poniedziałek, 2 grudnia 2024



Analityk wojskowy Nico Lange, badacz uczestniczący m.in. w Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, mówi: "Po raz pierwszy od zamachu stanu Prigożyna Putin wydaje się wściekły i wykonuje przesadnie groźne gesty. Jeśli ludzie nie pozwolą się dłużej zastraszać, straci władzę".

Jak poważnie powinniśmy traktować nową groźbę wojny ze strony Putina? Lange nie dostrzega obecnie bezpośredniego zagrożenia wojną między Rosją a Zachodem.

Mattia Nelles, dyrektor zarządzający agencji konsultingowej Biuro Niemiecko-Ukraińskie (Deutsch-Ukrainisches Buero, DUB), uważa, że "coraz bardziej teatralne groźby Putina mają na celu zastraszenie Zachodu i podważenie poparcia dla Ukrainy w zachodnich demokracjach".

Groźby przywódcy Kremla, według eksperta, są "w rzeczywistości oznaką rosyjskiej słabości i pokazują, że Putin nie ma prawie żadnych innych środków wywierania wpływu".

Benjamin Tallis, dyrektor berlińskiego think tanku "Democratic Strategy Initiative" (DSI), jest podobnego zdania. W wywiadzie dla "Bilda" powiedział, że groźby Putina są "elementem wojny psychologicznej, mającej na celu wykorzystanie europejskiej — a zwłaszcza niemieckiej — słabości".

Ekspertowi, jak wyjaśnił, chodzi o "nasz brak zdecydowania i determinacji, by stanąć w obronie siebie, gdy jesteśmy zagrożeni".

W rzeczywistości, zdaniem Tallisa, sytuacja wygląda zupełnie inaczej: "Możemy zniszczyć Rosję i Putin o tym wie. Ale odstraszanie wymaga również woli — a on jej w nas nie widzi i próbuje ją jeszcze bardziej osłabić".

Rada eksperta dla zjednoczonego Zachodu jest następująca: "Najlepszą drogą jest uzbrojenie Ukrainy, aby zwyciężyła, wykorzystanie zamrożonych rosyjskich funduszy, aby za to zapłacić i włączenie Ukrainy [do NATO], gdy obecne walki ustaną".

Jak piszą z kolei Klemens Wergin i Paweł Łoszkin z "Die Welt", to sam Putin umiędzynarodowił wojnę, prosząc o żołnierzy z Korei Północnej do walki przeciwko Ukrainie.

Wcześniej USA pilnie ostrzegały Putina przed konsekwencjami takiej eskalacji. Moskwa najwyraźniej nie potraktowała tych ostrzeżeń poważnie.

onet.pl/Bild


"Dopilnujemy, aby ogarnął ich niepokój i konsternacja. Trzeba ich przywołać do porządku, a to, co jest teraz robione z naszej strony, ma właśnie to na celu" — mówi wprost wiceminister spraw zagranicznych Rosji, cytowany przez RIA Novosti.

"Wcześniej Amerykanie mieli wątpliwości, czy eskalować, czy nie. Teraz tak nie jest" — ocenia Riabkow. "Zadrżą i wpadną w osłupienie" — dodaje.

Amerykańska społeczność wywiadowcza jest przekonana, że użycie broni jądrowej przez Moskwę jest mało prawdopodobne, ponieważ "nie zapewnia wyraźnej przewagi militarnej". Do takiego wniosku doszedł wywiad USA, mówi Agencji Reutera pięć dobrze poinformowanych źródeł.

Ich zdaniem środowisko wywiadowcze analizowało sytuację przez ostatnie siedem miesięcy i w kilku raportach przed decyzją prezydenta Joego Bidena o zezwoleniu Kijowowi na uderzenie na terytorium Rosji argumentowało, że nie zwiększy to ryzyka konfliktu nuklearnego. "Oceny były spójne. ATACMS nie zmieni kalkulacji nuklearnych Rosji" – ocenia jeden z rozmówców.

Stany Zjednoczone obawiają się jednak innych możliwych reakcji na rosyjskie ataki w głąb ich terytorium. W szczególności chodzi o potencjalny sabotaż obiektów wojskowych i innych obiektów w Europie. Moskwa zaprzeczyła oskarżeniom o przygotowywanie takich działań.

Jednak z informacji "The Economist" wynika, że Putin już dał zielone światło, by wprowadzić w życie rewolucyjny plan sabotażu, podpaleń i zabójstw. — Niebezpieczne działania prowadzone są z coraz większą lekkomyślnością — ostrzega Ken McCallum, szef MI5, brytyjskiej agencji bezpieczeństwa wewnętrznego i kontrwywiadu.

onet.pl


W połowie listopada administracja Joego Bidena ostatecznie zatwierdziła użycie przez Ukrainę ATACMS przeciwko celom wewnątrz Rosji. Wkrótce potem Wielka Brytania wyraziła zgodę na podobne użycie pocisków Storm Shadow. Prezydent Władimir Putin zareagował szybko i dramatycznie.

Najpierw ogłosił zrewidowaną doktrynę nuklearną Rosji. Następnie Moskwa użyła zdolnego do ataku jądrowego hipersonicznego pocisku Oresznik przeciwko Ukrainie, a następnie wydała oświadczenie, w którym zapewniła o swoim prawie do uderzenia w instalacje wojskowe tych państw, które pozwoliły Ukrainie na użycie broni do ataku na Rosję.

Świat zareagował alarmem. W wiadomościach dominowały nagłówki o atakach nuklearnych i zdjęcia rakiet ICBM. Wielu ludzi na Zachodzie było, co zrozumiałe, przerażonych. Rosyjska telewizja relacjonowała to wszystko z rozkoszą.

