sobota, 19 października 2024



Władze obwodu czelabińskiego podniosły opłatę za udział w wojnie przeciwko Ukrainie z 705 tys. do 1,5 mln rubli (według aktualnego kursu z 28 tys. do 61 tys. zł). Decyzja została podjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu regionalnej legislatury — donosi Ura.ru. Biorąc pod uwagę płatności federalne (400 tys. rubli, czyli ok. 16 tys. zł) i miejskie (100 tys. rubli, czyli ok. 4 tys. zł), nowo wybrany pracownik kontraktowy otrzyma 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

(...)

Obwód czelabiński stał się siódmym rosyjskim regionem, który od początku października podniósł wypłaty dla żołnierzy kontraktowych udających się na wojnę. Dzień wcześniej taką decyzję podjęły władze Kraju Krasnodarskiego. Tam od 15 października rekruci otrzymają 1,5 mln rubli (61 tys. zł), a biorąc pod uwagę środki z ministerstwa obrony i gmin — do 2,3 mln rubli (94 tys. zł).

(...)

16 października władze regionu Samara również zwiększyły premię pieniężną dla chętnych do pójścia na wojnę. Łączna kwota wyniesie 2 mln rubli zamiast dotychczasowych 1,2 mln (81 tys. zamiast 49 tys. zł).

W obwodzie rostowskim wypłata została podniesiona po raz czwarty od początku roku. Teraz za zawarcie umowy z ministerstwem obrony można otrzymać 1,3 mln rubli (53 tys. zł), a wraz z funduszami federalnymi — 1,7 mln rubli (69 tys. zł).

W październiku rosyjskie regiony dwukrotnie pobiły rekord wysokości płatności za wysłanie na wojnę. Od 7 października Biełgorod ustanowił premię dla rekrutów w wysokości 3 mln rubli (122 tys. zł). Środki zostaną wypłacone z czterech źródeł: 400 tys. rubli (16 tys. zł) z budżetu federalnego, reszta — z budżetu miejskiego, regionalnego i pozabudżetowego.

Poprzedni rekord został ustanowiony 4 października w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym. Za wysłanie na wojnę władze zaczęły tam płacić 2,75 mln rubli (112 tys. zł), podnosząc kwotę o 900 tys. (36 tys. zł).

onet.pl

piątek, 18 października 2024



Podczas czwartkowej konferencji prasowej /minister mieszkalnictwa i urbanistyki - red./ Ni Hong ogłosił również, że tempa nabierze przebudowa miast, a w ich planach zostanie uwzględnione milion "miejskich wiosek", czyli ubogich obszarów niskiej zabudowy zlokalizowanych w centrach i na obrzeżach chińskich miast. Urzędnik dodał, że przesiedleńcy z takich dzielnic pomogą wchłonąć istniejące zapasy mieszkań.

Chińskie władze nie publikują oficjalnych danych na temat liczby już sprzedanych, ale dotąd nieukończonych inwestycji. W styczniowym raporcie Nomura analitycy obliczyli natomiast, że deweloperzy z Państwa Środka nie zbudowali jeszcze 20 mln już opłaconych mieszkań.

(...)

W sobotę, 12 października, chińskie władze ogłosili, że umożliwią samorządom wykorzystanie funduszy ze specjalnych obligacji na zakup niesprzedanych domów i niezabudowanych gruntów. Pod koniec września Szanghaj i Shenzhen ogłosiły, że obniżą minimalny wkład własny dla nabywców pierwszym mieszkań do 15% oraz usuną ograniczenia w ich zakupie dla napływowych mieszkańców.

Dużą pomocą dla chińskiego sektora nieruchomości mogą okazać się również zmiany w oprocentowaniu kredytów. We wrześniu bank centralny ogłosił cięcie stóp procentowych o 50 punktów bazowych, a niespełna tydzień później zarządził bankom obniżyć oprocentowanie już zaciągniętych kredytów hipotecznych. 

Wsparcie rynku nieruchomości, ale również inne programy, mające na celu wzmocnienie wzrostu gospodarczego, takie jak obietnica setek miliardów juanów na zakup papierów wartościowych dla brokerów i funduszy czy program dopłat w wysokości 800 juanów na drugie dziecko, wywołały raj na chińskich giełdach. 

bankier.pl

czwartek, 17 października 2024



Siły rosyjskie kontynuowały działania na szerokim froncie w południowej części obwodu donieckiego. Nacierają w kierunku Bohojawłenki, z której docierało zaopatrzenie do Wuhłedaru i przez którą prowadzi droga do Kurachowego od południa. Opanowały Zołotą Nywę – ostatnią miejscowość na południowy wschód od węzłowej Wełykiej Nowosiłki. Wyprowadziły też uderzenie na południowy zachód od tego miasta (w granicach obwodu zaporoskiego), gdzie ponownie zajęły odzyskane przez przeciwnika w ofensywie latem 2023 r. Lewadne. Wskazuje to na zamiar szerokiego oskrzydlenia Wełykiej Nowosiłki, bezpośrednio od południa osłanianej przez kilka linii umocnień.

