sobota, 10 maja 2025



Dla rosyjskich (a przed nimi radzieckich) przywódców zawsze niezwykle ważne było, by ściągnąć do kraju jak największą liczbę zagranicznych głów państwa na obchody Dnia Zwycięstwa. Z pompą udało im się to zrobić tylko dwa razy – w 50. i 60. rocznicę zwycięstwa nad Niemcami.

Obok Jelcyna (w 1995 r.), a potem Putina (w 2005 r.) stali wtedy dosłownie wszyscy najważniejsi ludzie świata — przywódcy USA, Chin, Niemiec, Indii, Francji, Japonii, a także prezydent Ukrainy, sekretarz generalny ONZ i najwyższe władze 50 mniejszych państw.

Po pierwszej inwazji na Ukrainę (od 2014 r.) liczba zagranicznych gości w Moskwie gwałtownie spadła, a po drugiej (od 2022 r.) skurczyła się do całkowicie podporządkowanych Putinowi przyjaciół, głównie prezydentów krajów z Azji Środkowej.

W tym roku, korzystając z okrągłej rocznicy i zmiany władzy w USA, Putin chciał zorganizować coś podobnego do tego, co miało miejsce 20 lat temu. Gwiazdą jego show miał być Donald Trump — na jego przybyciu zależało mu najbardziej. Obecność obok Putina ważnych przywódców dałaby społeczności międzynarodowej do zrozumienia, że gospodarz nie jest już wyrzutkiem. Nieprzychylni mu Europejczycy sami wyglądaliby na odizolowanych.

Chociaż Putinowi udało się ściągnąć do Moskwy kilkudziesięciu najważniejszych polityków, ich przyjazd nie wyciągnął Rosji z izolacji, w której się znajduje. Jedyny naprawdę potężny z nich — Xi Jinping — już w 2023 r. przyjechał z wizytą państwową do Rosji. Nie przeszkadzał mu zachodni bojkot tego kraju.

Podobnie było w przypadku wielu przywódców z Afryki. Wojna rosyjsko-ukraińska nie przeszkodziła im dotąd w tym, by korzystać z gościnności Putina. Nie przeszkadza im również teraz. Jedynym większym znakiem jest pojawienie się w Moskwie na obchodach prezydenta Brazylii. Luiz Inacio Lula da Silva sam czuł potrzebę nadania tej wizycie pozytywnego wydźwięku, dlatego ogłosił, że nie jedzie tylko po to, by obejrzeć paradę, ale udaje się z pewną "misją pokojową".

W maju 2025 r. w kwestii prowadzenia działań wojennych putinowska Rosja nadal będzie zależna od wsparcia zaledwie kilku przywódców. Ich lista nie wydłużyła się przez ostatnie lata.

Co znamienne, tylko jeden przywódca z tej listy — Xi Jinping — przyjechał do Moskwy na obchody Dnia Zwycięstwa. Kim Dzng Un, Ali Chamenei, Narendra Modi, Mohammed bin Salman — żaden z nich nie miał nawet takiego zamiaru.

Tylko ci ludzie i państwa, które za nimi stoją, mają fundamentalne znaczenie dla reżimu Putina i sprawiają, że może on kontynuować wojnę. Pochlebne wypowiedzi słowackiego premiera Fico i serbskiego prezydenta Vucicia na nic się zdają, a wielotygodniowe spekulacje, czy dany polityk pojawi się na paradzie, czy jednak wymówi się chorobą, wyglądają kuriozalnie.

(...)

Braterstwo Rosjan z Koreańczykami z Korei Północnej to prawdziwe braterstwo broni. Nie chodzi tylko o to, że Kim wysłał na front co najmniej 14 tys. swoich żołnierzy, z których 4700 już zginęło lub zostało rannych. Wojna Rosji przeciwko Ukrainie złamała zwyczajową i jakby oczywistą hierarchię wojskową na całym świecie. Okazało się, że biedna i niewielka, ale całkowicie zmilitaryzowana Korea Północna, może dostarczyć Rosji więcej broni niż potężne i bogate kraje Zachodu Ukrainie.

"Dostawy z Korei Północnej niewątpliwie zmieniły przebieg wojny w Ukrainie" — do takiego wniosku doszli specjaliści z Open Space Centre w swoim raporcie. Jeśli więc odrzucić mniej lub bardziej dekoracyjnych przyjaciół, głównymi zewnętrznymi filarami reżimu Putina pozostają Chiny i Korea Północna. Nawet tak użyteczni partnerzy, jak Iran i Indie, są obecnie zbyt zajęci sobą.

Głównym problemem Putina nie są jednak oni, a tania ropa. A nią rządzi Arabia Saudyjska. Saudyjczyków nie można nazwać sympatykami Putina — są oni jego konkurentami handlowymi. Są też jednak partnerami, z którymi uzgodnił utrzymanie cen ropy i na których współpracę najwyraźniej liczył.

Teraz nagle postanowili, że bardziej opłaca im się grać na taniej ropie niż ograniczać jej wydobycie. Na posiedzeniach OPEC+ wysłannicy Putina muszą jednak udawać konstruktywne rozmowy, bo inaczej tylko pogorszą sytuację. W związku ze spadkiem cen ropy rosyjskie Ministerstwo Finansów podniosło już planowany deficyt na 2025 r. — z 1,2 bln rubli (54,9 mld zł) do 3,8 bln (173,8 mld zł), co odpowiada 1,7 proc. rosyjskiego PKB. Dość dużo — a to dopiero początek.

onet.pl/The Moscow Times


Przez ostatnie kilkanaście dni wraz z Jackiem Harłukowiczem opisywaliśmy w Onecie historię przejęcia przez Karola Nawrockiego i jego żonę kawalerki w gdańskiej dzielnicy Siedlce. W mieszkaniu tym od 1997 r. mieszkał schorowany staruszek Jerzy Ż. Esencja tej sprawy wygląda tak, że pod koniec 2011 r. Nawroccy skłonili pana Jerzego do wykupienia tego komunalnego lokalu od miasta, bo jako lokator mógł liczyć na ogromną bonifikatę – zapłacił 10 proc. wartości, czyli 12 tys. zł. Żeby pana Jerzego nie kłopotać transakcjami na rynku nieruchomości, Nawrocki przelał miastu tę kasę z własnego konta. Zaledwie trzy miesiące później Nawroccy zawarli z panem Jerzym przedwstępną umowę kupna. Z umową ostateczną odczekali 5 lat, żeby nie stracić gigantycznej bonifikaty na wykup lokalu od miasta. Teoretycznie mieli zapłacić panu Jerzemu 120 tys., ale nie zapłacili. Teoretycznie w zamian za mieszkanie mieli się opiekować panem Jerzym, ale się nie opiekowali. Rok temu wylądował w DPS, czego Nawrocki nawet nie zauważył.

