poniedziałek, 6 stycznia 2025



Kilka liczb z ogólnego obrazu rosyjskich działań bojowych w 2024 roku. Wielkość zdobytego terytorium Ukrainy do wielkości strat sanitarnych* w działaniach ofensywnych - szturmowych według wzorów SZ FR:

czerwiec - 100 km²/miesiąc i 3,4 km²/dzień, straty do 10.000 i 300-500 dziennie;

lipiec - 160 km²/miesiąc i 5,2 km²/dzień, straty do 16.000 i 500-800 dziennie;  

sierpień - 370 km²/miesiąc i 12 km²/dzień, straty do 37.000 i 1.200-1.300 dziennie;

wrzesień - 400 km²/miesiąc i 13,4 km²/dzień, straty do 40.000 i 1.400-1.500 dziennie;

październik - 560 km²/miesiąc i 18,7 km²/dzień, straty do 56.000 i 1.800-2.100 dziennie; 

listopad - 610 km²/miesiąc i 20,3 km²/dzień, straty do 61.000 i 2.300-2.500 dziennie;

grudzień - 510 km²/miesiąc i 16,45 km²/dzień straty do 51.000 i 1.600-1.800 dziennie;.

Średnia wielkość rosyjskich strat bezpowrotnych na zdobycie 1 km² ukraińskiego terytorium to 100 żołnierzy. Daje to od czerwca do grudnia 2024 roku 271.000 (średnio około 38.700 na miesiąc walk).

* straty sanitarne - to suma żołnierzy stale niezdolnych do prowadzenia walki (zabici, zaginieni, ranni) oraz czasowo niedolnych do walki (ranni, chorzy).

Pozdrawiam i dziękuję.

x.com/Maciej_Korowaj

niedziela, 5 stycznia 2025



Exodus zachodnich firm motoryzacyjnych z Rosji po inwazji Władimira Putina na Ukrainę na pełną skalę zaskoczył władze Kremla. Rząd zareagował, konfrontując się z zagranicznymi firmami i opracowując trzyetapowy plan ratowania krajowego przemysłu motoryzacyjnego. Pierwszym krokiem było wykupienie zagranicznych aktywów po minimalnych kosztach, a następnie przeniesienie ich do struktur państwowych lub rosyjskich firm. Drugim krokiem było poszukiwanie partnerstwa z "przyjaznymi" Chinami w celu wznowienia produkcji opartej na chińskich markach - w zamian za otwarcie szerokich możliwości dla chińskich firm na rynku rosyjskim. Ostatni krok miał na celu ustanowienie pełnego cyklu produkcji samochodów z głęboką lokalizacją kluczowych komponentów w celu zastąpienia chińskiego importu produktami rosyjskimi.

Środki te miały doprowadzić do tak zwanej "suwerenności technologicznej" i zwiększyć udział samochodów rosyjskiej produkcji z 40 proc. w 2022 r. do 83 proc. do 2035 r. Jednak dwa lata później jest jasne, że przemysł został ponownie uruchomiony i ustabilizowany, ale kosztem wszechstronnej zależności od Chin, (...).

Przed wojną na pełną skalę rosyjski przemysł samochodowy podążał trajektorią podobną do innych krajów uprzemysłowionych. Przez dwie dekady poprzedzające luty 2022 r. rosyjski rząd nakładał wymogi lokalizacyjne i zapewniał miliardy rubli dotacji na wsparcie zakupu pojazdów produkowanych w kraju, co skutkowało niższymi niż rynkowe stopami procentowymi kredytów samochodowych i leasingu. Ze wsparcia państwa skorzystały przede wszystkim największe rosyjskie przedsiębiorstwa, ale zostało ono również rozszerzone na wiele zachodnich firm poprzez przywileje celne na import komponentów i rekompensatę finansową za koszty rozwoju biznesu. W rezultacie w 2010 r. udział importowanych samochodów w rosyjskim rynku wzrósł czterokrotnie, podczas gdy krajowa produkcja jednocześnie rosła, co doprowadziło do powstania światowej klasy fabryk i dużych klastrów przemysłowych.

W 2012 r. rosyjski rynek samochodowy osiągnął rekordowy poziom, sprzedając ponad 2,92 mln pojazdów. W tamtym czasie producenci wierzyli, że wzrost ten jest zrównoważony i długoterminowy. Jednak rekord ustanowiony w 2012 r. nigdy nie został pobity - rynek wkrótce wszedł w przedłużającą się recesję, zaostrzoną przez sankcje związane z okupacją Krymu przez Rosję, pandemię Covid-19 i ostatecznie inwazję na Ukrainę na pełną skalę.

Pomimo spadku sprzedaży, produkcja w Rosji nie została bezpośrednio dotknięta. Zachodni producenci samochodów kontynuowali swoją działalność i nie zaprzestali inwestycji w tym kraju. Prawie wszyscy z nich podjęli nowe zobowiązania, podpisując dziesięcioletnie specjalne kontrakty inwestycyjne (SPIC) z rosyjskim rządem. Łącznie podpisano 14 SPIC w przemyśle motoryzacyjnym - w tym pięć dość dużych.

Przed wojną zachodnim firmom udało się wypełnić przynajmniej część swoich zobowiązań. Na przykład Daimler otworzył fabrykę samochodów w pełnym cyklu produkcyjnym w regionie moskiewskim i wraz z KAMAZ rozpoczął produkcję kabin ciężarówek w Nabierieżnym Czełnie. Mazda również zlokalizowała produkcję silników we Władywostoku.

