środa, 19 lutego 2025



Ławrow zaprzeczył również odpowiedzialności Rosji za celowe i wieloletnie kampanie uderzeniowe przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej. Ławrow twierdził, że siły rosyjskie nie miały zamiaru uszkodzić ukraińskiej infrastruktury energetycznej, pomimo licznych dowodów na to, że siły rosyjskie konsekwentnie prowadziły kampanie uderzeniowe przy użyciu broni o wysokiej precyzji, aby celować konkretnie w infrastrukturę energetyczną Ukrainy. Siły rosyjskie wielokrotnie eksperymentowały również z różnymi pakietami uderzeniowymi, których celem było zapewnienie, że broń o wysokiej precyzji będzie w stanie ominąć ukraińską obronę powietrzną i osiągnąć zamierzone cele infrastruktury energetycznej. Ławrow twierdził, że urzędnicy amerykańscy na spotkaniu dwustronnym zaproponowali moratorium na uderzenia przeciwko rosyjskim i ukraińskim obiektom energetycznym, a Ławrow odpowiedział, że siły rosyjskie uderzają tylko w obiekty, które „bezpośrednio wspierają” ukraińską armię. Ławrow celowo bagatelizuje rosyjskie kampanie uderzeniowe przeciwko ukraińskiej infrastrukturze energetycznej, które siły rosyjskie prowadziły każdej zimy pełnoskalowej inwazji Rosji.

Rosyjscy urzędnicy w Arabii Saudyjskiej rozpoczęli prawdopodobnie trwające działania mające na celu nakłonienie Stanów Zjednoczonych do przyjęcia rosyjskich ofert środków gospodarczych i inwestycyjnych zamiast jakichkolwiek faktycznych ustępstw Rosji wobec Ukrainy. Dyrektor generalny Rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich (RDIF) Kirill Dmitriev, który był częścią rosyjskiej delegacji w Arabii Saudyjskiej, powiedział CNN 17 lutego, że spotkał się już z kilkoma nieokreślonymi członkami delegacji USA w Rijadzie przed oficjalnymi rozmowami 18 lutego. Dmitriev zaprzeczył, że Moskwa przede wszystkim dążyła do zniesienia sankcji wobec Rosji, twierdząc zamiast tego, że zarówno Stany Zjednoczone, jak i Rosja skorzystałyby na współpracy gospodarczej. Dmitriev oświadczył 18 lutego, że przedstawi delegacji USA w Arabii Saudyjskiej szacunki, zgodnie z którymi amerykańskie firmy straciły rzekomo 300 miliardów dolarów, opuszczając rynek rosyjski. Dmitrijew stwierdził, że duże amerykańskie firmy naftowe „odniosły duże sukcesy w interesach w Rosji” i że firmy te „w pewnym momencie” powrócą do Rosji, argumentując, że firmy te nie „zrezygnują” z możliwości, jakie Rosja oferuje w zakresie dostępu do rosyjskich zasobów naturalnych. Dmitrijew twierdził, że delegacja rosyjska przedstawiła szereg nieokreślonych propozycji ekonomicznych, które rozważają Stany Zjednoczone, i że uważa, że ​​w ciągu najbliższych dwóch do trzech miesięcy można będzie osiągnąć postęp w tych obszarach. Dmitrijew wezwał również Rosję i Stany Zjednoczone do ustanowienia wspólnych projektów w Arktyce, a minister-radca ambasady rosyjskiej w Kanadzie Władimir Proskuriakow, który jest podobno specjalistą od Arktyki, wziął udział w dwustronnym spotkaniu 18 lutego. 

(...)

Siły rosyjskie nadal wysyłają rannych i niezdolnych do służby żołnierzy na linię frontu, aby rozwiązać problem niedoborów kadrowych. Rosyjski portal opozycyjny Mobilization News poinformował 18 lutego, że rosyjskie dowództwo wojskowe wysłało około 40 rannych żołnierzy z rosyjskiej 136. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych (58. Połączona Armia [CAA], Południowy Okręg Wojskowy [SMD]), którzy zostali tymczasowo uznani za niezdolnych do służby ze względu na obrażenia i rozpoznanie zapalenia wątroby, do działań bojowych. Mobilization News zauważyło, że rosyjskie dowództwo wojskowe wprowadziło żołnierzy w błąd, że jadą do szpitala wojskowego w obwodzie kurskim na badania lekarskie, leczenie i zwolnienie ze służby, ale że rosyjskie dowództwo przydzieliło żołnierzy do rezerwy w „150. Pułku” 136. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych. Mobilization News poinformowało, że szef sztabu 136. Brygady Strzelców Zmotoryzowanych, pułkownik „Graf” Egrafov, podjął decyzję o odesłaniu żołnierzy z powrotem na front.

understandingwar.org


We wtorek (18 lutego) Trump spotkał się z dziennikarzami w Mar-a-Lago. Zapytano go m.in. o to, jakie ma przesłanie dla Ukrainców, którzy mogą poczuć się zdradzeni, że nie dopuszczono ich do rozmów w Rijadzie. - Słyszałem, że się zdenerwowali, że nie dostali miejsca (przy stole negocjacyjnym - red.). Cóż, mieli takie miejsce przez trzy lata i długo przedtem. To można było załatwić. Nawet słaby negocjator mógłby to załatwić lata temu, bez utraty dużej ilości ziemi, bardzo małej ilości ziemi, bez utraty życia i bez utraty miast, które po prostu leżą - powiedział. Dodał, że Ukraina powinna była "to zakończyć trzy lata temu". - Nigdy nie powinniście byli tego zaczynać. Mogliście się dogadać. Ja mógłbym zawrzeć umowę dla Ukrainy, która dałaby im prawie całą ziemię, wszystko, prawie całą ziemię. I nikt by nie zginął - stwierdził. 

