poniedziałek, 14 października 2024



TVN i Polsat pod lupą nie tylko inwestorów: Przypomnijmy, że "Financial Times" poinformował w pierwszej połowie sierpnia, że Warner Bros. Discovery chce sprzedać TVN. Wyceniono go na 8-10 mld zł. Z nieoficjalnych informacji "Newsweeka" wynika, że sprawą zainteresowała się amerykańska administracja, a także polski kontrwywiad. Chodzi o ewentualne zaangażowanie rosyjskich pieniędzy za pośrednictwem węgierskich inwestorów. Służby mają również śledzić sytuację w Polsacie, gdzie właśnie toczy się wojna o sukcesję. - Nie ma co ukrywać, że sprawa największych polskich mediów dotyka bezpieczeństwa narodowego - wyjaśniają źródła. 

gazeta.pl


Historia Rosji zaczyna się w Kijowie, a potem opuszcza to miejsce na zawsze. Zaczyna się od kłamstw i przemocy, które stały się archetypem rosyjskiej tożsamości. W VIII wieku bandy Wikingów zaczęły coraz dalej zagłębiać się na tereny Europy Wschodniej w celu plądrowania okolicznych terenów i handlowania z arabskim Wschodem. Do oddziałów tych stopniowo dołączali przedstawiciele miejscowej ludności – Słowianie i ludy ugrofińskie. W procesie wzajemnej akulturacji powstała nowa grupa etnospołeczna, tzw. Ruś, która różniła się zarówno od Skandynawów, jak i Słowian, a której nazwa pochodzi od skandynawskiego słowa drōts oznaczającego grupę wioślarzy.

Uwierzmy mnichowi kijowskiemu Nestorowi, domniemanemu autorowi najstarszej kroniki Europy Wschodniej zatytułowanej Powieść minionych lat, która opisuje dzieje państwa ruskiego od czasów najdawniejszych po początek XII wieku. Pod koniec IX stulecia banda Rusów zbliżyła się do Kijowa. Ich książę Oleg przedstawił się jako kupiec, a nie wojownik. Uwierzywszy mu, mieszkańcy Kijowa przyjęli go z otwartymi ramionami, po czym Oleg zabił Askolda i Dira, miejscowe książęta, zdobywając jednocześnie miasto. W ten sposób Kijów stał się metropolią Rusów nad środkowym Dnieprem – Ziemią Ruską, ale bynajmniej nie „matką miast rosyjskich”, jak stara się tłumaczyć kronikę rosyjska historiografia i propaganda.

Z biegiem czasu Kijów jako centrum Ziemi Ruskiej zaczął rozszerzać swoją władzę na inne tereny Europy Wschodniej, traktując je jak swoje kolonie: zbierano z nich daninę, wysyłano urzędników, kierowano tam przesiedleńców. Rezultatem była dziwaczna pozioma konfederacja ziem, która w niczym nie przypominała pionowego państwa unitarnego. Mieszkańcy tych ziem oczywiście uznawali znaczenie Kijowa, ale nie uważali go za swoją stolicę. Co więcej, sami nie postrzegali siebie jako Rusów. W Nowogrodzie mieszkali mężowie nowogrodzcy, w Haliczu – haliccy, we Włodzimierzu – włodzimierscy, a w Kijowie – ruscy. Nie przeszkodziło to jednak zachodnim i północnym sąsiadom Ukrainy – Węgrom, Polakom i Litwinom – nazywać mieszkańców Halicza i Wołynia Rusami lub Rusinami. Analogicznie ludzi z Rosji i ZSRR na Zachodzie nazywano Rosjanami bez względu na ich pochodzenie etniczne.

Ruś Kijowska – jako zjednoczone, potężne państwo z jednym ludem staroruskim i wspólnym systemem władzy, sądów, podatków i granic od Morza Białego do Morza Czarnego i od Bugu do Wołgi – została wymyślona przez sowieckich historyków dopiero w latach 30. XX wieku. Była to po prostu koncepcja zjednoczonego i potężnego ZSRR, przeniesiona do średniowiecza, dzięki czemu nowo powstały twór otrzymał tysiącletnią legitymację, a Kijów – efemeryczny status pierwszej stolicy imperium rosyjskiego (sowieckiego).

