czwartek, 12 czerwca 2025



Doprowadzenie do wyginięcia mamutów wskutek polowań to jedno, ale nie sposób porównywać prędkości i skali współczesnych zniszczeń z działaniami naszych przodków z epoki kamienia łupanego. Obecna działalność ludzka nie polega na eksterminacji mamutów poprzez ciągnące się przez całe stulecia polowania. Niektórzy ludzie zabijają dzisiaj wszystko, od megafauny po mikroorganizmy, w tempie stukrotnie przewyższającym naturalne tempo wymierania. Twierdzimy, że tym, co się zmieniło, jest kapitalizm, że historia nowożytna od XV wieku toczyła się w ramach tego, co należałoby nazwać raczej kapitałocenem. Użycie tego terminu oznacza poważne potraktowanie kapitalizmu, zrozumienie, że nie jest on tylko systemem gospodarczym, ale sposobem organizacji relacji miedzy ludźmi a resztą natury.

(...)

Na początek wróćmy do kurczęcych kości obecnych w zapisie geologicznym; jest to kapitalistyczny ślad relacji między ludźmi i najczęściej występującym na świecie ptakiem, Gallus gallus domesticus. Kurczaki, które dziś jemy, bardzo różnią się od tych konsumowanych przed stuleciem. Współczesne ptaki są wytworem podejmowanych po drugiej wojnie światowej intensywnych wysiłków na rzecz wyhodowania przynoszącego jak największe zyski drobiu, powstałego wskutek wykorzystania materiału genetycznego pozyskanego za darmo w azjatyckich dżunglach, który ludzie poddali rekombinacji. Ptaki te ledwie mogą chodzić, osiągają dojrzałość w kilka tygodni, mają nadmiernie rozrośniętą pierś i są hodowane oraz zarzynane w ilościach istotnych geologicznie (ponad 60 miliardów rocznie). Związek ten można ująć jako oznakę Taniej Natury. Kurczak, najpopularniejsze mięso w Stanach Zjednoczonych, ma według prognoz stać się najpopularniejszym mięsem na Ziemi do roku 2020. Będzie to wymagało  ogromnych nakładów pracy. Pracownicy przemysłu drobiowego otrzymują niskie wynagrodzenia: w Stanach Zjednoczonych tylko dwa centy z każdego dolara wydanego na kurczaka w fast foodzie trafia do pracowników, a niektórzy producenci wykorzystują pracę więźniów, którym płaci się dwadzieścia pięć centów za godzinę. Oto Tania Praca. W amerykańskim przemyśle drobiowym 86 procent pracowników zajmujących się odcinaniem skrzydełek cierpi na nieustanny ból z powodu konieczności ciągłego rąbania i obracania się przy taśmie produkcyjnej. Niektórzy pracodawcy wyśmiewają pracowników, którzy zgłaszają urazy, a podważanie prawdziwości zgłoszonych kontuzji jest powszechne. Skutkiem kontuzji dla pracownika jest spadek dochodów o 15 procent w ciągu dziesięciu lat po jej wystąpieniu. Podczas rekonwalescencji jest on zależny od rodziny i innych sieci wsparcia; jest to czynnik zewnętrzny wobec obiegu produkcyjnego, ale stanowiący kluczowy warunek dalszego udziału w rynku pracy. Oto Tania Opieka. Żywność produkowana przez przemysł drobiowy zapełnia ludziom brzuchy i łagodzi ich  niezadowolenie dzięki swoim niskim cenom i łatwej dostępności. Oto strategia Taniej Żywności. Same kurczaki we względnie niewielkim stopniu przyczyniają się do zmiany klimatu – mają tylko po jednym żołądku i nie wydzielają metanu jak krowy – są jednak hodowane na taką skalę, że do ogrzania ferm potrzeba znacznych ilości paliwa. To ono stanowi największą część śladu węglowego amerykańskiego przemysłu drobiowego. Nie sposób wyhodować tanich kurczaków bez obfitości propanu: oto Tania Energia. Sprzedaż wysoce przetworzonego mięsa tych ptaków wiąże się z pewnym ryzykiem, jednak jest ono łagodzone przez liczne franczyzy i subsydia – od łatwego dostępu finansowego i fizycznego do ziemi, na której uprawia się soję, którą karmione są kurczaki, głównie w Chinach, Brazylii i Stanach Zjednoczonych, po kredyty dla małych przedsiębiorstw umożliwiające zdobywanie prywatnych zysków kosztem publicznych wydatków. Oto jeden z aspektów Taniego Pieniądza. W końcu stałe i częste akty szowinizmu wymierzone w kategorie życia zwierzęcego i ludzkiego – kobiety, skolonizowanych, ubogich, osoby Kolorowe i imigrantów – sprawiają, że każda z tych sześciu rzeczy może pozostać tania. Opis tej ekologii wymaga jeszcze ostatniego elementu – zasady Taniości Życia. A jednak na każdym etapie tego procesu ludzie stawiają opór – od Ludów Rdzennych, których ptactwo posłużyło jako źródło materiału genetycznego wykorzystanego do hodowli przemysłowej drobiu – przez pracownice opieki domagające się uznania i wytchnienia, po ludzi walczących ze zmianą klimatu i Wall Street. Społeczne batalie o naturę, pieniądz, pracę, opiekę, żywność, energię i życie, które zapisuje w sobie ten ślad, jakim są kurczęce kości kapitałocenu, ukazują, że ikoną nowoczesności nie jest wcale samochód lub smartfon, ale kurczak McNuggets.

Raj Patel Jason W. Moore - Historia świata w siedmiu tanich rzeczach

środa, 11 czerwca 2025



Nie ma wątpliwości: Rosjanie rozpoczęli zapowiadaną letnią ofensywę. Chociaż 1 czerwca Kijów zadał im cios, przeprowadzając sprytny atak na rosyjskie lotniska, lato będzie dla Ukrainy bardzo ciężkie — może ono doprowadzić do rozstrzygnięcia wojny.