- Cóż, mamy sytuację, w której nie mieliśmy wyborów w Ukrainie, gdzie mamy stan wojenny. Mamy przywódcę w Ukrainie, który, nie chcę tego mówić, ale ma 4 procent poparcia i ma kraj, który został rozwalony na kawałki - mówił Donald Trump. Zapewniał, że to nie jest warunek postawiony przez Rosjan, choć jest to postulat zgodny z tym przekazywanym przez kremlowską propagandę. Jak podaje POLITICO, ostatni sondaż daje Zełenskiemu poparcie na poziomie 52 proc. 

gazeta.pl


Xi Jinping spotkał się dzisiaj z grupą prominentnych przedsiębiorców sektora technologicznego, w tym z Jackiem Ma. Na spotkaniu byli też główny ideolog partyjny Wang Huning, a także premier Li Qiang i wicepremier Ding Xuexiang. CCTV pokazała: Wang Chuanfu, założyciela producenta pojazdów elektrycznych BYD; Robin Zeng, założyciela giganta baterii CATL; Wang Xing, który stworzył platformę dostaw zakupów Meituan; Ren Zhengfei, który założył Huawei Technologies; Lei Jun, założyciela firmy elektronicznej Xiaomi; oraz Liang Wenfeng, fundatora DeepSeek.

W materiale filmowym, pokazanym w chińskich mediach państwowych, Jacka Ma mignął, jak klaszcze entuzjastycznie, ubrany w kostium, stylizowany na mundurek Mao. Jego obecność ma raczej pokazać przedsiębiorcom w Chinach, że nie muszą się martwić o przyszłość, jeżeli nawet znaleźli się kiedyś na celowniku władz, niż że uzyskał wybaczenie. Ewidentnie Partia chce wykorzystać falę entuzjazmu, jaką dało pojawienie się DeepSeek.

To nie pierwsze takie spotkanie Xi Jinping. Przewodniczył takim sympozjom z przedsiębiorcami w 2018 roku, kiedy to runda amerykańskich ceł uderzyła w Chiny, a także po wybuchu epidemii COVID-19 w 2020 roku. Dzisiaj Chiny szukają sposobów na pobudzenie wzrostu, podczas gdy nowe cła Donalda Trumpa zagrażają ich gospodarce opartej na eksporcie, a zachodnie ograniczenia uderzają w sektor technologiczny.

„Nadszedł właściwy czas, aby prywatne przedsiębiorstwa i przedsiębiorcy zaprezentowali swoje talenty i wnieśli znaczący wkład,” powiedział Xi Jinping. Przyznał jednak, że „trudności i wyzwania stojące przed gospodarką prywatną w dużej mierze pojawiły się podczas reform i modernizacji przemysłu, [ale] są one tymczasowe, a nie długoterminowe. Można je przezwyciężyć.”

Myliłby się jednak, kto by sądził, że Partia rezygnuje ze ścisłej kontroli. „Wszelkie nielegalne działania przedsiębiorstw, niezależnie od rodzaju własności, muszą zostać dokładnie zbadane i rozwiązane,” ostrzegł Gensek, a cokolwiek zdecydował Komitet Centralny Partii, musi zostać stanowczo wdrożone. „Musimy zdecydowanie usunąć wszelkie przeszkody dla równego legalnego wykorzystania czynników produkcji i uczciwego udziału w konkurencji rynkowej”, dodał Xi.

Nie, takie spotkania nie przełamią negatywnego sentymentu w Chinach, ale mogą robić dobre wrażenie na zagranicy, czego dowody widać już w mediach.

zawielkimmurem.net


Spadek udziałów Gazpromu w rynku europejskim wpłynął na zwiększenie roli azjatyckich odbiorców w strukturze eksportu koncernu – przede wszystkim Chińskiej Republiki Ludowej. Gdy w 2025 r. dojdzie do osiągnięcia zakładanej przepustowości gazociągu Siła Syberii-1 na poziomie 38 mld m3/r, Chiny staną się najistotniejszym klientem koncernu. Co więcej, w 2027 r. eksport na tym kierunku zwiększy się o kolejne 10 mld m3 w wyniku uruchomienia biegnącego do tego państwa tzw. szlaku dalekowschodniego. Za pośrednictwem tych dwóch rurociągów Gazprom będzie w stanie sprzedawać ok. 50 mld m3 surowca rocznie.

Rosyjski monopolista odnotuje też wzrost eksportu do innych odbiorców w Azji Centralnej. Aktualnie trwa rozbudowa jednej nitki gazociągu Azja Centralna–Centrum w kierunku południowym, co ma podnieść przepustowość istniejącej infrastruktury z obecnych 3 do 10–12 mld m3/r w roku 2025. Zgodnie z podpisanymi w 2024 r. umowami Gazprom od 2026 r. będzie w stanie dostarczać ok. 11 mld m3/r do Uzbekistanu, a także 1 mld m3/r do Kirgistanu – choć w tym przypadku czas rozpoczęcia dostaw pozostaje niejasny. Sprzedaż będzie realizowana tranzytem przez Kazachstan, a rozmowy o potencjalnym wzroście wolumenów mają się już toczyć.

Oprócz kierunków chińskiego i centralnoazjatyckiego nie można wykluczyć zwiększenia eksportu do Turcji. Wykorzystując wszystkie wolne moce rurociągów czarnomorskich, Rosjanie są w stanie dostarczać dodatkowe 10–11 mld m3/r, co hipotetycznie mogłoby stać się przedmiotem nowych kontraktów. Dotychczasowe dwie umowy – podpisane przez Gazprom i turecki BOTAŞ i opiewające na wolumen 16 mld m3/r eksportowany gazociągiem Blue Stream oraz 5,75 mld m3/r przesyłane za pośrednictwem TurkStreamu – wygasają bowiem pod koniec 2025 r.