(...)

Byłoby trywialne zastanawiać się, którzy politycy stali za nominacją Nawrockiego. To co do zasady układ gdańsko-propagandowy, ekipa, która za rządów PiS opanowała Ministerstwo Kultury i TVP, mocno lansując Nawrockiego – Jacek Kurski, Piotr Gliński i Jarosław Sellin, wspierani przez ludzi IPN, takich jak Sławomir Cenckiewicz.

Nawet razem są oni jednak za krótcy, aby narzucić Kaczyńskiemu kandydata do prezydentury. Ważniejsze jest więc, jaki – cytując klasyka – nieformalny układ stał za wylobbowaniem u prezesa tak podejrzanego kandydata. Miał paletę znanych i sprawdzonych chętnych – Morawieckiego, Szydło, Czarnka, Jakiego, Bocheńskiego, Tarczyńskiego, Boguckiego. Zgadza się, każdy ma defekty. Ale wszyscy oni zostali na tyle prześwietleni, że ich słabości i pazerności są już dawno opowiedziane i zneutralizowane.

(...)

Nominacja dla Nawrockiego potwierdza, że Kaczyński nie panuje już nad sytuacją, nie kontroluje swej partii, że podejmuje decyzje groteskowe, a nawet niebezpieczne.

onet.pl/Newsweek

piątek, 9 maja 2025



Prezydent Francji i premier Polski złożyli podpisy pod nową umową między obydwoma państwami. Po tej uroczystości wygłosili krótkie oświadczenie. - To traktat przyjaźni. Przyjaźń polsko-francuska to sojusz serca - podkreślił na początku wspólnej konferencji prezydent Francji. Emmanuel Macron mówił, że na obu państwach "ciąży odpowiedzialność za pokój i bezpieczeństwo na naszym kontynencie, które od 10 lat podważa napaścią na Ukrainę Rosja". - Polska sprawuje prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Postanowiliśmy wspólnie, wraz z innymi partnerami w Europie, że będziemy wspólnie brać odpowiedzialność za naszą własną obronę. Mamy takie strategiczne przebudzenie w tej sprawie. Chcemy zaangażować jak najwięcej środków w budowę europejskiego przemysłu obronnego - zapewniał Macron. Prezydent podkreślił, że "otwieramy nową kartę historii, a traktat przyczyni się do wzmocnienia autonomii strategicznej". - Zawarliśmy tu klauzule wzajemnej obrony i pomocy, co jest przedłużeniem umowy w NATO i Unii Europejskiej. To prawdziwie zintegrowane partenrstwo - dodał prezydent. Zapewnił, że Paryż i Warszawa będą współpracować m.in. przy odpieraniu cyberataków i zacieśnią więzi gospodarcze.

- Jestem poruszony twoimi słowami, współpracujemy od wielu lat. Dzisiaj wykorzystujemy nasze doświadczenie i przyjaźń do tego, żeby między naszymi państwami i narodami utrwalić coś, co jest dobrą tradycją: przyjaźń i współpracę. Utrwalić i wzmocnić coś, co jest warunkiem przetrwania w tych trudnych czasach: bezpieczeństwo - mówił premier Polski. Donald Tusk przyznał, że "nie chodzi tylko o powtarzanie tych dobrych zaklęć o przyjaźni i dobrej historii". - Nasze relacje zawsze były nacechowane czymś szczególnym i pozytywnym. Historia nauczyła też Europę, że za dobrymi uczuciami muszą iść także twarde konkrety. Nasze narody będą się czuły bezpiecznie, nie kiedy będziemy o tym mówili, ale gdy nasze państwa i polityczne elity będą każdego dnia ciężko pracowały, aby bezpieczeństwo stało się materialnym faktem - podkreślił szef rządu. Tusk podkreślił, że datę podpisania traktatu wybrano nie przez przypadek - 80 lat po zakończeniu II wojny światowej. 

Prezydent Emmanuel Macron i premier Donald Truk podpisali w Nancy traktat o wzmocnionej przyjaźni i współpracy. Pałac Elizejski podkreślał historyczną wagę tego wydarzenia, które świadczy o zacieśniających się relacjach na linii Paryż-Warszawa. Traktat z Nancy zastąpił poprzednią francusko-polską umowę z 1991 roku, której celem było wspieranie unijnych dążeń Polski. Francuzi dodali, że po raz pierwszy Francja podpisze taki dokument z krajem niebędącym jej sąsiadem. Stąd mowa o "traktacie premium". 

gazeta.pl


Przemarsz współczesnego sprzętu zaczął się od lekko opancerzonych pojazdów terenowych, takich jak Tigr-M, różnych przedstawicieli rodziny Tajfun czy opancerzonej sanitarki Linza. Wszystkich bardzo mało widocznych albo praktycznie niewidocznych na wojnie w Ukrainie. Większość zanotowanych przypadków ich użycia i strat to początkowy okres wojny. Teraz pojawiają się raczej incydentalnie. Nigdy nie były sprzętem masowo produkowanym i masowo używanym.

