wtorek, 22 lipca 2025



Wojska rosyjskie zintensyfikowały ofensywę w kierunku Pokrowska i przejęły znajdujące się na południe od niego Piszczane i Zwirowe. Według ukraińskich mediów do miasta miały przeniknąć ugrupowania rozpoznawczo-dywersyjne agresora, wykorzystując moment rotacji sił obrońców. Trudną sytuację pogłębiają postępy najeźdźców na północ od Myrnohradu, gdzie podejmują oni próby przejęcia kontroli nad drogą prowadzącą do Dobropola, będącego centrum logistycznym i zapleczem wojskowym Ukraińców. Podobne działania armia rosyjska podejmuje na zachód od Pokrowska, gdzie prowadzi natarcie na Udaczne i Kotłyne, starając się uzyskać kontrolę nad trasą E-50 Pawłohrad–Pokrowsk.

Agresor dokonał także istotnego postępu na kierunku Nowopawliwki na granicy obwodów dniepropetrowskiego i donieckiego. Miał zająć Nowomykołajiwkę i Kotlariwkę na zachód od Nowopawliwki oraz Piddubne, Jałtę i Woskresenkę na południe od tego miasta. Tym samym w ciągu ostatniego tygodnia przejął terytorium o łącznej powierzchni 9 km2.

Najeźdźcy kontynuują próby przebicia się od południa w kierunku Konstantynówki, starając się ominąć zbiornik wodny Kłeban-Byćke. Zacięte walki toczą się o Jabłuniwkę i Ołeksandro-Kałynowe oraz Płeszczijiwkę i Kateryniwkę. Ograniczone powodzenie okupant osiągnął na kierunku siewierskim, zdobywając kontrolę nad Werchniokamjanśkem. Próbuje też okrążyć Siewiersk – w jego rejonie dokonuje postępów na północ (przejęcie Hryhoriwki) i na południe (szturmy na Perejizne) od tego miasta. Pewien sukces osiągnął również na północ od Sum, gdzie koncentruje wysiłki na linii Jabłuniwka–Junakiwka–Sadky, dzięki czemu dotarł do wschodniej części rozległego pasa leśnego oddzielającego siły przeciwnika od stolicy obwodu. Obrońcy mieli natomiast skutecznie kontratakować w Kindratiwce i Andrijiwce na północ od Sum.

W nocy z 15 na 16 lipca siły rosyjskie przeprowadziły atak powietrzny z użyciem jednego pocisku balistycznego Iskander-M oraz 400 dronów Shahed i ich atrap. Głównymi celami uderzenia były infrastruktura energetyczna i przemysłowa w Krzywym Rogu, Dnieprze i Winnicy. W ostatniej z wymienionych miejscowości trafione zostały też zakłady polskiej Grupy Barlinek, wskutek czego sześć osób zostało rannych, w tym dwie ciężko. Ukraińskie Siły Powietrzne podały, że tamtej nocy zestrzelono 198 bezzałogowców wroga, zaś 145 zostało unieszkodliwionych przez systemy walki radioelektronicznej (WRE).

Kolejny zmasowany atak powietrzny agresor przeprowadził w nocy z 18 na 19 lipca, wykorzystując 12 pocisków balistycznych Iskander-M/KN-23, osiem pocisków manewrujących Iskander-K i 15 Ch-101 oraz 200 dronów Shahed i 144 ich atrapy. Obrońcy poinformowali o zestrzeleniu łącznie 208 środków napadu powietrznego, w tym 185 bezzałogowców, siedmiu iskanderów-M/KN-23, siedmiu iskanderów-K i dziewięciu Ch-101. Siedem pocisków manewrujących i 129 dronów-wabików unieszkodliwiły systemy WRE. Ukraińskie Siły Powietrzne zakomunikowały, że pięć pocisków i 30 dronów uderzyło w 12 nieokreślonych lokalizacji. Potwierdzone zostały uderzenia na obiekty infrastruktury krytycznej w Sumach i Odessie.

Dzień później najeźdźcy przeprowadzili serię ataków rakietowych i dronowych wymierzonych głównie w Kijów, Charków i Iwano-Frankiwsk, który został poddany najintensywniejszemu ostrzałowi od czasu rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji. Rosjanie wykorzystali 426 dronów uderzeniowych typu Shahed i ich atrap oraz pięć pocisków Ch-46 Kindżał, cztery pociski Kalibr, jeden typu Iskander-K i 14 Ch-101. Ukraińskie Siły Powietrzne powiadomiły, że unieszkodliwiono 200 „szahedów” i 203 atrapy. Zestrzelone miały zostać wszystkie rakiety. Celami ataku były infrastruktura krytyczna i obiekty cywilne. W wyniku nalotu uszkodzone zostało także wejście do stacji metra Łukjaniwśka w stolicy. (...)

W ramach rekonstrukcji rządu przegłosowanej przez Radę Najwyższą 17 lipca na stanowisko ministra obrony powołano dotychczasowego premiera Denysa Szmyhala. W specjalnym oświadczeniu opublikowanym po ukonstytuowaniu się nowego składu gabinetu prezydent polecił nowemu szefowi resortu obrony „pilne zawarcie wszystkich umów na drony” oraz osiągnięcie poziomu ponad 50% nasycenia sił zbrojnych sprzętem krajowej produkcji. Z kolei w wystąpieniu w Radzie Najwyższej Szmyhal zapowiedział realizację trzech głównych zadań ministerstwa: zapewnienie personelowi wojskowemu pełnego wyposażenia potrzebnego do obrony kraju, zwiększenie ilości wykorzystywanego na froncie uzbrojenia i sprzętu wojskowego wytworzonego na Ukrainie oraz usprawnienie i podniesienie wydajności pracy resortu.

(...)

