piątek, 10 stycznia 2025



– Siergiej, mam taką intuicję, że Dostojewski przynajmniej częściowo opisał Rosję Putina, ale twoi rodacy spuścili mnie na drzewo. Mówią, że to idiotyzm – żalę się pisarzowi Siergiejowi Lebiediewowi. Dobrze się rozumiemy, pewnie dlatego, że jesteśmy w podobnym wieku – on urodził się, gdy Jaruzelski wprowadzał stan wojenny, ja trzy lata po nim.
– Dostojewski miał wbudowany niezwykle czuły radar na rosyjskość – mówi Siergiej łagodnym, ale przekonanym o swojej racji tonem. – Przecież ci, którzy budowali w Rosji bolszewizm, a obecnie zasiadają w rosyjskiej Dumie i na Kremlu, to wszystkie postaci Dostojewskiego będące niespełna rozumu. Zwróć uwagę, że u Gogola postaci są niezdarne, skorumpowane i żałosne, a mimo wszystko wychodzi dość śmiesznie. U Dostojewskiego nie ma nic śmiesznego.
– Nasz aktor, Jan Nowicki, mówił, że często siadał samotnie z Dostojewskim i się z nim śmiał – odpowiadam. – Ja mam tak samo. Kiedy w Zbrodni i karze matka Soni Marmieładowej w agonalnym szaleństwie wygania dzieci z domu i każe im grać na tamburynie, żeby ludzie dawali pieniądze, skręcam się ze śmiechu.
– Jeśli się skręcasz ze śmiechu, to nie masz racji. Dostojewski wyczuwał bezsensowny popęd destrukcji u Rosjan. Sen Raskolnikowa, w którym pijany woźnica własnoręcznie zatłukł na śmierć wychudzoną szkapę ku uciesze przechodniów, to Rosja w Ukrainie. Rosja bombarduje budynki mieszkalne i morduje cywilów, a Rosjanie oglądają to sobie wesoło na ekranach telewizorów. Co więcej, rosyjskie zbrodnie nie mają nic wspólnego z wojną.
– A z czym?
– To rosyjski popęd śmierci. Przecież niszczenie osiedli mieszkalnych jest bezsensowne z wojskowego i politycznego punktu widzenia. Chodzi tu o zdeptanie wszystkiego, co żyje. Stalin miał tak samo, wysyłał ludzi do łagrów, gdzieś w mroźnym stepie, wyłącznie po to, aby tam pozdychali. Woźnica Dostojewskiego skatował na śmierć wygłodniałą szkapę dokładnie tak samo jak Stalin ludzi w łagrach i Putin Ukraińców.

Dmitrij Trawin to profesor politologii z Sankt Petersburga, który kilka lat temu napisał książkę „Osobna droga Rosji. Od Dostojewskiego do Konczałowskiego”. W rozmowie ze mną przybiera grobową minę, co czyni jeszcze bardziej zabawnym jego falset, który brzmi, jakby podkładał głos do jakiegoś prześmiewczego filmiku na TikToku w stylu „gruby facet mówi głosem dziewczynki”. A dodatkowo Trawin krzyżuje ręce na piersi, jakby instynktownie się przed czymś bronił. Być może ma powody. Kiedyś był współpracownikiem Aleksieja Kudrina, a to już poważna sprawa, bo Kudrin przez prawie 20 lat pełnił funkcję zaufanego doradcy Putina do spraw gospodarki i finansów. Ponieważ jednak był zbyt inteligentny i niezależny, a do tego skrytykował swojego przyjaciela Władimira Putina za rozpętywanie wojen, popadł w niełaskę. Tym samym w niełaskę popadł Trawin, który wygląda na człowieka złamanego – nie mówi po angielsku, więc musi pracować w Rosji, tracąc nadzieję, że kiedykolwiek z niej wyjedzie choćby na kilka dni. A przecież do wybuchu wojny nieustannie podróżował po Europie, między innymi do Polski, gdzie ma wielu przyjaciół.

– W putinowskiej Rosji odrodził się „człowiek z podziemia” – mówi Trawin. – Dla niego nie ma granic, których by nie przekroczył w swoim egzystencjalnym odruchu „sprawdzenia się”. Ten człowiek obdarzony jest jednocześnie ostrą świadomością samego siebie, wie doskonale, że nie posiada żadnych twórczych talentów, i dlatego poświęca się podłości, oszustwu i kradzieży, utrudniając życie sobie i wszystkim dookoła.
– Putin to człowiek z podziemia? – dopytuję.
– A kim innym może być, skoro Rosja to państwo z podziemia? W XX wieku podziemna partia bolszewików zwyciężyła na drodze rewolucji, a potem zdobyła władzę. Teraz „podziemna Rosja”, tak jak człowiek z podziemia Dostojewskiego, rzuca wyzwanie światu: drażni, beszta i poniża, ale nie potrafi stworzyć własnej propozycji cywilizacyjnej, przyciągającej inne narody. Rosja tylko torturuje siebie i innych. To jest jej sposób na przypomnienie, również samej sobie, że wciąż żyje.

Putin to człowiek wyciągnięty pod koniec lat 90. z podziemia służb specjalnych i przestępczego półświatka – kagiebista, skorumpowany urzędnik robiący interesy z bandytami i psychopata. Lubi ryzykować i grać na ostro. Odkąd doszedł do władzy, Rosjanie nieustannie testują swoje możliwości, sprawdzają, ile jeszcze mogą zniszczyć, zażądać i zaanektować. Putin – ze swoją knajacką gębą i obleśnym chrząkaniem co trzecie zdanie – gotów jest złamać kolejne normy i prawa, choćby strasząc Europę, że roztrzaska ją bronią nuklearną lub wysadzi w powietrze jakąś elektrownię atomową. Albo wywożąc tysiące ukraińskich dzieci w głąb Rosji.

(...)

To jasne, że człowiek z podziemia mógł zaproponować Rosjanom wyłącznie ucieczkę od wolności i przemoc. On sam myśli o Rosjanach to samo, co jego kuzyn, Wielki Inkwizytor z Braci Karamazow – ludzie „nie mogą być nigdy wolni, ponieważ są słabi, występni, nędzni i zbuntowani” i w ostatecznym rozrachunku wolą „spokój, a nawet śmierć od wolnego wyboru”. Dlatego ten, który rządzi Rosjanami, musi ich onieśmielać, zastraszać, podsłuchiwać i zmuszać do ciężkiej pracy, ale w zamian w czasie wolnym organizować im niewinne zabawy, a nade wszystko Rosjanom trzeba pozwolić grzeszyć, aby władza mogła w każdej chwili wyciągnąć czarną teczkę lub policyjną kartotekę i przywołać do posłuszeństwa: „Będziemy im pozwalać lub zabraniać żyć z żonami i kochankami, mieć lub nie mieć dzieci – stosownie do ich posłuszeństwa – i będą nas słuchać z radością i uciechą”.

