piątek, 17 stycznia 2025



Sławomir Mentzen ma już pozamiatane?

Nie, ale ciężka orka i trudna kampania przed nim. Na pewno drży o swój wynik, a to tym bardziej, że zagraża mu nie tylko Grzegorz Braun, ale też - a może przede wszystkim - Krzysztof Stanowski. Ten rok temu zapowiedział, że wystartuje w wyborach prezydenckich - dla beki, dla reklamy, dla "pokazania cyrku", cytuję jego słowa. A to oznacza, że Mentzen jest atakowany przez dwóch kandydatów z prawej flanki: absolutnie radykalnej - czyli Brauna i antysystemowej, bardziej umiarkowanej - Stanowskiego. Będzie wzięty w dwa ognie. Dlatego wynik Bosaka sprzed pięciu lat, kiedy ten w wyborach prezydenckich zdobył 7 proc., na pewno wziąłby w ciemno.

(...)

Braun już raz startował w wyborach prezydenckich - w 2015 roku. Uzyskał wówczas 0,83 proc. poparcia.

(...)

Inna rzecz, że na pewno Janusz Korwin-Mikke będzie mocno wspierał Brauna. Z zemsty. Bo Mentzen de facto siłą przymusił Korwin-Mikkego, by ten mu oddał partię. Korwin-Mikke jest teraz rozżalony i wściekły. Chce Metzenowi utrzeć nosa. A jak może mu utrzeć nosa? Popierając Brauna, który zabierze głosy Mentzenowi.

tokfm.pl


To jedna strona medalu, a druga jest taka, że taran Trumpa jest wielką niewiadomą również dla Putina, który nie wie, czego się spodziewać i jak grać. Ciekawe w tym kontekście są zabiegi wokół Grenlandii. Duński wywiad ujawnił, że w 2019 r. rosyjskie służby specjalne za pośrednictwem agentów wpływu przeprowadziły udaną operację podrobienia listu ówczesnej minister spraw zagranicznych Grenlandii Ane Lone Bagger do amerykańskiego senatora Toma Cottona (...). List zawierał sugestię, że Stany wesprą grenlandzkie referendum niepodległościowe, i prośbę o pomoc finansową. Po tym liście Trump miał nabrać pewności, że zakup Grenlandii w zasadzie jest możliwy. A w każdym razie nie jest niemożliwy. O swoich zamiarach poinformował wtedy cały świat. Kopenhaga zaprotestowała. A Trump odwołał planowaną wizytę w Danii.

(...)

Na razie na Grenlandię pojechał syn prezydenta elekta, Donald Trump junior. Jak pisze Igor Ejdman (...), junior kupił kilku bezdomnych, aby zagrali rolę Grenlandczyków wyznających filozofię MAGA (Make America Great Again). 

labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl

czwartek, 16 stycznia 2025



Obie rakiety są nowe, obie są wielkie. Jedna już wystartowała dzisiaj rano, druga ma wystartować wieczorem. Obie się istotnie różnią. Ta od Bezosa jest budowana według innej filozofii. Znacznie bardziej tradycyjnej, takiej, do której mogła przyzwyczaić przez dekady NASA i tradycyjni potentaci w tym biznesie. Można to streścić do "bez radykalnych pomysłów, przemyślimy i przetestujemy wszystko na Ziemi, żeby tam u góry działało od razu".

W porównaniu z tym Musk to kreatywny chaos, w ramach którego normą jest sprawdzanie rzeczy w praktyce i powodowanie eksplozji. Bazując na takich metodach, firma SpaceX Muska w ciągu ostatniej dekady błyskawicznie urosła i stała się gigantem branży, a przy okazji zbudowała sobie znaczne grono fanów, którzy w takim podejściu widzą przyszłość. Jednocześnie patrzą na Bezosa oraz jego firmę Blue Origin jak na dziadersów, którzy przegapili fakt, że świat się zmienił. Nie jest to jednak takie oczywiste.

Odpaloną dzisiaj rano po raz pierwszy rakietę New Glenn (od nazwiska pierwszego Amerykanina na orbicie - Johna Glenna) trudno nazwać przestarzałą. Ostrożną czy zachowawczą owszem, ale zdecydowanie niezacofaną technologicznie. Należy do kategorii ciężkich rakiet nośnych. Jeden stopień poniżej tych największych, określanych jako "superciężkie". Będzie jednak w górnym zakresie swojej kategorii, bo ma móc dostarczyć na orbitę maksymalnie 45 ton ładunku. Standardem dla większości rakiet tej kategorii jest rejon 20-30 ton. Jedyny porównywalny konkurent to Falcon Heavy firmy SpaceX, który w wariancie zakładającym odzyskanie większości rakiety może to zrobić też z około 40-50 tonami.

New Glenn ma też być w większości wielokrotnego użytku. Pierwszy stopień ma tak samo lądować na pokładzie statku, jak pierwsze stopnie rakiet Falcon 9 i Falcon Heavy firmy Space X. Nie udało się to podczas pierwszego startu. Kontakt z pierwszym stopniem został utracony, kiedy hamował na krawędzi atmosfery i działały na niego ogromne siły. Firma twierdziła od początku, że udane lądowanie w pierwszym locie byłoby wspaniałe, ale kluczem jest samo dotarcie na orbitę. To się udało, za sprawą drugiego stopnia, który jest przeznaczony na straty.

