niedziela, 20 lipca 2025



Retrospekcja: niecałe dwa tygodnie temu amerykański Departament Sprawiedliwości poinformował opinię publiczną, że w sprawie zmarłego przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina "obciążająca lista klientów" jednak nie istnieje i że dalsze śledztwo uznano za "nieuzasadnione". To całkowita zmiana stanowiska prokurator generalnej Pam Bondi, która jeszcze niedawno w telewizji twierdziła, że lista leży na jej biurku i jest gotowa do wglądu.

Po ostatnim oświadczeniu Bondi nastąpiło coś, co obserwatorzy uważali dotychczas za nie do pomyślenia: implozja ruchu "Make America Great Again" [MAGA], który dotychczas niezłomnie popierał Trumpa. Gniew najwierniejszych zwolenników Trumpa, że rzekomo największy skandal w historii Stanów Zjednoczonych nie wyjdzie jednak na jaw, rośnie z każdą godziną.

Filmy przedstawiające palenie czapek MAGA rozprzestrzeniają się w sieci, media społecznościowe są pełne nienawistnych komentarzy, a republikańscy politycy w Waszyngtonie – choć nieśmiało i nadmiernie ostrożnie – starają się pokazać swoim wyborcom: "Tak, tak, to jest ważne. Traktujemy to poważnie".

Cokolwiek robi prezydent, afera Epsteina po prostu nie chce zniknąć. Jak dotąd Donald Trump:
    • zwolnił prokurator prowadzącą sprawę Epsteina,
    • opublikował dziesięciogodzinne nagranie z monitoringu celi więziennej Epsteina, które ma wykazać, że Epstein rzeczywiście popełnił samobójstwo, a nie został zamordowany — tyle tylko, że w nagraniu brakuje aż trzech minut.
    • podczas kilku wystąpień podkreślał, jak "nudna" jest sprawa Epsteina i że jego zwolennicy powinni raczej skupić się na licznych sukcesach republikanów.
    • polecił prokurator generalnej Bondi opublikować tę część akt sprawy, z którą zapoznała się ława przysięgłych w procesie Epsteina.
Nic nie pomogło. Problem Donalda Trumpa jest bardziej lepki i uporczywy niż wszystko, z czym dotychczas miał do czynienia.

(...)

Dla Trumpa sytuacja pozostaje niezwykle niekomfortowa, choć nie stanowi dla niego zagrożenia politycznego. Jego kluczowa ustawa finansowa [tzw. wielka, piękna ustawa] została przyjęta przez Kongres USA, a on sam nie musi już walczyć o reelekcję. Zupełnie inaczej wygląda jednak sytuacja jego wiceprezydenta J. D. Vance'a.

Vance sam domagał się kiedyś, aby akta Epsteina zostały opublikowane w nieocenzurowanej formie. Teraz ten zwykle wygadany i lubiący upubliczniać swoje opinie wiceprezydent nagle zamilkł. Przez wiele dni odmawiał komentarza w sprawie afery Epsteina. Dopiero po pojawieniu się artykułu o liście gratulacyjnym Trumpa w "Wall Street Journal" opublikował gniewny tweet: co warto zaznaczyć, uderzył w gazetę, a nie w Trumpa czy tych, którzy coraz bardziej domagają się opublikowania akt.

"Wybacz mój język, ale ta historia /to/ kompletne i kompletne bzdury. WSJ powinien się wstydzić za jego opublikowanie.
Gdzie jest ten list? Czy byłbyś zszokowany, gdy dowiadujesz się, że nigdy nam tego nie pokazali przed opublikowaniem? Czy ktoś szczerze wierzy, że to brzmi jak Donald Trump?"

onet.pl

Trwają intensywne walki na północnym wschodzie obwodu sumskiego wzdłuż linii Kindratiwka–Ołeksijiwka–Jabłuniwka–Junakiwka, a także Ryżiwka–Bezsaliwka. Wojska agresora miały uzyskać nieznaczne postępy na obu tych kierunkach oraz wyprzeć obrońców ze wsi Myropilla położonej na wschód od Sum.

Rosjanie kontynuują próby odepchnięcia Ukraińców na nowym odcinku walk na granicy obu państw na północny wschód od Wełykiego Burłuku w obwodzie charkowskim. Najeźdźcy próbują nacierać na południe od zajętej niedawno miejscowości Miłowe, najprawdopodobniej w celu operacyjnego połączenia sił kontynuujących uderzenie z kierunku Wołczańska i Kupiańska. Obrońcy mieli natomiast skutecznie kontratakować na wschód od Kindrasziwki, aby powstrzymać próby okrążania Kupiańska od północy.

Zacięte starcia trwają na kierunku torećkim, gdzie agresor wypiera wojska przeciwnika z kolejnych miejscowości na południe od Konstantynówki. Jego łupem padła Jabłuniwka, a tym samym jeden z ważnych węzłów komunikacyjnych na trasie Pokrowsk–Konstantynówka.

Siły rosyjskie poczyniły też postępy wokół Pokrowska – zajęły miejscowości Razine i Nowotorećke na północ od Myrnohradu. Intensywne walki mają również miejsce na południe od Nowopawliwki, gdzie najeźdźcy próbują sięgnąć granic obwodu donieckiego wzdłuż drogi Kurachowe–Zaporoże.