W przypadku urzeczywistnienia zamiarów na każdym z azjatyckich kierunków Gazprom może w 2027 r. liczyć na zwiększenie eksportu do Azji o ok. 40 mld m3 względem wolumenu sprzedanego w roku 2024. Istotny jest przy tym jednak fakt, że sprzedaż na rynek azjatycki przynosi o wiele mniejsze wpływy niż ta realizowana do odbiorców europejskich, co odbije się na wskaźnikach finansowych koncernu. Ponadto wzrostu przesyłu do Turcji nie można uznawać za sprawę przesądzoną. Od 2022 r. jej import surowca z Rosji utrzymuje się na względnie stałym poziomie, co bierze się z sukcesywnego intensyfikowania krajowego wydobycia i różnicowania źródeł dostaw. Jak zapewniał w listopadzie 2024 r. minister energetyki Turcji, trend dywersyfikacyjny zostanie podtrzymany.

Spadek dochodów eksportowych będzie w dalszym ciągu mitygowany zwiększeniem sprzedaży krajowej, co Gazprom i Kreml przedstawiają jako sukces idący w parze z działaniami na rzecz gazyfikacji kraju. Proces ten ma jednak również negatywną stronę – trwające już stopniowe przerzucanie kosztów na konsumentów wewnętrznych. Indeksacje taryf od 2022 r. oraz planowana na 2025 r. kolejna podwyżka doprowadzą do kumulatywnego wzrostu ceny gazu dla odbiorców rosyjskich o ponad jedną trzecią względem tej sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Co więcej, Gazprom aktywnie domaga się przy tym dalszego podnoszenia stawek, które mogłoby zapewnić rentowność realizowania dostaw krajowych, m.in. poprzez odmrożenie kosztów dystrybucji, co również odbiłoby się na końcowym koszcie dla konsumentów.

Perspektywa dalszego zwiększenia eksportu i urzeczywistnienie gazowego „zwrotu na wschód” rysują się niepewnie w ujęciu długoterminowym, wykraczającym poza horyzont najbliższych dwóch–trzech lat. Z punktu widzenia Gazpromu kluczowe jest uzyskanie możliwości przekierowania na wschód surowca ze złóż zachodniosyberyjskich, które dotychczas zasilały rynek europejski. Zastąpienie „utraconych” w Europie wolumenów w chociażby przybliżonym stopniu nastąpi jedynie w przypadku znacznego wzrostu eksportu do Chin, stanowiących wyłączną alternatywę mogącą zaabsorbować tak duże ilości gazu.

Z tego względu w hierarchii priorytetów władze rosyjskie na pierwszym miejscu stawiają ChRL jako najważniejszego odbiorcę Gazpromu, forsując projekt gazociągu Siła Syberii-2 – połączenia o planowanej przepustowości 50 mld m3 rocznie, mającego służyć do przesyłania surowca ze złóż zachodniosyberyjskich tranzytem przez Mongolię. Inicjatywa ta wciąż znajduje się jednak w fazie projektowej. Według doniesień medialnych strony rosyjska i chińska nie mogą uzgodnić formuły cenowej. W ramach próby przełamania tego impasu w listopadzie 2024 r. Moskwa poinformowała o rozpatrywaniu alternatywnego szlaku do Chin o przepustowości 35 mld m3 rocznie, który przebiegałby przez wschodni Kazachstan (pomysł stanowi wariację na temat inicjatywy gazociągu Ałtaj, wysuwanej na początku XXI wieku). Pekin nie odniósł się dotąd do tej koncepcji.

Brak porozumienia dotyczącego formuły cenowej Siły Syberii-2 oraz rosyjskie propozycje alternatywnego gazociągu świadczą o tym, że zwiększenie obecności na rynku chińskim na warunkach dogodnych dla Gazpromu stanowi dla Rosjan poważne wyzwanie. Oprócz utraty dochodów i wpływu na Europę wyjście z zachodniego rynku niesie ze sobą bowiem jeszcze jedną konsekwencję – osłabienie pozycji przetargowej koncernu, który jest teraz zmuszony do gwałtownego poszukiwania nowych rynków zbytu.

Słabość tę wykorzystują Chińczycy podczas negocjacji. Według doniesień medialnych domagają się oni sprzedaży gazu po cenie wewnątrzrosyjskiej – wiedzą bowiem, że dla Gazpromu i władz FR realizacja gazociągu stała się niezwykle istotna. Co więcej, Pekin nie chce w szybkim tempie zwiększać dostaw z Rosji ze względu na postępującą dywersyfikację własnego importu oraz wzrost krajowego wydobycia. To z kolei zmusza Moskwę do bolesnego urealnienia własnych oczekiwań. W rzeczywistości perspektywa pełnego zastąpienia rynku europejskiego chińskim – zarówno pod względem wolumenu, jak i dochodowości – jawi się jako mało prawdopodobna.

Nie da się jednak wykluczyć, że gazociąg Siła Syberii-2 zostanie zbudowany z powodów przede wszystkim politycznych. Połączenie lądowe o takiej przepustowości może być przez Chiny postrzegane jako surowcowe „ubezpieczenie” na wypadek, gdyby dostawy z innych kierunków (np. LNG z Australii) były zagrożone – chociażby na tle konfliktu o Tajwan. Można zarazem podejrzewać, że w takiej sytuacji Pekin domagać się będzie elastyczniejszej formuły kontraktu, która zabezpieczyłaby stały wolumen o relatywnie niskiej wielkości z opcją realizowania ponadkontraktowych dostaw „na życzenie”. W porównaniu z pierwotnymi zamiarami Gazpromu (roczny przesył 55 mld m3 surowca) byłoby to dla Rosjan rozwiązanie o wiele mniej korzystne.

Równolegle z podejmowaniem prób zwiększenia swojej obecności w Chinach Gazprom poszukuje długoterminowego rynku zbytu na innych kierunkach azjatyckich. Jednym z nich pozostaje Azja Centralna, która jest dla Rosjan istotna przede wszystkim ze względu na możliwość dotarcia do ChRL za pośrednictwem tamtejszej infrastruktury. Zaproponowana przez stronę rosyjską koncepcja „unii gazowej” zdawała się częściowo motywowana właśnie tym zamiarem. Z tego względu koncern postrzega państwa centralnoazjatyckie jako ważne rynki zbytu, mimo że może tam uzyskać marże znacznie niższe niż na innych kierunkach.

