poniedziałek, 4 sierpnia 2025



Whitaker odpowiedział w ten sposób podczas wywiadu w telewizji Newsmax na pytanie, co myśli rosyjski przywódca w obliczu możliwości nałożenia nowych sankcji i wymian gróźb nuklearnych z USA.

- Nie sposób pojąć, co jest w umyśle Putina, bo jest chory, pokręcony i prawdopodobnie nielogiczny. Ale wiesz, zgaduję, że on raczej nie chce zmierzyć się z najpotężniejszym wojskiem na świecie - powiedział ambasador. Jak dodał, Putin wie, że jedynym dużym źródłem dochodów jest obecnie eksport gazu i ropy naftowej m.in. do Chin, Indii i Brazylii, a jeśli Trump nałoży na ten eksport sankcje i cła, to "mogłoby to naprawdę podważyć jego zdolność do finansowania tej wojny".

Słowa Whitakera stoją w niejakim kontraście z tym, co mówił dotąd Trump. Prezydent USA potwierdził w niedzielę, że nałoży nowe sankcje, i twierdził wcześniej, że Indie już zdecydowały odejść od rosyjskiej ropy - lecz dodał, że nie wie, na ile ruch ten wpłynie na Rosję.

Pytany o misję prezydenckiego wysłannika Steve'a Witkoffa, który ma udać się na rozmowy z Putinem do Moskwy w środę lub w czwartek, Whitaker powiedział, że doradca Trumpa złoży Putinowi ultimatum.

- To ultimatum będzie polegało na tym, że trzeba wprowadzić zawieszenie broni. Czas teraz powstrzymać zabijanie. Tego właśnie naprawdę chce prezydent Trump. Koniec z zabijaniem 1000 żołnierzy niemal każdego dnia - oznajmił. Dodał, że Trump uważa, że ostatecznie wojnę zakończyć można tylko poprzez dyplomację.

Whitaker powiedział, że sam również odgrywa rolę w próbie doprowadzenia konfliktu do końca poprzez koordynowanie zakupów broni dla Ukrainy przez państwa NATO.

- Właśnie byłem w Polsce i pracowałem nad tą kwestią z ludźmi, którzy rzeczywiście transportują towary do i ze strefy konfliktu. Myślę więc, że oczekujemy, że ta ważna, zaawansowana, najwyższej klasy, najnowocześniejsza broń, którą będziemy sprzedawać naszym europejskim sojusznikom i która będzie używana na froncie wojny na Ukrainie, będzie miała decydujące znaczenie - mówił ambasador. - Ale ostatecznie, powtórzę, musimy powstrzymać zabijanie - zaznaczył.

PAP


Według dokumentów największych chińskich spółek z branży fotowoltaicznej, w ubiegłym roku zwolniły one około 1/3 swoich pracowników. Jak wskazuje agencja Reutera, był to jeden z sektorów przemysłowych wybranych przez Pekin do napędzania wzrostu gospodarczego. Pieniądze płynęły obficie do fotowoltaicznych spółek, a ich produkcja rosła, eliminując większość zachodniej konkurencji.

Gdy popyt się ochładzał, a moce produkcyjne cały czas rosły, chińskie firmy obniżały ceny, żeby utrzymać sprzedaż. Tak dotarliśmy do momentu, w którym świat produkuje dwa razy więcej paneli słonecznych rocznie niż zużywa, a większość z nich opuszcza fabryki zlokalizowane w Chinach. Wojna cenowa nie traci natomiast na intensywności i zmusza spółki z branży do zdecydowanego cięcia kosztów.

Największe chińskie spółki z fotowoltaiczne, do których zaliczają się Longi Green Energy, Trina Solar, Jinko Solar, JA Solar i Tongwei, w ubiegłym roku łącznie zmniejszyły swoje załogi o około 87 000 pracowników, co stanowiło średnio 31% ich zatrudnienia - ustaliła agencja Reutera na podstawie analizy danych o zatrudnieniu zawartych w publicznych dokumentach wymienionych firm.

Jak uważają analitycy, na redukcję etatów złożyły się zwolnienia oraz odejścia spowodowane cięciami płac i godzin pracy, ponieważ firmy starały się w ten sposób ograniczać straty. Pekin postrzega zatrudnienie jako klucz do politycznej stabilności. Zwolnienia są więc drażliwym tematem i być może dlatego informację o redukcji etatów podała do publicznej wiadomości tylko jedna z wymienionych wcześniej spółek.

(...)

Fabryki paneli słonecznych wyrastały w Chinach jak grzyby po deszczu w latach 2020-23, gdy Pekin wskazał fotowoltaikę jako jedną z trzech branż (obok samochodów elektrycznych i akumulatorów), które miały wesprzeć rozwój gospodarki i do których przekierowano zasoby z pogrążonego w kryzysie sektora nieruchomości. 

W ubiegłym roku chińska branża fotowoltaiczna straciła 60 mld dolarów. Według analityka Jefferies, Alana Lau, straty na poziomie poszczególnych producentów paneli słonecznych są już w tej chwili porównywalne ze stratami firm z sektora nieruchomości (branża fotowoltaiczna to 1/10 jego wielkości).

Po masowej rozbudowie, nastąpiła bratobójcza wojna cenowa, którą zaostrzyły amerykańskie cła na panele słoneczne z Chin. Spółki zaczęły przenosić produkcję do państw Azji Południowo-Wschodniej w nadziei na ich ominięcie. W kwietniu Departament Handlu USA poinformował jednak, że nałoży na panele słoneczne z tych krajów dodatkowe cła (...).

bankier.pl


Gazeta podała, że międzynarodowe ceny kakao wzrosły w ostatnich miesiącach o ponad 10 tys. dol. za tonę, co oznacza ponad trzykrotny wzrost od początku 2023 r. Jako powód wskazuje zmiany klimatu oraz choroby niszczące plantacje. Przemyt dotyka głównie ziaren z Wybrzeża Kości Słoniowej oraz Ghany, które łącznie odpowiadają za dwie trzecie światowego kakao.