W nocy z 8 na 9 lipca Rosjanie znów przeprowadzili największy pod względem liczby użytych środków uderzeniowych atak na Ukrainę. Wykorzystali 741 dronów i rakiet, zaś głównym celem był obwód wołyński, w tym Łuck (zgodnie ze źródłami rosyjskimi m.in. zakłady silników lotniczych Motor). Według Sił Powietrznych Ukrainy 296 dronów Shahed zestrzelono, a 415 unieszkodliwiono systemami walki radioelektronicznej. Ponadto strącono siedem rakiet X-101/Iskander-K. Ataki trwały przez kolejne dni. W nocy z 9 na 10 lipca agresor uderzył m.in. w Kijów (użył 415 środków napadu powietrznego, z czego 382 strącono, a alarm bombowy trwał nieprzerwanie przez ponad dziewięć godzin), w nocy z 10 na 11 lipca – w Odessę i Charków, a kolejnej – ponownie w Łuck. 12 lipca po raz pierwszy od początku inwazji atak wymierzono w Czerniowce. Tego dnia najeźdźcy wykorzystali ponad 623 środki uderzeniowe (z czego 602 unieszkodliwiono).

9 lipca głównodowodzący Sił Zbrojnych Ukrainy generał Ołeksandr Syrski poinformował, że w czerwcu wróg wystrzelił w stronę Ukrainy o 60% więcej pocisków rakietowych i dronów niż w poprzednim miesiącu. Podkreślił, że ok. 4 tys. środków napadu powietrznego zostało unieszkodliwionych przez obronę przeciwlotniczą. Z kolei dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Robert Browdi pseud. Madziar powiadomił, że Rosjanie będą wkrótce zdolni do użycia ponad tysiąca dronów kamikadze na dobę.

(...)

Szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryło Budanow oznajmił, że „zajęcie przez Rosję całego obwodu donieckiego do końca roku jest nierealne”, a obecnym celem armii agresora jest utworzenie na granicy obwodu dniepropetrowskiego kolejnej strefy buforowej o głębokości 10 km.

13 lipca południowokoreańska agencja Yonhap podała, że do tej pory Pjongjang przekazał Moskwie 28 tys. kontenerów z bronią i amunicją. W przeliczeniu na pociski 152 mm ma to stanowić równowartość ponad 12 mln sztuk. Według Budanowa Korea Północna dostarcza Rosji do 40% amunicji wykorzystywanej przez nią w wojnie przeciw Ukrainie. Masowa produkcja pocisków ma trwać całą dobę, a oprócz amunicji artyleryjskiej KRLD przekazuje też Rosji wyrzutnie rakietowe i rakiety balistyczne.

Zgodnie z szacunkami niezależnych rosyjskich ekspertów w pierwszej połowie 2025 r. władze FR wydały na utrzymanie żołnierzy na wojnie z Ukrainą ponad 2 bln rubli (ok. 25,6 mld dolarów). Z budżetów federalnego i regionalnych 400 mld rubli (ok. 5,1 mld dolarów) przeznaczono na premie za podpisanie kontraktów z Ministerstwem Obrony FR, 865 mld rubli (ok. 11,1 mld dolarów) – na wynagrodzenia wojskowych, a 765 mld rubli (ok. 9,8 mld dolarów) – na wypłaty dla rannych i rodzin poległych. Jeśli dynamika strat i rekrutacji nowych kontraktowców utrzyma się, to roczne nakłady na walczącą armię przekroczą 4 bln rubli, a więc 9,5% wszystkich zaplanowanych wydatków budżetu federalnego na ten rok oraz 2% PKB. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 r. podpisano ok. 200 tys. nowych kontraktów. To o 10% mniej niż w drugim półroczu 2024 r., ale wciąż wystarczająco dużo, by pokryć straty na froncie.

11 lipca Ukraińcy przeprowadzili zmasowany atak bezzałogowcami na terytorium FR, którego celem były obiekty kompleksu obronno-przemysłowego w Tule. Według doniesień medialnych trafione miały zostać opracowujące precyzyjną broń kierowaną zakłady projektów KBP im. Szypunowa, wytwarzający wieloprowadnicowe systemy rakietowe instytut naukowo-produkcyjny NPO Spław oraz zajmujące się m.in. produkcją systemów obrony przeciwlotniczej i broni strzeleckiej przedsiębiorstwo Szczegłowskij Wał.

Tego samego dnia, zgodnie z przekazem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy, drony kamikadze miały także spaść na obiekty Łuchowickich Zakładów Lotniczych im. Woronina w obwodzie moskiewskim. Podmiot odpowiada m.in. za produkcję, modernizację i serwis myśliwców MiG oraz bezzałogowców typu Shahed (Gerań). W obu przypadkach nie potwierdzono skali zniszczeń powstałych wskutek ataku, a władze rosyjskie deklarują zbicie wszystkich środków napadu powietrznego przeciwnika.

11 lipca portal Militarnyj, powołując się na źródła w HUR, poinformował, że dzień wcześniej doszło do wybuchu na magistralnym gazociągu w mieście Łangiepas w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym obwodu tiumeńskiego. W wyniku operacji zniszczeniu mógł ulec odcinek rurociągu, który zaopatruje w gaz przedsiębiorstwa rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego w obwodach czelabińskim, orenburskim i swierdłowskim. W ocenie HUR prace naprawcze zajmą około miesiąca.

(...)

W sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii 47% ankietowanych uznało, że za 10 lat Ukraina „będzie krajem ze zrujnowaną gospodarką i wielką emigracją”, a tylko 43% stwierdziło, że „będzie kwitnącym państwem w składzie UE”. Badanie potwierdza rosnący pesymizm w społeczeństwie – w grudniu 2024 r. negatywny scenariusz wskazało 28% ankietowanych, a w październiku 2022 r. – zaledwie 5%.

osw.waw.pl

sobota, 19 lipca 2025



17 lipca gazeta „The Wall Street Journal” opublikowała fragment korespondencji Trumpa i Epsteina, zawierający niejasne podteksty o zabarwieniu erotycznym. Powiedzieć, że w USA zrobiło się wokół tej sprawy głośno, to nic nie powiedzieć: zrobiło się jak w ulu. Trump chce się procesować z gazetą.