Według ukraińskich służb specjalnych i ekspertów wojskowych Rosja przygotowuje decydującą fazę wojny na wyniszczenie: zakrojoną na szeroką skalę letnią ofensywę, która ma być "ostatnią próbą" złamania morale Ukrainy. Obecne ataki dronów są jedynie "przełomem przed zbliżającym się głównym wydarzeniem".

Jak pisze "The Independent", prezydent Rosji Władimir Putin dąży do "symbolicznego zwycięstwa za niemal każdą cenę". Sukces tej ofensywy może mieć decydujące znaczenie dla dalszego rozwoju wojny i szans na zawieszenie broni.

onet.pl/Blick


Następnie senator Mitch McConnell zapytał sekretarza o to, zwycięstwo której z walczących stron chciałby zobaczyć. — Tak jak mówiliśmy wiele razy: obecny prezydent jest zaangażowany na rzecz pokoju w tym konflikcie. Ostatecznie pokój służy naszym interesom narodowym i interesom obu stron, nawet jeśli ten wynik nie będzie najbardziej pożądany dla wielu na tej sali i w naszym kraju — odpowiedział szef Pentagonu.

(...)

Senator Lindsey Graham zapytał ministra oraz przewodniczącego Kolegium Połączonych Szefów Sztabów gen. Dana Caine'a, czy uważają, że Putin zatrzyma się na Ukrainie. Caine odpowiedział: "nie sądzę, że się zatrzyma", natomiast minister obrony odparł: "to się okaże w przyszłości".

Senator podkreślił, że sam Putin zapowiada, że się nie zatrzyma. — To powtórka lat 30. To nie jest sytuacja: okaże się w przyszłości — oświadczył Graham. — Rosja podzieli Ukrainę i pójdzie dalej, jeśli ich nie powstrzymamy — ostrzegł.

Dzień wcześniej Hegseth poinformował, że w amerykańskim budżecie obronnym na 2026 r. środki na wsparcie wojskowe dla Ukrainy będą pomniejszone. "— Jest redukcja w tym budżecie — przyznał, odpowiadając w Kongresie na pytanie dotyczące wsparcia dla Kijowa. — Obecna administracja ma zdecydowanie inne spojrzenie na ten konflikt — podkreślił.

PAP

wtorek, 10 czerwca 2025



Protesty w Los Angeles przerodziły się w walki z siłami bezpieczeństwa, gdy tysiące ludzi wyszły na ulice w sprzeciwie wobec decyzji prezydenta Donalda Trumpa o wysłaniu do LA Gwardii Narodowej dla stłumienia demonstracji wywołanych antyimigracyjną polityką administracji USA - podała agencja AP.

Demonstracje trwają od piątku. Ich epicentrum jest hrabstwo Los Angeles - miasto i przedmieścia, ale do starć doszło również w San Francisco, gdzie aresztowano 60 osób.

Konsulat ChRL w Los Angeles wydał komunikat przeznaczony do swoich obywateli, aby zachowali ostrożność i śledzili na bieżąco informacje o rozwoju sytuacji.

Siły bezpieczeństwa tłumaczą, że reagowały agresją na agresję podczas demonstracji - podała Associated Press. W niedzielę demonstranci zablokowali główne arterie Los Angeles. W odpowiedzi policja użyła gazu łzawiącego, pocisków gumowych i granatów hukowych. Demonstranci podpalali samochody autonomiczne i inne pojazdy.

Do najpoważniejszych starć doszło ostatniej nocy przy autostradzie 101, gdzie wzniesiono barykady, a w funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa poleciały fajerwerki. Policjanci musieli schować się pod jednym z wiaduktów przed demonstrantami.

Agencja AP oceniła, że niedziela była najbardziej intensywnym dniem protestów, które ciągnęły się przez noc na poniedziałek. W późnych godzinach wieczornych komenda policji Los Angeles (LAPD) ogłosiła, że wszelkie zgromadzenia są nielegalne i muszą zostać rozwiązane.

Dzień wcześniej prezydent Trump zdecydował o wysłaniu do hrabstwa Los Angeles 2 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej w związku z protestami przeciwko działaniom funkcjonariuszy Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE). Protesty wybuchły w piątek po obławie przeprowadzonej przez agentów ICE na terenie hurtowni odzieży, gdzie aresztowano co najmniej 44 imigrantów.
Gubernator Kalifornii Gavin Newsom, polityk Partii Demokratycznej, ocenił, że prezydent wysłał Gwardię Narodową do Los Angeles, by wywołać kryzys i zasiać chaos. Newsom i burmistrzyni Los Angeles Karen Bass zaznaczyli, że decyzja wysłaniu Gwardii Narodowej ingeruje w niezależność stanu Kalifornia.

W niedzielę po południu protestujący zgromadzili się przed aresztem w Los Angeles i skandowali "Wstydźcie się" pod adresem Gwardii Narodowej, która utworzyła kordon wokół budynku federalnego - podała stacja NBC News. Wykrzykiwano też hasła solidarności z imigrantami. 

PAP


Poziom przemocy ze strony niektórych uczestników protestów w Los Angeles, które wybuchły po zatrzymaniu imigrantów, jest "odrażający", a sytuacja w mieście eskalowała - powiedział szeryf Los Angeles Jim McDonnell na konferencji prasowej. Na poniedziałek zaplanowane są kolejne demonstracje.

Szeryf podkreślił, że sytuacja w mieście pogarsza się, a demonstracje stają się coraz bardziej agresywne. "Przemoc, którą obserwuję, jest odrażająca. (...) Niektóre osoby strzelały komercyjnymi fajerwerkami w naszych policjantów. To może zabić" - powiedział. W mieście aresztowano 27 osób, m.in. w związku z rzuceniem koktajlem Mołotowa w policjanta. W funkcjonariuszy rzucano też kamieniami i innymi przedmiotami. Policja Los Angeles powiadomiła w serwisie X, że nocą z niedzieli na poniedziałek w centrum miasta były doniesienia o przypadkach szabrownictwa.

