piątek, 9 maja 2025



Prezydent Francji i premier Polski złożyli podpisy pod nową umową między obydwoma państwami. Po tej uroczystości wygłosili krótkie oświadczenie. - To traktat przyjaźni. Przyjaźń polsko-francuska to sojusz serca - podkreślił na początku wspólnej konferencji prezydent Francji. Emmanuel Macron mówił, że na obu państwach "ciąży odpowiedzialność za pokój i bezpieczeństwo na naszym kontynencie, które od 10 lat podważa napaścią na Ukrainę Rosja". - Polska sprawuje prezydencję w Radzie Unii Europejskiej. Postanowiliśmy wspólnie, wraz z innymi partnerami w Europie, że będziemy wspólnie brać odpowiedzialność za naszą własną obronę. Mamy takie strategiczne przebudzenie w tej sprawie. Chcemy zaangażować jak najwięcej środków w budowę europejskiego przemysłu obronnego - zapewniał Macron. Prezydent podkreślił, że "otwieramy nową kartę historii, a traktat przyczyni się do wzmocnienia autonomii strategicznej". - Zawarliśmy tu klauzule wzajemnej obrony i pomocy, co jest przedłużeniem umowy w NATO i Unii Europejskiej. To prawdziwie zintegrowane partenrstwo - dodał prezydent. Zapewnił, że Paryż i Warszawa będą współpracować m.in. przy odpieraniu cyberataków i zacieśnią więzi gospodarcze.

- Jestem poruszony twoimi słowami, współpracujemy od wielu lat. Dzisiaj wykorzystujemy nasze doświadczenie i przyjaźń do tego, żeby między naszymi państwami i narodami utrwalić coś, co jest dobrą tradycją: przyjaźń i współpracę. Utrwalić i wzmocnić coś, co jest warunkiem przetrwania w tych trudnych czasach: bezpieczeństwo - mówił premier Polski. Donald Tusk przyznał, że "nie chodzi tylko o powtarzanie tych dobrych zaklęć o przyjaźni i dobrej historii". - Nasze relacje zawsze były nacechowane czymś szczególnym i pozytywnym. Historia nauczyła też Europę, że za dobrymi uczuciami muszą iść także twarde konkrety. Nasze narody będą się czuły bezpiecznie, nie kiedy będziemy o tym mówili, ale gdy nasze państwa i polityczne elity będą każdego dnia ciężko pracowały, aby bezpieczeństwo stało się materialnym faktem - podkreślił szef rządu. Tusk podkreślił, że datę podpisania traktatu wybrano nie przez przypadek - 80 lat po zakończeniu II wojny światowej. 

Prezydent Emmanuel Macron i premier Donald Truk podpisali w Nancy traktat o wzmocnionej przyjaźni i współpracy. Pałac Elizejski podkreślał historyczną wagę tego wydarzenia, które świadczy o zacieśniających się relacjach na linii Paryż-Warszawa. Traktat z Nancy zastąpił poprzednią francusko-polską umowę z 1991 roku, której celem było wspieranie unijnych dążeń Polski. Francuzi dodali, że po raz pierwszy Francja podpisze taki dokument z krajem niebędącym jej sąsiadem. Stąd mowa o "traktacie premium". 

gazeta.pl


Przemarsz współczesnego sprzętu zaczął się od lekko opancerzonych pojazdów terenowych, takich jak Tigr-M, różnych przedstawicieli rodziny Tajfun czy opancerzonej sanitarki Linza. Wszystkich bardzo mało widocznych albo praktycznie niewidocznych na wojnie w Ukrainie. Większość zanotowanych przypadków ich użycia i strat to początkowy okres wojny. Teraz pojawiają się raczej incydentalnie. Nigdy nie były sprzętem masowo produkowanym i masowo używanym.

Następne wjechały cięższe bojowe wozy piechoty. Na początek najstarsze BRM-1KM, czyli wersja rozpoznawcza zabytkowych BMP-1, zmodyfikowanych poprzez budżetowe rozwiązanie, czyli montaż wieży z kołowego transportera opancerzonego BTR-82. Za nimi jechała następna generacja, czyli BMP-2 w zmodernizowanej wersji M. Ten pierwszy prawie w ogóle niespotykany na froncie i wyprodukowany w symbolicznych ilościach, drugi nieco liczniejszy, ale nadal stanowiący mały ułamek bwp używanych na froncie. Następna jechała kolejna generacja, czyli standardowe BMP-3, które są jak najbardziej szeroko używane w Ukrainie. Około 600 zostało zniszczonych, ale w ostatnich miesiącach pojawiają się coraz rzadziej w zestawieniach strat. Kolumnę bwp zamykały nieprzemijające prototypy Kurganiec-25, czyli pojazdy, które miały być nową generacją rosyjskich bojowych wozów piechoty. Program ich stworzenia trapią jednak liczne problemy, których od ponad dekady nie udało się przezwyciężyć, a w warunkach wojennych nie ma pieniędzy oraz woli, aby skupiać się na tym trudnym temacie.

Kolejne pojawiły się czołgi. Najpierw najnowsze wcielenie klasycznych T-72 o oznaczeniu B3, które stanowiły początkowo trzon rosyjskich wojsk pancernych wkraczających do Ukrainy. Jeden z dwóch typów ciągle wytwarzanych przez zakłady Uralwagonozawod w Niżnym Tagile, jedynej fabryce czołgów w Rosji. Choć teraz w zubożonej i zmodyfikowanej wersji względem tej przedwojennej. Rosjanie stracili ich już prawie tysiąc. Następne jechały T-80BWM, czyli najnowsza modernizacja radzieckich T-80. W Ukrainie najczęściej używane są te wozy w ich starszych wersjach. Nie ma ich produkcji, jedynie modernizacje przy okazji napraw pojazdów uszkodzonych albo wyciągniętych z radzieckich składów. Kolumnę czołgów zamykały najnowsze T-90M, czyli głęboka modernizacja T-72. Drugi typ czołgów ciągle produkowanych w Uralwagonozawodzie. Ciągle relatywnie rzadki widok w Ukrainie w tłumie starszych czołgów. Do tej pory stracono ich niecałe 100.

Po czołgach pojawiła się artyleria. Na początek klasyczne działo samobieżne Msta-S, które na froncie występuje w wersjach radzieckiej i zmodernizowanej rosyjskiej. Częsty widok na wojnie i najczęściej tracony typ tego rodzaju sprzętu. Kolejne pojawiły się dwie nowości. Kołowe działa Malwa i Hiacynt-K kalibru 152 mm. Bardzo podobne, bo z takim samym podwoziem, ale różniące się zastosowaną armatą. Ta druga ma ją nieco dłuższą, co daje większy zasięg. Pojedyncze sztuki Malwy pojawiły się na froncie, poczynając od ubiegłego roku, a jedna została zniszczona. Być może gorącym wnioskiem był za krótki zasięg, dlatego szybko pojawiła się wersja Hiacynt-K, której w Ukrainie jeszcze nie widziano.