(...)

Ejdman kończy wywód ciekawą konstatacją: żoną 94-letniego Murdocha jest Jelena Żukowa, była teściowa Romana Abramowicza. Murdoch znajduje się pod silnym wpływem swojej żony. Piątej, o ile dobrze policzyłam. Są małżeństwem od 1 czerwca 2024 r. Jelena ma 69 lat, od lat 90. mieszka w USA, dokąd przeniosła się po rozwodzie z Aleksandrem Żukowem, absolwentem MGU, finansistą, który dorobił się na handlu ropą naftową. Pracowała zgodnie z wykształceniem jako biolog. Wychowywała córkę Daszę (Darię), która przez dziesięć lat – do 2017 r. – była żoną Romana Abramowicza. Trzecią.

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl


Rzecznik ukraińskiej brygady operującej na kierunku Nowopawlówki poinformował 19 lipca, że siły rosyjskie wcześniej wysyłały grupy szturmowe piechoty liczące od czterech do pięciu, a czasami nawet sześciu żołnierzy, ale teraz wysyłają do ataku na pozycje ukraińskie jedynie drużyny ogniowe liczące od dwóch do trzech żołnierzy.[40] Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie zaprzestały używania motocykli w szturmach na tym odcinku linii frontu i obecnie używają motocykli głównie do transportu amunicji lub personelu, a następnie przemierzają pieszo 10–15 kilometrów na pozycje frontowe w celu przeprowadzenia szturmu. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie ponoszą znaczne straty na kierunku Nowopawlówki każdego dnia, ale szybko uzupełniają personel i przywracają zdolność bojową. Rzecznik poinformował, że rosyjskie dowództwo wojskowe stosuje barbarzyńskie środki dyscyplinarne, nie zważając na życie podwładnych, ponieważ posiłki przybywają tak często.

understandingwar.org

piątek, 18 lipca 2025



Ministrowie ds. europejskich państw UE przyjęli w piątek w Brukseli 18. pakiet sankcji unijnych wobec Rosji - poinformowała duńska prezydencja w Radzie UE. Zdaniem szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas to jeden z najsurowszych pakietów sankcji od początku wojny.

Pakiet zakłada m.in. objęcie restrykcjami kolejnych 105 statków z rosyjskiej tzw. floty cieni, ich armatorów oraz ograniczenie dostępu rosyjskich banków do finansowania.

(...)

Osiemnasty pakiet sankcji UE przewiduje również całkowity zakaz działalności gazociągów Nord Stream. Obniżony zostanie też pułap cenowy na rosyjską ropę. Limit ceny surowca - eksportowanego do krajów trzecich - będzie ustalany na poziomie 15 proc. poniżej wartości rynkowej z ostatnich trzech miesięcy. Obecny pułap, ustalony w 2022 r., wynosi 60 dolarów za baryłkę i jest powyżej ceny rynkowej. Po obniżeniu będzie wynosił ok. 47-48 dolarów za baryłkę.

(...)

Kallas poinformowała też, że nowy pakiet zakłada wywarcie dodatkowej presji na rosyjski przemysł zbrojeniowy, a także na chińskie banki pomagające Rosji w obchodzeniu sankcji. Ograniczony zostanie też eksport technologii wykorzystywanych w produkcji dronów bojowych.

Sankcjami objęto ponadto największą rafinerię rosyjskiej firmy naftowej Rosnieft w Indiach. Restrykcje obejmują też osoby zaangażowane w systemową indoktrynację ukraińskich dzieci.

Przyjęcie pakietu skomentowała szefowa KE Ursula von der Leyen. "Uderzamy w samo serce rosyjskiej machiny wojennej, obierając za cel jej sektor bankowy, energetyczny i wojskowo-przemysłowy oraz nowy, dynamiczny limit cenowy (eksportowanej przez Rosję - PAP) ropy naftowej. Wywieramy presję i utrzymamy ją, dopóki (przywódca Rosji Władimir) Putin nie zakończy wojny" - napisała na X.

Słowacja długo blokowała 18. pakiet sankcji, uzależniając poparcie dla niego od uzyskania od Brukseli gwarancji wsparcia w związku z przyjęciem przez Komisję Europejską planu rezygnacji z rosyjskiego gazu od 2028 r.

W czwartek premier tego kraju Robert Fico zapowiedział, że znosi blokadę, bo Słowacja osiągnęła już wszystko, co mogła, starając się uzyskać gwarancje przed szkodami, których obawia się w związku z planowanym przez KE całkowitym zakończeniem importu gazu z Rosji od 2028 roku.

Przyjęcie każdego pakietu sankcji w UE wymaga jednomyślności.

PAP


Na początku marca 2022 r. na Zachód padł blady strach. Putin wie, że po latach zimnej wojny i katastrofie w Czarnobylu sprzed blisko 40 lat Europa i USA są szczególnie wyczulone na każdy komunikat, w którym znajduje się fraza "bezpieczeństwo atomowe". To status quo zostało naruszone w momencie, gdy stara elektrownia została pozbawiona prądu w marcu 2022 r. Choć jądrowe reaktory już od lat nie funkcjonują, to wciąż trzeba chłodzić np. zużyte paliwo. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej natychmiast poinformowała świat, że brak energii elektrycznej to naruszenie "kluczowego filaru bezpieczeństwa" w Strefie. Jednocześnie dodano, że ilość wody chłodzącej wypalone paliwo jest wystarczająca, a przez 48 godzin sytuację ratowały awaryjne generatory diesla.