Cały proces startu i lądowania jest bardzo podobny do tego w przypadku aktualnych rakiet Space X, choć New Glenn ma wiele detali rozwiązanych w inny sposób. Najbardziej widoczny to inne stery, dodatkowe płetwy stabilizujące po bokach i schowane w kadłubie rakiety rozkładane nogi. Inna istotna różnica, choć trudna do wychwycenia, to średnica kadłuba i rozmiary ładowni na dziobie rakiety. Ten pierwszy parametr to aż 7 metrów, czyli prawie dwa razy więcej niż porównywalnej rakiety SpaceX, Falcon Heavy. Oznacza to znacznie bardziej obszerną przestrzeń ładunkową na dziobie, pozwalającą zabierać na orbitę może nie najcięższe ładunki w historii, ale bardzo duże rozmiarami. Jest to parametr, który Blue Origin zawsze podkreśla jako główną przewagę konkurencyjną ich nowej rakiety. Te wymiary są większe niż nawet w wahadłowcach NASA.

Mocną stroną nowej rakiety mają być też jej nowe silniki główne BE-4. Opracowano je od podstaw dla New Glenn, ale też nowej rakiety Vulcan firmy United Launch Alliance (połączone kosmiczne działy Boeinga i Lockheed Martina). Mają mieć bardzo dobre parametry, jednocześnie nie będąc skrajnie wysilone. Tak, aby jak najlepiej wielokrotnie znosiły wielokrotne użycie. Są porównywalne parametrami do obecnie najnowszych silników Raptor 3 firmy SpaceX, tylko właśnie mniej wysilone (niższe ciśnienie w dyszy). Oba typy będą najpewniej przez wiele lat światową awangardą w dziedzinie silników rakietowych.

Krytyka New Glenn skupia się na tym, jak bardzo odstaje od najbardziej awangardowego dzieła firmy SpaceX, czyli duetu pojazdu kosmicznego Starship i rakiety nośnej Super Heavy. Tego, który ma wystartować w czwartek wieczorem do swojego siódmego lotu testowego. Oba systemy rozwijano niemal równolegle, zaczynając od wstępnych prac około 2012 roku. Dzieło firmy Muska jest jednak z innej kategorii. Ma móc dostarczyć na orbitę ponad dwa razy więcej ładunku i po rewolucyjnie niskiej cenie, będąc w całości wielokrotnego użytku. Do tego nadawać się do prowadzenia skomplikowanych operacji tankowania na orbicie i latania na Księżyc czy Marsa. Takie są przynajmniej założenia. Na tym tle New Glenn jest rzeczywiście koncepcyjnym starociem, w znacznej mierze powielającym to, co SpaceX osiągnęło z Falcon 9/Falcon Heavy w minionej dekadzie.

Dodatkowo Blue Origin przez lata zbierało krytykę za to jak powoli działa. Zwłaszcza na tle SpaceX, która ochoczo eksperymentowała na widoku publicznym, przez co postępy w pracach nad rakietami Muska były bardzo widoczne. Jest przy tym faktem, że prace nad silnikami BE-4 i rakietą New Glenn zaliczyły wieloletnie opóźnienie. Początkowo debiut zakładano na rok 2020. Pojawiały się przy tym informacje o nadto ostrożnej, zbiurokratyzowanej i pozbawionej ambitnej wizji pracy pod dyktando zasiedziałych inżynierów z branży lotniczo-kosmicznej. Dotyczyło to zwłaszcza Boba Smitha, zarządzającego firmą w latach 2017-2024. Jego następcą jest Dave Limp, który uprzednio był jednym z głównych dyrektorów Amazona, niemający nic wspólnego z branżą kosmiczną. Ma on wnieść nową energię i dynamikę niezbędną, aby Blue Origin stał się firmą bliższą SpaceX, a nie starym gigantom branży.

Nowy dyrektor ma dużo do zrobienia. Bo choć Blue Origin działa już ponad dwie dekady i zatrudnia ponad 11 tysięcy ludzi, pracujących w laboratoriach, fabrykach i stanowiskach testowych w całych USA, to jeszcze nigdy nie przyniosła istotnego dochodu i dopiero co dotarła na orbitę. Cały czas jest utrzymywana głównie z majątku Bezosa, który wydał na nią już miliardy dolarów. Pierwszy lot New Glenn jest więc momentem przełomowym, bo zwiastuje przejście od ery eksperymentów, do faktycznych lotów kosmicznych. Przed firmą jeszcze trudne zadanie dopracowania procedury lądowania, ale i tak ma już kolejkę klientów z ich satelitami. Najważniejszym będzie na początku sam Bezos, a raczej jego firma Amazon. Pracuje ona nad projektem Kuiper, który ma być konkurencją dla Starlinka Muska. Czyli drugą dużą konstelacją satelitów na niskiej orbicie zapewniającej szybki internet. Na razie Amazon zakontraktował 12 startów New Glenn z opcją na 15 kolejnych. W przyszłości nowa rakieta Bezosa ma też wysyłać jego lądownik księżycowy Blue Moon budowany na zlecenie NASA. Również będący projektem konkurencyjnym dla Muska i jego SpaceX, która ma równoległy kontrakt na dostarczenie ludzi na Księżyc przy pomocy pojazdów Starship.

gazeta.pl

środa, 15 stycznia 2025



Rosjanie zajęli obszar zabudowany Torećka. Pod kontrolą obrońców pozostają północno-zachodnie obrzeża miasta i kopalnia w jego północnej części, o którą toczą się walki. Agresor ma nadzór nad 70–95% jego powierzchni. Większość źródeł potwierdza, że całkowicie w ręce najeźdźców przeszło Kurachowe. Tylko odpowiadające za obronę miasta Operacyjno-Strategiczne Zgrupowanie Wojsk „Chortyca” jeszcze 11 stycznia twierdziło, że ośrodek ukraińskiego oporu utrzymuje się na terenie lokalnej elektrowni cieplnej. W operacyjnym okrążeniu znalazła się Wełyka Nowosiłka, a pod kontrolą Ukraińców pozostaje tylko granicząca z nią od południowego zachodu Wremiwka. Zaopatrzenie oraz ewentualna ewakuacja obrońców możliwe są już wyłącznie drogami gruntowymi.