Oprócz propozycji budowy gazociągu do ChRL przez wschodni Kazachstan Gazprom nie wyklucza dotarcia na rynek chiński za pośrednictwem istniejącej infrastruktury w Azji Centralnej i realizowania tam transakcji swapowych z wykorzystaniem nitki Azja Centralna–Chiny. Z perspektywy rosyjskiej byłoby to rozwiązanie optymalne pod względem nakładów finansowych na inwestycje – rozbudowa rurociągów nie pochłonęłaby bowiem tyle kapitału co utworzenie nowych, bezpośrednich połączeń do ChRL. Taki scenariusz pozostawiłby jednak kluczowe odcinki gazociągowe poza kontrolą Rosji (propozycja zawarcia „unii gazowej” była próbą jej ustanowienia – jak dotąd nieudaną).

Problem z urzeczywistnieniem tego scenariusza – poza koniecznością uzyskania gwarancji odbioru surowca ze strony Chin – stanowi postawa samych partnerów w Azji Centralnej. Zarówno Uzbekistan, jak i Kazachstan postrzegają współpracę z Gazpromem przede wszystkim w kategoriach komercyjnych, co ogranicza możliwość oddziaływania na te państwa w celu uzyskania dogodnych warunków przesyłu. Ponadto urealnienie rosyjskich zamiarów komplikuje też rola Turkmenistanu jako istotnego dostawcy surowca do ChRL korzystającego z gazociągów w Azji Centralnej. Aszchabad aktywnie sprzeciwia się dopuszczeniu Gazpromu do rurociągu Azja Centralna–Chiny.

osw.waw.pl

wtorek, 18 lutego 2025



Nagroda nie pojawia się jednak w chwili, gdy zrobimy coś, co mózg uważa za dobre. Największą premię – zastrzyk dopaminy – dostajemy, gdy spodziewamy się nagrody.

Istnieje kilka znanych badań na szczurach, w których zwierzęta dostają jedzenie, gdy nacisną nosem na przycisk. Szczury szybko się tego uczą. Naciskam przycisk – dostaję jedzenie.

Jeśli szczury dostają jedzenie po każdym naciśnięciu przycisku, robią to tylko wtedy, gdy są głodne. Poza tym prowadzą normalne szczurze życie. Ale jeśli jedzenie pojawia się tylko od czasu do czasu, to zaczyna dziać się coś intrygującego.

Zainteresowanie szczurów naciśnięciem przycisku gwałtownie wzrasta. Naciskają, naciskają i naciskają. Zabawa, bieganie czy cokolwiek, co szczury zwykle robią, nie są już tak interesujące jak naciskanie przycisku w nadziei, że tym razem pojawi się jedzenie.

Szczurzy mózg po prostu uwielbia niepewność. To samo dotyczy nas, ludzi. Poczucie, że potencjalnie możemy coś dostać, daje nam więcej dopaminy.

Właśnie dlatego tak zdradliwe są wyskakujące okienka i tak trudno im się oprzeć. Każde z nich może przecież zapowiadać wiadomość, która okaże się bardzo ważna. Może właśnie ten post w mediach społecznościowych zmieni wszystko. Może, może, może, może, naciskaj, naciskaj, naciskaj.

Zastrzyki dopaminowe mają nas zachęcić, żebyśmy zrobili to, co mózg uważa za słuszne. Dlatego dawanie nam nagrody w chwili, gdy właśnie zamierzamy coś zrobić, będzie dużo bardziej efektywne niż po wykonaniu zadania.

Większą nagrodę dostajemy najczęściej za samo zauważenie migającego powiadomienia niż za przeczytanie wiadomości.

(...)

Spędzacie mniej czasu na zabawie niż wasi rodzice, gdy byli w waszym wieku. Macie mniejsze grono znajomych, uprawiacie mniej sportu, krócej się uczycie, śpicie i czytacie. Gracie też na mniejszej liczbie instrumentów niż oni. Przynajmniej jeśli jesteście typowymi młodymi ludźmi.

Spędzacie jednak dużo więcej czasu przed ekranem. To nie jest złe samo w sobie, ale sprawia, że nie macie kiedy robić innych rzeczy, które są równie ważne.

Jednym z powodów jest to, że wasze pokolenie przyzwyczaiło się do bardzo szybkich nagród. Wielu z was nie jest w stanie poczekać, aż to, co robi, zacznie być fajne. Niestety, żeby się porządnie czegoś nauczyć – choćby gry na skrzypcach czy jazdy figurowej na łyżwach – potrzebna jest wytrwałość i lata ćwiczeń. Najwięcej frajdy sprawiają nam rzeczy, które potrafimy robić. Tyle że nagrodę dostajemy dopiero, gdy już jesteśmy w nich dobrzy.

No to wybieramy inny sposób spędzania czasu i gramy w raczej bezsensowne gry na telefonach, żeby dostać nagrodę od razu.

Nie zapominajmy jednak, że wybór należy do nas. To zawsze jest nasza decyzja.

onet.pl


Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa zademonstrowała nadchodzącą radykalną zmianę w polityce USA wobec Europy w obszarze bezpieczeństwa europejskiego i wsparcia dla Ukrainy. Przedstawiciele amerykańskiej administracji jasno podkreślili średnio- i długofalową perspektywę zmniejszonego zaangażowania wojskowego Stanów Zjednoczonych na kontynencie oraz nie wykluczyli krótkofalowo częściowego wycofania własnych sił w ramach negocjacji dotyczących zakończenia wojny na Ukrainie z Rosją.

