środa, 21 maja 2025



Sławomir Mentzen zaproponował Rafałowi Trzaskowskiemu i Karolowi Nawrockiemu, pozostałym na placu boju kandydatom na prezydenta RP, podpisanie ośmiopunktowej deklaracji programowej. Wyborcom, którzy w pierwszej turze oddali głos na lidera Konfederacji, ma to ułatwić podjęcie decyzji, komu udzielić poparcia w drugiej turze.

Treść tej deklaracji przypomniała mi propozycję byłego prezesa Rezerwy Federalnej Alana Greenspana. "Od lat bezskutecznie zabiegam o wprowadzenie do konstytucji następującej poprawki: każdej osobie, skłonnej uczynić to, co niezbędne, by zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych, zabrania się niniejszym objęcia tego stanowiska" – pisał w autobiograficznej "Erze zawirowań".

Propozycja była oczywiście żartem, ale dobrze oddawała realia ówczesnych kampanii prezydenckich w USA. A także obecnej kampanii w Polsce. Kandydaci na prezydenta, aby zyskać poparcie, są gotowi oszukiwać wyborców, składając im niemożliwe do spełnienia obietnice. Są też skłonni formułować radykalne poglądy, jeśli z sondaży wychodzi im, że to się opłaci, zapominając, że głowa państwa powinna łączyć społeczeństwo, a nie je dzielić. Krótko mówiąc, kandydaci, którzy chcą naprawdę liczyć się w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego, wykazują się cechami, które powinny ich dyskwalifikować.

money.pl


"Ryk silników przetacza się przez ziemię niczyją, zanim chmura kurzu na horyzoncie odsłania grupę rosyjskich żołnierzy na motocyklach." - Tak brytyjski The Telegraph opisuje rosyjski atak motocyklowy na wschodzie Ukrainy.

Bez osłony, ci jeźdźcy mają zaledwie kilka minut, by przejechać przez pola minowe i leje po bombach, by dotrzeć do ukraińskich okopów — zanim zostaną zabici.

Szanse nie są po ich stronie.

Od kiedy ponad rok temu zaczęto testować takie ataki, większość z nich kończy się niepowodzeniem, a większość motocyklistów ginie, zanim osiągną cel.

W takich atakach ginie wielu Rosjan, ale oszczędzane są cenne pojazdy opancerzone — co dla dowództwa wojskowego stanowi sukces, zwłaszcza że dysponują oni stałym dopływem nowych rekrutów, ale są zmuszeni polegać na zardzewiałym zapasie sowieckich czołgów, które okazują się nieprzydatne w realiach wojny w Ukrainie.

Pierwsze doniesienia o oddziałach motocyklowych pojawiły się w kwietniu 2024 roku. Zaczęło się to jako nieformalna odpowiedź na ciągłe ataki dronów, które obecnie odpowiadają za zabicie lub okaleczenie nawet 70% rosyjskich żołnierzy i niszczą więcej pojazdów opancerzonych niż wszystkie inne typy uzbrojenia razem wzięte.

Od jesieni ubiegłego roku liczba ataków motocyklowych znacznie wzrosła w północno-wschodniej części obwodu charkowskiego i w Donbasie, gdzie Rosja w dużej mierze porzuciła użycie ciężkiego sprzętu po zimowych stratach z lat 2023–2024.

Na froncie pojawiają się nie tylko motocykle, ale też inne nietypowe, nieopancerzone środki transportu, jak quady, samochody cywilne, chińskie buggy czy nawet elektryczne hulajnogi.

17 kwietnia, podczas zmasowanego ataku na wschodnioukraińskie miasto-twierdzę Pokrowsk, według ukraińskich źródeł zniszczono 100 motocykli, 240 rosyjskich żołnierzy i 20 pojazdów opancerzonych.

Na początku maja kolejny rosyjski atak na wieś Wylne Pole w południowej części obwodu donieckiego zakończył się podobnie. Według doniesień zniszczono do 70 motocykli, 90 żołnierzy i 60 pojazdów w wyniku eksplozji min, ataków dronów i ostrzału artyleryjskiego.

W odpowiedzi ukraińska 110. brygada zmechanizowana użyła dronów do zniszczenia co najmniej 20 motocykli. „W różne dni — kilka spalonych ‘żelaznych koni’” — szydzili żołnierze jednostki.

Motocykle często stanowią pierwszą fazę zaplanowanego, wielofalowego ataku — są wysyłane bez wsparcia, by rozpoznać i wykorzystać słabe punkty obrony, zanim Rosja wprowadzi cięższy sprzęt.

Motocykle mogą poruszać się z prędkością ok. 70 km/h po trudnym terenie, podczas gdy małe drony FPV są ponad dwa razy szybsze. Ale drony muszą dolecieć z bazy na pole bitwy — w tym czasie motocykliści mogą już dotrzeć do linii okopów.

Ukraiński ekspert wojskowy, Pawło Naróżny, powiedział: „Motocykliści mogą mieć od 5 do 10 minut na szturmowanie ukraińskich pozycji i atak — często przeważając liczebnie obrońców”.

Dodał też, że dzięki szybkiemu poruszaniu się i rozproszeniu motocykle i buggy okazują się „bardzo skuteczne” przeciwko ukraińskiej artylerii i dronom.

