czwartek, 27 lutego 2025



PAP FakeHunter: Czym obecne negocjacje miałyby się różnić od tych prowadzonych w 2014 roku w Mińsku na Białorusi?

Peter Doran: Przy stole negocjacyjnym nie będzie Francji i Niemiec i jest także szansa, że obecne rozmowy nie będą obarczone wadą z Mińska, czyli brakiem gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy na wypadek złamania przez Rosję porozumień. Wówczas powtarzał się wciąż ten sam cykl: zawierano porozumienie, obie strony przestawały do siebie strzelać, po czym Rosjanie ostrzeliwali nagle Ukraińców, ci odpowiadali, a Rosjanie biegli do europejskich negocjatorów skarżąc się złamanie przez Kijów porozumienia. I cały proces zaczynał się od nowa, a wszystko dlatego, że nie przewidziano żadnej kary za zerwanie umowy. Tym razem będzie inaczej.

PAP FakeHunter: Czy właśnie tego, że Rosja nie dotrzymuje żadnych porozumień, nie należy się obawiać i tym razem?

PD: Prezydent Zełenski powiedział, że Putin jest kłamcą i nie można mu ufać, bo złamał każde podpisane z Ukrainą porozumienie. To prawda, jednak Trump liczy na to, albo wręcz stawia na to, że porozumienia ustalonego z nim Putin nie odważy się złamać. Jednak jeśli Putin zlekceważy całą tę dobrą wolę, którą Trump wkłada w negocjacje, nie skończy się to dla niego dobrze.

PAP FakeHunter: Jaki plan ma prezydent USA?

PD: Zaczynając ten proces Trump założył, że Putin bardziej chce pokoju niż wojny. Trzeba więc doprowadzić do tego, żeby Putin nie miał wręcz innego wyboru tylko pokój. Jak dotąd rozmawialiśmy o samych negocjacjach, o tym, z czego będzie musiała zrezygnować Ukraina, a z czego Rosja, żeby osiągnąć pokój, ale jest też jeszcze inna strona tego procesu. Wspominał o tym wielokrotnie doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz, jeszcze zanim wszedł do nowej administracji. Gen. Keith Kellog, który ma poprowadzić rozmowy jest podobnego zdania. W ich opinii trzeba zwiększyć presję ekonomiczną na Rosję. Nałożenie twardszych sankcji na Rosję sprawi, że prowadzenie wojny będzie dla niej jeszcze bardziej bolesne i Putin nie będzie miał innego wyboru tylko zgodzić się na porozumienie na proponowanych warunkach.

PAP FakeHunter: O jakiego rodzaju presji mówimy?

PD: Rosja jest gospodarczo osłabiona, dlatego Putin obawia się dokręcenia śruby zachodnich sankcji. Możemy nałożyć dodatkowe sankcje na zachodnie instytucje finansowe ułatwiające Rosji prowadzenie handlu, także na chińskie banki, które to robią. Można także zwiększyć dostawy broni na Ukrainę i pokazać, że Trump mówi poważnie.

PAP FakeHunter: A jeśli Putin wcale nie chce pokoju i jest gotów poświęcić dobro obywateli swojego kraju i dalej prowadzić tę kosztowną wojnę?

PD: Myślę, że Putin na razie testuje prezydenta Trumpa, żeby zobaczyć, ile może od niego uzyskać. Jeśli jednak przekona się na własnej skórze, że za robienie uników i próby manipulowania procesem pokojowym są przewidziane bolesne kary, jest szansa na pozytywny przebieg negocjacji. Oczywiście ja też mam obawy, podobnie jak Polacy, czy wiele innych narodów w Europie, że Putin w rzeczywistości nie chce trwałego pokoju i jedynie sprawdza dokąd może się posunąć i czy coś może od Trumpa wytargować. Zresztą myślę, że Putin ma także przygotowane niespodzianki negocjacyjne, coś w rodzaju „trujących pigułek” (z ang. poison pills, zapisy, które mają zapobiec wrogiemu przejęciu spółki przez zniechęcenie do transakcji) Pojawi się więc jakiś zaporowy warunek, niemal uniemożliwiający dogadanie się, po to, żeby sprawdzić, czy Trump zgodzi się na kiepskie porozumienie, czy może jednak w ogóle zrezygnuje z rozmów. Właśnie dlatego potrzebna jest presja ekonomiczna na Rosję, niezależnie od negocjacji, żeby Putin wiedział, że to w jego interesie leży zawarcie pokoju.

PAP FakeHunter: Wiemy jakie warunki stawia Putin: nie chce Ukrainy w NATO, najchętniej widziałby Polskę i kraje Bałtyckie poza sojuszem, a czego chce prezydent Trump?

PD: Myślę, że prezydent myśli o tym, żeby zapisać się w historii. W czasie swojego inauguracyjnego wystąpienia wyraźnie powiedział, że chce być zapamiętany jako twórca pokoju. Tymczasem europejscy komentatorzy postrzegają go zbyt często jako biznesmena, koncentrującego się na sztuce zawierania transakcji. Pewnie często taki bywa, ale akurat w przypadku Ukrainy, a także Bliskiego Wschodu, chce by świat go zapamiętał jako polityka, który zaprowadził pokój tam, gdzie inni zawiedli. To jest jego cel. To wielkie wyzwanie ale wydaje się, że Trump jest gotów poświęcić całą drugą kadencję, żeby ten cel osiągnąć.