Jak ustalił „FT” /„Financial Times”/, rolnicy sprzedają ziarno pośrednikom, którzy następnie przemycają je do sąsiednich krajów, w tym do Burkina Faso, Togo i Sierra Leone, gdzie sprzedawane jest po cenach rynkowych. Państwa te odnotowują wzrost eksportu, mimo że nie ma tam prawie żadnych plantacji. Następnie nielegalne ziarno trafia do dużych przedsiębiorstw przetwórczych, m.in. w Belgii i Holandii, skąd następnie jest sprzedawane producentom czekolady i wyrobów cukierniczych na całym świecie.

- To sprawdzona i przetestowana trasa przemytu – powiedział w rozmowie z brytyjską gazetą były handlarz kakao Nicko Debenham. W jego opinii, te same szlaki przemytnicze były wykorzystywane wcześniej do finansowania broni i rebeliantów podczas wojen domowych na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

Według danych rządowych, w latach 2023-2024 z Ghany przemycono ok. 150 tys. ton ziaren kakaowca, co według niektórych szacunków stanowi nawet 25 proc. krajowej produkcji, a kolejne 200 tys. ton zostało przemyconych z Wybrzeża Kości Słoniowej. W tym ostatnim kraju eksport kakao stanowi ok. 15-20 proc. PKB.

money.pl


Protestujący domagali się wypuszczenia mężczyzn, którzy zostali poddani mobilizacji. Wiadomo, że po pobycie w Winnicy przyszli żołnierze mają zostać skierowani do ośrodka szkoleniowego. Ukraińskie służby podają, że w demonstracji brało udział ok. 80 osób (według agencji Ukrinform mogło być ich kilkaset). "Część z obecnych uszkodziła bramę i weszła na teren instytucji. Aby odepchnąć ludzi i zapobiec dalszym naruszeniom porządku publicznego, funkcjonariusze organów ścigania zastosowali środki specjalne. Śledczy prowadzą postępowanie karne z art. 341 (zajęcie budynków lub budowli państwowych lub publicznych) Kodeksu karnego Ukrainy. Pięciu mężczyzn w wieku od 21 do 33 lat zamieszanych w przestępstwo zostało zatrzymanych w trybie proceduralnym" - podała policja.

- Jestem tutaj, ponieważ mój brat od trzech lat walczy za Ukrainę na kontrakcie i nie chcę, żeby wszyscy przechodzili przez to samo, co mój brat teraz w okopach. Zaczęli ich łapać na moście centralnym, przyprowadzili tutaj i zamknęli za bramą. Przybiegliśmy, bo kilku moich znajomych poprosiło o pomoc. Kiedy tam dotarliśmy, policja zaczęła "gasić" ludzi gazem łzawiącym - mówiła w rozmowie z Suspilne.media jedna z mieszkanek miasta. - Z okien słychać było krzyki ludzi wołających o pomoc. Wezwaliśmy policję. Ludzie zebrali się, zmobilizowali i wyważyli bramę. Policja rozproszyła ludzi, zaczęła bić i stosować gaz - twierdził inny z mieszkańców. 

"W miarę jak Ukraina zintensyfikowała działania mobilizacyjne, biura poborowe są często oskarżane, czasem słusznie, o przymusowy pobór do wojska bez poszanowania podstawowych praw obywatelskich i o złe traktowanie poborowych" - podaje Kyivindependent.com. "Doniesienia o mobilizacji na Ukrainie są często wykorzystywane przez rosyjską propagandę w celu eskalacji napięć społecznych w tym kraju i dalszego utrudniania działań rekrutacyjnych na Ukrainie" - zaznacza jednocześnie anglojęzyczny ukraiński portal. 

gazeta.pl

niedziela, 3 sierpnia 2025



Ukraińskie Siły Systemów Bezzałogowych (USF) poinformowały 2 sierpnia o przeprowadzeniu ataku dronów na rafinerię Rosnieftu w Riazaniu, jedną z czterech największych rafinerii w Rosji. USF poinformowały, że atak dronów spowodował pożar na dużą skalę w rafinerii i znaczne uszkodzenia jej instalacji produkcyjnych. USF poinformowały, że zakład produkuje około 840.000 ton nafty lotniczej TS-1 rocznie – około 8,4% całkowitej produkcji TS-1 w Rosji – i produkuje do 17 milionów ton ropy naftowej rocznie, co stanowi 6,1% całkowitej produkcji ropy naftowej w Rosji. Gubernator obwodu riazańskiego Paweł Małkow oświadczył 2 sierpnia, że rosyjskie systemy obrony powietrznej i walki elektronicznej (EW) zestrzeliły drony nad obwodem, a ich szczątki spadły na bliżej nieokreślone przedsiębiorstwo. Siły Powietrzne Stanów Zjednoczonych oświadczyły, że przeprowadziły również atak dronem na skład ropy naftowej Annanefteproduct w Annie w obwodzie woroneskim, który może przyjmować produkty naftowe z maksymalnie 50 cystern kolejowych i obsługiwać do 160.000 ton lekkich produktów naftowych rocznie. Gubernator obwodu woroneskiego Aleksandr Gusiew twierdził, że spadające szczątki drona spowodowały pożar w nieokreślonym budynku w obwodzie. Sztab Generalny Ukrainy poinformował 2 sierpnia, że siły ukraińskie zaatakowały rafinerię ropy naftowej Rosnieftu w Nowokujbyszewsku w pobliżu Samary. Nagrania z geolokalizacją opublikowane 2 sierpnia pokazują atak drona i późniejszą eksplozję w rafinerii ropy naftowej w Nowokujbyszewsku. Gubernator obwodu samarskiego Wiaczesław Fedoriszczew twierdził, że spadające szczątki drona zabiły jedną osobę w rejonie kujbyszewskim. Ukraiński portal Militarnyi poinformował 2 sierpnia, że ukraińskie drony zaatakowały podstację trakcyjną Lichja-Zamczałowo w rosyjskiej bazie zaopatrzeniowej w pobliżu Uglerodowskiego w obwodzie rostowskim. Dane NASA Fire Information for Resource Management (FIRMS) wskazują na anomalie termiczne w tym rejonie. P.o. gubernatora obwodu rostowskiego Jurij Slusar twierdził, że w Uglerodowskim wybuchł pożar w bliżej nieokreślonym przedsiębiorstwie.