„Obecnie stanowią od 20 do 25 procent rosyjskich ataków. Ukrainie coraz trudniej odpierać tak nieustające natarcia” — dodał Naróżny, założyciel organizacji non-profit Reactive Post, wspierającej ukraińskie brygady artyleryjskie.

x.com/PrzemekShura

wtorek, 20 maja 2025



Rosjanie poszerzyli klin w ugrupowaniu obrońców wzdłuż drogi Pokrowsk–Konstantynówka, zajmując kolejne miejscowości po obu jej stronach. W rezultacie tego posunięcia oraz działań prowadzonych od strony aglomeracji torećkiej zgrupowanie ukraińskie na południe od Konstantynówki znalazło się w worku, częściowo rozbitym na dwie części uderzeniem agresora w kierunku miejscowości Zoria. Posunięcia najeźdźców na flankach grożą okrążeniem zgrupowania. Należy się spodziewać, że w razie niemożności przeprowadzenia skutecznego kontrataku Ukraińcy stopniowo zaczną się wycofywać na bezpośrednie przedpola Konstantynówki. Obecnie Rosjanie prowadzą działania w kierunku tego miasta z trzech kierunków – Czasiw Jaru (północnego wschodu), Torećka (południowego wschodu) i Pokrowska (południowego zachodu). Najkrótszy odcinek mają do przebycia od strony pierwszej z tych miejscowości (niespełna 5 km wzdłuż drogi Bachmut–Konstantynówka), jednakże obrona w tym rejonie wciąż pozostaje stosunkowo silna, a postępy agresora są niewielkie.

Siły najeźdźców zagroziły wschodniej flance zgrupowania ukraińskiego w okolicach Pokrowska i Myrnohradu, uderzając na zachód wzdłuż drogi łączącej to miasto z Konstantynówką. Atakują z dwóch stron miejscowości Nowoekonomiczne, której zajęcie pozwoli na wzięcie w półokrążenie Myrnohradu. Istotnych zmian w sytuacji nie przyniosły natomiast dalsze postępy terenowe agresora pomiędzy Pokrowskiem a Wełyką Nowosiłką (obrońcy wycofali się z lokalnego węzła drogowego Bahatyr), na wschód od Siewierska i na północ od Łymanu.

Rosjanie wyparli przeciwnika z leżących bezpośrednio przy granicy pozycji w obwodach kurskim i biełgorodzkim, a jednocześnie zajęli kolejne tereny w obwodzie sumskim. Prawdopodobnie pod kontrolą ukraińską pozostaje liczący ok. 10 km2 fragment terytorium FR na zachód od Tiotkina, w większości podmokły, oddzielony od reszty obwodu kurskiego rozlewiskami rzeki Sejm. Ukraińcy wkroczyli nań jeszcze w sierpniu ub.r., lecz ze względu na warunki terenowe nie stanowił on podstawy dalszego uderzenia i nie toczono tam walk.

18 maja najeźdźcy przeprowadzili zmasowany atak dronami na Kijów i obwód kijowski. Według źródeł ukraińskich wykorzystali w nim łącznie ponad 150 „szahedów”. Do zniszczeń doszło w dwóch rejonach miasta. Stolica była też celem wrogich bezzałogowców 16 maja. Do zmasowanych ataków doszło na zachodniej Ukrainie – 14 maja w obwodach rówieńskim i tarnopolskim, a dzień później – w iwanofrankiwskim i wołyńskim (drony uderzyły m.in. w Iwano-Frankiwsk i Łuck). 14 maja celem agresora był ponadto obwód kirowohradzki ze stołecznym Kropywnyckim.

Wzrosła intensywność uderzeń powietrznych Rosjan na bezpośrednim zapleczu frontu w Donbasie. Trzykrotnie (16, 19 i 20 maja) zmasowany atak dronów dotknął rejon przemysłowy w Kramatorsku. Bezzałogowce dwukrotnie uderzyły w Charków (13 i 20 maja), a 19 maja całkowicie zniszczyły przedsiębiorstwo w Szostce w obwodzie sumskim. W infrastrukturę przemysłową Sum i Dniepru uderzyły zaś pociski balistyczne (odpowiednio 14 i 16 maja).

Zgodnie z ukraińskimi danymi od wieczora 13 maja do rana 20 maja najeźdźcy mieli łącznie użyć 922 dronów uderzeniowych i ich imitatorów oraz zaledwie trzech rakiet. Strąconych miało zostać 415 bezzałogowców, a lokacyjnie utraconych – 334. Od 19 maja ukraińskie Dowództwo Sił Powietrznych po raz kolejny zmieniło formułę informowania o atakach – podaje łączną liczbę „unieszkodliwionych” dronów (zestrzelonych oraz lokacyjnie utraconych i/lub obezwładnionych środkami walki radioelektronicznej, które to grupy nadal wyszczególniane są w komunikatach). Należy to wiązać z obserwowanym od kilku tygodni spadkiem skuteczności tamtejszej obrony powietrznej.

(...)

Armia boryka się z przejawami kryzysu w sposobie dowodzenia jednostkami na froncie. 16 maja zdjęto ze stanowiska podpułkownika Bohdana Szewczuka, dowódcę 59 Samodzielnej Brygady Szturmowej Sił Systemów Bezzałogowych. Decyzję tę podjął naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Ołeksandr Syrski. Szewczuk dymisję łączy z trudną sytuacją na kierunku pokrowskim i wydanym przez niego samodzielnym rozkazem wycofania personelu z pozycji, aby uniknąć okrążenia, który nie spotkał się z aprobatą zwierzchników.