Następna na plac wjechała artyleria rakietowa. Najpierw Tornado-S, czyli wyrzutnie ciężkich rakiet naprowadzanych o zasięgu rzędu 120 km. Groźna broń, choć na szczęście relatywnie nieliczna. Używana do ataków na najcenniejsze cele na ukraińskim zapleczu. Do tej pory Ukraińcom nie udało się upolować ani jednej. Kolejne były ciężkie wyrzutnie rakiet termobarycznych TOS-2. To specyficzny sprzęt dysponujący dużą siłą ognia, ale na krótkim dystansie rzędu 20 kilometrów. Co więcej, nowy i bardzo nieliczny. Do tej pory zniszczono 1. Kolumnę artylerii zamykały taktyczne rakiety balistyczne Iskander. Dobrze znana i groźna broń, która przysparza Ukraińcom wielu problemów. Działają daleko od linii frontu, więc żadna nie została stracona.

Po artylerii wyjechała trzecia i ostatnia nowość defilady, czyli cztery ciężarówki wiozące różne typy dronów wykorzystywanych w Ukrainie. Poczynając od rozpoznawczych Orłan i Zala, przez uderzeniowe krótkiego zasięgu Lancet, po dalekiego zasięgu Gieran-2. Pierwszy raz na Placu Czerwonym zaprezentowano bezzałogowce.

Następni byli bardzo skromni przeciwlotnicy jedynie z wyrzutniami systemu S-400, który znacząco stracił na wizerunku względem czasów przedwojennych. Ukraińcy dobitnie udowodnili, że jak najbardziej można go pokonać, nawet nie dysponując silnym lotnictwem, niszcząc około 20 wyrzutni i kilkanaście radarów oraz stanowisk dowodzenia.

Kolejne prezentowały się wojska powietrznodesantowe z ich specyficznymi lekkimi wozami bojowymi BMD-4 i transporterami opancerzonymi BTR-MDM, które są przystosowane do transportu powietrznego i zrzutu pod spadochronami. W praktyce okazały się one kiepskim sprzętem na taką wojnę jak ta w Ukrainie, gdzie wojska powietrznodesantowe są używane jak zmechanizowane (uzbrojone w cięższy i lepiej opancerzony sprzęt), co prowadzi do ciężkich strat. Zwłaszcza w początkowym okresie wojny.

Defiladę tradycyjnie zamykały wyrzutnie rakiet międzykontynentalnych Jars oraz kolejny przykład wiecznych prototypów, czyli trzy kołowe transportery opancerzone Bumerang. Zaprezentowano je pierwszy raz w 2015 roku tak jak Kurgańce. Analogicznie dopracowanie ich i wdrożenie do produkcji okazało się przerastać rosyjski przemysł zbrojeniowy przed wojną. W warunkach wojennych tym bardziej.

gazeta.pl

czwartek, 8 maja 2025



Putin nie spotkał się z Xi Jinpingiem na lotnisku. Wolał spotkać się z Kadyrowem na Kremlu

Na schodach samolotu chińskiego przywódcy, który przybył na paradę 9 maja, powitała go wicepremier Rosji Tatiana Golikowa.

A co w tym czasie robił Putin? Chwalił czeczeńskiego watażkę Kadyrowa za "sukcesy w rozwoju regionu w ostatnich latach": 

- Oczywiście, jako głowa republiki, możesz być zadowolony i dumny z wyników pracy wykonanej w ostatnich latach. To jest zupełnie oczywista rzecz – powiedział Putin podczas spotkania, które było transmitowane przez państwowe media. Putin podkreślił również, że "cieszy się z obecnych osiągnięć Czeczenii zarówno w gospodarce, jak i budownictwie". Według niego "nie tylko naród czeczeński, ale cały kraj może być dumny z tych sukcesów"

x.com/Bielsat_pl


Liczba rosyjskich ataków raportowanych przez Ukraińców rośnie gwałtownie od ostatniego tygodnia kwietnia. Wcześniej od początku miesiąca było to średnio w rejonie 130-150 dziennie. Na przełomie kwietnia i maja był to już poziom 200, aby teraz dotrzeć do rejonu 250. Można to interpretować dwojako: wzmożenie propagandowe przed bardzo ważnym dla Kremla świętowaniem Dnia Zwycięstwa 9 maja, albo początek kolejnego okresu znaczącej ofensywy po względnym spokoju w okresie grudzień-marzec.

Na razie nie przekłada się to na jakieś wielkie sukcesy Rosjan, ale widać ruch. Inna sprawa, że w obecnej sytuacji żadna ze stron nie jest w stanie dokonywać wielkich przełamań frontu. Dominacja dronów (w zakresie rozpoznania i uderzeń) jest tak znacząca, że praktycznie uniemożliwia większe działania wojsk zmechanizowanych. Rosjanie próbowali takich w kwietniu na przykład na Zaporożu, mając za cel zbliżenie się do miasta Orihiw. Jak pisaliśmy w ostatnim raporcie, Rosjanie mieli tam pewne sukcesy w marcu i wydawali się tworzyć dogodne warunki do uderzenia na tą ważną miejscowość. Ukraińcy zdołali jednak ustabilizować sytuację i duży skoordynowany atak z połowy kwietnia skończył się znaczną porażką Rosjan. Miało w nim brać udział kilkadziesiąt różnych pojazdów, głównie transporterów opancerzonych i bojowych wozów piechoty, którym towarzyszyły samochody terenowe oraz motocykle. Większość została zniszczona i uszkodzona przez kombinację dronów, artylerii oraz min. Zmian w kontroli terenu nie zanotowano.

Tego rodzaju ataki są rzadkością i ich efekty dobrze pokazują dlaczego. Praktycznie zawsze kończą się wysokimi stratami nieadekwatnymi do ewentualnych zysków. Standardem jest więc teraz co innego. Małe ataki liczące może kilkunastu piechurów, wykorzystujące szybkie motocykle czy samochody terenowe, ewentualnie kilka pojazdów opancerzonych gruntownie zmodyfikowanych w celu podniesienia odporności na drony FPV. Ludzi u Rosjan ciągle mnogo, więc utrata takiej grupy szturmowej to nie jest wielki problem. Jak pisaliśmy w oddzielnym tekście, rekrutów ciągle jest pod dostatkiem, choć państwo musi dużo za nich płacić. Takie ataki, ponawiane aż do skutku lub wyczerpania się zgromadzonych sił, połączone ze wsparciem lotnictwa i dronów, oraz dobrym rozpoznaniem słabiej bronionych punktów ukraińskiej obrony, to podstawa rosyjskich sukcesów.

Aktualnie takowe widać głównie w Doniecku na od miesięcy względnie stabilnym kierunku Konstantynówki. To miasto położone 45 kilometrów na wschód od często opisywanego Pokrowska, główny węzeł ukraińskiego oporu na znacznym odcinku frontu pomiędzy Pokrowskiem a Kramatorskiem. Od wschodu dostępu do niego broni jeszcze obsada Czasiw Jaru. Tam sytuacja od właściwie lutego jest względnie stabilna. Ukraińcy trzymają skrawek miasta w postaci blokowiska w jego centrum. Rosjanie jakoś na razie nie są w stanie ich z niego wypchnąć, choć kontrolują prawie całą resztę miejscowości. Gorzej jest na południe od Konstantynówki w Torecku. Jeszcze w marcu Ukraińcy dość skutecznie urządzali tam małe kontrataki i uniemożliwiali jednoznaczne opanowanie ruin miasta. W kwietniu to się jednak skończyło. Rosjanie podciągnęli posiłki, a ukraińskie siły się wyczerpały. Dzisiaj ruiny Torecka są pod rosyjską kontrolą poza miejscami skrajnymi osiedlami domków jednorodzinnych. Rosjanie atakują już ukraińskie pozycje poza nim, będąc około 12 kilometrów od Konstantynówki. Oznacza to między innymi pojawienie się nad tym ostatnim miastem rosyjskich dronów FPV, które znacząco utrudniają funkcjonowanie tam zaplecza Ukraińców.