Ukraiński portal Kyiv Post poinformował, że jego źródła w Głównym Zarządzie Wywiadu Wojskowego Ukrainy (GUR) poinformowały o eksplozji, która unieruchomiła odcinek gazociągu Gazpromu Azja Centralna-Centrum w obwodzie wołgogradzkim, transportującego gaz ziemny z Turkmenistanu przez Uzbekistan i Kazachstan do Rosji. Źródła w GUR nie podały przyczyny eksplozji. Gazociąg ten rzekomo zaopatruje kilka rosyjskich przedsiębiorstw przemysłu zbrojeniowego.

(...) Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oświadczyła 2 sierpnia, że przeprowadziła atak dronów na zakłady Elektropribor w mieście Penza, które produkują sprzęt dla sieci cyfrowych w rosyjskich systemach sterowania wojskowego oraz urządzenia dla lotnictwa, pojazdów opancerzonych, okrętów i statków kosmicznych. Sztab Generalny Ukrainy i dowódca Ukraińskiego Centrum Zwalczania Dezinformacji, porucznik Andrij Kowalenko, zauważyli, że Elektropribor specjalizuje się w produkcji bezpiecznych systemów telekomunikacyjnych, sprzętu do komunikacji kryptograficznej i płytek drukowanych dla Sił Powietrzno-Kosmicznych Rosji (WKS), Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Rosji (GRU), Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) i rosyjskiego programu kosmicznego. Nagranie z geolokalizacją opublikowane 2 sierpnia pokazuje eksplozję w zakładach Elektropribor. Kowalenko oświadczył, że siły ukraińskie zaatakowały również przedsiębiorstwo Radiozawod w mieście Penza, które produkuje systemy łączności dla rosyjskiego wojska, w tym zestawy do pojazdów opancerzonych, pojazdy dowódczo-sztabowe i systemy obrony powietrznej. Gubernator obwodu penzeńskiego Oleg Melniczenko twierdził 2 sierpnia, że ukraińskie drony zaatakowały nieokreślone przedsiębiorstwo w mieście Penza i że w wyniku ataku władze rosyjskie ograniczyły dostęp do mobilnego internetu w obwodzie. SBU oświadczyła, że przeprowadziła również atak dronów na bazę lotniczą Primorsko-Achtarsk w Kraju Krasnodarskim, uderzając w miejsca składowania i startu dronów typu Szahed. Dane FIRMS pokazują anomalie termiczne w bazie lotniczej, a konto ze źródła otwartego na X (dawniej Twitter) zauważyło, że znaczna liczba najlepszego rosyjskiego sprzętu obrony powietrznej znajduje się w pobliżu bazy lotniczej. Agencja Militarnyi poinformowała, że siły ukraińskie przeprowadziły atak dronów na rosyjski system radarowy „Periscope-VM”. Pułku Radiowego w pobliżu okupowanej Teodozji na Krymie, a dane FIRMS wskazują na anomalie termiczne w pobliżu miejsca, w którym znajdował się radar. Nagranie z geolokalizacją opublikowane 2 sierpnia pokazuje pożar w rosyjskiej bazie radarowej w pobliżu Teodozji.

understandingwar.org


Zagwarantowanie ciągłych dostaw paliw jest niezbędne dla zachowania zdolności operacyjnych przez siły zbrojne. W doktrynie militarnej NATO supremacja w powietrzu ma kluczowe znaczenie. Stąd szacowany udział sił powietrznych w konsumpcji paliw w scenariuszu wojennym wynosi aż 85% ogółu zapotrzebowania. Na wojska lądowe przypadnie 10%, a na marynarkę wojenną 5%. Obecnie dostawy paliwa dla sił zbrojnych państw wschodniej flanki NATO odbywają się głównie za pomocą cystern kolejowych i drogowych, przy wykorzystaniu istniejącej infrastruktury cywilnej. Z uwagi na ograniczone i przewidywalne zapotrzebowanie w czasie pokoju, związane głównie z prowadzeniem szkoleń, bieżące potrzeby są łatwo zaspokajane.

W przypadku konfliktu zbrojnego z Rosją dotychczasowe sposoby zaopatrywania w paliwo staną się jednak dalece niewystarczające. Największymi problemami będą zwielokrotnienie zapotrzebowania na paliwo na całym teatrze działań wynikające z przemieszczenia się mas formacji lądowych i powietrznych z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych na wschodnią flankę oraz niemożliwa do przewidzenia intensywność działań na różnych kierunkach operacyjnych, wpływająca miejscowo na gwałtowne wzrosty i spadki zużycia paliw.