Następne wjechały cięższe bojowe wozy piechoty. Na początek najstarsze BRM-1KM, czyli wersja rozpoznawcza zabytkowych BMP-1, zmodyfikowanych poprzez budżetowe rozwiązanie, czyli montaż wieży z kołowego transportera opancerzonego BTR-82. Za nimi jechała następna generacja, czyli BMP-2 w zmodernizowanej wersji M. Ten pierwszy prawie w ogóle niespotykany na froncie i wyprodukowany w symbolicznych ilościach, drugi nieco liczniejszy, ale nadal stanowiący mały ułamek bwp używanych na froncie. Następna jechała kolejna generacja, czyli standardowe BMP-3, które są jak najbardziej szeroko używane w Ukrainie. Około 600 zostało zniszczonych, ale w ostatnich miesiącach pojawiają się coraz rzadziej w zestawieniach strat. Kolumnę bwp zamykały nieprzemijające prototypy Kurganiec-25, czyli pojazdy, które miały być nową generacją rosyjskich bojowych wozów piechoty. Program ich stworzenia trapią jednak liczne problemy, których od ponad dekady nie udało się przezwyciężyć, a w warunkach wojennych nie ma pieniędzy oraz woli, aby skupiać się na tym trudnym temacie.

Kolejne pojawiły się czołgi. Najpierw najnowsze wcielenie klasycznych T-72 o oznaczeniu B3, które stanowiły początkowo trzon rosyjskich wojsk pancernych wkraczających do Ukrainy. Jeden z dwóch typów ciągle wytwarzanych przez zakłady Uralwagonozawod w Niżnym Tagile, jedynej fabryce czołgów w Rosji. Choć teraz w zubożonej i zmodyfikowanej wersji względem tej przedwojennej. Rosjanie stracili ich już prawie tysiąc. Następne jechały T-80BWM, czyli najnowsza modernizacja radzieckich T-80. W Ukrainie najczęściej używane są te wozy w ich starszych wersjach. Nie ma ich produkcji, jedynie modernizacje przy okazji napraw pojazdów uszkodzonych albo wyciągniętych z radzieckich składów. Kolumnę czołgów zamykały najnowsze T-90M, czyli głęboka modernizacja T-72. Drugi typ czołgów ciągle produkowanych w Uralwagonozawodzie. Ciągle relatywnie rzadki widok w Ukrainie w tłumie starszych czołgów. Do tej pory stracono ich niecałe 100.

Po czołgach pojawiła się artyleria. Na początek klasyczne działo samobieżne Msta-S, które na froncie występuje w wersjach radzieckiej i zmodernizowanej rosyjskiej. Częsty widok na wojnie i najczęściej tracony typ tego rodzaju sprzętu. Kolejne pojawiły się dwie nowości. Kołowe działa Malwa i Hiacynt-K kalibru 152 mm. Bardzo podobne, bo z takim samym podwoziem, ale różniące się zastosowaną armatą. Ta druga ma ją nieco dłuższą, co daje większy zasięg. Pojedyncze sztuki Malwy pojawiły się na froncie, poczynając od ubiegłego roku, a jedna została zniszczona. Być może gorącym wnioskiem był za krótki zasięg, dlatego szybko pojawiła się wersja Hiacynt-K, której w Ukrainie jeszcze nie widziano.

Następna na plac wjechała artyleria rakietowa. Najpierw Tornado-S, czyli wyrzutnie ciężkich rakiet naprowadzanych o zasięgu rzędu 120 km. Groźna broń, choć na szczęście relatywnie nieliczna. Używana do ataków na najcenniejsze cele na ukraińskim zapleczu. Do tej pory Ukraińcom nie udało się upolować ani jednej. Kolejne były ciężkie wyrzutnie rakiet termobarycznych TOS-2. To specyficzny sprzęt dysponujący dużą siłą ognia, ale na krótkim dystansie rzędu 20 kilometrów. Co więcej, nowy i bardzo nieliczny. Do tej pory zniszczono 1. Kolumnę artylerii zamykały taktyczne rakiety balistyczne Iskander. Dobrze znana i groźna broń, która przysparza Ukraińcom wielu problemów. Działają daleko od linii frontu, więc żadna nie została stracona.

Po artylerii wyjechała trzecia i ostatnia nowość defilady, czyli cztery ciężarówki wiozące różne typy dronów wykorzystywanych w Ukrainie. Poczynając od rozpoznawczych Orłan i Zala, przez uderzeniowe krótkiego zasięgu Lancet, po dalekiego zasięgu Gieran-2. Pierwszy raz na Placu Czerwonym zaprezentowano bezzałogowce.

Następni byli bardzo skromni przeciwlotnicy jedynie z wyrzutniami systemu S-400, który znacząco stracił na wizerunku względem czasów przedwojennych. Ukraińcy dobitnie udowodnili, że jak najbardziej można go pokonać, nawet nie dysponując silnym lotnictwem, niszcząc około 20 wyrzutni i kilkanaście radarów oraz stanowisk dowodzenia.

Kolejne prezentowały się wojska powietrznodesantowe z ich specyficznymi lekkimi wozami bojowymi BMD-4 i transporterami opancerzonymi BTR-MDM, które są przystosowane do transportu powietrznego i zrzutu pod spadochronami. W praktyce okazały się one kiepskim sprzętem na taką wojnę jak ta w Ukrainie, gdzie wojska powietrznodesantowe są używane jak zmechanizowane (uzbrojone w cięższy i lepiej opancerzony sprzęt), co prowadzi do ciężkich strat. Zwłaszcza w początkowym okresie wojny.

Defiladę tradycyjnie zamykały wyrzutnie rakiet międzykontynentalnych Jars oraz kolejny przykład wiecznych prototypów, czyli trzy kołowe transportery opancerzone Bumerang. Zaprezentowano je pierwszy raz w 2015 roku tak jak Kurgańce. Analogicznie dopracowanie ich i wdrożenie do produkcji okazało się przerastać rosyjski przemysł zbrojeniowy przed wojną. W warunkach wojennych tym bardziej.

gazeta.pl

czwartek, 8 maja 2025



Putin nie spotkał się z Xi Jinpingiem na lotnisku. Wolał spotkać się z Kadyrowem na Kremlu

Na schodach samolotu chińskiego przywódcy, który przybył na paradę 9 maja, powitała go wicepremier Rosji Tatiana Golikowa.