Niedobrze dzieje się też około 20 kilometrów na zachód od Torecka, mniej więcej w połowie drogi do Pokrowska. Znajduje się tam jedynie kilka niewielkich wiosek i podmokła dolina niewielkiej rzeki Byczok. Ukraińcy zbudowali tam swój główny pas umocnień pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem wzdłuż drogi łączącej te oba miasta. Od lutego sytuacja była tam stabilna z jedynie minimalnymi zyskami Rosjan. W ostatnich dwóch tygodniach coś jednak pękło i rosyjskie wojsko zdołało dokonać zauważalny postęp. Rosyjska piechota dotarła do wsi Nowa Połtawka i Nowaoleniwka, pokonując 6-8 kilometrów od wsi Baraniwka, która była ich pozycją wyjściową. Przełamali tym samym dotychczas skuteczną obronę Ukraińców w rejonie wsi Tarasiwka i rzeki Byczok. Sytuacja ciągle wygląda na rozwojową i dopiero się dowiemy, czy Ukraińcom uda się ją szybko ustabilizować. Rosjanie wbijają w ten sposób coraz głębszy klin w ukraińską obronę pomiędzy Konstantynówką i Pokrowskiem.

W rejonie tego ostatniego miasta Ukraińcy ciągle pewnie się trzymają po ustabilizowaniu sytuacji wczesną jesienią. W pierwszych miesiącach roku przeprowadzali tam nawet sporo małych kontrataków, okresowo odrzucając Rosjan. Po serii niewielkich korekt to w jedną, to w drugą stronę, na kierunku samego Pokrowska front właściwie ciągle stoi. Gorzej jest na południe, na liczącym około 50 kilometrów odcinku frontu do zajętej w lutym Wiełykiej Nowosiłki. Tam rosyjskie postępy są bardzo powolne, ale jednak systematycznie przesuwają linię styczności na zachód. Po zajęciu w ostatnich dniach małej osady Kotlariwka zbliżyli się na około 4 kilometry od granicy obwodu dniepropietrowskiego, w którym jeszcze nigdy ich nie było. Z militarnego punktu widzenia nie ma to żadnego znaczenia, bo granica przebiega po prostu przez pola. Jednak wkroczenie Rosjan do nowego obwodu będzie miało znaczenie polityczne i propagandowe.

Kolejne miejsce w obwodzie donieckim, gdzie rosyjskie wojsko notuje zauważalne postępy, to okolice Siwerska na północy. Od końca bitwy o Bachmut zimą 2023 roku front przesunął się tam jedynie nieznacznie na korzyść Rosjan, głównie latem 2024 roku. W ostatnich dniach udało im się jednak zauważalnie przebić naprzód w rejonie brzegu rzeki Doniec, wychodząc od opanowanej w lutym wsi Bilochoriwka, gdzie Ukraińcy bronili się właściwie dwa lata. Teraz ich piechotę zauważono w Hrychoriwka około 4 kilometrów na zachód. Czy tam się utrzymają, nie ma pewności, ale front w tym rejonie zauważalnie drgnął po naprawdę długiej stabilności.

Około 40 kilometrów na północ, na samym północnym skraju obwodu donieckiego, jest kolejny obszar, w którym Ukraińcom w ciągu ostatniego miesiąca coś się wyraźnie rozsypało. To pola na zachód od rzeki Żerebiec, w rejonie wsi Iwaniwka, Nowe czy Kateryniwka. Tę pierwszą Rosjanie uchwycili jeszcze lutym, przekraczając rzekę. Pod koniec marca gwałtownie się z niej wyrwali na zachód i na przestrzeni kwietnia znacząco rozszerzyli swój stan posiadania na polach na zachód i północny zachód od niej, posuwając się naprzód o 8-10 kilometrów.

Dalej na północ na pograniczu obwodów ługańskiego i charkowskiego sytuacja pozostaje stabilna. Rosjanie nie osiągnęli większych sukcesów w budowaniu swojego przyczółka po zachodniej stronie rzeki Oskił w rejonie Kupiańska, o czym było więcej mowy w lutym i marcu.

gazeta.pl


Władze rosyjskie prawdopodobnie przetestują swoją zdolność do całkowitego odłączenia dużych obszarów Rosji od internetu 9 maja pod pretekstem ochrony rosyjskich obchodów Dnia Zwycięstwa. Urzędnicy w republikach Czuwaszji i Tatarstanu oraz w obwodach Woroneża i Tweru ostrzegli 7 maja, że ​​władze mogą ograniczyć korzystanie z sieci komórkowych w celu „zapewnienia bezpieczeństwa” 9 maja. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzegł 7 maja, że ​​władze miasta i obwodu moskiewskiego mogą nałożyć „ograniczenia” na działanie mobilnego internetu podczas obchodów Dnia Zwycięstwa „z oczywistych powodów” i stwierdził, że Rosjanie „muszą traktować to z całkowitym zrozumieniem”. Kilka rosyjskich banków i internetowy gigant Yandex ostrzegły, że odłączenie prawdopodobnie wpłynie na dostęp Rosjan do usług bankowych, taksówkarskich, kurierskich i transportu publicznego, szczególnie w mieście i obwodzie moskiewskim. Władze rosyjskie okresowo testują swój system Suwerennego Internetu, który pozwala Rosji całkowicie odłączyć się od globalnego internetu i coraz bardziej cenzurować zdolność Rosjan do komunikowania się i uzyskiwania dostępu do informacji. W pierwszych miesiącach 2025 roku wzrosła liczba doniesień o znaczących przerwach w działaniu rosyjskiego internetu, a rosyjskie władze prawdopodobnie będą chciały wykorzystać święto 9 maja do przeprowadzenia szeroko zakrojonego testu systemu Suwerennego Internetu bez napotykania znaczącego sprzeciwu ze strony Rosjan. Kreml prawdopodobnie będzie również starał się uniemożliwić Rosjanom rozpowszechnianie zdjęć i materiałów filmowych przedstawiających zniszczenia i pożary powstałe w wyniku możliwych ukraińskich uderzeń dalekiego zasięgu 9 maja, aby nie zniszczyć fasady, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie jest bliskie już w Dniu Zwycięstwa — mimo że Rosja nie ma żadnych znaczących sukcesów na polu bitwy, którymi mogłaby się pochwalić podczas święta w 2025 roku.