Ale groźby Putina i użycie najwyraźniej nowego pocisku nie sugerują, że eskalacja do użycia broni jądrowej jest prawdopodobna. Wręcz przeciwnie, wyraźnie wskazują, że jest to mało prawdopodobne. Rosyjska reakcja wydaje się pokazywać, że Biden w końcu powiedział "sprawdzam" nuklearny blef Putina w związku z kolejną tak zwaną czerwoną linią.

(...)

Odpowiedzią Putina w tym tygodniu na większą determinację USA było wykorzystanie doktryn, pocisków i mediów, aby zasygnalizować swój gniew, że jego blef został sprawdzony. Ten gniew jest sam w sobie niebezpieczny i powinien być traktowany poważnie, ale nie wskazuje na to, że ryzyko nuklearne wzrosło.

Wygląda nato, że właśnie dlatego rosyjskie media są tak zainteresowane zachodnimi doniesieniami o ostatnich działaniach Putina. Ponieważ groźby nuklearne okazują się obecnie mniej skuteczne w odstraszaniu Białego Domu, Rosja próbuje odzyskać władzę umożliwiającą wpływanie na USA, Wielką Brytanię i inne państwa zachodnie poprzez wywołanie w nich publicznej paniki, która wywrze presję na rządy.

Wreszcie, część niepokoju z ostatnich dwóch tygodni wydaje się związana z ideą widoczną w niektórych kręgach, że zagrożenie ze strony Rosji jest związane wyłącznie z pomocą Zachodu dla Ukrainy. Błędem Zachodu byłoby przekonanie, że wrogość Rosji zmniejszy się lub zniknie, jeśli Zachód ograniczy albo wycofa swoje wsparcie dla Ukrainy.

onet.pl

niedziela, 1 grudnia 2024



Innym ilustrującym przykładem jest los YouTube’a w Rosji. Działa tu kilka sprzecznych logik różnych graczy. „Jastrzębie”, jak Kadyrow czy część deputowanych Dumy Państwowej, kierują się logiką „izolacjonizmu”: należy zakazać wszelkich wpływów Zachodu i rozwijać własne, alternatywne projekty. Logika korporacyjna opiera się na ambicjach tych, którzy bezpośrednio rozwijają rosyjskie usługi wideo (najważniejsze tutaj są pieniądze i wpływy). Wszystko to stoi w sprzeczności z logiką polityczną: osoby odpowiedzialne za politykę wewnętrzną w administracji prezydenckiej postrzegają zakaz YouTube jako potencjalną przyczynę wzrostu niepokoju społecznego i niezadowolenia. Wreszcie istnieje logika geopolityczna: YouTube nadal może być wykorzystywany do celów rosyjskiej propagandy.

Przez prawie dwa i pół roku te logiki ze sobą konkurowały, co uchroniło YouTube przed blokadą. Do niedawna stanowisko Putina było bliskie „politycznemu”: nie ma blokowania, dopóki nie ma rosyjskiego odpowiednika porównywalnego pod względem skuteczności. Zwolennicy zakazu znaleźli jednak rozwiązanie salomońskie, które pod względem skuteczności jest porównywalne z blokowaniem i nie wymaga zgody Putina. Nie blokując oficjalnie YouTube'a, zaczęli go spowalniać. Stopniowo ta usługa wideo będzie wypierana z Rosji - nawet jeśli czasami powoduje to niezadowolenie wśród dostawców i użytkowników. Przypadek YouTube’a jest niezwykle pouczający. Pokazuje, jak elity i władze uczą się osiągać swoje cele z pominięciem Putina.

storage.googleapis.com/crng/russia-wild-putinism-politics.html

czwartek, 28 listopada 2024



"Sukcesowi po 1989 r. pomógł niski poziom startu. Po gospodarczej stagnacji w latach 80. i de facto bankructwie gospodarki w przededniu upadku PRL-u w 1989 r., było nam łatwiej rosnąć niż bogatszym Czechom, których dochód w 1990 r. był ponad dwa razy wyższy, czy Węgrom, którzy byli od nas prawie o połowę bogatsi" - wylicza ekonomista.

Dodaje, że wówczas Polacy byli biedniejsi nie tylko od wszystkich innych "demoludów", w tym Rumunii i Bułgarii, ale w 1990 r. mieliśmy niższy poziom dochodu od Surinamu, Argentyny i St. Lucii.

Prof. Piątkowski zaznacza jednak, że tak znaczące różnice w poziomie dochodu wyjaśniają polski sukces tylko w małej części. "Po 1989 r. Polska rozwinęła się o wiele szybciej, niż wskazywałaby na to teoria warunkowej konwergencji, która postuluje, że m.in. dzięki wyższym zwrotom z kapitału, możliwości absorpcji technologii z zagranicy, czy większej liczby "łatwych" do przeprowadzenia reform, biedne kraje powinny rozwijać się szybciej" - pisze.

Zwraca uwagę, że od 1995 r. Polska rozwijała się szybciej, niż wskazywałaby na to powyższa teoria. Co więcej, teoria ta nie gwarantuje automatycznego wzrostu gospodarczego i doganiania najbogatszych. "Mimo bowiem niskiego poziomu startu, większość biednych krajów na świecie niestety nie rośnie, bo brakuje im kluczowych czynników wspierających wzrost. Polsce ich nie zabrakło" - stwierdza Marcin Piątkowski.

