadczył, że ostrzejsze sankcje USA wobec Rosji położą kres rozmowom pokojowym i przedłużą wojnę o co najmniej kolejny rok, a nawet półtora. 

Rosja nie będzie w stanie szybko zająć pozostałej części obwodu donieckiego siłą, czego nie udało się jej zrobić od ponad dekady. Rosja mogłaby szybko zająć cały obwód doniecki tylko wtedy, gdyby Ukraina uległa żądaniu Putina i wycofała się z pozostałej części obwodu. 16 sierpnia agencja Axios, powołując się na źródło posiadające bezpośrednią wiedzę o rozmowie telefonicznej Trumpa z Zełenskim i europejskimi przywódcami z 16 sierpnia, doniosła, że Trump oświadczył, iż Putin powiedział mu, iż Rosja może zająć cały obwód doniecki, jeśli Putin tego zapragnie.

(...)

Siły rosyjskie podjęły cztery znaczące kampanie we wschodniej Ukrainie w latach 2024-2025, które ilustrują, jak trudne prawdopodobnie będzie dla nich przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego siłą. Siły rosyjskie po raz pierwszy rozpoczęły wysiłki mające na celu odbicie Kupjańska w obwodzie charkowskim w październiku 2023 r. i przeprowadziły wiele oddzielnych kampanii mających na celu zajęcie miasta w ciągu prawie dwóch lat od tego czasu. Siły rosyjskie obecnie zmagają się z ukończeniem okrążenia Kupjańska od północnego zachodu i nie zdobyły jeszcze osady pomimo 22 miesięcy działań ofensywnych. Siły rosyjskie rozpoczęły ukierunkowany wysiłek, aby zająć Toreck w obwodzie donieckim w połowie czerwca 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły tę akcję niedaleko pozycji, które zajmowały przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Siły rosyjskie zdobyły Toreck do 1 sierpnia 2025 roku, a pokonanie dystansu około 6,4 mili z południowo-wschodnich obrzeży Torecka na północno-zachodnie obrzeża zajęło im 14 miesięcy.

Rosyjska kampania na rzecz Chasiw Jar w obwodzie donieckim rozpoczęła się w maju 2023 roku po zajęciu przez siły rosyjskie Bachmutu (na wschód od Chasiw Jaru), a siły rosyjskie zintensyfikowały wysiłki mające na celu zajęcie Chasiw Jaru w kwietniu 2024 roku. Rosyjskie Ministerstwo Obrony (MON) twierdzi, że siły rosyjskie zakończyły zajęcie Chasiw Jaru 31 lipca 2025 roku, chociaż ISW nie zaobserwowało jeszcze dowodów na to, że siły rosyjskie zajęły całą osadę. Siły rosyjskie potrzebowały 26 miesięcy, aby przejść około 6,8 mil (około 11 kilometrów) z zachodniego Bachmutu do zachodniego krańca Chasiw Jaru.

Siły rosyjskie rozpoczęły wysiłki mające na celu zajęcie Pokrowska w obwodzie donieckim w lutym 2024 r. po zajęciu Awdijiwki i podjęły wiele prób zdobycia Pokrowska poprzez ataki frontalne, okrążanie lub okrążanie – wszystkie z nich jak dotąd, po ponad 18 miesiącach, zakończyły się niepowodzeniem.

Ostatnie rosyjskie postępy na północny wschód od Pokrowska nie wskazują, że Rosja może szybko przejąć ufortyfikowane lub miejskie obszary. Siły rosyjskie zajęły otwarte obszary bez żadnych znacząco ufortyfikowanych osiedli podczas niedawnej penetracji na północny wschód od Pokrowska w pobliżu Dobropola. Siły rosyjskie nadal nie wykazały żadnej zdolności do szybkiego przejęcia dużych, ufortyfikowanych pozycji, jak pokazały kampanie w Kupjansku, Czasiw Jarze, Torecku i Pokrowsku. Siły rosyjskie mają problemy z zaopatrzeniem i wzmocnieniem swojej taktycznej penetracji w pobliżu Dobropola i obroną przed ukraińskimi kontratakami na flankach — co sugeruje, że siły rosyjskie mogą nie być w stanie skonsolidować swoich pozycji i wykorzystać tej penetracji. 

(...)