W nocy z 17 na 18 lipca we wsi Pierwomajskij w obwodzie tulskim doszło do ataku dronowego na wytwarzający produkty chemiczne, w tym substancje wykorzystywane w sektorze wojskowym zakład Szczekinoazot. Zgodnie z rosyjskimi relacjami jednostki obrony przeciwlotniczej miały zniszczyć trzy bezzałogowce, których szczątki miały spowodować pożar obiektów przemysłowych. Według źródeł ukraińskich uderzenie miało sparaliżować pracę przedsiębiorstwa, w tym produkcję metanolu wykorzystywanego do wytwarzania paliwa rakietowego i materiałów wybuchowych.

W nocy z 18 na 19 lipca Siły Zbrojne Ukrainy przeprowadziły zmasowane uderzenie dronowe na terytorium FR. Rosjanie podali, że siły obrony powietrznej przechwyciły i zniszczyły 73 maszyny przeciwnika, z czego 31 zestrzelono nad obwodem briańskim, 17 – nad orłowskim, 10 – nad moskiewskim, cztery – nad okupowanym Krymem, trzy – nad Morzem Azowskim, po dwa nad obwodami smoleńskim i niżnonowogrodzkim oraz po jednym nad obwodami biełgorodzkim, kałuskim i woroneskim i nad Morzem Czarnym. Skutki ataku pozostają nieznane. Następnej nocy ukraińskie bezzałogowce uderzyły w Moskwę oraz miejscowości w obwodzie moskiewskim i kałuskim. Według mera stolicy Siergieja Sobianina rosyjskie siły obrony powietrznej zestrzeliły 16 dronów lecących w jej kierunku, z kolei Ministerstwo Obrony FR ogłosiło, że zestrzelono i przechwycono 93 ukraińskie maszyny, w tym 19 nad terytorium obwodu moskiewskiego.

W nocy z 20 na 21 lipca ukraińskie bezzałogowce uderzyły w dworzec kolejowy na osiedlu Kamienołomni w obwodzie rostowskim, położony 38 km od granicy z Ukrainą. Stacja jest wykorzystywana jako hub logistyczny na trasie Rostów nad Donem–Taganrog–Donieck i odgrywa ważną rolę w transporcie sprzętu wojskowego.

osw.waw.pl


W sierpniu 2024 r. Naczelny Dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy stwierdził, że Rosjanie zużywają ponad 44 tys. pocisków artyleryjskich dziennie. W tym czasie stosunek zużycia tej amunicji między Ukrainą a Rosją wynosił 1:3 (na korzyść Moskwy).

Z kolei w lipcu 2025 r. stosunek ten wynosi 1:1,8 — ale nadal na korzyść armii rosyjskiej. Ukraińskie dowództwo podkreśliło, że liczby te mogą ulegać zmianom w zależności od sytuacji operacyjnej i intensywności działań ofensywnych Rosji.

onet.pl

poniedziałek, 21 lipca 2025



Libertatea: - Czy Ukraina była dotąd wspierana przez Stany Zjednoczone i NATO jako partner, czy też była po prostu wykorzystywana jako strategiczny bufor?

Ralph Goff: Myślę, że Ukraina jest uważana za państwo buforowe, co jest dość wyjątkowe, prawda? Mamy przecież państwa bałtyckie, które są krajami pierwszej linii, czy Finlandię, nowego członka NATO, i nikt nie uważa ich za państwa buforowe. Jednak ze względu na status Ukrainy, która nie jest jeszcze członkiem NATO, uzyskała ona, moim zdaniem, sztuczny status czy też sztuczną klasyfikację jako państwo buforowe. Uważam, że problem leży wyłącznie w złej polityce, zarówno w błędach popełnionych przez administrację Bidena, jak i w błędnych kalkulacjach administracji Trumpa, a także w dużym chaosie wśród europejskich partnerów NATO.

- Powiedział pan kiedyś, że USA dały Ukrainie broń, żeby się wykrwawiła, a nie żeby wygrała. Jakie mogą być tego powody?

Strach przed większą wojną. I wie pan, to idealnie pasuje do administracji Bidena, która lekkomyślnie pozwoliła Władimirowi Putinowi zdobyć dominację. Narracja była kontrolowana przez Putina. Ciągle groził wojną nuklearną, groził rozszerzeniem konfliktu.

A administracja Bidena dała się nabrać, co oznacza, że naprawdę w to uwierzyła. Moim zdaniem to wszystko było blefem. Władimir Putin to facet, który boi się covidu, boi się zachorować. Jego zdrowie i dobre samopoczucie jest dla niego najważniejsze. Nie wydaje mi się, żeby był typem człowieka, który zaryzykowałby wszystko w nuklearnym pokerze lub w ogóle zagrałby w niego. W związku z tym administracja Bidena czuła się zobowiązana do podjęcia działań, ale bała się zrobić wystarczająco dużo.

(...)

- Czy Niemcy i Francja powinny pełnić rolę katalizatora w kwestii wsparcia dla Ukrainy?

Tak, zdecydowanie. Sytuacja wygląda następująco: kiedy Władimir Putin najechał Ukrainę, podarował Ukraińcom prezent, krwawy prezent. Chodzi o ich tożsamość narodową. Kiedy wybuchła wojna, Ukraińcy stali się bardzo pewni tego, kim są. A prezydent Trump, grożąc, że odwróci się od Europy, że odwróci się od konfliktu, że odwróci się od NATO i że być może Stany Zjednoczone zrezygnują z roli lidera w NATO, zaszokował Europejczyków. I podarował im podobny prezent. Dał im uznanie, że muszą przejąć bardziej aktywną rolę przywódczą w NATO.

onet.pl\Libertatea


Mianowanie Swyrydenko zwiększa wpływ Andrija Jermaka na rząd. Nowa premier jest blisko związana z szefem Biura Prezydenta (w istocie drugim najbardziej wpływowym po głowie państwa politykiem w kraju) i znana z niewielkiej asertywności względem niego. Nie ma też tak dużego doświadczenia jak jej poprzednik w balansowaniu pomiędzy interesami różnych grup w ramach obozu władzy a poleceniami otoczenia przywódcy.