17 maja dowódca batalionu 47 Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej „Magura” Ołeksandr Szyrszyn publicznie oskarżył dowództwo o zlecanie „głupich zadań” w obwodzie kurskim, co jego zdaniem prowadzi do nieuzasadnionych strat w ludziach. Poinformował, że złożył raport z żądaniem zdjęcia go ze stanowiska. W oświadczeniu poddał krytyce „polityczne gry” i brak zgodności ocen dowództwa z rzeczywistą sytuacją i możliwościami bojowymi brygady. Stwierdził, że dowódcy średniego szczebla „drżą przed głupimi generałami”, a taka postawa prowadzi do porażek, oraz że dochodzi do nadużywania środków dyscyplinarnych w celu wymuszenia wykonania wątpliwego rozkazu. Postawa Szyrszyna spotkała się z dezaprobatą ze strony kilku dowódców jednostek, którzy przyznali, że system dowodzenia ma wady, lecz zarazem oznajmili, że nagłaśnianie tego problemu w mediach wspiera rosyjską propagandę. Dowódca 225 samodzielnego pułku szturmowego major Ołeh Szyriajew, zaapelował do naczelnego dowódcy o nałożenie „surowych ograniczeń” na publiczną dyskusję dotyczącą misji bojowych, przebiegu operacji i oceny dowództwa.

15 maja na głównodowodzącego Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych FR mianowano generała Andrieja Mordwiczowa (ur. w 1976 r.). W trakcie agresji przeciwko Ukrainie dał się on poznać jako jeden z najzdolniejszych dowódców. Kierował m.in. zdobywaniem Mariupola (w 2022 r.) i Awdijiwki (w 2024 r.). Przed objęciem nowego stanowiska był dowódcą Centralnego Okręgu Wojskowego, a w ramach tzw. specjalnej operacji wojskowej – zgrupowania „Centrum”, którego obszarem działań jest Donbas. Poprzednik Mordwiczowa na stanowisku głównodowodzącego Wojsk Lądowych – generał Oleg Salukow – awansował na zastępcę szefa Rady Bezpieczeństwa FR.

osw.waw.pl


Możliwy powód entuzjazmu Trumpa: Putin zaproponował prezydentowi USA szereg kroków, które brzmią jak ruch w kierunku pokoju. Jednak jednym zdaniem na końcu swojego oświadczenia Putin zdradza, że go nie chce.

Rosyjski przywódca zapowiada, że przedstawi stronie ukraińskiej "propozycję memorandum" w celu "pracy nad ewentualnym przyszłym traktatem pokojowym".

Brzmi to dobrze, ale dziennikarze "Bilda" dowiedzieli się z zachodnich źródeł, że Rosja chce grać na czas i przeciągać negocjacje, nie wstrzymując wojny, a tym bardziej jej nie kończąc. Właśnie temu celowi służy prawdopodobnie propozycja Putina w sprawie opracowania memorandum.

Putin dziękuje Trumpowi "za wsparcie USA we wznowieniu bezpośrednich negocjacji między Rosją a Ukrainą". Podkreśla też, że Moskwa "opowiada się za pokojowym rozwiązaniem kryzysu ukraińskiego". Trzeba tylko znaleźć "najskuteczniejsze sposoby osiągnięcia pokoju".

Wypowiedzi brzmią tak, jakby Rosja i Ukraina były na dobrej drodze do zakończenia wojny. Putin nieustannie podkreśla, że to Trump rozpoczął ten proces — prawdopodobnie po to, aby schlebiać prezydentowi USA. (...)

Ostatnie zdanie Putina pokazuje jednak, że Rosja nie chce iść na żadne kompromisy i pozostaje przy maksymalnych żądaniach, które dyktator przedstawił w dniu inwazji na Ukrainę. "Chciałbym podkreślić, że stanowisko Rosji jest zasadniczo jasne: najważniejsze dla nas jest usunięcie rzeczywistych przyczyn tego kryzysu" — podkreślił rosyjski prezydent.

(...)

Jako cele wojny Putin podał "denazifikację i demilitaryzację" Ukrainy. Oznacza to, że demokratycznie wybrany rząd w Kijowie jego zdaniem musi zostać zastąpiony prorosyjskim reżimem marionetkowym, a armia Ukrainy rozbrojona, aby kraj nie mógł się już bronić przed Rosją.

Kreml nadal dąży do podporządkowania Ukrainy i nie chce pokojowego rozwiązania. Moskwa obstaje przy dwóch kluczowych żądaniach, których Kijów i jego zwolennicy nie są w stanie spełnić.

Po pierwsze, jako warunek zawieszenia broni Kreml żąda całkowitego wycofania wojsk ukraińskich z okupowanych regionów (zwłaszcza Zaporoża i Chersonia), które Rosja nielegalnie zaanektowała.