W rosyjskiej niewoli znajdowało się wówczas blisko 100 pracowników elektrowni i 200 ochroniarzy. Jedną z więzionych osób była inż. Ludmiła Kozak, która pilnuje procedur bezpieczeństwa w nieczynnej elektrowni od 2003 r. – 24 lutego nad ranem na wszystkich monitorach zobaczyłam, że przez płoty, ogrodzenia i bramy przechodzą czarne ludziki. Było ich bardzo dużo i po kilku godzinach nasze dotychczasowe miejsce pracy stało się więzieniem. Rosjanie przyszli z automatami. Początkowo po prostu kazali nam pracować dalej. Nic szczególnego z nami nie robili, ale nie pozwolili nam ze sobą rozmawiać ani korzystać z telefonów. Po prostu mieliśmy robić swoje, ale za plecami siedzieli nam żołnierze z karabinami – opowiada kobieta.

– Żadnych świństw narobić nie chcemy, ale rozumiecie, że obiekt jest znaczący, więc będzie wokół dużo zamieszania – mówili. Dla nich okupacja Czarnobyla to była reklama na cały świat. Chcieli, żeby Zachód wyraźnie zarejestrował, że zaczęła się wojna. Na początku dotarli tu ludzie dość wykształceni. Dobrze znali teren, procedury i konstrukcję. Wyglądało, jakby przygotowywali się do tej operacji w innych tego typu stacjach np. w Petersburgu czy w Kursku, bo tam znajdują się bliźniacze elektrownie. Bardzo dobrze wiedzieli, co i jak u nas działa. Czuli się jak u siebie – opowiada pracowniczka czarnobylskiej elektrowni.

– Musieliśmy pracować niemal 24 godziny na dobę. Ludzie panikowali. Płakali. Tracili przytomność. Nie wytrzymywaliśmy stresu. Rosjanie też po kilku dniach zrobili się bardziej nerwowi, bo nie udał im się trzydniowy marsz na Kijów. Zaczęły się bombardowania. Słyszeliśmy wystrzały, wybuchy. Było coraz gorzej. Im więcej ich przyjeżdżało z Kijowa poturbowanych i rannych, tym częściej zaczynali snuć różne scenariusze, co z nami zrobią. Zaczęli się na nas wyżywać. Mówili, że Kijowa już nie ma. My nie wiedzieliśmy, co dzieje się z naszymi rodzinami. To chyba było w tym wszystkim najgorsze. Im dłużej trwały walki, tym mniej było tu na miejscu tych wykształconych oficerów, a coraz więcej takich prymitywnych wojskowych – wspomina Ludmiła Kozak.

Rosjanie na terenie elektrowni atomowej w Czarnobylu i w Strefie Wykluczenia urządzili sobie bezpieczny przyczółek. Wiedzieli dobrze, że tego obszaru Ukraina nie może zaatakować ciężkim kalibrem. Dlatego "zona" zamieniła się w bazę wojskową. Tutaj Rosjanie przyjeżdżali odetchnąć po bojach, odnowić siły, przegrupować się.

– Zwozili ciężki sprzęt wojenny, broń. Śmiali się, że mają tu sanatorium. Autobus do Homla kursował dwa razy dziennie i przywoził im wszystko, co tylko chcieli. Ci, którzy przyjechali później, nie mieli już takiej wiedzy, jak ci z początku i zachowywali się bardzo nieostrożnie, mimo naszych ostrzeżeń. Chodzili do lasów na polowania, piekli szaszłyki z tego mięsa, dużo pili alkoholu i wtedy robiło się bardzo nieprzyjemnie. Krzyczeli na nas, a im pod Kijowem było gorzej, tym stawali się jeszcze bardziej agresywni. Kłócili się i bili nawet między sobą – opowiada inżynierka.

Z jej opowieści, a także ze słów przewodnika i byłego pracownika elektrowni Wołodymyra Werbickiego, dziś członka lokalnej obrony terytorialnej wynika, że to właśnie Rosjanie z tej późniejszej zmiany kopali wokół Strefy Wykluczenia okopy w najbardziej skażonych miejscach.

– Ci pierwsi mieli dokładne mapy, wiedzieli perfekcyjnie, w jakich miejscach radiacja jest w zonie najwyższa, a gdzie niższa. Nie pomyliliby się – przyznaje Werbicki. – To, co oni narobili w tzw. Czerwonym Lesie to z punktu widzenia zagrożenia radiacyjnego po prostu katastrofa. Kopali w ziemi, w której w latach 80. zakopywano najbardziej napromieniowaną glebę. Kiedyś był tu wielki las, drzewa miały charakterystyczny czerwony kolor, ale większość z nich została ścięta lub obumarła, właśnie ze względu na to, że rośliny przyjęły ogromną dawkę radiacji – wyjaśnia Werbicki, który w dniu katastrofy 26 kwietnia 1986 r. był jednym z mieszkańców Prypeci. Wraz z innymi został ewakuowany z zagrożonego obszaru i nigdy więcej nie wrócił do swojego mieszkania. Kiedy podchodzimy do przypadkowych drzew przy drodze, zbliża do nich licznik Geigera. Wskaźnik promieniowania gwałtownie rośnie.