Z kolei chińscy producenci samochodów prawie nic takiego nie zrobili w Rosji - jedynym wyjątkiem jest Great Wall Motor (być może najbardziej znany ze swojej marki Haval), który zbudował fabrykę motoryzacyjną w regionie Tula i podpisał umowę SPIC w 2020 r. w celu zlokalizowania produkcji kluczowych komponentów samochodowych.

Odejście zachodnich firm po lutym 2022 r. doprowadziło do zamknięcia fabryk, a sankcje stworzyły poważne wyzwania w zakresie pozyskiwania komponentów. Szybko nastąpił największy postsowiecki spadek w krajowym przemyśle motoryzacyjnym. W 2022 r. Rosja wyprodukowała zaledwie 450 tys. samochodów osobowych - oszałamiający spadek o 70 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Sprzedaż nowych samochodów osobowych również spadła o prawie 60 proc.

W ciągu dwóch lat stało się jasne, że Chińczycy mają własne poglądy na rosyjski rynek - poglądy, które są szczególnie sprzeczne z celami rosyjskiego rządu.

Po pierwsze, Chiny dążyły do masowego eksportu samochodów i szybkiego przejęcia rosyjskiego rynku. Rezultaty są oczywiste:
  • Udział chińskich samochodów w rosyjskim rynku wzrósł z 9 proc. w 2021 r. do 61 proc. w 2023 r. W pierwszej połowie 2024 r. chińskie samochody stanowiły 59 proc. segmentu masowego i 80 proc. segmentu premium pod względem liczby sprzedanych egzemplarzy. Chiny są również liderem pod względem udziału w przychodach ze sprzedaży, a chińskie marki stanowiły ponad 80 proc. w 2023 r., przy czym dwie chińskie firmy, Chery i Haval, pokonały nawet pod tym względem producenta Łada AvtoVAZ. Sześć chińskich marek znalazło się w pierwszej 10 pod względem wielkości sprzedaży, podczas gdy żadna z nich nie znalazła się na liście w 2021 r.
  • Wysoki zysk. Do końca 2022 r. siedem głównych chińskich firm motoryzacyjnych zarobiło rekordowe 79 miliardów rubli, co jest porównywalne z łącznym zyskiem niemieckich i koreańskich producentów w 2021 r. Ogromna sprzedaż chińskich samochodów w 2023 r. dodatkowo zwiększyła ich zyski, które wyniosły ponad 63 mld rubli (688 mln USD).
  • Rekord eksportu. Dzięki rosyjskiemu rynkowi Chiny stały się największym eksporterem samochodów na świecie, po raz pierwszy przewyższając Stany Zjednoczone pod względem liczby sprzedanych samochodów. W 2024 r. chińskie firmy zamierzały sprzedać w Rosji prawie 1,2 mln samochodów, a optymistyczne prognozy sięgały nawet 1,4 mln (danych za ubiegły rok jeszcze nie ma). Tylko w pierwszej połowie r. w Rosji sprzedano około 430 tys. chińskich samochodów z całkowitego wolumenu rynkowego wynoszącego 713 tys..
Po drugie, chińskie firmy motoryzacyjne nadal rozwijają swoją działalność w Rosji pomimo minimalnych inwestycji. Podczas gdy chińskie firmy działają jako partnerzy, pomogły one w ponownym uruchomieniu produkcji w Rosji poprzez prosty montaż (montaż, a nie lokalną produkcję) samochodów pod różnymi markami. Wyniki są następujące:
  • Dawna fabryka Renault w Moskwie rozpoczęła montaż chińskich samochodów JAC pod marką Moskvich. Planowano wyprodukować ponad 50 tys. samochodów w 2023 r. i ponad 100 tys. w 2024 r.. Jednak w ubiegłym roku fabryka wyprodukowała tylko 31 tys. samochodów i zmniejszyła swój cel produkcyjny na ten rok o 70 proc. - do 27 tys. samochodów - przy cenach ustalonych na poziomie dwukrotnie wyższym niż pierwotne oczekiwania dotyczące chińskich modeli. Do końca 2023 r. Moskwicz odnotował stratę netto w wysokości 8,6 mld rubli (94 mln dol.), a jego całkowite zadłużenie wzrosło do 42,6 mld rubli (459 mln dol.).
  • Montaż Łady X-Cross 5 rozpoczął się w dawnej fabryce Nissana w Petersburgu, która została przejęta przez AvtoVAZ - jedyną różnicą między X-Cross 5 a chińskim FAW Bestune T77 jest logo. Jednak po dodaniu AvtoVAZ do listy sankcji USA, FAW zawiesił partnerstwo, wstrzymując montaż tego modelu. Fabryka została następnie przeniesiona do rosyjskiej własności państwowej, z planami wznowienia montażu we współpracy z chińskim Chery pod nową marką Xcite.
  • W dawnej fabryce Volkswagena w Kałudze, która była nieczynna przez ponad dwa lata, produkcja samochodów została wznowiona latem 2024 r. Wciąż jednak nie ma oficjalnych informacji na temat partnera przemysłowego nowego właściciela, produkowanych modeli, poziomu ich lokalizacji, wielkości produkcji czy parametrów projektu. Plotki branżowe sugerują, że montowane są partie testowe chińskich crossoverów Chery Tiggo 7 Pro Max, a gubernator Kaługi ogłosił w czerwcu, że potencjalne partnerstwo z chińskim GAC Motor jest w toku.
  • Zakłady GAZ Group w Niżnym Nowogrodzie, które przed lutym 2022 r. były wykorzystywane do produkcji Skody, przygotowują się do rozpoczęcia montażu samochodów Wołga, które są zasadniczo przemianowanymi pojazdami chińskiej firmy Changan. Nowa linia została niedawno zaprezentowana premierowi Rosji Michaiłowi Miszustinowi, który zauważył, że "nawet ich kierownica jest chińska", dodając, że "chciał, aby kierownica była rosyjska".
Sytuacja w innych fabrykach należących wcześniej do zachodnich koncernów samochodowych jest podobna. Chińscy producenci samochodów nie przejmują tych aktywów na własność, zamiast tego zawierają umowy SPIC lub podejmują zobowiązania inwestycyjne wobec rosyjskiego rządu.