Najbardziej prawdopodobną przyczyną zmian są afery korupcyjne. W czerwcu br. Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) planowało przedstawić zarzuty wicepremierowi i ministrowi jedności narodowej Ołeksijowi Czernyszowowi. Aby tego uniknąć, przedłużył on o kilka dni swoje wizyty zagraniczne. Dopiero po rozmowie z zaufanym współpracownikiem Wołodymyra Zełenskiego Timurem Mindyczem (współwłaścicielem studia „Kwartał 95”, założonego przez obecnego prezydenta) wrócił do kraju, gdzie postawiono go w stan oskarżenia. Z kolei na wicepremier Stefaniszynej od 2019 r. ciążą zarzuty korupcyjne, a w ostatnich miesiącach dziennikarze odkryli kilka nowych afer z jej udziałem. Tym samym rekonstrukcja rządu pozwala władzom wymienić problematycznych ministrów i pozbyć się kłopotu wizerunkowego bez otwartego przyznania, że dymisje mają związek ze skandalami (Czernyszow jest blisko związany z rodziną Zełenskich). Afery korupcyjne w Ministerstwie Energetyki nie przeszkodziły jednak pozostać w rządzie Hałuszczence – nowy minister sprawiedliwości najprawdopodobniej skorzystał z protekcji wspomnianego Mindycza.

Impulsem do zmian mogło być także społeczne zapotrzebowanie na nowe twarze w polityce. Odkąd prezydentem USA po raz wtóry został Donald Trump, ukraińscy politycy wyczekiwali zawieszenia broni, umożliwiającego m.in. rozpisanie nowych wyborów. W obliczu prawnej niedopuszczalności ich przeprowadzenia ze względu na wciąż trwającą wojnę oraz społecznego niezadowolenia z działań Gabinetu Ministrów (zgodnie z badaniami Centrum Razumkowa z marca br. rządowi nie ufało ponad 70% respondentów, a premierowi Szmyhalowi – 67%), władze zdecydowały się na rotacje kadrowe, aby zachować pozory reagowania na nastroje społeczne i wydarzenia polityczne. W praktyce większość zmian (wyjątek stanowi resort kultury) polega jednak na przesunięciu części zastępców ministrów na stanowiska ministrów oraz zamianie miejscami kilku szefów resortów (...). Opozycja nazwała je „wielkim przesuwaniem łóżek”.

osw.waw.pl


14 lipca na konferencji prasowej z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte prezydent USA Donald Trump zapowiedział nowy mechanizm wsparcia Ukrainy. W jego ramach europejscy sojusznicy najprawdopodobniej: 1) mogliby kupować dla Ukrainy uzbrojenie i sprzęt wojskowy (UiSW) w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym z pominięciem obecnej kolejki zamówień, 2) przekazywaliby jej własne UiSW i szybko odkupowali ten sprzęt w amerykańskiej zbrojeniówce, 3) przekazywaliby własne UiSW Kijowowi, zaś USA szybko uzupełniałyby z własnych zasobów europejskie braki, a następnie Europejczycy finansowaliby uzupełnienie amerykańskich stanów magazynowych. Dotyczy to przede wszystkim systemów Patriot, ale także pocisków i amunicji. Trump wyraził też swoje niezadowolenie z przebiegu negocjacji z Władimirem Putinem. Zapowiedział, że jeśli w ciągu 50 dni (do 2 września) nie zostanie osiągnięte porozumienie pokojowe z Ukrainą, nałoży na Rosję cła wtórne w wysokości 100%, uderzające w państwa kupujące od niej surowce naturalne. Amerykańskie media cytowały późniejszą wypowiedź anonimowego przedstawiciela Białego Domu, sugerującą, że USA nałożą 100-procentowe cła na handel z Rosją oraz cła wtórne o bliżej nieokreślonej wysokości na jej partnerów. Ponadto Trump pozytywnie wyraził się o szansach na przegłosowanie procedowanej w Senacie ustawy sankcyjnej wobec Federacji Rosyjskiej (FR), zaznaczając przy tym, że jego ultimatum jest od niej niezależne, a sama ustawa nie jest z jego perspektywy niezbędna.

Dzień później, 15 lipca, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow nazwał deklaracje prezydenta USA poważnymi i stwierdził, że Moskwa je analizuje. Podobnie wypowiedział się szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow, który ironicznie przypomniał, że już wcześniej Trump wskazywał różne terminy zakończenia wojny. Stwierdził też, że amerykański przywódca znajduje się pod ogromną, „nieprzyzwoitą” presją UE i NATO, dążących do przedłużenia konfliktu na Ukrainie. Z kolei wiceminister spraw zagranicznych Aleksandr Gruszko wyraził zdziwienie, że deklaracje Trumpa nie były adresowane do Kijowa, i uznał, iż Zachód nie jest zainteresowany wsparciem porozumienia pokojowego. Wcześniej Dmitrij Miedwiediew, zastępca szefa Rady Bezpieczeństwa FR, nazwał ultimatum Trumpa „dekoracyjnym”, wskazał na rozczarowanie nim Unii Europejskiej i stwierdził, że Rosja go nie zauważyła. W podobnym duchu wypowiadali się rosyjscy parlamentarzyści i eksperci oraz propagandowe media. Krytyka pod adresem Trumpa (za kontynuowanie polityki Joego Bidena i brak presji na Kijów) łączyła się z przekonaniem, że jego ultimatum nie wpłynie na postawę Moskwy, a Trump może ponownie zmienić zdanie.