W przypadku połączonej operacji sojuszniczej na wschodniej flance konsumpcja paliwa przekroczy najprawdopodobniej możliwości zaopatrzeniowe istniejącej infrastruktury jeszcze przed eskalacją zbrojną, bo już podczas komasacji sił sojuszniczych. Ten wzrost zapotrzebowania zostanie wygenerowany zarówno przez ruch wojsk lądowych, jak i transporty lotnicze oraz zabezpieczające przestrzeń powietrzną operacje lotnictwa myśliwskiego. Dlatego ważne jest nie tylko przyłączenie wschodniej flanki do natowskiego systemu paliwociągów, lecz także posiadanie rozbudowanych, odpornych na działania przeciwnika magazynów. Zaopatrywanie całego środkowoeuropejskiego teatru działań wyłącznie przy użyciu cystern kolejowych i drogowych mogłoby w krótkim czasie doprowadzić do ich deficytu, co więcej – negatywnie wpływałoby na przepustowość dróg i linii kolejowych (sieć drogowa i kolejowa będzie i tak bardzo obciążona przez inne zadania logistyczne czasu wojny). Ponadto transport paliwa za pomocą cystern jest o wiele łatwiejszy do śledzenia, co rodzi ryzyko ujawnienia miejsca koncentracji wojsk.

Cysterny odgrywają kluczową i niezastąpioną rolę w wymiarze taktycznym, czyli bezpośredniego zaopatrywania poszczególnych pojazdów i statków powietrznych w paliwo (na bezpośrednim zapleczu frontu). Używanie ich w wymiarze operacyjnym, czyli do transportu dużych ilości paliwa ze składów do formacji walczącej, jest jednak suboptymalne, a w wymiarze strategicznym – wysoce nieefektywne. Szczególnie że dobowo jedna brygada pancerna w działaniach manewrowych może potrzebować ponad 300 tys. litrów paliwa, a na teatrze działań operować może nawet kilkadziesiąt takich brygad.

Krwiobiegiem paliwowym NATO jest system podziemnych rurociągów. Zbudowany w czasie zimnej wojny NATO Pipeline System (NPS) składa się z dziewięciu magistrali, liczących ponad 10 tys. km i łączących 12 państw. To dwa międzynarodowe systemy rurociągowe – środkowoeuropejski CEPS (Francja, Belgia, Luksemburg, Holandia, Niemcy) oraz północnoeuropejski NEPS (Dania, Niemcy). Uzupełnia je siedem rurociągów krajowych: islandzki (ICPS), norweski (NOPS), portugalski (POPS), północnowłoski (NIPS), grecki (GRPS) oraz dwa tureckie (TUPS) – zachodni i wschodni. Obok sieci rurociągowej, podpiętej do portów i rafinerii, NPS tworzą magazyny paliw i smarów (ponad 4 mln m3), stacje pomp oraz punkty załadunku dla transportu kołowego i kolejowego, zapewniającego dalszą dystrybucję. NPS jest nadzorowany przez Komitet Paliwowy NATO (do 2008 r. pod nazwą Komitet ds. Rurociągów).

Rdzeniem NPS jest Środkowoeuropejski System Rurociągów NATO (CEPS). Sieć liczy ok. 5,3 tys. km rur o średnicy 102–305 mm, prowadzących do lotnisk cywilnych i baz sił powietrznych we Francji, w Beneluksie i RFN – powstałych jeszcze w czasie zimnej wojny (w 1958 r.) na wypadek starcia z Układem Warszawskim. Najdalej na wschód wysunięte punkty CEPS to Neuburg w Bawarii (w Niemczech południowych) oraz Bramsche w Dolnej Saksonii (na północnym zachodzie RFN). Duńsko-niemiecki NEPS dociera do Hohn w Szlezwiku-Holsztynie. CEPS umożliwia przetransportowanie 12 mln m³ paliw rocznie – lotniczego, diesla, benzyny i nafty (kerozyny) – dla sektorów wojskowego i cywilnego. Rurociąg ten jest strukturą sztywną, tzn. pozwala na przesłanie wtłoczonego produktu do jednego odbiorcy.
 
Militarnie największym użytkownikiem CEPS są Stany Zjednoczone (głównie Siły Powietrzne USA), które dostarczają nim paliwo lotnicze do swoich baz w Nadrenii-Palatynacie (Ramstein i Spangdahlem). Dlatego – w przeciwieństwie do Wielkiej Brytanii i Kanady, które wycofały się z CEPS – USA pozostają uczestnikiem programu. Krajowe sekcje CEPS odpowiadają też za znaczną część dostaw paliw dla sił zbrojnych państw gospodarzy (np. we Francji za 50%). Po zimnej wojnie CEPS wykorzystywano do prowadzenia operacji NATO poza obszarem traktatowym. System dostarczał paliwo lotnicze dla maszyn biorących udział w operacjach Allied Force (Jugosławia, 1999), Unified Protector (Libia, 2011) czy ISAF (Afganistan, 2001–2014). W przypadku ISAF zatankowano za jego pomocą do lotu 1726 samolotów C-17 i C-5. W dobie działań ekspedycyjnych wojskowy przesył paliw via CEPS przekraczał 1,5 mln m³ rocznie (tj. 12,5% przepustowości). W późniejszym okresie, który nie przyniósł dużych operacji, był dwukrotnie mniejszy. CEPS wykorzystuje się również w czasie sojuszniczych ćwiczeń wojskowych.