Chiny uzyskały w ten sposób dostęp do ogromnego rosyjskiego rynku motoryzacyjnego pod pretekstem niesienia pomocy, ale w praktyce nadal wysyłają wyprodukowane w Chinach części do Rosji w celu montażu, zamiast faktycznie przenosić pełną produkcję do odizolowanego gospodarczo kraju. Oznacza to, że podczas gdy produkcja samochodów w Rosji nieco odradza się po najniższych poziomach z 2022 r., odbywa się to głównie kosztem samochodów montowanych, a nie produkowanych lokalnie.

Ożywienie to jest przykładem "wzrostu bez poprawy", który nie wpływa na rzeczywisty dobrobyt Rosjan. Pojazdy nie stały się bardziej przystępne cenowo dla ludności Rosji, a do końca 2024 r. średnia cena nowego samochodu ma przekroczyć 3 miliony rubli (32 780 dol.), przy czym zarówno ceny nowych, jak i używanych samochodów wzrosną 1,5 razy bardziej niż w lutym 2022 r.

Chińskie firmy zachowują ostrożność, pamiętając o zwiększonym ryzyku sankcji. Ryzyko to znacznie wzrosło po tym, jak prawie wszyscy główni rosyjscy producenci samochodów (AvtoVAZ, Moskwicz, Sollers, KAMAZ i GAZ Group) zostali dodani do amerykańskiej listy specjalnie wyznaczonych obywateli i osób zablokowanych ("lista SDN") - najsurowszego rodzaju sankcji nakładanych przez Waszyngton. Firmy z krajów trzecich, które współpracują z tymi podmiotami objętymi sankcjami, są narażone na możliwość nałożenia sankcji wtórnych, które już przynoszą efekty.

(...)

Chińskie firmy są głęboko zakorzenione w globalnych łańcuchach dostaw, wspieranych przez miliardy dolarów w transakcjach finansowych, które mogą stać się niedostępne, jeśli zostaną objęte dodatkowymi sankcjami.

Chińska ekspansja stała się tak rozległa, że Kreml rozważa podjęcie drastycznych środków w celu ochrony rynku krajowego. Przykładowo, rząd planuje bezprecedensową coroczną indeksację opłaty recyklingowej, która jest stosowana do każdego samochodu w Rosji, ale jest częściowo lub całkowicie subsydiowana dla pojazdów produkowanych lokalnie. Zgodnie z proponowanym dokumentem, do 2030 r. opłata ta może wzrosnąć do 6,3 mln rubli (ok. 68 800 dol.) dla niektórych modeli. Opłata będzie zasadniczo działać jako bariera taryfowa, a Moskwa oczekuje, że zachęci chińskie firmy do rozwijania produkcji w Rosji.

Takie nadzieje mogłyby nie być bezpodstawne, gdyby tylko Rosja nie była uwikłana w wojnę, nie była światowym liderem w sankcjach i nie miała do czynienia z jednym głównym graczem, którego dominacja handlowa osiągnęła niebezpieczny poziom.

onet.pl/The Insider


Czyli kupując Thermomix albo iPhone`a utwierdzam się w przekonaniu, że mocno stoję na swoich społeczno-ekonomicznych posadach — a nie, że za chwilę nie osunę się w prekariat?

J.W.: Tak.

K.W.: A ja sobie myślę, że są takie momenty, kiedy człowiek rzeczywiście lubi mieć coś wyjątkowego i może ten Thermomix niektórym osobom takie uczucie daje. Każdy ma przecież coś — jakąś kompetencję lub fiksację — czym lubi się dowartościować. Ja prowadzę agroturystykę, gdzie odwiedza mnie bardzo dużo ludzi i tak jakoś wychodzi, że często rozmawiamy o jedzeniu. Dzięki temu wiem, że wśród posiadaczy Thermomixa są też osoby gotujące na poziomie profesjonalnym, lub zbliżonym do profesjonalnego – i te osoby również bardzo sobie to urządzenie chwalą. Podobnie jak fachowiec, który lubi mieć wiertarkę dobrej firmy – nawet jeżeli zapłaci za nią cztery razy więcej, niż za urządzenie, na które zdecydowałby się amator – a to dlatego, że wie, iż może temu urządzeniu ufać. Ponadto jako ktoś, kto ma odpowiednie umiejętności, potrafi użyć go lepiej, niż zrobiłby to laik.

Za plecami pani doktor widzę obraz Klimta. Zakładam, że nie jest to oryginał?

K.W.: Nie [śmiech].

Czy w przypadku gadżetów mamy do czynienia z taką samą funkcją jak w przypadku kolekcjonowania sztuki? To też forma wyróżniania się i ugruntowania społecznego statusu.

