wtorek, 1 kwietnia 2025



Wizyta Vance’a w Pituffik potwierdziła redefinicję amerykańskiej polityki względem Grenlandii. USA będą najprawdopodobniej dążyć do bilateralizacji kontaktów z Nuuk i wspierania niepodległości wyspy. Obecność sekretarza energii i doradcy ds. bezpieczeństwa wskazuje, że składową republikańskiej oferty dla Grenlandii będą inwestycje w sektor wydobywczy i zdolności militarne na kierunku arktycznym – głównie marynarki wojennej poprzez program rozbudowy floty lodołamaczy (wiceprezydent zaznaczył, że nie ma planów poszerzenia stałej obecności wojskowej na wyspie). Rozwój współpracy dwustronnej miałby w przyszłości stworzyć warunki do podjęcia przez Grenlandczyków decyzji o wyborze związku ze Stanami Zjednoczonymi. Jego formy nie sprecyzowano, ale Waszyngton ma doświadczenie w zarządzaniu umowami o wolnym stowarzyszeniu z wyspiarskimi państwami Pacyfiku. USA postrzegają Grenlandię jako element szerszej polityki powstrzymywania Rosji i Chin w Arktyce na polach militarnym, gospodarczym i handlowym w kontekście przyszłości żeglugi polarnej.

W najbliższym czasie polityka wobec wyspy nie przyniesie jednak oczekiwanych przez administrację Trumpa rezultatów. W pierwszych tygodniach jego prezydentury USA roztrwoniły pozytywny kapitał zbudowany w ostatnich latach dzięki zbliżeniu z Grenlandią. Według badań opinii zdecydowana większość mieszkańców (85% respondentów) nie chce przyłączenia do Stanów Zjednoczonych. Także po stronie amerykańskiej sprzeciwia się temu gros obywateli (zgodnie z wynikami marcowego sondażu dla Fox News – 70%).

USA nie potrzebują jednak zmiany statusu wyspy, aby zwiększać tam swoją aktywność wojskowo-gospodarczą. Duńsko-amerykańskie porozumienie o obronie Grenlandii z 1951 r. pozwala im swobodnie kształtować obecność militarną na jej terytorium. Również potencjalne inwestycje w górnictwo nie są skrępowane ograniczeniami zewnętrznymi (z wyjątkiem wydobycia uranu) – autonomiczne władze przejęły bowiem pełną odpowiedzialność za eksploatację złóż, a gospodarka nie podlega unijnym regulacjom (Grenlandia wystąpiła ze wspólnot europejskich w 1985 r.). Aktualnie z 85 aktywnych licencji wydobywczych na wyspie tylko jedna należy do podmiotu zarejestrowanego w Stanach Zjednoczonych.

Narastająca presja USA w sprawie przejęcia kontroli nad wyspą zaktywizowała społeczeństwo obywatelskie na Grenlandii. 14 marca liderzy partyjni wydali oświadczenie potępiające retorykę Trumpa. Dzień później odbyły się tam duże demonstracje antyamerykańskie. Początkowa powściągliwość Nuuk i podkreślanie woli ściślejszej współpracy z USA ustąpiły bardziej zdecydowanym reakcjom. Z obaw przed ich ingerencją wynikały też działania legislacyjne. W lutym zakazano anonimowych i zagranicznych donacji dla partii oraz ograniczono możliwość zakupu nieruchomości przez cudzoziemców. Różne grenlandzkie instytucje publiczne wstrzymały bieżącą kooperację ze Stanami Zjednoczonymi.

Kumulacją tego procesu była reakcja na ogłoszenie wizyty drugiej damy Ushy Vance, która 29 marca planowała udział we współfinansowanym przez USA wyścigu psich zaprzęgów w Sisimiut. Delegacja miała mieć charakter prywatny, choć zapowiadano również obecność Waltza i Wrighta. Na opór społeczny i zapowiadane protesty nałożyło się wysłanie przez Waszyngton dwóch samolotów z funkcjonariuszami i sprzętem do zabezpieczenia pobytu, co dodatkowo podniosło poziom emocji w nienawykłej do tego typu wydarzeń Grenlandii. Odwołanie pierwotnego programu i ograniczenie wizyty do amerykańskiej bazy Grenlandczycy poczytują za sukces i zaakcentowanie swojej podmiotowości w relacjach z USA.

Równocześnie Nuuk chce bliższych relacji z Waszyngtonem z poszanowaniem prawa do samostanowienia. Z perspektywy Grenlandii mają one znaczny niewykorzystany potencjał, odbiegający jednak od spraw związanych z rywalizacją mocarstw w Arktyce – zależy jej bowiem na ustanowieniu połączeń lotniczych i handlowego szlaku morskiego oraz na inwestycjach górniczych. Zdziwienie budzi tam republikańska narracja dotycząca wpływów Pekinu i Moskwy na wyspie. Choć Rosja i Dania/Grenlandia mają nakładające się roszczenia do szelfu kontynentalnego Oceanu Arktycznego, to Moskwa nie stosowała wobec wyspy prowokacji znanych z Bałtyku (naruszenia przestrzeni powietrznej, incydenty z podwodną infrastrukturą krytyczną). Ponadto dwa projekty górnicze z chińskim kapitałem zakończyły się fiaskiem, czyli wycofaniem licencji przez Nuuk (udział w australijskim przedsięwzięciu wydobycia metali rzadkich i przejęcie złoża żelaza), podobnie jak próby współpracy badawczej.

osw.waw.pl

poniedziałek, 31 marca 2025



Jak mówią Rosjanie w rozmowie z Faridaily, urzędnicy na wszystkich szczeblach czekają na wynik dialogu pokojowego, w wyniku czego zwykłe życie polityczne w Rosji praktycznie zamarło. Cała uwaga Putina i jego otoczenia rzekomo skupia się na trwających pertraktacjach ze Stanami Zjednoczonymi.