Stacja NBC News podała, że korespondentka australijskiego Channel Nine Lauren Tomasi została trafiona w niedzielę wieczorem podczas relacjonowania protestów w Los Angeles gumową kulą. Na nagraniu widać, że policjant odwrócił się w stronę Tomasi i jej ekipy, po czym oddał strzał. Również brytyjski fotoreporter Nick Stern powiedział, że został trafiony w udo gąbkową kulą w trakcie relacjonowania konfrontacji między siłami bezpieczeństwa i protestującymi.

Telewizja Fox News zwróciła uwagę, że grupa protestujących napluła na amerykańską flagę i spaliła ją, wykrzykując przy tym hasła przeciwko Donaldowi Trumpowi.

W Los Angeles na mocy decyzji prezydenta USA rozlokowano ok. 300 członków Gwardi Narodowej. W sobotę Donald Trump zarządził wysłanie na ulice miasta 2 tys. gwardzistów w odpowiedzi na protesty. Decyzję skrytykowały władze miasta i stanu Kalifornia.

Gubernator Kalifornii Gavin Newsom zapowiedział, że pozwie Trumpa za wysłanie Gwardii do jego stanu. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt w poniedziałek zarzuciła mu w serwisie X, że "nie zrobił nic", gdy w Los Angeles "wybuchły gwałtowne zamieszki". "Federalni funkcjonariusze organów ścigania zostali zaatakowani przez agresywnych ekstremistów i przestępców wymachujących obcymi flagami, ponieważ gubernator Newsom był zbyt słaby, aby chronić miasto" - dodała. "Nawet szef policji Los Angeles przyznał, że zamieszki wymykają się spod kontroli" - podkreśliła.

Biały Dom stwierdził, że obchodzi prawo, które zazwyczaj wymaga od gubernatora wnioskowania o rozmieszczenie Gwardii, ponieważ "gwałtowne protesty zagrażają bezpieczeństwu i powodują znaczne szkody dla federalnych ośrodków zatrzymań imigrantów i dla innej własności federalnej". Protesty wybuchły w piątek po obławie przeprowadzonej przez agentów federalnych na terenie hurtowni odzieży, gdzie aresztowano co najmniej 44 imigrantów.

PAP

poniedziałek, 9 czerwca 2025



Zgodnie z informacjami opublikowanymi przez stronę ukraińską Rosjanie mieli w nocy z 8 na 9 czerwca wystrzelić 499 środków napadu powietrznego. Lwią część stanowiły Gieranie-2 (licencyjne irańskie Szahidy) i drony imitatory. Łącznie było ich 479. Oprócz tego w Ukrainę wystrzelono 20 bardziej zaawansowanych technicznie pocisków: 4 hipersoniczne Ch-47M2 Kindżał, 10 lotniczych pocisków manewrujących Ch-101, 3 lotnicze pociski manewrujące Ch-22, 3 pociski przeciwradiolokacyjne Ch-31P i pocisk manewrujący Ch-35.

Jak zwykle dużą rolę w odpieraniu ataku odegrało wykorzystanie emiterów elektromagnetycznych. Przy ich pomocy udało się zneutralizować 183 drony i cztery pociski. Dwoma z tych ostatnich były prawdopodobnie Ch-22, które – zgodnie z ukraińskim komunikatem – „nie dotarły do celu”. Kolejnych 277 dronów zostało zestrzelonych różnego rodzaju środkami defensywnymi.

Za wielki sukces można uznać zwalczanie Kindżałów. Spośród 4 egzemplarzy tej „superbroni” zestrzelone zostały wszystkie. Trafiono też wszystkie 10 pocisków Ch-101, jedyny pocisk Ch-35 i obydwa przeciwradiolokacyjne Ch-31P.

defence24.pl


A co zmienia wejście do gry Trumpa?

– Stany Zjednoczone stanowiły fundament wszystkich instytucji międzynarodowych, które powstały po II wojnie światowej. Cały system międzynarodowy, od finansowego po międzynarodową pomoc humanitarną, Organizacja Narodów Zjednoczonych, każda inna organizacja – stanowiły element Pax Americana. Wszystkie ich działania były wspierane przez USA. Prezydent Trump nie chce już za to płacić ani tego wspierać. Na dodatek tradycyjni sojusznicy USA w Europie lub Azji są zdani na siebie, więc jest to również koniec systemu sojuszy.

Trump chce, aby Amerykanie wrócili do domu i odcięli się od świata. Mamy wycofać się do "twierdzy Ameryka" i trzymać resztę świata na dystans.

Przez kilka lat była pani głównym doradcą Trumpa ds. Rosji za jego pierwszej prezydentury. Jaki jest jego stosunek do Putina?

– Jest nim zauroczony. Kiedy mówi, że Putin jest geniuszem, ma to naprawdę na myśli. Fakt, że Europejczycy są tak zszokowani jego uległością wobec Putina, pokazuje, że nie odrobili pracy domowej. Podziw dla Rosjanina wynika z kilku rzeczy. Putina się boją, co się Trumpowi bardzo podoba. Imponuje mu też fakt, że Putin może robić, co tylko zechce. Chce bardzo bliskich relacji z Putinem, mówił o nim jako o swoim przyjacielu, opowiadał o rozmowach telefonicznych, których nie odbył. To prawie tak, jakby mówił: "Zadzwoń do mnie". Jest zakochany w Putinie niemal jak nastolatek, którego wszyscy próbują oddzielić od ukochanej, a on robi wszystko, aby znowu się z nią spotkać.

Poza tym boi się Putina, ponieważ jego wielkim lękiem jest wojna nuklearna. Uważa ją za największą katastrofę dla ludzkości, a nie na przykład zmianę klimatu. Jego celem jest usiąść z Władimirem Putinem i negocjować ograniczenie zbrojeń nuklearnych. Chce być uznany za osobę, która odegrała kluczową rolę w ratowaniu świata przed nuklearnym armagedonem. I że uczynił to ze względu na siłę swojej charyzmy, swoje ogromne osiągnięcia, sławę i zdolność do zawierania umów. I to, jak bardzo ludzie go szanują.