Choć decyzje Waszyngtonu są niekorzystne dla Rosji, to ze względu na ich ograniczony charakter i wątpliwości w kwestii implementacji nie spowodują one zmiany jej agresywnej postawy. Na Kremlu najwyraźniej dominuje bowiem przekonanie, że po upływie 50 dni brak porozumienia i kontynuacja agresji nie skłoni Trumpa do podjęcia poważniejszych działań przeciwko FR.

Komentarz

Trump jest coraz bardziej sceptyczny wobec powodzenia negocjacji z Rosją i przychylniejszy pomaganiu Ukrainie, jednak nie można mówić o przełomie. Prezydent USA wciąż postępuje zachowawczo – zarówno jeśli chodzi o wsparcie Kijowa, jak i względem Moskwy. Zadeklarowana pomoc dla Ukrainy nie zostanie przez Amerykanów sfinansowana, pomimo że wciąż nie wykorzystano ponad 2 mld dolarów z środków przekazanych do dyspozycji prezydenta (PDA) w ramach pakietu pomocowego dla tego kraju, uchwalonego w 2024 r. Wdrożenie ceł wymierzonych w Rosję i jej partnerów handlowych odsunięto z kolei w czasie i jest wątpliwe, by sama groźba ich wprowadzenia nakłoniła Putina do porozumienia. Skala i tempo dostaw UiSW w ramach nowego mechanizmu – w przypadku jego wykorzystania – wpłyną na potencjał militarny Kijowa. Obecnie widać stopniowy spadek efektywności wysiłku obronnego Ukrainy, w szczególności w obszarze obrony powietrznej. Zatrzymanie i odwrócenie tego trendu będą możliwe tylko po osiągnięciu podobnej skali dostaw jak w latach 2022–2023.

Deklaracje Trumpa przyjmuje się w Rosji z ulgą, gdyż odbiegają od wcześniejszych przecieków medialnych sugerujących znacznie ostrzejsze kroki USA. Chodziło zwłaszcza o zapowiedzi poparcia przez prezydenta dyskutowanej w Kongresie ustawy dającej możliwość nałożenia na państwa wspierające FR ceł wtórnych w wysokości 500% czy ewentualnych dostaw na Ukrainę rakiet JASSM czy Tomahawk, mogących razić cele w głębi Rosji. Świadczy o tym m.in. wzrost kapitalizacji moskiewskiej giełdy (o 2,5%), obserwowany zaraz po wypowiedzi amerykańskiego prezydenta.

Decyzje Trumpa są dla Moskwy problematyczne, gdyż potencjalnie przedłużają opór Ukrainy i oddalają perspektywę normalizacji relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Kreml liczył najwyraźniej na stopniowe wstrzymanie dostaw amerykańskiego uzbrojenia dla Kijowa, przekonanie prezydenta USA, że to ukraińska stolica odpowiada za fiasko rozmów pokojowych, oraz uniezależnienie procesu normalizacji stosunków politycznych i gospodarczych od regulacji konfliktu zbrojnego. Moskwa nie była jednak gotowa na żadne ustępstwa, które zwiększyłyby prawdopodobieństwo takiej postawy Waszyngtonu.

Deklaracje amerykańskiego prezydenta utwierdzają Moskwę w przekonaniu, że – pomimo ostrej retoryki – nie ma on politycznej woli zasadniczej rewizji swej dotychczasowej postawy. Kreml postrzega ją jako wycofywanie się USA z zaangażowania po stronie Kijowa w wojnę na Ukrainie oraz dążenie do normalizacji relacji z Rosją, a nawet powrotu do współpracy gospodarczej z nią. Moskwa skupia się więc na tym, że dostawy amerykańskiego uzbrojenia będą się odbywały na zasadach komercyjnych (opłacane przez państwa europejskie, które w ocenie Kremla nie mają politycznej woli długotrwałego finansowania wsparcia dla Ukrainy) i nie obejmą najbardziej śmiercionośnej broni umożliwiającej rażenie celów w głębi kraju. Rosjanie odnotowali także publiczne dezawuowanie przez prezydenta USA inicjatywy ustawowej Kongresu zmierzającej do poważnego uderzenia w źródła dochodów budżetowych FR. Przede wszystkim zaś odłożenie wprowadzenia ceł na 50 dni interpretują oni jako sygnał niechęci Trumpa do zaostrzania presji na Moskwę i faktyczne przyzwolenie na kontynuację rosyjskich działań ofensywnych na Ukrainie.

Konsekwencje realizacji gróźb Trumpa pod adresem Rosji zależą od sposobu ich implementacji. Uderzenie w handel z FR nie będzie miało istotnego znaczenia, gdyż jej obroty handlowe z USA spadły do 3,5 mld dolarów w 2024 r. (co stanowi mniej niż 0,5% ogółu rosyjskiego handlu). Zaszkodzić jej mogłoby natomiast wprowadzenie wysokich ceł (wtórnych) na inne państwa handlujące z nią (zwłaszcza importujące rosyjskie węglowodory), takie jak Chiny, Indie czy Turcja. Wydaje się jednak, że Moskwa nie wierzy w taką możliwość, ponieważ storpedowałoby to wysiłki Waszyngtonu zmierzające do osiągnięcia porozumienia handlowego z Pekinem oraz rozwoju kompleksowego partnerstwa z Nowym Delhi i Ankarą. W związku z tym należy oczekiwać, że Rosja nie ograniczy swoich ofensywnych działań na Ukrainie ani nie złagodzi swych maksymalistycznych warunków zakończenia konfliktu.

osw.waw.pl

niedziela, 20 lipca 2025



Retrospekcja: niecałe dwa tygodnie temu amerykański Departament Sprawiedliwości poinformował opinię publiczną, że w sprawie zmarłego przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina "obciążająca lista klientów" jednak nie istnieje i że dalsze śledztwo uznano za "nieuzasadnione". To całkowita zmiana stanowiska prokurator generalnej Pam Bondi, która jeszcze niedawno w telewizji twierdziła, że lista leży na jej biurku i jest gotowa do wglądu.