Siły rosyjskie osiągnęły pierwszą z dwóch dróg wiodących z Pokrowska na zachód, wychodząc na obrzeża Udacznego. Według Agencji Reutera położona tam kopalnia węgla koksowego zupełnie wstrzymała pracę (zob. Perspektywa utraty Pokrowska – cios w ukraińską metalurgię). W rękach obrońców pozostaje główna droga zaopatrzenia miasta – autostrada M04 Donieck–Dniepr (wojskom agresora brakuje do niej 6–7 km). Przerwaniu uległo też główne połączenie Pokrowska z północną częścią obwodu donieckiego. Trwają starcia o kluczowy węzeł drogowy na trasie Pokrowsk–Konstantynówka, którego nie kontroluje obecnie żadna ze stron.

Po wielotygodniowych walkach wojska rosyjskie zajęły zakłady materiałów ogniotrwałych – główny ośrodek ukraińskiego oporu w centrum Czasiw Jaru. Wznowiły także działania zaczepne na północny zachód od Bachmutu, wkraczając do Orichowa-Wasyliwki. Kontynuowały również poszerzanie przyczółków na zachodnich brzegach rzek Żerebeć na kierunku Łymanu i Oskoł na północ od Kupiańska.

Wskutek kilkudniowych starć siły ukraińskie zostały odepchnięte od Bierdina w obwodzie kurskim, zaprzestały też działań zaczepnych. Pod kontrolę najeźdźców powróciły kolejne miejscowości, a największe postępy zanotowali oni w północnej części wyłomu przeciwnika. Ukraińcy poczynili natomiast kroki na rzecz wyparcia agresora z Machnowki na południe od Sudży i – tym samym – odsunięcia bezpośredniego zagrożenia od tego miasta.

osw.waw.pl

wtorek, 14 stycznia 2025



Chciałbym zwrócić uwagę na aspekt topograficzny działań ofensywnych sił południowego skrzydła naszej grupy wojskowej, prowadzących natarcie w kierunku Pokrowska, od rubieży Nowotroickie w ogólnym kierunku na Kotlino. Cel przechwycenia ważnej arterii logistycznej jest logiczny, ale ukształtowanie terenu, na którym muszą działać nasze wojska, jest bardzo niekorzystne.

Nasze wojska posuwają się z nizinnej okolicy na teren wyżej położony. Swoboda manewru jest naturalnie ograniczona przez rzeczkę Soloną oraz wąwóz (balkę) Sazonowa, a do samego Nowotroickiego prowadzi tylko jedna droga, która ponownie ciągnie się wzdłuż nizin, brzegiem rzeczki Solonej, i stanowi wygodny obiekt liniowy do ostrzału wzdłużnego z zachodu.

Problem dronów-kamikadze na światłowodzie, tak dotkliwie dający się tu we znaki, nie jest jedyny. Drogę od Nowotroickiego do Żółtego i dalej w głąb terenu każdej nocy minują tak zwane „Baby-Jagi”. Droga jest usiana minami. Znajomy mówi, że to PTM-3 albo podobne do nich improwizowane ładunki. Pojazdy wybuchają na tych minach, a dalsza jazda w stronę Pustynek staje się niezwykle trudna. Ponadto aktywnie działa artyleria przeciwnika, właśnie od zachodu, ogniem wzdłużnym, również za pomocą amunicji kasetowej. Droga, przypomnę, na tym odcinku jest tylko jedna i przeciwnik utrzymuje ją w ogniu wszystkimi dostępnymi tam środkami, regularnie zakłócając nasze szlaki zaopatrzenia.

W rezultacie po raz kolejny zdobywanie terenu kosztuje nasze wojska wyjątkowo dużo.

Oczywiście nie jestem tak naiwny, aby wszędzie i zawsze liczyć na korzystne ukształtowanie terenu (w końcu prowadzenie ofensywy na zachód z założenia nie obfituje w sprzyjające warunki topograficzne). Jednak te wszystkie „topograficzne grabie” sprawiają wrażenie jakiegoś niekończącego się przekleństwa. Mamy już dość wytrwałego, wystarczająco sprawnego i dobrze wyposażonego przeciwnika, a wciąż dodatkowo pogarszamy sprawę, wspinając się na wyżej położone tereny. Kto w końcu zdejmie to cholerne przekleństwo z naszej armii?

P.S. Przynajmniej zabezpieczyliśmy południową flankę, yhym? Czym i przez kogo mieliby w tę flankę uderzyć? Im też brakuje rezerw, które mocno się kurczą.

P.P.S. Przydałoby się jeszcze jakimś cudem zdjąć z naszej armii przekleństwo tych cholernych „mięsnych” natarć. Ale to już inna, równie ponura historia.