Wróćmy jednak do przeszłości. W Europie Wschodniej Kijów i Ziemia Ruska zyskały na prestiżu. W XIII wieku, jeszcze przed pogromem mongolskim, rozpoczęła się walka o dziedzictwo kijowskie przede wszystkim między władzą halicko-wołyńską a ziemią włodzimiersko-suzdalską, czyli przyszłym księstwem moskiewskim. Ziemia halicka wkrótce znalazła się w Koronie Polskiej, a Wołyń i Kijowszczyzna weszły w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Szanse na niezależny rozwój polityczny zostały utracone na wiele stuleci. Moskiewski Rurykowicz nie miał od tej pory żadnych konkurentów. Już w XIV wieku moskiewscy władcy tradycyjnie używali dynastycznego tytułu Księcia Wszechrusi, ale pod koniec XV wieku taka retoryka otrzymała uzasadnienie ideologiczne: Moskwa ogłosiła się „Nową Ruską Ziemią”. Ci, którzy znaleźli się pod władzą Moskwy, nie tylko stali się moskiewskim poddanymi, ale i stopniowo asymilowali się w wyłaniającym się społeczeństwie imperialnym, które zmusiło ich do przyjęcia nowej tożsamości. Z tego powodu mieszkańcy Nowogrodu, Tweru czy Riazania przeobrazili się w Moskali, czyli w mieszkańców „nowej Rusi”, która pod koniec XV wieku zaczęła nazywać się Rosją.

new.org.pl


Niedawny wyciek dokumentów z moskiewskiej firmy Social Design Agency (SDA), która prowadzi kampanie dezinformacyjne na zlecenie Kremla, odsłania szeroko zakrojony rosyjski plan wpływów wymierzony w Izrael. Z ujawnionych materiałów wynika, że działania te miały na celu nie tylko szerzenie dezinformacji w internecie, ale także utworzenie fizycznego przedstawicielstwa w Izraelu, wywieranie wpływu na wybranych polityków, aby wspierać rosyjską agendę geopolityczną. Plany obejmowały nawet utworzenie nowej partii imigranckiej, która mogłaby zdobyć mandaty w Knesecie, co miałoby wzmocnić prorosyjskie narracje w Izraelu i osłabić wsparcie dla Ukrainy.

Z dokumentów wynika, że ​​plany obejmowały promowanie wypowiedzi premiera Benjamina Netanjahu m.in. na tle jego stanowiska w sprawie wojny na Ukrainie, utworzenie partii, która ma spełniać oczekiwania prorosyjskich Izraelczyków i otrzyma „3-4 mandaty w Knesecie”; współpraca z politykami rosyjskojęzycznymi; kolportaż ulotek przeciwko Ukrainie w synagogach; Prowokacyjne graffiti w regionach arabskich i nie tylko. Za granicą Rosjanie byli zaangażowani w szerzenie i promowanie treści antysemickich i antyizraelskich, próbując podważyć stosunki Izraela z kluczowymi krajami Zachodu.

(...)

Izrael był kluczowym celem rosyjskiej kampanii dezinformacyjnej. Sytuacja wewnętrzna kraju, zwłaszcza masowe protesty przeciwko reformom prawnym, była postrzegana przez SDA jako doskonała okazja do wywarcia wpływu na izraelską opinię publiczną. W jednym z wewnętrznych dokumentów z 2023 roku stwierdzono, że protesty stanowią „idealne warunki” do rozpoczęcia kampanii dezinformacyjnej, której celem było zwiększenie poparcia dla Rosji oraz osłabienie wsparcia dla Ukrainy.