Władze rosyjskie przetestowały już możliwość tymczasowego odłączenia się od internetu podczas ostatnich ukraińskich ataków dronów dalekiego zasięgu na Rosję i prawdopodobnie zamierzają informacyjnie powiązać te planowane 9 maja odłączenia z faktycznymi ukraińskimi atakami dronów jako część wysiłków mających na celu złagodzenie wszelkiego sprzeciwu wobec odłączenia przed 9 maja. Rosyjskie media podały, że ponad 30 rosyjskich miast, w tym w Jarosławiu, Twerze, Moskwie, Niżnym Nowogrodzie, Tule, Leningradzie, Kałudze i obwodzie kurskim, doświadczyło trudności z połączeniem się z internetem podczas ukraińskich ataków dronów 7 maja, a cały Sarańsk i kilka innych miejscowości w Republice Mordowii zostało całkowicie odłączonych od internetu. Mieszkańcy Moskwy skarżą się na powszechne przerwy w dostępie do internetu mobilnego od 5 maja, co władze rosyjskie tłumaczą przygotowaniami do obchodów Dnia Zwycięstwa 9 maja. Źródło w rosyjskim Telegramie podało 25 kwietnia, że ​​rosyjskie władze zamknęły dostęp do mobilnego internetu na okupowanym Krymie z powodu ukraińskich ataków dronów i stwierdziło, że środek ten był nieskuteczny, powodując jedynie problemy dla rosyjskich władz, które polegają na internecie w celach komunikacyjnych. Rosyjskie władze prawdopodobnie będą nadal odłączać duże obszary Rosji od sieci mobilnego internetu podczas ukraińskich ataków dalekiego zasięgu, aby kontynuować testowanie systemu Sovereign Internet, a po drugie, uniemożliwić Rosjanom natychmiastowe rozpowszechnianie raportów, obrazów i materiałów filmowych przedstawiających rezultaty tych ukraińskich ataków.

(...)

Prezydent Rosji Władimir Putin najwyraźniej odrzucił niedawną prośbę szefa Czeczeńskiej Republiki Ramzana Kadyrowa o rezygnację ze stanowiska. Putin i Kadyrow spotkali się 7 maja, aby omówić kwestie społeczno-ekonomiczne w Czeczeńskiej Republice. Kadyrow zakończył spotkanie, dziękując Putinowi za pozytywną ocenę wysiłków Czeczenów w zakresie generowania sił i udziału sił czeczeńskich w wojnie Rosji na Ukrainie. Kadyrow oświadczył, że „nie zawiedziemy [Putina]”, na co Putin odpowiedział: „nie mam wątpliwości”, sugerując, że Putin oczekuje, że Kadyrow będzie nadal przewodził republice. Kadyrow wyraził chęć rezygnacji ze stanowiska 5 maja w wywiadzie dla Chechnya Segodnya, ale zauważył 6 maja, że ​​tylko Putin może autoryzować tę decyzję.

understandingwar.org

środa, 7 maja 2025



28 kwietnia tuż po południu z hiszpańskiego systemu elektroenergetycznego "wypadła" większa część produkcji energii. Hiszpania pociągnęła za sobą Portugalię, której system jest mocno powiązany z hiszpańskim. Przywracanie pracy trwało wiele godzin. Przez całe poniedziałkowe popołudnie oba kraje były w dużej mierze pozbawione elektryczności, nie działały pociągi, metro, zamknięto szkoły. 

Premier powiedział w parlamencie, że na teraz wiadomo, że "dokładnie o godzinie 12:33 wystąpiła seria anomalii, które w ciągu zaledwie kilku sekund zdestabilizowały system elektryczny". - Wstępne informacje techniczne mówią nam, że zakłócenia zostały po raz pierwszy zarejestrowane w południowej Hiszpanii. Kilka sekund później wystąpiły dwa kolejne, tym razem w południowo-zachodniej części kraju - powiedział. System wytrzymał pierwsze zakłócenie, ale po kolejnym doszło do kaskadowej awarii. 

Co było przyczyną zakłóceń? Tego wciąż nie wiadomo. Rząd zlecił operatorowi sieci energetycznej oraz firmom z sektora przeprowadzenie "dokładnej analizy", powołano też specjalny komitet. Osobny raport ma powstać w Brukseli. Premier podkreślił, że do przeanalizowania są miliony danych i "nie będziemy wyciągać pochopnych wniosków".

Sanchez przekonywał parlamentarzystów i obywateli, że mimo awarii system i tak wykazał się odpornością. Po pierwsze zabezpieczenia pozwoliły uniknąć trwałych uszkodzeń infrastruktury, które spowodowałyby, że awaria byłaby dużo trudniejsza w naprawie. Po drugie - jak twierdził premier - Hiszpania, z pomocą sąsiadów, bardzo dobrze poradziła sobie z niezwykle trudną operacją przywracania pracy sieci od zera. Chwalił też służby i społeczeństwo za reakcję na blackout. Podkreślił, że zadziałały systemy bezpieczeństwa i np. nie zabrakło prądu w szpitalach, ruch lotniczy i morski działał bez większych zakłóceń.

gazeta.pl


Po tygodniu od podpisania tzw. umowy surowcowej między Stanami Zjednoczonymi Ameryki a Ukrainą możemy już pokusić się o pierwsze wnioski.

Specjalnie odczekałem chwilę, aby upewnić się czy na pewno komunikaty Kijowa będą takie same jak te z Waszyngtonu, bo właśnie dzięki ukraińskim władzom mogliśmy zapoznać się z treścią dokumentu. Dementi nie było, wobec czego po kilku miesiącach napięć rozpoczętych jeszcze w Monachium, a pogłębionych fatalnym spotkaniem w Gabinecie Owalnym, w końcu osiągnięto porozumienie.

Obecna umowa, którą sekretarz skarbu Scott Bessent nazwał "historycznym partnerstwem gospodarczym" zasadniczo różni się od amerykańskich propozycji z lutego, a także wychodzi naprzeciw ukraińskim oczekiwaniom. Jest bardziej szczegółowa od tych pierwszych, a także nie ma charakteru wymuszenia rozbójniczego, które widoczne było w późniejszych wersjach, ale po kolei.

Rzeczywista nazwa dokumentu to "Umowa o ustanowieniu Amerykańsko-ukraińskiego Inwestycyjnego Funduszu Odbudowy Ukrainy". Całość ma składać się z trzech dokumentów, jednego ramowego i dwóch technicznych, powinna zostać wkrótce (8 maja) ratyfikowana przez ukraiński parlament - Werchowną Radę. Zobowiązanie do zgodności z konstytucją oraz uprzednio zawartymi umowami międzynarodowymi z Unią Europejską, to kolejne novum, którego wcześniejsza wersja nie miała.

Ponad to Ukraina zachowuje własność swoich przedsiębiorstw oraz zasobów naturalnych i to ona sama wskazuje, które złoża mają być eksploatowane w ramach funduszu. Umowa dotyczy jedynie przyszłych licencji eksploatacyjnych, a nie już istniejących, co jest szalenie ważne. Szczególnie, że Amerykanie zamierzają przekazać Ukraińcom odpowiednie technologie. Przez pierwszych 10 lat zyski z nowych źródeł muszą być wydatkowane na odbudowę Ukrainy, a dopiero po tym okresie strony będą się nimi dzielić po równo.

Ta równowaga obowiązuje też we władzach funduszu, sprawowanych w takim samym udziale przez Amerykanów i Ukraińców. Kasę instytucji zasilać będą również po równo, z czego Ukraina może to robić z tantiem pochodzących z licencji wydobywczych, a USA wpłacać środki lub przekazywać pomoc wojskową, co policzone będzie jako jej wkład. Środki pieniężne przeznaczone będą wyłącznie do wydobycia surowców lub do odbudowy infrastruktury.