/tłumaczenie wpisu Światosława Golikowa, rosyjskiego żołnierza i instruktora wojskowego - red./

x.com/AryoSomeGumul


Państwo rosyjskie realizuje dwutorową strategię pokrycia rosnących kosztów wojny, uzupełniając ściśle kontrolowane wydatki budżetu obronnego finansowaniem z pozabudżetowego programu finansowania o podobnej skali, ale w dużej mierze pomijanego. Ten pozabudżetowy strumień finansowania jest autoryzowany na mocy nowego prawa, po cichu uchwalonego 25 lutego 2022 r., które upoważnia państwo do zmuszania rosyjskich banków do udzielania preferencyjnych pożyczek przedsiębiorstwom związanym z wojną na warunkach ustalonych przez państwo. Od połowy 2022 r. Rosja doświadczyła anomalii 71% wzrostu zadłużenia korporacyjnego, o wartości 415 miliardów dolarów lub 19,4% PKB (...).

Ten przyrostowy wzrost kredytów korporacyjnych jest duży w porównaniu z kluczowymi wskaźnikami budżetowymi (...). Znacznie przewyższa zarówno całkowite przychody z ropy naftowej i gazu, jak i wydatki budżetu obronnego w tym samym okresie i jest 6,5 razy większy niż przyrostowe pożyczki rządowe.

Według analizy danych dotyczących kredytów sektorowych, ponad 70% wzrostu kredytów korporacyjnych przypadło na sektory zaangażowane w działalność związaną z wojną (...).

Nie wszystkie pożyczki dla tych sektorów były koniecznie przeznaczane na finansowanie dóbr i usług na potrzeby wojny. Jednak na podstawie analizy zawartej w tym raporcie szacuje się, że od 50% do 60% wzrostu kredytów korporacyjnych w czasie wojny (od 207 do 249 miliardów dolarów) przeznaczono na finansowanie działalności związanej z wojną w ramach rządowego programu finansowania pozabudżetowego. (...) państwo zmusiło banki do udzielania /pożyczek - red./, w dużej mierze niewiarygodnym kredytowo przedsiębiorstwom związanym z wojną na warunkach ulgowych. W tej skali strumień finansowania pozabudżetowego Rosji jest mniej więcej równy całkowitym wydatkom przepływającym przez federalny budżet obronny.

W latach 2010–2022 Kreml stosował podobny schemat finansowania pozabudżetowego — choć na mniejszą skalę — z wyraźnym celem dyskretnego uzupełnienia finansowania kosztownego programu zbrojeniowego, jednocześnie udając publicznie, że utrzymuje dyscyplinę budżetową. Obecny schemat osiąga podobny cel, jakim jest umożliwienie utrzymania oficjalnych wydatków budżetowych na zrównoważonym poziomie, co stwarza mylne wrażenie co do odporności zdolności Rosji do finansowania wojny.

Krótko mówiąc, całkowite koszty wojny w Rosji znacznie przekraczają to, co sugerowałyby oficjalne wydatki budżetowe. Państwo potajemnie finansuje około połowę tych kosztów poza budżetem za pomocą znacznych kwot długu, zmuszając banki do udzielania kredytów na warunkach „poza rynkowych” (niekomercyjnych) przedsiębiorstwom dostarczającym towary i usługi na potrzeby wojny.

W przeciwieństwie do budżetu obronnego, który utrzymywano na zrównoważonym poziomie, rosyjski pozabudżetowy program finansowania obronności stał się znacznie bardziej problematyczny do utrzymania w drugiej połowie 2024 r.; rozrósł się tak bardzo, że napędza inflację, podnosząc stopy procentowe dla pożyczkobiorców „realnej” gospodarki do poziomu znacznie przekraczającego 21% i tworząc przesłanki do systemowego kryzysu kredytowego. W drugiej połowie 2024 r. Centralny Bank Rosji (CBR) zaczął identyfikować preferencyjny program pożyczek korporacyjnych państwa jako poważne zagrożenie dla stabilności gospodarczej Rosji. Jako główny czynnik ekspansji monetarnej napędzał rosnącą inflację w Rosji. Co gorsza, ponieważ pożyczanie to ma charakter strategiczny, a nie komercyjny, CBR zauważa, że ​​było ono w dużej mierze „niewrażliwe” na podwyżki stóp procentowych, stępiając główne narzędzie CBR do walki z inflacją (...). W związku z tym, aby ostudzić ogólne zadłużenie, CBR twierdzi, że został zmuszony do znacznie bardziej agresywnego zacieśnienia, niż byłoby to konieczne w innych okolicznościach.

Wysokie koszty pożyczek powodują problemy finansowe wśród zdrowych firm w „realnej” gospodarce, co skłoniło CBR do wyrażenia obaw o „ryzyko nadmiernego zadłużenia dużych firm”. Do zagrożonych firm prawdopodobnie należy Gazprom, który zaciąga duże pożyczki na rynkach krajowych na poziomie 22% i więcej, aby pokryć straty z załamania się swojej podstawowej działalności — eksportu europejskiego.

CBR wyraził również zaniepokojenie kondycją dużych banków, które działają w ramach znacznie złagodzonej polityki regulacyjnej od czasu zaostrzenia sankcji na początku 2022 r. Według CBR niektóre banki wykorzystały złagodzoną politykę, aby pożyczać „agresywnie”, nie utrzymując wystarczającej „krótkoterminowej płynności” i odpowiednich „buforów kapitałowych”.