Wreszcie Trump ma bardzo podobne spojrzenie na świat – uważa, że silniejszy ma wszelkie prawa i świat powinien być podzielony między potęgi na strefy interesów. Myślę, że przecenia siłę Rosji i jej zdolność do realizacji tego planu podziału świata. A także, że Putin nie postrzega Trumpa w podobny sposób. Trudno się więc dziwić, że to Putin ma wszystkie atuty.

Jak rozgrywa Trumpa?

– Wie, że Trump jest niebywale zepsutą jednostką i że należy mu schlebiać. Powiedział nawet, że się za niego modli.

Trump chce być w centrum uwagi w każdym momencie, a Putin jest arcymistrzem w takich zagrywkach, w pompowaniu ego drugiej osoby. Ćwiczył pracę z ludźmi przez całą swoją karierę. I potem Trump mówi: "Po prostu pogadam z Władimirem i zakończę wojnę w Ukrainie w 24 godziny". Podobnie Putin rozmawiał z Muskiem, wmawiając mu, że mogą rozwiązać wszystkie problemy świata.

Jest prezydentem Rosji od 25 lat. Zna ważne dla niego kwestie od podszewki. Wie, co chce osiągnąć, i od lat pracuje z zespołem, który też to wie. Jest bardzo dobrze przygotowany na każde spotkanie. Popełnia błędy, ale zawsze odrabia pracę domową. I niewątpliwie ma mnóstwo informacji o ludziach po stronie USA.

Amerykanie są znacznie gorzej przygotowani?

– Trump wysyła jako swoich emisariuszy ludzi bez doświadczenia. Zachowuje się, jakby był królem, a oni dworzanami. Zawsze robi wszystko dla siebie, nie dla Ameryki. Obchodzi go tylko własny interes. W rezultacie Rosjanie, którzy są naprawdę wytrawnymi dyplomatami, potrafią przegadać każdego i mają gotową odpowiedź na wszystko, zjadają tych świeżaków na śniadanie.

(...)

Jest jakakolwiek szansa, aby wojna na Ukrainie w miarę szybko się skończyła?

– Jedyny sposób polega na tym, aby wszystkie strony tego chciały. Ukraina oczywiście chce, ale nie kosztem utraty swojego terytorium. Putin nie chce, żeby wojna się skończyła. Trzeba by go do tego zachęcić. A to będzie niezwykle trudne. Nie sądzę, aby choć trochę odszedł od swoich maksymalistycznych żądań dotyczących pełnej kontroli nad Ukrainą – czy to bezpośrednio nad terytorium, czy kontroli politycznej. Co jest oczywiście bardzo groźne również z perspektywy Polski. W pewnym sensie byłby to kolejny rozbiór Polski, ponieważ Rosja chce dokonać rozbioru Ukrainy i oczywiście ponownie zdominować Europę Wschodnią, wywrzeć presję na kraje bałtyckie i Polskę. A także np. na Finlandię. Nie jestem też pewna, czy Putin może sobie pozwolić na zakończenie wojny, ponieważ wojna jest dziś tym, co utrzymuje gospodarkę, i okazała się niezwykle pomocna w zapewnieniu regionalnego dobrobytu w miejscach, w których bez wojny by go nie było. Putin stał się prezydentem wojny, więc po co miałby ją kończyć?

Jaka jest jego największa słabość?

– Pełne zaangażowanie w wojnę. Stała się ona naczelną zasadą organizacyjną państwa rosyjskiego. Bardzo trudno się z tego wycofać. Wystarczy sobie przypomnieć Winstona Churchilla i wielu innych przywódców wojennych, którym naprawdę trudno zaadaptować się do pokoju.

Należy również obserwować to, co dzieje się na północnym Kaukazie. Ramzan Kadyrow pytał już kilka razy, czy może podać się do dymisji. Najwyraźniej jest w bardzo złym stanie zdrowia. Jeśli przestanie rządzić Czeczenią i nie dojdzie do przekazania władzy w należytej formie, możemy znów zobaczyć problemy w tamtym regionie. Putin bardzo się tego boi. Między innymi dlatego próbował przekierować Czeczenów do walki w Ukrainie – żeby uniknąć zamętu.

Poza tym, nawet jeśli wojna z Ukrainą zakończy się w zadowalający sposób dla Rosji, może to być absolutną katastrofą dla Putina, gdyby wszyscy ci niezadowoleni, wściekli ludzie, którzy zostali przeszkoleni do walki na froncie, wrócili do Rosji i nie mieli nic do roboty. Wojna stanowi nie tylko ćwiczenie w zakresie tworzenia miejsc pracy, ale także w zakresie bezpieczeństwa dla Rosji.

A jaka jest dziś największa słabość Europy?

– Fakt, że tak długo zwlekała z zaspokojeniem swoich potrzeb obronnych. Była zbyt długo zależna od Stanów Zjednoczonych, co oznaczało, że to one decydowały o polityce zagranicznej Europy. To ma ogromną wagę również dlatego, że Putin nie chce Europy, która byłaby samodzielna. Chce Europy zależnej od Stanów Zjednoczonych, ponieważ wtedy wszystko, co musi w takiej sytuacji zrobić, to negocjować ze Stanami Zjednoczonymi. Zarówno Putin, jak i Trump postrzegają Europę jako państwa wasalne Stanów Zjednoczonych. Choć Trump wydaje się być nawet skłonny pozwolić na to, by część Europy znalazła się pod politycznym wpływem Rosji. Jesteśmy świadkami końca ośmiu dekad silnego zaangażowania USA jako gwaranta bezpieczeństwa w Europie. I to jest kolejna słabość Europy. Musi się bronić, a nie może bronić jednocześnie siebie i Ukrainy w obecnych warunkach.