A co w tym czasie robił Putin? Chwalił czeczeńskiego watażkę Kadyrowa za "sukcesy w rozwoju regionu w ostatnich latach": 

- Oczywiście, jako głowa republiki, możesz być zadowolony i dumny z wyników pracy wykonanej w ostatnich latach. To jest zupełnie oczywista rzecz – powiedział Putin podczas spotkania, które było transmitowane przez państwowe media. Putin podkreślił również, że "cieszy się z obecnych osiągnięć Czeczenii zarówno w gospodarce, jak i budownictwie". Według niego "nie tylko naród czeczeński, ale cały kraj może być dumny z tych sukcesów"

x.com/Bielsat_pl


Liczba rosyjskich ataków raportowanych przez Ukraińców rośnie gwałtownie od ostatniego tygodnia kwietnia. Wcześniej od początku miesiąca było to średnio w rejonie 130-150 dziennie. Na przełomie kwietnia i maja był to już poziom 200, aby teraz dotrzeć do rejonu 250. Można to interpretować dwojako: wzmożenie propagandowe przed bardzo ważnym dla Kremla świętowaniem Dnia Zwycięstwa 9 maja, albo początek kolejnego okresu znaczącej ofensywy po względnym spokoju w okresie grudzień-marzec.

Na razie nie przekłada się to na jakieś wielkie sukcesy Rosjan, ale widać ruch. Inna sprawa, że w obecnej sytuacji żadna ze stron nie jest w stanie dokonywać wielkich przełamań frontu. Dominacja dronów (w zakresie rozpoznania i uderzeń) jest tak znacząca, że praktycznie uniemożliwia większe działania wojsk zmechanizowanych. Rosjanie próbowali takich w kwietniu na przykład na Zaporożu, mając za cel zbliżenie się do miasta Orihiw. Jak pisaliśmy w ostatnim raporcie, Rosjanie mieli tam pewne sukcesy w marcu i wydawali się tworzyć dogodne warunki do uderzenia na tą ważną miejscowość. Ukraińcy zdołali jednak ustabilizować sytuację i duży skoordynowany atak z połowy kwietnia skończył się znaczną porażką Rosjan. Miało w nim brać udział kilkadziesiąt różnych pojazdów, głównie transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, którym towarzyszyły samochody terenowe oraz motocykle. Większość została zniszczona i uszkodzona przez kombinację dronów, artylerii oraz min. Zmian w kontroli terenu nie zanotowano.

Tego rodzaju ataki są rzadkością i ich efekty dobrze pokazują dlaczego. Praktycznie zawsze kończą się wysokimi stratami nieadekwatnymi do ewentualnych zysków. Standardem jest więc teraz co innego. Małe ataki liczące może kilkunastu piechurów, wykorzystujące szybkie motocykle czy samochody terenowe, ewentualnie kilka pojazdów opancerzonych gruntownie zmodyfikowanych w celu podniesienia odporności na drony FPV. Ludzi u Rosjan ciągle mnogo, więc utrata takiej grupy szturmowej to nie jest wielki problem. Jak pisaliśmy w oddzielnym tekście, rekrutów ciągle jest pod dostatkiem, choć państwo musi dużo za nich płacić. Takie ataki, ponawiane aż do skutku lub wyczerpania się zgromadzonych sił, połączone ze wsparciem lotnictwa i dronów, oraz dobrym rozpoznaniem słabiej bronionych punktów ukraińskiej obrony, to podstawa rosyjskich sukcesów.

Aktualnie takowe widać głównie w Doniecku na od miesięcy względnie stabilnym kierunku Konstantynówki. To miasto położone 45 kilometrów na wschód od często opisywanego Pokrowska, główny węzeł ukraińskiego oporu na znacznym odcinku frontu pomiędzy Pokrowskiem a Kramatorskiem. Od wschodu dostępu do niego broni jeszcze obsada Czasiw Jaru. Tam sytuacja od właściwie lutego jest względnie stabilna. Ukraińcy trzymają skrawek miasta w postaci blokowiska w jego centrum. Rosjanie jakoś na razie nie są w stanie ich z niego wypchnąć, choć kontrolują prawie całą resztę miejscowości. Gorzej jest na południe od Konstantynówki w Torecku. Jeszcze w marcu Ukraińcy dość skutecznie urządzali tam małe kontrataki i uniemożliwiali jednoznaczne opanowanie ruin miasta. W kwietniu to się jednak skończyło. Rosjanie podciągnęli posiłki, a ukraińskie siły się wyczerpały. Dzisiaj ruiny Torecka są pod rosyjską kontrolą poza miejscami skrajnymi osiedlami domków jednorodzinnych. Rosjanie atakują już ukraińskie pozycje poza nim, będąc około 12 kilometrów od Konstantynówki. Oznacza to między innymi pojawienie się nad tym ostatnim miastem rosyjskich dronów FPV, które znacząco utrudniają funkcjonowanie tam zaplecza Ukraińców.

Niedobrze dzieje się też około 20 kilometrów na zachód od Torecka, mniej więcej w połowie drogi do Pokrowska. Znajduje się tam jedynie kilka niewielkich wiosek i podmokła dolina niewielkiej rzeki Byczok. Ukraińcy zbudowali tam swój główny pas umocnień pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem wzdłuż drogi łączącej te oba miasta. Od lutego sytuacja była tam stabilna z jedynie minimalnymi zyskami Rosjan. W ostatnich dwóch tygodniach coś jednak pękło i rosyjskie wojsko zdołało dokonać zauważalny postęp. Rosyjska piechota dotarła do wsi Nowa Połtawka i Nowaoleniwka, pokonując 6-8 kilometrów od wsi Baraniwka, która była ich pozycją wyjściową. Przełamali tym samym dotychczas skuteczną obronę Ukraińców w rejonie wsi Tarasiwka i rzeki Byczok. Sytuacja ciągle wygląda na rozwojową i dopiero się dowiemy, czy Ukraińcom uda się ją szybko ustabilizować. Rosjanie wbijają w ten sposób coraz głębszy klin w ukraińską obronę pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem.