W Torećku doszło do połączenia wojsk agresora atakujących to miasto od wschodu i od południa. Z centrum obrońcy spychani są do północno-zachodniej części, niemniej postęp najeźdźców jest powolny, trwają walki o poszczególne kwartały. Według ukraińskiej administracji Torećka pod kontrolą obrońców pozostaje 40–50% jego powierzchni i 1150 ludzi, którzy nie chcą opuścić zniszczonego miasta (w 2022 r. zamieszkiwało je 31 tys. osób). Siły rosyjskie pogłębiły oskrzydlenie Sełydowego od południa, gdzie dążą do odcięcia jego ostatniego połączenia z Pokrowskiem (w okolicach miejscowości Wysznewe). Zgodnie z częścią źródeł obrońcom udało się zaś przywrócić nadzór nad jego północno-wschodnimi obrzeżami. Po zajęciu wsi Ostriwśke najeźdźcy wyszli na wschodnie obrzeża Kurachowego. Nieznaczne postępy poczynili też na pozostałych kierunkach z wyjątkiem rejonu na północ od Charkowa.

W obwodzie kurskim wojska rosyjskie nadal likwidowały zachodnią część wyłomu ustanowionego przez przeciwnika w sierpniu br. Rosjanie przejęli kontrolę nad północnym odcinkiem drogi Korieniewo–Sudża, a według niektórych źródeł zamknęli jednostki ukraińskie broniące się na zachód od niej w kotle (w rejonie wsi Tołstyj Ług). Wyparli je również z rejonu głuszkowskiego (na zachód od głównego obszaru walk), gdzie we wrześniu próbowały one wyjść na tyły kontratakujących wojsk rosyjskich. Zwornikiem ukraińskiej obrony jest Sudża, której utrzymanie stało się decydujące dla zachowania ukraińskiej obecności w obwodzie kurskim. W okolicach tego miasta Rosjanom nie udało się dotąd poczynić znaczących postępów.

Najeźdźcy kontynuowali ataki rakietowe na infrastrukturę portową Odessy. W ich wyniku uszkodzone zostały kolejne trzy statki towarowe. 9 października pociski uderzyły w kontenerowiec „Shui Spirit” pod banderą Panamy. Zginęło sześć osób, a rannych zostało osiem (w następnych dniach liczba ofiar śmiertelnych tego ataku wzrosła do dziewięciu). 14 października trafione zostały kontenerowiec „OPTIMA” (Antigua i Barbuda) i towarowiec „NS Moon” (Belize). Śmierć poniosła jedna osoba, a raniono osiem. Ponadto 9, 10 (dwukrotnie), 12 i 13 października agresor uderzył w inne obiekty na terenie obwodu. Informacje o następnym ataku na Odessę pojawiły się przed południem 15 października. Łącznie od początku miesiąca rosyjskie rakiety uszkodziły pięć statków towarowych, przy czym nie były to jednostki służące do transportu produktów rolnych. Rosjanie traktują je jako przewożące materiały wojenne.

Agresor zintensyfikował ataki na Mikołajów – uderzył w infrastrukturę krytyczną miasta 10 października (dwukrotnie) i pięć dni później. W drugim z ataków miał wykorzystać aż siedem rakiet. Spowodowały one śmierć jednej osoby i raniły 23. 9 i 10 października drony najeźdźców uszkodziły infrastrukturę w obwodzie mikołajowskim (m.in. podstację energetyczną). Obiekty energetyczne (głównie podstacje) uszkodzone zostały też w obwodach chersońskim (10 i 12 października), chmielnickim i połtawskim (10 października) oraz charkowskim i sumskim (11 października). Do ataków rakietowych na infrastrukturę przemysłową doszło w Krzemieńczuku w obwodzie połtawskim (wieczorem 8 października) i w Zaporożu (12 października). 9 października podwójne uderzenie rakietowe zniszczyło elementy baterii systemu Patriot w rejonie Dniepru. Zgodnie z ukraińskimi danymi ogółem od wieczora 8 października do rana 15 października wróg użył 52 rakiet, z których obrońcy zadeklarowali zestrzelenie zaledwie jednej, a także 263 dronów Shahed/Gerań. 158 bezzałogowców miało zostać zestrzelonych, a 87 – lokacyjnie utraconych, co mogło być skutkiem oddziaływania ukraińskich systemów walki radioelektronicznej.