Kluczowym celem Kremla było również zapewnienie, że żadna partia w Knesecie nie poprze przekazania pomocy wojskowej Ukrainie. Aby to osiągnąć, SDA planowała wywierać wpływ na izraelskich polityków pochodzenia rosyjskiego, w tym na przewodniczącego Komisji Spraw Zagranicznych i Bezpieczeństwa Knesetu, Juli Edelsteina, mimo że jest on znany z pro-ukraińskiego stanowiska.

Jednym z bardziej kontrowersyjnych planów było utworzenie nowej partii imigranckiej, która miałaby zdobyć 3-4 mandaty w Knesecie. (...)

Jednym z kluczowych elementów rosyjskiej kampanii było skierowanie działań dezinformacyjnych na arabską społeczność w Izraelu. Fałszywe artykuły w języku arabskim rozpowszechniane przez SDA sugerowały, że Izrael nie posiada wystarczających zasobów militarnych, ponieważ przekazał je Ukrainie. Narracje te miały na celu wzbudzenie poczucia nieufności wobec izraelskiego rządu oraz wsparcie wrogów Izraela.

W jednym z fałszywych artykułów stwierdzono, że „polityka rządu izraelskiego doprowadzi do jego porażki”, a „świat muzułmański wesprze walkę wyzwoleńczą przeciwko okupantowi”. Te treści miały wywołać niepokoje społeczne i agitację w społeczności arabskiej.

Wojna w Gazie, która wybuchła 7 października, została uznana przez Rosjan za doskonałą okazję do realizacji swoich celów. W jednym z dokumentów, które wyciekły, sugerowano, że Netanjahu unikał sprzedaży systemów Żelaznej Kopuły Ukrainie, co miało rzekomo zapobiec osłabieniu obrony wewnętrznej Izraela. Była to narracja, którą Rosjanie próbowali promować, aby wzmocnić pozycję Netanjahu w kraju.

(...)

Dokumenty ujawniają również, że SDA monitorowała wpływowe osoby w Izraelu, w tym dziennikarzy, polityków i blogerów, w celu dostosowania narracji propagandowych. Na przykład w jednym z dokumentów wymieniono przypadek, gdy prorosyjska narracja o dostawach broni z Ukrainy do Hamasu została powtórzona przez prawicowego komentatora w izraelskim programie telewizyjnym.

disinfodigest.pl

niedziela, 13 października 2024



Inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. i zapewnieniu Kijowowi zachodniej pomocy wojskowej towarzyszyły obawy, że Moskwa, jeśli zostanie zmuszona za mocno, może podnieść stawkę w sposób, który wciągnie NATO w bezpośrednią konfrontację — czego administracja Bidena i kluczowi sojusznicy USA ostrożnie starają się uniknąć. Ale Zachód systematycznie pogłębiał swoje zaangażowanie w wojnę na Ukrainie, w tym poprzez dostarczanie nowych rodzajów broni i podwajanie wysiłków, aby dostarczyć Ukrainie informacji o celach i innych danych wywiadowczych bez wywoływania katastrofalnej reakcji Rosji.

Pozorna bezczynność Kremla w odpowiedzi na to aktywne zaangażowanie Zachodu doprowadziła niektórych obserwatorów do wniosku, że czerwone linie Rosji są niczym więcej niż psychologicznym podstępem Kremla mającym na celu odwieść Zachód od pomocy Ukrainie. W zakresie, w jakim Moskwa ma rzeczywiste czerwone linie, argumentuje się, że są one tak odległe od wszystkiego, co robi teraz Zachód, że nie ma się czym martwić. Waszyngton i Londyn mogą zatem bezpiecznie pozwolić Ukrainie uderzyć wewnątrz Rosji i zwiększyć dostawy broni do Kijowa bez obawy przed odwetem.

To lekceważące podejście do zarządzania eskalacją, choć wygodne z punktu widzenia zachodnich decydentów, opiera się na niebezpiecznym niezrozumieniu rosyjskiego myślenia strategicznego. To prawda, że ​​Rosja próbowała i poniosła porażkę, mniej poprzez konkretne działania, a bardziej poprzez groźną retorykę, odstraszyć Zachód od zaangażowania się w wojnę. Jednak próg Kremla dla zaangażowania się w eskalację nie jest uzależniony od żadnych konkretnych działań Zachodu. Nie ma precyzyjnej pułapki, że tak powiem, która automatycznie wywołałaby rosyjski atak na NATO lub użycie broni jądrowej.