Choć to USA mają doprowadzić do zawarcia pokoju na Ukrainie, to rozmowy na ten temat mają wyłączać Europejczyków, którzy jednocześnie mają przejąć odpowiedzialność za dalsze wsparcie militarne Kijowa i gwarancje bezpieczeństwa dla niego po zakończeniu działań wojennych. Europa nie jest przygotowana na taki rozwój sytuacji i dopiero rozpoczyna dyskusje o wspólnym planowaniu warunków zakończenia konfliktu, zwiększenia pomocy i gwarancji. Rezultaty rozmów z nową administracją wzmocniły wątpliwości Kijowa dotyczące perspektyw dalszego wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych i obawy odnośnie do możliwości porozumienia Donalda Trumpa i Władimira Putina ponad głowami Ukraińców. Kijów nie zgodzi się na żadne ustalenia bez swojego udziału w negocjacjach pokojowych i liczy na mobilizację Europy w kwestii dalszego wsparcia.

Przekaz ze strony Waszyngtonu wywołał również intensywne dyskusje dotyczące wzmacniania własnych zdolności obronnych, co będzie przede wszystkim zależało od woli państw europejskich do drastycznego zwiększenia finansowania sił zbrojnych.

Głównym celem wizyty amerykańskiej delegacji na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa było zasygnalizowanie zmiany w polityce USA wobec Europy – w kategoriach ideologicznych, wojny na Ukrainie, jak również obrony i odstraszania na kontynencie. Do Niemiec przyjechali wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz stanu Marco Rubio i specjalny wysłannik prezydenta ds. Rosji i Ukrainy generał Keith Kellogg. Za kluczowe należy uznać kontrowersyjne przemówienie wygłoszone 14 lutego przez pierwszego z nich. Podkreślił w nim, że zagrożenia dla państw europejskich mają przede wszystkim charakter wewnętrzny – chodzi o niekontrolowany napływ imigrantów, próby ograniczania wolności słowa i problemy z procesami demokratycznymi. Szczególną uwagę Vance zwrócił na unieważnienie wyników wyborów prezydenckich w Rumunii oraz wykluczanie partii radykalnych takich jak AfD z tworzenia koalicji rządzących w poszczególnych krajach. Wskazał też na konieczność zwiększenia nakładów na obronność po stronie państw europejskich, ale kwestie bezpieczeństwa militarnego i zagrożenia ze strony Rosji nie odegrały w jego wystąpieniu większej roli.

Przemówienie wiceprezydenta wzbudziło w większości negatywne reakcje w Europie. W RFN nawoływanie do włączenia radykalnych ugrupowań do udziału w rządach oraz spotkanie z szefową AfD Alice Weidel oceniono jako ingerencję w kampanię przed wyborami do Bundestagu 23 lutego. Słowa Vance’a zinterpretowano jako poparcie amerykańskiej administracji dla niemieckiej skrajnej prawicy. Najgłośniejszym echem w RFN odbiła się mowa ministra obrony Borisa Pistoriusa (SPD) – stwierdził on, że Europa musi „być w stanie obronić się przed ekstremistami, którzy chcą ją zniszczyć”. Wystąpienie wiceprezydenta USA w Monachium pokazuje, że polityka zagraniczna nowych władz zawiera element kontestowania liberalnego mainstreamu w Europie z pozycji prawicowych. Administracja Trumpa będzie działała na rzecz osłabienia dominujących do tej pory sił politycznych i wspierania bliższych sobie ideowo partii radykalnych.

Specjalny wysłannik prezydenta ds. Rosji i Ukrainy generał Kellogg był jedynym oprócz wiceprezydenta Vance’a przedstawicielem ekipy Trumpa, który wystąpił publicznie w trakcie konferencji. Oznajmił on jasno, że administracja dąży do jak najszybszego zakończenia wojny. Preferuje podejście dwutorowe – oddzielne rozmowy z Rosją i z Ukrainą – a swoją rolę postrzega jako mediatora pomiędzy obiema stronami. Wykluczył udział Europejczyków w tych negocjacjach, lecz zapewnił, że będą konsultowani przed nimi i w ich trakcie. Jednocześnie zapowiedział, że USA nie zgodzą się na porozumienie w stylu Mińsk 2. Zapewnienie pokoju na Ukrainie po zaprzestaniu działań wojennych ma spoczywać na barkach Europy przy braku amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, wykluczeniu (przynajmniej krótkoterminowego) członkostwa Ukrainy w NATO oraz natowskiej misji w tym kraju. Kellogg nie znajdzie się w składzie delegacji prowadzącej rozmowy z Rosjanami, które mają się rozpocząć w Arabii Saudyjskiej 18 lutego. Jego zadanie to przede wszystkim konsultacje z Kijowem i europejskimi sojusznikami, a jego rola w związku z amerykańskim priorytetem dla negocjacji z Moskwą może okazać się mniejsza niż Rubia, doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Michaela Waltza czy specjalnego przedstawiciela prezydenta ds. Bliskiego Wschodu Stevena Witkoffa, którzy mają się spotkać z Rosjanami w Rijadzie.

O znaczeniu rozmów w Monachium dla Ukrainy świadczył skład tamtejszej delegacji na konferencję – poza Wołodymyrem Zełenskim wzięli w niej udział szef Biura Prezydenta Andrij Jermak oraz ministrowie kluczowych resortów. Spotkanie skutkowało pogłębieniem wątpliwości Kijowa dotyczących dalszego wspierania Ukrainy przez USA i obaw odnośnie do możliwości porozumienia Trumpa i Putina ponad głowami Ukraińców. Przed konferencją nie powiodły się próby powiązania przez władze ewentualnych amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa i dalszej pomocy militarnej w zamian za uczestnictwo w wydobyciu ukraińskich zasobów naturalnych. Propozycja Waszyngtonu miała dotyczyć przekazania połowy udziału w pozyskiwaniu tych surowców Stanom Zjednoczonym, co miałoby zrekompensować im jedynie dotychczas udzielone wsparcie. Zełenski odrzucił propozycję, gdyż uznał ją za „niewystarczająco przygotowaną”. Brak perspektyw na korzystne porozumienie z USA spowodował, że prezydent w Monachium starał się zmobilizować Europejczyków do zwiększenia pomocy dla Kijowa. Podczas oficjalnego wystąpienia wezwał do budowy europejskiej armii oraz uniezależnienia się kontynentu od Stanów Zjednoczonych. Podkreślał, że Ukraina nie zgodzi się na żadne ustalenia bez własnego udziału w negocjacjach pokojowych, a także przekonywał o konieczności dołączenia do nich przedstawicieli państw europejskich.