Amerykanie otrzymali więc dostęp do  ukraińskich surowców, choć nie wyklucza to udziału firm trzecich, chyba że były one związane lub w jakiś sposób pomagały w prowadzeniu rosyjskiej agresji. Co więcej, mimo że nie wymieniono wprost gwarancji bezpieczeństwa, to jednak zapisano mechanizm wsparcia wojskowego, które odbywać się będzie w ramach przyszłych zysków, bez obciążania bieżącego budżetu państwowego. Nie ma też żadnych zapisów o rzekomych ukraińskich długach albo konieczności zapłaty za już przekazaną pomoc.

Dodatkowo, przychody z eksploatacji surowców pozostaną de facto na Ukrainie, a korzyścią będzie to, że amerykańskie firmy wydobędą surowce, które zostaną wykorzystane w ich przemyśle lub odsprzedane dalej. Przy czym mowa cały czas o złożach, które obecnie pozostają poza zasięgiem rządu ukraińskiego. Można domyślać się, że są nierozpoznane, ich wydobycie jest nieopłacalne, albo znajdują się pod okupacją rosyjską.

Takie zapisy stanowią kompromis, który jednak jest wyraźnie bardziej korzystny dla Ukrainy. Zełenski nie tylko wytrzymał kilkumiesięczną, brutalną amerykańską presję, ale też uzyskał warunki dużo lepsze od wyjściowych. Amerykanie kilkukrotnie próbowali przymusić go do podpisania dokumentów, ale bez efektu. Mimo wstrzymania pomocy wojskowej, faworyzowania Rosji w negocjacjach pokojowych i ciągłej presji ukraińskie władze obróciły zaistniałą sytuację na własną korzyść.

Przez ten czas amerykańska polityka appeasementu wobec Rosji doszła do ściany, kończąc się kompletną porażką. Mimo wielu ustępstw i hojnej oferty współpracy, Kreml odrzucił propozycję zawieszenia działań zbrojnych na okres 30 dni. Waszyngton prawdopodobnie nie uzyskał też istotnego rosyjskiego wsparcia w próbie sił z Iranem. To nieuchronne rozczarowanie zbiegło się w czasie z wizytą Donalda Trumpa w Watykanie, do którego przybył aby wziąć udział w pogrzebie papieża Fraciszka.

To właśnie przy tej okazji Trump spotkał się z Wołodymyrem Zełenskim, z którym odbył rozmowę w cztery oczy. Krótko później Ukraina zaczęła deklarować wolę bezwarunkowego zawieszenia działań, a minister gospodarki Julia Swyrydenko poleciała do Waszyngtonu by wraz ze Scottem Bessentem podpisać umowę surowcową. W kolejnych dniach amerykańska postawa wobec Rosji zaczęła się zmieniać na bardziej asertywną.

Zarówno Donald Trump, jak i jego współpracownicy, zaczęli wyrażać niezadowolenie z postawy Kremla. Ostrzegać, że w razie braku postępów USA gotowe są wycofać się z negocjacji. Następnie wyraźnie zasugerowano, że możliwe jest nałożenie sankcji wtórnych po to, by przymusić Rosję do podjęcia rzeczywistych negocjacji. Donald Trump kilkukrotnie wspominał o obniżeniu cen ropy, do czego faktycznie doszło po decyzji kartelu OPEC+ o drugim z kolei zwiększeniu wydobycia. Cena baryłki ropy Brent spadła poniżej 60 USD (WTI 56 USD) notując poziomy niewidziane od początku pełnoskalowej inwazji.

Jednocześnie amerykański Kongres otrzymał z Białego Domu notyfikację, ws. sprzedaży Ukrainie sprzętu wojskowego o wartości przynajmniej 50 mln USD (lub więcej). Kilka dni później Departament Stanu poinformował jeszcze o zgodzie na sprzedaż kolejnego pakietu o wartości 310.5 mln USD, na który składać się mają szkolenia dla pilotów oraz modyfikacje, części, naprawa i konserwacja samolotów F-16. To pierwsze takie decyzje w tej kadencji Donalda Trumpa. Wszelkie amerykańskie dostawy wojskowe były jak dotąd realizowane na mocy działań podjętych jeszcze przez Joego Bidena.

W ten sposób, po czterech miesiącach pozbawionych sensu działań, doszliśmy do momentu, w którym zmuszeni przez własną nieskuteczność Amerykanie postanowili sięgnąć po przysłowiowy kij w relacjach z Moskwą. 

x.com/FilippDM

wtorek, 6 maja 2025



Jak donosi agencja, choć nie wiadomo kiedy dokładnie Hegseth wydał ustny rozkaz wstrzymania dostaw broni, doprowadziło to do anulowania 11 lotów z transportem amerykańskiej broni i amunicji z baz w Delaware i Katarze, co miało kosztować Pentagon ponad 2 mln dol.

Według źródeł, na które powołują się autorzy tekstu, Hegseth wydał rozkaz po spotkaniu w Gabinecie Owalnym, na którym dyskutowano na temat wojny w Ukrainie, lecz nie podjęto żadnych decyzji, zaś Trump o wstrzymaniu transportu dowiedział się dopiero później.

Na spotkaniu Hegseth, były prezenter telewizji śniadaniowej Fox News, miał mieć notatkę przygotowaną przez jego doradców wzywającą do wstrzymania dostaw broni, by zwiększyć nacisk na Ukrainę w sprawie negocjacji pokojowych.

Ostatecznie — pisze Reuters — dostawy zostały przywrócone w ciągu tygodnia, a według jednego z rozmówców agencji stało się to po interwencji zwolnionego w ubiegłym tygodniu doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Mike'a Waltza, który miał dowiedzieć się o sprawie od urzędników Pentagonu. Rozkaz Hegsetha miał wywołać zamieszanie, a także obawy Kijowa, jednak Ukraińcom po fakcie powiedziano, że przerwa w dostawach była wynikiem "wewnętrznej polityki" — pisze Reuters.

Część źródeł agencji twierdzi, że Hegseth źle zinterpretował wyniki dyskusji w Białym Domu. Agencja zwraca jednak uwagę, że doradcy szefa Pentagonu — a wśród nich byli doradcy m.in. wiceprezydenta J.D. Vance'a — za kulisami lobbują za zmniejszeniem wsparcia dla Ukrainy.

Reuters podkreśla też, że w departamencie obrony pod rządami Hegsetha i jego niedoświadczonych współpracowników panuje chaos i toczą się walki frakcyjne.

Pomoc wojskowa dla Kijowa została ponownie wstrzymana na tydzień w marcu, po kłótni prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego z Trumpem i Vance'em w Białym Domu, lecz od tego czasu jest kontynuowana. Jest to jednak broń z pakietów zatwierdzonych jeszcze przez prezydenta Joe Bidena.

Biały Dom nie skomentował wprost tej sprawy, lecz nie zaprzeczył doniesieniom agencji.