Zamiast tego czerwone linie Moskwy są kontekstowo określone przez sytuację na polu bitwy na Ukrainie. Putin niechętnie eskaluje, ponieważ uważa, nie bez uzasadnienia, że ​​Rosja wygrywa wojnę w obecnym tempie i nie ma nic do zyskania, wpychając ją w nową, bardziej niebezpieczną fazę.

Putin pokazał od czasu nieudanej kontrofensywy Ukrainy w 2023 r., że nie chce zakłócać tego, co uważa za korzystny status quo militarny, za pomocą działań eskalacyjnych, które osłabiłyby pozycję Rosji. Strategia Rosji wydaje się opierać na założeniu, że gwałtowne zaostrzenie konfliktu może sprowokować bezpośrednią interwencję Zachodu na Ukrainie, co niesie ze sobą widmo szerszej wojny, którą zarówno Moskwa, jak i Waszyngton słusznie uważają za katastrofalną w swoich konsekwencjach.

Na froncie politycznym Kreml starał się zapewnić kluczowych partnerów międzynarodowych, w tym Chiny, Brazylię i Indie, że robi wszystko, co w jego mocy, aby szybko zakończyć wojnę w drodze negocjacji. Otwarcie nowego szczebla na drabinie eskalacji unieważniłoby tę długoletnią pozycję i kosztowałoby Moskwę wsparcie ze strony krajów, których nie może sobie pozwolić na alienację, podczas gdy stara się złagodzić skutki międzynarodowych sankcji.

Zamiast tego Kreml stara się utrzymać kurs w tym, co uważa za swoją skuteczną strategię wyniszczania, wykorzystując swoje ogromne przewagi w sile roboczej i uzbrojeniu, aby powoli zmiażdżyć siły ukraińskie wzdłuż linii kontaktu. Odwrotna sytuacja jest również prawdziwa: prawdziwą „czerwoną linią” Moskwy nie jest konkretne działanie, ale raczej sytuacja, w której dochodzi ona do wniosku, że nie może wygrać wojny bez rozpoczęcia poważnej eskalacji. Ten wniosek, jeśli zostanie osiągnięty, popchnie Putina w stronę opcji, które wcześniej odrzucono jako zbyt ryzykowne lub kontrproduktywne.

Co najważniejsze, ta percepcja nie musi spełniać standardu, że siły rosyjskie na Ukrainie znajdują się na skraju porażki na polu bitwy. Wystarczy, że Kreml dojdzie do wniosku, że Rosja jest na trajektorii porażki, aby zaczął rozważać opcje wysokiego ryzyka, w tym bezpośrednie konwencjonalne ataki na cele na terytorium NATO, a nawet rozważania na wysokim szczeblu, jak mogłaby wyglądać opcja nuklearna.

(...)

Problem leży jednak w postrzeganiu Rosji – wyraźnie przedstawionym w niedawnym ostrzeżeniu Putina skierowanym do NATO – że Zachód będzie nadal stopniowo pogłębić swoje zaangażowanie na Ukrainie, aż potencjalnie poprzez rozmieszczenie wojsk lub bezpośrednie przechwycenie rosyjskich rakiet przez Zachód, ostatecznie uda mu się zapobiec osiągnięciu przez Rosję czegoś, co Kreml uważa za zwycięstwo.

(...)