Na razie nie powstał konkretny europejski plan dotyczący zakończenia wojny – rozpoczynają się dopiero rozmowy o wspólnym stanowisku wobec nadchodzących negocjacji amerykańsko-rosyjskich i podejścia do ich rezultatów, zwiększenia europejskiego wsparcia militarnego dla Kijowa i formuły jego finansowania, reakcji na ewentualne zniesienie sankcji USA na Rosję, stosunku do odmrożenia relacji politycznych z Moskwą czy zapewnienia Kijowowi przyszłych gwarancji bezpieczeństwa. Dyskusja o potencjalnym wysłaniu europejskich sił pokojowych na Ukrainę w ramach przeciwdziałania ponownej rosyjskiej agresji intensyfikuje się. 17 lutego prezydent Emmanuel Macron zwołał w Paryżu szczyt z udziałem wybranych liderów państw europejskich (RFN, Polski, Wielkiej Brytanii, Włoch, Hiszpanii Niemiec i Danii), przewodniczącego Rady Europejskiej, szefowej KE oraz sekretarza generalnego NATO w celu ułatwienia debaty zarówno o udziale Europejczyków w uregulowaniu konfliktu, jak i o sposobach wzmocnienia bezpieczeństwa Europy. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer przed spotkaniem ogłosił gotowość rozmieszczenia brytyjskich sił na Ukrainie. Podobnie już wcześniej wypowiadała się Francja. Niemcy nie wykluczają wysłania wojsk, ale utrzymują w tej kwestii sceptycyzm, w szczególności przed wyborami do Bundestagu. Przewodniczący CDU i kandydat na kanclerza Friedrich Merz mówił o konieczności jasnego prawnomiędzynarodowego mandatu dla takich sił, które rozmieszczono by na Ukrainie najchętniej w porozumieniu z Rosją. Możliwość udziału w takiej europejskiej misji sygnalizowały m.in Szwecja, Estonia, Litwa. Dyskusje te, przynajmniej publicznie, znajdują się w dosyć wstępnej fazie.

Kolejnym tematem dyskusji na konferencji w Monachium była przyszłość amerykańskiej obecności wojskowej w Europie. Przed wydarzeniem kontynent odwiedził sekretarz obrony Pete Hegseth – złożył wizytę w dowództwie europejskim i afrykańskim Sił Zbrojnych USA w Niemczech, uczestniczył w spotkaniach ministrów obrony NATO i w grupie Ramstein ds. wsparcia Ukrainy w Brukseli oraz odwiedził Polskę. Wezwał europejskich sojuszników do zwiększenia wydatków na obronność do docelowo 5% PKB oraz rozwoju własnych sił zbrojnych i bazy przemysłowej w obliczu prognozowanego ograniczania obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Europie. Jednocześnie jednak potwierdził dalsze amerykańskie zaangażowanie w obronę zbiorową oraz konwencjonalne i nuklearne odstraszanie Rosji. Wielokrotnie przedstawiał Polskę jako modelowego sojusznika. Mimo spekulacji, czy obecność USA w Europie będzie przedmiotem ich negocjacji z Rosją, na razie nie ma informacji co do jej ewentualnego zmniejszania w perspektywie krótkofalowej.

Amerykański przekaz zintensyfikował europejskie dyskusje na temat wzrostu wydatków obronnych do poziomu co najmniej 3% PKB. W wystąpieniu na konferencji kanclerz Olaf Scholz mówił o konieczności zwiększenia niemieckich nakładów na ten cel i wyjęcia ich z reguły hamulca długu oraz nieobejmowania wydatków powyżej 2% PKB procedurą nadmiernego deficytu przez UE. Merz był ostrożny co do wskazywania poziomu środków na obronność – zwrócił uwagę na potrzebę uzgodnienia tego przez wszystkich sojuszników na szczycie NATO w Hadze. RFN widzi konieczność przygotowywania się na postzimnowojenną Europę, w której Stany Zjednoczone przestaną pełnić rolę gwaranta bezpieczeństwa, ale obecnie – ze względu na brak alternatywy – nadal uznaje znaczenie relacji z nimi dla bezpieczeństwa europejskiego. Jednocześnie Niemcy postrzegają USA jako państwo, które w wydaniu administracji Trumpa może im poważnie zagrażać gospodarczo i politycznie.

We Francji dyskusje o ograniczeniu obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Europie wpisują się w diagnozy prezydenta Macrona o przymusie uniezależnienia się przez Europejczyków od Waszyngtonu w sferze bezpieczeństwa. Ma to nastąpić poprzez budowę samodzielnych zdolności wojskowych, wzmocnienie przemysłu obronnego, zaprzestanie zakupów broni w USA i wspólne zadłużenie na cele obronne w UE. W trakcie konferencji monachijskiej szef francuskiego MSZ ponownie zaakcentował, że zwiększenie wydatków zbrojeniowych zostanie zaakceptowane przez społeczeństwa kontynentu tylko wtedy, gdy będzie tworzyło miejsca pracy w UE. W dyskusjach nie pojawiły się dotąd nawoływania do przekształcania Unii w sojusz obronny, a raczej wzmacniania europejskich zdolności wojskowych w NATO. Choć przedstawiciele UE prezentują dalekosiężną perspektywę tworzenia tzw. europejskiej unii obronnej, to w praktyce głównie zachęcają państwa członkowskie do znaczniejszych wydatków wojskowych i wzmacniania sił zbrojnych poprzez wspólne zakupy uzbrojenia w europejskim przemyśle zbrojeniowym. Dofinansowują też jego rozwój.

osw.waw.pl


Władze części krajów europejskich deklarują, że jest za wcześnie na rozmowy o wysłaniu wojsk na Ukrainę. Gotowość do skierowania sił do tego kraju wyraził premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer. Polski premier Donald Tusk wykluczył wysłanie polskich żołnierzy.