Po ostatnim oświadczeniu Bondi nastąpiło coś, co obserwatorzy uważali dotychczas za nie do pomyślenia: implozja ruchu "Make America Great Again" [MAGA], który dotychczas niezłomnie popierał Trumpa. Gniew najwierniejszych zwolenników Trumpa, że rzekomo największy skandal w historii Stanów Zjednoczonych nie wyjdzie jednak na jaw, rośnie z każdą godziną.

Filmy przedstawiające palenie czapek MAGA rozprzestrzeniają się w sieci, media społecznościowe są pełne nienawistnych komentarzy, a republikańscy politycy w Waszyngtonie – choć nieśmiało i nadmiernie ostrożnie – starają się pokazać swoim wyborcom: "Tak, tak, to jest ważne. Traktujemy to poważnie".

Cokolwiek robi prezydent, afera Epsteina po prostu nie chce zniknąć. Jak dotąd Donald Trump:
    • zwolnił prokurator prowadzącą sprawę Epsteina,
    • opublikował dziesięciogodzinne nagranie z monitoringu celi więziennej Epsteina, które ma wykazać, że Epstein rzeczywiście popełnił samobójstwo, a nie został zamordowany — tyle tylko, że w nagraniu brakuje aż trzech minut.
    • podczas kilku wystąpień podkreślał, jak "nudna" jest sprawa Epsteina i że jego zwolennicy powinni raczej skupić się na licznych sukcesach republikanów.
    • polecił prokurator generalnej Bondi opublikować tę część akt sprawy, z którą zapoznała się ława przysięgłych w procesie Epsteina.
Nic nie pomogło. Problem Donalda Trumpa jest bardziej lepki i uporczywy niż wszystko, z czym dotychczas miał do czynienia.

(...)

Dla Trumpa sytuacja pozostaje niezwykle niekomfortowa, choć nie stanowi dla niego zagrożenia politycznego. Jego kluczowa ustawa finansowa [tzw. wielka, piękna ustawa] została przyjęta przez Kongres USA, a on sam nie musi już walczyć o reelekcję. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja jego wiceprezydenta J. D. Vance'a.

Vance sam domagał się kiedyś, aby akta Epsteina zostały opublikowane w nieocenzurowanej formie. Teraz ten zwykle wygadany i lubiący upubliczniać swoje opinie wiceprezydent nagle zamilkł. Przez wiele dni odmawiał komentarza w sprawie afery Epsteina. Dopiero po pojawieniu się artykułu o liście gratulacyjnym Trumpa w "Wall Street Journal" opublikował gniewny tweet: co warto zaznaczyć, uderzył w gazetę, a nie w Trumpa czy tych, którzy coraz bardziej domagają się opublikowania akt.

"Wybacz mój język, ale ta historia /to/ kompletne i kompletne bzdury. WSJ powinien się wstydzić za jego opublikowanie.
Gdzie jest ten list? Czy byłbyś zszokowany, gdy dowiadujesz się, że nigdy nam tego nie pokazali przed opublikowaniem? Czy ktoś szczerze wierzy, że to brzmi jak Donald Trump?"

onet.pl

Trwają intensywne walki na północnym wschodzie obwodu sumskiego wzdłuż linii Kindratiwka–Ołeksijiwka–Jabłuniwka–Junakiwka, a także Ryżiwka–Bezsaliwka. Wojska agresora miały uzyskać nieznaczne postępy na obu tych kierunkach oraz wyprzeć obrońców ze wsi Myropilla położonej na wschód od Sum.

Rosjanie kontynuują próby odepchnięcia Ukraińców na nowym odcinku walk na granicy obu państw na północny wschód od Wełykiego Burłuku w obwodzie charkowskim. Najeźdźcy próbują nacierać na południe od zajętej niedawno miejscowości Miłowe, najprawdopodobniej w celu operacyjnego połączenia sił kontynuujących uderzenie z kierunku Wołczańska i Kupiańska. Obrońcy mieli natomiast skutecznie kontratakować na wschód od Kindrasziwki, aby powstrzymać próby okrążania Kupiańska od północy.

Zacięte starcia trwają na kierunku torećkim, gdzie agresor wypiera wojska przeciwnika z kolejnych miejscowości na południe od Konstantynówki. Jego łupem padła Jabłuniwka, a tym samym jeden z ważnych węzłów komunikacyjnych na trasie Pokrowsk–Konstantynówka.

Siły rosyjskie poczyniły też postępy wokół Pokrowska – zajęły miejscowości Razine i Nowotorećke na północ od Myrnohradu. Intensywne walki mają również miejsce na południe od Nowopawliwki, gdzie najeźdźcy próbują sięgnąć granic obwodu donieckiego wzdłuż drogi Kurachowe–Zaporoże.

W nocy z 8 na 9 lipca Rosjanie znów przeprowadzili największy pod względem liczby użytych środków uderzeniowych atak na Ukrainę. Wykorzystali 741 dronów i rakiet, zaś głównym celem był obwód wołyński, w tym Łuck (zgodnie ze źródłami rosyjskimi m.in. zakłady silników lotniczych Motor). Według Sił Powietrznych Ukrainy 296 dronów Shahed zestrzelono, a 415 unieszkodliwiono systemami walki radioelektronicznej. Ponadto strącono siedem rakiet X-101/Iskander-K. Ataki trwały przez kolejne dni. W nocy z 9 na 10 lipca agresor uderzył m.in. w Kijów (użył 415 środków napadu powietrznego, z czego 382 strącono, a alarm bombowy trwał nieprzerwanie przez ponad dziewięć godzin), w nocy z 10 na 11 lipca – w Odessę i Charków, a kolejnej – ponownie w Łuck. 12 lipca po raz pierwszy od początku inwazji atak wymierzono w Czerniowce. Tego dnia najeźdźcy wykorzystali ponad 623 środki uderzeniowe (z czego 602 unieszkodliwiono).