Sposób na ucieczkę z tego cyklu eskalacji nie polega, jak sugerowano, na wyposażeniu Ukrainy w nową broń i zdolności w błędnej nadziei na danie Kijowowi przewagi, a tym samym drogi do zabezpieczenia pokoju na korzystnych warunkach. Nie polega też na całkowitym odcięciu pomocy Zachodu. Obecny poziom wsparcia wojskowego i politycznego NATO, w połączeniu z międzynarodowym reżimem sankcji wobec Rosji, daje mu już znaczny wpływ na torowanie drogi do negocjacji na najlepszych możliwych warunkach dla Zachodu i Ukrainy.

thehill.com

sobota, 12 października 2024



Trzy lokalne kanały telewizyjne zostały skazane na kary grzywny za odmowę pokazywania przedwyborczego filmiku rządzącej partii Gruzińskie Marzenie. Każdy z kanałów telewizyjnych - Formuła, Mtavari i TV Pirveli - skazano na 5 tys. lari  [7.220 zł] - donosi rosyjska służba BBC.

Nagranie zawierało kadry zniszczonych w wyniku wojny budynków na Ukrainie z napisem „Nie dla wojny!”. Obok tych ujęć zostały umieszczone fotografie gruzińskie budynki z napisem „Wybierz pokój”.

x.com/Bielsat_pl


Główny strateg makroekonomiczny Saxo Bank, John J. Hardy, wskazuje, że choć Kamala Harris prowadzi w ogólnokrajowych sondażach z przewagą około 3%, to w decydujących siedmiu stanach różnice są znikome. Z perspektywy rynków zakładów szanse na zwycięstwo Harris i Trumpa są zbliżone i wynoszą około 50%. Hardy podkreśla, że nadchodzące wybory prezydenckie w USA będą miały ogromne znaczenie, a kluczowym czynnikiem w wyścigu wyborczym będzie frekwencja – Harris będzie musiała zmobilizować młodszych wyborców, podczas gdy Trump musi przekonać tych, którzy obwiniają Demokratów za problemy gospodarcze i inflacyjne.

(...)

Eksperci Saxo Bank ostrzegają, że polityczne wybory Muska mogą wpłynąć na postrzeganie Tesli jako marki. Przejęcie Twittera (obecnie X) oraz antyestablishmentowe wypowiedzi CEO Tesli spowodowały spadek aktywności na platformie o 25% w USA i o ponad 30% w Wielkiej Brytanii. Dodatkowo, poparcie dla Trumpa wywołało mieszane reakcje wśród akcjonariuszy Tesli o lewicowych poglądach, co pokazują wyniki sondażu NBC – tylko 6% Demokratów ma pozytywną opinię o Musku, podczas gdy 79% wyraża negatywne zdanie.

strefainwestorow.pl

piątek, 11 października 2024



Wysoki rangą generał ma jednak plan, jak odstraszyć Rosję lub, w najgorszym przypadku, jak zadać druzgocący cios. — Jeśli zaatakują choćby centymetr litewskiego terytorium, odpowiedź nadejdzie natychmiast. Nie pierwszego dnia, ale w pierwszej minucie. Uderzymy we wszystkie strategiczne cele w promieniu 300 km. Zaatakujemy bezpośrednio Petersburg — powiedział polski były wojskowy Andrzejczak.

Jego pilny apel: "musimy zmienić narrację i przejąć inicjatywę". Rosja musi zdać sobie sprawę, że atak na Polskę lub kraje bałtyckie oznaczałby również jej koniec. Nawet bez użycia bomb atomowych. To jedyny sposób, aby odstraszyć Kreml od takiej agresji. W tym celu Polska kupuje obecnie "800 rakiet o zasięgu 900 km", które zostałyby użyte w przypadku rosyjskiego ataku, ostrzega Rajmund Andrzejczak.

Dowódca litewskiej armii, Raimundas Vaiksnoras, mówi również, że w przypadku rosyjskiego ataku na jego kraj: "Musimy być w stanie natychmiast odpowiedzieć samodzielnie, bez konieczności czekania na decyzję w niektórych stolicach NATO, czy powołać się na artykuł 5".

Dlatego też Litwa nabywa obecnie liczne systemy HIMARS z USA, a także inną ciężką broń. W przypadku rosyjskiego ataku chce być w stanie użyć ich do uderzenia na głębokości kilkuset km.