Oczywiście Polska zrobiła bardzo dużo dla Ukrainy na samym początku. Ale teraz większość polskich planistów zdała sobie sprawę, że muszą też zbudować silne własne wojsko. I to kłóci się z pomocą dla Ukrainy. Nie jest to dobre, ponieważ Putin może oczywiście wywierać presję zarówno na Polskę, jak i na Ukrainę. To oczywista niewydolność krajów europejskich. Muszą pomagać Ukrainie i muszą także być w stanie chronić swoją krytyczną infrastrukturę krajową, w szczególności radzić sobie z rosyjską dezinformacją i operacjami sabotażowymi. A nie są w stanie robić obu tych rzeczy naraz.

(...)

Jakie jest pani najważniejsze spostrzeżenie, jeśli chodzi o sposób myślenia Trumpa? Czego się pani o nim dowiedziała, pracując z nim?

– Jest naprawdę nieprzewidywalny. Czasami nawet on sam nie wie, co zrobi. Nieraz zdecyduje w ostatnim momencie, bo coś właśnie od kogoś usłyszał, coś przeczytał lub zobaczył. Inną ważną sprawą jest to, że wszystko traktuje niezwykle transakcyjnie i dlatego ma taką obsesję na punkcie handlu i ceł. Ale chodzi tylko o biznesy, nie ma żadnych jasnych zasad, otwarcie mówi, że nie ma czegoś takiego jak stali wrogowie czy przyjaciele. Nie chodzi o długoterminowe relacje między Polską a Stanami Zjednoczonymi czy Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią. I wszystko zależy od niego. To jest zresztą to, czego nie zrozumiał Zełenski w czasie słynnej awantury w Gabinecie Owalnym, gdy powoływał się na zobowiązania, które poprzedni prezydenci podjęli wobec Ukrainy. Wtedy Trump stracił panowanie nad sobą i powiedział coś w rodzaju: "Ci ludzie się nie liczą. Ludzie szanują mnie. To jest umowa ze mną". On jest ostatecznym decydentem i nie ma nikogo innego ważnego w systemie. I nikt inny nie ma żadnej władzy poza Trumpem. Dlatego jest tak trudny do powstrzymania, bo nie liczy się z nikim i z niczym. Tańczy tylko do własnej melodii.

onet.pl/Newsweek


Jak wskazuje Jeremy Shapiro z Europejskiej Rady Stosunków Zagranicznych w swoim najnowszym artykule, Trump lubi grozić użyciem siły, ale bardzo rzadko dotrzymuje słowa.

Podczas pierwszej kadencji zasłynął z grożenia Korei Północnej "ogniem i furią". Mówił też o zmieceniu Afganistanu "z powierzchni ziemi" w ciągu 10 dni. Co się stało? Niedługo po tych słowach Trump rozpoczął negocjacje z Koreą Północną w sprawie jej programu jądrowego. Kiedy rozmowy ostatecznie zakończyły się fiaskiem, nie było żadnego ognia i furii, a amnezja. W ciągu ostatnich pięciu lat Korea Północna przyspieszyła realizację programu jądrowego. Zdaje się, że Trump o tym kompletnie zapomniał.

W przypadku Afganistanu Trump ostatecznie zgodził się wycofać wojska amerykańskie z kraju bez uzyskania żadnych realnych ustępstw ze strony talibów, co utorowało drogę do upadku Kabulu za rządów Joego Bidena.

Najbardziej uderzającym przykładem użycia siły przez Trumpa podczas jego pierwszej kadencji było zabicie w styczniu 2020 r. Kasema Sulejmaniego, dowódcy jednostki Al-Kuds, sił ekspedycyjnych Iranu. Trump zezwolił jednak na ten atak dronów dopiero po otrzymaniu zapewnień, że ryzyko irańskiego odwetu jest niskie.

Analizując dwie kadencje Trumpa, Shapiro znalazł dotychczas 22 przypadki, w których prezydent USA groził on użyciem siły — tylko w dwóch sytuacjach faktycznie spełnił swoje groźby. Owszem, w czasie jego prezydentury doszło do 25 przypadków użycia siły – głównie w postaci ograniczonych ataków na grupy terrorystyczne, takie jak ISIS czy Al-Kaida — ale tylko w dwóch sytuacjach poprzedziła je groźba prezydenta.

Analizując jego dotychczasowe działania, Shapiro doszedł do jasnego wniosku. "Trump używa gróźb i siły podobnie jak łobuz na placu zabaw: choć jest duży i na pozór silny, w rzeczywistości boi się użycia siły w każdej sytuacji, która choćby w najmniejszym stopniu przypomina uczciwą walkę. Przemoc stosuje wyłącznie wobec znacznie słabszych przeciwników, którzy nie mają szans na odwet" — napisał w swojej analizie.

Zastosowanie zasady taco /po angielsku: Trump always chickens out - red./ do dzisiejszych kryzysów w polityce zagranicznej dostarcza wielu cennych wniosków. Trump zagroził, że zezwoli na ataki na Iran, jeśli rozmowy w sprawie ograniczenia programu jądrowego zakończą się niepowodzeniem. Dotychczasowe doświadczenia sugerują jednak, że niezależnie od wyniku negocjacji Trump będzie unikał rzeczywistego ataku na Iran.