Ponadto ryzyko kredytowe banków prawdopodobnie znacznie wzrosło z powodu dużej ilości pożyczek wymuszonych przez państwo dla przedsiębiorstw o ​​słabej zdolności kredytowej, które mogą mieć trudności z obsługą swoich pożyczek, zwłaszcza po zmniejszeniu wydatków na obronę. Stwarza to perspektywę systemowo destabilizującego puli toksycznego długu rozprzestrzeniającego się na rynkach kredytów korporacyjnych.

Możliwym sygnałem tego, jak problematyczne stały się portfele kredytowe banków, było ogłoszenie przez CBR w listopadzie 2024 r. długo oczekiwanego harmonogramu zaostrzenia polityki regulacyjnej banków — tylko po to, aby w grudniu niespodziewanie odroczyć plany zaostrzenia.

Pozabudżetowe programy finansowania obrony Rosji stały się toksyczne już dwa razy wcześniej — w latach 2016–2017 i ponownie w latach 2019–2020. Za każdym razem państwo musiało przyjąć na siebie duże kwoty złych długów. Biorąc pod uwagę skalę obecnego pozabudżetowego programu kredytowego, potencjalny ratunek mógłby być niezwykle uciążliwy dla państwa — łącznie stanowiąc połowę całego budżetu federalnego Rosji na rok 2024. Mogłoby to ograniczyć finanse państwa na dłuższy okres, w tym jego zdolność do finansowania przyszłego przezbrojenia — pod warunkiem oczywiście, że Rosja nie otrzyma znacznej ulgi w ramach sankcji.

Krótko mówiąc, jest teraz oczywiste, że duże uzależnienie Moskwy od pozabudżetowego finansowania bankowego w celu sfinansowania wojny stwarza warunki wstępne dla systemowego kryzysu kredytowego. Podnosząc stopy procentowe, Moskwa stwarza problemy finansowe wśród firm w „realnej” gospodarce. A narzucając znaczne kwoty długu firmom związanym z wojną, które prawdopodobnie z czasem zbankrutują, ryzykuje przytłoczeniem banków falą toksycznego długu. Nic dziwnego, że od końca października CBR publicznie wzywa rząd do ograniczenia swojego preferencyjnego systemu finansowania. Jednak podważyłoby to zdolność państwa do utrzymania obecnego poziomu finansowania wojny bez znacznego zwiększenia oficjalnych wydatków budżetowych na obronę.

Pod koniec 2024 r. Kreml zdał sobie sprawę z systemowego ryzyka kredytowego uwolnionego przez pozabudżetowy program finansowania obronności. Stworzyło to dylemat, który prawdopodobnie będzie ciążył na kalkulacji wojennej Moskwy: im dłużej będzie polegać na tym programie, tym większe ryzyko wystąpienia zakłócającego zdarzenia kredytowego, które podważy jej wizerunek odporności finansowej i osłabi jej dźwignię negocjacyjną. Rodzący się dylemat finansowy Moskwy oferuje nieoczekiwaną dźwignię negocjacyjną Ukrainie i jej sojusznikom. Istnieją dwa kluczowe środki, które dobrze poinformowani negocjatorzy mogą podjąć, aby wykorzystać rosnącą podatność finansową Moskwy.

28 października Władimir Putin zwołał spotkanie wyższych urzędników, w tym szefa CBR, aby omówić problemy wokół „struktury i dynamiki” „portfela długu korporacyjnego” Rosji. Od tego czasu publicznie wykazał zwiększoną wrażliwość na poziom wydatków na obronę i wykorzystanie przez państwo preferencyjnych pożyczek w celu realizacji „strategicznych zadań”. Ponadto nadal napływają negatywne informacje o rosnącym poziomie trudności finansowych zarówno w sektorze korporacyjnym, jak i konsumenckim.

W przeciwieństwie do ryzyka powolnego spalania inflacji, ryzyko zdarzeń kredytowych — takie jak ratowanie przedsiębiorstw i banków — ma charakter sejsmiczny: ma potencjał, aby zmaterializować się nagle, nieprzewidywalnie i ze znaczną siłą destrukcyjną, zwłaszcza jeśli stanie się zaraźliwe. W tym momencie mało prawdopodobne jest, aby Moskwa martwiła się, że poważne ryzyko zdarzeń kredytowych może zdestabilizować rząd. Lub nawet uniemożliwić mu utrzymanie wysokich wydatków na wojnę. Prawdopodobnie nadal może polegać na dużych podwyżkach podatków i zwiększeniu zadłużenia państwa — chociaż wyraźnie woli tego nie robić.

Moskwę bardziej niepokoi prawdopodobnie pogarszające się środowisko kredytowe Rosji, które może wywołać wydarzenia, które rozwieją powszechne błędne przekonanie — umiejętnie promowane przez Moskwę — że finanse wojenne Rosji są zrównoważone i nie są narażone na żadne znaczące ryzyko. To błędne przekonanie daje Moskwie cenną dźwignię w przyszłych negocjacjach. Praktyka Moskwy polegająca na manipulowaniu postrzeganiem wydatków na obronę w celu uzyskania korzyści politycznych nie jest niczym nowym; była szeroko stosowana w czasach radzieckich jako część szerszej kampanii odruchowej kontroli.