W raporcie pisze, że polski sukces wspierały reformy, które przeprowadzono jeszcze za czasów PRL. Przypomina, że już w 1986 r. byliśmy trzecim krajem komunistycznym na świecie, który został członkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) i Banku Światowego. Cały czas obowiązywało też przyjęte już w 1934 r. prawo handlowe i upadłościowe. W tym samym roku uchwalono przepisy antymonopolowe. Na liście reform u schyłku Polski Ludowej prof. Piątkowski wylicza też reformę sektora bankowego i wyodrębnienie z Narodowego Banku Polskiego banków komercyjnych i wzmocnienie niezależności banku centralnego.

U schyłku PRL zreformowano też politykę monetarną i kursową oraz uwolniono ponad połowę cen. Słynna Ustawa Wilczka z 1988 r., która wprowadziła rewolucyjną jak na te czasy zasadę, że 'co nie jest zabronione, jest dozwolone', dała pierwszy impuls rozwoju prywatnej, legalnej przedsiębiorczości. W wyniku tych reform PRL, kończąc swój żywot w 1989 r., miał obok Węgier najbardziej zliberalizowany rynek w regionie - podkreśla ekonomista.

Na dowód przypomina, że w 1992 r. OECD podsumowała te reformy, pisząc, że w przededniu upadku PRL był "bardzo daleko od typowego wyobrażenia gospodarki centralnie planowanej". Jednak prawdziwym przełomem były reformy lat 1989-90, bo to one dały impuls do rozwoju prywatnej przedsiębiorczości. "Wprowadzenie planu Balcerowicza doprowadziło do prawie pełnego otwarcia rynków, liberalizacji cen, wprowadzenia wymienialności złotego i likwidacji państwowych monopoli w handlu i za granicą. Przedsiębiorstwa państwowe musiały zacząć się restrukturyzować" - czytamy dalej.

W 1991 r. założono Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie, a jej symboliczną pierwszą siedzibą był dawny gmach Komitetu Centralnego PZPR. W prywatne ręce oddano drobny handel, rzemiosło i małe zakłady usługowe. Polska otworzyła drzwi dla napływu technologii i pieniędzy z Zachodu. "W konsekwencji tych fundamentalnych reform, udział sektora prywatnego wzrósł z 28 proc. PKB w 1989 r. do 60 proc. w 1995 r." - pisze prof. Piątkowski.

Po 1992 r. wsparciem dla ożywienia gospodarczego w Polsce była też redukcja długu zagranicznego o połowę, dzięki czemu jego wielkość spadła z 89 proc. PKB w 1989 r. do 33 proc. w 1996 r. Ekonomista podkreśla, że ważny był też "napływ kapitału zagranicznego czy opóźniona masowa prywatyzacja, która sprawiła, że w Polsce nie ma oligarchów".

Wzmocnienie sektora bankowego i jego nadzoru, a także ustawa z 1993 r. o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków, sprawiły, że Polsce jako "jednemu z trzech krajów postkomunistycznych, obok Estonii i Rumunii, udało się uniknąć kryzysu bankowego". Kolejnym filarem sukcesu gospodarczego Polski był boom edukacyjny i w jego następstwie skokowy wzrost liczby pracowników legitymujących się wyższym wykształceniem.

money.pl


Środowa sesja na moskiewskiej giełdzie przyniosła dramatyczne załamanie kursu rubla. Chińska waluta umocniła się o 0,4961 punktu do poziomu 14,9572 rubla, co oznacza wzrost aż o 3,43 proc. w stosunku do wtorkowego zamknięcia. To najsilniejsze jednodniowe osłabienie rosyjskiej waluty względem juana od wielu miesięcy.

(...)

Obecna sytuacja jest bezpośrednią konsekwencją fundamentalnej zmiany w rosyjskiej polityce walutowej. Bank Rosji w czerwcu 2024 roku ogłosił, że kurs juana do rubla będzie odtąd wyznaczał trend dla pozostałych par walutowych. Jak informował wtedy bank centralny "rola dolara amerykańskiego i euro na rosyjskim rynku konsekwentnie malała w ciągu ostatnich dwóch lat, co jest rezultatem przekierowania przepływów handlowych na Wschód".

Decyzja zapadła w reakcji na nowe sankcje wprowadzone przez Zachód. Bank centralny potwierdził wtedy, że oficjalny kurs rubla pozostanie jednolity i rynkowy, zmieni się jedynie sposób jego kalkulacji. Według danych przedstawionych przez rosyjskiego regulatora, już w maju udział juana w obrotach na moskiewskiej giełdzie przekroczył 54 proc., co uczyniło chińską walutę dominującą w handlu giełdowym.

Rosyjski regulator w czerwcowym komunikacie przedstawił szczegółową analizę wpływu sankcji na rynek walutowy. Bank centralny podkreślił, że nowe ograniczenia zmieniają strukturę handlu, nie wpływając jednak na wielkość przepływów walutowych z eksportu ani na popyt na waluty potrzebne do finansowania importu.

Bank Rosji zwrócił szczególną uwagę na rosnącą rolę rynku pozagiełdowego w handlu walutami zachodnimi. "transakcje są zawierane bezpośrednio między bankami, również z udziałem banków nierezydentów z przyjaznych krajów, a także z klientami, głównie rosyjskimi eksporterami. Ponadto na rynku pozagiełdowym działają elektroniczne platformy handlowe, na których banki mogą zawierać transakcje w dolarach i euro" - wyjaśniał wtedy regulator.

Analitycy banku centralnego wskazywali na korzystną koniunkturę na rynku surowców energetycznych. W maju sprzedaż walut przez 29 największych eksporterów wzrosła o 13 proc., osiągając poziom 15 mld dolarów. Dane te pokazywały, że mimo sankcji rosyjska gospodarka nadal generuje znaczące przychody walutowe.