W rejonie tego ostatniego miasta Ukraińcy ciągle pewnie się trzymają po ustabilizowaniu sytuacji wczesną jesienią. W pierwszych miesiącach roku przeprowadzali tam nawet sporo małych kontrataków, okresowo odrzucając Rosjan. Po serii niewielkich korekt to w jedną, to w drugą stronę, na kierunku samego Pokrowska front właściwie ciągle stoi. Gorzej jest na południe, na liczącym około 50 kilometrów odcinku frontu do zajętej w lutym Wiełykiej Nowosiłki. Tam rosyjskie postępy są bardzo powolne, ale jednak systematycznie przesuwają linię styczności na zachód. Po zajęciu w ostatnich dniach małej osady Kotlariwka zbliżyli się na około 4 kilometry od granicy obwodu dniepropietrowskiego, w którym jeszcze nigdy ich nie było. Z militarnego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia, bo granica przebiega po prostu przez pola. Jednak wkroczenie Rosjan do nowego obwodu będzie miało znaczenie polityczne i propagandowe.

Kolejne miejsce w obwodzie donieckim, gdzie rosyjskie wojsko notuje zauważalne postępy, to okolice Siwerska na północy. Od końca bitwy o Bachmut zimą 2023 roku front przesunął się tam jedynie nieznacznie na korzyść Rosjan, głównie latem 2024 roku. W ostatnich dniach udało im się jednak zauważalnie przebić naprzód w rejonie brzegu rzeki Doniec, wychodząc od opanowanej w lutym wsi Bilochoriwka, gdzie Ukraińcy bronili się właściwie dwa lata. Teraz ich piechotę zauważono w Hrychoriwka około 4 kilometrów na zachód. Czy tam się utrzymają, nie ma pewności, ale front w tym rejonie zauważalnie drgnął po naprawdę długiej stabilności.

Około 40 kilometrów na północ, na samym północnym skraju obwodu donieckiego, jest kolejny obszar, w którym Ukraińcom w ciągu ostatniego miesiąca coś się wyraźnie rozsypało. To pola na zachód od rzeki Żerebiec, w rejonie wsi Iwaniwka, Nowe czy Kateryniwka. Tę pierwszą Rosjanie uchwycili jeszcze lutym, przekraczając rzekę. Pod koniec marca gwałtownie się z niej wyrwali na zachód i na przestrzeni kwietnia znacząco rozszerzyli swój stan posiadania na polach na zachód i północny zachód od niej, posuwając się naprzód o 8-10 kilometrów.

Dalej na północ na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego sytuacja pozostaje stabilna. Rosjanie nie osiągnęli większych sukcesów w budowaniu swojego przyczółka po zachodniej stronie rzeki Oskił w rejonie Kupiańska, o czym było więcej mowy w lutym i marcu.

gazeta.pl


Władze rosyjskie prawdopodobnie przetestują swoją zdolność do całkowitego odłączenia dużych obszarów Rosji od internetu 9 maja pod pretekstem ochrony rosyjskich obchodów Dnia Zwycięstwa. Urzędnicy w republikach Czuwaszji i Tatarstanu oraz w obwodach Woroneża i Tweru ostrzegli 7 maja, że ​​władze mogą ograniczyć korzystanie z sieci komórkowych w celu „zapewnienia bezpieczeństwa” 9 maja. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzegł 7 maja, że ​​władze miasta i obwodu moskiewskiego mogą nałożyć „ograniczenia” na działanie mobilnego internetu podczas obchodów Dnia Zwycięstwa „z oczywistych powodów” i stwierdził, że Rosjanie „muszą traktować to z całkowitym zrozumieniem”. Kilka rosyjskich banków i internetowy gigant Yandex ostrzegły, że odłączenie prawdopodobnie wpłynie na dostęp Rosjan do usług bankowych, taksówkarskich, kurierskich i transportu publicznego, szczególnie w mieście i obwodzie moskiewskim. Władze rosyjskie okresowo testują swój system Suwerennego Internetu, który pozwala Rosji całkowicie odłączyć się od globalnego internetu i coraz bardziej cenzurować zdolność Rosjan do komunikowania się i uzyskiwania dostępu do informacji. W pierwszych miesiącach 2025 roku wzrosła liczba doniesień o znaczących przerwach w działaniu rosyjskiego internetu, a rosyjskie władze prawdopodobnie będą chciały wykorzystać święto 9 maja do przeprowadzenia szeroko zakrojonego testu systemu Suwerennego Internetu bez napotykania znaczącego sprzeciwu ze strony Rosjan. Kreml prawdopodobnie będzie również starał się uniemożliwić Rosjanom rozpowszechnianie zdjęć i materiałów filmowych przedstawiających zniszczenia i pożary powstałe w wyniku możliwych ukraińskich uderzeń dalekiego zasięgu 9 maja, aby nie zniszczyć fasady, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie jest bliskie już w Dniu Zwycięstwa — mimo że Rosja nie ma żadnych znaczących sukcesów na polu bitwy, którymi mogłaby się pochwalić podczas święta w 2025 roku.

Władze rosyjskie przetestowały już możliwość tymczasowego odłączenia się od internetu podczas ostatnich ukraińskich ataków dronów dalekiego zasięgu na Rosję i prawdopodobnie zamierzają informacyjnie powiązać te planowane 9 maja odłączenia z faktycznymi ukraińskimi atakami dronów jako część wysiłków mających na celu złagodzenie wszelkiego sprzeciwu wobec odłączenia przed 9 maja. Rosyjskie media podały, że ponad 30 rosyjskich miast, w tym w Jarosławiu, Twerze, Moskwie, Niżnym Nowogrodzie, Tule, Leningradzie, Kałudze i obwodzie kurskim, doświadczyło trudności z połączeniem się z internetem podczas ukraińskich ataków dronów 7 maja, a cały Sarańsk i kilka innych miejscowości w Republice Mordowii zostało całkowicie odłączonych od internetu. Mieszkańcy Moskwy skarżą się na powszechne przerwy w dostępie do internetu mobilnego od 5 maja, co władze rosyjskie tłumaczą przygotowaniami do obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja. Źródło w rosyjskim Telegramie podało 25 kwietnia, że ​​rosyjskie władze zamknęły dostęp do mobilnego internetu na okupowanym Krymie z powodu ukraińskich ataków dronów i stwierdziło, że środek ten był nieskuteczny, powodując jedynie problemy dla rosyjskich władz, które polegają na internecie w celach komunikacyjnych. Rosyjskie władze prawdopodobnie będą nadal odłączać duże obszary Rosji od sieci mobilnego internetu podczas ukraińskich ataków dalekiego zasięgu, aby kontynuować testowanie systemu Sovereign Internet, a po drugie, uniemożliwić Rosjanom natychmiastowe rozpowszechnianie raportów, obrazów i materiałów filmowych przedstawiających rezultaty tych ukraińskich ataków.