Ekspert ds. cyberbezpieczeństwa z regionu, który nie chciał zostać wymieniony z nazwiska, powiedział również portalowi Bild: — Jeśli Rosja nas zaatakuje, jesteśmy dobrze przygotowani. Nie chcemy, aby uwierzyli, że w Moskwie nadal będzie działać metro lub windy. Jego kraj opracował koncepcję, aby dać Rosji "szok systemowy", który, miejmy nadzieję, odstraszy Kreml od "wojny na wyniszczenie, której nie możemy wygrać" w bardzo krótkim czasie, powiedział ekspert portalowi.

(...)

Tymczasem według doniesień "The Wall Street Journal", na które powołuje się Bild, Zełenskiemu "wyjaśniono, że całkowite zwycięstwo Ukrainy nad Rosją kosztowałoby setki mld dol., na co ani Waszyngton, ani Europa nie mogą sobie pozwolić. Wysocy rangą urzędnicy amerykańscy mówią o dalszym wsparciu. Jednak nie mówią już o tym, że Ukraina jest w stanie odzyskać wszystkie terytoria".

onet.pl

czwartek, 10 października 2024



9 października na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego (PE) Viktor Orbán zaprezentował priorytety węgierskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej (RUE). Premier koncentrował się na powszechnie akceptowanym postulacie wzmocnienia konkurencyjności w UE, pozytywnie nawiązując do raportu Maria Draghiego oraz polityki prezydenta Emmanuela Macrona. Wśród pozostałych priorytetów wymienił zwalczanie kryzysu migracyjnego (sugestia utworzenia ośrodków recepcyjnych poza Unią i regularnych szczytów państw strefy Schengen), wzmocnienie unijnego przemysłu obronnego i bazy technologicznej oraz rozszerzenie UE, które powinno objąć przede wszystkim Serbię jako „gwaranta stabilności na Bałkanach”.

W odpowiedzi na wystąpienie premiera szefowa Komisji Europejskiej (KE) Ursula von der Leyen wytykała, że pominął on zupełnie kwestię Ukrainy, którą czeka trzecia zima wojny, i skupiła się na ostrej krytyce Węgier za ich prorosyjską orientację. Choć Orbán poświęcił swoje przemówienie samej prezydencji i jej aspektom programowym, to trzygodzinna wymiana zdań z europosłami nie dotyczyła przedstawionej agendy, lecz zarzutów skierowanych pod adresem Budapesztu w związku z jego polityką wobec Ukrainy i Rosji oraz sytuacji na samych Węgrzech.

osw.waw.pl


Po niepowodzeniu w zdobyciu Kijowa i udanej kontrofensywie Ukrainy w Charkowie i Chersoniu, Rosja rozpoczęła skrupulatną kampanię mającą na celu zniszczenie systemu energetycznego kraju. Ataki te trwają już ponad dwa lata, jak 26 i 27 sierpnia, kiedy to prawie 300 pocisków i dronów uderzyło w ukraińską infrastrukturę energetyczną.

(...)

W latach 2022–2024 Rosja skupiła swoje ataki na sieci energetycznej, w szczególności na autotransformatorach. Centralizacja ukraińskiej sieci sprawiła, że ​​stała się ona zależna od tych urządzeń, które przetwarzają i przesyłają energię z elektrowni do punktów poboru.

Rosja obliczyła, że ​​zniszczenie jednostek doprowadzi do załamania systemu, ponieważ infrastruktura Ukrainy została zaprojektowana i zbudowana w czasach sowieckich i nie można jej było łatwo naprawić za pomocą części zachodnich. Produkcja autotransformatorów jest również wysoce skoncentrowana, a terminy dostaw są długie, więc Ukraina będzie miała trudności z wymianą uszkodzonego sprzętu.

Produkcja energii elektrycznej na Ukrainie jest w dużym stopniu uzależniona od elektrowni jądrowych. Z 18-20 GW mocy dostępnej na początku 2024 r. elektrownie jądrowe odpowiadały za 7,8 GW (około 40%). W systemie energetycznym o wysokim udziale energii jądrowej konwencjonalne elektrownie, takie jak bloki węglowe, odgrywają kluczową rolę w równoważeniu systemu, ponieważ można je szybko zwiększać i zmniejszać, aby sprostać zapotrzebowaniu.