Regulator podkreślał, że kurs rubla względem kluczowych walut zależy przede wszystkim od równowagi popytu i podaży wynikającej z handlu zagranicznego, a nie od miejsca zawierania transakcji. Sankcje zostały wprowadzone tylko przez Stany Zjednoczone, ale są przestrzegane również przez kraje Unii Europejskiej, dlatego handel giełdowy w euro również został wstrzymany.

Według Banku Rosji, wprowadzone w czerwcu zmiany stanowią zasadniczą różnicę w porównaniu z latami 2022-2023, kiedy zarówno eksport, jak i import uległy znaczącym wahaniom. Obecna sytuacja na rynku walutowym pokazuje jednak, że mimo optymistycznych założeń regulatora, rubel pozostaje pod silną presją sprzedających, a jego kurs wobec juana systematycznie spada.

money.pl

środa, 27 listopada 2024



– Jak duże są rosyjskie zasoby, nawet nie będę próbował szacować, bo jeszcze niedawno wszyscy żyliśmy iluzjami. Wtedy (dowódca ukraińskiego wywiadu wojskowego) generał Budanow mówił, że do początku października rosyjski potencjał ofensywny zostanie całkowicie wyczerpany. Jak widzimy, kończy się listopad, a ataki Rosjan są kontynuowane co najmniej na siedmiu odcinkach frontu. Przy tym na niektórych są to walki tak zajadłe i na taką skalę, że mowy nie ma o wyczerpywaniu się zasobów – mówi ukraiński ekspert wojskowy Władisław Selezniow.

rp.pl


- Sytuacja jest najgorsza od prawie trzech lat wojny. Pod pewnymi względami nawet gorsza niż wiosną 2022 roku. Powodów jest wiele, brak ludzi, niewystarczające szkolenie... - powiedział w rozmowie z "Ukraińską Prawdą" Andrij Biłecki, kiedyś skrajnie prawicowy polityk związany z ruchem Azow, dzisiaj dowódca 3. Brygady Szturmowej, jednego z najlepszych i najbardziej zmotywowanych oddziałów Sił Zbrojnych Ukrainy (ZSU). - Ludzie lubią powtarzać takie rzeczy jak: Nie dostaliśmy dość wsparcia materiałowego i technicznego. Tylko bądźmy szczerzy. Sytuacja w tym zakresie u Rosjan nie jest lepsza. Wszystkie te historie o tym jak to mają 7-10 pocisków na jeden nasz to nieprawda. Mają bardzo trudną sytuację jeśli chodzi o broń i wyposażenie. W tym ilość amunicji i jej jakość - mówi Biłecki.

Według niego Rosjanie mają jednak kilka kluczowych atutów. Wymienia bomby szybujące, którymi mogą okładać prawie bezkarnie ukraińskie linie obronne, oraz masy "mięsa armatniego". - Rosjanie nie posuwają się naprzód z powodu na przykład skoncentrowanego ognia artylerii czy zmasowanego użycia sprzętu pancernego. Robią to z powodu właściwie nieskończonej ilości dosłownie mięsa armatniego. Używam tej nazwy, bo patrząc na to jak ich używają, trudno nazwać ich żołnierzami - opisuje Biłecki.

Wyczerpanie Ukraińców i zdolność Rosjan do ciągłego rekrutowania 20-30 tysięcy ludzi miesięcznie (nieoficjalne dane wywiadu USA podane przez "New York Times" na początku listopada) przekłada się na coraz szybsze postępy tych drugich. Nie będą w stanie podtrzymywać takiej strategii bez końca, ale Kreml najpewniej liczy na to, że Ukraina ugnie się szybciej. Aktualnie rosyjskie wojsko największe postępy odnotowuje w Donbasie. Otworzyło tam nowy kierunek działań w rejonie miasta Wełyka Nowosiłka, położonego już blisko granicy okręgu zaporoskiego. W ciągu około tygodnia Rosjanie pokonali tam 10 kilometrów i podeszli pod zabudowania od wschodu. Część ukraińskich komentatorów wyraża zaskoczenie, że nie ma dowodów na jakąś silniejszą obronę na tym odcinku. Nic nie wskazuje na jej przygotowanie, choć front stał w tym rejonie od ponad roku, a sama Wełyka Nowosiłka ma duże znaczenie jako węzeł logistyczny. W rejon miały zostać skierowane posiłki, ale dopiero zobaczymy, czy zdołają powstrzymać Rosjan przed zajęciem miejscowości.

36 kilometrów na północny wschód Ukraina w szybkim tempie traci kontrolę nad innym ważnym miastem, Kurachowem. Na początku listopada było jeszcze kilka kilometrów od frontu i stanowiło ważne lokalne centrum oporu. Aktualnie walki trwają już w centrum, a Rosjanie dodatkowo okrążają je od północy i południa, próbując stworzyć kolejny duży kocioł, aby zmusić Ukraińców do wycofania się w niekorzystnych warunkach. Być może cały region jest już spisany na straty, a ukraińskie dowództwo ma zamiar próbować zatrzymać Rosjan gdzieś dalej na zachód, po wyrównaniu linii frontu. Rosjanie odnotowują też sukcesy kilkanaście kilometrów dalej na północ, atakując z zajętego pod koniec października Sełydowa. Posunęli się około 10 kilometrów na zachód i aktualnie są już 10 kilometrów na południe od kluczowego w tym rejonie miasta Pokrowsk. Ukraińcom udało się zatrzymać natarcie na nie ze wschodu i południowego wschodu jeszcze we wrześniu. Ciągle utrzymują tam względnie stabilną linię frontu kilkanaście kilometrów od miasta. Rosyjskie uderzenie z Sełydowa burzy tę stabilność.