PAP FakeHunter: W jaki sposób prezydent Trump zamierza uzyskać gwarancje suwerenności Ukrainy?

PD: Odpowiedź na to pytanie jest następująca: musimy mieć znaczące siły wielonarodowe na Ukrainie, na wypadek kiedy (i jeśli) Rosja złamie porozumienie. Wtedy efekty ewentualnego zerwania ustaleń odczuje nie tylko Ukraina, ale także inne kraje Europy. Europejskie oddziały na Ukrainie odstraszałyby Rosję przed ponownym atakiem. Myślę, że o takiej strategii mówimy – osiągnięcia pokoju przez zademonstrowanie siły (po ang. peace through strength).

PAP FakeHunter: Gwarancją pokoju, którym chce się zapisać w historii prezydent Trump byłaby obecność europejskich wojsk na Ukrainie?

PD: Tak. To byłaby 100-procentowa gwarancja.

PAP


Czy w tym szaleństwie jest metoda? Czy ukłon w stronę Rosji może być próbą powtórzenia strategii prezydenta USA Richarda Nixona polegającej na zerwaniu sojuszu między komunistycznymi Chinami a Związkiem Radzieckim? Wiemy, że Trump ma obsesję na punkcie Chin, a sami Rosjanie mają dobry powód, by obawiać się chińskiej dominacji. Jeśli poświęcenie części Ukrainy pozwoliłoby Trumpowi zadać cios jego bete noire [fr. złemu duchowi], z pewnością skorzystałby z okazji.

Ale ten nixonowski manewr raczej się nie powiedzie, chyba że Trump zaangażuje do tego Europę, a to wydaje się mało prawdopodobne. Sparaliżowana strachem od czasu pełnej inwazji Rosji na Ukrainę na początku 2022 r., Europa zapomniała, że może powiedzieć "nie". Administracja Trumpa wyrwała jednak europejskich przywódców ze snu. Teraz dokonują inwentaryzacji swoich mocnych stron i analizują swoje opcje. Ukraina nie stoi jeszcze pod ścianą. Przy zwiększonym wsparciu ze strony Europy, jej zaprawione w bojach, wysoce innowacyjne wojsko może nadal opierać się agresji Rosji.

Co więcej, administracja Trumpa nie zrobiła jeszcze zbyt wiele poza samym mówieniem. Skupia się obecnie na froncie wewnętrznym, gdzie jest zajęta patroszeniem własnego potencjału państwowego poprzez masowe zwolnienia. Wojna Trumpa ze służbą cywilną — przypuszczalnie preludium do zainstalowania ekipy lojalistów politycznych — nieuchronnie będzie kosztować Amerykę pieniądze i zmniejszy jego zdolność do realizacji jego programu politycznego.

Unia Europejska ze swojej strony nie powinna reagować tradycyjnym poszukiwaniem jedności. Biorąc pod uwagę partie rządzące na Węgrzech, Słowacji i w innych krajach, nie jest to ani możliwe, ani konieczne. Lepszą strategią jest zbudowanie koalicji chętnych państw członkowskich UE i innych krajów, które Trump bezsensownie alienuje, takich jak Kanada, Wielka Brytania i Korea Południowa.

Wydaje się, że to właśnie ma na myśli prezydent Francji Emmanuel Macron, sądząc po jego ostatnich wypowiedziach. Wiele z jego wcześniejszych ostrzeżeń właśnie się spełnia. Pozostaje on jednym z nielicznych przywódców, obok brytyjskiego premiera Keira Starmera, który nie wyklucza wysłania wojsk do Ukrainy lub jej okolic. A nie zapominajmy, że zarówno Francja, jak i Wielka Brytania dysponują bronią nuklearną.

(...)

Sądząc po lawinie ostatnich wystąpień i oświadczeń republikańskich urzędników, można by pomyśleć, że w rzeczywistości istnieją dwie partie republikańskie. Z jednej strony jest stara partia, która zawsze dążyła do zwiększenia wydatków na obronność, wzmocnienia sojuszy wojskowych USA i konfrontacji z autokratami, takimi jak prezydent Rosji Władimir Putin. Z drugiej strony jest partia ruchu MAGA Trumpa, która wydaje się wierzyć, że wielkość narodowa wymaga demontażu /starego wg MAGA - red./ państwa amerykańskiego i porzucenia /nieefektywnych wg MAGA - red./ długotrwałych sojuszy, a wszystko to uzasadnione jest prymitywną retoryką "krwi i ziemi" oraz teoriami spiskowymi.