Chociaż Rosja nie zaatakowała bezpośrednio elektrowni jądrowych, niedawne ataki na systemy przesyłowe i dystrybucyjne w pobliżu reaktorów zmusiły Ukrainę do zmniejszenia wytwarzania energii jądrowej lub szybkiego zamykania elektrowni — czego nie są one przeznaczone do tego.

Takie działania nie tylko eskalują ze względu na ryzyko katastrofy nuklearnej, ale także zakłócają przepływ jednego z ostatnich pozostałych źródeł energii na Ukrainie.

Wbrew wszelkim przeciwnościom Kijów wykazał się niesamowitą odpornością na te ataki, dzięki szeregowi czynników, które umożliwiły kontynuację produkcji i dystrybucji energii.

Po pierwsze, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja, obrona powietrzna Ukrainy działała znacznie lepiej, niż oczekiwano. Pomogło to osłonić jej infrastrukturę.

Po drugie, Ukraina była jednym z najbardziej uprzemysłowionych regionów ZSRR. Aby zapewnić odporność produkcji, Sowieci priorytetowo traktowali wolne moce produkcyjne podczas projektowania sieci.

Po trzecie, po rozpadzie ZSRR gospodarka i demografia Ukrainy podupadły, co spowodowało spadek zapotrzebowania na energię elektryczną, co zapewniło sieci wolne moce.

Wreszcie, w momencie pełnoskalowej inwazji Ukraina miała duże zapasy sprzętu elektrycznego, co pozwoliło jej na rozmieszczenie szybkich zespołów naprawczych w celu przywrócenia sieci.

Niezadowolona z braku sukcesów i tempa ukraińskiej adaptacji, Moskwa zmieniła taktykę w marcu 2024 r. Rosyjskie ataki przeniosły się z ataków na sieć na ataki na konwencjonalne elektrownie.

Atakując konwencjonalne źródła energii, Kreml starał się nie tylko ograniczyć dostawy energii, ale także podważyć integralność całego systemu, czyniąc go bardziej zależnym od nieelastycznej energii jądrowej. Jednocześnie Rosja zaczęła atakować podstacje w pobliżu elektrowni jądrowych, aby zakłócić to kluczowe zaopatrzenie i zepchnąć Ukrainę w ciemność.

Rosja skupiła swoje ataki na elektrowniach wodnych, cieplnych i elektrociepłowniach (CHP). W rezultacie Ukraina straciła około połowy swojej produkcji energii, zmuszając firmy energetyczne do próby ograniczenia zużycia energii poprzez zaplanowane regionalne przerwy w dostawie prądu tego lata.

Kijów podejmuje środki awaryjne, zwiększając import energii elektrycznej z sąsiednich krajów UE, naprawiając uszkodzone elektrownie i wdrażając technologie rozproszonej generacji. Mimo to elektrownie mogą być w stanie dostarczać energię elektryczną tylko przez dwie do czterech godzin dziennie do stycznia — szczytu zimowego sezonu grzewczego.

cepa.org

środa, 9 października 2024



Zygmunt Solorz jako główny akcjonariusz, posiadający ponad 62 proc. akcji Cyfrowego Polsatu uczestniczył w walnym zgromadzeniu zdalnie, towarzyszył mu prawnik. Solorz otworzył obrady i zaproponował wybór prowadzącego walne zgromadzenie. Na udostępnianej przez spółkę transmisji nie pojawił się już więcej.

W walnym uczestniczyli akcjonariusze posiadający niemal 418 mln akcji, przekładających się na 597 mln głosów -  prawie 73 proc. ogółu głosów na walnym.

W trakcie zgromadzenia akcjonariusze podjęli w głosowaniu uchwałę o odwołaniu syna Zygmunta Solorza - Tobiasa Solorza z rady nadzorczej, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego. Uchwała zyskała poparcie 80 proc. głosów. Wcześniej odwołali z niej Jarosława Grzesiaka oraz zmniejszyli liczebność rady o dwie osoby - do sześciu. W związku z tym nie wybierano do niej nowych członków.