Nawet prace w rosyjskim parlamencie uległy spowolnieniu z powodu niepewności — uchwalanych jest mniej ustaw, a deputowani odmawiają komentowania polityki zagranicznej.

"W polityce wewnętrznej wszędzie zrobiło się cicho" — potwierdził jeden z deputowanych Dumy.

Według źródeł Faridaily obecna sytuacja w Rosji jest podobna do tej, jaka miała miejsce w miesiącach poprzedzających pełnowymiarową inwazję na Ukrainę w 2022 r.

"Wszyscy próbują odgadnąć, co dzieje się w głowie Putina. Albo nikomu nic nie mówi, albo mówi wszystkim różne rzeczy" — powiedział rozmówca zbliżony do rozmów amerykańsko-rosyjskich.

onet.pl/The Moscow Times


A co z tzw. mięsnymi szturmami? Czy one wciąż są realizowane?

Na początku trzeba sobie powiedzieć, że na obecnym froncie niewiele jest bezpośredniej walki strzeleckiej. Grupy szturmowe często wchodzą na pozycje, które zostały wcześniej rozbite przez drony i artylerię. Jednak takie szturmy wciąż się zdarzają. Są jednak bardziej złożone, niż przedstawia się to w mediach.

Jak one wyglądają?

Takie szturmy dokładnie się planuje, zwykle na 24 godziny, z czego część bojowa liczy dwie do trzech godzin. Najczęściej atakują o świcie, najlepiej, kiedy jest mgła, bo wtedy drony obserwacyjne, które wiszą nad naszymi pozycjami, słabiej widzą. Szturmująca jednostka składa się z czterech grup szturmowych oraz dwóch grup wsparcia – jedna z nich służy do dostarczania amunicji, a druga do ewakuacji rannych.

Na pierwszy ogień idą ci najmniej doświadczeni, często jest to tzw. świeża mobilizacja. Dlatego nazywa się te ataki mięsnymi szturmami, bo oni są masowo wybijani. Jednak każda z grup umożliwia następnej posuwanie się coraz dalej. Z reguły ostatnia, czwarta grupa jest złożona z profesjonalistów, często żołnierzy sił specjalnych.

W jaki sposób one działają?

Każda z takich grup liczy od 15 do 25 ludzi. W każdej znajdują się strzelcy, saper, operatorzy karabinów maszynowych oraz operatorzy granatników RPG. Pierwszy idzie saper, który sprawdza, czy teren jest zaminowany. Za nim poruszają się strzelcy. Jest też oddzielny strzelec, który osłania grupę podczas odwrotu. Zadaniem każdej z grup jest dojść jak najdalej i zabezpieczyć pozycje dla kolejnej grupy.

Jaka jest przeżywalność tej pierwsze grupy?

Pierwsza grupa raczej nie ma szans na przeżycie. Oni wybiegają na pozycje ogniowe, które trzeba zdobyć. Tych pierwszych kilkunastu ludzi idzie z reguły na odstrzał. Jeżeli kolejnej grupie uda się zająć wysunięte pozycje, zanim też zostanie wybita, to ona próbuje się tam okopać, co podręcznikowo zajmuje około 30 minut. Wtedy nadchodzi kolejna fala. A po niej jeszcze kolejna.

Czy istnieją jakieś sygnały, które pozwalają obrońcom przewidzieć taki atak?

Owszem i to bardzo wyraźne. Jeszcze przed szturmem Rosjanie z reguły próbują rozmiękczyć pozycje obrońców artylerią i dronami szturmowymi. Jeżeli więc tuż przed świtem zaczyna mocno walić rosyjska artyleria i drony, to możesz być pewny, że będzie szturm. Dlatego Rosjanie w niektórych sytuacjach rezygnują z uderzenia artyleryjskiego, żeby uzyskać element zaskoczenia.

Co jest najbardziej skomplikowane w odparciu takiego szturmu?

Trudne momenty następują, kiedy wróg zbliży się do pozycji obrońców. Wtedy znowu uderza artyleria i drony. Kiedy Ukraińcy się chowają, atakujący mają okazję nawrzucać do środka granatów.

Jak taki mięsny atak wygląda z waszej perspektywy? Czy trudno jest go odeprzeć?