Trawin mówi, że gdyby tylko rosyjscy politycy – od Putina po szeregowych deputowanych – mogli mówić głośno to, co myślą, brzmieliby dokładnie tak samo jak Wielki Inkwizytor. To nie kreacja literacka, ale prawdziwa mapa myślenia rosyjskiej władzy o Rosjanach i ludziach w ogóle. Najpierw kontrola i manipulacja, potem wszystko inne.

(...)

Publicystyka Dostojewskiego to jedno, ale językiem jego literatury przemawia państwowa propaganda. Władimir Sołowjow, naczelny telewizyjny multimilioner propagandysta, w swoim totalitarnym kubraczku, który podpierdolił chyba z garderoby Kim Dzong Una, co drugi odcinek buduje ze swoimi gośćmi parareligijną dychotomię dostojewszczyzny. Stawia „siłę dobra, Boga i światła” (Rosja) naprzeciwko „siły szatana i zła” (Ukraina plus kolektywny Zachód). Następnie z jego ust padają słowa, jakby wyjęte z powieści Biesy: „Po co bać się tego, co nieuniknione? Tym bardziej że dostaniemy się do nieba. Śmierć jest końcem ziemskiej ścieżki i początkiem drugiej. Rosjanie mają teraz niematerialne marzenia i wysokie cele, a warto żyć tylko za to, za co można umrzeć”. Wywody te Sołowjow co jakiś czas przerywa refrenem, który brzmi: „Rosjanie walczą z szatanem”. I tak kilkanaście razy na godzinę.

(...)

Sołowjow, jak przemówienie Putina, to tylko jeden z przykładów myślenia dostojewszczyzną w jej najgorszym wydaniu. W Rosji nadawanych jest przecież jeszcze co najmniej kilka stricte propagandowych programów telewizyjnych – plus serwisy informacyjne, kontrolowane programy w internecie czy media regionalne – gdzie określenia „siła ducha”, „umieranie za ojczyznę” i „świadomość poświęcenia” odmieniane są przez wszystkie przypadki. Sami prowadzący i goście wszystkich tych programów to najczęściej postaci w typie bohaterów Dostojewskiego: brzydcy, tępawi, czasem żałośnie śmieszni i bijący pianę wzniosłych frazesów. I tak jak w powieściach Dostoja, te indywidua ulepione z toksycznych emocji mówią, krzyczą i żywo gestykulują, jakby znajdowali się nie w studiu telewizyjnym, lecz na deskach scenicznych wyimaginowanego teatru obłąkanych.

(...)

Jeśli władza ma do zaoferowania niewiele więcej niż korupcję i przemoc, narzuca w zamian kolektywne cierpienie „za sprawę”. Kremlowski umysł i dostojewszczyzna działają wedle ironicznej receptury Michela de Montaigne’a: „Dwie rzeczy zawsze idą ze sobą w parze: podniebne myśli i przyziemne czyny”. Chodzi o to, że banalne w swym okrucieństwie czyny są uwznioślane, że się je transcendentalizuje, nadaje znamiona duchowej misji narodu rosyjskiego. To oczywiście rosyjska kokaina dobrej produkcji, od sprawdzonego dealera – częstuj się i wciągaj. Nawet jak przedawkujesz, pójdziesz do nieba (i spotkasz Dostojewskiego).

Jakub Benedyczak - Oddział chorych na Rosję

czwartek, 9 stycznia 2025



Jak na ironię losu tydzień przed katastrofą lotniczą Ilham Alijew w wywiadzie z rosyjskim propagandystą Dmitrijem Kisielowem zaliczył wzrost liczby lotów między Rosją a Azerbejdżanem do sukcesów wzajemnych relacji między tymi krajami.

Cios w plecy. Tak rozpada się najważniejszy, wieloletni sojusz Putina. "Lawinowo się odwracają"
Podczas wywiadu Kisielow znalazł się w niekorzystnej sytuacji — tak jak raz po raz znajduje się w stosunkach z Baku. Próbował przekierować rozmowę na temat Rosji, podczas gdy Alijew był wyraźnie bardziej zainteresowany nowymi globalnymi ambicjami Azerbejdżanu, w świetle których Moskwa jest z pewnością ważnym partnerem, ale nie pierwszorzędnym.

Przekształcenie zwycięstwa w Górskim Karabachu w niekończący się wewnętrzny triumf polityczny skazało Azerbejdżan na konflikt z Zachodem. Tegoroczne wydatki wojskowe kraju pobiją rekordy — mają sięgnąć 5 mld dol. (ok. 20,4 mld zł), co wynosi prawie 7 proc. budżetu. kraju. Wszelkie wysiłki na rzecz pokoju lub jakiekolwiek gesty sympatii dla Armenii są uznawane za formę zdrady.

(...)

We wspomnianym wywiadzie Alijew skrytykował Gruzję za niefortunną opieszałość w walce z obcymi wpływami. Pochwalił ją jednak również za gotowość do naprawienia błędów. W rzeczywistości Tbilisi demonstruje tę gotowość, podobnie jak Baku, od początku wojny w Ukrainie.

W przeciwieństwie do Azerbejdżanu w Gruzji temat integracji europejskiej zawsze był kwestią fundamentalną, choć abstrakcyjną. Rządząca partia Gruzińskie Marzenie najwyraźniej nie zamierza niczego zmieniać w tej kwestii. Najwyraźniej uznała jednak, obserwując sukcesy nie tylko Baku, ale i Budapesztu, że rosyjska wojna w Ukrainie otwiera jej nowe okno możliwości politycznych — tym bardziej że stare stopniowo się zamykały.

W przeciwieństwie do Azerbejdżanu, który postawił na ambicje, Gruzińskie Marzenie postanowiło jednak zagrać na strachu przed wojną i ta kalkulacja okazała się skuteczna. Było to o tyle łatwiejsze, że opozycja nie znalazła nic bardziej skutecznego niż straszenie swoich współobywateli rosyjskim światem, który z pewnością zajmie miejsce zwolnione przez Europę.