J.W.: To nie jest tak jak ze sztuką, ponieważ sztuka wchodzi już w obszar zainteresowań klasy średniej wyższej, który jest związany z depraktycyzacją zasobów. Jest droga, ale do niczego praktycznego nie służy; zdobi, ale nie w sensie potocznym, tylko "zdobi" konwencją, nazwiskiem autora itp. Z Thermomixem jesteśmy próg niżej — to urządzenie drogie, ale praktyczne, czyli coś, co mieści się w samym centrum mitologii klasy średniej. Posiadacz Thermomixa może sobie powiedzieć: "Mam praktyczne rzeczy, które są bardzo dobre — a zatem sam jestem osobą praktyczną, ale na poziomie".

K.W.: Przecież tak, jak artysta musi mieć dobry pędzel, tak profesjonalny lub półprofesjonalny kucharz może chcieć mieć w kuchni Thermomix. Może nie jest najtańszy, ale jeśli go stać, to co sobie będzie odmawiał!

J.W.: Ale dokładnie to, co mówisz Kasiu, to jest właśnie kwestia tożsamościowa. Jeżeli się na czymś znam i chcę mieć do tego dobre narzędzie, to łączy się to z moim wyobrażeniem własnego "ja". Przez takie narzędzia projektuję własną tożsamość.

onet.pl/Forbes

sobota, 4 stycznia 2025



Dziadek Mróz siedzi przy stanowisku obrony przeciwlotniczej i dyryguje operatorem odpalającym rakiety. Nad teatrem Bolszoj w Moskwie przelatuje właśnie swoimi saniami Święty Mikołaj (Santa Claus), w saniach wiezie natowskie rakiety i inne, militarne i nie tylko, gadżety.

Operator obrony przeciwlotniczej na polecenie Dziadka Mroza odpala ładunek, sanie rozpryskują się w feerycznej kaskadzie sztucznych ogni nad centrum rosyjskiej stolicy. „Cel zniszczony. Bardzo dobrze. Żadnych obcych na naszym niebie nam nie trzeba” – podsumowuje z satysfakcją Dziadek Mróz i życzy widzom szczęśliwego Nowego Roku. 

(...)

31 grudnia wieczorem Rosja rozpoczyna tzw. nowogodnije prazdniki – świętowanie Nowego Roku. To czas balowania, cudownego oderwania się od codzienności. Szampan, sałatka Olivier, fajerwerki i hulanki. Gazety nie wychodzą, w telewizji trwa niekończący się koncert ulubionych artystów estrady, przygrzewane są stare filmy lubiane przez widzów. Świętowanie trwa do prawosławnego Bożego Narodzenia (7 stycznia) lub nawet – przy sprzyjającym układzie kalendarza – do 13 stycznia, tzw. starego Nowego Roku.

(...)

Po rewolucji zaniechano obchodzenia Bożego Narodzenia, próbowano oduczyć rządzący proletariat od upajania się „opium”, za jakie oficjalnie uznano religię. Tradycję strojenia choinki obwołano „burżuazyjnym przeżytkiem”. Dopiero w 1935 roku partia dała zielone światło: można witać radośnie Nowy Rok. Część wypartych z przestrzeni publicznej tradycji bożonarodzeniowych przywrócono jako tradycje noworoczne. To było święto dla rodziny, która zbierała się przy stole, by cieszyć się choinką i prezentami. Każde dziecko dorastające w latach 30. w Związku Sowieckiem wiedziało, że choinkę dał dzieciom towarzysz Stalin (notabene w tym sezonie świątecznym na imprezie choinkowej w centrum Stalina w mieście Barnauł dzieci zebrały się pod wizerunkiem patrona i zgodnie wyganiały złego liberała, który się zakradł pod choinkę). 

Dopiero w 1947 roku 1 stycznia stał się dniem wolnym od pracy. Pojawiły się też nowe świeckie-sowieckie tradycje: sałatka Olivier, kremlowskie kuranty oznajmiające północ, nadawane początkowo przez radio, a potem przez telewizję na cały kraj. Na rosyjski grunt przeszczepiono zachodnie „opowieści wigilijne” pod postacią dobrotliwych komedii romantycznych – przez dziesięciolecia carycą tego gatunku była „Ironia losu” Eldara Riazanowa. Ostatnio film wypadł z łaski po tym, jak grająca w nim główną rolę Barbara Brylska stanęła po stronie aktorki Lii Achedżakowej, która potępiła rosyjską agresję na Ukrainę.

Tegoroczne telewizyjne rytuały podporządkowane były bogu wojny. W orędziu noworocznym Putin stalowym głosem recytował zaklęcia wzywające do konsolidacji, bo tylko zgodna, zjednoczona Rosja jest silna. Sztandarowy program rozrywkowy też zdominowała stylistyka wojenna. Wśród publiczności wielu było ludzi w mundurach. Koncert noworoczny otworzyło trio Rastorgujew (lider grupy Lube, ulubionego zespołu Putina) – Leps (popularny wokalista wspierający wojnę) – Shaman (główny piewca agresji, wykonawca przeboju „Ja russkij”, mającego zagrzewać do boju rosyjskich żołnierzy). Wykonali pieśń Bułata Okudżawy „Dziesiąty batalion desantowy” z gorzkiego rozliczeniowego filmu Andrieja Smirnowa „Dworzec Białoruski”.

Okudżawa był uczestnikiem wojny. Jak pisałam w jednym z wiosennych wpisów na blogu 17 mgnień Rosji: „Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć. Bagaż wojny z przelanymi hektolitrami krwi, przemocą i śmiercią niósł do końca życia. Miał w piersi głęboką niezgodę na wychwalanie tego barbarzyńskiego misterium. Czy uprawnione jest pytanie, jak dziś patrzyłby na putinowskie bachanalia, na napaść na sąsiednie państwo, zbrodnie wojenne. I także na to, że putinowska Rosja z krwawej łaźni wielkiej wojny ojczyźnianej uczyniła powód do prymitywnego militarystycznego karnawału”.