Pracuję w elitarnym batalionie rozpoznania. To wyjątkowo skuteczny i dobrze zorganizowany batalion. Pierwszy raz na tej wojnie czuję, że system dba o moje życie. Jest mnóstwo procedur bezpieczeństwa i duży nacisk położony na komunikację i zrozumienie sytuacyjne przez żołnierza. Ostatni szturm ruskich nawet nie dotarł do naszych pozycji, został zniszczony 500 m od nas, za pomocą dronów FPV i artylerii. Przeżywalność wozów opancerzonych na nulu [pierwsza linia frontu, najbardziej wysunięte pozycje] to 15 minut. Żeby zdobyć wieś składającą się z czterech domów, Rosjanie muszą poświęcić dużo sprzętu i ludzi. Poza tym czuję, że zawsze jesteśmy jeden krok przed wrogiem. Zawsze jesteśmy przygotowani. Niestety na innych odcinkach frontu bywa gorzej.

A jak wyglądają wasze szturmy?

Podstawowa różnica jest taka, że Rosjanie przyjmują założenie, że w szturmie zginie dużo ludzi. Dlatego na pierwszy ogień posyłają zwykłą piechotę bez doświadczenia. U nas szturmy realizują tylko doświadczeni żołnierze z grup szturmowych i z wywiadu. Tych żołnierzy nie ma aż tak wielu, dlatego my pracujemy w małych grupach. Wiele było zachwytów nad skutecznością tych małych grup. No tak, ale jeśli pracujesz w grupce 15-20 ludzi to mniej też zdobywasz – może 100 metrów terenu, jeden okop i to wszystko. Ostatnio szturmowaliśmy pozycję. Ruscy nas namierzyli i ostrzelali z artylerii i dronów FPV. Na dodatek ktoś nadepnął na minę lub jakiś niewypał. Szturm, zanim się zaczął, już się skończył. Na szczęście nikt nie zginął, ale byli ranni.

A więc Rosjanie po prostu zdobywają teren większą masą?

Tu nie chodzi tylko o masę, ale też o kwestię zmuszenia ludzi do tego rodzaju ataku. Możesz człowieka zmusić, żeby siedział w dziurze i jej pilnował, ale trudniej jest go zmusić do w zasadzie samobójczego ataku. U nas nie jest to takie łatwe.

A jednak Rosjanom udaje się zmuszać swoich ludzi do mięsnych szturmów.

Być może to jest kwestia innego mentalu Ukraińców i Rosjan. U Rosjan najważniejsza jest władza i siła, dlatego oni bezwarunkowo się jej podporządkowują. Dla nas najważniejsza jest wolność.

onet.pl


„Aby zrozumieć, ile szczęścia ma obecnie Europa, trzeba spojrzeć w przeszłość” – pisze publicysta niemieckiego tygodnika Matthias Krupa.

Przypomina, że gdy w 2017 r. Donald Trump po raz pierwszy obejmował stanowisko prezydenta USA, Unia Europejska i Wielka Brytania mierzyły się ze skutkami brexitu, a w Polsce władzę sprawował „prawicowy nacjonalista” Jarosław Kaczyński, którego „partia rządziła odwrócona plecami do UE”, często w konflikcie z pozostałą częścią Europy. Zdaniem komentatora, prezydent Francji Emmanuel Macron był wówczas „zupełnie niedoświadczony”, a ówczesna kanclerz Niemiec Angela Merkel, o której mówiono, że jest przywódczynią wolnego świata, rozpoczynała czwartą kadencję.

W ocenie Krupy obecna sytuacja różni się zasadniczo od tej sprzed ośmiu lat. „We wszystkich krajach europejskich, które mają coś do powiedzenia, na czele (władz) stoją politycy, którzy najwidoczniej zrozumieli, że żyjemy w historycznych czasach” – czytamy w „Die Zeit”. „Rozumieją, że muszą wspólnie bronić kontynentu przed Putinem i chronić go przed Trumpem” – podkreśla gazeta.

„Dynamiczny Francuz” Macron i „trzeźwo myślący” premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer podjęli inicjatywę – pisze Krupa, wskazując na liczne spotkania organizowane przez obu polityków w minionych tygodniach. Przypomina, że w czwartek w Paryżu odbędzie się kolejne spotkanie. Francuski prezydent od dawna zastanawia się, jak uczynić Europę bardziej niezależną, także od Stanów Zjednoczonych, zaś Starmer pozostaje niezmiennie najbliższym sojusznikiem USA, ale postawił swój kraj po stronie UE.

„Trzecim w tym związku obecnych przywódców jest Donald Tusk, mimo że pozostaje nieco na drugim planie” – pisze Krupa, oceniając, że polski premier i były szef Rady Europejskiej zna wszystkie kruczki europejskiej polityki, a w dodatku pokazał, jak można pokonać wrogów UE we własnym kraju. „Bez Polski nowa europejska architektura bezpieczeństwa jest nie do pomyślenia. W drodze do tego celu Tusk jest przewidywalnym partnerem” – ocenił komentator „Die Zeit”.

Zdaniem Krupy, personalne warunki do tego, aby Europa poradziła sobie z wyzwaniami, są bardzo korzystne. Ważnym atutem jest też doświadczona, twarda i ambitna przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Europie brakuje jeszcze kanclerza Niemiec, który uzupełniałby ten kwartet. „Niemcy, kraj w centrum, jest nieodzowny i niezbędny dla Europy” – podkreśla Krupa, dodając, że bez ambicji Berlina UE nie dokona postępu.

bankier.pl

niedziela, 30 marca 2025



Głęboka analiza potencjału wojsk pancernych Rosji na początek 2025 r. Proszę przeczytać całość. 

