Jak ocenia pan ogłoszony przed tygodniem program stymulowania gospodarki? Czy to realny plan, który ma szansę wspomóc odbicie, także na poziomie konsumpcji, czego chyba Chińczycy chcieliby najbardziej?
Niektórzy komentatorzy zachodni uważają, że Pekin dąży do zwiększenia popytu i konsumpcji wewnętrznej. Ja takiego przekonania nie podzielam, tak naprawdę od początku swojego istnienia Chińska Republika Ludowa prowadzi wyłącznie politykę podażową. Nie stymuluje popytu, nie wiem nawet zresztą, czy Pekin by to potrafił i wiedział, jak taką politykę prowadzić. Widać wciąż obsesję na punkcie stymulowania podaży, zarówno u Xi Jinpinga, jak i w szeroko rozumianym obozie władzy.
Żeby zwiększyć popyt, trzeba by dać chińskim rodzinom większy udział w konsumpcji PKB. Jest on teraz bardzo niski, nawet jak na poziom państwa rozwijającego się, a co dopiero takiego, które ma aspiracje do dogonienia państw rozwiniętych. Ten udział się nie zwiększy, bo nie ma w Chinach de facto działającego systemu zabezpieczeń społecznych. Poziom usług społecznych jest tak niski, że wymusza na rodzinach dużą stopę oszczędności. Chińczycy muszą oszczędzać na starość, bo emerytura będzie bardzo niska, na chorobę, bo ubezpieczenie pokrywa tylko bardzo podstawowe usługi, na edukację dzieci, która tylko teoretycznie jest darmowa, a potem na pomoc dzieciom w starcie w dorosłe życie.
Na marginesie, warto pamiętać, że Chiny są bardzo zróżnicowane wewnętrznie. Sytuacja ekonomiczna mieszkańców na przykład Szanghaju jest drastycznie różna od tej z mniejszych miast. Szanghaj, Pekin, Kanton - to są ekonomiczne wyspy, ośrodki pierwszego rzędu. Większość Chińczyków mieszka w ośrodkach miejskich trzeciego i czwartego rzędu, gdzie dochody są relatywnie niskie w stosunku do wydatków.
(...)
No to jak Chiny chcą się gospodarczo odbić, skoro ciągle stawiają na te same sposoby, a otoczenie się zmieniło?
Moim zdaniem nie mają pomysłu na to odbicie. Większość ekonomistów i ludzi aparatu władzy zdaje sobie sprawę z tego, co trzeba by zrobić: pobudzić popyt konsumpcyjny wśród ludności, zaprzestać transferów od ludności do sektora przemysłowego. Czyli odwrócić całkowicie logikę funkcjonowania gospodarki ChRL. Od lat 80. XX gospodarka Chin opiera się na dość prostym mechanizmie: wymusza się odpowiednią polityką społeczną (a w zasadzie brakiem odpowiedniej polityki społecznej) wysoką stopę oszczędności wśród ludzi, którzy deponują te środki. Czy bezpośrednio w bankach, czy inwestycjami na giełdach, czy też poprzez instytucje tzw. shadow banking, w Chinach bardzo rozwiniętego. Ten kapitał państwo przejmuje i przekierowuje na inwestycje, na przykład infrastrukturalne, a także pośrednio poprzez udzielanie kredytów deweloperom na rozwój rynku nieruchomości.
(...)
Dlaczego zatem Chiny nie działają w kierunku zmiany tego modelu?
Bo trzeba by postawić na konsumpcję wewnętrzną, a problem polega na tym, i to jest problem przede wszystkim polityczny, że Pekin kontroluje prowincje dzięki kontrolowaniu przepływu kapitału od ludności do elit. Podobnie lokalne struktury partyjne kontrolują lokalne elity gospodarcze. Władza Komunistycznej Partii Chin jest oparta na dwóch nogach. Jedna to aparat przymusu, a druga - kontrola przepływu kapitału.
Gdyby to odwrócono, zostawiono kapitał w rękach ludzi i zaczęłyby działać mechanizmy rynkowe, to nagle by się okazało, że partia jest w stanie kontrolować Chiny tylko za pomocą środków przemocy. To za mało na tak duże państwo. Moim zdaniem to jest istota problemu. Wszyscy widzą, co trzeba zrobić, ale partia się tego boi, bo wie, że utraciłaby ważny mechanizm kontroli i władzy nad krajem. Kiedy Xi Jinping doszedł do władzy w 2013 roku, także zapowiadał reformy, ale później się najwyraźniej ich przestraszył. Zrozumiał, że to by oznaczało utratę części kontroli przez partię i poważne kłopoty polityczne dla niego.
Chiny skazane są na to, że będą gospodarczo słabnąć?
Na pewno wytracą dynamikę wzrostu. Zresztą wysokiej dynamiki rozwoju nie da się w nieskończoność kontynuować, w pewnym momencie następuje ustabilizowanie, wyhamowanie, które nie oznacza jeszcze regresu. Tylko że mechanizm, który w Chinach funkcjonuje, jest jak jazda na rowerze. Można zwolnić, ale nie można zejść poniżej pewnej prędkości, bo rower się wywróci. Chiny teraz właśnie testują, jak bardzo mogą zwolnić bez wywalenia się.
gazeta.pl