Tusk oświadczył, że nie przewiduje wysłania polskich wojsk na terytorium Ukrainy w ramach ewentualnej misji pokojowej, ale zapewnił wsparcie logistycznie i politycznie dla tych państw, które się na to zdecydują. Również władze Słowacji zapowiedziały, że nie wyślą żadnych swoich sił na Ukrainę.

Francja, Niemcy, Dania i Hiszpania uznały, że dyskusja na temat wysłania wojsk jest przedwczesna. Politycy podkreślają, że o wysłaniu wojsk nie można mówić przed zawarciem porozumienia pokojowego w Ukrainie. Rzecznik ministerstwa obrony Niemiec stwierdził zarazem, że Berlin nie będzie uchylał się przed wysłaniem wojsk lądowych na Ukrainę, gdy już zostaną określone ramy takiej operacji. Również Szwecja nie wyklucza wysłania swoich wojsk po wynegocjowaniu pokoju z Rosją.

Przedstawiciele władz Włoch i Finlandii ocenili, że wysłanie wojsk to sprawa skomplikowana. Jesteśmy na pierwszej linii frontu, "w kłopotliwym położeniu geograficznym". Priorytetem jest obrona i bezpieczeństwo kraju – powiedział szef fińskiego resortu obrony Antti Hakkanen.

onet.pl


Jego zdaniem Chiny, w przeciwieństwie do swojego konkurenta, Indii, chciały wziąć udział w negocjacjach, ale Amerykanie nie pozwalają im na to.

Także Recep Tayyip Erdoğan wielokrotnie wyrażał chęć przeprowadzenia negocjacji na swoim terytorium, ale jego usługi nie są jeszcze potrzebne i nie został zaproszony do udziału w negocjacjach.

Neutralna Szwajcaria również zaproponowała, aby stać się tradycyjnym miejscem negocjacji. I na razie się nie udało.

- Dla ChRL udział w negocjacjach jest kwestią statusu supermocarstwa; dla Turcji i Szwajcarii jest to kwestia prestiżu. Dla Białorusi stawką jest przyszłość państwa, która najprawdopodobniej zostanie rozstrzygnięta bez udziału przedstawicieli Białorusi. (...) - stwierdził analityk.

belsat.eu

poniedziałek, 17 lutego 2025



Vance rzucił się na Europę, oskarżając jej przywódców o tłumienie wolności słowa, niepowodzenie w powstrzymaniu migracji i ucieczkę w strachu od żądań wyborców.

Pod względem ideologicznym Europa jest zmuszona wybierać między nieliberalną polityką typu Make America Great Again (Uczyńmy Amerykę znów wielką, MAGA), którą prowadzi Donald Trump, a klasycznym liberalizmem, który leży u podstaw istnienia UE.

(...)

W ostrym ataku Vance'a, równie agresywnym jak przemówienie prezydenta Rosji Władimira Putina na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w 2007 r., wiceprezydent USA zrobił wszystko, co w jego mocy, aby obrazić UE i zakomunikować jej, że musi tańczyć do ideologicznych melodii administracji prezydenta USA Donalda Trumpa.

(...)

Nawet wielu konserwatystów uczestniczących w szczycie było w szoku, choć mają oni wątpliwości co do postępowania UE w związku z wolnością słowa i pozostają sfrustrowani niepowodzeniami w ograniczaniu migracji. Ich zdaniem Vance przedstawił natomiast bardzo zniekształcony obraz, który nadmiernie upraszcza złożone problemy. Poza tym, krytykowanie samego siebie to jedno, a zupełnie inną rzeczą jest to, że ktoś przychodzi do twojego domu i mówi, że jesteś do bani.

Przesłanie Vance'a nie może być jaśniejsze. Na szczycie dotyczącym sztucznej inteligencji w Paryżu na początku zeszłego tygodnia poinstruował Europę, aby wycofała się z przepisów, które ograniczają amerykańskich magnatów technologicznych.

(...)

Przemówienie Vance'a podkreśliło również, że główni ideolodzy wokół Trumpa nie postrzegają ruchu MAGA jako projektu narodowego, ale cywilizacyjnego, polityczno-kulturowej krucjaty, która ma być prowadzona także daleko poza Stanami Zjednoczonymi.

Jest to projekt mający na celu ocalenie zachodniej cywilizacji — przed samą sobą, jeśli to konieczne — i zmuszenie jej do powrotu do chrześcijańskich korzeni. Vance otrzymał zadanie szerzenia reakcyjnej rewolucji.

(...)

— Naprawdę wierzę, że nadszedł czas, aby stworzyć siły zbrojne Europy. Bądźmy szczerzy, teraz nie możemy wykluczyć, że Ameryka powie Europie "nie" w kwestiach, które mogą jej zagrozić — powiedział.

Krótko mówiąc, nadszedł czas, aby odzyskać kontrolę.

— Europa ma wszystko, czego potrzeba. Europa musi się po prostu zjednoczyć i zacząć działać w taki sposób, aby nikt nie mógł powiedzieć jej "nie", rządzić nią lub traktować ją jak popychadło — powiedział Zełenski.

Przemówienie Vance'a zyskało większą uwagę w Monachium, ale mowa Zełenskiego było odważna. Była odważnym przejściem od schlebiania Trumpowi w nadziei, że nie porzuci Ukrainy, do bardziej wyzywającego tonu.

— Brzmiał jak przywódca wolnego świata — powiedział w rozmowie z POLITICO były amerykański dyplomata Michael McFaul.

I pomimo potęgi Ameryki w porównaniu z niepewnością sytuacji w Ukrainie, nie było wątpliwości, które przemówienie było preferowane przez większość uczestników szczytu.