Moskwa stoi teraz przed dylematem: im dłużej będzie odwlekać zawieszenie broni, tym większe ryzyko, że niekontrolowane wydarzenia kredytowe osłabią pozycję negocjacyjną Moskwy.

navigatingrussia.substack.com

poniedziałek, 13 stycznia 2025



Od 1 stycznia ochotnicy w Czuwaszji otrzymają 1,4 mln rubli (według aktualnego kursu 57 tys. zł). Wcześniej był to 1 mln rubli (40 tys. zł). W obwodzie smoleńskim wypłatę podniesiono do 1,2 mln (48 tys. zł) z 1 mln, a w Baszkirii zaoferowano 1,6 mln (65 tys. zł) zamiast wcześniejszych 505 tys. (20 tys. zł) ryczałtem do 31 marca. W stolicy Baszkirii, Ufie, budżet miasta zaczął wypłacać dodatkowe 700 tys. rubli (28 tys. zł) za podpisanie umowy.

Płatności regionalne są dodatkiem do płatności federalnej, która wynosi 400 tys. rubli (16 tys. zł). Największa płatność regionalna jest ustalona od 1 stycznia do 1 lutego 2025 r. w regionie Samary — 3,6 mln rubli (65 tys. zł). Kolejne są regiony Biełgorod i Niżny Nowogród, gdzie władze płacą 2,6 mln rubli (105 tys. zł) za podpisanie umowy. W Moskwie wynagrodzenie wynosi 2,3 mln rubli (93 tys. zł), a w Petersburgu — 2,1 mln (85 tys. zł). Minimalna kwota płatności zarówno z budżetu regionalnego, jak i federalnego wynosi 800 tys. rubli (32 tys. zł).

onet.pl


Spółka, która obsługuje porty w prowincji Shandong, gdzie importowana jest większość objętej sankcjami ropy naftowej z Rosji, Iranu i Wenezueli, ostrzegła, że od 6 stycznia przestanie przyjmować statki znajdujące się na czarnej liście Departamentu Skarbu USA.

Ograniczenia dla tankowców z "floty cieni" obejmą Qingdao, piąty co do wielkości port w Chinach pod względem ładunku, a także porty Rizhao i Yantai, przez które w ubiegłym roku Chiny kupowały 1,74 mln baryłek dziennie, czyli prawie jedną piątą całego importu ropy.

Serwis Lloyd's List Intelligence szacuje, że aktywna flota cieni, która przewozi ropę z pominięciem sankcji, liczy obecnie ponad 650 tankowców.

Pod koniec 2024 r. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Unia Europejska objęły restrykcjami około 180 tankowców, które przewoziły ropę pochodzenia rosyjskiego z obejściem sankcji i z naruszeniem "pułapu cenowego" [60 dol., czyli ok. 248 zł za baryłkę]. Spośród nich ponad 100 tankowców zostało zmuszonych do zakotwiczenia i nie przewozi już ropy z Rosji, wynika z obliczeń Bloomberga.

onet.pl

niedziela, 12 stycznia 2025



Rosyjscy carowie mieli zwyczaj nagradzać poddanych za wierną służbę drogimi przedmiotami z wygrawerowanymi inicjałami władcy. Czy Putin wie o tej carskiej tradycji? Być może, bo podczas bożonarodzeniowego spotkania z patriarchą Cyrylem poprosił o umieszczenie swoich inicjałów na medalikach i ikonach przeznaczonych dla wysokich dowódców biorących udział w „specjalnej operacji wojskowej”. Patriarcha Cyryl poparł inicjatywę prezydenta, pobłogosławił i poświęcił nagrody.

(...)

Wykuwanie nowej elity odbywa się w ramach programu „Czas bohaterów”: weterani i uczestnicy wojny z Ukrainą są przygotowywani do objęcia w przyszłości stanowisk w administracji państwowej. Adepci programu towarzyszyli ostatnio Putinowi podczas pokazowego nabożeństwa bożonarodzeniowego w cerkwi św. Jerzego Zwycięzcy na Pokłonnej Górze w Moskwie. Rokrocznie na Boże Narodzenie odbywa się imitacja religijnego zaangażowania głowy państwa – Putin pokazywany jest przez telewizję w cerkwi, ze świeczką w dłoni, czyniący niezborny znak krzyża i całujący ikony. Towarzyszą mu zwykle funkcjonariusze jego osobistej ochrony ucharakteryzowani na „zwykłych obywateli”. W tym roku za plecami stanęli sprawdzeni uczestnicy programu „Czas bohaterów”.

„Inicjały prezydenta na medalikach, które są dziś błogosławione i skrapiane święconą wodą w cerkwi, to rytualne dopełnienie duchowo-państwowej koncepcji »Russkij mir«. Koncepcja ta imituje religię. Nie jest przypadkiem, że komunikat o wygrawerowaniu inicjałów [Putina] opublikowano w Boże Narodzenie. Chodziło o podkreślenie wagi tego symbolu nowej wiary” – napisał rosyjski dziennikarz Andriej Kalitin.