Łatwiej straszyć wojną i dewastacją niż utraconymi zyskami. Poświęcając wszystkie swoje zasoby polityczno-technologiczne na rozwijanie tego tematu, opozycja nie zauważyła, że wyborca nie jest zainteresowany historią o Putinie i FSB, którzy forsują ustawę o zagranicznych agentach, a także o Europie "odrzuconej" przez Gruziński Marzenie. Woli rozmawiać o płacach, inflacji, rynku i cenach benzyny.

Krótko mówiąc, sprawy w Gruzji potoczyły się po myśli Gruzińskiego Marzenia. Dzień po nominacji Micheila Kawelaszwiliego na prezydenta premier kraju Irakli Kobachidze ogłosił jednak zawieszenie procesu integracji europejskiej. Wówczas na ulice wyszło wielu Gruzinów, nawet tych, który nie protestowali z powodu przyjęcia ustawy o zagranicznych agentów czy po zwycięstwie wyborczym prorosyjskiego ugrupowania.

(...)

Niedawno część ekspertów poinformowała, że proces oddalania się Armenii od Rosji został wstrzymany i nikogo to nie zaskoczyło. Główne źródło tego dryfu stopniowo bowiem wysychało — był nim żal związany z utratą Górskiego Karabachu, której Rosja nie zapobiegła. Dziś emocje jednak stopniowo ustępują. Życie toczy się dalej, a niepokojące obawy o wojnę z Azerbejdżanem na terytorium Armenii się nie spełniły.

Istnieją jednak polityczne powody tej przerwy. Sam armeńsko-azerbejdżański proces pokojowy najwyraźniej osiągnął punkt, w którym żadna ze stron nie widzi sensu w dalszych działaniach. Dzieje się tak, gdy — jak powiedział kiedyś prezydent USA Ronald Reagan — są ważniejsze rzeczy niż pokój. Na przykład brak wojny, a miniony rok był pierwszym od bardzo dawna, który obył się bez poważnych eskalacji między krajami.

Zainteresowanie Erywania kontaktami z Zachodem było podyktowane faktem, że znalazł się on w sytuacji jeden przeciwko dwóm, ponieważ Moskwa była w sojuszu z Baku. Zasoby Zachodu również były jednak dość ograniczone, a Baku dołożyło wszelkich starań do tego, by zmniejszyć zaangażowanie Europejczyków tym regionem.

Gdy główne zadanie, jakim było rozstrzygnięcie statusu Górskiego Karabachu, zostało zakończone, Baku, utrzymując presję, zaczęło w mniejszym stopniu odwoływać się do gróźb użycia siły, które wcześniej były jego główną techniką negocjacyjną. Okazało się, że kraje są w stanie negocjować i wykazywać wolę polityczną, jak miało to miejsce w przypadku początkowego etapu delimitacji granic.

Protesty ormiańskiej opozycji, które rozpoczęły się z tego powodu, trwały kilka miesięcy, ale ich przebieg i zakończenie dodały jedynie Nikolowi Paszynianowi więcej pewności siebie i pozwoliły zrozumieć prawdziwą siłę jego przeciwników. Co nie mniej ważne, dostrzegła to również Moskwa, która musiała pogodzić się z faktem, że to z Paszynianem będzie musiała się porozumieć, a proste rozwiązania, takie jak ustanowienie prorosyjskiego reżimu w Erywaniu, są utopijne.

Krótko mówiąc, Armenia może umocnić się na osiągniętych pozycjach — pozostawać tak blisko Zachodu, że wygląda to na oznakę nieodwracalności kursu, a zarazem tak daleko od Moskwy, żeby niepotrzebnie jej nie drażnić. A jeśli ktoś chce powiedzieć coś ostrego, ma do tego forum OUBZ — nawet Moskwa wydaje się nie odbierać już obraźliwych słów na jej temat za osobistą zniewagę.

Sam Paszynian coraz bardziej skłania się w kierunku innych projektów integracyjnych — o ile oczywiście nie wiążą się one z nerwowymi spotkaniami z Alijewem i Putinem.

onet.pl


Statek towarowy Ursa Major płynął z Sankt Petersburga w kierunku Władywostoku przez Kanał Sueski. Według źródeł, na które powołuje się portal przewoził dwa 45-tonowe kluczowe elementy do budowy rosyjskiego lodołamacza atomowego typu 10510 Rosija, który jest budowany w stoczni koło Władywostoku na Dalekim Wschodzie. Prawdopodobnie 23 grudnia doszło do eksplozji w maszynowni i dzień później statek zatonął. Zginęło wówczas dwóch członków załogi, a 14 pozostałych uratowała hiszpańska straż przybrzeżna.

energetyka24.com

środa, 8 stycznia 2025



Wojska rosyjskie wyszły na zachodnie obrzeża Kurachowego, lecz w jego przemysłowej części nadal funkcjonują pojedyncze ośrodki ukraińskiego oporu. Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu pozostali w mieście obrońcy zdołają się ewakuować. W aktualnej sytuacji mało realne jest bowiem, by lokalne dowództwo ukraińskie zgromadziło siły pozwalające na ich odblokowanie i ewentualne kontynuowanie obrony. Rosjanie poczynili także kolejne postępy na południe i południowy zachód od Pokrowska oraz na północ i zachód od Wełykiej Nowosiłki, jednak najpewniej wciąż nie udało im się fizycznie przeciąć ostatniej drogi zaopatrzenia drugiego z wymienionych miast. Wznowili też działania zaczepne w kierunku węzła drogowego na głównej trasie z Pokrowska na północ obwodu donieckiego, do którego po zajęciu głównego ośrodka oporu przeciwnika w Wozdwyżence pozostało im ok. 2 km.

Najeźdźcy wyparli obrońców na północne i północno-zachodnie krańce Torećka, a według części źródeł rozbili siły stawiające opór w jego granicach na dwa zgrupowania. Poszerzyli przyczółki na zachodnich brzegach rzek Żerebeć – na kierunku Łymanu – oraz Oskoł – na północ od Kupiańska, jak również wyłom w pozycjach przeciwnika na południe od drugiej z tych miejscowości. Pod kontrolę agresora przeszły kolejne kwartały w centrum Czasiw Jaru, obrońcy mieli natomiast odzyskać niektóre pozycje na południe od tego miasta.

(...)