Po drugie, rząd Putina chce, aby Ukraina nie otrzymywała żadnego militarnego wsparcia od Zachodu w czasie trwania zawieszenia broni, nie mobilizowała ani nie wysyłała na front nowych żołnierzy.

onet.pl/BILD


W ostatnich miesiącach kampanii Bates osiągnął wyżyny komedii swoimi niedorzecznymi zaświadczeniami o niezaprzeczalnej wytrzymałości psychicznej i fizycznej Bidena. Mój ulubiony wyczyn to post na platformie X podczas konferencji NATO, na której Biden przedstawił Wołodymyra Zełenskiego jako "prezydenta Putina" i pomylił własną wiceprezydentkę z Trumpem: "Odpowiadając na pytanie, które wszyscy mają w głowach: nie, Joe Biden nie ma doktoratu ze stosunków międzynarodowych. On jest po prostu tak zajebiście dobry".

onet.pl


Nie każde zdarzenie w Ekstremistanie jest Czarnym Łabędziem. Niektóre zjawiska mogą być rzadkie i istotne, ale do pewnego stopnia przewidywalne, zwłaszcza dla tych, którzy są na nie przygotowani i zaopatrzyli się w narzędzia pozwalające je zrozumieć (zamiast słuchać statystyków, ekonomistów i szarlatanów opowiadających o rozkładzie normalnym). To prawie Czarne Łabędzie. W pewnej mierze poddają się analizie naukowej – świadomość, że się zdarzają, powinna zmniejszyć wasze zaskoczenie; to wydarzenia rzadkie, lecz oczekiwane. Ten szczególny przypadek szarych łabędzi określam mianem przypadkowości mandelbrotowskiej. Kategoria ta obejmuje przypadkowość, która generuje zjawiska znane pod takimi nazwami, jak: skalowalne, skaloniezmiennicze, prawa potęgowe, zasada Pareta, prawo Zipfa, współczynnik Yule’a, stabilne rozkłady paretowskie, stabilne rozkłady Levy’ego i prawa rządzące fraktalami, (...). Według logiki przedstawionej w niniejszym rozdziale są skalowalne, ale możemy się trochę więcej dowiedzieć o tym, na czym polega ich skalowalność, ponieważ mają wiele wspólnego z prawami przyrody.

W Przeciętnostanie również można doświadczyć gwałtownych Czarnych Łabędzi, chociaż nie jest to proste. Jak do tego dochodzi? Można zapomnieć, że jakieś zjawisko jest przypadkowe, i uznać je za deterministyczne, a potem przeżyć zaskoczenie. Albo przegapić jakieś źródło niepewności, zarówno łagodnej, jak i gwałtownej, ze względu na brak wyobraźni – większość Czarnych Łabędzi bierze się właśnie stąd, że mamy klapki na oczach, (...).

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź


Przeprowadźmy następujący eksperyment myślowy. Załóżmy, że wybieracie z całej populacji losową próbę tysiąca osób i ustawiacie je obok siebie na stadionie. Mogą się tam znaleźć nawet Francuzi (tylko ze względu na pozostałych członków grupy proszę, żeby nie było ich zbyt wielu), ludzi e mafii, ludzie spoza mafii i wegetarianie.

Teraz wyobraźcie sobie najcięższą osobę, jaka przychodzi wam do głowy, i dodajcie ją do tej próby. Nawet przy założeniu, że waży trzy razy tyle co przeciętny człowiek, czyli od 180 do 220 kg, jej waga będzie stanowić tylko niewielki ułamek wagi całej  stadionowej populacji (w tym przypadku około pół procent).

Ale idźmy jeszcze dalej. Gdybyście wybrali najcięższego człowieka na całej planecie, ważącego najwięcej, na ile pozwala ludzka biologia (żeby wciąż zaliczać się do naszej rasy), i tak miałby on niewielki udział w łącznej wadze ludzi na stadionie – najwyżej około 0,6 proc. Próba nie stałaby się dzięki niemu dużo cięższa. Natomiast w próbie dziesięciu tysięcy osób udział jego wagi byłby wręcz śladowy.

W utopijnej prowincji Przeciętnostan pojedyncze zdarzenia mają niewielkie znaczenie – żeby go nabrać, muszą wystąpić łącznie. Najwyższe prawo Przeciętnostanu można ująć następująco: Kiedy próba jest duża, żaden pojedynczy przypadek nie wpływa istotnie na całość. Najwyższy wynik będzie imponujący, ale w ostatecznym rozrachunku z perspektywy sumy pozostanie błahy.

(...)

Przyjrzyjmy się dla porównania wartości netto tego tysiąca ludzi, których ustawiliście na stadionie. Dołączmy do nich najbogatszego człowieka świata – załóżmy, że jest nim Bill Gates, założyciel firmy Microsoft. Przyjmijmy, że jego wartość netto to blisko 80 miliardów dolarów – a łączny majątek wszystkich pozostałych sięga kilku milionów. Jaki udział miałby Gates w łącznym bogactwie tej populacji? 99,9 proc.? W rzeczy samej majątek innych ludzi na stadionie stanowiłby nie więcej niż błąd zaokrąglenia jego dorobku. Portfel inwestycyjny Gatesa zmienia wartość o taką kwotę w ciągu sekundy. Żeby waga jednego człowieka miała zbliżony udział w ciężarze całej stadionowej próby, musiałby ważyć dwadzieścia pięć milionów kg!

(...)

W Ekstremistanie panują takie nierówności, że jedna obserwacja może w nieproporcjonalnie silny sposób wpłynąć na łączny wynik czy sumę. Zatem waga, wzrost i spożycie kalorii należą do Przeciętnostanu, ale bogactwo już nie. Niemal wszystkie atrybuty społeczne są domeną Ekstremistanu. Inaczej mówiąc, własności społeczne mają charakter informacyjny, a nie fizyczny: nie można ich dotknąć. Kwota na koncie bankowym jest czymś ważnym, ale niefizycznym. Z tego powodu może przybrać dowolną wartość, nie wymagając żadnego nakładu energii. To tylko liczby!