osw.waw.pl


Grupa Wagnera dostosowała swoją strategię tak, by maksymalnie wykorzystać napływ rekrutów o stosunkowo niskiej wartości bojowej. Skazańcy mieli różny poziom wyszkolenia, do tego Prigożynowi mniej zależało na ich przetrwaniu. To sprawiło, że stali się oni kluczowym elementem podejścia Grupy Wagnera do bitwy z siłami ukraińskimi pod Bachmutem.

Najemnicy użyli tam artylerii do rozbicia okopanych pozycji ukraińskich, tworząc możliwości działania dla oddziałów szturmowych. Małe zespoły, zwykle składające się z rekrutów skazańców, zbliżały się pieszo do okopanych ukraińskich pozycji przed głównym szturmem. Próbowały najpierw stłumić atak Ukraińców, a następnie zająć ich pozycje poprzez szybkie posuwanie się naprzód.

Bycie częścią tej pierwszej fali było niezwykle ryzykowne. Żołnierze dokonujący tych "wypadów" nie byli chronieni przez pojazdy. Wchodzili do okopów lub budynków, gdzie Ukraińcy byli przygotowani na spotkanie z nimi i "witali" ich ogniem broni strzeleckiej. Zespoły te były wspierane przez pobliskie grupy ogniowe używające granatników automatycznych i moździerzy. Często było to jednak dla Ukraińców równie ryzykowne, jak dla wagnerowców, zwłaszcza przy bliższym starciu.

Zdolność do połączenia ognia artyleryjskiego wspomaganego przez drony z mobilnymi zespołami piechoty pozwoliła najemnikom Grupy Wagnera wkroczyć na ukraińskie pozycje. Te następnie mogły zostać przejęte przez bardziej "wartościowe", doświadczone oddziały, które następnie okopywały się i wznawiały proces. Podejście to miało kluczowe znaczenie dla ostatecznego zdobycia Bachmutu przez wagnerowców, choć było niezwykle kosztowne — sam Prigożyn twierdził, że Grupa Wagnera stracił w walkach o miasto 20 tys. ludzi. Liczbę tę potwierdziły BBC i Mediazona.

Ci, którym udało się przeżyć, byli nagradzani amnestią i wracali do cywilnego życia. Ci, którzy w czasie walk próbowali zdezerterować lub uciec, byli natychmiast rozstrzeliwani. Najbardziej obiecujący rekruci byli nagradzani awansem i oficjalnym uznaniem ich osiągnięć. Niewielka część z nich wzięła nawet udział w operacjach wagnerowców w Afryce. Grupa Wagnera uznała ich za wystarczająco przydatnych do tego, by rozmieścić ich poza Ukrainą.

W pierwszych miesiącach 2023 r. Grupa Wagnera straciła monopol na rekrutację skazańców. Prigożyn oświadczył w lutym, że władze rosyjskie oficjalnie wstrzymały rekrutację z rosyjskich więzień. Był to niewielki wycinek szerszej rywalizacji między nim a ministerstwem obrony, która zakończyła się próbą buntu Prigożyna w czerwcu 2023 r. i jego śmiercią dwa miesiące później. Było to jednak coś więcej niż tylko próba zastraszenia wagnerowców. Rosyjskie siły zbrojne same zaczęły rekrutować skazańców.

onet.pl/The Moscow Times


Podczas gdy większość członków rosyjskiej elity politycznej i biznesowej pogodziła się z inwazją na Ukrainę, niektórzy są sfrustrowani zauważalną coraz bardziej niezdolnością Kremla do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciwko Kijowowi. Inni twierdzą z kolei, że nastroje są przygnębiające, a ogólny nastrój — negatywny.

— Mówiąc krótko, wszyscy się do tego przyzwyczaili. Można żyć — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times" wysoki rangą przedstawiciel prokremlowskiej partii Jedna Rosja.

— Szok już minął. Nie ma odwrotu. Musimy wygrać — dodał.

Według osób, które rozmawiały z "The Moscow Times", nastroje wśród elit znacząco się zmieniły. Po początkowym szoku większość osób, z którymi rozmawiali dziennikarze, pogodziła się z wojną, chociaż są tacy, którzy obawiają się, że Kreml nie działa wystarczająco zdecydowanie oraz że atak na Ukrainę był błędem. Inni z kolei twierdzą, że są po prostu wyczerpani dodatkowym nakładem pracy.