31 grudnia redaktor naczelny portalu Censor.net Jurij Butusow ujawnił informacje o nieprawidłowościach w utworzonej przy wsparciu Francji 155 Brygadzie Zmechanizowanej im. Anny Kijowskiej. W grudniu skierowano ją do walk w rejonie Pokrowska, gdzie poniosła duże straty. O złej sytuacji w jednostce świadczy wszczęcie przez Państwowe Biuro Śledcze dochodzenia w sprawach o nadużycie władzy i dezercję. Formowanie brygady rozpoczęto w marcu ub.r. na Ukrainie – obsadę miało zapewnić Dowództwo Operacyjne „Zachód”. Według Butusowa prace organizacyjne przebiegały jednak chaotycznie, brakowało wykwalifikowanej kadry dowódczej, a większość żołnierzy nie posiadała doświadczenia bojowego. W październiku ub.r. do obozu szkoleniowego we Francji wysłano 1924 żołnierzy (łącznie Francuzi przeszkolili 2300 żołnierzy brygady), z których tylko 51 miało staż służby dłuższy niż rok, 459 – poniżej roku, a większość – niecałe dwa miesiące. W trakcie szkolenia z jednostki zdezerterowało ok. 50 ludzi, a dowódca brygady Dmytro Riumszyn został zdymisjonowany. Co więcej, część żołnierzy mających ją zasilić (ponad 2,5 tys. ludzi) skierowano jako uzupełnienia do innych jednostek, co obniżyło jej wartość bojową. Butusow podkreślił, że brygady nie wyposażono w niezbędną broń (w tym drony), a część jej uzbrojenia – np. haubice CEASAR – trafiła do innych oddziałów. Wskazał też, że od wiosny ub.r. samowolnie opuściło ją ok. 1,7 tys. ludzi. O skierowanie na front nieprzygotowanej do walki jednostki Butusow oskarżył władze cywilne i wojskowe, które jej sformowanie potraktowały jako „nieprzemyślane posunięcie propagandowe”.

osw.waw.pl


Na froncie na pewno nie widać jakiejś wyraźnej stabilizacji. Do gwałtownego finału zbliża się trwająca od końca lata 2024 roku bardzo zacięta bitwa o miasto Toreck. Przez miesiące Ukraińcy byli w stanie skutecznie się tam bronić, jednak niestety w listopadzie utracili większość bloków w centrum, a w pierwszej połowie grudnia pozycje na dominujących nad większością miasta hałdami odpadów górniczych. Aktualnie Ukraińcy są wypierani na zachodnie przedmieścia i najpewniej niebawem całkowicie utracą Toreck. Rozbicie obrony ukraińskiej przełożyło się też na szybkie postępy Rosjan kilka kilometrów na południe, wychodząc z miasta Nowy-Jork. Od połowy grudnia posunęli się tam kilka kilometrów na północ, podczas gdy od października praktycznie stali w miejscu.

Z sytuacją w Torecku powiązana jest obrona położonego 20 kilometrów na północ Czasiw Jaru. Tam obrona ukraińska wydaje się bardziej stabilna i od początku grudnia Rosjanie nie byli w stanie istotnie się posunąć w samym mieście, gdzie główną scenerią walk stały się duże zakłady przemysłowe przyległe do centrum. W ostatnich dniach rosyjskie wojsko miało jednak odnotować duże sukcesy na polach przyległych do nich od północy i oskrzydlić je wchodząc na teren północnych przedmieść. Jednocześnie Ukraińcy mieli kontratakować na południe od Czasiw Jaru, odrzucając Rosjan na kilkukilometrowym odcinku do mniej więcej linii kanału Doniec-Donbass, zajmując swoje stare pozycje, których bronili wiosną i latem przez miesiące. Nie zmieni to jednak przebiegu walk w mieście.

Toreck i Czasiw Jar są powiązane, ponieważ po ich utracie Ukraińcy będą musieli się cofnąć do znajdującej się za nimi Konstantynówki. To ostatnie większe miasto w tej okolicy pod ukraińską kontrolą. (...)

Na południu obwodu donieckiego Rosjanie właśnie kończą, albo wręcz skończyli, zdobywać ważne miasto Kurachowe. Miało być centrum ukraińskiego oporu w tej okolicy, ale padło dość szybko na przestrzeni listopada oraz grudnia. Znacznie pomogły w tym rosyjskie postępy na północ i południe od miasta w tym samym okresie, znacząco ograniczające trasy zaopatrzeniowe i umożliwiające obserwację oraz ataki dronami z różnych kierunków. Ukraińska obrona w całym tym rejonie była bardzo słaba i to tutaj Rosjanie zanotowali w ostatnich trzech miesiącach swoje największe postępy na całym froncie. Na głównych kierunkach posunęli się w tym okresie naprzód po 20-25 kilometrów. Rosjanie szybko niwelują widoczne tu jeszcze jesienią znaczące wybrzuszenie we froncie, w którym byli Ukraińcy.

Jednocześnie w grudniu zanotowali postępy w rejonie położonego około 30 kilometrów na północ Pokrowska. Ukraińcy niezmiennie skutecznie bronią się na liniach obronnych około 5 kilometrów na południe i wschód od niego, oraz przylegającego Myrnohradu. Atakując na wprost na te miasta, Rosjanie nie mają poważniejszych sukcesów od października. W zamian skierowali swoje siły tam, gdzie wyczuli słabszy opór, czyli skierowali się na zachód, idąc na południe od Pokrowska. Tam w grudniu zanotowali zauważalne postępy, zajmując szereg wsi. Zbliżają się do niegdyś strategicznej linii kolejowej z Pokrowska do Dniepru. Najpewniej będą starali się zacząć okrążać miasto od zachodu, odcinając je od linii zaopatrzeniowych z centrum Ukrainy.

gazeta.pl

wtorek, 7 stycznia 2025



Cyryl I, patriarcha Moskwy i całej Rusi, w rozmowie z telewizją Rossija-1 podkreślał, że Ukrainę i Rosję łączą „liczne więzi” - w tym m.in. wspólna kultura. Dodał, że liczy, że antyrosyjskie nastroje na Ukrainie to „krótkoterminowe zjawisko” i „miną jak znieczulenie”

onet.pl


By pokazać wam, co dokładnie znaleźć może dziecko/nastolatek w smartfonie, na potrzeby tego tekstu wymyśliliśmy 13-letniego Bastiana, który otrzymał swój pierwszy smartfon na Boże Narodzenie. Fikcyjni rodzice Bastiana podarowali mu Google Pixel 9, którego system operacyjny Android zawiera rozbudowane funkcje kontroli rodzicielskiej.