Chociaż wydaje się, że cały świat zmienił się z dnia na dzień, rzeczywistość jest taka, że tak naprawdę nic się jeszcze nie wydarzyło. Gdyby tylko Europejczycy otworzyli oczy, zobaczyliby, że mają wszystkie zasoby, talent i narzędzia, których potrzebują, aby zabezpieczyć swoją suwerenność i przywrócić pokój i stabilność. Nie potrzebują zaproszenia do stołu. Powinni czerpać inspirację z Ukrainy, która w pojedynkę powstrzymała marsz agresji Rosji dzięki czystej sile woli.

onet.pl/Project Syndicate Sławomir Sierakowski


Prezydent Rosji Władimir Putin pośrednio uznał prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego za prawowitego prezydenta Ukrainy i przyszłego partnera negocjacyjnego Rosji, jednocześnie promując nową operację informacyjną, której celem jest destabilizacja ukraińskiego społeczeństwa i ukraińskiej armii od wewnątrz.  Putin udzielił wywiadu dziennikarzowi Kremla Pawłowi Zarubinowi 24 lutego, w którym Putin stwierdził, że „wybory na Ukrainie nie odbywają się pod pretekstem stanu wojennego” — pierwsze potwierdzenie Putina, że ​​ukraińskie prawo zabrania wyborów w czasie stanu wojennego. Putin twierdził, że Zełenski jest „toksyczny” dla ukraińskiego społeczeństwa i ukraińskiej armii i że Zełenski przegrałby wszelkie przyszłe wybory prezydenckie z innymi ukraińskimi przywódcami politycznymi i wojskowymi. Oświadczenia Putina są prawdopodobnie skierowane do ukraińskiej i rosyjskiej publiczności. Twierdzenia Putina, że ​​Zełenski jest niepopularny i szkodliwy dla Ukrainy, są próbami wbicia klina między prawowity rząd Ukrainy a ukraińską armią i ludnością. Putin wielokrotnie twierdził, że Zełenski nie jest prawowitym przywódcą Ukrainy po tym, jak Ukraina nie przeprowadziła wyborów w 2024 r. — zgodnie z ukraińskim prawem — w ramach rosyjskich wysiłków zmierzających do stwierdzenia, że ​​Rosja nie może negocjować z Zełenskim. Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Putin i Zełenski muszą rozpocząć negocjacje, a Putin prawdopodobnie zmienia swoją retorykę, aby wyjaśnić rosyjskiej publiczności swoją decyzję o podjęciu wszelkich przyszłych negocjacji z Zełenskim.  Putin i inni urzędnicy Kremla prawdopodobnie spróbują wykorzystać wszelkie niepowodzenia militarne Ukrainy lub różnice zdań wśród ukraińskich urzędników, aby zintensyfikować tę operację informacyjną i siać niezgodę na Ukrainie.

Putin próbował użyć nowego języka, aby ponownie zapakować wezwania do zmiany reżimu na Ukrainie, których domagał się od 2021 r. Putin oświadczył podczas wywiadu z Zarubinem, że Rosja „nie ma nic przeciwko” zachowaniu ukraińskiej państwowości, ale chce, aby Ukraina „przekształciła się w przyjazne państwo sąsiednie” i aby terytorium Ukrainy „nie było wykorzystywane jako trampolina do ataku na Rosję” w przyszłości. Wezwania Putina do „przekształcenia się” Ukrainy w „przyjazne” państwo pokazują, że Putin nadal wzywa do usunięcia demokratycznie wybranego rządu na Ukrainie i ustanowienia rządu prokremlowskiego. Kreml wcześniej używał cienko zawoalowanych wezwań do „denazyfikacji”, aby domagać się zmiany reżimu na Ukrainie, a Putin wydaje się używać nowego języka, aby wysuwać te same żądania. Putin domaga się zmiany reżimu na Ukrainie od lata 2021 r.

Putin zaproponował zawarcie umowy ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie rosyjskich minerałów ziem rzadkich jako część wysiłków zmierzających do przelicytowania Ukrainy w tej sprawie i nakłonienia Stanów Zjednoczonych do przyjęcia rosyjskich ofert środków ekonomicznych zamiast jakichkolwiek faktycznych ustępstw Rosji w sprawie Ukrainy. Putin oświadczył Zarubinowi 24 lutego, że Rosja ma „rząd wielkości” więcej materiałów ziem rzadkich niż Ukraina i stwierdził, że Rosja może współpracować zarówno z rządem USA, jak i amerykańskimi firmami w projektach inwestycji kapitałowych w materiały ziem rzadkich. Putin uwzględnił rezerwy mineralne zarówno w Rosji, jak i na okupowanej Ukrainie, próbując zaapelować do Stanów Zjednoczonych o inwestowanie w rosyjskie minerały ziem rzadkich. Putin zaproponował również zawarcie umów ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie dostaw rosyjskiego aluminium. Putin odbył spotkanie z wysokimi rangą urzędnikami Kremla 24 lutego, w szczególności na temat znaczenia dalszego rozwoju krajowego przemysłu minerałów ziem rzadkich w Rosji i uznał to za priorytetowe działanie. 