Dalej na wschód kolejnym aktywnym odcinkiem frontu jest miasto Toreck. Po względnej stabilizacji we wrześniu i październiku teraz Rosjanie zaczęli przyśpieszać. Zdecydowanie wkroczyli do centrum miasta i położonej na południe od niego dzielnicy domków jednorodzinnych. W porównaniu do innych odcinków frontu w obwodzie donieckim ciągle są to jednak postępy bardzo powolne. Choć utrata Torecka staje się coraz bardziej realna. Dobrych wieści nie ma też z położonego kilkadziesiąt kilometrów na północ Czasiw Jaru, kolejnego węzła oporu Ukraińców. Rosyjskie grupy szturmowe docierają już do centrum miasta, a skuteczny opór na linii kanału Doniec-Donbass to już przeszłość. Rosjanie mają już pewne przyczółki po jego zachodniej stronie. Podobnie jak w Torecku, postępy ciągle są powolne, ale po okresie stabilizacji zaczyna się zarysowywać perspektywa utraty miasta. Choć nie w ciągu tygodni.

(...)

Ogólnie sytuację trudno więc nazwać optymistyczną. Ukraińcy powszechnie sami przyznają, że kluczowym problemem jest aktualnie brak żołnierzy do odpowiedniego obsadzenia frontu, powolna mobilizacja i problemy z jakością szkolenia oraz morale. Nie brakuje opowieści o tym jak mężczyźni podlegający poborowi w miarę możliwości unikają wychodzenia na ulicę, aby nie wpaść na łapankę z wojenkomatu. Ci, którzy wpadną, nie reprezentują szczególnie wartościowego rekruta z powodu niskiego morale i braku poczucia tego, że państwo da im odpowiedni sprzęt, wyszkolenie i dowódców, stwarzając im szansę przeżycia i skutecznej walki. Mówi o tym szeroko przywołany na początku Biłecki.

Do tego dochodzi standardowy miks problemów związanych z niedostateczną ilością broni, amunicji, dobrego dowodzenia i niemożnością powstrzymania strumienia rosyjskich bomb szybujących. Na horyzoncie nie widać żadnych działań Ukrainy i jej zachodnich partnerów, które by zmieniły tę sytuację. Rosjanie mają jednak w międzyczasie własne problemy. Rekrutowanie odpowiedniej ilości ludzi, aby zasypać straty, wymaga ciągłego i znaczącego podnoszenia zachęt finansowych. Rosyjska gospodarka przeżywa problemy wywoływane przez inflację, brak rąk do pracy i sankcje. Kreml nie będzie w stanie kontynuować tej strategii bez końca. W praktyce w krótkim terminie obie strony wyczekują tego, co przyniesie zmiana prezydenta USA.

gazeta.pl


Tym razem jej „bohaterem” była amunicja 35×228 mm do armat automatycznych 35 mm stanowiących główne uzbrojenie systemów przeciwlotniczych Gepard. Gepard to system przeciwlotniczy, mobilny, na podwoziu Leoparda 1A4, od 1976 roku na wyposażeniu Bundeswehry i sukcesywnie modernizowany. Obecnie zastępowany przez lżejsze Wiesel 2 Ozelot uzbrojone w systemy rakietowe Stinger. Gepardy wycofywane z wyposażenia trafiły jako dar rządu Niemiec na Ukrainę, ale konieczna była do nich amunicja, której Ukraińcy nie produkowali. Niemcy zdecydowali się na zamówienie dużej partii nabojów 35×228 mm w Szwajcarii u głównego ich producenta. Szwajcarzy dysponowali sporym ich zapasem – około 500 tys. sztuk – i gotowi byli je sprzedać. Tymczasem Sekretariat Stanu ds. Gospodarczych Szwajcarii zablokował cała transakcję. Co ciekawe, była ona dwuczęściowa – w grę wchodziła też amunicja 12,7 mm do wielkokalibrowych karabinów maszynowych. SECO stwierdziło przy tym, że Niemcy pytali Sekretariat czy mogą wysłać amunicję na Ukrainę.

„Na oba zapytania Niemiec dotyczące tego, czy amunicja otrzymana ze Szwajcarii może zostać przekazana na Ukrainę, udzielono odpowiedzi negatywnej powołując się na szwajcarską neutralność i obowiązkowe kryteria odrzucenia szwajcarskiego ustawodawstwa dotyczącego materiałów wojennych” – poinformowała SECO.

Tyle że Niemcy stwierdzili, że nie było mowy o tym, że warunkiem nabycia amunicji jest zakaz jej odsprzedaży i z takim zapytaniem do SECO się nie zwracali. W efekcie potrzebną amunicję zakupili w kilku krajach, z czego największa partię w Brazylii, która nie stawiała żadnych warunków.

Miesiąc wcześniej sam prezydent Szwajcarii Ignazio Cassis podczas wizyty rządowej w Polsce stwierdził ni mniej, ni więcej, tylko że „neutralność Szwajcarii wyklucza dostarczanie broni do Polski”.

„Pierwszym życzeniem Polski są dostawy broni. Ale to nie jest zgodne z naszą neutralnością. Wyjaśniłem to dość jasno (premierowi Polski – red.) Mateuszowi Morawieckiemu i on to odnotował. Oczywiście, szef polskiego rządu oczekuje pełnego poparcia dla sankcji. Powiedziałem mu, że nie tylko w pełni je do tej pory popieraliśmy, ale posunęliśmy się jeszcze dalej” – powiedział Cassis szwajcarskiej stacji telewizyjnej SRF. Problem w tym, że owo „dalej” wówczas niewiele znaczyło. Na początku inwazji plenipotenci rosyjskich oligarchów dość swobodnie dysponowali ich szwajcarskimi kontami, zaś szwajcarskie spółki nie miały oporów przed handlem z firmami rosyjskimi.