Po zakończeniu zimnej wojny przeprowadzono restrukturyzację CEPS związaną z redukcją amerykańskiej obecności wojskowej w Europie i kurczeniem się sił zbrojnych sojuszników europejskich, co przekładało się na malejący popyt na paliwa. W poszukiwaniu oszczędności zrezygnowano z części rurociągów i składów paliw, stawiając w większym stopniu na zastosowania cywilne. Obrona zbiorowa schodziła na dalszy plan, a Sojusz promował inwestycje w mobilne systemy dostaw paliw skrojone pod operacje ekspedycyjne. W efekcie zabrakło zainteresowania nakładami na stałą infrastrukturę produktociągową dla sił zbrojnych. Rozważano nawet wygaszenie programu CEPS i przekazanie sieci rurociągów pod zarząd cywilny. Proces ten trwał do 2014 r., a jego kumulacją była decyzja Wielkiej Brytanii o prywatyzacji jej części NPS (GPSS), którą w 2015 r. sprzedano hiszpańskiemu operatorowi Exolum.

osw.waw.pl

sobota, 2 sierpnia 2025



"W oparciu o wysoce prowokacyjne wypowiedzi byłego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, który obecnie jest wiceprzewodniczącym Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, wydałem rozkaz rozmieszczenia dwóch atomowych okrętów podwodnych w odpowiednich rejonach, na wypadek gdyby te głupie i prowokacyjne oświadczenia okazały się czymś więcej" - napisał Trump na swoim portalu społecznościowym Truth Social. "Słowa są bardzo ważne i często mogą prowadzić do niezamierzonych konsekwencji. Mam nadzieję, że tym razem tak się nie stanie" - dodał.

Jest to odpowiedź na groźby Miedwiediewa dotyczące broni jądrowej podczas wymiany kąśliwych komentarzy między Trumpem i Miedwiediewem; w ostatnim wpisie na komunikatorze Telegram były rosyjski prezydent polecił Trumpowi, by "pamiętał o swoich ulubionych filmach o "chodzących martwych", a także o tym, jak niebezpieczna może być nieistniejąca w przyrodzie "martwa ręka"".

"Martwa ręka" to potoczne określenie sowieckiego systemu odpowiedzi na atak nuklearny Perymetr.
Ten wpis Miedwiediewa był z kolei reakcją na wcześniejszy wpis Trumpa na Truth Social, w którym prezydent USA określił gospodarki Rosji i Indii jako "martwe".

"Rosja i USA prawie nie robią ze sobą interesów. Utrzymajmy to i powiedzmy Miedwiediewowi, nieudanemu byłemu prezydentowi Rosji, który myśli, że nadal jest prezydentem, żeby uważał na słowa. Wkracza na bardzo niebezpieczny teren!" - ostrzegł wówczas Trump, który odpowiadał na wpis Miedwiediewa na platformie X, w którym ten krytykował wystosowane wobec Rosji ultimatum. Rosjanin stwierdził, że każde nowe ultimatum jest "krokiem w kierunku wojny" USA z Rosją.

"Nie idź drogą śpiącego Joe" - radził Trumpowi Miedwiediew, odnosząc się do prezydenta Bidena.

Nie jest jasne, co w praktyce oznacza komunikat Trumpa, lecz jest to pierwszy raz, kiedy agresywne wypowiedzi byłego prezydenta i premiera Rosji - który wielokrotnie wcześniej wysyłał zawoalowane groźby nuklearne - sprowokowały konkretną odpowiedź ze strony Stanów Zjednoczonych. Wcześniej były zbywane - w tym przez samego Trumpa - jako wypowiedzi człowieka nie mającego wpływu na decyzje podejmowane na Kremlu.
W podobny sposób jeszcze w czwartek do działań Miedwiediewa odniósł się sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Marco Rubio, który stwierdził, że Miedwiediew "nie jest decydentem" i nie uczestniczy w rozmowach z USA.

- Ale z drugiej strony oczywiście jest kimś, kto kiedyś tam piastował urząd i nadal pełni funkcję w rządzie, a jego słowa będą miały wpływ, będąc swego rodzaju prowokacją - powiedział Rubio w wywiadzie dla radia Fox.

PAP

piątek, 1 sierpnia 2025



30 lipca rosyjska Agencja ds. Regulacji Technicznych i Metodologii (Rosstandart) cofnęła certyfikaty dopuszczające wybrane modele czterech chińskich marek samochodów ciężarowych (Dongfeng, Foton, FAW i Sitrak) oraz nadwozia do nich firmy Foton do sprzedaży na rosyjskim rynku. Kontrole Rosstandartu miały wykazać, że pojazdy te nie spełniają wymogów dotyczących skuteczności hamulców czy poziomu emitowanego hałasu. Jest to kolejne posunięcie Kremla tego typu – od 1 października 2024 r. aż o 85% zwiększono obowiązkową opłatę recyklingową (zależnie od pojemności silnika wynosi ona równowartość od 520 do 4810 dolarów) na sprowadzane auta osobowe, co uderzyło głównie w import z Chin.

Działania Rosstandartu należy interpretować jako element polityki protekcjonistycznej Moskwy, mające na celu ochronę rosyjskiej branży motoryzacyjnej. Nie jest ona bowiem w stanie konkurować na zasadach rynkowych z masowo importowanymi markami chińskimi. W ostatnich dniach lipca trzy największe koncerny motoryzacyjne FR poinformowały o skróceniu tygodnia pracy do czterech dni –Kamaz i Gaz od 1 sierpnia, a AwtoWAZ od 29 września – co stanowiło reakcję na ich pogarszającą się sytuację ekonomiczną. Sprzedaż w Rosji samochodów ciężarowych (powyżej 14 ton) w pierwszym półroczu 2025 r. spadła o 60%, do ok. 20 tys. maszyn, a osobowych – o 26%, do 530 tys. sztuk. Celem działań tamtejszych władz jest częściowe zastępowanie importu z ChRL miejscową produkcją chińskich aut.