(...)

— Gdy Rosja jest otoczona przez wrogie kraje, każdy członek elity dobrowolnie lub mimowolnie przechodzi proces wewnętrznego przewartościowania — powiedział jeden z kremlowskich urzędników.

— Nie będzie już można... jechać na wakacje do Monako lub żyć spokojnie w willi w Hiszpanii, czasem wracając do Moskwy na spacer po centrum i zakupy w Louis Vuitton. Nie będzie do tego powrotu przez najbliższe dekady. Większość ludzi to rozumie — powiedział urzędnik.

W wyniku walk w Ukrainie pojawiły się elity, które naciskają na Kreml, by ten przyjął jeszcze ostrzejsze podejście. Są one najwyraźniej sfrustrowane tym, jak Rosja do tej pory prowadziła wojnę w Ukrainie, odnosząc niewiele znaczących zwycięstw.

— Jesteśmy w stanie wojny czy nie? Jeśli tak, to dlaczego tak łatwo podchodzimy do dostaw broni dla Ukrainy? Gdzie jest twarda reakcja? — powiedział wysoki rangą urzędnik Kremla w rozmowie z "The Moscow Times".

— Problem polega na tym, że jesteśmy niezdecydowani, niespójni, a przywódca nie jest w stanie nam powiedzieć, co mamy robić — powiedział dziennikarzom "The Moscow Times" były urzędnik Kremla.

— Nie ma żadnych zwycięstw militarnych. Nie odpowiedzieliśmy na atak na most krymski czy zniszczenie rurociągów Nord Stream — stwierdził.

Dla urzędników w rosyjskim rządzie czas od początku inwazji był walką o uniknięcie załamania gospodarczego w obliczu międzynarodowej izolacji, o sprostanie wymaganiom, które stawia przed aparatem władzy przestawienie państwa na gospodarkę wojenną i batalią ze skutkami zachodnich sankcji.

Źródło zbliżone do gabinetu prezydenta Rosji zdradziło dziennikarzom "The Moscow Times", że ogólny nastrój w kraju jest ponury.

— Wszyscy uważają, że władze są uparte — powiedział bliski rosyjskiemu rządowi informator, które osobiście zna premiera Rosji Michaiła Miszustina.

— U władzy jest duża grupa, która uważa, że zwycięstwo jest potrzebne i to wszystko. Jednocześnie nie potrafią wyjaśnić, czym, poza dotarciem do Kijowa, jest to zwycięstwo — dodał jeden z rozmówców.

Według rządowego źródła większość urzędników państwowych i czołowych dyrektorów biznesowych jest natomiast zainteresowana porozumieniem pokojowym tak szybko, jak to możliwe.

— Ogólny nastrój jest negatywny, wszyscy są zmęczeni — stwierdził informator.

onet.pl/The Moscow Times


Działalność gospodarcza jest złożonym procesem determinowanym przez masę różnych czynników. Kiedy gospodarka staje w obliczu wyzwań zewnętrznych, stara się znaleźć "nową normalność" — stan równowagi, który zaspokoi interesy podmiotów gospodarczych. Stosunki rynkowe, dominujące w rosyjskiej gospodarce pomimo silnego interwencjonizmu państwowego, sprawiają, że jest to całkiem możliwe. Jeśli spojrzymy na historię gospodarczą Rosji ostatnich trzech lat z tej perspektywy, można podzielić ją na trzy znacząco różniące się od siebie okresy.

Pierwszy z nich obejmuje czas od końca lutego do początku listopada 2022 r. W odpowiedzi na zachodnie sankcje rosyjski rząd ostro ograniczył odpływ kapitału, zliberalizował import i przezwyciężył panikę na rynkach finansowych, zapewniając stabilność rubla i dodatnie stopy depozytowe oraz inicjując politykę masowego pompowania pieniędzy w gospodarkę w duchu "wojskowego keynesizmu". Inflacja, która w marcu 2022 r. wyniosła 7,61 proc. (najwyższy miesięczny wskaźnik od września 1998 r.), w drugiej połowie roku oscylowała już wokół zera.

Firmy zaczęły odbudowywać łańcuchy dostaw i zastępować pracowników utraconych w czasie mobilizacji do armii. Władze stworzyły też podstawy wzrostu w tych sektorach, które straciły konkurentów w postaci zagranicznych firm. Spadek PKB o 1,2 proc. był wielokrotnie mniejszy niż ten przewidywany na początku wojny — rzędu 10-12 proc. Okres ten nazwałbym "pierwszym dostosowaniem".