— Negocjacje w sprawie zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej są złożoną i płynną sytuacją. Nie będziemy szczegółowo omawiać każdej rozmowy między najwyższymi urzędnikami administracji w trakcie całego procesu — powiedziała rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

PAP

poniedziałek, 5 maja 2025



Prezydent Rosji Władimir Putin wskazał, że Rosja podtrzymuje pierwotne cele wojny na Ukrainie, które są równoznaczne z poddaniem się Ukrainy, pomimo trwających negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi. Dziennikarz kremlowski Pavel Zarubin opublikował 4 maja dokument na rosyjskim kanale telewizyjnym Rossiya 1 o Putinie, w którym Putin twierdził, że Rosja ma wystarczająco dużo siły roboczej i materiałów, aby doprowadzić wojnę na Ukrainie do „logicznego zakończenia z wynikiem, którego Rosja potrzebuje”. Putin twierdził również, że pojednanie Rosji z ukraińską częścią narodu rosyjskiego jest „nieuniknione”. Putin wielokrotnie twierdził, że naród ukraiński jest po prostu podzbiorem Rosjan, a nie wyraźnie odrębnym narodem, aby uzasadnić inwazję Rosji na Ukrainę i okupację terytorium i narodu ukraińskiego. Rosyjskie media państwowe szczególnie podkreśliły, że Putin wcześniej wysunął fałszywe twierdzenie, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem. Wypowiedzi Putina wskazują, że Rosja nadal ocenia, że ​​może osiągnąć swoje pierwotne cele pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, które obejmują demilitaryzację Ukrainy, zainstalowanie prorosyjskiego rządu na Ukrainie, zmuszenie Ukrainy do porzucenia aspiracji do przystąpienia do NATO i innych bloków bezpieczeństwa oraz zmuszenie Ukrainy do poczynienia ogromnych ustępstw terytorialnych na rzecz Rosji, w tym części Ukrainy, których Rosja obecnie nie okupuje. Te żądania są równoznaczne z całkowitą kapitulacją Ukrainy. Rosja prawdopodobnie będzie kontynuować wysiłki na rzecz osiągnięcia tych celów za pomocą środków wojskowych i dyplomatycznych, ponieważ rosyjscy urzędnicy kontynuują próby wykorzystania zdobyczy z pola bitwy do wzmocnienia swojej pozycji negocjacyjnej.

Putin podkreślił krajowe poparcie dla wojny i promował ideę poświęcenia na linii frontu i na froncie wewnętrznym, prawdopodobnie w celu przygotowania rosyjskiego społeczeństwa do dłuższej wojny na Ukrainie i potencjalnych przyszłych konfrontacji z Zachodem. Putin powiedział Zarubinowi, że rosyjskie społeczeństwo zareagowało pozytywnie na inwazję na Ukrainę i że każdy obywatel zdał sobie sprawę, że „on jest państwem”, a przetrwanie Rosji zależy od każdej jednostki. Putin stwierdził, że Rosja jest krajem „wartości moralnych i etycznych” i że podstawą rosyjskiego sumienia jest „rodzina, państwo i przyszłość Rosji”. Putin próbuje w szczególności ująć poparcie rosyjskiej opinii publicznej dla wojny w ramy wspólnych wartości, pomimo że Kreml polega na zachętach finansowych, aby rekrutować większość personelu wojskowego i utrzymywać wysiłek wojenny. Putin oskarżył Zachód po raz kolejny o „oszukiwanie” Rosji po porozumieniach mińskich z 2015 r., prawdopodobnie w celu przekonania rosyjskiej publiczności, że Rosja nie może negocjować z Zachodem i musi kontynuować wojnę.

Wypowiedzi Putina w całym dokumencie wskazują, że Putin prawdopodobnie nie zamierza spowalniać działań ofensywnych ani przechodzić do działań defensywnych na Ukrainie, a zamiast tego próbuje ideologicznie przygotować krajowe społeczeństwo rosyjskie do długiej wojny. ISW wcześniej ocenił, że rosyjscy urzędnicy ustalają warunki, aby utrzymać długą wojnę i uzasadnić przyszłą agresję przeciwko Ukrainie i NATO. Rosyjscy urzędnicy również konsekwentnie zintensyfikowali wysiłki na rzecz militaryzacji rosyjskiego społeczeństwa od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, co dodatkowo wskazuje, że Rosja przygotowuje się do przedłużającego się konfliktu. Rosyjscy urzędnicy są zaangażowani w długoterminowe wysiłki na rzecz skonsolidowania kontroli nad rosyjskim społeczeństwem weteranów i awansowania kadry lojalnych weteranów na stanowiska w regionalnym i federalnym rządzie Rosji. Putin oficjalnie ogłosił rok 2025 „Rokiem Obrońcy Ojczyzny” po uruchomieniu niezliczonych inicjatyw militarystycznych w latach 2023 i 2024, mających na celu zapewnienie weteranom wsparcia socjalnego i finansowego oraz wzmocnienie narracji państwa rosyjskiego, zgodnie z którą weterani są nową „elitarną” klasą. Rosja inwestuje również znaczne środki w wojskowo-patriotyczną edukację rosyjskiej młodzieży, co pokazuje, że Kreml jest zainteresowany stworzeniem nowego pokolenia zmilitaryzowanych, lojalnych obywateli w perspektywie średnio- i długoterminowej.

understandingwar.org


W grudniu ubiegłego roku argumentowałem, że chociaż niektóre działania prezydenta USA Donalda Trumpa będą miały charakter stagflacyjny (spowolnią wzrost gospodarczy i spowodują wzrost inflacji), to ostatecznie skutki te zostaną złagodzone przez cztery czynniki.

Są to: dyscyplina rynkowa, niezależność Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych, doradcy samego prezydenta oraz niewielka większość Republikanów w Kongresie.

Właściciele amerykańskich obligacji, szczególnie Chiny, okazali się potężniejsi nawet od prezydenta USA — dokładnie tak, jak przewidział ćwierć wieku temu strateg polityczny James Carville.

Po Chinach przyszła kolej na grę w pokera z prezesem Systemu Rezerwy Federalnej (Fed) Jerome'em Powellem. Pierwszy, ponownie, mrugnął Trump.

Gdy prezydent USA zasugerował, że zwolni Powella, rynki oszalały. Wkrótce jednak Trump wycofał się, oświadczając, że nie ma takiego zamiaru. Tymczasem Powell dał jasno do zrozumienia, że prezydent nie ma prawa go zwolnić.

Gdy rynki się załamały, przewagę zdobyli zwolennicy strategii "eskalacji w celu deeskalacji", tacy jak sekretarz skarbu Scott Bessent i Stephen Miran, przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych.

Wreszcie niektórzy republikańscy kongresmeni opowiedzieli się za ustawą ograniczającą uprawnienia prezydenta do nakładania ceł, a wielu innych graczy politycznych — od gubernatorów stanowych i prokuratorów generalnych po grupy biznesowe — pozywa administrację za to, co określają jako bezprawne nadużycie władzy.

Mimo aktualnych trudności czynnik technologiczny pozostaje kluczowy do dalszego rozwoju gospodarczego USA. Potencjał wzrostu amerykańskiej gospodarki do 2030 r. zbliży się do 4 proc. Produktu krajowego brutto (PKB), znacznie przewyższając ostatnie szacunki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które wynoszą 1,8 proc.

Powód jest oczywisty: Ameryka jest światowym liderem w dziesięciu z dwunastu branż, które będą miały decydujący wpływ na przyszłość, a Chiny przodują jedynie w dziedzinie pojazdów elektrycznych i innych ekologicznych technologii. W latach 2023–2024 wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych wyniósł średnio 2,8 proc., a wzrost wydajności od 2019 r. wynosi średnio 1,9 proc., pomimo spadku spowodowanego pandemią.