– Pracownicy elektrowni tłumaczyli Rosjanom, że nie powinni tu niczego ruszać, bo to wyjątkowo niebezpieczne, ale oni z kolei mówili, że w ten sposób robili ich dziadkowie podczas II wojny światowej. Takie podejście wynika najprawdopodobniej z tego, że rosyjska armia ma dotychczas wyższe dzienne normy napromieniowania. Z tego, co wiem, tam dopuszczalna dawka radiacji na wojskowego to 50 rentgenów dziennie. Czyli żołnierz w sytuacji bojowej, w przypadku wojny jądrowej, może przebywać w niebezpiecznym środowisku 12 dni, a później umiera. W tym miejscu, gdzie stoimy, poza asfaltem, radiacja jest wielokrotnie wyższa. Dlatego w trawie można jeszcze znaleźć puste rosyjskie apteczki. Jest wiele opakowań po środkach przeciwwymiotnych. To jeden ze sposobów jak pozbyć się z organizmu skażenia. To bardzo silne substancje, które działają jak środki narkotyczne, ale w wypadku napromieniowania one podtrzymują czynności życiowe – tłumaczy nasz przewodnik.

onet.pl


W Europie obecnie liderem inwestycji w broń pancerną jest Polska, która do tej pory zamówiła 546 czołgów (116 M1A1FEP, 250 M1A2SEPv3 i 180 K2). Do tego należy doliczyć zakup 63 wozów wsparcia (38 wozów zabezpieczenia technicznego M88A2 i 25 mostów szturmowych M1110). Całość dostaw ma się zakończyć do 2026 roku. Natomiast obecnie oczekiwane jest podpisanie drugiej umowy na kolejne 180 czołgów K2/K2PL oraz 80 wozów wsparcia (wozów zabezpieczenia technicznego, czołgów saperskich i mostów szturmowych).

Po realizacji drugiej umowy wykonawczej na K2 łącznie Polska posiadać będzie 959 czołgów wraz z flotą 233 wozów Leopard 2PL/Leopard 2A5. Tym samym RP dysponować będzie jedną z największych i najnowocześniejszych flot czołgów w Europie. Oczywiście potrzebna i planowana jest dalsza rozbudowa struktur. Z czasem czołgi Leopard 2 trzeba będzie wycofać i zastąpić nowymi wozami. MON zapowiadał zresztą kolejne zakupy czołgów K2PL po realizacji drugiej umowy wykonawczej.

Podobnie Niemcy planują również zwiększyć swoją flotę czołgów do maksymalnie około 1000 maszyn z obecnych około 300-400. Zakupy na mniejszą skalę prowadzą inne państwa, jak Australia (M1A2SEPv3), Bahrajn (M1A2SEPv3), Rumunia (M1A2SEPv3), Szwecja (Strv123A i Strv123B), Norwegia (Leopard 2A8), Węgry (Leopard 2A7HU), Holandia (Leopard 2A8), Czechy (Leopard 2A4 i Leopard 2A8) czy Słowacja (Leopard 2A4). Niektóre z tych państw również zastanawiają się nad zakupem dodatkowych maszyn innych typów (np. Słowacja i Rumunia nad czołgami K2).

Wielka Brytania pracuje nad modernizacją czołgów Challenger 2 do standardu Challenger 3, natomiast Francja modernizuje czołgi Leclerc do standardu Leclerc Rénové (Leclerc XLR). Z kolei Izrael kupuje kolejne wozy Merkawa Mk4. Nawet Włochy modernizują czołgi C1 Ariete do standardu C2 oraz nawiązały współpracę z Rheinmetall w celu pozyskania nowych czołgów.

(...)

Tutaj warto zwrócić uwagę na tworzenie rozwiązań zwiększających przeżywalność czołgów i innych pojazdów opancerzonych, w tym ich odporności na ataki prowadzone za pomocą dronów FPV. Takie rozwiązania to między innymi aktywne systemy ochrony pojazdów, jak Trophy, który zainstalowany może być na czołgach M1A2SEPv3 i K2PL. System ten został już zmodyfikowany pod kątem zwalczania dronów i ponownie umożliwia on swobodę manewru.

Należy tutaj również podkreślić, że także Rosja i Chiny inwestują w broń pancerną. Rosja nie tylko remontuje i modernizuje starsze konstrukcje, ale również produkuje nowe czołgi T-90M Proryw-3 oraz pracuje nad jego modernizacją do standardu T-90M2 Rywok-2. Kontynuowane są także prace nad czołgiem T-14 Armata oraz projektem jego dalszej modernizacji w ramach programu Rywok. Rosjanie również intensywnie pracują nad integracją aktywnych systemów ochrony pojazdów Arena-M i Afganit.

Nie inaczej jest w Chinach, które wznowiły produkcję czołgów ZTZ-99A. Pracują również nad modernizacją swoich maszyn instalacji aktywnych systemów ochrony. Przeprowadzono już pierwsze udane próby ataków z górnej półsfery, także za pomocą dronów. A zatem znajdujemy się obecnie w swego rodzaju okresie przejściowym, w którym czołgi i inne pojazdy opancerzone przechodzą ewolucję mającą dostosować je do nowych warunków obecnego i przyszłego pola walki.

Nie inaczej jest na Zachodzie, choćby w USA, gdzie od 40 lat ciągle na bazie nowych doświadczeń pola walki rozwijana jest konstrukcja czołgu M1 Abrams. Choć od 2018 produkowana jest najnowsza wersja czołgu M1 M1A2SEPv3, to obecnie U.S. Army pracuje równolegle zarówno nad jego dalszą modernizacją, choćby poprzez implementację dodatkowego opancerzenia stropu wieży, jak również nad czołgiem nowej generacji M1E3/M1A3, który będzie posiadał o wiele większą przeżywalność, skuteczniejszą ochronę pancerną, lepiej zintegrowany aktywny system ochrony, napęd hybrydowy, a wszystko to przy niższej masie.