Podczas konfigurowania konta użytkownika Google rodzice powinni sprawdzić, czy młody użytkownik poprawnie określa swój wiek jako niepełnoletni. Następnie Google automatycznie zasugeruje połączenie konta rodzicielskiego. Rodzice mogą teraz dokładnie sprawdzić, jakie aplikacje instaluje nastoletni fikcyjny Bastian i jak długo korzysta ze swojego urządzenia.

Bastian jest jednak sprytny. Nie używa aplikacji X ani automatycznego linku do konta Google, na którym przechowywany jest jego wiek, aby zarejestrować się w serwisie Elona Muska. Zamiast tego rejestruje się za pośrednictwem strony internetowej X w przeglądarce i klika "Utwórz konto".

X natychmiast prosi go o podanie adresu mail i daty urodzenia. Tam fikcyjny Bastian, bez nadzoru swoich fikcyjnych rodziców, po prostu wpisuje rok 2005 zamiast 2011. Nie ma żadnej weryfikacji ani porównania z wiekiem przechowywanym jako nieletni w Google.

Jest teraz zarejestrowany jako dorosły użytkownik i może aktywować funkcję "Wyświetlaj multimedia, które mogą zawierać wrażliwe treści" w opcjach. Jak każdy nastolatek, Bastian jest ciekawy i może teraz oglądać filmy, które ładują się automatycznie dla każdego odpowiedniego wyszukiwanego hasła. Kiedy tak się dzieje, X chętnie to robi. Różne boty nie tylko publikują filmy, ale także linki reklamowe zaprojektowane w celu zachęcenia użytkowników do klikania na stronach z filmami dla dorosłych.

Państwowe władze medialne od lat ostrzegają o niewystarczającej weryfikacji wieku na popularnych stronach z tego typu treściami. Z drugiej strony, większość serwisów społecznościowych zabrania ich publikowania poza jednym wyjątkiem. Na X Elona Muska można publikować materiały 18+ i nie są one kontrolowane – miliarder zezwolił na to na początku czerwca 2024 r.

Według badania przeprowadzonego przez Brytyjską Agencję Ochrony Dzieci w 2023 r. młodzi ludzie coraz częściej stykają się z treściami dla dorosłych po raz pierwszy właśnie na X:

Stwierdzamy, że ekspozycja na treści dla dorosłych jest powszechna i normalna – do tego stopnia, że dzieci nie mogą z niej zrezygnować. Średni wiek, w którym dzieci oglądają tego typu materiały po raz pierwszy, wynosi 13 lat. W wieku dziewięciu lat 10 proc. dzieci widziało treści dla dorosłych, 27 proc. w wieku 11 lat, a połowa dzieci, które miały kontakt z takimi materiałami, widziała ją w wieku 13 lat. Nie ogranicza się do konkretnych stron internetowych dla dorosłych. Odkryliśmy, że X jest platformą internetową, na której młodzi ludzie najczęściej oglądają treści dla dorosłych.

komputerswiat.pl

poniedziałek, 6 stycznia 2025



Kilka liczb z ogólnego obrazu rosyjskich działań bojowych w 2024 roku. Wielkość zdobytego terytorium Ukrainy do wielkości strat sanitarnych* w działaniach ofensywnych - szturmowych według wzorów SZ FR:

czerwiec - 100 km²/miesiąc i 3,4 km²/dzień, straty do 10.000 i 300-500 dziennie;

lipiec - 160 km²/miesiąc i 5,2 km²/dzień, straty do 16.000 i 500-800 dziennie;  

sierpień - 370 km²/miesiąc i 12 km²/dzień, straty do 37.000 i 1.200-1.300 dziennie;

wrzesień - 400 km²/miesiąc i 13,4 km²/dzień, straty do 40.000 i 1.400-1.500 dziennie;

październik - 560 km²/miesiąc i 18,7 km²/dzień, straty do 56.000 i 1.800-2.100 dziennie; 

listopad - 610 km²/miesiąc i 20,3 km²/dzień, straty do 61.000 i 2.300-2.500 dziennie;

grudzień - 510 km²/miesiąc i 16,45 km²/dzień straty do 51.000 i 1.600-1.800 dziennie;.

Średnia wielkość rosyjskich strat bezpowrotnych na zdobycie 1 km² ukraińskiego terytorium to 100 żołnierzy. Daje to od czerwca do grudnia 2024 roku 271.000 (średnio około 38.700 na miesiąc walk).

* straty sanitarne - to suma żołnierzy stale niezdolnych do prowadzenia walki (zabici, zaginieni, ranni) oraz czasowo niedolnych do walki (ranni, chorzy).

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj

niedziela, 5 stycznia 2025



Exodus zachodnich firm motoryzacyjnych z Rosji po inwazji Władimira Putina na Ukrainę na pełną skalę zaskoczył władze Kremla. Rząd zareagował, konfrontując się z zagranicznymi firmami i opracowując trzyetapowy plan ratowania krajowego przemysłu motoryzacyjnego. Pierwszym krokiem było wykupienie zagranicznych aktywów po minimalnych kosztach, a następnie przeniesienie ich do struktur państwowych lub rosyjskich firm. Drugim krokiem było poszukiwanie partnerstwa z "przyjaznymi" Chinami w celu wznowienia produkcji opartej na chińskich markach - w zamian za otwarcie szerokich możliwości dla chińskich firm na rynku rosyjskim. Ostatni krok miał na celu ustanowienie pełnego cyklu produkcji samochodów z głęboką lokalizacją kluczowych komponentów w celu zastąpienia chińskiego importu produktami rosyjskimi.

Środki te miały doprowadzić do tak zwanej "suwerenności technologicznej" i zwiększyć udział samochodów rosyjskiej produkcji z 40 proc. w 2022 r. do 83 proc. do 2035 r. Jednak dwa lata później jest jasne, że przemysł został ponownie uruchomiony i ustabilizowany, ale kosztem wszechstronnej zależności od Chin, (...).