Od momentu wprowadzenia ChataGPT pod koniec 2022 r. – co przewidziałem w mojej książce Megathreats z 2022 r. – inwestycje związane ze sztuczną inteligencją spowodowały boom na inwestycje kapitałowe w Stanach Zjednoczonych. Nawet cła i wynikająca z nich niepewność nie zmieniły zasadniczo wytycznych większości dużych firm technologicznych. Wiele z nich nawet podwaja inwestycje w sztuczną inteligencję.

Dzięki technologii wzrost gospodarczy USA może wynieść 4 proc. PKB, co oznacza, że w perspektywie średnioterminowej technologia przeważy nad cłami.

Jak niedawno argumentowałem, nawet gdyby prezydentem została Myszka Miki, Stany Zjednoczone nadal byłyby na drodze do wzrostu na poziomie 4 proc. PKB, ponieważ innowacje w amerykańskim sektorze prywatnym zrównoważą złe decyzje polityczne i niekonsekwentne działania władz.

Boom inwestycyjny napędzany przez sztuczną inteligencję oznacza również, że niezależnie od wysokich ceł deficyt na rachunku bieżącym Stanów Zjednoczonych pozostanie wysoki i będzie nadal rósł (odzwierciedlając różnicę między słabymi oszczędnościami a dynamicznym wzrostem inwestycji).

(...)

Z pewnością inflacja w Stanach Zjednoczonych wzrośnie w tym roku powyżej czterech proc. Umowy handlowe z większością krajów ograniczą stawki celne do niepożądanego, ale możliwego do zaakceptowania poziomu 10–15 proc. Prawdopodobne złagodzenie napięć z Chinami spowoduje, że stawki celne między Waszyngtonem i Pekinem utrzymają się średnio na poziomie ok. 60 proc. Doprowadzi to do stopniowego oddzielenia się tych dwóch gospodarek.

Wynikający z tego szok dla realnych (skorygowanych o inflację) dochodów rozporządzalnych spowoduje spowolnienie wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale tego roku, co może doprowadzić do płytkiej recesji w USA, która potrwa kilka kwartałów.

Jednak Fed, który pozostaje wiarygodnie zaangażowany w stabilizację oczekiwań inflacyjnych, będzie w stanie obniżyć stopy procentowe po spowolnieniu wzrostu gospodarczego, a niewielki wzrost stopy bezrobocia osłabi inflację.

onet.pl/Project Syndicate

niedziela, 4 maja 2025



Rosyjskie postępy na linii frontu spowolniły w ciągu ostatnich czterech miesięcy, ale Rosja nadal toleruje straty osobowe porównywalne ze wskaźnikiem strat, jakie poniosły siły rosyjskie w okresie zintensyfikowanych postępów między wrześniem a grudniem 2024 r. ISW ocenia, że ​​siły rosyjskie zdobyły łącznie 1627 kilometrów kwadratowych na Ukrainie i w obwodzie kurskim w styczniu, lutym, marcu i kwietniu 2025 r., a codzienne raporty rosyjskie o stratach ze Sztabu Generalnego Ukrainy wskazują, że siły rosyjskie poniosły 160.600 ofiar w ciągu ostatnich czterech miesięcy, co daje średnio 99 ofiar na każdy kilometr kwadratowy przejęty w ciągu ostatnich czterech miesięcy. ISW ocenia, że ​​siły rosyjskie przejęły szacunkowo 496 kilometrów kwadratowych w styczniu 2025 r.; szacunkowo 313 kilometrów kwadratowych w lutym 2025 r.; szacunkowo 601 kilometrów kwadratowych w marcu 2025 r.; i szacunkowo 217 kilometrów kwadratowych w kwietniu 2025 r. Raporty Sztabu Generalnego Ukrainy wskazują, że siły rosyjskie straciły szacunkowo 48.060 ofiar w styczniu 2025 r., 35.300 ofiar w lutym 2025 r., 40.670 ofiar w marcu 2025 r. i 36.570 ofiar w kwietniu 2025 r. Postępy Rosji znacznie wzrosły w marcu 2025 r. z powodu wyeliminowania ukraińskiego występu w obwodzie kurskim, co zbiegło się z tymczasowym zaprzestaniem wymiany informacji wywiadowczych USA z Ukrainą, chociaż postępy Rosji średnio zmniejszyły się między styczniem, lutym i kwietniem 2025 r. Zyski Rosji również spowolniły, ponieważ siły rosyjskie napotykały lepiej bronione pozycje ukraińskie w i wokół większych miast, takich jak Kupjansk, Czasiw Jar, Toreck i Pokrowsk w ciągu ostatnich czterech miesięcy.

Siły rosyjskie ponoszą obecnie wyższy wskaźnik strat na kilometr kwadratowy pozyskany niż jesienią 2024 r. Szacuje się, że siły rosyjskie pozyskały 2949 kilometrów kwadratowych kosztem 174.935 ofiar między wrześniem a grudniem 2024 r. — średnio 59 ofiar na kilometr kwadratowy. Wskaźniki strat w Rosji stale rosły przez cały wrzesień, październik, listopad i grudzień 2024 r. i osiągnęły szczyt na poziomie szacowanych 49.135 całkowitych miesięcznych ofiar w grudniu 2024 r. Miesięczne wskaźniki rosyjskiego natarcia osiągnęły jednak poziom 839 kilometrów kwadratowych w listopadzie 2024 r. i zaczęły zwalniać w grudniu 2024 r. do szacowanych 593 kilometrów kwadratowych i nadal spadały w 2025 r. (z wyjątkiem wyeliminowania występu kurskiego). Rosyjskie zyski były o 45 procent wolniejsze między styczniem a kwietniem 2025 r. niż w okresie od września do grudnia 2024 r., chociaż rosyjskie wskaźniki ofiar spadły tylko o 10 procent w tym okresie. Rosyjskie dowództwo wojskowe wydaje się zatem tolerować podobne wskaźniki strat osobowych pomimo znacznego spadku wskaźnika zysków terytorialnych.

Rosja do tej pory utrzymywała te straty i obecne tempo operacji ofensywnych, szybko rozmieszczając niskiej jakości wojska w jednostkach frontowych, chociaż poleganie na takich wojskach również utrudnia Rosji prowadzenie złożonych operacji i szybkie postępy na Ukrainie. ISW nie zaobserwowało zauważalnego spadku tempa rosyjskich operacji ofensywnych wzdłuż linii frontu w ostatnich miesiącach, pomimo spowolnienia tempa postępów, co sugeruje, że Rosja generuje wystarczające siły, aby utrzymać te straty bez konieczności obniżania priorytetu żadnego obszaru frontu. ISW wielokrotnie obserwowało doniesienia, że ​​nowi rosyjscy rekruci otrzymują tylko miesiąc szkolenia przed rozmieszczeniem na Ukrainie, a to ograniczone szkolenie prawdopodobnie ogranicza zdolności bojowe rekrutów i ogólną zdolność rosyjskiego wojska do pomyślnego prowadzenia złożonych operacji. Rosyjskie dowództwo wojskowe obecnie priorytetowo traktuje kierowanie słabo wyszkolonych rekrutów do wysoce wyniszczających ataków piechoty w celu zrekompensowania strat osobowych na Ukrainie, jednocześnie utrzymując obecne tempo operacji, prawdopodobnie kosztem długoterminowych zdolności Rosji do prowadzenia wojny. Rosyjskie wojsko nie dysponuje rezerwą dobrze wyszkolonych żołnierzy, którzy obecnie nie biorą udziału w walkach na Ukrainie i mogą być szybko rozmieszczeni wzdłuż linii frontu, a decyzja rosyjskiego dowództwa wojskowego o skierowaniu słabo wyszkolonych żołnierzy na linię frontu na Ukrainie podważa zdolność Rosji do utworzenia rezerwy takich sił. 