Podobne inwestycje w aktywne systemy ochrony i nowe technologie widzimy w wypadku Japonii oraz Republiki Korei, które pracują zarówno nad modernizacją istniejących konstrukcji jak w wypadku Republiki Korei oraz nad maszynami nowej generacji. Inne państwa posiadające ograniczone zdolności kupują gotowe konstrukcje jak Tajwan (M1A2T), tudzież wchodzą w kooperację z większymi producentami i starają się pozyskać odpowiednie kompetencje, czego przykładem są Indie (T-90S) czy Pakistan (Haider).

defence24.pl

czwartek, 17 lipca 2025



Portal dziennika "Jerusalem Post" zauważył, że była to co najmniej trzecia fala starć miedzy siłami rządowymi a jedną z mniejszości religijnych i etnicznych w Syrii od obalenia rządu Baszara al-Asada w grudniu 2024 r. Zdaniem portalu początkiem konfliktów są zazwyczaj lokalne zatargi, ale szybko przeradzają się one w starcia uzbrojonych grup etnicznych czy religijnych (w obecnym przypadku - druzów i Beduinów), co prowadzi do interwencji rządu.

Władze Syrii nie są zwolennikiem autonomicznych regionów z uzbrojonymi milicjami. Druzowie interpretują to jako represje wobec swojej społeczności, dlatego wielu z nich nie zgodziło się na złożenie broni. Natomiast wielu popierających rząd sunnickich Arabów postrzega druzów jako potencjalne zagrożenie dla stabilności w południowej Syrii.

W przypadkach zamieszek i zbrojnych konfliktów lokalnych obecne władze Syrii wykorzystują państwowe siły zbrojne, które jednak - jak podkreślił "Jerusalem Post" - są w zasadzie uzbrojonymi milicjami, ponieważ rząd syryjski nie wyszkolił wystarczającej liczby żołnierzy od czasu dojścia do władzy. Dlatego władze w Damaszku uciekają się również do mobilizowania ochotników. Jednak poleganie na uzbrojonych mężczyznach, którzy mogą, ale nie muszą być odpowiednio wyszkoleni, a także - być może - utrzymują kontakty z grupami ekstremistycznymi, prowadzi do spirali przemocy.

Mniejszości religijne takie jak druzowie, obawiające się ataków ze strony ekstremistów, podejmują walkę z siłami rządowymi, wkraczającymi do Suwejdy. Izrael (zobowiązany zarówno do zapewnienia sobie bezpieczeństwa od strony Syrii, jak i do ochrony tamtejszych druzów - pobratymców druzów izraelskich) przeprowadza w odpowiedzi naloty i cykl przemocy się powtarza - zauważył "Jerusalem Post". 

PAP


Moskwa przełknęła porażkę i dostarczyła Syrii drogą morską ponad 6,6 tys. ton zboża. Ale w ogromnych potrzebach kraju zorientowała się też dyplomacja ukraińska, która zaproponowała zboże z Ukrainy. Kijów wykorzystuje to, że USA zniosły sankcje na Syrię, a prezydent Donald Trump spotkał się z nowym syryjskim prezydentem Ahmadem asz-Szarą, mimo iż formalnie Waszyngton nadal go poszukuje i gotów jest zapłacić 10 mln dol. za informacje o miejscu jego pobytu.

– Kijów i Damaszek mają podobny pogląd na obecność rosyjskich wojsk – powiedział w czasie wizyty w Syrii ukraiński minister Andrij Sybiha. Próbując blokować ukraińskie dostawy, rosyjski koncern spożywczy Pallad wytoczył syryjskim władzom proces i domaga się kilkuset milionów dolarów odszkodowania za zboże dostarczone jeszcze władzom Asada.

Wydanie zaś obalonego prezydenta (który uciekł do Moskwy) jest warunkiem pozostawienia rosyjskich baz, który postawił asz-Szara. Kreml oczywiście nie zgadza się, gdyż podkopałoby to zaufanie do niego wśród autorytarnych sojuszników oraz wywołało panikę wśród tych, którzy już uciekli do Moskwy (m.in. były prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz).

Ale Syryjczycy nie mają sił, by pod przymusem wyrzucić Rosjan. – Bazy są teraz „izolowanymi wyspami” na terenach, na których rozciąga się dość powierzchowna kontrola nowych władz. Dlatego są punktami zapalnymi różnych konfliktów – mówi jeden z miejscowych dziennikarzy.

W marcu wybuchły gwałtowne starcia w prowincji Latakia (gdzie Rosjanie stacjonują w Tartus i Hmeimim) między siłami rządowymi a Alawitami stanowiącymi tam większość. Wcześniej Alawici wspierali reżim Asada. „Na wybrzeżu (w prowincji Latakia – red.) krążą informacje, że miesiąc wcześniej z bazy w Hmeimim Rosja dostarczyła broń i amunicję alawickim formacjom” – piszą w internecie syryjscy dziennikarze. Po przegranych starciach kolejne grupy alawickich wojskowych lojalnych Asadowi schroniły się w rosyjskiej bazie.

Podobnie jest z bazą w Kamiszli na północnym wschodzie kraju. W czerwcu lądowały tam duże rosyjskie samoloty transportowe, przywożące żołnierzy i broń. Później Rosjanie rozpoczęli loty helikopterowe nad pobliskim regionem – nikogo nie pytając o zgodę. Syryjczycy sądzą, że Kreml chce nawiązać ścisłe kontakty z Syryjskimi Siłami Demokratycznymi (SDF), zdominowanym przez Kurdów sojuszem kontrolującym ten region. SDF prowadzi obecnie trudne negocjacje z władzami w Damaszku o przyszłości syryjskiego Kurdystanu, co Rosja próbuje wykorzystać, prawdopodobnie oferując im broń.