9 lipca głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy generał Ołeksandr Syrski poinformował, że w czerwcu wróg wystrzelił w stronę Ukrainy o 60% więcej pocisków rakietowych i dronów niż w poprzednim miesiącu. Podkreślił, że ok. 4 tys. środków napadu powietrznego zostało unieszkodliwionych przez obronę przeciwlotniczą. Z kolei dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Robert Browdi pseud. Madziar powiadomił, że Rosjanie będą wkrótce zdolni do użycia ponad tysiąca dronów kamikadze na dobę.

(...)

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryło Budanow oznajmił, że „zajęcie przez Rosję całego obwodu donieckiego do końca roku jest nierealne”, a obecnym celem armii agresora jest utworzenie na granicy obwodu dniepropetrowskiego kolejnej strefy buforowej o głębokości 10 km.

13 lipca południowokoreańska agencja Yonhap podała, że do tej pory Pjongjang przekazał Moskwie 28 tys. kontenerów z bronią i amunicją. W przeliczeniu na pociski 152 mm ma to stanowić równowartość ponad 12 mln sztuk. Według Budanowa Korea Północna dostarcza Rosji do 40% amunicji wykorzystywanej przez nią w wojnie przeciw Ukrainie. Masowa produkcja pocisków ma trwać całą dobę, a oprócz amunicji artyleryjskiej KRLD przekazuje też Rosji wyrzutnie rakietowe i rakiety balistyczne.

Zgodnie z szacunkami niezależnych rosyjskich ekspertów w pierwszej połowie 2025 r. władze FR wydały na utrzymanie żołnierzy na wojnie z Ukrainą ponad 2 bln rubli (ok. 25,6 mld dolarów). Z budżetów federalnego i regionalnych 400 mld rubli (ok. 5,1 mld dolarów) przeznaczono na premie za podpisanie kontraktów z Ministerstwem Obrony FR, 865 mld rubli (ok. 11,1 mld dolarów) – na wynagrodzenia wojskowych, a 765 mld rubli (ok. 9,8 mld dolarów) – na wypłaty dla rannych i rodzin poległych. Jeśli dynamika strat i rekrutacji nowych kontraktowców utrzyma się, to roczne nakłady na walczącą armię przekroczą 4 bln rubli, a więc 9,5% wszystkich zaplanowanych wydatków budżetu federalnego na ten rok oraz 2% PKB. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 r. podpisano ok. 200 tys. nowych kontraktów. To o 10% mniej niż w drugim półroczu 2024 r., ale wciąż wystarczająco dużo, by pokryć straty na froncie.

11 lipca Ukraińcy przeprowadzili zmasowany atak bezzałogowcami na terytorium FR, którego celem były obiekty kompleksu obronno-przemysłowego w Tule. Według doniesień medialnych trafione miały zostać opracowujące precyzyjną broń kierowaną zakłady projektów KBP im. Szypunowa, wytwarzający wieloprowadnicowe systemy rakietowe instytut naukowo-produkcyjny NPO Spław oraz zajmujące się m.in. produkcją systemów obrony przeciwlotniczej i broni strzeleckiej przedsiębiorstwo Szczegłowskij Wał.

Tego samego dnia, zgodnie z przekazem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, drony kamikadze miały także spaść na obiekty Łuchowickich Zakładów Lotniczych im. Woronina w obwodzie moskiewskim. Podmiot odpowiada m.in. za produkcję, modernizację i serwis myśliwców MiG oraz bezzałogowców typu Shahed (Gerań). W obu przypadkach nie potwierdzono skali zniszczeń powstałych wskutek ataku, a władze rosyjskie deklarują zbicie wszystkich środków napadu powietrznego przeciwnika.

11 lipca portal Militarnyj, powołując się na źródła w HUR, poinformował, że dzień wcześniej doszło do wybuchu na magistralnym gazociągu w mieście Łangiepas w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym obwodu tiumeńskiego. W wyniku operacji zniszczeniu mógł ulec odcinek rurociągu, który zaopatruje w gaz przedsiębiorstwa rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego w obwodach czelabińskim, orenburskim i swierdłowskim. W ocenie HUR prace naprawcze zajmą około miesiąca.

(...)

W sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii 47% ankietowanych uznało, że za 10 lat Ukraina „będzie krajem ze zrujnowaną gospodarką i wielką emigracją”, a tylko 43% stwierdziło, że „będzie kwitnącym państwem w składzie UE”. Badanie potwierdza rosnący pesymizm w społeczeństwie – w grudniu 2024 r. negatywny scenariusz wskazało 28% ankietowanych, a w październiku 2022 r. – zaledwie 5%.

osw.waw.pl

sobota, 19 lipca 2025



17 lipca gazeta „The Wall Street Journal” opublikowała fragment korespondencji Trumpa i Epsteina, zawierający niejasne podteksty o zabarwieniu erotycznym. Powiedzieć, że w USA zrobiło się wokół tej sprawy głośno, to nic nie powiedzieć: zrobiło się jak w ulu. Trump chce się procesować z gazetą.

(...)