Jednak po sprawie Leopardów zaczęły się w mediach holenderskich i włoskich pojawiać informacje, że neutralność Szwajcarii jest dość fasadowa. Według informacji tamtejszych mediów oraz agencji, jak Reuters czy AFP, poprzez szwajcarskie firmy przechodziły dostawy zachodnich komponentów elektronicznych Dual Use dla Rosji, które mogły być używane w zastosowaniach wojskowych, szwajcarskie banki miały być też zaangażowane w ochronę rosyjskich kont i to właśnie bankowcy ze Szwajcarii mieli naciskać na rząd, by nie aprobował żadnych dostaw amunicji i sprzętu wojskowego na Ukrainę, by „nie drażnić rosyjskich klientów banków”. Wreszcie rząd Holandii przekazał półoficjalną informację, tj. świadomie dopuścił do jej przecieku do mediów, że nie będzie kupował amunicji i uzbrojenia Szwajcarii uznając ja za „niewiarygodnego dostawcę”.

Ta informacja zadziałała na tyle, że prezydent Szwajcarii Viola Amhert stwierdziła wprost, że jest zniesieniem zakazu, który obecnie uniemożliwia reeksport szwajcarskiej broni z innego kraju na Ukrainę. Jak dodał wprost, takie embargo szkodzi szwajcarskiej zbrojeniówce. A nie jest to bagatelny sektor szwajcarskiej gospodarki – mimo wielu wieków neutralności Szwajcaria, według danych Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem, była w 2022 roku 14. na świecie dostawcą broni, amunicji i sprzętu wojskowego. Jednak po sprawie Leopardów zarówno liczba tych dostaw, jak i ich wartość zaczęły gwałtownie spadać, co miało być efektem właśnie wybiórczo pojmowanej neutralności.

isbiznes.pl


1 listopada USA znów zacieśniły restrykcje finansowe wobec Rosji. Tym razem Waszyngton wpisał na listę sankcyjną Gazprombank wraz z jego zagranicznymi spółkami córkami w Szwajcarii oraz ponad 50 mniejszych rosyjskich banków zaangażowanych w obsługę handlu zagranicznego państwa. Restrykcjami objęto także ponad 40 tamtejszych rejestrów papierów wartościowych. Stany Zjednoczone uprzedziły również, że współpraca zagranicznych podmiotów z rosyjskim systemem komunikacji międzybankowej SPFS (odpowiednik SWIFT) może skutkować nałożeniem na nie amerykańskich sankcji wtórnych. Ponadto indywidualne listy sankcyjne uzupełniono o 11 menedżerów Centralnego Banku Rosji (CBR) oraz czterech z zagranicznych spółek córek Sbierbanku i VTB.

Rozszerzenie restrykcji oznacza utrzymanie presji gospodarczej na Rosję. Waszyngton już od ponad roku regularnie wprowadza kolejne ograniczenia względem sektora finansowego, których celem jest osłabienie kanałów obsługi współpracy międzynarodowej i utrudnienie funkcjonowania kompleksu wojskowo-zbrojeniowego FR, a także przeciwdziałanie obchodzeniu sankcji. Wpisanie na amerykańskie listy oznacza odłączenie wspomnianych banków od systemu finansowego opartego na dolarze oraz wprowadza groźbę tzw. sankcji wtórnych (tj. objęcia podobnymi ograniczeniami) wobec każdego podmiotu, który z nimi współpracuje.

Komentarz

Najważniejszym elementem restrykcji jest objęcie nimi Gazprombanku – trzeciego co do wielkości aktywów banku Rosji, obsługującego duże transakcje międzynarodowe (wykorzystywały go m.in. koncerny z sektorów gazowego, naftowego, atomowego, metalurgicznego czy zbrojeniowego). Jego struktura własności jest niejasna – ma on powiązania przede wszystkim z Jurijem Kowalczukiem, przyjacielem i bankierem Władimira Putina.

Poważne utrudnienie dla Rosji stanowi nałożenie sankcji na banki regionalne, których używano m.in. do obsługi importu towarów dla sektora zbrojeniowego. W efekcie obecnego rozszerzenia restrykcji przez USA karty bankowe chińskiej spółki Union Pay wystawiane przez Gazprombank i Primsocbank (wpisany na amerykańskie listy) przestały być obsługiwane za granicą (w tym na Węgrzech i w Turcji). Banki te są w związku z tym zmuszone do wypracowania alternatywnych kanałów obsługi transakcji transgranicznych (z wykorzystaniem innych banków z Rosji lub pośredników z państw trzecich, rozliczeń w niezachodnich walutach, kryptowalutach lub złocie itp.), co podniesie koszty sprowadzania i eksportu towarów oraz wydłuży czas dostaw.

Gazprombank może zostać zastąpiony przez zachodnie podmioty obecne na rosyjskim rynku. Na razie duże transakcje zagraniczne mogą obsługiwać te z nich, które nie wycofały się z tego kraju – jak austriacki Raiffeisen Bank (13. miejsce na liście największych banków w Rosji pod względem aktywów), włoski UniCredit (18.) czy węgierski OTP Bank (24.). Instytucje te są również narażone na sankcje USA, Waszyngton ostrzegał już o możliwości odcięcia ich od amerykańskiego systemu finansowego. Pomimo zapowiedzi wszystkich zachodnich banków o wyjściu z Rosji w 2022 r. de facto tylko część z nich całkowicie zerwała współpracę z tym rynkiem.