Żadna z tych wielomiesięcznych prób zdobycia Kupjańska, Czasiw Jaru, Torecka i Pokrowska nie osiągnęła skali niezbędnej do przejęcia całego pasa twierdz Ukrainy – silnie ufortyfikowanej, głównej linii obronnej Ukrainy w obwodzie donieckim, składającej się z miast znacznie większych pod względem wielkości i liczby ludności.[15] Rosyjskie wysiłki mające na celu zdobycie siłą pozostałej części obwodu donieckiego zajęłyby kilka lat, biorąc pod uwagę liczbę ufortyfikowanych obszarów miejskich, które wojska rosyjskie muszą pokonać, aby dotrzeć do granic administracyjnych obwodu donieckiego.

understandingwar.org

niedziela, 17 sierpnia 2025



- Zgodziliśmy się w sprawie solidnych gwarancji bezpieczeństwa, które określiłbym jako przełomowe - powiedział Witkoff, poproszony o przedstawienie ustaleń z rozmów przywódców USA i Rosji na Alasce. - Nie sądziliśmy, że byliśmy w jakimkolwiek stopniu bliscy zgody na ochronę z tytułu artykułu 5. ze strony Stanów Zjednoczonych - dodał, odwołując się do artykułu zobowiązującego NATO do udzielenia pomocy zbrojnej zaatakowanym sojusznikom.

Wśród osiągnięć szczytu Witkoff wymienił też zapowiedź zapisania w rosyjskim prawie zobowiązania do niewysuwania kolejnych roszczeń terytorialnych wobec Ukrainy i nieatakowania innych państw, kiedy porozumienie pokojowe zostanie "skodyfikowane".

Prezydencki doradca powiedział również, że Rosja zaoferowała "ustępstwa w sprawie niektórych innych regionów" poza Donbasem, lecz odmówił ich wymienienia. Zaznaczył jednak, że wiedzą o tym zarówno Ukraińcy, jak i przywódcy europejscy i wszyscy zgadzają się, że poczyniono duże postępy.

- Może niewystarczające do zawarcia porozumienia, ale jesteśmy na ścieżce po raz pierwszy. Widzimy ustępstwa w większym stopniu niż w przeszłości - zaznaczył.

Dodał, że chce wyjść z tego punktu, by osiągnąć dobre porozumienie dla Ukrainy, które "pozwoli na ich samostanowienie i na ochronę ich suwerennych granic".

Tłumacząc decyzję Trumpa o odejściu od żądania zawieszenia broni, wysłannik prezydenta stwierdził, że chce on doprowadzić do podpisania układu pokojowego "bardzo, bardzo szybko, szybciej niż zawieszenie broni". Twierdził, że pozwoliły na to postępy poczynione na Alasce, i ocenił, że w ten sposób omija się ustalanie szczegółów, które musiałyby być omawiane podczas rozejmu.
Na "wielkie postępy" z Rosją w niedzielę wskazał też prezydent Donald Trump w krótkim wpisie na platformie społecznościowej Truth Social.

"WIELKIE POSTĘPY W SPRAWIE ROSJI. CZEKAJCIE NA DALSZE INFORMACJE" - ogłosił.

PAP

sobota, 16 sierpnia 2025



- Zrobiliśmy naprawdę duży krok naprzód. Ja od zawsze mam fantastyczne relacje z prezydentem Putinem - mówił Donald Trump po spotkaniu z Donaldem Trumpem. - Wiele punktów zostało uzgodnionych, jest raptem tylko kilka, które zostały. Niektóre nie są aż tak ważne, jeden jest prawdopodobnie najważniejszy - mówił prezydent USA. Dodał, że wraz z przywódcą Rosji osiągnęli "ogromny postęp". - Nie udało nam się zawrzeć porozumienia, ale są duże szanse na to, że to się uda - przekonywał. W wywiadzie dla Fox News Trump przekazał, że podczas rozmowy z Putinem jednym z omawianych tematów była wymiana terytoriów pomiędzy Rosją a Ukrainą. Na sugestie, że "więcej ziem przypadnie Rosji, a Ukraina otrzyma "gwarancje bezpieczeństwa niezwiązane z NATO", Trump potwierdził, że negocjacje dotyczyły tych kwestii. - To są punkty, które negocjowaliśmy i co do których w dużej mierze się zgodziliśmy. Właściwie myślę, że w wielu kwestiach osiągnęliśmy porozumienie - mówił. Zapowiedział również, że Rosja i Ukraina zorganizują spotkanie swoich przywódców, by omówić potencjalne zawieszenie broni. Jak przyznał, prawdopodobnie również będzie na nim obecny. Nie podał jednak informacji, kiedy taki szczyt mógłby się odbyć. 