Zwróćmy uwagę, że przed erą nowoczesnych technologii wojny były zjawiskiem rodem z Przeciętnostanu. Trudno jest zabić zbyt wielu ludzi, jeśli trzeba ich mordować jednego po drugim. Dziś, dzięki broni masowego rażenia, wystarczy jeden guzik, jeden wariat albo jeden drobny błąd, żeby unicestwić całą planetę.

Zauważmy, co to oznacza w kontekście Czarnych Łabędzi. W Ekstremistanie mogą powstawać Czarne Łabędzie i powstają, ponieważ kilka zdarzeń wywarło ogromny wpływ na całą historię.

Chociaż podział na Przeciętnostan i Ekstremistan ma poważne konsekwencje zarówno dla sprawiedliwości społecznej, jak i dla dynamiki zdarzeń historycznych, przyjrzyjmy się, jak wpływa na obszar wiedzy, ponieważ tam ma ono największą wartość. Gdyby na Ziemi pojawił się Marsjanin, żeby oszacować przeciętny wzrost mieszkańców tej wspaniałej planety, mógłby z powodzeniem poprzestać na próbie stu ludzi. Jeśli mieszkacie w Przeciętnostanie, możecie ufać swoim pomiarom – o ile jesteście pewni, że mierzone wartości należą do Przeciętnostanu. Możecie również ufać temu, czego się dowiecie z uzyskanych danych. Epistemologiczne skutki tego są takie, że w losowości typowej dla Przeciętnostanu niemożliwe są niespodzianki na miarę Czarnych Łabędzi – pojedyncze zdarzenia, które zdominują jakieś zjawisko. Primo, pierwszych sto dni powinno ujawnić wszystko, co powinniście wiedzieć o danych. Secondo, nawet gdyby zdarzyła się jakaś niespodzianka, to jak zauważyliśmy na przykładzie najcięższego człowieka, nie miałaby ona znaczącego wpływu na obraz sytuacji.

Operując na danych z Ekstremistanu, będziecie mieli trudność z ustaleniem średniej na podstawie jakiejkolwiek próby, ponieważ wiele może zależeć od jednej obserwacji. To wszystko, co trzeba zrozumieć. W Ekstremistanie pojedyncza informacja może wpłynąć na wynik całkowity w nieproporcjonalnie silny sposób. W tym świecie zawsze powinniście traktować podejrzliwie wiedzę uzyskaną na podstawie danych. To bardzo prosty test niepewności, który pozwala na rozróżnianie dwóch typów przypadkowości. Capish?

W Przeciętnostanie wiedza, którą możecie czerpać z danych, rośnie bardzo szybko wraz z podażą informacji. Z kolei w Ekstremistanie zasób wiedzy zwiększa się w wolnym, nierównomiernym, a często nieprzewidywalnym tempie, ponieważ część nowych danych przybiera skrajne wartości.

Jeśli rozumiemy podział na zjawiska skalowalne i nieskalowalne, możemy dostrzec wyraźne różnice między Przeciętnostanem a Ekstremistanem. Oto kilka przykładów.

Zjawiska, które wydają się należeć do Przeciętnostanu (podlegające temu, co nazywamy przypadkowością pierwszego typu): wzrost, waga, spożycie kalorii; dochody piekarza, właściciela małej restauracji, prostytutki albo ortodonty; zyski z hazardu (w szczególnym przypadku – przy założeniu, że gracz chodzi do kasyna i obstawia zawsze tę samą kwotę), wypadki samochodowe, umieralność, „iloraz inteligencji” (jako wynik pomiarów).

Zjawiska, które wydają się należeć do Ekstremistanu (podlegające temu, co nazywamy przypadkowością drugiego typu): majątek, dochody, sprzedaż książek w przeliczeniu na autora, liczba cytowań w przeliczeniu na autora, rozpoznawalność „celebryty”, liczba wyników w wyszukiwarce Google, populacje miast, częstotliwość używania różnych słów ze słownika, liczba użytkowników w przeliczeniu na poszczególne języki, zniszczenia wywołane trzęsieniami ziemi, liczba ofiar wojny, liczba ofiar ataków terrorystycznych, wielkość planet, wielkość firm, struktura akcjonariatu, stosunek wzrostu różnych gatunków (na przykład słoni i myszy), rynki finansowe (chociaż zarządzający waszymi inwestycjami o tym nie wie), ceny towarów, stopa inflacji, dane ekonomiczne. Lista dla Ekstremistanu jest znacznie dłuższa od poprzedniej.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

poniedziałek, 19 maja 2025



W drugiej turze powtórzonych wyborów prezydenckich w Rumunii 18 maja zwyciężył Nicușor Dan. Ten niezależny, proeuropejski i opowiadający się za dalszym wsparciem dla Ukrainy centroprawicowy polityk zdobył 53,6% głosów. Pokonał tym samym niechętnego Kijowowi i związanego z amerykańskim ruchem MAGA („Make America Great Again”) lidera narodowo-konserwatywnego Związku Jedności Rumunów (AUR) Georgego Simiona, postulującego większą niezależność państw narodowych w UE.