(...)

Prezydent Rosji Władimir Putin najwyraźniej odrzucił niedawną prośbę szefa Czeczeńskiej Republiki Ramzana Kadyrowa o rezygnację ze stanowiska. Putin i Kadyrow spotkali się 7 maja, aby omówić kwestie społeczno-ekonomiczne w Czeczeńskiej Republice. Kadyrow zakończył spotkanie, dziękując Putinowi za pozytywną ocenę wysiłków Czeczenów w zakresie generowania sił i udziału sił czeczeńskich w wojnie Rosji na Ukrainie. Kadyrow oświadczył, że „nie zawiedziemy [Putina]”, na co Putin odpowiedział: „nie mam wątpliwości”, sugerując, że Putin oczekuje, że Kadyrow będzie nadal przewodził republice. Kadyrow wyraził chęć rezygnacji ze stanowiska 5 maja w wywiadzie dla Chechnya Segodnya, ale zauważył 6 maja, że ​​tylko Putin może autoryzować tę decyzję.

understandingwar.org

środa, 7 maja 2025



28 kwietnia tuż po południu z hiszpańskiego systemu elektroenergetycznego "wypadła" większa część produkcji energii. Hiszpania pociągnęła za sobą Portugalię, której system jest mocno powiązany z hiszpańskim. Przywracanie pracy trwało wiele godzin. Przez całe poniedziałkowe popołudnie oba kraje były w dużej mierze pozbawione elektryczności, nie działały pociągi, metro, zamknięto szkoły. 

Premier powiedział w parlamencie, że na teraz wiadomo, że "dokładnie o godzinie 12:33 wystąpiła seria anomalii, które w ciągu zaledwie kilku sekund zdestabilizowały system elektryczny". - Wstępne informacje techniczne mówią nam, że zakłócenia zostały po raz pierwszy zarejestrowane w południowej Hiszpanii. Kilka sekund później wystąpiły dwa kolejne, tym razem w południowo-zachodniej części kraju - powiedział. System wytrzymał pierwsze zakłócenie, ale po kolejnym doszło do kaskadowej awarii. 

Co było przyczyną zakłóceń? Tego wciąż nie wiadomo. Rząd zlecił operatorowi sieci energetycznej oraz firmom z sektora przeprowadzenie "dokładnej analizy", powołano też specjalny komitet. Osobny raport ma powstać w Brukseli. Premier podkreślił, że do przeanalizowania są miliony danych i "nie będziemy wyciągać pochopnych wniosków".

Sanchez przekonywał parlamentarzystów i obywateli, że mimo awarii system i tak wykazał się odpornością. Po pierwsze zabezpieczenia pozwoliły uniknąć trwałych uszkodzeń infrastruktury, które spowodowałyby, że awaria byłaby dużo trudniejsza w naprawie. Po drugie - jak twierdził premier - Hiszpania, z pomocą sąsiadów, bardzo dobrze poradziła sobie z niezwykle trudną operacją przywracania pracy sieci od zera. Chwalił też służby i społeczeństwo za reakcję na blackout. Podkreślił, że zadziałały systemy bezpieczeństwa i np. nie zabrakło prądu w szpitalach, ruch lotniczy i morski działał bez większych zakłóceń.

gazeta.pl


Po tygodniu od podpisania tzw. umowy surowcowej między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Ukrainą możemy już pokusić się o pierwsze wnioski.

Specjalnie odczekałem chwilę, aby upewnić się czy na pewno komunikaty Kijowa będą takie same jak te z Waszyngtonu, bo właśnie dzięki ukraińskim władzom mogliśmy zapoznać się z treścią dokumentu. Dementi nie było, wobec czego po kilku miesiącach napięć rozpoczętych jeszcze w Monachium, a pogłębionych fatalnym spotkaniem w Gabinecie Owalnym, w końcu osiągnięto porozumienie.

Obecna umowa, którą sekretarz skarbu Scott Bessent nazwał "historycznym partnerstwem gospodarczym" zasadniczo różni się od amerykańskich propozycji z lutego, a także wychodzi naprzeciw ukraińskim oczekiwaniom. Jest bardziej szczegółowa od tych pierwszych, a także nie ma charakteru wymuszenia rozbójniczego, które widoczne było w późniejszych wersjach, ale po kolei.

Rzeczywista nazwa dokumentu to "Umowa o ustanowieniu Amerykańsko-ukraińskiego Inwestycyjnego Funduszu Odbudowy Ukrainy". Całość ma składać się z trzech dokumentów, jednego ramowego i dwóch technicznych, powinna zostać wkrótce (8 maja) ratyfikowana przez ukraiński parlament - Werchowną Radę. Zobowiązanie do zgodności z konstytucją oraz uprzednio zawartymi umowami międzynarodowymi z Unią Europejską, to kolejne novum, którego wcześniejsza wersja nie miała.

Ponad to Ukraina zachowuje własność swoich przedsiębiorstw oraz zasobów naturalnych i to ona sama wskazuje, które złoża mają być eksploatowane w ramach funduszu. Umowa dotyczy jedynie przyszłych licencji eksploatacyjnych, a nie już istniejących, co jest szalenie ważne. Szczególnie, że Amerykanie zamierzają przekazać Ukraińcom odpowiednie technologie. Przez pierwszych 10 lat zyski z nowych źródeł muszą być wydatkowane na odbudowę Ukrainy, a dopiero po tym okresie strony będą się nimi dzielić po równo.

Ta równowaga obowiązuje też we władzach funduszu, sprawowanych w takim samym udziale przez Amerykanów i Ukraińców. Kasę instytucji zasilać będą również po równo, z czego Ukraina może to robić z tantiem pochodzących z licencji wydobywczych, a USA wpłacać środki lub przekazywać pomoc wojskową, co policzone będzie jako jej wkład. Środki pieniężne przeznaczone będą wyłącznie do wydobycia surowców lub do odbudowy infrastruktury.