Ejdman kończy wywód ciekawą konstatacją: żoną 94-letniego Murdocha jest Jelena Żukowa, była teściowa Romana Abramowicza. Murdoch znajduje się pod silnym wpływem swojej żony. Piątej, o ile dobrze policzyłam. Są małżeństwem od 1 czerwca 2024 r. Jelena ma 69 lat, od lat 90. mieszka w USA, dokąd przeniosła się po rozwodzie z Aleksandrem Żukowem, absolwentem MGU, finansistą, który dorobił się na handlu ropą naftową. Pracowała zgodnie z wykształceniem jako biolog. Wychowywała córkę Daszę (Darię), która przez dziesięć lat – do 2017 r. – była żoną Romana Abramowicza. Trzecią.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Nowopawlówki poinformował 19 lipca, że siły rosyjskie wcześniej wysyłały grupy szturmowe piechoty liczące od czterech do pięciu, a czasami nawet sześciu żołnierzy, ale teraz wysyłają do ataku na pozycje ukraińskie jedynie drużyny ogniowe liczące od dwóch do trzech żołnierzy.[40] Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie zaprzestały używania motocykli w szturmach na tym odcinku linii frontu i obecnie używają motocykli głównie do transportu amunicji lub personelu, a następnie przemierzają pieszo 10–15 kilometrów na pozycje frontowe w celu przeprowadzenia szturmu. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie ponoszą znaczne straty na kierunku Nowopawlówki każdego dnia, ale szybko uzupełniają personel i przywracają zdolność bojową. Rzecznik poinformował, że rosyjskie dowództwo wojskowe stosuje barbarzyńskie środki dyscyplinarne, nie zważając na życie podwładnych, ponieważ posiłki przybywają tak często.

understandingwar.org

piątek, 18 lipca 2025



Ministrowie ds. europejskich państw UE przyjęli w piątek w Brukseli 18. pakiet sankcji unijnych wobec Rosji - poinformowała duńska prezydencja w Radzie UE. Zdaniem szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas to jeden z najsurowszych pakietów sankcji od początku wojny.

Pakiet zakłada m.in. objęcie restrykcjami kolejnych 105 statków z rosyjskiej tzw. floty cieni, ich armatorów oraz ograniczenie dostępu rosyjskich banków do finansowania.

(...)

Osiemnasty pakiet sankcji UE przewiduje również całkowity zakaz działalności gazociągów Nord Stream. Obniżony zostanie też pułap cenowy na rosyjską ropę. Limit ceny surowca - eksportowanego do krajów trzecich - będzie ustalany na poziomie 15 proc. poniżej wartości rynkowej z ostatnich trzech miesięcy. Obecny pułap, ustalony w 2022 r., wynosi 60 dolarów za baryłkę i jest powyżej ceny rynkowej. Po obniżeniu będzie wynosił ok. 47-48 dolarów za baryłkę.

(...)

Kallas poinformowała też, że nowy pakiet zakłada wywarcie dodatkowej presji na rosyjski przemysł zbrojeniowy, a także na chińskie banki pomagające Rosji w obchodzeniu sankcji. Ograniczony zostanie też eksport technologii wykorzystywanych w produkcji dronów bojowych.

Sankcjami objęto ponadto największą rafinerię rosyjskiej firmy naftowej Rosnieft w Indiach. Restrykcje obejmują też osoby zaangażowane w systemową indoktrynację ukraińskich dzieci.

Przyjęcie pakietu skomentowała szefowa KE Ursula von der Leyen. "Uderzamy w samo serce rosyjskiej machiny wojennej, obierając za cel jej sektor bankowy, energetyczny i wojskowo-przemysłowy oraz nowy, dynamiczny limit cenowy (eksportowanej przez Rosję - PAP) ropy naftowej. Wywieramy presję i utrzymamy ją, dopóki (przywódca Rosji Władimir) Putin nie zakończy wojny" - napisała na X.

Słowacja długo blokowała 18. pakiet sankcji, uzależniając poparcie dla niego od uzyskania od Brukseli gwarancji wsparcia w związku z przyjęciem przez Komisję Europejską planu rezygnacji z rosyjskiego gazu od 2028 r.

W czwartek premier tego kraju Robert Fico zapowiedział, że znosi blokadę, bo Słowacja osiągnęła już wszystko, co mogła, starając się uzyskać gwarancje przed szkodami, których obawia się w związku z planowanym przez KE całkowitym zakończeniem importu gazu z Rosji od 2028 roku.

Przyjęcie każdego pakietu sankcji w UE wymaga jednomyślności.

PAP


Na początku marca 2022 r. na Zachód padł blady strach. Putin wie, że po latach zimnej wojny i katastrofie w Czarnobylu sprzed blisko 40 lat Europa i USA są szczególnie wyczulone na każdy komunikat, w którym znajduje się fraza "bezpieczeństwo atomowe". To status quo zostało naruszone w momencie, gdy stara elektrownia została pozbawiona prądu w marcu 2022 r. Choć jądrowe reaktory już od lat nie funkcjonują, to wciąż trzeba chłodzić np. zużyte paliwo. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej natychmiast poinformowała świat, że brak energii elektrycznej to naruszenie "kluczowego filaru bezpieczeństwa" w Strefie. Jednocześnie dodano, że ilość wody chłodzącej wypalone paliwo jest wystarczająca, a przez 48 godzin sytuację ratowały awaryjne generatory diesla.

W rosyjskiej niewoli znajdowało się wówczas blisko 100 pracowników elektrowni i 200 ochroniarzy. Jedną z więzionych osób była inż. Ludmiła Kozak, która pilnuje procedur bezpieczeństwa w nieczynnej elektrowni od 2003 r. – 24 lutego nad ranem na wszystkich monitorach zobaczyłam, że przez płoty, ogrodzenia i bramy przechodzą czarne ludziki. Było ich bardzo dużo i po kilku godzinach nasze dotychczasowe miejsce pracy stało się więzieniem. Rosjanie przyszli z automatami. Początkowo po prostu kazali nam pracować dalej. Nic szczególnego z nami nie robili, ale nie pozwolili nam ze sobą rozmawiać ani korzystać z telefonów. Po prostu mieliśmy robić swoje, ale za plecami siedzieli nam żołnierze z karabinami – opowiada kobieta.