W refrenie powtarzają się słowa: „Czeka nas ogień śmiertelny, ale jest wobec nas bezsilny. Potrzebujemy jednego zwycięstwa, dla nas wszystkich, zapłacimy za nie każdą cenę”. Wystrój studia, oświetlenie, napięcie towarzyszące udawanej zabawie – to sprawiało wrażenie ponurego rytuału satanistycznej sekty, a nie radosnego początku karnawału.

tygodnikpowszechny.pl


Niemniej, te rzadkie okazje, kiedy sekretarz generalny stara się mówić ludzkim językiem a nie partyjną nowomową, ponieważ mówi do ludności Chin a nie jak zazwyczaj do aparatu partyjnego, to łatwy cel do pastwienia się. Przecież trudno się nie uśmiechnąć, kiedy się słyszy, że Xi Jinping „zawsze ma na uwadze obawy ludzi związane z miejscami pracy i dochodami, opieką nad osobami starszymi i dziećmi, edukacją i usługami medycznymi.” Jak to miał mówić Rothschild do syna: zawsze myśl o robotnikach, to cię nic nie kosztuje.

Podstawowym zadaniem Xi Jinping w tym przemówieniu było przekonanie wszystkich, że on i partia ma pod kontrolą sytuację gospodarczą i wszystko idzie zgodnie z planem. Musiał dlatego przyznać, że chińska gospodarka „stoi obecnie w obliczu nowych wyzwań, w tym niepewności zewnętrznej i presji ze strony zmieniających się czynników wzrostu”. Zaraz podkreślił, że „wyzwania te można jednak pokonać poprzez wysiłek (…).” Dodał od razu, że „zawsze stawaliśmy się silniejsi dzięki próbom i prosperowaliśmy dzięki testom. Musimy pozostać pewni siebie”. W moim subiektywnym przekonaniu gensekowi nie udało się nawet przekonać, że jakiś plan istnieje.

Owszem, Xi Jinping mówił nawet sporo o XIV planie pięcioletnim. Wszyscy jednak wiedzą, że nie o to chodzi. Z konkretów powiedział, że kraj „wdroży bardziej pro-aktywną politykę” i „utrzyma korzystne tempo postępu gospodarczego i społecznego”, powtarzając przesłania z niedawnej Centralnej Konferencji Pracy Gospodarczej. Trudno uwierzyć, że skoro wyniki konferencji nie przekonały rosnącej rzeszy sceptyków, to dlaczego miałby teraz zadziałać.

Wszyscy czekają na informacje o wsparciu strony popytowej gospodarki. Jednak zamiast poruszać kwestię zwiększenia konsumpcji, którą konferencja uznała za najwyższy priorytet (bez konkretów), Xi Jinping podkreślił, że kraj będzie nadal koncentrował się na „rozwoju wysokiej jakości”, w tym na zwiększaniu samowystarczalności w dziedzinie nauki i technologii. Lecz komentatorzy już twierdzą, że rozwój branży zaawansowanych technologii był niewystarczający, aby zrównoważyć przedłużające się spowolnienie na rynku nieruchomości, słaby apetyt konsumentów i spadek bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Rezultatem była intensywna wojna cenowa w różnych branżach, powodująca utrzymującą się presję deflacyjną. W listopadzie inflacja konsumencka wyniosła zaledwie 0,2% w ujęciu rocznym.

zawielkimmurem.net

piątek, 3 stycznia 2025



Niektórzy specjaliści zastanawiają się, czy Fico w ogóle wierzył w swoje słowa o kryzysie.

Według ekonomisty GLOBSEC Władimira Vańo Słowacja była dobrze przygotowana na zakończenie przez Ukrainę umowy z Gazpromem. Mało tego — od dawna się tego spodziewała i nie było to dla niej zaskoczeniem. — Słowacja przygotowywała się na tę sytuację od początku inwazji — mówi specjalista.

Ruseckas uważa, że chociaż rachunki za gaz mogą nieznacznie wzrosnąć, handlowcy już "wycenili" koniec umowy tranzytowej, a decyzja niemieckiego rządu o zniesieniu opłat za tranzyt gazu w dostawach do Europy Środkowej pomoże uniknąć gwałtownego wzrostu kosztów.

Fico straci jednak dochody, które miał z przesyłu rosyjskiego gazu do swoich sąsiadów, a państwowa firma energetyczna SPP — dziesiątki milionów euro na opłatach tranzytowych. — Słowacja nie będzie już przesyłać gazu do innych krajów, więc ten dochód dla spółek państwowych zniknie — dodaje analityk S&P. Ukraina twierdzi, że Słowacja zarabiała nawet pół miliarda euro rocznie na handlu rosyjskim gazem.

Katarina Roth Nevedalova, posłanka do Parlamentu Europejskiego z rządzącej partii Smer, po powrocie Ficy z Moskwy powiedziała, że prawdą jest, że "źródła energii Słowacji pochodzą z Rosji, więc bardzo ważne jest dla niej zabezpieczenie dostaw gazu i ropy z tego kraju". Jednocześnie przyznała, że kwestia umowy gazowej z Ukrainą była niezwykle ważna dla rządu. — Jesteśmy krajem tranzytowym, więc opłaty tranzytowe stanowią dużą część budżetu państwa. Nie chcemy, aby to się skończyło — stwierdziła.