(...) Putin odpowiedział na pytanie Zarubina o ocenę Putina „żądań” Europejczyków dotyczących „prawa do głosowania w negocjacjach” na temat Ukrainy, stwierdzając, że „nie widzi tu niczego złego”. Następnie Putin stwierdził, że „prawdopodobnie nikt nie może niczego tutaj żądać, zwłaszcza od Rosji”, ale mogą próbować stawiać żądania komuś innemu — sygnalizując niechęć Rosji do pójścia na kompromis w przyszłych negocjacjach. Putin twierdził, że Moskwa szanuje stanowiska „przyjaciół” Rosji z BRICS i że „inne kraje mają prawo i mogą uczestniczyć” w dyskusjach na temat kwestii wojny i wysiłków na rzecz osiągnięcia pokoju. Putin szczególnie podkreślił swoją ostatnią rozmowę telefoniczną z prezydentem Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) Xi Jinpingiem i pochwalił wysiłki ChRL na rzecz omówienia pokoju na Ukrainie. ChRL i Brazylia — dwaj członkowie BRICS — przedstawili propozycje pokojowe dotyczące wojny na Ukrainie, które w dużej mierze faworyzowały Rosję, a Putin najwyraźniej przedstawia te państwa jako możliwych uczestników przyszłych negocjacji.

(...)

Zachodni urzędnicy nadal podkreślają skalę europejskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy. The Wall Street Journal (WSJ), powołując się na europejskich urzędników, poinformował 25 lutego, że kraje Unii Europejskiej (UE), Wielka Brytania (UK) i Norwegia udzieliły Ukrainie pomocy wojskowej o wartości około 25 miliardów dolarów w 2024 r., co stanowi kwotę większą niż ta, którą Stany Zjednoczone wysłały Ukrainie w 2024 r. Nieokreślony zachodni urzędnik powiedział również WSJ, że Europa dostarcza około 25 procent sprzętu wojskowego Ukrainy, a Stany Zjednoczone dostarczają około 20 procent.

understandingwar.org


28 lutego w Waszyngtonie ma być prezydent Wołodymyr Zełenski, aby podpisać umowę o użytkowaniu ukraińskich złóż kopalin. Tymczasem 24 lutego w rozmowie z autorem telewizyjnego programu propagandowego „Moskwa. Kreml. Putin” rosyjski prezydent z firmowym cynicznym uśmieszkiem zadeklarował, że gotów jest współpracować z amerykańskimi partnerami przy zagospodarowaniu złóż w Rosji i na „nowych terytoriach” (tak rosyjska propaganda nazywa okupowane regiony Ukrainy – część obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego).

(...)

Zachęta Putina pod adresem amerykańskiego biznesu ma jeszcze jeden aspekt. Putin przez lata wbijał Rosjanom do głów, że gwarantuje nietykalność rodzimych surowców i ich obronę przed zakusami Zachodu (z USA na czele). A teraz deklaruje, że Trump może liczyć na dobry deal i wejście na rosyjskie złoża. Mistrzowska zmiana obuwia w biegu. Ale czego się nie robi dla zamydlenia oczu „amerykańskim partnerom”. 

Niemniej w środowisku Z-patriotów oświadczenie Putina o robieniu interesów z „Pindosją” (lekceważące określenie USA) zapanował niepokój. Sprzeciw przeciwko wspólnej eksploatacji bogactw naturalnych wypowiedział m.in. Artiom Żoga – specjalny przedstawiciel prezydenta na Uralu, a w przeszłości jeden z watażków „rosyjskiej wiosny” w Donbasie.

Żoga, który swego czasu dostąpił zaszczytu poproszenia Putina, aby ten wystartował ponownie w wyborach prezydenckich, jest człowiekiem w pełni oddanym wodzowi. W drużynie posłusznych putinistów krytyka pod adresem idola to rzecz bez precedensu. Do chórku niezadowolonych z projektu (na razie przecież pisanego palcem na wodzie) dołączył niespodziewanie patriarcha Cyryl, który nakazał modlitwy o to, aby Amerykanie nie przejęli rosyjskich złóż. I aby nie wywiedli w pole Putina. 

tygodnikpowszechny.pl


Rosja żąda, aby Ukraina oddała kilka dużych miast, których siły rosyjskie obecnie nie okupują i nie mają perspektyw na przejęcie, przekazując Rosji milion Ukraińców. Okupacja przez Rosję pozostałych czterech obwodów ukraińskich obejmowałaby duże miasta, takie jak Chersoń (przedwojenna populacja około 275.000), Kramatorsk (147.000 osób) i Zaporoże (706.000 osób) — wszystkie pozostające pod kontrolą Ukrainy. Rosyjska okupacja tak dużych ośrodków populacji znacznie eskalowałaby katastrofę humanitarną na Ukrainie. Władze rosyjskie prawdopodobnie zastosowałyby te same taktyki ucisku, przesiedleń i przymusowej asymilacji wobec ukraińskich cywilów mieszkających na tych obszarach, które zastosowały wobec milionów Ukraińców żyjących pod rosyjską okupacją od ponad trzech lat. Postępy Rosji ostatnio zatrzymały się na linii frontu, a siły rosyjskie coraz częściej ponoszą niemożliwe do utrzymania straty w pojazdach i personelu, co wskazuje, że siły rosyjskie prawdopodobnie nie będą w stanie zająć pełnego obszaru tych obwodów środkami militarnymi w żadnym krótkim okresie czasu, jeśli w ogóle. Retoryka Ławrowa jest prawdopodobnie próbą osiągnięcia poprzez negocjacje tego, czego wojsko rosyjskie nie może osiągnąć siłą. Deklarowany przez Kreml zamiar przejęcia większej części ziemi i ludności Ukrainy bezpośrednio zaprzecza wysiłkom USA i Europy na rzecz osiągnięcia trwałego i zrównoważonego pokoju na Ukrainie i wzmacnia ciągłe wysiłki Rosji na rzecz nielegalnej okupacji terytorium Ukrainy, zamiast negocjacji w dobrej wierze lub oferowania ustępstw.