Po tym nastąpił okres szybkiego wzrostu, który trwał od końca 2022 r. do połowy 2024 r. W tym okresie gospodarka krajowa wykazała się rekordowymi osiągnięciami. Podczas gdy na przełomie 2022 i 2023 r. prognozowano jej wzrost na poziomie 0,3 proc., w ubiegłym roku wyniósł on 3,6 proc., a w tym roku może sięgnąć nawet 4 proc. Wiele Rosjan spodziewało się spadku poziomu życia, ale w rzeczywistości realny dochód wzrósł o 5,4 proc. w 2023 r. i o ponad 8 proc. w pierwszej połowie 2024 r.

Rosyjskie firmy w 2023 r. osiągnęły najlepszy wynik finansowy w historii obserwacji, a prywatne depozyty w bankach przekroczyły poziom przedwojenny o ponad półtora raza. Wielu obserwatorów uważa, że wzrost ten jest spowodowany "narkotycznym" wpływem alokacji budżetowych i określa go mianem niezrównoważonego.

Trzeci okres, który trwa teraz, to drugie dostosowanie. Rozpoczął się on w sierpniu 2024 r. i potrwa najpewniej do marca-kwietnia 2025 r. W tym czasie rosyjska gospodarka doświadczy wielu trudności — wzrostu kluczowej stopy procentowej; podwyżki podatku dochodowego (planowanej na 1 stycznia 2025 r.), gwałtownego wzrostu wydatków na wojsko oraz znacznego zmniejszenia popytu na mieszkania (...) i samochody (...).

(...)

Wiosną 2025 r. w rosyjskiej gospodarce pojawią się warunki nie do całkowitego upadku, o czym marzy wielu liberałów, a do nowej fali wzrostu. Będzie on jednak bardziej umiarkowany niż poprzedni.

Pewne osłabienie kursu walutowego (do 102-110 rubli za dolara) poprawi wskaźniki budżetowe. Polityka Banku Rosji spowolni inflację, a od maja-czerwca 2025 r. nastąpi fala obniżek stóp procentowych. Do tego najpewniej dojdzie dość szybki wzrost wypłat dla personelu wojskowego (spodziewam się już na początku 2025 r. podniesienia miesięcznego zasiłku do co najmniej 300 tys. rubli, ok. 12,1 tys. zł). Najprawdopodobniej Rosja przezwycięży również większość problemów w handlu zagranicznym.

W rezultacie w 2025 r. rosyjskie PKB może uplasować się na poziomie 2,2-2,4 proc. Do tego spodziewam się, że Rosja wkroczy w nową trajektorię powolnego, ale trwałego ożywienia, które potrwa do końca aktywnej fazy wojny w Ukrainie — a to nastąpi nie później niż wiosną 2026 r. Innymi słowy, moja prognoza jest taka, że po kilku fazach dostosowywania się do zmieniających się warunków rosyjska gospodarka pozwoli Kremlowi przetrwać wojnę. 

onet.pl/The Moscow Times

środa, 16 października 2024



Rosjanie postanowili więc dać nauczkę zarówno Francuzom, jak i Turkom. Już pod koniec roku w Sewastopolu i Odessie skoncentrowano znaczne siły armii cesarskiej i marynarki wojennej. (...) plan ówczesnego cesarza Mikołaja I zakładał jednoczesne zajęcie Bosforu i Dardaneli oraz wypędzenie Turków z Europy. Stambuł miał stać się wolnym miastem, a Rosja miała stać się jedynym obrońcą i patronem chrześcijańskich poddanych sułtana, wypierając raz na zawsze Francuzów z regionu.

W Petersburgu wierzono, że w realizacji tych planów powinna pomóc Austria, która już od dawna była w konflikcie z Turkami o Bałkany. Ponadto za sojusznika uważano także Wielką Brytanię. Car uważał, że Londyn, który coraz chętniej spoglądał na Bliski Wschód, nie miałby nic przeciwko uczestnictwu w podziale posiadłości osmańskich. Urzędnicy rozpoczęli negocjacje z potencjalnymi sojusznikami, atak na cieśninę odłożono, gdyż car liczył na dyplomatyczne rozwiązanie wszystkich kontrowersyjnych kwestii. Ale się przeliczył, jak się potem okazało.