Komentarz

Problemy, z jakimi boryka się obecnie rosyjska branża motoryzacyjna, to wynik zarówno ostrej konkurencji ze strony Chin, jak i pogarszającej się na skutek sankcji sytuacji ekonomicznej. Od początku 2025 r. obserwujemy spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w FR (m.in. produkcja przemysłowa wzrosła w pierwszym półroczu o 1,4%, wobec 4,8% rok wcześniej). Wysokie stopy procentowe mocno hamują popyt, co odbija się także na branży motoryzacyjnej. Przykładowo ograniczenie części projektów infrastrukturalnych, zwłaszcza w budownictwie, doprowadziło już do zerwania ok. 20 tys. umów leasingowych na auta ciężarowe, które wróciły do dilerów.

Po inwazji Rosji na Ukrainę chińskie marki zdominowały rosyjski rynek motoryzacyjny. W 2024 r. ich udział w sprzedaży nowych samochodów osobowych wyniósł prawie 60% (wobec 2% w 2019 r. i 9 % w 2021 r.), a w przypadku ciężarówek – ok. 65% (w 2019 r. było to ok. 1%). Zapełniły one tym samym lukę, która powstała po wycofaniu się z Rosji koncernów zachodnich. O ile jednak te ostatnie dużą część sprzedawanych na tym rynku aut produkowały na miejscu (dotyczy to zwłaszcza samochodów osobowych), wykorzystując lokalne łańcuchy dostaw komponentów oraz tamtejszą rozbudowaną bazę produkcyjną, o tyle producenci z ChRL w znakomitej większości dostarczają auta wytworzone u siebie. Przejście na import chińskich marek oznacza więc dla rosyjskiego sektora motoryzacyjnego degradację.

Od Chin zależna pozostaje również produkcja aut rosyjskich. Dzięki dostawom podzespołów i części (zwłaszcza tych najbardziej skomplikowanych, tj. automatycznych skrzyni biegów, systemów bezpieczeństwa ABS, elektroniki) z ChRL branża motoryzacyjna była w stanie wyjść z zapaści, w którą popadła w 2022 r. Pekin zezwolił ponadto na produkcję własnych aut koncernów JAC i Automobile Chery pod rosyjskimi markami (są one jednak dwukrotnie droższe niż w Chinach). W efekcie w 2024 r. w Rosji wyprodukowano o 5% więcej samochodów ciężarowych niż w 2021 r. Z kolei produkcja pojazdów osobowych zanotowała spadek – o 55% r/r, choć i tak był to lepszy wynik (o 60%) niż w kryzysowym 2022 r.

Odpowiedzią Kremla na rosnący import chińskich aut jest wzrost protekcjonizmu. Głównym lobbystą ograniczenia dostaw z ChRL okazał się Siergiej Czemiezow – szef państwowej korporacji Rostech, kontrolującej ok. 70% produkcji zbrojeniowej FR, a także dwa największe koncerny samochodowe: Kamaz i AwtoWAZ. W efekcie tych działań od 1 października 2024 r. podniesiono obowiązkową opłatę recyklingową na sprowadzane auta, co poprzedził nagły wzrost dostaw z Chin, jako że dilerzy gromadzili zapasy. Poprzez wstrzymanie przez Rosstandart sprzedaży wybranych chińskich ciężarówek (wcześniej, w styczniu br., w podobny sposób uderzono w wywrotki marki Shacman) Kreml chce też doprowadzić do poprawy wyników finansowych Kamazu. W przeszłości władze FR wielokrotnie wykorzystywały regulacje administracyjne do walki z konkurencją (np. gruzińskimi czy mołdawskimi winami). Należy zauważyć, że mimo wątpliwości dotyczących systemu hamulcowego chińskich marek Rosstandart nie wstrzymał całkowicie ich użytkowania.

Ograniczenie dostępu do rosyjskiego rynku gotowych importowanych aut ma skłonić chińskich producentów do zwiększania produkcji w Rosji. Od 2025 r. swoje zakłady w FR ma jedynie Haval. Do ubiegłego roku również dwa modele koncernu Chery Automobile montowano w królewieckich zakładach Awtotor, nie udało się jednak wynegocjować warunków przedłużenia umowy, w związku z czym producent z ChRL najprawdopodobniej przeniesie się do Kazachstanu. Chińscy inwestorzy uznają rynek rosyjski za ryzykowny i trawiony korupcją, są też generalnie niechętni lokalizowaniu istotnej części wartości dodanej poza Chinami (nie tylko w odniesieniu do FR). Nie wiadomo, jak Pekin zareaguje na protekcjonizm i próbę przymuszania do inwestycji w Rosji – do tej pory nie odpowiedział nawet na podniesienie opłaty recyklingowej jesienią 2024 r., choć dysponuje szeregiem instrumentów presji na Moskwę. Od 2022 r. zależność FR od ChRL bardzo wzrosła – ta ostatnia nie tylko dostarcza niezbędne towary podwójnego zastosowania, lecz także zasila Rosję finansowo, kupując od niej surowce, jak również wspomaga ją w realizacji transakcji transgranicznych. Mimo doraźnych różnic interesów obu stron, w tym tych dotyczących sektora motoryzacyjnego, zacieśnianie relacji między nimi będzie jednak postępować, gdyż przynosi strategiczne korzyści obu reżimom.

osw.waw.pl


Michał Bruszewski: Jesteś tzw. ewakuatorem. Zajmujesz się ewakuacją cywilów jako wolontariusz. Jak wygląda sytuacja w Pokrowsku?

„Sowa”, wolontariusz-ewakuator w Donbasie: Tam jest najgorzej. Ostatnio jeden wolontariusz, który jechał do Pokrowska, by wywozić cywilów, został zaatakowany dronem i stracił rękę oraz nogę. Jest inwalidą. Cud, że przeżył. Drony są wszędzie.

Jak wygląda sytuacja w samym mieście?