Karta przetargowa Wołodymyra Zełenskiego. W ten sposób może przeciągnąć Donalda Trumpa na swoją stronę
Słowa Vance'a spotkały się z kamiennymi twarzami, mroźnymi spojrzeniami i jedynie oklaskami ze strony niewielkiej grupy zwolenników. Uczestnicy szczytu z dezaprobatą dyskutowali o jego przemówieniu w kawiarniach i lobby monachijskiego hotelu Bayerischer Hof. Przemówienie Zełenskiego zostało przyjęte owacją na stojąco.

Pytanie brzmi, jak postąpi Europa.

— Być może powinniśmy podziękować J.D. Vance'owi za tak dosadny atak na Europę, ponieważ Europejczycy poczuli, że Trump idzie również po nich — powiedział w rozmowie z POLITICO były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kuleba.

— W Paryżu dosłownie powiedział: "Nie próbujcie konkurować z nami w zakresie sztucznej inteligencji. Przyjmijcie nasze firmy, usuńcie wszystkie przeszkody, a wtedy wszystko będzie dobrze". Potem przyjechał tutaj i po zaatakowaniu modelu gospodarczego Europy zaatakował jej model polityczny — powiedział Kuleba.

onet.pl/Politico


Jaki jest obecny stan badań nad przyczynami starzenia się?

Idea podstaw starzenia się bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich 30 lat. W latach 80. sądziliśmy, że starzenie się opiera się wyłącznie na zużyciu i uszkodzeniu materiału genetycznego, tj. DNA.

Tymczasem w ciągu życia na materiał genetyczny oddziałują także inne czynniki, takie jak m.in. promieniowanie słoneczne. Zdolności regeneracyjne komórek, które naprawiają uszkodzenia w młodym wieku, zmniejszają się.

W latach 90. mówiło się, że winne są temu telomery. Są to końce chromosomów, które skracają się przy każdym podziale komórki. Przez długi czas uważano, że jest to przyczyną starzenia się. Nie było to jednak jedyne wyjaśnienie. Na początku XXI w. odkryliśmy geny, które kontrolują starzenie się komórek.

W 2013 r. czterech naukowców podsumowało genetyczne powody starzenia się. W tamtym czasie było ich dziewięć, dziś znamy już dwanaście. Moim zdaniem jeden z powodów starzenia się jest ważniejszy od pozostałych.

Który?

To zmiany epigenetyczne. Markery na genomie kontrolują, które geny są włączone, a które wyłączone. Ten proces regulacji genów nazywany jest programem epigenetycznym. Markery te są niezbędne — nadają komórce jej cel, na przykład zadanie, którego się podejmuje.

Wygląda na to, że komórki tracą swój cel, swoją tożsamość, wraz z wiekiem, a tym samym informację o tym, że są młode. Teoria ta nazywana jest informacyjną teorią starzenia się, a także stwierdza, że proces ten można odwrócić. Nazywa się to przeprogramowaniem epigenetycznym.

Jak można to osiągnąć?

Częściowo poprzez zdrowy styl życia. Weźmy na przykład ograniczenie kalorii. Jedzenie ok. 20 proc. mniej kalorii, niż zaleciłby lekarz lub dietetyk, wprowadza organizm w tryb przetrwania.

Dzieje się wówczas wiele rzeczy. Włączają się geny odpowiedzialne za długowieczność, takie jak geny odpowiadające za siedem sirtuin obecnych w ciele człowieka.

Sirtuiny to białka, które regulują markery epigenetyczne, a tym samym opóźniają procesy starzenia. Na przykład, włączają one mechanizmy naprawy DNA, zwiększają produkcję energii w mitochondriach i uruchamiają procesy przeciwzapalne.

Ponadto sirtuiny uwrażliwiają komórki na insulinę, co z kolei zwiększa ich wychwyt cukru. Jest to korzystne dla poziomu cukru we krwi.

Czy sam stosujesz post?

Kiedy byłem młodszy i miałem trójkę dzieci w domu, było to bardzo trudne. Obecnie staram się jak najczęściej stosować dietę wegańską, dużo ćwiczyć, więcej spać i nie pozwalać sobie na stres. Jednak dużo podróżuję, dlatego utrzymanie odpowiedniej diety jest wyzwaniem.

onet.pl/Die Welt


„Pas twierdz” na Ukrainie, to 50-kilometrowa linia czterech głównych miast (Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwka i Kostyantynówka), która stanowi kręgosłup obrony Ukrainy w obwodzie donieckim, a Rosja od dawna dąży do przejęcia tych miast. Siły rosyjskie znajdują się obecnie w odległości od 25 do 30 kilometrów od wschodnich przedmieść Słowiańska, około 20 kilometrów od wschodnich przedmieść Kramatorska i dziewięć kilometrów od północno-wschodnich przedmieść Kostyantynówki, w najbliższych punktach wzdłuż linii frontu w obwodzie donieckim. Siły rosyjskie w kierunkach Lyman i Siversk będą musiały przejąć Lyman i Siversk (prawdopodobnie same wysiłki potrwają wiele miesięcy) i posuwać się naprzód przez liczne pola i małe osady, zanim będą mogły zacząć zagrażać Słowiańskowi. Siły rosyjskie spędziły większość ostatnich 10 miesięcy, powoli przedzierając się przez tereny miejskie Chasiv Yaru i Toretska, ale jeszcze nie udało im się całkowicie przejąć tych miast. Siły rosyjskie mogą mieć zamiar posunąć się na południowy zachód od Kostyantynówki i spróbować odciąć osadę od reszty pasa fortecznego na zachodzie, ale takie postępy nie zniszczyłyby całego pasa fortecznego. Rosyjskie postępy na wschód i południe od Kostyantynówki wywarłyby presję na pas forteczny, ale mało prawdopodobne jest, aby siły rosyjskie całkowicie się złamały i przejęły pas forteczny w 2025 lub nawet 2026 roku.

understandingwar.org