Amerykanie otrzymali więc dostęp do  ukraińskich surowców, choć nie wyklucza to udziału firm trzecich, chyba że były one związane lub w jakiś sposób pomagały w prowadzeniu rosyjskiej agresji. Co więcej, mimo że nie wymieniono wprost gwarancji bezpieczeństwa, to jednak zapisano mechanizm wsparcia wojskowego, które odbywać się będzie w ramach przyszłych zysków, bez obciążania bieżącego budżetu państwowego. Nie ma też żadnych zapisów o rzekomych ukraińskich długach albo konieczności zapłaty za już przekazaną pomoc.

Dodatkowo, przychody z eksploatacji surowców pozostaną de facto na Ukrainie, a korzyścią będzie to, że amerykańskie firmy wydobędą surowce, które zostaną wykorzystane w ich przemyśle lub odsprzedane dalej. Przy czym mowa cały czas o złożach, które obecnie pozostają poza zasięgiem rządu ukraińskiego. Można domyślać się, że są nierozpoznane, ich wydobycie jest nieopłacalne, albo znajdują się pod okupacją rosyjską.

Takie zapisy stanowią kompromis, który jednak jest wyraźnie bardziej korzystny dla Ukrainy. Zełenski nie tylko wytrzymał kilkumiesięczną, brutalną amerykańską presję, ale też uzyskał warunki dużo lepsze od wyjściowych. Amerykanie kilkukrotnie próbowali przymusić go do podpisania dokumentów, ale bez efektu. Mimo wstrzymania pomocy wojskowej, faworyzowania Rosji w negocjacjach pokojowych i ciągłej presji ukraińskie władze obróciły zaistniałą sytuację na własną korzyść.

Przez ten czas amerykańska polityka appeasementu wobec Rosji doszła do ściany, kończąc się kompletną porażką. Mimo wielu ustępstw i hojnej oferty współpracy, Kreml odrzucił propozycję zawieszenia działań zbrojnych na okres 30 dni. Waszyngton prawdopodobnie nie uzyskał też istotnego rosyjskiego wsparcia w próbie sił z Iranem. To nieuchronne rozczarowanie zbiegło się w czasie z wizytą Donalda Trumpa w Watykanie, do którego przybył aby wziąć udział w pogrzebie papieża Fraciszka.

To właśnie przy tej okazji Trump spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim, z którym odbył rozmowę w cztery oczy. Krótko później Ukraina zaczęła deklarować wolę bezwarunkowego zawieszenia działań, a minister gospodarki Julia Swyrydenko poleciała do Waszyngtonu by wraz ze Scottem Bessentem podpisać umowę surowcową. W kolejnych dniach amerykańska postawa wobec Rosji zaczęła się zmieniać na bardziej asertywną.

Zarówno Donald Trump, jak i jego współpracownicy, zaczęli wyrażać niezadowolenie z postawy Kremla. Ostrzegać, że w razie braku postępów USA gotowe są wycofać się z negocjacji. Następnie wyraźnie zasugerowano, że możliwe jest nałożenie sankcji wtórnych po to, by przymusić Rosję do podjęcia rzeczywistych negocjacji. Donald Trump kilkukrotnie wspominał o obniżeniu cen ropy, do czego faktycznie doszło po decyzji kartelu OPEC+ o drugim z kolei zwiększeniu wydobycia. Cena baryłki ropy Brent spadła poniżej 60 USD (WTI 56 USD) notując poziomy niewidziane od początku pełnoskalowej inwazji.

Jednocześnie amerykański Kongres otrzymał z Białego Domu notyfikację, ws. sprzedaży Ukrainie sprzętu wojskowego o wartości przynajmniej 50 mln USD (lub więcej). Kilka dni później Departament Stanu poinformował jeszcze o zgodzie na sprzedaż kolejnego pakietu o wartości 310.5 mln USD, na który składać się mają szkolenia dla pilotów oraz modyfikacje, części, naprawa i konserwacja samolotów F-16. To pierwsze takie decyzje w tej kadencji Donalda Trumpa. Wszelkie amerykańskie dostawy wojskowe były jak dotąd realizowane na mocy działań podjętych jeszcze przez Joego Bidena.

W ten sposób, po czterech miesiącach pozbawionych sensu działań, doszliśmy do momentu, w którym zmuszeni przez własną nieskuteczność Amerykanie postanowili sięgnąć po przysłowiowy kij w relacjach z Moskwą. 

x.com/FilippDM

wtorek, 6 maja 2025



Jak donosi agencja, choć nie wiadomo kiedy dokładnie Hegseth wydał ustny rozkaz wstrzymania dostaw broni, doprowadziło to do anulowania 11 lotów z transportem amerykańskiej broni i amunicji z baz w Delaware i Katarze, co miało kosztować Pentagon ponad 2 mln dol.

Według źródeł, na które powołują się autorzy tekstu, Hegseth wydał rozkaz po spotkaniu w Gabinecie Owalnym, na którym dyskutowano na temat wojny w Ukrainie, lecz nie podjęto żadnych decyzji, zaś Trump o wstrzymaniu transportu dowiedział się dopiero później.

Na spotkaniu Hegseth, były prezenter telewizji śniadaniowej Fox News, miał mieć notatkę przygotowaną przez jego doradców wzywającą do wstrzymania dostaw broni, by zwiększyć nacisk na Ukrainę w sprawie negocjacji pokojowych.

Ostatecznie — pisze Reuters — dostawy zostały przywrócone w ciągu tygodnia, a według jednego z rozmówców agencji stało się to po interwencji zwolnionego w ubiegłym tygodniu doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Mike'a Waltza, który miał dowiedzieć się o sprawie od urzędników Pentagonu. Rozkaz Hegsetha miał wywołać zamieszanie, a także obawy Kijowa, jednak Ukraińcom po fakcie powiedziano, że przerwa w dostawach była wynikiem "wewnętrznej polityki" — pisze Reuters.