(...)

Kraje europejskie ogłosiły kilka nowych pakietów pomocy wojskowej dla Ukrainy w ostatnich tygodniach i powtórzyły, jak ważne jest kontynuowanie pomocy wojskowej dla Ukrainy. Sekretarz stanu USA Marco Rubio oświadczył 26 lutego, że „to, czego Ukraina naprawdę potrzebuje, to środek odstraszający... który sprawi, że będzie kosztowne dla kogokolwiek, kto ponownie zaatakuje ją w przyszłości”. Urzędnicy amerykańscy i europejscy również nieustannie powtarzali, jak ważne jest zachowanie suwerenności Ukrainy i jak ważne jest zaangażowanie Ukrainy i Europy w negocjacje pokojowe. Kreml prawdopodobnie zamierza zaostrzyć podziały między Stanami Zjednoczonymi a Europą, a także między USA, Europą i Ukrainą, aby uzyskać dalsze ustępstwa w negocjacjach pokojowych i innych rozmowach na korzyść Rosji, w tym tych, które wspierają maksymalistyczne cele wojenne Putina.

understandingwar.org

środa, 26 lutego 2025



Sytuacja gospodarcza jest tak zła, że otwarcie mówi o tym nawet György Matolcsy, prezes węgierskiego banku centralnego. - Znowu zgubiliśmy drogę. Od 2021 r. Węgry tracą w polityce gospodarczej. Wygraliśmy dekadę 2010-2019, ale ta najlepsza dekada nie nadeszła sama. Obawiam się jednak, że możemy stracić kolejną - ostrzegał. Wskazał dwóch wielkich wrogów: wysokie zadłużenie budżetu oraz wysoką i uporczywą inflację. - Cel Viktora Orbána, aby do 2030 r. znaleźć się w pierwszej piątce krajów UE, nie był realistyczny. Proponuję, aby ten cel wyznaczyć na rok 2040, ponieważ do roku 2030 nie uda się go osiągnąć. Potrzebna jest całkowita zmiana sytuacji gospodarczej, i to natychmiast! - mówił, cytowany przez index.hu. Wkrótce jednak szef banku centralnego ma się zmienić, a to będzie oznaczać zmianę kursu w polityce gospodarczej.

gazeta.pl


Właśnie przedsiębiorców oraz sieci handlowe Viktor Orban wskazał jako głównych winowajców inflacji, która od wielu miesięcy utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. Jest najwyższa w całej Unii Europejskiej, a w styczniu dobiła niespodziewanie do 5,5 proc. Węgierski premier zarzucił im, że nadmiernie podnieśli ceny produktów w ostatnich miesiącach, dlatego rozważa państwową interwencję. "To jest niedopuszczalne, to niszczy ludzi" - grzmiał. Zagroził, że jeżeli "maksymalna cena" nie wystarczy, Węgry mogą ograniczyć komercyjne zyski firmom. 

Skąd tak zdecydowane zapowiedzi? Pod stopami Viktora Orbana zaczyna się palić grunt. Za rok wiosną na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne, a według obecnych sondaży Fidesz może je przegrać. Tym, co prowadzi w dół węgierski rząd, jest właśnie pogorszenie standardów życia i coraz wyższe ceny. Rządzący Węgrami i sam premier uważają jednak, że ich polityka jest słuszna i doprowadza do dobrych efektów. Z tej narracji wyłamał się niedawno szef węgierskiego banku centralnego. György Mátolcsy publicznie atakował politykę gospodarczą rządu, nieskończone wydatki, potężny deficyt budżetowy i silną regulację. Od marca nie będzie już prezesem. Zastąpi go Mihály Varga, który do końca ubiegłego roku był ministrem finansów.

gazeta.pl

wtorek, 25 lutego 2025



Wizyta prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego w Ankarze (18 lutego) stanowiła dla Turcji okazję do zaprezentowania stanowiska wobec rozmów między Stanami Zjednoczonymi a Federacją Rosyjską. Podczas konferencji prasowej turecki prezydent Recep Tayyip Erdoğan oznajmił, że inicjatywa administracji Donalda Trumpa zmierzająca do szybkiego zakończenia wojny w drodze negocjacji wpisuje się w działania dyplomatyczne podejmowane przez Ankarę od początku rosyjskiej agresji. Dodał, że jego państwo byłoby idealnym gospodarzem rozmów między Waszyngtonem, Kijowem i Moskwą. Jednocześnie Erdoğan podkreślił, że kwestie integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy będą miały dla Turcji „zasadnicze znaczenie”, a także zadeklarował, że udzieli ona „wszelkiego rodzaju wsparcia”, aby proces negocjacyjny zakończył się trwałym pokojem. Wskazał też, że zapewnienie bezpieczeństwa handlu na Morzu Czarnym mogłoby służyć jako środek budowy zaufania.