W Wiedniu szybko zrozumiano, że Petersburg nie będzie ograniczał się do „opieki” nad bliskowschodnimi chrześcijanami i będzie zabiegał o specjalne prawa dla siebie na terenach imperium Habsburgów, zamieszkanych w przeważającej mierze przez Słowian, w tym wielu prawosławnych. Biorąc pod uwagę, że Słowianie w Cesarstwie Austriackim stanowili ponad 40 proc. całej populacji, Austriakom raczej nie spodobała się perspektywa posiadania tak agresywnego wschodniego sąsiada, co więcej pretendującego do roli „obrońcy Słowian”.

W Londynie wierzono z kolei, że Imperium Osmańskie jest jednym z głównych czynników hamujących ekspansję Rosji, a jego upadek lub znaczne osłabienie nieuchronnie doprowadzi do konfliktu z Wielką Brytanią, która również aktywnie poszerzała swoje posiadłości. Dlatego te dwa europejskie supermocarstwa odmówiły pomocy Mikołajowi nawet dyplomatycznej.

W lipcu 1853 roku Mikołaj I postanowił zmusić Turków do uznania specjalnych praw Rosji do Ziemi Świętej i wysłał wojska, aby zajęły księstwa Mołdawii i Wołoszczyzny. Były to terytoria wasalne Imperium Osmańskiego, ale zamieszkiwane były głównie przez prawosławnych chrześcijan, a Petersburg już dawno otrzymał nad nimi prawo opieki od sułtana. Okupacja była wyraźnym nadużyciem tego prawa. Rosjanie obiecali opuścić okupowane ziemie jedynie w zamian za uznanie ich za głównych i jedynych opiekunów chrześcijańskich świątyń.

Turcy nie ulegli szantażowi i 16 października 1853 roku wypowiedzieli wojnę Rosji. Kilka miesięcy później dołączyły do ​​nich Francja i Wielka Brytania. Ponadto armie królestwa Sardynii i księstw kaukaskich stanęły po stronie Turków.

belat.eu 
(...) Rozkaz wyższego kierownictwa taktycznego „SUDZHA” w sprawie pracy wojskowo-politycznej z dnia 10 lutego 2024 r. (...)

„W przyszłości wróg planuje stworzyć dogodne warunki do ofensywy z terytorium obwodu sumskiego w kierunku kurskim z ograniczonymi celami i przenieść działania wojskowe na terytorium Federacji Rosyjskiej (...)

Celem działania może być:

- zajęcie osad granicznych do negocjacji na korzystnych dla Kijowa warunkach;

- demonstracja determinacji i możliwości Sił Zbrojnych Ukrainy, w tym kontynuacji otrzymywania pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych i UE;

- podważanie zaufania ludności rosyjskiej do Sił Zbrojnych i kierownictwa wojskowo-politycznego kraju;

- stworzenie warunków dla zagranicznych służb wywiadowczych do prowadzenia działań destabilizujących wewnętrzną sytuację polityczną w Rosji.

(...)

Szef sztabu kierunku taktycznego „SUDZHA” – podpułkownik A. Berezin

Zastępca starszego kierownictwa taktycznego „SUDZHA” dla personelu wojskowego - podpułkownik S. Sorokin


x.com/samotniyskhid


Rosyjski tradycjonalizm sprawia, że społeczeństwo to jawi się jako przewidywalne. Jeśli Rosja nadal potrafi cię zaskoczyć, to nie znasz Rosji. Niech będzie to dla nas zasada numer 1. A oto reszta instrukcji postępowania, rodzaj dziesięciu przykazań.

Zasada nr 2. Jeśli Rosja obiecuje zrobić coś dobrego, to tego nie zrobi. Umowy z Rosją nie są więc warte papieru, na którym zostają spisane.

Zasada nr 3. Jeśli Rosja obiecuje, że nie zrobi czegoś złego, na pewno to zrobi w momencie, gdy zdążysz już uznać, że tego nie zrobi.

Zasada nr 4. Jeśli Rosja obiecuje zrobić coś złego, to na pewno to zrobi w najbardziej nieodpowiednim dla siebie momencie i z negatywnymi dla siebie konsekwencjami.

Zasada nr 5. Jeśli Rosja oskarża kogoś o popełnienie podłości lub przestępstwa, to sama już je popełniła.

Zasada nr 6. Jeśli Rosja oskarża kogoś o przygotowanie podłości lub przestępstwa, to sama je przygotowuje.

Zasada nr 7. Jeśli Rosja składa oficjalne oświadczenie, to kłamie.

Zasada nr 8. Rosja nie rozumie języka siły, rozumie tylko siłę. Ultimatum i negocjacje z Rosją są zatem bezużyteczne, ponieważ odbiera je ona jako oznakę słabości.