Część źródeł agencji twierdzi, że Hegseth źle zinterpretował wyniki dyskusji w Białym Domu. Agencja zwraca jednak uwagę, że doradcy szefa Pentagonu — a wśród nich byli doradcy m.in. wiceprezydenta J.D. Vance'a — za kulisami lobbują za zmniejszeniem wsparcia dla Ukrainy.

Reuters podkreśla też, że w departamencie obrony pod rządami Hegsetha i jego niedoświadczonych współpracowników panuje chaos i toczą się walki frakcyjne.

Pomoc wojskowa dla Kijowa została ponownie wstrzymana na tydzień w marcu, po kłótni prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z Trumpem i Vance'em w Białym Domu, lecz od tego czasu jest kontynuowana. Jest to jednak broń z pakietów zatwierdzonych jeszcze przez prezydenta Joe Bidena.

Biały Dom nie skomentował wprost tej sprawy, lecz nie zaprzeczył doniesieniom agencji.

— Negocjacje w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej są złożoną i płynną sytuacją. Nie będziemy szczegółowo omawiać każdej rozmowy między najwyższymi urzędnikami administracji w trakcie całego procesu — powiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

PAP

poniedziałek, 5 maja 2025



Prezydent Rosji Władimir Putin wskazał, że Rosja podtrzymuje pierwotne cele wojny na Ukrainie, które są równoznaczne z poddaniem się Ukrainy, pomimo trwających negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Dziennikarz kremlowski Pavel Zarubin opublikował 4 maja dokument na rosyjskim kanale telewizyjnym Rossiya 1 o Putinie, w którym Putin twierdził, że Rosja ma wystarczająco dużo siły roboczej i materiałów, aby doprowadzić wojnę na Ukrainie do „logicznego zakończenia z wynikiem, którego Rosja potrzebuje”. Putin twierdził również, że pojednanie Rosji z ukraińską częścią narodu rosyjskiego jest „nieuniknione”. Putin wielokrotnie twierdził, że naród ukraiński jest po prostu podzbiorem Rosjan, a nie wyraźnie odrębnym narodem, aby uzasadnić inwazję Rosji na Ukrainę i okupację terytorium i narodu ukraińskiego. Rosyjskie media państwowe szczególnie podkreśliły, że Putin wcześniej wysunął fałszywe twierdzenie, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem. Wypowiedzi Putina wskazują, że Rosja nadal ocenia, że ​​może osiągnąć swoje pierwotne cele pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, które obejmują demilitaryzację Ukrainy, zainstalowanie prorosyjskiego rządu na Ukrainie, zmuszenie Ukrainy do porzucenia aspiracji do przystąpienia do NATO i innych bloków bezpieczeństwa oraz zmuszenie Ukrainy do poczynienia ogromnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji, w tym części Ukrainy, których Rosja obecnie nie okupuje. Te żądania są równoznaczne z całkowitą kapitulacją Ukrainy. Rosja prawdopodobnie będzie kontynuować wysiłki na rzecz osiągnięcia tych celów za pomocą środków wojskowych i dyplomatycznych, ponieważ rosyjscy urzędnicy kontynuują próby wykorzystania zdobyczy z pola bitwy do wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej.

Putin podkreślił krajowe poparcie dla wojny i promował ideę poświęcenia na linii frontu i na froncie wewnętrznym, prawdopodobnie w celu przygotowania rosyjskiego społeczeństwa do dłuższej wojny na Ukrainie i potencjalnych przyszłych konfrontacji z Zachodem. Putin powiedział Zarubinowi, że rosyjskie społeczeństwo zareagowało pozytywnie na inwazję na Ukrainę i że każdy obywatel zdał sobie sprawę, że „on jest państwem”, a przetrwanie Rosji zależy od każdej jednostki. Putin stwierdził, że Rosja jest krajem „wartości moralnych i etycznych” i że podstawą rosyjskiego sumienia jest „rodzina, państwo i przyszłość Rosji”. Putin próbuje w szczególności ująć poparcie rosyjskiej opinii publicznej dla wojny w ramy wspólnych wartości, pomimo że Kreml polega na zachętach finansowych, aby rekrutować większość personelu wojskowego i utrzymywać wysiłek wojenny. Putin oskarżył Zachód po raz kolejny o „oszukiwanie” Rosji po porozumieniach mińskich z 2015 r., prawdopodobnie w celu przekonania rosyjskiej publiczności, że Rosja nie może negocjować z Zachodem i musi kontynuować wojnę.

Wypowiedzi Putina w całym dokumencie wskazują, że Putin prawdopodobnie nie zamierza spowalniać działań ofensywnych ani przechodzić do działań defensywnych na Ukrainie, a zamiast tego próbuje ideologicznie przygotować krajowe społeczeństwo rosyjskie do długiej wojny. ISW wcześniej ocenił, że rosyjscy urzędnicy ustalają warunki, aby utrzymać długą wojnę i uzasadnić przyszłą agresję przeciwko Ukrainie i NATO. Rosyjscy urzędnicy również konsekwentnie zintensyfikowali wysiłki na rzecz militaryzacji rosyjskiego społeczeństwa od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, co dodatkowo wskazuje, że Rosja przygotowuje się do przedłużającego się konfliktu. Rosyjscy urzędnicy są zaangażowani w długoterminowe wysiłki na rzecz skonsolidowania kontroli nad rosyjskim społeczeństwem weteranów i awansowania kadry lojalnych weteranów na stanowiska w regionalnym i federalnym rządzie Rosji. Putin oficjalnie ogłosił rok 2025 „Rokiem Obrońcy Ojczyzny” po uruchomieniu niezliczonych inicjatyw militarystycznych w latach 2023 i 2024, mających na celu zapewnienie weteranom wsparcia socjalnego i finansowego oraz wzmocnienie narracji państwa rosyjskiego, zgodnie z którą weterani są nową „elitarną” klasą. Rosja inwestuje również znaczne środki w wojskowo-patriotyczną edukację rosyjskiej młodzieży, co pokazuje, że Kreml jest zainteresowany stworzeniem nowego pokolenia zmilitaryzowanych, lojalnych obywateli w perspektywie średnio- i długoterminowej.

understandingwar.org