Zdaniem Kalitina, to nie pierwsza przemiana państwowej religii w Rosji: „po zniszczeniu Cerkwi władza sowiecka planowo budowała zręby nowej wiary: miejsce wysadzonego Soboru Chrystusa Zbawiciela zajęło mauzoleum, na którego dachu stali podczas manifestacji i defilad na placu Czerwonym apostołowie z partii, Adama i Ewę zamieniono na postaci Robotnika i Kołchoźnicy (znana rzeźba dłuta Wiery Muchinej, rozpropagowana dzięki produkcjom Mosfilmu), życie wieczne poświęcono w ofierze socjalistycznej utopii. W koncepcji nowej religii polegli rewolucjoniści grali rolę męczenników. I choć Rosja uważana była za kraj religijny, nabożny naród przyjął prawidła nowej władzy [...]. Wiara w homo sovieticusa pozostała, ale nie miała ona nic wspólnego z prawosławiem. Dzisiejsza rosyjska Cerkiew nawiązuje raczej do tradycji Cerkwi z czasów Józefa Stalina niż do instytucji religijnej zbudowanej na Biblii. Kopiuje wzorce starożytnego Egiptu, Babilonu i Rzymu, w których władca był uznawany za żywego boga i mógł wyprawiać poddanych na śmierć [...] Agresję na Ukrainę obwołano świętą wojną, ginący na niej żołnierze stają się męczennikami nowej wiary, a otaczający prezydenta na bożonarodzeniowym nabożeństwie członkowie nowej elity to nowi apostołowie”.

(...)

Emigracyjny socjolog Igor Ejdman zauważa: „Religia państwowa w Rosji to nie chrześcijaństwo, a synkretyczne wierzenia łączące elementy pobiedobiesja (wiary w Zwycięstwo w wielkiej wojnie ojczyźnianej), podporządkowanego władzy świeckiej prawosławia i pogańskiego kultu wojny, zwycięstwa, walczących przodków, legendarnych wodzów plemiennych. Dotychczas Putin był naczelnym kapłanem tej wiary, a teraz został obwołany jej bogiem. […] Bo to jego inicjały na medalikach zajęły miejsce symbolu Chrystusa”.

tygodnikpowszechny.pl


"W związku z planowanymi 27 stycznia 2025 roku uroczystościami 80. rocznicy wyzwolenia Byłego Niemieckiego Nazistowskiego Obozu Koncentracyjnego i Zagłady Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, polski rząd deklaruje, że zapewni wolny i bezpieczny udział w tych obchodach najwyższym przedstawicielom Izraela" — poinformowało 9 stycznia Centrum Informacyjne Rządu. 

(...)

Głos w tej sprawie zabrał poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych. "Bezpieczeństwo Polski jest ważniejsze niż utyskiwania purystów prawnych, Lewicy i Konfederacji" — rozpoczął swój obszerny wpis na platformie X.

Następnie zwrócił uwagę na zmieniające się uwarunkowanie geopolityczne. "Wszystkim lekkoduchom, którzy nie zauważyli, że wraz ze zwycięstwem Trumpa zmienił się świat, zadaję pytanie: Czy rzeczywiście chcielibyście, po uchwaleniu przez Kongres, iż każdy, kto zatrzyma sojuszników USA na podstawie decyzji MTK wejdzie w automatyczny konflikt wraz z sankcjami z rządem Stanów Zjednoczonych, aby Policja zatrzymała premiera Izraela przybywającego uczcić 80 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau? Czy wyobrażacie sobie jaką falę ataków na Polskę mogłoby to przynieść? Czy wyobrażacie sobie, jakie z tego zyski miałaby Rosja? Czy wyobrażacie sobie, że ta sprawa byłaby idealnym wręcz sposobem, aby Trump podważył legitymację obecnego rządu i wprost zaangażował się w kampanię kandydata PiS? Czy wyobrażacie sobie jakie konsekwencje miałby oficjalny konflikt USA i Izraela z Polską dla wojny na Ukrainie? I czy rzeczywiście chcielibyście, aby sformułowanie polski antysemityzm znowu było odmieniane na całym świecie przez wszystkie przypadki. Jeżeli sobie tego nie wyobrażacie, to sobie wyobraźcie. Bo dokładnie taki był plan PiS i dokładnie tak by było" — tłumaczy Giertych na X.

Następnie przedstawia możliwe skutki braku decyzji rządu w sprawie Netanjahu. "Rząd jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polski i Polaków. W świetle polskiego prawa to prokuratura podejmuje ostateczne decyzje czy składać wniosek o areszt. Bez decyzji prokuratury (czyli w świetle obecnych przepisów decyzji rządu) takiego aresztowania nie może być. Dlatego tym wszystkim, którzy uważają, że prawo działa w próżni i krytykują rząd za zapowiedź glejtu dla premiera Izraela na przyjazd do Oświęcimia, odpowiadam: łatwo się Wam mówi, gdy to nie wy macie podjąć decyzję, która de facto może nas pozbawić sojuszniczych relacji z USA, które od 35 lat stanowią główną gwarancję naszego bezpieczeństwa. Cholernie łatwo się Wam mówi" — pisze polityk KO.

W końcowym fragmencie swojego wpisu Giertych przywołuje stan wyższej konieczności. "Bo bezpieczeństwo nas wszystkich wymaga czasem trudnych decyzji, ale też wymaga odpowiedzialności od tych, którzy oceniają takie decyzje. Łatwo pławić się w dekodowaniu norm prawnych, nie rozumiejąc, że jak ratujecie płonący dom, to sprawy naruszenia miru domowego nie są waszym największym problemem. Polska, po rządach PiS, jest dzisiaj takim płonącym domem, który ledwo odratowaliśmy 15.10.2023 od całkowitego spłonięcia, ale który w wielu miejscach płonie jeszcze. W prawie decyzja o glejcie dla Netanjahu nazywa się stanem wyższej konieczności. Ratując bezpieczeństwo Rzeczpospolitej, podważamy mimo woli powagę organu międzynarodowego, jakim jest MTK uznając, że ta utracona powaga jest stratą mniejszą niż katastrofa bezpieczeństwa RP. Ja w takiej sytuacji zawsze wybiorę bezpieczeństwo Rzeczpospolitej. I taką decyzję podjęła Rada Ministrów" — kończy swoje rozważania Roman Giertych.