W przypadku Ukrainy prawdopodobnie będzie jeszcze bardziej ostrożny niż administracja Bidena — i będzie unikał wszystkiego, co mogłoby grozić eskalacją konfliktu z Rosją. Pomimo ostrzeżenia sekretarza obrony USA Pete'a Hegsetha z zeszłego tygodnia, że chiński atak na Tajwan może być "nieuchronny", wydaje się też mało prawdopodobne, by Trump zaryzykował wojnę o Tajwan, niezależnie od działań Chin.

onet.pl/The Financial Times

niedziela, 8 czerwca 2025



Jakakolwiek zwiększona presja ekonomiczna na Rosję — choć /to/ pozytywny rozwój polityki — sama w sobie nie wystarczy, aby zmusić prezydenta Rosji Władimira Putina do negocjacji lub zmienić teorię zwycięstwa Putina. Kontynuacja zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy pozostaje kluczowa dla przeprowadzenia kampanii nacisku na Rosję, która może zmusić Putina do przeliczenia teorii zwycięstwa. Teoria zwycięstwa Putina opiera się na założeniu, że rosyjskie wojsko może utrzymać stopniowe, stopniowe postępy na polu bitwy dłużej, niż siły ukraińskie są w stanie bronić i dłużej, niż Zachód jest skłonny wspierać Ukrainę. Strategia Putina najprawdopodobniej nadal będzie kierować jego decyzją o odmowie zaangażowania się w istotne negocjacje pokojowe ze Stanami Zjednoczonymi i Ukrainą. Osiągnięcie pokoju na Ukrainie, który jest akceptowalny dla interesów USA, wymaga trwałych strat rosyjskich na polu bitwy lub znacznego niepowodzenia Rosji na polu bitwy. Stany Zjednoczone muszą nadal wyposażać ukraińskich żołnierzy, ponieważ straty Rosji na polu bitwy pozostają kluczowym czynnikiem napędzającym obecne problemy materiałowe, kadrowe i gospodarcze Rosji. Pomoc Zachodu, w szczególności systemów uzbrojenia, które tylko Stany Zjednoczone mogą dostarczyć na dużą skalę i szybko, pozwoliłaby siłom ukraińskim lepiej bronić swoich pozycji, spowolnić postępy Rosji i zadać jeszcze poważniejsze straty rosyjskiej armii. Wyższe i jeszcze bardziej nie do utrzymania wskaźniki rosyjskich ofiar na polu bitwy, szczególnie gdy są one nieproporcjonalne do terytorialnych zysków, jakie generują, zagroziłyby staraniom Putina, aby zrównoważyć „masło i broń” i utrzymać krajowe wsparcie.

understandingwar.org

sobota, 7 czerwca 2025



Może najłatwiej dostrzegalną zmianą, jaką udało się dość szybko zaordynować ekipie rządowej, było odbicie z rąk Prawa i Sprawiedliwości państwowych mediów. Dziś TVP i Polskie Radio są formalnie w stanie likwidacji. Ani wprowadzenie przez ministra kultury – wówczas Bartłomieja Sienkiewicza – z pominięciem Rady Mediów Narodowych własnych władz do mediów publicznych, ani późniejsze postawienie ich w stan likwidacji nie było eleganckie. Ale okazało się skuteczne. Sądy wpisały do KRS-u likwidatorów i to oni rządzą tymi mediami.

Podobnie też rząd odbił stanowisko prokuratora krajowego. Dziś stanowisko to zajmuje Dariusz Korneluk. By usunąć nominata Zbigniewa Ziobry – Dariusza Barskiego – minister sprawiedliwości prof. Adam Bodnar po prostu uznał, że Barski nie został przywrócony ze stanu spoczynku do czynnego zgodnie z prawem. A więc nie jest prokuratorem krajowym.

Albo przejmowanie kontroli nad Radą Mediów Narodowych. Tu Sejm podjął uchwałę stwierdzającą, że wybór jednego z pięciu członów Rady jest nieważny. Powód? W uchwale uznano, że uczestniczy on "w podmiocie będącym dostawcą usługi medialnej lub producentem radiowym lub telewizyjnym", a tego zabrania ustawa o RMN. Nic, że Krzysztof Czabański kierował Radą od 2016 r. – w 2024 r. Sejm uznał, że bezprawnie. Bo Czabański zasiada w Radzie Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego, przez co ma pośredni wpływ na działalność spółek zależnych – Srebrna, Srebrna Media, Geranium, Forum SA, Słowo Niezależne i Telewizji Republika.

Inny przykład: ignorowanie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. TK w uchwale Sejmu został uznany za instytucję, która nie odpowiada tej opisanej w konstytucji, więc rząd jego decyzji nie publikuje.

onet.pl

piątek, 6 czerwca 2025



Według przytaczanego już Thomasa Rida, profesora Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Baltimore, kamieniem milowym na drodze do triumfalnego powrotu środków aktywnych, które w XXI wieku przeniosły się do cyberprzestrzeni, była estońska historia z 2007 r. związana z zamiarem usunięcia pomnika „wyzwoliciela” Tallina znanego jako brązowy żołnierz81. Rid proponuje autorską periodyzację cyfrowych środków aktywnych. Lata 1999–2014 określa mianem „czasu hakerów”, a okres od 2014 r. – „czasu wycieków”.

To bardzo umowny podział: „czas hakerów” był zarazem czasem aktywności bojówek sieciowych trolli wykorzystujących wycieki, co można też interpretować jako czas testowania starych technik (kradzieży danych, dywersji) na nowej platformie komunikacyjnej. W Tallinie połączono zresztą stare i nowe środki aktywne: cyberataki i trolling przeciwko „faszystowskiej eSStonii”  wspierała grupa ochotnicza Straż Nocna, której członkowie dyżurowali pod pomnikiem i nie dopuszczali do jego usunięcia. Ponadto techniki stosowane dziś w mediach społecznościowych stanowią w zgodnej opinii współczesnych autorów integralny element „klasycznych” środków aktywnych, tyle że dostosowany do współczesnych uwarunkowań cyberprzestrzeni, nowoczesnych technologii oraz społeczeństwa informacyjnego (i sieciowego). Podobnie jak Rid nie widzą oni różnicy między „fałszywką” i „fejkiem”, tzw. przeciekami kontrolowanymi i wyciekami elektronicznymi – te ostatnie uważają za przedłużenie środków aktywnych w nowych mediach.