Wszystkie podjęte na zgromadzeniu uchwały oprotestowywał pełnomocnik Tobiasa Solorza prawnik Paweł Rymarz. Zgłaszał też inne wnioski, m.in. o sprawdzenie listy obecności przez specjalną komisję. Przyznał jednocześnie, że Kodeks spółek handlowych umożliwia wnioskowanie o to przez akcjonariusza z co najmniej jedną dziesiątą kapitału reprezentowanego na walnym, a tyle jego mocodawca nie ma. Wniosek został pozostawiony bez rozpatrzenia właśnie ze względu na tę okoliczność - poinformował prowadzący zgromadzenie Jerzy Kwaśniewski.

Składając sprzeciw wobec zmiany liczby członków rady nadzorczej, Rymarz argumentował, że statut spółki nie przewiduje tego w trakcie połączonej kadencji zarządu i rady. Na zakończenie zgromadzenia pełnomocnik Tobiasa Solorza, składając pisemny sprzeciw, oświadczył, że walne zostało zwołane nienależycie. Listy obecności nie sprawdzono, a uchwała o odwołaniu jego klienta ma wyłącznie na celu jego pokrzywdzenie i godzi w interes spółki.

(...)

Po zmianach w radzie nadzorczej zasiadają: przewodniczący Zygmunt Solorz, wiceprzewodnicząca Justyna Kulka oraz Józef Birka, Marek Grzybowski, Alojzy Nowak i Tomasz Szeląg.

W czwartek odwołanie Piotra Żaka i Tobiasa Solorza ze składu rady nadzorczej Netii potwierdziło PAP biuro prasowe spółki. Aktualnie w skład rady nadzorczej Netii wchodzą: Zygmunt Solorz (przewodniczący), Justyna Kulka, Wojciech Pytel, Maciej Stec i Tomasz Szeląg.

PAP zapytała również o zmiany w radzie nadzorczej spółki Polkomtel, która potwierdziła, że Piotr Żak i Tobias Solorz zostali z niej odwołani. W przesłanej PAP odpowiedzi poinformowano też, że ze składu rady nadzorczej odwołany został również Jarosław Grzesiak. Jak wynika z informacji zamieszczonej na stronie spółki obecnie w skład rady nadzorczej Polkomtela wschodzą: Zygmunt Solorz (przewodniczący), Justyna Kulka (wiceprzewodnicząca), Józef Birka, Aleksander Myszka, Wojciech Pytel, Maciej Stec i Tomasz Szeląg.

W poniedziałek walne zgromadzenie ZE PAK odwołało Tobiasa Solorza i Piotra Żaka z rady nadzorczej tej spółki. Zygmunt Solorz za pośrednictwem swojej spółki ma 65,98 proc. akcji ZE PAK. W datowanym na czwartek 26 września liście do pracowników Grupy Polsat Plus Solorz zapowiedział działania, których konsekwencją ma być odwołanie jego dzieci z władz spółek grupy. 

PAP


Podkreślę raz jeszcze, nie jest problemem, że sam Musk mówi, że jest całym sobą za Trumpem, a jeśli wygra Kamala Harris, to będzie skończony. Problem polega na tym, że nie jest jakimś tam miliarderem, ale jedną z najbogatszych osób na świecie, a zarazem najbardziej wpływowych. Do tego – będąc skrajnie stronniczym – jest właścicielem jednego z najważniejszych dla polityki na całym globie serwisu, czyli X (dawniej Twitter), i ani myśli wprowadzać tam zasady rzetelnego moderowania dyskusji. Sam podaje dalej deepfaki, fotomontaże i różne wytworzone przez AI treści polityczne, które wprowadzają odbiorców w błąd. Zawsze zasłania się wolnością wypowiedzi, atakuje tradycyjne media i oskarża lewicę o cenzorskie zapędy.

rp.pl