Przychylne komentarze wobec inicjatywy Trumpa wynikają z ostrożnego podejścia Ankary do nowej administracji amerykańskiej. Wypowiedzi Erdoğana wskazują jednak, że Turcja sprzeciwia się próbom regulacji konfliktu na Ukrainie w ramach bilateralnych rozmów USA i Rosji. Tureccy decydenci są przekonani  o konieczności uwzględniania interesów aktorów regionalnych i obawiają się nadmiernego wzmocnienia FR w basenie Morza Czarnego. To stanowisko zwiększa otwartość Ankary na współpracę z partnerami europejskimi.

Komentarz

Chociaż Turcja liczy na zakończenie konfliktu na Ukrainie, to w jej interesie nie leży jego rozstrzygnięcie w drodze negocjacji amerykańsko-rosyjskich. Wynika to z trzech czynników. Pierwszym jest przekonanie tureckich decydentów, że rozwiązania sporów – jeśli mają być trwałe – wymagają uwzględniania interesów bezpieczeństwa aktorów regionalnych, a nie porozumienia mocarstw ponad ich głowami. Drugi wiąże się z zamiarami Ankary względem Ukrainy – państwo to nie tylko daje szansę na odniesienie korzyści gospodarczych z jego odbudowy, lecz także odgrywa istotną rolę w tureckich planach rozwoju sektora obronnego (m.in. jako dostawca silników do dronów Akıncı i Kızılelma oraz ich potencjalny współproducent do myśliwca Kaan). Trzecim czynnikiem są obawy przed wzmocnieniem Rosji. Turcy wydają się poważnie zaniepokojeni nadmiernie koncyliacyjnym stanowiskiem Trumpa wobec Moskwy. Gdyby skutkowało ono uznaniem rosyjskich zdobyczy terytorialnych na Ukrainie, umożliwiłoby FR szybszą odbudowę potencjału, a w konsekwencji – przechylenie równowagi sił na Morzu Czarnym na jej korzyść. Ponadto Ankara chciałaby odebrać dywidendę za dotychczasowe zaangażowanie w negocjacje między Kijowem a Moskwą – stąd postulat Erdoğana organizacji rozmów czterostronnych w Turcji, co potwierdziłoby jej rolę jako kluczowego mediatora w konflikcie.

osw.waw.pl


23 lutego w Kijowie odbyła się dwugodzinna konferencja prasowa Wołodymyra Zełenskiego. Dużą jej część zajęły tematy związane ze stosunkami Ukrainy z USA oraz perspektywami zakończenia wojny. Prezydent stwierdził, że:
  • wierzy, iż Donald Trump chce pomóc zakończyć wojnę. Wyraził też nadzieję, że prezydent Stanów Zjednoczonych będzie stał po stronie Ukrainy, a Ameryka nie będzie odgrywała jedynie roli mediatora w rozmowach z Rosją;
  • negocjacje nie mogą się odbywać bez udziału Kijowa i że nie zaakceptuje porozumienia wynegocjowanego bez ukraińskiego udziału. W jego opinii przy stole znaleźć się powinny: Ameryka, Europa (rozumiana szerzej niż UE), Japonia i Turcja (nie wykluczył również udziału Chin). Zapowiedział też w najbliższych tygodniach rozmowy z partnerami na temat gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy;
  • gdyby zabrakło amerykańskiej pomocy w przyszłości, to „poważne państwa europejskie” są gotowe do jej zwiększenia. Należy również wypracowywać zasady wysyłania na Ukrainę europejskich sił pokojowych, m.in. z udziałem Turcji;
  • nie mógł zgodzić się na amerykańską propozycję umowy o eksploatacji ukraińskich złóż, gdyż nie przewidywała ona gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Potwierdził kontynuowanie intensywnych rozmów ze stroną amerykańską na ten temat oraz wolę osiągnięcia pragmatycznego i korzystnego dla obydwu stron rezultatu;
  • pomoc amerykańska dla Kijowa wyniosła nie 500 mld dolarów, jak twierdził Trump, lecz 100 mld. Wskazał też, że miała ona charakter bezzwrotny. Żądanie przez USA jej zwrotu (z nawiązką) uznał za niesprawiedliwe (i przywołał przykład amerykańskiej pomocy m.in. dla Izraela), a także za związane z ryzykiem precedensu, gdyż podobnej spłaty mogłyby zażądać państwa europejskie;
  • trwa audyt przyznanych na Ukrainie pozwoleń na wydobycie kopalin, a te wydane niezgodnie z prawem będą unieważniane. Ogłosił gotowość do przyjęcia amerykańskich inwestycji i przyszłego podziału zysków z eksploatacji krajowych złóż w proporcji 50/50%;
  • najlepszą gwarancją zaangażowania amerykańskich środków na Ukrainie byłoby zapewnienie im bezpieczeństwa poprzez obecność na miejscu żołnierzy USA. Wpisanie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy do umowy dotyczącej wydobycia minerałów jest niezbędne;
  • rozumie sprzeciw Stanów Zjednoczonych i kilku krajów Europy wobec szybkiego przyjęcia Ukrainy do NATO, lecz zaznaczył, iż temat ten cały czas powinien być „na stole”. Zapytany przez jednego z dziennikarzy oznajmił ponadto, że jeśli warunkiem pokoju lub wejścia do Sojuszu byłaby jego rezygnacja ze stanowiska, to jest na nią gotowy;
  • zagraniczni partnerzy nie naciskają na przeprowadzenie wyborów na Ukrainie. Nie widzi też technicznej możliwości zorganizowania ich w czasie wojny. Zadeklarował, że nie obraził się na Trumpa za nazwanie go dyktatorem, gdyż nim nie jest;
  • nie obawia się odcięcia Ukrainy od sieci Starlink ze względu na to, że dostęp do niej jest płatny, a jego koszt ponoszą na razie zagraniczni partnerzy (podziękował Polsce i Niemcom).
Komentarz