- 🇷🇺 zdjęła z magazynów do remontów 54% czołgów (tylko 342 w 2024 r.)
- w magazynach pozostało 3463 egz. (nie nadających się do remontu)
- przy fabrykach 1253 kolejnych czołgów
- 🇷🇺 zaczyna przeszukiwać „cmentarzyska pobitewnego sprzętu”, co wskazuje na wyczerpywanie się istniejących rezerw w magazynach
- rozpoczęto rozkonserwowanie BTR-60/70
- w II połowie 2025 r. główny nacisk zakładów remontowych zostanie przeniesiony na T-62 i T-55
- szacunkowa ocena możliwości odzysku/produkcji czołgów:
2022 - do 120 egz/m-c
2023 - do 90 egz/m-c
2024 - do 50 egz/m-c
2025 - 30-35 egz/m-c
- od II połowy 2025 r. obecne tempo remontów/produkcji hipotetycznie pokryje do 30% obecnych strat na froncie
- 80% czołgów trafiających do jednostek to pojazdy po remoncie/de-konserwacji
- 20% to nowa produkcja
- wg ISW w 2 lata (IV 2022- IV 2024) Rosja wyprodukowała 164 T-90M
- prognozowana liczba czołgów w 🇷🇺 frontowych jednostkach bojowych na koniec 2025 r. - 1200

x.com/JanR210


Zaangażowanie Ukrainy w Afryce i na Bliskim Wschodzie może dziwić, a nawet oburzać. Chociażby w polskich dyskusjach przewija się argument, że Kijów „gra powyżej swojej ligi”. Za takimi opiniami stoi przekonanie, że nasz sąsiad nie ma prawa do organizowania operacji sił specjalnych na innych kontynentach czy prowadzenia ambitnej polityki handlowej i humanitarnej, której celem jest budowa ukraińskiej soft power. Poglądy te mogą wynikać z pogardy lub protekcjonalizmu wobec Ukrainy, ale faktycznie są dowodem wasalnej postawy, która każe postrzegać państwa naszego regionu, w tym Polskę, jako pionki na wielkiej geopolitycznej szachownicy, na której partię rozgrywają tylko państwa postrzegane jako mocarstwa. Ukraina nie zadaje sobie jednak takich pytań i korzysta ze wszelkich dostępnych środków, by zyskać karty przydatne w relacjach z partnerami oraz konfrontacji z wrogami.

O ironio, atak Trumpa i Vance’a na Zełenskiego w Gabinecie Owalnym oraz polityka nowej administracji amerykańskiej pomogły Ukrainie wizerunkowo w oczach mieszkańców globalnego Południa. Dotychczas postrzegali oni Kijów jako satelitę znienawidzonych przez nich USA, a Rosję jako kraj przeciwstawiający się amerykańskiemu imperializmowi. Dzisiaj część z nich czuje się zdezorientowana zbliżeniem amerykańsko-rosyjskim, co może pomóc w ograniczaniu wpływów Moskwy na globalnym Południu. W ten sposób Kijów uzyskał dodatkowe możliwości w zakresie ograniczania wpływów rosyjskich. Potencjalne zawieszenie broni lub zawarcie umowy pokojowej nie wpłynie raczej na antyrosyjską aktywność Ukrainy w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

new.org.pl


Według prezydenta Donalda Trumpa Ukraina nie ma żadnych „kart”, podczas gdy Rosja ma ich wiele. Wiceprezydent J. D. Vance stwierdził, że wyższa rosyjska siła ognia i liczebność oznacza, że ​​wojna może zakończyć się tylko zwycięstwem Rosji. Inni rzekomo realistyczni komentatorzy zgadzają się z tym, argumentując, że przewaga Rosji jest nie do pokonania.

Jako historycy wojskowości uważamy, że jest to błędna interpretacja nie tylko tego, co dzieje się na ziemi, ale także tego, jak rozwijają się wojny — a w szczególności różnicy między kampaniami wyniszczającymi a tymi opartymi na manewrach. Luftwaffe i niemieckie siły podwodne podczas II wojny światowej, aby podać tylko dwa przykłady, zostały pokonane nie jednym ciosem, ale technologicznie zaawansowanym, taktycznie i operacyjnie wyrafinowanym podejściem, które sprawiło, że te organizacje, mimo że były duże, nie były w stanie działać skutecznie. W tym samym duchu postępy armii niemieckiej wiosną 1918 r. ukryły podstawową słabość tej armii spowodowaną wyniszczeniem, która ostatecznie skazała armię cesarza i reżim, za który walczyła.

Już to przerabialiśmy. Przed wojną społeczność wywiadowcza, przywódcy polityczni i wielu studentów rosyjskiej armii doszło do wniosku, że Rosja z łatwością pokona Ukrainę militarnie — że Kijów upadnie w ciągu kilku dni, a sama Ukraina może zostać podbita w ciągu kilku tygodni. Powinniśmy rozważyć tę porażkę, oceniając pewność Vance'a i tych, którzy myślą podobnie do niego.