Jednocześnie z bazy w Kamiszli Rosjanie próbują monitorować gazociągi, którymi z Azerbejdżanu przez Turcję do Syrii popłynie azerski gaz.

rp.pl


Piotr Kaszuwara, Onet: - Wróćmy do Andrija Jermaka. Skąd taka jego siła?

Jewhen Magda, ukraiński politolog, dyrektor ukraińskiego Instytut Polityki Światowej: On jest "producentem" prezydenta. Gdy w 2020 r. mianowano go szefem kancelarii, dobrano go według cech psychologicznych Zełenskiego. On zawsze był przyzwyczajony do pracy z efektywnymi producentami. Ceni sobie ludzi skutecznych, którzy wykonują zadania, a on może zająć się czymś innym.

- Tylko czy po 2022 r. można to w ogóle porównywać? Czwarty rok Zełenski u boku z Jermakiem zarządzają krajem walczącym z Rosją, a sam Jermak prowadził negocjacje z Rosjanami w Stambule.

I to jest właśnie problem, bo ma ogromny wpływ na wewnętrzną i zagraniczną politykę Ukrainy, a wobec zajmowanego stanowiska odpowiedzialność ma niemal zerową.

- Czyli Jermak to taka ukraińska "szara eminencja"?

Tak, to odpowiednie określenie. Ale pamiętajmy – ten system powstał w czasie pandemii i inwazji. Zmienić go w warunkach stanu wojennego – niemożliwe. Ale wojna się skończy, a wtedy pojawią się wobec Jermaka i Zełenskiego poważne roszczenia prawne.

(...)

- Tu, gdzie teraz rozmawiamy, czyli na Majdanie Niepodległości w Kijowie, w 2014 r. odbywały się protesty, które były początkiem wojny z Rosją, walką o dołączenie Ukrainy do Unii Europejskiej. Julia Swyrydenko nazywana jest osobą z "pokolenia Majdanu". Była tutaj jako młoda dziewczyna.

Na Majdanie w tym czasie były tysiące ludzi. Byli tu też w 2004 r. podczas Pomarańczowej Rewolucji. Ja nie odczuwam wpływu Rewolucji Godności we współczesnej ukraińskiej polityce. Gdyby one były, to np. konkurs na stanowisko Biura Bezpieczeństwa Gospodarczego Ukrainy nie zostałby anulowany i jego szefem zostałby legalnie wybrany Ołeksandr Cywiński. Funkcjonowanie tego organu to jeden z kluczowych warunków krajów Zachodu dla udzielania dalszej pomocy Ukrainie i warunkujący przyszłą akcesję do Unii Europejskiej. Biuro miało przeciwdziałać korupcji i zachęcać do inwestowania w Ukrainie, a od kilku lat jest raczej dowodem, że nie ma woli politycznej, by w kraju cokolwiek się zmieniło. Konkurs anulowano na podstawie kiepskich argumentów o rosyjski paszport ojca Cywińskiego, moim zdaniem dlatego, że ten organ stałby się niezależny i obiektywny, a zatem niebezpieczny.

- Może właśnie nowa twarz, taka jak Swyrydenko, to ktoś, na kogo czeka społeczeństwo?

Jeśli to nowa twarz, to pytam – gdzie byli ci ludzie, kiedy w 2019 r. powoływano Szmyhala? Przecież wtedy też wybrano ludzi bez doświadczenia. I co? Kiedyś kradli starzy – dziś kradną młodzi. Brakuje nie tyle doświadczenia, co moralnych ograniczeń.

- Swyrydenko opisywana jest przez niektóre media jako ta, która sprzyja oligarchom. Ich społeczeństwo nie chce widzieć więcej u władzy.

Jakakolwiek władza w Ukrainie przyjdzie dogadywać się z oligarchami, bo to oni są właścicielami znacznej części pieniędzy w kraju, wytwórcami sporego procentu PKB i największymi pracodawcami. Wchodzić więc z nimi w konflikt to wielkie ryzyko i nie sądzę, żeby jakikolwiek rząd się na to zdecydował.

- Nawet wbrew woli obywateli?

Nie powiedziałbym, że w Ukrainie są jakieś silne antyoligarchiczne nastroje. Nastroje są antyrosyjskie.

- Zupełnie nic się nie zmieni w ciągu najbliższych 48 godzin?

Nic, a nic. Tak jak dziś walczymy z Rosjanami, tak i będziemy walczyć jutro.

- W 2026 r., jeśli nic się nie zmieni, nie uda się zdławić wewnętrznych problemów, w tym korupcji, to być może Zachód powie "dość" pomocy dla Ukrainy. Może nowy rząd ma właśnie tym się zająć?

Zachód dalej będzie pomagał, bo wciąż taniej wychodzi wesprzeć nas, niż zaakceptować zmiany terytorialne, układ sił i dawać nowe paliwo Moskwie do ataku na kolejne kraje. Nowy rząd i premier nie będą mieć kompetencji, by wypowiedzieć otwartą wojnę korupcji, bo to nie jego zadanie. Działania antykorupcyjne są w pełni kierowane ręcznie przez administrację prezydenta.

(...)

- Wielu wojskowych twierdzi, że po powrocie z frontu będą chcieli mieć ważną pozycję w kraju, za który walczyli z bronią w ręku.

Nie spodziewałbym się, żeby powstała kiedyś partia złożona z wojskowych. Raczej będą oni trafiać do różnych ugrupowań i próbować swoich sił ze znanymi partiami.