Decyzja Stanów Zjednoczonych odbije się na eksporcie rosyjskiego gazu do Europy i Turcji. Objęcie restrykcjami Gazprombanku, który od lata 2022 r. jest przeznaczony do obsługi kontraktów gazowych Gazpromu z państwami UE, zmusza do stworzenia nowych kanałów uiszczania opłaty za odbierany surowiec, co wymaga odizolowania uczestniczących w transakcji podmiotów od zachodniego systemu finansowego. Muszą się na to jednak zgodzić europejscy partnerzy. Dodatkowo konieczność ustanowienia nowych kanałów rozliczeniowych otwiera pole do renegocjacji istniejących kontraktów, co może poskutkować zmniejszeniem kupowanych wolumenów oraz zmianą sposobu realizacji dostaw. Trudności odczują szczególnie odbiorcy rosyjskiego gazu zaopatrywani poprzez TurkStream – chociażby Węgry i Turcja, które poszukują doraźnych rozwiązań, aby utrzymać stabilność dostaw. W reakcji na sankcje turecki minister energetyki Alparslan Bayraktar wezwał USA do rewizji restrykcji wobec Gazprombanku.

Obostrzenia nałożone na Gazprombank komplikują perspektywę kontynuacji przesyłu gazu przez Ukrainę. Blisko miesiąc przed wygaśnięciem kontraktu tranzytowego wciąż niewiadomą pozostaje, czy rosyjski surowiec będzie transportowany za pośrednictwem ukraińskiego systemu, a jeśli tak – to w jaki sposób (zob. Game over? Przyszłość rosyjskiego tranzytu gazu przez Ukrainę). Objęcie restrykcjami Gazprombanku generuje kolejne trudności dla wszystkich podmiotów zainteresowanych uczestniczeniem w tranzycie po 2024 r. Amerykańskie ograniczenia narażą bowiem na sankcje wtórne zarówno odbiorców końcowych, jak i traderów potencjalnie zaangażowanych w transport i odsprzedawanie surowca.

Sankcje finansowe należą do najbardziej skutecznych i silnie uderzają w rosyjską gospodarkę. Problemy z transakcjami transgranicznymi skutkują spadkiem ilości waluty płynącej do Rosji, co niesie za sobą dalsze osłabienie rubla (za dolara trzeba zapłacić ok. 105 rubli wobec 91 we wrześniu). Oznacza to dalszy wzrost kosztów importu i nasilenie presji inflacyjnej, z którą CBR nieskutecznie walczy od ponad roku.

Efektywność amerykańskich restrykcji kapitałowych wynika przede wszystkim z ich regularnego zacieśniania. Zmiana władzy w Waszyngtonie każe jednak postawić pytanie, czy polityka ta będzie kontynuowana. Niewątpliwie ograniczenie możliwości eksportu rosyjskiego gazu do Europy, zwiększające konkurencyjność dostaw surowca z USA, jest zgodne z deklaracjami przedstawicieli przyszłej administracji Donalda Trumpa. Ewentualne włączenie się UE w maksymalizowanie presji finansowej na Rosję byłoby natomiast pomocne w realizowaniu celu osłabiania tamtejszej gospodarki.

osw.waw.pl


Tempo postępów rosyjskiej armii od jesieni 2024 r. wyraźnie wzrosło w porównaniu do tempa postępów w 2023 r. i przez resztę 2024 r., ale ostatnie doniesienia zachodnich mediów porównujące ostatnie rosyjskie zdobycze do tych na początku pełnoskalowej inwazji Rosji nadal błędnie charakteryzują stopniowy i taktyczny charakter ostatnich postępów Rosji. ISW ocenia, że ​​siły rosyjskie zyskały 574 kilometrów kwadratowych od 1 listopada 2024 r. — średnio 22 kilometry kwadratowe dziennie. Jest to znacznie mniej niż 1265 kilometrów kwadratowych dziennie, które ISW ocenia, że ​​siły rosyjskie zyskiwały w marcu 2022 r. Raport Reutersa  z 26 listopada, że ​​siły rosyjskie „kontrolują” ponad 80 procent obwodów donieckiego i ługańskiego, jest również mylący. ISW ocenia, że ​​podczas gdy siły rosyjskie zajmują około 99 procent obwodu ługańskiego, siły rosyjskie zajmują tylko około 66 procent obwodu donieckiego. Siły rosyjskie zajęły niemal cały obwód ługański od jesieni 2022 r., ale w obwodzie donieckim zajęły znacznie mniej terytorium przez cały okres wojny. ISW niedawno oceniło, że siły rosyjskie nadal muszą przejąć ponad 8000 kilometrów kwadratowych terytorium, aby osiągnąć samookreślony przez Kreml cel przejęcia terytorium obwodu donieckiego. Siły rosyjskie zajęłyby pozostałą część obwodu donieckiego w ciągu około roku, gdyby siły rosyjskie kontynuowały swoje ostatnie stosunkowo szybsze tempo natarcia — co nie jest pewne. Siły rosyjskie w szczególności omijały ukraińskie punkty oporu, a Ukraina nadal ma kilka dobrze bronionych miast w obwodzie donieckim, takich jak Słowiańsk i Kramatorsk, których siły rosyjskie prawdopodobnie nie mogą przejąć tak szybko, jak zrobiły to w przypadku pól wiejskich w pobliżu Pokrowska. ISW nadal ocenia, że ​​siły rosyjskie nie były w stanie przywrócić manewrów operacyjnych na polu bitwy, aby dokonać głębokich penetracji pozycji ukraińskich, jak widać w pierwszych miesiącach pełnoskalowej inwazji. Zamiast tego siły rosyjskie wykorzystywały zidentyfikowane luki w obronie Ukrainy, aby stopniowo posuwać się naprzód.

(...)