Wojny rzadko wygrywa się tak zdecydowanie, ponieważ wyczerpanie jest nie tylko warunkiem wojny, ale także wyborem strategicznym. Mniejsze mocarstwa mogą, poprzez inteligentne zastosowanie wyczerpania, osiągnąć swoje cele. Jest to szczególnie prawdziwe, jeśli, podobnie jak Ukraina, potrafią wykorzystać zmiany technologiczne i uzyskać jak najwięcej z zewnętrznego wsparcia i sojuszników. Wietnam został przewyższony przez Stany Zjednoczone, tak jak kolonie amerykańskie zostały przewyższone przez Imperium Brytyjskie. Siły irańskie przewyższały liczebnie siły Iraku podczas długiej i brutalnej wojny w latach 80. i mimo to przegrały.

(...)

Słabość Rosji jest szczególnie widoczna w armii. Jeden z raportów Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych oszacował, że w samym 2024 roku Rosjanie stracili 1400 czołgów podstawowych i ponad 3700 bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych. Jednocześnie rosyjska produkcja takich pojazdów, w tym jednostek odnowionych, wyniosła zaledwie 4300, co nie wystarczyło, aby zrekompensować straty. W desperacji Rosja zwróciła się ku renowacji swoich najstarszych i najmniej skutecznych pojazdów bojowych, z których wiele pochodzi z czasów radzieckich. Jedno z ostatnich badań przeprowadzonych przez Chatham House stwierdza, że ​​rosyjski kompleks militarno-przemysłowy jest „źle przystosowany do radzenia sobie ze skutkami przedłużającej się wojny z Ukrainą lub do osiągnięcia zrównoważonej przyszłości pod względem produkcji, innowacji i rozwoju”.

To samo dotyczy rosyjskiej siły roboczej. Liczba żołnierzy, których Rosjanie byli w stanie utrzymać na froncie, wydawała się osiągać szczyt wiosną i latem 2024 r., przekraczając 650.000. Do końca roku spadła bliżej 600.000, pomimo nadzwyczajnych premii, jakie rosyjski rząd oferuje nowym rekrutom, wynoszących około dwa i pół razy więcej niż średnia roczna pensja Rosjan w 2023 r.

Liczba ofiar rosyjskich stale rośnie. Według brytyjskiego Ministerstwa Obrony w grudniu 2022 r. wynosiła około 500 dziennie; w grudniu 2023 r. nieco poniżej 1000; a w grudniu 2024 r. ponad 1500. Tylko w 2024 r. Rosja straciła prawie 430.000 zabitych i rannych, w porównaniu z nieco ponad 250.000 w 2023 r.

Północnokoreańskie posiłki przyciągnęły uwagę prasy, ale te wojska, liczące co najwyżej dziesiątki tysięcy, nie mogą zrekompensować podstawowych niedoborów rosyjskiej siły roboczej. Co więcej, wysokie wskaźniki ubytków, jakich doświadczyli Rosjanie — mniej więcej takie same jak liczba personelu mobilizowanego każdego roku — oznaczają, że rosyjskiej siły militarnej nie udało się odtworzyć. Jest to coraz bardziej prymitywna siła, słabo wyszkolona i kierowana, napędzana wyłącznie strachem.

Przerwa w amerykańskiej pomocy w zeszłym roku zaszkodziła Ukrainie. Teraz jednak zapasy większości rodzajów broni wydają się być w lepszym stanie. Produkcja Ukrainy osiągnęła imponujący poziom w niektórych ważnych kategoriach, w szczególności, ale nie wyłącznie, bezzałogowych statków powietrznych. W 2024 r. ukraińskie wojsko otrzymało ponad 1,2 miliona różnych ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych — dwa rzędy wielkości więcej niż Ukraina posiadała, nie mówiąc już o wyprodukowaniu, na początku wojny. Ukraińskie wskaźniki produkcji nadal rosną; w tym roku zamierza wyprodukować 4 miliony dronów.

Bezzałogowe statki powietrzne są kluczowe, ponieważ zastąpiły artylerię jako najskuteczniejszy system na polu bitwy. Według szacunków bezzałogowe statki powietrzne powodują obecnie 70 procent strat Rosji. Silny przemysł obronny Ukrainy wprowadza innowacje szybciej i skuteczniej niż Rosja i jej sojusznicy.

Wojny na wyniszczenie toczą się na wielu frontach. Na przykład prawdą jest, że Rosja zwiększyła ataki na ukraiński przemysł i cele cywilne, a także infrastrukturę energetyczną. Ukraińska obrona powietrzna okazała się jednak niezwykle skuteczna w neutralizowaniu większości tych ataków, dlatego liczba ofiar wśród cywilów na Ukrainie maleje. Ukraina ponadto również przeszła do ofensywy. Wyprodukowała około 6000 ciężkich bezzałogowych statków powietrznych o większym zasięgu, których użyła do ataków w głąb Rosji, zmniejszając rosyjską produkcję ropy naftowej. Co godne uwagi, Ukraina wydaje się dorównywać tempu, w jakim Rosja produkuje własnego podobnego drona, Shaheda, który jest budowany na licencji Iranu.

Pomimo niechęci Amerykanów do udzielania dalszej pomocy, europejscy przyjaciele Ukrainy mogą znacząco wpłynąć na sytuację, nawet jeśli nie mogą po prostu zastąpić tego, co dostarczają Stany Zjednoczone. Na przykład nie produkują zaawansowanego systemu przeciwrakietowego Patriot, chociaż mają inne skuteczne bronie obrony powietrznej. Jednak Europa może pomóc Ukrainie w dalszym rozwijaniu produkcji bezzałogowych statków powietrznych; Europejczycy mają na przykład zdolność do produkcji silników do bezzałogowych statków powietrznych dalekiego zasięgu w znacznie szybszym tempie.