Zełenski dał jasno do zrozumienia, że nie zaakceptuje żadnego porozumienia dotyczącego zakończenia wojny uzgodnionego bez udziału Ukraińców. W razie przyjęcia jego niekorzystnego wariantu Kijów będzie kontynuował opór w oparciu o własne zasoby oraz pomoc Europy. Wzmocnieniu tego przekazu służyło wspomnienie już na samym początku o zbliżających się rozmowach na temat gwarancji bezpieczeństwa z partnerami europejskimi i podkreślenie niemal codziennego kontaktu z przywódcą Francji Emmanuelem Macronem. Prezydent zasugerował, że udział Ukrainy w ponoszeniu kosztów wojny stale rośnie i Kijów będzie nadal toczył wojnę nawet bez pomocy USA.

Pojednawczy ton Zełenskiego należy traktować jako wyraz chęci wyjścia ze spirali retorycznej eskalacji z Trumpem, do której doszło w ostatnich dniach. Ukraiński przywódca wykorzystał konferencję do spokojnego, lecz asertywnego wytłumaczenia stanowiska państwa w sprawie umowy o wydobyciu surowców. Używał argumentów biznesowych, a także akcentował wzajemne korzyści, jakie mogłyby odnieść oba kraje z zawarcia porozumienia, w tym sprawiedliwy podział zysków z inwestycji, oraz praktykę Stanów Zjednoczonych stosowaną wobec innych sojuszników.

Odrzucenie przez Kijów amerykańskiej propozycji umowy dotyczącej eksploatacji surowców nie przekreśla rychłego porozumienia w tej sprawie. Według szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka strony prowadzą zaawansowane rozmowy na ten temat, a amerykańskie inwestycje mogą być elementem gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Wicepremier Olha Stefaniszyna oznajmiła zaś, że odnośne negocjacje z USA są bliskie zakończenia, a prawie wszystkie kluczowe kwestie zostały już uzgodnione.

osw.waw.pl


24 lutego Unia Europejska przyjęła 16. pakiet sankcji przeciwko Federacji Rosyjskiej, uderzający m.in. w sektory energetyczny, finansowy i metalurgiczny. Jego istotnym elementem są kolejne utrudnienia sprzedaży rosyjskich paliw i ropy naftowej – dokument nakłada restrykcje na 74 tankowce tzw. floty cienia, zwiększając liczbę łącznych desygnacji do 153 jednostek. Bruksela zacieśniła istniejące obostrzenia w odniesieniu do eksportu sprzętu i technologii niezbędnych dla projektów naftowych w Rosji, zabraniając także czasowego przechowywania surowca i paliw z tego państwa na terytorium Unii. Wprowadzono również stopniowe embargo na import aluminium (całkowity zakaz jego sprowadzania wejdzie w życie w 2026 r.) oraz rozszerzono listę towarów podwójnego zastosowania. W obszarze finansowym UE odłączyła kolejne 13 rosyjskich banków od systemu SWIFT, a także po raz pierwszy ukarała podmioty z państw trzecich za korzystanie z systemu SPFS (rosyjskiego odpowiednika SWIFT-u). Za wspieranie rosyjskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego sankcjami objęto też kilkadziesiąt osób fizycznych i prawnych (m.in. firmy z Rosji, Chin, Indii i Turcji).

Nowy pakiet restrykcji stanowi przede wszystkim sygnał polityczny mający potwierdzić unijną gotowość do kontynuowania polityki sankcyjnej bez względu na zmianę polityki Waszyngtonu. Podobnie należy interpretować wypowiedzi urzędników unijnych, m.in. specjalnego wysłannika ds. sankcji Davida O’Sullivana, który zapowiedział wzmacnianie restrykcji do momentu, kiedy Rosja zaakceptuje swoją odpowiedzialność za inwazję na Ukrainę. Utrzymanie tego kursu zależy jednak od zdolności do wypracowania wewnątrzunijnego konsensusu, co staje się coraz trudniejsze, m.in. z uwagi na stanowisko Węgier i brak woli politycznej innych państw członkowskich. Nie bez znaczenia pozostaje także niejasna postawa USA wobec kontynuowania reżimu sankcyjnego (sekretarz stanu Marco Rubio mówił o konieczności zniesienia obostrzeń w przypadku osiągnięcia porozumienia z Moskwą), co negatywnie wpływa na nastawienie poszczególnych stolic europejskich.