Komentarz

Sukces Dana kończy kryzys polityczny związany z anulowaniem wyborów prezydenckich w końcu 2024 r. Sytuacja wewnętrzna wciąż pozostaje jednak niestabilna. 5 maja doszło do upadku rządu oraz rozpadu dotychczasowej kolacji socjaldemokratów (PSD) i Partii Narodowo-Liberalnej (PNL) wspieranej przez mniejszość węgierską (UDMR; zob. Rumunia: kryzys koalicji wskutek wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich). Bezpośrednią przyczyną kryzysu było odpadnięcie w pierwszej turze wspólnego kandydata tych formacji. Przed nowym przywódcą stoi więc zadanie powołania nowego gabinetu. Dan, który zapowiedział rozpoczęcie rozmów w tej sprawie z ugrupowaniami parlamentarnymi już w powyborczy poniedziałek, chciałby powierzyć tę misję obecnemu p.o. prezydentowi oraz byłemu liderowi PNL Ilie Bolojanowi. Kandydatura ta spotka się jednak najpewniej z niechęcią PSD (bez jej poparcia niemożliwe staje się utworzenie większości rządowej). Obecnie najbardziej prawdopodobnym wariantem wydaje się mimo wszystko odtworzenie dotychczasowej koalicji lub powołanie wspieranego przez socjaldemokratów mniejszościowego rządu PNL, UDMR oraz proeuropejskiego, liberalnego Związku Ocalenia Rumunii (byłej partii Dana, która poparła go w wyborach).

Zwycięstwo Dana i dobry rezultat Simiona dowodzą narastającego zmęczenia elektoratu układem politycznym trwającym od lat 90. Ten pierwszy to polityk wywodzący się z ruchów miejskich, niezwiązany ze sprawującym władzę od 30 lat establishmentem opartym na PSD i PNL. Z kolei drugi (który formalnie w polityce pojawił się dopiero w 2019 r.) od początku działalności publicznej krytykuje partie mainstreamowe z pozycji narodowych. Nastroje antyestablishmentowe utrzymają się w najbliższych latach, co postara się wykorzystywać przede wszystkim AUR. Choć lider tej partii już po ogłoszeniu wyników głosowania uznał poniesioną porażkę, to jego zwolennicy będą zapewne podsycali ducha antysystemowego, promując narrację o „skradzionych” wyborach.

Dan zawdzięcza triumf bardzo skutecznej mobilizacji elektoratu umiarkowanego i proeuropejskiego, czemu sprzyjała silna polaryzacja społeczeństwa. Frekwencja w drugiej turze wyborów wyniosła 64,72% i była najwyższa od niemal 30 lat (w 1996 r. sięgnęła 75,9%). Burmistrz stolicy – który w trakcie kampanii konsekwentnie i w ostrej opozycji do kontrkandydata prezentował się jako gwarant utrzymania dotychczasowego proeuropejskiego kursu kraju – zdołał przekonać do siebie znaczną część diaspory, tradycyjnie opowiadającej się raczej za reprezentantami radykalnej prawicy, konserwatywnymi i nacjonalistycznymi. Do urn za granicą udało się rekordowe 1,63 mln Rumunów – 14,2% wszystkich głosujących. Choć Simion zdobył tam więcej głosów niż Dan, to jego przewaga (55,86% wobec 44,14%) nie była tak znacząca jak w pierwszej turze (uzyskał wówczas 60,79% poparcia). Między pierwszą a drugą turą burmistrz Bukaresztu był także niezwykle aktywny medialnie (w tym w mediach społecznościowych), co pozwoliło mu poprawić rozpoznawalność w kraju. Brał udział w licznych debatach telewizyjnych, przy czym tylko w jednej zmierzył się z Simionem (wypadł w niej wyraźnie lepiej od przeciwnika). Lider AUR konsekwentnie odmawiał uczestnictwa w takich programach, twierdząc m.in., że organizujący je dziennikarze chcą zaszkodzić jego wizerunkowi.

Wynik wyborów spotkał się z bardzo pozytywnym przyjęciem w Mołdawii, gdzie Dana otwarcie wspierał rządzący proeuropejski obóz Partii Działania i Solidarności (PAS), kierowany przez prezydent Maię Sandu. Władze mołdawskie, dla których Rumunia to kluczowy partner międzynarodowy i główny adwokat w Unii Europejskiej (co ma szczególne znaczenie w obliczu trwających negocjacji akcesyjnych prowadzonych przez Kiszyniów), obawiały się, że wygrana Simiona doprowadzi do pogorszenia pozycji Bukaresztu w ramach UE. PAS – wspomagająca bezwarunkowo Kijów – z niepokojem traktowała też płynące ze strony lidera AUR deklaracje o wstrzymaniu pomocy dla Ukrainy. Wreszcie – rząd w Kiszyniowie wyrażał obawy, że objęcie stanowiska przez Simiona (objętego zakazem wjazdu do Mołdawii i nieukrywającego niechęci do PAS) doprowadzi do pogorszenia relacji dwustronnych i osłabi pozycję ugrupowania przed wyborami parlamentarnymi planowanymi na koniec września br. Niepokoje władz podzielała znaczna część Mołdawian, co przełożyło się na wynik drugiej tury rumuńskich wyborów prezydenckich w tym kraju (ok. 40% jego mieszkańców ma rumuński paszport) – aż 88% uczestniczących tam w głosowaniu poparło Dana.