A niektóre europejskie systemy, które jeszcze nie zostały dostarczone — takie jak niemiecki pocisk manewrujący Taurus — mogłyby zwiększyć przewagę Ukrainy. Niemcy jak dotąd odmówiły Ukrainie Taurusa, znacznie skuteczniejszego systemu o większym zasięgu i większym ładunku niż francusko-brytyjskie pociski Storm Shadow/Scalp. Nowy kanclerz Niemiec, Friedrich Merz, powiedział już, że wyśle ​​pociski Taurus na Ukrainę, jeśli Rosjanie nie ustąpią. Dzięki tym systemom Ukraina mogłaby zwiększyć znaczne szkody, jakie już wyrządziła w Rosji.

Kampanie wyniszczające zależą od bazy przemysłowej. Sama Unia Europejska ma PKB około 10 razy większe od PKB Rosji, a jeśli do tego obliczenia dodasz Wielką Brytanię i Norwegię, nierównowaga na korzyść Ukrainy staje się jeszcze większa. Tak jak jest, Europa i Stany Zjednoczone dostarczyły Ukrainie mniej więcej równe ilości jej zasobów wojskowych (po 30 procent), podczas gdy Ukraina wyprodukowała 40 procent sama.

Stany Zjednoczone dostarczyły nie tylko materiały wojskowe — dostarczyły również informacje wywiadowcze i dostęp do usług internetowych Starlink. Nic z tego nie da się szybko nadrobić, choć, powtórzę, nie należy niedoceniać głębi zasobów technologicznych i wywiadowczych dostępnych w Europie i życzliwych krajach azjatyckich, gdyby się zmobilizowały. Stany Zjednoczone do tej pory ograniczały swoją pomoc, ale sama Ukraina i jej europejscy sojusznicy wypełniają luki.

Ukraina nie jest na skraju upadku, a to Rosja, a nie Ukraina, przegrywa wojnę na wyniszczenie, co sprawia, że ​​decyzje administracji Trumpa są szczególnie krótkowzroczne i tragiczne. Ukraina ma wiele kart, nawet jeśli Trump i Vance ich nie widzą. Gdyby przywódcy Ameryki zdołali wywrzeć na Rosję presję porównywalną z tą, którą wywierają na Ukrainę, mogliby pomóc Ukrainie osiągnąć coś o wiele bardziej przypominającego zwycięstwo.

theatlantic.com


- Skoro rozmawiamy o OpenAI, to muszę zapytać: czy udział Polaków w budowaniu ChataGPT będzie istotnym wątkiem książki?

O rany, tak, to była jedna z pierwszych uderzających rzeczy, gdy zacząłem przyglądać się zespołowi i historii firmy.

- Poznałeś już jakichś Polaków, którzy tam pracują?

Poznałem ich wszystkich! Blisko współpracuję z Szymonem Sidorem, poznałem Jakuba Pachockiego, Wojciecha Zarembę. Gdy zacząłem przeglądać zespół ds. researchu OpenAI, pomyślałem sobie: "Jezu, każdy z was był urodzony w Polsce. Co tam się dzieje?". To naprawdę jest jakaś magia. Patrząc na rozwój firmy przez ostatnich 6-7 lat, to nie sądzę, by cokolwiek wydarzyło się tam bez udziału polskich talentów i umiejętności matematycznych.

To jest wyjątkowe, niesamowite. Przypomina mi trochę Manhattan Project w tym sensie, że USA sprowadziły wówczas do pracy tak wielu genialnych naukowców i matematyków z Europy Wschodniej. Może to będzie stwierdzenie na wyrost, ale AI – w porównaniu do oprogramowania i komputerów w ostatnich 20-30 latach – jest dużo mocniejsze matematycznie.

Oczywiście, wtedy też matematyka była potrzebna, ale budujący sztuczną inteligencję to jest inny typ ludzi. Są niezwykle uzdolnieni. AI to wysiłek zespołowy, ale to dzięki indywidualnościom dokonuje się w nim dużych skoków – i dokonało go kilku Izraelczyków, Amerykanów oraz właśnie Polacy, którzy stanowią największą grupę.

- Jak udaje ci się namówić tych wszystkich ludzi z technologii, często introwertycznych, na wyznania? Wiem z doświadczenia, że nie jest to łatwe.

Przede wszystkim pisząc o technologiach, musiałem je poznać na dosyć szczegółowym poziomie. Uczyłem się, jak wszystko działa, choć nie uważam się za eksperta. I ludzie naprawdę lubią o tym rozmawiać i szanują cię, gdy wiedzą, że się znasz. I masz rację – połowa ludzi, których spotykam, ma spektrum autyzmu i czasem patrzą się cały czas na ścianę podczas naszych wywiadów. Natomiast mam po prostu bardzo ciekawską naturę i lubię słuchać ludzi, a oni wiedzą, że mam wiedzę i jestem zainteresowany technologią, a nie władzą czy pieniędzmi. Zbudowałem pewną markę i zaufanie, ale i tak zawsze zaskakuje mnie, gdy ktoś zgadza się zrobić ze mną książkę. Nie mam pojęcia, czemu to robią, bo zawsze będą w niej i dobre, i złe rzeczy, które im się nie spodobają. Ale każdy ma swoje motywacje.