Zasada nr 9. Jeśli boisz się, że twoje działania doprowadzą do eskalacji działań rosyjskich, to się mylisz. Eskalacja była przez Rosję planowana od dawna i nie wymaga dodatkowego powodu ani pretekstu.

Zasada nr 10. Jeśli nadal boisz się Rosji, porzuć swój strach. Po prostu jej nie znasz.

new.org.pl


Jak ocenia pan ogłoszony przed tygodniem program stymulowania gospodarki? Czy to realny plan, który ma szansę wspomóc odbicie, także na poziomie konsumpcji, czego chyba Chińczycy chcieliby najbardziej?

Niektórzy komentatorzy zachodni uważają, że Pekin dąży do zwiększenia popytu i konsumpcji wewnętrznej. Ja takiego przekonania nie podzielam, tak naprawdę od początku swojego istnienia Chińska Republika Ludowa prowadzi wyłącznie politykę podażową. Nie stymuluje popytu, nie wiem nawet zresztą, czy Pekin by to potrafił i wiedział, jak taką politykę prowadzić. Widać wciąż obsesję na punkcie stymulowania podaży, zarówno u Xi Jinpinga, jak i w szeroko rozumianym obozie władzy.

Żeby zwiększyć popyt, trzeba by dać chińskim rodzinom większy udział w konsumpcji PKB. Jest on teraz bardzo niski, nawet jak na poziom państwa rozwijającego się, a co dopiero takiego, które ma aspiracje do dogonienia państw rozwiniętych. Ten udział się nie zwiększy, bo nie ma w Chinach de facto działającego systemu zabezpieczeń społecznych. Poziom usług społecznych jest tak niski, że wymusza na rodzinach dużą stopę oszczędności. Chińczycy muszą oszczędzać na starość, bo emerytura będzie bardzo niska, na chorobę, bo ubezpieczenie pokrywa tylko bardzo podstawowe usługi, na edukację dzieci, która tylko teoretycznie jest darmowa, a potem na pomoc dzieciom w starcie w dorosłe życie.

Na marginesie, warto pamiętać, że Chiny są bardzo zróżnicowane wewnętrznie. Sytuacja ekonomiczna mieszkańców na przykład Szanghaju jest drastycznie różna od tej z mniejszych miast. Szanghaj, Pekin, Kanton - to są ekonomiczne wyspy, ośrodki pierwszego rzędu. Większość Chińczyków mieszka w ośrodkach miejskich trzeciego i czwartego rzędu, gdzie dochody są relatywnie niskie w stosunku do wydatków.

(...)

No to jak Chiny chcą się gospodarczo odbić, skoro ciągle stawiają na te same sposoby, a otoczenie się zmieniło?

Moim zdaniem nie mają pomysłu na to odbicie. Większość ekonomistów i ludzi aparatu władzy zdaje sobie sprawę z tego, co trzeba by zrobić: pobudzić popyt konsumpcyjny wśród ludności, zaprzestać transferów od ludności do sektora przemysłowego. Czyli odwrócić całkowicie logikę funkcjonowania gospodarki ChRL. Od lat 80. XX gospodarka Chin opiera się na dość prostym mechanizmie: wymusza się odpowiednią polityką społeczną (a w zasadzie brakiem odpowiedniej polityki społecznej) wysoką stopę oszczędności wśród ludzi, którzy deponują te środki. Czy bezpośrednio w bankach, czy inwestycjami na giełdach, czy też poprzez instytucje tzw. shadow banking, w Chinach bardzo rozwiniętego. Ten kapitał państwo przejmuje i przekierowuje na inwestycje, na przykład infrastrukturalne, a także pośrednio poprzez udzielanie kredytów deweloperom na rozwój rynku nieruchomości.

(...)

Dlaczego zatem Chiny nie działają w kierunku zmiany tego modelu?

Bo trzeba by postawić na konsumpcję wewnętrzną, a problem polega na tym, i to jest problem przede wszystkim polityczny, że Pekin kontroluje prowincje dzięki kontrolowaniu przepływu kapitału od ludności do elit. Podobnie lokalne struktury partyjne kontrolują lokalne elity gospodarcze. Władza Komunistycznej Partii Chin jest oparta na dwóch nogach. Jedna to aparat przymusu, a druga - kontrola przepływu kapitału.