Ciała zabitych przez Rosjan cywilów zakopuje się na szybko, w mogiłach na ulicach, przy ulicach. Nie ma już jak wywozić ludzi. Do miasta wjeżdża bardzo niewielu wolontariuszy. Cywile, którzy zostali, to starsze osoby, które nie mają krewnych. Wiedzą że mogą zginąć i wolą zginąć we własnym domu. To nawet nie są żdunowie, jak mówi się o rosyjskich kolaborantach, to są po prostu starsze osoby. Wojsko stara się takich ludzi ratować nawet w ostatniej chwili, ale to jest bardzo trudne.

Mówi się o tym, że do miasta wchodzą rosyjskie DRG, czyli grupy dywersyjno-sabotażowe. Front pęka?

To nie jest nic nowego. Grupy Rosjan w Donbasie przedostają się na tyły od wielu miesięcy. Tak było przecież w Czasiw Jarze pod Bachmutem. W Kramatorsku była taka sytuacja, że uciekło czterech jeńców z Grupy Wagnera i zaczęli robić partyzantkę. Dwóch złapano, co do reszty to nie wiem.

Pokrowsk jest brany w okrążenie, Rosjanie mogą w końcu przeciąć drogę do miasta i wziąć go w stan oblężenia. Jak bardzo to jest niebezpieczne?

Pokrowsk może być odcinany nawet bez okrążenia.

Jak?

Drony kontrolują drogę i to wystarczy. Każdy pojazd pod miastem jest zagrożony atakiem.

Jak sobie z tym radzicie jako wolontariusze?

Musimy mieć swoje zagłuszarki na samochodach, ale to nie niweluje ataków rosyjskich dronów na światłowodzie, więc wciąż jest niebezpiecznie.

Ratujesz ludzi i pomagasz od dłuższego czasu. Gdzie było najgoręcej?

Wjechaliśmy do wyzwolonego Kupiańska, w którym okazało się, że byli tam jeszcze Rosjanie. Zaczęła się strzelanina, ogień karabinów maszynowych, bardzo blisko nas. Potem pokazałem nagranie z tej akcji żołnierzowi, który stwierdził, że nawet 10-latek z karabinem mógłby nas wtedy zastrzelić. Tak byliśmy wystawieni.

Co się stanie, jeżeli Rosjanie zdobędą Pokrowsk?

Rzucą drony na inne miasto w Donbasie, więc nadal będzie bardzo źle.

Jak głęboko się zapuszczają?

Bardzo głęboko. 30 kilometrów za Chersoniem rosyjski dron zabił ostatnio dziecko. Było o tym głośno. W Donbasie najwięcej dronów jest tam, gdzie toczą się bitwy.

Jak ludzie żyją w Donbasie?

Starają się żyć normalnie, działają restauracje, w dzień chodzi się do pracy, a w nocy walki są najintensywniejsze, wtedy jest piekło. W niektórych miejscach, jak Słowiańsk, choć front jest blisko, to ludzie dają radę, chociaż teraz i w Słowiańsku się pogorszyło.

Jak morale żołnierzy?

Są zdeterminowani, ale zmęczeni.

(...)

Czego nie wiemy o pomocy humanitarnej, a powinniśmy wiedzieć?

Organizacje pomocowe dostarczają do Donbasu żywność, przez co ludzie się nie ewakuują i nie mają motywacji do pracy. Generują problemy. To potęguje katastrofę. Ludzie przez to wegetują. Żywność należy dostarczać do centrów dystrybucji i ośrodków uchodźców wewnętrznych, w głębi Ukrainy. Z ewakuacjami jest duży problem przez drony.

Dziękuję za rozmowę

Dzięki.

defence24.pl

środa, 30 lipca 2025



Rosjanie znacząco pogłębili i poszerzyli wyłom na północ i zachód od drogi Pokrowsk–Konstantynówka, w rezultacie czego cała aglomeracja pokrowska znalazła się w worku. Do obu głównych dróg zaopatrzenia obrońców w kierunkach północnym i zachodnim pozostaje agresorowi niespełna 5 km, co bardzo utrudnia logistykę. O ile po przeniesieniu jej przez Ukraińców z kierunku zachodniego na północny Rosjanie okresowo wstrzymali natarcie w kierunku drogi z Pokrowska do Dniepru (działania na tym kierunku wznowiono w ostatnich tygodniach), o tyle nieprzerwanie kontynuują je w kierunku drogi do Kramatorska, od której oddziela ich jedna miejscowość – Rodynśke. Obrońcom pozostaje jeszcze droga lokalna, lecz nie ma ona przepustowości umożliwiającej utrzymanie długotrwałej, zorganizowanej obrony, a ponadto jest zagrożona oddziaływaniem nieprzyjaciela (Rosjanie są 7 km na południe od niej).

Wraz z postępami oskrzydlenia aglomeracji pokrowskiej najeźdźcy podeszli do granic Pokrowska i Myrnohradu od południa, a do obu miast przenikają kolejne rosyjskie grupy dywersyjno-rozpoznawcze. Po zajęciu Nowoekonomicznego (25 lipca) uzyskali również możliwość wkroczenia do Myrnohradu od północnego wschodu. Kwestią otwartą pozostaje, czy ukraińskie dowództwo wygospodaruje siły i środki, by podjąć próbę przeciwuderzenia i udrożnić w ten sposób linie zaopatrzenia obrońców aglomeracji, czy też – w przypadku niemożności ich zgromadzenia lub niepowodzenia kontrakcji – zdecyduje się na wycofanie z niemających już większego znaczenia wojskowego Pokrowska i Myrnohradu (rangę głównego węzła logistycznego ukraińskiego zgrupowania na zachód od Doniecka Pokrowsk utracił jesienią ub.r.). Zadecydowanie przez Kijów o utrzymaniu aglomeracji bez jej uprzedniego odblokowania grozi powtórką z ostatnich tygodni walk o Bachmut, w których lawinowo rosły straty po stronie obrońców.