osw.waw.pl

niedziela, 18 maja 2025



Z perspektywy czasu najlepsza rada, jaką usłyszałem, okazała się błędna. Paradoksalnie jednak właśnie dlatego była taka istotna – popchnęła mnie głębiej ku dynamice Czarnego Łabędzia. W wieku dwudziestu dwóch lat usłyszałem ją pewnego lutowego popołudnia na korytarzu budynku przy 3400 Walnut Street w Filadelfii, gdzie wówczas mieszkałem. Pewien student drugiego roku ze szkoły biznesowej poradził mi, żebym znalazł sobie zawód, który będzie „skalowalny”, czyli taki, w którym nie obowiązuje stawka godzinowa, a zarobków nie ogranicza ilość włożonej pracy. Było to bardzo proste kryterium porównania różnych ścieżek kariery, pozwalające przy tym uchwycić różnicę między dwoma typami niepewności. W rezultacie stanąłem przed poważnym problemem filozoficznym – problemem indukcji (indukcja to techniczna nazwa Czarnego Łabędzia). Przestałem widzieć w Czarnym Łabędziu tylko paradoks logiczny. Mogłem przekształcić go w łatwe do zastosowania rozwiązanie i, jak się przekonamy w następnych rozdziałach, zakorzenić go w strukturze rzeczywistości empirycznej.

W jaki sposób rada na temat przyszłej kariery naprowadziła mnie na teorię objaśniającą charakter niepewności? Takie zawody, jak dentysta, konsultant czy masażysta, są nieskalowalne: w danym okresie możecie obsłużyć ograniczoną liczbę pacjentów lub klientów. Jeśli jesteście prostytutkami, pracujecie na godziny i (zazwyczaj) według stawki godzinowej. Co więcej, wasza obecność jest (jak zakładam) konieczna do świadczenia usługi. Jeśli otworzycie elegancką restaurację, w najlepszym razie będziecie mieć dzień w dzień pełną salę (chyba że przekształcicie swój biznes we franczyzę). W tych zawodach niezależnie od wysokości zarobków wasze dochody podlegają prawu grawitacji. Poziom wpływów zależy w większym stopniu od waszych ciągłych wysiłków niż od trafności decyzji. Co więcej, praca tego typu jest w dużej mierze przewidywalna: występuje w niej pewna zmienność, ale nie w takim stopniu, żeby utarg z jednego dnia był wyższy niż wasze zarobki przez resztę życia. Innymi słowy, nie mamy tu do czynienia z Czarnymi Łabędziami. Jewgienia Nikołajewna nie mogłaby błyskawicznie przeistoczyć się z nieudacznika w wielką bohaterkę, gdyby pracowała jako doradca podatkowy albo chirurg specjalizujący się w operacjach przepukliny (ale w tych zawodach nie byłaby również nieudacznikiem).

Są jednak zawody, które pozwalają sprawnym pracownikom potęgować wydajność (i dochody) bez większego – lub żadnego – dodatkowego wysiłku. Jestem leniwy i uważam to za zaletę, a przy tym chcę mieć jak najwięcej wolnego czasu w ciągu dnia na rozmyślania i czytanie, dlatego natychmiast wyciągnąłem (błędny) wniosek z usłyszanej rady. Zacząłem odróżniać „ludzi idei”, którzy sprzedają wytwory intelektualne w formie transakcji lub dzieła sztuki, od „ludzi pracy”, którzy sprzedają swój wysiłek.

Jeśli jesteście ludźmi idei, nie musicie ciężko pracować – wystarczy, że intensywnie myślicie. Wykonujecie tę samą pracę, niezależnie od tego, czy produkujecie sto czy tysiąc jednostek. W tradingu ilościowym [ang. quantitative trading] kupno stu akcji wymaga takiego samego wysiłku, co kupno stu tysięcy czy nawet miliona akcji. Odbywa się to za pomocą takiej samej rozmowy telefonicznej, takich samych obliczeń, takich samych dokumentów, takiego samego nakładu pracy szarych komórek i takiego samego procesu weryfikacji transakcji. Co więcej, możecie pracować z wanny albo z baru w Rzymie. Zamiast harować, wystarczy posłużyć się dźwignią! No dobrze, trochę się myliłem co do tradingu: nie można pracować z wanny, ale przy odpowiednim podejściu trader ma sporo wolnego czasu.

To samo dotyczy muzyków i aktorów filmowych: pozwalacie, żeby robotę odwalali za was inżynierowie dźwięku i kinooperatorzy. Nie musicie się pojawiać na każdej projekcji, żeby wystąpić przed publicznością. Analogicznie, pisarz wkłada taki sam wysiłek, żeby dotrzeć do jednej osoby i do setek milionów czytelników. J.K. Rowling, autorka serii o Harrym Potterze, nie musi pisać każdej z książek od nowa, kiedy ktoś chce ją przeczytać. Inaczej jest w przypadku piekarza: on musi wypiec każdy kolejny bochenek chleba, żeby zaspokoić potrzebę następnego klienta.

Zatem różnica między pisarzem a piekarzem, spekulantem a lekarzem, oszustem a prostytutką to przydatne kryterium analizy ludzkiej działalności. Pozwala odróżnić zawody, w których można podwyższać dochody bez większego nakładu pracy, od zawodów, w których trzeba w to włożyć więcej czasu i energii (których zasób jest ograniczony) – innymi słowy, od zawodów, które podlegają prawu grawitacji.