(...)

- Gdybyś więc mógł zrobić książkę lub dokument o dowolnej żyjącej osobie, kto by to był?

Jest taki człowiek w Australii, nazywa się David Walsh. Jest największym na świecie hazardzistą. Obstawia około miliarda dolarów rocznie.

- Miliard dolarów w hazard?

Tak, nie zarabia miliarda rocznie, ale tyle wydaje na hazard, by swoje zarobić. Jest szalenie ekscentryczny, jest swego rodzaju geniuszem, który rozgryzł jak to robić matematycznie. Stworzył też bardzo awangardowe muzeum sztuki nowoczesnej w Australii. To dla mnie wyjątkowy człowiek, ekscentryczny i dosyć nieśmiały.

money.pl

sobota, 29 marca 2025



W Chinach, największym rynku samochodowym na świecie, przyszłość wygląda jeszcze gorzej. BYD, największy rywal Tesli, ma 15 proc. rynku, ponad trzykrotnie więcej niż amerykański producent samochodów. W lutym sprzedaż Tesli w Chinach spadła o 49 proc. rok do roku, podczas gdy sprzedaż BYD wzrosła o 161 proc. Spowolnienie Tesli mogło częściowo odzwierciedlać fakt, że chińscy klienci czekali na ulepszony Model Y dostępny od lutego. Ale od tego czasu BYD ją wyprzedził. 18 marca chińska firma zaprezentowała system ładowania, który według niej może zasilić pojazd elektryczny w pięć minut, czyli o połowę krócej niż infrastruktura ładowania Tesli. Niektórzy eksperci określili to jako "moment DeepSeek" w branży motoryzacyjnej.

BYD poddał również w wątpliwość inną ważną część strategii Tesli: technologię bez kierowcy. System wspomagania kierowcy, który Tesla przesadnie nazywa w pełni autonomiczną jazdą (FSD), jest tym, co inni nazywają poziomem drugim autonomii, co oznacza, że kierowcy muszą nadal trzymać ręce na kierownicy i zwracać uwagę [na drogę]. Marki Tesli postrzegają przejście na poziomy czwarty i piąty, co oznacza w pełni autonomiczną jazdę, jako kolejny etap w dążeniu firmy do zrewolucjonizowania transportu. Tom Narayan z RBC Capital Markets przypisuje prawie trzy czwarte swojej przewidywanej wyceny Tesli nadziejom, że firma opracuje floty tanich robotów (bez pedałów i kierownic), które podważyłyby opłacalność tanich przewozów.

Jednak pod koniec ubiegłego miesiąca BYD zaskoczył branżę motoryzacyjną, wprowadzając zaawansowaną technologię wspomagania kierowcy, zwaną "God's Eye" [ang. Oko Boga], bez dodatkowych kosztów. Zbiegło się to niemal dokładnie w czasie z wydaniem przez Teslę okrojonej chińskiej wersji FSD, która kosztuje około 9000 dol. [34 tys. zł] więcej za samochód (mniej więcej tyle samo, co najtańszy pojazd BYD). Strategia cenowa BYD, wraz z postępem technologicznym starszych producentów samochodów, skłoniła niektórych analityków z Wall Street do obniżenia długoterminowych prognoz Tesli. — W Chinach Tesla nie dyktuje już tempa. Tempo jest dyktowane jej — mówi Tu Le z Sino Auto Insights, firmy konsultingowej.

onet.pl/The Economist


Co ciekawe, Trump był już kiedyś w takiej sytuacji. W ciągu pierwszych kilku miesięcy swojej pierwszej kadencji prezydent stanął w obliczu podobnej presji zewnętrznej, aby zwolnić swojego ówczesnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Flynna, po tym, jak pojawiły się informacje, że okłamał ówczesnego wiceprezydenta Mike'a Pence'a i innych urzędników na temat rozmów z rosyjskimi urzędnikami w okresie przejściowym.

Trump uległ presji i usunął człowieka, którego postrzegał jako lojalnego żołnierza — tylko po to, by później tego żałować. Prezydent i niektórzy z jego doradców czuli, że poddając się, ugięli się przed narracją o Rosji, która będzie nękać resztę jego prezydentury.

Ale ta kadencja może być inna. — Jego supermocą jest to, że nie dba o prasę i nie reaguje na nią — mówi jedna z osób.

Jednak o ile tym razem uratowało to Waltza, następnym może być inaczej — dodaje źródło.

onet.pl/Politico


Produkcja gazu i ropy w Teksasie w pierwszym kwartale 2025 roku zanotowała lekki wzrost. Jednocześnie w górę poszły jednak koszty - zarówno materiałów, jak i eksploracji oraz eksploatacji złóż. W rezultacie delikatnie przyspieszył trend spadającej średniej rentowności firm sektora.  

Nowego złotego wieku na razie zatem nie widać.