Przekazał, że zadzwoni "do NATO za jakiś czas". - Zadzwonię do różnych ludzi, którzy myślę, że będą właściwi. Zadzwonię do prezydenta Zełenskiego, powiem mu o dzisiejszym spotkaniu. Ostatecznie to oni muszą się zgodzić - mówił. W wywiadzie dla Fox News Trump powiedział, że teraz, po szczycie na Alasce, wszystko zależy od Wołodymyra Zełenskiego. Doradził prezydentowi Ukrainy, aby zawarł porozumienie w sprawie zakończenia wojny. Zapytany o radę udzieloną Zełenskiemu, odpowiedział, że trzeba zawrzeć porozumienie, ponieważ Rosja jest bardzo dużym mocarstwem, a Ukraina nie. 

gazeta.pl


"Kommiersant" wyraził pogląd, że spotkanie przywódców w Anchorage można nazwać sukcesem. Według komentatorów gazety najważniejszym osiągnięciem szczytu na Alasce jest to, że "po stronie amerykańskiej ostatecznie została usunięta idea "strategicznej porażki" i "izolacji" Rosji". To z kolei, zdaniem rosyjskich analityków, oznacza, że strona amerykańska najprawdopodobniej uwzględniła argumenty Kremla dotyczące zawieszenia broni, a mianowicie to, że "rozejm nie ma sensu bez wstrzymania dostaw broni na Ukrainę czy omówienia kwestii terytorialnych". W ocenie dziennika świadczyć o tym ma fakt, iż Trump zadeklarował, że USA nie będą nakładać na Rosję kolejnych restrykcji.

Komentatorzy "Kommiersanta" są przekonani, że amerykański prezydent będzie teraz wywierać presję na Unię Europejską i Ukrainę, by zaakceptowały rosyjskie stanowisko. Rozmówcy gazety zgodnie uważają, że największym problemem jest obecnie postawa Europy i Ukrainy, które nadal są zdecydowane kontynuować walkę.

"Dla Rosji jest to najkorzystniejszy scenariusz: izolacja międzynarodowa została wreszcie przełamana, sankcje nie są wprowadzane, Trump nie domaga się natychmiastowego zawieszenia broni, a sytuacja na polu walki sprzyja stronie rosyjskiej" - podkreślił "Kommiersant".

W podobnym tonie wypowiadają się inne rosyjskie media kontrolowane przez Kreml. "Rossijskaja Gazieta" wyraża przekonanie, że piątkowe spotkanie otworzy drogę do pokoju na Ukrainie, a Trump jest gotowy "porzucić rusofobię" jako formę nacisku na Rosję. Ponadto komentatorzy tego medium są przekonani, że amerykański prezydent "znacznie mniej ceni korzyści płynące z konfrontacji z Rosją, niż korzyści ze współpracy z nią". Z kolei "Komsomolska Prawda" oceniła, że Putinowi udało się przekonać Trumpa, iż "nie ma sensu rozmawiać z Rosją z pozycji siły i nie ma sensu grozić jej sankcjami, bowiem nie da się jej udusić dalszymi restrykcjami".

Rosyjskie media przytaczają też reakcje zachodnich polityków na przebieg piątkowego spotkania. Cytując krytyczne komentarze unijnych dyplomatów, dziennik "Izwiestia" wyraził pogląd, że "Europa z bólem zareagowała na przybycie Putina do USA". 

PAP

piątek, 15 sierpnia 2025



Fundusz Dopłat to rządowy program bezzwrotnego finansowania budownictwa, którego celem jest zwiększenie zasobu mieszkalnych lokali i pomieszczeń z zakresu pomocy społecznej, które służą zaspokajaniu potrzeb osób o niskich i przeciętnych dochodach. Program społecznego budownictwa czynszowego natomiast powstał z myślą o rozwoju budownictwa mieszkaniowego na wynajem oraz spółdzielczego lokatorskiego. Finansowanie w jego ramach dotyczy lokali mieszkalnych na wynajem z limitowaną ustawowo stawką czynszu (maksymalnie 5 proc. wartości odtworzeniowej), jak również lokali mieszkalnych, do których ustanowione zostanie spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego.

Dr Kamil Nowak zwraca uwagę na to, że samorządy są odpowiedzialne za tworzenie zasobu mieszkaniowego gminy. Mogą je realizować również poprzez swoje spółki i są to mieszkania na wynajem. Podkreśla jednak, że duża część z nich jest wyprzedawana z wysokimi bonifikatami, co przekłada się na kurczenie się zasobów mieszkaniowych gmin.

(...)