Desperackie wysiłki Ficy, by utrzymać ten dochodowy interes, wbiły kolejny klin między niego a innych przywódców UE. Jego niespodziewana wizyta w Moskwie 22 grudnia w celu przeprowadzenia bezpośrednich rozmów z prezydentem Władimirem Putinem spotkała się z ostrą krytyką unijnych polityków. Czeski minister spraw zagranicznych Jan Lipavsky powiedział, że jego kraj zapewnił sobie niezależność od rosyjskich dostaw energii — "abyśmy nie musieli czołgać się przed masowym mordercą".

Ostatnimi działaniami Robert Fico spalił sobie wszelkie mosty z Ukrainą. Rozmawiając z POLITICO na początku tego tygodnia, ukraiński minister energetyki Herman Hałuszczenko nazwał groźby Ficy "blefem" . Dodał, że jest mało prawdopodobne, aby był w stanie odciąć Kijowowi dostawy energii, ponieważ byłoby to "absolutnie sprzeczne" z zasadami UE.

W odpowiedzi na to słowacki premier zagroził w czwartek "znacznym zmniejszeniem wsparcia" dla Ukraińców mieszkających na Słowacji.

onet.pl/Politico


W tym roku konkurencja osiągnęła nowy poziom, a sytuacja staje się kryzysowa dla rosyjskich przewoźników, zwłaszcza w regionach położonych blisko granicy z Chinami i ogólnie na Syberii, twierdzą rozmówcy The Moscow Times. Po pierwsze, gwałtownie wzrósł popyt na tak zwane "ładunki" — w rzeczywistości "szare" [w szarej strefie] lub przemycane towary dostarczane przez chińskich logistyków.

Coraz więcej kategorii towarów nie może być przywiezionych do Rosji "na biało" [w pełni legalnie] nawet z Chin — wiele rodzajów obrabiarek i elektroniki, towary podwójnego zastosowania itp., więc rosyjscy importerzy są zmuszeni zgodzić się na różne podejrzane rozwiązania, wyjaśnia kierownik firmy handlu zagranicznego. Chińscy pośrednicy wolą korzystać z "rodzimych" przewoźników w takich programach, kontynuuje.

Po drugie, popyt na transport drogowy w ogóle zaczął gwałtownie rosnąć latem z powodu systematycznego niezrealizowania planów transportu towarów koleją, przypomina rozmówca portalu. W tym roku co najmniej o jedną czwartą mniej importowanych ładunków niż planowano, przywieziono do Rosji koleją z Dalekiego Wschodu, a firmy są zmuszone do większego wykorzystania transportu drogowego. Powodem tego jest brak przepustowości kolei, taboru i personelu — przede wszystkim załóg lokomotyw. W tych warunkach importerzy zaczęli przeładowywać towary na transport drogowy.

onet.pl


Rosyjskie dowództwo wojskowe w dużej mierze nadało priorytet wysiłkom mającym na celu przejęcie pozostałej części obwodu donieckiego i ustanowienie strefy buforowej w północnym obwodzie charkowskim w 2024 r., ale nie udało się osiągnąć tych celów. Zintensyfikowane rosyjskie działania ofensywne na początku 2024 r. doprowadziły do ​​zajęcia Awdijiwki w połowie lutego 2024 r. i późniejszych rosyjskich postępów na zachód od Awdijiwki w kierunku Pokrowska i Selydowa przez całą wiosnę, lato i jesień 2024 r. Siły rosyjskie rozpoczęły również w dużej mierze nieudaną operację ofensywną w północnym obwodzie charkowskim, mającą na celu utworzenie nieokreślonej „strefy buforowej” w celu obrony miasta Biełgorod przed ukraińskim ostrzałem w maju 2024 r. i wznowiły działania ofensywne w pobliżu Torecka oraz na zachód i południowy zachód od miasta Donieck w czerwcu i lipcu 2024 r. Źródła zachodnie i ukraińskie oceniły w 2023 i 2024 r., że Rosja zamierza przejąć całość Doniecka i Ługańska do końca 2024 r., jednak powolne postępy Rosji na początku i w połowie 2024 r. prawdopodobnie skłoniły rosyjskie dowództwo wojskowe do ponownej oceny i uznania zajęcia Pokrowska za główny wysiłek ofensywny sił rosyjskich do końca 2024 r.

Siły rosyjskie zawróciły więc w kierunku Pokrowska pod koniec lata i na początku jesieni 2024 r. pośród niespodziewanej ukraińskiej inwazji na obwód kurski i z powodzeniem wykorzystały zajęcie Selydowa i Wuhledaru do dalszych postępów wokół Pokrowska, Kurachowego, a później Wełykiej Nowosiłki. Siły rosyjskie niedawno zajęły Kurachowe i próbują otoczyć Wełykę Nowosiłkę od północy i południa. Siły rosyjskie w ostatnich miesiącach w dużym stopniu polegały na zmechanizowanych atakach wielkości plutonu, kompanii i batalionu, aby posuwać się naprzód na otwartych polach na kierunkach Kurachowe, Wuhledar i Wełykiej Nowosiłki, ale konsekwentnie ponosiły znaczne straty w pojazdach opancerzonych podczas tych ataków. Siły rosyjskie obecnie próbują otoczyć Pokrowska od południa i północnego wschodu, ale jak dotąd nie udało im się poczynić znaczących postępów w tym wysiłku. Siły rosyjskie mogą również przynajmniej tymczasowo zmienić kierunek ataku z okrążania Pokrowska na dokonywanie oportunistycznych postępów na zachód w kierunku granicy obwodu doniecko-dniepropietrowskiego w krytycznym momencie trwających wysiłków Rosji zmierzających do osłabienia zachodniego wsparcia dla Ukrainy.