Siły rosyjskie systematycznie wypierają obrońców z ostatnich pozycji w obwodzie donieckim pomiędzy Pokrowskiem a Wełyką Nowosiłką. Pod kontrolą ukraińską pozostały tam cztery miejscowości przy granicy z obwodem dniepropetrowskim w trzech różnych lokalizacjach. Rosjanie w kolejnym miejscu przekroczyli granicę obwodu dniepropetrowskiego (według części źródeł zajęli wieś Malijiwka), a także zaporoskiego (pod kontrolę agresora miała tam przejść Temyriwka). W tym ostatnim opanowali Kamjanśke nad Dnieprem i kontynuują natarcie na północ wzdłuż drogi do Zaporoża, gdzie głównym elementem kolejnej linii ukraińskiej obrony jest Stepnohirśk.

Wojska ukraińskie wycofały się z worka na zachód od Torećka, gdzie utrzymywały miejscowość Szczerbyniwka i tym samym uniemożliwiały siłom rosyjskim przejęcie pełnej kontroli nad miastem. Postępy agresora na skrzydłach w kierunku Konstantynówki zagroziły jednak znajdującym się tam obrońcom odcięciem od reszty ich sił. Ukraińcy utrzymują się już jedynie na północno-zachodnich obrzeżach Torećka. Po kilkutygodniowych walkach Rosjanie zajęli Jabłuniwkę, co otwiera przed nimi drogę do Konstantynówki od południowego zachodu.

Rosjanie przeprowadzili akcję zaczepną w kierunku Siewierska, wykorzystując do niej – po raz pierwszy od kilkunastu miesięcy – kolumny pancerno-zmechanizowane. Najprawdopodobniej miała ona za zadanie rozpoznanie sytuacji na tym jednym z najtrudniejszych dla najeźdźców (ze względu na rozbudowaną obronę ukraińską) i jednocześnie jednym z najstabilniejszych odcinków frontu. Do jej zorganizowania niewątpliwie zachęciły Rosjan poczynione w poprzednich tygodniach postępy na północny wschód od Siewierska, wskazujące na stopniowe słabnięcie obrony. Po szybkim wykryciu zgrupowania przez Ukraińców działania kontynuowała jedna kolumna – według części źródeł osiągnęła wschodnie obrzeża miasta, a następnie wycofała się ze znacznymi stratami. Pod naporem agresora siły ukraińskie opuściły jednak część pozycji na wschód od Siewierska, co powiększyło obszar ziemi niczyjej.

Wojska rosyjskie oskrzydliły Kupiańsk od północnego zachodu. Według części źródeł podeszły też do miasta od północy, a na jego obrzeżach trwają walki. Postępy agresora bezpośrednio zagrażają zaopatrzeniu sił ukraińskich utrzymujących się na wschodnim brzegu rzeki Oskoł, dla których Kupiańsk stanowi bezpośrednie zaplecze logistyczne. Kolejne zdobycze terenowe, wciąż niezmieniające ogólnej sytuacji, Rosjanie uzyskali również na północny wschód od Łymanu. Siły ukraińskie odzyskały natomiast kontrolę nad Kindratiwką na północ od Sum, gdzie udało się im spowolnić postęp agresora.

osw.waw.pl

wtorek, 29 lipca 2025



Ukraińscy politolodzy uważają, że decyzja Donalda Trumpa o skróceniu ultimatum wobec Rosji to część szerszej gry geopolitycznej, w której wojna w Ukrainie pełni tylko funkcję narzędzia nacisku. "Nie trzeba być wielkim analitykiem, by zrozumieć, że katalizatorem tej decyzji była nowa umowa handlowa między USA a Unią Europejską" - napisał ukraiński politolog Wadym Denysenko na Facebooku. Według niego porozumienie z Brukselą odblokowało Trumpowi ręce w relacjach z innymi globalnymi graczami. "Wszystko, co teraz robi Trump, nie jest wymierzone bezpośrednio w Rosję, tylko w Chiny" - twierdzi Denysenko.

Ekspert podkreśla, że teraz możliwe są dwa scenariusze: albo Trump przyspieszy negocjacje z Pekinem i będzie próbował wykorzystać moment, by osiągnąć porozumienie z pozycji siły, albo najpierw zawrze porozumienie z Indiami i krajami Zatoki Perskiej w sprawie zastąpienia rosyjskiej ropy, a dopiero potem przejdzie do rozmów z Chinami. "Gra będzie znacznie bardziej skomplikowana, niż się wydaje - żadnych taryf 100 proc. nikt nie wprowadzi, ale Rosję będą próbować dociskać przez inne kanały, także chińskie" - zaznacza.

Podobnie uważa politolog Ihor Rejterowycz, który w rozmowie z agencją UNIAN powiedział, że wojna Rosji przeciwko Ukrainie była dla Trumpa narzędziem presji na Europę, a nie celem samym w sobie. - Teraz, kiedy udało się rozwiązać problem handlowy z UE, Trump ma więcej swobody w relacjach z Rosją. Sądzę, że już wyrobił sobie zdanie o tym, że Kreml nie chce rozmawiać językiem dyplomacji, tylko siły - a właśnie ten język teraz może zostać użyty - powiedział Rejterowycz.

Ekspert zwrócił też uwagę na potencjalną reakcję Chin, które mają silne powiązania handlowe z Rosją. - Jeśli presja Trumpa na Moskwę wzrośnie, Pekin będzie musiał szybciej myśleć, jak się z nim dogadywać. Zwłaszcza jeśli USA i UE będą mówiły jednym głosem - dodał.

gazeta.pl