– Żadnych świństw narobić nie chcemy, ale rozumiecie, że obiekt jest znaczący, więc będzie wokół dużo zamieszania – mówili. Dla nich okupacja Czarnobyla to była reklama na cały świat. Chcieli, żeby Zachód wyraźnie zarejestrował, że zaczęła się wojna. Na początku dotarli tu ludzie dość wykształceni. Dobrze znali teren, procedury i konstrukcję. Wyglądało, jakby przygotowywali się do tej operacji w innych tego typu stacjach np. w Petersburgu czy w Kursku, bo tam znajdują się bliźniacze elektrownie. Bardzo dobrze wiedzieli, co i jak u nas działa. Czuli się jak u siebie – opowiada pracowniczka czarnobylskiej elektrowni.

– Musieliśmy pracować niemal 24 godziny na dobę. Ludzie panikowali. Płakali. Tracili przytomność. Nie wytrzymywaliśmy stresu. Rosjanie też po kilku dniach zrobili się bardziej nerwowi, bo nie udał im się trzydniowy marsz na Kijów. Zaczęły się bombardowania. Słyszeliśmy wystrzały, wybuchy. Było coraz gorzej. Im więcej ich przyjeżdżało z Kijowa poturbowanych i rannych, tym częściej zaczynali snuć różne scenariusze, co z nami zrobią. Zaczęli się na nas wyżywać. Mówili, że Kijowa już nie ma. My nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszymi rodzinami. To chyba było w tym wszystkim najgorsze. Im dłużej trwały walki, tym mniej było tu na miejscu tych wykształconych oficerów, a coraz więcej takich prymitywnych wojskowych – wspomina Ludmiła Kozak.

Rosjanie na terenie elektrowni atomowej w Czarnobylu i w Strefie Wykluczenia urządzili sobie bezpieczny przyczółek. Wiedzieli dobrze, że tego obszaru Ukraina nie może zaatakować ciężkim kalibrem. Dlatego "zona" zamieniła się w bazę wojskową. Tutaj Rosjanie przyjeżdżali odetchnąć po bojach, odnowić siły, przegrupować się.

– Zwozili ciężki sprzęt wojenny, broń. Śmiali się, że mają tu sanatorium. Autobus do Homla kursował dwa razy dziennie i przywoził im wszystko, co tylko chcieli. Ci, którzy przyjechali później, nie mieli już takiej wiedzy, jak ci z początku i zachowywali się bardzo nieostrożnie, mimo naszych ostrzeżeń. Chodzili do lasów na polowania, piekli szaszłyki z tego mięsa, dużo pili alkoholu i wtedy robiło się bardzo nieprzyjemnie. Krzyczeli na nas, a im pod Kijowem było gorzej, tym stawali się jeszcze bardziej agresywni. Kłócili się i bili nawet między sobą – opowiada inżynierka.

Z jej opowieści, a także ze słów przewodnika i byłego pracownika elektrowni Wołodymyra Werbickiego, dziś członka lokalnej obrony terytorialnej wynika, że to właśnie Rosjanie z tej późniejszej zmiany kopali wokół Strefy Wykluczenia okopy w najbardziej skażonych miejscach.

– Ci pierwsi mieli dokładne mapy, wiedzieli perfekcyjnie, w jakich miejscach radiacja jest w zonie najwyższa, a gdzie niższa. Nie pomyliliby się – przyznaje Werbicki. – To, co oni narobili w tzw. Czerwonym Lesie to z punktu widzenia zagrożenia radiacyjnego po prostu katastrofa. Kopali w ziemi, w której w latach 80. zakopywano najbardziej napromieniowaną glebę. Kiedyś był tu wielki las, drzewa miały charakterystyczny czerwony kolor, ale większość z nich została ścięta lub obumarła, właśnie ze względu na to, że rośliny przyjęły ogromną dawkę radiacji – wyjaśnia Werbicki, który w dniu katastrofy 26 kwietnia 1986 r. był jednym z mieszkańców Prypeci. Wraz z innymi został ewakuowany z zagrożonego obszaru i nigdy więcej nie wrócił do swojego mieszkania. Kiedy podchodzimy do przypadkowych drzew przy drodze, zbliża do nich licznik Geigera. Wskaźnik promieniowania gwałtownie rośnie.

– Pracownicy elektrowni tłumaczyli Rosjanom, że nie powinni tu niczego ruszać, bo to wyjątkowo niebezpieczne, ale oni z kolei mówili, że w ten sposób robili ich dziadkowie podczas II wojny światowej. Takie podejście wynika najprawdopodobniej z tego, że rosyjska armia ma dotychczas wyższe dzienne normy napromieniowania. Z tego, co wiem, tam dopuszczalna dawka radiacji na wojskowego to 50 rentgenów dziennie. Czyli żołnierz w sytuacji bojowej, w przypadku wojny jądrowej, może przebywać w niebezpiecznym środowisku 12 dni, a później umiera. W tym miejscu, gdzie stoimy, poza asfaltem, radiacja jest wielokrotnie wyższa. Dlatego w trawie można jeszcze znaleźć puste rosyjskie apteczki. Jest wiele opakowań po środkach przeciwwymiotnych. To jeden ze sposobów jak pozbyć się z organizmu skażenia. To bardzo silne substancje, które działają jak środki narkotyczne, ale w wypadku napromieniowania one podtrzymują czynności życiowe – tłumaczy nasz przewodnik.

onet.pl