Siły rosyjskie zajęły cztery średniej wielkości osady - Avdiivka, Selydove, Vuhledar i Kurachowe - w całym 2024 roku, z których największa przed wojną liczyła nieco ponad 31.000 mieszkańców. Tempo postępów sił rosyjskich w dużej mierze zatrzymało się wokół kilku bardziej miejskich osad, które siły rosyjskie chciały zająć w 2024 roku. Siły rosyjskie poświęciły około czterech miesięcy na zajęcie Avdiivki pod koniec 2023 roku i na początku 2024 roku oraz po dwa miesiące na wysiłki mające na celu zajęcie i otoczenie Selydove i Kurachowe w 2024 roku. Siły rosyjskie poniosły również znaczne straty osobowe podczas wysiłków zmierzających do zajęcia tych osad, a ukraińscy urzędnicy niedawno oszacowali, że siły rosyjskie straciły prawie 3.000 osób na kierunku Pokrovsk w ciągu dwóch tygodni w połowie grudnia 2024 roku. ISW nie oceniło, że jakiekolwiek osiedla zajęte przez siły rosyjskie w 2024 r. mają znaczenie operacyjne, ponieważ zajęcie tych osiedli nie pozwoliło siłom rosyjskim zagrozić żadnym znaczącym ukraińskim węzłom obronnym, a siły rosyjskie nie przeprowadziły szybkiego, zmechanizowanego manewru niezbędnego do przekształcenia tych taktycznych zdobyczy w głęboką penetrację tyłów Ukrainy.

understandingwar.org

czwartek, 2 stycznia 2025



Przyjrzyjmy się liczbom. Z danych Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej (IRENA) wynika, że w roku 2014 globalnie zainstalowanych mieliśmy nieco ponad 8.500 MW w wietrze na morzu. Przywoływany wcześniej rok 2015 przyniósł wzrost o ponad 37%, do poziomu 11.735 MW. Psychologiczną barierę 20 GW przekroczono w 2018. Do roku 2020 włącznie za lwią część, tj. ponad 70% mocy zainstalowanej „odpowiadała” Europa (dokładnie 24.940 MW z 34.381 MW). Zmiana przyszła w 2021, kiedy to do gry na poważnie wkroczyli Chińczycy – tak, Ci sami, którzy zdaniem części obserwatorów „nic nie robią”. W ciągu zaledwie roku niemal potroili oni swój stan posiadania – pod koniec 2020 dysponowali 8.990 MW, a dwanaście miesięcy później było to już 26.390 MW, co oznacza wzrost o prawie 200%. Właściwie wyrównali też wtedy europejski wynik, tj. 26 427 MW i był to ostatni rok, gdy Stary Kontynent dzierżył palmę pierwszeństwa. Od 2022 aż do dziś niekwestionowanym liderem MEW jest Państwo Środka. Kończąc część statystyczną nie sposób zapomnieć o ostanim pełnym roku objętym analizą IRENA, tj. 2023. Świat zamknął go posiadając 73.185 MW w offshore, z czego 37.290 MW to Chiny (Azja ogółem – 40.289 MW), a 32.855 – Europa (z czego 18.120 MW przypada na UE).

Od 2014 do 2023 moc zainstalowana MEW wzrosła o niebagatelne 760% (!). Bardziej czujni Czytelnicy na pewno powiedzieliby teraz – fajnie, ale jak to przekłada się na produkcję energii elektrycznej? Spieszę z odpowiedzią, a właściwie jej przekazaniem, bo to także dane IRENA. W roku 2014 wyniosła ona 24.658 GWh, zaś w 2022 - 161.945 GWh, co oznacza zmianę na poziomie 556%. Europa „urosła” w tym czasie o 297% (z 23.786 GWh do 94.560 GWh). Z kolei Azja zaliczyła w tym okresie rajd z 872 GWh do 67.240 GWh, czyli o uwaga, uwaga – 7611% i nie jest to pomyłka, ale raczej efekt niskiej bazy. Uwagę przykuwa również fakt, że choć w 2022 roku Europa i Chiny miały bardzo zbliżone moce w offshore (30.038 MW vs 30.460 MW), to różnica w produkcji wyniosła ponad 40% na „naszą” korzyść.

energetyka24.com


Zgodnie z danymi zebranymi przez „Razwidkę Ukrainy” w 2024 roku przeciwko Ukrainie zastosowano:
  • 843 rakiet skrzydlatych Ch-101/555 z czego zestrzelono 689
  • 174 pociski manewrujące Kalibr z czego zestrzelono 128
  • 523 rakiet skrzydlatych Ch-59/69 z czego zestrzelono 255
  • 77 rakiet Ch-22 z czego zestrzelono 6
  • 57 rakiet przeciwradarowych Ch-31P z czego zestrzelono 2
  • 577 rakiet balistycznych Iskander-M z czego zestrzelono 38
  • 67 rakiet manewrujących Iskander-K z czego zestrzelono 27
  • 73 lotniczych pocisków balistycznych Ch-47M2 Kindżał z czego zestrzelono 17
  • 8 rakiet hipersonicznych Cirkon/Oniks z czego zestrzelono 3
  • 1 pocisk balistycznych pośredniego zasięgu Oresznik
  • 10.591 uderzeniowych dronów typu Gierań-2 z czego zestrzelono 10.416
  • 32.812 bomb lotniczych z modułem kierowania UMPK
Łącznie z 2400 rakiet i pocisków ukraińska obrona przeciwlotnicza była w stanie zestrzelić 1162 co stanowić ma skuteczność na poziomie 48,4 procent O ile w przypadku rakiet manewrujących ukraińska obrona przeciwlotnicza radziła sobie stosunkowo dobrze - Zestrzelenia Kalibrów, Ch-101/555 na poziomie powyżej 70 procent, to w przypadku rakiet hipersonicznych typu Cyrkon/Ch-22, rakiet przeciwradarowych oraz pocisków balistycznych typu Iskander/Kindżał skuteczność obrony przeciwlotniczej waha się od 3 do 20 procent. Ukraińska obrona w żaden sposób nie radzi sobie z bombami lotniczymi, których nie zdołano zestrzelić w całym roku ani jednej. To dzięki masowemu wykorzystaniu bomb z modułem korygowania UMPK rosyjskie wojska w dużej mierze były w stanie osiągać taktyczne sukcesy na polu bitwy w 2024 roku.