Siły rosyjskie nadal dokonują egzekucji ukraińskich jeńców wojennych (POW) pośród fali ostatnich rosyjskich zbrodni wojennych. Biuro ukraińskiego prokuratora generalnego poinformowało 26 listopada, że ​​ukraińscy funkcjonariusze organów ścigania wszczęli dochodzenie przedprocesowe w sprawie egzekucji pięciu ukraińskich jeńców wojennych przez siły rosyjskie w Petriwce (na południe od Pokrowska) 13 listopada z naruszeniem Konwencji Genewskiej o traktowaniu jeńców wojennych. ISW szczegółowo informowało o poprzednich materiałach filmowych i raportach rosyjskich żołnierzy dokonujących egzekucji ukraińskich jeńców wojennych i zaobserwowało rosnący trend rosyjskich nadużyć wobec ukraińskich jeńców wojennych w różnych sektorach frontu, które wydają się być umożliwione, jeśli nie wyraźnie popierane, przez poszczególnych rosyjskich dowódców i bezkarne przez rosyjskich dowódców polowych i szerszy rosyjski system wymiaru sprawiedliwości wojskowej.

(...)

Siły rosyjskie kontynuowały działania ofensywne na północny wschód od Siwerska w pobliżu Hryhoriwki 25 i 26 listopada, ale nie poczyniły potwierdzonych postępów. Dowódca ukraińskiej brygady operującej w kierunku Siwerska poinformował 26 listopada, że ​​siły rosyjskie nadal prowadzą ataki w małych grupach przy wsparciu lotniczym i artyleryjskim. Rzeczniczka ukraińskiej Grupy Sił Ługańskich major Anastasija Bobownikowa oświadczyła 25 listopada, że ​​wysoki wskaźnik strat rosyjskich i ograniczone zyski taktyczne powodują niski poziom dyscypliny wśród rosyjskich żołnierzy, ponieważ znaczna liczba rosyjskich żołnierzy odmawia wykonywania rozkazów. Bobownikowa oświadczyła, że ​​siły rosyjskie poniosły straty wynoszące około 15.000 — mniej więcej półtora dywizji piechoty — na kierunku Siwerska w nieokreślonym przedziale czasowym. Bobownikowa poinformowała, że ​​siły rosyjskie w tym rejonie od około miesiąca uciekają się do używania uszkodzonego i zniszczonego sprzętu wojskowego — co prawdopodobnie przyczynia się do niskiego morale Rosjan. ISW nie jest jednak w stanie potwierdzić doniesień Bobovnikovej. Siły rosyjskie kontynuowały działania ofensywne w kierunku Chasiv Yar 26 listopada, ale nie dokonały żadnych potwierdzonych postępów.

Ukraiński Sztab Generalny poinformował 25 i 26 listopada, że ​​siły rosyjskie kontynuowały działania ofensywne w pobliżu miejscowości Czasiw Jar i Stupoczki (na południe od miejscowości Czasiw Jar). Rosyjski bloger wojskowy twierdził, że siły rosyjskie atakują, aby wejść do zakładu materiałów ogniotrwałych w centrum miejscowości Czasiw Jar, ale mają trudności z zabezpieczeniem przyczółka na południowych obrzeżach zakładu. Rzecznik ukraińskiej brygady działającej w rejonie miejscowości Czasiw Jar oświadczył 26 listopada, że ​​siły rosyjskie wolą rozmieszczać małe drużyny ogniowe piechoty składające się z dwóch do pięciu żołnierzy w odpowiedzi na używanie przez siły ukraińskie dronów w pobliżu kanału Siewiersko-Donieckiego na Donbasie w celu infiltracji i zaangażowania tyłów sił ukraińskich. Dowódca ukraińskiej kompanii poinformował 26 listopada, że ​​siły rosyjskie próbują przekroczyć kanał Siewiersko-Doniecki na Donbasie kilka razy dziennie, pomimo dużych strat. Dowódca kompanii zauważył ponadto, że siły rosyjskie nie próbują przekroczyć kanału nocą z powodu niskich temperatur, które są korzystne dla ukraińskich dronów termowizyjnych, ale zamiast tego wolą podejmować próby przekroczenia kanału o świcie lub w ciągu dnia. Pododdziały rosyjskiej 98. Dywizji Powietrznodesantowej (WDW) podobno nadal działają w pobliżu Chasiv Yaru.

(...)

Rosyjski milbloger poskarżył się 25 listopada, że ​​rosyjskie siły często używają artylerii bez koordynacji między różnymi rosyjskimi elementami, podkreślając istotne problemy komunikacyjne między pojazdami pancernymi a jednostkami piechoty. Milbloger zauważył, że rosyjskie jednostki artyleryjskie często działają niezależnie i nie są w stanie niezawodnie zniszczyć ukraińskiej obrony, szczególnie z powodu niewystarczającej liczby małych dronów rozpoznawczych potrzebnych do stworzenia skutecznego kompleksu rozpoznawczo-uderzeniowego. Milbloger twierdził, że rosyjska technologia jakościowo pozostaje w tyle za ukraińską, dając ukraińskim siłom taktyczne korzyści, w tym swobodę manewru.

(...)

Białoruś nadal podejmuje działania mające na celu uniknięcie sankcji, aby dostarczać Rosji kluczowe komponenty do rosyjskich systemów uzbrojenia. Białoruskie Centrum Śledcze, członek Projektu Sprawozdawczości o Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji (OCCRP), poinformowało 26 listopada, że ​​Białoruś wyeksportowała mikroczipy o wartości ponad 125 milionów dolarów do rosyjskich firm przemysłu obronnego w okresie od września 2022 r. do czerwca 2024 r., w tym prawie 10.000 mikroczipów produkcji zachodniej o wartości prawie 400.000 dolarów.

understandingwar.org