Przed wojną na pełną skalę rosyjski przemysł samochodowy podążał trajektorią podobną do innych krajów uprzemysłowionych. Przez dwie dekady poprzedzające luty 2022 r. rosyjski rząd nakładał wymogi lokalizacyjne i zapewniał miliardy rubli dotacji na wsparcie zakupu pojazdów produkowanych w kraju, co skutkowało niższymi niż rynkowe stopami procentowymi kredytów samochodowych i leasingu. Ze wsparcia państwa skorzystały przede wszystkim największe rosyjskie przedsiębiorstwa, ale zostało ono również rozszerzone na wiele zachodnich firm poprzez przywileje celne na import komponentów i rekompensatę finansową za koszty rozwoju biznesu. W rezultacie w 2010 r. udział importowanych samochodów w rosyjskim rynku wzrósł czterokrotnie, podczas gdy krajowa produkcja jednocześnie rosła, co doprowadziło do powstania światowej klasy fabryk i dużych klastrów przemysłowych.

W 2012 r. rosyjski rynek samochodowy osiągnął rekordowy poziom, sprzedając ponad 2,92 mln pojazdów. W tamtym czasie producenci wierzyli, że wzrost ten jest zrównoważony i długoterminowy. Jednak rekord ustanowiony w 2012 r. nigdy nie został pobity - rynek wkrótce wszedł w przedłużającą się recesję, zaostrzoną przez sankcje związane z okupacją Krymu przez Rosję, pandemię Covid-19 i ostatecznie inwazję na Ukrainę na pełną skalę.

Pomimo spadku sprzedaży, produkcja w Rosji nie została bezpośrednio dotknięta. Zachodni producenci samochodów kontynuowali swoją działalność i nie zaprzestali inwestycji w tym kraju. Prawie wszyscy z nich podjęli nowe zobowiązania, podpisując dziesięcioletnie specjalne kontrakty inwestycyjne (SPIC) z rosyjskim rządem. Łącznie podpisano 14 SPIC w przemyśle motoryzacyjnym - w tym pięć dość dużych.

Przed wojną zachodnim firmom udało się wypełnić przynajmniej część swoich zobowiązań. Na przykład Daimler otworzył fabrykę samochodów w pełnym cyklu produkcyjnym w regionie moskiewskim i wraz z KAMAZ rozpoczął produkcję kabin ciężarówek w Nabierieżnym Czełnie. Mazda również zlokalizowała produkcję silników we Władywostoku.

Z kolei chińscy producenci samochodów prawie nic takiego nie zrobili w Rosji - jedynym wyjątkiem jest Great Wall Motor (być może najbardziej znany ze swojej marki Haval), który zbudował fabrykę motoryzacyjną w regionie Tula i podpisał umowę SPIC w 2020 r. w celu zlokalizowania produkcji kluczowych komponentów samochodowych.

Odejście zachodnich firm po lutym 2022 r. doprowadziło do zamknięcia fabryk, a sankcje stworzyły poważne wyzwania w zakresie pozyskiwania komponentów. Szybko nastąpił największy postsowiecki spadek w krajowym przemyśle motoryzacyjnym. W 2022 r. Rosja wyprodukowała zaledwie 450 tys. samochodów osobowych - oszałamiający spadek o 70 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Sprzedaż nowych samochodów osobowych również spadła o prawie 60 proc.

W ciągu dwóch lat stało się jasne, że Chińczycy mają własne poglądy na rosyjski rynek - poglądy, które są szczególnie sprzeczne z celami rosyjskiego rządu.

Po pierwsze, Chiny dążyły do masowego eksportu samochodów i szybkiego przejęcia rosyjskiego rynku. Rezultaty są oczywiste:
  • Udział chińskich samochodów w rosyjskim rynku wzrósł z 9 proc. w 2021 r. do 61 proc. w 2023 r. W pierwszej połowie 2024 r. chińskie samochody stanowiły 59 proc. segmentu masowego i 80 proc. segmentu premium pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy. Chiny są również liderem pod względem udziału w przychodach ze sprzedaży, a chińskie marki stanowiły ponad 80 proc. w 2023 r., przy czym dwie chińskie firmy, Chery i Haval, pokonały nawet pod tym względem producenta Łada AvtoVAZ. Sześć chińskich marek znalazło się w pierwszej 10 pod względem wielkości sprzedaży, podczas gdy żadna z nich nie znalazła się na liście w 2021 r.
  • Wysoki zysk. Do końca 2022 r. siedem głównych chińskich firm motoryzacyjnych zarobiło rekordowe 79 miliardów rubli, co jest porównywalne z łącznym zyskiem niemieckich i koreańskich producentów w 2021 r. Ogromna sprzedaż chińskich samochodów w 2023 r. dodatkowo zwiększyła ich zyski, które wyniosły ponad 63 mld rubli (688 mln USD).
  • Rekord eksportu. Dzięki rosyjskiemu rynkowi Chiny stały się największym eksporterem samochodów na świecie, po raz pierwszy przewyższając Stany Zjednoczone pod względem liczby sprzedanych samochodów. W 2024 r. chińskie firmy zamierzały sprzedać w Rosji prawie 1,2 mln samochodów, a optymistyczne prognozy sięgały nawet 1,4 mln (danych za ubiegły rok jeszcze nie ma). Tylko w pierwszej połowie r. w Rosji sprzedano około 430 tys. chińskich samochodów z całkowitego wolumenu rynkowego wynoszącego 713 tys..
Po drugie, chińskie firmy motoryzacyjne nadal rozwijają swoją działalność w Rosji pomimo minimalnych inwestycji. Podczas gdy chińskie firmy działają jako partnerzy, pomogły one w ponownym uruchomieniu produkcji w Rosji poprzez prosty montaż (montaż, a nie lokalną produkcję) samochodów pod różnymi markami. Wyniki są następujące:
  • Dawna fabryka Renault w Moskwie rozpoczęła montaż chińskich samochodów JAC pod marką Moskvich. Planowano wyprodukować ponad 50 tys. samochodów w 2023 r. i ponad 100 tys. w 2024 r.. Jednak w ubiegłym roku fabryka wyprodukowała tylko 31 tys. samochodów i zmniejszyła swój cel produkcyjny na ten rok o 70 proc. - do 27 tys. samochodów - przy cenach ustalonych na poziomie dwukrotnie wyższym niż pierwotne oczekiwania dotyczące chińskich modeli. Do końca 2023 r. Moskwicz odnotował stratę netto w wysokości 8,6 mld rubli (94 mln dol.), a jego całkowite zadłużenie wzrosło do 42,6 mld rubli (459 mln dol.).
  • Montaż Łady X-Cross 5 rozpoczął się w dawnej fabryce Nissana w Petersburgu, która została przejęta przez AvtoVAZ - jedyną różnicą między X-Cross 5 a chińskim FAW Bestune T77 jest logo. Jednak po dodaniu AvtoVAZ do listy sankcji USA, FAW zawiesił partnerstwo, wstrzymując montaż tego modelu. Fabryka została następnie przeniesiona do rosyjskiej własności państwowej, z planami wznowienia montażu we współpracy z chińskim Chery pod nową marką Xcite.
  • W dawnej fabryce Volkswagena w Kałudze, która była nieczynna przez ponad dwa lata, produkcja samochodów została wznowiona latem 2024 r. Wciąż jednak nie ma oficjalnych informacji na temat partnera przemysłowego nowego właściciela, produkowanych modeli, poziomu ich lokalizacji, wielkości produkcji czy parametrów projektu. Plotki branżowe sugerują, że montowane są partie testowe chińskich crossoverów Chery Tiggo 7 Pro Max, a gubernator Kaługi ogłosił w czerwcu, że potencjalne partnerstwo z chińskim GAC Motor jest w toku.
  • Zakłady GAZ Group w Niżnym Nowogrodzie, które przed lutym 2022 r. były wykorzystywane do produkcji Skody, przygotowują się do rozpoczęcia montażu samochodów Wołga, które są zasadniczo przemianowanymi pojazdami chińskiej firmy Changan. Nowa linia została niedawno zaprezentowana premierowi Rosji Michaiłowi Miszustinowi, który zauważył, że "nawet ich kierownica jest chińska", dodając, że "chciał, aby kierownica była rosyjska".
Sytuacja w innych fabrykach należących wcześniej do zachodnich koncernów samochodowych jest podobna. Chińscy producenci samochodów nie przejmują tych aktywów na własność, zamiast tego zawierają umowy SPIC lub podejmują zobowiązania inwestycyjne wobec rosyjskiego rządu.