Gdyby to odwrócono, zostawiono kapitał w rękach ludzi i zaczęłyby działać mechanizmy rynkowe, to nagle by się okazało, że partia jest w stanie kontrolować Chiny tylko za pomocą środków przemocy. To za mało na tak duże państwo. Moim zdaniem to jest istota problemu. Wszyscy widzą, co trzeba zrobić, ale partia się tego boi, bo wie, że utraciłaby ważny mechanizm kontroli i władzy nad krajem. Kiedy Xi Jinping doszedł do władzy w 2013 roku, także zapowiadał reformy, ale później się najwyraźniej ich przestraszył. Zrozumiał, że to by oznaczało utratę części kontroli przez partię i poważne kłopoty polityczne dla niego.

Chiny skazane są na to, że będą gospodarczo słabnąć?

Na pewno wytracą dynamikę wzrostu. Zresztą wysokiej dynamiki rozwoju nie da się w nieskończoność kontynuować, w pewnym momencie następuje ustabilizowanie, wyhamowanie, które nie oznacza jeszcze regresu. Tylko że mechanizm, który w Chinach funkcjonuje, jest jak jazda na rowerze. Można zwolnić, ale nie można zejść poniżej pewnej prędkości, bo rower się wywróci. Chiny teraz właśnie testują, jak bardzo mogą zwolnić bez wywalenia się.

gazeta.pl

wtorek, 15 października 2024



Wielu urzędników amerykańskich zakładało, że Iran nie ma wyrafinowanych zespołów uderzeniowych i prawdopodobnie nie byłby w stanie przeprowadzić ataku na dobrze chronioną osobę w Stanach Zjednoczonych. Jednak dwie próby zamachu na Trumpa tego lata podały w wątpliwość to stwierdzenie.

— Nigdy nie mieliśmy byłych wyższych urzędników bezpieczeństwa narodowego i członków gabinetu, którzy byliby tak zagrożeni ze strony zagranicznego przeciwnika, jak teraz — twierdzi były wysoki rangą urzędnik administracji Trumpa, który wiedział o zabójstwie Sulejmaniego.

Irańskie wysiłki inwigilacyjne przeciwko amerykańskim urzędnikom związanym z atakiem na Sulejmaniego obejmują próby uzyskania dostępu do harmonogramów podróży, czy nawet zrozumienia codziennych nawyków celów Iranu, wyjaśnia urzędnik.

— Wiedzą, gdzie jesteś, znają twój schemat życia — mówi jeden z byłych wysokich rangą urzędnik Pentagonu, posiadający bezpośrednią wiedzę na temat zamachów.

— Irańczycy nie są dobrzy, ale są bardzo entuzjastyczni i oczywiście muszą mieć szczęście tylko raz — mówi były urzędnik Pentagonu.

— Kiedy wydają te fatwy, one są na całe życie — mówi wysoki rangą urzędnik ds. bezpieczeństwa narodowego o odwetach Iranu.

Jednak wciąż nie jest jednak jasne, kiedy i w jaki sposób Iran może dokonać odwetu.

(...)

Brak ochrony dla byłych urzędników Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest szczególnie niepokojący, ponieważ mieli oni jedne z najbliższych spotkań z Teheranem. Jednym z najbardziej zagrożonych atakiem jest były doradca Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego, John Bolton. Był on jednym z najbardziej stanowczych polityków Białego Domu, którzy przyjęli twardą politykę wobec Iranu.

Pod koniec 2020 lub na początku 2021 r. Bolton otrzymał pierwsze ostrzeżenie od FBI o irańskich groźbach wobec niego. Następnie otrzymał serię takich ostrzeżeń w 2021 r., które były coraz bardziej niepokojące. Bolton nie miał wówczas rządowej ochrony. Podczas spotkania z ponad 15 urzędnikami FBI, Departamentu Sprawiedliwości i Secret Service w 2021 r. poprosił o pomoc.

— Cóż, doceniam, że mi o tym mówicie, ale co zamierzacie z tym zrobić? — wspomina Bolton.

Ostatecznie w grudniu tego roku John Bolton otrzymał ochronę Secret Service, ale było to i tak za późno. Na początku listopada członek irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej zaczął nakłaniać sojuszników do zabicia Boltona, podczas gdy jeszcze nie miał on ochrony.

Bolton ponownie zwrócił się wtedy po ochronę, argumentując, że nie jest to "czcza internetowa paplanina" lub "jakiś świr siedzący w piwnicy swojej matki", a realne zagrożenie zamachem na jego życie. Nazwał również 300 tys. dol. (ok. 1,2 mln zł) nagrody, którą Iran wyznaczył za jego głowę "obraźliwie niską".

Bolton nie jest jedynym byłym doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego, który stał się celem irańskich zabójców.

onet.pl