To oczywiście żadne zaskoczenie - choć Trump obiecywał, że jego rewolucja przyniesie natychmiastowe owoce, to znaczne zwiększenie podaży ropy i gazu wymaga czasu. Dużo ważniejsze od tego, jak zmieniło się wydobycie na przestrzeni ostatnich paru miesięcy, jest to, jak kształtują się plany inwestycyjne - czyli to, jak sami zainteresowani oceniają przyszłe perspektywy sektora. Jako że opracowanie Dallas Fed opiera się na kwestionariuszu rozpowszechnianym wśród menedżerów wyższego szczebla w firmach wydobywczych, to stanowi świetne narzędzie dla wszystkich szukających odpowiedzi na to pytanie. I widać w nim doskonale, jak bardzo oczekiwania i obietnice Trumpa rozjeżdżają się z rzeczywistością.  

Hasło, które pojawia się najczęściej w opiniach przedstawicieli firm, to "niepewność":  
  • "Słowo-klucz opisujące pierwsze trzy miesiące tego roku to niepewność, jako że jesteśmy spółką akcyjną, to musimy mierzyć się z tym, że nasi inwestorzy nienawidzą niepewności (…). Jej przyczyną są sprzeczne ze sobą przekazy płynące z Białego Domu".
  • "Niepewność wynikająca z polityki handlowej i celnej rządu utrudnia planowanie".
  • "Niepewność we wszystkich możliwych aspektach wzrosła drastycznie w ciągu mijającego kwartału (…) Nasza zdolność planowania w jakiejkolwiek znaczącej perspektywie czasowej radykalnie się zmniejszyła".  
  • "Jedynym pewnikiem w tej chwili jest niepewność. W odpowiedzi nasze podejście opiera się na większej dyscyplinie finansowej i skupia się na wzmocnieniu odporności na szoki zewnętrzne".
  • "Ryzyko geopolityczne i niepewność gospodarcza zaciemniają nasze postrzeganie przyszłości".
  • "Światowy niepokój geopolityczny i niepewność gospodarcza związana z polityką celną rządu to dla nas sygnał, żeby wstrzymać inwestycje".  
  • "Chaos wywołany przez Biały Dom to absolutna katastrofa dla naszego sektora. "Wierć, maleńki, wierć" to nic tylko mit i populistyczna przyśpiewka. Polityka celna jest kompletnie nieprzewidywalna i nie opiera się na żadnej logice. Potrzebujemy więcej stabilności".  
Nastroje są tak fatalne, że zdaniem uczestnika badania Dallas Fed "w ciągu ponad 40 lat pracy w tym sektorze nigdy nie czułem takiej niepewności, jak w tej chwili". To wysoko postawiona poprzeczka. Wystarczy przypomnieć, że niecałe pięć lat temu, w połowie kwietnia 2020 roku, cena ropy na nowojorskiej giełdzie towarowej spadła do poziomu minus 38 dolarów za baryłkę - producenci mieli więcej ropy, niż byli w stanie magazynować, więc byli gotowi płacić nabywcom za to, żeby się jej pozbyć.

Niepewność to zresztą nie tylko obawa o przyszłość. Już teraz polityka handlowa Trumpa przekłada się na wyższe koszty działalności. Jeden z respondentów wspomniał, że po zapowiedzi wprowadzenia ceł w wysokości 25 procent na stal "nasi dostawcy rur natychmiast podnieśli ceny o jedną czwartą, mimo że sami kupili je jeszcze zanim cła weszły w życie". Pokazuje to doskonale, jak bardzo odklejona od rzeczywistości jest narracja Białego Domu, zgodnie z którą cła zostaną "zapłacone" przez eksporterów, bez szwanku dla konsumentów.  

Poza polityką celną przedstawiciele sektora mają też bardziej bezpośrednie powody do obaw związane z deklaracjami płynącymi z Białego Domu. Na początku marca Peter Navarro, jeden z najbliższych doradców gospodarczych prezydenta, zasugerował, że na potrzeby walki z inflacją ceny ropy powinny spaść z obecnego poziomu około 68 dolarów do 50 dolarów za baryłkę. Zdaniem cytowanego przez "Financial Times" analityka rynku surowców Paula Horsnella z banku Standard Chartered, przy poziomie cen oczekiwanym przez Biały Dom ogromna część producentów ropy w Teksasie miałaby problem z utrzymaniem jakiejkolwiek rentowności. Jak podkreślają menedżerowie w badaniu Dallas Fed, kłóci się to całkowicie z deklarowanym celem administracji, jakim jest radykalne zwiększenie wydobycia: 
  • "Płynące z Białego Domu groźby dotyczące spadku cen ropy do 50 dolarów za baryłkę sprawiło, że podjęliśmy decyzję o zmniejszeniu naszego budżetu na inwestycje w zwiększenie wydobycia na lata 2025-2026. "Wierć, maleńki, wierć" nie ma racji bytu przy tej cenie. Platformy wiertnicze zostaną porzucone, zmniejszy się zatrudnienie i spadnie produkcja".  
  • "Ceny ropy spadają, a nasze koszty rosną. Żeby zwiększyć wydobycie cena za baryłkę, musiałaby być na poziomie 75-80 dolarów".
  • "Przy 50 dolarach za baryłkę nastąpi natychmiastowy spadek amerykańskiego wydobycia - i to znaczący, o ponad 1 milion baryłek dziennie w perspektywie kilku kwartałów".  
gazeta.pl