Chociaż przyczyniła się do opracowania klasyfikacji poziomów niepewności i wiedzy, okazała się błędna w odniesieniu do wyboru ścieżki kariery. Mnie opłaciło się z niej skorzystać tylko dlatego, że miałem szczęście i przypadkowo znalazłem się, jak to się mówi, we właściwym miejscu o właściwym czasie. Osobiście zalecałbym raczej wybór zawodu, który nie jest skalowalny! Skalowalny zawód opłaca się jedynie wtedy, gdy odnosisz sukcesy. W takich profesjach panuje większa konkurencja i potworna nierówność dochodów; znacznie większą rolę odgrywa w nich przypadek, a rozbieżność między włożonym wysiłkiem a uzyskanym rezultatem bywa ogromna – kilka osób zgarnia większość zysków, a pozostali zostają na lodzie, chociaż nie popełnili żadnego błędu.

W tej kategorii zawodów króluje przeciętność, średniość i umiarkowanie. Z przeciętnych wyników można wnioskować o całości. W tej drugiej istnieją tylko giganci i karły – a dokładniej bardzo niewielu gigantów i całe rzesze karłów.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź


Pisarz Umberto Eco należy do nielicznej klasy uczonych posiadających encyklopedyczną wiedzę, dociekliwy umysł i coś interesującego do powiedzenia. Jest właścicielem bogatej biblioteki (zawierającej trzydzieści tysięcy książek), a swoich gości dzieli na dwie kategorie: tych, którzy na jej widok reagują okrzykiem: „Wow! Signore professore dottore Eco, jaka wspaniała biblioteka! Ile z tych książek już pan przeczytał?”, i pozostałych – bardzo niewielką mniejszość – którzy rozumieją, że prywatna biblioteka nie ma łechtać próżności właściciela, lecz stanowi narzędzie badawcze. Książki  przeczytane są znacznie mniej wartościowe od książek nieprzeczytanych. W takiej bibliotece powinno się znajdować tyle wiedzy, której jeszcze nie posiadacie, ile tylko pozwala wam jej tam umieścić wasza kondycja finansowa, oprocentowanie kredytów hipotecznych i trudna obecnie sytuacja na rynku nieruchomości. Z wiekiem gromadzić będziesz coraz więcej wiedzy i więcej książek, a rosnąca liczba nieprzeczytanych pozycji na półkach będzie dla was jak wyrzut sumienia. Właśnie tak to działa, im więcej wiecie, tym więcej rzędów nieprzeczytanych książek macie w bibliotece. Nazwijmy tę kolekcję nieprzeczytanych książek antybiblioteką.

Zwykle traktujemy swoją wiedzę jako własność prywatną, którą powinniśmy chronić i której należy strzec. To ozdoba, która pozwala nam piąć się po szczeblach kariery. Zatem owa skłonność do uchybiania wrażliwości bibliotecznej Eco przez skupianie się na tym, co znane, to ogólnoludzki błąd, który rozciąga się na nasze operacje myślowe. Ludzie nie obnoszą się z antyżyciorysami. Nie rozgłaszają, czego nie studiowali lub nie doświadczyli (to zadanie ich konkurencji), ale byłoby miło, gdyby to robili. Musimy postawić na głowie nie tylko logikę bibliotek; będziemy również pracować nad tym, żeby postawić na głowie samą wiedzę. Zauważmy, że Czarne Łabędzie biorą się z faktu, iż nie rozumiemy prawdopodobieństwa zajścia niespodziewanych zdarzeń – klucz leży właśnie w tych nieprzeczytanych książkach. Trochę zbyt poważnie traktujemy to, co już wiemy.

Antyuczonego – człowieka, który skupia się na tych nieprzeczytanych książkach i próbuje nie postrzegać swojej wiedzy jako skarbu ani swojej osobistej własności, ani nawet sposobu na podniesienie poczucia własnej wartości – będziemy określać mianem sceptycznego empiryka.

Nassim Nicholas Taleb - Czarny łabędź

sobota, 17 maja 2025



Władysław Jacenko, Gazeta.pl: Dlaczego Putin nie przyjechał na rozmowy do Turcji?

Ihor Rejterowycz: Bo to, według niego, nie jest sprawa godna cara. Uważa, że jeśli już ma gdziekolwiek jechać, to tylko po to, by spotkać się z Trumpem i ewentualnie sfinalizować zakończenie wojny. Skoro Rosja nie zamierza tego zrobić - albo nie potrafi osiągnąć tego na własnych warunkach - to nie widział sensu w podróży. Dochodzi do tego jeszcze kwestia obsesji na punkcie bezpieczeństwa i wiele innych czynników, które mogły mieć znaczenie.

Z drugiej strony, to nie oznacza, że jutro nie poleci do innego kraju, żeby znów spróbować spotkać się z Trumpem. Taka możliwość nadal istnieje i może zostać wykorzystana. Ale ogólnie rzecz biorąc, to dość przewidywalny ruch ze strony Putina. Skoro jego celem jest obecnie jedynie imitacja tak zwanych negocjacji, to nic dziwnego, że działa właśnie w taki sposób - demonstracyjnie wysyłając delegację w zupełnie nieadekwatnym składzie. To wyraźny sygnał, że traktuje to jako kontynuację rozmów z 2022 roku. Choć sytuacja od tamtej pory diametralnie się zmieniła - i to zdecydowanie nie na korzyść Rosji, mimo że im może się wydawać inaczej. Wówczas rosyjskie wojska stały pod Kijowem, dziś są znacznie dalej. Dużo dalej.

gazeta.pl