Ekspert zwraca uwagę na niewielkie zasoby mieszkaniowe gmin w Polsce. Według danych GUS na koniec 2023 roku liczba lokali mieszkalnych, na które obowiązywały umowy na najem z mieszkaniowego zasobu gminy (z wyłączeniem lokali zamiennych i tymczasowych pomieszczeń), wyniosła zaledwie 592,8 tys. Jest to spadek o 4,3 proc. w porównaniu do roku 2022. W miastach był to spadek o 4,6 proc., a na obszarach wiejskich o 1,8 proc. Liczba gospodarstw domowych oczekujących na najem lokali mieszkalnych z mieszkaniowego zasobu gmin wyniosła nieco ponad 123 tys.

- Niestety proces ubytku tych zasobów jest cały czas dosyć szybki, jego tempo nie jest takie jak jeszcze dekadę temu. Natomiast w dalszym ciągu te zasoby się kurczą, mniej mieszkań powstaje, więcej jest wyprzedawanych, niestety zasady prywatyzacji tych lokali często są obarczone właśnie wysokimi bonifikatami. To jest na pewno jedna z tych rzeczy, o których warto też dyskutować w przestrzeni publicznej - mówi dr Kamil Nowak.

bankier.pl

czwartek, 14 sierpnia 2025



Ukraiński atak na rurociąg "Przyjaźń", który dostarcza ropę naftową na Węgry i ma kluczowe znaczenie dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, jest skandaliczny - napisał w środę na platformie X szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto.

"W nocy Ukraina rozpoczęła atak dronami na kluczową stację dystrybucyjną rurociągu naftowego "Przyjaźń" w obwodzie briańskim w Rosji. Węgry są największym dostawcą energii elektrycznej na Ukrainę. Bez nas bezpieczeństwo energetyczne tego kraju byłoby wysoce niestabilne" - ostrzegł Szijjarto, komentując ukraiński atak.

"Zdecydowanie wzywamy Ukrainę do zaprzestania narażania węgierskich dostaw energii i zaprzestania ataków na szlaki energetyczne prowadzące do Węgier w wojnie, z którą my, Węgrzy, nie mamy nic wspólnego!" - dodał.

Wojsko Ukrainy poinformowało wcześniej tego dnia o ataku dronów na stację pomp ropociągu w mieście Uniecza w obwodzie briańskim na zachodzie Rosji. Według agencji Interfax-Ukraina, powołującej się na źródła w wywiadzie wojskowym, celem była infrastruktura ropociągu "Przyjaźń".

Minister spraw zagranicznych Węgier, zwracając się do prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, napisał też na X, że Budapeszt "od 3,5 roku opowiada się za zawieszeniem broni i rozmowami pokojowymi, a Ukraina byłaby w lepszej sytuacji, gdyby prezydent Zełenski zrobił to samo". "Setki tysięcy istnień ludzkich mogłyby zostać uratowane, a miliony uchronione przed ucieczką z domów" - dodał.

PAP

środa, 13 sierpnia 2025



Drodzy Państwo,

Biorąc pod uwagę obecną sytuację na froncie, chciałbym przedstawić kilka kluczowych obserwacji, które wpływają na to, co obecnie widzimy.

W lipcu odbyłem mój dziewiąty wyjazd studyjny na Ukrainę. Poniżej przedstawiam syntetyczny obraz sytuacji po obu stronach konfliktu.

Od 2024 roku Ukraina skutecznie niwelowała rosyjską przewagę w artylerii i sile żywej dzięki intensywnej produkcji dronów. W międzyczasie, po chwilowych sukcesach związanych z mobilizacją, przyszła jednak rzeczywistość. Skala dezercji i strat spowodowała, że armia ukraińska – zwłaszcza komponent piechoty – zaczęła się kurczyć (o czym kilka tygodni temu mówił Taras Chmut).

Równolegle Rosjanie nie tylko uzupełniali straty, ale zwiększali liczebność swoich sił na Ukrainie. Obie strony znalazły się więc na zupełnie odmiennych trajektoriach.

Najbardziej niepokojącą zmianą w porównaniu z 2024 rokiem, a nawet lutym bieżącego roku, jest pojawienie się na froncie pododdziałów „Rubikona” – Rosyjskiego Centrum Zaawansowanych Systemów Bezzałogowych. Jednostka ta szkoli wykwalifikowanych instruktorów i operatorów dronów, których działania są wyjątkowo skoordynowane i systematyczne. Każdy pododdział ma przypisany własny sektor (dotyczy to także brygad i pułków ogólnowojskowych), w którym drony prowadzą ciągłe oddziaływanie. Uderzają nie tylko w ukraińskich żołnierzy, ale też przechwytują ukraińskie drony – zarówno uderzeniowe, jak i logistyczne. Sama ich masowa obecność powoduje, że ukraińska artyleria i bezzałogowce często nie mogą operować.