Podzielając tę opinię, dodam, że – zgodnie z tradycją – do ich realizacji rosyjskie służby wykorzystują zarówno zdolnych programistów, jak i cyberprzestępców. W połączeniu z mechanizmami pracy wywiadowczej zaowocowało to wieloma głośnymi akcjami. W ramach pierwszej z nich – operacji „Księżycowy labirynt” z przełomu lat 1999 i 2000 – hakerzy przeprowadzili zmasowane natarcie na serwery Pentagonu, NASA i kluczowych amerykańskich ośrodków badawczych i skopiowali wiele tajnych materiałów. Wtedy jednak wydarzenia te nazwano ostrożnie „serią incydentów komputerowych”.

„Pierwszą cyberwojną” obwołano wspomniany wyżej atak z 27 kwietnia 2007 r., którego ofiarą padły estońskie strony rządowe, banki, media i firmy specjalizujące się w komunikacji. Przesądziła o tym skala uderzenia: specjaliści od cyberbezpieczeństwa przyznają, że użyta do niego sieć botnet była największą wówczas siecią tego typu (...). Rozmach operacji spowodował, że zaczęto o niej mówić w kategoriach inwazji cybernetycznej. Estonia w jednej chwili została odcięta od internetu i łączności. Rosja zademonstrowała światu, że przystąpiła do wyścigu zbrojeń w cyberprzestrzeni i jest gotowa urządzać kolejne pokazy siły. Nie trzeba było na nie długo czekać.

Miano „drugiej cyberwojny” przyznano atakom DDoS przeprowadzonym podczas małej wojny w Gruzji w sierpniu 2008 r. Rosyjscy hakerzy zablokowali serwery rządowe, w tym resortu obrony i oficjalną witrynę głowy państwa, a także najważniejsze media. Pozwoliło to wdrożyć zmasowaną kampanię propagandową, z jednej strony dyskredytującą prezydenta Micheila Saakaszwilego, a z drugiej – wybielającą „operację przymuszenia Gruzji do pokoju”, jak określono własne posunięcia. Konwencjonalne działania zbrojne połączono wówczas z tymi w cyberprzestrzeni i klasycznymi środkami aktywnymi.

Ośmieleni sukcesami na wirtualnym polu bitwy Rosjanie – pisze Piotr Łuczuk – zdecydowali się na kolejną cyberwojnę z Pentagonem. W 2008 r. wprowadzili do amerykańskiej sieci wojskowej groźny wirus, za pomocą którego wykradali tajne dane. Śledczy ustalili, że ataku dokonał rosyjski wywiad, już wcześniej operujący przy użyciu wirusa o zbliżonym kodzie źródłowym.

Rastorgujew uważa, że cyberwojnę prowadzi się „środkami rozpoznania i monitoringu środowiska technicznego” oraz „środkami aktywnego wpływu na zasoby techniczne”. Hakowanie i niszczenie lub choćby osłabianie zasięgu zasobów przeciwnika to tylko jedno z zastosowań środków cyfrowych. Operacje w sieci są najczęściej operacjami kombinowanymi. Grupy hakerskie związane z jednostką 26 165 wywiadu wojskowego, dowodzone do 2018 r. przez Wiktora Nietykszę, a funkcjonujące pod różnymi hakerskimi przykrywkami (Sofacy, Pawn Storm, ART28, Strontium, Fancy Bear, CyberBerkut, CyberKalifat czy Anonymous Ukraina) łączą aktywność hakerską z ujawnianiem tajnych informacji przeciwnika oraz ze zwykłymi fałszerstwami. Na przełomie 2013 i 2014 r., w dobie pogłębiającego się kryzysu w relacjach z Zachodem w trakcie wydarzeń związanych z Euromajdanem, a następnie aneksją Krymu, Rosjanie zastosowali już całą paletę takich środków.

23 października na międzynarodowym portalu haktywistów CyberGuerrilla.org zamieszczono link do folderu zawierającego dokumenty ukraińskiego MSZ (głównie korespondencję tamtejszych urzędników z ich zachodnimi odpowiednikami, ale też kopie paszportów dyplomatycznych urzędników Departamentu Stanu USA) nadesłane jakoby przez ukraińskiego aktywistę międzynarodowego ruchu Anonymous dążącego do zwiększenia transparentności informacji w sieci.

Rosyjskie ataki cyfrowe towarzyszące Euromajdanowi
  • 28 października na tym samym portalu pojawił się kolejny post od ruchu Anonymous Ukraina, w którym ogłoszono niezależność Ukrainy od Unii Europejskiej i Rosji. Zawierał on także filmik, na którym człowiek w charakterystycznej białej masce i bluzie z kapturem skandował hasło: „Nie będziemy sługusami NATO!”.
  • 11 listopada, już po użyciu przez Wiktora Janukowycza oddziałów specjalnych policji Berkut, do Kijowa przybyła podsekretarz stanu Victoria Nuland (spotkała się z prezydentem, wyraziła w imieniu Stanów Zjednoczonych oburzenie z powodu brutalności funkcjonariuszy, a następnie odwiedziła protestujących na Majdanie, którym rozdała kanapki i wypieki cukiernicze). Władze FR natychmiast wykorzystały jej misję, interpretując ją jako „eskalację kryzysu” i „wtrącanie się w rosyjską strefę wpływów”. „Ciasteczka Nuland” albo „ciasteczka Departamentu Stanu” stały się popularnym memem i krążą w sieci do dziś; weszły również do języka rosyjskiego jako nowy frazeologizm synonimiczny z wyrażeniem „trzydzieści srebrników”
  • 4 lutego 2014 r. na YouTubie pojawiły się dwa klipy przesłane z konta Re Post (utworzonego 14 grudnia 2013 r., u szczytu wydarzeń na Ukrainie). Pierwszy prezentował nagranie rozmowy telefonicznej Nuland z ambasadorem USA w Ukrainie Geoffreyem Pyattem. Podsekretarz, rozczarowana postawą UE („pieprzyć Unię Europejską”), uznała, że zerwaną umowę stowarzyszeniową Ukrainy z nią mogłaby „skleić ONZ”. Drugie nagranie stanowiło zapis przechwyconej rozmowy Helgi Schmid, niemieckiej urzędniczki pracującej w Brukseli, z ambasadorem UE w Ukrainie Janem Tombińskim. Schmid skarżyła się na krytykę UE ze strony Stanów Zjednoczonych i prosiła go o rozmowę w tej sprawie z ambasadorem Pyattem. Polityczny cel obu przecieków był oczywisty: pokazując rozbieżności między USA i UE w sprawie Ukrainy, Rosja wbijała klin między Waszyngton a Brukselę. Podwójny przekaz miał wzmocnić ową narrację.
Dyskredytacja Stanów Zjednoczonych i próba zaostrzenia relacji europejsko-amerykańskich szybko zdominowały obieg informacji politycznych w Europie i USA. Biały Dom musiał przeprosić za dosadne słowa Nuland, a przy tym nazwał przecieki rosyjskim środkiem aktywnym. Okazał się on skuteczny: nagrania ujawniono, kiedy podsekretarz po raz kolejny przybyła do Kijowa, aby próbować nakłonić Janukowycza do zakończenia kryzysu z pomocą mediacji Waszyngtonu. Operacje te łączyły starą technikę podsłuchu telefonicznego i wideo z nowymi – wykorzystaniem i wzmacnianiem materiału kompromitującego w internecie (błyskawicznie powielany mem).