Zaangażowanie prezydenta Rosji Władimira Putina w utrzymanie tempa operacji ofensywnych pomimo malejących korzyści podkreśla trwające wysiłki Putina, aby wykorzystać dalsze zdobycze pola bitwy do wywarcia presji na Ukrainę w negocjacjach pokojowych i zawieszenia broni lub w inny sposób wymusić upadek Ukrainy. ISW nadal ocenia, że ​​Kreml próbuje przedłużyć negocjacje, aby uzyskać dodatkowe ustępstwa od Stanów Zjednoczonych i Ukrainy i uzyskać dodatkowe zdobycze pola bitwy. Siły rosyjskie zintensyfikowały operacjeofensywne na całej linii frontu w lutym i marcu 2025 r., w tym ograniczoną operację ofensywną w północnym obwodzie sumskim, jako część trwających rosyjskich wysiłków na rzecz powolnej degradacji ukraińskich pozycji na linii frontu i dokonywania oportunistycznych postępów taktycznych. Putin może zamierzać wykorzystać wszelkie zdobycze w ciągu ostatnich czterech miesięcy i w niedalekiej przyszłości, aby uzyskać dalsze ustępstwa ze strony Ukrainy i Zachodu podczas przyszłych negocjacji pokojowych. Pozostaje jednak niejasne, czy Rosja utrzyma wystarczające wskaźniki generowania sił, aby utrzymać operacje ofensywne na Ukrainie w nieskończoność, ze względu na rosnące koszty ekonomiczne świadczeń socjalnych i jednorazowych wypłat dla rosyjskich żołnierzy. ISW zauważył wcześniej, że trwające i prognozowane zmagania gospodarcze Rosji są ściśle powiązane ze stratami Rosji na polu bitwy i że Stany Zjednoczone ani szerzej pojęty Zachód nie są w stanie wywrzeć maksymalnej presji na Rosję wyłącznie za pomocą narzędzi ekonomicznych. Stany Zjednoczone mogą lepiej wykorzystać słabości Rosji i osiągnąć silniejszą pozycję negocjacyjną oraz trwalsze rozwiązanie wojny na Ukrainie, zmuszając Putina do przemyślenia strategii negocjacyjnych i strategii pola bitwy oraz umożliwiając siłom ukraińskim dalsze zadawanie Rosji znacznych strat w sile roboczej i materiałach.

(...)

ISW nadal ocenia, że ​​prezydent Rosji Władimir Putin pozostaje oddany swoim długoterminowym celom wojskowym, jakim jest zajęcie całej Ukrainy i osłabienie NATO. Wysocy rangą urzędnicy amerykańscy podobno pozostają sceptyczni co do tego, że Putin złagodził swoją nieustępliwość w kwestii porozumienia pokojowego i powiedzieli CNN, że Rosja może wznowić wojnę i spróbować zająć więcej terytorium Ukrainy, nawet po zaakceptowaniu amerykańskiej propozycji pokojowej. CNN poinformowało, że niesprecyzowani urzędnicy podtrzymują przekonanie, że Rosja utrzyma swoje cele zajęcia maksymalnej ilości terytorium Ukrainy, nawet jeśli Putin podpisze porozumienie pokojowe. Trwające rosyjskie wysiłki mające na celu zajęcie Lyman i Pokrovsk oraz posunięcie się na północ od Torecka w kierunku najbardziej wysuniętego na południe punktu pasa twierdzy Ukrainy w Kostyantynówce wskazują, że Putin utrzymuje swoje długoletnie cele zajęcia pozostałej części obwodu donieckiego. Wysiłki rządu rosyjskiego zmierzające do rozszerzenia rosyjskich możliwości generowania sił zbrojnych w perspektywie krótkoterminowej i długoterminowej oraz trwające działania Rosji zmierzające do restrukturyzacji sił zbrojnych sugerują, że Rosja nie tylko odpowiada na przedłużający się konflikt na Ukrainie, ale także przygotowuje się do przyszłego konfliktu na zachodnich granicach Rosji. Rząd rosyjski nadal priorytetowo traktuje długoterminowe inwestycje w krajową bazę przemysłową Rosji (DIB), pomimo znacznych kosztów ekonomicznych tej gospodarki wojennej dla ludności Rosji. Czynniki te wskazują, że Putin nie rezygnuje ze swoich ambicji terytorialnych na Ukrainie, ale w rzeczywistości przygotowuje się do długiej wojny na wyniszczenie z Ukrainą, a prawdopodobnie i całym Zachodem.

Rosyjscy urzędnicy nadal przygotowują rosyjskie społeczeństwo do poparcia długoterminowego wysiłku wojennego na Ukrainie i przeciwko NATO. Rosyjscy urzędnicy, w tym Putin, konsekwentnie wykorzystują fałszywe twierdzenia dotyczące wojny na Ukrainie, aby wysuwać maksymalistyczne żądania terytorialne, w tym, aby Ukraina zrezygnowała z „Noworosji” — wymyślonego regionu Ukrainy, który według urzędników Kremla obejmuje całą południową i wschodnią Ukrainę i jest „integralną” częścią Rosji, którą Ukraina musi oddać, aby Rosja zakończyła wojnę. Putin przywołał termin „Noworosja” jeszcze 21 kwietnia, wskazując, że Kreml nie porzucił tego celu terytorialnego. Rosyjskie media państwowe wcześniej przestrzegały rosyjską publiczność w marcu 2025 r. przed oczekiwaniem „dużych porozumień” od niedawnych negocjacji pokojowych między Putinem a prezydentem USA Donaldem Trumpem. Sondaż przeprowadzony przez Verstkę wśród 100 rosyjskich żołnierzy, opublikowany 29 kwietnia, wskazuje, że tylko 18% zawodowych rosyjskich żołnierzy i oficerów, z których większość walczyła na Ukrainie od ponad dwóch lat, poparłoby wycofanie się Rosji z Ukrainy przed osiągnięciem celów deklarowanych przez Putina (prawdopodobnie odnosząc się do demilitaryzacji i „denazyfikacji” Ukrainy). Tylko około jedna piąta ankietowanych rosyjskich żołnierzy i cywilów wskazała, że ​​uważa, że ​​wojna zakończy się w nadchodzących miesiącach. Sondaż Verstki wskazuje, że Kreml nie przygotowuje rosyjskiej przestrzeni informacyjnej na porozumienie pokojowe w najbliższej przyszłości, a siły rosyjskie i społeczeństwo nie przewidują rychłego zakończenia wojny. Ten wzorzec aktywności informacyjnej Kremla i oddźwięk, jaki osiągnął w rosyjskim społeczeństwie, znacznie utrudnią Putinowi przedstawienie jakiegokolwiek długoterminowego zawieszenia broni, a tym bardziej porozumienia pokojowego, które jest dalekie od jego deklarowanych celów, jako jakiegokolwiek zwycięstwa dla jego krajowej publiczności.

understandingwar.org