O ile wcześniej ukraińska obrona w dużej mierze opierała się na dronach, o tyle obecnie to rozwiązanie przestaje być skuteczne. „Rubikon” zmienił charakter działań na froncie – rosyjskie uderzenia stały się bardziej precyzyjne, skoordynowane i nastawione na systematyczne osłabianie ukraińskich zdolności bojowych. W efekcie coraz trudniej jest Ukraińcom prowadzić działania obronne, a front w wielu miejscach staje się dla nich strefą ciągłego i stałego zagrożenia.

Jeśli ten trend się utrzyma, to nawet lokalne ukraińskie kontrataki będą wymagały ogromnych nakładów środków i będą obarczone wysokim ryzykiem strat. Przewaga w wojnie bezzałogowej może również umożliwić Rosjanom stopniowe (a potem szybsze) wymuszanie wycofań i przesunięć ukraińskich pozycji bez konieczności przeprowadzania klasycznych, kosztownych w ludziach szturmów. Zamiast tego, prym będą wiodły szybkie działania rajdowe. 

W średnim terminie nie spodziewamy się istotnej poprawy sytuacji. Ukraińcy z pewnością będą dążyć do częściowego przywrócenia równowagi, zwłaszcza w sferze działań dronowych, jednak nikt nie jest w stanie przewidzieć, ile czasu to zajmie.

x.com/konrad_muzyka


W ostatnich 72 godzinach w rejonach przełamań frontu  rejon Pokrowska LBZ pojawiła się nowa, wyjątkowo skuteczna taktyka rosyjskich pododdziałów lekkiej piechoty. Małe, zwykle dwuosobowe zespoły nocą przemieszczają się w głąb pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy, korzystając z peleryn termoizolacyjnych schładzanych przed ruchem, co znacząco redukuje ich sygnaturę IR i utrudnia wykrycie przez UAV z kamerami termowizyjnymi. Ruch odbywa się w trybie step-by-step: dowódca, często korzystając z drona obserwacyjnego, wydaje szczegółowe instrukcje, a w razie zagrożenia grupa kładzie się na ziemi i kryje pod peleryną. W terenie otwartym ujawniają się tylko na krótko, w lasach i osadach praktycznie znikają z obserwacji. Wyruszają bez ciężkiego ekwipunku, by zwiększyć mobilność, a po dotarciu do punktów głębokiej infiltracji czatują w zasadzce, atakując żołnierzy i posterunki SZUA. Jeńców zazwyczaj się nie bierze, a cywilów napotkanych na trasie eliminuje, aby zapobiec ujawnieniu pozycji i tras przemarszu. Logistykę zapewniają drony transportowe dostarczające ograniczoną ilość prowiantu i nowe baterie do radiostacji, co minimalizuje ryzyko wykrycia dużych konwojów. Aby ograniczyć sygnaturę akustyczną, stosuje się systemy PBS (tłumiki broni strzeleckiej), a taktyka ruchu jest zsynchronizowana z warunkami pogodowymi, które sprzyjają maskowaniu termicznemu. Metoda działa, bo po okresie, w którym drony rozpoznawcze i uderzeniowe paraliżowały klasyczne manewry piechoty, Rosjanie przeszli do mikrooperacji, które wykorzystują słabe punkty obrony: brak głębi, niedostatek grup szybkiego reagowania, opóźnienia w centralnym dowodzeniu i niewystarczający nocny monitoring w terenie zurbanizowanym i leśnym. Słabości tej taktyki to trudności z utrzymaniem zaopatrzenia w głębi, ryzyko odcięcia od sił głównych i zależność od specyficznych warunków terenowych.

Odpowiedzią powinno być odtworzenie drugiej i trzeciej linii obrony, rozmieszczenie mobilnych QRF z pojazdami opancerzonymi, całodobowy monitoring UAV, radarami i czujnikami sejsmicznymi, a także prowadzenie symetrycznych operacji infiltracyjnych, ale z lepszym planowaniem, integracją z rozpoznaniem i precyzyjnym wykorzystaniem pogody. Jeśli adaptacja nie nastąpi szybko, FR może uzyskać trwałą przewagę w sektorach wyłomu.

Ta wojna po raz kolejny pokazuje, że zwycięża nie ten, kto ma więcej sprzętu, lecz ten, kto szybciej zmienia sposób jego użycia.

x.com/DarmolinskiT