- Andrij Bilecki, były dowódca Azowa i twórca 3. Brygady Szturmowej, pana zdaniem nie zechce spróbować sił samemu? W przeszłości stworzył już partię, która weszła do parlamentu, o nazwie Korpus Nacjonalistyczny.

On zechce na pewno powalczyć sam. Widać gołym okiem, że jego Brygada, 3. Szturmowa, to projekt mający w przyszłości stać się siłą polityczną. Bez wątpienia byli żołnierze czy wolontariusze będą stanowili sporą część przyszłego parlamentu.

- Czyli Ukraina będzie jak Francja po II wojnie światowej, gdzie rząd stworzył generał Charles de Gaulle, po to by wojenne nastroje miały czas na okres przejściowy między walką a powrotem do czasów pokoju. W ten sposób uniknięto np. wojny domowej.

Ukraina zawsze będzie sobą. Nie będzie drugą Francją. Zrobimy to po swojemu, ale na pewno wojsko odegra ważną rolę, bo to normalny proces po zakończeniu konfliktów. Tak było po I wojnie światowej w Niemczech, czy we Włoszech. To nic dziwnego.

- Żołnierze mówią, że jak wyjdą z okopów, to wrócą i zrobią porządek wewnątrz kraju.

Myślę, że wielu z nich będzie miało inne problemy, takie jak leczenie, rehabilitacja, odpoczynek, rodzina. Niemniej to więcej niż pewne, że niektórych z nich politycy będą próbowali wykorzystywać.

- Najpierw jednak musi zakończyć się wojna, a do tego chyba jeszcze długa droga.

Bardzo długa.

onet.pl


Pieskow stwierdził, że „Europejczycy utrzymują wściekłą militarystyczną postawę wobec Moskwy” w odpowiedzi na pytanie dotyczące inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa, mającej na celu zwiększenie pomocy wojskowej dla Ukrainy za pośrednictwem państw członkowskich NATO. Pieskow wezwał również społeczność międzynarodową do wywierania presji na Ukrainę, by ta przeprowadziła dwustronne negocjacje z Rosją — co stanowi odwrócenie wezwań Zachodu do wywierania presji na Rosję, by podjęła znaczące dwustronne negocjacje w celu zakończenia wojny — co prawdopodobnie fałszywie przedstawi Rosję jako gotową do negocjacji, jednocześnie podważając wiarygodność Ukrainy. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow stwierdził 15 lipca, że wojna Rosji na Ukrainie ma na celu wyeliminowanie „zagrożeń, jakie NATO stworzyło” na granicach Rosji. Kreml posługuje się tymi samymi liniami retorycznymi, których stale używał przez całą wojnę, aby odstraszyć Zachód od wsparcia dla Ukrainy, ale zmienił swój cel z zapobiegania udzielaniu  nowego wsparcia Ukrainie na odwrócenie niedawnego wsparcia i oderwanie Stanów Zjednoczonych od ich transatlantyckich sojuszników, prawdopodobnie w odpowiedzi na niedawną demonstrację prezydenta Trumpa dotyczącą odnowionego zaangażowania Stanów Zjednoczonych w zbrojenie Ukrainy i wspieranie NATO. Pod koniec czerwca 2025 r. Trump ponownie potwierdził, że Stany Zjednoczone będą przestrzegać klauzuli o obronie zbiorowej zawartej w Artykule 5 NATO i niedawno zażądał, aby Rosja zgodziła się na zawieszenie broni do 2 września, w przeciwnym razie zaryzykuje nałożenie przez USA surowych ceł wtórnych. Kreml priorytetowo traktuje kampanie informacyjne mające na celu podważenie jedności NATO i podsycanie niezadowolenia między Stanami Zjednoczonymi a ich europejskimi sojusznikami, aby osłabić zdolności obronne Ukrainy i osiągnąć długofalowe cele wojenne, które sprowadzają się do kapitulacji Ukrainy.

(...)

Rzecznik ukraińskiej brygady operującej w kierunku Pokrowska poinformował, że siły rosyjskie w rejonie odpowiedzialności brygady koncentrują się na wysiłkach zmierzających do natarcia w kierunku Szachowego (na północny wschód od Pokrowska) i prowadzą bardzo wyniszczające ataki piechoty. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie atakują w trzyosobowych drużynach ogniowych: jeden w pełni opancerzony żołnierz z bronią, jeden bez pancerza z amunicją i dodatkową bronią oraz ostatni żołnierz zamykający tyły. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie zintensyfikowały ataki bombami ślizgowymi w kierunku Pokrowska.

(...)

Rzecznik ukraińskiego batalionu operującego na kierunku Nowopawlówki poinformował, że siły rosyjskie atakują głównie w małych formacjach piechoty, używając pojazdów terenowych i motocykli, ale czasami atakują przy użyciu ciężkiego sprzętu, w tym bojowych wozów piechoty (BWP) lub transporterów opancerzonych (APC), a czasem wielozadaniowych bojowych pojazdów opancerzonych (MTLB) i jednego lub dwóch czołgów. Rzecznik poinformował, że siły rosyjskie osłaniają te ciężkie pojazdy opancerzone konstrukcjami ochronnymi i systemami walki elektronicznej (EW) oraz że siły rosyjskie nadal borykają się z niedoborem pojazdów opancerzonych. Żołnierz ukraińskiej brygady operującej na kierunku Nowopawlówki poinformował, że siły rosyjskie przegrupowują się i przerzucają znaczną liczbę sił na kierunek Nowopawlówki po tym, jak nie udało im się zapewnić taktycznie istotnych postępów na kierunku Pokrowskim.

understandingwar.org