Najgłośniejszym przedsięwzięciem aktywnym były jednak ataki na skrzynkę mailową Johna Podesty, szefa kampanii wyborczej Hillary Clinton (19 marca 2016 r.), a następnie na Komitet Krajowy Partii Demokratycznej (18 kwietnia). W ten sposób rosyjski wywiad wojskowy zinfiltrował wewnętrzną i zewnętrzną komunikację Demokratów oraz zyskał dostęp do ich rozmów telefonicznych. Podszywając się pod amerykańskich haktywistów, założył stronę internetową DCLeaks.com, aby upublicznić tam pozyskane dane. Pierwszą partię dokumentów ze skrzynki Podesty opublikowano 4 czerwca. Ponieważ krok ten nie spotkał się z szerokim odzewem, Rosjanie skontaktowali się z Julianem Assange’em i przekazali materiały z włamań komputerowych WikiLeaks.

Tymczasem Demokraci zdecydowali się podzielić z opinią publiczną historią podwójnego włamania za pośrednictwem „The Washington Post” przy technicznym wsparciu firmy CrowdStrike. Spółka zajmująca się bezpieczeństwem w sieci ujawniła szczegóły rosyjskiego modus operandi – węzły dowodzenia i kontroli, łącza komunikacyjne i tajne kody dostępu. W ten sposób „spalono” cyfrowe odpowiedniki klasycznych skrzynek kontaktowych, tj. infrastrukturę cyfrowych środków aktywnych wywiadu FR w USA. Maskując skalę strat, zarejestrował on blog guccifer2.word-press.com, na którym wirtualny haker Guccifer przyznał się do działania w pojedynkę, opublikował 11 kolejnych dokumentów, w tym listę darczyńców Demokratów i badania popularności Donalda Trumpa, oraz nagłośnił przekazanie WikiLeaks tysięcy plików i e-maili. Bezskutecznie: 29 grudnia 2016 r. Biały Dom zareagował na wtrącanie się przez Rosję w wybory – wydalił z kraju 35 tamtejszych agentów, przejął dwie nadmorskie posiadłości i umieścił organizacje wywiadowcze na czarnej liście instytucji objętych sankcjami. W efekcie głośna operacja przerodziła się w spektakularną wpadkę: w lipcu 2018 r., po zebraniu wiarygodnych dowodów, Departament Sprawiedliwości USA oskarżył imiennie 12 oficerów Zarządu Wywiadu Sztabu Generalnego FR o cyberszpiegostwo i ingerencję w głosowanie oraz oświadczył, że poszukuje się ich międzynarodowym listem gończym85.

Bardzo możliwe, że Rosjanom nie chodziło o skuteczność, ale o efekt wizerunkowy („prężenie muskułów w sieci”) i manifestację własnego potencjału cyfrowego. W tym kontekście należy też – jak się wydaje – rozpatrywać ich posunięcia w cyberprzestrzeni towarzyszące pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Od początku były one uważnie monitorowane przez badaczy. Nie odnotowali oni zmasowanych operacji cybernetycznych mających zniszczyć bądź wyłączyć infrastrukturę krytyczną przeciwnika, z wyjątkiem kilku z początku wojny. Eksperci uważają ponadto, że ofensywne użycie cyberbroni nie oddziałało znacząco na przebieg konfliktu. Uderzenia na ukraińskie portale informacyjne i skojarzony z nimi atak rakietowy na wieżę telewizyjną w Kijowie 1 marca 2022 r. jedynie na krótko ograniczyły stronie ukraińskiej możliwości przekazywania informacji. W kolejnych miesiącach wyrafinowanie i liczba akcji tego typu wyraźnie spadły. Zamiast wiperów (złośliwe oprogramowanie niszczące dane) stosowano nieskomplikowane ataki phishingowe (hakerskie wyłudzanie danych) i DDoS. W zgodnej ocenie amerykańskich analityków „rosyjskie operacje cybernetyczne w Ukrainie nie wywołały większego wpływu militarnego”; nie brak też zdań, że stanowią one dla agresora „upokarzające doświadczenie”86. To, jak się konkluduje, efekt nieskoordynowania poczynań w cybernetycznej i kinetycznej domenie tej wojny oraz różnego pojmowania przez Rosję celów inwazji w każdej z nich: tamtejsi stratedzy uznają przestrzeń cybernetyczną głównie za pole wojny informacyjnej, a kinetyczną – za teatr działań służących przejmowaniu terytorium. Niewykorzystanie cyberzdolności do ataków na infrastrukturę krytyczną byłoby więc rezultatem innych priorytetów, a nie braku umiejętności.

Jolanta Darczewska - Zawładnąć umysłami i urządzić świat