onet.pl


Rząd Nikola Paszyniana, mimo licznych trudności, konsekwentnie dąży do normalizacji stosunków Armenii z Turcją i Azerbejdżanem, widząc w tym jedyną drogę dla zapewnienia Armenii bezpieczeństwa. Jednym ze sposobów osiągnięcia tego celu jest plan „Skrzyżowania dla Pokoju” czyli projekt tranzytowy o kluczowym znaczeniu geopolitycznym. Rosja oczywiście stara się temu przeszkodzić i zdestabilizować Południowy Kaukaz.

Normalizacja stosunków Armenii z Turcją i Azerbejdżanem napotyka wiele trudności zarówno ze względów politycznych jak i emocjonalnych. Historyczna trauma związana z ludobójstwem Ormian z 1915 r. oraz świeże rany wynikające z zajęcia Górskiego Karabachu przez Azerbejdżan i opuszczenia go przez jego ormiańskich mieszkańców, powodują, że kwestia normalizacji stosunków z Turcją i Azerbejdżanem wywołuje ogromne emocje. Wykorzystywane są one przez rosyjską propagandę do ataków na rząd Paszyniana, który stara się coraz bardziej rozluźniać związki Armenii z Rosją i kierować się w stronę Europy.

Już w 2023 r. przewodniczący parlamentu Armenii Alen Simonian zadeklarował w czasie swojej wizyty w Polsce, że celem Armenii jest członkostwo w Unii Europejskiej. Przeszkody na drodze normalizacji wynikają także z polityki Azerbejdżanu, co zresztą wynika ze związków tego państwa z Rosją. To właśnie Rosja dążyła do tego by korytarz przez armeńską prowincję Sjunik (tzw. korytarz zangezurski) miał charakter eksterytorialny, gdyż uzasadniałoby to wprowadzenie do Sjunika wojsk rosyjskich (tzw. mirotworców) i faktyczne przejęcie przez Rosję kontroli nad tą prowincją.

Paszynian zdaje sobie sprawę, że mimo trudności konieczne jest dążenie do normalizacji stosunków ze wszystkimi sąsiadami, gdyż tylko w ten sposób może w pełni uniezależnić Armenię od Rosji i otworzyć jej drogę do UE. Istnieje przy tym szansa, że pogorszenie relacji azerbejdżańsko-rosyjskich (spowodowane zestrzeleniem azerbejdżańskiego samolotu pasażerskiego, za co odpowiedzialny jest bratanek Ramzana Kadyrowa) skłoni Baku do większej elastyczności w negocjacjach dot. normalizacji relacji, które są prowadzone pod auspicjami UE i OBWE.

Normalizacja relacji z Azerbejdżanem praktycznie automatycznie otworzy drogę do normalizacji stosunków z Turcją. Projekt „Skrzyżowania dla pokoju” przedstawiony przez rząd Paszyniana w październiku 2023 r. jest przy tym propozycją, która może zagwarantować trwałą stabilizację Południowego Kaukazu bez wpływów rosyjskich. Jest to tym bardziej ważne, że angażuje również Gruzję, która obecnie coraz bardziej wpada w żelazny uścisk Moskwy. Tranzytowe powiązanie Gruzji z Armenią i Europą stworzyłoby szanse na zmianę tego trendu.

„Skrzyżowanie dla pokoju” ma wykorzystać ignorowany dotąd potencjał tranzytowy Armenii jako skrzyżowania szlaków Północ-Południe i Wschód-Zachód. Szlak Północ – Południe łączyłby Europę poprzez Morze Czarne, Gruzję i Armenię z Iranem i państwami Bliskiego Wschodu oraz Indiami, w konsekwencji zaś Ocean Indyjski z Atlantykiem.

Z perspektywy Europy Środkowej ważne jest to, że przechodziłby właśnie przez nią i łączyłby Południowy Kaukaz z logistyczną siecią Trójmorza. Zwiększałby również strategiczne znaczenie Morza Czarnego. Ponadto miałby ogromne znaczenie dla dywersyfikacji dostaw gazu i ropy m.in. z Iranu i Iraku. Oczywiście konieczny byłby do tego przełom w polityce zagranicznej Iranu ale jak pokazują doświadczenia z JCPOA jest to możliwe i prędzej czy później Iran może zmienić swoją orientację geopolityczną, zwłaszcza, że jego sojusz z Rosją nic mu nie daje poza pogrążaniem się w ekonomicznym zastoju.

Ponadto otwarcie takiego korytarza doprowadzi do ostatecznej nieopłacalności promowanego przez Rosję tzw. Międzynarodowego Korytarza Transportowego Północ-Południe. Natomiast szlak Wschód – Zachód połączyłby b. sowieckie republiki środkowoazjatyckie (przez Morze Kaspijskie) oraz Azerbejdżan poprzez Armenię z Turcją, prowadząc dalej do Europy. Alternatywna droga prowadząca przez Gruzję od samego początku była niestabilna ze względu na bliskość okupowanej przez Rosję Osetii Płd., a trasa południowa przez Iran jest bardziej skomplikowana ze względu na warunki fizyczne oraz obecne warunki polityczne.

defence24.pl