Chiny uzyskały w ten sposób dostęp do ogromnego rosyjskiego rynku motoryzacyjnego pod pretekstem niesienia pomocy, ale w praktyce nadal wysyłają wyprodukowane w Chinach części do Rosji w celu montażu, zamiast faktycznie przenosić pełną produkcję do odizolowanego gospodarczo kraju. Oznacza to, że podczas gdy produkcja samochodów w Rosji nieco odradza się po najniższych poziomach z 2022 r., odbywa się to głównie kosztem samochodów montowanych, a nie produkowanych lokalnie.

Ożywienie to jest przykładem "wzrostu bez poprawy", który nie wpływa na rzeczywisty dobrobyt Rosjan. Pojazdy nie stały się bardziej przystępne cenowo dla ludności Rosji, a do końca 2024 r. średnia cena nowego samochodu ma przekroczyć 3 miliony rubli (32 780 dol.), przy czym zarówno ceny nowych, jak i używanych samochodów wzrosną 1,5 razy bardziej niż w lutym 2022 r.

Chińskie firmy zachowują ostrożność, pamiętając o zwiększonym ryzyku sankcji. Ryzyko to znacznie wzrosło po tym, jak prawie wszyscy główni rosyjscy producenci samochodów (AvtoVAZ, Moskwicz, Sollers, KAMAZ i GAZ Group) zostali dodani do amerykańskiej listy specjalnie wyznaczonych obywateli i osób zablokowanych ("lista SDN") - najsurowszego rodzaju sankcji nakładanych przez Waszyngton. Firmy z krajów trzecich, które współpracują z tymi podmiotami objętymi sankcjami, są narażone na możliwość nałożenia sankcji wtórnych, które już przynoszą efekty.

(...)

Chińskie firmy są głęboko zakorzenione w globalnych łańcuchach dostaw, wspieranych przez miliardy dolarów w transakcjach finansowych, które mogą stać się niedostępne, jeśli zostaną objęte dodatkowymi sankcjami.

Chińska ekspansja stała się tak rozległa, że Kreml rozważa podjęcie drastycznych środków w celu ochrony rynku krajowego. Przykładowo, rząd planuje bezprecedensową coroczną indeksację opłaty recyklingowej, która jest stosowana do każdego samochodu w Rosji, ale jest częściowo lub całkowicie subsydiowana dla pojazdów produkowanych lokalnie. Zgodnie z proponowanym dokumentem, do 2030 r. opłata ta może wzrosnąć do 6,3 mln rubli (ok. 68 800 dol.) dla niektórych modeli. Opłata będzie zasadniczo działać jako bariera taryfowa, a Moskwa oczekuje, że zachęci chińskie firmy do rozwijania produkcji w Rosji.

Takie nadzieje mogłyby nie być bezpodstawne, gdyby tylko Rosja nie była uwikłana w wojnę, nie była światowym liderem w sankcjach i nie miała do czynienia z jednym głównym graczem, którego dominacja handlowa osiągnęła niebezpieczny poziom.

onet.pl/The Insider


Czyli kupując Thermomix albo iPhone`a utwierdzam się w przekonaniu, że mocno stoję na swoich społeczno-ekonomicznych posadach — a nie, że za chwilę nie osunę się w prekariat?

J.W.: Tak.

K.W.: A ja sobie myślę, że są takie momenty, kiedy człowiek rzeczywiście lubi mieć coś wyjątkowego i może ten Thermomix niektórym osobom takie uczucie daje. Każdy ma przecież coś — jakąś kompetencję lub fiksację — czym lubi się dowartościować. Ja prowadzę agroturystykę, gdzie odwiedza mnie bardzo dużo ludzi i tak jakoś wychodzi, że często rozmawiamy o jedzeniu. Dzięki temu wiem, że wśród posiadaczy Thermomixa są też osoby gotujące na poziomie profesjonalnym, lub zbliżonym do profesjonalnego – i te osoby również bardzo sobie to urządzenie chwalą. Podobnie jak fachowiec, który lubi mieć wiertarkę dobrej firmy – nawet jeżeli zapłaci za nią cztery razy więcej, niż za urządzenie, na które zdecydowałby się amator – a to dlatego, że wie, iż może temu urządzeniu ufać. Ponadto jako ktoś, kto ma odpowiednie umiejętności, potrafi użyć go lepiej, niż zrobiłby to laik.

Za plecami pani doktor widzę obraz Klimta. Zakładam, że nie jest to oryginał?

K.W.: Nie [śmiech].

Czy w przypadku gadżetów mamy do czynienia z taką samą funkcją jak w przypadku kolekcjonowania sztuki? To też forma wyróżniania się i ugruntowania społecznego statusu.