osw.waw.pl


Putin nie wydaje się zniechęcony pomysłem dalszego przedłużania wojny, mimo że poniósł znaczne i prawdopodobnie niemożliwe do utrzymania straty w ludziach i materiałach w ciągu ostatnich trzech lat. ISW niedawno zauważył, że wojsko rosyjskie wydaje się stosować metodę natarcia na Ukrainie opartą na założeniu, że wojna będzie trwała w nieskończoność i że wojsko rosyjskie nie musi dokonywać szybkich lub znaczących zdobyczy terytorialnych w ramach pojedynczej operacji ofensywnej. ISW niedawno oceniło, że zajęłoby siłom rosyjskim ponad 83 lata, aby zdobyć pozostałe 80 procent Ukrainy, zakładając, że będą w stanie utrzymać obecne tempo natarcia i ogromne straty w ludziach w nieskończoność — co jest mało prawdopodobne. Putin sformułował jednak teorię zwycięstwa, która zakłada, że ​​Rosja może przetrwać Ukrainę i Zachód i kontynuować natarcie na polu bitwy, dopóki nie pokona Ukrainy. Ostatnie oświadczenia Putina odrzucające możliwość zawarcia porozumienia pokojowego z Ukrainą są oznaką jego gotowości do przedłużania wojny. Putin nadal daje rosyjskiemu wojsku i społeczeństwu sygnały, że nie zakończy wojny, dopóki Ukraina nie skapituluje całkowicie i że nie jest zainteresowany negocjowanym porozumieniem pokojowym, które wymagałoby od Rosji pójścia na kompromis w sprawie długoterminowych celów wojny, mimo wysiłków Putina, aby zasygnalizować zachodnim przywódcom zainteresowanie negocjacjami pokojowymi.

Urzędnicy Kremla formalnie odrzucili możliwość zawieszenia broni na innych warunkach niż całkowita kapitulacja Ukrainy i Zachodu 24 lutego, co dodatkowo podkreśliło niechęć Rosji do pójścia na kompromisy podczas przyszłych negocjacji pokojowych. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow oświadczył 24 lutego podczas konferencji prasowej w Turcji, że Rosja zaprzestanie działań wojskowych na Ukrainie tylko wtedy, gdy negocjacje pokojowe przyniosą „solidny, stabilny wynik, który odpowiada Rosji” i uwzględnią „realia” pola bitwy. Ławrow zauważył, że każde porozumienie pokojowe musi zawierać postanowienia zakazujące Ukrainie przystąpienia do NATO w przyszłości. Rosyjski państwowy kanał telewizyjny Kanał Pierwszy (Pierwyj Kanał) podsumował oświadczenia Ławrowa następująco: „[Rosja] zakończy operacje bojowe” tylko wtedy, gdy negocjacje zakończą się w sposób, który zadowoli Rosję. Rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow powiedział rosyjskiej państwowej agencji informacyjnej RIA Novosti 24 lutego, że Rosja nie zgodzi się na zawieszenie broni, które nie zajmie się „głównymi przyczynami” wojny. Riabkov stwierdził, że zawieszenie broni, które nie zajmuje się „głównymi przyczynami” wojny, jest drogą do „szybkiego wznowienia” wojny i powtórzył, że Rosja uważa ekspansję NATO na wschód po 1991 r. za główną przyczynę wojny. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow również stwierdził 24 lutego, że „niemożliwe” będzie rozwiązanie wojny na Ukrainie bez zrozumienia i zajęcia się jej „głównymi przyczynami”. Urzędnicy Kremla wielokrotnie nawiązywali do potrzeby przyszłych negocjacji pokojowych, aby zająć się „głównymi przyczynami” wojny na Ukrainie, którą Ławrow zdefiniował w grudniu 2024 r. jako rzekome naruszenie przez NATO zobowiązań do nierozprzestrzeniania się na wschód i „agresywne wchłanianie” obszarów w pobliżu granic Rosji oraz rzekomą dyskryminację etnicznych Rosjan na Ukrainie przez rząd ukraiński.

Rosyjscy urzędnicy nadal przedstawiają żądanie Rosji, aby siły ukraińskie wycofały się z terytorium, które siły ukraińskie obecnie kontrolują we wschodniej i południowej Ukrainie, jako „kompromis”. Riabkow stwierdził, że żądanie prezydenta Rosji Władimira Putina z czerwca 2024 r., aby Ukraina „całkowicie wycofała się” z kontrolowanego przez Ukrainę terytorium w obwodach donieckim, ługańskim, zaporoskim i chersońskim oraz porzuciła swój cel przystąpienia do NATO, zawiera „znaczące kompromisy”, które mogłyby posłużyć jako podstawa przyszłego porozumienia pokojowego. Riabkow twierdził, że żądania Putina z czerwca 2024 r. podkreślają chęć Rosji znalezienia rozwiązania wojny, które „zrównoważy” interesy Rosji i Ukrainy, pomimo faktu, że Putin wezwał Ukrainę do oddania znacznych obszarów w zamian za brak ustępstw ze strony Rosji. ISW wcześniej zauważył, że władze ukraińskie odrzuciły protokół stambulski z 2022 r., ponieważ jego warunki w rzeczywistości oznaczały całkowitą kapitulację Ukrainy, a władze ukraińskie prawdopodobnie odrzucą wszelkie przyszłe zawieszenie broni lub porozumienie pokojowe, które oznaczałoby to samo.

understandingwar.org