W przypadków dronów uderzeniowych skuteczność obrony przeciwlotniczej jest znacznie wyższa i sięga 95 procent. Tutaj dużą skutecznością wykazują się systemy walki radioelektronicznej, które mają strącać zagrożenie nie wykorzystując kosztownych rakiet przeciwlotniczych.

Łącznie na Ukrainę w 2024 roku wyleciało 13.351 dronów i rakiet z czego zestrzelono 11.578 co ma oznaczać skuteczność obrony powietrznej na poziomie 86,7 procent.

defence24.pl

środa, 1 stycznia 2025



Jakie sankcje miałyby największy skutek?

Naftowe. Ropa zawsze była kluczem do rosyjskiej gospodarki. Jest jednocześnie kluczem do podważenia zdolności Putina do kontynuowania wojny w Ukrainie. Bo eksport ropy stanowi jedną trzecią budżetu Rosji. Pod koniec 2022 r. grupa G7 chciała uzgodnić limit cen rosyjskiej ropy, ale rząd Bidena spanikował.

Dlaczego?

Ponieważ było to na krótko przed wyborami "połówkowymi" i Biden nie mógł pozwolić na gwałtowny wzrost cen benzyny. Zgodzili się wówczas ustalić pułap cen na rosyjską ropę na poziomie 60 dol. (ok. 246 zł). Przez jakiś czas to działało, rosyjska ropa sprzedawana była z dużą zniżką. Później jednak Moskwa rozwinęła własną "flotę cieni". Obecnie 90 proc. rosyjskiej ropy jest sprzedawanej za pośrednictwem tworzących tę flotę starych, zardzewiałych tankowców.

Które sankcje prawdziwie zaszkodziły Putinowi?

Sankcje finansowe. Zarówno zamrożenie rezerw rosyjskiego banku centralnego, jak i wykluczenie rosyjskich banków z systemu płatności Swift. Momentami rosyjski sektor bankowy w 80 proc. objęty był sankcjami. A teraz, tuż przed powrotem Donalda Trumpa do Białego Domu, administracja Bidena podejmuje znacznie ostrzejsze środki, aby zapewnić Ukrainie możliwie najlepszą pozycję negocjacyjną. Biden robi obecnie rzeczy, które powinien był zrobić dwa lata temu. Przykładem takich działań jest choćby nałożenie sankcji na Gazprombank — wywołało to panikę w Rosji i doprowadziło do tymczasowego spadku wartości rubla. Sytuacja stała się w pewnym momencie tak napięta, że Putin musiał powiedzieć, iż nie ma powodu do paniki. Jeśli prezydent Rosji musi tak mówić, to coś jest nie tak.

(...)

Kto jest teraz największym klientem Rosji?

Jeśli chodzi o ropę naftową, Rosja była w stanie zastąpić Europę Indiami, w stopniu, którego wielu ekspertów zupełnie się nie spodziewało. Teraz Indie zasysają rosyjską ropę, przetwarzają ją w swoich rafineriach i wysyłają do Europy.

A jeśli chodzi o gaz?

Najważniejszą kwestią, której moim zdaniem nie poświęca się wystarczająco dużo uwagi, jest fakt, że Rosja straciła głównego odbiorcę gazu. Gazprom po raz pierwszy od ponad 20 lat stracił pieniądze. Przez lata była to żyła złota dla Putina. Firma nie inwestowała jednak w LNG. Większość jej produkcji trafiała do Europy za pośrednictwem dostaw rurociągowych. Ponieważ Europa nie jest już dla Rosji rynkiem zbytu, Gazprom nie ma już swojej podstawowej bazy klientów. Ma wprawdzie Chiny, ale tam nie jest w stanie przesyłać tyle gazu co do Europy.

W jakim stopniu Rosji udaje się obchodzić sankcje?

Amerykańscy urzędnicy naprawdę wściekli się, gdy dowiedzieli się o rozległej sieci obchodzenia sankcji operującej na terytorium Turcji. Oprócz niej Rosja unika ograniczeń przez import półprzewodników i mikroelektroniki przez Chiny i Hongkong. Nabywa je w ten sposób na ogromną skalę. Wszyscy ci pośrednicy zakładają firmy, głównie w Hongkongu, ale niektóre także w Turcji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, i dostarczą rosyjskiemu ministerstwu obrony wszystko, czego rosyjskie potrzebuje.

Putin jednak kłamie, mówiąc, że sankcje bardziej szkodzą Zachodowi niż Rosji. Prawdą jest jednak, że sankcje mają różny wpływ na Zachód. Niemcy odczuwają je bardziej niż inne kraje.

onet.pl/Die Welt