J.W.: To nie jest tak jak ze sztuką, ponieważ sztuka wchodzi już w obszar zainteresowań klasy średniej wyższej, który jest związany z depraktycyzacją zasobów. Jest droga, ale do niczego praktycznego nie służy; zdobi, ale nie w sensie potocznym, tylko "zdobi" konwencją, nazwiskiem autora itp. Z Thermomixem jesteśmy próg niżej — to urządzenie drogie, ale praktyczne, czyli coś, co mieści się w samym centrum mitologii klasy średniej. Posiadacz Thermomixa może sobie powiedzieć: "Mam praktyczne rzeczy, które są bardzo dobre — a zatem sam jestem osobą praktyczną, ale na poziomie".

K.W.: Przecież tak, jak artysta musi mieć dobry pędzel, tak profesjonalny lub półprofesjonalny kucharz może chcieć mieć w kuchni Thermomix. Może nie jest najtańszy, ale jeśli go stać, to co sobie będzie odmawiał!

J.W.: Ale dokładnie to, co mówisz Kasiu, to jest właśnie kwestia tożsamościowa. Jeżeli się na czymś znam i chcę mieć do tego dobre narzędzie, to łączy się to z moim wyobrażeniem własnego "ja". Przez takie narzędzia projektuję własną tożsamość.

onet.pl/Forbes

sobota, 4 stycznia 2025



Dziadek Mróz siedzi przy stanowisku obrony przeciwlotniczej i dyryguje operatorem odpalającym rakiety. Nad teatrem Bolszoj w Moskwie przelatuje właśnie swoimi saniami Święty Mikołaj (Santa Claus), w saniach wiezie natowskie rakiety i inne, militarne i nie tylko, gadżety.

Operator obrony przeciwlotniczej na polecenie Dziadka Mroza odpala ładunek, sanie rozpryskują się w feerycznej kaskadzie sztucznych ogni nad centrum rosyjskiej stolicy. „Cel zniszczony. Bardzo dobrze. Żadnych obcych na naszym niebie nam nie trzeba” – podsumowuje z satysfakcją Dziadek Mróz i życzy widzom szczęśliwego Nowego Roku. 

(...)

31 grudnia wieczorem Rosja rozpoczyna tzw. nowogodnije prazdniki – świętowanie Nowego Roku. To czas balowania, cudownego oderwania się od codzienności. Szampan, sałatka Olivier, fajerwerki i hulanki. Gazety nie wychodzą, w telewizji trwa niekończący się koncert ulubionych artystów estrady, przygrzewane są stare filmy lubiane przez widzów. Świętowanie trwa do prawosławnego Bożego Narodzenia (7 stycznia) lub nawet – przy sprzyjającym układzie kalendarza – do 13 stycznia, tzw. starego Nowego Roku.

(...)

Po rewolucji zaniechano obchodzenia Bożego Narodzenia, próbowano oduczyć rządzący proletariat od upajania się „opium”, za jakie oficjalnie uznano religię. Tradycję strojenia choinki obwołano „burżuazyjnym przeżytkiem”. Dopiero w 1935 roku partia dała zielone światło: można witać radośnie Nowy Rok. Część wypartych z przestrzeni publicznej tradycji bożonarodzeniowych przywrócono jako tradycje noworoczne. To było święto dla rodziny, która zbierała się przy stole, by cieszyć się choinką i prezentami. Każde dziecko dorastające w latach 30. w Związku Sowieckiem wiedziało, że choinkę dał dzieciom towarzysz Stalin (notabene w tym sezonie świątecznym na imprezie choinkowej w centrum Stalina w mieście Barnauł dzieci zebrały się pod wizerunkiem patrona i zgodnie wyganiały złego liberała, który się zakradł pod choinkę). 

Dopiero w 1947 roku 1 stycznia stał się dniem wolnym od pracy. Pojawiły się też nowe świeckie-sowieckie tradycje: sałatka Olivier, kremlowskie kuranty oznajmiające północ, nadawane początkowo przez radio, a potem przez telewizję na cały kraj. Na rosyjski grunt przeszczepiono zachodnie „opowieści wigilijne” pod postacią dobrotliwych komedii romantycznych – przez dziesięciolecia carycą tego gatunku była „Ironia losu” Eldara Riazanowa. Ostatnio film wypadł z łaski po tym, jak grająca w nim główną rolę Barbara Brylska stanęła po stronie aktorki Lii Achedżakowej, która potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.

Tegoroczne telewizyjne rytuały podporządkowane były bogu wojny. W orędziu noworocznym Putin stalowym głosem recytował zaklęcia wzywające do konsolidacji, bo tylko zgodna, zjednoczona Rosja jest silna. Sztandarowy program rozrywkowy też zdominowała stylistyka wojenna. Wśród publiczności wielu było ludzi w mundurach. Koncert noworoczny otworzyło trio Rastorgujew (lider grupy Lube, ulubionego zespołu Putina) – Leps (popularny wokalista wspierający wojnę) – Shaman (główny piewca agresji, wykonawca przeboju „Ja russkij”, mającego zagrzewać do boju rosyjskich żołnierzy). Wykonali pieśń Bułata Okudżawy „Dziesiąty batalion desantowy” z gorzkiego rozliczeniowego filmu Andrieja Smirnowa „Dworzec Białoruski”.

Okudżawa był uczestnikiem wojny. Jak pisałam w jednym z wiosennych wpisów na blogu 17 mgnień Rosji: „Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć. Bagaż wojny z przelanymi hektolitrami krwi, przemocą i śmiercią niósł do końca życia. Miał w piersi głęboką niezgodę na wychwalanie tego barbarzyńskiego misterium. Czy uprawnione jest pytanie, jak dziś patrzyłby na putinowskie bachanalia, na napaść na sąsiednie państwo, zbrodnie wojenne. I także na to, że putinowska Rosja z krwawej łaźni wielkiej wojny ojczyźnianej uczyniła powód do prymitywnego militarystycznego karnawału”.

W refrenie powtarzają się słowa: „Czeka nas ogień śmiertelny, ale jest wobec nas bezsilny. Potrzebujemy jednego zwycięstwa, dla nas wszystkich, zapłacimy za nie każdą cenę”. Wystrój studia, oświetlenie, napięcie towarzyszące udawanej zabawie – to sprawiało wrażenie ponurego rytuału satanistycznej sekty, a nie radosnego początku karnawału.

tygodnikpowszechny.pl